Wpisy oznaczone tagiem "azjatyckie kosmetyki" (120)  

darkbeauty
 
Nadal trwam w [noworocznym :P] postanowieniu, aby zużywać zapasy i nic nie kupować.

Toteż odbija się to na mojej wishliście, która z racji powyższego będzie bardzo skromna :)
- "spadochroniarze" z ubiegłych miesięcy - holograficzne lakiery Color Club
- The SecretKey White Milky Pack - oczywiście tylko odlewka
- Hera Balancing Water & Emulsion w małych próbkach
- oraz CC Creamy w różnych wariantach do testów :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

darkbeauty
 
Dzisiaj słów kilka o jednym z filtrów dostępnych na koreańskim rynku.
FaceShop spf45 Acaiberry.jpg

Opis producenta:

Delikatny filtr z naturalnymi ekstraktami roślinnymi, takimi jak rabarbar, orzechy arganowe i ekstrakt z modraka morskiego. Dzięki przełomowej technologii, łączy w sobie najlepsze cechy - doskonałą ochronę przed słońcem i lekką formułę z efektem Optymalnego Rozproszenia Światła. Filtr zapewnia 24 godzinną ochronę przed słońcem. Jagody Acai są silnym antyoksydantem. Wodoodporny. Bardzo lekki. Może służyć jako baza pod makijaż dwukrotnie przedłużając jego trwałość.

Tradycyjnie zacznę od opakowania :)
Filtr znajduje się w zgrabnej, całkiem sporej tubce ze srebrną, szeroką nakrętką, która umożliwia jego stabilne postawienie na wieczku. Do tego pudełko z instrukcjami po koreańsku i angielsku. Tubka ergonomiczna, dobrze leży w dłoni. Kolorystyka, złota, "bogata", przykuwa oko. Pod nakrętką znajduje się precyzyjny aplikator w formie "dziubka" z niewielkim otworem na końcu. Dzięki niemu kosmetyk dozuje się bardzo wygodnie :).
FaceShop spf45 Acaiberry2.jpg

Filtr ma formę emulsji o piaskowo-różowo-mlecznym zabarwieniu. Jest bardzo jasny. Przyjemnie pachnie, choć nie do końca jestem w stanie sprecyzować tę woń. Przypomina mi trochę podobny produkt z Apivity, o którym pisałam już na blogu :) - czyli mokry piasek na morskiej plaży, a przynajmniej tak mój mózg go kojarzy :D.

Konsystencja emulsji wydała mi się ciut gęsta, daje wrażenie treściwej. Pewnie dlatego, że zostawia na powierzchni skóry specyficzny film- trochę tępy, ale jakby nie tłusty. Wyjątkowy ;). Z rozsmarowaniem raczej nie ma problemu, chociaż trzeba uważać na ilość, bo w miejscach, gdzie nałożymy go grubiej może się uwidocznić i zostawić jaśniejszą plamę. Tlenki mają to do siebie, że osiadają na powierzchni skóry i mogą odkładać się w zmarszczkach lub zostawiać smugi. Filtry na bazie mineralnej często pozostawiają po sobie niepożądany efekt w postaci białej powłoczki, odznaczają się też na linii włosów. Tutaj [przy założeniu, że użyjemy umiarkowanej ilości] nie ma takiego efektu. Biel składników mineralnych jest nieco złagodzona przez dodatek pigmentów, a sam filtr przyjemnie rozjaśnia koloryt i odrobinę go ujednolica, jednocześnie pozostając niewidocznym.
FaceShop spf45 Acaiberry3.jpg

Jak pisałam wyżej, pozostawia na skórze jakby tłustawą powłoczkę, która jednak w niczym nie przypomina "klasycznego" natłuszczenia. To taka przyjemna, puszysta kołderka, która otula skórę ochronną warstwą. Idealny na zimę :). Na czole daje satynowy efekt, natomiast na policzkach kosmetyk wchłania się do matu, choć pod palcami ciągle czuję specyficzną fakturę. Jest odżywienie, nawilżenie i ochrona.

Zauważyłam, że z powodzeniem mogę stosować go pod oczy, bo nie wywołuje ich podrażnienia. Nie zapycha porów, nie zauważyłam innych reakcji niepożądanych.
Filtr jest również trwały. Do tego w sobie tylko znany sposób, magicznie absorbuje sebum. Kiedy wieczorem dotykam czoła widzę, że co nieco się tam zebrało, bo opuszki palców "lśnią" bezlitośnie pokazując prawdę. Ale jednocześnie skóra wygląda całkiem przyzwoicie jak na taki stan ;) i nie mamy tu do czynienia z efektem patelni, typowym przy innych filtrach czy choćby zwykłych kremach.
Choć nie należę do maniaczek filtrowych [a te dostępne w drogeriach czy aptekach wręcz są zniechęcające przez swoją tłustość] i używam blokera raczej tylko kiedy muszę, to po te azjatyckie sięgam z prawdziwą przyjemnością i komfort ich używania oceniam dużo lepiej.
Nie wiem, jak spisałby się w lecie [mam mieszany profil cery, mógłby być za ciężki], jest to natomiast bardzo przydatny produkt na chłodniejsze dni.
Z uwagi na czas używania [zima] nie jestem w stanie ocenić jego właściwości ochronnych - wybaczcie :o

Cena: ok 65 zł / 50ml
 

myasia
 
IMG_0099.JPG

Ten żelowy eyeliner do robienia kresek jest jednym z lepszych jakie posiadam.
Różowo-cukierkowe opakowanie przyciąga oko:)Bardzo mi się podoba. Jest małe, poręczne a zarazem bardzo kobiece. Atrakcyjnie wygląda na każdej toaletce.
IMG_0102.JPG

Ponadto dołączony pędzelek będzie pomocny dla dziewczyn, które nie posiadają pędzelka do eyelinera. Można go również używać do poprawek makijażu w trakcie dnia. Świetnie się sprawdza, w połączeniu z eyelinerem wykonując bardzo precyzyjny makijaż.

IMG_0103.JPG

IMG_0105.JPG


Eyeliner jest w małym słoiczku dzięki czemu można go szybko i łatwo aplikować na powiekę. Na zdjęciu może wydawać się trochę wysuszony ale jego konsystencja jest jak dla mnie bardzo dobra. Nie jest zbyt mokry, jest gęsty, żelowy dzięki czemu można łato wykonać cienką i precyzyjną kreskę na powiece, która długo się utrzymuje

IMG_0101.JPG


IMG_0107.JPG


Eyeliner Lioele jest wysoko napigmentowany dając szereg możliwości uzyskania wyrafinowanego makijażu. Ponadto jest wodoodporny i bardzo trwały, nie ściera się i nie rozmazuje. Kreska na powiece ma idealny kształt przez cały dzień.

Polecam wypróbować ten produkt gdyż warto mieć w swojej kosmetyczce dobry jakościowo eyeliner który będzie nam służyć przez długi czas. Produkt dotępny na myasia.pl, www.myasia.pl/lioele-gel-eyeliner-1
 

darkbeauty
 
Pozostaję jeszcze w klimatach Orientu, albowiem dzisiaj chciałam krótko zrelacjonować moje odczucia po testowaniu jednego z BB Creamów, który wpadł mi w ręce jakiś czas temu [próbki].

Opis producenta:

BB Cream o trzech funkcjach:
- przeciwzmarszczkowej/korygującej i minimalizującej pierwsze zmarszczki
- wybielającej
- przeciwsłonecznej [SPF 17, PA++]

Perfekcyjnie dopasowuje się do skóry, koryguje niedoskonałości i wyrównuje jej koloryt, kryjąc niedoskonałości. Aloes i kawior dostarczają substancji odżywczych i przywracają blask.
Polecany do cery normalnej i suchej.
it's skin i-code wrinkle control bb.jpg

Krem okazał się zaskakująco rzadki, a jego krycie określiłabym raczej jako średnie w kierunku słabego. Jednak dzięki temu bardzo ładnie, naturalnie ujednolicał cerę. Daje dość wyraźny glow. Co mnie zaskoczyło - po rozsmarowaniu jaśnieje! Myślałam, że będzie dla mnie za ciemny, ale miło mnie zaskoczył :)Bardzo dobrze wtopił się w naturalny koloryt skóry i nie odcinał od szyi. Świetnie ukrywa pory, wyraźnie zmniejszył ich widoczność.
its skin all.jpg

Kolorystykę określiłabym w kierunku żółtawej, o  jasności mniej więcej na poziomie Misshy Perfect Cover # 21 [na zdjęciach wygląda jaśniej, w rzeczywistości jest odrobinę ciemniejszy].
W aplikacji wydał mi się nieco tępy, mimo to rozsmarowywał się całkiem równomiernie i nie odnotowałam większych problemów.

A tu jeszcze swatche porównawcze:
- od lewej prezentowany It's skin, Missha Perfect Cover # 21, Elemong
its skin1.jpg
its skin2.jpg
its skin3.jpg

Cena: ok 85 - 100 zł / 50 ml
 

darkbeauty
 
Pamiętacie post o kolekcji Princess Etoinette?
Dla przypomnienia - tutaj: darkbeauty.pinger.pl/m/16010186

Dzisiaj chciałabym pokazać wam kolejną trend edycję. Tym razem słodkości. Od Etude House oczywiście :)
Uwaga, pikczer spam ahead ;) Cukierkowo do zemdlenia :P Upajajcie się >:D

Etude House Sweet Repicpe eyeshadow.jpg

Etude House Sweet Recipe chocolate eyeliner.jpg

Etude House Sweet Recipe chocolate eyes.jpg

Etude House Sweet Recipe lipstick.jpeg

Etude House Sweet Recipe candy stick.jpg

Etude House Sweet Recipe cupcake color.jpg

Etude House Sweet Recipe base1.jpg

Etude House Sweet Recipe chocolate highlighter.jpg

Etude House Sweet Recipe cookie pact.jpg

Etude House Sweet Recipe nail polish.jpg

Etude House Sweet Recipe puffs.jpg

Etude House Sweet Recipe cotton balls.jpg

Urzekły mnie metalowe pudełeczka na cienie i wielofunkcyjny kosmetyk w kremie. Pomysł na cienie i highligter w czekoladce też fajny [choć już znany]. Lakiery w kształcie lodów - jak wisienka na torcie! Ale w szczególności upodobałam sobie zdobienie na pomadkach. Może nawet uciułam trochę grosza na jej zakup [choć niespecjalnie jest mi potrzebna kolejna pomadka :P].

A co Wam spodobało się najbardziej?
  • awatar bravelittleangel: pięknie lakiery :) Chętnie bym zainwestowała, chociażby po to, żeby się ładnie prezentowały na półce :)
  • awatar choccolate: jakie cudeńka! Niech wszystkie firmy takie opakowania robią:D
  • awatar allabout: Uwielbiam takie cuda!
Pokaż wszystkie (8) ›
 

darkbeauty
 
Nadal w klimatach azjatyckich. W ostatnim czasie udało mi się zużyć kilka saszetek tego cudaka :), postanowiłam zatem napisać taką recenzję z testów. W sumie to maseczka, zatem efekt powinien być widoczny nawet po jednorazowym użyciu :)

*Opis producenta:*

Lioele Pore Clean & Tightening Pack oczyszcza i zwęża pory rozszerzone przez nadmierne wydzielanie sebum. Oparta na białej glince, zawiera węgiel drzewny, wyciąg z oczaru wirginijskiego oraz ekstrakt z grejpfruta, które pomagają oczyścić cerę i usunąć martwe komórki naskórka. Stosować nie częściej niż 1-2 razy w tygodniu.

Lioele Pore Clean Tightening.jpg

Tak oto wygląda sobie opakowanie. Fajna kolorystyka, łatwy dostęp i wygoda stosowania. Z tego co się orientuję Lioele załącza też szpatułkę, więc jest higienicznie.
Lioele Pore Clean Tightening 1.jpg

W środku znajdziemy dość rzadką, ale odpowiednio zwartą maź w kolorze idealnej szarości, Barwa totalnie mnie zaskoczyła, niepodobna do żadnego z dotychczas stosowanych przeze mnie kosmetyków na bazie glinki.
Konsystencja pozwala na bezproblemowe i bardzo równomierne położenie maski na skórę. Idealny poślizg. Wystarczy cienka warstwa :) Maseczka dość długo po aplikacji pozostaje wilgotna, potem zaczyna powoli wysychać i lekko się kruszyć.
Lioele Pore Clean Tightening 2.jpg

Po 15-20 minutach [lub dłuższym czasie, w zależności od upodobań] maskę należy zmyć, co nie sprawia trudności, bo bardzo łatwo ją usunąć.
Spod szarej warstwy ukazuje się przyjemnie odświeżona, rozjaśniona i dobrze oczyszczona cera. Pory faktycznie wyglądają na mniejsze. Skóra jednocześnie nie jest wysuszona, jak to czasem bywa przy klasycznych glinkach.
Lioele Pore Clean Tightening Pack.jpeg


Skład: Water, Kaolin, Butylene Glycol, Betain, Bentonite, Titanium Dioxide, Alcohol, Iron Oxides (CI 77499), Cellulose Gum, Methylparaben, Imidazolidinyl Urea, Portulaca Oleracea Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Bark Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract, Biosaccharide Gum-1, Fragrance, Propylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Glycerin, Dipotassium Glycyrrhizate

Cena: ok 50 zł / 140 g
  • awatar bravelittleangel: Trochę droga :/ aczkolwiek opakowanie jest bardzo fajne i kolor też ciekawy :) No i najważniejsze, że działa
  • awatar Basilia: Gdzie można kupić ten cud specyfik ??? :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

darkbeauty
 
Pora na kilka słów recenzji w dziedzinie pielęgnacji made in Korea Południowa :)

Dzisiaj pod ocenę biorę pierwszy z moich ślimakowych kremów - The Skin House, którego odlewkę skończyłam jakiś czas temu.

*Opis producenta:*

The Skin House Wrinkle Snail System Cream  to ostatni punkt codziennej pielęgnacji przeciwzmarszczkowej. Kosmetyk pomoże twojej skórze pozostać gładką, odżywioną i odpowiednio nawilżoną.
Zawiera śluz ze ślimaka. Składnik ten jest bardzo skuteczny w walce z piętnem, które czas odciska na naszej skórze.

Można go stosować w trojaki sposób:
- jako krem, przed snem, ostatni krok codziennej pielęgnacji
- po toniku, jako żel do masażu skóry wrażliwej
- jako maseczka nawilżająco-kojąca - nałożyć na 15-20 minut po aplikacji toniku i zmyć
Skin House Snail System Cream.jpg

O opakowaniu wypowiedzieć się nie mogę, wygląda jednak bardzo elegancko.

Przejdźmy zatem od razu do meritum czyli do właściwości kremu.
Skin House Snail1.jpg

Jego konsystencja jest bardzo ciekawa. Ani to żel, ani krem, ani emulsja. Jest dość rzadki, ale nie jest ciekły jak woda czy chociażby mleczko. Do tego strasznie nitkowaty, po nabraniu na palec ciągnie się w nieskończoność niczym niewyschnięty klej. Kolor substancji kremowatej - biały. Zapach bliżej nieokreślony, prawie bez woni, chociaż ja wyczuwam tu odrobinę herbaty.
Skin House Snail2.jpg
Skin House Snail3.jpg


Samo działanie podzieliłam na dwie fazy.
W pierwszej, zaraz po nałożeniu mocno nawilża. Skóra wydaje się być taka jędrna i "mokra" w dotyku, jeśli wiecie o co mi chodzi :). Odczuwalna jest również poprawa gładkości skóry.
Po kilku godzinach nawilżenie słabnie, gładkość trwa dalej.
W działaniu, oprócz nawilżenia, zaobserwowałam że w niewielkim stopniu działa na małe krostki, przyspiesza ich gojenie. Nie zapycha i nie podrażnia. Myślałam, że wpłynie na przetłuszczające się partie twarzy, ale nie zauważyłam regulującego wpływu na wydzielanie sebum.
Nie chciał współpracować z niektórymi BB Creamami, zatem trzeba najpierw przetestować sobie takie zestawienie, aby się nie naciąć w przypadku, gdy np. trzeba się szybko wyszykować ;). Może się też zrolować, jeśli nałożymy go zbyt hojnie. Czasami potrafił zwałkować mi się z twarzy w ciągu nocy.

Ogólnie... krem chyba mnie trochę rozczarował. Nie jest zły, ale... No właśnie, mam do niego jakieś nieokreślone ale. Może to dlatego, że miałam wobec niego dość wysokie oczekiwania. Tyle się naczytałam o zbawiennym wpływie tego składnika na skórę, a tu w zasadzie nic specjalnego ;) Zero fajerwerków ani nic w tym stylu. Ale nie jest to zły kosmetyk, pod warunkiem, że szukacie czegoś nawilżającego.

Skład: Snail Secretion Filtrate, Water, Butylene Glycol, Dipropylene Glycol, Propylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryth-2, Orbignya Oleifera Seed Oil, Hydrogenated Polydecene, Panax Ginseng Callus Culture Extract, Bambusa Vulgaris Callus Culture Extract, Aloe Barbadensis Callus Culture Extract, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract, Peonia Albiflora Root Extract, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Leontopodium Alpinum Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Buddeja Davidii Extract, PEG-90M, Betaine, Glyceryl Stearate/PEG-100 Stearate, Polysorbate 60, Adenosine, Dimethicone, Cetyl Alcohol, Imidazolidinyl Urea, Xanthan Gum, Triethanolamine, Rosa Canina (Rosehip) Oil, Fragrance

Cena: ok 80 zł / 100 ml
 

darkbeauty
 
W styczniu do pokazywanej przez cały miesiąc kolekcji dołączyło zaledwie kilka produktów i to jedynie w formie odlewek :) Natomiast ta duża butla po lewej w zasadzie nie jest dla mnie, ale zamierzam z niej trochę skorzystać i potestować zawartość :P
Oto są:
zakupy styczen 13.jpg

- Romantic Professional, Balsam z jedwabiem do włosów [ to ta butla gigant, co nie zmieściła się w kadrze]
- Norel, Antystres, krem matujący [20ml zaledwie]
- Lioele Super Gold Snail BB Cream
- Missha, All Around Safeblock SPF50, wersja wodoodporna
- BRTC, Jasmin Whipping Essence [maleństwo]
- Skinfood, Egg White Pore Mask
- Lioele Pink Pop Moisture Cream
- Skinfood Royal Honey Mask [której zapomniałam umieścić na poprzednim zestawieniu, więc jest tutaj]
- Baviphat Strawberry Toxyfying Mask
- jest jeszcze szampon rzepowy [tradycyjnie Joanna], ale nie wrzucam go już na foto, bo w zasadzie wiecznie stoi w mojej łazience i nie umiem bez niego żyć :]

Mało [jak na mnie], czyż nie? ;)

W zasadzie... chciałabym napisać, że to już wszystko. Ale nie.
Dlatego że ponieważ... mam takiego Dobrego Duszka-Psotniczka, który dba o to, by mi dobrodziejstw w magicznej szafie nie zabrakło ;) I ta Kochana Istota postanowiła zrobić mi niespodziankę, przysyłając paczkę wypełnioną po brzegi takimi o to bogactwami :)
styczen od K.jpg

W środku znalazłam zestaw do pielęgnacji włosów Organic People oraz moc lakierów do paznokci.
Dziękuję Kasiu :*!
  • awatar Marlenails: piękne lakiery :)
  • awatar my inspi ♥: lubię lakiery Catrice ;)
  • awatar Dark Beauty: @Marley *.*: Mi też przypadły do gustu :) Szczególnie koralowe i brzoskwinia :) @my inspi: Są całkiem niezłe, ale denerwuje mnie nowy kształt pędzelka. trudno mi nim operować.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

darkbeauty
 
Sekret kosmetycznej szafy do końca obnażony.
Ostatnia część opery mydlanej o mazidłach zgromadzonych w mojej łazience :)
Oto i są - BB Creamy... [powiększcie foto :P]
pk bb creamy.JPG

- Elemong BB Cream
- Skin79 Oriental Gold BB Cream
- Skin79 Super Perfection
- Therapia Eco Feel
- Innisfree Eco Science White
- Skinfood Peach Sake
- Skinood Good Afternoon Berry Berry # 1
- Skinfood Good Afternoon Apple Cinnamon # 1
- Missha Vita Matte
- Missha Vita Moisture
- Skinood Mushroom # 1
- Mizon Snail Repair
- Mizon Watermax
- Mizon Hannavi
- Tony Moly Honey Bee Skin Solution
- Innisfree Trouble Care
- Lioele Dollish Veil Vita [green]
- BRTC Blemish Recover
- Dr Jart+ Silver Label
- Holika Holika Petit Clearing
- Holika Holika Baby Bloom Light
- Holika Holika Baby Bloom Moisture

Elemong pojawił się jako pierwszy w mojej kolekcji i... tak już zostało. Wciąż pałam do niego namiętnym uczuciem ;)
Potem były kremy Missha i Skin79 [w opakowaniach jakieś niedobitki już, w zasadzie w kolejce do wykończenia]. Reszta pokazanej tu kolekcji to w zasadzie nabytki z ostatniego roku :o Tu 5, tam 10ml... i chyba przesadziłam >:D

Nic to, teraz czas, żeby to wszystko ZUŻYĆ.
I nie nakupić nowych [zbyt wielu... ;)].

Oto i jest moje postanowienie noworoczne. Kropka.
  • awatar Lady92: A ja nie mam ani jednego bb :) pokaźna kolekcja :)
  • awatar pat18s: który jest twoim ulubionym?
  • awatar k.amila1987: łooo matko kobito ja niewiem gdzie Ty to wszystko trzymasz :P
Pokaż wszystkie (4) ›
 

myasia
 
główne.jpg

Każdy z nas ma różne sposoby nakładania różu do policzków. Nie jest to łatwe, sztuką jest umiejętna aplikacja, która uwydatni nasze naturale piękno i podkreśli rysy twarzy. Poniżej przedstawiam 4 różne sposoby nakładania różu do policzków za pomocą pędzla.

1. Aplikuj róż na najwyższy punkt kości policzkowych. W ten sposób otrzymasz efekt liftingujacy, zmarszczki będą mniej widoczne (wszystko będzie bardziej podciągnięte ku górze).Ten sposób jest najlepszy dla osób o owalnej twarzy
nr 1.jpg

2. Aplikuj róż na policzki (w centralnej ich części). Ta technika nadaje naturalny, świeży wygląd gdyż właśnie w tym miejscu tworzą się  wypieki na twarzy oraz rumieńce
nr 2.jpg

3. Aplikuj róż horyzontalnie pod oczami w środkowej części. W ten sposób twarz będzie węższa, bardziej zarysowana. Najbardziej odpowiednia aplikacja dla osób o szerokiej, kwadratowej twarzy.
nr 3.jpg


4. Aplikuj róż na kości policzkowe oraz na łuk brwiowy delikatnie rozcierając. Jest to najbardziej nowoczesna technika nakładania różu do policzków i najczęściej stosowana przez makijażystów. Daje naturalny efekt makijażu. W tym rówżnierz miejscu tworzy się opalenizna.

1.jpg


Jeśli trudność sprawia ci nakładanie różu wypiekanego w kamieniu możesz spróbować użyć różu w musie, kremie bądź o konsystencji płynnej. Takimi produktami łatwiej wykonturujesz twarz. Możesz nakładać je stopniowo zwiększać intensywność koloru.
Ciekawe, azjatyckie produkty do policzków możecie znaleźć na stronie www.myasia.pl/makijaz-twarz
 

darkbeauty
 
Ha! Wiedziałam, że nie będzie tak łatwo. W momencie, w którym już myślałam, że będę miała spokój z kosmetykami pielęgnacyjnymi przypomniałam sobie, że zostały mi jeszcze miniaturki i pakiety saszetek. Niby nic, a jednak...
mini.jpg

EH mini set.jpg

Niewinne zakupy "na próbę" skończyły się pokaźnym magazynem saszetek i buteleczek. A wśród nich:
- pakiet kremów pod oczy The History of Whoo Qi & Jin
- SK II Facial Treatment Essence
- mini rytuał pielęgnacyjny Sulwhasoo Snowise Whitening - tonik, emulsja i serum
- mini rytuał pielęgnacyjny Sulwhasoo Firming - tonik, emulsja i serum
- Missha Time Revolution White Cure - tonik i emulsja
- Missha Super Aqua Marine Forest Emulsion x2
- The History od Whoo Whitening an Moisturize Cream i BB Cream
- SU:M37 Secret Programming Essence
- i kompletny zestaw pielęgnacyjny Etude House Moistfull Collagen

Ufff... teraz to już chyba naprawdę wszystko.

Tak wiem, shame on me :P
 

darkbeauty
 
Jak w klasycznym dramacie.
Wczoraj fabuła "Sagi o tajemnicach z szafy" osiągnęła punkt kulminacyjny ;)
Dziś zatem nastąpi spadek napięcia, zwolnienie obrotów, rozwiązanie akcji  i przedmiotów na zdjęciu będzie dla odmiany mało :)
p twarz maseczki.jpg

Oto cztery sleeping packi i dwie klasyczne maseczki:
- Baviphat Lemon Whitening Sleeping Pack
- Baviphat AC Apple Sleeping Pack
- Missha Tornado Ampoule Mask, Steem Water
- Mizon, Pore Clearing Volcanic Mask
- Etude House Sleeping Pack, Moisturising
- Skinfood, Royal Honey Mask
- Zamian, Gold Cacao Chocolate Pack [15ml, zapomniałam wrzucić do zdjęcia]
- została mi jeszcze resztka Missha Tornado Ampoule Mask Vita-C, ale dosłownie na jedno użycie
- no i o Uguisu też zapomniałam :o

Hihi, i to by było na tyle, jeśli chodzi o pielęgnację. Został tylko post o półproduktach. Potem chwila przerwy i... powracam z podsumowaniem, ale tym razem w temacie kolorówki :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

darkbeauty
 
Poprzednie wpisy... cóż, to w zasadzie pikuś. Stanowiły swoiste preludium do dzisiejszego postu. Albowiem to właśnie dziś nadszedł czas na pokazanie najmroczniejszczego z moich sekretów ukrytych w szafie :P

Szanowni Państwo, oto kolekcja moich azjatyckich cudeniek do pielęgnacji w postaci kremów, serum, ampułek i emulsji.
p twarz kremy azja.jpg

Pozują:
- Yedam, Yun Bit Firming Serum
- Yedam, Yun Bit Hydrating Cream [niebieski]
- Yedam, Yun Bit Snail Cream [w pudełku]
- Mizon, Watermax Aqua Gel Cream [niebieskie pudełko]
- Mizon, Hannavi Hwa Yun Cream [białe pudełko]
- Mizon, Snail Recovery Gel Cream
- Skinfood, Sparkling Apple Pore Cream
- Skinfood, Peach Sake Pore Serum [missing, ale w zbiorach mam]
- Mizon, All in One Snail Repair Cream
- Mizon, S-Venom Wrinkle Tox Cream
- Mizon, Hialuonic Ultra Suboon Cream
- Mizon, Orange Blossom Ampule
- Mizon Acence Blemish Control Soothing Gel [zapomniałam dorzucić :o, zamiast niego jest maska wulkaniczna, też pomyłka]
- Yezihu, Gold Revitalizing Program Emulsion
- The Face Shop, Power Long Lasting Sun Cream SPF45 Super Antioxidant with Acaiberry
- Hada Labo Gokujun Alpha Milk [biała buteleczka]
- Zamian, White Crystal Escargot Snail Cream [słoiczek]

Wiem, duuuuuuużo :P. Cóż z tego, że zdecydowana większość, poza kilkoma wyjątkami, to tylko odlewki... 10-15ml... Ilość tego wszystkiego ogółem mnie przeraża. W dodatku koreańskie kosmetyki są w kij wydajne i zużycie kilku ml zajmuje kilka tygodni.
Jako, że nie mam w zwyczaju próbować nabytków od razu po zakupie, a po kolejne słoiczki sięgam dopiero, kiedy w bieżącym widzę dno, nie pytajcie, co jak działa i jak się sprawdza... bo zwyczajnie nie wiem. Jak to mówią, wszystko w swoim czasie i na pewno się dowiecie z miarę jego upływu, bo każdy z przedstawionych kosmetyków zamierzam przetestować. Wystarczy regularna lektura bloga :]

So... stay tuned for more :D!
 

darkbeauty
 
Kolejnym etapem w moich codziennych rytuałach pielęgnacyjnych, zaraz po oczyszczaniu, jest przywrócenie skórze właściwego pH czyli tonizowanie. A tak oto wygląda moja kolekcja kosmetyków przeznaczonych jego wykonania :)
p twarz toniki.jpg

Bohaterami zdjęcia są [od lewej]:
- Danahan, Ecopure, Moisture Face Essencial Skin Care - tu akurat w zestawie z emulsją
- Skinfood, Fresh Apple SAparkling Pore Toner
- Skinfood, Tea Tree and Lavender Toner [co ciekawe, dla mężczyzn :P]
- Skinfood, Peach Sake Toner
- Best, Tonik do cery trądzikowej
- Yedam, Yun Bit Complete Snail Recover Skin
- Skinfood, Pineapple Peeling Gel

Peeling oczywiście trafił na fotę omyłkowo, w miejsce toniku Nantes, który to z kolei pojawił się w poprzednim wpisie.

Zazwyczaj nie kupowałam toników na zapas, a jeśli już, to jedną, max dwie buteleczki i w zasadzie dopiero w tym roku pojawił się u mnie taki zbiór. Niby dużo, a jednak... nie dużo ;) bo wszystkie Skinfoody to odlewki [nie więcej niż 45ml], a Danahan to miniaturka :). Jeśli więc się uprzeć to tak naprawdę ma tylko trzy... no dobra, cztery flaszki ;)
 

darkbeauty
 
W tym miejscu zazwyczaj umieszczałam szybkiego posta o zużyciach, ale w zasadzie nie ma czego pokazywać :o Sporo kosmetyków dopiero co otworzyłam [tonik, micel, mydło, kremy], kąpielowe rzeczy wyrzucam na bieżąco, a reszta nie chciała się łaskawie skończyć, więc... przechodzimy od razu do wish :)

Kiedyś przez te azjatyckie rozbiórki po prostu pójdę z torbami o_O. W tym miesiącu znowu pojawiło się mnóstwo rzeczy, których chciałabym spróbować [zapewne okażą się świetne i potem jeszcze gorzej będzie mi wybrać swój graal] i tak oto na mojej liście znalazły się:

- Baviphat Paprika All Water Up Sleeping Pack
- Norel Antystres, krem matujący
- Skinfood Egg White Pore Mask
- Lioele Super Gold Snail BB Cream
- Missha All Around Safe Block Sun Milk Waterproof
- Baviphat Strawberry Toxyfying Mask
- Lioele Pink Pop Cream
- Mizon, Hannavi Moisturising Serum

- Color Club, lakiery z kolekcji Holo Hues
- kusi mnie też osuszacz i odtłuszczacz do paznokci Sensuque, a także wydłużający tusz
- i wypiekany cień My Secret
Baviphat SP.jpg

Mam nadzieję, że ten miesiąc nie przyniesie więcej pokus :]
 

darkbeauty
 
Zauważyłam właśnie, że dawno nie było na blogu notki na temat BB Creamów. Tymczasem kolejka sprawdzonych produktów się powiększa, wciąż zamawiam do testów kolejne i tylko czasu brak :o

Enyłej, dziś w temacie jak wyżej, choć nie do końca, bo prezentacja dotyczyć będzie nie tyle BB Creamu, co koreańskiego podkładu.
Missha M Signature Radiance op.jpg

*Opis producenta:*
Missha M Signature Radiance Foundation SPF20 PA++ to nawilżający podkład, który wyrównuje koloryt skóry. Posiada bardzo dobre właściwości kryjące i jest długotrwały. Testowany dermatologicznie

W składzie zawiera unikalny puder wzbogacony minerałami i roślinnym kolagenem.
Sprawia, że Twoja skóra pozostaje nawilżona i promienna, jednocześnie dostarczając jej substancji odżywczych.
Daje efekt idealnej skóry dzięki świetnemu kryciu i trwałości, bez efektu maski.
Astaksantyna [przeciwutleniacz] i Polylift [wyciąg ze słodkich migdałów o działaniu ujędrniającym, liftingującym i podtrzymującym skórę] zwane superwitaminami czynią Twą skórę zdrową i promienną.

*Sposób użycia:*
Wyciśnij przy pomoc pompki odpowiednią ilość podkładu i zaaplikuj na skórę przy pomocy gąbeczki lub pędzla.
Lub też wklep delikatnie palcami podkład i dociśnij dłonie, aby kosmetyk stopił się lepiej ze skórą.
Missha M Signature Radiance opis.jpg

Dostępny w trzech kolorach:
No.13 Vanilla Beige : do skóry bardzo jasnej i zaczerwienionej,
No.21 Light Beige : jasny beż do jasnej karnacji
No.23 Chic Beige : z ziemistymi podtonami do ciemniejszej cery

Missha M Signature Radiance colors.jpg

Miałam do wykorzystania jedynie kilka próbek produktu, więc nie będę się wypowiadała o opakowaniu z własnego doświadczenia. Przypomina mi ono jednak bardzo butelkę od Wake Me Up [Rimmel]. Wewnątrz, pod nakładką znajduje się pompka.

Pierwsza myśl, jaka pojawiła się po wyciśnięciu podkładu z wnętrza saszetki - ŻÓŁTY. Dużo bardziej żółty niż większość BB Creamów z jakimi do tej pory miałam styczność.

Na zdjęciu porównanie podkładu [pierwszy z lewej] do Missha Perfect Cover # 21 i Elemong BB Cream [kolejne]
Missha M Signature Radiance 21 comparison.jpg


Konsystencja wydała mi się odpowiednia, jednakże w aplikacji okazał się on być nieco tępy i suchy. Co też pociągnęło za sobą konsekwencje w formie trudności w rozprowadzeniu na skórze.
Spodziewałam się większego krycia, jednak oceniam je podobnie, jak przy większości BB. Jest średnie. Koloryt wyrównany, ale przy większych "sprawach" korektor będzie potrzebny. Większej ilości warstw nie testowałam, bo... no właśnie. Na ilość trzeba uważać, bo będzie brzydko wyglądał i tworzył widoczną warstwę.
Na początku miałam wrażenie, że trochę skorygował pory, ale po pewnym czasie je podkreślił i wypełnił. Po nałożeniu jakby ciut ściągnął skórę, zasychał w bardzo delikatną skorupkę. Ale nie jest ciężki ani mazisty, nie "dusi" skóry. Jednocześnie podkład lekko nawilża :)
Wykończenie w moim odczuciu jest satynowo-matowe, brak typowego błysku jak przy BB Creamach.
Missha M Signature Radiance 21 all.jpg

Przyznam, że niezbyt dobrze czułam się w tym podkładzie. Choć bezpośrednio po aplikacji  wydawał się jasny i o żółtych tonach, czyli w odcieniu chyba najbardziej pożądanym [przynajmniej tak wnoszę po lekturze forów i blogów], to po rozprowadzeniu na skórze zaczął ciemnieć. Na zdjęciu [warto powiększyć :)] widać, że odcina się od szyi o ton lub dwa. Cera wydawała się być zbyt zgaszona i nienaturalna w odcieniu. Chyba jednak mam w skórze więcej różowych tonów, niż się tego spodziewałam ;) [i chyba dlatego tak polubiłam BB Creamy, większość zaskakująco dobrze na mnie leży, również kolorystycznie].
Kolejna kwestia, która nie odpowiadała mi w tym podkładzie, to trwałość. Dość szybko znika ze skrzydełek nosa. Przypudrowanie nie przedłuża jego żywotności. Po pewnym czasie wchodzi w pory. Nieładnie osadza się na linii włosów [czoło, skronie, brwi].

Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że podkład będzie wyglądał na skórze jednak lepiej, na równi z BB Cream'ami, nad którymi od dawna pieję z zachwytu :)
Ale jak widać, nie wszystko co koreańskie jest zawsze och i ach ;)

Skład: Water, Titanium Dioxide, Cyclopentasiloxane, Trimethylsiloxysilicate, Butylene Glycol, Glycerin, PEG-10 Dimethicone, Calcium Cerium Oxide, Iron Oxides, Neopentyl Glycol Diethylhexanoate, Tribehenin, Magnesium sulfate, Disteardimonium Hectorite, Mica, Sorbitan sesquioleate, Tocopheryl Acetate, Phenyl Trimethicone, Polymethylsilsesquioxane, PEG/PPG-18/18 dimethicone, Methylparaben, Chlorphenesin, Triethoxycaprylylsilane, Aluminum hydroxide, Stearic Acid, Propylparaben, Fragrance, Fullerenes, PVP, Diamond Powder, Montmorillonite, Haematococcus Pluvialis Extract, Methyl methacrylate crosspolymer, Hydrolyzed Extensin, Astaxanthin, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract, Amethyst Powder, Pearl powder, Tourmaline, Sodium methylparaben, Sodium propylparaben, Platinum Powder, Polysorbate 80, Sodium ethylparaben

Cena: ok 25-30$ / 35ml
  • awatar MalinowaPanna: Nigdy jeszcze nie słyszałam o tej firmie, ale chyba raczej nie dałabym za niego tyle...
  • awatar Dark Beauty: @MalinowaPanna: Fakt, drogi jest, jednak koreańczyki do tanich nie należą [choć w sumie to zależy odmarki :)]. Za tę cenę dużo lepiej jest kupić BB Cream.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

myasia
 
Zestaw 4 maseczek na bawełnianej płachcie Suiskin to miesięczny program odbudowy i regeneracji skóry. Na stronie sklepu internetowego www.myasia.pl Są dostępne dwa zestawy maseczek:

1. Zestaw maseczek z ekstraktem z alg oczyszczająco-odżywczych
maseczka z algami suiskin.JPG

2. Zestaw ziołowych maseczek oczyszczająco-rewitalizujących skórę
maseczka ziołowa suiskin.JPG

W każdym zestawie znajdują się cztery podwójne maseczki (peeling+maseczka pielęgnacyjna) na każdy tydzień. Kolejność wykonywania zabiegu jest bardzo ważna. Na początku powinniśmy aplikować maseczkę, która ma działanie peelingu enzymartcznego a póżniej maseczke o działaniu nawilżająco-odżywczym. Odbudowa skóry odbywa się w dwóch krokach:
dwa kroki do idealnej skóry-suiskin.jpg

Krok 1 PEELING: Usuwa martwe komórki naskórka, oczyszcza skórę pozostawiając ją miękką i gładką

Krok 2 MASECZKA: Dogłębnie nawilża i koi skórę, działa łagodząco poprawiając mikrokrążenie skory


3 zielona suiskin.JPG


4 brązowa maseczka suiskin.JPG


Aplikacja każdej maseczki jest łatwa i przyjemna. Wystarczy nałożyć bawełnianą płachte na twarz i poczekać odpowiednio 10 minut dla peelingu oraz 15-20 minut dla maseczki pielęgnacyjnej.

1aplikacja maseczki suiskin.JPG


2 maseczka suiskin.JPG

Działanie:
Już po pierwszym użyciu maseczki Suiskin są widoczne efekty. Skóra jest bardzo wygładzona miękka i jędrna. Muszę przyznać że efekt złuszczenia skóry jest bardzo mocny. Po miesiącu cera nabiera blasku, jest rozjaśniona i wygląda zdrowo. Maseczki są przeznaczone szczególnie do skóry problematycznej, tłustej z wyraźnymi niedoskonałościami oraz do skóry szarej, zmęczonej pozbawionej witalności oraz jędrności.
 

darkbeauty
 
Krem ujędrniający na bazie sfermentowanych ziół orientalnych zawierający roślinną placentę.

Ha! To dzisiaj opowiem Wam o moim ulubieńcu ostatnich tygodni czyli kremie, który okazał się totalnym zaskoczeniem i w ogóle OMG ;)

Jakiś czas temu podczas poszukiwania najkorzystniejszej oferty zakupowej trafiłam na kosmetyki zupełnie mi nieznane [nie tylko mi zresztą, bo i w sieci było o tych produktach bardzo mało]. Zazwyczaj przed zakupem staram się zgłębić temat, znaleźć składy, a tu... NIC. No blank zupełny. Pół biedy, gdyby to była permanentna oferta, ale akurat trafiłam na licytację i nigdzie indziej nie widziałam tej marki. Drugie pół biedy nazywa się opakowanie, które mnie urzekło tak, że nie mogłam oderwać wzroku! Oczarowało, zahipnotyzowało, połknęło, wchłonęło, przetrawiło i wypluło z poczuciem permanentnego pragnienia. Nie potrafiłam się oprzeć. Potem jeszcze adrenalina i emocje towarzyszące licytacji... Ale kremiszcze wreszcie było MOJE!
Yedam Yun Bit.jpg


*Opis producenta*:

Krem z orientalnymi ziołami leczniczymi zawiera takie składniki jak pszczele mleczko i adenozynę, które poprawiają witalność i zwartość skóry. Kosmetyk przeciwdziała wysuszaniu skóry i powiększaniu porów. Lekka formuła sprawia, że można go stosować przez cały rok.


Fitoplacenta wspomaga zdolność skóry do wchłaniania tlenu i przyspiesza w niej procesy metaboliczne oraz odnowę naskórka. Jest bogatym, a jednocześnie zbilansowanym źródłem substancji odżywczych takich jak aminokwasy, witaminy i minerały. Zawiera także fitohormon żeński oraz "czynnik wzrostu", który zapobiega problemom cery takim jak nadmierne wydzielanie sebum, rozszerzone pory, stany zapalne [wypryski] a także przeciwdziała starzeniu się skóry wskutek promieniowania UV czy też utraty wilgotności.
Sprawia, że twoja skóra ma piękny, promienny i zdrowy wygląd.

Główne składniki:
- ekstrakt z poroża łosia
- lukrecja
- żeń-szeń
- siekiernica
- mleczko pszczele

Nie mogłam się doczekać, kiedy upragniony kosmetyk trafi w moje łapki z dalekiej Korei :) Na szczęście na przesyłki z tego kraju nie trzeba czekać zbyt długo :]

Zaczynamy od pudełeczka, bo takowe krem posiada. Zaskakujące, wykonane z holograficznego papieru, cieszy oko :)
Yedam Yun Bit wbox.jpg

Potem słoiczek i tu... zaskoczenie. Spodziewałam się pękatego słoiczka z półkulistą zakrętką, bo tak właśnie prezentował się na zdjęciach aukcyjnych, tymczasem pod odkręceniu wieczka połowa objętości zniknęła *o* Z pękatej mini-dyni zrobił się ledwie patison. Ale whatever, sama forma słoiczka bardzo oryginalna.
Całość w kolorach złota i brązu, daje wrażenie ekskluzywności i przepychu. Szkoda, że złota nakrętka jest tak tandetnie plastikowa [jeśli wiecie, co mam na myśli], ale... wybaczam za całokształt. I to piękne zdobienie z motywem motyla, wygląda jak inkrustowane, stylizowane nieco na bibelot z cesarskiej łazienki ;)
Yedam Yun Bit top.jpg

Sam słoik jest zrobiony z grubego, brązowego szkła, jest ciut ciężki i dobrze leży w dłoni. Ergonomia nieco kuleje jeśli chodzi o wydobywanie kremu ze środka - otwór jakby ciut przymały, a do tego "podcięcie" sprawia, że trzeba się nieco nagimnastykować, aby wydobyć resztki kremu, które nie zawsze spływają w dół.
Yedam Firming Cream ii.jpg

Wybaczcie tej dość długi wstęp i opis opakowanie, ale jest ono moim zdaniem absolutnie urzekające :]

Przejdźmy zatem do meritum, czyli działania kosmetyku :)

Krem, dość gęsty w konsystencji, o jasnobeżowym kolorze, jest zaskakująco lekki i puszysty. Byłam w szoku, kiedy pierwszy raz zanurzyłam w nim paluszek, posmarowałam twarz spodziewając się tłustego klajstra, a tu taka przyjemna niespodzianka! Niektórym może przeszkadzać dość mocny, wyczuwalny zapach żeń-szenia. Ja natomiast bardzo go polubiłam. Jeszcze bardziej - bo nie zostaje na skórze :)
Yedam Firming Cream iii.jpg

Wchłania się szybko, pozostawia jednak na skórze błyszczącą warstwę, ale bez efektu tłustości. Z uwagi na ten błysk stosowałam go na noc. A rano? Doznałam kolejnego szoku :D Bo skóra moja o poranku była absolutnie pięknie MATOWA! Spodziewałam się raczej "tłuszczyku", krem z parafiną, do tego przeciwzmarszczkowy, więc powinien natłuszczać skórę całkiem mocno, a tu taki surprise :D Do tego skóra moja była bardzo gładka, wypoczęta, uspokojona, lekko nawilżona i taaaaaaka mięciutka. Nic, tylko miziać policzki!

Po kilku tygodniach z tym kremem w roli głównej w pielęgnacji mogę powiedzieć, że wyregulował mi cerę. Mat nie był jednorazowy, a witał mnie w łazience każdego ranka. Dodam, że utrzymywał się długo. No chyba, że "zepsułam" go micelem i nałożeniem innych mazideł rano. Zauważyłam, że jakby lekko rozprasował mi zmarszczki mimiczne. Wydawały mi się nieco płytsze i mniejsze, niż przed używaniem tego kremu.Wspominałam, że zawiera w składzie parafinę. Mogłoby się wydawać, że będzie ostro zapychał i przetłuszczał cerę - nic bardziej mylnego! Podczas stosowania kosmetyku moja cera pozbyła się problemu niechcianych gości prawie do zera. Z ręką na sercu muszę przyznać, że dawno nie miałam tak dobrze wyglądającej cery. Zero zapychania, zero podrażnień. Krem marzenie :) I choć inne specyfiki kuszą, nie wykluczam, że kupię kolejne opakowanie, bo Yedam Yun Bit Yun Jin Gyeol Firming Cream po prostu oczarował mnie już nie tylko opakowaniem, ale działaniem przede wszystkim. Spełnia wszystkie obietnice producenta.

Podsumowując: krem kupiony na wariata, a okazał się strzałem w dziesiątkę. UWIELBIAM GO!

To jeszcze na koniec tych peanów skład:
Yedam Yun Bit sklad.jpg

Cena: ok 100 zł / 50ml [ale często bywa w promocji za ok 60 zł]
  • awatar nowoUK: O! a ja wczoraj zastanawiałam się nad kupnem tego kremu :d i nie mogłam znaleźć jakiś konkretnych recenzji - a teraz mam jak na zawołanie :d dziękuje!
  • awatar LumpeksowaLola: drogi...ale po Twojej recenzji widać,że sie opłaca:)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

darkbeauty
 
Zobaczyłam i ... popłynęłam :o
Tym razem nie jedna sztuka, a cała seria.
Różowa i cukierkowa aż do spodu, a przy tym tak słitaśnie-słitaśna, że chcę wszystko! Szkoda,że takie drogie :( proza życia.

Na osłodę zimowego wieczoru: kolekcja Prinsecc Etoinette :)
Etude House Princes Etoinette logo.jpg

Eyelinery chyba najmniej ciekawe z całej serii
Etude House Princes Etoinette eyeliners.jpg

Pomadki. Dostępne w 8 kolorach, z różnym wykończeniem. Są i kremowe i takie z drobinkami. Urzekła mnie zdobiona rączka <3.
Etude House Princes Etoinette lipstick.jpg

Róż do policzków. Boskie puzderko! I ta niezwykła forma - dwie wersje kolorystyczne zamknięte w pastylkach w kształcie serca. Sama słodycz :D
Etude House Princes Etoinette blush.jpg

Transparentny puder sypki. Opakowanie w tym samym stylu, co róż. Kupiłabym dla samego pudełeczka :)
Etude House Princes Etoinette loose powder.jpg

Te wszystkie cuda trzeba jednak czymś nałożyć :). Oto i pędzelek typu kabuki z główką w kształcie kwiatu. Kolorystyką też do niego nawiązuje. Zwróćcie uwagę na zdobienie rączki :)
Etude House Princes Etoinette flower brush.jpg

Dla osób gustujących w klasycznych pędzlach - zestaw w uroczej kosmetyczce. Jak się oprzeć?
Etude House Princes Etoinette brushes.jpg

Aby dobrze nałożyć makijaż, potrzebne jest także lusterko :]. Malowanie w ciemno może dać, khem... zaskakujący efekt :]
Etude House Princes Etoinette mirror.jpg

Pomalowane paznokcie stanowią dopełnienie całości. Mix and match. Dwa zestawy do wyboru, każdy idealnie współgra :)
Etude House Princes Etoinette nails1.jpg

Etude House Princes Etoinette nails2.jpg

Warto mieć pod ręką także kosmetyczkę, aby upchnąć w niej niezbędne drobiazgi :]
Etude House Princes Etoinette pouch.jpg

Oczywiście nie mogło zabraknąć grzebyczka. Urocza miniaturka w jedynie słusznym kolorze :P Rozmiarem w sam raz do torebki. Nie zajmuje dużo miejsca, co za praktyczność ;)
Etude House Princes Etoinette comb.jpg

A zanim się wyszykujemy, trzeba przecież wziąć kąpiel w iście księżniczkowym stylu. Z pomocą przychodzą nam kule... ups! musujące serca do kąpieli :D Trzy wersje zapachowe.
Etude House Princes Etoinette bath bars.jpg

Kąpiel umilą nam także świece. Nie tylko kąpiel zresztą. Bo np. romantyczną kolację też. Wielofunkcyjne :D
Etude House Princes Etoinette candles.jpg



Przyznam, że przepadłam.
Azjatyckie opakowania kosmetyków od dawna przykuwają moja uwagę. Sa naprawdę ciekawie zaprojektowane, tu nie ma limitów.
Ech... niechże ktoś wyrwie naszych rodzimych projektantów z ramion konwencjonalizmu i zrobi coś równie ekstrawaganckiego :]
Nie chciałybyście oglądać podobnych cudeniek na półkach polskich drogerii?
  • awatar Hermanitas: ale cudeńka :D
  • awatar nowoUK: Przepiękne!
  • awatar migus: Umarłam, przepiękne :) takie cuda musiałby mieć swoje specjalne miejsce.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

myasia
 
Kosmetyki Lioele do makijażu to świetnej jakości produkty, które razem stosowane dają piękny naturalny makijaż. Firma Lioele to koreańska marka, która posiada w swoim asortymecie produkty do pielęgnacji skóry jak i do makijażu. Sztandarowym produktem tej firmy stał się krem bb (Dollish Veil Vita BB Cream), który idealnie stapia sie ze skórą ukrywając zaczerwienienia. Wszystkie produkty Lioele możecie kupić na stronie www.myasia.pl

Poniżej przedstawiam pomysł na dzienny makijaż w odcieniach brązu z użyciem produktów Lioele.

1. Na oczyszczoną i nawilżoną skórę nanosimy krem BB, który ukryje nasze niedoskonałości i wyrówna koloryt naszej skóry. Użyty krem bb (Beyond Solution BB Cream) dodatkowo rozjaśni cerę i sprawi że będzie ona wyglądać promiennie i świeżo.

2.Krem BB utrwalamy pudrem sypkim (Lioele Face Powder), który matuje naszą twarz nadajac jej satynowe wykończenie.

3.Brwi podkreślamy kredką (Lioele Auto Eyebrow). Jest ona dość twarda dzięki czemu możemy precyzyjne wypełnić nasze brwi. Do kredki dołączona jest szczoteczka, która nada naturalny wygląd i kształt naszym brwią.
 
1.jpg

4.Makijaż oka rozpoczynamy od wykonania kreski eyelinerem w żelu (Lioele Gel Eyeliner). Do produktu dołączony jest pędzelek, który ułatwi nam to zadanie. Eyeliner jest bardzo trwały, nie kruszy sie i długo utrzymuje się na powiece.

5.Kreskę rozcieramy cieniem (Lioele Color Eyeshadow), który nada naszym powieką piękne, świetliste zabarwienie. Ponadto oko zyska głębie i bedzie wydawać się większe.

6.Cały makijaż oczu kończymy tuszując rzęsy maskarą (Lioele up and down mascara) Produkt ten szczególnie polecam gdyż dwie szczoteczki(duża oraz mała) idealnie rozczesują nasze rzesy nadają im objętości i pogrubiają je. Mała szczoteczka przyda się szczególnie osobą, które mają problem z pomalowaniem dalnych, drobnych i krótkich rzęs.

2.jpg

7.Policzki oraz usta podkreślamy wielofunkcyjnym produktem w płynie (Lioele Pop Tint), który nada świeżą, dziewczęcą barwe naszym policzką oraz ustom

8.Usta dodatkowo malujemy błyszczykiem (Lioele Enamel Lipgloss)nadając im barwe oraz połysk.

4.jpg

Tak prezentuje się skończony czekoladowy makijaż :)
makijaż .jpg
 

suzannem
 
Ostatnimi nabytkami ze sklepu Superdrug są ich firmowe maseczki. Ja ogólnie nie jestem fanką maseczek, ale na obecny moment stosuje kwas migdałowy i do tego ta zima z mrozem na dworze - moja skóra zaczęła wołać o nieco odżywienia, nawilżenia, może nawet lekkiego natłuszczenia?:P

Skusiłam się na te maseczki, bo miały całkiem atrakcyjny skład, wygląd i cenę. Każda kosztuje dokładnie 0,99 funta, więc na przeliczenie ok.5 zł. Jedna saszetka ma 15ml.

Po umyciu twarzy nałożyłam tą jogurtową, co widać;) Ma konsystencje masła, ale pod wpływem ciepła dłoni cudownie rozpływa się. Ma przeboski zapach - waniliowo - miodowego ciasta. Po zmyciu skóra czuć, że jest odżywiona, elastyczna i gładka.

Już wiem, że będę je kupować, zwłaszcza teraz w okresie zimowym, nie tylko na skórę twarzy, ale! na dłonie. Nie znalazłam jeszcze ładnych, ciepłych i w sensownej cenie (nie ponad 100zł) rękawiczek, przez co moje dłonie baaardzo na tym cierpią:(
  • awatar black_meggy: zapraszam na swojego bloga - nowy makijaż!:) sprawdź i ocen, każda rada i wskazówka jest dla mnie mega cenna!:)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

choccolate
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

choccolate
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

darkbeauty
 
W tym miesiącu nie poszalałam ;)
No... może trochę. Plany zakupowe rozwaliła mi promocja w Rossmannie, jak zapewne wiecie - 40% na całą kolorówkę. Dumałam długo, bo wiele rzeczy chciałam, ale po przeanalizowaniu kufra, a raczej szufladek z kosmetykami do makijażu i pudła lakierów do paznokci trochę się ograniczyłam :D
zakupy listopad all.jpg

Po azjatycku:
- HadaLabo Gokujun-α Milk
- Innisfree Eco Science White BB Cream
- Dr Jart+ Silver Label BB Cream
- plasterki na nos marki Luke

Z kolorówki:
- lakier magnetyczny Lovely
- sztuczne rzęsy Lovely
- lakier Wibo Extreme Nails w kolorze nr
- rozświetlacz Essence z kolekcji Breaking Down oraz lakier Essence z kolekcji Breaking Down [wersja z niebieskim brokatem] - zabrakło ich na zdjęciu zbiorczym :o

Pielęgnacja i inne
- szamponetki Marion w kolorze czekoladowego brązu, 4-8 myć
- Saliderm - na razie do nóg, może odważę się na paszczę, choć stężenie 10% kwasu salicylowego trochę mnie przeraża ;)
- płyn micelarny Delia
- maseczka oczyszczająca Peel Off Marion
- Orientana, maska-krem z aloesem i krem pod oczy z kaskarylami
- emulgator SLP do zrobienia serum na zimno

Z azjatyckich rzeczy w większości to oczywiście odlewki. Marne pocieszenie jednak, mając na uwadze kolejkę rzeczy, która czeka na testy.

Koło limitki Essence oczywiście nie mogłam przejść obojętnie. Zapowiadała się nędznie, a jednak cieszy się chyba całkiem sporym powodzeniem. No i rozświetlacz, który znika z półek o mgnieniu oka. Dumanie nad tym, czy go zakupić mogłoby się skończyć tęsknotą i łzami. Od razu wylądował w koszyku.
zakupy listopad R.jpg

Co do zakupów w Rossmannie, to w sumie nie wiem, po co wzięłam ten biały lakier... Taki sam efekt osiągnę dając białą bazę i top z Golden Rose albo malując wierzch lakierem Fantasy Fire [Max Factor]. Jednak nie udało mi się uniknąć zaćmienia umysłu przy półce. Rzęsy... są bardzo delikatne w efekcie, jaki dają, może będą nadawać się na dzień ;)


I wreszcie zebrałam się w sobie do farbowania włosów. Ale nie chcę niczego na stałe, raczej chodzi o wzmocnienie naturalnego koloru.
Saliderm podobno dobry jest na wrastające włoski, a do tego może mi trochę złuszczy skórę i zmniejszy blizny po depilacji [które niestety mam :(]

Orientana... uzupełnienie kolekcji zakupionej kiedyś - brakowało aloesu i kaskaryli... No to teraz mam :]

A jak Wasze zakupy w upływającym miesiącu? Szalałyście w Rossmannie?
  • awatar HayLeyx3: Ja nie skusiłam się na nic z Rossmana;) Dałam radę,nie uległam pokusie hehe;p w jakich cenach zakupiłaś te bb kremy?
  • awatar Marlenails: mam ten magiczny lakier magnetyczny, ale magnes do niego jest kompletnie niedziałający bynajmniej u mnie :P
  • awatar Dark Beauty: @HayLeyx3: Mocna jesteś :D BB Jart kosztował koło 100 zł, a Innisfree 80 za opakowanie, ale próbki całe szczęście nie dają tak po kieszeni [dopowiednio ok 10 i 11 zł za 5ml] @Marley *.*: Czyli dobrze, że nie wzięłam, bo zastanawiałam się właśnie, czy dokupić. Będę kombinować ze zwykłym magnesem na lodówkę :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Kategorie blogów