Wpisy oznaczone tagiem "Rozdział" (156)  

odrobina.marzen
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

odrobina.marzen
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

wielkamarzycielka987
 
- Witajcie, nazywam się John. Tak jak wy trafiłem tutaj, tylko, że ja tu jestem chyba rok, tutaj czas płynie inaczej. Zapraszam do siebie, inaczej ten cyklop niewiadomo co wam może zrobić.
Nie wiem czemu, ale wzbudzał we mnie wielką ufność, więc się zgodziłam.
Po około dziesięciominutowej przechadzce po leśnej dróżce pod wielkimi drzewami, dotarliśmy we trójkę do wielkiego, magicznego dębu, w którym były wyrzeźbione kwiatami i liśćmi, duże drzwi.
- Zapraszam.
Powiedział to wysoki brunet, z niebieskimi oczami, kilkudniowym zarostem i sześciopakiem na brzuchu. Po prostu ideał. Jednak z zamyśleń jaki jest przystojny wyrwał mnie głos John'a, pytający jak mamy na imię.
- Jestem Victoria, a to jest moja przyjaciółka Lily.
- Cześć - odparłam cała oblana rumieńcem - Miło mi Cię poznać.
Potem dopiero zauważyłam, że Vici poszła do łazienki, a ja sama zostałam z brunetem w kuchni.
- Zapomniałem Ci przekazać, że mam współlokatora Davida, wysoki blondyn z szarymi oczami oraz wilczycę wraz z małym, ale jest nie groźna. Chciałym Ci także przekazać, że będziesz miała ze mną pokój, a Victoria z Davidem.
Prawdopodobnie oblałam się calutka rumieńcem. Będę dzielić pokój z takim ciachem, w sumie Ruda też będzie miała przystojniaka, ale mój jest lepszy. Po chwili dodał, że raczej nie pomieszczę się z przyjaciółką w pokoju, bo jest w nim tylko malutka szafa i dwa jednoosobowe łóżka. My zatem będziemy mieli jedno dwuosobowe łóżko, ale jeśli będę się czuć dyskonfortowo, to on może spać na podłodze, jednak chociażby z grzeczności powiedziałam, że możemy spać razem.
Z lekkim podekscytowaniem opowiedziałam wszystko Victorii, która podzieliła mój entuzjazm i zachwyciła się myślą, że będzie dzieliła pokój z chłopakiem, jednak była smutna, że to ja będę spała wraz z Johnem w jednym łóżku. Gdy w końcu się uspokoiłyśmy, poszłyśmy się zapytać o jakiekolwiek jedzenie, gdy zobaczyłyśmy niebieskookiego uśmiechającego się do nas, a raczej do mnie.
- Chcecie coś do picia? - zapytał - Albo jesteście głodne?
- Taak! - odparłyśmy razem - baardzo!
John, podając nam upieczone mięso zwykłego królika (Też tu takie są) i szklanki soku z magicznej jabłoni, puścił mi oczko. Znów byłam cała w rumieńcach. Po posiłku udałam się do naszego pokoju. Jak się okazało, jest tam ślicznie. Białe ściany, a na nich różnokolorowe poprzyklejane liście, fioletowe kwiaty, po prostu śliczne. Podłoga była z brązowego, błyszczącego drewna, dwuosobowe łóżko było z tego samego materiału, a pościel była biała w niebieskie kwiaty. Przy łóżku były dwie szufladki, a naprzeciwko wielka drewniana szafa, na której stał wazon ulepiony z zielonej, magicznej gliny, pełen żółtych stokrotek. Było tam także zdjęcie jego, Davida, oraz innych ludzi. Pewnie jego rodziny. W jednym momencie zrobiło mi się przykro. W jednej chwili przypomniała mi się cała rodzina, mama, tata, brat i dwie siostry... Napewno mnie szukają... Albo mnie już pochowali. Nie, napewno to drugie. Po obejrzeniu pokoju wyszłam w kierunku łazienki.
Owa łazienka była duża. Zielono - białe ściany, kremowa podłoga, toaleta, umywalka i wanna w kolorach ścian, a wszelkie inne dodatki w kolorze podłogi. Mieściła się tam także mała półeczka pod umywalką, gdzie znajdowała się kosmetyczka z różnymi damskimi jak i męskimi kosmetykami. Oczarowana poszłam do pokoju rudowłosej, gdzie zamyślona wpadłam na Davida w samym ręczniku. Speszona uciekłam do pokoju gdzie położyłam się na łóżko i zasnęłam.
 

wielkamarzycielka987
 
Boshe, Vici, uważaj! - krzyczałam z całej siły.
Gdy ten widząc uśmiechniętą przyjaciółkę rzucił ją prosto przed portal, co musiało boleć.
- Lily, szybciej! Bo Cię złapie!
- Ja, w myślach modląc się i pod nosem powtarzając, że to tylko sen, leciałam jak najszybciej mogłam, na już lekko zmęczonych skrzydłach. Gdy z lekkim szwankiem dotarłam do Vici cyklop... Zeżarł portal! Ugasił jedyne wyjście! - Zaczęłyśmy krzyczeć zapłakane. U- uuu- uciee- uciekajmy! Krzyknęła zapłakana, przestraszona Vici, ciągnąc mnie za rękę.
Ja, nie wiedząc o co jej chodzi, potykałam się co chwila, ponieważ ona leciała trzymając mnie, a ja nie miałam kiedy rozłożyć skrzydeł. C- cy- cyklop! Wyjąkała Ruda. Ja, odwracając się, zobaczyłam to. Biegnącego jednookiego za nami, na nas. Gdyby ktoś poczuł w tej chwili mój strach, nie wiem czy by przeżył,jednak bardziej martwiłam się co z moją przyjaciółką.
Vici! Vici! Odedźwij się proszę! - krzyczałam.
Tu jestem - odparła słabym głosem ruda.
Zaraz do niej podleciałam i jak najszybciej się dało odleciałam z nią jak najdalej.
Zbliżała się noc. Siedziałyśmy pod ogromnym grzybem. Zmarźnięte, głodne, chciałyśmy już zasnąć.
Gdy nagle z oddali usłyszałyśmy dźwięk ruchów, był to prawdopodobnie człowiek, jednak gdy istota do nas podeszła, zaspane krzyknęłyśmy.
- Witajcie, nazywam się...
 

odrobina.marzen
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

odrobina.marzen
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

wielkamarzycielka987
 
,,Gdy tylko słońce wstanie, idźcie na północ. Tam, przez magiczny portal wrócicie tam, do szkoły swej, a na całym świecie pokój zapanuje" - przeczytałam głośno.
- Hmm... A to ciekawe... - westchnęła głęboko Victoria.
- Nawet bardzo. - odparłam.
W liście jeszcze się coś znajdowało. To kompas. Wskazuje nam gdzie mamy iść. Po godzinie chodzenia, bo skrzydła były zbyt zmęczone, doszłyśmy. Było koło godziny 20.00.
Następnego ranka wyruszyłyśmy. W trakcie lecenia zachciało nam się jeść. A jako że jesteśmy tak właściwie aniołami, to nie musimy jeść za często. Po drodze mijaliśmy wiele przeszkód, trudniejszych, czy łatwiejszych.
Rozglądając się za portalem spotkałyśmy cyklopa. Ten, jako ogromy jednooki potwór nie chciał nas wpuścić, trzeba było go przechytrzyć.
- Tylko jak? - głęboko obie westchnęłyśmy.
- Już, wiem, mam pomysł! - krzyknęła Victoria.
- No to może mi go zdradzisz zamiast krzyczeć? - odparłam.
-Ah, no tak. Wybacz. - ze śmiechem odparła - a więc tak: Gdy jedna będzie chciała przejść dołem, druga zacznie latać u  góry, podczas gdy cyklop zacznie ją odganiać, ta na dole przeleci, zwróci uwagę jego, podczas gdy druga będzie przelatywała i razem udamy się do portalu.
- No cóż, spróbujmy. - Odpowiedziałam.
- A więc chcesz być na dole czy na górze? - uśmiechnęła się Victoria.
- Wolę Cię nie narażać, będę na dole, w razie czego szybciej zginę.
- Heej, ty już tam nie wróż. - odparła z uśmiechem Victoria.
A więc frunę na sam dół próbując przelecieć. Nagle na góre słyszę strzepot skrzydeł Victori. Victoria próbuje odwrócić uwagę cyklopa. Udało się jej. Więc szybko przelatuję pomiędzy nogami i szybuję do góry. Cyklopie, tutaj jestem! - krzyczałam z całej siły. Gdy on się odwrócił, Victoria go pięknie wywinęła. Gdy nagle on...
 

wielkamarzycielka987
 
- Lily, tam jest potwór! - Krzyczała Victoria.
- Chodź, polećmy wyżej, może nas nie zauważy.
- Victoria, ciszej! On tu jest! Leć za mną.
I poleciałyśmy na zachód, w stronę słońca.
Jednak gdy leciałyśmy, Victorię złapał facet z nożem, za nogę. Na szczęście, ona, mając skrzydła i siłę, bez problemu mu uciekła.
Wkońcu po kilkunastu godzinach latania wkońcu zobaczyłyśmy wróżkę. Jednak była ona całkiem spora, miała może z 50 centymetrów, gdy inne wróżki miały 20-40 cm wzrostu. Gdy nam się już przedstawiła, zaproponowała nocleg, ponieważ w nocy są tu naprawdę groźne zwierzęta czy potwory.
Po chwili namysłu zgodziłyśmy się. Wkońcu to była jedyna miło wyglądająca osoba w ciągu ostatnich kilkunastu godzinach.
Po bezpiecznie spędzonej nocy podziękowałyśmy i poleciałyśmy na najwyższe drzewo by odpocząć, gdy ujrzałyśmy ślicznego, białego ptaka, był to prawdopodobnie gołąb, który miał dla nas list z tajemniczą wiadomością...
------------------------------------------------------
Znowu rozdział krótki, ale mój mózg jakoś nie pracował i nie miałam pomysłu na dalsze przygody Lily i Victori.
 

wielkamarzycielka987
 
- Chciałabym by na świecie nie było zła.
- A ja chciałabym byśmy ja i Lily miały skrzydła! - wtrąciła się Victoria.
- Dobrze, wasze życzenia zostały spełnione, jednak Lily, chciałabym Ci uświadomić że ta kraina jest na innej planecie.
Chwilę potem anioł znikł, a nam zaczęły wyrastać piękne, białe, duże skrzydła.
-Lily, patrz, ja latam! - krzyknęła Victoria, machając skrzydłami jak piękny ptak.
Po chwili i ja się zaczęłam unosić nad ziemią, nie pamiętając słów anioła o tym, gdzie jesteśmy.
Gdy nagle zza drzewa dobiegał okropny, szyderczy śmiech, który dopiero usłyszałyśmy na dole. Tajemnicza postać bardzo szybko biegała, i gdyby nie skrzydła raczej zginęłybyśmy. Istota próbowała łapać nas za nogi, wymachując tuż przy nich, nożem. Na szczęście mogłyśmy wysoko latać, gdy nagle pojawiło się to coś...
------------------------------------------------------
Przepraszam, że rozdział jest naprawdę krótki, ale jutro jest szkoła i trzeba niestety spać, a nie książki pisać.
 

wielkamarzycielka987
 
- Lily, tu jest smok! Ogromny, ziejący ogniem smok! On nas zabije! - Victoria krzyczała mi tuż przy uchu.
- Widzę, zachowaj spokój, inaczej będzie źle.
Więc próbowałyśmy przejść koło niego po cichu jednak Victoria kichnęła bardzo głośno, a przynajmniej wystarczająco by nas smok usłyszał. Tak więc mając za sobą smoka pobiegłyśmy do tunelu.  
- Lily, schowaj się bardziej!
- Nie mam miejsca, ponieważ ten tunel jest bardzo mały, a ja mam prawie 185 cm wzrostu!
- Ohh, nie przesadzaj, posunę Ci się, wkońcu mnie nie obdarzono wzrostem, w wieku 17 lat mam przecież niecałe 168 cm wzrostu...  
- Ja bym chciała mieć tyle, nienawidzę być wysoką! Dodaję - W każdym razie musimy być cicho, inaczej nas wykryje... Po dwóch godzinach wkońcu wyszłyśmy z tunelu i udałyśmy się w kierunku zachodu. Nagle zza krzaczka dobiegał jakiś dźwięk, dźwięk łkania.
Gdy podeszłyśmy do miejsca skąd wydobywał się dźwięk ujrzałam wraz z Victorią niemowlaka, to była dziewczynka.
Miała prześliczne brązowe oczka i fioletową sukieneczkę. Była tam sama. Sama jak palec. Nie mogłyśmy jej tak zostawić, poza tym było bardzo zimno a ona nie miała nic poza cieniutką sukieneczką. Więc zostałyśmy z nią. Jak się okazało wciąż miałyśmy ze sobą plecaki, w których znalazła się narzutka, kołderka, ponieważ miało być przedstawienie oraz kilka kanapek i 3,5 litra wody.
Tak więc Jessica, bo tak nazwałyśmy dziewczynkę leżała na kołderce przykryta cieplutką narzutką, dodatkowo ją przytuliłyśmy. Zjadłyśmy po kanapce, wypiłyśmy wodę a Jessice dałyśmy pół kanapeczki i troszeszkę wody, wiem, że 4-7 miesięczne dziecko powinno jeść co innego, ale nie miałyśmy nic oprócz tego.
Na szczęście będąc na koloniach nauczyłam się rozpalać ognisko. Kolonie się do czegoś przydają. Wkońcu zmęczone padłyśmy.
Rano obudziłyśmy się wcześnie. W pewnym momencie Jessica zaczęła się świecić i śmiać.
Nagle nad głowami ukazał nam się mały anioł który powiedział - Jesteście dobre. Opiekowałyście się mną. Jesteście wybrankami. Dlatego będziecie miały jedno życzenie, które się spełnią.
Zamurowało mnie, jednak zaczęłam myśleć na marzeniem. O! Już mam! - Aniele, moje marzenie to...
 

wielkamarzycielka987
 
- A wy co się gapicie?! Chcecie dostać?!- krzyknęli do nas, idąc w naszym kierunku.
- Victoria, szybko, zawracamy!
I tak, wybiegając ze szkoły, trafiłyśmy w lesie, którego o dziwo, wcześniej nie widziałyśmy. Był taki inny, magiczny. Gdy weszłyśmy trochę dalej, ujrzałyśmy stworzenie o niesamowitej urodzie, któro miało skrzydła, nieskazitelnie błękitne oczy, dosyć bladą skórę, delikatną, pudrową sukienkę, brązowe włosy, także pudrowego kwiata w nich, oraz w ręce coś z typu brązowej różdzki, z białym dzwoneczkiem, a wszystko takie malutkie i olśniewające. Siedziała na lekko fioletowym kwiatku. Gdy mała istotka nas zauważyła, od razu odleciała od dwa kwiatki dalej, ale po chwili podleciała bliżej i się cichutko zaśmiała. Potem swoim piskliwym, cieniutkim głosem, wzbudzającym zaufanie, nas przywitała.
- Witajcie, co wy tutaj robicie?
- Po chwili odpowiadamy - Nie mamy pojęcia, wbiegłyśmy tu, ponieważ uciekałyśmy.
- Dlaczego uciekałyście?
- Nieważne, gdzie jesteśmy?
- Znajdujecie się w Krainie Magii i Wróżek.
Po czym Victoria do mnie szepcze
- O rany! To najprawdziwsza wróżka i najprawdziwsza kraina!
Po czym wróżka odpowiada - Tak Victorio, to prawda, jest to nieprawdopodobne, lecz prawdziwe.
Nagle zza drzewa dobiega koszmarny dźwięk. Po czym wróżka, która ma na imię Elizabeth, krzyknęła
- Uciekajcie stąd! Grozi wam niebezpieczeństwo!
Jednak my, zdezeorientowane pobiegłyśmy w głąb lasu, a tam...
 

nothinglefttosaynow
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

nothinglefttosaynow
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

nothinglefttosaynow
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

nothinglefttosaynow
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

pinkamenadinepie
 
Hey,
Pewnie nie wiedzieliście, że to opowiadanie tak się nazywa, ale prolog jest w tym linku: pinkamenadinepie.pinger.pl/m/24476470

Zaczynajmy więc!
                       *********

- Wiesz co? W komiksie byłaś milsza - powiedziała Amora - znaczy ja nie jestem wiesz... Taka milusińska, ale spodziewałam się od przybycia tutaj, że będziemy się dogadywali i...
- Posłuchaj młoda! W komiksie jestem wczuta... Wczyta... Yyyyyy... - Klacz przyszłości najwyraźniej nie mogła się wysłowić.
- Ha! Nawet takie kucyki jak ty popełniają błędy!
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Nie!
- Tak!
- Aaaaaaaaa! - kłócące się klacze nie zauważyły, że tuż koło drogi roiło się od przepaści.

- Ach! Zwichnęłam skrzydło - zajęczała Amora.
- A ja nie mogę się  ruszać! - powiedziała druga klacz - chyba tu utknęłyśmy.
- J... Jeśli się stąd nie wydostaniemy... Nie zdołamy przejść prób... A to by znaczyło, że... - Nie dokończyła Amora.
- Nie wrócimy do swoich światów! - wykrzykneły jednocześnie.
     
nunnn.png

               
- Ty nie możesz się poruszać, a ja nie mogę się unieść... Pozostało nam tylko liczyć na moje zdolności magiczne. -  powiedziała Amora.
- Umiesz wyczarować stado kucyków, które umieją latać i, które będą nam służyć by wznieść się w powietrze? - spytała klacz.
- Takie zaklęcie nie istnieje głuptasie! - warknęła Amora - Ale mogę wyczarować jakąś miksturę do uleczenia lub bandaże czy opatrunki.
- To dalej na czekasz wieśniaczko? - spytała klaczka.
- Wieśniaczka? - Amora wyglądała na wkurzoną.
- Sorki, myślałam, że jeśli cię urażę to lepiej będziesz czarować i... A wiesz? W ogóle chciałam cię urazić. - zarechotała.
- Dobrze! Zostawie cię tu na pastwę losu! - powiedziała Amo.
Wtedy kucysia przyszłości rzuciła  w Amorę głazem, który uderzyłw róg.
- Co ty zrobiłaś?! Ja żartowałam! Teraz nie mam już jak wyczarować mikstury! - warczała Amora.
- I tak to nie był dobry pomysł, ktoś taki jak ty nie umie wymyślić, czegoś sprytnego ani mądrego. - powiedziała klacz.
Amora zaczęła natrętnie kopać w głaz, aż roztrzaskał się na dwoje robiąc podziemne przejście.
- Kobieto! Skąd ty masz taką siłę?
- A to już mój słodki sekret! Chodź to przejście nie wygląda na stabilne.
                        *******

I co? Myślę, że ten rozdział był jednym z najlepszych. A wy?
Pusheenek na koniec <3
59324_moze-lepiej-byc-kotem.jpg
   
          ♥♣♣Żєℓкσנα∂єк♣♣♥
  • awatar ~Clover <3: Tak, extra! Pisz dalej :)
  • awatar Abstrakcyjny blog: Bazo fajne <3
  • awatar Zakira Luna: Hm...zacznę od tego że tło wpisu trochę utrudnia pisanie...ale ogólnie jest całkiem nieźle, tylko jedno zastrzeżenie: za krótkie jak na cały rozdział :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

myworld98
 
WŁĄCZ:

CZYTAJ:
Sarah siedziała na balkonie w ciepłym żółtym sweterku popijają do tego herbate.
Każdego dnia by się zrelaksować podziwiała zachód słońca albo padający deszcz.
Była młodą osoba miała zaledwie 23 lata.Jej był brązowe lubiła je wiązać w luźny kucyk, jej oczy był koloru niebieskiego.
Gdy jej matka Sidney dowiedziała się,ze jej córka chce zostać policjantką nie mogła się z tym pogodzić.
Jednak nie miała wyjścia i musiała to zaakceptować.
Dziewczyna wyprowadziła się do Toronto,by zacząć tam normalne życie.Bardzo  szybko dostała wymarzoną prace i znalazła swoja przyjaciółkę Roxanne Parker.
Obie czuły,że są bratnimi duszami.
Wracała myślami gdy z nudów dosypywały swojemu szefowi Nickowi sól do kawy.
Móże to wyglądało jak młodzieńczy żart,ale obie postanowiły,że już tego nie zrobią.
Nie wiedzieć dlaczego nagle zadzwonił telefon po chwili Sarah uświadomiła sobie,że usneła leżała na zimnych kafelkach a obok niej stał kubek wypitej herbaty.
Lewo nieprzytomna wstała i zaczeła szukać telefonu.
-Sarah gdzie ty jesteś?--odezwał się głos w słuchawce-już od 5 minut powinnaś być w pracy.
-O..to pan do mnie dzwoni-miała taki głos jakby wypiła kilka piw-przepraszam zasnełam...
-Guzik mnie to obchodzi!-przerwał jej-masz być za 15 minut inaczej będe zmuszony cię zwolnić-z hukiem odłożył słuchawkę.
-A to głupi zgred-przewróciła oczami-no,ale jak trzeba to trzeba.
Telefon włożyła to kieszeni spodni zamkneła balkon i udała się do pokoju.
Jej pokój był bardzo skromny,stało w nim łóżko a na nim była pościel,którą dostałą od babci,Było ona niebieska,a na niej białe gwiazdki.
Przy wejściu do pokoju był mały dywanik.
Zaczeła w pośpiechu się szykować i malować.
Przeszukiwała szafe w poszukiwaniu jakiegoś ubrania wiedziała,że nie może iść w tym swetrze.
Zaczeła przeszukiwać szafe w poszukiwaniu jakiegoś ładnego ubrania..nagle coś wypadło z jej kurtki...
-Co do??-otworzyła usta ze ździwnienia
1.Co wypadło z kurtki dziewczyny?
2.Spóźni się do pracy?
czytasz=komentujesz=motywujesz
ikrawawa tajemnicacz.1.jpg

No więc tak misie mamy już pierwszy rozdział :)
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: 1. Moze jakis liscik 2. Tak bo zajmie się kórtką czekam z niecierpliwościa na następny <3
  • awatar 3 metros sobre el cielo: Jestem ciekawa twojej twórczości i mam nadzieję że będziesz regularnie dodawać wpisy będę odwiedzać cię na pewno ! :)
  • awatar Kate - Writes: Już na początku utożsamiam się z Sarą, bo ja też chcę być policjantką. Super, czekam na next.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

zorena
 
Nazywam się Alice i moja historia jest dosyć... nieciekawa, no dobra, mam kompletnie przewalone w życiu. Moje dzieciństwo wspominam bardzo dobrze, miałam szczęśliwą kochającą rodzinę, z którą spędzałam znaczną część wolnego czasu, koleżanki, wzorowe oceny. W gimnazjum dalej byłam idealna i można powiedzieć, że należałam do tej popularniejszej części szkoły. Z matką i ojcem zawszę się dogadywałam, nawet w okresie buntu. Kochali mnie a ja ich, ponad życie. Jednak jeden dzień na zawszę odmienił moje życie. Rok temu tata musiał polecieć za granicę na jakąś delegacje z pracy. Jego samolot rozbił się gdzieś w górach, nikt nie uszedł z tej katastrofy z życiem. Przez pierwsze dwa miesiące po jej śmierci byłam w głębokiej żałobie, podobnie jak matka. Znajomi w szkole odwrócili się ode mnie zamiast mnie pocieszać, uznali mnie za nudziarę i smutasa. Wtedy przekonałam się, że tak naprawdę nigdy nie miałam przyjaciół. Po czterech miesiącach byłam zupełnie sama, ponieważ mama zaczęła się dziwnie zachowywać, częściej się śmiała i zostawała w pracy bardzo długo, byłam tak rozbita, że nawet nie chciało mi się myśleć nad przyczyną tego wszystkiego. Popełniłam wtedy ogromny błąd, którego żałuję do dziś. Po ośmiu miesiącach po śmierci ojca matka powiedziała mi, że na kolacji będziemy mieli gościa. Byłam ciekawa kto to może być. Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi i zobaczyłam przed sobą rosłego mężczyznę przeżyłam szok. Natychmiast zrobiłam awanturę mamie i uciekłam z domu, do którego wróciłam dopiero po tygodniu. Udało mi się pogodzić z matką, ale jej... chłopak? Tak, chłopak jest dla mnie bardzo wredny, gdy zostajemy sami. Dręczy mnie i wyzywa od rozpieszczonych bachorów, rzecz jasna nie jestem mu dłużna i pałam do niego szczerą nienawiścią. Ale to co wydarzyło się dwa miesiące temu to szczyt wszystkiego. Nowy partner mamy wprowadził się do nas z dwoma synami- Nathanem i Brianem. Teraz moje życie to piekło.

Drzwi autobusu otworzyły się, zadowolona wyszłam na świeże powietrze w końcu pół godziny ściśnięta w tłumie to nie jest najprzyjemniejsza rzecz w życiu. Uderzyła mnie fala zimnego powietrza, pozwoliłam aby fala rześkiego powietrza wypełniły moje płuca. Po chwili zrezygnowana westchnęłam, wyglądało na to, że rozpadało się na dobre. Naciągnęłam na głowę kaptur czarnej bluzy z czaszką w duchu ciesząc się, że założyłam glany.
-Przynajmniej nie zmokną mi nogi- mruknęłam.
Widok zalanego wodą chodnika nie napawał mnie optymizmem. Z miną skazańca zmierzającego na stryczek powoli wlokłam się do domu. Postanowiłam trochę rozweselić deszczowe popołudnie i wskakiwałam w kałuże. Uśmiechnęłam się poraz pierwszy od dwóch dni. Niby taka drobnostka a zawszę sprawia człowiekowi rado... CHLAP! Wskoczyłam w zbyt głęboką kałużę na skutek czego poczułam wilgoć w butach. Jedna nie wszystko jest takie kolorowe. Poszłam więc dalej tylko słysząc ja woda chlapie mi w glanach. Nagle czarne bmw zatrzymało się gwałtownie ochlapując mnie od stup do głów, przednia szyba zaczęła opadać. Mój wzrok miotał piorunami a ogniki wściekłości znów zapaliły się w moich nienaturalnie jasnych, błękitnych oczach.
-O, no cześć Rick-przywitałam się z chłopakiem matki z entuzjazmem kogoś kto ma skoczyć z samolotu bez spadochronu.
-Posłuchaj Alice, jadę z chłopakami na siłownię, obiad masz w lodówce-uśmiechnął się złośliwie zmierzając mnie wzrokiem, widać dobrze się bawił patrząc jak kropelki wody skapują mi ze włosów teraz pozlepianych ze sobą.
-Aha- powiedziałam to tonem, który powinien uświadomić mu, że prysznic zamierzam wziąć dopiero w domu.
-Gdybyś dała nam kluczę do domowej siłowni twojego ojca teraz była byś sucha... no na pewno bardziej niż teraz-kątem oka zauważyłam, że dwaj chłopcy przyglądają mi się z nieukrywanym rozbawieniem, zgromiłam ich wzrokiem.
Brian, mój rówieśnik był wysokim, wysportowanym chłopcem o włosach w kolorze piaskowego blondu ułożonych w grzywkę spadającą mu na lewy bok twarzy, brązowych oczach i promiennym uśmiechu. Potrzebował zaledwie dwóch miesięcy aby wziąć w obroty całą żeńską część liceum i zostać kapitanem szkolnej drużyny koszykówki. Nathan, dwa lata starszy ode mnie to brunet średniego wzrostu o bardzo wysportowanym i szczupłym ciele, zielonych oczach z ciekawą nutkę tajemniczości. Grał na gitarze w zespole rockowym i był raczej cichym chłopakiem, ale zdarzało mu się całe noce spędzać na imprezach z kumplami. Za obydwoma specjalnie nie przepadałam.
-Po moim trupie-odpowiedziałam mężczyźnie.
Ten zamknął szybę i ruszył posyłając tylnymi kołami nową falę deszczówki na moje i tak mokre już ciało. Po chwili znalazłam się w domu. Zerknęłam do lustra. Do mojej twarzy poprzyklejane były włosy, czarne z niebieskimi końcówkami a teraz i mokre sprawiały, że wyglądałam jak psu z gardła wyjęta. Prychnęłam i jak najszybciej zdjęłam mokre ubrania i wzięłam długi prysznic. Z nową energią przebrałam się w suche rzeczy i poszłam odrabiać lekcje. Gdy doszłam do zadania z chemii matka wróciła do domu.
-Już jestem! Alice, chodź tutaj proszę!-zawołała z kuchni.
Przewróciłam oczyma i posłusznie udałam się tam. Zastałam mamę siedzącą przy stole ze splecionymi dłońmi przy twarzy. Zwykle, gdy siedzi w taki sposób zanosi się na dłuższą rozmowę. Zajęłam więc miejsce na przeciwko niej i słabo się uśmiechnęłam.
-Dziś ja i Rick wybieramy się do restauracji wieczorem. Chcę cię prosić abyś dzisiejszego wieczoru zachowywała się spokojnie. Ostatnio musieliśmy przerwać w połowie posiłku, ponieważ Nathan zadzwonił, że wyrzuciłaś jego telefon przez okno-jej głos był bardzo poważny a mina wręcz grobowa, ja jednak wolałam, gdy ona po prostu się uśmiecha.
-To nie była moja wina! Wkurzył mnie, sam sobie na to zasłużył!-próbowałam się bronić, ale przez myśl przemknęła mi obietnica, którą złożyłam samej sobie, nigdy, ale to nigdy nie będę samolubna w stosunku do matki- Dobrze mamo.
Wstałyśmy od stołu a matka przytuliła mnie czule.
-Wiem, ze nie jest dla ciebie łatwa sytuacja, ale proszę... jestem z nim szczęśliwa a ty wymyślasz niestworzone rzeczy o tym jak to on źle cię traktuję. Zdaję sobie sprawę, że jest ci ciężko, ale postaraj się ich zaakceptować-zabolało, ona była tak zaślepiona miłością, że nie wierzyła mi, nie mogłam nawet jednego złego słowa powiedzieć o Ricku-poszła do łazienki szykować się do wyjścia a ja dalej stałam na środku kuchni sama ze własnymi przemyśleniami. Dlaczego mi nie wierzy? Może powinnam odpuścić ze względu na nią? Nienawidziłam go ani jego synów, ale może mogłabym się z nimi porozumieć? Znaleźć wspólny język... albo zmienić nastawienie. Ocknęłam się, założyłam wygodne, sportowe ubrania i ruszyłam z kluczykami do siłowni ojca, potrzebowałam na czymś się wyżyć. Weszłam do niewielkiego pomieszczenia o dużych oknach, białych ścianach, dużym lustrze, podłodze pokrytej wykładziną i sprzęcie do ćwiczeń. Ćwiczyłam od roku, ale nie chciałam być kulturystką czy coś takiego, starałam się uzyskać zgrabną i lekko umięśnioną sylwetkę, ale co ważniejsze stać się silniejszą aby móc się bronić. Już miałam chwycić za ciężarki, gdy usłyszałam jak Rick i jego synowie wchodzą do domu. Podeszłam do drzwi i zamknęłam je. Nie życzyłam sobie aby żaden z tych nieznośnych bachorów gapił się tu.
-Wychodzimy!-usłyszałam wołanie matki.
Ostatecznie zmieniłam plany i na haku zawiesiłam worek treningowy. Założyłam rękawice i zaczęłam oddawać ciosy. Z każdym uderzeniem moja frustracja malała, uwielbiałam to zajęcie, pomagało mi wyluzować. Po godzinie spędzonej na okładaniu worka uznałam, że już starczy. Schowałam sprzęt i wyszłam na korytarz zamykając za sobą starannie drzwi. Niestety w tym momencie natknęłam się na Briana.
-Uuuu... nieźle dzisiaj potrenowałaś! Wali od ciebie potem na kilometr!- zaśmiał się
-Ach tak?-zapytałam, poczułam jak cała złość i frustracja znowu wracają.
Podeszłam, chwyciłam delikwenta za rękę i przerzuciłam go przez plecy jakby wysoki koszykarz ważył mniej niż piórko. Głuchy odgłos uderzenia rozniósł się po całym domu. Z pokoju obok wyskoczył Nathan i niemo wpatrywał się w powalonego na ziemie brata.
-Coś ty mu zrobiła?- zapytał zdumiony.
-Sam się o to prosił! A co też jesteś zainteresowany? Ja bardzo chętnie rozkwaszę ci tę buźkę!-prychnęłam.
-Nie zapominaj się młoda! Może mój brat cię nie pokona, ale ja jestem silniejszy od niego i bardzo chętnie bym ci przyłożył!-warknął.
-Ej Nathan, ale kobiet się nie bije-zauważył wstający z podłogi Brian.
-Oszczędź sobie tej żałosnej próby podlizania się mi dobrze?!-odburknęłam.
Nagle przypomniała mi się prośba matki i jakaś czerwona lampka ostrzegawcza zapaliła się w mojej głowie. Znowu mnie poniosło. Nie wiedzieć czemu bracia tak łatwo potrafią wyprowadzić mnie z równowagi. Westchnęłam ciężko.
-Chętnie bym się z wami rozprawiła, ale obiecałam matce, że nie będzie, żadnych awantur a ja zawszę słowa dotrzymuje-oznajmiłam zgodnie z prawdą.
Brian przejechał ręką po głowie i cicho jęknął, na czole pojawił się duży guz. Zrobiło mi się go bardzo szkoda. Mimo swojej gruboskórności i samolubstwa nie miałam złego serca, znajdowało się w nim miejsce na współczucie.
-Eee... wybacz-wymamrotałam.
Z pochmurną miną minęłam Nathana i udałam się prosto do pokoju. Ponownie wzięłam prysznic, tym razem krótki, tylko aby pozbyć się zapachu potu i założyłam wygodny czarno fioletowy dres do spania. Poszłam do kuchni, gdzie usmażyłam a następnie zjadłam jajecznicę z grzankami. Po posiłku jak zwykle umyłam zęby i zamknęłam się w pokoju. Na wierzy puściłam swoją ulubioną piosenkę i dokończyłam zadanie domowe a następnie trochę się pouczyłam. Może nie byłam już tak pilną uczennicą jak kiedyś, ale z pewnością nie byłam jedną z tych najgorszych. Około 23 wyłączyłam rockowy kawałek, który właśnie leciał i położyłam się spać przygotowana na trudy jutrzejszego dnia. Powoli odleciałam w krainę snów, którą tak bardzo kochałam...
Pokaż wszystkie (6) ›
 

zorena
 
Szłam korytarzem razem z Sebastianem. Jeszcze chwila a słowo daję, że wybuchnęłabym z tej niepewności. Każdy mięsień mojego ciała skręcał się, byłam bardzo zestresowana. Czy mogłam czuć się bezpiecznie? Bałam się. Jak na razie mój sekret był doskonale strzeżony a co jeśli ten chłopak widział zbyt dużo?
-To tutaj-Sebastian lekko pchnął drzwi prowadzące do jego pokoju.
-Zaczekaj-złapałam jego rękę aby go zatrzymać-A jeśli widział za dużo?
-Zajmę się tym-ujął moją dłoń i pociągnął mnie za sobą.
Na łóżku Seby siedział chłopak, cudowny chłopak. Miał piękne czarne jak smoła włosy sięgające do połowy szyi, bystre, tak ciemne jak źrenica oczy, wspaniałą jasną cerę. Ubrany był w czerwoną koszulkę z podwiniętymi do łokci rękawkami, potargane dżinsy i wysokie trampki. Było w nim coś takiego, że od razu zapragnęłam go poznać. To było magiczne uczucie nigdy czegoś takiego nie czułam. Otrząsnęłam się uświadamiając sobie, że zbyt nachalnie się na niego gapie.
-E... cześć. Jestem Zorena, przyjaciółka Sebastiana-przedstawiłam się czym prędzej lekko się rumieniąc.
-Kamil, ale to już chyba wiesz-jego głos był bardzo męski a zarazem ciepły i serdeczny.
-Stary co się z tobą działo!?-Seba usiadł obok przyjaciela.
-To było dziwne...-tym razem spuścił wzrok.
-Czy mógłbyś nam opowiedzieć co się wydarzyło?-zapytałam może troszkę zbyt gwałtownie.
-Ja... nie wiem czy mogę ci ufać...-zerknął na mnie podejrzliwie.
-Och...-zawstydzona spuściłam głowę-Wybacz.
-Kamil! Możesz jej ufać!-Sebastian tak jak ja był zaskoczony reakcją chłopaka.
-No dobrze a więc byliśmy w kniei i rozdzieliliśmy się, ponieważ jakieś stwory nas zaatakowały.
-Tak... pamiętam.
-Przerażony rzuciłem się do ucieczki-ciągnął-Wtedy ktoś złapał mnie i ugryzł w szyje. Czułem się jakby wyssał ze mnie całe życie. To był mężczyzna, średniego wzrostu o czarnych włosach, ale co ciekawsze jego skóra była blada jak papier, z ust wystawały dwa potężne kły a oczy skrzyły się złowrogim szkarłatem. Z jego ust spływała krew, wyglądał jak upiór, jak potwór z koszmarów. Już miał zafundować sobie kolejną porcję mojej krwi, ale coś mu przeszkodziło. Zza drzewa wyskoczył ogromny wilk i odciągnął go ode mnie, potem zwierze zabrało mnie ze sobą. Mój oprawca był wampirem a wybawiciel wilkołakiem.
-Wampir? Wilkołak?-udałam zszokowaną a Seba uczynił to samo.
-Wilk zabrał mnie do jakiś jaskiń, było tam ich całe stado i wszyscy mogli się przemieniać, wytłumaczyli mi, że napastnik był wampirem a oni są wilkołakami i nie mają złych zamiarów. Zostałem tam aż nie wydobrzałem. Oto cała historia.
Zamyślona wlepiłam wzrok w podłogę, w tej chwili beżowe linoleum wydawało mi się lepszym widokiem niż ciemne oczy Kamila które wsysały mój wzrok niczym czarna dziura.

“Dlaczego moja wataha mu zaufała?”


-Dlaczego ci zaufali?-zapytałam cicho.
-Powiedzieli, że wiele przeszedłem i powinienem znać prawdę-odparł- Zaraz, zaraz, Seba a ty? Jak ty się stamtąd wydostałeś?-wwiercał swój wzrok w mojego przyjaciela.
Zrobiłam się blada jak ściana, szybko odwróciłam głowę aby niczego nie podejrzewał, gdyby nie fakt, że jeszcze żyje mogłabym pomyśleć, że moje serce stanęło. Łapczywie zaczerpnęłam powietrza.
-Eh... no więc...ja pamiętam tylko, że ktoś uderzył mnie w głowę, gdy się rozdzieliliśmy. Obudziłem się na skraju lasu, gdzie znalazła mnie policja i sprowadziła mnie do domu- opowiadał tę historię z takim przejęciem, że gdybym nie wiedziała iż jest wyssana z palca to pewnie bym w nią uwierzyła.
Ponownie spojrzałam na ciemnowłosego, tym razem byłam już spokojna.
-Niebywałe...-mruknął pocierając kciukiem i palcem wskazującym  brodę-Chyba tylko ja miewam tak niezwykłe przygody... wierzycie w ogóle w tę historię?-zapytał.
-Wierze, że ty wierzysz w swą opowieść-odrzekłam powoli.
-A zatem powinienem zapytać się czy wierzysz mi- popatrzył głęboko w moje oczy jakby doszukując się odpowiedzi.
-Ja... nie znam cię i nie mam pojęcia.
-A... ty skąd się tu wzięłaś?-jego pytanie tak mnie zszokowało, że szybko musiałam coś wymyślić.
-E... jestem nowa... przyjechałam z drugiego końca kraju... chcę trochę się usamodzielnić- odrzekłam najbardziej wiarygodnym tonem na jaki było mnie stać, ale sama bym sobie nie uwierzyła.

“Cholera! Szkoda, że nie umiem lepiej kłamać...”


-Znam odpowiedź na moje poprzednie poprzednie pytanie: nie, nie ufasz mi.
Sebastian przysłuchiwał się nam od dłuższego czasu naszej rozmowie i chyba uznał, że w tym momencie warto ją zakończyć.
-Zora, chodź. Już późno, za chwilę mam wieczorne zajęcia w terenie, nie możemy tego przegapić- uciął naszą wymianę zdań.
-Masz rację. Do widzenia Kamilu, dziękuję za zaufanie-uśmiechnęłam się szczerze.
-Do widzenia Zoreno, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dane nam będzie pogadać-odparł tonem, którego ciepło zalało mnie od stup do głów, poczułam, że się czerwienie.
-Z pewnością nadarzy się okazja, postaram się oto- rzekłam na wychodnym.
  • awatar Seiti: No nie, trzeci?! Planujesz harem? bo moja wyobraźnia i owszem XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

zorena
 
Jeszcze tego samego dnia postanowiłam pogadać z Sebastianem. Ruszyłam wąskim korytarzem szkolnego internatu, po chwili byłam przy jego drzwiach. Odetchnęłam głęboko i delikatnie zapukałam. Usłyszałam z wnętrza jak ktoś odkłada coś i idzie w strone drzwi. W progu ukazał się mój kolega.
-Zorena?-był wyraźnie zdziwiony-Nie jesteś z Patrykiem?
-Byłam, ale... nie do końca nam wyszło i przyszłam wcześniej- odparłam-Chciałabym z tobą pogadać-dodałam.
-Sam chciałem omówić z tobą wiele rzeczy. Poczekaj zabiorę bluzę i pogadamy w parku przy szkolę.
***
Wieczorna bryza delikatnie muskała moją twarz. Okolica wydawała się bardzo spokojna, drzewa szumiały a trawa pod wpływem wiatru przypominała bezkresny ocean zieleni, słońce leniwie chowało się za horyzontem. Sedzieliśmy na jednej z ławek. Dotyk chłodnego drewna pilnował mnie przed zatraceniem się w własnych przemyśleniach. Chłopak siedział obok mnie i bacznie mnie obserwował posyłając od czasu do czasu wyczekujące spojrzenie. Udawałam jednak, że tego nie widzę. Nie było łatwo przeprowadzić taką rozmowę, szukałam słów, od których mogłabym zacząć. Seba nie wytrzymał i przerwał tę błogą a za razem nieznośną ciszę.
- Sporo myślałem od naszego spotkania w kniei-zawahał się-Nie jesteś człowiekiem i dobrze o tym wiem, ale nie potrafię cię do końca rozgryść, jesteś taka tajemnicza.
-Co się stało z twoim kolegą? Znalazł się?- zapytałam unikając odpowiedzi.
-Uznano go za zaginionego. Policja szukała go na skraju lasu, ale nie odważyli się wkroczyć dalej-w jego oku pojawiły się łzy, które z całych sił wyraźnie starał się powstrzymać- Czy on ma jakieś szanse na przeżycie?
-Są trzy opcje. Pierwsza: dorwały go wampiry i wypiły z niego krew, druga: żyje i gdzieś się błąka i trzecia...-zawahałam się, nie chciałam mu tego uświadamiać, ale nie miałam wyboru-zmieniły go w jednego z nich.
-Że co!?- oczy chłopaka przypominały pięcio złotówki.
-Czasem niestety tak robią.
Tama trzymająca w ryzach jego łzy puściła momentalnie. Cicho szlochając oparł się o moje ramie. Nie wiedziałam jak mu pomóc, byłam bezradna. Nagle zrobiło mi się go strasznie żal i postanowiłam być z nim do końca szczera.
-Dobrze powiem ci kim jestem, możesz mi uwierzyć bądź nie, ale po tym co przeszłeś powinieneś wierzyć we wszystko- nachyliłam się nad jego uchem i wyjawiłam prawdę szeptem.
Chłopak wyprostował się jak struna.
-No tak dlatego tyle o nich wiesz, jesteście przecież wrogami- westchnął.
Kamień spadł mi z serca, cieszyłam się, że już o tym wie. Zerknęłam na zegarek telefonu: 20: 57.
-Za trzy minuty zamykają internat, szybko- zerwałam się z ławki- Nie mam najmniejszego zamiary spać na dworze- dodałam i zaśmialiśmy się oboje.
Dzikim sprintem dotarliśmy na miejsce. Pożegnałam się i wróciłam do pokoju. Cieszyłam się, że jest ktoś komu mogę zaufać.
  • awatar quapouchy_97:
  • awatar książkoholiczka123: czekam na więcej :)
  • awatar Seiti: Hmm ja bym tam nie ufała, zwłaszcza, że go słabo zna, ale może będzie to miało jakieś brzemienne skutki?
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zorena
 
Powoli uchyliłam powieki. Blask światła sprawił mi niemały ból. Po dłuższej chwili zobaczyłam, że jestem w swoim pokoju. Rozejrzałam się dookoła, ale wszystko wyglądało zwyczajnie co bardzo mnie zdziwiło. W tym momencie Wiki weszła do pokoju.
-O tu jesteś Zorena!
-E... Wika... co się stało?-zapytałam zmieszana.
-Zerwałaś się z wf i gdzieś pobiegłaś, potem zobaczyłam, że tu śpisz więc cię nie budziłam. Cóż, masz mistrza! Ja nigdy nie odważyłabym się zerwać z lekcji żeby uciąć sobie
drzemkę- mówiła wyraźnie ożywiona.

“Co!? To wszystko było snem?”


Dotknęłam tyłu mej głowy aby sprawdzić czy mam tam jakąś ranę, ale niczego nie znalazłam. Byłam w szoku, nie przekonywało mnie to, że ucięłam sobie drzemkę, ale w tej chwili niczego nie byłam pewna. Próbowałam zajrzeć w głąb mojego umysłu, ale nie znalazłam niczego co potwierdzałoby historię przyjaciółki. Nie wiedziałam już w co wierzyć.
- Hej a ty nie masz tak czasem spotkania z Patrykiem?
-E... tak! Która godzina?-natychmiast wyskoczyłam z łóżka.
-15: 30 masz jeszcze trochę czasu, ale marsz mi się szykować! Ja postaram się pomóc!-wołała ożywiona.
Zaczęła przeglądać moje rzeczy i mruczeć coś do siebie. Wzięłam szybki prysznic. Potem pomogłam wybrać strój na spotkanie... no dobra randkę. Włożyłam na siebie jasne jeansowe szorty, perłoworóżową bluzkę na ramiączkach, cienkie czarne rajstopy, miętowe trampki, szyję ozdobiłam złotym łańcuszkiem z zawieszka w kształcie litery Z a nadgarstek turkusową bransoletką z muliny, która miała wplecione w siebie małe również złote serduszko z cyrkonią w środku. Włosy jakoś ujarzmiłam, zebrałam włosy z przodu a następnie spięłam je do góry co dawało naprawdę ładny efekt. Rzęsy delikatnie wytuszowałam a usta przejechałam moim ulubionym błyszczykiem w kolorze brzoskwiniowym. Byłam gotowa.
-Zorena wyglądasz pięknie!-Wiki nie mogła się na mnie napatrzyć- Musisz mi wszystko opowiedzieć tylko pamiętaj w szczegółach!
-Jasna sprawa- uśmiechnęłam się wychodząc z pokoju.
***
Czekał już na dziedzińcu. Podszedł do mnie i lekko przytulił. Wyglądał nieziemsko. Czarne spodnie i brązowa koszula idealnie podkreślały jego budowę. Spojrzał na mnie turkusowymi oczyma i odgarnął z twarzy kosmyk rudawych włosów. Nagle coś mnie olśniło.

“To on! Te oczy! To wilkołak!”


Już chciałam mu o tym powiedzieć, ale w moim umyśle zatrzasnęła się blokada.

“Czeka! Co ty dziewczyno wyrabiasz a jeśli to nie on?”


Postanowiłam go poznać i zatrzymać przy sobie dopóki nie poznam prawdy.
-To... masz jakiś konkretny plan naszego spotkania-zapytałam.
-Chciałaś powiedzieć randki-ujął moją dłoń.
-E... tak...-zarumieniłam się.
-Chodźmy na spacer, pokażę ci miasto, skoro jesteś z daleka pewnie się tu nie orientujesz- zaproponował.
- Jasne chodźmy.
Pociągnął mnie delikatnie za sobą i tak szliśmy za rękę przez miasto. Dziwiło mnie, że chłopak jest tak odważny i wykonuje tak śmiałe kroki w moją stronę, ja postanowiłam na razie trzymać go na dystans. Spacerowaliśmy a on pokazywał mi wszystko. Mimo iż doskonale znałam to miasto starałam się udawać zainteresowanie. Na konie wziął mnie na lody włoskie.
-To było udane spotkanie-stwierdził gdy zajadaliśmy nasze smakołyki na ławeczce w parku.
-Tak, naprawdę dobrze się bawiłam.
Nagle nachylił się nade mną. Jego usta były coraz bliżej... bliżej...
-Nie!-gwałtownie się odsunęłam- Za szybko!
-Wybacz...-rzekł trochę speszony- Ja tylko... naprawdę cię lubię.
-Miło mi, ale powinnam już iść.
Wstałam z ławki, zmusiłam się, żeby uśmiechnąć się do niego i go pożegnać.

“Rany czy faceci zawsze tacy są!?”


Aż kipiałam ze złości, trochę popsuł to spotkanie. Nie chciałam tak szybko podejmować takich kroków...
  • awatar Arsenium <3: Czytam każdy rozdział i bardzo mi sie podoba, masz talent :) Zapraszam do siebie, moze coś ci sie spodoba :)
  • awatar gość: @Purple Rainbow: Dziękuje :) Nawet nie wiesz jak miło jest czytać takie komentarze :D
  • awatar książkoholiczka123: świetne :) czekam na więcej :*
Pokaż wszystkie (4) ›
 

zorena
 
Przyszłam na lekcję jako jedna z ostatnich, wciąż byłam mocno dotknięta minionymi wydarzeniami. Wyczułam tam pewien zapach, dziwny zapach jakby zepsutej krwi pomieszanej z nutką męskiego dezodorantu, zastanawiałam się do kogo mógł należeć. Szybko przebrałam się w krótkie dresowe spodenki oraz sportową bluzę na ramionczkach w kolorze neonowego różu. Graliśmy w koszykówkę, nie miałam sobie równych na boisku. Mecz zakończył się zwycięsko dla mojej drużyny. Usatysfakcjonowana prawie zapomniałam oo tamtych śladach. Po chwili coś przykuło moją uwagę.  To był jakby zarys postaci, która w zastraszająco szybkim tempie mknęła przez park blisko okien sali gimnastycznej. Wampir, byłam pewna, że to jeden z nich. Nie zważając na nawoływanie nauczycielki wybiegłam na zewnątrz. Nie zauważyłam tam niczego szczególnego, już miałam się cofać gdy przedemną jakby z ziemi wyrosła ubrana na czarno postać w kominiarce. Otwór odsłaniający oczy pozwolił mi zobaczyć dwa przerażające ślepia w kolorze szkarłatnym oraz fragment bladej jak kreda skóry. Upiór uderzył mnie w twarz, poczułam ogromny ból, pochyliłam się próbując złagodzić pulsujące ciepło uderzenia zimną ręką. Już chciałam się zmienić, ale postanowiłam to zrobić kiedy moje życie znajdzie się w dużym niebezpieczeństwie, nie chciałam na razie się ujawniać. Byłam wściekła, bo nie mogłam nic zrobić.
-Słyszałem, że jakiś nędzny człowiek wyczuł naszą obecność, nie ładnie wtrącać się w nie swoje sprawy-chwycił mnie i rzucił mną o drzewo-Teraz masz nauczkę na przyszłość.
Kopnął mnie energicznie w brzuch. Jęknęłam, bolało mnie bardzo mnie bolało. Postanowiłam być silna, żadna łza nie spłynęła po moim policzku. Oprawca podszedł i już szykował się do zadania ciosu, gdy stało się coś niespodziewanego. Zza krzewów wyskoczył ogramny rudy wilk. Wampir cofnął się zaskoczony. Ujrzałam jak stwór umyka. Wilkołak popatrzał się na pół żywą mnie turkusowymi oczyma.
-Dziękuję-wyszeptałam z trudem.
Nieznajomy podszedł i delikatnie położył mnie na sym grzbiecie. Poczułam miękką i delikatną sierść, której wilcza woń bardzo mnie uspokajała. Z wolna ogarniał mnie mrok. Zobaczyłam przed nami dwa wampiry. Wtedy straciłam przytomność.
 

perdicion
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów