Wpisy oznaczone tagiem "ojciec" (535)  

stylowki24
 
Dzień Ojca już jutro, a Ty nadal nie masz prezentu dla swojego taty? W tym wpisie znajdziesz kilka pomysłów na prezent last minute.

www.dlanastolatek.pl/pomysly-na-prezent-na-dzien…

prezenty-kopia.jpg
 

stylowki24
 
Dzień Ojca już jutro, a Ty nadal nie masz prezentu dla swojego taty? W tym wpisie znajdziesz kilka pomysłów na prezent last minute.

www.dlanastolatek.pl/pomysly-na-prezent-na-dzien…

prezenty-kopia.jpg
 

gusia
 
Gdy umarł ojciec nie chciałam by ktoś był przy mnie na pogrzebie, nie zabrałam też do tej pory nikogo ze sobą na cmentarz.  A jak miałam okazję i wcześniej kończyłam pracę to w domu nie mówiłam że byłam u ojca.

Za to gdy mam jechać w jakieś nowe, nieznane miejsce to panikuje i musi ktoś ze mną jechać. Gdy wyszła 7 lat temu historia z guzem tylko do mojego ukochanego doktorka poz pojechałam sama, potem już do chirurga i anestezjologa ciągnęłam mamę. Ciocia odstawiła mnie do szpitala (jej szpital, zna każdy zakamarek) tak jak chciałam ale potem chciałam zostać sama, nie chciałam odwiedzin, nie specjalnie z kimś rozmawiałam.

Wyszło podczas sesji. Do głębszego przemyślenia i rozkminenia. Czemu tak różnie reaguje
 

gusia
 
Nigdy to takie brutalne słowo.

Byłam zbyt mała by pamiętać czasy gdy ojciec jeszcze bywał przy nas  i był troskliwym kochającym tatą.

Walnęło mnie podczas rozmowy z Renatą to kategoryczne stwierdzenie. Z jej perspektywy nigdy nie miałam ojca.

I nie rozumie czemu tak to przeżywam.

Mama też twierdzi że powinnam sobie dać z nim spokój.

A mnie to uświadamia jak delikatnej i wrażliwej jestem konstrukcji. Jak bardzo jestem emocjonalna i przywiązana do rodziny. A ojciec to obok matki powinna być mi najbliższa osoba.

Tak naprawdę nigdy tego tematu nie przepracowałam. Teraz zdalnie, przez telefon, w dobie kwarantanny i uwięzienia w domu też trudno jest go robić. Do tego jednak potrzebuje siąść przed panią Hanią. Pojechać na cmentarz.

Mam wciąż w głowie obraz ojca na OIOMie walczącego z respiratorem i uspokajającego się pod wpływem moich słów i dotyku. A zarazem ojca który do ostatniej chwili nie chciał się ze mną spotkać. I umarł bez pożegnania, nie załatwiając żadnej sprawy pomiędzy nami.

Pustka. Nie można powiedzieć już nic. Ulga bo nie stanie się już za jego przyczyną nic zlego. Ból bo nie stanie się pomiędzy nami już nic dobrego. Żal za tym co było i co się nie stanie. I ogromny konflikt moralny i etyczny we mnie. Wynikający po części z wychowania, po części z mojej wiary a po części z moich własnych wartości.

O zmarłym źle albo wcale, ale ja nie umiem powiedzieć nic dobrego. Dwa lata a ja poza niedzielną mszą i wizytami na cmentarzu nie umiem się za niego modlić. Za dziadka przez 5 lat zamawiałam mszę. Za ojca nie potrafię. A z drugiej strony płaczę bo nie chcę aby mój tata trafił do piekła.

Ojciec czy tata?

Zaczęłam po śmierci mówić/pisać o nim per tata. Teresa pierwsza zwróciła mi uwagę na to.

Nie żyje, sprawa zakończona. Niestety nie dla mnie. Lata zaniedbań, chowania uczuć do siebie, nie przepracowana przynajmniej jedna żałoba po stracie (choć lekką ręką można liczyć co najmniej dwie), poczucie osamotnienia i nie zrozumienia w temacie. Z tym nie da się normalnie żyć.

Ja nie potrafię. Bo wszystkie moje problemy zaczęły się od jego i jego rodziny zniknięcia. Lata zaniedbań własnej osoby, lekceważenia i unikanie zauważenia problemu, brak pomocy na etapie wczesnego dzieciństwa lub nastoletnim i mamy 34letnią kobietę z zaniżonym poczuciem własnej wartości i mocy sprawczej, z tendencją to ucieczek i chowania uczuć w sobie, chroniącą za wszelką cenę swoich najbliższych w obawie że i ich może zabraknąć.
 

gusia
 
Choroba i śmierć mojego ojca bardzo mną wstrząsnęły i zmieniły mój świat. Do końca życia będę wdzięczna jego partnerce że mnie za jego plecami powiadomiła, bo raz że spadłyby na mnie jego długi a dwa że pewnie do dziś bym nie wiedziała że on nie żyje.

Mój brat cioteczny jest jaki jest, ale gdy dzieje mi się krzywda zawsze mogę na niego liczyć. Inaczej reagowałam na słowa Agi i Teresy że powinnam do niego jechać i inaczej na zareagowałam na jego. Mimo wszystko on to rodzina.

To jedna z rzeczy którą będę na zawsze pamiętać. Drugą jest postawa Teresy która chciała bardzo przyjechać by być tego dnia przy mnie i nie do końca rozumiała (prawie się obraziła) że chcę i muszę być tego dnia sama. Ale uszanowała moją decyzję. I Marta która po gdzieś pół roku mojego milczenia zadzwoniła czy wszystko między nami w porządku. A gdy wytłumaczyłam że nie potafię póki co do ludzi się odzywać zrozumiała i przejęła stery dzwoniąc i zapraszając mnie. Aga sprawdziła czy słowa Beaty są prawdziwe a potem pojechała ze mną i czekała za drzwiami OIOM-u

Psycholog powiedziała mi, że dwa lata gdy trauma jest nieprzepracowana to norma i bardzo się ucieszyłam że wreszcie mieszczę sie w jakiś normach, może i dziwacznych ale jednak wreszcie coś układa się zgodnie z jakimś schematem
 

gusia
 
Umarłam wraz z nim. Ojcem.
 

gusia
 
Wczoraj

Domofon. Awizo do ojca.

Pierwsza reakcja: nie przyjmuje

Po sekundzie: ojciec nie żyje, proszę odesłać z adnotacją


Dziś

A może trzeba było odebrać, dowiedzieć się kto i samej wyjaśnić. Tylko po co się w to babrać i ujawniać. Sami mnie znajdą. On nie żyje a ja dokumenty zrzekajace sie mam więc po co, a zrobić mi nic nie mogą.

I łzy.
 

gusia
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

gusia
 
Korzystając z okazji że wcześniej skończyłam pracę i z tego że mnie już nosi wybrałam się na cmentarz do ojca. I było mega ciężko. Wydawało mi się że już funkcjonuje normalnie, że mam najgorsze za sobą. Myliłam się. Całe życie broniłam się przed cierpieniem jakie niosła za sobą nieobecność ojca, babki i ciotki. Dziś pękłam. Bo to co się stało już się nieodstanie. I nigdy nie dowiem sie dlaczego. Osobie o tak drobiazgowej naturze jak ja jest mega ciężko przejść nad tym do porządki dziennego. Oni nie żyją i nic tego nie zmieni. Trochę sobie wypłakałam do nich wszystkie swoje żale. Bardzo bym chciała przejść w końcu terapię, z milion razy powtórzyć jeszcze te same rzeczy i wreszcie pogodzić się z teraźniejszością, zapomnieć i wybaczyć przeszłość. Ruszyć dalej. Budując na potencjale który mam. Wykorzystać siłę jaka płynie we mnie z trudnego dzieciństwa. Przestać być połową samej siebie. Papierkiem który wyrzucili do śmieci. To najtrudniejsze. Rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza. Tymczasem część mojej własnej najbliższej rodziny okazała sie hujowa. Wartości których nauczono mnie w domu nijak nie mają wobec tych ludzi przeniesienia. Teresa, Aga, Kate. Mam je zabrać na cmentarz by poznały mojego ojca? To takie nierzeczywiste.

Tak. Mija 1,5 roku od śmierci ojca a ja wciąż mam chaos w głowie i sercu
 

gusia
 
Już drugi raz światło padające przez okno do mojego pokoju drgało. Poprzednio bardzo się bałam. Dziś wyjrzałam przez okno podejrzewając przepaloną żarówkę w latarni. Nie zauważyłam nic. Przestało. Położyłam się i z pełnym przekonaniem powiedziałam:

-tato i spokój sie

I poczułam spokój. Myślę sobie

- głupia jesteś że poprzednio nie skapnęłaś roboty ojca

Jednocześnie cały czas czułam jego obecność. Położyłam dłoń na materac i od razu poczułam cieżar. Chwilę trzymałam tatę za rękę po czym podniosłam do ust i pocałowałam. Wtedy usłyszałam tykanie zegarka i ogarnęło mnie uczucie że odchodzi. Po chwili wiedziałam że jestem sama

Mega nieralne, ale mamy już 2 kwietnia a ja jestem pewna że był tu obok mnie ojciec
 

gusia
 
Przyszło awizo do ojca na mamy adres. Łyżka dziegciu w dobie żałoby. Nie bolało tak strasznie jak myślałam. Początkową myśl by odebrać pismo szybko zastąpiła ta by zakończyć sprawę raz na zawsze i nie robić sobie kłopotu. Poszłam na pocztę z aktem zgonu poprosić by zrobili adnotacje urzędową że on nie żyje. Straż miejska. Gdybym nie widziała ciała ojca w trumnie pomyślałabym że stary znowu coś kręci. Tymczasem nie zaspokoję swojej ciekawości. Za to ta sytuacja zmusiła mnie by znowu spojrzeć na ojca wielowymiarowo. I w kontekście mojego bólu dodać otrzeźwienie i konieczność zmierzenia się nie tylko z tym jaki był wobec mnie ale także wobec innych. Przy okazji dokopałam się do metryk babki i dziadka. Jedyne źródło informacji o rodzinie z tamtej strony.

Nie do wiary że to już minął ponad rok.
 

gusia
 
Gdyby nie Teresa nie dałabym rady przez ten rok

Edit

12 grudnia minie rok od śmierci mojego ojca, ostatniego dnia października zaczął się dla mnie cały ten matrix.

Dziś chwilę rozmawiałam z Tomkiem przy okazji odzyskiwania jego numeru (znów wróciliśmy do rozmów z przed roku gdy na pytanie co u niego rozpisał się że wspólnota mu pomogła ale nadal ma problemy bo chce sobie kogoś znaleźć a nie umie zagać do dziewczyny - na co ja znowu powiedziałam hasło psycholog, zaczęła sie wymiana zdań że on jest zdrowy, którą tym razem kulturalnie zakończył) i przy okazji wymiany informacji gdy napisałam mu o ojcu i chciałam podkreślić (nawiązując do przeszłości za którą mnie znów przeprosił i zaprosił ponownie na fb do znajomych) wyjątkowość Marka i Teresy uzmysłowiłam sobie jak wiele ta dziewczyna nawet nie robiąc nic zrobiła dla mnie przez miniony rok. Ile razy wyciągała rękę i zwyczajnie się uśmiechała nawet gdy ja tygodniami się nie odzywałam.

Miniony rok był mega trudny. Wciąż radzę sobie średnio na jeża. Temat ojca pozostając gdzieś na marginesie mojej świadomości.

Wiem jednak że nie jestem sama i nigdy nie będę. Jest Teresa z Markiem, są też inni ważni ludzie dzięki którym przetrwalam i będę dalej trwać.

To wciąż takie niesamowite dla mnie pisać i mówić że mam po co żyć. 10 lat temu zabiłabym śmiechem gdyby Gosia mi powiedziała idąc ze mną do psychiatry jak dziś będzie wyglądać moje życie
 

gusia
 
Chyba coś pomyliłam w lekach wieczorem bo nie mogę spać.

Za to wrociły wspomnienia środy na grobie ojca i pierwszy raz od dawna popłakałam się z tęsknoty za tym co nigdy nie nastąpi bo mój tata umarł. A ja już ledwie pamiętam jego twarz
 

gusia
 
Wahałam się czy przy okazji środowej wizyty z mamą u dziadka ba Brudnie poprosić ją by poszła ze mną do ojca czy samej dzień później po wizycie na Wólce pojechać. Długo myślałam nad tym. Rozważałam nawet rozmowę z psycholog ale jej nie ufam. Wizyta z mamą może okazać się brakiem emocji - łez które już czuje pod powiekami i z których powodu chce jechać do ojca - ale zdecydowałam się spontanicznie poprosić ją byśmy poszły razem. Jednak zrobiłam to bez emocji jakie towarzyszą mi zazwyczaj podczas tej wizyty.  Może więc okazać się to kompletną klapą i koniecznością kolejnej wizyty. Ale muszę spróbować. Nie mogę wiecznie uciekać i być z tym sama. Przy mamie nie okazuje łez ani uczuć. I chyba nie chcę aby widziała jak bardzo boli mnie śmierć taty. Ale zaryzykuje. A może i ona chce tam jechać tylko nie ma odwagi mi powiedzieć?
 

gusia
 
Zaplanowałam pojechać do ojca i znowu się boję

Edit 15.19
Odwlekałam jak mogłam. Rozmowa z Teresą mnie przekonała że skoro czuje potrzebę to muszę jechać. Teraz myślę nie ma sensu się poddawać, nie mogę uciekać przed cierpieniem bo i tak mnie nie minie
  • awatar Judyta Zagubiona: :* To nie jedź. 30 sierpnia 2017 zginął mój kuzyn tragicznie, nie byłam u niego na grobie jeszcze, nie umiem, boję się...
  • awatar Gusia: @Judyta Zagubiona: Wyrazy współczucia:* Odwlekanie sprawia że jest tylko gorzej. Ja się spłakałam i znowu wcale nie czuje się lepiej ale przynajmniej skonfrontowałam się ze swoim bólem i pozwoliłam mu zaistnieć
  • awatar jamnick: Tak. Nie uciekaj. Walcz o siebie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gusia
 
Dziś moja chrześniaczka zapytała mnie o tatę. Jakże prosta i prawdziwa była teraz odpowiedź że jest w niebie

Oczywiście chrześniak jest starszy i ma dobrą pamięć więc wiedział że co innego mu powiedziałam. No to sprostowałam że kiedyś mój tata wolał alkohol ale teraz poszedł do nieba (czy rzeczywiście!!!????)

Od kiedy chłopcy trochę podrośli myślałam co im powiedzieć gdy zauważą brak starego. Dlatego gdy parę lat temu zapytali powiedziałam coś w stylu że mój tata mnie nie lubi i nie wiem gdzie jest, później dodałam coś o alkoholu. Ale jak inaczej było wytłumaczyć małym dzieciom coś czego ja sama nie rozumiałam.

Kiedyś, jak będą już duzi i będą nadal chcieli wiedzieć, spróbuje im odpowiedzieć co tak naprawdę się stało
  • awatar Pantokratorka: Rozumiem bardzo, czasem sami nie wiemy o co tak naprawdę chodzi, a odpowiedzi później :) Do tematu zawsze można wrócić
  • awatar Gusia: @Pantokratorka: ponieważ ojciec nie żyje nigdy nie dowiem się co tak naprawdę się stało, w toku terapii mogę uporządkować swoje uczucia i kiedyś chrześniakom opowiedzieć już same fakty
  • awatar Pantokratorka: @Gusia: oczywiście, nie możemy odpowiadać za innych i wielu rzeczy można się tylko domyślać. Ale to, co się przeżywało też jest prawdą, mówi o czymś, a z perspektywy tej wiedzy też mogą się wyłonić nowe fakty i wnioski
Pokaż wszystkie (10) ›
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Kategorie blogów