Daniel Rańś:
Siem 
Wrzucam utwór z nowej płytki niedocenianego dotąd Rahima.
Album "Podróże po amplitudzie" jest dla mnie bardzo miła niespodzianką ze strony Sebastiana.
Wydaje mi się ze każdy kawałek z nowego krążka powinien zadowolić prawdziwego fana muzyki hip-hop. Do przesłuchania dla Was : Rahim - Pasażer 

Wrzucam utwór z nowej płytki niedocenianego dotąd Rahima.
Album "Podróże po amplitudzie" jest dla mnie bardzo miła niespodzianką ze strony Sebastiana.
Wydaje mi się ze każdy kawałek z nowego krążka powinien zadowolić prawdziwego fana muzyki hip-hop. Do przesłuchania dla Was : Rahim - Pasażer 
Boshe.. pewna dziewczyna napisała, że trwają negocjacje z Alice Nine w sprawie koncertu w Polsce. Jeśli to prawda i jeśli oni przyjadą to jebnę ze szczęścia. A potem mózg mi spłonie od wymyślania sposobu w jaki można by tu zakręcić się koło Shou lub Tory
a potem pojadę na koncert i będę stała gdzieś w pizdu widząc jakąś kropkę na scenie, a gdy koncert się skończy to zaleję się łzami, bo Shou mnie w tym tłumie nie wypatrzy
a potem będzie tydzień deprechy.. lub jakoś tak o_O
To już lepiej niech siedzą w tej Japonii. o_O
a potem pojadę na koncert i będę stała gdzieś w pizdu widząc jakąś kropkę na scenie, a gdy koncert się skończy to zaleję się łzami, bo Shou mnie w tym tłumie nie wypatrzy
a potem będzie tydzień deprechy.. lub jakoś tak o_OTo już lepiej niech siedzą w tej Japonii. o_O
Well, this week a monumental decision came to me. I decided to look for help...
Neither this blog, nor my previous ones didn' do me any good...
I always had problems, maybe i'm adult enough to handle them now...
Maybe I'm just not able to live with myself...any more...could i ever?
Why do I write in English?
Because i like myself when I'm english:D I'm (almost) bi-lingual, been learning it since 3, so i know it very well. It's the one thing that keeps my non-existing self-confidence at a level that keeps me alive...
I've been thinking lately....
about my first serious suicide attempt... it was in high-school?? Maybe in middle school....
i remembered the feeling when it got to me that i'm actually going to DIE!
I remembered the fright that got over me, that i should go to the hospital...
i started crying...
but i did nothing... i went to sleep...with lot of pills in my stomach...it didn't worked
Next day i had a test in class...
i was thinking that i shouldn't have been on it should've been dead.
but i'm still alive though it lures me to forget about the pain, life, limb and all people, be happy by not beeing in this world....
Neither this blog, nor my previous ones didn' do me any good...
I always had problems, maybe i'm adult enough to handle them now...
Maybe I'm just not able to live with myself...any more...could i ever?
Why do I write in English?
Because i like myself when I'm english:D I'm (almost) bi-lingual, been learning it since 3, so i know it very well. It's the one thing that keeps my non-existing self-confidence at a level that keeps me alive...
I've been thinking lately....
about my first serious suicide attempt... it was in high-school?? Maybe in middle school....
i remembered the feeling when it got to me that i'm actually going to DIE!
I remembered the fright that got over me, that i should go to the hospital...
i started crying...
but i did nothing... i went to sleep...with lot of pills in my stomach...it didn't worked
Next day i had a test in class...
i was thinking that i shouldn't have been on it should've been dead.
but i'm still alive though it lures me to forget about the pain, life, limb and all people, be happy by not beeing in this world....
fajaju:
To co odróżnia człowieka od zwierząt to język, ale niektórzy przez to co mówią pokazują jakimi są bydlakami.
khe:
Komentarz do wpisu Niedobrze. Zdałam sobie sprawę z tego, ile dodanego przez khe:
sasasa:
- ale wszystkich stąd bajek też widziałam, o!
sasasa:- ale wszystkich stąd bajek też widziałam, o!
Nie wiedziałem że życie nastolatka będzie aż tak skomplikowane. Ten świat tak w koło wiruje. Jednego dnia potrafię zmienić zdanie z jakieś 10 razy. Potrafię na przemian dołować się i śmiać. W sumie ok. Przecież ani jednego ani drugiego nie może być za wiele. Nie wiem jak inni, ale ja tam strasznie lubię planować na przyszłość. Ja wiem, że już miałem tego nie robić, ale w tych kwestiach chyba mogę. Nic w tym złego. Zastanawiam się nad tym kim będę w przyszłość za parę lat? To jest fajne bo mogę sobie wyobrazić siebie samego w roli kogo tylko zechce. Prawie codziennie chcę być kimś innym. I mniej więcej mówię o tym mamie. A mama się śmieje ze mnie i mówi, że Ty to już wszystkim będziesz. Powiedziała o tym swojej córce a ona że to dobrze, że tak robi. Przynajmniej nie nastawia się na jedno i zawsze będzie mógł wybrać to co chce. Skoro mówi to osoba mające już jakieś dziesiąt lat i ogromne doświadczenie życiowe to chyba nie jest to takie złe.
Boję się samotności. Niby mam w koło rodzinę, no ale brakuje mi tej takiej prawdziwej rodzinnej miłości. Nie chce pisać znów że "postanowiłem", bo to jakoś dziwnie brzmi, ale chcę otworzyć się na innych. Bawić się z innymi być ich kumplem. Siedzenie w domu i użalanie się nad sobą i nad tym jaki to jestem opuszczony przez kolegów itd itp naprawdę nic nie daje, a tylko bardziej pogrąża. Dlatego chce nawiązać z nimi jakiś kontakt żeby poznali mnie z tej "szalonej" strony. He. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo ale jeśli nie zaryzykuje nie dowiem się. Przypominają mi się moje wybuchy śmiechu na przerwach albo lekcjach. Często mi tego brakuje w domu. Ale przypinam to sobie i śmieje się sam do siebie. Dla takich chwil naprawdę warto żyć.
Wiecie co? Myślę że osiągnąłem dno i podłamałem się i spartoliłem parę spraw w swoim życiu. I myślę że to jest odpowiedni moment aby odbić się od tego dna. Nie ma czym się chwalić i może jest na to za wcześnie, ale wczoraj minęło 7 dni jak zaprzestałem pewnych rzeczy a dziś mija 10 dzień jak trwam w swoim postanowieniu i robię coś dla własnej przyjemności i wiem że to mi wyjdzie na dobre. Staram wzbić się w górę. Są jednak rzeczy o których będę myślał codziennie, te przez które znalazłem się na dnie. Rozstanie...
Przecież nie można żyć cały czas tym co się stało. Pewnie, że boli i za każdym razem jak będę patrzył na wspólne zdjęcia z balu czy też wspomniał spędzone razem chwile będzie mnie gryzło sumienie. Ale tylko wspomnienia i zdjęcia mi pozostały. Były złe i dobre chwile ale myśląc o tych dobrych chwilach jakoś poprawia mi się humor. Wspólny śmiech i to wszystko. Już nawet nie wiem jak się mam dobrze wyrazić. Nigdy nie umiałem powiedzieć w prost co do kogoś czuję chyba że jestem wkurzony wtedy to nie mam żadnego z tym problemu. Ciężko jest opisać to co się czuje w taki sposób aby to było prawdziwe i żeby nie wyglądało sztucznie. Ja tak nie potrafię. To były piękne chwile. Straciłem to co miałem najważniejsze w swoim życiu. Nie dość że zniszczyłem sobie życie to przy okazji zniszczyłem życie osobie która znaczyła dla mnie tak wiele i można powiedzieć że to właśnie ona była moim życiem. Chcę aby odnalazła szczęście w kimś to będzie dla niej lepszy niż ja. Kto pomoże jej w ciężkich chwilach i zrozumie. Po prostu ktoś kto będzie przy niej.
Ostatnio napisałem że zemsta jest słodka. Miałem opracowany plan działania ale teraz zastanawiam się czy naprawdę warto. Teraz myślę że nie, bo bardziej go uderzy to że ja kiedyś zacznę swoje prawdziwe życie i nie będę zwracał na niego uwagi i miał go gdzieś niż to że zemszczę się w taki sposób gdzie będzie musiał wykładać kasę na pokrycie strat. Będzie żył ze świadomością, że zaniedbał syna i w ofóle miał go gdzieś skoro on teraz ma go gdzieś. To nie jest takie oczywiste czy on to sobie uświadomi w taki sposób i czy w ofóle uświadomi ale mnie to teraz nie obchodzi. Najważniejsze że ja zaczynam układać sobie życie od "nowa". Mam wspaniałą mamę i utrzymywać a przede wszystkim wzmacniać więź jaka jest między nami. Dobra ja lecę spać. Jest godzina 00.33 a muszę wstać o 5.30.
Boję się samotności. Niby mam w koło rodzinę, no ale brakuje mi tej takiej prawdziwej rodzinnej miłości. Nie chce pisać znów że "postanowiłem", bo to jakoś dziwnie brzmi, ale chcę otworzyć się na innych. Bawić się z innymi być ich kumplem. Siedzenie w domu i użalanie się nad sobą i nad tym jaki to jestem opuszczony przez kolegów itd itp naprawdę nic nie daje, a tylko bardziej pogrąża. Dlatego chce nawiązać z nimi jakiś kontakt żeby poznali mnie z tej "szalonej" strony. He. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo ale jeśli nie zaryzykuje nie dowiem się. Przypominają mi się moje wybuchy śmiechu na przerwach albo lekcjach. Często mi tego brakuje w domu. Ale przypinam to sobie i śmieje się sam do siebie. Dla takich chwil naprawdę warto żyć.
Wiecie co? Myślę że osiągnąłem dno i podłamałem się i spartoliłem parę spraw w swoim życiu. I myślę że to jest odpowiedni moment aby odbić się od tego dna. Nie ma czym się chwalić i może jest na to za wcześnie, ale wczoraj minęło 7 dni jak zaprzestałem pewnych rzeczy a dziś mija 10 dzień jak trwam w swoim postanowieniu i robię coś dla własnej przyjemności i wiem że to mi wyjdzie na dobre. Staram wzbić się w górę. Są jednak rzeczy o których będę myślał codziennie, te przez które znalazłem się na dnie. Rozstanie...
Przecież nie można żyć cały czas tym co się stało. Pewnie, że boli i za każdym razem jak będę patrzył na wspólne zdjęcia z balu czy też wspomniał spędzone razem chwile będzie mnie gryzło sumienie. Ale tylko wspomnienia i zdjęcia mi pozostały. Były złe i dobre chwile ale myśląc o tych dobrych chwilach jakoś poprawia mi się humor. Wspólny śmiech i to wszystko. Już nawet nie wiem jak się mam dobrze wyrazić. Nigdy nie umiałem powiedzieć w prost co do kogoś czuję chyba że jestem wkurzony wtedy to nie mam żadnego z tym problemu. Ciężko jest opisać to co się czuje w taki sposób aby to było prawdziwe i żeby nie wyglądało sztucznie. Ja tak nie potrafię. To były piękne chwile. Straciłem to co miałem najważniejsze w swoim życiu. Nie dość że zniszczyłem sobie życie to przy okazji zniszczyłem życie osobie która znaczyła dla mnie tak wiele i można powiedzieć że to właśnie ona była moim życiem. Chcę aby odnalazła szczęście w kimś to będzie dla niej lepszy niż ja. Kto pomoże jej w ciężkich chwilach i zrozumie. Po prostu ktoś kto będzie przy niej.
Ostatnio napisałem że zemsta jest słodka. Miałem opracowany plan działania ale teraz zastanawiam się czy naprawdę warto. Teraz myślę że nie, bo bardziej go uderzy to że ja kiedyś zacznę swoje prawdziwe życie i nie będę zwracał na niego uwagi i miał go gdzieś niż to że zemszczę się w taki sposób gdzie będzie musiał wykładać kasę na pokrycie strat. Będzie żył ze świadomością, że zaniedbał syna i w ofóle miał go gdzieś skoro on teraz ma go gdzieś. To nie jest takie oczywiste czy on to sobie uświadomi w taki sposób i czy w ofóle uświadomi ale mnie to teraz nie obchodzi. Najważniejsze że ja zaczynam układać sobie życie od "nowa". Mam wspaniałą mamę i utrzymywać a przede wszystkim wzmacniać więź jaka jest między nami. Dobra ja lecę spać. Jest godzina 00.33 a muszę wstać o 5.30.
Pytanie tytułowe, to po pierwsze.
A po drugie - przykre jest, gdy na tapetę wchodzi temat aborcji.
Przykre, gdy pojawia się zapalony "pro-lifer", że tak to określę, i zaczyna zarzucać ludzi swoimi argumentami, podając choćby najdziwniejsze, jest głuchy na argumenty nie zgadzające się z jego tezą i jest po prostu... agresywny.
I jest czasami tak pewny swego, jakby umiał przewidzieć każdą swoją reakcję w kazdej sytuacji, że realna, merytoryczna dyskusja staje się po prostu niemożliwa.
Żeby nie było, nie atakuję nikogo
Taka mała refleksja mnie natchnęła, bo dyskusji na ten temat przeprowadzałam już kilkadziesiąt i zawsze wygladały podobnie.
A po drugie - przykre jest, gdy na tapetę wchodzi temat aborcji.
Przykre, gdy pojawia się zapalony "pro-lifer", że tak to określę, i zaczyna zarzucać ludzi swoimi argumentami, podając choćby najdziwniejsze, jest głuchy na argumenty nie zgadzające się z jego tezą i jest po prostu... agresywny.
I jest czasami tak pewny swego, jakby umiał przewidzieć każdą swoją reakcję w kazdej sytuacji, że realna, merytoryczna dyskusja staje się po prostu niemożliwa.
Żeby nie było, nie atakuję nikogo
Taka mała refleksja mnie natchnęła, bo dyskusji na ten temat przeprowadzałam już kilkadziesiąt i zawsze wygladały podobnie.
-
Cheshire Cat: heh.. chyba czytałam ta dyskusje o której mowa. Ciekawi mnie to, że ktoś jest taki pro-life, a zupełnie nie dba o życie już istniejące. Dlaczego życie kobiety jest gorsze od zbitka komórek, który nie ma jeszcze układu nerwowego? Znaczy wiem, że to nie jest pytanie do Ciebie, ale ogólnie mnie ciekawi a sprawa.
Kategorie blogów
Szukaj blogów
Szukaj wpisów po tagu
Szukaj w treści
Najnowsze wikistrony:
zielony Wycinki & Artykuły Tester-Wiedzy Plakaty A4 Plakaty A3 Mega plakaty Inne plakaty Naklejki Single Własne produkcje CD
















-
gość:
-
Dark Orchid:
-
zouza zua!:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›