Wpisy oznaczone tagiem "odchudzanie" (1000)  

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

dietetycznewakacje
 
◆ 15 min beginner's low-impact cardio
◆ 30 min marszu na bieżni
Razem: 45 minut! ♡
large (1).jpg
 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

badbunny
 
Bad Bunny: Jakim sposobem bezproblemowo przestałam jeść słodycze?

To taki mały temat na dziś :) I myślę, że dla wielu osób przydatny. Żeby jeszcze dodać smaczku powiem, że jestem osobą, która przez dobre kilka lat męczy się (a może to już czas przeszły?) z kompulsywnym jedzeniem, gdzie głównie są to problemy z ograniczeniem słodyczy.
Jest to rezultat bardzo złego odżywiania w wieku nastoletnim - a konkretnie głodzenia się.

Wracając do tematu. W poniedziałek będzie już trzeci tydzień, gdzie nie jem słodyczy. Wcześniej wytrzymanie bez nich nawet jednego dnia było rzeczą niewykonalną.

Więc jak to zrobiłam?
Po prostu zaczęłam właściwie jeść.
♥ Obliczyłam sobie ile kalorii dziennie powinnam spożywać, aby utrzymać wagę. Moim zdaniem bardzo ważne tutaj było to, że nie zdecydowałam się na chudnięcie, a na utrzymanie wagi. Dzięki temu mój organizm czuje, że dostaje wszystko to, co jest mu potrzebne i nie włączają mi się zachcianki.
♥ Ustaliłam sobie ile węglowodanów, tłuszczy i białka powinnam jeść dziennie. Moja dieta jest teraz bogata w dobre tłuszcze, dzięki którym czuję się syta. Nie mówię, że każdemu pasowałaby dieta z wysokimi tłuszczami - pamiętajcie, że każdy ma inny organizm i jednym służy więcej tłuszczy, a innym więcej węglowodanów.
♥ Regularnie spożywam posiłki, dzięki czemu nie mam czasu na odczuwanie mocnego głodu. W zależności czy ma dzień treningowy czy beztreningowy, raz tych posiłków jest więcej, a raz mniej. Jednak czas pomiędzy nimi przeważnie nie przekracza 3 godzin.
Wierzcie mi, regularne jedzenie bardzo pomaga.
Zauważyłam, że odczuwając głód przeważnie włączają mi się myśli na zjedzenie jakiegoś przetworzonego jedzenia.
♥ Nawiązując do poprzedniego podpunktu - łatwiej wyeliminować chęci na zjedzenie np. czekolady czy czipsów, kiedy stale dostarcza się organizmowi dobrych kalorii. Im więcej samemu przygotowuje się jedzenie, z jak najmniej przetworzonych produktów, tym lepiej.
♥ Nie zabraniam sobie jedzenia słodyczy! I to jest kolejny klucz do sukcesu. Nie stawiam swojemu mózgowi zakazów typu 'od dzisiaj żadnych słodyczy na zawsze' albo 'przez rok nie dotknę niczego z cukrem', bo to powoduje totalnie odwrotny efekt. Wtedy nasze myśli zaczynają krążyć wokół 'zakazanego owocu' i tym trudniej jest nam powstrzymać się przed czymś, czego robić nie chcemy.
Ja powiedziałam sobie, że jeżeli będę chciała zjeść coś słodkiego, to zjem i nie będę się przejmować. Po prostu wliczę sobie to w bilans i heja dalej :) Ale właśnie....nie mam chęci na słodkie :) Owszem, zjem sobie jogurt grecki z łyżką dżemu czy batona proteinowego, ale to nie ma porównania do zjedzenia tabliczki czekolady przy jednym posiedzeniu (co było dla mnie normą) czy całej, dużej paczki czipsów.

Tak więc okazuje się, że to, co kiedyś było dla mnie niewykonalne, okazuje się wykonalne :) Tak naprawdę poraz pierwszy w życiu zaczęłam czerpać prawdziwą przyjemność z nowego stylu życia. Ważenie jedzenia, wyliczanie makroskładników i trenowanie na siłowni sprawia mi teraz prawdziwą przyjemność. Mam konkretny cel, trzymam się go i dobrze się ze sobą czuję. I co najważniejsze - o jedzeniu myślę tylko, kiedy przychodzi na nie pora, a nie 24 godziny na dobę :D

Życzę wszystkim kobietom tu, jak i poza blogiem, żeby też znalazły tą drogę. Żebyście nie musiały męczyć się z ciągłymi myślami o jedzeniu i żebyście mogły jeść z uśmiechem na twarzy. Nie głodźcie się, nie jedzcie poniżej 1500kcal bo to w 99% doprowadza do kompulsów, prędzej czy później. A potem zaczyna się piekło. Nie róbcie tego, bo to nic nie daje, a jedynie przysparza problemów, czasami na lata. Chyba nie chcecie poświęcać całego swojego życia na walkę z napadami na jedzenie, he? :)
food.jpg
 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kaduu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kaduu
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

cieloaqui
 
Jeeez...........

Właśnie napisałam post na temat treningów z youtuba.

Pinger wszystko usunął przed dodaniem, zaciął stronę.

Dziękuję.

Nie mam siły pisać tego drugi raz.

Więc wypiszę tylko to co dzisiaj za mną:
- rozgrzewka z Ewą Chodakowską
- "Trening odchudzający" z kanału Fit Lovers (10 min cardio)
- "Six pack workout 10 min" z kanału Gym Break (20 ćwiczeń)
- Pośladki z Mel B (my fav <3 )


andreeabirsan_.jpg

@andreeabirsan_

claudia_holynights.jpg


claudiaholynights.jpg


claudiaholynights1.jpg

@claudia_holynights

iindiefoxx.jpg

@iindiefoxx

livabambale.jpg

@livabambale

samanthamariko.jpg

@samanthamariko

casseycakes.jpg

@cassey_cakes

catherinev.jpg

@fashionardenter

jasminlamia.jpg

@lamiayasmin

leopoldinecannibale.jpg


palancanoire.jpg

@palancanoire
 

missinggirl
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hononey
 
Dzisiaj napiszę trochę wcześniej wpis bo akurat mam się ochotę wygadać a przez kilka dni nie będę miała dostępu ani możliwości, żeby się wygadać.

Jutro rano muszę wyciągnąć kasę z konta na wynajem, kupić ziemniaki i pojechać na małe zakupy. Potem do pracy na 16.00 aż do następnego dnia (czwartek), kończę o 9.30, szybko do domu i znowu do pracy na 15.30 i dopiero w piątek kończę o 16.00. Weekend na szczęście będę miała wolny, ALE w sobotę muszę porzygotować pokój na malowanie a w niedzielę zabieram Karolka na pokaz zwierząt o którym wcześniej psiałam. W Poniedziałek będę miała kolejną sesję z Tracey (4 godziny) bo muszę się wypytać kilka rzeczy. Dopiero wtorek, środa będę miała na prawdę wolny. W czwartek do pracy na spotkanie z menadżerką i piątek znowu praca. Po pracy spotkanie z nowym medium, które będzie organizowane blisko miejsca gdzie pracuję i potem w weekend znowu do pracy. Także same widzicie, że u mnie przez pewien okres będzie cisza.

(Dla tych, dla których przycinanie pazurków u zwierząt jest mało ciekawe, polecam w tym momencie skończyć czytanie, bo tylko się zanudzicie, a ja i tak potrzebuję się wygadać.)

Poza tym, piszę bo dzisiaj udało mi się Karolkowi przyciąć pazurki. Co prawda robiłam to wcześniej, ale nie z takim sukcesem. Od początku... Karolek zawsze bardzo się stresował całym obcinaniem, wiadomo bo nie rozumiał i takie tam no i ja nie miałam wprawy. Zwłaszcza, że Buni mogłam robił cały manicure maszynką, kiedy ta spokojnie leżała na boku. Ale z racji faktu, że pazurki u Karolka nie były już dawno robione więc powiedziałam mu wczoraj: "Karolek, jak nic jutro pazurki przycinamy i już nie ma wymigiwania się. Przycinamy i już." No i dzisiaj rano, zjadłam śniadanie i mówię do Karolka, że będziemy przycinać. Jakoś specjalnie go to nie przejęło, ale kiedy wzięłam klatkę żeby go złapać (Karolek nie lubi być podnoszony, ale lubi sam wejść do klatki i klatkę wtedy można podnieść) to zrozumiał że nie żartowałam. Wyjęłam matę gumową na blat w kuchni i Karolek sobie wyszedł. Tętno podwyższone ale jakoś był bardziej wyluzowany niż zwykle.

Cały czas do niego mówiłam, jaka jestem z niego dumna i że nie wszystkie zwierzaki tak pozwalają właścicielom a on mi tak ufa i wogóle. I ładnie dał mi łapkę (to znaczy sama wzięłam, ale mi jej nie wyrywał) i podzięłkowałam. Przycinanie pazurków jest o tyle trudniejsze, że Karolek ma ciemne paznocie więc u niego bez podświetlenia nie widać gdzie ma wrażliwszą część paznokcia, albo potocznie mówiąc "mięso". Także starałam więc podcinać o wiele wyżej, ale największy problem miałam z "kciukiem". I tu na ratunek przyszedł D! Powiedział, że pomoże (szok).

Przycięliśmy pazurek ale z racji, że Karolek nie dawał ruszyć tylnych łapek (chował je pod sam pempek), poprosiłam D, żeby go potrzymał tak żeby było widać tylko dolne łapki. No i lewe górne i dolne paznokcie przycięte. Zaczynałam czuć mokro przy kuperku więc chyba chciało mu się do toalety i go wypuściliśmy. Zagoniłam go na piętrze do króliczej toalety i był taki bida "zmordowany" a aż na boku się w kuwecie położył i stres z niego wychodził. Stwierdziliśmy z D, że damy mu czas ochłonąć. D poszedł na fajkę, a ja w międzyczasie opowiadałam Karolkowi jaki był dzielny i że sprawił mi tyle szczęścia tym że tak bardzo mi zaufał bo nie wszystkie zwierzaki sobie pozwalają.

D wrócił z fajki, ja dokończyłam jedzenie i poszłam po Karolka. Nie opierał się, żeby wejść do klatki kiedy ją przyniosłam i znowu ładnie wszedł na stół. Przednia prawa łapka poszła bez problemu, ale kiedy D go wziął na ręce cały czas się przekręcał żeby mu podciać pazurki u lewej więc było trochę zamieszania. Z mojego iPada leciała miła klasyczna muzyka więc też wierzę ze trochę mu pomogło. Pazurki w końcu podcięte (na szczęście króliki nie mają "kciuków" w tylnych łapkach). Zaniosłam Karolka do naszego łóżka i wypuściłam.

Karolek zszedł i usiadł w drzwiach i zaczął się myć i już nie oddychał stresowo. Był bardzo spokojny. Znowu zaczęłam mu dziękować i prawić komplementy, jaki był dzielny, itd. Buzi nawet mi dał! Całą twarz mi wylizał, więc chyba zrozumiał o co chodziło z pazurkami. Wygłaskałam go i wycałowałam, jeszcze futerko trzeba było wczesać bo przecież niepoukładane po takim zabiegu i Karolek w siódmym niebie zaczął "mielić zęby" (to jest taki rodzaj króliczego mruczenia). Usiadłam na samej górze schodów i Karolek podbiegł, zawinął się przedemną w bochenek i "głaszcz mnie Mama bo grzeczny byłem, jeszcze raz posłucham jaki jestem dobry królik". Ba! Nawet niedługo potem na dół zeszłam i on zaraz za mną.

Widać pazurki jednak za długie były, ale ja nadal się uczę i Karolek sam się przyzwyczaja, jednak za każdym razem lepiej. Zdecydowanie uważam, że to był sukces. Wierzę, że są profesjonaliści którzy potrafią przyciąć pazurki w 5 minut, ale my z Karolkiem nadal jesteśmy na etapie nauki. Tym bardziej, że we wtorek planuję wziąć go do weta na sprawdzenie, czy moje przycinanie jest na szóstkę.

Dobra Kochane. Tym miłym akcentem kończę wpis i nie wiem kiedy z powrotem się odezwę ale bloga nie zamykam, także na pewno napiszę. <3
  • awatar ms moth: Rzeczywiście masz napięty harmonogram na najbliższe dni. Poza tym bardzo dużo godzin naraz pracujesz! Nie męczy Cię to? Podziwiam. Ale kochasz i dbasz o Karolka, bardzo to widać. :) Świetnie trafił <3 No i może rzeczywiście D sobie coś przemyślał? Teraz ta pomoc, wcześniej te przytulenie się i rozmowa, co prawda po wcześniejszych humorkach, ale jednak. Szczerze mam nadzieję, że będzie częściej się wykazywał i Cię zaskakiwał, bo jak wiesz wiem co czujesz i mimo wszystko dalej trzymam za was kciuki. Kończę mój wywód, dużo energii w najbliższym czasie życzę, zapewne się przyda :*
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Tak nieudanej wycieczki jeszcze dawno nie miałam, ale od początku...

Babcia D wreszcie w szpitalu w Sheffield. Przewieźli ją wczoraj w nocy. Jutro w południe będzie miała operację bypass'ów. Bilety na pociąg były kupione na dzisiaj więc z podróżą nie było problemu.

Wstałam po 7 a D obudziłam o 10. Poszedł na fajkę, nawet się umył łącznie z włosami i ugotowałam mu na szybko ryż z sosem bo głodny był. Pociąg miał być o 12.42. Dziesięć po dwunastej wyszliśmy z domu. Szłam tak szybko, że nie mogłam mówić. Na szczęście doszliśmy przed czasem i musieliśmy czekać 10 minut. Zaczęło mi się robić zimno więc mówię, że do poczekalni pójdę - trochę tam cieplej. On do mnie czy musimy, a ja że nie ale on sobie może marznąć sam. Poszłam na poczekalnie, on za mną. Za dużo ludzi więc wyszedł. Zaraz pociąg przyjechał i zajęliśmy miejsca.

Nie dość, że usiadł przy oknie to jeszcze grał w gry na komórce. Pytam się czy się nie zamienimy, skoro on tak gra i nie patrzy przez okno a ja chcę pooglądać. Ten do mnie, że nie będzie się zamieniał bo już usiedliśmy a daleko do okna nie mam bo tylko 20 cm różnicy od niego... Nawet się nie odezwałam. Z nim po prostu nie da się kłócić. Myśli że ma rację i nie przekonasz go do niczego.

Dobra wychodzimy z pociągu i mówię, że jeżeli mamy iść na wrapy to tam trzeba mieć kasę bo kart nie akceptują (ja kupowałam bilety na pociąg a on miał nam załatwić jedzenie). On do mnie, że kartę wziął i czemu nie pomyślałam wcześniej. Bo dopiero teraz sobie przypomniałam. Poszliśmy do nourish - knajpa ze zdrowym jedzeniem. Było tak pysznie i zdrowo, że atmosfera między nami nawet się poprawiła. Oboje najedzeni i fajnie się nam rozmawiało. Nawet śnieg za oknem padał i było przez chwilę magicznie. Widać było po D, że się cieszył że postawił mi jedzenie itd.

Zadzwoniliśmy do szpitala, żeby dowiedzieć się gdzie leży babcia D no i po jakiś 20 min już wszystko było wiadomo. Jeszcze tylko do costy się wróciliśmy bo potrzebowałam WC i gorący napój. Jeszcze do mnie D z tekstem że nie powinnam wchodzić do męskiej toalety... Damska była zablokowana a i tak to było tylko pomieszczenie na jedną osobę więc miałam to konkretnie gdzieś. Dobra gorący napój załatwiony i wyruszyślimy...

Musicie wiedzieć (bo to ważne), że Sheffield jest krainą górek - wielu, dużych, stromych górek. Jeszcze w Doncaster mówiłam D, że nie będę biegała po Sheffield, tylko szła własnym tempem na co oczywiście się zgodził. Poszliśmy w trasę i po 20 minutach zaczął marznąć. Nie wziął cieplejszej kurtki bo była brudna (tak jakby komuś to miało przeszkadzać) i nie chciał założyć czapki bo i tak by nic nie dała, ale cały czas narzekał że jest mu zimno BO TO JA ZA WOLNO IDĘ... (on ma prawie 190cm a ja 160cm). I co chwilę słyszałam, że jest zmęczony tym że wolno idę, że ciągle musi się odwracać, żeby sprawdzić czy za nim jestem. Za rękę nie chce iść bo nie czuje się komfortowo. Wszystko była moja wina i miałam go już tak dość, że mu powiedziałam żeby sobie szedł sam własnym tempem a ja dojdę do szpitala sama. Więc przyspieszył i szedł ale na tyle żeby mnie widzieć i żebym mu pokazywała w którą stronę iść (miałam Google Maps). W końcu raz tak przyspieszył, że znikł, więc ja stwierdziłam że pójdę na skróty których Google Maps nie chciało mi pokazać. On poszedł prosto (że aż zniknął) a ja skręciłam w lewo. Doszłam do szpitala ale z racji, że to kilkanaście budynków porostawianych po różnych miejscach to jeszcze do odpowiedniego trzeba było dojść.

Jestem już na terenie szpitala i D do mnie dzwoni. Pyta się gdzie jestem i odpowiadam, że jestem prawie już pod budynkiem i ten do mnie z tekstem, że czekał na mnie przeszło 10 minut na końcu tej długiej ulicy aż dojdę. Powiedziałam, że poszedł swoim tempem więc ja poszłam swoją drogą i powiedziałam, że do niego dojdę. Wkurzył się na mnie i rozłączył telefon. Znowu była moja wina...

Doszedł do mnie jak łapałam windę. Nic nawet nie powiedział w windzie tylko sapał wściekły. Do babci weszliśmy oboje jakby nigdy nic i udawaliśmy, że między nami okay. Minęło półtorej godziny i czas było się zbierać. Pożegnania z babcią i wyszliśmy.

Między nami znowu było okay ale w szpitalu nie mogłam znaleźć zasięgu, a chciałam pobrać aplikację żeby móc ściągnąć aplikację na bilety do autobusu (oboje byliśmy przemarźnięci więc nawet nie było mowy o powrocie na piechotę). Dopiero przy wyjściu był sygnał, znalazłam szybko autobus o której nas zabierze. Było tak zimno, że nie mogłam palcy zginać wybierając przyciski na telefonie. Musiałam jeszcze ściągnąc tą aplikację do kupna biletu. Dobra ściągnięta. Autobus za 3 minuty a ja muszę jeszcze konto zakładać! Dobra 2 minuty, konto założone. Okazało się, że po złej stronie ulicy jesteśmy. Biegiem na przeciwny przystanek, autobus już 10 metrów od nas a telefon nie chce zaakceptować Apple Pay! Dobra, loguję się przez PayPal'a i udało się. Bilety kupione. Stoję przy kierowcy, żeby "skasować" wirtualny bilet, kolejka za mną a telefon cały czas się ładuje! W końcu kierowca (bardzo uprzejmy nawiasem - seryjnie) też zaczął się wkurzać na aplikację i powiedział, że jak będziemy wychodzić, żeby mu pokazać tylko ten bilet. No spoko. Siadamy, udało mi się zresetować aplikację, D oczywiście na mnie już sapie bo jak zwykle moja wina bo nie pomyślałam o tym wcześniej i czemu ich nie kupiłam jak był czas. Następny przystanek i podchodzę do kierowcy i pokazuję mu bilet. Kasuję jeden, kierowca się cieszy. Chcę aktywować drugi a kierowca do mnie, że tylko jeden może być aktywny w danym czasie (a było nas przecież dwoje i dwa bilety całodniowe wykupione - myślałam, że rzucę tym gównem za okno). W końcu kierowca widział, że bardzo się starałam i tylko poprosił, żebym zadzowniła wieczorem do obsługi klienta i im wszystko wytłumaczyła. Powiedziałam, że obiecuję.

D oczywiście o wszystko się sapał, bo wina aplikacji, ale przedewszystkim iPhone'a bo głupi, bo taki, bo sraki. W końcu nasz przystanek i doszliśmy do stacji kolejowej. Była 17.38 a pociąg miał być o 18.12. Mogliśmy jechać tylko jednym przewoźnikiem dlatego bilety były takie tanie. Okazało się że pociąg był aż opóźniony do 18.29. Stwierdziłam, że jestem za bardzo głodna, żeby marznąć na peronie (nie było się gdzie ogrzać) i kupiłam 3 wrapy i 2 flap jacks z Marks and Spencers. Wybuliłam trochę kasy, ale jakby nie patrzeć dzisiaj jest mój fat monday więc mogłam sobie pozwolić. Dałam kawałek jednego D, bo dłosłownie zamarzał mi przed oczami. Dłonie miał lodowate i nie czuł już stóp z zimna. Pociąg cały czas przedłużali i D cały czas narzekał, że nigdy już nie będzie jeździł pociągami bo to jedna wielka pomyłka. W końcu poszliśmy na pociąg, w pociągu ciepło ale siedzielismy tylko 20 minut bo w Anglii szybko jeżdżą, lol.

Wyszliśmy, D pomógł mi się zapakować i szliśmy do domu. Prawie w ciszy, bo nie chciało mi się już z nim gadać. Dzisiaj miałam już mu powiedzieć, że chcę się wyprowadzać i gówno mnie obchodzi jak bardzo się stara, bo uczucia nadal mam takie same. Wyciąga ze mnie całe szczęście. Jeszcze w drodze powrotnej, mimo że mróz i sam marzł, zadzwonił do przyjaciela żeby zaczął się zbierać bo już w domu będziemy niedługo... Kurna, jak ja do niego dzwonię to wielki problem ale jak wracamy do domu, to daje znać koledze kiedy będzie żeby tamten już jak najszybciej przybiegł. W domu byliśmy może 19.30.

Przyszłam do domu, dokończyłam to co mogłam, kolega już przyszedł i poszli na górę. Ugotowałam mojemu zupę z soczewicy na rozgrzanie bo obiecałam wcześniej i poszli na fajki a ja się wzięłam za pingera. Pisałam i pisałam, aż w końcu tamten poszedł o 21.40.

I teraz największy szok... Kolega poszedł, a D usiadł koło mnie i się przytulił i praktycznie wytłumaczyliśmy sobie cały dzień i wszsytkie niedomówienia. Nie mogłam uwierzyć. Nadal jestem na niego wkurzona, bo na wszystko narzekał. To była jak do tej pory moja najgorsza podróż. Nie, najgorzej było na wegańskim festiwalu bo praktycznie cały cyrk był nastawiony na kasę i do tego jeszcze niedomówienia ze znajomymi. To był mój drugi najgorszy wyjazd. Tak jak zawsze jeżdże i mam farta (zwłaszcza z Pandzią), tak z D praktycznie wszystko poszło się jeb*ć. Wszystko nie działało, było spóźnione. Tylko tyle, że zobaczyliśmy babcię całą i zdrową w szpitalu no i mój Garmin pokazał mi że przeszłam dzisiaj 14km. Całe szczęście że miałam sportowe.

Dobra koniec narzekania, dałam upóst ile mogłam, będzie mi się lepiej spało. Na sam koniec zdjęcie z miejsca w którym jedliśmy z D. Na zdjęciu nie widać, ale padał śnieg. Kocham. <3

26.02.2018 _ poniedziałek
  • awatar ms moth: Śliczne te zdjęcie, wygląda jak inspiracja z internetu. Aż chciałabym tam się teraz przenieść, jeść i obserwować padający śnieg. <3 Ale przykro mi, że tak wypad się nie udał, zwłaszcza, że miałam nadzieję, że będzie zupełnie odwrotnie. Aż nie wiem co napisać, po prostu mi szkoda. :(
Pokaż wszystkie (1) ›
 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

mrsskinnymommy
 
mrsskinnymommy:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kaduu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kaduu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów