Wpisy oznaczone tagiem "thispiracje" (60)  

lighttouch
 
Witam Was moje Gwiazdy.
Dodaję ten wpis jak najszybciej mogłam.

Po pierwsze - Wy.
Po drugie - Ja.

1. Jestem Wam tak mocno wdzięczna, za to ile daliście mi siły. Dzięki Wam miałam wiarę w siebie. Dzięki Wam się podnosiłam. Dzięki Wam czułam, że mogę wygrać. Wierzyłam w to. A dziś? Dziś wierzę jeszcze mocniej. Lecz nie wystarczy tylko wierzyć, ale trzeba też działać. I właśnie to dzięki Wam jestem w stanie zrobić. Jesteście częścią mojego życia, która stała się dla mnie tym przełomowym etapem w drodze do wygranej.

2. Nie dostałam przepustki na wczoraj, tylko dopiero dziś. Jutro znów tam wracam.
Opuściła nas M. Była taka uśmiechnięta. Udało jej się.
Doszła K. Jest przewspaniała. Wspaniały rozmówca i słuchacz. Zauważyła, że to ja ze wszystkich najbardziej się wobec niej otworzyłam.
Zostałam wybrana na "starościnę" oddziału. Zajmuje się załatwianiem wszystkich spraw. Byłam w szoku. W końcu jestem tam dopiero tydzień a głosował na mnie nawet Ordynator.

Został mi przydzielony terapeuta. Powiedział, że już w poniedziałek mogę wejść na grupę. Szybko. Większość czekała po 2-3 tygodnie.

Przekonuję się coraz bardziej do jedzenia. Codziennie jest coś smażonego lub jakieś mięso. Poznaję "nowe" smaki. Odżywam. Jem takie posiłki w ciągu dnia jakich w domu przez kilka dni nie jadłam. I co? Waga ani rusz od tygodnia. Nawet o gram. Rodzice zawiedzeni. A ja? Ja się cieszyłam. Nie wiem czemu. Jeszcze psychicznie nie jestem na to gotowa.

Rano dostaje tabletki na "pobudzenie" wieczorem na sen. Moje lęki trochę się zmniejszyły, ale wciąż się boję. Boję się nawet wyjść do sklepu.
K. powiedziała mi, że jestem strasznie koścista i jak przytyje kilka kg to będę chociaż jak Kobieta wyglądać.
Rodzice nie rozumieją. Chyba tęsknie za oddziałem.

Ps. Postaram się jeszcze dodać wpis jutro po południu bo koło 16 mam wyjazd powrotny.
Dziękuję.
  • awatar time of change ♥: kochana ! powodzenia i wierzę że się uda :)
  • awatar •thin&happy•: Aż uśmiechnęłam się, czytając ten wpis :) Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dajesz radę! <3 Nie dziwię się, że nie jesteś przygotowana na wzrost wagi, w końcu musi minąć trochę czasu zanim się oswoisz z myślą, że przy normalnym jedzeniu waga z czasem nieco się będzie unosić. Ale bardzo się cieszę, że jesz.. że normalnie jesz i masz w sobie tyle siły, by walczyć! Tak, jak trochę przytyjesz, to w końcu powrócą Twoje kobiece kształty - oby :) Ja Ci życzę, żebyś nadal tak dzielnie walczyła, nie załamywała się, nie poddawała i.. jadła, bo to chyba najważniejsze <3 Trzymaj się <3
  • awatar Skinny18: oo właśnie dzisiaj myślałam o Tobie dlaczego nie piszesz czy coś się stało. Cieszę się że jest ci lepiej, a nie mówiłam że nie masz co uprzedzać się do oddziału bo może się okazać że nie będzie tak źle. Nawet jak narazie nie tyjesz to spokojnie, organizm chyba musi też na nowo nauczyć się żyć z jedzeniem. Pisz najczęściej jak tylko będziesz mogła :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

lighttouch
 
Kochane jesteście. Mimo braku mojego czasu i długich nieobecności, wciąż mnie wspieracie, wciąż jesteście, wciąż mi pomagacie. Tak mocno Wam za to dziękuje. Dziękowanie każdemu z osobna zajęło by mi wieki. Naprawdę, tak cholernie jestem Wam wdzięczna za to, co dla mnie robicie.

U mnie? Dostaje rozstroju nerwowego. Cały dzień dalej wolny. Zaraz idę do sklepu po jakąś wodę bo nie wytrzymuję. Cały dzień prawie śpię. Wszyscy gdzieś powychodzili a tylko ja tu siedzę.

Jedzenie? Powinnam chyba napisać, że jestem z siebie dumna. Zjadłam na obiad całego kotleta schabowego (panierowanego i smażonego!) plus ziemniaczki i surówka. Co prawda ziemniaków trochę zostawiłam.. Ale cały kotlet spałaszowany, uwierzycie? Nie miałam go w ustach od 2 lat. Mama mi napisała "no i świetnie, i nie miej z tego powodu wyrzutów bo przecież robisz dobrze. i głowa do góry, bardzo się cieszę!". Dlaczego ja nie potrafię? Dlaczego czułam w ustach każdy kęs tego kotleta, czułam na jakim głębokim tłuszczu był smażony? Dlaczego teraz siedzę przybita i jedyne co, to mam ochotę krzyczeć z bólu? Co jest znów nie tak, przecież robię dobrze. Ja już nie wyrabiam, mój pociąg życia chyba powoli zwalnia... Nie daje rady, nie mogę na siebie patrzeć. Gdzie moja siła?
  • awatar incognitus: z tego nie wyjdziesz w dzien, w tydzien, czy w miesiac. Pisalam to wiele razy i napisze kolejny raz- daj sobie czas. Ane odstaw na bok, zaprzyjaznij sie z *czasem*. To teraz bedzie Twoj najwiekszy sprzymierzeniec. Masz za duzo wolnego czasu i dlatego wszystko wydaje sie takie beznadziejne. Ale jutro juz bedzie inaczej. Zajmij czyms mysli. Pomysl o tym, co bedzie juz za pare dni. Wszystko wychodzi na prosta, nie zauwazasz tego? Bo jak dla mnie jestes cholernie odwazna, cholernie silna, nie wypuszczasz z rak swego zycia, ratujesz je za wszelka cene. Ulozy sie. I mi i Tobie sie ulozy, bo walczymy. A dopoki walczymy, jestesmy na pozycji wygranej. Nie poddawaj sie, nie mozesz stracic tego, co do tej pory osiagnelas. Trzymaj sie cieplutko kochana.:*
  • awatar Skinny18: Twoja siła jest w Tobie i jest ogromna, wiele osób by nie dało rady tego zjeść, chowałoby, wyrzucało, wymiotowało ale nie Ty, wiesz że nie tędy droga. Postępujesz słusznie. Jestem cholernie z ciebie dumna. I pewnie nawet nie mogę sobie wyobrazić jak Ci ciężko ale dawaj z siebie wszystko tak jak robisz to teraz. Jedyne co mogę ci powiedzieć to że później będzie łatwiej zobaczysz :* trzymaj się tam :*
  • awatar •thin&happy•: Powinnaś być dumna, że go zjadłaś! Zdaję sobie sprawę, że musi Ci być bardzo, bardzo trudno, bo właściwie to wszystko dopiero się zaczyna, ale mam nadzieję, że z upływem czasu wszystko wróci do normy. Pamiętaj, że musisz z tym walczyć. Wierzę w Ciebie z całej siły i trzymam kciuki, żebyś na kolację również się przełamała i zjadła to, co powinnaś! I pomyśl jak wszyscy się cieszą z tego, że się Tobie udaje. Twoja mama też na pewno w Ciebie z całej siły wierzy, pomyśl, ile możesz dać jej radości (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

lighttouch
 
Zbyt długie rozmyślanie nad czymś może nam wszystko zepsuć.
Dziś na rozmyślania miałam cały dzień. Jest mi tak cholernie ciężko. Jutro też cały dzień wolny. Od poniedziałku dopiero powrót do zajęć. Szlag mnie tu trafia, za przeproszeniem. Boję się wyjść do ludzi, boję się gdziekolwiek wyjść..

Na obiad był Krupnik (zjadłam kilka łyżek) i schab z sosem plus makaron i fasolka szparagowa. Schab zjadłam, warzywa też, makaron "obskubałam" i wyrzuciłam.
Na kolację - chleb z pasztetową. Kolacja tu jest ok. 17 podawana a ja nie chce zaburzyć swojej regularności posiłków więc jak stołówka pustoszeje, ja biorę co mam wziąć i idę. Pasztetowa wylądowała w koszu a na jej miejsce wskoczył twaróg, 1/2 kostki z rzodkiewką i 2 kromki chlebka Wasa.
Dlaczego znowu to robię? Dzisiaj rano przed kąpielą, obejmując moje ramie, czułam swoje kości. Teraz leżąc, laptop opiera się o moje kości miednicy jak na stoliku. Tak jakby mój szkielet obejmowała jedynie prawie przeźroczysta otoczka skóry. Widać nawet zagłębienia które ukazują mięśnie bo już nic ich nie otacza prawie.
A ja nie mogę na siebie patrzeć. Czuję się tak obrzydliwie grubo. Tak beznadziejnie. Patrząc w lustro widzę znów ten cholerny nadmiar kg.

Tak bardzo się boję. Dlaczego? Co robić?
  • awatar Skinny18: To wszystko jest w twojej głowie, ten nadmiar kg, strach, nawet jeśli oni w szpitalu uleczą ciało to ty musisz starać się wyleczyć swoją duszę, myśli, porozmawiaj tam z kimś nie bój się wyciągnąć ręki o pomoc. Bądź silna :*
  • awatar Paulette ♥: Ej no maleństwo nie bój się ! :) Pomyśl sobie o tym co będzie za rok czy dwa, jak będzie cudownie. Trzymam z całych sił kciuki ! :*
  • awatar incognitus: boisz sie bo jestes chora. To siedzi w Twojej glowie, wiec nic dziwnego, ze masz zakrzywiony obraz rzeczywistosci. Wypracowalas sobie ten mechanizm przez dlugi czas, usuwanie go z Twoich mysli zajmie Ci jeszcze wiecej, niestety. Ale kazdy nowy dzien jest szansa i przybliza Cie do Twojego celu- wyzdrowiec i byc szczesliwa. Pamietasz, kiedys pisalas, ze dawniej bylas przeciez szczesliwa. To wszystko moze wrocic, bez choroby, bez tego, co jest teraz. I wroci, tylko daj sobie na to czas.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

lighttouch
 
Cóż.. popadanie w nałogi, szukanie problemów - oh tak, to moja specjalność. W tym jestem chyba nie do pobicia.
Przeskakuję z problemu na problem. Zamiast układać swoje życie, ja z dnia na dzień coraz bardziej je komplikuje. Mimo upadków, wciąż jednak wstaję i próbuję walczyć.  Może to wszystko co przeszłam musiało się wydarzyć bym w końcu doceniła to co mam ?

Jednak  czas przestać ogarniać, dlaczego to w ogóle się dzieje. To się staje. To pewna konsystencja rzeczywistości, jej budowa, przyzwyczaiłam się do pewnego stanu skupienia.
Ale ja próbuje urodzić się na nowo bo *Gdy już wygrasz ze sobą, wtedy możesz wygrać ze wszystkimi*

Jestem w domu na swoją prośbę. Chcieli zostawić mnie już tam dzisiaj ale zmyśliłam, że mam jutro ważny egzamin. Wybieram się tam jutro. Zostaje na kilku dniowej obserwacji i wtedy zdecydują czy zajmą się moją psychiką, będąc leczona na oddziale nerwic, przez 8-12 tygodni. Czy też (jeśli się pogorszy, waga spadnie i nadal będę zagrażać sama sobie) skierują mnie na oddział który zajmuje się "ciałem". Rodzice mają żal nie tyle co do mnie ale o to, że zamiast cieszyć się życiem ja będę musiała się leczyć, w zamknięciu. Dzwoniła Pani H. (psychoterapeutka). Stwierdziła, że nie muszę tam iść, ale drzwi do piekła mam otwarte. Decyzja należy do mnie. A widocznie urzekła ich moja osoba i mój przypadek bo niektórzy nawet czekają pół roku na przyjęcie, zresztą tak jak i ją bo nie do każego pacjenta podchodzi tak jak do mnie.
Tak czy siak przez kilka dni mnie tu pewnie nie będzie. Proszę, nie zapominajcie o mnie. Jeśli tylko będę mieć możliwość - będę tu pisać, będę nadal przy Was, będę o Was tam pamiętać. Nie zostawiam Was bo jeszcze tu wrócę, na pewno. Proszę tylko, żebyście to Wy mnie nie zostawili przez ten czas kiedy na chwile zniknę.
Mam nadzieję, że uda mi się wygrać. Tak bardzo chcę znów żyć..
  • awatar być lekka jak piórko: trzymam kciuki żeby Ci sie udało ;*
  • awatar Celia: Coś w tym jest, że "Jeśli przez całe swoje życie się nie rodzisz to znaczy, że umierasz." Bob Dylan. Dopiero co zaczęłam przeglądać Twojego bloga, a tu się dowiaduję, że już z niego znikasz. Ale wiadomo - siła wyższa. Poukładaj sobie wszystko co trzeba, a potem wróć - dodałam Cię do obserwowanych więc będę wiedziała, kiedy znowu tu zawitasz. Trzymaj się i powodzenia, ze wszystkim.
  • awatar DreamBody: Jest tak (te podawanie i wstawanie), ponieważ się do tego przyzwyczaiłaś. Musisz jednak temu powiedzieć wyraźne NIE. Do szpitala idź koniecznie na te 8tyg. Proszę, zr ób to dla mnie. Pomogą Ci, bo Ty potrzebujesz pomocy. Bardzo doraźnej. Ktoś musi Ci pomóc, bo to Cię przerośnie. Bądź silna, nie zapomnimy <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

lighttouch
 
Czasami sen bywa najlepszym rozwiązaniem na wszystko. Nienawidzę jak ktoś mnie z niego budzi. Zamykam oczy i na siłę próbuję przypomnieć sobie ostatnią scenę, wymyślam swoje zakończenie, tak by wszystko było idealne. Chociaż tu – we śnie.
Bo kiedy się budzę, wraca chora rzeczywistość. Wracają wszystkie rodzaje bólu.
Jednak mimo wszystko często trudno określić czy tak naprawdę wychodzę na prostą czy się zapadam.
Ciężko jest myśleć, kiedy jesteś zawinięty w koc niewyjaśnionych, niepożądanych emocji.


*AnaMay* - dziękuje za uśmiech. jest przewspaniały. Dzięki Tobie mogłam poczuć, czym jest prawdziwy szczery uśmiech.
*CocoMarii* - wiem, że bilanse tutaj nie są dobrym rozwiązaniem, ale ja co noc obsesyjnie planuje każdy dzień, każdy posiłek. To jest tylko dodatkiem, ale dziękuje, myślę że lepiej będzie jak nie będę dodawać bilansów.
*Butterfly.. <3* - leki właśnie niedawno zostały zmienione i jest jeszcze gorzej. To przez nie mam te napady.

A jutro? Jutro okaże się co dalej. Co dalej ze mną. Co z moją przyszłością. Co z moim pisaniem tu. Nie chciałabym Was stracić. A sama sobie nie poradzę. Ana ucicha, bo jem coraz to mniej, a waga coraz bardziej leci. Walczę. Do końca.

Zdjęcia kontrolne z poniedziałku:
  • awatar Hard work ♥: Jejku jaka chudzina z Ciebie *.* Oddawaj brzuch.. ;p
  • awatar Skinny18: Walcz kochana dalej i koniecznie napisz jak jutro będziesz coś wiedziała. Nikt cię nie zostawi, nie tutaj, pamiętaj o tym zawsze:*
  • awatar betijulia: hej :D trzymam za ciebie kciuki! odżywiaj się zdrowo, będzie dobrze! masz w nas wsparcie ;****
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

lighttouch
 
Zamykam oczy...
Wdech...
w okół mnie rozbrzmiewa spokojna muzyka, która jest jak balsam dla moich uszu...
Wydech...
Zapach spokoju jest wyczuwalny na kilometr...
Wyobraźnia działa...
Wszystko wydaje się być takie spokojne, czyste, rozświetlone blaskiem piękna które wydobywa się ze wszystkiego co mnie otacza. Uwielbiam takie chwile.. Kiedy mogę spokojnie usiąść, wyczyścić myśli, wspomnienia i napawać się wyłacznie widokiem wspaniałości tego świata. Nie dopuszczam do siebie myśli, że ta wspaniałość skończy się wraz z moim powrotem do rzeczywistości. Nie  zastanawiam się nad tym, że za chwile znów będę musiała powrócić do 'świata żywych'. Rzeczywistość już wcale nie napawa mnie takim pięknem, jak to które tutaj mam przed oczami, jak to które widzę, w moim wyimaginowanym świecie.


Jak się wali, to wszystko.
Piękny wczorajszy dzień zakończył się napadem. Niestety (albo i stety) nie miałam możliwości tego "wyrzucić" bo znów siedziała całą noc przy mnie mama.
Do tego okazało się, że nie zdałam egzaminu. Musze podać jutro pismo o egzamin dodatkowy.  
Byłam u psychoterapeutki. Spotkania z nią bardzo mi pomagają.
Tabletki które mam za to chyba wcale.  Stany depresyjne się pogłębiają.

#Bilans
Śniadanie: Bułka grahamka,
pomidor,
kilka plastrów ogórka, rzodkiewki, cebulka
kawa
II Śniadanie:
Batonik musli
Obiad:
1/2 piersi z kurczaka gotowanej
ryż brązowy (1/2 woreczka)
ćwikła z chrzanem
Podwieczorek:
małe jabłko
Kolacja:
1 kromka chleba razowego
sałatka (pomidor, ogórek, rzodkiew, groszek zielony, cebulka - 1 szklanka)

Jeszcze 2 dni i zapadnie wyrok.
*nie poddam się bez walki*
  • awatar •thin&happy•: Bardzo dobrze, nie poddawaj się! Mam nadzieję, że unikniesz następnych napadów i że będzie lepiej.. trzymam kciuki, jesteś bardzo silna!
  • awatar ohalice: Idzie bardzo dobrze, nie załamuj się jednym napadem. Dziękuję Ci za motywujące słowa i wsparcie.
  • awatar Butterfly..<3: Może powinnaś zmienić leki?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

lighttouch
 
Gdybym mogła to każdej z Was krzyknęła bym cholernie głośno dziękuję.
*Dziękuję* za to co robicie, za to, że nawet nie znając mnie, potraficie wydobyć ze mnie tyle siły. Wasze komentarze, tfu, wasze słowa i cholerna troska dają mi masę motywacji. Chyba nigdy nie skończę Wam dziękować.
I właśnie Wam też zawdzięczam dzisiejszy dzień.
Otóż pięknie pojadłam dzisiaj!

#Bilans.
Śniadanie: Bułka grahamka
pół kostki sera twarogowego
odrobina cebulki
pomidor
II Śniadanie: 2 kromki chleba z pomidorem i rzodkiewką
Obiad: 1/2 piersi z kurczaka gotowana,
3 drobne ziemniaczki
ćwikła z chrzanem
Podwieczorek: *2 ciastka zbożowe + caaaała micha budyniu waniliowego sporządzonego przez moją ukochaną mamę, która od dziś umówiła się ze mną że to ona będzie mi 'dogadzać'*

A reszta dnia - wybieram się do znajomej, muszę wyjść w końcu do ludzi. Więc na pewno będzie jakiś alkohol + coś do wszamania.
ale i tak jestem dumna z tego że zjadłam tak znienawidzony przeze mnie budyń którego nie tykałam przez prawie 2 lata.I nie wymiotowałam !
mogę być dumna?

Jutro wizyta u psychoterapeutki. Dam radę. Nie będzie żadnego szpitala. Poradzę sobie prawda?

*majka famous* -  Jak nawet Michael we mnie wierzy to jestem wręcz przekonana że dam radę ! :)

Dziękuje, jesteście najwspanialsze i będę powtarzać to z tysiąc razy. Jutro nadrobię wszystkie wpisy obiecuję :*
  • awatar •thin&happy•: Wspaniale Ci poszło! ;3 Budyń.. ja kocham budyń >.< Ale według mnie budyń jest zdrowy (a przynajmniej tak mi się wydaje xd), chyba nie ma co się przejmować ^^ Dobrze, że go zjadłaś i nie wymiotowałaś.
  • awatar hrabina janina: Ach to cudowny wpis!!! naprawdę bardzo pozytywnie! Jesteśmy wszystkie dumne!!!
  • awatar Skinny18: Czy możesz być siebie dumna? Musisz być!! Idzie ci cudownie i ma tak zostać :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

lighttouch
 
Dziś krótko i na temat. Okazało się że moja waga jest niesprawna, stąd takie przedziwne cyferki na niej.

Waga z dziś: 42,7 kg

Talia: 61 cm
Biodra: 83 cm
Udo: 43 cm

Walczę. Od dziś. Od nowa. Bez żyletki. Bez upadków.  Bez użalania się nad sobą. Bez płaczu.
Walczę. O dziś. O jutro. O przyszłość. O szczęście.
Walczę. I nie poddam się. Dam radę.

Mocno podkreślam *przepraszam*. Za to co robiłam, za to, że Was zawodziłam.
Mocno podkreślam *dziękuję*. Za to ile dla mnie robicie, jak mnie wspieracie.
Dzięki Wam postanowiłam walczyć. I zrobię to w taki sposób że do czasu środowej "rekrutacji" do szpitala będę już w takim stanie, że nie będę musiała tam zostawać.
Dzięki Wam walczę o życie.
Dziękuje najbardziej użytkownikom:
*Metamofroza*
*majka famous*
*CocoMarii*
*Demitasse*
*willbeskinny*
*Skinny18*
*powiedzmy*
*anywayy*
*yzix*

Mogłam dzięki Wam przejrzeć na oczy. Potrafiłyście mnie wspierać cholernie mocno, a jednocześnie potrafiłyście mnie opieprzyć kiedy trzeba. Dotrzeć do mojego wnętrza.

Oczywiście każda osoba która tutaj mnie wsparła jest dla mnie cholernie ważna. To wy przyczyniliście się do mojej walki. Dziękuje.

Będę starała się jak tylko mogę by nadrabiać zaległości z Waszymi wpisami. Nie chce Was stracić. Wiem, że to moje życie i najwięcej zależy ode mnie. Ale Wasze wsparcie daje mi mnóstwo siły. Jesteście wszyscy przewspaniali.
*Proszę, nie zostawiajcie mnie. Bo od dziś zaczynam prawdziwą walkę z aną i depresją.*

I uda mi się. A teraz ide po ciastko!
  • awatar skinny_me♥: ale nie wiadomo, to wygladalo na zart.. dziwnie napisane xd... ale sie juz nie dowiem. dziekuje , nawzajem ;* o matko, jak Ty malo wazysz! nie zostawie CIe! bede Cie wspierac! :*
  • awatar ilonek: masz pełne wsparcie!
  • awatar hateandhate: Pamiętaj : "Zwycięzcy to przegrani, którzy powstali i spróbowali o jeden raz więcej." ! Będziemy razem z Tobą, Cię wspierać ! :) ps. nie po jedno ciasteczko tylko po kilka !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

lighttouch
 
Dziś dużo czasu leżałam na podłodzę. Czy upadłam? Nie, nie upadłam. po prostu miałam ochotę znokautować podłogę bo od samego rana, intensywnie działała mi na nerwy.
Potargane włosy , spierzchnięte usta , zatracone zmysły, emocjonalnie zepsuta. Codziennie zaciskam pięści,  i ze łzami w oczach szepczę sobie, że wszystko się ułoży. To tylko chora bajka...

Pewnie czytając ostatni wpis zastanawialiście się, kto był powodem tego mojego uśmiechu.
*ON* to osoba, która zawsze będzie dla mnie najważniejsza. Osoba, która wywołała u mnie fale uczuć. Ale ja przez swoją dumę to odrzuciłam. Kiedyś zapewne płakałabym wspominając go. Dziś, nasz kontakt jest ograniczony. Ale za to z uśmiechem mogę powiedzieć, że nie spotkało mnie nic piękniejszego w tym życiu, niż poznanie *jego*.
Zmienił mnie i nadal zmienia. Codziennie dziękuje Bogu, że dał mi szansę poznać kogoś takiego. Nie jest idealny. Ma wady. Ale jest osobą, która zawdładnęła moim serduchem aczkolwiek nie jesteśmy razem.

Egzamin napisałam. Czy zdałam ? Okaże się pod koniec tygodnia.
Dziś doszło do mnie co tak naprawdę mnie czeka. Ja już nie chce tego szpitala.. to czyste więzienie. Kontrola każego posiłku... jeśli coś pójdzie nie tak - to kara, a co za tym idzie? Zawód w oczach rodziców.
Jutro ważenie. Rodzice chcą by sprawdzić w jakim kierunku wszystko idzie. Bo wydaje się im, że znów schudłam. Serio? To dlaczego ja widzę więcej siebie.

Ja już nie daje rady. Codziennie pytania "co jadłaś, a z czym, a kiedy?" codzienna kontrola. Wczoraj mama nawet specjalnie sobie pobudkę zrobiła żeby tylko zejść i rano sprawdzić co jem. A potem wyrzuty dlaczego tak mało. Jak zjem więcej to przytyje a ja nie wiem czy chce przytyć..
Wczoraj przez to zjadłam dużo.. za dużo.. i co zrobiłam? znów żyletka. Ciągle muszę nosić bluzy z długim rękawem bo jest tego coraz to więcej.. a rodzice nic nie wiedzą.
Dajcie mi siłę, bo ja wysiadam...

ps. brał ktoś z Was Acodin?
  • awatar incognitus: odłóż tą żyletkę, wyrzuć ją, na co Ci ona? Co Ci dało to, że się pocięłaś? Jesteś szczęśliwsza? Przecież wiem że nie. To nie jest wyjście, to nie jest ukojenie, to nie jest żadne rozwiązanie. Nie widzisz tego? Popatrz uważnie- masz teraz tak ciężko a do tego sama dokładasz dobie cierpienia tnąc się. Spróbuj raz tego nie zrobić, spróbuj dla *NIEGO*. Nie wiem w jakich relacjach jesteście, czy ON wie o tym, ale jeśli nie, to zastanów się, co pomyślałby, gdyby się dowiedział? A jeśli o tym wie, to na pewno Jemu też zależy na tym, byś z tym skończyła. Każdy Twój sukces to sukces Twoich rodziców, Jego, nasz. Zrozum ilu jest ludzi, którym zależy na Tobie najbardziej na świecie. I mi także zależy, by z każdym dniem było lepiej, żebyś powoli odnalazła siebie. Życzę Ci tego szczerze i z całego serca.
  • awatar ferredoksyna.: ja brałam acodin. Wiesz w sumie musisz po prostu zrozumieć rodziców. Oni sie martwią. A kontrola jedzenia to jedyne, co im się udaje. Na pewno nie chcesz przytyć. Mało osób z ED chce. Ale musisz... tak sobie uświadomić, czy jesteś teraz szczęśliwa? Czy nie byłoby lepiej potem? Tzn. wiesz... Chodzi o Twoją psychikę. A akceptacje siebie taką jaka jesteś. Porzucenie obsesji wagi, diety i tego wszystkiego. Zajęcie się innymi sprawami, cieszenie się życiem. Nie wiem do jakiego szpitala idziesz, ale ja wspominam to... Hm. Dziwnie. Bo ok, nie będziesz mogła głodować. To fakt. Ciąć sie też nie. Ale zależy na jakiś psychologow/psychiatrów trafisz. Czy ci pomogą, a najważniejsze, czy będziesz chciała dać sobie pomóc.
  • awatar zawalona: Wiesz że jesteś chora, prawda? Chcesz się wyleczyć? Chcesz brać świństwa typu Acodin? To w rezultacie tylko pogorszy całą sytuację. To jest choroba i jak każda inna tak i ta wymaga leczenia. Masz dwie drogi do wyboru : będziesz nadal oszukiwała z jedzeniem, będziesz się cięła, nadal będziesz nieszczęśliwa, coraz bardziej i coraz bardziej. No i drugi wybór, podjęcie choć próby walki, walki z chorobą która nie jest lekką. Na początku będzie ciężko, będzie gorzej niż ktokolwiek by myślał. Lecz czy nie warto spróbować choć by dlatego by zobaczyć jak to jest żyć "normalnie"? Jak można żyć "inaczej" niż teraz?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

lighttouch
 
Wszyscy codziennie powtarzają mi "nie patrz w tył, idź do przodu". Więc nie patrze. Próbuję napierać do przodu, ale tak naprawdę ciągle zostaje gdzieś w  tyle. Bo trudno mówić o szczęściu gdy jesteśmy niezadowoleni z dzisiaj, zatroskani i zamartwieni o jutro, jednocześnie rozżaleni decyzjami podjętymi wczoraj. Powinnam wziąć oddech, zacząć brać się w garść i dawać radę. A tak naprawdę to szybciej przeziębię się chyba od tego chłodu, który we mnie panuje. Bo jest za późno na płacz, ale też zbyt niepewnie by ruszyć do przodu. Emocje tak szybko się zmieniają. Świat wyślizguje się z rąk. To wszystko co się w okół mnie dzieje jest tak cholernie toksyczne. A Te szalone myśli wprowadzają mnie w obłęd, czuje, ze wariuje. Czy ja w ogóle zasługuje na bycie szczęśliwą?

Coraz bardziej boje się środy, która zbliża się wielkimi krokami i która to zadecyduje o mojej przyszłości wręcz.
Dziś sprezentowana zostałam spodniami. Patrząc na nie z góry stwierdziłam, że będą za małe. W końcu to 36.Ubrałam.I jeśli chce w nich chodzić muszę się mocno ścisnąć paskiem. Ledwo się trzymają. Do tego czuje każdą kostkę czy to leżąc, czy siadając. To chyba najlepszy dowód na to, że wcale nie jest dobrze. Ale dlaczego ja tego nie widzę? Dlaczego wciąż widzę się tak jak określa to ta FRANCA? Ostatnio wydziera się na mnie coraz głośniej. Rodzice kontrolują każdy posiłek. Jak zjem więcej - ana daje o sobie znać. W ruch idzie żyletka. Kłamstwa. Ból. Płacz.
Jak zjem mniej - rodzice są zawiedzeni, ale za to *ona* już mnie tak nie wyzywa i przycicha.
Nie daje rady.

Jutro egzamin poprawkowy, który zadecyduje o zaliczeniu semestru (trzymajcie kciuki proszę). W poniedziałek ważenie i wizyta u psychoterapeutki. W środę Lublin. Nie wiem czy chce tam jechać. Przeraża mnie to.
  • awatar Skinny18: Każdy zasługuje na szczęście bez wyjątków. Nie patrz na przyszłość bo to jedna wielka niewiadoma ale staraj się każdego dnia żeby teraźniejszość była coraz to lepsza. Dasz radę i trzymam za ciebie kciuki jutro :*
  • awatar .kukardka: walcz kochanie
  • awatar critters†: Powodzenia na egzaminach. Widzę masz trochę napiętą sytuację w domu, postaraj się ją załagodzić :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

lighttouch
 
Nie raz wyobrażałam sobie siebie za kilka lat. Nie raz puszczałam wodze wyobraźni i masowo ogarniałam swoją przyszłość. Nie to, że się zawiodłam. Po prostu to co się dzieje to chyba wspaniały dowód na to że doskonałość jest fikcją. Krztuszę się emocjami. Duszę powietrzem. zbyt dużo straciłam z obawy przed utratą. Wiele zyskałam dzięki utracie tego, o co walczyłam. Poznałam nowe realia, nową rzeczywistość, nowe życie.  Jednak mimo wszystko chciałabym w przyszłości znów usiąść na świeżo skoszonej trawie, oddychać miarowo, spokojnie i beztrosko spoglądać na niebo.  Póki co, codziennie kładę się spać z misją przeżycia kolejnego dnia. Dochodzi do mnie, że chociaż tak wiele przeżyłam, to tak naprawdę o tym życiu nie wiem jeszcze nic.

Dzwoniłam dziś do Kliniki. Mam się stawić w środę. Zrobią rozeznanie i wtedy będzie wiadomo, kiedy mnie przyjmą – jeśli do tej pory mi się nie poprawi. Jest tu ktoś z Was kto mieszka blisko Lublina i miałby ochotę na odwiedziny?
Z jednej strony boję się – bo to jak zapisanie się do więzienia wręcz. Z drugiej – nie mam wyjścia. Nie wiem tylko czy dam radę psychicznie.
Wczoraj jeszcze miałam napad. Ale jestem z siebie dumna.. tak chyba tak.. bo nie zwróciłam. Zresztą.. nie mogłam. Mama siedziała przy mnie pół nocy bo wiedziała jak to się może skończyć.

Ostatnio się uśmiechnęłam. Ot, odrobina szaleństwa. I pomyśleć, że to wszystko dzięki Niemu. Wystarczyło kilka słów, bym znów poznała, czym jest szczery uśmiech.

Nie napiszę po raz enty, że dziękuje za Wasze wsparcie. Musiałabym to powtarzać w każdym wpisie, bo jestem Wam cholernie wdzięczna, za wszystko co robicie. Jestem tutaj tak mało znaczącą osóbką, a jednak Wy wciąż przy mnie jesteście. Wspaniali, niezastąpieni. Dziękuje.
  • awatar Skinny18: Nie jesteś mało znaczącą osóbką to sobie od razu wybij z głowy bo jesteś jedną z bardziej znaczących i chyba najbardziej doświadczonych przez los. Jestem z ciebie dumna że nie wymiotowałaś i masz cudowną mamę że była cały czas przy tobie. Nie traktuj kliniki jak więzienia, jeszcze nie wiem czy pojedziesz tam aby na pewno ani też nie wiesz jak tam jest a od razu się negatywnie nastawiasz, myśl pozytywnie. I czytając twoje przemyślenia przypomniał mi się od razu pewnien mądry cytat *Przyszłość będzie szczodra jedynie wtedy, kiedy wszystko ofiarujesz teraźniejszości.Albert Camus* Pokazujesz że zależy ci, walczysz, masz więcej determinacji niż niejedna z nas i oby było więcej tych uśmiechów :* :*
  • awatar Skinny18: * nie wiesz (źle tam napisałam)
  • awatar Nick.: Gratuluję i zazdroszczę . W klinice pewnie nie będzie zle ,każdy będzie chciał ci pomóc :) Poznasz wiele osób które mają te same problemy co ty , będzie się na wzajem wspierać ;) .Powodzenia !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

lighttouch
 
Owszem, nikt nie mówił ,że będzie łatwo, ale bez przegięć.
Pamiętam, jak powtarzałam, że się nie boję. Cofam to, boję się. Boje się, że szczęście spierniczy mi przed oczami, a ja będę tylko stała i patrzyła.
Ale chciałabym przeżyć. Chciałabym mieć mnóstwo dzieciaków, chciałabym widzieć jak dorastają. Chciałabym umrzeć jako stara babcia we własnym łóżku. Nie tutaj, nie teraz. Codziennie obiecuje sobie Że nie poddam się, bez względu na to, co się zdarzy, nie ważne jak beznadziejna będzie sytuacja. Chociażby nie było już nadziei.
Tak, dorosłość boli. Dziś, nie każdy uśmiech oznacza radość.  Rozłożone w bezradności dłonie. Łkam coraz ciszej i ciszej żeby po chwili moje wnętrze rozdarł przeraźliwy krzyk o pomoc. Czasami tak po prostu chciałabym się schować.

Byłam dziś na wizycie u psychiatry. Porozmawiałyśmy. Najpierw sam na sam, potem poprosiła mamę. Dała skierowanie na leczenie kliniczne do Lublina na Oddział Zaburzeń Nerwowych i Zaburzeń Odżywiania. Rodzice załamani. Boję się. Pytałam, czy nawet jak przytyję, muszę tam jechać. Stwierdziła, że tak bo moje lęki nadal będą się rozwijać i nie ma innego wyjścia. W najbliższym czasie pewnie pojadę na rozeznanie. A potem? Nie mam siły myśleć co potem. Jadłam, bo myślałam, że uniknę szpitala. Teraz… Teraz czuje się wypruta z uczuć, emocji, czegokolwiek. Brakuje mi sił do walki.

Dziękuje Wam, za to co dla mnie robicie. Jak widzę Wasze komentarze, Wasze wsparcie to czuje, że spada tam w środku jakiś deszcz, który ożywia moją duszę. Dajecie mi tyle motywacji do walki. Choćby nie wiem co się działo, nigdy Wam tego nie zapomnę i każdego z Was będę zawsze wspierać i będę walczyć dla Was. Przepraszam, że nie komentuję tak często już wpisów ale teraz dużo pracy przede mną. Ale wciąż pamiętam o Was.
  • awatar hrabina janina: Wszystko się ułoży w końcu zobaczysz, a dorastanie Tak jest do dupy.. w wieku 15 lat chcesz już 20 alb choćby 19 bo myślisz, że cały świat poprzewracasz a wcale tak nie jest... Świata nie przewracasz w życiu jest coraz ciężej jest więcej zmartwień.. I to wszystko nas właśnie w tym momencie zaczyna przerażać:/ Cokolwiek się wydarzy to walcz! walcz o siebie bo chcesz. O swoje marzenia bo Masz Je!! zdrowiej! znajdź swoją drugą połowę i realizuj swoje marzenia! Wiem że dasz radę i wszystko potoczy się zupełnie inaczej!!
  • awatar Skinny18: nie bój się będzie dobrze, musisz w to wierzyć bo nie wygrasz inaczej. A na szpital spójrz z innej strony z tej lepszej oni tam nie chcą cię zabić tylko ci pomóc, może tam znajdziesz takich ludzi co będą cię tak wspierać jak my tutaj. Wszyscy chcą twojego dobra i pomóc ci pamiętaj o tym :*:*
  • awatar Paulette ♥: Najważniejsze, że sama starasz się widzieć iż jednak taki problem jest. Klinika jest bardzo dobra, niczym się nie przejmuj. Pokochaj jedzenie, w najbliższych latach będzie Twoim przyjacielem. Znajdź tam głęboko w sobie siłę, i małymi kroczkami biegnij do celu. Całuje :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

lighttouch
 
funkcjonuję, istnieję , choć bardzo bym chciała żyć.  Coś rozsypało moje wnętrze na milion możliwych części. Tyle emocji kryje się za moim obojętnym spojrzeniem. Codziennie ta obojętność uderza mnie w twarz. Dziś, siedząc na łóżku z kubkiem ciepłej herbaty dużo myślałam. Tyle się zmieniło. Tyle straciłam, jednocześnie dużo zyskując. Ale zrozumiałam, że przecież  to jest może życie. może czasem zbyt szalone, szybkie i złożone, a innym razem zbyt jednostajne, monotonne i nudne, niewątpliwie jednak jest ono moje. Niestety ten świat jest podły i trzeba mieć mocną psychikę, by zacząć zwalczać ten cały obejmujący nas chłam. Bo inaczej staniemy w tzw. „szambie” robiąc tylko przysiady, zamiast próbować się ratować. Ja w takie szambo wpadłam.. Wiem, jaki ma zapach.

Piszę by poinformować Was jak wygląda obecna sytuacja.
Psycholożka jasno stwierdziła, że muszę zacząć mocniej się starać, zacząć jeść, przestać kantować. Że jak ja będę tak postępować <czyt. Moje zaćpanie> to ona rezygnuje. Ona chce bardzo pomóc, ale nie może ciągle myśleć o tym czy coś mi strzeli do głowy, czy coś sobie zrobię czy nie. Ma rację. Powiedziała, że może dalej to prowadzić, ale tylko jeśli zacznę współpracować i dawać coś od siebie. Ma rację.
Stwierdziła też że rozwijałam się od małego w lęku i zbyt mocno to się we mnie ‘zagnieździło’. Zbyt głęboko. Do tego anoreksja wszystko dopełniła.
Jutro mam wizytę u psychiatry, Pani J. Muszę zanieść jej opinię Pani H. Od niej zależą moje kolejne dni. Ona ma stwierdzić, czy pojadę do szpitala czy nie.

Dlatego postanowiłam walczyć.
Zjadłam dzisiaj o wiele więcej. Nie patrzyłam na kalorie. Zjadłam nawet kilka ciastek, ptasie mleczko, garść chipsów. Za chwilę czeka na mnie sałatka grecka. Musze przytyć przynajmniej 4 kg na początek. W DUPIE MAM TE KALORIE. Nie chce stracić kontaktu z panią H. Nie chce zawieść już ani siebie, ani Was.

Przepraszam, że nie komentuje wszystkich wpisów, ale staram się jak mogę to nadrabiać. Dziękuje za to co dla mnie robicie. Dziękuje, bo to Wy w dużym stopniu uratowaliście moje życie.
  • awatar .kukardka: Super. to dobra wiadomość. jestem dumna. :) jedz kochana i zdrowiej.
  • awatar ohalice: Cieszy mnie, że masz w sobie tyle determinacji. Dobrze, że postanowiłaś walczyć, wierzę w Ciebie.
  • awatar hrabina janina: OMG przepraszam że od tego zacznę ale zdj. 8!!! te spodenki! gdybym tylko wiedziała gdzie takie kupić.. boskie... a co do ciebie! widać po wpisie, że ci zależy, że walczysz choć masz słabe dni... po czy to widać?? próbujesz, starasz się, walczysz, rozmyślasz o tym wszystkim, nie chcesz się poddać, chcesz utrzymywać ze swoją psycholożką panią H!!!! i ten piękny wpis.. " W DUPIE MAM TE KALORIE".. Ok może i jest na chwile, ale się pojawił i jest coś co jeszcze możesz ratować... pierdol te 4 kg. nie będzie ich aż tak widać.. chociaż te 4 kg... Wszystkie jesteśmy z tobą:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

lighttouch
 
DO WSZYSTKICH KTÓRZY MNIE WSPIERAJĄ I TO CZYTAJĄ:

Dziękuję. Dziękuje za wszystko co dla mnie robicie. Jesteście przewspaniałe. Każdy komentarz czy każde słowo wsparcie daje mi mocnego kopa w tyłek. Wiem, że jest ktoś kto we mnie wierzy, wiem, że ktoś pokłada we mnie nadzieję. Sama świadomość tego, że nie mogę Was zawieść motywuje mnie jakoś do walki.

Dziękuje szczególnie:
*majka famous*
*Skinny18*
*yzix*
*Metamorfoza*
*CocoMarii*
*◄Thinka►*
*Shiver*
*hateandhate*
*Demitasse*
*anywayy*
*powiedzmy*
*Butterfly.. <3*
*skinny.pinky*
*bestrong♥*
*Paulette ♥*
*skinny_me♥*
*just be yourself .*
*PerfectSkinny*
*Grubciozaur..*
*hrabina janina*
*beautiful beast .*
*♥ Nutellaska ♥*
*Mever*
*outer cries*
*iwannabee*
*fitpumpkin*
*fatty alice*
*Alice2013*
*amnezia*
*ilonek*
*Chuda śmierć.*
*Arcydzieło.*
*.kukardka*

Jeśli kogoś pominęłam, przepraszam. Dziś jeszcze jestem 'pod wpływem'. Tak. Zaćpałam wczoraj. Na początku nasenne, potem wszystko co wpadło w rękę. Ale już jestem w domu. Ledwo mnie dobudzili. Nic nie pamiętam. Kazali mi dużo pić.
Dzwoniła Psychoterapeutka. Jutro na wizytę kazała mi przyjść z mamą. Stwierdziła, że najlepszym rozwiązaniem będzie szpital. Ale do niczego mnie nie mogą zmusić.
Rodzice płakali. Tak bardzo płakali.
Boj się. Tak bardzo się boję. Zjadłam dziś ciastko + kanapkę zrobioną przez mamę. Ale przeraża mnie życie.
Tak więc wszystko się przedstawia tak w dniu dzisiejszym:
Wzrost: 169 cm
Waga: 40 kg
Pas: 60 cm
Biodra: 82 cm
Udo: 42 cm

Przepraszam jednocześnie Wszystkich, których zawiodłam. Nie wiem kiedy dodam następny wpis.
Jesteście moją siłą, moim światełkiem w ciemnym tunelu. Tym bardziej boli mnie to, że znów Was zawiodłam. PRZEPRASZAM, ALE JA JUŻ NIE DAJĘ RADY ŻYĆ. Ale za Was wciąż trzymam kciuki i wciąż możecie na mnie liczyć. Poradzicie sobie.
Proszę, wybaczcie mi.

Ja jeszcze 4 tygodnie temu:
  • awatar .kukardka: nie wiem co napisać. warto żyć. życie masz tylko jedno. może być piękne, jeśli tylko będziesz chciała.
  • awatar outer cries: Strasznie mi miło, że się tutaj znalazłam. Musisz wiedzieć, że nigdy nie jesteś sama. Zawsze tutaj będziemy. Będziemy Cię wspierały... Nie możesz się poddać. Wiem, że łatwo tak mówić, trudniej zrobić jednak spójrz. Masz bliskich... Porozmawiaj z rodzicami. Porozmawiaj z terapeutkom o tym, co Cię dręczy i czego się boisz... Wszystko się jeszcze ułoży. Tylko musisz być dzielna. Wszystko przeżyjesz. Masz bliskich! To jest najważniejsze. Trzymaj się kruszyno. :*
  • awatar Nick.: Miło mi że znalazłam się w tej liście . Nie poddawaj się , nie możesz . Ja również nie daje rady ale jeszcze staram sie coś zmienić . Jesteś naprawdę przerazliwie chuda . Czytając to że ktoś chce sie poddać sama mam ochotę to zrobić a jestem już na skraju całkowitego załamania.Napisz jak najszybciej i walcz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

lighttouch
 
Dzisiejszy wpis bez względnych przemyśleń.
Codziennie powtarzam sobie "Dam radę, choć na początku będzie mi ciężko. Ale poradzę sobie, zawsze sobie daje radę. " Bo życie w sumie nie jest złe. wystarczy się nauczyć o nim zapominać..

PSychicznie jest horror. Byłam na płukaniu żołądka. Ale nie chciałam tam zostawać.
Tak, od wczoraj zrobiłam mieszankę wybuchową z tabletkami. Czułam się tak  tragicznie, miałam takie wyrzuty.. że znów mi nie wyszło.. że znowu  icj zraniłam..
Jestem z tych osób, które najpierw robią, później myślą.
Tato mnie przytulał, płakał - pierwszy raz w życiu.
Nie wiedzą o tym, że zaprzyjaźniłam się z żyletką. Muszę to na każdym kroku ukrywać.
Co mam robić by w końcu zacząć żyć, normalnie.. cieszyć się ? Bo w tym momencie nie czuje nic..

Ps. Jesteście najwspanialszymi osobami na świecie. Każdy komentarz = każda ożywcza kropla deszczu w miejsce gdzie panuje już kompletna susza.
Wy tak na mnie liczyliście, a ja zawiodłam.
Przepraszam.
nie daje rady.
  • awatar Nick.: Musisz dać radę . Wiem że to nie jest takie proste , ale kiedyś musi nadjeść ten lepszy dzien .
  • awatar Skinny18: tą przyjaźń to lepiej skończyć. Żyletka nic ci nie daje chwilowy spokój a potem tylko jeszcze większe lęki. Tak dziwnie przeczuwałam że coś złego się stanie, i niestety sprawdziło się. Musisz sobie radzić, nie zapomnisz przeszłości ale możesz nauczyć się pogodzić z tym co było, zostawić i iść dalej. I z tymi lekami nawet nie próbuj nigdy więcej!! :*:* po każdej nocy nastaje dzień
  • awatar Chuda śmierć.: Dasz radę. Teraz jest trudno i przez dłuższy czas się to nie zmieni. Ale wiesz co? Wierzę, że Ci się uda. Ba.. ja to wiem. Trzymaj się <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

lighttouch
 
Dziś nie myślę.
Gwałtownie otwieram rozpaczliwe i smutne oczy. Czuję chłód, brakuje mi powietrza, a po plecach zaczynają przechodzić ciarki. Z zagryzionych warg zaczynają sypać się przekleństwa, krzyczę z bólu. Papierosy wypadają mi z trzęsących się rąk. Pustka jest tak silna, że czuje się wypruta i opłukana z jakichkolwiek uczuć i emocji. Patrzę w lustro i próbuję sobie wmówić, że to nie jestem ja, że to tylko jakieś lustrzane deformacje. Proszę, zapewnijcie mnie, że ten cholerny ból ma jakiś sens. Powiedzcie, że te miliony szpilek wbijanych w moje ciało, nie są karą.

Gdyby nie dzisiejszy dzień, mogłabym powiedzieć „nie dałam rady. Złamałam daną obietnicę, z każdym dniem tracę wiarę, nie jestem tak silna jak obiecywałam”.
Mama znalazła produkty które rzekomo jadłam, ale tak naprawdę połowa z nich lądowała w „worku zbędnych kalorii”. Tak, udawałam że jem. Po co?
Bo wciąż słyszałam "jesteś beznadziejna, brzydka, gruba, nie dasz rady, patrz jak się opychasz świnio!"
Płakali. Bałam się. Tak bardzo się bałam, że nie miałam odwagi powiedzieć im, że sobie nie radzę. Głupio miałam nadzieję, że to wyjdzie samo, że zauważą, że syto zastawiony talerz, nie jest moją codziennością.
Nie czułam nic. Tylko ból. Tak.. witaj żyletko.

Napisałam list. Przeczytali. Porozmawialiśmy. Postanowiliśmy. W poniedziałek ważę się, przy nich. Mówię o wszystkim psychoterapeutce. Jem przy nich. Waga spadła, jestem pewna, widzę po codziennym mierzeniu.

Zawiodłam. Zawiodłam siebie i Was.
Przepraszam.
Zrozumiem, jeśli okażecie mniejsze wsparcie. Bo zawiodłam. Zrozumiem jeśli przestaniecie pisać.
Przepraszam.
  • awatar Shiver.: Przeczytałam i płaczę. Przypomniało mi się jak moja mama płakała nade mną jak zobaczyła rany.. świeże rany. Rozumiem cię skarbie. Teraz masz wsparcie w nich. Może będzie ci łatwiej? Trzymaj się ;*
  • awatar Skinny18: Cokolwiek by się nie działo ode mnie będziesz miała zawsze tyle sama wsparcia i zostaw tą żyletkę i to już. Wiem że łatwo jest pisać żebyś się nie poddawała tylko ciężko to wprawić w życie ale nie masz wyboru, ty MUSISZ żyć, dla siebie, dla rodziny, dla nas, nie pozwól temu potworowi w twojej głowie zniszczyć siebie, czy to nie wtedy okazałabyś się słabą osobą? Pokaż że po każdej porażce potrafisz się podnieść. Jesteś piękna zapewne i silna i uwierz w to :*:*:*
  • awatar fightforit: musisz być silna, jesteśmy z Tobą :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

lighttouch
 
Zdarzenia ostatnich dni uderzają mi do głowy i są lepsze niż wszystkie używki razem wzięte.
Czasami, mimo że coś nas niszczy, nie potrafimy od tego odejść. Po prostu boimy się zmian. Czasami boimy się sami siebie. Biegniemy, bo ludzie mówią, żeby się nie oglądać za siebie, ale po twarzy dostajemy wspomnieniami. Dlaczego? Bo życia nie da się przećwiczyć i od razu robi się wszystko na poważnie. Na tym polega kłopot. A my, zamiast przestać się oglądać za siebie, często biegamy dokoła i dotykają nas coraz to nowe blizny. Bo nawet jeśli wyjdziemy do szczęścia to i tak wracamy z powrotem. Potrzebujemy jakieś poduszki powietrznej zanim zderzymy się ze smutkiem idącym w naszą stronę. Bo inaczej dochodzi płacz - który im dłużej trzymany, tym więcej się go wypuszcza. Emocje pokrywają się kurzem. Zaczynamy się dusić. To jest wyniszczające uczucie.Czy warto ?

Psychoterapeutka powiedziała, że jest ze mnie potrójnie dumna.
Raz - że zdobyłam się na to (za Waszą radą), by pokazać jej tą historię, którą Wam opisałam.
Dwa - że postawiłam kolejny krok do przodu pisząc w punktach wszystko o czym chce jej powiedzieć bo to oznacza, że naprawdę poważnie do tego podchodzę i chcę walczyć.
Trzy - że zauważyłam problem, że zaczęłam dużo o nim mówić, bo uświadomiłam sobie, że udawanie, że jest dobrze, nic nie da, że muszę nazwać swój problem po imieniu. Była zdumiona moją siłą. Stwierdziła, że liczyła na to, ale nie spodziewała się, że tak szybko to nastąpi.

A to wszystko zawdzięczam Wam.  Mówi się, że czasem wystarczy jedno dobrze dobrane słowo, by zyskać wiarę w człowieka. Ja dzięki Wam zyskałam wiarę w to, że może mi się udać.
Pani H. powiedziała wyraźnie, że zobaczymy jak będzie z wagą przez najbliższy czas (znów spadła...). Jeśli nadal będzie lecieć, to będę musiała znaleźć się w szpitalu.
Dlatego zamierzam walczyć. Dla siebie i dla Was. postaram się Was nie zawieść.
  • awatar iwannabee: Uda Ci się kochana! również jestem dumna! <3
  • awatar Arcydzieło.: zmierzasz w dobrym kierunku, to się chwali :)
  • awatar Shiver.: Dziękuję Ci za ten piękny i motywujący komentarz ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

lighttouch
 
Przychodzi taki dzień w miesiącu, że siadam na łóżku, z wyrazem rozpaczy na twarzy, a przez moją głowę przebiega tysiąc myśli i wtedy uświadamiam sobie, jak bardzo moje życie się zmieniło.
Od życia wszyscy kiedyś dostają w twarz. Ja poczułam ten palący ból, aż przesadnie. Nagle, zapomniałam jak się oddycha, jak się mówi, jak patrzy się na świat. Ja już nie wymieniam płynnie powietrza, ale rzężę jak stary samochód walcząc o każdą dawkę tlenu.

Wszyscy, którzy nie są zagłębieni w mój problem powtarzają „kiedyś się uda”. Nie lubię słowa „kiedyś” – bo oznacza to że nie umie się umiejscowić w czasie, czyli innymi słowy, zmyśla. I nie lubię jeszcze słowa „na pewno” – bo w życiu nic nie jest pewne. Co najwyżej prawdopodobne, możliwe, jeśli się w to mocno uwierzy i o to zawalczy.



Szczerze? Nawet słowa nie wyrażą do końca tego jak się poczułam, czytając Wasze komentarze. Nic, nie odda słowami tego, jak bardzo jestem Wam wdzięczna, za każde słowo wsparcia, otuchy.. Podziękowanie każdemu z osobna zajęło by tu mnóstwo miejsca.
Nie raz, chciałam się poddać, nie raz myślałam o tym by to zakończyć, nie miałam już siły. A potem? Czytałam wasze komentarze, czułam Wasze wsparcie. W ten sposób do mojego organizmu dostawała się zawsze jakaś dawka siły, która nie pozwoliła mi się poddawać. Jesteście najwspanialsi.

Jutro kolejna wizyta u psychologa. Zapisałam sobie w punktach, o czym powinnam jej powiedzieć. Nie wiem tylko czy zbiorę się na odwagę. Dzisiaj jestem nie do życia. Wczoraj zażyłam za dużo tabletek nasennych. Ale w odpowiednim momencie się powstrzymałam. To nie jest wyjście.  Naprawdę chce. Walczę. Próbuje. Dzięki Wam. Ale Jak mam podjąć się życia? Jak dalej istnieć?
  • awatar Skinny18: Masz być sobą i zapamiętać że nikt inny nie przeżyje życia za ciebie. Musisz być silna i dobrze słyszeć że lepiej się czujesz jak ktoś cię wspiera. I zgadzam się z określeniem "kiedyś" jest ono takie niepewne mogłoby go wcale nie być ale "na pewno" jest znakiem naszej cholerniej mocnej wiary że coś będzie lepsze. Spisz wszystko na kartkę, nawet to wszystko co pisałaś wczoraj nam i jak nie będziesz w stanie powiedzieć przy końcu wizyty połóż jej kartę ona musi wiedzieć jak ci ciężko jeśli ma ci pomóc to musisz też jej trochę pomóc, pomyśl sobie że to którejś z nas to wszystko mówisz. Jesteś świetną dziewczyną i nie daj siebie zniszczyć. Masz żyć bo jeszcze chętnie bym długo długo czytała twoje wpisy tylko zwłaszcza jak będziesz zdrowieć :* pamiataj cokolwiek się nie dzieje jesteś silna nie raz to udowodniłaś, nawet powstrzymując się z tymi tabletkami. Każdy mały krok jest dobry pamietaj i walcz :*
  • awatar Arcydzieło.: czytam Słonia?
  • awatar Butterfly..<3: "kiedyś" bo nie wiadomo kiedy. Ale kiedyś się uda. To zależy od Ciebie. I serio, nie lubisz tego "na pewno"? Warto czasem dać sobie nadzieję. Wszystko kiedyś się stanie. A to "na pewno" wg mnie oznacza właśnie to, że kiedyś się uda, kiedy? Właśnie nie wiadomo. Nie dziś , nie jutro. Może za 10 lat. Nie wiadomo. Ja osobiście nie lubię "będzie dobrze" oszzz. Trzeba znaleźć szczęście..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

lighttouch
 
Tak jak obiecałam, tak słowa dotrzymuję.
Komentarze pod ostatnim wpisem pokazały jak bardzo mogę na Was liczyć i jestem za to Wam nad życie wdzięczna. Jesteście wspaniałe. Pewnie się powtórzę, ale dzięki Wam wiem, że mam dla kogo walczyć. Obyście tylko nie zasnęły nad tą lekturą.
Było mi to cholernie ciężko pisać. Ale wiem, że muszę być z Wami szczera. Chce.

NUTKA


Jeszcze 3 lata temu po tym świecie chodziła sobie beztroska, zwariowana, roześmiana dziewczyna.  Była wcześniakiem - urodziła się w miesiącu, który dawał małe szanse na przeżycie. Ale udało się. Szpitale, wypadki i inne - nie raz otarłam się o śmierć. Ale udało się.
Za czasów podstawówki/gimnazjum Nie wyróżniała się niczym. Spokojna, wrażliwa, pełna emocji, uczuć. Miała plany, cele, marzenia. Jak każdy inny człowiek. Miała kochającą, liczną rodzinę. Jednakże życie dawało jej w kość. Od najmłodszych lat, zawodziła się na ludziach. Stała się popychadłem, ludzie wykorzystywali jej dobre serce. Nie raz była bita przez rówieśników, nie raz była wyzywana na forum szkoły, nie raz niszczyli jej rzeczy dla własnej uciechy, oskarżali, wyśmiewali. A ona? Była za spokojna, nigdy się nie skarżyła, wszystkie urazy trzymała w sobie.Ale śmiała się, codziennie się śmiała.
W wieku 14 lat wylądowała w szpitalu z powodu przedawkowania alkoholu. Stwierdzenie lekarza? „Jeszcze kilka minut i mogło by być za późno”. Jak to możliwe? Zrobiła to pod namową przyjaciółki. Nigdy nie piła. Co jej zaszkodzi spróbować?
Potem, jakoś zleciało. Przyzwyczaiła się do bólu, do publicznego upokarzania na każdym kroku. Zamykała się  w sobie z dnia na dzień coraz bardziej. Ale śmiała się, codziennie się śmiała.
Potem, wpadła w złe towarzystwo. Ze spokojnej i wrażliwej dziewczyny stała się chamską, wredną, bez uczuciową panną. Tak było jej lepiej, tak łatwiej. Nie stroniła od używek. Bawiła się codziennie. Przyjęła postawę „wdupiemającą”. Jednak w środku, cierpiała. Niemiłosiernie. Stała się marionetką w dłoniach innych. Ale śmiała się, codziennie.
W końcu się zakochała. Tak.. Na zabój. Była w stanie poświęcić dla niego wszystko.
Tylko spieprzyła to. Dlaczego? Bo jej życie według reguł ‘zimnej suki’ dało we znaki.
Pogrążyła się bardziej. Alkohol, papierosy i inne używki. Łapała się wszystkiego.
2 lata czekała na niego. On nie chciał jej znać.
Potem przyszedł czas szkoły średniej. Stała się spokojniejsza. Pragnęła uczucia. Pragnęła być kochana. Stała się bardziej popularna. Dlaczego ? Bo udawała. Nie była sobą. Popularna była ta dziewczyna którą udawała. Ale wciąż się śmiała..
W końcu zaczęła zwracać uwagę na swój wygląd. Wstydziła się go. Siebie, swojej figury. Ważyła 60kg / 166 cm. Pomyślała „może dlatego jestem popychadłem, może dlatego nikt mnie nie chce, bo wyglądam jak ostatnia łamaga”. Spojrzała na siebie w lustrze. Poczuła do siebie odrazę. Postanowiła. Mniejsze posiłki, więcej ruchu, więcej warzyw/owoców. Spokojnie. Po jakimś czasie waga pokazała mniejsze liczby, 57 kg. Ucieszyła się. Skoro idzie tak dobrze, to trzeba jeszcze powalczyć. Ale bardziej skutecznie. Po niedługim czasie, ludzie zaczęli rzucać w jej stronę teksty typu „Ty schudłaś! jak fajnie wyglądasz”. Dziewczyna w końcu poczuła się doceniana. W końcu ją za coś podziwiano. W końcu miała nad czymś kontrolę. Tutaj już nie decydowali za nią rodzice ani nikt inny. Tylko ona. Zaostrzyła więc rygor. Im mniej waga wskazywała, tym ona bardziej zaostrzała zasady dotyczące jej diety. Łapała się wszystkiego. A jak się czuła? Jeszcze gorzej. Czuła się coraz grubsza, coraz bardziej odrażająca. W końcu miłe teksty zamieniły się w narzekania, obawy, pouczania. Że wygląda coraz gorzej, żeby przestała, że się niszczy. To do niej nie docierało. Okłamywała wszystkich. Począwszy od siebie – że to ostatni kg, że na tym przestanie. Skończywszy na rodzicach. Kłamała, że jadła na mieście, wyrzucała jedzenie, chowała po szafkach. W końcu kłamała, że w ogóle jadła. Jej posiłek całodzienny to była kawa + raz na jakiś czas jabłko. Tym żyła. Chudła. Przestała nad tym panować. Była blada, nie miała na nic siły, na nic ochoty. Żyła tylko kaloriami, dietą, odchudzaniem. Zainterweniowali nauczyciele. Rodzice zmusili ją na wizytę u dietetyka. Waga – 40 kg. Można było liczyć jej żebra. Musiała jeść. Znowu. Każdy kęs był jak sztylet wbijany w brzuch. Płacze, krzyki, samookaleczenie. Po wielkich męczarniach i bólu Przytyła. Ważyła 49 kg. Wpadła w szał. Tyle starania się na marne? Zauważyła, że jedząc, nadal może chudnąć. Tak też robiła. Wiedziała, że nie powinna. Ale w głowie wciąż słyszała „jesteś tłusta, gruba i brzydka, nie dasz sobie rady! Oni wszyscy są fałszywi, nie chcą Ci pomóc. Chcą żebyś była tłusta i odrażająca! Nie możesz im ufać! Chudość zapewni Ci szczęście! Świnio, weź się za siebie!” . Nie mogła już znieść tego głosu. Ale ufała mu. Wszyscy widzieli, że ma problem. Odsunęła od siebie przyjaciół, znajomych, rodzinę. Liczyła się tylko waga, kalorie i TEN głos. Znów przestawała jeść ale zaczęła pić. Tak, alkohol zapewniał jej chwilowe zapomnienie. Po alkoholu mogła napchać się do woli jedzeniem, bez wyrzutów, bo dostawała apetyt. Mogła zapomnieć o odchudzaniu. A potem? Potem wszystko zwracała, kłamiąc i wykręcając się tym, że to zatrucie alkoholowe. Piła codziennie. Rodzice już nie dawali z nią rady. Płakali, prosili…A ona? Piła, chudła, odtrącała wszystkich, raniła każdą osobę, która chciała jej pomóc. Nie raz chciała ze sobą skończyć. Nie wytrzymywała psychicznie. W końcu znajomy rodziny polecił psychologa.
I oto jestem. Ja dziś. Od jakiegoś czasu jestem pod opieką psychoterapeuty. Mam za sobą wizyty u psychiatry. Jestem na lekach przeciwpsychotycznych.
Moje życie odwiedziła Pani Anoreksja, która przez jakiś czas towarzyszyła mi z Panią Bulimią. Po pewnym czasie Pani Bulimia przestała mną rządzić ale przyprowadziła zastępstwo. Panią Depresję. Ta zaprosiła jeszcze swoją koleżankę, Panią Fobie – która wprowadziła do mojego życia zaburzenia lękowe.
Powinnam z tym walczyć. A ja ciągle w to brnę. Chudnę. Wciąż chudnę. A jak tak dalej pójdzie to dostałam informacje, że czeka mnie leczenie kliniczne w szpitalu. Nie wiem czy w przyszłości założę rodzinę. Przyjaciele się ode mnie odwrócili. Mam tylko rodziców i Was. Ale czuje jakbym powoli umierała. Każdy kęs jedzenia więcej i głos w głowie „suko! Przestań wpieprzać, spójrz na siebie!”. Potem odmierzam sobie kary. Fizyczny ból jest łatwiejszy do zniesienia. Pomimo tego mam wielki talent. jaki? Potrafię się cholera uśmiechnąć. Ale Nie wiem co oznacza szczery uśmiech, nie wiem czym jest szczęście, kim są przyjaciele, kim jestem ja. Nie wiem, czy można w ogóle z tego wyjść.. Dziś znów żyletka.. i miałam ochotę wciągnąć całe opakowanie tabletek, gdyby nie to, że mama wcześniej wróciła. czy to oznacza że daje radę. nie.
  • awatar Alice2013: Kiedyś wszystko się ułoży... Ludzie z taką przeszłością najczęściej są tymi z najsilniejsza psychiką i z najgorętszym sercem ;* spróbuj myśleć pozytywnie, a kiedyś Twój uśmiech będzie w 100% szczery...
  • awatar Skinny18: Chowała jedzenie, wyrzucała ale wciąż się uśmiechała skąd ja to znam byłam dokładnie taka sama. Tak cholernie chcę ci wciąż mówić że uda ci się ale to nic nie da. Pamiętaj ja zawsze będę w ciebie wierzyć ale musisz zacząć wierzyć sama w siebie to podstawa. Może skoro z ratowaniem się od diety idzie ci najgorzej zacznij powoli od rodziny staraj się zbliżyć do nich, potem staraj się odzyskać przyjaciół i tak po kolei, twoje życie musi mieć jakiś sens. Jesteś za młoda żeby umierać, dużo wycierpiałaś w tak krótkim czasie ale to nie znaczy że teraz masz się poddać. Proszę walcz o każdy oddech bo nikt nie chcę cie stracić ;*
  • awatar Paulette ♥: Czasem trzeba spojrzeć na swoje życie z dystansem. Trzeba walczyć kochana. Wierzymy w ciebie :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

lighttouch
 
Mimo, że właśnie siedzę cicho, wszystko we mnie krzyczy. Mam ochotę wstać, podejść do ściany i bić z całej siły, głową, ręką, obojętnie czym, tylko by stracić przytomność, aby wszystko umilkło. Jak to jest, że człowiek nawet nie ma ochoty otworzyć okna, by wpadło trochę świeżego powietrza, nie mówiąc już o wyjściu na dwór.
nie ogarniam siebie , życia , problemów . jestem słaba , strasznie słaba . nie daję rady .

DO WSZYSTKICH KTÓRZY TO CZYTAJĄ I MNIE WSPIERAJĄ:
Od jakiegoś czasu ten blog i Wy staliście się dla mnie tak cholernie ważni, że nie wyobrażam sobie teraz dnia, bez Was, bez obecności na tym blogu.
Staliście się dla mnie podporą, wsparciem, dajecie mi siłę do walki. Jednakże zauważyłam, jak wiele jest tutaj nieporozumień. W prawdzie to moja wina bo nie nakreśliłam szczegółowo swojego życia i swojej osoby. Z racji tego, że wylewam wszystko przed Wami chciałabym Wam jutro opowiedzieć pewną historię. Swoją historię. By wyjaśnić każde nieporozumienie. Dlaczego, co czuje, jaka jestem, z czym walczę, ile razy byłam bliska śmierci, a ile razy żyłam naprawdę.
Historia byłaby dość długa bo chciałabym Wam wszystko nakreślić. Nie wiem czy komu kolwiek będzie chciało się to czytać. Mam nadzieję, że uzyskam Wasze wsparcie, tak jak do tej pory. To będzie dla mnie naprawdę ciężkie. Mogę na Was liczyć?
  • awatar Skinny18: Pisz wszystko nawet jak będzie dłuższe od biblii to przeczytam :) I na mnie zawsze możesz liczyć
  • awatar Paulette ♥: Zawsze na nas możesz liczyć :)
  • awatar Nick.: Możesz na nas liczyć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

lighttouch
 
Cholera, nawet nie macie pojęcia ile dla mnie tu wszyscy znaczycie. Ile ten blog dla mnie znaczy. Dzięki Wam jeszcze walczę. Najwspanialsi.


Ale...
Jestem dla siebie przypadkiem beznadziejnym. Tak po prostu. Dla innych potrafię być lekarzem, psychologiem, cierpliwym słuchaczem, pocieszać, poprawiać ich samoocenę i pracować nad nią. A dla siebie? Nawet nie potrafię być miła... Wyniszczam się na własne życzenie.
Poznałam ból. I to wcale nie oznacza jakieś lanie czy rozcięcie sobie ręki kawałkiem szkła.
Towarzyszy mi codziennie ta wie­czna pus­tka, która du­si, za­bija, męczy. Codzienna apokalipsa.
Jest na świecie wiele słów takich jak "radość" , "życie"  czy "szczęście" . Ale właściwie dla mnie, one nie istnieją. Bo ja ich już nie rozumiem. Teraz zamiast tych słów bardzo dużo przeklinam.
Tworzę swój świat, dość często puka do mnie strach, czasami obłęd zamieni ze mną kilka słów, samotność - siostrą, zwątpienie - bratem.

Jestem zmęczona. Psychicznie i fizycznie. Zmęczona, dociekaniem prawdy, zmęczona udawaniem, wszystko jest w porządku... lekko depresyjnie, mocno samo destruktywnie...

Zastanawiałam się właśnie nad słowami Pani H. (psychoterapeutki).
Powiedziała, że moje zachowanie to jest kantowanie. Bo owszem, walczę, staram się, mimo braku sił, ale wciąż świadomie dążę do tego by się wyniszczać. Ma rację. Ale po co? Dlaczego? Nie zwalę tego na moją depresję, ane, czy zaburzenia. To wszystko moja wina.
  • awatar Arcydzieło.: myślę że potrzebne Ci jakieś tabsy, albo przynajmniej psycholog.
  • awatar Skinny18: mam tak samo komuś mogę pomóc dawać rady sobie nie potrafię. Ale wiesz tonący brzytwy się chwyta trzeba łapać się czegokolwiek żeby nie upaść całkowicie na dno. Wychodź z tego zamiast pchać się na dół. Wszyscy w ciebie wierzą ;*
  • awatar Butterfly..<3: A jesteś tylko u psychorerapeutki? Wg mnie powinnaś iść też do psychiatry. Ale znam to, mam chyba podobnie, dążenie do samozniszczenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

lighttouch
 
Chciałabym stopniowo, dowiedzieć się gdzie jest moje miejsce, by przestać być zagubiona.
Bo póki co, znalazłam się w morzu pustki.
To wszystko szarpie mi dusze. Moje blizny przypominają mi, że przeszłość jest prawdziwa.
Boje się, że zrobię to, co robię za każdym razem. A mianowicie, kiedy moje życie zaczyna wychodzić na prostą, wszystko psuje.
Ale staram się żyć myślą, że gdzieś tam w głębi, żyje dawna ja, szczęśliwa uśmiechnięta. Tylko po prostu się zagubiłam. Wszyscy się czasem gubią.
chociaż nie wiem, czy potrafię jeszcze się odnaleźć. To wszystko zabija mnie w nocy, a dzień śmieje się szyderczo.
A ja wciąż żyje w dwóch światach. Wewnętrznym - pełnym samotności i zewnętrznym - dla innych, których widuje na co dzień. Wtedy udaje że jest dobrze bo to jest filtrem do znieczulenia całej rzeczywistości.

Dziękuje za całe wsparcie i trzymanie kciuków, jesteście najwspanialsi. Co do wyników - dopiero dowiem się na czasie. Mój mózg trochę się wysilił chyba. Mam nadzieję tylko, że nie zawaliłam. To wszystko zadecyduje o dalszym moim 'kształceniu'.
W poniedziałek ważenie. Tym razem rodzice będą przy tym. A cm podczas mierzenia ubywa. Znowu.
Ta walka mnie wykańcza. Ana mnie wykańcza.

Ps. Wiecie, że dzisiaj pierwszy raz dzięki Wam, szczerze się uśmiechnęłam? Tak.. pierwszy raz od dawna. Widząc jak mocno mnie wspieracie i jak bardzo we mnie wierzycie. Poczucie, że nie jestem sama, tak wiele wnosi...
  • awatar Skinny18: pisząc tutaj nigdy nie zostaniesz sama bo wszyscy chcą dla ciebie jak najlepiej:* I nawet jeżeli blizny przypominają ci o przeszłości staraj się stopniowo odrzucać to, zaczynać myśleć o swojej przyszłości która ma być lepsza. Wiesz często podziwiam cię tak bardzo się starasz, tak walczysz, nie jesteś słabą osobą, już nie. I nie szukaj tamtej starej pogodnej dziewczyny, stwórz nową która wiele przeszła ale swoją wiarą i staraniem się będzie szczęśliwa i będzie w stanie osiągnąć wszystko co sobie wymarzy;*
  • awatar incognitus: Strasznie lubię czytać to co piszesz. Tak, jakbyś moje myśli wylewała tutaj. Zawsze, kiedy wchodzę tutaj coś napisać a jest mi źle, to wiem, że odpiszesz coś, co podniesie mnie na duchu. Wtedy mi strasznie przykro- ja tak nie umiem. Nie wiem co Ci napisać, byś poczuła się tak, jak np. ja 2 godziny temu. Mam tyle myśli, ale nie umiem tego ubrać w słowa, by to miało sens. Od zawsze chciałam pomagać ludziom, teraz widzę, jaka słaba w tym jestem. Chociaż w większości przypadków słowa nie pomogą. Ale wiem, że wiara pomaga. Wiara w drugiego człowieka jest piękna. Dla mnie nie ma nic wspanialszego w złych chwilach, jak świadomość, że jest ktoś, kto wierzy w to, że nie upadnę kolejny raz, a jak upadnę, to podniosę się szybciutko. Ja właśnie tak wierzę w to, że choćby nie wiem co, to nie złamiesz się, bo chociaż Cię nie znam, domyślam się, że wiele przeszłaś, a fakt, że żyjesz, masz siły, świadczy o Twojej silne i wytrwałości.
  • awatar Metamorfoza: No właśnie Kochana nigdy nie zostaniesz sama :* Mam nadzieję, że zdałaś ten egzamin i chociaż to będziesz miała z głowy :* Ehh... czemu to życie jest takie skomplikowane?! :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

lighttouch
 
Nie wiem, czy jest limit cierpień przypadających na jednego człowieka. Podobno dostajemy ich tyle ile możemy udźwignąć.. czy aby na pewno?
Jest jak jest...tylko ta cholerna pustka we mnie.. jakby jakaś pompa wyssała wszystko. Zazdroszczę ludziom, pogodzonym z codziennością życia.
jestem tym wszystkim, co się we mnie wydarzyło. Mam w sobie setki dziur.
Balansuje ciągle pomiędzy pragnieniami zupełnej samotności, a tak wielką potrzebą ludzkich słów i gestów. Jednak dopóki przeszłość wciąż we mnie żyje, mogę jedynie dostawać od niej w twarz.
Zadaje pytanie życiu: kiedy się poprawisz?
A życie milczy. Jednak w końcu się odezwie.
przecież, niby po burzy wychodzi słońce... prawda?


Jutro mam ostateczny egzamin. Trzymajcie kciuki.
Teraz ten blog i Wy dajecie mi najwięcej siły. Jesteście niezastąpieni. Nie będę wymieniać, ale dziękuje każdemu, kto mnie wspiera.
Nie wiem ile jeszcze znajdę w sobie siły, bo próbuję, dzięki Wam, ale z dnia na dzień słabnę..
  • awatar Alice2013: Trzymam kciuki ;*
  • awatar Skinny18: będę trzymać kciuki za ciebie ;* i nie poddawaj się nigdy, pamiętaj zawsze masz nas, masz dla kogo walczyć ;*
  • awatar Mever: Powodzenia :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

lighttouch
 
Rozpadam.. jak przemoknięte książki.. rozlatuje się pod palcami.
Dzisiaj było ważenie. Poprosiłam mamę by mi wtedy nie towarzyszyła. Bałam się jej reakcji. Waga spadła.. znowu.. o pół kg w nie całe 5 dni. Szczęście pomieszane z przerażeniem...
Miałam dzisiaj być u psychiatry po uzyskanie zaawansowanej pomocy i po leki. Nie przyjęli mnie. Nagle wszyscy 'dostępni w zasięgu' lekarze, odwołali wizyty. Kazali mi przyjść jutro i siedzieć od 8, a na pewno 'ktoś mnie przyjmie'.
Bliska mi osoba powiedziała dzisiaj
'nie podoba mi się to jak o NIEJ mówisz.. że traktujesz ją jak jakiegoś guru, nawet jak o niej piszesz to piszesz przez wielką literę,. Wydaje mi się, że za bardzo ją szanujesz. Ty już z góry zakładasz, że pojedynku z "nią" nie wygrasz bo "ona jest silniejsza". Nie jest silniejsza, jest tylko sprytna' - czy aby na pewno?
Jutro wizyta u psychologa. Znowu się na mnie zawiedzie.. Znowu rodzice się na mnie zawiodą..
To życie jest jak jakiś pożar.. osmala wszystko, a nawet wypala w pewnych miejscach dziury na wylot.
Życie upływa właśnie na nieustannym gaszeniu takich pożarów. Brzmi wręcz obłąkańczo.
Patrze na coraz bardziej widoczny napis, wydziergany na ręce. Co dalej?
  • awatar Skinny18: Masz mimo wszystko się nie poddawać. Wstawiasz inspirację dziewczyn szczupłych nie wychudzonych więc nie chcesz wyglądać tak jak wyglądasz. Wiem że pewnie ciężko ci. Olej to że zawiedziesz psycholog, rodziców spójrz że zawodzisz sama siebie. Próbuj, stawiaj się, dopóki próbujesz jesteś zwycięzcą, nie poddawaj się nigdy proszę
  • awatar life.STYLE.sport: NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ MAŁA ! A zdjęcia super, sukienka na dole piękna <3
  • awatar incognitus: walcz do końca, do ostatnich sił, bo nawet jak się nie uda, to nie będziesz żałować, że nie próbowałaś. trzymaj się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Kategorie blogów