Wpisy oznaczone tagiem "masoni" (37)  

ligaswiata
 
Komitet 300 „Sanhedrynem” Rządu Światowego. Henryk Pająk

Idąc śladem czołowych nazwisk członków Skull and Bones, Bilderberg Group, brytyjskiego Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, amerykańskiej Rady Polityki Zagranicznej, zawsze dochodzimy do Komitetu 300. I odwrotnie. Ta mafijna struktura Rządu Światowego posiada znamiona organizacji nadrzędnej nad nimi, swoistego sztabu dowodzenia, choć i w jej obrębie nie udaje się ustalić wewnętrznego jądra Rządu Świato-Lichwy.

Badacz i znawca politycznych mafii John Coleman w książce „Konspirators Hierarchy: The stroy of the COMMITTEE 300″ wydanej w USA w 1992 roku, sta­wia „Komitet 300″ na szczycie drabiny władców Globu.

Cytowany tu pisarz amerykański Texe Marrs po latach badań tajnych struktur władców świata, w książce „Cirle of Intrique” /„Krąg intrygi”/ wykazuje, że Globem rządzi tajna dziesiątka najbogatszych „faraonów” na czele z klanem Rothschildów. Nazywana jest „wewnętrznym kręgiem” /„Inner cyrcle/. To Iluminaci. Trzy stałe miejsca w tym „Biurze Politycznym” świata przypadają Rothschildom, a dwa stałe miejsca Rockefellerom. Dalej już nie wiadomo kto wchodzi w skład drugiej piątki. Wiadomo, jak terytorialnie rozkłada się ta dziesiątka: USA – dwóch; Kana­da – jeden; Francja – trzech /Rothschildów/; Austria – jeden; Hiszpania – jeden; Południowa Afryka – jeden /Mandela?/. T. Marrs w „Circle of Intriąue”, s. 15-16[1]:

Dziesiątka Iluminatów stanowiąca „wewnętrzny krąg”, są to osobnicy niezmiernie bogaci, ale ciągle chcą mieć więcej i wię­cej. „Wewnętrzny krąg” otoczony kordonami tajemnic, składa się z dziesięciu ludzi, mających ogromną władzę. Spotykają się regu­larnie przynajmniej dwa razy w roku w ściśle oddzielnych miej­scach. Ich obrady odbywają się w ściśle zamkniętych i strzeżonych pomieszczeniach; w ekskluzywnych hotelach lub w prywatnej własności swoich sługusów. Ich decyzje i programy działania trzymane w największej tajemnicy uwidaczniają się w zgubnych i bolesnych skutkach dla zwykłych obywateli. Wojny, rewolucje, odkrycia naukowe, planowane choroby, głód, nagły ekonomicz­ny rozkwit lub upadek – oto niektóre ze skutków decyzji podej­mowanych przez tajną dziesiątkę na tajnych spotkaniach. Przy­szłość Planety Ziemi i los jej sześciu miliardów mieszkańców są w mrocznych umysłach i sercach tych dziesięciu okrutnych ludzi.

Z kolei Texe Marrs, autor „Dark Majesty” /Mroczny Majestat/ wychodzi ze struktur Iluminatów i dochodzi do „Komitetu 300″, dzieląc światowe stado dra­pieżników na „Grupy”. Trzy główne to Grupa Bankowa i Grupa Finansowa oraz Grupa Tajnych Stowarzyszeń. Texe Marrs wykazuje, że Grupy Bankowa i Finan­sowa, tworzące jedną całość Globalnej Lichwy, są nadrzędne dla wszystkich pozo­stałych. Są jeszcze cztery następne, zdaniem Marrsa: Polityczna, Wywiadowcza, Oświatowa i Religijna. Całością steruje elitarna grupa przywódców z „Komitetu 300″, których trudno zaliczyć do konkretnych Grup: wszyscy tworzą wspólny or­ganizm Globalnej Władzy, Globalnego Terroru.

Grupa Bankowa i Finansowa: Marrs nazywa je „księgowymi” władców świata, a konkretnie mafii Iluminatów. Główne ich przyczółki to międzynarodowe mafie finansowe, jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy Chase Man­hattan (Rockefellerów), Międzynarodowy Bank Rozliczeniowy, Bank of America oraz nieistniejący już, upadły w wyniku gigantycznej grabieży jego funduszy Cre­dit and Commerce International – osławiony BCCI, którego upadłość badała „ko­misja” pod wodzą piszczelowca Johna Kerry. W następnej kolejności tej piramidy finansowej dyktatury stoją banki „narodowe” – banki centralne poszczególnych państw, jak np. Bank of England, Federal Reserve Bank, Bundesbank i Deutsche Bank. Poniżej tego szczebla banków największych państw świata roi się od banków „narodowych” takich państewek jak Polska. Wszystkie są już tylko z nazwy naro­dowymi: całkowicie choć zdalnie zawiadują nimi nasłańcy Iluminatów z „Komi­tetu 300″, Bilderberg Group i Banku Rezerw Federalnych, czyli z mafii światowej żydowskiej Lichwy. Kiedy polskie fundusze niszczył przez kilkanaście lat ich ży­dowski namiestnik Leszek Balcerowicz, Polakom wydawało się, że to wewnętrzna sprawa lokalnych, żydowskich okupantów Polski. Tymczasem wszyscy włącznie z Balcerowiczem i kolejnymi prezydentami oraz premierami, kolejnymi edycjami Knesejmu i rządów – byli i są jedynie żandarmami polskiej nędzy finansowej i go­spodarczej, postawionymi do nadzorowania interesów Rządu Światowego.

Grupa Wywiadowcza: ktoś może uznać, że jej struktury trudzą się wywiadem w tradycyjnym znaczeniu. To prawda, ale jest podporządkowana strategicznemu celowi: destabilizacji państw, organizowaniu chaosu gospodarczego, społecznego: do prowokowania lokalnych wojen jak ostatnio w Gruzji. Jej agentury dokonują

przewrotów w imię obrony „demokracji”, zamachy na przeciwników, zawsze do­konywane przez „nieznanych sprawców”. Brutalnym tego przykładem jest mord na prezydencie Pakistanu Bhutto. Za jego śmierć odpowiada Henry Kissinger – członek „Komitetu 300″, Bilderberg Group, CFR, Komisji Trójstronnej i wielu nieformalnych tajnych grup zarządzania ludzkością. Bhutto został zamordowany w 1970 roku przez generała Zia-Ul-Haga. Jak zeznał Bhutto w więzieniu, Kissinger przedtem groził mu: uczynię cię straszliwym przykładem dla innych, jeżeli bę­dziesz kontynuował politykę budowania swojego narodu.

Bhutto musiał zginąć, gdyż upierał się przy tym, aby jego kraj uzyskał własną energię nuklearną.

W ramach tej samej dywersji przeciwko wolnym państwom i narodom działa w strukturach wywiadowczych „Komitetu 300″ program „pomocy” dla tych samych niszczonych państw. Przykładem takiej „pomocy” jest Zimbabwe, stale wstrząsane wojnami plemiennymi, organizowanymi przez tamtejszych agentów wpływu. Gra­suje tam międzynarodowa korporacja wydobywcza LONHRO zarządzana przez Augusta Ogilvie, członka „Komitetu 300″, łotra z kręgów brytyjskiej królowej El­żbiety II. Ogilvie i jego międzynarodowa firma LONHRO żelazną łapą kontroluje zasoby naturalne tego i krajów sąsiednich w Afryce, gdy prawowici właściciele tych bogactw toną w nędzy i długach „zagranicznych” i wewnętrznych. Nieszczęściem /!/ Zimbabwe są bogate pokłady m.in. wysokiej jakości rudy chromu.

Grupa Religijna „Komitetu 300″ to siatka destrukcyjnych stowarzyszeń i licz­nych „kościołów”. Prowadzi dobrze skoordynowaną akcję niszczenia religii chrześcijańskiej. Ich strategicznym celem jest zmiksowanie wszystkich wyznań w jeden r bezwyznaniowy gniot za pomocą „ekumenizmu”, forsowanego także przez Kościół  „katolicki” za pontyfikatu Jana Pawła II i jego następcy Benedykta XVI, rozpoczęty przez Jana XXIII, kontynuowane przez żydomasona, agenta Kremla papieża Pawła VI[2].

Grupa Oświatowa: jakby wydział propagandy w wydaniu komunistycznym, tylko bardziej podstępny. Naczelną mantrą jest tu „walka o pokój”, oczywiscie światowy – „world”. Ma pod sobą ta grupa propagandowa „Komitetu 300″ takie „dywizje” tej krucjaty, jak „Planned Parenthood” /Planowanie Rodziny/, i „Fundację Sztuki”, „Fundację Nauk Humanistycznych”; „Uniwersytety Pokoju” I /Peace University/; „Planetary Citizens” /Obywatele Świata/; „Planetary Congress” Kongres Planetarny/. Przewodzi im światowa fauna antycywilizacyjna spod znaku I okultyzmu, kabały, satanizmu, niezliczonych sekt, jak np. „Światowy Goodwill” I : „Lucis Trust”. W tej antycywilizacyjnej robocie znajduje się wspomniana już „Fundacja Punkty Świetlne” założona przez prezydenta Busha seniora, skupiająca na stanowiskach dowodzenia żydomasońskich „braci” ze Skuli nad Bones.

Istnienie „Komitetu 300″ jest w Polsce „czarną magią”. Zero wiedzy o niej, o samym jej istnieniu, choć pisałem o nim już w książce „Bestie końca czasu”, /Retro 2001/.

Pierwsza wzmianka o „Komitecie 300″ ukazała się w Polsce w 1926 roku w ka­tolickim „Pro-Christo” /„Wiara i Czyn”/ w numerze 2. Okazją był przekład recen­zji książki generała hrabiego Czerep-Spirodovicha /Spirydowicza/: „The Hidden Hand” z tegoż 1926 roku, opublikowanej przez „Reuve Internationale des Societes Secretes[3].

„Komitet 300″ jest tworem brytyjskim, wyłonionym z grup Okrągłego Sto­łu założonych przez Cecila Rhodesa. Komitetowi przewodniczy kolejna królowa Elżbieta II, o czym nigdy nigdzie się nie dowiemy z żadnych mediów. Celem strategicznym tej elitarnej mafii brytyjskiej było utrwalenie wpływów Imperium Brytyjskiego. Terytorialnie odchudzona Wielka Brytania nadal steruje głównymi mackami Rządu Globalnego, głównie poprzez struktury „Komitetu 300″. Człon­kowie „Komitetu 300″ to swoisty Olimp nazywany „Olimpians” – Olimpijczycy. Ich ponadczasowy cel to już nie budowanie potęgi brytyjskiej, tylko Nowego Świa­towego Ładu – „New World Order”. Budowanie na gruzach państw narodowych, na ruinach chrześcijaństwa, zwłaszcza katolicyzmu. Dla miliardów ludzi budują „religię” synkretyczną, czyli plugawe Nic, osiągane za pomocą „ekumenizmu”.

W orbicie „Komitetu 300″ wirują niezliczone fundacje. Z najważniejszych to Czerwony Krzyż /podwójnie czerwony/, masońska młodzieżowa YMCA[4] /która we wrześniu 2008 roku papież Benedykt XVI wyróżnił w swoim wystąpieniu na audiencji generalnej w Watykanie, i jej żeński odpowiednik YWCA – „Young Wo­man Christian Association”.

Ponuro zabrzmiało nam to pozdrowienie dla YMCA wygłoszone przez pa­pieża Benedykta XVI. Program YMCA został graficznie streszczony w jego logo -  masońskim trójkącie. Kongregacja Świętego Oficjum już w 1920 roku ostrzegła młodzież przed tą kryptomasońską agenturą, polipem na ciele Kościoła Katoli­ckiego. Oświadczyła wtedy expressis verbis, iż YMCA podkopuje wiarę katolickie młodzieży /…/poza wszelkim kościołem, poza wszelkim wyznaniem[5].

W 1927 roku ukazały się w sprawie YMCA dwa listy pasterskie. Jeden au­torstwa ks. Prymasa Augusta Hlonda, arcybiskupów Rakowskiego i Sapiehy. W czerwcu 1927 roku, kiedy już po żydomasońskim puczu J. Piłsudskiego masoneria szalała bezkarnie, ponownie zareagowali przeciwko YMCA polscy bisku­pi, ostrzegając młodzież i dorosłych przed tym polipem na ciele Kościoła. O tym, te jest to organizacja ściśle masońska powołana do erozji postaw młodzieży katolickiej świadczy fakt, że w latach 1910-1918 prezesem YMCA w Rzymie był mistrz masonerii rytu szkockiego, a jeden z działaczy YMCA w Polsce jawnie działał jako mason.

Po odzyskaniu PRL przez żydomasonerię w 1990 roku, kluby YMCA rosły ak na drożdżach. W 1994 roku YMCA zorganizowała w Łodzi konkurs „Miss Nastolatek”. Pomijając oczywiste przewracanie w głowach nastolatek takimi kon­kursami trzeba przyznać, że było to wyjście polskojęzycznego YMCA z dotychcza­sowych półcieni w świat jupiterów.

W sierpniu 1995 roku post-koszerny premier Józef Oleksy spotkał się z pol­skimi katoliczkami /!/ w sprawie konferencji kobiet w Pekinie i jako jedyną organizację młodzieżową zaprosił przedstawicielki YWCA.

Kto współtworzy tę gigantyczną Ośmiornicę Ośmiornic pod nazwą „Komi­tetu 300″? Z najważniejszych to: Skuli and Bones, Bilderberg Group, Komisja Trój­stronna, Międzynarodówka Socjalistyczna /trockizm pod innym szyldem/, Mię­dzynarodowy Klub Ateistów, Masoneria Uniwersalna, Światowa Rada Kościołów, Uniwersalny Syjonizm, Rada Stosunków Międzynarodowych /CFR/, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych i oczywiście piszczelowcy ze Skuli and Bones.

Ważną agendą „Komitetu 300″ jest Klub Rzymski powołany w 1968 roku. Był taki czas, kiedy rządy we Włoszech rozpadały się co kilka miesięcy na skutek per­manentnej destabilizacji tego kraju przez żydomasonerię. Była to robota głównie „Czarnej Szlachty” /Black Nobility/ z Wenecji i Genewy, dalej loży P-2 i Czerwo­nych Brygad jako ich zbrojnego, terrorystycznego ramienia.

Po wyborze „prawicowego” konserwatysty Reagana na prezydenta, w grudniu 1980 roku w Waszyngtonie odbyło się wspólne tajne spotkanie głównych mafiosów Klubu Rzymskiego i Międzynarodówki Socjalistycznej – dwóch agentur „Komi­tetu 300″. Chodziło o skuteczną neutralizację tej prezydentury. Reagan demonstro­wał niesubordynację filmowego kowboja, toteż nasłano na niego „niezrównowa­żonego” zamachowca. Reagan uszedł z życiem, ale „poszedł po rozum do głowy”, dał sobie założyć żydomasońskie chomąto globalnych gangsterów, a nawet wstąpić do masonerii, gdzie od razu otrzymał najwyższy trzydziesty trzeci stopień Rytu Szkockiego. Przedtem bywał gościem w „Czerwonym lesie”.

Drugim niezatapialnym globalnym terrorystą jest Zbigniew Brzeziński, czło­nek „Czarnej Szlachty”. To także nasz „pewniak” jako jeden z kilku najważniej­szych decydentów Rządu Światowego.

W tym kontekście należy postrzegać rzekomy fenomen rzekomo naszej „So­lidarności”. Coleman brutalnie zdziera z niej listek figowy, pisząc:

Większość przywódców „Solidarności” była potomkami bolszewickich Żydów z Odessy, którzy nie byli znani z niena­wiści do komunizmu[6].

Coleman jednocześnie wyjaśnia źródło globalistycznych „przepowiedni” Brzezińskiego w jego „Erze technotronicznej”. Stwierdzał, że to Klub Rzymski zlecił Brzezińskiemu napisanie tego programu podboju Eurazji posowieckiej. Brzeziński zapowiedział tam również klonowanie ludzi – rozmnażanie przy­szłych elit i zamienianie pospólstwa w rasę robotoids. Pisał to jako członek Klubu Rzymskiego podległego „Komitetowi 300″ i jak Coleman stwierdzał otwarcie – członek polskiej Black Nobility. To prawda, lecz z małą poprawką: słowo „pol­skiej” należało ująć w cudzysłów, albo zastąpić je słowem: „polskojęzycznej”.

Agenda „Komitetu 300″ – Klub Rzymski stał za 25-letnią wojną w Salwado­rze; wojną o Falklandy początkującą katastrofę gospodarczą Argentyny. Sprowo­kowali tę wojnę konkretnie dwaj członkowie „Komitetu 300″ – „lord” Carrington i Kissinger. Kongres amerykański, Senat, liczne struktury rządowe i wywiadow­cze, nie mówiąc o potężnym lobby przemysłowo-bankowo-wojskowym USA, sa nasycone agentami „Komitetu 300″. Każdy kandydat na prezydenta, poczynając od F. D. Roosevelta, był „namaszczony” przez CFR i „Komitet 300″, zarazem dzia­łał w porozumieniu z brytyjskim Instytutem Spraw Międzynarodowych, który wielu analityków uznaje za ciało w niektórych dziedzinach nawet ważniejsza od „Komitetu 300″.

Handel narkotykami jest kontrolowany od niemal stu lat przez mafiosów „Komitetu 300″. Rozpoczęła go British East India Company, kontynuował potem Duth East India Company – obydwie sterowane przez bossów „Komitetu 300′ Stali się tak zuchwali, że w 1931 roku dyrektorzy największych brytyjskich firm zostali odznaczeni nagrodą „Rees of the Realm” – w rzeczywistości za pranie brud­nych pieniędzy narkotykowych. O każdej z takich nominacji decydowała królowa brytyjska – mamusia obecnej Elżbiety II. Dla Brytyjczyków i narodów świata „me­dia” wyprodukowały sielankowy obraz monarchii brytyjskiej; złota karoca, mowa tronowa na doroczne otwarcie parlamentu, pompatyczne stroje, sympatyczny ana­chronizm rodziny królewskiej polukrowany patyną konserwatywności, niekiedy, skandalik obyczajowy, do których to skandalików już nie udało się zaliczyć zamor­dowania księżnej Diany.

W książce „Bestie końca czasu” /s.160/ wymieniam długą listę banków mię­dzynarodowych, które trudnią się praniem narko-dolarów. Za tym podłym proce­derem stoją mafiozi z „Komitetu 300″. Prezydent Bush senior należał do tej szajki

Kiedy w przepływie narkotyków na rynki Los Angeles, Nowego Jorku i Huston stanął na przeszkodzie Manuel Noriega, dyktator Panamy i wspólnik narkotyko­wych politycznych gangów, Bush otrzymał rozkaz wydania zgody na porwanie Noriegi. Coleman stwierdzał na podstawie udokumentowanych źródeł, że Bush podjął się akcji przeciwko Panamie po kilku naglących telefonach brytyjskiego ambasadora w Waszyngtonie, ale była to decyzja „Komitetu 300″ i Królewskie­go Instytutu Spraw Międzynarodowych – ambasador był tylko „telefonem”. I na­tychmiast rozpoczęła się wściekła nagonka na Panamę, konkretnie na Noriegę, sterowana przez okręt flagowy żydomediów – „New York Times”. Zapomnieli, jak całkiem niedawno Noriega był ulubieńcem Waszyngtonu /podobnie jak do pew­nego czasu Saddam Hussajn/. Często spotykał się z Williamem Caseyem, szefem CIA i George Bushem. Widywano go w Pentagonie. Atak amerykański na Panamę kosztował życie około 7000 mieszkańców tego kraiku i wielkie zniszczenia. Nigdy nie zdołano udowodnić, że Noriega trudnił się przemytem narkotyków – on zale­dwie tylko przymykał oczy na to, że Panama była kanałem przerzutowym dla gan­gów politycznych z filii „Komitetu 300″. Jego przestępstwem była próba położenia ręki na tym złotodajnym szmuglu.

„Komitet 300″ wyprodukował aferę podsłuchową „Watergate”. Ukartował to Kissinger z generałem Haigiem, członkiem loży P-2, na polecenie „Komitetu 300″. Była to największa prowokacja zmontowana przez „Komitet 300″. Postanowiono ukarać Nixona za pewne nieposłuszeństwa i przy okazji dać przestrogę przyszłym prezydentom.

To „Komitet 300″ wraz z piszczelowcami nakazał prezydentowi Rooseveltowi i całej machinie wojskowej Stanów Zjednoczonych czekać biernie na masakrę stat­ków amerykańskich przez flotyllę japońską w Pearl Harbor.

To „Komitet 300″ podejmował decyzje w sprawie wojen w Korei i Wietnamie, potem w Zatoce Perskiej. Stany Zjednoczone po drugiej wojnie światowej wywo­łały pięć krwawych wojen lokalnych, w których zginęły dziesiątki tysięcy młodych Amerykanów – tylko w Wietnamie 50000. Wszystkie te wojny na polecenie triady: „Komitet 300″, CFR, Królewski Instytut Spraw Publicznych.

Kennedy musiał zginąć na oczach przerażonego, rzekomo „wolnego” świata.

Jana Pawła I zamordowano trucizną po 33 dniach pontyfikatu, bo zabrał się do czystki wśród hierarchów Watykanu – 121 członków masonerii.

Jego następcę – Jana Pawła II czekał ten sam los, choć z innych powodów. Papież przeżył, ale od czasu zamachu był to już całkiem inny Jan Paweł II: spolegli­wy, ostentacyjnie prożydowski, promasoński, „ekumeniczny”, prounijny „więzień Watykanu”, szczególnie bezwolny w ostatnich latach jego życia.

„Komitet 300″ kończy niszczenie cywilizacji chrześcijańskiej poprzez pod­ległe mu „instytuty” i „fundacje” powołane wyłącznie do siania tej destrukcji.

Oto „Instytut Tavistock” działający przy uniwersytecie Sussex, pozostającym pod kontrolą „Komitetu 300″. Jego złym duchem /hohjuden – wpływowym Ży­dem/ jest Henry Kissinger. To właśnie „Instytut Tavistock” stworzył i wypromo­wał Beatlesów, ich destrukcyjna muzykę, o czym Coleman pisze na stronicacn 95-98 swojej książki. Tę opinię Colemana akcentuję szczególnie, aby podzieli, się z Colemanem odium dyżurnych obelg w rodzaju „ciemnogród”, „spiskowe maniactwo”, etc.

To właśnie w „Instytucie Tavistock” wyprodukowano takie pojęcia i trendy jak „future shocks’„teangers” /małolaty/, „beat generation” /pokolenie zbuntowa­ne/ i inne hasłowe toksyny, które postawiły „mur berliński” pomiędzy młodym;, a pokoleniem ich rodziców.

„Instytut Tavistock” to w istocie ośmiornica innych „instytutów” i „ośrodkow – badawczych”. Wymieńmy niektóre.

„Instytut Badań Społecznych”. Jego głównymi klientami, zwłaszcza w USA są: Fundacja Forda, Departament Obrony /raczej ataków/, Departament Sprawiedliwości /nie­sprawiedliwości.

„Instytut Przyszłości”. Jest finansowany przez Fundację Forda – agence Skull and Bones, przez CFR i „Komitet 300″. Zajmuje się futurologią wybiegającą w niektórych tematach 50 lat naprzód. Zadanie: profilować zmiany socjologiczno-ekonomiczne; tępić wszelkie odbiegające od tych planów odstępstwa o i wdrażanej „normalności” spraw i trendów dotąd uznawanych za nienormalne destrukcyjne, zdegenerowane. „Instytut Przyszłości” wdraża takie akcje, jak na­dawanie znamion „normalności” aborcji, narkotykom, antykoncepcji w szkołach, rozwodom, rejestracji broni, legalizacji homoseksualizmu, radykalnej redukcji populacji ludzkiej programowanej przez Klub Rzymski.

„Instytut Hudsona”. Wspomagał agencję NASA w programowaniu badan Kosmosu, wpływał na modę młodzieżową /jakże niewiele mającą wspólnego z ba­daniami Kosmosu/, a jego strategicznym celem było i jest budowanie struktur Rzą­du Światowego. Właściwą nazwą tego instytutu powinno być „Naukowa pralnia mózgów”. „Instytut Hudson” doradza wielu firmom, instytutom i fundacjom „Komitetu 300″ oraz takim globalnym gigantom jak: RAND, Xerox, General Electric, General Motors, IBM. Warto dodać, że większość z nich w okresach szczególne prosperity osiągała obroty większe niż Produkt Krajowy Brutto średniej wielko­ści państwo. Klientem IBM jest np. amerykańskie Ministerstwo Obrony w zakresie „kontroli zbrojeń”, czyli zakazywania zbrojeń innym państwom świata, aby USA i Wielka Brytania stały się niezagrożonym żandarmem Globu.

RAND – Korporacja Badań Rozwoju. Ściśle powiązana programowo i per­sonalnie z „Instytutem Tavistock”, najbardziej prestiżową placówką praktyczne kontroli polityki USA w każdej dziedzinie i na każdym poziomie. Gdyby USA były krajem suwerennym, taka agentura zostałaby zdelegalizowana, zniszczona natychmiast przez FBI i CIA, zakazana przez Kongres. Nieprzerwanie „analizując politykę USA, czyli apodyktycznie wyznacza jej kierunki. Inspiruje coraz to nowe programy militarne nie mające nic wspólnego z obronnością USA. Współpracuje z CIA /tym samym z Mossadem/ w nadzorowaniu przepływu narkotyków nie tylko dla miliardowych dochodów, ale degradowania umysłów i postaw młodzie­ży. O prestiżowości tej agendy Rządu Globalnego świadczą zbiorowi klienci tegoż RAND: Bank Chase Manhattan, IBM, At&T[7], Narodowa Fundacja Nauki, Par­tia Republikańska, Partia Demokratyczna, Siły Lotnicze USA.

W tej doskonale zazębiającej się maszynerii Rządu Światowego odrębne miej­sce zajmuje słynna Rada Stosunków Zagranicznych/ Council on Foreign Relations – CFR, alternatywnie nazywana Radą Polityki Międzynarodowej. Analiza macek „Komitetu 300″ nie może obyć się bez omówienia CFR, bez której cała ta globalna maszyneria okupantów Globu nie mogłaby działać sprawnie, skutecznie, bowiem CFR to po prostu władza polityczna piszczelowców nad Stanami Zjednoczonymi.

CFR jest usamodzielnionym duplikatem brytyjskiego Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, powstałym w 1921 roku. Jak zwykle akuszerem naro­dzin był klan Rockefellerów. W 1926 roku program działania CFR został zatwier­dzony przez ówczesnych przywódców organizacji – Christiana Chertera i braci Allena i Johna Dullesów – wielkiego trio amerykańskiego syjonizmu. Program ten umieścili oni w Statucie CFR, jest więc ten program nienaruszalnym credo tej mafii. Program definiował trwałe cele zagraniczne USA, popierane przez ich organ „Foreign A ffaire”. Jakże to wymowne, że CFR uwiła sobie gniazdko w po­bliżu gmachy ambasady sowieckiej i budynku ONZ w Harold Pratt House przy Park Avenue. CFR nie ma kłopotów finansowych. Wspierali ten gang klanu Ro­ckefellerów i Fordów: Fundacja Carnegie, banki Nelsona Aldricha, Chase Morgan, National City, Bank Jacob Schiff, Kuhn and Loeb i Bernard Baruch /finansjerzy rewolucji żydobolszewickiej w Rosji z 1917 roku/.

Skończenie jasną definicję Rady Polityki Zagranicznej wystawił Dan Smooth, pełnomocnik Edgara Hoovera, wtedy szefa FBI: niewidzialny rząd[8]

Ten rząd, a właściwie nadrząd jeszcze wyraziściej nazwał Walther Rathenau, w 1921 roku minister odszkodowań, w 1922 r. minister spraw zagranicznych w rządzie Wirtha w Niemczech, potentat przemysłowy oceniany wtedy na 150 mi­lionów marek w złocie. Pojawił się już w rozdziale o „I. G. Farben”:

Trzynastu ludzi znających się nawzajem, kieruje przezna­czeniem kontynentu…

Mówił o trzynastu przedstawicielach Iluminatów.

Indoktrynację CFR musieli przejść wszyscy prezydenci USA, a zwłaszcza wszyscy Sekretarze Stanu. Arthur Schlesinger – doradca Kennedyego i Johnsona tak oceniał kierunek polityki wewnętrznej CFR:

Wprowadzać socjalizm w sposób demokratyczny krok za krokiem przez cykle „New Deals”i przy pomocy skoncentrowa­nego przemysłu, jak to opisuje David Lilienthal w swojej książce „Wielki Biznes” z 1953r.

Po tym cytacie przestajemy się dziwić współpracy CIA z KGB, zapoczątkowa­nej w czasach Nikity Chruszczowa.

W rozdziale „Labirynt bez początku i końca” opisaliśmy niczym nieograni­czone panoszenie się sowieckiej agentury w życiu Stanów Zjednoczonych. Prze­staniemy się temu dziwić, jeśli dorzucimy tu kilka faktów z programu CFR, które- jednym z satelitów jest „Committee for Economic Development”, zorganizowani na wzór masonerii w koncentryczne, coraz mniejsze i ważniejsze kręgi. Niema, wszyscy z tego CED byli członkami CFR. Inna odnoga, to „American League to Limit Armaments”, programowo zwalczająca militaryzm i jego ducha, co przekła­dało się na jawną współpracę z Wietnamem w czasie, kiedy ginęły tam dziesiąt­ki tysięcy amerykańskich żołnierzy! Duszą tego „American League…” był Roger  Baldwin, członek klubów „pacyfistycznych i jawnie komunistycznych”. Sterował tą prokomunistyczną polityką przez 37 lat, aż go zastąpił P. Malin z CFR. Założycie­lami „American League…” byli sami Żydzi: Feliks Franfurter, jego kumpel Haroic Laski – syjonista, profesor Harvardu; dziennikarz Walter Lippman i pisarka Pear Buck. Organizacja osiągnęła liczbę 130 000 członków. Wreszcie komisja Izby Re­prezentantów zgłosiła sprzeciw wobec bezkarności tej komunistycznej agentury.

W dziedzinie szczególnie niepokojącej nas przyszłości naszych dzieci, wnu­ków i prawnuków, RAND jest mafią projektującą czas, kierunki i okoliczności przyszłej wojny nuklearnej. Opracowuje jej kolejne, stale modyfikowane futuro­logiczne scenariusze. RAND był w poprzednich dziesięcioleciach tak skomunizowany przez sowiecki żydobolszewizm, że ośmielił się wdrożyć prace w celu ustalenia warunków kapitulacji Stanów Zjednoczonych na rzecz ZSRR, sprawa jednak wyszła na jaw i szybko zamieciono ją pod dywan.

Pranie mózgów – kształtowanie destrukcyjnych priorytetów dla amerykańskich „tubylców” i przyzwolenia na to, co im się wciska jako „trendy”, to główne zajęcie „Instytutu Tavistock”. Czyni to na wszystkich poziomach i strukturach administra­cyjnych, naukowych, uniwersyteckich, szkolnych. Ta gigantyczna pralnia miksuje umysły ludzi wojska, służb specjalnych, ludzi biznesu, przedstawicieli religii, edu­kacji. Takimi masowymi wyżymaczami kory mózgowej tubylców są: Instytut Badan Politycznych /jego duplikat działa w Polsce po-Ludowej/, Instytut Hudson, Instytut Technologii Massachusetts, Narodowe Laboratoria Szkoleniowe, tenże RAND, In­stytut Badawczy Stanford, tzw. Szkoła Warthona na uniwersytecie w Pensylwanii

Coleman oceniał, że łączna liczba osób zatrudnionych w USA w ramach sa­mego Tawistock i jego agend spod znaku „Komitetu 300″, to armia 50 000 osób, a ich fundusze dochodzą do 10 miliardów dolarów rocznie.

Zauważmy, że ta armia bezużytecznych fantomów nie produkuje ani jed­nej pary butów, ani jednej pralki, ani jednego długopisu: armia darmozjadów na utrzymaniu amerykańskich „aborygenów”.

Odrębnym segmentem „Komitetu 300″ jest tzw. „Eagle Star” – „Orle Gwiaz­dy”/, po drugiej wojnie światowej przechrzczona na „Grupę Star”. To gigantyczny syndrom dziesiątków firm nadzorujących kluczowe dziedziny jak ubezpieczenia, bankowość /Lichwa/, nieruchomości, świat rozrywki, film, technologia włącznie z cybernetyką i komunikacją elektroniczną. Ostatnio dwie te sprzężone ze sobą jemioły na ciele świata – mafia bankowa /Lichwa/ i jej dojna krowa – Handel nieruchomościami, zafundowały Ameryce gigantyczny krach, w który Kongres pośpiesznie wtopił 700 miliardów dolarów, co nie zatrzymało tej lawiny, która już wylewa się na Europę.

Osobna wzmianka należy się tej tzw. „komunikacji elektronicznej”, a w niej pracom nad „zakolczykowaniem” ludzkości bioczipami, czyli zdalnie sterowanymi obrożami dla każdego obywatela Globu.

Jednak największa grozą wieje z gangów Światowej Lichwy, bo stanowi ona rdzeń decyzyjny Rządu Światowego. Banki to zbiorowi gangsterzy rabujący trylio­ny dolarów i innych walut obywatelom „tego świata”. Największe z nich, to Bank Anglii, Bank Rezerw Federalnych[9], Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Hong-Kong, Bank Szanghaj. Każdy z nich kontroluje tysiące po­mniejszych banków, w tym zwłaszcza polskie, już całkowicie przez nich zawłasz­czone. Banki pomniejszego sortu, ale także wielkie, to m.in. włoski Banco Com­merciale /filie w Polsce/, Banco Ambrosiano, Bank Holenderski, Bank Barclay, Bank Kolumbia /narkotyki/, Bank Ibero – Amerykański, Bank Mercantil de Mexi­co, Bank Panamy, Bank Bangkoku – Metropolitan Bank, Bank Leumi, Bank Hapo- alim, Bank Standard, Bank Genewy, Bank Islandii, Bank Szkocji, Bank Montrealu, Królewski Bank Kanady.

Wszystkie trudnią się bezkarnym praniem brudnych pieniędzy, nie tylko narkotykowych.

Republika Południowej Afryki została opanowana przez Cecila Rhodesa, członka „Komitetu 300″. Dziś nieprzebrane bogactwa diamentowo – złotonośne tego „rogu Afryki” okupują Oppenheimerowie. Coleman utrzymuje, że to klan obecnie ważniejszy nawet od Rockefellerów. Oppenheimer to także członek „Ko­mitetu 300″. Czas jakiś musiał konkurować z firmą „Połączone Pola Złota Afryki Południowej”, lecz Oppenheimer wkrótce przejął nad nią kontrolę większościo­wym pakietem akcji. Od tego czasu w jego ręce przeszły przebogate złoża złota, diamentów, platyny, tytanu, miedzi, żelaza, uranu i 52 innych metali i minerałów. Rządzi nimi Oppenheimer, członek „Komitetu 300″, a w nim nieznana profanom „Dziesiątka” „Komitetu 300″.

Na potęgę „Komitetu 300″ pracują firmy ubezpieczeniowe, m.in. we Wło­szech, jak Assicuraziono Generali w Wenecji czy Riunione Adriatica di Siura. Obie są nadzorowane przez członków „Komitetu 300″ zasiadających w ich radach nadzorczych. Do nich należy klan Giustinianich, sir Jocelyn Hambro, Umberto Ortaliani i inni przedstawiciele „Czarnej Szlachty” /Black Nobility/.

W Wielkiej Brytanii dwie największe firmy ubezpieczeniowe znajdują się pod pełną kontrolą rodziny królewskiej. Są to Eagle Star i Prudential. Eagle Star jesi jednocześnie przykrywką dla wywiadu brytyjskiego. Coleman śmiało wymienia niektórych ważniaków z MI-6, choć jest to zabronione prawem brytyjskim. Wy­mienił w swojej książce nazwiska: Hartley Shawercross, Brian Edward Mountain. Kenneth Keith, William Stephenson, William Wiseman. Każdy z nich działa w wielkich firmach i korporacjach podległych „Komitetowi 300″, takich jak: Xe­rox, ITT, IBM, RCA, CBS, BBC, Textron Bendig /zob. rozdział o IG Farben Petroleum, Kuhn Loeb, General Electric.

Znajdują się na tej liście czołowe agencje prasowe i telewizyjne. To dzięki ta­kim jak one, John Rockefeller mógł powiedzieć na posiedzeniu Bilderberg Group, że główne media światowe nie przeszkadzają im w spiskowaniu przeciwko wol­nym narodom świata.

Słynny Wall Street sterowany przez „Komitet 300″, jest kontrolowany przez Bank Anglii, wykonawcę dyrektyw „Dziesiątki” z „Komitetu 300″. Bank Anglii przekazuje polecenia giełdowe /kursy/ na Wall Street poprzez grupę bankową Mor­gana, następnie są one wprowadzane na giełdę przez domy maklerskie. W istocie to nie Wall Street jest centrum giełdowym świata, tylko londyńska City, o które piszę w innym miejscu tej książki.

Powróćmy jeszcze do medialnych „rozpylaczy” wiadomości, takich jak NBC ABC, CBS: wszystkie są zdominowane przez wywiad brytyjski, ten jest „zbrojnym ramieniem” wywiadowczym dla „Komitetu 300″, a dopiero w następnej kolejność: oficjalną agendą wywiadowczą Wielkiej Brytanii. Trzy wymienione sieci radio – telewizyjne są nieformalnymi filiami Radio Corporation of America – RCA.

Korona brytyjska całkowicie rządzi Kanadą – niedawną formalną kolonia brytyjską. Głównymi plenipotentami rodziny królewskiej czyli „Komitetu 300″ są tam mafiozi z żydowskiego klanu Bronfmanów. Formalną własnością Bronfmanów jest holding Trizec, a tak naprawdę, jest to własność Królowej. Mafia Bronf­manów całkowicie zawiaduje handlem opium z Południowo – Wschodniej Azji.

W Kanadzie istnieje duplikat Brytyjskiego Instytutu Spraw Międzynarodo­wych – CIIA. Kieruje on całością polityki finansowej, międzynarodowej, gospo­darczej Kanady. Kolejne rządy i kolejni premierzy to tylko zawiadowcy tej kryp­to – kolonii brytyjskiej. Kanadyjski RIIA powstał w 1925 roku i od tego czasu jego członkowie są nieprzerwanie Sekretarzami Stanu w Kanadzie. CIIA jest powiązane z „instytutem” RAND od czasu, gdy po drugiej wojnie światowej członek „Komite­tu 300″ – Kenneth Strong stał się jego nadzorcą jako zwierzchnik MI-6. Strong to globalny mafiozów jaskiniowców, równy wpływom Kissingerowi, tylko „utajniaczony”. W latach 80. tkwił w zarządach najpotężniejszych pralni narkodolarów jak Bank Szanghaj, Bank Nowej Szkocji.

Szkoleniowym przykładem finansowego podboju wielkiego bogatego pań­stwa jest los Kanady, która powstała w 1876 roku w ramach unii czterech prowin­cji: Ontario, Quebec, Nowy Brunszwik i Nowa Szkocja. Dług tego państwa wynosił -.•/tedy 93 miliony dolarów. Taki dług utrzymywał się, nieznacznie wzrastając, do czasów pierwszej wojny światowej. Wzrósł z 483 milionów dolarów okresu wojny, do trzech miliardów dolarów w 1920 roku, a więc po dwóch latach od czasu za­kończenia wojny. Drugi skok nastąpił w okresie drugiej wojny światowej, co jest „.vystarczającym dowodem na to, że najlepszym sposobem zadłużania państw jest wojna, a zarazem gigantycznych zysków przemysłu wojennego i gangów bankowych. W 1924 roku dług Kanady wynosił cztery miliardy dolarów, ale już w 1947 roku wzrósł do 13 miliardów. Potem Kanada powoli niwelowała ten dłużniczy ko­min. I oto dług dostał kosmicznego przyspieszenia: od 1975 roku – kiedy dług wynosił 24 miliardy – jedenaście lat później /1986/ zamknął się kwotą 224 mi­liardów. W okresie tym Kanada nie prowadziła wojen. Skąd więc wzięto niemal dziesięciokrotne zwiększenie zadłużenia? Co więcej – w 1995 roku dług wyniósł xl 500 miliardów dolarów.

Po pierwsze – gangi bankowe systematycznie zwiększały procenty od poży­czek. Początkowo wynosił on 6 procent, podczas gdy w 1981 roku doszedł do 20 procent – wskaźnik tempa wzrostu zachłanności i poczucia bezkarności przestęp­czych gangów.

W raporcie z listopada 1993 roku Kanadyjski Audytor Generalny ustalił, że z sumy 423 miliardów długu narosłego od czasów Konfederacji do 1992 roku, tyl­ko 37 miliardów zostało przeznaczonych na wydatki socjalne. Pozostałe 386 mi­liardów poszło na pokrycie kosztów pożyczki tych 37 miliardów; koszty procentów oraz procentów od procentów, czyli tzw. „procent dodany”. Inaczej mówiąc -91 procent długu to koszty odsetek, czyli haracz dla gangów bankowych. Na faktyczne dobra Kanada wydała z tego zaledwie 8,75 procenta długu.[10]

Nie lepiej a nawet gorzej obeszło się imadło Lichwy z finansami Stanów Zjed­noczonych. To analogia z Kanadą, tylko liczby są dziesięciokrotnie większe[11]. I ta sama prawidłowość w skokach zadłużenia – zawsze w czasie wojen i tuż po nich. W czasie wojny secesyjnej 71861-65/ i drugiej wojny światowej dług wynoszący

w 1916 roku 1,2 miliarda dolarów, powiększył się do 19 miliardów w 1919 ro czyli w ciągu zaledwie trzech lat.

Od 1939 do 1945 roku wzrósł z 40 miliardów do 258 mld. Od 1975 do 1986 z 533 mld do 2125 mld, czyli ponad 2,1 biliona USD. W październiku 2008 dług federalny osiągnął kwotę ośmiu bilionów USD, co daje 26 672 dolary na „głowę obywatela. W roku obrachunkowym 2004 koszty odsetek od długu federalnego wyniosły 321 miliardów dolarów: powtórz my – koszty odsetek! W 2006 roku całko­wity dług – stanowy, korporacyjny wyniósł 41 bilionów, a teraz /2008/ jest już w ogo­lę nieobliczalny z powodu kosztów wojny w Afganistanie, Iraku a zwłaszcza z powodu krachu dolara, czyli świadomie zaaranżo­wanego kryzysu finansowego[12]

Jeżeli państwa są straszliwie zadłużone i pętla wciąż się zaciska, to tuczą się wielkie korporacje bankowej Lichwy. Jeżeli państwo czy obywatel jest zadłużony, to jest zadłużony u kogoś – a tym kimś są banki, które udzieliły im pożyczek. Jeżeli koszty samych odsetek od długu federalnego wyniosły 31 miliardów USD, to taką właśnie sumą zastały utuczone konta gangów lichwiarskich, na czele z osławionym Funduszem Rezerw Federalnych. Nikt też o zdrowych zmysłacn czyli o zdrowym instynkcie samozachowawczym nie zaproponuje w Kongresie czy Sądzie Najwyższym postawić przed sądem, a juz najlepiej to od razu przed plutonem egzekucyjnym szefów FED, dyrektorów największych gangów finansowych zwanych bankami: osławionego szefa FED A. Greenspanu jego obecnego następcę Bena /Beniamin.- Bernanke. Jesienią 2008, w okresie lawiny upadłościowej rekinów bankowych, wywiadów udzielał na lewo i prawo Peter Kenen, wieloletni doradca amerykańskiej Rezerwy Federalnej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, były doradca prezydenta Johna Kennedyego, zatem doradza już od prawie pół wieku. Z jakim skutkiem – widzimy to w skali kryzysu finansów amerykańskich.

W kontekście „Komitetu 300″ nie wolno nam nie wspomnieć o ISS – Institute for Strategie Studies1. To rozpylacz tzw. czarnej propagandy wychodzącej z agend „Instytutu Tavistock”. Jego ojcem chrzestnym jest „Komitet 300″. ISS zajmuje się „formowaniem”, czyli produkcją opinii publicznej. Ma do dyspozycji tysiące moralnie sprostytuowanych dziennikarzy, wydawców, prezenterów, komentatorów, „ekspertów”, etc.

W 1983 roku Światowa Lichwa zaplanowała w Williamsburgu / Wirginia/, strategię przygotowania USA na całkowitą dezintegrację systemu bankowego tego kraju2. Cel – przyspieszenie kontroli Międzynarodowego Funduszu Walutowego nad systemem monetarnym USA w ramach globalnej unifikacji funduszów świata. Pomysł wyszedł z „Komitetu 300″, podjęty na posiedzeniu tego gangu w parku Dichtley w Londynie. Z racji miejsca tej narady cały pomysł opatrzono kryptonimem „Grupa Dichtley”. Przedstawiciele spiskowców spotkali się w Waszyngtonie w dniach 10-11 stycznia 1982 roku i radzili, jak dokonać kolejnego – po Rezerwie Federalnej z 1913 roku – zamachu na finanse USA. Tym samym ewidentnie naruszyli tzw. Ustawy Hermana i Claytona mówiące o spiskowaniu przeciwko USA, ale prokuratura generalna znając tę schadzkę i jej cel, pozostała bierna. Nikt w „amerykańskim” Departamencie /nie-/Sprawiedliwości nie miał odwagi wystąpić przeciwko „Komitetowi 300″, przeciwko Olimpians. Plan zamachu na finanse USA, wyjęcia go spod kontroli FED, a raczej podzielenia się tym łupem z gangiem FED, opracował członek „Komitetu 300″ Żyd Harold Lever, wpływowy syjonista powiązany z brytyjską rodziną królewską. Był on wtedy dyrektorem gigantycznego konsorcjum firm spiętych wspólną nazwą Unilever, podległego – jakże by inaczej – „Komitetowi 300″. Plan wykraczał jego zasięgiem poza zamach na finanse USA, zmierzał bowiem do opanowania wszystkich banków narodowych świata przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Plan został zrealizowany „bezszelestnie”, w ciągu 20 lat. Dziś nawet mafijny FED nie jest suwerennym właścicielem finansów USA. To już mafia światowa, dlatego mówiąc obecnie o Rządzie Światowym powinniśmy wymieniać tylko dwa adekwatne słowa: Światowa Lichwa.

Dobrze się stało, że kryzys spowodowany przez pazerną bezlitosną Wielką Lichwę przypadł na końcową fazę powstawania tej książki. Otrzymaliśmy znakomity materiał dowodowy na to wszystko, co w tej książce pisałem na dystansie do pierwszych Rothschildów oraz ich „Czerwonych Szyldów”, po „Czerwony Las” Bohemian, po drodze mijając czerwony żydobolszewizm, aż po aktualnie że najważniejsi gracze z Bilderberg Group, Rezerwy Federalnej i piszczelowcy, są członkami „Komitetu 300″ i odwrotnie. Z najgłośniejszych postaci świata polityki i biznesu członkami Komitetu byli lub są: Dean Acheson, G. Astor John ” G. Agnelli, Arthur Balfour3, Bundy4, Zbigniew Brzeziński, George Bush – senior. „Lord” Carrington, Chamberlain, Churchill, Coudenhove-Calergi, Alain Giinz- berg, Du Pont z rodziny lluminatów, George Lloyd, Gladstone, Haig, Harrimann. Królowa Elżbieta II, Królowa Juliana, księżna Beatrix, Hohenzoller, House /Mandel/, A. Huxley /pisarz futurysta/, Kissinger, Walter Lippman, Harold McMilar.. Lord Milner, Françoise Mitterand, Jean Monnet, John Morgan, Norman Montague, Olaf Palme /zamordowany/, Palmerston, książę Filip, książę Radziwiłł, książę Rainier, Józef Retinger, Cecil Rhodes, David Rockefeller, Edmond Rothschild Lord Russell, Bertrand Russell, George Schultz, Keneth Strong, Vanderbilt, Cyru; Vance, Otto Habsburg, Max von Thum and Taxis, Peter Wallenberg, S.C. Warbure Caspar Weinberger, Chaim Weizman5 H.G. Wells /pisarz New Age/6 William Wiseman, Young.

Wymienione nazwiska znajdują się na liście 300 członków „Komitetu 300″ zamieszczonej przez J. Colemana w jego „Conspirators Hierarchy: The Story of the Committee 300″. Wielu z nich /jeśli żyją/ jest członkami Bilderberg Group, podobnie jak piszczelowcami, ale gang zwany „Komitetem 300″ jest z całą pewnoście ogniwem bardziej decyzyjnym niż „Bild-teriery”. To z „Komitetu 300″, z jego nieznanej z nazwisk wąskiej dziesięcioosobowej „Rady Mędrców” wychodzą decyzje w randze bezwzględnych poleceń. Wnoszą je na posiedzenia mafii Bilderberg Group jej członkowie będący członkami „Komitetu 300″. W ten prosty organizacyjnie sposób obydwie globalne ośmiornice są nierozdzielne, różnią się od siebie tylko nazwami mylącymi profanów, nawet dociekliwych analityków i tropicieli.

Członkiem Bilderberg Group, „Komitetu 300″ i „Skuli and Bones” jest George Bush – senior, zatem na przykładzie tej jednej postaci mamy potwierdzenia mafijnej tożsamości tych trzech segmentów Rządu Światowego. Ogromna większość z nich ma pochodzenie żydowskie i ten fakt jest kolejną prawidłowością rozpoznawczą i dowodem, że całością dowodzą syjonistyczni rasiści, a wiemy, że ter. zwrot: „światem rządzą Żydzi” jest zaciekle, metodycznie, konsekwentnie zwalczany, wyszydzany przez ich sługusów z mediów, publikacji książkowych, z wysokich funkcji politycznych i administracyjnych przyznanych im przez władców Globu.

Trzy pokolenia gangsterów z „Komitetu 300″, „Bilderberg Group” oraz „Skull and Bones” są sprawcami wszystkich nieszczęść ludzkości XX wieku: wojen światowych, wojen lokalnych, wojen plemiennych, puczów, rewolucji komunistycznych i wszelkich niedawnych „transformacji” ustrojowo-terytorialnych. Oni niszczą chrześcijaństwo, oni dokonują zagłady Kościoła Katolickiego, oni poprzez swoich sługusów „wywieźli Boga na taczkach z chrześcijańskich świątyń”.7 Oni kazali promować homoseksualizm, oni są sprawcami wyniszczania ludności Afryki za pomocą wirusa HIV wszczepionego czarnym po drugiej wojnie pod pretekstem szczepień przeciwko ospie.8 Oni kazali armii swoich wysoko postawionych agentów wpływu forsować rozszalały feminizm – „emancypację kobiet”, ich wolność do rządzenia swoim brzuchem, czyli prawo do aborcji. Oni kazali antagonizować męża z żoną, dzieci z rodzicami, nauczycieli z dziećmi i odwrotnie. Oni zniszczyli etos nauczania dziejów historii narodów, ograniczając je do bełkotliwych mantr o równości, wolności, demokracji, „prawach człowieka”. Oni są twórcami Unii Europejskiej. Oni założyli Żydo-bolszewię Sowiecką i oni ją rozwiązali, gdy przestała być im potrzebna. Oni wywołali obydwie wojny światowe, a po wojnie wywołali lub prowokowali około 50 wojen lokalnych. Oni kazali zburzyć wieże WTC dla pretekstu do najazdów na kraje roponośne. Oni okrążają resztki Rosji po-bolszewickiej szerokim półkolem od Estonii, Łotwy, Litwy, Polski, Ukrainy, Turcji i teraz Gruzji, aby zdominować ten wielki kraj posiadający zasoby ropy, gazu, minerałów.

Profesor Carroll Quigley był wykładowcą Billa Clintona na Uniwersytecie Georgetown. „Wiluś” Clinton publicznie, już jako prezydent złożył hołd swojemu preceptorowi. Jaka szkoda, że Wiluś nie czytał jego późniejszych książek! Profesor Quigley jest m.in. autorem słynnej książki, dzieła jego życia pt. „Tragedy and Hopy” /Tragedia i nadzieja/ opublikowanej w 1966 roku. Książka ta jest rozbiorem anatomicznym mafii rządzącej Globem:

Istnieje, istniała przez pokolenia międzynarodowa siatka, która działa do pewnego stopnia, jak sądzą prawicowi radykałowie, tak jak działają komuniści. Faktycznie siatka ta, którą możemy utożsamiać z Grupami Okrągłego Stołu9, nie jest przeciwna współpracy z komunistami lub jakimikolwiek innymi grupami i często to czyni. Wiem o działaniach tej siatki, ponieważ studiowałem je przez dwadzieścia lat, a przez dwa lata, na początku lat 60. zezwolono mi na badanie jej dokumentów i tajnych akt. Nie mam do niej ani do większości jej celów niechęci /?!- H.P./ byłem przez długi okres mojego życia blisko niej i wielu jej Instrumentów. Sprzeciwiałem się, w przeszłości jak i obecnie, kilku jej liniom postępowania, ale zasadnicza moja różnica w opinii na jej temat dotyczy tego, że chce ona pozostawać nieznana/…/.

Nie jest jednak największym grzechem tych bestii spiskowe utajnianie, tylko, spiskowanie przeciwko ludzkości, budowanie globalnego zniewolenia.

Tradycja tej zabójczej dla wolności narodów unifikacji świata jest bardzo głęboka. Pisał o „konieczności” takiej unifikacji już najwybitniejszy mason XVII wieku Saint Martin w książce „O błędach i prawdzie…”. Jak już wiemy, nieformalny rząd globalny ukonstytuował się jako pasożyt na finansach Stanów Zjednoczonych, w postaci amerykańskiego Banku Rezerw Federalnych, ale poprzedził to ich zwycięstwo szereg podstępnych działań z drugiej połowy XIX wieku i pierwszej dekady XX. Jednym z pierwszych formalnych ich sukcesów było postulowanie w 1899 roku na zjeździe masońskim w Hadze, powołania sądu międzynarodowego. Co być może dziwne dla wielu, pomysłodawcą stał się car Mikołaj II, zainspirowanv przez masonerię10. Sąd międzynarodowy miał głównie zapobiegać wojnom, ale stało się wprost przeciwnie – 15 lat później wybucha pierwsza wojna światowa inspirowana przez masonerię- posługaczkę Wielkiej Lichwy, co dało początek zagłady Rosji carskiej i dynastii Romanowów.

O potrzebie stworzenia jednego państwa europejskiego pisał już w XVIII wieku J. J. Rousseau. W 1815 roku mason – tzw. socjalista utopijny Saint Simon krzątał się podczas obrad Kongresu Wiedeńskiego wręczając każdemu uczestników: projekt federacji europejskiej ze wspólnym parlamentem. Od 1833 roku o federację europejską zabiegał słynny żydomason Giuseppe Mazzini, spadkobierca Weishaupta, założyciela loży Iluminatów. W 1847 roku kongres masoński w Strassburgu rozważał potrzebę powołania „Zjednoczonych Państw Europejskich”, a we francuskim parlamencie projekt powołania takiego europejskiego państwa postawił formalnie mason – pisarz Wiktor Hugo.

W 1867 roku masoneria powołała „Międzynarodową Wspólnotę Pokoju i Wolności”. Na jej pierwszym zjeździe wybitny mason G. Garibaldi i pozostali uczestnicy opracowali projekt „Zjednoczonych Państw Europejskich”. Kiedy masoni zlikwidowali państwo papieskie, w 1870 roku w wolnomularskim piśmie „La Siecle”, upadek państwa papieskiego uzasadniali jako zniesienie głównej przeszkody w powołaniu „Zjednoczonego Państwa Europejskiego”, oczywiście republikańskiego. Idea nabiera kształtów i prawa do istnienia, gdy w 1884 roku almanach masoński w Lipsku bardzo pozytywniej pisze o pomyśle powołania „Zjednoczonego Państwa Europejskiego”.

W 1904 roku masońskie pismo „L ‘Acacia” /„Akacja” – akacja jest kultowym drzewem masonerii/ publikuje artykuł o polityce równowagi sił, którą można osiągnąć tylko w ramach Zjednoczonych Państw Europejskich. W 1917 roku taki postulat wysuwa konwent masonów francuskich w Paryżu, a dziesięć lat później /1927/ europejski konwent lóż masońskich ogłasza, że należy forsować ideę Zjednoczonych Państw Europejskich jako – uwaga – pierwszy krok do powstania Zjednoczonych Państw Świata! Tę ideę forsuje słynny mason – Coudenhove-Calergi – twórca tzw. „Pan-Europy”. Popierają go tacy giganci masonerii, jak Herriot, Briand, w USA Warburg, który powołał tam komitet pomocy dla tej idei. Przypomnijmy, że mieszaniec żydo-japońsko-niemiecki Coudenhove-Calergi postulował, aby na czele Pan-Europy stanęli Żydzi jako rasa wyższa, „szlachecka”. W 1929 roku Konwent Wielkiego Wschodu Francji przyznał się do autorstwa pomysłu miksowania narodów świata z Żydami jako ich przywódcami. Popierał to miksowanie narodów amerykański prezydent mason – Truman. W 1946 roku podjął ten pomysł mason W. Churchill. Dwa lata później masoneria postawiła Churchilla na czele ruchu zjednoczeniowego Europy – tak oto dochodzimy do Józefa Retingera i do Grupy Bilderberg, a nieco przedtem do „świętego” Roberta Schumanna , którego zachęcił do realizacji tej idei amerykański minister spraw zagranicznych, mason Dean Acheson.

Gdy dodamy, że tenże Dean Acheson był członkiem „Komitetu 300″, to jesteśmy już „w domu”.

Aby nie powtarzać się w kontekście roli Roberta Schumanna, „ojca założyciela” Europy zjednoczonej przypomnijmy, że projekt takiej Europy opracował wybitny żydomason Jean Monnet: to on zaproponował stworzenie ponadnarodowej Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – nie Schumann tylko właśnie Jean Monnet. To Monnet, już działając ręka w rękę z prosowieckim Retingerem i spółką, powołał „Czynny Komitet do spraw Zjednoczonych Stanów Europejskich”, ale tego już nie ogłoszono publicznie. Jego inicjatywę poparli naiwnie /a może nie naiwnie! niektórzy politycy katoliccy na czele z Schumannem, i dlatego obecnie pacyfikuje się eurosceptyków rzekomym katolickim rodowodem Unii Europejskiej.

Razem z „konsolidacją” Europy, konsolidowała się masoneria europejska. Powołano Europejską Konferencję Masońską, włącznie z lożami tureckimi, bo przecież Turcja to przyczółek NATO przeciwko Rosji. Powołano to masońskie „europejskie” ciało w trakcie przygotowań do międzynarodowego sympozjum pod hasłem: „Społeczne prawo obywatela Europy”, które obradowało w dniach 12-13 czerwca 1992 roku w Strasburgu pod patronatem Catheriny Lalumier11 – sekretarza generalnego Rady Europy. Owocem obrad było powstanie tzw. „Europejskiej Umowy Masońskiej”!

Członkiem „Komitetu 300″ jest polski Żyd Zbigniew Brzeziński, doradca kilku amerykańskich prezydentów i Rockefellera, z którym Brzeziński współtworzył „Komisję Trójstronną” – Trilateral Commission. Wspomniana jego książka „Era Technotroniczna” to nic innego, jak projekcja programu „Komitetu 300″ na rzecz dominacji światowej. Zbigniew Brzeziński to czołowy żydomason świata, niewątpliwy członek niewidzialnej „Rady Mędrców”. To członek „Czarnej Szlachty” – tzw. „Black Nobility” z filiami w Wenecji i Genewie, elitarnej żydomasoneri: powołanej do niszczenia Kościoła katolickiego m.in. w Polsce w okresie rządów sowieckich.

Ich potęga wynika z personalnej kontroli głównych banków świata, zwłaszcza Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W tych bankach znajdują się fundusze ponad 180 krajów świata skupionych w ONZ.

Podlega im wiele ośrodków badawczych; społecznych, medycznych, technologicznych, etc. Sterują rzeszą około 1500 tzw. inżynierów społecznych urabiających poglądy miliardów obywateli Ziemi. W ich władaniu są wszystkie największe korporacje medialne w USA i na świecie. Posiadają wszystkie ważniejsze raporty byłego KGB i obecnych służb specjalnych Rosji, Stanów Zjednoczonych /CIA FBI/ Interpolu, Mossadu.

Dysponują podsłuchami z supernowoczesnych stacji przechwytujących billingi rozmów. Oni kontrolują personalnie i elektronicznie wszystkie systemy bankowe krajów świata. Mianują i kontrolują wszystkich czołowych urzędników rządowych, prezydentów, premierów. Decydują o ich preferencjach wewnętrznych i zewnętrznych. Czynią to poprzez CIA, FBI, Mossad, tzw. „Instytutu Tavistock” – filię Klubu Rzymskiego. „Promieniują” na świat poprzez lluminatów, Rothschildów Rockefellerów, „Bild-terierów”, piszczelowców.

W „Komitecie 300″ znajdują się przedstawiciele rodzin oligarchicznych na czele z rodzinami lluminatów, Przeważnie są oni „chrześcijanami”, w gruncie rzeczy gardzą chrześcijaństwem i go zwalczają. Ich strategicznym celem jest ograniczenie populacji wszystkich narodów, likwidacja przemysłu do rozmiarów niezbędnych.

Światowy handel narkotykami znajduje się pod kontrolą Żydów, zwłaszcza izraelskich. Dotyczy to jednego z najbardziej niebezpiecznych narkotyków – tzw. ecstazy. W USA jego spożycie przez młodzież wzrosło o 70 proc. w ostatnich dwóch latach! Skąd pochodzą te narkotyki? Dlaczego taka ich ekspansja? Sporo z tych pytań wyjaśnia izraelskie pismo „Moment” założone niegdyś przez Elie Wiesela kontynującego przedwojenne warszawskie pismo „Der Moment”.

W wydaniu z sierpnia 2002 roku12 „Moment” pisał:

Izraelczycy jako kurierów wykorzystują głównie Izraelczyków. Jeden z ostatnio aresztowanych przywódców narkotykowej siatki wykorzystywał do przemycania Ecstazy młodych ortodoksyjnych Żydów z Nowego Jorku, którzy biorą przeciętnie 30-45 tysięcy pastylek Ecstazy przy każdej podróży do Nowego Jorku, przewożąc w odwrotną stronę nawet i 300 tysięcy dolarów w gotowce/…/ Przemytnicy rekrutują się z ortodoksyjnych społeczności w Williamsburgu, Brooklynu, Monsey /stan Nowy Jork/.

Jaskiniowców żydowskich nie interesuje fakt, że deprawują młodzież także izraelską. Obecnie – jak pisał „Moment” piórem Samuela Katza: „Izrael posiada całkowity monopol światowy na handel ecstazą. Narkotyk ten wraz z marichuaną, haszyszem, heroiną i kokainą jest spożywany w wielkich ilościach w Izraelu, gdzie żyje już 300 00 narkomanów”. W poprzednich fragmentach tego rozdziału powołaliśmy się na ustalenia Colemana o tym, że handlem narkotykami rządzą elity z „Komitetu 300″, piszczelowców, „Bild-terierów”, a tymczasem izraelskie pismo „Moment” ogłasza, że narko-biznes znajduje się w rękach izraelskich. Nie ma w tym sprzeczności. Wystarczy wiedzieć, że Żydzi poprzez Światową Lichwę przenikają wszędzie niczym fale radaru.

Amerykański Departament Stanu już w 1998 roku oceniał Izrael jako:

Nie tylko kraj, w którym spożywa się narkotyki, ale – tak jak Kolumbia, Tajlandia i Pakistan – jako kraj o wielkiej sile w narkotykowym handlu. Powołując się na policję holenderską w Antwerpii, „Moment” stwierdzał, że Izraelczycy posiadają od lat zorganizowane sieci przesyłowe, przesyłają skradzione diamenty przez Brukselę i Amsterdam do różnych punktów na całym świecie. Przedstawiciele władz amerykańskich, holenderskich i belgijskich oraz amerykańscy funkcjonariusze biura narkotykowego DBA działający w Europie zgodnie stwierdzają, że izraelscy dystrybutorzy stworzyli rynek narkotyków i tworzyli zapotrzebowanie na narkotyki w Europie i na świecie./…/ Poprzez istniejącą siec przemytniczą Izraelczycy zalali łatwo rynek (europejski, izraelski i amerykański).

No cóż – życzymy powodzenia! Dzwońcie do piszczelowców i do „Bild-terierów”. Tam wiedzą znacznie więcej o tym procederze!

„Czarna Szlachta” kontroluje Organizację Narodów Zjednoczonych – ani jeden jej ważniejszy funkcjonariusz nie może pochodzić z niekontrolowanego przez nich wyboru.

Jak już wiemy, teren pod gmach ONZ podarował John Rockefeller. Robi ” Muller, czołowy globalista - były asystent Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych, okultysta, jeden z najbardziej wpływowych spiskowców na świecie, raz bez poczucia pychy wyjawił kultową rolę tej a nie innej lokalizacji gmachu ONZ

/…/ ONZ mieści się na kawałku ziemi, którą Indianie Manhattanu nazywali „Żółwią Zatoką”. Ich legenda mówiła, że potoki krwi wsiąkną w tę ziemię, ale miał nadejść taki czas, kiedy wiele plemion miało się tam spotkać, aby uczynić pokój. Tak się składa, że przez wiele lat stały tam rzeźnie Manhattanu i potoki krwi setek tysięcy zwierząt wsiąkły w tę ziemię. Kiedy John Rockefeller kupił tę ziemie, kazał zniszczyć te rzeźnie i ofiarował te grunty ONZ; ziemię, gdzie miało się spotykać wiele różnych plemion. Można by również dodać, że ONZ zrodziło się z krwi 30 milionów ludzi, którzy zginęli w drugiej wojnie światowej. W ONZ można dostrzec te wibracje Ziemi/…/ W istocie ONZ jest dla świata Domem Nadziei13.

Panie Muller. Nie! My dziękujemy za ten rodzaj Krwawej Nadziei!

Nie uszczęśliwiajcie miliardów istnień ludzkich tym rodzajem „nadziei”!

Obecna ekspansja jaskiniowców idzie równolegle z „wojną z terroryzmem” krucjatą na rzecz zjednoczenia całej Ameryki Północnej. Północny kontynent przekształcają w jedno gigantyczne imperium, składające się z obszarów obecnych Stanów Zjednoczonych, Meksyku i Kanady. Ma się to nazywać „Unią Północno -Amerykańską”, a w propagandowym slangu „Partnerstwem Bezpieczeństw i Dobrobytu”. Najważniejsze jest „Bezpieczeństwo”, bo każda unifikacja terytorial na odbywa się pod takim właśnie pretekstem.

Realizacja Unii Północno – Amerykańskiej będzie tylko oficjalnym potwierdzeniem okupacji Meksyku i Kanady przez Wielką Lichwę spod znaku Rzadu Światowego. Meksyk dusi się w nędzy i bezrobociu – już teraz w USA mieszka około 15 milionów uciekinierów z Meksyku. O zniewoleniu Kanady przez USA świadczą dwa fakty: Kanada nie produkuje ani jednego typu samochodu osobowego, wszystko co tam porusza się po szosach, ma rodowód amerykański, japoński, ale nie kanadyjski. Jeszcze bardziej przygnębiającym przykładem zniewolenia tego obszarowo wielkiego kraju są dzieje kanadyjskiego samolotu ponad- dźwiękowego Arrow, wtedy najlepszej na świecie tego typu konstrukcji. Zmontowano go w 1957 roku, a pierwszy lot na Kanadyjski Avro Arrow CF-105, 1957 rok.    tym samolocie odbył polski pi lot z drugiej wojny światowej Janusz Żurakowski. Natychmiast zaczął wokół tej konstrukcji węszyć wywiad sowiecki, ale dyktat amerykański przeważył. Amerykanie pilnie śledzili rozwój tego samolotu, pozwalali na to aż do momentu, gdy Arrow pilotowany przez J. Żurakowskiego wystartował do lotu próbnego 25 marca 1958 roku. Nakazano Kanadzie wycofanie się z produkcji Arrow, a kilka samolotów już gotowych porozbijano młotami w fabryce. Po 25 latach od tego gwałtu na rzekomo suwerennym północnym sąsiedzie odtajniono dokumenty, które przytacza Palmiro Campagna, pracownik Departamentu Obrony w Ottawie w książce „Storms of Controversy”. Okazuje się, że „Amerykanie” nakazali zniszczyć samoloty i całą fabrykę po to, aby wcisnąć Kanadzie do niczego jej niepotrzebne rakiety „Bomarc” i zdezelowane przestarzałe myśliwce „Woodoo”, które miały się do Arrow tak jak nasz .,maluch” do Mercedesa. Do złudzenia przypomina to wciśnięte Polsce pół wieku później rozpadające się rupiecie pod nazwą „F-16″, za które zapłaciliśmy kilka miliardów dolarów i które ciągle stoją w hangarach, stale się psując. W lutym 1959 roku pierwszy Arrow został pocięty na kawałki, a jego dokumentacja techniczna zniszczona tak dokładnie, że żaden ślad po niej nie został! Kanada następnie zakupiła 64 myśliwce „Woodoo” za 260 milionów dolarów, rakiety „Bomarc” za 200 mln dolarów Arrow budził powszechny zachwyt swoimi osiągami: NATO : Związek Sowiecki usiłowały przez 25 lat zbudować myśliwiec tej klasy i dopiero w 1983 roku sowiecki Mig-31 dorównał konstrukcji kanadyjskiej. O tym skandalu okazało się już wiele książek i filmów. W jednym z takich filmów wypowiadają się fachowcy kanadyjscy i zwykli obywatele – zgodnie dawali wyraz swojemu oburzeniu, przerażeniu dyktatem „amerykańskim”.

W ciągu następnych 50 lat ten dyktat przeszedł w formę zdalnej okupacji Kanady przez Stany Zjednoczone.

Unię Północno-Amerykańską majstrowali przez kilka lat bez rozgłosu i dopiero w XXI wieku odkryli karty. Ma to być imperialny mix na wzór wcześniejszego tworu Jaskiniowców – Unii Europejskiej. Odrębność unii Północno -Amerykańskiej tkwi w dwóch elementach: gigantycznych przestrzeniach i łączeniu tylko trzech państw o takich właśnie gigantycznych obszarach. Podstawowym elementem tego monstrum infrastruktury będą cztery autostrady, które połączą te trzy państwa. Najdłuższa pobiegnie od Zatoki Meksykańskiej zachodnim wybrzeżem Meksyku i Stanów Zjednoczonych do północno-zachodnich kresów Kanady Dwie pozostałe wbiją się w środek USA, następna połączy Wschodnie Wybrzeże z Zatoką Meksykańską.

Przeciwko tej w istocie kasacji Stanów Zjednoczonych, Meksyku i Kanady oficjalnie protestują patrioci amerykańscy z trzynastu stanów. Są to:

Arizona, Illinois, Missouri, Georgia, Montana, Oklahoma, Południowa Karolina Południowa Dakota, Tennessee, Wirginia i Washington – najbogatszy stan Ameryki Północnej. Z protestam. przeciwko temu Molochom wystąpili działacze patriotyczni z tych stanów, wnosząc oficjalne interpelando stanowych zgromadzeń ustawodawczych. Obecnie trwa pacyfikacja protestów tych środowisk, identyczna z „pracą wychowawcze jaką w Unii Europejskiej prowadzili sługusi jaskiniowców wobec tych państw i grup sprzeciwu, które jeszcze umysłowo „nie dorosły” do dobrodziejstw eurołagru.

W aspekcie gospodarczym szlak przeciera imperialistom północnoamerykańskim NAFTA – organizacja wolnego handlu. NAFTA została powołana do promowania celów Unii Północno-Amerykańskiej. Cała gospodarka Meksykyku – najsłabszego ogniwa tego trój członowego Molocha jest już całkowicie opanowana skolonizowana przez NAFTA. Rezultat jest jak zawsze taki sam – rosnące ubóstwo i bezrobocie, exodus milionów Meksykańczyków do Stanów Zjednoczonych przez wszelkie szczeliny na granicy meksykańsko – amerykańskiej, w tym również przez tunele drążone przez Meksykanów pod tą granicą. W USA jest już ok: 15 milionów nielegalnych „imigrantów” z Meksyku, już 13 listopada 1993 roki prezydent Bill Clinton oznajmił, że NAFTA, czyli wtedy jeszcze ukrywana pod korcem Unia Północno – Amerykańska rozszerzy się na wszystkie państwa Ameryki Łacińskiej.14

Z tych czterech autostrad, najbardziej porażający wyobraźnię jest projekt Super-Autostrady południe-północ. Połączy ona cały kontynent północny. Autostrada składa się z dziesięciu pasów jezdni, zabierze setki tysięcy hektarów ziem uprawnych, zlikwiduje tysiące farm. Z chwilą zmieszania ludności tych trzech krajów, niezbędny stanie się system elekt
 

ligaswiata
 
Fragment książki Henryka Pająka pt: „Lichwa: rak ludzkości”.

„Rojenia” Iluminatów o panowaniu nad światem zapewne pozostałyby tylko rojeniami, gdyby ich program nie pokrywał się z dążeniami wielkiej finansjery żydowskiej, zwłaszcza z ambicjami Rothschildów. Oni, potem Rockefellerowie : następni giganci Lichwy, podejmując współpracę z Iluminatami i finansując ich, stworzyli sprawny system podboju Europy: finansowego, politycznego, ideologicznego. Dodali więc potężnego dynamizmu „teoretyzującym” Iluminatom.

Wybieramy się w długą podróż śladami „dynastii” Rothschildów, „ojców założycieli” nowoczesnego systemu bankowego, bezwzględnej Lichwy, wkrótce dyktującej warunki panującym głowom książęcych rodów i państw. To wędrówka do pierwocin Rządu Światowego.

Protopolastą rodu był Mayer Amschel Rothschild. Kilku przodków Mayera było rabinami. Uprawiali okultyzm, kabałę, frankizm, a w domach współczesnych Rothschildów potajemnie praktykuje się „ucywilizowany” satanizm z silnym akcentem babilońskiej magii.

Niezbędna jest tu dygresja dotycząca współczesnego judaizmu ortodoksyjnego, gdyż ten kontekst pozwala zastanowić się nad religijnością współczesnego żydostwa ortodoksyjnego, do którego przyznają się wielkie „rody” wielkiej finansjery żydowskiej. Judaizm talmudyczny, to nie jest judaizm biblijny, starotestamentowy, tylko judaizm rabiniczny, wykoncypowany, trwający do końca XVIII wieku. Chodzi o to, jak wyjaśnia Izrael Szahak w książce „Żydowskie dzieje i religia” (wyd. Filior Publishing Warszawa-Chicago 1997/, że judaizm rabiniczny był daleki od monoteizmu i to samo dotyczy współczesnego judaizmu ortodoksyjnego:

Upadek monoteizmu /żydowskiego – H.P./ nastąpił niemal równocześnie z rozpowszechnieniem się mistycyzmu żydowskiego /kabała/, który rozwinął się w XII i XIII wieku, a pod koniec wieku XVI opanował niemal wszystkie ważniejsze ośrodki judaizmu/… Znajomość tych idei oraz ich zrozumienie ważne jest z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, bez tej wiedzy niemożliwe jest zrozumienie zasad wiary mojżeszowej w jej klasycznym okresie. Po drugie, idee te w znacznym stopniu kształtują religijność wielu izraelskich polityków – a także większość liderów Gusz Emunim /ruch żydowski kształtowany przez kabałę – H.P./. Wywierają też pośredni wpływ na syjonistycznych przywódców różnych partii, w tym również ugrupowania syjonistycznej lewicy, a zatem nadal odgrywają ważną rolę polityczną.

Izrael Szahak wyjaśnia dalej, że według kabały, Wszechświatem nie rządzi jeden Bóg, lecz wiele bóstw, z których każde ma inne właściwości, ingeruje w określone dziedziny życia żydowskiego; mają one określony zasięg wpływów i zakres władzy, nadany im przez nieokreśloną Praprzyczynę. Kabała nie jest więc systemem monoteistycznym, toteż wszędzie tam, gdzie Żydzi postępują zgodnie z kabałą, nie wierzą oni w jednego Boga, choć niektórym może się tak wydawać. Ogromną rolę odgrywają tu rytuały, zarówno rytualne słowa jak i gesty, np. mycie dłoni przed i po posiłku. Ten skomplikowany system interpretacyjny ma dla chrześcijan, zwłaszcza dla protestantów ważne znaczenie rozpoznawcze, interpretacyjne. Znów Izaak Szahak:

Panuje jeszcze jedno błędne przekonanie dotyczące judaizmu, szczególnie rozpowszechnione wśród chrześcijan bądź ludzi znajdujących się pod wpływem chrześcijańskiej tradycji i kultury. Chodzi o pogląd, według którego judaizm jest „religią biblijną”; innymi słowy, że w Judaizmie Stary Testament zajmuje takie samo centralne miejsce jako źródło prawa, jak dla protestantyzmu czy katolicyzmu Pismo Święte/…/ Wiele, a być może większość tekstów biblijnych, zalecających określone praktyki religijne i obowiązki, odczytywanych jest przez tradycyjny judaizm i współczesną ortodoksję zupełnie inaczej /czy wręcz odwrotnie/, niż je rozumieją chrześcijanie czy inni uważni czytelnicy Starego Testamentu, którzy traktują tekst dosłownie. Podobny podział występuje we współczesnym Izraelu: z jednej strony mamy tu do czynienia z osobami kształconymi w żydowskich szkołach religijnych, z drugiej zaś z ludźmi, którzy zdobywali wiedzę w hebrajskich szkołach świeckich, gdzie uczy się właśnie „normalnego” rozumienia Starego Testamentu1.

To pewne, że protoplasta rodu Rothschildów- Mayer Rothschild był wychowany przez rabinów – dziadków w duchu judaizmu tradycyjnego, talmudycznego.

Nazwisko wszechpotężnej w XIX i XX wieku „dynastii” bierze swoje początki we Frankfurcie, mateczniku Iluminatów. Najstarszy znany przodek Rothschildów nazywał się Uri Feibesh, żyjący w XVI w. Jego potomkowie zamieszkiwali w domu o nazwie Red Shield – „Czerwona Tarcza /szyld/. Moses Bauer żyjący w XVII wieku był praprawnukiem Uri Feibesha. Większość członków tej rodziny w kilku pokoleniach trudniła się handlem detalicznym na Judengasse – żydowskiej alei Frankfurtu stanowiącej tradycyjne żydowskie getto.

Mieli oni pochodzenie aszkenazyjskie, czyli pochodzili ze wschodu, w przeciwieństwie do Żydów sefardyjskich, pochodzących głównie z Hiszpanii i Włoch. Staje się tu niezbędna dygresja do pochodzenia Żydów aszkenazyjskich, których sefardyjscy traktowali i nadal /po cichu/ traktują jako fałszywych Żydów lub całkiem jak nie-Żydów, a w najlepszym razie Żydów „gorszego” gatunku w rasistowskim tego słowa znaczeniu. Te rozróżnienia byłyby w końcu nieistotne dla głównego nurtu naszej pracy gdyby nie fakt, że zagłada 2-3 milionów Żydów przez hitlerowskie Niemcy dotyczyła niemal wyłącznie zagłady Żydów aszkenazyjskich, wschodnich, toteż całe zachodnie żydostwo sefardyjskie, choć nie tylko ono, nie uczyniło dosłownie nic, aby ratować Żydów wschodnich, a mieli na to wielkie możliwości, od bombardowań poprzez wykup, np. kilkuset tysięcy Żydów węgierskich na przełomie lat 1943/44, w czym chciał pośredniczyć osławiony Żyd Adolf Eichmann, lecz Żydzi Zachodu, zwłaszcza amerykańscy, nie chcieli na to wysupłać stosownych kwot, jak również towarów żądanych przez Niemców: ciężarówek, kawy, etc. Żydowska hańba doskonale znana w literaturze tego tematu.

Sięgamy więc do genezy żydostwa wschodniego. Są to Chazarowie, owi Żydzi „gorszego gatunku”, przy czym nie posiadamy danych co do tego, czy „dynastia” Rothschildów pochodzi z Żydów wschodnich – chazarskich, czy mieszanych aszkenazejsko-sefardyjskich, z obydwu tych odłamów „zmiksowanych” w wiekach poprzednich. Nie rozstrzyga tego dylematu fakt, że dziadek i pradziadek Mayera byli rabinami „klasycznymi”, „tradycyjnymi”, czyli talmudycznymi. Nie jest to kryterium pozwalające na rozstrzyganie, czy pochodzili z Żydów sefardyjskich, czy aszkenazyjskich.

Rosja jeszcze nie istniała jako byt państwowy, gdy na nizinach nadwołżańskich istniało już silne państwo chazarskie. Chazarowie byli turko-tatarami. Prowadzili handel z sąsiadami, m.in. handel niewolnikami, co było ich specjalnością, na skutek tego często robili wypady „po żywy towar” na tereny plemion słowiańskich.

W siódmym i ósmym stuleciu judaizm zaczął przenikać do Chazarii przez rabinów konstantynopolskich. W rosyjskich legendach często pojawia się zwrot: „Wielki Żydowin”, z którym ówcześni Rosjanie toczyli częste potyczki obronne na „Dzikich Polach”. Byli to chazarscy najeźdźcy, a nie Żydzi – semici. W 965 roku Słowianie „skrzyknęli się” i dokonali głębokiego rajdu na ziemie Chazarów pod wodzą kijowskiego księcia Świętopełka /Swiatopełka/. Skorzystali w tym z finansowej pomocy Bizancjum, któremu Chazarowie także dawali się się we znaki.

Słowianie spalili wtedy główne miasta chazarskie: Itil, Białą Wieżę i Samender. Pognali też w niewolę tylu Chazarów, ilu tylko zdołali pojmać.

Obecnie ocenia się, że ponad 80 procent populacji żydowskiej na świecie, to „aszkenazyjskie” grupy wschodnich chazarskich Żydów, różniących się od Żydów południowo-zachodniej grupy zwanej „sefardyjską”. Ci aszkenazyjscy Żydzi nie są Żydami tylko Chazarami, którzy przyjęli judaizm choć w indywidualnych przypadkach są w różnym stopniu skoligaceni z Żydami.

O aszkenazyjskich Żydach pisał dość obszernie prof. Feliks Koneczny w książce „Cywilizacja bizantyńska” /Londyn 1973/ oraz w „Cywilizacji żydowskiej”, a także brytyjski pisarz i dziennikarz Artur Kestler w książce „Trzynaste pokolenie” /The Thirteenth Tribe’/, w której ten autor /pochodzenia żydowskiego/ wykazuje przekonująco, że on sam jak i wszyscy jego rodacy – Żydzi aszkenazyjscy nie są semitami, tylko w prostej linii potomkami Chazarów. Dowodzi, że tak silne w tamtych wiekach plemię Chazarów nie mogło zniknąć bez śladu. Jako koczownicy, pod naciskiem plemion mongolskich przenieśli się do Europy Środkowej, dołączając tam do swych rodaków zagarniętych siłą przez Światosława. Znani w Polsce i na Ukrainie jako „Żydzi”, ci przesiedleńcy nie byli żadnymi Żydami w znaczeniu etnicznym, tylko wyznawcami judaizmu2. Nie znaczy to, że wielu Chazarów nie było semitami, bo wielu z nich żyło w Chazarii, ponadto część Żydów zachodnich uchodząc przed prześladowaniami przeniosła się do wschodniej Europy.

Praca Koestlera jest o tyle cenna, iż wykazuje, że słynny Lazar Kaganowicz był w istocie sternikiem Stalina! Wnika w słowotwór samego nazwiska Kaganowicz:

Arabscy i współcześni historycy są zgodni, że chazarski system rządzenia miał podwójny charakter: Kagan był przedstawicielem władzy religijnej, a Bek – państwowej.

Prawie nigdy nie identyfikowany przez Chazarów Kagan, był w rzeczywistości pełnoprawnym władcą Chazarów, a Bek był tylko jego pomocnikiem administracyjnym. Ten system ponownie wprowadzili Żydzi chazarscy czyli aszkenazyjscy w Rosji bolszewickiej, kiedy całkowicie opanowali ten nieszczęsny kraj po rewolucji 1917 roku. Rządził „z drugiego rzędu” Lazar Kaganowicz – potomek chazarskich chanów, nazywany przez „białych” emigrantów rosyjskich „Bladym strażnikiem Kremla”, a Stalin był tylko jego Bekiem, co dodatkowo Żydzi umocnili żeniąc Stalina z córką Kaganowicza3. W. Uszkujnik pisał:

Kaganowicz był jednym z nielicznych komunistów Żydów, który nigdy nie zmienił swojego rodowego nazwiska, składającego się z dwóch części: Kagan, tj. „chazarski chan” i przyrostka – „owicz” oznaczającego pochodzenie, jak na przykład Rurykowicz. Innymi słowy – i bez żadnej wątpliwości – Lazar Kaganowicz był w prostej linii następcą, tj. męskim potomkiem ostatnich chanów chazarskich i zgodnie z „prawem” otrzymał władzę pod przykrywką Sekretarza Partii. W oficjalnych komunikatach WKP/b/ przed drugą wojną pisano: „Sekretariat Komitetu Centralnego WKP/b/ J. Stalin, L. M. Kaganowicz”. Chazarowie wynieśli zwyczaj rytualnego mordowania swych władców pod koniec ich panowania. Tak właśnie musiał zginąć ostatni car w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku. W pomieszczeniu, gdzie zostali wystrzelani przez siepaczy z nakazu aszkenazyjskich Żydów – chazarów: Lenina i Swierdłowa, zostały wypisane tajne znaki – litery mówiące, że jest to skutek złożenia ofiary4.

Uszkujnik:

Na samym początku tego stulecia, przed pierwszą wojną światową, w maleńkich sklepikach żydowskich w byłym Królestwie Polskim sprzedawane były „spod lady” dość prymitywnie odbite widokówki przedstawiające żydowskiego „cadyka” z Torą w jednej ręce i z białym ptakiem w drugiej. Ptak miał głowę cara Mikołaja II z imperatorską koroną. W dole obrazka był następujący napis w języku Jidisz:

Ta ofiara ze zwierzęcia5 niech będzie moim oczyszczeniem – ono będzie moim zastępstwem i oczyszczającą ofiarą.

Autor „Wody płyną na Wschód” dodaje, że sam widział taką widokówkę i kiedy napisał o tym w jednym z austriackich dzienników, jakiś czytelnik potwierdził, że i on miał ją w ręce kiedy mieszkał w Polsce, a jego ojciec był austriackim oficerem.

W niezliczonych książkach o bolszewickiej Sowiecji, Kaganowicz jest postacią najrzadziej wymienianą, najmniej znaną, sprawiającą wrażenie postaci niemal marginalnej. Nigdy nie spadły na niego represje rzekomego duetu Stalin – Beria6, metodycznie mordujących niemal wszystkich „starych bolszewików” „ojców założycieli” Bolszewii, a potem dziesiątki tysięcy oficerów Armii Czerwonej w słynnych czystkach lat 1936-1938. Kaganowicz pozostawał nietykalny. On natomiast był osobiście organizatorem i nadzorcą ludobójczego, sztucznie wytworzonego głodu na Ukrainie, w którym bez jednego wystrzału wymordowano około sześciu milionów Rusinów – „Ukraińców”. Była to zemsta za klęski zadane Chazarom przez księcia Światosława i za pogromy Chmielnickiego, potem pogromy kozackie w Kiszyniowie i innych miastach południowo- wschodniej Rosji.

Stalin – Bek, już niepotrzebny, także został /rzekomo/ zamordowany z rozkazu Berii i Kaganowicza.

Zemstę Chazarów na słowiańskich Rosjanach i „Ukraińcach” /Rusinach/ nadzorował w niezliczonych łagrach Żyd chazarski Frenkiel. Wszystkie kluczowe stanowiska w partii, administracji, a zwłaszcza w aparacie terroru sprawowali chazarscy czyli aszkenazyjscy Żydzi. Zaiste, ich zemsta na rosyjskich gojach była straszliwa, choć dokonywano jej pod płaszczykiem komunizmu i walki klasowej.

Powracamy do Rothschildów, którzy wraz z innymi aszke-chazarami i Żydami sefardyjskimi opanowali świat mackami lichwy i władzy politycznej. Wielu znawców problemu twierdzi, że państwo Izrael składa się w 80 procentach z nie-Żydów, czyli Żydów chazarskich, podobnie jak trzy miliony żydów nowojorskich.

Rothschildowie jako Żydzi aszkenazyjscy nie używali nazwisk w obiegowym znaczeniu tego słowa. Posługiwali się symbolami jako znakami rozpoznawczymi rodziny. Symbole te często umieszczali na frontonach domów. Niektórzy Żydzi z czasem przyjmowali nazwiska pochodzące od takich „herbowych” symboli. Wcześni Rothschildowie przyjęli nazwisko Bauer, po niemiecku „chłop”, rolnik, słowo wtedy pospolite, synonim zawodu rolnika i klasy społecznej. Dlaczego więc żydowska rodzina miejskich handlarzy przybrała nazwisko Bauer – rolnik, chłop, farmer, „wieśniak”? Najpewniej po to, aby rozpłynąć się w pospolitości tego nazwiska, co często robili także aszkenazyjscy Żydzi w ich krajach osiedlenia Wschodniej Europy. W Polsce np. upodobali sobie nazwiska na ,,-ski” ,,-cki”, sugerujące ziemiańskie, w każdym razie czysto polskie pochodzenie ich nosicieli.

Linia żydowskich Rothschildów – Bauerów istnieje do dziś, ale w drugiej połowie XVIII wieku jeden z Bauerów nazwał swoją linię od jej plastycznego herbu: „Red Shield”7 – „Czerwony szyld”, Czerwona Tarcza.

Mayer Amschel Bauer był już bogatym kupcem we Frankfurcie. Na frontonie jego domu, w którym zamieszkiwała również słynna później rodzina bankierów – Schiffów, widniał rodzinny symbol – czerwony heksagram, znany powszechnie jako „pieczęć Salomona, która dziś symbolizuje, jako logo, tysiące organizacji, firm, korporacji, fundacji, banków. Upstrzono masowo tym symbolem godła panstw Trzeciego Świata powstałych po drugiej wojnie światowej, co dowodzi, że projektowali je z „wyższych nakazów”, plastycy wiadomej nacji. Jednak nie „heksagram” tylko pentagram jest gwiazdą zdobiącą znaki państwowe Związku Sowieckiego oraz USA. Ta „Magen David”, jest także nazywana „Gwiazdą Dawida”. To znak ściśle okultystyczny, dziś używany jako godło Izraela w postaci heksagramu : nie pentagramu, ale jego geneza wcale nie jest żydowska. O. J. Graham w swojej książce „Sześcioramienna gwiazda” wyjaśnia, że heksagramu używano już w starożytnych religiach i kultach. Była symbolem Molocha, Astoretha i innych bóstw.

Ch. Knigh i R. Lomas, autorzy „The Hiram Key” /New York 1998/ podają jeszcze inną interpretację „Gwiazdy Dawida”. Według nich, powstała ona ze stylizowanej formy starożytnego symbolu władzy królewskiej – piramidy oznaczajacej władzę ziemską, na której umieszczano piramidę odwróconą „do góry nogami”, oznaczającą boską władzę kapłana. Obie razem stworzyły symbol powszechnie potem znany jako „Gwiazda Dawida”.

Najpierw – piszą – w średniowieczu był on często umieszczany na wielu chrześcijańskich kościołach. Najwcześniejsze przypadki takiego jego wykorzystania odkryliśmy, ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, na budowlach wzniesionych przez Rycerzy Świątyni. Na synagogach pojawił się on o wiele później.8

Springmeier:

/…/ sześcioramienna gwiazda przebyła drogę od egipskich pogańskich rytuałów, do bogów Asterotha i Molocha, króla Salomona, gdy doszedł do bałwochwalstwa. Następnie przebyła drogę przez sztuki magiczne, czary /arabscy magicy, Druidzi, czarownice i sataniści, astrologię /w której nie była nowością/, przez kabałę do Isaaca Luria. Przez Mayera Amscheła Bauera, przez Syjonizm do Knesetu nowego państwa izraelskiego, do flagi Izraela i jego medycznych organizacji – odpowiedników Czerwonego Krzyża.

Posługiwanie się przez protoplastów Rothschildów – Bauerów czerwoną gwiazdą, potwierdza ich powiązania z żydowskimi kabalistami i dużą ich wiedze o ich nacyjnych korzeniach. Mayer Amschel Bauer uważał ten symbol za tak ważny, tak symboliczny dla jego nacyjnej i religijnej tożsamości i identyfikacji, że postanowił przyjąć go jako nazwisko rodziny: Mayer Amschel Rothschild - Czerwona Tarcza, Czerwony Szyld. Był to widomy znak tożsamości i związku rodziny : okultyzmem, z kultem Saturna.

Większość współczesnych Żydów nie interesuje się okultystycznymi korzeniami „Gwiazdy Dawida”. Wystarcza im to, że jest ona ich znakiem narodowym i państwowym, także religijnym. W rzeczywistości król Dawid nie miał nic wspólnego z heksagramem, w przeciwieństwie do swego syna Salomona, który dał początek kultowi Astoretha – gwiazdy zwanej jako Astarte, Chiun, Kaiwan, Remphan, wreszcie Saturn. Salomon zbudował ołtarz na cześć gwiazdy Astarte, znanej wtedy jako Astoreth. Bóg Saturn kojarzony jest z gwiazdą, ale tak Saturn jak i Astarte byli określani innymi nazwami. Jednak Saturn jest kluczem do zrozumienia długiego dziedzictwa. Rzym był pierwotnie znany jako Saturnia. Saturn wiąże się także z Lucyferem – „Niosącym Światło”. W wielu okultystycznych słownikach Saturn jest tożsamy ze Złem. Był ważny w wierze Mitry i Druidów.

W 1753 roku Mayer miał 10 lat, kiedy został oddany na nauki rabinackie. Półtora roku później zmarli jego rodzice. Mayer był chłopcem inteligentnym, toteż krewni zachęcali go do kontynuowania nauki. Jednak to handel okazał się jego pasją i jak się okaże, „posłannictwem” rodzinnym. Szkołę ukończył, lecz jako trzynastolatek pojechał do Hanoweru na praktykę w banku późniejszych Iluminatów Oppenheimerów. Przez następne siedem lat poznawał tajniki bankowości, co w następnych wiekach stało się regułą dorastających dzieci gigantów bankowych – terminowanie w bankach swoich rodziców lub krewnych czy znajomych rodziców. Tak kształtowały się pokoleniowe „dynastie Lichwy”. Wychodzą stamtąd jako dwudziestoletni eksperci bankowości, przejmując dowodzenie tymi fabrykami procentów, mając przyjazne, niemal mafijne otoczenie innych bankierskich rodzin.

W okresie pobytu w Hanowerze Mayer poznał generała von Estorfa, fanatycznego numizmatyka. Na generale zrobiła duże wrażenie znajomość tego hobby przez młodego Mayera. W 1763 roku Estorf wyjechał z Hanoweru i dołączył do dworu Williama II, księcia Hesse-Hanau, którego księstwo obejmowało tereny Frankfurtu. Mayer wiedział, że znajomość z generałem Estorfem może otworzyć mu salony księcia, a była to wtedy jedyna możliwość wpłynięcia na szersze wody, czyli trzymania się blisko książęcego dworu. Można założyć, jak przypuszczał A. Muhlfeld, autor biografii Rothschildów, co potwierdza Springmeier, że zainstalowanie się Mayera w banku Oppenheimerów było dalekosiężnym zamysłem, odskocznią do dworu księcia Hesse-Hanau, a generał Estorf stał się żywą trampoliną do pokonania przeszkód.

Henryk /Henry/ książę Hesse-Hanau był już związany z Iluminatami Weishaupta. Był synem Frederica z rodu Hesse-Hanau, królewskiej rodziny Hesse. Jego młodszy brat Karol /Karl/, według monografii masońskich, był w latach 1723-1739 „głową wszystkich niemieckich wolnomularzy”. Członków rodu Hesse powszechnie uznawano jako przywódców masonerii Ścisłej Obserwy /Strict Observance/.

Tak oto drogi Iluminatów nieuchronnie miały się nałożyć na późniejsze wpływy książęcego rodu Hesse. I tak się stało. Dynastia ściśle powiązała się z Iluminatami. Pamiętajmy, że tenże książę William to wnuk króla Anglii – Georgea Hesse-Cassel, jednego z najbogatszych wtedy rodów europejskich. Ich dochody pochodziły głównie z wynajmowania zaciężnych żołnierzy do innych krajów, zatem lokalne wojny europejskie napędzały koniunkturę Hessów. Tak właśnie utrwalał się krwawy porządek polegający na eksportowaniu „sił pokojowych”/ patrz – polskie „siły pokojowe”, „polska misja stabilizacyjna” w Iraku, Afganistanie, Kosowie, Libanie/.

W następnych partiach tej pracy wykażemy, że „dom” Hesse-Casseł i sprzęgnięci z nim – i na nim pasożytujący Rothschildowie, zarobili krocie na Rewolucji Amerykańskiej /wojnie secesyjnej/ kierowanej i obustronnie stymulowanej pożyczkami, dostawami sprzętu wojennego przez wolnomularzy Anglii, Francji, Niemiec.

Przykładem powiązań Hesse-Cassel z lluminatami jest tajemnicza postać św. /?/ Germaina /Saint Germaina/, w XIX wieku okrzykniętego przez masonerię „Mesjaszem”. Wielu badaczy uważa, że św. Germain był synem Francisa II z Transylwanii, bo drugą jego żoną była Charlotte Amalie /Amalia/ z domu Hesse, którą poślubił w 1694 roku. Nie ma jednak pewności, czy św. Germain był jej synem, czy też synem pierwszej żony Francisa II. Jego imiona to Leopold George. Karl – Książę Hesse, masoński przywódca Niemiec pisał, że św. Germain został wysłany do Włoch na wychowanie do rodziny Medici. Następnie wyłonił się jakby znikąd, żeby pracować z elitami Europy. Stale pojawiały się pytania o jego rzeczywistą tożsamość. Napoleon III, syn Ludwika Bonaparte i Hortensji de Beauharnais, córki Józefiny z jej pierwszego małżeństwa, posiadał dossier św. Germaina, lecz dom, w którym je przechowywał spłonął w podejrzanych okolicznościach.

Św. Germain był alchemikiem. Twierdził, że zna eliksir życia, tajemny przepis na nieśmiertelność, co bezkarnie uchodziło temu szarlatanowi w tamtych czasach pełnych wysoko urodzonych ciemniaków w dosłownym znaczeniu. W 1774 r. był gościem księcia Williama i Karla Hesse. W 1779 roku wrócił do Karla, aby spędzić u niego ostatnie dwa lata życia. Teozofowie potwierdzali z powagą, że św. Germain był jednym z ukrytych mistrzów Tybetu, potajemnie kontrolujących losy świata. W 1930 roku /!/ Gui Ballard twierdził, że spotkał św. Germaina na górze Shasta w Kalifornii .To rzekome spotkanie wpłynęło stymulująco na powstanie antyludzkiej ideologii New Age.

Leksykon masoński: „10 000 sławnych wolnomularzy” w tomie IV wskazuje synów Amschela: Karl, który w 1818 roku brał udział w redagowaniu tajnego dokumentu Alta Vedita do ośrodków włoskiej masonerii, następnie James Mayer9, Nathan Mayer oraz James Rotschild. Ten ostatni to bankowy dyktator ówczesnej Francji, mason 33 stopnia Rytu Szkockiego. Jego brat Nathan był w Londynie członkiem loży „Emulation”. Żydowski mason Jacob Katz twierdził w swoim „Jews and Freemasons in Europę 1723-1939″ /Harward Uniwersytety Press, 1979/, że wysokiej rangi masonem był także Solomon Meir Rothschild, następny z piątki braci Rothschildów, synów Mayera Amschela, wprowadzony do wolnomularstwa 14 czerwca 1809 r.

Mayer Amschel Rothschild miał dziesięcioro potomstwa; pięciu synów i pięć córek. Wszystkich synów ulokował „na desancie” w głównych stolicach Europy: Paryżu, Londynie, Wiedniu, Niemczech i w Rzymie. Córki wydał za bankierów, tworząc w ten sposób potężną, nieprzeniknioną koligacyjnie sieć europejskiej, potem światowej Lichwy, nieformalny Sanhedryn władców świata o hermetycznym nepotyzmie. Wszyscy więc pracowali w rodzinnych biznesach lichwiarskich. Wszystkich od dzieciństwa Mayer wychowywał we wrogości do chrześcijan: Należy się ich bać i nienawidzićl Dodajmy od siebie – i gardzić nimi. Dyrektywa szła w pokolenia. Gdybyśmy zechcieli w tym miejscu podać przykłady tej nienawiści i pogardy, nasza praca spuchnąć by mogła o nowy tom. Podajmy jeden konkretny przykład. „Był sobie” w Polsce, we Wrocławiu, Żyd-ubek o ślicznym nazwisku Narocki, do tego Haim. Mieszkał z żoną, dwoma synkami Dawidem i Wolfem /Wilkiem/ przy ulicy Rynek Ratusz 13/39, co wiemy z poniższej relacji10 rówieśnika Dawidka i Wólfa, mieszkającego wtedy pod numerem 15/4. Haim „Narocki” pracował w więzieniu na Podwalu. Nasz relant często zachodził do nich, gdy „tate” był w pracy”, zwłaszcza gdy „tate” kupił synkom bajeczną na owe czasy kolejkę na szynach. Kiedyś „tate” wpadł do domu w czasie „pracy” i wściekł się, że jego synkowie bawią się z gojem. Wrzasnął do synów: „Tych śmierdzieli Polaków to ty /krzyczał do starszego Wólfa/ wyrzuć z domu!”. A sam pernamentnie śmierdział potem i czosnkiem, co w jego nigdy nie wietrzonej sypialni zamieniło się w przezroczystą zawiesinę nie do zniesienia!

Nasz rozmówca miał dziadka, przedwojennego oficera Korpusu Ochrony Pogranicza, który bał się bardzo towarzysza „Narockiego”, bo po wojnie ostro dostał w kość od jego współziomków z UB. Minęły lata, „Narocki” przeszedł na emeryturę z gażą 6000 złotych, a dziadek relanta – 2000 zł. W 1967 roku, na rok przed „bestialskim wypędzeniem” Żydów z Polski po zadymach z marca 1968 roku, Dawid i Wólf swobodnie wyjechali do Danii, co było nieosiągalne dla polskiego goja. Teraz zapewne powrócą z paszportami przywróconymi im przez ich współbraci Kaczyńskich, powrócą z synami i wnukami, rozpoczynając nowy etap okupacji Polski, tym razem już w jawnej Judeopolonii.

Po tej dygresji powracamy do Rothschildów.

Dynastia Hesse przetrwała do czasów współczesnych. Podczas drugiej wojny światowej popierali Hitlera, co w sumie nie było czymś szczególnie nagannym, jeżeli masowo popierała Hitlera oligarchia żydowskiej finansjery i przemysłu, choć w „Mein Kampf” Hitler zapowiadał Żydom krwawą łaźnię. Książę Filip Hesse pełnił zaszczytną funkcję zaufanego kuriera między Hitlerem a Mussolinim. Obecnie rodzina Hesse wywiera znaczące, jak zawsze zakulisowe wpływy na w Europie.

Mayer Amschel Rothschild rozpoczął osaczanie księcia Williama od przekupienia jego służących, aby donosili mu o wszystkim, co dzieje się na jego dworze, : kim utrzymuje bliskie kontakty. Był wtedy handlarzem antykami, kolekcjonerem monet, handlarzem walut. Niemcy były podzielone na małe państewka z odrębnymi walutami, co sprawiało, że handel nimi był bardzo intratny.

Generał zarekomendował Mayera Amschela księciu Williamowi i tak się to zaczęło. Mayer sprzedawał księciu po niskich cenach antyki, rzadkie monety, cenne kamienie szlachetne. W 1769 roku Mayer uznał, że owoc już dojrzał do spadania: zwrócił się do księcia z propozycją przyznania mu tytułu „Agenta Koronnego Księcia Hesse-Hanau”. Uzyskał ten tytuł. Dawał mu wspaniałą reklamę i glejt otwierający mu – dosłownie – drzwi do wielkich domów.

W 1770 Mayer poślubił Gutlę Schnapper, córkę bogatego żydowskiego kupca Wolfa Salomona. Od tego czasu Adam Weishaupt jest coraz hojniej wspierany finansowo przez „dom” Rothschildów, choć wtedy jeszcze nie byli finansowymi potentatami, jak kilkadziesiąt lat później.

W 1785 roku zmarł ojciec księcia Williama – landgraf Hesse-Cassel, a William zastał nowym landgrafem i najbogatszym księciem w Europie. W tym samym czasie teść Mayera Rothschilda – Wolf Salomon Schnapper przedstawił Mayera Carlowi Buderusowi – głównemu doradcy finansowemu księcia – landgrafa. Mayer zdołał przekonać Buderusa aby on, Mayer, został jego przedstawicielem. Okazało się to milowym krokiem w jego karierze lichwiarza- kanciarza. Landgraf stał się przysłowiową kurą znoszącą złote jaja, albo inaczej – owieczką do systematycznego strzyżenia. Do tej pory prowadził z księciem tylko dorywcze kolekcjonerskie interesy. Okazał na tym etapie wielki spryt żydowskiego kanciarza i szalbierza, smykałkę do coraz większych interesów, a wkrótce potem do brawurowych „przekrętów”. Zawsze ofiarą były finanse księcia, toteż nie możemy się zbytnio dziwić jemu, że w tym samym czasie i później, w podobny sposób Żydzi skubali polską arystokrację i szlachtę.

Mayer Amschel Rothschild nie miał żadnego wykształcenia, nawet nie opanował niemieckiego w stopniu poprawnej konwersacji – jego język był koślawą mieszanką jidisz. Chętnie dyskutował o średniowieczu, ale starannie ukrywał swoje okultystyczne preferencje. Jako kabalista trzykrotnie towarzyszył landgrafowi w wycieczkach do loży masońskiej. Rosnąca fortuna pozwoliła mu przenieść się do nowego domu. To właśnie w tym domu zamieszkiwał wspólnie z rodziną Schiffa, która miała potem odegrać wielką rolę w światowej lichwie, kreowaniu przyszłych wojen i rewolucji. Każdy korytarz i pokój tego domu miał ukryte półki i wymyślne schowki. Istniało tam tajemne przejście łączące ich z domem sąsiadów na wypadek potrzeby szybkiej „ewakuacji”.

Jego pięciu synów już nazywano „braćmi Mayer”, bowiem wszyscy nosili to samo drugie imię – Mayer, a więc: Amschel Mayer, Salomon Mayer, Nathan Mayer, Kaiman /Karl/ Mayer, Jacob /Jakub/ Mayer.

Każdy z nich pracował w rodzinnym interesie mając po 12 lat. To granica dorosłości, a w przypadku żydowskich dziewcząt – dojrzałości seksualnej,

Przygotowywana przez Iluminatów coraz jawniej Rewolucja Francuska budziła zrozumiały niepokój landgrafa. Całkiem słusznie obawiał się, że wirus rewolucji przeniesie się do Niemiec, a on straci w jej płomieniach ogromne sumy wyłożone na budowę wspaniałej rezydencji zwanej „Wilhelmshoe”, budowanej w latach 1791 – 1798.

Tymczasem wojna domowa we Francji stała się złotym interesem Mayera Rothschilda i jego dorastających synów. Kiedy Francuzi stanęli przeciwko świętemu Imperium Rzymskiemu /papiestwu/, ceny towarów, jak zawsze podczas wojny, gwałtownie wystrzeliły w górę, a import z Anglii stał się już domeną Rothschildów. Korzystając z pośrednictwa niezawodnego Buderusa w interesach landgrafa Williama, Mayer zbijał kasę za swoje pośrednictwo między Anglią a landgrafem w „handlu” wojskiem najemnym dla Anglii. Do końca dekady lat 90. XVIII w. Rothschildowie – zgrany gang pięciu kanciarzy plus „tate”, zdobył pozycję bardzo bogatej i jeszcze bardziej wpływowej rodziny bankierskiej. Na progu XIX wieku stali na jedenastym miejscu najbogatszych rodzin we Frankfurcie11.

Na początku XIX wieku Mayer wysłał najstarszego syna Nathana do Anglii, celem zainstalowania dynastii Rothschildów w Wielkiej Brytanii. Jego potomkowie opowiadali potem płatnym biografom rodu, zwłaszcza A. Muhlsteinowi, dyrdymały o tym, jak to Nathan pojechał do Anglii bez grosza przy duszy, konkurować z brytyjskimi handlarzami bawełną. Przybył do Londynu wprawdzie bez znajomości angielskiego, ale z ogromną sumą na rozkręcenie konkurencyjnego interesu. Wkrótce też stał się najbardziej wpływowym Rothschildem w Europie, ale dzielnie podążali za nim na ten Olimp pozostali młodsi bracia. Potęga Nathana wynikała z dominacji finansowej /lichwiarstwa/ w tym mocarstwie kolonialnym, nad którym, zgodnie z prawdą, „nigdy nie zachodziło słońce”.

W tym samym czasie Rothschildowe, zwłaszcza francuscy i niemieccy, stali się jeszcze mocniejsi dzięki opanowaniu usług pocztowych firmy/ klanu/ o nazwie „Thun – Taxis”. Sceptykom godzi się przypomnieć, że w tamtych czasach poczta rozstajnych dyliżansów była najszybszym środkiem komunikacji, przesyłania nie tylko korespondencji, ale co ważniejsze – tajnych informacji.

Rodzina Thun-Taxis należała do elitarnej wpływowej loży masońskiej „Black Nobility” – „Czarnej Szlachty”. Już w 1516 roku władca cesarstwa rzymskiego Maksymilian I12 zlecił rodzinie Thurn-Taxis zorganizowanie konnych usług pocztowych między Wiedniem a Brukselą. Wkrótce ich usługi pokryły stolice zachodniej Europy. I właśnie centrala firmy znajdowała się we Frankfurcie. Dzięki temu monopolowi, w który Rothschildowie „weszli” prawie 300 lat później, stali się najszybciej informowanym klanem geszefciarzy, intrygantów. Jak? Zwyczajnie: nagminnie otwierali przesyłki kurierskie między ważnymi osobistościami, zwłaszcza władcami. Takie oszustwa były przedtem praktykowane przez cesarza Francisa, toteż Rothschildowie jedynie kontynuowali ten niecny proceder. Z czasem wielu nadawców listów, zwłaszcza ważnych korespondencji, nie mając już zaufania do firmy, zaczęło szyfrować swoją korespondencje. Żydzi w swoich tajnych Korespondencjach nie musieli uciekać się do szyfrowania, bowiem sam język jidisz był swoistym szyfrem dla gojow.

Mayer zajęty czytaniem cudzej korespondencji jednocześnie zabrał się do organizowania własnej firmy kurierskiej. Po jej uruchomieniu Rothschildowie stali się najlepiej i najszybciej poinformowanym gangiem lichwiarskim w Europie. To tak, jakby dysponowali własną Enigmą – aparatem do deszyfrowania super tajnych informacji swych potencjalnych, a najczęściej rzeczywistych konkurentów!

To właśnie interesy z „Thun-Taxis” pozwoliły Mayerowi Rothschildowi uzyskać w 1800 roku tytuł „Crown Agent” – Agent Koronny. Tytuł oznaczał przepustkę do wszystkich zakątków Cesarstwa Rzymskiego. Oznaczał także zezwolenie na noszenie broni, zwalniał od płacenia podatków i innych zobowiązań. Mayer kolekcjonował kolejne intratne i tyleż zaszczytne tytuły i przywileje, m.in. „German Order of St. John” - niemieckiego Zakonu Świętego Jana, zwanego potocznie Joannitami, będącego potem niczym innym jak lożą masońską o tej nazwie.

Kolejna dygresja jest w tym momencie wręcz niezbędna w kontekście polskim. Joannici, to inaczej „Zakon Kawalerów Maltańskich” czy „Zakon Rycerski Św.” zwany też „Szpitalnikami”. Zakon uznany za formalne państwo z siedziba na Malcie, nawiązał oficjalne stosunki dyplomatyczne z Polską 9 lipca 1990 roku. Podstawowych informacji o genezie i aktualnej sytuacji zakonu „Joannitów” dostarcza książka Jarosława Sozańskiego: „Tajemnice zakonu maltańskiego” Warszawa 1993/. Poprzestańmy na pierwszych śladach zakonu w Polsce: przybyli do naszego kraju z dwóch stron – z Moraw na Śląsku do Strzygłowa w 1147 roku i z Ziemi Świętej do Zagości, na ziemie Henryka Sandomierskiego, sprowadzeni przez niego w 1147 roku. W ciągu 200 lat powstało ponad 150 fundacji joannickich, ale nie to jest dla nas ważne. Współcześni Kawalerowie Maltańscy to super elitarna światowa loża masońska, która uwiła sobie gniazdo w Watykanie, stale udając pobożną charytatywną – „szpitalną” konfraternię, w istocie zaś jest to rozgałęziona siatka tajnych masońskich wpływów, zwłaszcza w świecie coraz bardziej rozmywanego katolicyzmu.

Po tych wstępnych informacjach, przejdźmy do prawdziwego oblicza „joannitów” na przykładzie aktualnego Niemieckiego Rycerskiego Zakonu Joannitów. Oto w 2000 roku tenże Niemiecki Rycerski /jakże by inaczej/ Zakon Joannitów /Johannitów/ wybiera „rycerza” Hansa Petera von Kirchbacha na swego Wielkiego Mistrza /Präsident der Johanniter-Unfall- Hilfe/. Pięć lat później – 26 lutego 2005 roku ponownie wybrano „rycerza” von Kirchbacha na Wielkiego Mistrza loży /„Zakonu”/ Joannitów niemieckich13.

Kim jest Wielki Mistrz Niemieckiego Rycerskiego Zakonu Joannitów Hans Peter von Kirchbach? To jeden z czołowych niemieckich strategów wojskowych, który w latach 1990-2000 jako dowódca dywizji pancernej, a potem Generalny Inspektor Bundeswehry, razem z grupą sztabowców niemieckich i NATO-wskich, przygotował operację wojenną przeciwko Jugosławii, rozbitej z powietrza, potem rozszarpanej na kilka małych państewek. Masakra Jugosławii z wybitnym udziałem Herr „szpitalnika” generała Petera von Kirchbacha została zakończona w 1999 roku, czyli w tym samym czasie, kiedy gen. von Peter Kirchbach był Generalnym Inspektorem Bundeswehry14. W cytowanej pracy Jana Marszałka widzimy Herr generała-szpitalnika w cywilu, na innym zdjęciu w mundurze za workami z piaskiem w czasie bombardowań Jugosławii. W książce autor wymienia prezydium / sztab?/ Niemieckiego Rycerskiego Zakonu Joannitów, a w jego składzie zastępcę Wielkiego Rycerza Petera Kirchbacha – Herr Christiana Grafa von Bassewitza. To „w cywilu” szef niemieckiego banku „Hamburg das Düsseldorfer”- własności niemieckiego koncernu „Oetker Konzern”. Inny członek Sztabu/ Prezydium/ Niemieckiego Rycerskiego Zakonu Joannitów, to Ralf Plettke. Jeszcze inny, to Rainer Lensing. Wśród nich wymienić należy zwłaszcza Wilhelma von Gottberga. Jak pisał Jan Marszałek w innej swojej książce: „Germańska Polska XX wieku”, tenże „von” Gottberg to czołowy niemiecki rewizjonista, wiceprezydent partii BDV, działacz partii CDU. Niemieccy „joannici” są rozstawieni we wszystkich partiach niemieckiej sceny politycznej, w rządzie, wojsku. Na przełomie XX i XXI wieku założyli oni kilkanaście swoich komturii na terenie Województwa Warmińsko- Mazurskiego, czyli dawnych Prus, które teraz „odzyskują” takimi właśnie metodami, wspieranymi przez wielką fmansjerę, przemysł wojskowy, partie polityczne i struktury NATO. Na całym świecie „joannici” posiadają ponad dwieście tysięcy swoich „wolontariuszy” czyli agentów świadomych i nieświadomych leninowskich „użytecznych durniów”. Zaraza niemieckiego rewanżyzmu roszczeniowego rozsiewa się m.in. poprzez agenturę „Joannitów” w Polsce, w Czechach, w Rosji Kaliningradzie/, na Litwie. Niemiecka geostrategia polega na zakładaniu takich „charytatywnych” agentur, aby Trzecia Rzesza rozbita w drugiej wojnie światowej, wróciła bez wystrzału do swoich granic z 1939 roku.

Znów powracamy do przeróżnych Mayerów z gangu Rothschildow. Synowie Mayera – seniora także nie gardzili orderami, tytułami. Amschel i Salomon /Solomon/ w 1801 roku zostali koronnymi przedstawicielami landgrafa Williama Hesse- Casseli. Ten skromnie brzmiący tytuł: „koronny przedstawiciel” był spośród innvch najważniejszy, oznaczał w swojej formule największe, bezdyskusyjne zaufanie landgrafa do nosiciela takiego tytułu. I dlatego również, że William był najbogatszym księciem – landgrafem i najbogatszym księciem w Europie Zachodniej.

Uwikłanie Williama w sieci Rothschildow weszło w nową fazę, kiedy w 1803 r: ku król duński poprosił go o pożyczkę. Za namową Rothschildow, William odmówił, rzekomo po to, aby król duński nie dowiedział się o bogactwie landgrafa. Tvmczasem Rothschild za pośrednictwem Buderusa potajemnie zaproponował królowi duńskiemu udzielenie mu pożyczki przez Williama lecz anonimowo, bez ujawniania prawdziwego pożyczkodawcy. Taki manewr przedstawili Williamowi. Ten był zachwycony: Europa nie dowie się o pożyczce i jego możliwościach finansowych! Pożyczka została przekazana do Dani za pośrednictwem Rothschilda i współpracującego z nim zaufanego Żyda – kuriera. Odsetki pobierał Rothschild. Sześć następnych pożyczek landgrafa dla Danii Rothschildowie transferowali w ten sam sposób, za każdym razem zgarniając olbrzymie prowizje : odsetkowe!

Podobnie wielkie pożyczki landgraf William Hesse-Cassel przekazywał . szpitalnikom” z Zakonu Świętego Jana.

Napoleon Bonaparte doszedł do władzy pilotowany przez masonerię francuska, sterowaną przez Iluminatów Weishaupta. Czas było już kończyć z rewolucją, totalnym niszczeniem Francji, rzeziami, chaosem. Cel główny osiągnęli. Kościół był już rozbity, zbeszczeszczony dosłownie i doktrynalnie; tysiące księży, zakonników i zakonnic wymordowanych, a król stracony. Należało więc uprzątnąć to przerażające pobojowisko i pogorzelisko. Rewolucja wykonała powierzone jej zadanie z nawiązką. Napoleon doskonale nadawał się do roli poskromiciela motłochu, czego dowody dał wcześniej w Paryżu, otwierając ogień artylerii do tłumu.

Zwycięstwa Napoleona zaniepokoiły sąsiadów Francji, zwłaszcza małe państewka niemieckie, niezdolne bronić się każde z osobna przed armią francuską. Napoleon usiłował znaleźć w landgrafie Wilhelmie sprzymierzeńca, ale ten rozumiał, że tym sojuszem tylko przyłoży ręki do inwazji na swoje księstwo. Wymawiał sie wszelkimi sposobami. Nie potrzebował wojen. Połowa koronowanych głów w Europie była jego dłużnikami.

Napoleon w końcu zaatakował zbrojnie Niemcy. Landgraf szalał ze strachu o swoje skarby. Wreszcie uciekł z prowincji Hesse i zamieszkał na wygnaniu u swojego dłużnika, króla Dani. Francuscy agenci bez trudu odnaleźli większość ukrytych skarbów landgrafa. Na szczęście nie wszystkie.

Wtedy nadeszły złote dni dla Buderusa i Rothschilda. Musieli jednak działać szybko. Niektóre kosztowności księcia już zostały zrabowane i przepadły bezpowrotnie. Szybko jednak udało im się przekupić francuskiego generała Lagrange, który potajemnie zwrócił 42 kufry wysłańcom księcia i okłamał Napoleona co do prawdziwej ich zawartości i wielkości przejętego majątku landgrafa. Oszustwa te zostały jednak wykryte, Lagrange ocalił głowę, ale bogactwa landgraf odzyskał za pośrednictwem Rothschilda i Buderusa.

Można sobie tylko wyobrazić wdzięczność landgrafa dla tych hochsztaplerów.

Podczas gorączkowych dni poprzedzających najazd Francuzów na Hesse- Cassel, landgraf dał Buderusowi prawo pobierania procentów od Franciszka – cesarza rzymskiego z tytułu pożyczek. Buderus scedował to prawo Rothschildom. Tak oto Mayer zaczął prowadzić interesy landgrafa za plecami Napoleona. Działania te były popierane przez Karla von Dalberga – wyznaczonego przez Napoleona na władcę tych okolic. Łatwo się domyślić, jakim sposobem Rothschild zaskarbił sobie współpracę z Dalbergiem przeciwko Napoleonowi.

Von Dalberg stał się wypróbowanym przyjacielem Rothschilda i Buderusa. Prowadził z nimi liczne interesy. Napoleon mianował Dalberga szefem nowej Konfederacji Renu, obejmującej także Frankfurt.

Nastały dosłownie złote czasy dla Rothschilda i jego kumpla Buderusa. Musieli jednak działać szybko i bez pudła. Niektóre kosztowności księcia Williama zostały już zagrabione przez Francuzów i przepadły jakby bezpowrotnie, ale od czego „kiepełe” Rothschilda i jego łapówki! Szybko udało mu się przez wysłanników przekupić generała Lagrangeä, który potajemnie przed Napoleonem przekazał Rothschildom wspomniane 42 kufry cenności. Generał okłamał Napoleona co do wartości i ilości zagrabionych dóbr. Nie trzeba dodawać, że igrał z plutonem egzekucyjnym. Oszustwa te później zostały ujawnione, generał Lagrange jakoś ocalał, ale bogactwa zostały przekazane landgrafowi.

Wielkie żniwa nastały dla Rothschildow z chwilą, gdy Francja odcięła dostawy z Anglii. Ceny towarów importowanych wzrosły raptownie. W tę lukę weszli Rothschildowie osłaniani przez Dalberga, rozwijając nielegalny import na wielką skalę.

Jeden z biografów Rothschildow pisał, że „arcybiskup i Lord konfederacji Renu rządzący ponad 16 niemieckimi księstwami i cieszący się zaufaniem Napoleona, okazali dużo dobrej woli dla Żyda Mayera Rothschilda, który pomimo swego bogactwa, nie miałby prawa przebywać w tak wysokich kręgach.”

Pomimo komitywy z Dalbergiem, Mayer Rothschild prowadził dwie księgowości, jedną pod kontrolą Dalberga, drugą tajną, dla siebie. Różniły się sumami obrotów.

Nic dziwnego. Miał to wszystko w jednym palcu. Zaczynał w wieku 12 lat.

Mayer co jakiś czas odwiedzał swego „chlebodawcę” landgrafa przebywającego na wygnaniu. Będąc już w podeszłym wieku, zaczął się w tym wyręczać synami. Nie tylko z powodu wieku. Powoli wprowadzał ich na swoje miejsce i w rolę bezbolesnej pijawki. Tak oto „dom” Rothschildów przechodził w drugie pokolenie -opiekunów” bogactw księcia Hesse prawie pół wieku po tym, jak Mayer zaczął osaczać bogactwa księcia.

Satanistyczne preferencje jego synów i wnuków dobrze ilustruje ich zaangażowanie w żydomasońską ligę „Tugenbund”. Pierwsza taka liga Tugenbund pod nazwą „Liga Prawości” /Cnót/ powstała w 1786 roku, jako rodzaj towarzystwa seksu, co ładnie kontrastowało z samą nazwą tej „Ligi Prawości”. Grupa spotykała się w domu Żydówki Henrietty Hertz, której mąż był Żydem – Iluminatem, ucznieem wpływowego okultysty Mojżesza Mendelssohna. Odwiedzało ten w istocie ekskluzywny sex-shop wielu Iluminatów. Kilka młodych Żydówek, których mężowie wyjeżdżali w interesach, przychodziło do domu Henrietty Hertz „udzielać się” seksualnie, przy czym dwie córki Mojżesza Mendelssohna były uczestniczkami i dawczyniami tych uciech. Bywalcami tego „salonu” byli m.in. rewolucyjny wolnomularz Mirabeau, William von Humbolt, Frederick von Gentz, który potem został agentem w interesach Rothschilda.15

W 1807 roku powstała druga liga „Tugenbund”. Jej programowym celem było uwolnienie Niemiec spod okupacji napoleońskiej Francji. Powołał ją baron Stern Członkami drugiego „Tugenbundu” zostawali także ludzie bardzo wpływowi, wyżsi oficerowie, znaczna liczba profesorów literatury, adwokaci, lekarze, ludzie nauki. Centrala ligi znajdowała się w Berlinie, kierowana tam przez von Steina. Członkowie nie mieli pojęcia o tym, kto naprawdę kieruje ligą, jednak dyrektywy programowe realizowali bez zastrzeżeń.

W tym drugim „Tugenbundzie” landgraf William Hesei miał silną pozycję za sprawą Rothschildów i Buderusa, zaangażowanych jako pośrednicy w tajnej korespondencji. Dokonywali też wpłat na potrzeby „Tugenbundu”. To wszystko stawia Rothschildów w roli liderów propagandy opozycyjnej przeciwko Napoleonowi. Wywiad Napoleona rozpracował prawdziwe oblicze „Tugenbundu” i usiłował go rozbić, ale wtedy liga zeszła do podziemia. Członkowie ukrywali się pod firmą loży masońskiej w Hanowerze. W końcu „Tugenbund” został rozwiązany, a jego członkowie rozpłynęli się w lożach „Czarnej Szlachty” i „Rycerzy Krolowej Prus”.

Wygnany landgraf coraz bardziej bezkrytycznie przyjmował poczynania Mayera. Rzadko podejmował ważne decyzje bez konsultacji z Mayerem. Prowadziło to do umacniania dominacji Rothschildów i tuczyło ich fortunę, wzmacniało ich międzynarodową pozycję.

W 1810 roku powstała firma „Mayer Amschel Rothschild and Sons”. Tego samego roku Mayer pożyczył olbrzymią kwotę Danii, a von Dalberg zaciągnął dużą pożyczkę u Rothschilda na chrzest syna Napoleona. Dzięki temu finansowe bezpieczeństwo Rotschildów zostało zabezpieczone od strony dyktatora.

Wobec starzenia się landgrafa Williama, Rothschildowie zaczęli dyskretnie rozglądać się za młodszym protektorem. Ich wybór padł na Clemensa Metternicha, który w 1809 roku został austriackim ministrem spraw zagranicznych. Metternich to zdecydowany wróg Napoleona. Landgraf przeniósł się do Austrii w nadziei, że duet Metternich – Rothschild pozwoli mu odzyskać suwerenność księstwa Hesse.

Tak oto wpływy Rothschildow i ich matactwa rozszerzyły się na Austrię.

W tym czasie Mayer zachorował i zmarł. Przed śmiercią sporządził testament, którego warunki kolejne pokolenia Rothschildow przestrzegały z żelazną konsekwencją. Testament został wprawdzie utajniony, lecz nie jego podstawowy zapis, widoczny w późniejszych działaniach synów i wnuków. Wykluczał on córki, ich mężów i potomków z dziedziczenia fortun i udziałów w interesach bankowych. Testament w pełni gloryfikował zasadę dziedziczenia potęgi rodu przez linię męską. To chroniło ich przed rozpraszaniem fortuny i rozmywaniem dynastii w obrębie nazwisk innych niż Rothschild.

Mayer zmarł 12 września 1812 roku. Wyretuszowana legenda hagiograficznych biografów głosiła, że u wezgłowia umierającego zgromadzili się wszyscy synowie, a on obdzielił ich Europą na strefy wpływów. W rzeczy samej śmierci ojca towarzyszyło tylko dwóch synów – Amschel i Karl. Natan przebywał w Londynie, Salomon i James w biznesowych rozjazdach.

Tu opuszczamy /nie na zawsze/ prześwietny ród Rothschildow i przenosimy się do Polski, wtedy już nieistniejącej od kilkudziesięciu lat, rozszarpanej w trzech kolejnych rozbiorach. Jak do tego unicestwienia tego wielkiego środkowoeuropejskiego państwa doszło, wiemy ze szkolnych lektur, lecz głębsza prawda była znacznie gorsza, bowiem w zagładzie Polski decydującą rolę odegrała masoneria i jej sternicy – Iluminaci, a nie wojska trzech zaborców, które jedynie dopełniła dzieła zagłady państwa polskiego.

Polska drugiej połowy XVIII wieku była całkowicie spenetrowana agenturalnie przez masonerię Prus, Holandii, Paryża, Wiednia. Bastionami antypolskiej międzynarodówki masońskiej stały się dwory książęce Potockich, Lubomirskich, Czartoryskich, Radziwiłłów, Branickich. Przyszły król Polski, Stanisław August Poniatowski, zdrajca i moralny zgniłek, został wtajemniczony w arkana wolnomularskie już jako młodzieniec około 1753 roku podczas swojego dłuższego pobytu na Zachodzie. Dwór jego ojca był także matecznikiem agenturalnej roboty zachodnich obieżyświatów spod ciemnej gwiazdy: masonów, agentów pruskich, francuskich: okultystów, magów, alchemików. Tych ostatnich w okresie pierwszego rozbioru uzbierało się około dwóch tysięcy w samej Warszawie!

Masonerię zawlókł do Polski król August II. Stanisław August Poniatowski dorastał w okresie apogeum tej epidemii. Masonami byli bez wyjątku najwięksi zdrajcy i zwyczajni agenci – słynny Brühl, August Mocny, ojciec Stanisława Augusta i wielu innych. Ojciec Stanisława utrzymywał na swoim dworze w Wołczynie Włocha- wróżbitę Formika, który ponoć wywróżył koronę Stasiowi już w kołysce. Formica pomagał ojcu Stanisława Augusta w doświadczeniach alchemicznych nad wynalezieniem „kamienia filozoficznego”. Tę tradycję poszukiwania „kamienia węgielnego” filozofii, który zamienił się w kamień grobowy Polski, przejął po ojcu król Stanisław, który jeszcze przed swoją elekcją obdarował stypendium zagranicznym znanego okultystę Toux de Salvertę, zaprzyjaźnionego z czołowym rolskim masonem – zdrajcą Moszyńskim. Król otaczał się wianuszkiem magów : komiwojażerów spod znaku pentagramu i różokrzyżowców, takich jak słynny Cagliostro, Casanowa, Piattoli, Eckert, Fortster, Bescamps, Boekler, Ghigiotti16.Z tej listy najsłynniejszymi w Europie, zarazem najbardziej szkodliwymi agentami byli: Balsamo Giuseppe Cagliostro i Giovanni Casanowa. Cagliostro /1743 – 1795/ – alchemik, mason, włóczęga do specjalnych poruczeń, „intrygant” jak go wtedy już nazywano. Według biogramu zawartego w Bernarda Baudouinâ „Dic-tionnaire de laFranc-Maconneire /Wyd. De Vecci, Paris 1995/ – był założycielem loży masońskiej rytu egipskiego – „Maçonne égyptienne”. Inicjowany do masonerii w kabalistycznym roku „trzech siódemek”- 1777 w loży LEsperance”; członek loży „Parfaite Egalité” z siedzibą w Liege; członek loży „L’mdissociable”, łoży „Minerve aux Trois Palmiers”.

Z kolei Casanowa /1727 – 1798/ został przyjęty do masonerii rytu Różanego Krzyża”, czyli do Różokrzyżowców w Lyonie w 1750 roku.

Rozstrzygający wpływ na młodego Stanisława, na jego masońską inicjację wywarł jego pobyt na dworze Charlesa Hanbury Williamsa, angielskiego dyplomaty, :libertyna, wolnomyśliciela i birbanta, uczestnika tzw.. „kółka braci Foxów” słynnego z rozwiązłości, czegoś na wzór krypto-burdelu pani Henrietty Hertz. Williams : kazał się pierwszym, a tym samym najgorszym mentorem młodego Stasia, jego przyjacielem i wyrocznią.

Poniatowski wraz z Williamsem odbyli podróż do Holandii, dokąd niegdyś często wyjeżdżał również ojciec przyszłego króla Stasia, w celach nigdy nierozpoznanych przez polskich historyków tej epoki. Holandia była w stopniu jeszcze większym niż Frankfurt czy Hamburg zainfekowana wolnomularstwem, okultyzmem, magią. Była centralą słynnej loży masońskiej „Indissolubilis”, kontynuatorki rozwiązanego „Zakonu Palmowego”. W Hadze Williams zapoznał Poniatowskiego z wpływowym portugalskim Żydem sefardyjskim Sassonem – członkiem jednego z późniejszych trzynastu rodów Iluminatów, o których pisze Springmeier już wtedy arcybogatego, który to klan niegdyś udzielił jak zwykle „bezinteresownej” pożyczki dla zmiany dynastii brytyjskiej katolickich Stuartów na protestanckich Orano-Hanowerczyków. Inny z takich sefardyjskich Żydów – Samson Wertheimer finansował „polską” elekcję Augusta Sasa. Jeszcze inny Żyd, Tobiasz Boas ratował wtedy młodego Stasia pożyczkami w jego opresjach finansowych. Najlepiej czuł się przyszły grabarz Polski w domu hrabiego Bendincka, jednego z najbardziej wtedy wpływowych ludzi Holandii. Król pisał o nim w swoich pamiętnikach:

Był on wielkim przyjacielem mojego ojca. Polubił mnie tak dalece, że ku zdumieniu wszystkich, co się go obawiali i skarżyli na jego mrukliwość, czułem się u niego prawie jak dziecię domu.

Tak się „przedziwnie” składało, że bywał na dworze hrabiego Bendincka, masona najwyższej rangi, tajemniczy obieżyświat hrabia de Saint Germain, o którym już słów kilka padło w tej pracy. Saint Germain to także bywalec przedrozbiorowych salonów warszawskich i nie tylko warszawskich z czasów Augusta II, potem zausznik i kochanek słynnej kurtyzany pani Pompadour.

Pobyty ojca przyszłego króla i jego samego już w wieku młodzieńczym na dworach wpływowych masonów europejskich przestaną dziwić z chwilą, kiedy przyjmiemy hipotezę, że przyszły król był formowany do swojej przyszłej roli grabarza Polski właśnie z „dalekiego rozbiegu”, otrzymywał formację masońską, która ukształtowała jego ambiwalentny stosunek do ojczyzny i jego nikczemną postawę w tragicznych latach przedrozbiorowych. Tak się właśnie „inwestuje” w kręgach masonerii, zwłaszcza żydomasonerii w jej przyszłych prezydentów, premierów, a wtedy królów. W wieku XX taką wylęgarnią przyszłych prezydentów, premierów, szefów wielkich korporacji przemysłowych i bankierskich był i pozostaje uniwersytet Yale, gdzie upatrzonych synali oligarchów inicjuje się do Zakonu „Czaszka i Piszczele” /„Skuli and Bones’7. Tam właśnie zostali namaszczeni na przyszłych prezydentów Bushowie ojciec i syn oraz dziadek Busha juniora Prescott Bush, inicjowany w Yale w 1917 roku17.

Kiedy więc masoneria i zwyczajna agentura prusko – rosyjska wykreowała Stanisława Poniatowskiego na króla, podniosła się fala oburzenia drobnej i średniej szlachty – jedynej warstwy społecznej wrogo nastawionej do masońsko-okultystyczno-alchemicznej agenturalnej zbieraniny obieżyświatów. Wtedy właśnie przypomniano sobie babkę króla Stanisława Poniatowskiego – żydowską neofitkę Niewiarowską. Inny z tych obieżyświatów – agentów, Heyking pisał po latach:

/…/ osoby wysokiej rangi w Polsce zapewniały mnie, że dziadek Stanisława był pochodzenia żydowskiego.18

Jeżeli tak, to nam się wszystko lub prawie wszystko wyjaśnia co do tego nadzwyczajnego „inwestowania” w ojca, potem w jego syna, późniejszego grabarza Polski!

Historycy polscy nie mają pewności, czy ojciec Stanisława – Franciszek Poniatowski był „mechesem”. W krwi Czartoryskich, płynącej w jakimś procencie w żyłach króla – masona – zdrajcy Poniatowskiego, także pławiły się miazmaty masonerii, okultyzmu, kabały. Książę Czartoryski, generał ziem podolskich, 12 października 1773 roku, a więc rok po pierwszym rozbiorze Polski, przewodniczył posiedzeniu Wielkiego Wschodu Francji w tzw. „Folies-Tipon”, ubrany » rytualny masoński fartuszek czerwonego koloru i w pełnym rynsztunku masońskim, siedząc po prawicy Wielkiego Mistrza „Wschodu”. A było to posiedzenie wyjątkowo uroczyste, na którym dokonano masońskiego pasowania księcia Filipa „Egalite”.

W Warszawie czasów stanisławowskich, jak stwierdzaliśmy już poprzednio, trasowało około dwóch tysięcy „alchemików” czyli szarlatanów spod ciemnej gwiazdy masońskiej, przybyszów z Prus, Austrii i Francji, a także Włoch. Alchemia zwykle kojarzy się nam z próbami produkcji złota czy srebra, często jest jednak wymieniana jako synonim wyższego wtajemniczenia masońskiego. Warto wyjaśnić, że słowo „alchemia” posiada dwie różne konotacje. Pierwsza kojarzy się : praktykami czarownic i przeróżnych „magów”. Dr Cathy Burns w książce „Mannic and Occult Symbols Iłustrated” stwierdza, że tradycję alchemii najłatwiej ująć dzieląc jej adeptów na dwie grupy. Pierwszą można określić jako „czynnych alchemików”, rzeczywiście podejmujących w tamtych czasach dyletanckie próby syntetyzacji złota, tzw. „transmutacji metali”. Celem ich doświadczeń było usiłowanie transmutacji metali pospolitych, m.in. takich jak ołów i miedź w złoto i srebro, a jeżeli dotychczas, w dobie wielkich zdobyczy techniki, fizyki, chemii i metalurgii nie udało się spreparować złota, to można sobie wyobrazić, jak w istocie naiwne były próby osiemnastowiecznych alchemików.

Poważniejsi byli i są alchemicy drugiej grupy. To alchemicy „spekulatywni”, mistycy, wcale nie podejmujący prób złotodajnych, lecz uprawiający „duchową naukę”, spekulacje o reinkarnacji i mistyczne interpretacje tajemnic Boga i życia. Mówiąc o alchemii w masonerii mamy na myśli tę grupę, a nie nieuków osiemnastowiecznych próbujących produkcji złota. W pełni zdawał sobie z tego sprawę Wielki Mistrz ówczesnej masonerii August Moszyński, mistrz najwyższej „Kapituły Różanego i Złotego Krzyża”19, gdy w obszernym memoriale do króla S. Poniatowskiego objaśniał mu arkana masońsko – alchemiczne:

Wszystkie moje poszukiwania tyczące się filozofii hermetycznej oraz masonerii przekonały mnie, że egzystowała w przeszłości i egzystuje może jeszcze, wiedza nieznana uczonym nowoczesnym…

Istotnie, dr Cathy Burns wyjaśniała:

Hermetycznych filozofów można określić również jako spekulatywnych alchemików. Termin „hermetyczny” wywodzi się z tradycji, iż twórcą alchemii był Egipcjanin Ihoth, którego Grecy nazywali „Hermes Trismegistus” lub „Hermes Trzykroć Wielki”, identyfikując go z Hermesem, rzymskim Merkurym. Podczas inicjacji przy uzyskiwaniu 21 stopnia masońskiego, mówi się o Hermesie i arkanach hermetyzmu.

Siostra księcia Adama Czartoryskiego, kochanka króla Stanisława Augusta – Izabela Lubomirska, „flirtowała” /zapewne w ten sam sposób jak z królem/ z braćmi fartuszkowymi Casanovą i Arandą. Kuzyn króla Stanisława Poniatowskiego – książę Józef Czartoryski, jeden ze zdrajców mieszających na Sejmie Czteroletnim, poseł w Berlinie, utrzymywał w swoim pałacu w Korcu nadwornego lekarza, wybitnego wolnomularza Erharda Loebera – Wielkiego Mistrza jednej z najbardziej wpływowych w Europie zachodniej, loży „Indissolubilis”.

To tylko niektóre i tylko wyrywkowe przyczynki do wyników owego Sejmu Czteroletniego i przyczyn zagłady Polski. Patronował temu unicestwianiu Polski wnuk neofitki – mason, agent wrogów Polski – król Stanisław August Poniatowski; syn kabalisty – okultysty; przyjaciel Sassonow, Bendincka, Williamsa i najbardziej z polskich masonów niszczycielskiego Moszyńskiego; protektor Casanovy, Cagliostra, dłużnik Boasa z czasów młodzieńczych.

Poniatowski okazywał szczególne zainteresowanie życiem gett żydowskich. Już jako król jeździł ze swoim lektorem Reverdinem saniami przyglądać się żydowskim weselom. Interesował się kabalistyką Jakuba Franka – twórcy sekty rzekomych żydowskich konwertytów na katolicyzm. Jak stwierdzał Szymon Askenazy, Żyd i wybitny polskojęzyczny historyk, który wykształcił legion kryptomasońskich historyków polskich – król został przyjęty do loży „Różanego Krzyża” za pośrednictwem szwajcarskiego masona Glayera i został „Kawalerem Różano -Złocistego Krzyża”, czyli masona najwyższego siódmego stopnia. Przybrał masońskie imię „Salsinatus Magnus”, co jest niedokładnym anagramem imienia Stanislaus, jako członek loży „Karol pod Trzema Chełmami”, która obradowała -pracowała”/ w języku niemieckim, z siedzibą w budynku gminy ewangelickiej przy ulicy Królewskiej w Warszawie. Tam właśnie Stanisław Poniatowski złożył swoją przysięgę masońską.

Mokronowski, mistrz ówczesnej masonerii polskojęzycznej, bo trudno ją narwać polską, to szwagier króla Stanisława.

W płatnej historiografii dotyczącej Sejmu Czteroletniego i okresu go poprzedzającego, nie mówi się o tragicznej roli masonerii krajowej i obcej w zagładzie Polski, tylko o „sprzedajności” magnaterii. Ta sprzedajność magnaterii to tylko pół prawdy lub zaledwie jej cząstka. Znaleźli się jednak historycy, którzy ujawniali masońską genezę Sejmu Czteroletniego, sławnej „Konstytucji Trzeciego Maja”, jak W. Kalinka, Morawski, M. Kukieł, Jędrzej Giertych i kilku innych, ale to nie na ich podręcznikach formowano wiedzę i postawy badawcze dwóch ostatnich pokoleń historiografii polskiej. Trzeba długo szukać ich prac w bibliotekach uniwersyteckich i domach prywatnych – takich, które nie zostały zbombardowane: których właściciele nie zostali przez Niemców i żydo-bolszewików wystrzelani, zesłani do łagrów, lub ich domy i mieszkania czyli ich biblioteki domowe nie zostały zagrabione przez powojennych żydowskich ubeków.

Stara to prawda, że o świadomości narodowej świadczy stosunek pokoleń do historii i literatury /kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość/. Do książek w tej tematyce. A ten jest wręcz tragiczny. Staliśmy się narodem bez przeszłości przyszłości tubylców drugiej i trzeciej kategorii. Oto ponury przykład: w październiku 2008 roku polskojęzyczna „Telawizja” przeprowadziła wśród studentów .Uniwersytetu Warszawskiego uliczną ankietę z jednym tylko pytaniem: „Z czym kojarzysz dzień 17 września?”. Tylko 18 proc. ankietowanych odpowiedziało, że z inwazją Sowietów na Polskę 17 września 1939 roku! I to byli studenci UW, przyszła polska „inteligencja”! Jaki byłby procent tych „inteligentów”, gdyby ich zapytać : cokolwiek z czasów rozbiorów Polski?

Padła na gilotynie głowa króla Ludwika, a w polskiej resztówce zebrał się sejm rozbiorowy w Grodnie, sterowany zza kulis przez nikczemnika i agenta Lucchesiniego. Jak to się wszystko szczelnie zazębiało w tym samym czasie: tam, we Francji gilotyny i rzezie, w Polsce ostatni etap anihilacji naszej państwowości, nastepnie Powstanie Kościuszkowskie zorganizowane przez tę samą agenturę dla odciągnięcia Rosji od ewentualnej pomocy dla krwawiącej Francji!

Papież Pius XI /Achille Ratti, były nuncjusz papieski w Polsce/ wygłosił 4 października 1923 roku przemówienie do polskiej pielgrzymki:

Muszę ostrzec Was, jak ongiś Chrystus ostrzegł apostołów, mówiąc do nich „Czuwajcie i módlcie się”. Czuwajcie, gdyż grożą Wam niebezpieczeństwa i zasadzki podstępne. Wróg wszelkiego dobra, którego Chrystus Pan nazwał bramami piekielnymi, nie śpi, ale czuwa i działa wśród Was. Mam tu na myśli przede wszystkim sektę masońską, która szerzy swoje przewrotne zasady i zgubne wpływy również w Polsce, usiłując w szczególności zniszczyć Waszą świętą i cenną spuściznę duchową i religijną, która stanowi moc i chlubę Waszą. Dlate
 

ligaswiata
 
Fragment książki pt: „Lichwa: rak ludzkości” Henryka Pająka.

Europejskim odpowiednikiem klanu Rothschildów, władców Europy i „okolic”, są na gruncie amerykańskim Rockefellerowie. To klan arcybogatych, wpływowych satanistów dominujący w finansach imperium amerykańskiego, bastionu syjonizmu światowego. A satanistów dlatego, że uprawiają rytuały satanistyczne,”wyznają” okultyzm i kabałę. I dlatego, że stoją na czele wojny z chrześcijaństwem jako sponsorzy i organizatorzy światowych organizacji powołanych do relatywizowania chrystianizmu i otwartej wojny z katolicyzmem.

Rockefellerowie należą do kilkunastu czołowych rodzin Iluminatów, które od stu lat rządzą światem.

Oto trzynastka tych władców świata, klanów wzajemnie ze sobą rodzinnie i lichwiarsko powiązanych. Według ważności, to znaczy wpływów w świecie polityki, finansów, mediów i biznesu, są to: Rothschild, Rockefeller, Onassis, Astor, Bundy, Freeman, Krupp, Collins, Russel, Dupont, Li /Chiny i Azja/, Reynolds, Van Duyn1.

Na podstawie książki Springmeyera szerzej omówiłem tę trzynastkę – światową ośmiornicę ośmiornic w książce „Bestie końca czasu”. Tu zatrzymujemy się przy dwóch głównych klanach rodzinnych, oczywiście żydowskich jak wszyscy z tej trzynastki. Motywem przewodnim tej książki – jest wykazanie, że Rząd Światowy istnieje od 100 lat, a nie, jak się nam wmawia – dopiero powstaje, buduje zręby światowej tyranii.

Satanizm jest integralną składową osobowości Iluminatów współczesnych, zwłaszcza tych najważniejszych, jak Rockefellerowie i Rothschildowie. Wielu z kilkunastu klanów Iluminatów tu wymienionych nawet nie wie, kim byli ich przodkowie, nawet dziadkowie, bowiem od ponad stu lat krzyżowali się wewnętrznie, „wsobnie”, niekiedy kazirodczo, jak to wykazaliśmy na przykładzie Rothschildow. Jak stwierdzał Springmeyer, większość Iluminatów cierpi na tzw. multipepersonal disorder, nierozpoznawalne nawet przez nich samych rozdwojenie osobowości, schorzenie znane psychiatrii. Należy ono do podstawowego obrazu klinicznego schizofrenii. Często manifestuje się zatarciem granic pomiędzy osobowością chorego a światem zewnętrznym, utratą poczucia wzajemnego związku swych funkcji psychicznych, utratą poczucia własnej odrębności – ego- ja. Chory może się identyfikować z innymi osobami a nawet przedmiotami, w przekonaniu o obecności innej istoty we własnym ciele: w przekonaniu, że inne narządy jego ciała zostały zamienione /podmienione/ lub, że myślenie chorego jest kierowane przez siły z zewnątrz. Wyraża się też niekiedy w zmianach osobowości, przy czym idzie tu o występowanie takich cech myślenia i zachowania, których dany osobnik nie wykazuje poza okresami choroby, co sprawia wrażenie, że ma się do czynienia z całkiem innym osobnikiem. Takie rozdwojenia występują z reguły w zaburzeniach świadomości. Okres trwania tak zmienionej osobowości cechuje niepamięć nazywana niekiedy „pomrocznością jasną”, „zamroczeniem jasnym”. Przykładem takiej „pomroczności jasnej” jest usprawiedliwienie przez usłużnych psychiatrów syna prezydenta L. Wałęsy, który prowadził samochód w stanie upojenia alkoholowego, po czym płatni psychiatrzy podsunęli jego obrońcom to właśnie pojęcie „pomroczności jasnej”. Dla osób niezorientowanych była to groteskowa gra słów, lecz psychiatria posługuje się nią w określonych przypadkach klinicznych.

Osoby obcujące z Rockefellerami, a szczególnie z niektórymi głównymi Rothschildami oraz jawnymi satanistami, jak np. słynny Anton LaVey stwierdzały, że ich wzrok, wyraz twarzy bywały przeważnie zwyczajne, uprzejme. W pewnym momencie ich spojrzenie stawało się niemal obłędne, dalekie, nienawistne, następnie powracało do dawnego wyrazu zwyczajności. Równie dobrze może to być wystudiowana gra.

Coś takiego cechowało słynnego żydowskiego kata Polaków Józefa Światło /Fleischfarba/, prostaka, z zawodu szewca. Można to „potrenować” wpatrując się w twarz rozmówcy tak, by nie dostrzegać jej szczegółów, następnie „nastawić” wzrok na jeden szczegół, zwłaszcza na jedno oko „przeciwnika”. Wrażenie jest uderzające dla obserwowanego, w najwyższym stopniu deprymujące.

Sataniści wysokiej rangi, nie cierpiący na rozszczepienie jaźni często załamują się na krótko lub na stałe, a to pod wpływem stresów, jakie wywołują makabryczne rytuały i częsty zamęt w ich świadomości.

Istnieje sfora najbardziej wpływowych satanistów, którzy nigdy nie osiągają rozgłosu takiego jak Rothschildowie czy Rockefellerowie. Do takich należał zmarły kilkanaście lat temu Michael von Braun Rheihold. W południowej Belgii stoi w pobliżu małej miejscowości Muno, zamek Matek Ciemności, gdzie znajduje się sala „tysiąca świateł”, a także katedra, w której piwnicach składa się, choć ostatnio już rzadko, ofiary z dzieci porywanych nawet na odległych kontynentach.2 Znajduje się tam tzw. „Diabelska Księga”, w której Michaelowi von Braunowi Rheiholdowi przypisuje się pochodzenie od Rockefellerów. Wiemy również, że wielu badaczy przypisuje A. Hitlerowi pochodzenie od Rothschildow, bowiem jego babka iako młoda dziewczyna miała być służącą u nieustalonych Rothschildow z „linii” wiedeńskiej.

Każda z wymienionych 13 rodzin Iluminatów ma swoje tajne satanistyczne przywództwo i swoją wewnętrzną, hierarchiczną arystokrację. Wśród np. niezwykle rozgałęzionej rodziny Rothschildow są osoby, które zostały wyselekcjonowane w sekretnych rytuałach jako królowie i księżniczki. Ta selekcja daje się zauważyć wizualnie, np. w rysach twarzy – niemal bliźniaczych, co widać wyraźnie u głównych Rothschildow kilku pokoleń. Ci wybrani spośród wybranych rządzą pewnymi obszarami świata, jak np. niektórzy Rothschildowie w Ameryce Południowej, zwłaszcza w Brazylii. Ta osobliwa arystokracja w arystokracji nie jest zależna od ogólnej pozycji całego rodu wśród pozostałych rodów Iluminatów.

Wybrani Iluminaci z wymienionych rodów trzynastki oraz ich odgałęzień, ściśle, przy czym całkowicie tajnie stale współdziałają ze sobą w ramach Wysokich Rad /zgromadzeń/. Do takich należy Wielka Rada Druidów3 czy Rada Trzynastu4- główna Rada „Braterstwa Śmierci”.

Takie hierarchie mają schematy piramidy. Ponad Radą Trzynastu jest Rada Dziewięciu, a w niej Grupa Trzech: ścisłe, decyzyjne prezydium Rady Dziewięciu.

W kabalistyce trójka posiada niezwykłe znaczenie. Słynna liczba z Apokalipsy św. Jana – 666, nazwana przezeń „Imieniem Bestii”, składa się przecież z sumy trójek. Nieparzyste kombinacje tych piramidalnych rad „Mędrców” : Trzynastu, Dziewięciu i wreszcie Trzech, to także konstelacje trójek.

Osobne znaczenie ma w tej kabalistyce liczb trzynastka – 13.

W ramach dygresji przyjrzyjmy się „festiwalowi” trzynastek w życiu Jana Pawła II:

Godzina i minuty ogłoszenia „Habemus papam” 1818: 1 + 8 = 9, 1 + 8 = 9

Wybrany na papieża w wieku 58 lat: 5 + 8=13

Data śmierci papieża : 02.04.2005: suma cyfr = 13

Godzina śmierci Jana Pawła II: 2137 = 13 Zmarł 02.04: to trzynasty tydzień 2005 roku Pontyfikat trwał 26 lat i 5 miesięcy: 2+6+5 =13 Pontyfikat trwał 9301 dni: 9+3+1 = 13 Zamach na Papieża: trzynasty dzień maja – 13 Był 265 papieżem /wliczając św. Piotra/: 2+6+5 = 13 Wchodzi do synagogi /1986/ – 13 kwietnia, Światowy Dzień Młodzieży, 2003 r. – 13 kwietnia, Siostra Łucja umiera /2005 r./ 13 kwietnia.

W kabalistycznej numerologi trzynastka jest liczbą pechową. Przed wojną nie było w Warszawie tramwaju nr 13. Unikano nadawania tego numeru domom, nawet mieszkaniom, apartamentom hotelowym, piętrom. Trzynastkę preferują: wróżbici, kabaliści, okultyści, pseudo-terapeuci, pseudo-egzorcyści.

Objawienia w Fatimie także następowały trzynastego dnia każdego miesiąca, poczynając od maja. Czy Matka Boska wybrała te trzynastki na zasadzie kontry dla kabały, satanizmu, wojny z Bogiem?

Trzynastka w polskim kontekście aż trzy razy datuje wyjątkowo fatalne dla nas wydarzenia. Wszystkie przypadają na grudzień. Oto one.

13 grudnia 1970 roku rząd PRL premiera Jaroszewicza ogłasza w sposób świadomie prowokacyjny, drastyczną podwyżkę cen żywności. Wybuchają „niepokoje społeczne”, które 17grudnia kończą się krwawymi „wydarzeniami grudniowymi”. Była to w istocie prowokacyjna próba wywołania powstania narodowego.

Gen. Jaruzelski na swoim procesie /2008/ uporczywie przekonywał, że na 17 grudnia był planowany strajk generalny, który by sparaliżował kraj i tak już pogrążony w chaosie, toteż 13 grudnia 1981 roku hunta gen. Jaruzelskiego wprowadza stan wojenny. Jawna próba sprowokowania przez tzw. „zachód” powstania narodowego?

13 grudnia 2003 roku rządzący Polską żydokomuniści podpisali w Kopenchadze zgodę na administracyjny i gospodarczo-polityczny podbój Polski przez europejską filię Rządu Światowego pod nazwą „Unii Europejskiej”.

13 grudnia 2007 roku potomek wehrmachtowca premier D. Tusk realizując testament polityczny twórców „Drang Nach Osten”, w obecności potomka przechrztów – prezydenta L. Kaczyńskiego, podpisał w Lizbonie tzw. „traktat reformujący”, czyli „Konstytucję europejską”. Był to akt formalnego piątego rozbioru Polski.

I jeszcze jedna trzynastka, także grudniowa:

13 grudnia, w piątek /!/1307 roku, Filip IV król Francji, po usunięciu jednego papieża i zamordowaniu drugiego, po usadowieniu na papieskim tronie Klemensa V, uzyskał jego zgodę na rozwiązanie Zakonu Templariuszy…

Dosyć. Wracamy do Rockefellerów, członków Rządu Światowego, którzy wraz z innymi członkami tego neo-gangu, wykreowali hitleryzm i komunizm, wywołali dwie wojny światowe i żydobolszewicką rewolucję w Rosji, w skutkach trzy krwawe dramaty ludzkości świata i Europy, a szczególnie Polski.

Pierwszym i wyjątkowo negatywnym Rockefellerem był William Avery Rockefeller /1810 – 1906?/. Typ skrajnie skorumpowany, bezwzględny, wyzbyty wszelkich zasad moralnych. Praktykował magię, zajmował się okultyzmem. Poślubiał poligamicznie /w tym samym czasie/ wiele kobiet, nie licząc licznych kochanek. Oskarżony o gwałty, uciekł ze stanu Nowy Jork, aby uniknąć więzienia. Kradł, kłamał. Drugą jego pasją były gry hazardowe, dodatkowo nakręcające spiralę jego chciwości.

Jego późniejsze życie to kopia drogi życiowej wielu czołowych Iluminatów, którzy uprawiali i uprawiają satanizm, zawierają tajne okultystyczne związki „małżeńskie”, o których wiedzą tylko nieliczni wtajemniczeni, w tym również niektórzy płatni badacze, lecz nigdy o tym nie napiszą. Jedną z jego oficjalnych żon była Eliza Davidson /1813 – 1889/, kobieta o dwóch osobowościach: przez płatnych historyków ukoronowana legendą o jej wielkiej pobożności, wzorem niedoścignionych cnót. Nie wspominają, że po ślubie z Williamem A. Rockefellerem wprowadziła się do jego domu, gdzie zamieszkała pod jednym dachem z jego kochanką.

Miał wiele nieślubnych dzieci, a z Elizą Davidson /oczywiście Żydówką/, spłodził sześcioro. Jednym z nich był osławiony John Davison Rockefeller. Ton on wyniósł klan na szczyty władzy i pieniędzy. Stał się jednym z najpotężniejszych władców świata. Jego wielkim sekretem były powiązania z innym rodem Iluminatów – Paysersami oraz kilkoma następnymi rodami Iluminatów.

Podobnie jak w przypadku Rothschildów, z czasem -wyłonił się cały legion płatnych biografów, którzy na wyścigi wynosili pod niebiosa zasługi Rockefellerów, ich dobroczynność, pracowitość etc. W sumie powstawał mit o nieistniejących w rzeczywistości Rockefellerach, postaciach jakby wirtualnych. Pewna część biografów starała się jednak wykazywać prawdę o nich, ale zawsze zrelatywizowaną, na zasadzie: „No tak, ale…”

Protoplastą rodu był wspomniany William Avery Rockefeller, ojciec późniejszego „króla nafty” Johna Dawida I, cynik i łotr spod ciemnej gwiazdy. Był założycielem trustu Standard Oil, powstałego w 1870 roku. Został on rozwiązany w 1911 roku mocą wyroku Sądu Najwyższego – jako ukoronowanie przestępczego charakteru tej mafii paliwowej .

Pół wieku po powstaniu Standard Oil, kiedy jego syn ofiarował 100 000 dolarów na cele misyjne Kościoła kongregacjonistów w Bostonie, trzydziestu pastorów poszczególnych kongregacji uchwaliło na wspólnej naradzie, że należy mu zwrócić te pieniądze jako zdobyte „aspołecznymi i niemoralnymi metodami”5. Liczniejsi pastorzy mieli chętkę na te cuchnące dolary, toteż w piśmie „Missionary Review” /„Przeglądzie misjonarskim”/ napisano rezolutnie:

Jeżeli odmówimy przyjęcia tych pieniędzy, należałoby wówczas sprawdzić pochodzenie każdego dolara, rzuconego na tacę kościelną6.

Nowojorski „Sun” puścił wtedy w obieg parafrazę słynnego powiedzenia Wespazjana: Pekunia non olet – „Pieniądze nie śmierdzą”:

Milionowe dary dezodoryzują się same - skomentował Żyd Alfred Liebfeld, autor cytowanej książki o Rockefellerach.

Podtekst tych wszystkich reakcji był wspólny: Rockefeller wzbogacił się w przestępczy sposób, a w kategoriach moralnych – w sposób niegodziwy. Jeden z kongresmenów nazwał Rockefellera największym przestępcę naszych czasów. Karykaturzyści przedstawiali go jako ośmiornicę zgarniającą mackami złoto, albo siedmiogłową zachłanną hydrę.

Nie omieszkał być ostentacyjnie religijny, ale uznawano to za cyniczną hipokryzję, zaś filantropijne datki – przekupywanie Niebios.

Pierwszą krytyczną książką o Rockefellerze była praca Henry D. Lloyda: „Wealth against Commonwealth” /„Bogactwo przeciwko wspólnocie”/, demaskująca machloje Standard Oil. Za Lloydem poszli inni, m.in. pisarz Upton Sinclair, autor kilku powieści „ z kluczem” demaskującej wielki biznes: „Grzęzawisko”, „Nafta”, „Król Węgiel”. Osiemdziesiąt lat później od czasu powstania „Nafty”, /1927 r./ reżyser Paul Anderson stworzył z niej film „Aż poleje sie krew”, który otrzymał Oscara. Film odniósł wielki sukces, ale był to sukces wielkiego społecznego zapotrzebowania na opowieści o rekinach biznesu z lobby naftowego.

Już tkwiący w kieszeni i na smyczy tegoż wielkiego biznesu prezydent Teodor Roosevelt nazwał wrogów monopoli pogardliwym słowem „muckrakers” - grzebaczami w gnoju: „muck” – gnój.

W 1905 roku wystawiono na Broadwayu sztukę „z kluczem” – „Lew i mysz”, której bohaterem był „Mr Ryder”, w sposób oczywisty sobowtór Rockefellera. I choć sztuka była artystycznie mizerna, przez dwa lata nie schodziła ze sceny, bo takie było już wtedy społeczne zapotrzebowanie na „dokładanie” Rockefellerom.

Na tej fali największy jednak rozgłos zyskała książka: „The History of the Standard Oil Company” autorstwa dziennikarki Idy Tarbell. Dzieciństwo i młodość spędziła wśród pól naftowych Pensylwanii, zatem temat był jej szczególnie znany i bliski. Bezlitośnie potępiła nafciarza. Rockefeller poczuł się „dotknięty” i przerwał pogardliwe milczenie. Napisał „Dorywcze wspomnienia o ludziach i wydarzeniach” /„Random Reminiscences of Man and Evants’7. Usprawiedliwiał się tam i jak mógł łagodził czarną wymowę książki Tarbell, ale po rozwiązaniu Standard Oil w 1911 roku szukał profesjonalisty, który by napisał jego „właściwą” – czytaj – płatną biografię.

Rozwiązanie Standard Oil przez Sąd Najwyższy stanowiło wprawdzie pewną satysfakcję dla milionów Amerykanów, ale nie cios w Rockefellera. Trust nie rozpadł się, tylko podzielił na odrębne, pozornie niezależne towarzystwa naftowe, z góry ustalając między sobą kontynuację skoordynowanej, wspólnej polityki w biznesie. Po prostu wszystko pozostało po staremu.

William Averel Rothschild oficjalnie usunął się na emeryturę w 1911 roku i właśmę od tego momentu zaczęło się dziać coś niepojętego w image tego oszusta: dotychczasowy jego wróg, magnat prasowy, założyciel potężnej „dynastii” medialnej William Hearst, zaczął Rockefellera wynosić pod niebiosa na swych gazetowych skrzydłach . Już w 1912 roku w nowojorskim „Etening Journal” pojawił się artykuł wstępny /tzw. „wstępniak”/, w którym stwierdzano m.in.:

Rockefeller obraca swoje pieniądze na pożytek wszystkich ludzi. Uważa siebie jedynie za skarbnika i stróża milionów, które wyłowił ze złotego strumienia koniunktury…7

Tak zaczęła się apokryficzna era w dziejach Rockefellerów, niemal beatyfikacja niedawnego potępieńca. Nie nurzając się w tej hagiograficznej papce, musimy trzeźwo zauważyć, że za niecałe dwa lata później miała „wybuchnąć” pierwsza wojna światowa, zaledwie w następnym roku miał powstać nieformalny Rząd Światowy postaci „Banku Rezerw Federalnych” - FED, dlatego syjonistyczne „Rady Mędrców”, jak zawsze niewidzialne, jak zwykle nieformalne podjęły strategiczną decyzję o konsolidacji Wielkiej Lichwy i mediów w jeden mega – gang: niszczenie prasy niezależnej czyli nieżydowskiej. Minie prawie 90 lat od tego czasu, gdy następca klanu Rockefellerów przyzna na posiedzeniu Grupy Bilderbergerg, że bez „pomocy” prasy „nie mogłyby udać się wspaniałe przedsięwzięcia na rzecz jedności świata”…

Po śmierci Williama Averela, jego następcą został syn John Dawison8 Rockerfeller, znany jako „John D.II”. Był jedynakiem wśród trzech swoich sióstr. Jego fortuna była już gigantyczna, a jego image czyli pieniądze przeszło staranną „dezodoryzację”, głównie za sprawą syndykatu nafty i prasy, tudzież usłużnych płatnych biografów.

Zanim „wszedł w naftę”, obieżyświat William Averel będący niezwykle rzadkim gościem w domu i przy żonie, postanowił wcielić się w lekarza „od wszystkiego” nie wyłączając leczenia raka! Gdy przybywał do jakiegoś większego miasteczka. wynajmował chłopca, który roznosił ulotki następującej treści:

Dr William Rockefeller bawi w tym mieście tylko jeden dzień. Leczy skutecznie najcięższe przypadki raka z wyjątkiem schorzeń zbyt daleko posuniętych. Koszt pełnej kuracji wynosi 25 dolarów.9

Niech nikogo nie zmyli tak niska cena za wyleczenie raka. Tamte 25 dolarów to około 1000 dzisiejszych. Ale i tak tanio za obietnicę uratowanie życia. Niestety – tylko za obietnicę.

Nie zapominał o ludziach mniej zasobnych. Masowo sprzedawał butelki uniwersalnego leku za znacznie mniejszą cenę. Potrafił dbać także o ludzi chwilowo pozostających bez centa przy duszy: udzielał krótkoterminowych pożyczek na 12 procent i zastaw pod jakiś wartościowy przedmiot, który, jak łatwo się domyślać, nigdy nie wracał do właściciela, bo pożyczkodawca jako jednoosobowy wędrowny lombard, znikał bez śladu. Miał też sposób na Indian. Wykorzystywał ich wierzenia, że człowiek pozbawiony mowy i słuchu posiada zdolność przywracania zdrowia innym, toteż udawał wśród nich głuchoniemiego!

Posiadał przy tym niezaprzeczalną sprawność, jak doskonałą jazdę konną, a przede wszystkim zdolność trafiania z Colta ptaka w locie – umiejętność niebagatelną w tych „westernowych” czasach. Był przy tym bardzo przystojny, wysoki, co przekazał nawet synowi widocznemu na zamieszczonym zdjęciu /s. 105/.

Podczas rzadkich odwiedzin w domu, przyjeżdżał bogatym wynajętym powozem, rzucał na stół portfel wypchany dolarami, a dzieciom rozdawał złote dwudziestodolarówki, opowiadał im cudeńka o zwiedzanych miejscach, czasem grał na skrzypcach, w sposób także nietypowy, bo opartych o biodro.

Purytańskiej żonie nie pozostawało nic innego, jak kochać go, rodzić dzieci i płakać po kątach.

Ojciec Williama Averela był dość zamożnym farmerem, ale dopiero teść Dawison pozwolił im się otrzeć o prawdziwą zamożność. Po ślubie kupił młodemu małżeństwu farmę za 3100 dolarów. Wśród legend o grzecznym synku Williamie rozpowszechniano rzewne opowieści o tym, jaki to był skrzętny chłopiec, jak chodził do sąsiadów zarabiać na kopaniu ziemniaków, zbieraniu orzechów. Jak zachęcany przez matkę składał centy do skarbonki. Kiedy miał 20 lat, pożyczył sąsiadowi 50 dolarów na 7,5 procenta, dzięki czemu zarobił na tej lichwiarskiej transakcji cztery dolary. Wtedy chyba zrozumiał, jaka jest potęga lichwy i to, że lepszy mały handelek niż duży szpadelek – powiedzenie wprawdzie ukute w Polsce, ale uniwersalne. Nie szukając daleko, to samo i również bardzo wcześnie zrozumiał nasz aktualny /2008/ premier Donald Tusk, zajmując się w wolnych chwilach małym handelkiem, co potwierdza załączone na następnej stronie zdjęcie.
Rockefeller uczył się miernie, w dorosłym życiu unikał towarzystwa inteligentów. Miał o nich typowe pogardliwe wyobrażenie nieuka. O Newtonie mawiał, że gdyby nie był uczonym, to by się nie zastanawiał, dlaczego jabłko spadło z drzewa, tylko by je zwyczajnie zjadł.

Szkoły średniej nie ukończył, uznając ją za stratę czasu. Miał tam przyjaciela. który przydał mu się w przyszłości. To Marek Hanna, późniejszy lider republikanów w Ohio. To on „zrobił” Williama McKiley’a prezydentem i to on jako polityczny boss był orędownikiem wielkiego kapitału i monopoli za czasów jego prezydentury.

Realne wykształcenie, przygotowanie do życia w Lichwie pobierał od swego zacnego ojczulka. Wspominał, że ojciec handlował z nim sprzedając i odkupując różne przedmioty, ale zawsze starał się go oszukać. John Dawison wspominając to już u schyłku życia, nazywał te manewry „sztuką handlu i sprzedaży”.

Pamięć o „przekrętach” Williama Averela przetrwała przez kilka pokoleń. Pewien senator w rozmowie z prawnukiem szarlatana – Nelsonem Rockefellerom oznajmił:

Swego czasu występowałem przeciwko nominacji pana na podsekretarza stanu, ponieważ noszę się od lat z zamiarem wytoczenia panu rozprawy sądowej : odszkodowanie. Pradziad pana sprzedał mojemu dziadkowi bezwartościowe leki za dwieście dolarów!

Trafił jednak na przeciwnika z refleksem. Nelson zapytał spokojnie:

A jak długo żył pradziadek pana senatora?
Przeszło dziewięćdziesiąt lat.

O, to sprawę sądową ma pan przegraną!

Ten dialog wpiszmy jednak między legendy. Płatni biografowie tytanów Lichwy prześcigają się w takich opowiastkach.

W 1847 roku wywiercono w Pittsburgu szyb o głębokości 30 metrów. Trysnęła ropa zmieszana z wodą. Bywały jednak naturalne wypływy ropy: do rzek, strumieni, na stokach gór. Uniemożliwiały wtedy pojenie stad bydła. Przez długi czas uznawano ropę za idealne lekarstwo na leczenie wątroby, przeziębienia, gruźlicy.

Wyraz „nafta” ma pochodzenie staroindyjskie, ale „petroleum” wywodzi się od łaciny: oápetra- skała i oleum- olej. Stąd m.in. dawna polska nazwa nafty: olej skalny.

W 1854 roku wychowanek uczelni w Dartmouth, z wykształcenia prawnik George Bissel odwiedził swoją uczelnię, a w niej swego profesora z chemii i pokazał mu butelkę ropy:

Bardziej niż na lekarstwo- powiedział- nadaje się to chyba do oświetlenia.
Butelkę przysłał profesorowi jego wychowanek Francis Brewer, syn farmera z wioski Titusville. Bissel nie namyślając się, wraz z kilkoma kolegami nabył w pobliżu tej wioski 50 hektarów za 5000 dolarów. Założyli pierwsze towarzystwo naftowe: Pensylvania Rock Oil Company. Finansował ich bankier z Pensylwanii James Townsend, ten jednak wstydził się tego „zwariowanego przedsięwzięcia” i występował anonimowo.

Zwariowany pomysł przestał być wariacki, gdy profesor z Yale Benjamin Silliman otrzymał od tych wspólników kilka baryłek ropy. Po destylacji stwierdził, że oczyszczona ciecz nadaje się do oświetlania. Dodatkowo powstają przy destylacji ligroina i parafina i tylko 10 procent bezużytecznego osadu, który, po stu latach stawał się asfaltem.

Za badania profesor zażądał 528 dolarów, ale przezornie stał się ich udziałowcem. Nie stracił na tym.

Do Francisa Brewera, który wniósł ten „zwariowany pomysł”, jego ojciec, stary farmer pisał:

Uważaj, bo wpadłeś w ręce kanciarzy!
Ten jednak nie posłuchał przezornej rady ojca.

Przełomem było zarzucenie prymitywnego pobierania ropy z powierzchni wód i wywiercenie pierwszego szybu z czystą ropą.

Niespodziewanie natrafił na opór udziałowców: co? pompować ropę z ziemi jak wodę? Absurd!

Rozstrzygnął bankier Townsend. Wysłał do Titusville dżentelmena o nazwisku Edwin L. Drakę. Dziś historycy są zgodni co do tego, że Edwin Drakę zasłużył się dla ludzkości bardziej niż jego odpowiednik z XVI wieku Francis Drakę, który pokonał armadę okrętów hiszpańskich i jako jeden z pierwszych sprowadził do Europy ziemniaki. Drakę kupił następne dziesiątki hektarów i zaczął wiercić.

Opisując te pierwociny przemysłu naftowego, Alfred Liebfeld w tym momencie stwierdził:

Trzeba wszelako podkreślić, że miejscem narodzin przemysłu naftowego jest nie Ameryka, lecz Polska. Dnia 31 lipca 1853 roku Ignacy Łukasiewicz, o którym jeszcze tu będzie mowa, dostarczył szpitalowi we Lwowie pierwsze 500 kilogramów nafty. Tę właśnie datę należy uważać za początek przemysłu naftowego na świecie. Owego dnia dokonano w szpitalu lwowskim pierwszej w świecie operacji chirurgicznej przy oświetleniu naftowym.

Alfred Liebfeld powraca jeszcze do Ignacego Łukasiewicza w kontekście wykorzystywania uzyskanych dochodów z pionierskich dokonań w przemyśle naftowym w USA przez Rockefellerów i przez polskiego odkrywcę. Wzbogacone drugie, trzecie a teraz już czwarte pokolenie Rockefellerów potęgowało swoją zachłanność w miarę bogacenia. Maskując tę zachłanność, „pod publiczkę” zabawiali się w działalność dobroczynną, obliczoną tylko na poklask prasy. Ignacy Łukasiewicz rozumiał swoją misję zgoła inaczej. Oto stosowny cytat z książki Alfreda Liebfelda:

Pokaźne dochody z szybów i rafinerii miał niewątpliwie i Łukasiewicz. Nie wygłaszał jednak wzniosłych oświadczeń, lecz zaczął od tego, że jego staraniem i nie bez wkładu finansowego, powstały w zagłębiu naftowym kasy brackie, wypłacające pracownikom zasiłki chorobowe i renty starcze. Założył około tysiąca gminnych kas pożyczkowych, przeciwdziałając w ten sposób rujnowaniu ludności wiejskiej przez lichwiarzy10. Zwalczał alkoholizm, i to skutecznie, skoro okolice „łukasiewiczowskie” świeciły przykładem trzeźwości. Dzięki niemu powstały również liczne ochronki i szkoły zawodowe, tak potrzebne ludności. O drogach w Krośnieńskiem, najlepszych podówczas w całej Małopolsce, mawiano, że są „wybrukowane guldenami Łukasiewicza”. Kwity z darowizn dla instytucji i osób prywatnych tworzyły w domu Łukasiwicza całe stosy.

- Wolę być dziewięćdziesiąt dziewięć razy oszukanym - mówił, gdy ostrzegano go przed łatwowiernością - niż opuścić choć jednego człowieka w prawdziwej potrzebie.

To pośrednio wyjaśnia, dlaczego Łukasiewicz i jego potomkowie nie stali się polską dynastią na miarę Rockefellerów. A przecie Łukasiewicz wyprzedził wszystkich o całe dziesięć lat w pionierstwie naftowym. Kiedy Rockefeller po raz pierwszy – w 1862 roku zainteresował się ropą na skalę dochodową, Łukasiewicz już od dziesięciu lat destylował ropę. Kiedy w 1879 roku powstawał trust Standard Oil, nazwisko Łukasiewicza było juz powszechnie znane i choć nie ma na to bezpośrednich dowodów, proces destylacji „wyemigrował” do Stanów Zjednoczonych z nieistniejącej wówczas Polski, ale stara to prawda, że sukces ma wielu ojców.

Inny Żyd – szwedzki chemik Alfred Nobel, wynalazca dynamitu, bawełny strzelniczej i bezdymnego prochu, dorobił się olbrzymiej fortuny na tych wynalazkach, zwłaszcza na inwestycjach przemysłowych na Kaukazie. Był właścicielem szwedzkiej fabryki armat Boforsa, gdy niemiecki Krupp był jeszcze w powijakach. Nobel jako Żyd nie cierpiał kraju swojego urodzenia – Szwecji, najczęściej przebywał w Paryżu i czuł się bezpaństwowcem, zresztą jak ogromna większość wędrowców z tej nacji. Wynalazca narzędzi do zabijania na wielką skalę stał się „pacyfistą” dopiero pod koniec życia. Decydującą w tym rolę odegrała baronowa Berty Suttner, autorka swego czasu dość znanej powieści „Precz z orężem”. Nobel „zaprzyjaźnił się” z nią w stopniu tak bliskim, że w ostatniej chwili cały swój majątek zapisał na stworzenie fundacji swego imienia. Po spieniężeniu wszystkiego, otrzymano gigantyczną na ówczesne czasy sumę 36 milionów koron szwedzkich. Odsetki z tej kwoty – około 600 tysięcy koron rocznie składały się na Nagrodę Nobla.

Pociągnijmy jeszcze ten zaszczytny polski wątek na przykładzie innego odkrywcy – inżyniera Witolda Zglenickiego, górnika i geologa. Urodził się w 1848 roku, dorastał w atmosferze klęski Powstania Styczniowego. Ukończył prestiżowe liceum w Płocku, potem Szkołę Główną, wreszcie udał się na studia do Instytutu Górniczego w Petersburgu. Tam wielki chemik rosyjski Mendelejew, twórca „Tablicy Mendelejewa” skierował jego zainteresowania na ropę naftową. Po ukończeniu Instytutu Zglenicki odmówił przyjęcia kierowniczego stanowiska w Zagłębiu Donieckim. Znalazł się w Baku jako kierownik sekcji probierczej. Tam właśnie podjął eksploatację terenów zakaukaskich. Szukał nie tylko ropy, ale i miedzi, ołowiu, manganu, srebra, węgla. Wyniki poszukiwań utrzymywał w tajemnicy, choć był obsypywany przez władze carskie nagrodami i działkami wydobywczymi.

To Zglenicki był autorem pierwszego na świecie, wtedy super „zwariowanego” projektu wydobywania ropy z dna mórz. Chodziło o Morze Kaspijskie. Nie doczekał się realizacji pomysłu. Podjęły go dopiero władze sowieckie.

Zglenicki cały swój majątek zapisał polskiej nauce. Działająca w zaborze rosyjskim „Kasa im. Mianowskiego” weszła w posiadanie tego spadku, a wszystkie dochody z wydobycia ropy i gazu ziemnego przeznaczała na wspomaganie wybitnych naukowców i młodych talentów. O wielkości tego zapisu świadczy choćby dochód tylko z jednej działki wydobywczej, eksploatowanej przez koncern Rothschildów: wypłacał on Kasie równowartość 20 procent wartości wydobywanej z niej ropy i około 17 procent gazu ziemnego. W latach 1909 – 1915 „Kasa im. Mianowskiego” otrzymała z tego tytułu ogromną na tamte czasy sumę 1,3 miliona rubli11.

Kim byliby Łukasiewicz i Zglenicki, gdyby przyszło im działać w Stanach Ziednoczonych, w okresie pierwszego pokolenia Rockefellerów? To pewne, że pozostaliby tymi samymi filantropami, przeciwieństwem Rockefellerów. Z tym, że dochody wracałyby do Polski – gdyby wtedy istniała.

Pewien młody amerykański socjolog pytał i sam odpowiadał z przekąsem:

- Dlaczego Europejczycy widzą w nas, Amerykanach, barbarzyńców? Bo uważają nas za produkt cywilizacji biznesu.

Rockefellerowie nie zadawali sobie takich pytań. Podobnie nie stawiali ich europejscy wrogowie cywilizacji – Rothschildowie.

Takich pytań nie zadają sobie zwłaszcza Rockefellerowie z ostatniego, współczesnego pokolenia protoplasty Williama Averela – pięciu braci Rockefellerów.

To, co doprowadziło Rockefellerów do absolutnej potęgi, to ich równie absolutna bezwzględność. Dla osiągnięcia władzy i pieniędzy William Avery Rockefeller był gotów na wszystko.

John Davison Rockefeller był założycielem rodzinnej siedziby w Pocantico Hills w Nowym Jorku. Ponad sto rodzin rockefellerowskich żyje obecnie na tym prywatnym terenie – wzgórz Pocantico. Oficjalnie około 190 osób nosi to nazwisko, ale ich rozgałęzienia pod innymi nazwiskami z żeńskich linii, są wielokrotnie liczniejsze.

Spotykał się sekretnie ze sławnym bankierem i graczem zza kulis światowej polityki – Williamem H. Yanderbiltem i równym tamtemu Jay Gouldem. Tajną współpracę przypieczętowali przysięga mającą tę samą moc, jaką mają przysięgi mafijne bossów sycylijskich.

Na pokaz starannie rozpowszechniano legendy o ich antagonizmach.

Szczytem kamuflażu były jednak rzekome waśnie między dwoma rodami królów świata – Rockefellerami i Rothschildami, o których „mendia”12 rozpisywały się często. Tymczasem przedstawiciel Johna Archibolda Rockefellera wyjechał w 1880 roku do Europy w „misji specjalnej” celem nawiązania współpracy z Rothschildami. Ci zaś wysłali do USA niejakiego Belmonta. Dwa kontynenty stawały się dwiema perłami w koronie panów świata.

Dobrze poinformowani badacze twierdzą, że oba klany są gęsto spokrewnione ze sobą w linii żeńskiej.

Oto następni przedstawiciele mafii Rockefellerów.

David Rockefeller współpracował z Rothschildami przy aranżowaniu wydarzeń światowych na linii USA – Europa. Jest on członkiem wszystkich kluczowych atrap Rządu Światowego: Klubu Bilderberg, Rady Stosunków Zagranicznych /Council of Foreign Relations – CFR / oraz Komisji Trójstronnej, a zwłaszcza wyjątkowo elitarnego Komitetu 300.

Stał za permanentą, prowadzoną na wielu frontach wojną z chrześcijaństwem. Posiadał szereg stopni „naukowych”, nadanych mu przez Żydowskie Seminarium Teologiczne, m.in. wyróżnienie tzw. Braterstwa Światowego.

Poślubił Abby Greene Aldrich, pochodzącą – jakże by inaczej – z iluminackiej rodziny Aldrich.

Przy okazji wzmianki o tej kolejnej rodzinie Iluminatów – Aldrichach, warto podać „wizytówki” kilku innych Iluminatów z kontynentu amerykańskiego, całych ich rodów iluminackich. Oto np. John Jacob Astor: zdobył fortunę poprzez swoją firmę American Fur Company – firmę handlu futrami. A zdobył ją przez rozpijanie i oszukiwanie Indian. „Wodę ognistą” sprzedawał im po wygórowanych cenach, a za futra płacił artykułami niskiej wartości.

Oto słynna rodzina Wanderbiltów, której potomkowie mieli ważny udział w wybuchu pierwszej wojny światowej i rewolucji żydobolszewickiej w Rosji carskiej. Ich przodek Cornélius dorobił się na transporcie towarów rzeką Hudson. W tym celu przekupił odpowiednie władze na kilku odcinkach rzeki i uzyskał licencję na użytkowanie portowej infrastruktury. Kiedy Kongres ustalił dotacje na popieranie eksportu amerykańskiej wieprzowiny, Cornélius Vanderbilt przechwycił znaczną część tych dotacji na transport, konkurentów pozbawiając znacznej części ich zysków. Potem przerzucił się na budowę kolei. Wszedł na tym polu w konkurencję z innym rekinem rodzącego się kolejnictwa – Jayem Gouldem, powszechnie uważanym za łotra bez czci i wiary, także Żydem z pochodzenia jak Wanderbilt i pozostali Iluminaci. Obaj prześcigali się w wysokich łapówkach dla władz poszczególnych stanów. Na oszukańczych machinacjach na rynku akcji kolejowych Gould zarobił 12 milionów ówczesnych dolarów.

Oto inny potentant, współsprawca pierwszej wojny światowej, rewolucji żydobolszewickiej w Rosji – J. Pierpont Morgan, o którym przyszło nam wzmiankować wielekroć w tej pracy.

Morgan utuczył swoją fortunę w początkach wojny secesyjnej wspieranej przez Rothschildów europejskich. Sprzedał armii Północy 5000 karabinów, które już po pierwszym wystrzale często pozbawiały żołnierzy palców. Później spekulował na zaniżaniu wartości dolara. Machinacje te wyszły na jaw w czasie, kiedy groziła za nie ustawowa kara śmierci, ale Morganowi włos nie spadł z głowy, a powinna spaść cała głowa.

Oto Stephen Girard, który wzbogacił się na handlu morskim w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Złożył Amerykanom przysięgę na wierność, następnie bez żadnych oporów handlował z Brytyjczykami, wtedy militarnym wrogiem Stanów jeszcze nie Zjednoczonych.

Kiedy wybuchła rewolta przeciwko białym plantatorom na San Domingo, plantatorzy ulokowali część swoich kosztowności i złota na okręcie należącym do Girarda i wrócili na ląd po resztę dobytku. Wtedy Girard nie czekając na nich odpłynął „w siną dal”.

Oto król stali Andrew Carnegie, od którego nazwiska utworzono słynną później Fundację Carnegie. Sprzedawał marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych pancerne płyty. Każdą partię dostaw obowiązkowo testowano na wytrzymałość. Dopiero po kilku latach, po wojnie, jeden z pracowników Andrew Carnegie ujawnił, że wybrane do testowania płyty przedtem poddawano procedurze hartowania, fałszując rzeczywistą wytrzymałość na przebicie całych dostaw. Rzecz jasna, po ujawnieniu tego groźnego szwindla, rząd federalny wszczął dochodzenie, ale sabotażowa robota Carnegie nie spotkała się z żadną karą. Zajmował potem szereg kierowniczych stanowisk w Chase Manhattan Bank. Angażował się w umowy handlowe ZSRR – USA.

Amerykanie działający w wywiadzie twierdzili, że D. Rockefeller był ideowym zwolennikiem komunizmu. Żywił nadzieję, że Stany Zjednoczone zdołają przekształcić się w drugi Związek Radziecki. Przygotowywał do tego grunt poprzez wspieranie rozwoju Amerykańskiej Partii Komunistycznej, bezkarnie siejącej w powojennym USA destrukcję komunistyczną i pilotującej agentów Sowłagru.

Kolejny członek mafii Rockefellerów to David Rockefeller – Jr. Członek wpływowej Rady Stosunków Zagranicznych. To on promował kandydaturę Clintona na fotel prezydenta.

Laurence Rockefeller /1910 – 2004/, syn Davida Rockefellera. Prezes Rockefeller Center. Członek rady nadzorczej „konserwatywnego” magazynu „Readers Digest” i kilku spółek powierniczych. Członek zarządu elitarnego Princeton Uniwersity. Jak wszyscy czołowi „ojcowie” klanu, aktywnie wspierał wojnę z chrześcijaństwem, zwłaszcza z katolicyzmem. Przyznał „katolickiemu” księdzu Matthew Foxowi, wyznawcy New Age dotację na pisanie książki dla Iluminatów: „Nadejście Kosmicznego Chrystusa” /The Coming of the Cosmic Chris/. Laurence Rockefeller był członkiem rady nadzorczej fundacji „Dzień Ziemi”, która promowała kult Matki Gai. Sponsorował płatną apologetkę New Age – Barbarę Max Hubbard, produkująca książki na temat „Nowego Wieku”, „Matki Gai”, etc. Ona i inni liderzy New Age głosili i pisali, że religią nadchodzącego New Age /Nowego Wieku, New Order/ będzie wolnomularstwo.

Michael Rockefeller. Satanistyczny ekscentryk. Usiłował przekupić krajowców Nowej Gwinei, aby nakłonić tych /byłych?/ łowców głów do preparowania zmumifikowanych, pomniejszonych głów dla jego satanistycznych kolekcji. Gwinejczycy jednak już dość dawno porzucili ten barbarzyński zwyczaj polowań na głowy. Znudzeni natarczywością Michaela Rockefellera, pozbawili głowy jego samego!13 No cóż, kto mieczem wojuje, od miecza ginie, kto głowy obcina, głowę traci.

Rodman C. Rockefeller, to kolejny boss klanu. Członek wszechwładnej Rady Stosunków Zagranicznych. To wystarczająca wizytówka jego wpływu na politykę USA.

Winfried Rockefeller Emeny - kolejna, tym razem żeńska lecz makabryczna postać rodu. Zamordowała dwoje swoich dzieci i popełniła samobójstwo.

Nelson Aldrich Rockefeller - były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, były gubernator stanu Nowy Jork. Zmarł w wieku 70 lat w łóżku z 25-letnią kochanką Megan M. Nie „w łóżku” tylko na krześle! Kochanka Nelsona była polską Żydówką o nieprzeciętnej urodzie, przyjaciółką Polki – pani M.M., córki przedwojennego generała M. Nelson zmarł już po figlach, siedząc na krześle. Rodzina Nelsona kupiła milczenie kochanki za 1,5 miliona dolarów, za które nabyła dwie wille i żyje sobie dostatnio. Te łóżkowe rewelacje pochodzą od bliskiego kolegi pani M. M. Ten zaś wyszeptał je autorowi, zastrzegając posłużenie się tylko pierwszymi literami nazwisk…

Wdowa po nim – „Happy” /„Szczęśliwa”!/ Murphy, porzuciła pierwszego męża i dzieci, aby poślubić w 1963 roku Nelsona Aldricha Rockefellera.

Lęki, fobie, zboczenia, samobójstwa, odprawianie rytuałów satanistycznych, w tym krwawych, to stałe wyróżniki kolejnych Rockefellerów. Cechuje ich mania posiadania schronów w ich budynkach, tuneli, sekretnych pomieszczeń, schowków w ścianach, skrytek w meblach.

Niektórzy przedstawiciele tego rodu z całą powagą kreowali się skrycie na arystokratów, żyli i żyją w tej iluzji, co w psychiatrii nazywa się monarch programming.

Pierwotne nazwisko Rockefellerów brzmiało: Rockenfehler. Pochodzili z Nadrenii, skąd przywlókł się do Stanów Zjednoczonych amerykański protoplasta rodu – Johann Peter Rockenfehler. Do kręgów amerykańskiej arystokracji długo nie śmieli pretendować, bo Rockefeller nawet po zmianie żydowskiego nazwiska na Rockenfeler zbyt późno przybyli do Ameryki. Nadto, nie mieli majątku. Johan Peter Rockenfehler zaczynał jako farmer, a farmerzy w Ameryce zwykle nie chełpili się arystokratycznymi korzeniami, nie mając ich i nie dbając o nie.

Dopiero bogaty już William Averel Rockefeller pomyślał o dorobieniu sobie krwi arystokratycznej. Zatrudnił profesjonalnego heraldyka, a ten „odkrył” wśród przodków tego żydoniemieckiego przybłędy korzenie starej szlachty francuskiej: „de Roguefeile”, która niegdyś miała nawet bić monetę we własnej winnicy. Byli rzekomo hugonotami, zatem musieli uchodzić przed prześladowaniami do Niemiec.

Realnie zaś Rockefellerowie przez ożenki zręcznie wpełzali w rodziny anglosaskie. Prababka Rockefellera po mieczu, czyli Rockenfehler Lucy Avery, pochodzila z rodziny angielskiej zamieszkałej w Stanach już od 1639 roku i miała korzenie szkockie. Tymczasem dobrze opłacany „heraldyk” odnalazł „ojca” rodu Lucy very w rodzinie pierwszego króla Anglii Egberta, a wśród przodków po kądzieli .mieścił szkockiego króla Duncana, którego, jak wiemy z literatury i historii, zabił pod namową żony król Macbeth /Makbet/. Całe szczęście, że usłużny „heraldyk” zapewne nie wiedział o istnieniu dynastii Jagiellonów!

Żona zuchwałego globtrotera Williama Averela Rockefellera była pobożną córką farmera szkockiego. Byli więc kosmicznymi sprzecznościami z postaw moralnych i etycznych. Dlaczego za niego wyszła? Sama to wyznała, nie wiemy zresztą czy zgodnie z prawdą, czy tylko dla własnego usprawiedliwienia: bo udawał r rzed nią głuchoniemego! Wyszła za niego z litości!14

Są mistrzami w unikaniu podatków i maskowaniu swojego rzeczywistego majątku. Ich posiadłości w większości nie są formalnie ich własnościami. Zazwyczaj działają w ten sposób, że pieniądze kontrolowanej przez nich organizacji czy przedsiębiorstwa lokują w innych, także przez nich kontrolowanych, ani na chwile nie przestając być właścicielami tych pieniędzy i nieruchomości. Celują w tzw. .dotacjach”, oczywiście bezinteresownych, jak europejscy Rothschildowie, co przysparza im opinię darczyńców. Posiadają udziały w wielu światowych firmach, i ich głównym przedsiębiorstwem jest Standard Oil. Jako ciekawostkę dodajmy, ie logo tej firmy to satanistyczny pentagram otoczony kołem. Oprócz Standard Oil głównymi gigantami należącymi do Rockefellerów są: General Electric, Texas - -trumerit, East Kodak. Kontrolują także Boeinga produkowanego w większości Seatle. Tam właśnie odbywają się tajne seanse monarch programming oraz kontrolowanie /zniewalanie – slaves/ umysłów: monarch of mind-controlled slaves.

Rockefellerowie kontrolują swoimi pakietami udziałowymi linię lotniczą Delia. Logo tej firmy lotniczej także jest symbolem satanistów. Wielu Iluminatów, prominentów rządowych i kongresowych, a zwłaszcza agenci CIA, preferują latanie iniami Delty. Preferują je również przedstawiciele światowej finansjery.

Rockefellerowie posiadają olbrzymie tereny w całych Stanach Zjednoczonych od Hawajów, przez Teksas po Florydę i Maine. Ciekawe, że prezydent Bush-senior bardzo często odwiedzał Maine w okresie swojej prezydentury.

W takich prywatnych enklawach odbywają się ściśle tajne „weekendy” i „obozy” oligarchów świata, co przybliżymy w rozdziale o członkach loży masońskiej „Czaszka i piszczele” – starannie dobieranych absolwentów uniwersytetu Yale.

Rockefellerowie odgrywają ważne role w Lucis Trust i ONZ. To właśnie książę Karol z iluminackiego rodu królewskiego jest rzecznikiem prasowym Lucis Trust, udziela się także w ONZ. O rodzinie królewskiej, o Lucis Trust pisał obszernie F. Springmeier we wspomnianej książce „Bądź mądry jak węże”.

Rockefellerowie byli współzałożycielami FBI15 w takim stopniu, że obecnie ta agencja jest jakby zbrojnym ramieniem Iluminatów. Dominują także nad CIA. Swego czasu Kongres zlecił powołanie komisji do zbadania czynów karalnych ujawnionych w CIA /m.in. porywanie dzieci na mordy rytualne/. Na czele komisji stanął nie kto inny tylko Rockefeller. W rezultacie „dochodzenia” komisja „skarciła „CIA” za jakieś drobiazgi niezgodne z prawem. Istną kpiną było powierzenie dochodzenia w sprawie korupcji w Centralnej Agencji Wywiadowczej /CIA/ Nelsonowi Rockefellerowi To właśnie on jako członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego nadzorował działalność CIA. Miał więc prowadzić dochodzenie przeciwko sobie!

W szeregach CIA dostrzega się takich osobników jak Archie Roosevelt z satanistycznej żydowskiej jak wszystkie, rodziny Iluminatów i satanistów. Jako jeden z liderów CIA odbywał podróże z Davidem Rockefellerem do Afryki, gdzie złożyli wizytę emirowi Kongo w Nigerii. David Rockefeller zabierał ze sobą w podróże do Egiptu profesora egiptologii. Miał bowiem „chyzia” na punkcie skarabeuszy i żuków, toteż stale zatrudniał znanego egiptologa dr. Charlesa Breadsteda. To dziwić nie może, gdy ktoś zna treść egipskiej „Księgi Zmarłych” i porówna ją z satanistycznymi rytuałami dzisiejszych władców świata.

Rockefellerowie we współdziałaniu z Rothschildami i pozostałymi Iłuminatami z ich orbity, przewodzą w sterowaniu systemami wychowania, edukacj i i religiami poprzez liczne ich fundacje. Rockefeller jest autorem książki „Przyszłość Federalizmu” /Future of Federalism/. Snuje tam projekty związków narodów i powstawania Rządu Światowego – wiedząc dobrze, że Rząd Światowy istnieje nieformalnie od dawna, a oni go tylko umacniają i rozbudowują o nowe obszary wpływów. Wpływają przecież na losy USA, Europy, Rosji i pośrednio Chin – m.in. poprzez tajemniczą dynastię Li – jedną z trzynastu rodów Iluminatów.

Rokefellerowie, a konkretnie David, byli „ojcami założycielami” – wespół z polskojęzycznym przedstawicielem Czarnej Szlachty /Black Nobility/ – Zbigniewem Brzezińskim, słynnej Komisji Trójstronnej /Trilateral Commission/. Połączyła ona w jedną mafię polityczno-gospodarczo-finansowo-medialną oligarchów Ameryki, Japonii i Europy. Jednym z członków Komisji był Jimmy Carter. Kiedy Nelsonowi Rockefellerowi nie udało się zdobyć fotela prezydenta USA, i całą mocą wypromowali ich marionetkę – J. Cartera. O wszechpotędze Komisji Trojstronnej świadczą członkostwa w tej Komisji dyrektorów takich korporacji jak IBM, Siemens, Dutch, Chase Manhattan, Sony, Nippon, Steel. Dla koordynowania dyktatu ekonomicznego w krajach Ameryki Północnej, Europy i Azji, Komisja Trójstronna powołuje tam swoje nieformalne filie.

Niezależni analitycy dziejów klanu Rockefellerów na tle meandrów polityki światowej zdecydowanie twierdzą, że Rockefellerowie odgrywali i odgrywają kluczową rolę w głównych wydarzeniach XX wieku. Trendy polityczne, preferencje gospodarcze, finansowe i zwłaszcza w USA antychrześcijańskie, mają swoje źrodło w finansach klanu Rockefellerów sprzężonych rodzinnie i biznesowo z innymi „dynastiami” USA.

Nie tylko w USA. Poprzez korporację Chase Investment Rockefellerowie posiadają swoje aktywa i tym samym wpływy w takich przedsiębiorstwach, jak stalownie w Turcji, przemysł tekstylny w Nigerii. Nelson był właścicielem Creole Petroleum w Wenezueli, co postawiło jego firmę w konflikcie z obecnym prezydentem tego kraju Chavezem, zmierzającym do przepędzenia obcych pijawek tamtejszej ropy. Jawnie więc odgrażają się „skasowaniem” prezydenta Chavesa.

W Ameryce Południowej, głównie w Brazylii, Rockefellerowie tłumią rozruchv skierowane przeciwko kontroli kilku republik „bananowych” przez masońskie kartery. Dotyczy to głównie Archer-Daniels-Midland /ADM/ – monopolisty nasion i płodów rolnych, produkującego też nasiona genetycznie modyfikowane /soja/. Dyrektorem tego konsorcjum była m.in. Margaretta /„Happy”/ Rockefeller. I ona także była przedstawicielką USA na 46. sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w roku 1991.

Konsorcjum ADM jest groźnym przykładem tendencji do monopolizacji upraw rolnych na skalę międzynarodową, wobec której sowieckie kołchozy i polowe kombinaty PGR w czasach PRL, były tylko namiastką takiej monopolizacji. Obecnie przekracza ona granice państw i kontynentów, a doskonałym przykładem jest tu unifikacja rolnictwa w ramach Unii Europejskiej, która dekretuje nawet kształty ogórków, bananów, masowo wdraża uprawy roślin modyfikowanych. Polska jeszcze się przed tym broni, ale kapitulacja jest przesądzona.

Klan Rockefellerów podobnie jak „dynastia” Rothschildów, stanowi nierozdziazielne konsorcjum szeregu innych rodzin oligarchicznych, takich jak: Bedfords. /Archibald/ Chesebroughs, Cutlers, Flagrelrs, Harkness, Paynes, Rogers, Ta ostatnia to klan pod wodzą Henry D. Rogersa – dyrektora Standard Oil Company, jego krewniacy znajdują się wśród Iluminatów, podobnie jak inne rody sprzymierzone z Rockefellerami.

Rockefellerowie stale miewają swoich członków w kręgach rządowych. Lewis Kirhy Rockefeller był republikańskim członkiem Izby Reprezentantów. Senator „Jay” i jego familia rządzi Zachodnią Wirginią jak udzielni książęta. Rzecz jasna, senator „Jay” Rockefeller to członek Rady Stosunków Zagranicznych i Komisji Trójstronnej, co wystarcza za całą rekomendację wpływów tego Iluminata. Studiował na Yale, gdzie został członkiem słynnej a ponurej sławy „Czaszki i Piszczeli”, o której to „fabryce” przyszłych oligarchów świata – w innym rozdziale tej książki. W 1963 roku pracował w Wydziale Indonezyjskim Departamentu Stanu USA. Indonezja była rządzona dyktatorsko przez ich marionetkę Suharto, zmarłego w 2008 roku. Gdyby to nie była neokolonia USA, to naruszanie praw człowieka przez reżim Suharto byłoby stałym tematem oburzenia światowych elit czyli „mendiów”.

W Senacie, „Jay” funkcjonował jako ważniak w szeregu komisji, np. Komisji Finansów do Spraw Handlu, Rozwoju Gospodarczego, Komisji do Spraw Weteranów.

Stan Arkansas to drugie po Wirginii „Eldorado” Rockefellerów.

Kilku Rockefellerów rozsiadało się w Kongresie Stanów Zjednoczonych, ale ważniejsi są ich senatorowie. Już w 1906 roku ówczesny senator Penrose otrzymał od Rockefellerów 25000 dolarów łapówek, a senator Bliss – 100 000 dolarów, oczywiście nie bezpośrednio od Rockefellerów, tylko od ich Standard Oil.

Oto przykład dominacji Rockefellerów Kiedy zechcieli zbudować niepopularną wśród mieszkańców autostradę do celów prywatnych, wezwali Sekretarza Spraw Wewnętrznych, ministra Stewarta Udalla do apartamentu Nelsona Rockefellera i tam „skłonili go” do wyrażenia zgody na tę autostradę. Tak się rządzi Ameryką z „drugiego siedzenia”.

David Rockefeller był doradcą zamordowanego potem prezydenta Johna F. Kennedyego, którego śmiertelnym grzechem stała się jego decyzja o emisji federalnej waluty i posłanie na przemiał dolarów emitowanych przez bankierski gang – „Bank Rezerw Federalnych”.

Pełna monografia dominacji Rockefellerów wymagałaby kilkutomowego opracowania. Pokusimy się o telegraficzny skrót, przemkniemy ponad najgroźniejszymi agendami antychrześcijaństwa, powołanymi przeważnie przez nich samych lub przez nich kontrolowanymi. Ukazała się książka „Bezbożne przymierze”, której autorzy opisują metody i chronologię przechwytywania seminariów duchownych, opanowywania rad parafialnych i szkół chrześcijańskich. Jedną z najważniejszych agend dowodzenia tym procederem jest „fundacja” o nazwie „Sealentic Fund”. Potem czynili to i czynią poprzez szereg innych „fundacji”. „Sealentic Fund” powstało w 1938 roku z siedzibą w New York City. Wydawało ogromne sumy na manipulowanie życiem kościoła protestanckiego. W przewodniku po fundacjach – „The Foundation Directory”, wydawanym przez „E Russel Sage Fundation” – wiadomo przez kogo finansowanej – „Sealentic Fund” wydała w 1961 roku na destrukcję w Kościołach protestanckim i katolickim 680 000 dolarów. Po 1984 roku „Fundacja Sealentic” już nie była używana do tego celu. Zastąpiły ją inne, a wydatki na te cele w 1984 roku w formie oczywiście „grantów” wyniosły 1 889 550 dolarów. Trop wiódł po 1984 roku do innej rockefellrowskiej bezpodatkowej „fundacji” o nazwie „Brothers Fund”. Tak oto tysiące ciekawskich nigdy nie dojdą do sterników tych grantów, przyznawanych „przypadkowo”, „bezinteresownie” – jeśli nie będą wiedzieć, że za tym stoją „bractwa” Iluminatów. I tak np . „The Union Theological Seminary” /Zjednoczone Seminarium Teologiczne/ istnieje tylko dzięki funduszom Rockefellerów, natomiast tamto „Sealantic Fund” swój program streszczało w: bieżących działaniach opartych na protestanckiej edukacji teologicznej. Finalnym skutkiem takiej /talmudycznej/ edukacji w nauczaniu protestanckim, jest totalne zażydzenie protestantyzmu, a obecnie celem tej inwazji jest katolicyzm w krajach posowieckich, bo na zachodzie katolicyzm jest już niemal katakumbowy.

W 1952 roku kongresmen Eugene Cox przewodniczył komisji, która po raz pierwszy usiłowała odsłonić tajemnice niezliczonych „fundacji” Rockefellerów innych Iluminatów. Kongresmen napotykał niezliczone przeszkody w drodze do prawdy. Wkrótce rozchorował się i w tajemniczych okolicznościach zmarł. Jeden z członków tej komisji, kongresmen Carroll Reece i jego doradca Rene Wormser usiłowali kontynuować te dochodzenia. Wtedy poplecznicy mafii Rockefellerów i podległa Iluminatom prasa wielkonakładowa zwarli szeregi, aby zniszczyć kongresmena Reese. Komisji zmniejszono środki finansowe i skrócono czas przyznany na badania. Pomimo licznych przeszkód zdołała ona ustalić, że od 1930 roku fundacje Rockefellera i fundacja Carnegie wydały ogromne sumy na „edukację”. Pieniądze te zostały wydane w lwiej ich części na huraganową promocję Johna Deweya, marksizmu, ideologii Jednego Rządu Światowego i socjalizmu. Obie z mienione fundacje zapewniły ponad 70 proc. darowizn na instytucje szkolnictwa wyższego w Ameryce w ciągu pierwszych trzydziestu lat XX wieku.

Krajowe Stowarzyszenie do Spraw Edukacji /National Education Assotcianon/, było finansowane głównie przez fundacje Carnegie i Rockefellera. Raport komisji badającej fundację Carnegie, zredagowany w 1934 roku snuł ponurą perspektywę:

Zamierająca polityka wolnej ręki musi zostać całkowicie zniszczona i my wszyscy, włącznie z „posiadaczami” musimy w dużym stopniu zostać poddani kontroli społecznej.

Nie wiedzieli, biedacy, jak rozpoznawany przez nich trend antycywilizacyjny zniewoli narody i kontynenty po upływie pół wieku.

Kongresmen Wormser, doradca otrutego szefa komisji – Reecego, pisał w reasumcji raportu, że badania Komisji prowadzą do wniosku, iż rzeczywiście istniało coś o charakterze rzeczywistej konspiracji pośród pewnych czołowych wychowawców Stanów Zjednoczonych, zmierzającej do wprowadzenia socjalizmu poprzez wykorzystanie systemu szkolnego. Ustalili, że głównym sprawcą stojącym za programem nauczania socjalizmu w szkołach i uniwersytetach Ameryki, a także polityki Krajowego Stowarzyszenia do Spraw Edukacji, była Fundacja Rockefellera.

Potężny zespół fundacji i organizacji stowarzyszonych – pisał Wormser – powstał na przestrzeni tych lat, by sprawować kontrolę nad edukacją. Większa część tego zespołu i całkowita odpowiedzialność za taką „edukację” przypada na grupy Fundacji Rockefellera i Carnegie.

Tak rzeczy stały po drugiej wojnie światowej, w latach 50. Przez następne 40 lat „grupy” fundacji Rockefellera i Carnegie kontynuowały swoją robotę destrukcyjną bez żadnych przeszkód.

Wydawnictwo „Grolier, Inc.” to jeden z wydawców podręczników, a jednym z jego dyrektorów był Avery Rockefeller - Junior. Innym dyrektorem tego wydawnictwa był Theodore Waller, Żyd jak wszyscy inni z tego areopagu. Waller to członek Międzynarodowej Komisji Książki UNESCO.

Media kontrolowane przez Rockefellerów, ich iluminackich satelitów dyktują, kto ma być promowany, jakie tendencje w religiach i umysłach „użytecznych durniów” mają być wdrażane. „Times”, to ich czołowy rozpylacz tych toksyn. Jego prezesem był przez lata Żyd Andrew Heiskell – prawa ręka D. Rockefellera. Inny Iluminat – Henry J. Fisher nieprzerwanie kierował „Calls Magazine” od 1917 do 1956 roku! Satanistyczny establishment szeroko reklamował tzw. „Kościół Szatana” stworzony i prowadzony przez satanistę Antona LaVey. Gazeta „New York Daily News” z 31 stycznia 1967 r. przedstawiła swoim czytaczom lukrowaną opowiastkę o tym, jak LaVey odprawia pierwszą w Ameryce satanistyczną ceremonię ślubną. W „Calls Magazine” z marca 1972 r. prezentowano liryczną opowieść o „Kościele Szatana”.

Serial bezpłatnej reklamy satanizmu trwał: 19 czerwca 1972 roku „Time Magazine” zapoznał czytaczy ze szczegółowym omówieniem działalności LaVey I jego „Kościoła Szatana” w reportażu pt: „Okultyzm; namiastka Wiary” /The Occult: A Substitute Faith/.

A wszystko to za darmo! Taki Billy Graham, promotor Nowego Porządku Świata, ciągle otrzymuje najbardziej dochodowe reklamy prasowe.

Innym przykładem jest szarlatan „archeologiczny” o nazwisku Deniken. Zrobił fortunę. W swoich „odkryciach” stale forsował tezę Darwina, że człowiek i małpa maja wspólnego przodka, ludzie ewoulowali cywilizacyjnie i anatomicznie, czemu przeczą nie fałszowane liczne wykopaliska. Lew Wasserman, szef Microfilm Corporation of America z „New York Times Company” – właściciel wydawnictwa G.P. Putnams Sons, członek Rady Uniwersytetu Rockefellera, opublikował antychrześcijańskie, tendencyjne ufologiczne dywagacje Van Denikena.

Koncern Cadence Industries jest właścicielem przedsiębiorstwa Marvel Comics. Zarząd koncernu jest podwładny Dawidowi Rockefellerowi poprzez Radę Stosunków Zagranicznych. Nie dziwi więc promowanie okultyzmu i publikowanie takich dzieł jak „Syn Szatana” /The Son of Satan/ przez Marvel Comics. Kto jest za to odpowiedzialny? Nigdy bezpośrednio Rockefeller, ten czy jakikolwiek inny. Trzeba dodać, że Rockefellerowie podają się za baptystów. Dlaczego więc promują takie bezeceństwa antychrześcijańskie? Bo kroczą w awangardzie wojny talmudyzmu i syjonizmu z cywilizacją chrześcijańską, a ich „baptyzm” to jedynie listek figowy.

Innym żydowskim monopolistą prasowym jest Hearst, słynny w swoim czasie po porwaniu jego córki, która tak naprawdę nie została porwana, tylko po dwóch latach wyłoniła się jako propagatorka terroryzmu. To właśnie Hearst – szef wielkiego koncernu prasowego wypromował książki o satanizmie i samego Billy jrahama. Chase Manhattan Bank wspomagał finansowo Grahama i publikacje satanistyczne, na czele z samym LaVeyem.

Maurice Strong, satanista-Iluminat, to przyjaciel Rockefellerów. Propaguje on kult Matki Ziemi /Gai/. Jego matecznikiem jest San Louis w stanie Kolorado, u podnóża gór Sangre de Cristo. Nazywa się to „doliną azylu prawd światowych”16To kompleks kilkunastu obiektów, m.in. „koedukacyjnego” męsko-żeńskiego klasztoru karmelitańskiego /!/; świątyni hinduistycznej, monastyru buddystów tybetańskich, świątyni sufitów i taoistów, ośrodka studiów nad mistycyzmem judaistycznym oraz „ośrodka ekologicznego” Instytutu Aspen. Planowali wzniesienie piramidy o wysokości 100 metrów. Faraonowie egipscy – drżyjcie! Ośrodek zaskarbił sobie przydomek „Watykanu Nowego Ładu Światowego” Goście tego »Watykanu Nowego Ładu Światowego” to Rockefeller, H. Kissinger, McNaman, P. Trudeau /były premier Kanady, Iluminat jak wszyscy pozostali/, Dalajlama, Shirley MacLine i inni Iluminaci.

Maurice Strong to miliarder. Był zastępcą Sekretarza Generalnego ONZ, był dyrektorem programu ochrony środowiska ONZ, przewodniczącym „Szczytu Ziemi” z 1992 roku w Rio de Janeiro.

Jego ideą jest stworzenie „Nowej Religii Przyjaznej Ziemi”. Strong to członek Komitetu 300, super loży jeszcze bardziej wpływowej niż Bilderberg Group. Dodajmy, że na liście Komitetu 300 widniało nazwisko polskojęzycznego Żyda Józefa Hieronima Retingera oraz Radziwiłła / zob. ostatni rozdział książki/.

Strong położył nieocenione zasługi w niszczeniu, rozwadnianiu chrześcijaństwa za pomocą tzw. „ekumenizmu”, zresztą oczka w głowie papieża Jana Pawła II. Strong trzyma cugle nad głównymi nićmi „ochrony” przyrody, czyli podporządkowywania pod tym pretekstem olbrzymich połaci globu władcom świata. Podczas wspomnianego „Szczytu Ziemi” w Rio de Janeiro, grupa satanistów: Strong, Rockefeller, Rothschild, Kissinger i inni „Olimpijczycy”, radzili nad przechwyceniem zasobów przyrodniczych Globu pod pretekstem „ochrony przyrody”.

Maurycy Strong w 1990 roku udzielił wywiadu kanadyjskiemu dziennikowi „West”17. Mówiąc o Forum Ekonomicznym w Davos, Strong nagłe „popuścił” wodze fantazji:

Co by było, gdyby mała grupka światowych przywódców/.../ utworzyła tajne stowarzyszenie /ona je dawno już „utworzyła”! – H.P./, by doprowadzić do ekonomicznego krachu? Wszyscy są w Davos. To nie terroryści, to światowi przywódcy.
I ujawnia mechanizm takiego hipotetycznego krachu:

Lokują się na światowych rynkach akcji i towarów. Używają swojego dostępu do giełd, komputerów i zapasów złota, wywołują panikę.18

Po chwili gryzie się w język:

Nie powinienem chyba mówić takich rzeczy.
Czyżby „przepowiedział” to, co dzieje się obecnie, A.D. 2008 na rynku walut, giełd światowych?

Teraz rozumiemy, dlaczego fundacje Rockefellera wydają wielkie pieniądze na tzw. „ruch ochrony przyrody”. Coraz więcej ludzi jeszcze nieodmóżdżonych rozumie, że to przykrywka do wyzucia ich z własności i resztek wolności. Ten plan ujawnił George Hunt, uczestnik konferencji ONZ na temat środowiska i rozwoju: „Ziemia”. Tam właśnie Rockefellerowie i Rothschildowie snuli plany wykorzystania oszukańczego szyldu pod nazwą Światowego Banku Ochrony Przyrody / World Conservation Bank/, do zdobycia tytułów własności najcenniejszych obszarów lądowych Ziemi.

Ma się rozumieć, Rockefelłerowie uwielbiają „Wielebnego” Moona z Korei, który nazywa siebie Chrystusem. Wyprodukował „religię” internacjonalną, interkontynentalną. Jego główna siedziba mieści się w Nowym Jorku. Wspomagają go milionami dolarów Rockefeller, Ted Kennedy, mason Mc Mark Hatfield, mason Jesse Helms, Iluminat William Buckley Jr.

Światowe agendy niszczenia chrześcijaństwa

Zacząć należy od tego, że bankowe gangi Rockefellerów i Rockefellerów podporządkowały sobie w drugiej połowie XIX wieku finanse Watykanu i tak jest do dziś. Nawet żydowska „Encyklopedia” /t. II s. 497/ stwierdzała otwarcie:

Dziwny to ciąg dalszy do prób ustanowienia kościoła katolickiego, rywala Rothschildów, że obecnie /1905! – H.P./ ci drudzy są strażnikami papieskich skarbów.

Badacz Eustace Mullins stwierdzał w książce „The Curse of Canaan” ?Droga do Canan/, że Rothschildowie przejęli zdalnie wszystkie operacje finansowe ola katolickiego na całym świecie. Po skandalach z „Banco Ambroziano”, interesy Kościoła katolickiego są powiązane również z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, czyli z Iluminatami.

Rothschildowie i Rockefellerowie poprzez bank Kuhn, Loeb § Co. przejęli wszystkie bogactwa rosyjskich carów, zdeponowane przed rewolucją żydobolszewicką 1917 roku w Banku Anglii /35 mln dolarów/ i w banku paryskim – 80 milionów ” Do tego doszły nieprzebrane zasoby złota, diamentów i srebra, tudzież dzieła sztuki, w tym sztuki sakralnej, szabrowanych przez żydowskich
 

ligaswiata
 
W niewoli mitu PIŁSUDYZMU. Henryk Pająk


Fragment książki Henryka Pająka pt: „Ponura prawda o Piłsudskim.

Źródło: Polonica


Zdrajca żydowskiego pochodzenia Józef Piłsudski
Skala mitologizacji Piłsudskiego daje się porównać z sakralizacją Generalissimusa Stalina, geniusza ludzkości, ojca narodów. Obrzydliwie zmitologizowany Piłsudski i jego synonim – piłsudczyzna, przetrwały legendę Stalina o pół wieku, kiedy to Chruszczow zdetronizował tego ludobójcę na XX zjeździe KPZR, natomiast Piłsudski przeciwnie – żyje do dziś, coraz bardziej monumentalny, coraz ordynarniej zakłamywany jako rzekomy „twórca” Polski Odrodzonej, czego dowodem były kolejne obchody rocznicy odzyskania niepodległości – 11 listopada 2004 roku. Posypały się wtedy formułki: „geniusz”, „twórca Polski Odrodzonej”, „marszałek”.

Szczytem zakłamania była np. publikacja w „Naszej Polsce” (9 XI 04), gdzie niejaki T. Trautsolt (!), tak oto opluł Romana Dmowskiego i Narodową Demokrację:

W przeciwieństwie do programu Narodowej Demokracji, która głosząc hasło lojalizmu wobec carskiej Rosji dążyła jedynie do utworzenia w granicach rosyjskiego imperium pozornie autonomicznej polskiej enklawy, Piłsudski zmierzał do wywalczenia wolnego od obcej supremacji niepodległego państwa.

To właśnie Piłsudski zawsze, swoim umysłem prowincjonalnego hreczkosicja wybiegał do „Polski” okrojonej wyłącznie z ziem zaboru rosyjskiego, bo jako agent Austrii i Niemiec nie śmiał nawet pomyśleć o uszczknięciu nawet kawałeczka ich zaborów!’

Piłsudski i piłsudyzm były nieszczęściem dla Polski odrodzonej po 123 latach niewoli. Wystarczyło dziewiętnaście lat wolności – i znów niewola, a niewiele brakowało, by ta wolność potrwała zaledwie dwa lata – gdyby generał Rozwadowski, generał Haller, generał Zagórski i generał Sikorski nie uratowali Polski w dniach 13-16 sierpnia 1920 roku, kiedy Piłsudski uciekł do swojej konkubiny Aleksandry Szczerbińskiej i swoich z nią nieślubnych córek – gdy decydowały się losy Warszawy, Polski, a także losy Europy całego XX wieku.

Zadaniem tej pracy jest wykazanie jednym, że – wbrew zakłamanej polskojęzycznej historiografii, Piłsudski i jego kompani oraz kontynuatorzy doprowadzili do upadku Drugiej Rzeczypospolitej swoją masońsko-syjonistyczną agenturalnością połączoną z głupotą „chłopców Komendanta”.

Pisanie o Piłsudskim nie jest jałowym nurzaniem się w przebrzmiałej przeszłości. W bagnie „polskiej głupoty” (Czesław Miłosz, żydomason pochowany na Skałce); polskich złudzeń, albo na odwrót – polskiego tryumfalizmu. Jest to wędrówka do źródeł przeszłych, a także obecnych nieszczęść naszego narodu i nieistniejącego już państwa – guberni, dystryktu Unii Europejskiej.

1. „Braci Wielkopolan od razu wykreśliłem ze swojego rachunku”.

Dramat Polski Odrodzonej rozpoczął się dokładnie z chwilą dojścia Piłsudskiego do władzy. On i jego kamaryla, legionowi pastuszkowie w generalskich mundurach, doprowadzili do ponownej anihilacji Polski przez dwa straszliwe totalitaryzmy – niemiecki i bolszewicki. Trzeci etap tej samej ciągłości ideowej i programowej piłsudczyzny, to piąty rozbiór Polski dokonany przez ich pogrobowców, ich wnuków i prawnuków.

Początek agenturalnej, terrorystycznej, w istocie mafijnej kariery Piłsudskiego, był „odpryskowym” skutkiem zaplanowanego przez żydowskich „rewolucyjnych demokratów” zamachu na cara Aleksandra III w marcu 1887 roku. Wśród spiskowców znajdował się przyjaciel Piłsudskiego – Aleksander Ulianow, starszy brat późniejszego ludobójcy żydomasona Włodzimierza Blanka-Ulianowa pseudonim „Lenin”. Wtajemniczonym w przygotowania do zamachu był starszy brat Józefa Piłsudskiego – Bronisław, który rzekomo miał przygotowywać ładunek wybuchowy . Został skazany na 15 lat zesłania na Sachalin.

Na krótko przed swoją śmiercią, Piłsudski wypowiedział słowa, w których megalomania ścigała się z pogardą do Polski i Polaków.

Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę Go prosił, żeby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi2.

Dwudziestoletni Józef Piłsudski nic nie wiedział o przygotowaniach do zamachu – nic mu o tym nie wyszeptał ani Aleksander Ulianow, ani brat Bronisław – w każdym razie tego mu na procesie nie udowodniono. „Profilaktycznie”, dla odstraszenia innych amatorów terroryzmu, a także za winy brata, skazano Józefa Piłsudskiego, wówczas studenta uniwersytetu w Charkowie, na pięć lat łagodnego zesłania do Tunki – 200 kilometrów na południe od Irkucka. Nie było to zesłanie o zaostrzonym rygorze, skazanie na katorżnicza pracę. Wraz z innymi „rewolucyjnymi demokratami” (niemal wyłącznie żydowskiego pochodzenia), mógł polować, dowolnie się wałkonić, dyskutować, rozmyślać, a przede wszystkim intensywnie doszkalać się w przyszłej robocie terrorystyczno-rewolucyjnej i lekturach Marksa.

W samej definicji socjalistów jako „rewolucyjnych demokratów” tkwiło niusuwalne oszustwo semantyczne. Słowa „rewolucja” i „demokracja” wykluczają się wzajemnie, są ogniem i wodą. F. Eger w głośnej prawie 100 lat temu książce Żydzi i masoni we wspólnej pracy, wydanej w 1908 roku, już wtedy zwraca uwagę na fałsz ukryty w samej nazwie „Polskiej Partii Socjalistycznej”:

gdyż co jest socjalistycznem, międzynarodowem i kosmopolitycznem, nie może być narodowem (s. 221).

1. Nic brak głosów, że Bronisław tylko „wiedział a nic powiedział” – zgodnie z sakramentalną formułką powojennego NKWD i UB, mocą której obligatoryjnie „leciało” pięć lat więzienia za to właśnie: „wiedział, a nic powiedział”.
2. Pobóg-Malinowski: Najnowsza Historia Polityczna Polski, II, s. 762.

Dodajmy – nie może także być czymś demokratycznym.

Podobny fałsz semantyczny dostrzegał ten autor w „socjalnej demokracji”, dzisiejszej wszechobecnej socjaldemokracji, szyldzie zastępującym skompromitowany żydokomunizm, zwłaszcza w wersji żydobolszewickiej.

Z kolei rosyjski myśliciel Mikołaj Bierdiajew w swej Fiłosofii nierawienstwa, wykazuje absurdalność i fałsz głoszonej idei:

Duch rewolucji, duch ludzi rewolucji nienawidzi i niszczy wszelką genialność i świętość, opętany jest ciemnością zawiści do wielkich i wielkości (…) Rewolucja nigdy nie była i nigdy być nie może duchową i religijną. Wszelka rewolucja, z samej swej natury, jest anty-religijna (…) Rewolucjonizm jest zawsze zerwaniem łączności między dziećmi i rodzicami, jest zaparciem się ojcostwa — apostazją (…) Uczucie miłości, akty budowy, porywy twórcze nigdy rewolucjom nie przyświecają…

Bierdiajew szyderczo wypomina rosyjskim socjalistom-rewolucjonistom:

Wielu was przeraziło się, gdy od dawna przez was przygotowana rewolucja socjalna poczęła was tępić. Nawet zaczęliście mówić o potrzebie i pożyteczności religii, którą zawsze odrzucaliście, zaczęliście się zwracać do Kościoła, zawsze przez was nienawidzonego.

I dalej:

Tak jeszcze niedawno dowodziliście, że naród może istnieć bez wiary, bez świątyń, bez boskiego życia, że mu wystarczają dobra materialne i racjonalne, powszechna oświata.

A ileż to kłamstwa zawierał wasz światopogląd: kłamstwem był wasz stosunek do państwa, do nacjonalizmu (…) lecz najpierwszem i najstraszniejszem kłamstwem był wasz brak wiary i bezbożność. Wasze tępe pragnienie równości, było unicestwieniem bytu i wielkich jego bogactw – to była żądza odarcia, ograbienia świata Bożego i zniszczenia wszelkiego majestatu na świecie…

Duch niebytu wami kieruje, a królestwo bolszewizmu jest granicą waszych dróg (…) Wyście nigdy nie lubili twórczości, bo twórczość jest arystokratyczną. Wyście dobrze o tym wiedzieli i gdy rozpocznie się epoka twórczości, gdy wybije godzina prawdziwego odrodzenia – będziecie odrzuceni jako bezwartościowość, jako duchowe trupy.

Józef Piłsudski na procesie Aleksandra Ulianowa zeznawał jako świadek, a nie jako oskarżony. Ulianow liczył na łagodzące zeznania Piłsudskiego. To nie uchroniło go od szubienicy, a Piłsudskiego od pięciu lat Irkucka.

Zwróćmy uwagę na koneksje młodego Piłsudskiego. Znalazł się w oku cyklonu, w bezpośrednim, przyjacielskim towarzystwie krwawych terrorystów, owych „rewolucyjnych demokratów”. Samo zestawienie obok siebie tych dwóch słów jest kpiną z ich semantyki: rewolucyjni burzyciele, zamachowcy, ale demokratyczni! Słowo „rewolucja” należało do stałych zaklęć Piłsudskiego. W Pismach zebranych czytamy: Ze specjalną więc ciekawością czytałem to, co mogłem dostać o rewolucji francuskiej (…) by tam, zachwycony zapałem i zajadłością rewolucyjną (…)

1. Cytaty pochodzą z książki hrabiego Józefa Tyszkiewicza: EURAZJA, Warszawa 1928.

Powrócił z Syberii do Wilna w aureoli patriotycznego zesłańca, a przy tym przesiąknięty socjalistycznymi utopiami, rewolucyjnym materialistycznym marksizmem, antyreligijnością przenikającą marksizm u samych jego burzycielskich podstaw.

Bez szerszego omówienia tych marksistowskich inicjacji, nie można zrozumieć postaw, przekonań, metod walki Piłsudskiego, jego stosunku do Polski, do prawdziwej demokracji, którą jako późniejszy dyktator deptał, niszczył brutalnie i krwawo.

Czyżby?! – wykrzyknie niejeden Czytelnik wyedukowany przez polskojęzyczną historiografię międzywojnia, PRL i PRL-bis, od Szymona Askenazego, poprzez jego kontynuatorów międzywojennych i powojennych, takich jak A. Garlicki, A. Paczkowski, Tazbir, J. Tomaszewski, Ż. Kormanowa i jej uczniowie – Szechter-Michnik i J. Kuroń.

Z legendy o wielkim patriocie i wodzu na wskroś religijnym, wyłoni się prawda o starannie maskowanej bezreligijności Piłsudskiego, jego bezwyznaniowości. Jestem bezwyznaniowcem, wyznał Piłsudski w rozmowie z generałem Józefem Hallerem1.

Piłsudski osobiście spotykał się z „Leninem”. Mekką rewolucyjnych, marksistowskich fanatyków-rewolucjonistów był wtedy Zurych. Lenin i jego żydowscy kamraci, jak też Piłsudski i jego „socjalistyczni” towarzysze kilkakrotnie przebywali w Zurychu, ale nie udało się dotąd ustalić, że obydwie te mafie przebywały tam w tym samym czasie. Piłsudski był tam m.in. w okresie marca i kwietnia 1914 roku, kiedy wojna już wisiała na włosku, zadecydowana przez światowe żydowskie centra finansowo-gospodarcze, ale Lenin przebywał tam chyba w miesiącach późniejszych2.

Jeszcze w czasach gimnazjalnych, w tajnym socjalistycznym kółku „Spójnia” – jak pisze piłsudczykowski hagiograf Pobóg-Malinowski w książce J. Piłsudski, namiętnie rozprawiał nasz przyszły „Odnowiciel Polski” o pochodzeniu człowieka, o stosunku do Boga, do wszechświata; że religia potrzebna jest tylko osobnikom ograniczonym, prostym, „bez rozumu i wykształcenia”; że jest tylko postrachem dla maluczkich. Zastanawiano się także nad istotą moralności.

I właśnie na zesłaniu dokonała się ostateczna alienacja religijna Piłsudskiego3. Etapy i przejawy tej alienacji drobiazgowo omawia ks. J. Warszawski. Powrócimy do tego tematu w kontekście „religijności” Piłsudskiego. Tu zatrzymajmy się przy jego fascynacjach marksizmem, darwinizmem, „walką klas”. Zaczęło się to na kanwie programowego, religijnego nihilizmu szalejącego wśród twórców i działaczy socjalistycznych w Rosji i w zaborze rosyjskim, przeszczepionego z zachodniej Europy, wreszcie w programie jawnie antykatolickiej „Polskiej” Partii Socjalistycznej.

1. Zob: Pamiętniki gen. J. Hallera.
2. Dokładniej rozważa to ksiądz Józef Warszawski w książce: Piłsudski a religia, wydanej w 1999 roku.
3. Kronika jego życia obfituje w liczne jego uczestnictwa, już jako „Naczelnika Państwa”, w Mszach św. z okazji różnych uroczystości. No cóż, nieobecność „Naczelnika” byłaby publicznym szokiem!

Na zesłaniu znalazł idealne warunki do ukończenia socjal-rewolucyjnego uniwersytetu. Wykładowców i bojowników miał obok siebie. Nieprzeciętnych, wręcz wybitnych.

Na osobiste fascynacje Piłsudskiego naprowadza nas jego druga żona, była rewolucjonistka i terrorystka, zarazem późniejsza kochanka i wreszcie żona Piłsudskiego – Aleksandra Szczerbińska-Piłsudska w jej Wspomnieniach, spisanych już na klęskowej emigracji w Londynie. Na czołowym miejscu wśród preceptorów młodego „Ziuka” wymienia Bronisława Szwarce (1834-1904):

Szwarce miał duży wpływ na kształtowanie młodego, dwudziestoletniego Ziuka (pseudonim Piłsudskiego – H.P.). Obaj bezdomni odbywali na dalekiej północy długie rozmowy i dyskusje. Przyjaźń ich przetrwała wiele lat i po powrocie do Polski widywali się nieraz we Lwowie.

Sięgnijmy wiec do biogramu towarzysza Szwarce. W Słowniku Historii Polski wydanym w 1969 roku, możemy się dowiedzieć, że Szwarce to właśnie „rewolucyjny demokrata” (!), urodzony we Francji (dodajmy „antysemicko” – Żyd). Do „Polski”, czyli do zaboru austriackiego i rosyjskiego przybył w 1858 roku i z miejsca zabrał się do montowania powstania zwanego później styczniowym – żydo-masońskiej prowokacji utopionej we krwi dziesiątków tysięcy najszlachetniejszej młodzieży obydwu zaborów. Szwarce utworzył organizację „czerwonych”, tzw. Centralny Komitet Narodowy – skupisko prowokatorów rewolucyjnych, przezwane obozem „czerwonych” dla odróżnienia od obozu „białych”. „Czerwoni” ogłosili się w 1863 roku „Rządem Narodowym” i sprowokowali wybuch powstania styczniowego, którego ostatni przywódca – R. Traugutt został ujęty w wyniku zdrady Żyda i powieszony.

Z takim to kombatantem „niepodległościowym” Piłsudski dokształcał się na zesłaniu. Mieli pod dostatkiem czasu i swobody. Nauka nie poszła w las.

Ze studium Ryszarda Zielińskiego: O Piłsudskim i ruchu socjalistycznym, poznajemy innych wybitnych preceptorów młodego „Ziuka”. Odrębną grupę stanowili popowstaniowi żandarmi z 1863 roku. Byli to osobnicy przemocą wymuszający pomoc dla powstańców, ochoczo wykonujący wtedy wyroki śmierci na dezerterach i nieposłusznych włościanach, nawet na szlachcie. Ich nie obejmowały kolejne amnestie carskie. Byli dożywotnimi zesłańcami.

Odrębne miejsce zajmuje Stanisław Landy i jego rodzina – socjaliści z bliskiego otoczenia Ludwika Waryńskiego i późniejszych „proletariatczyków”.
Pokolenie autora w czasach uczniowskich musiało wkuwać życiorys Waryńskiego na pamięć jako warunek egzaminu z „historii Polski”. Współczesnemu Czytelnikowi oszczędzimy szczegółów. Godzi się w skrócie przedstawić tego giganta, prekursora socjal-terroryzmu choćby po to, by wyjaśnić dlaczego wciąż jeszcze mamy tyle ulic imienia tego żydowskiego’ burzyciela Polski przedwojennej.

L. Waryński (1856-1889) to założyciel „I Proletariatu”. Działalność terrorystyczną rozpoczął od kółek socjalistycznych. W 1887 roku przy udziale Waryńskiego opracowano w Warszawie pierwszy program socjalistów „polskich” – tak zwany program brukselski. Tuż po założeniu „I Proletariatu” został aresztowany i skazany na 16 lat zesłania.

Waryński należał do wyjątkowych uświadamiaczy młodego „Ziuka”. Piłsudski pisał o nim z szacunkiem nawet w Pismach zbiorowych, choć ludobójczy dorobek terrorystów-prekursorów był już znany z wyczynów rewolucji żydobolszewickiej 1917 roku.

W zesłańczym otoczeniu Piłsudskiego znalazła się więc elita „rewolucyjnych demokratów” polskich i rosyjskich, w ogromnej większości żydowskiego pochodzenia. To zażydzenie nigdy ani nie przeszkadzało Piłsudskiemu, ani nie dawało mu nic do myślenia, np. pytania: dlaczego niemal sami Żydzi przewodzą walce o „narodowe i socjalne” wyzwolenie gojów polskich i rosyjskich?

Wszystkich programowo łączył destrukcyjny, terrorystyczny rewolucjonizm, a w sferze ideowo-moralnej – nieprzejednana wrogość do wszelkich religii, głównie do Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej.

Do judaizmu – broń Boże! Tabu!

W Małej Encyklopedii Religioznawstwa Marksistowskiego (W-wa 1970), tychże „rewolucyjnych demokratów” definiowano jako bojowników zmierzających do upowszechnienia w społeczeństwie światopoglądu materialistycznego i ateistycznego:

Rewolucyjni demokraci przenosili na swój ojczysty grunt argumenty antyreligijne i koncepcje religioznawcze powstałe wcześniej na zachodzie (…) Ich krytyka religii związana była bezpośrednio z zadaniami walki rewolucyjnej ludu o wyzwolenie społeczne i narodowe.

Nie ma tu ani jednego słowa prawdy. „Rewolucyjni demokraci” mieli „w nosie”‘ troskę o byt „ludu pracującego”, a hasełka wyzwolenia narodowego były jedynie przynętą dla patriotycznej młodzieży polskiej, prowokowanej już od powstania Listopadowego w 1830 roku i Styczniowego z 1863 roku.

Kiedy powstał ten wojujący marksistowski ateizm pod szyldem „rewolucyjnego demokratyzmu”? Wspomniany Słownik wyjaśniał:

Za datę narodzin polskiego marksistowskiego ateizmu można przyjąć rok 1882, datę powstania Wielkiego Proletariatu, pierwszej polskiej rewolucyjnej partii robotniczej, założonej przez Ludwika Waryńskiego.

I znów – ani słowa prawdy, włącznie z przybranym nazwiskiem Waryńskiego. Nie była to „polska” partia, tylko agentura europejskiego syjonizmu i skodyfikowanego już przez Marksa – Engelsa żydokomunizmu, jako dwóch pozornie antagonistycznych kierunków walki o emancypację europejskiego żydostwa.

1. Prawdziwe nazwisko Kofler. Zob.: ks. J. Warszawski, cytuje z Who’s in Europę z 1972 roku.

Oprócz nauk bezpośrednich pobieranych od terrorystów-zesłańców, jeszcze większy wpływ na młodego „Ziuka” miały rewolucyjne lektury. Piłsudski czytał namiętnie prace Marksa, Spencera, Bakunina, Rylejewa, Bestużewa, Radiszczewa, Hercena.

Rylejew i Bestużew, przyjaciele Mickiewicza, byli zauroczeni wierszami najwybitniejszego rosyjskiego ateisty Aleksandra Radiszczewa. W swoich utworach nazywał on religię „stugłową hydrą o obłudnym uśmiechu”, skąd już tylko krok do leninowskiego „opium dla ludu”. Mickiewicz okazał się hermetyczny na nihilizm Radiszewa – był zbyt mądry, miał wystarczająco krzepką formację duchową, religijną, patriotyczną. Piłsudski był niedoukiem żądnym władzy i sławy, a wszystko co burzycielskie, lgnęło w jego świadomości na zawsze.

Czytał też Hercena. Wymieniał go w swych Pismach z uznaniem. A był to przecież filozof materialistyczny.

A co z Marksem? Piłsudski w Pismach (t. II, s. 51) deklarował:

W każdym razie – lektura ta pogłębiła znacznie moje poglądy na społeczeństwo i bezwiednie zacząłem ulegać wpływowi logicznie zbudowanej koncepcji Marksa.

W redagowanym przez siebie „Robotniku” wychwalał Marksa jako myśliciela, któremu moglibyśmy podać rękę dla wspólnej z nim (z caratem – H.P.) walki.
I nie wypierał się wpływu Marksa na jego poglądy, choć mógł go przynajmniej przemilczeć:

umiałem zawsze odróżnić wielkość pracy samego Marksa.

Przyznawał, że popularyzacja teorii Marksa była dla niego w pewnym okresie życia niemal codziennością.
Inaczej mówiąc – był propagatorem marksizmu, a ideowe credo „polskiego” marksizmu określił jako rolę obrońcy Zachodu od zaborczego i reakcyjnego caratu.

Ksiądz J. Warszawski powołuje się na szwajcarskiego autora, który oceniając przebywających w Szwajcarii rewolucyjnych wywrotowców-nihilistów stwierdzał, że w socjalistycznym odłamie tych terrorystów bardzo często nie odróżniano Polaków od rosyjskich nihilistów. Byli to w istocie – beznarodowcy, kosmopolici, internacjonałowie. Od żydobolszewików „Lenina” i Bronsteina vel „Trockiego” będzie ich dzielić tylko kamuflaż rzekomej walki o „wyzwolenia narodowe”. Bolszewicy odrzucą go jako zbędny już balast. Róża Luksemburg będzie kategorycznie odmawiać Polsce i Polakom prawa do państwowego bytu. Ich celem stanie się rewolucja europejska, potem światowa.

Będą czekali długo, aż się doczekają – Unii Europejskiej. Rząd Światowy już istnieje i okupuje zdalnie, Państwo Światowe już blisko…
W skrócie: tragiczna w skutkach inicjacja dwudziestoletniego „Ziuka” odbywa się w warunkach całkowitej sterylizacji z tego, co wyniósł z Zułowa, z postaw rodziców, katolickiego otoczenia. Do Wilna wróci bezwyznaniowy socjal-rewolucjonista-internacjonał. Takim pozostanie do końca życia, z różnymi stopniami i sposobami kamuflażu swej bezwyznaniowości, bezreligijności, aż po śmierć bez spowiedzi…

Upłynął zaledwie rok od powrotu Piłsudskiego z zesłania, kiedy stał się członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej i od razu członkiem jej Komitetu Centralnego. Skąd ten błyskawiczny awans?

PPS powstała jesienią 1892 roku w Paryżu, z inicjatywy bogatego, rzekomo zasymilowanego Żyda Stanisława Mendelsona1. Na zjeździe polskich, a raczej polskojęzycznych emigrantów, w którym uczestniczyli także ludzie z tzw. „opozycji patriotycznej w kraju”2 powołano tzw. „Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich„. Stał się on zalążkiem właściwej PPS. Socjalizm jako ideologia buszował już od dawna po Europie. W ramach dalekosiężnych planów żydostwa europejskiego, zmierzał do wywołania wojny europejskiej, a przez nią zniszczenia Rosji.

Program ZZSP opracował Mendelson. Nie było tam Piłsudskiego, byli natomiast obecni dwaj Grabscy: Władysław i Stanisław, którzy odegrali potem ważne role w działalności PPS, a po 1920 roku – w kolejnych rządach. Był też obecny na tym zjeździe założycielskim inny wpływowy potem socjalista – Zygmunt Balicki, wtedy członek Stronnictwa Postępowo-Demokratycznego. Stronnictwo to zostało założone przez polsko-rosyjskich socjalistów-masonów (Balicki także był masonem). Jego założycielami byli wolnomularz z loży „Prawda” – Aleksander Lednicki oraz Aleksander Świętochowski. W 1905 roku w moskiewskim mieszkaniu Lednickiego odbył się zjazd tego żydomasońskiego Stronnictwa, oczywiście „postępowego” i oczywiście „demokratycznego”, z udziałem Balickiego, M. Zdziechowskiego, S. Kempnera, Jana Harusewicza. Rosyjskich „postępowców” i „demokratów” reprezentowali m.in. Paweł Milukow (potem masoński minister w rządzie żydomasona Kiereńskiego), Dymitr Szachowski i prof. D. Anuczkin. Sami Żydzi.

Tak oto „postępowcy”, „demokraci” rosyjscy i polscy mieszali się z socjalistami we wspólnym dziele, którego ostateczne oblicze poznano po rewolucji żydo-bolszewickiej 1917 roku, bowiem socjalistów, „demokratów” różniły od żydobolszewików tylko nazwy, ale kierunek był ten sam – zniszczenie Rosji, religii, duchowości – dokładnie tak, jak to wypunktował Bierdiajew.

Socjalizm kiełkował jednak znacznie wcześniej, kiedy Piłsudski był jeszcze dzieckiem. Jego awangardą byli Żydzi. Chodziło o zrewoltowanie robotników zgodnie z „Manifestem Komunistycznym” Marksa. Najpierw wydawali ulotne broszury o charakterze ateistycznym i nihilistycznym. W 1878 roku założyli organ prasowy „Praca”. Dziennik ten przygotowywał grunt do rewoltowania robotników i kształcił przyszłych agitatorów.

Z początkiem 1890 roku pojawia się drugie pismo pt. „Robotnik”, programowo szerzący ideały „walki klasowej”. Wokół redakcji „Robotnika” skupili się niemal sami Żydzi, deklarujący uroczyście, że ich celem jest socjalizm międzynarodowy.

1. Spotyka się też pisownię nazwiska: Mcndclsohn.
2. Tym krajem byty obszary zaboru rosyjskiego i austriackiego.

Ps. Gdzie był Marszałek Józef Piłsudski 15 sierpnia 1920 roku? Kim byl Piłsudski ?

Odpowiedz na pytania – 16 minuta 36 sekunda, ale warto wysluchac calosci nagrania, jest takze atak na Henryka Pająka ( Henryk Pająk wystąpił tylko raz na antenie RM: H.Pająk - Kto pociąga za sznurki !!! [RM 1998] ) i jego ksiazke „Ponura prawda o Pilsudskim”.

Radio Maryja, autor: prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki, prof. dr hab. Józef Szaniawski,





Dodatek do dodatku:

Puławy, Józef – Stefan Minkiewicz

Działo się w mieście Puławach, dnia piętnastego sierpnia tysiąc dziewięćset dwudziestego roku
o godzinie szóstej po południu. Stawił się osobiście, Stanisław Minkiewicz profesor mieszkaniec Puław, czterdzieści trzy lata liczący, w obecności Józefa Piłsudskiego, Naczelnika Państwa, i Wacława Kraszewskiego, rolnika, lat piećdziesiąt trzy liczącego, zamieszkałego w Osinach, i okazał nam dziecię płci męskiej, oświadczając, że takowe urodzone jest w Puławach, dwudziestego trzeciego marca ubiegłego roku, o godzinie dwunastej i pół po południu z jego slubnej małżonki Stefanii z Michałowskich, lat trzydzieści trzy liczącej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym, udzielonym w dniu dzisiejszym przez księdza Stanisława Gawta, nadane zostały imiona Józef-Stefan, a do Chrztu Świętego podawali: wyżej wspomniany, Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa, i Katarzyna Skrzywska; Zygmunt Skrzywski, starosta i Wanda Konopacka; Bohdan Prystor i Nina Skrzyńska, Tytus Jemielewski i Zofia Czarnocka.

Akt ten stawającemu i świadkom przeczytany, przez Nas i przez obecnych podpisany został. Utrzymujący Akty Stanu Cywilnego, proboszcz parafii Puławskiej Ksiądz Józef Tuzun. Opóźnienie w sporządzeniu aktu nastąpiło z powodu zajęć służbowych .

D. Stanisław Minkiewicz, ojciec. Świadkowie: (dwa podpisy nieczytelne),

Podpis Naczelnika Państwa.
 

ligaswiata
 
Anonymous i Acta – narzędziem do wprowadzenia chaosu i totalnego zniewolenia ludzkości

Z wyciagnięciem Polaków na ulice mają związek te 2 rzeczy, o których teraz huczą media i internet (celowe działanie). Jest to ACTA i Anonymouse. I jedno i drugie, jest tzw. „kontrolowaną opozycją” i wszystkie ich działania są dla tych, z którymi niby walczą.

I teraz pokrótkie wytłumaczenie czym są tak naprawde te dwie rzeczy.

ACTA, nie ma na celu zwalczanie piractwa i hakerów tak jak nam to wmawiają w kontrolowanych przez nich mass mediach łącznie z internetem. Acta nie ma nic wspólnego z działaniem na rzecz zaprzestania nielegalnego pobierania czy udostępniania w internecie filmów, muzyki, programów itp. Szerokopojęte piractwo internetowe istnieje wiele lat i myślicie, że nagle teraz artystom i innym osobom zaczęło przeszkadzać to, że ich własność jest umieszczana i ściągana za darmo z sieci? Jeżeli motywem podpisania Acta przez szereg państw jest zakończenie szerokopojętego piractwa i hakerstwa, to czemu nie wzięto się za ten sztucznie wykreowany problem kiedy się tworzył w zarodku i można było go zakończyć bez tak drastycznych działań i bez zaangażowania w tą walkę tak wielu sił i pieniędzy?

Odpowiedź jest prosta, podpisanie i wprowadzenie Acta nie ma na celu tego czym to argumentują. Acta jest kolejną przykrywką, dla jeszcze większej inwigilacji ludzi i jeszcze większemu pozbawieniu ich własnych praw. Acta ma również na celu totalne ocenzurowanie internetu, ostatniego medium, nad którym jeszcze nie mieli całkowitej kontroli. Medium, które sami stworzyli, ale z czasem zobaczyli, że ludzie potrafią je wykorzystywac przeciwko nim. Skąd możemu się dowiedzieć jeszcze niewygodnej dla ukrytej światowej władzy prawdy, o której w reszcie kontrolowanych mediów się nie wspomina? Tylko i wyłącznie z internetu, który ostatnimi tchami zipi jako taką wolnością. Zgodnie z prawem pozbędą się wszystkich niewygodnych stron, blogów, filmów, w których są oni demaskowani, jak i ich plany.

Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości co do prawdziwych celów wprowadzenia Acta najlepszym wytłumaczeniem jest to, że przez kilka dni od zamknięcia serwisu megaupload/megavideo z na który można było wrzucać lub ściągać wideo czy muzykę hoolywood oraz różne wytwórnie fonograficzne itp. straciły pieniądze liczone w milionach, i to nie złotych. Artyści czy wytwórnie sami często wrzucają do internetu swoje treści przedpremierowo, oskarżając o to piratów, ponieważ w ten sposób robią sobię ogromną promocję, na której wiele zyskują tuż przed premierą.

O to co napisał o Acta Grabaż, członek zespołu Strachy Na Lachy

Wypowiedź Grabaża – Strachy Na Lachy

„Acta – to rzecz, która mrozi nasze mózgi i paraliżuje naszą wyobraźnię. Zadzwonił do mnie w tej sprawie pewien znajomy dziennikarz z prośbą o komentarz twórcy do nowej ustawy mającej uratować jego forsę, którą grabi sie w internecie. Na pierwszy rzut okiem wszystko powinno być okej i spoko, bo oto wprowadza się się prawo i daje narzędzia do ukrócenia okradania artystów w sieci. Nie wiem czy wiecie, ale taka np płyta Strachów rodzi się miesiącami od wymyślenia jej przeze mnie do wydania mijają średnio 2-3 lata, natomiast ściąga się ją za darmo z 20 minut. Rozziew i dysonans są oczywiste, a przypomnę, że kiedy przed kilku laty zrobiono listę najczęściej piratowanych polskich artystów znalazłem sie na niej na zaszczytnym drugim miejscu ustępując jedynie obywatelowi Staszewskiemu Kazimierzowi. Więc w sumie powinienem być zadowolony z Acty. No więc dlaczego jestem przeciw skoro powinienem skakać z radości do nieba? Ano wyszło mi tej mojej biednej łepetynie, że od pieniędzy, które są zajebiście ważne – ważniejsza jest wolność. A wolność jest bezcenna i ja okradany artysta cenię ją jednak wyżej niż pieniądze, które mi się kradnie. To jak jest egzekwowane prawo w Polsce wie nawet mały Miecio, jacy w Polsce są prokuratorzy i sędziowie – wiedzą też Jadzia i Madzia z IIc. Dla własnej kariery i politycznych układów wsadzą do więzienia nawet drut kolczasty. Acta z jej częścią przepisów dotyczących cenzury w internecie jest kolejną próbą narzucenia kontroli społeczności sieciowej. Dlatego jestem przeciw, nawet za cenę zgody na kradzież mojej własności w tym miejscu. Skoro taka ma być cena za wolność – jestem gotów za nią zapłacić. Amen.”

W bardzo dobry i łatwy do zrozumienia sposób wytłumaczył całą sprawe Acta jeden z muzyków zespołu „My Riot” Glaca w nagraniu umieszczonym na youtubie, gdzie możecie je obejrzeć klikając w tytuł opisanego filmu: My Riot Glaca vs ACTA, SOPA & PIPA

Polecam jeszcze jeden dobry filmik, opisujący czym tak naprawdę jest to całe Acta. Aby go obejrzeć kliknij w tytuł filmu: ACTA-STOP CENZURZE

Drugą „rzeczą”, a bardziej grupą ludzi, których wykorzystuą dla swoich celów, jest jakże głośna ostatnimi czasy organizacja Anonymous.

Anonymous, jest tzw. kontrolowaną opozycją, i nie ma nic wspólnego z tym co niby jest ich głównym motywem działań czyli uświadamianiem i wyzwoleniem ludzi z uścisku okultystycznej ukrytej światowej władzy. Omówie najpierw symbole z którymi się indetyfikują, które nie zostały stworzone przypadkowo, i które same ich demaskują. Obrazki omawianych symboli nie będe umieszczał (będą mieli pretekst do zamknięcia bloga jak wejdzie w życie Acta), znajdziecie je bez problemu w sieci.

Przejdźmy do loga Anonymous. Przedstawia ono człowieka ubranego w czarny garnitur i krawat oraz białą koszule, czyli jest ubrany w kolory jakie symbolizują masonerie (biało-czarna szachownica to jeden z symboli masonerii, która w większości lóż masońskich widnieje na podłodze). Zamiast głowy jest znak zapytania, tu nie potrzeba większej interpretacji. Opisana postac jest na tle globu, co charakteryzuje tylko to, że są organizacją ogólnoświatową. Moim zdaniem jest to nawiązanie do tych dla których odwalają swoją robotę, czyli dla okultystycznej grupy ludzi na świecie, działającej dla światowego ukrytego spisku przeciwko całemu światu.

Został jeszcze jeden element, którym jest wieniec laurowy dookoła postaci człowieka i globu. Zapewne myslicie, że wieniec laurowy symbolizuje mniej więcej to, co informuje na jego temat wikipedia, w pełni kontrolowana przez omawianych okultystów.

Wieniec laurowy (wawrzynowy) – symbol i nagroda zwycięstwa w równej walce.Wieńcem laurowym ozdabiano głowy zwycięzców na igrzyskach w Grecji i Rzymie.Z czasem stał się symbolem nie tylko zwycięstwa, ale wybitnych osiągnięć we wszelkich dziedzinach życia. W średniowieczu kończący studia honorowani byli gałązkami owocującego wawrzynu. Wieńcem laurowym nagradzano m.in. wybitnych pisarzy. Jedna z odznak żołnierskich (Wzorowy Żołnierz) ma kształt wieńca laurowego.

Oczywiście nie ma w tym opisie symboliki nic prawdy. Jak zawsze mają dla swoich okultystycznych symboli czy znaków, oficjalną wersje, którą się karmo mase nieświadomych prawdziwego ich znaczenia ludzi. Wieniec laurowy jest okultystycznym symbolem wykorzystywanym szczególnie w czarach, magii, czy zaklęciach. Prawdziwą symbolike możecie z łatwością znaleść w internecie, poniżej prezentuje cytat z jednej typu stron zajmującej się szerokopojętą magią.

Wieniec – to odmiana magicznej przewiązki, która chronić miała przede wszystkim głowę. Tworzony był z różnorakich czrownych ziół, co wzmacniało jego magiczne właściwości i wielokrotnie pozwalało wyjść poza działalność apotropeiczną. Wieszano wieńce także na rogi krów, przy oknach (by uchronić dom przed burzą), nad drzwiami (by uchronić cały dom przed złem), zakopywano jako ofiary zakładzinowe przy budowie domu.

Wystarczy obejrzeć niektóre otwarcia czy zamknięcia wielkich wydarzeń sportowych (igrzyska itp), aby zauważyć wyraźnie, że sport jest jedynie magnesem przyciagającym tłumy ludzi na światowe szatańskie rytuały. Dlatego w sport są wpompowywane tak ogromne ilości pieniędzy przez różnych inwestorów itd. Często sponsorami są osoby czy firmy ściśle powiązane z grupą ludzi, którzy z ukrycia, przy wykorzystywaniu zasłony dymnej jaką jest polityka rządzą całym światem, niszczą go i zniewalają.

Więcej o igrzyskach jako największego rytuału okultystycznego można się dowiedzieć w tym filmie, klikając na jego tytuł: Najwiekszy rytuał na świecie

Myślicie, że symbolika okultystyczna loga grupy ludzi, którzy sami określają się jako ich przeciwnicy, może być przypadkowa i wykorzystują ją nieświadomie? Nic bardziej mylnego

Przejdźmy teraz do drugiego symbolu jakim posługują się „Anonimowi”, a mianowicie do tzw. maski Guya Fawkesa. Czemu taką nazwę nosi ta maska? Odnosi się to do „spisku prochowego” jaki miał miejsce w 1605r w Wielkiej Brytanii. Guy Fawkes wraz z kilkoma swoimi kolegami (wszyscy katolicy) postanowili wysadzić budynek Izby Lordów w momencie otwaria partalemtu, i tym samym zabicie protestanckiego Króla Anglii i Szkocji Jakuba I. Plan im sie nie udał. Guy Fawks został znaleziony w nocy z 4 na 5 Listopada w podziemiach parlamentu z ponad 30 beczkami prochu. Całą grupę kierującą nieudanym zamachem skazano na śmierc i poćwiartkowanie. Cały ten incydent jak widać był na tle religijnym, w celu obrony katolicyzmu. Cała ta sprawa odbiła się szerokim echem w Europie i została wykorzystana do kreowania w nastrojów Antykatolickich w całej Anglii.

Maska została przypisana Guy’owi Fawkes’owi przed scenarzyste komiksowego o nazwisku Alan Moore. Kim jest ten człowiek?

Sama postać Alana Moore, scenarzysty komiksowego którego tak chętnie teraz ekranizują mówi nam wszystko. Zobaczcie jego opis na wikipedii po angielsku- rozpisuje się ona dość dokładnie na temat jego „pracy” czarownika, orędownika powrotu do kultów pogańskich i wielbiciela Alesteira Crowleya. Sprawdz poniższe video od 2:48 minuty.

Alan Moore jest okultytsą, z głównym naciskiem na magię thelemicką Crowleya. Nigdy się od tego nie odcinał, można znalezć mnóstwo jego wypowiedzi dotyczących uwielbienia Crowleya czy opisów udanych eksperymentów magicznych. Sam ten fakt pokazuje że Moore jest doskonalym autorem do ekranizacji dla filmowego przemysłu Elity. Każdy thelemita, świadomie lub nie, popiera nowy porządek świata. Nowy Eon (czy może Aeon) i NWO to jedno i to samo.

4 of 4 Satanic and Masonic Hollywood

A pózniej ten sam człowiek pali głupa i nagrywa takie pierdoły jak to, że mimo że istnieją spiski to ostatecznie: „Światem nie rządzi spisek, światem rządzi chaos”. A co ma powiedzieć człowiek którego prace będą wykorzystane może jeszcze tej jesieni przez Anonimowych? Co ma powiedzieć człowiek praktykujący magię chaosu?

Alan Moore on Conspiracies!

Maskę Guya Fewkesa wykorzystano również w największym propagandowym filmie tej samej ukrytej grupy osób „V jak Vendetta” i film oparto na komiksie wyżej opisywanego okultysty. To jaki przekaz niesie ten film zszokuje nie jednego z was.

Illuminati rozszerzyli swój wpływ na media wizualne do niespotykanej wcześniej skali. Każdy ważniejszy scenariusz filmowy znajdujący się fazie przed-produkcyjnej jest oddawany do oceny czołowym podwładnym Illuminati, w celu wprowadzenia potencjalnych zmian i dodatków. Zmiany te mogą być duże lub małe, w zależności od materiału którym zajmuje się scenariusz.

Scena z „V jak Vendetta” – „najszczerszy” filmowy projekt Illuminati jaki kiedykolwiek oglądałem

V jak Vendeta jest jednym z filmów propagandowych wybranych nie bez przyczyny na symbol „rewolucji”. Annonymous, Okupuj Wall Street i Wikileaks -wszystkie są kontrolowaną opozycją, sponsorowaną i podżeganą przez ludzi z którymi mają podobno walczyć.

Kliknij, aby przeczytaj artykuł o filmie „V jak Vendetta” oraz innych kontrolowanych produkcjach filmowych wychodzących od tej samej grupy osób zniewalających nas i wypływającej na spostrzeganie świata ludzi.

Tak więc jak sami pewnie widzicie, że to całe Anonymous, które przedstawia się jako wybawców nasego świata z uścisku okultystycznych tajnych organizacji rządzącymi światem z ukrycia, wysługując się teatrzykiem zwanym polityką jest jedną z kilku grup ostatnimi czasy, które niby demaskuję tą samozwańczą elitę, a tak naprawdę jest to najzwyklejsza w świecie tzw. kontrolowana opozycja. To samo tyczy się Wikileaks, w którą tak wielu wierzy, że odkrywają prawdę i działają dla dobra nas wszystkich. O tym kim tak naprawde jest to całe Wikileaks, i jakie ma prawdziwe cele możecie przeczytać klikając w ten tytuł artykułu: Wikileaks to farsa

Przeczytajcie jeszcze co na temat Anonymous, ma do wiedzienia były ich członek:

Były członek Anonimowych, który zidentyfikował się jedynie jako Matthew z Manchesteru i poinformował, że występował pod pseudonimem „SparkyBlaze”, opuścił grupę i publicznie ją krytykuje.

Jego zdaniem w ciągu ostatnich kilku miesięcy Anonimowi na tyle zmienili swoje postępowanie, że zdradzili ideały, które doprowadziły do powstania grupy.

„Oni (Anonimowi i LulzSec) działają przeciwko temu, w co wierzę (i w co, jak twierdzą, wierzą Anonimowi). W ramach ataków AntiSec ujawniono olbrzymie ilości danych dotyczących niewinnych ludzi. Po co? Co oni zrobili? Czy Anonimowi mają prawo odbierać anonimowość niewinnym ludziom? Zawsze gadają o prawie człowieka do pozostawania anonimowym, dlaczego więc odbierają innym to prawo”?

Matthew twierdzi też, że Anonimowi mają kierownictwo, które jednak zupełnie nie dba o resztę członków grupy. „Anonimowi zachęcają swoich członków, by sobie pomagali, ale większość z nich to dzieci, które nie zdają sobie sprawy z tego, co robią, z tego, że mogą spieprzyć sobie życie, a IRC ich przed tym nie uchroni” – pisze Matthew. Apeluje on jednocześnie do policji, by nie aresztowała szeregowych członków grupy, ale jej liderów.

„Są inne sposoby na to, by pomagać ludziom, nie musisz od razu przyłączać się do Anonimowych. Wy nie uderzacie w rządy. Uderzacie w samych siebie. Nie mówię, że zgadzam się z tym, co robią rządy, ale nie zgadzam się też z tym, co robią Anonimowi. Oni nie mogą aresztować idei, ale mogą aresztować dzieciaki, wtrącić je do więzienia i spieprzyć im życie” – stwierdza były członek Anonimowych.

W swoim wpisie wyraził też podziękowania ludziom, którzy przyczyniają się do ujawnienia prawdy o Anonimowych, w tym proamerykańskiemu hackerowi Jesterowi (th3j35t3r). Matthew zdecydował się na opuszczenie Anonimowych po tym, jak grupa zaatakowała witrynę systemu komunikacji publicznej w San Francisco i ujawniła dane jej użytkowników. W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że brał udział w wielu atakach i nie ze wszystkich swoich działań jest dumny. Chwali sobie zaatakowanie witryny prezydenta Iranu, jednak swój udział w atakach na Sony uważa za błąd.

Źródo radtrap.wordpress.com/(…)nie-przyzwyczajajcie-sie-t…

Polecam zapoznać się z całym powyższym artykułem.

Jak kontrolować organizację która sama siebie nie kontroluje? Anonimowi są czescią tego samego projektu co Wikileaks – łączą ich nie tylko maski z komiksu Alana Moore „V jak Vendeta”. Zarówno jedni jak i drudzy są stworzeni po to by zadać wolności internetowej zabójczy cios w plecy. Ich działania mają dać pretekst rządom do zjednoczenia się i „usankcjonowania zasad korzystania z sieci internetowej”.

Podsumowując, te wszystkie globalne organizacje, które ostatnimi czasy wyrosły jak grzyby po deszczu, indytyfikujące się z walką o wolność i przekazywaniem ukrytej prawdy to jedna wielka farsa. Pod przykrywką wyżej opisanych celów, zrzeszają sobię ludzi na całym świecie, którzy dostrzegli, że naprawdę jest coś nie tak, i nie są to teorie spiskowe jak im się wmawiało przez lata. Ludzie jednak zostali zaprogramowani do takiego stopnia, że nawet teraz kiedy dostrzegają globalne zagrożenie, nie potrafią sami zacząć doszukiwać się przyczyn tego wszystkiego. Ludzie wolą proste rozwiązania, nie zmuszające ich do własnego myślenia, wyciagania własnych wniosków z tej całej sytuacji. Dlatego ludzie tak ślepo ufają tego typu organizacjom przedstawiającym tak miłe dla ucha hasełka jak wolność itp.

Przypomijcie sobię główne hasło kontrolowanej rewolucji francuskiej (kontrolowanej i wywołanej przez te same grupy osób, które mają teraz miejsca na całym świecie, i również co widać w Polsce), hasło to brzmiało „wolność, równość, braterostwo”. Ile ludzi dało się nabrac na te pieknie brzmiące hasełka wiadomo. Wiadomo również jak się skończyła ta czy inne kontrolowane rewolucje, bo w takim celu zostały wykreowane. Jak myślicie, kto jest odpowiedni za ostatnie rewolucje, które wyrastały i wyrastają jak grzyby po deszczu w tym samym czasie? To samo jest już przygotowane w Polsce, i nie zauważy tego tylko typowy ignorant.

Już teraz pod pretekstem walki o wolność w internecie wyprowadza się Polaków na ulice. Oczywiście tak jak w przypadku ostatnich sztucznie kreowanych i kontrolowanych rewolucji, wykorzystuje sie do tego portale społecznościowe, bo głównie taki był ich motyw stworzenia – skordynowane zarządzanie całym światowym społeczeństwem.

Jeszcze dziś powinien powstać artykuł, w którym zostanie dokładnie opisane jak aktualnie kreuje się w Polsce, wyprowadzenie narodu na ulice, i doprowadzenia do rewolucji, która jak wiadomo będzie kontrolowana przez ten sam krąg ludzi, co kreowali większość Powstań w historii Polski, rewolucję francuską i bolszewicką, czy tez ostatnie rewolucje na całym świecie, którymi nas się karmi w telewizorze i wmawia, że to normalni zwykli obywatele nagle się buntują i organizują rewolucje, które w większości kończą się całkowitą destabilizacją państwa i rozlewem krwi. I o to im właśnie chodzi.

 

kciuk-pl
 
Chyba nie musimy nikomu przypominać, że to masoni rządzą światem? Słyszałem już chyba o wszystkim: dziewice składane w ofierze, krew z kozy i inne orgie. Masoni stworzyli Nowy Światowy Porządek, wyznają diabła, zamordowali Marilyn Monroe... no ale serio?

Link: www.kciuk.pl/Masoni-to-bardziej-Zlotopolscy-niz-…
 

dydymus
 
Anty Bohater na Wawelu cz.1

www.eioba.pl/a/343u/anty-bohater-na-wawelu-cz-1

Zastanawiasz się, kto i za ile sprzedał Polskę ?!Nazwiska, sprzeniewierzenia, fakty, daty, wyznania, manipulacje, dowody …

Zestawienie Sprzeniewierzeń Udowodnionych 1990-1991

Afera Rublowa 15 bilionów zł, Afera Rublowa, import z NRD - Ruble wymienione w Polsce na bazie wymienialności wewnętrznej 14 bilionów zł, Afera paliwowa 2 biliony zł, Afera spirytusowa 10 bilionów zł, Afera papierosowa 15 bilionów zł, Afera składów celnych 3 biliony zł, Afera "ART-B" 6 bilionów zł, Afera FOZZ 10 bilionów zł …

Razem ponad 75 bilionów zł

Wszystkie te machlojki zrujnowały Skarb Państwa i nadziej milionów Polaków skazanych dzisiaj na nędzną wegetację. Te 75 bilionów zł, czyli 75 tysięcy miliardów zł, to była równowartość rocznego deficytu narodowego. Państwo już nie jest w stanie skutecznie interweniować. Oszustwa celne, za które winę ponosi korupcja administracji, wynoszą prawdopodobnie jeszcze kilka kolejnych dziesiątek bilionów zł. Liberalizm jest odpowiedzialny za rozhulaną spekulację finansową i odpływ kapitału narodowego, jakiego nie było nigdy w całej historii Polski. Ciekawą sprawą jest to, że te pieniądze, które cichcem "wymknęły" się za granicę, tylko w części były czysto polskie, reszta pochodziła z pożyczek zaciągniętych od MFW, Banku Światowego lub innych źródeł. Efektem jest deficyt finansowy, którego Polacy nigdy nie będą w stanie zwrócić. Nie będą nawet w stanie utrzymać dóbr nabytych w okresie komunizmu.
 

antypolak
 



Pan Kogut trochę się uniósł.
czy to emocje przeważyły czy wypity wcześniej alkohol?
Nie będę insynuować,ale sposób wypowiadania się świadczyć może o paru promilach.
Prezydent Lech K-mimo tego że nie popierałem go,to go szanowałem.Prezydent to prezydent.
Nikt go nie wyzywał,niektórzy faktycznie niesprawiedliwie go atakowali (jak np Palikot za "małpki") ale to kancelaria składa zamówienia a nie on.
Największym wstrząsem nie była dla nich  jak sądzę śmierć Kaczyńskiego-ale fakt że od tego momentu nie mają oparcia w człowieku który im wierzył,który ich występki usprawiedliwiał i  którym mogli bezkarnie manipulować.
  • awatar gość: http://wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/sensacyjne-fakty-na-temat-katastrofy-smolenskiej,1,4209070,wiadomosc.html
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kciuk-pl
 
Wiele osób uważa, że masoni są tajnym stowarzyszeniem, które kontroluje nasze pieniądze i nasz rząd. Ci, którzy wierzą w te bzdury, nie chcą po prostu ponieść odpowiedzialności za własne nudne życie

Link: www.kciuk.pl/BUJAJAC-SIE-Z-MASONAMI-a42668
 

 

Kategorie blogów