Wpisy oznaczone tagiem "Libra" (70)  

jamniczek-pl
 
Jechałyśmy tramwajem.
Ostatnie siedzenie zajmowało, na oko, czteroletnie dziecko. Może pięcioletnie. Mama przedostatnie.

Wiele małych dzieci widząc Librę reaguje podobnie: wskazuje palcem lub nie, mówi "Piesek!" do mamy, taty, rodziców itd., uśmiecha się promieniście.

Niektóre chcą pogłaskać.
Oczywiście pozwalam, wiem, że krzywdy nie zrobi, ale mam Ją wtedy na skróconej lince - jak to często ostatnio; zmieniamy nawyki chodzenia na spacery - i trzymam tak, żeby z radości nie oparła się na bardzo młodym człowieku.
Mogłaby przecież przewrócić dzieciaka.*

Dziecko ani trochę nie bało się Libry a Ona, ku do nie do końca uciesze kilku osób (chociaż gdzieś tam uśmiechy, zduszone, się pojawiły) oparła się o nie przednimi łapami a dziecko zaczęło głaskać. Więcej.
Tulić.

Mama nie zabraniała, ale patrzyła z uwagą, czy coś złego się nie dzieje.

Dziecko swoimi małymi rączkami dotykało Jej sierści, widziałam, że gdyby tylko mogło wtuliłoby się w Librę. Starało się. :)

Ona odwzajemniła jego (chłopiec) sympatię i chciała zabrać się za lizanie po twarzy.
Wszystko miałam pod kontrolą i interweniowałam tłumacząc i delikatnie odpychając Jej pyszczek od twarzy chłopca: "Bez całowania, Libra."

Posłuchała.

Nie do końca podobało mi się, w jaki sposób matka próbowała usadzić dziecko z powrotem na krześle. Ale nie było to na tyle ostre abym zwróciła jej uwagę. Gdyby było - powiedziałabym matce, że tak robić nie należy.

Chłopiec nie płakał, nie robił "demonstracji", usiadł z powrotem. Nie szarpała się z nim, w miarę delikatnie chwyciła za ramię.

Zbliżaliśmy się do miejsca wysiadki i przesiadki. Libra o tym wiedziała i dlatego zaczęła interesować się drzwiami i tym, kiedy się otworzą.

Szkoda, że nie nagrałam, że nie zrobiłam chociaż jednego-dwóch zdjęć.

Oczywiście twarz chłopca pozostałaby anonimowa.


*jakiś czas temu bawiła się z synem sąsiada, on biegał a Ona za nim. Cały czas pilnowałam, żeby go nie dosięgnęła.
Widziałam, że zabawa sprawia mu dużą frajdę. I Libra i on ją mieli.
Przewrócił się. Sam.
I nie beczał, jak to wiele dzieciaków ma w zwyczaju.
Koszulkę miał brudną, na pewno odczuł upadek, ale podniósł się i spokojnie poszedł do ojca, który spytał:
- I co, wywaliłeś się?
- Tak.

Niemal każdy dzieciak się od czasu do czasu wywala i nie ma powodu by robić tragedii.
A nie: "Ojej, co to się stało?" etc.
To prowokuje dziecko do myślenia, że doszło do czegoś niedobrego.
Takie nastawienie mi się nie podoba.
Nie ma nawet otarcia, jest zwykły upadek a dzieciak od razu w płacz.
Skądś się to bierze, nieprawdaż?
  • awatar roisin: Absolutna racja. U nas pies to pisk zachwytu (prawie trzylatek), bieg, po czym zzatrzymanie i pytanie "mogęgaskać?". Hamuje zbytni entuzjazm - każe mu pytać, bo "wiesz, nie każdy pies chce być glaskany". A po pozwoleniu - nie powstrszymuje zabawy:) Co do upadków... Jest jeszcze druga strona...Dziecko przewraca sie i (w tym przypadku)płacze. rodzic mowi:"nic się nie stało!" Wysyła błędny komunikat - przecież się stało, jest ból czy strach, kłamie (dla uspokojenia siebie? Dziecka?). I (mój "teść")- "nie placzemyyyy!" Dlaczego ma powstrzymywać swoje emocje??? A przy normalnym , nieurazowym upadku też mówię - o, była "wywrotka"? I się smieje, on też zaczyna... Choć czasem urazu nie ma ale jest strach...
  • awatar roisin: Nie lubię zbytniej asekuracji... Gdzieś kiedyś przeczytałam - był pewny siebie jakby całe dzieciństwo pokazywano mu, że świat nie jest pełen niebezpieczeństw, a możliwości :)
  • awatar Michaśka: Dzieci uczą się reakcji od rodziców. A najczęściej,gdy boli coś po upadku, trzeba obiecać posmarowanie maścią i dziecko jest spokojniejsze a potem zwykły krem na bolące miejsce potrafi zdziałać cuda i już rączka/nóżka itp - nie bolą, bo przecież zostały posmarowane cudowną maścią :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

jamniczek-pl
 
Dyżur pełniła Pani dr Ewelina Stanicka. Ostatnio widziała Go Pani dr Agnieszka Zalesińska a zatem stwierdziłam, że nie ma sensu Opaka stresować, zostawiłam Ich i pojechałam z Librą po leki.

Po raz kolejny widziałyśmy się z Panią Dorotą Szarek. Chcąc nie chcąc słuchała moich rozmów z osobami, które były w poczekalni.

Czytałam różne rzeczy. Ba, Mama mi to i owo mówiła. Ale ja tak... wiedziałam, że źle robię, ale Mama sama powiedziała coś jak: "Musiałaś posłuchać kompetentnej/znającej się na rzeczy/innej* osoby, żeby sobie pewne kwestie uświadomić. A przecież Ci mówiłam..."

Nie, Mama nie miała pretensji. Powiedziała dokładnie tak, jak jest.

Pani Dorota Szarek kilkanaście psów już "wychowała". Powiedziałam wprost, podczas rozmów z ludźmi, że jestem choleryczką.

Jeden człowiek doradził mi kolczatkę. Skoro Libra tak ciągnie bez przerwy to, wg niego, kolczatka by się sprawdziła.

Ze swoim psem był na lekcjach, wilczur, też rwał strasznie. I kolczatka pomogła.

Ja na to, że nawet gdybym takim drutem, który odgradza zwierzęta i ludzi i poraża prądem oplotła Ją wokół szyi ( *oczywiście, że bym tego nie zrobiła!* ) nadal będzie rwać...

Kiedy weszli do gabinetu Pani Dorota porozmawiała ze mną. Nie było, oprócz nas, nikogo.

Ta rozmowa wiele mi dała.

Nagle uzmysłowiłam sobie, pomimo tego, że wcześniej przecież czytałam i słyszałam różne porady, co tak naprawdę robię źle.

Nie wiem jeszcze, jak to wprowadzić w życie, ale wiem na pewno jakich błędów nie popełniać.

I że to nie będzie łatwe. Minie miesiąc, może dwa, może trzy... A ja przez ten czas muszę - jak za pstryknięciem palca - zmienić podejście, wręcz zmienić siebie.

Powiedziałam, że dla mnie to jak wyprawa w Himalaje.

Muszę wracać do Jej słów, do Jej spokojnej twarzy i podejścia do zwierząt. Wiem, co mam robić, kiedy zacznę w środku się napełniać.

Muszę się zmienić nie tylko dla dobra Libry i mojego, ale ogólnego.

Nie wiem jak się za to zabiorę, ale muszę.


*nie pamiętam, jakiego określenia użyła. Ale w całej tej kwestii to nie jest istotne. Jednak chciałam zaznaczyć.
  • awatar jamnick: Dzisiejszy spacer był inny. Inaczej go zaczęłam, inaczej poprowadziłam. Oczywiście nie chwalę dnia przed zachodem słońca, raz będzie lepiej, raz gorzej, innym razem całkiem do bani ALE dziś było spokojniej.
  • awatar freudunia: No u mnie strasznie ciężko było, jeśli chodzi o spacery z Daisy (mój owczarek). Mam nadzieję, że będzie Ci się lepiej chodzić.
  • awatar jamnick: @freudunia: a co się działo i co robiłaś by polepszyć sytuację?
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
Szkice Libry na kolanie.

To znaczy nie Libry szkice na kolanie.

Jak widać.

szkic_Libra2.jpg

szkic_Libra1.jpg



PS Napisałam do jednego z domów kultury z pytaniem, czy prowadzą zajęcia z malarstwa, rysunku etc.
Ognisko, do którego chodziłam, dosłownie i w przenośni wygasło (coś tam stawiają, wszystko powyburzane).
A ja mam ciśnienie.
Początki powrotu są takie sobie, ale ciśnie mnie, żeby znów malować, szkicować, TWORZYĆ.
  • awatar wszystko jest iluminacją: Znam dobrze to uczucie, zaniedbałam swój "talent" wiele lat temu, teraz coraz bardziej tęskno mi do uczucia trzymania ołówka czy węgla w dłoni nad czystą kartką papieru, na której stopniowo powstaje coś... mojego.
  • awatar jamnick: @saguaria: zmień to. Nie możemy zastygnąć. Naprawdę. Nie możemy.
  • awatar wszystko jest iluminacją: @jamnick: Nie wiem, czy po tylu latach jeszcze potrafię :)
Pokaż wszystkie (28) ›
 

jamniczek-pl
 
Znalazłam różne zdjęcia. Pośród nich między innymi te. I dopisałam.
nie_1.jpg

nie_2.jpg


wet.wroclaw.pl/e/
 

jamniczek-pl
 
Kiedy weszliśmy do Ośrodka wypuszczony był poza transporter średniej wielkości królik.

Libra od razu chciała podlecieć, ale Ją zatrzymałam.

Mili Państwo zamknęli włochacza w transporterze, Libra była nim oczarowana. Ku ciesze wszystkich przez szpary w drzwiach zaczęła go... lizać. Po pyszczku, po sierści, z każdej strony. A on nie uciekł - stał i dawał się lizać.

Umyty przed wizytą u Lekarza. ;>

Libra widzi kota (za wyjątkiem naszego - już dostała po paszczy z liścia i wie, że są ustalone granice. Dostała od kota, żeby była jasność. ;) ) - dostaje wariacji. Na gołębie też by zapolowała.

A wczoraj zetknięcie z królikiem - "A adoptujesz mi królika, adoptujesz? On taki fajny jest, no adoptuj. Będę lizać."

Jasne, Libra, czemu nie? Przecież tylko królika Nam tu brakowało.

Serio, Libra. Tylko królika.


Instynkt bierze górę:
Libra4.jpg

Libra5.jpg

Libra6.jpg



Pozostałe zdjęcia:
Libra1.jpg

Libra2.jpg

Libra3.jpg

Libra7.jpg



PS Pani Dorota widziała Librę około miesiąca temu. I wczoraj powiedziała coś jak: "Wydaje mi się, że jej łapy urosły."
Wcale bym się nie zdziwiła.
Dziwny Pies. Kochany, ale jednocześnie dziwny Pies.
Jaka Pani taki Pies.
Przecież to się nie wyklucza.

Niech tylko nie rosną Jej te łapy w dalszym ciągu, bo będziemy mieć w domu żyrafę z krótką szyją.
  • awatar Giovannna: jaka wyluzowana przed wizytą u weta :D większośc psów to się trzęsie jak galareta albo ucieka z poczekalni a Libra pelen luzik :D fajne ten Twój psiak :)
  • awatar freudunia: Cudna Libra :). No i pewnie, że chce królika teraz do domu - po takim spotkaniu!
  • awatar Uśmiech traktorzysty3: A moze wyrosnie co rotweller? Zartuje tylko ;)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

jamniczek-pl
 
A na pewno doprowadzić do tego, żebym miała problemy z pikawą i trafiła do szpitala.

Uchylone drzwi (w pokoju byłoby za duszno w innym przypadku), Rock Radio włączone, robótka, w przerwach skaczę na pingera.

Drugi raz podkradła się pod same drzwi i ni stąd ni zowąd "GŁOŁF!" taki, że się szyba zatrzęsła.

To Jej dałam szyję, mówię, tam mówię, krzyknęłam, żeby mi tętnicę przegryzła a nie tak na raty.

Owszem, jaki właściciel taki pies.

;)

Z Liamem łączy mnie (też i) to, że dość łatwo strzelamy fochy pod wpływem - acz niekoniecznie.

Wczoraj znalazłam krótki film i zrobiłam cztery gify, wstawiam dwa.
Sfochowany Liam i przejęty jak cholera Noel. ;>

oasisbeadyeye.tumblr.com
 

jamniczek-pl
 
Zawsze ma kaganiec uczepiony u obroży i nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w tramwaju czy autobusie motorniczy zwrócił mi uwagę żebym Jej kaganiec założyła. To taki wybieg. Kiedy jeździłam ze Ś.P. Pumbą czy Librą bez kagańca (nie pamiętam), to zdarzały się, rzadko bo rzadko, ale zdarzały się prośby, żebym go założyła.

Po wyjściu od Weterynarza (Lennon pokichiwał, nadal trochę pokichuje i leci mu sporo porfiryny; na szczęście w środku w porządku, będzie dostawał nadal beta glukan) stwierdziłam, że podjadę do Dziadka.

Kiedy wracałam usłyszałam przez głośnik: "Proszę założyć psu obrożę."

Człowiek stał, zanim się z tym nie uporałam. Ciekawe, ile, na pewno nie mniej niż 4-5 minut. Przecież mógł ruszyć kiedy zaczęłam nakładać a on i pasażerowie czekali.

Później są opóźnienia na trasie.

Dobrze, że nikt mi nic nie powiedział. Czułam, że mam czerwone uszy.
  • awatar denaturat: ech, niektórzy kierowcy za bardzo biorą przepisy do serca.
  • awatar jamnick: @denaturat: jedni powiedzą, że przepisy są przepisami i koniec. Ale kogo tzw. "kanar" ukarze, gdy przyłapie na jeżdżeniu z psem bez kagańca? Przecież nie motorniczego a opiekuna. Ja biorę odpowiedzialność za psa. Jeden wysiada i specjalnie przechodzi na sam koniec autobusu żeby mi powiedzieć, że pies powinien mieć kaganiec (tak samo było w przypadku pewnej pani, z którą rozmawiałam), drugi czeka kilka minut, podczas gdy ja się zmagam z zapięciem (zapięty tak, żeby się nie majtał Jej pod brodą)... Gdyby ruszył w czasie zakładania - OK. Ale czekał. O co mu chodziło? A zademonstrowanie swojej siły. O nic innego.
  • awatar titella: @jamnick: ja tez tak raz mialam , jechalam z psem autobusem wieczorem i tez mi kierowca z przodu krzyczal do samego tylu , zebym zalozyla kaganiec psu :/ zalozylam , a jak ruszyl to go wzielam od wewnetrznej strony obok mnie i mu ten kaganiec i tak zdjelam :p
Pokaż wszystkie (8) ›
 

jamniczek-pl
 
Myślałam, że tylko koty są "pogięte".

Byłam w głębokim, jak Rów Mariański, błędzie.

To, co wyprawia Libra czasami doprowadza do szału, czasami do łez ze śmiechu.

Mama rozmawiała z koleżanką. Libra uparła się, że będzie szczekać. Szczeka i szczeka, Mama do koleżanki mówi coś w ten deseń: "Odbija Jej, nie wiem czemu znowu szczeka." na co koleżanka, uwaga...

- M., spokojnie. Mój pies szczeka na trawę.
- Na co szczeka?
- Na trawę.
- Na trawę?
- Tak.
- Ale (rozbawiona Mama opowiada mi) czemu szczeka na trawę?
- *Bo się rusza*

badum.jpg
  • awatar denaturat: zaśmiałam się na głos :D
  • awatar jamnick: @denaturat: :) :)
  • awatar wszystko jest iluminacją: Miałam psa przez 11 lat i mogę z pełną odpowiedzialnością za swe słowa potwierdzić! Mało tego, że na trawę... na drzewa i inne elementy krajobrazu również :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

jamniczek-pl
 
Poprzedniej nocy nie dospałam.

Chodziłam jak potomek krabia i żółwicy, do których podpiął się podczas stosunku tygrys. Nieprzewidywalnie.

Wieczorem wracam z Librą ze spaceru, niesie w paszczy patyk. Ze sklepu wychodzi facet w średnim wieku. Blask latarni. Widzę niewiele. Zbliża się.

Pomiędzy 38. a 51. rokiem życia, ciężko powiedzieć. Dobrze się trzyma, ma styl, nazwijmy to, z mocno brzmiącą nutą rokmena.

Przetarta kurtka ze skóry, dżinsy, włosy postawione, kilkucentymetrowe, stalowo-ciemno-siwe. W dłoni dzierży paczkę papierosów z górnej półki.

Libra zaczyna szaleć, chce się z nim bawić, podskakuje, próbuje go sprowokować do gonienia za Nią. Mężczyzna skory do głaskania. Zapewne głaszcze kobiety tak chętnie, nie, chętniej niż Ją. A może ma stałą partnerkę?
Coś mi podpowiada, że to raczej osobnik płci przeciwnej lgnący do tejże, znaczy przeciwnej od niego.

Ale dżentelmen.

Czuję.

Rozglądam się nieco obłędnym wzrokiem, mówię coś do Niej, na człowieka spoglądam rzadko. Uśmiecham się. Może wyglądałam na przyćpaną, możliwe wielce.

Patyk się łamie.

Mówię, że patyk się złamał i idziemy.

Kiedy mijamy niezłą brykę on wsiada do niej.

Oglądam się, może odrealniona, ale nie jestem chamką, chcę się pożegnać. Otwarte drzwi, mężczyzna pyta:
- Mały?
- Tak, mały, znaczy krótki. Bo się złamał.

Chwila.
Wybucham śmiechem.

- Znaczy nie patyk, pies! Pies, o psa pan pyta... Prawie dwa lata. Chyba.
- A ja myślałem że to szczeniak.

Uśmiech.

Zamyka drzwi, spoglądam, podnoszę rękę mówiąc właściwie do siebie "Pa!".

I ruszam. On też. Jedzie powoli, razem z nami, krótką chwilę bo zaraz wchodzimy na podwórze.

Przystaje, jakby zalotnie i z podkreśleniem - jakbym nie widziała, jakim wozem jedzie - przyciska pedał gazu.

Spoglądam na samochód oblany w części nowymi światłami, które od pewnego czasu włączają się na naszej ulicy gdy idzie ku zmrokowi.
Zerkam na niego, na tyle, na ile go widzę.  Na mężczyznę, nie samochód. Chociaż ciężko samochodu nie zauważyć, wszak większy od mężczyzny, trafem jakimś.

Cofa wóz, będzie zawijał.

Ja też zawinęłam.

.

Gdyby to była kobieta... Gdyby to była kobieta nie darowałabym sobie, że pozwoliłam jej odjechać bez wzięcia numeru telefonu, podjęcia dłuższej rozmowy, nie wiem.

Nie o auto chodzi, co Wy.

O całokształt.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jamniczek-pl
 
1. Chłopaka, który pracuje w warzywniaku, spotkałam kilkanaście minut później w spożywczym. Powiedział, o ile mnie słuch nie mylił, że byłam wspaniała.
A nie wyglądał na naćpanego.

2. Odebrałam płytę, ksero karty a stomatolog za dotychczasową pracę nad szóstką i siódemką zażyczył sobie 0 polskich nowych złotych.
Na wychodnym poprosiłam recepcjonistę by mu podziękował.

3. Poznałam A. Miła dziewczyna, mieszka niedaleko. Pozytywne Libracje czyli Libra dostała świra.
Może się spotkamy podczas wiosennych spacerów.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jamniczek-pl
 
... "przywitała" mnie ta sama ochroniarz, która zgrzytała poprzednio, gdy jak zwykle byłyśmy u Dziadka z Librą.

Przez lata jeździmy z Psami (najpierw Pumba, teraz Libra), starsi, chorzy ludzie Je głaszczą, uśmiechają się, to dla nich chwilowa dogoterapia można by rzec.

Wracając.

Libra miała przyczepiony do obroży kaganiec. Kobieta zażądała, żebym Jej go ubrała. Ja Jej na to, że przez lata jestem/śmy z Psem i nikt nigdy nic nie mówił. A Libra energiczna, wokół ludzie, ciekawa, wędrowała by się przywitać z jedną Panią a ja siłuję się z tym kagańcem i rzucam: "I tak go zdejmę jak będę u Dziadka".

Po wcześniejszych i stanowczych: "No trudno, proszę Jej założyć kaganiec." etc. w końcu mnie puściła.

-*-

Za kilkanaście minut spotykam jedną ze znanych Nam osób z personelu. Opowiadam.
Pani: - A niech się Pani nie przejmuje!
Ja: - Ale jak mam się nie przejmować... Znów mi każe nałożyć kaganiec i problemy robić.
P: - Niech Pani idzie!
J: - Ale to tak niegrzecznie przecież, mam przejść obojętnie?
P: - Jest nowa, nadgorliwa. Nie ma co się tym przejmować.
J: - No to jak ja mam... a zaraz, to może naokoło?
P: - Jasne, proszę naokoło przejść i (wskazuje) tędy wchodzić.

;)

Uspokoiła mnie.
Fajna kobitka, znamy Ją od lat.

Gdybym siedziała tyle godzin w dyżurce też bym pewnie chciała zadziałać, pokazać, kto tu rządzi.

Nie, nie mam takiego charakteru.
Podeszłabym i chwilkę porozmawiała. Gdybym się dowiedziała, że dana osoba od lat przychodzi najpierw z jednym, później z drugim Psem i widziała jego zachowanie - uśmiechnęła i przepuściła.

PS Jeden mężczyzna, podczas całego tego zamieszania powiedział: "Nie lubię psów". Nie wiem czy chciał dolać oliwy do ognia, czy się pani ochroniarz przypodobać czy co tam jeszcze.
98% osób mieszkających tam lubiła Pumbę, na wiosnę będą się na tarasie zaznajamiać z Librą, Ona wyjątkowo się klei do ludzi, wszędzie!

Ale Pumba też lgnęła do ludzi.

Mamy szczęście do "lgnących" Psów. :)

PS 2 Ochroniarz stwierdziła, że jej pies ją ugryzł.
Tu można by się pozastanawiać... oj, pozastanawiać.
Ale wpis się zrobił długi a ja muszę się "oddalić".
  • awatar Makidu: Sama pracowalam na portierni i wiem, ze roznie bywa ps.pokaz aktualna fotke Libry, prosze :)
  • awatar Giovannna: fajna sprawa z tym chodzeniem z psem :) dla takich ludzi to odskocznia, żywy zwierzak koło nich itp. a Pani ochroniarz...no cóż...
  • awatar Makidu: a co do dogoterapii, cos w tym jest pamietam jak do Tesciowej znosilam szczeniacka Kimbi od sasiadki
    kimb.jpg
    Tesciowa bardzo sie cieszyla :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

jamniczek-pl
 
Wie, że załatwiać się w domu nie może, ale zrobiła to ostatnio w nocy kiedyśmy spali i nie miała wyjścia.

Sprowadziłam Ją na dół, pokazałam siki i przemówiłam do Jej psiego łba.

Kilkanaście minut temu usłyszałam szczek.

Co w tym dziwnego?

Ano to, że śpi w pokoju Mamy. I kiedy chce wyjść za potrzebą nie szczeka, ale wydaje pewne odgłosy, coś jak "Ammmwwwhmmmwww? Mwhmmmmwmmm?"
Gdyby takie wydawała tej nocy nie usłyszałabym stąd.

Mama śpi, ciemno w pokoju, Libra zaszczekała.
Tak. Dobrze.

Nie obudziła Mamy zaś ja nie śpię.

Wypuściłam na ogród i był pełen zestaw: siku plus kupa.

Patrzę w Jej ślipia i wygląda na skołowaną i lekko szurniętą - ma po mnie. ;)
Ale kiedy co do czego wie, co zrobić.

Mądry to pies.
 

jamniczek-pl
 
... ten Pies to jakiś psychol.

Przepraszam Państwa bardzo, ale nie da się tego inaczej określić.

Kompletny psycho... kompletna psycholka.

Do tego ma lekki zez rozbieżny. Liam Gallagher ma zez rozbieżny.

Kiedy Ją wybrałam nie miałam pojęcia, że można być takim psim psycholem.

denaturat (denaturat.pinger.pl), nie obrazisz się?

“Można? Można!”

Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
Zacznę tak.

Mama ma koleżankę. Koleżanka wzięła (również) około rocznego psa z interwencji. Duże bydlę.

Przez *rok" pies szalał. Powoli, spokojnie uczyli go co i jak. U behawiorysty nie byli.

Dzisiaj mała córka koleżanki Mamy może z psem wychodzić, wszystko jest w porządku.

A zatem niekoniecznie Libra cierpi na psie ADHD. Może oswajać się i być uczona nawet rok od wzięcia. Aż się w Niej wszystko uspokoi, unormuje.

Szelki poszły wek. Jako, że zerwała się z obroży ma dorobioną w niej dziurkę - tak, żeby Jej nie dusiła (!), ale jednocześnie głowy nie może przez nią przecisnąć.

Oczywiście, tak, jak AngelsDream stwierdziła, nawet i z szelek pies się może uwolnić jak się uprze a zatem kontrola na każdym kroku.
Musiałaby się nie wiem jak zaprzeć, naprawdę...

Prosi o wypuszczanie Jej, gdy chce się załatwić, widzimy również inne postępy.

I oby tak dalej.
  • awatar denaturat: nie mogę się doczekać aż minie te kilka lat, będę "na swoim" i będę mogła wziąć jakieś skrzywdzonego psiaka. bo skrzywdzonego kota to uda się wcześniej niż kilka lat.
  • awatar AngelsDream: Gdyby każdy nadpobudliwy pies miał ADHD, to większość by to miała. Każdy pies w określonych warunkach może mieć korby. Najważniejsze to pilnować, żeby nie zrywała się sama, pracować nad odwołaniem i być wobec niej względnie konsekwentnym. Może poszukać na wiosnę szkolenia? Dla schroniskowych psów jest zwykle zniżka.
  • awatar jamnick: @AngelsDream: zobaczymy, jak będzie. Ten rok to rok zrobienia z moimi zębami wszystkiego, co się da. Ratowanie, odnawianie itd. Na szkolenie mogę się zjawić z kasą bez jedynek. To zależy od mojego organizmu, ile jeszcze wytrzymają. Rozumiesz, prawda? I żebym nie miała silnych bólów zagryzanych ketonalem, nie było nieładnie, wyrwanie przodu... Wiem, że rozumiesz. Ja po prostu w wieku 60 czy 70 lat chcę jeść a nie mieszać sobie papki ukazując niektórym przód... "bez zęba na przedzie". I o dziwo na stronie 33 "Bomby"... byłam zaskoczona. Bo pomyślałam: "Botoks. Aha. Akurat trafiło mi się." Niby przypadek, ale to nie pierwszy *tego dnia* "przypadek".
Pokaż wszystkie (4) ›
 

jamniczek-pl
 
Po opowiedzeniu ze szczegółami co i jak Pani przejrzała futro, tak, rzeczywiście, bardzo dużo strupków.

Kiedy wspomniała o świerzbowcu powiedziałam, że w innej klinice zeskrobiny były badane w laboratorium i nic nie wykryto.

Pani Weterynarz odrzekła na to, że Oni czasem również nie mieli wykrytego świerzba a jednak leki na niego pomogły.

No proszę.

Zważyła Lennona. 43 gram. Coraz Go mniej...

Kupiłam Convalescence, mam podawać czy to kawałek jajka, czy biały ser - owszem, za dużo białka nie jest wskazane, ale trzeba Mu dać możliwość "regeneracji" (własnymi słowami).

"Osłuchowo ok" - to dobrze!

Cała trójka dostała iwermektynę podskórnie (Paramectin, do powtórki za tydzień) a dla Lennona preparat witaminowo-wzmacniający Veyxol B-Pros.

Oczywiście porządek w klatce zrobiony.

Z tego, co podawałam do tej pory mam nadal podawać Bromergon (na prawdopodobnego guza przysadki). Wetka twierdzi, że u psów i kotów nie działa - nie zawsze? - jak trzeba, ale u szczurków (dość?) dobrze się sprawdza.

Wapń, sterydy, flucinar, prepar. przeciwgrzybiczne - wek.

Dodatkowo Pani Wet. obcięła Lennonowi pazurki.

Zaś co do Libry.

Tak, faktycznie (racja, AngelsDream), wcale nie musi z tego wyrosnąć. Może, ale nie musi.

Oszalejemy.

Kiedy znajdziecie czas zachęcam do zajrzenia na stronę Ośrodka: wet.wroclaw.pl/e/
stomat.jpg
  • awatar Makidu: kiedys spotkalam sie z opiniami po kiego dbac o cos takiego jak myszy, chomiki, szczury etc mnie szlag trafia co za roznica jakie zwierze masz w domu, choruje trzeba zadbac i nie ma ze to TYLKO "gryzon" nawet jakby mial odejsc, trzeba bol i cierpienie zminimalizowac, jesli jest nadzieja na wyleczenie i mozliwosc-walczyc Masz wielkie serce dla Zwierzakow :)
  • awatar Giovannna: zdrowka dla Lennonka ! a jeśli uda mu się jutro przemówić ludzkim głosem to nawet wiem co chciałby Ci powiedzieć...podziękowałby Ci za wytrwałość i za serduszko jakie mu okazujesz :)
  • awatar jamnick: @Makidu: są ludzie, którzy biorą/kupują szczury dla węży, dla nich one są żywym pokarmem. Są też tacy, którzy opiekują się szczurkami i czasem mogą stać się dla nich niczym rodzina. Makidu, to nawet nie tak, że staram się, jestem wrażliwa jeśli o zwierzęta chodzi, bardzo. Ale wierz mi, że przy Librze ze skóry wychodzę, trudno mi się nie dać unieść, przyznaję. I przyznaję, że niekiedy, gdy ktoś nas obserwuje jak gdzieś idziemy i widzi, jak Ją traktuje, kiedy już mnie po prostu szlag trafia myśli, że ja tego psa nienawidzę, że to dla mnie rzecz, że w domu Ją karcę, biję i krzyczę wciąż. Ja bym tak pomyślała. A tak nie jest. Za obcięcie pazurków, jedną insulinówkę z preparatem witaminowo-wzmacniającym, iwermektynę dla trójki i saszetkę Convalescence płaciłam Mamy kartą: ponad 80 zł. U Wetów, do których jeździliśmy, ta suma zapewne nie byłaby wyższa niż 30 zł. Nie wiem czemu tak dużo. Ale trzeba było zmienić Weta, najważniejsze jest aby Mu pomóc.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
Kiedy gdzieś jedziemy zakładam Librze szelki i biorę smycz automatyczną, ale na wieczorne spacery - obroża i zwykła smycz.

Dzisiaj poznała dwa psy. Nie wiem, jak Jej się to udało, ale nagle widzę a Ona wysunęła głowę z obroży i ruszyła w "dziki" pęd.

Do tej pory zawsze jest na smyczy, kiedy już będzie cieplej będziemy ćwiczyć ze sznurkiem, na razie... do rzeczy.

Ruszyła, wiedziałam tylko, że w stronę ulicy I., tak mnie ktoś poinformował. Ale co potem? W  Grabiszyńską? W stronę Powstańców? W kierunku Białego Pawilonu? Nie miałam pojęcia. Jakby się w tym swoim szale rozpędziła to do Rynku by nie dobiegła, ale mogłaby naprawdę bardzo daleko się znaleźć.

Szybka, młoda, ADHD-owiec.

Szłam i wołałam Jej imię. Stanęłam przy I. Wołałam, wołałam, wołałam...

Wróciłam do domu, Mama szybko buty i płaszcz założyła, poszłyśmy.

Wołamy.

Jest zaczipowana, ale nie ma zawieszki o szczepieniu, nie dostałyśmy w schronisku. Koniecznie, na wszelki wypadek, muszę przy obroży umieścić dane kontaktowe. I nie będę Jej już na niej brała, wracamy do szelek nawet na krótsze wyjścia.

Stoimy, wołamy, rozglądamy się. Wiecie, przez mózg przechodzi tyle myśli... Może wpadła do jakiegoś autobusu i Ją zawiózł, może wyleciała naprawdę daleko a że w nocy słabo widzi (ostatnio miała jakieś "wizje", jakby było mało; a może widziała coś, czego ja nie widziałam lub czego człowiek nie zawsze jest w stanie zobaczyć) i nie znajdzie drogi powrotnej, może Ją samochód uderzył...

Przechodzę z powrotem na drugą stronę ulicy i widzę, że Mamy nie ma. Wraca.
A przed Nią, kilkanaście metrów dalej - Libra.

DZIĘKUJĘ BOGU.

Libra się nie ruszyła, stała najpierw i wpatrywała się. Gdy rozpoznała głos, gdy Mama podeszła bliżej przybiegła radośnie.

.........................
  • awatar Giovannna: ojj dobrze, ze tak to się skonczylo...a psy juz maja swoje sposoby na ściaganie obróżek ooojjjj mają :/
  • awatar AngelsDream: Trzeba dobrać obrożę do budowy psa. Inaczej wyjdzie ze wszystkiego, z szelek także.
  • awatar jamnick: @AngelsDream: z szelkami bywały różne wariactwa już, gonienie się z innymi psami, zabawy, nie udało Jej się z nich wyjść. Dobierane na miejscu w sklepie.
Pokaż wszystkie (10) ›
 

jamniczek-pl
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

jamniczek-pl
 
...Libra upodobała sobie szczególnie jednego chłopaka. Kucnął, zaczęli się przytulać, Ona o niego oparta, widok...

A głaskana od ręki do ręki. Tylko się podstawiała a to do dziewczyny, a to do pani. W tramwaju powtórka z rozrywki.

Chłopak swoim zachowaniem mnie zaskoczył.
 

jamniczek-pl
 
Ponieważ do Libry trzeba mówić, trzeba Jej pilnować i tak dalej nie chodzę na spacery z empetrójką, ale postanowiłam, że może jakoś pogodzimy jedno z drugim (taaa) i "Renovatio" Edyty płynie właśnie kanałem. Wieczorem słuchawki na uszy i kiedy po raz kolejny ktoś się odezwie to wyjdę na chamkę.

W czerwonej prezerwatywie z bawełny (chyba) na głowie. Tak wygląda moja czapka.

O fryzurze, pozwolą Państwo, nie będę się wypowiadać. Poniosła mnie fantazja, rzekłabym ułańska. Sarmańska. "Jedni golą brody, a z wąsy chodzą, drudzy strzygą brody po czesku, trzeci podstrzygają po hiszpańsku: i około wąsa zasie jest różność, bo go drudzy na dół głaszczą, a drudzy w górę jeżą." - Mikołaj Rej.
U mnie nie wiadomo o co chodzi w ogóle. Generalnie rzecz biorąc wyglądam, jakbym miała perukę.

Czyli jednak się wypowiedziałam.
 

jamniczek-pl
 
Zresztą. Kiedy u Nas pod dachem zamieszkiwał "normalny" Pies?

Ma słuch, jakiego nie powstydziłby się zapewne otocjan. Oczywiście przesadza...przesadzam?

Reaguje na dźwięki bardzo silnie.

I od momentu, kiedy się tu zadomowiła, wie, że to Jej miejsce, nie zawaha się użyć aparatu głosu do zaznaczenia, że, np.:
1. Ktoś coś wkłada do skrzynki (w miarę jeszcze zrozumiałe, nie jest obyta aż tak, nie rozumie, że nikt nie wkrada się do domu),
2. Ktoś dzwoni do drzwi (wrzask) - dopóki się nie zejdzie,
3. Ktoś zapuka u sąsiadów za ścianą (kilka szczeknięć),
4. Nagłe szczeknięcie z niewiadomej przyczyny,
5. I tak mogłabym wymieniać.

Najciekawsze i najbardziej denerwujące są te wymienione w punkcie czwartym.
Jakby miała cztery paru uszu. Albo wiele nosów.

Nie wiemy, co się dzieje, ale Ona o czymś informuje.

*Co, do jasnej, sąsiadka mieszkająca trzy numery dalej od nas spuściła wodę w toalecie? *
- Tak, *hałk! *


Czasem nagle szczeknie i już nie wiem(y), co robić. Mi odbija. Dosłownie odbija mi ten szczek.

Mówią: "Nie bić". Mówią, jak postępować.

Postępowałam.

Rezultatów nie wid...

Właśnie, że widać.

1. Nie robi ani siku ani kupy w domu.
2. Ostatnio szczekała, gdy dzwonił telefon (w domu albo był dzwonek do drzwi w filmie/serialu) - powili się uspokaja.
3. Nie reaguje aż tak gwałtownie na mnie jak ostatnio.
4. Zrobiłam pewien numer, nie wiem czy dobry czy zły, nie chciałam obarczać AngelsDream kolejnymi pytaniami, było tak:

Miałam już dość kłaków na łbie zwanym głową. Poszłam do łazienki, wzięłam maszynkę i tak się składa (i maszynka i w ogóle), że co jakiś czas trzeba zdjąć końcówkę i uderzyć, oczywiście w miarę delikatnie, żeby włosy wypadły.

Libra była u Mamy i za pierwszym razem: "Hałk!". Za drugim razem: "Hałk!".

Nie przemówiłam do rozsądku podnosząc głos. Bo, owszem, podnoszę.
Zrobiłam zatem inaczej.

Wzięłam Ją do łazienki i zaczęłam golić włosy. Stukałam co jakiś czas. Pokazałam Jej, skąd pochodzi dźwięk.

I patrzyłam.

Oczywiście to nie było pięć minut. Trwało jakiś czas.

Libra zrozumiała, położyła się.
...Po jakimś czasie zdrzemnęła.

-*-

Z psami też już "rozmawia". Przestała być cicha.

Jeżeli chce się pobawić z innym psem, który jest blisko wydaje dźwięk a, jeżeli czuje się w niebezpieczeństwie w obecności innego psa wydaje dźwięk b, jeżeli nie jest do psa przekonana, ale chce nawiązać znajomość wydaje dźwięk c, jeżeli jesteśmy u Wetów a za drzwiami coś się dzieje wydaje dźwięk d... itd., itd.

Najgorzej jest w domu.
 

jamniczek-pl
 
...okazało się, że to strup.
Pyknięcie i po sprawie.

I tak musiałam się wybrać do Kakadu po żarło dla niedawno jeszcze Lampiona czyli Libry.

Spotkałam A.
Porozmawiałyśmy.

Wymęczyła mnie Libra nieźle - wszak 10 dni jak nie jakieś kubraki na Niej zawiązane to abażur na łbie a tu nagle wolność. Poza tym przede mną wyszli Mama z Wujkiem, może myślała, że idziemy by do Nich dołączyć.
  • awatar IMA:): cos w tym jest ze psy tak ciągną za tym, kto wychodzi pierwszy z domu :)
  • awatar jamnick: @IMA:): Wiesz, Libra jeszcze młoda, nadal się jeszcze, oczywiście nie tak jak na początku, nie ma porównania!, aklimatyzuje. Ja nawet gdy do sklepu na kilka minut wychodzę, zaraz obok, Ona leci. Tak Jej jeszcze zostanie jakiś czas. :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jamniczek-pl
 
Wczoraj dobrała się do niego, ale zaczepiłyśmy sznurkami o obrożę, pocięłam wszystko, co zwisało i osłaniał nadal to, co trzeba.

Ale Libra dobrała się tak, że już nie było czego ratować. Dobrze, że mamy jeszcze kubrak po Ś.P. Pumbie, Mama założyła. A rano, na ok. 3 do 4 godzin kołnierz. Na noc też będzie w kołnierzu.

Nie możemy ryzykować, że następną ochronę przegryzie i dobierze się do szwów.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Ale uparta.
  • awatar jamnick: @Obiektyw-NIEJ: I po minie widać, że sądzi, iż ten kubrak to jakaś kara. A na noc kołnierz... Kiedy już będzie po wszystkim będzie wiedziała, że to dla Jej dobra i przejdzie. Teraz nie wie dlaczego to wszystko. I jeszcze kołnierz...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jamniczek-pl
 
1. Lennon

"Pobrany materiał w kierunku dermatofitów".

Czekamy do 21 dni.
Jednak trzeba zobaczyć, czy to nie grzybica lub jakieś inne pasożyty.

Dostał lek antyalergiczny sterydowy, działa 48 godzin.  Jeżeli będzie nadal się drapał przyjedziemy w środę, ale powiedziałam Pani Magdzie, że na 90% i tak będziemy.
;>
Co by się, kurcze, za mną nie stęskniła.

Może dostanie coś na skórę, coś co właśnie działa przeciw grzybom, ale nie będzie dla Niego szkodliwe jeśli poliże. I zapewne do tego steryd działający tydzień.

Nie miał uczulenia na żwirek, który kupiłam, nic się nie działo, ale za podpowiedzią wymieniłam na ligninę.

Opaki w tramwaju:
Opaki_2.jpg

Opaki_1.jpg

Opaki_3.jpg

Opaki4.jpg


2. Libra

Dziś ostatni antybiotyk, w sobotę zdejmujemy kaftan.

Powiedziałam, że z pewnością jestem najbardziej upierdliwą osobą, która do Nich przychodzi. Pani Magda na to, że mam pytać, spokojnie.

Dużo pytam. Dużo mówię.
  • awatar Makidu: i dobrze, ze duzo pytasz i mowisz :)
  • awatar jamnick: @Makidu: pytam, podpowiadam, zastanawiam się głośno, myślę na bieżąco, proszę, pytam ponownie, i jeszcze raz ("mi trzeba jak krowie na rowie" czy coś takiego). Muszę trafić na Weterynarza, który ma dużo cierpliwości. Grunt jednak, żeby Opak trafił w dobre ręce. Oby to był grzyb lub inny pasożyt. To się wyleczy i koniec. A guz przysadki...
  • awatar Giovannna: kto pytanie nie bładzi!!:)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jamniczek-pl
 
Chciałam kupić większy kubrak, ale większy był za duży.
Musimy pozostać przy tym.
Mama nacięła lekko z przodu, żeby wygodniej Jej było chodzić.
Wcześniej dwa razy naprawiała to, co Libra przegryzła.
Libra_1710_1.jpg

Libra_1710_2.jpg

Libra_1710_3.jpg

Libra_1910_1.jpg

Libra_1910_2.jpg
  • awatar Hunter hope: Moja po stetylizacji od 4 lat pamieta zapach weta i teraz tez jak chodzi na szczepienie..
  • awatar jamnick: @Hunter hope: i boi się, tak? Moja nie kiedy idziemy. :) Wchodzi po schodach i do gabinetu ciągnie jeśli nikogo nie ma i jest otwarty.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Uuu, widać, że obraza na co najmniej tydzień!
Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Kategorie blogów