Wpisy oznaczone tagiem "depresja" (1000)  

deergirl
 
Jednak nie ma to jak rodzina. Rodzice wspierają mnie w mojej sytuacji, nawet na chwilę we mnie nie zwątpili. Wspierali mnie w decyzji rzucenia pracy, nawet tata powiedział, że mam odejść, a on rzadko się udziela, wszystko pozostawia mamie. Jednak, gdy dzieje się coś poważnego, ktoś mnie skrzywdził, upokorzył, zawsze mogę na niego liczyć. Sam powiedział, że nie mogę dać się tak traktować i dobrze postąpiłam.
M. też stanął na wysokości zadania. Wspiera mnie całym sobą, kupuje słodycze, by mi poprawić humor, rozśmiesza mnie. Nawet ogląda ze mną "Brzydulę". Zawsze oglądam tez serial, gdy dzieje się coś, co mnie niszczy i sprawia, że nie mam ochoty żyć. Tak było po obu moich zerwaniach, po plotkach na mój temat w gimnazjum, kiedy wszyscy się ode mnie odwrócili. Zawsze oglądałam "Brzydulę", jakoś dodawało mi to otuchy. Teraz jestem już na 40 odcinku, a M. uparcie ze mną ogląda. Kochany jest.
Tata uważa, że powinnam zacząć się ruszać, ćwiczyć coś.  Twierdzi, że poprawi to mój stan i wyjdę z depresji. Mam do wyboru albo powrót na rurę albo judo. Nie wiem, czy mi się uda, tak dawno nic ze sobą nie robiłam, a już bieg do autobusu sprawia, że mam mini zawał. Z drugiej strony wszyscy psycholodzy i terapeuci mówią, że ruch pomaga. Tylko czy będę miała w sobie tyle siły, by się przemóc i iść na takie zajęcia? Nie wiem.
I tak największe podziękowania należą się mojej mamie. Ona w tym wszystkim jest dzielna i stara się, by było mi lepiej. Kierowniczka i moje byłe koleżanki z pracy niesamowicie ją wkurzyły (żeby nie powiedzieć wkurwiły) i chce bronić mojego honoru. Ma zamiar tam pójść i powiedzieć kierowniczce, co o niej myśli. A moje mama nie hamuje się w słowach, mówi jak jest. Chce też walczyć o mangi, które mi się należą, bo mnie się nawet tego nie udało wywalczyć. Może zadzwoni też do szefa wszystkich szefów, by mu powiedzieć prawdę? Byłoby fajnie, bo mnie i tak by nie wysłuchał. Strach pomyśleć, co ona na mnie nagadała.
Nadal czuję się źle i beznadziejnie. Chciałabym zostać w pokoju i nigdzie nie wychodzić. Mam już dość bycia ofiarą tych wszystkich gier, manipulacji i perfidii. Niech ludzie uprawiają swój ulubiony sport, ale ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Bo zawsze przegrywam.  
a213ae5099ea05df5a4953f3877b3258.jpg
 

deergirl
 
Za każdym jebanym razem, jak poznaję jakąś dziewczynę, otwieram się na nią i chcę być od razu jej przyjaciółką. To jest u mnie tak podświadome, że nawet tego nie zauważam. A raczej zauważam, kiedy jest już za późno.
Nie wiem czemu tak jest. Może to nasze zachowane pierwotne instynkty? Może kobiety sobie to wypracowały na przestrzeni epok w walce o mężczyzn i uznanie? A może po prostu mamy taką naturę... Kobiety to suki.
Nie dla mężczyzn, ale dla innych kobiet. Tylko one grają w jakieś gierki, manipulacje, przekręcanie i wdają się w małe wojny z innymi przedstawicielkami swojej płci.
Ja za każdym razem daję się nabrać i zapominam o tych umiejętnościach, albo mam nadzieję, że osoba, którą poznałam, jest jednak inna. Ach ja naiwna, jak zwykle.
Nie wiem, czy czytając to wiesz, o co chodzi, więc przybliżę Tobie moją sytuację sprzed kilku wpisów.
1) zwolniłam się z pracy, bo miałam dość kierowniczki, która czepiała się o wszystko, a ostatnio zaczęła się na mnie drzeć przez telefon, kląć wyzywać itd.
2) Moja "koleżanka" z pracy również miała tego dość i chciała się zwalniać razem ze mną. Nawet wydrukowała swoje wypowiedzenie.
3) Ja wręczyłam swoje wypowiedzenie, Iza tego nie zrobiła. Ale przez cały czas wiedziała, jaka jest kierowniczka - miałyśmy się wspierać, miała dać mi moje mangi, na które sobie zapracowałam.
4) Dzień później zadzwonił do mnie szef wszystkich szefów i zapytał mnie, dlaczego odeszłam. Powiedziałam mu o wszystkim, rozmowa trwała 15 minut. Obiecał, że coś z tym zrobi, a we mnie zakiełkowała nadzieja, że wrócę do pracy.
Szkoda tylko, że świat nie jest taki piękny, a ludzie to kurwy... Wyobraź sobie, że kierowniczka nakłamała na mój temat i wszyscy jej uwierzyli. Twierdzi, że się na mnie nie darła przez ten telefon. Ba!To Ja się na nią wydarłam! Do tego "schowałam" 50 zł z kasy, by zrobić im na złość i by Iza miała zapłacić. Bo ja taka złośliwa jestem. Było tego więcej, ale nawet nie chciałam dopytywać. Dziewczyny odwróciły się ode mnie, wierzą w pełni tej fałszywej kurwie, a ja nie dość, że chciałam je oszukać, to jeszcze chciałam "zmanipulować Izę", by zrezygnowała z pracy. Boję się, co ona nagadała szefowi... co on sobie teraz o mnie myśli.
Tylko kobiety posuwają się do takich wyrachowanych i perfidnych sztuczek. Mają to we krwi. Szkoda, że ja nie mam tego genu i to zawsze ja jestem ofiarą tych gierek, bo jak coś mi się nie podoba, to o tym mówię. Nie dam sobie włazić na głowę, nigdy nie będę znosić upokorzeń. I to nie spodobało się kierowniczce - nie jestem uległa, a ona właśnie taki zespół chce zbudować. Myślałam, że Iza ma taki sam charakter jak ja, ale jednak jest słaba i jest miękką fają (tak nazwała ją moja mama). Teraz ja jestem ta najgorsza, najlepszy temat do dyskutowania i wieszania psów.
Ja tylko się zastanawiam, jak Anna może patrzeć w lustro...
e724c05683202c36dc97dc79fb9f4fa3.jpg
  • awatar Bad Bunny: Wiesz co, na Twoim miejscu też bym się przejęła (bo mam charakter taki jak Ty - nie daję sobie wchodzić na głowę, ale też traktuję ludzi fair i nie wbijam i noża w plecy), a z drugiej strony miałabym to wszystko w dupie. Przecież już tam nie pracujesz, to miej w nosie tych ludzi. Każdy powinien mieć swój rozum, a jeżeli dziewczyny ślepo wierzą w te historie to już jest ich problem. Szkoda czasu na takich ludzi.
  • awatar LonelyDeer: @Bad Bunny: Wiem, chyba potrzebuję trochę czasu, by mieć do tego dystans :/. I tak nigdy ich nie zrozumiem. Dziękuję za ten komentarz, podniósł mnie na duchu ^^
  • awatar Bad Bunny: Nie ma za co @LonelyDeer :) Poza tym jeszcze prawda jest taka, że szuje życiowe nigdy się nie przejmują innymi, a samych siebie wychwalają pod niebiosa. A niestety Ci mądrzy zawsze stawiają w znak zapytania swoje czyny, pomimo, że to własnie oni robią dobrze. Takie już to życie jest pokręcone :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

miss-fat1
 
Miss Fat Bitch: 'Nie jesteś głodna. Po prostu Ci się nudzi. Naucz się różnicy.'

_____________________________________________

Dzien 0.
Waga poczatkowa na dzies dzien: 47 kg ( o zgrozo!!)
Waga docelowa: 35 kg


Bilans z dzisiaj:
-30 g paluszkow bekonowych: 122 kcal
-maly banan: 100kcal
-Croissant z nadzieniem kakaowym: 290kcal
-dorzuce ze 100 kcal bo jakiegos owoca jeszcze dzisiaj pewnie zjem do wieczora.
_____________________________
620 kcal

Cwiczenia na dzis:
-10 intesywnych minut na brzuch
-10 intensywnych minut na nogi
-10 minut rozciagania

Silownia niestety dopiero po nowym roku.

Czy robi ktos jakies postanowienia noworoczne?? Czy tylko ja mam to gdzies bo w kazdym roku mam tylko jedno postanowienie?? ^^

287678_orig.jpg
  • awatar mrsskinnymommy: Ja nie robię postanowień ani paliw bo w większości się nie sprawdzają.
  • awatar فراشة: Moim postanowieniem jest schudnąć 40 kg :)
  • awatar Help Me :'(: Z postanowieniami jest często tak , że niestety ale są tylko tradycją robienia listy a po nowym roku i tak nic z tych postanowien nie ma :D :/
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gusia
 
Rano wstałam dzięki temu że ciocia wstaje o tej samej porze, bo budzika nie słyszałam. A specjalnie ponieważ się późno położyłam nie wzięłam tabletki na sen - czyli to że czasem budzika nie słyszę to nie kwestia leków na sen. Szkoda tylko że autobus przyjechał 5 minut przed czasem i zamknął mi drzwi przed nosem.

Wczoraj Beata przesłała mi zdjęcia które miał u siebie ojciec - m.in moje z nim na baranach, ja niemowlak u mamy na kolanach, ślubne rodziców. Wzruszyłam się. Wieczorem zadzwoniła bo zdziwiła ją reakcja rodziny ojca. Nie prostowałam niczego co mi potem mówiła. Zresztą ja o tej rodzinie też nie mam najlepszego zdania. Ale chce mi jakieś rzeczy dać. Umówiłam się że pomogę jej to przejrzeć. Muszę jeszcze tylko o akt zgonu poprosić.

O ile wczoraj obudziłam się ścięta i dziwiłam się że świat dalej się kręci o tyle dziś czuje się już dobrze. Zobaczymy co będzie w poniedziałek
 

deergirl
 
Wczoraj stało się coś... niespodziewanego. Albowiem zadzwonił do mnie szef wszystkich szefów sieci komiksiarni (z której dwa dni temu się zwolniłam)- Ponczek. Patrzę o 20, a dzwoni do mnie jakiś nieznany numer. Nie było to dla mnie zaskoczenie, mam nowy telefon i zapisane w nim dwa kontakty. Odbieram i rzucam niechętnie "Tak, słucham", i nagle słyszę gruby, dobrze znany mi głos "Cześć, O... słuchaj, dzwonię, bo dowiedziałem się, że odeszłaś i nie ukrywam, że mnie to zdziwiło, bo przecież jeszcze w piątek rozmawialiśmy i pomogłem ci z tym raportem. Chciałbym znać powód tego". Ja stanęłam na baczność. Nie wierzyłam własnym uszom: dlaczego szef dzwoni do mnie? Serio tak się przejął moją sprawą? Na początku powiedziałam, że kierownictwo mi nie odpowiadało, a on ciągnął mnie za język, więc opowiedziałam mu wszystko po kolei - to, że kierowniczka mnie zwyzywała, przeklinała, groziła ciągłym zwolnieniem, po prostu wszystko powiedziałam, co mnie skłoniło do odejścia. Był miły, wysłuchał mnie do końca, nie przerwał mi ani razu. Powiedział, że jest zszokowany tym, co mówię  i coś z tym zrobi. Poprosił mnie o numer do Izy, bo chce usłyszeć także jej wersję. Dałam. Napisałam do niej, by ją uprzedzić, że szefo zadzwoni. Niestety jest już wtorek , godzina 18:55 i Iza mi pisze, że nie dzwoni... nawet nie wiem co powiedzieć. Narobiłam sobie złudnej nadziei, że tam wrócę. Był promyczek nadziei, że ją zwolni albo chociaż tak opierdoli, że sama złoży swoją rezygnację. A mnie znowu przyjmą. Wiem, że to głupie, ale ta optymistyczna część mnie (której nienawidzę) naopowiadała mi bajek, że tak będzie. A rzeczywistość jest inna i czuję tylko rozczarowanie. I na co mi to było? Nie wiem. Tak jest zawsze, a ja nigdy się nie uczę... Musiałam uruchomić moją barierę ochronną: apatia. Wyłączyłam emocje, nie czuję nic. Nic mi się także nie chce. Idzie mi to coraz lepiej, kiedyś bym zamknęła się w pokoju i płakała cały dzień i pisała komu popadnie, że rzuciłam pracę... a teraz? Nie robię nic. Nie czuję nic. Jest stabilnie.
f0c4fe60f5bc872804fc4d8bd271444d.jpg
 

deergirl
 
Rzuciłam wczoraj pracę.
To, co zaczęła kierowniczka odwalać przechodzi ludzkie pojęcie. Chciała wyrzucić koleżankę bo ta nie przyszła na naszą imprezę w sklepie. Później zaczęła jej ubliżać, porównując ją do jej matki, która miała problemy z alkoholem. Nawet nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Ostatnio miała permanentnego focha. Wszystko jej nie pasowało, co robiłyśmy. Opierdalała mnie za to, że wypakowałam, sprawdziłam i spisałam dostawę i tylko ZMARNOWAŁAM CZAS. Nieważne, że miałam wokół siebie ponad 300 tytułów do policzenia, a jeden tytuł to średnio 10-15 tomów. Nie chciałam się pomylić w tym wszystkim, bym potem nie musiała wysłuchiwać, że "robię coś po chuju". Ale to, co odjebała przedwczoraj przelało szalę goryczy.
Nie będę się zagłębiać w szczegóły, więc w skrócie: wpisałam zły numer w system i wyszło, że jesteśmy na minusie 100 zł. Zadzwoniłam do niej, ona połączyła się z naszym pracowniczym laptopem i zauważyła ten błąd. Zaczęła się na mnie wydzierać, kląć, wyzywać. Później stwierdziła, że wszystkie raporty z grudnia są źle. I w kasie brakuje 50 zł. Później zadzwonił do mnie szef wszystkich szefów i powiedział, że mi pomoże i mam się nie martwić. Doszliśmy do tego, dlaczego brakowało tych pieniędzy... kierowniczka usunęła z tabelki "karta podarunkowa" kwotę właśnie na 50 zł. Od początku tej pracy wpisywałam te karty do tej rubryczki i jakoś zawsze było dobrze. Teraz nagle tego nie robimy... A najlepsze na koniec. Cały dzień koleżanka obsługiwała kasę, i kierowniczka każe jej oddać te pieniądze... Choć ja i sam szef mówił, że to jest za kartę podarunkową. Kierowniczka nie powiedziała mu, że Iza ma zapłacić, bo pewnie zorientowała się, że popełniła błąd, ale chciała, by wyszło na jej. Bo tak.
Od dwóch miesięcy mówiłam sobie, że będzie lepiej, że to święta ją stresują i tak dalej. No ale bez przesady, mój dzień pracy zależał od humoru kierowniki, która widoczne ma problemy emocjonalne i sobie z nimi nie radzi.
Nawet moja mama (a zna się bardzo dobrze na ludziach) powiedziała, że jest niezrównoważona i niesamowicie skupiona na sobie. Kierowniczka cały czas powtarza jaka  jest pokrzywdzona, biedna, że ma najgorzej na świecie itd. Ona nie pogada o tym pół godziny... ona cały dzień, przez cały czas pierdoliła o tym, jak jest jej ciężko ble ble ble. Nawet nie wiecie jak czasami musiałam się ugryźć w język, by nie powiedzieć: "Świat ma ciebie i twoje problemy w dupie". Ja rozumiem, ze wypadają jej włosy, ale nie przesadzajmy, to nie jest śmiertelna choroba. A ona dramatyzuje jakby miała zaraz umrzeć, albo do koca życia być warzywem przykutym do łóżka... A jak Iza miała jakiś problem natury zdrowotnej, albo Ewelinie zdechł pies, albo jak ja gorzej się czułam to słyszałyśmy jedno: No, ale ja mam gorzej, nie przesadzajcie, nie macie tak źle (Cytat dosłowny). No nie da się z nią wytrzymać.
A po tym jak mnie zwyzywała jak psa, powiedziałam sobie dość. Koniec z tym szarpaniem się z nią, tłumaczeniami i znoszeniem jej fochów i ciągłych lamentów. Wezwała mnie i Izę pół godziny przed otwarciem sklepu i wygłosiła nam tyradę pt.: "Wszystko robicie źle, oszukujecie, przekręcacie historie, nie wykonujecie moich poleceń". Powiedziała, że jeszcze raz zrobimy coś nie tak (czyli np. krzywo postawimy szczotkę), to nas zwolni. Chciała kontynuować swój monolog, ale jej przerwałam, bo po 15 minutach już mi się nie chciało jej słuchać. Wyjęłam pięknie napisane wypowiedzenie i jej wręczyłam. Przeczytała i tylko rzuciła "Możesz wyjść". I tak zrobiłam. Miałam na początku wyrzuty sumienia i zaczęłam myśleć, że faktycznie robiłam wszystko źle... ale mama mnie wyprowadziła z tego błędu, nieraz widziała jak pracuję, a te śmieszne "zasady" kierowniczki są bez sensu, bo ciągle ulegają zmianom, w zależności od jej humoru. Cała rodzina i M. mnie wsparli i sami mnie namawiali, bym rzuciła tę robotę. I dobrze zrobiłam.
Teraz czekam na odpowiedź od "Świata Książki", bo wysłałam wczoraj CV. Pewnie odezwą się po świętach...
2b646699639f79364e08b9f7ab65ce0b.jpg
 

gusia
 
Wczoraj na czacie wyszedł ponownie temat ojca. Od tygodnia Beata się nie odzywala a ja nie reagowałam. Gadka szmatka pt co z tym zrobić i jak się czuje, trochę o mechanizmie obronnym w tej sytuacji. Końcówka czatu i telefon -  ona. Stan ojca bez zmian. Parametry życiowe a lepsze a ordynator się mocno nim interesuje, realia służby zdrowia zdrowia = ojciec ma odleżyny. Trochę o życiu, bzdura o ciotce, pytanie czy mieszkam ba Górczewskiej. Nie neguje kłamstwa ojca póki nie tyczy mnie i moich najbliższych. Niech wierzy w co chce. Ja póki co mam dystans. Tyle przez lata dostałam po dupie że teraz mając wsparcie lekowe i siedząc w swoim kokonie jestem bezpieczna. Nie będę nalegac na spotkanie, szkoda mi nerwów. Swoje kiedyś jeszcze i tak odcierpie
 

deergirl
 
Minął już trzeci dzień grudnia, co jedynie mi przypomina, o nieubłaganie zbliżających się świętach... Jak ja ich nienawidzę, ludzie dostają jakiegoś pierdolca, zewsząd bombardują cię tymi choinkami, mikołajami, radością, szczęściem i ogólnie rzyganie tęczą. Już nie mówię nawet o tej całej "magii świąt", bo nie odczuwam jej już od podstawówki... Nienawidzę świąt. Jedyne, co jest fajne w ten dzień to jedzenie i prezenty, no może jeszcze świąteczne piosenki, ale zwykle w połowie grudnia już zbiera mi się na mdłości po pierwszych nutach.
Moje święta nigdy nie były w pełni rodzinne, bo rodzice często mieli dyżury 24 grudnia i ich po prostu nie było. Pamiętam jedne święta, gdzie mama i tata mieli dyżury na 20, zjedliśmy kolacje o 18, a oni już musieli jechać. Nie było tak źle, miałam dużo jedzenia, mogłam się nacieszyć prezentami... no ale trochę smutno.
W tym roku jedziemy do Świnoujścia do babci. Jak ja nienawidzę tego miejsca, chyba nieraz się tu wypowiadałam na ten temat, więc nie będę go poruszała.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam, to dowiedziałam się, że już mi się skończyły wykłady z antyku w poniedziałki i zamiast kończyć o 17, kończę o 13:30. To mi się podoba, chociaż bardzo lubiłam te zajęcia. Wykładał profesor zwyczajny, co budziło ogromny respekt. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli z nim wykłady.
A druga dobra wiadomość dotyczy tatuaży, albowiem mój salon tatuażu urządza zbiórkę pieniędzy dla chorego chłopca, który wymaga operacji w Stanach, a u nas groziłoby mu amputowanie nogi, a w najlepszym wypadku wózek inwalidzki (jakby ktoś chciał przekazać symboliczną kwotę, na Lucka to zapraszam: www.siepomaga.pl/lucek). Z tej okazji jutro wszyscy tatuażyści będą robić małe tatuaże z 40%-ową zniżką. Ja sobie zrobię rybkę na nadgarstku. Skoro mogę komuś pomóc robiąc sobie tatuaż, to oczywiście to zrobię. Dodatkowo przekazałam Luckowi 20 zł na konto. Wiem, że to nic, ale każda kwota się liczy. Jest to piękny gest.
8f49462045f94a66ea7cb04167e8fe35.jpg
 

honeychile
 
a.starving:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
Ostatni czas był dla mnie dość ciężki, dosłownie nie miałam na nic czasu. Nawet na myślenie. Moje życie wygląda jak idealna koło: praca.dom.studia.praca.dom.studia.praca.dom.studia.
Oszaleję.
Na szczęście w tym tygodniu udało mi się z tego wyrwać na dwa dni, bo pojechaliśmy z M. do Warszawy na koncert Nothing but Thieves. Było świetnie i nie chodzi mi o sam koncert, po prostu Warszawa jest piękna, ogromna, nie pamiętam, kiedy tam byłam ostatni raz, ale było to dawno temu. Jestem tym miastem zachwycona, aż jestem dumna, że mój kraj ma taką stolicę. Moja mama zarezerwowała nam pokój w hotelu obok Progresji (tam grali NbT), wielkie małżeńskie łoże, własna łazienka, świeże ręczniki. Było świetnie.
24068180_1117170415052864_2405704514641447790_n.jpg

Teraz znowu jestem w tym smutnym jak pizda mieście i znowu znajduję się w mojej pętli codzienności. Od jakiegoś czasu zachowuję się jak robot, nie czuję nic, robię zwoje i jakoś te dni lecą. A w środku pustka. Jeśli te studia mnie nie wykończą, to sama siebie chyba wykończę. Chcę świętego spokoju.
c604737ff809a06ed8cff8bd6f3c50da.jpg
 

dwiestronymedalu
 
Abominacja Istnienia:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

annagrace
 
Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad zmianą szkoły. W mojej nie czuję się ani trochę dobrze. Jedyne co mnie tam jeszcze trzyma to cudowne zajęcia teatralne z przesympatycznym nauczycielem. Jako obowiązkowy przedmiot mam taniec, którego wręcz nienawidzę. Pan jest strasznie wymagający, nie potrafi zrozumieć, że ktoś czegoś nie umie lub nie nadąża. Wszystko musi być po jego myśli, bo jak nie, to złość. Układ również nie jest prosty. Jest bardzo skoczny i skomplikowany. To nie moje klimaty, a tam panuje wieczny przymus. Raz chciałam zgłosić nieprzygotowanie, a Pan nie potrafił przyjąć tego do wiadomości i kazał mi tańczyć. Po krótkiej dyskusji dał mi spokój. Od tego momentu nie było mnie na tańcu 6 tygodni. W tym tygodniu będzie już siedem. Taniec jest chyba główną przyczyną dla której bardzo chciałabym zmienić szkołę. Nie podoba mi się też matematyka, ze względu na nauczycielkę, która potrafi strzelać bardzo chamskimi docinkami, kiedy ktoś czegoś nie umie, ale do tego już przywykłam. Do tańca nie dam rady. Ja po prostu czuję się tam słaba i nie nadaję się to takiego skakania po sali będąc jeszcze pod ciągłą presją i słuchając krzyku, że coś źle robię.
Dobranoc Wam wszystkim.
AnnaGrace
tumblr_static_ej4cfpzv88owkwgkgccg00skw.jpg
 

schizofreniaszatana
 
Zaadoptowaliśmy kotka (tak, to ten, którego mam na profilowym :> ). Nazwałam ją Kiara, nie wiem czemu, ale przypomina mi córkę Simby.

A co do mnie, to pogrążam się jeszcze bardziej w sobie. Tak, ten blog ma być "atencyjny", ma mi służyć za formę pamiętnika, miejsca, gdzie mogę wyrzucić wszystko z siebie, ponieważ nigdzie indziej nie mogę.
Wiecie, jakie to zabawne jest mieć depresję, fobie społeczną i bordera, jednocześnie czując, ze coś jeszcze Wam się pojawia?
W teorii od przyszłego tygodnia zaczynam terapię, ale wątpię, by coś dała. Z dnia na dzień jest coraz gorzej i gorzej.

Wpierdalam się w anoreksję. NIENAWIDZĘ siebie. Nienawidzę tego, że moje ciało wygląda jak pieprzona klucha. Jedzenie odrzuca mnie od półtora roku, ale robię to na siłę. Teraz w końcu czuję, że *chcę* z tym skończyć.


Dziękuję za uwagę, buziaczki.
 

gusia
 
Pierwszy raz od wieków wyszedł mi pozytywnie test Becka. Mimo wszystko uważam że jestem w lekkiej rozsypce. Ale muszę przyznać lekarzowi rację - zwiększenie escitilu pomogło. A z dołka zawsze mogę wyjść. Zresztą czego oczekuje przy takiej pogodzie.
 

annagrace
 
Ostatnio w ogóle nie miałam siły pisać. Sama do końca nie wiem co się dzieje. Kłócę się ze wszystkimi po kolei, były przyjaciel poprosił mnie o rozmowę, która nie zakończyła się dobrze, moje relacje z Panią Magdą są coraz gorsze, ataki paniki są coraz częstsze i jakby tego było mało- moja wychowawczyni postanowiła wysłać mnie do pedagoga w szkole. Mówienie jej, że nie lubię pedagogów i mam z nimi złe wspomnienia nie działa. Zastanawiacie się pewnie jaki jest powód tego, że mam tam iść, więc już wam tłumaczę. Niedawno pielęgniarka musiała zrobić nam podstawowe "badania" typu mierzenie, ważenie, wzrok, ciśnienie. Dopytywała również o nasz stan zdrowia (alergia, astma itd.), ale też o stan psychiczny. Nie lubię kłamać i nawet nie bardzo umiem. Powiedziałam co mi jest i Pani zaczęła dogłębniej wypytywać o wszystko. Nie czułam się z tym komfortowo, więc milczałam. Później zaczęła mówić coś o papierach od psychiatry, ale mówiła tak szybko i chaotycznie, że nic nie zrozumiałam. Po wyjściu byłam zdezorientowana i nie wiedziałam o co jej chodziło. Wróciłam na lekcję, była to godzina wychowawcza. Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy wyszli z sali, a ja zostałam, żeby porozmawiać z moją wychowawczynią na temat tych papierów. Powiedziałam jej, że pielęgniarka coś wspominała, ale nie dało się jej zrozumieć i żeby ona wytłumaczyła mi o co chodzi. No i tu się właśnie zaczęło. Pani wielce zdziwiona, że jestem pod opieką psychiatryczną, zaczyna się martwić i chce ze mną porozmawiać, by jak najwięcej się dowiedzieć. Oczywiście rozmowa ze mną nie jest taka łatwa i nie otwieram się przed pierwszą lepszą osobą, a zwłaszcza taką, którą znam dopiero 3 miesiące. Przyznam, że od początku ta Pani wydawała się być godna zaufania i nadal tak uważam, ale mój strach przed rozmową o moich problemach jest zbyt silny. Uznała więc, że dobrze zrobi mi wizyta u pedagoga szkolnego. Na samą myśl o pedagogu zrobiło mi się słabo. Powiedziałam jej, że w 3 klasie gimnazjum byłam wręcz prześladowana przez pedagoga szkolnego. Co chwila czegoś ode mnie chciał. Chowanie się w toalecie na przerwach wcale nie jest zabawne. Wychowawczyni zapewniła mnie, że ta Pani jest naprawdę miła, gwarantuje dyskrecję i nie będzie za mną latała. Miała argumenty dosłownie na wszystko co mówiłam, więc poddałam się i ostatecznie się zgodziłam tylko po to, by dała mi święty spokój. Nie wiem jeszcze kiedy nastąpi pierwsze spotkanie, aczkolwiek jestem pewna, że będzie ono pierwsze i ostatnie. Nie lubię obcych ludzi i ciężko mi z nimi rozmawiać na takie tematy. Mam wielkie problemy z zaufaniem i otworzeniem się, dlatego mam nadzieję, że szybko się ten koszmar skończy.
Życzę Wam dobrej nocy kochani.
AnnaGrace
dark-hair-imagine-dragons-sad-Favim.com-4551081.jpeg
  • awatar Cukierkowy lot: Też nie lubię otwierać się przed obcymi, ale czasami to wcale nie jest zły pomysł... Spróbuj.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

lildead
 
Jest poniedziałek godzina 9:33 kiedy zaczynam tego posta.
Niestety dzisiejszy dzień spędzam w domu i to nie tak, że wolałbym być w szkole.
Wydaje mi się, że mam pewne lęki, fobie, depresję, oczywiście nikt tego nie stwierdzi.
Po pierwsze dla mojej mamy liczy się tylko to, żebym chodził do szkoły, nie obchodzi ją, że coś złego może się ze mną dziać.
Moje starsze siostry mają własne życie i własne zmartwienia, nie chcę zamęczać ich swoimi ''błahostkami'' chociaż według mnie niebo wali mi się na głowę.
Według nich nie potrzebuję pomocy psychologów czy psychiatrów bo to tylko wydawanie pieniędzy i marnowanie czasu.
Kocham moją mamę, jest bardzo dobrą kobietą ale często mówi mi dość przykre rzeczy. Wiem, że to moja wina ale po prostu boje się ryzykować chodząc do szkoły, boje się też psychologów i innych lekarzy ponieważ nie chcę być na lekach.
Jedna z moim koleżanek jest na psychotropach a jako, że w moim towarzystwie głównie się jara to niestety ostatnio kiedy nie wzięła leków i zapaliła miała kompletny zjazd.
Ogólnie nawet jeśli nie weźmie leków przez dwa dni to ma zjazdy psychiczne na trzeźwo.
Boje się wielu rzeczy, najbardziej tego, że będę uzależniony od narkotyków i samotności.
Przez wszystkie lęki, bycie ciężarem dla rodziny i znajomych coraz częściej myślę nad samobójstwem.
Boje się życia ale chyba zdecydowanie mniej boje się śmierci.
 

gusia
 
Samo przyszło, samo poszło. 1:30 zaczęłam się czuć normalnie. Chwilami nienawidzę swojej choroby
 

gusia
 
Dupa. Durna depresja
  • awatar jamnick: Wiesz, jak z nią jest. Spokojnie. Ta wariatka nas lubi. Co zrobisz... Wdech, wydech. Pójdzie w końcu, wyjdzie przez sufit. :)
  • awatar Gusia: @jamnick: na to są na szczęście leki :P ale co począć jak koło 19 dopada a w planach jest przygotowanie mięsa, spacer z psem i kąpiel? Trzeba zacisnąć zęby i robić swoje
  • awatar jamnick: @Gusia: nie poddać się koleżance - nasza podstawa. Nogę babie podłożyć. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

deergirl
 
Dzisiejszy dzień zaczął się koszmarnie... Dzisiaj były konsultacje, na których grupa musiała poprawić wejściówkę z nauk pomocniczych (nikt jej nie zaliczył), był to ostatni termin, więc trzeba było przyjść. Ogólnie to zaspałam, biegłam na tramwaj, ale i tak już byłam spóźniona, w tramwaju uczyłam się definicji na tę wejściówkę, a tu nagle komunikat, że trzeba opuścić pojazd... Był wypadek, autobus zderzył się z osobówką. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przebiegłam taki dystans. Myślałam, że wypluję płuca i inne wnętrzności. Chcę wejść do sali - drzwi zamknięte. Pytam się grupy w jakiej sali są i ktoś odpisał, że konsultacje się w sumie skończyły, a pan doktor poszedł do dziekanatu... No myślałam, że się popłaczę. Na szczęście wrócił i udało mi się to napisać, niestety nie zaliczyłam, ale grunt, że pan doktor widział, jak się staram: "Proszę pani, mamy cały semestr na to". Tssaaa dzięki za pocieszenie.
Ja się doktora W. przeraźliwie boję, roztacza wokół siebie aurę pogardy i czystego zła. Czuję się jak mały robak, gdy jesteśmy w jednym pomieszczeniu. Jego ironiczny uśmieszek, za każdym razem, mam ochotę zetrzeć papierem ściernym. Ja ja gościa nienawidzę... w sumie on nienawidzi wszystkich kobiet, więc nie jest to uczucie jednostronne. On będzie mnie prześladował w koszmarach przez kolejne 10 lat.
4cc5d04fe94059bf22fc09941ac1349f.jpg
  • awatar What's up Megg: Miałam takiego nauczyciela historii w liceum. Dziś mam 34 lata i nadal śni mi się po nocach... :/
  • awatar Gusia: Za 10 lat będziesz ten czas wspominała z sentymentem ;-)
  • awatar Amfitryta: Czasem myślę że studia ktoś wymyślił po to żeby nas gonić
Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Kategorie blogów