Wpisy oznaczone tagiem "transport" (644)  

nortus
 
W nawiązaniu do mojego wypadku: chciałem Wam powiedzieć jedno: nie korzystajcie z polskich firm. Zero wyobraźni, zero pomocy, patrzą tylko jak cię wydoić. Do czego zmierzam? Już mówię. Miałem wykupiony bilet na prom linii Color Line z Hirtshals do Kristiansand. Ale tak się zdarzyło, że nie dojechałem do celu. Ale nie dlatego, że mi się nie chciało, że się rozmyśliłem. Po prostu wydarzenie losowe: wypadek. I jak się zachował polski pośrednik? Zero pomocy z jego strony. Oczywiście, zgodnie z prawem, formalnie zachowali się dobrze. Bilet można zwrócić ileś tam  dni przed wyjazdem. Inaczej nie ma się prawa do zwrotu czy zmiany biletu. Formalnie tak, nie można mieć pretensji. Ale oprócz prawa jest jeszcze coś takiego jak dbałość o klienta, dobry PR, współczucie itd. Nie skorzystałem z biletu bo
miałem wypadek a nie że mi się nie chciało wstać i jechać. Mój kolega zadzwonił do Color Line z informacją o wypadku i prośba, jeśli mogą o zmianę biletu,przesunięcie terminu a nie o zwrot kasy za bilet. Babka bardzo chętnie chciała to zrobić do póki nie zauważyła, że bilet kupiony był za pośrednictwem www.promy.pl firmy PetPolonia. W tej sytuacji poradziła żeby
skontaktować się z nimi, bo oni są "właścicielem" biletu i tylko oni mogą dokonać zmiany. Zadzwoniłem więc do PetPolonii i dowiedziałem się, że osób które mogłyby pomóc nie ma w pracy i biletu nie można zmienić, czytaj przepada. Jak mówiłem formalnie jest OK.
Gdy 2 lata temu kolega jechał na prom, którego operatorem też był Color Line i tak się pechowo zdarzyło że też miał wypadek i po czasie zadzwonił i wyjaśnił co się stało nie było żadnych problemów ze zmianą biletu.Ja powiadomiłem PetPolnięna 10 godzin przed terminem. Bilet też był wykupiony w ramach promocji (podobno, bo to żadna promocyjna cena a normalna wg regulaminu podstawowego,ale Polacy nazywają promocją).
No a Polacy: zero zrozumienia, liczy się tylko kasa i nic więcej.
Efekt: nigdy już nie wykupię biletu przez polskiego pośrednika,NIGDY. I ostrzegam,omijajcie ich jak diabeł święconej wody. Więcej na mnie nie
zarobią.
Natomiast polecam linie Color Line.
Mało tego, napisałem do nich 2 września swoje uwagi o ich postawie.Do dzisiaj nawet nie odpisali "pocałuj nas w d..." . A maile odebrali bo automat potwierdził wyświetlenia moje emaila. Wypadałoby chociaż napisać, że nie mogliśmy bo regulamin zabrania a tu nic, mamy klienta w głębokim .... .
Cóż, typowa polska firma.
Też będę płynął tym promem za 2-3 tygodnie ale skorzystam WYŁĄCZNIE ze stron operatora lub niemieckiego pośrednika.
  • awatar gość: Kluczowym słowem jest tu słowo "pośrednik". PetPolonia straciłaby na Twoim bilecie, bo by go nie mogła oddać. ColorLine nie jest pośrednikiem, więc i łatwiej może odsprzedać Twoje miejsce dalej. Nie o narodowość sprzedającego a o formę działania tu chodzi.
  • awatar orionblues: reasumując bada skurwieli, nie ludzie a skarbonka na kasę, bez współczucia. No cóż rośnie nam nowy typ człowieka, podobny do maszyny, pozbawiony elementarnych, odruchów ludzkich. Może to te, co całymi dniami, gapią się na buty i ciuchy, a człowieka nie widzą w tym, tylko siebie? zastanawiające,,,,, pozdro,
  • awatar gość: Orion, to jest business. Pierwsza zasada businesu jest: kupuj od tego, który jest najwyżej w łańcuchu pokarmowym. Jest taniej i szybciej pozałatwiasz sprawy w razie problemów. Nie ma co się wkurzać na PetPolonię skoro są pośrednikiem.
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
Witam.

Mieliśmy dzisiaj pojechać do Pasewalku ażeby w urzędzie miasta zgłosić fakt, że zaginął kot. Ale okazało się, że Niemcy są bardzo przepracowani i w środy urząd nie pracuje. Zresztą w pozostałe dni też się oszczędzają: urząd miasta pracuje od 9 aż do 12 i tylko jeden dzień w tygodniu od 12 do 17. Strasznię męcząca ta praca w urzędzie.
Tak więc pojedziemy jutro. Ciekawe ile będąs nas ganiać po urzędzie że im du... zawracamy takim drobiazgiem jak kot. No bo co to jest takiego?
Taka właśnie była reakcja jakiegoś młodego Niemca, który spowodował drugi wypadek koło mnie na autostradzie. Gdy się dowiedział, że jest mi snutno bo kot zaginął to wpadł prawie w furię i wrzeszczał tylko: "głupi (to o mnie) kotem się przejmuje. Kot się przejmuje, ale wariat".
Cóż widać dla niego najwazniejszy był samochód a kot to przecież tylko zabawka i przedmiot, więc co za różnica.
Ciekawe co powiedzą i jak się zachowają.

Wysłałem emaila do 3 urzędów miasta w Meklemburgi (Pasewalk, Neubrandenburg i Friedland) ale żaden na razie nie odpowiedział.
  • awatar greerwebia: No widzisz, ich urzędy też nie są fajne ;D Bądź dobrej myśli co do kota.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Widząc na organizację pracy w Norwegii myśleliśmy, że juz więcej nie można się obijać.Ale teraz nie dziwię się. Byłem dziś Pasewalku i byliuśmy jedynymi petentami w urzędzie a z nudów nie wiedzieli już co robić. Dlatego tak krótko pracują.
  • awatar taki: To nygusy jedne!....
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Witam,
padam na pysk. W sumie załatwiłem wszystko co miałem do załatwienia. Formalnie. Zostały tylko zakupy w piątek tuż przed wyjazdem, czyli kawa i wędlina oraz makowiec. Te dziwaki za granicą nie jedzą makowca bo to dla nich narkotyki. Porąbani europejczycy. Ale jak się upieczę i ich poczęstuje to wpiepszają aż im się uszy trzęsą.

W sumie w domu jestem prawie spakowany. Ile tego jest nie chcę nawet mówić. Ale jak to ma się zmieścić do samochodzika - nie mam pojęcia. Pewnie coś będę musiał zostawić.

Nie wiem jak będzie w podróży. Przy moim szczęściu napewno jakiś niemiecki patrol będzie chciał sprawdzić. Ale najgorsze jest to, że jazda będzie wynosiła w sumie prawie dobę. Do promu jakieś 10 godzin, zaokrętowanie i podróż razem 5 godzin (dwie godziny przed wypłynięciem) a potem jeszcze minimum 3 godziny. A najgorsze jest, że jak już dojadę do Stavanger to będę musiał czekać na prom chyba do 7.

Ciekawe jak to będzie.
 

nortus
 
Juz niedługo, bo tylko w 2018 roku podróż samochodem z Niemiec do Norwegii skróci się o 160 km. A to dzięki planowanemu nowemu mostowi, który będzie wybudowany pomiędzy duńskim Rødby a niemieckim Puttgarden.
Puttgarden jest ważnym  punktem na trasie Hamburg - Kopenhaga. Leży na północnym krańcu wyspy Fehmarn i obecnie jest częścią miejscowości o tejże nazwie.

W 1961 roku wybudowany został w tym miejscu port promowy,a w 1963 roku po przeciwnej (południowej) stronie wyspy most Fehmarnsundbrücke łączący wyspę z lądem i portem Großenbrode Kai. Celem budowy było stworzenie połączenia z Danią. Połączenie promowe Puttgarden - Rødby ma 18 km długości, a jego pokonanie zajmuje około 45 minut.

Nowy most będzie miał 20 km długości. Szacowane koszty budowy to 46 miliardów koron norweskich, czyli około 20 miliardów złotych. Sfinansuje go głównia Unia Europejska.
Planuje się, że most będzie otwarty w kwietniu 2018r i będzie nim dziennie przejeżdżało 10.000 samochodów.
 

nortus
 
Uffff, zaczęła się akcja pakowania. I nie mam pojęcia jak ja mam to wszystko zabrać. Już mam sporo spakowane a jeszcze zostało tyle rzeczy. A na samym końcu kot, jej kuweta i kosz mieszkalny no i ona oczywiście. Nie wiem jak to zrobić. Po prostu nie wiem. A nie mogę mieć zapełnionego samochodu po dach, chcę mieć równo z fotelami.
W sumie kot pewnie będzie siedział z przodu, ostatnio siedziała między fotelami z głową koło zmiany biegów tak że mogłem ją głaskać w czasie jazdy. Tylko wtedy miałem spokój, bo inaczej miauczała cały czas. A jak teraz będzie? Wtedy droga zajmowała ponad 2 godziny a teraz będzie w sumie 10 godzin. Później przerwa na podróż promem i dalej 3 godziny jazdy do celu.
Jakby siedziała z tyłu, tylko nie wiem gdzie to mógłbym sporo rzeczy umieścić na przednim fotelu i na podłodze. Ale przecież musi się zmieścić gdzieś kuweta żeby mogła załatwić swoje potrzeby.
Nie wiem jak to będzie. Zobaczymy.


Na zdjęciach jest kolega jak wyjeżdżał. Ja nie mam takiego woziku, niestety. A i wtedy zostało jeszcze bardzo dużo rzeczy, które dojeżdżało przez 4 lata i jeszcze zostało. Może kiedyś dojedzie? Tylko w sumie poco?


Więc życzę spokojnej nocki i kolorowych snów.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Więcej życia jest chyba na Marsie. W internecie można zobaczyć amatorski filmik, na którym kilku polskich budowlańców robi z łopatami wszystko, żeby się nie przemęczyć. Można mieć tylko nadzieję, że to nie jakaś inwestycja związana z Euro 2012. Jedno jest pewne. Tych panów nie wolno zatrudniać do budowy stadionów.


W taki tempie obiekty sportowe powstałyby chyba dopiero w roku 2036, jeśli tym panom w ogóle udałoby się coś zbudować. Budowlańcy prezentują zupełnie nowatorski sposób operowania łopatami.

Na żadnej innej budowie świata z pewnością by na to nie wpadli. Po co dźwigać piasek? Jest przecież prosty sposób na ominięcie grawitacji i nie przemęczanie mięśni rąk.

Ci panowie dają stuprocentową gwarancję, że przez długi czas w miejscu, w którym się leniwie poruszają, długo nic nie powstanie.


www.smog.pl/(…)polscy_robotnicy_na_budowie_dobre…
  • awatar kinka75: Niesamowite fotki
  • awatar greerwebia: Tu powinieneś przypomnieć artykuł o Chińczykach na polskich "budowach". Ściągajmy ich jak najszybciej xD
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Wybudowali na lotnisku drogę

Władze Piły kilkanaście lat zastanawiały się, jak by tu wybudować miejską obwodnicę. I w końcu wybudowały ją na środku lotniska - pisze "Fakt". Teraz samochody lawirują między samolotami kołującymi na pasy startowe.


"Uwaga! Przejazd dla samolotów!" - taki znak stanął na pilskiej obwodnicy. Droga dopiero co została oddana do użytku, ale jeżdżą nią nie tylko samochody, ale i awionetki. Władze Piły są z niej dumne. A kierowcy są nie tylko zirytowani, ale i przerażeni.

"Jedzie sobie człowiek autem, a tu nagle drogę mu przecina przejeżdżający przez obwodnicę samolot. O co tu chodzi?!" - dziwi się w "Fakcie" Elwira
Kuźniak , która tą drogą jeździ dwa razy dziennie. "To już nie można budować normalnych dróg?!" .

Władze miasta nie widzą w tym niczego niezwykłego.
"Obwodnica powstała zgodnie z projektem. Nie można było wybudować jej inaczej, ale postawiliśmy znaki i sygnalizację świetlną, którą za jakiś czas uruchomimy" - tłumaczy wiecepre-zydent Piły Jerzy Wołoszyński. Znak jest, ale czy droga dla samochodów powinna przecinać lotnisko?

Reporterzy "Faktu" próbowali ustalić, kto jest autorem tego pomysłu. Pytali urzędników, drogowców, policjantów. Ale nikt nie chce się do niego przyznać.


Może to pomysł na wybudowanie tych setek kilometrów autostrad w Polsce. Tylko lotnisk mamy trochę za mało. Ale co tam .....
  • awatar greerwebia: Może i dobrze, że u nas przeciąga się budowa lotniska na Ktywlanach (tzn remont i budowa terminalu) bo strach myśleć ;D
  • awatar krossiak wałcz: Normalnie międzynarodowa droga:PNAwet samoloty nią jeżdżą.No co trzeba LECIEĆ po kosztach:P
  • awatar gość: E ja tam przejeżdżałem jak budowali
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Dwoje reporterów "Gazety" podróżując po kraju, odwiedziło 25 dworców kolejowych w największych polskich miastach. Każdy dworzec oceniany był w
dziesięciu kategoriach. W każdej można było dostać maksymalnie 10 pkt.
Oceniany był m.in. dostęp do peronów, czystość, poziom usług, bezpieczeństwo itp. Szczeciński dworzec, zdobywając 53 pkt, uplasował się na 13. miejscu (na 23 objęte badaniem). Najlepiej wypadły dworce w Białymstoku (71 pkt) i
Lublinie (70 pkt). Najgorsza jest stacja Warszawa Wschodnia (30 pkt).

A oto jak nasz dworzec opisany został w reporterskich notatkach kontrolerów:

"Perony ułożone wybitnie niewygodnie - większość w oddaleniu od budynku dworcowego. Daszki na peronach są, ale tylko w części. Większość wagonów podstawiana jest w miejscu, gdzie nie ma wiat. Jedna powojenna wiata jest na peronie 4, ale krótka i nie sięgająca do torów - w rezultacie wysiadającym kapie na głowę. Niczym nieprzykryta jest też kładka. Smutna konstatacja:
czego Niemiec nie zbudował, tego nie ma. Typowym widokiem są więc ludzie,biegający po dworcu schodami w prawo i lewo. Brak dobrej informacji
powoduje, że większość pasażerów zmierzających na peron 4 niepotrzebnie wchodzi do tunelu (który prowadzi tylko do peronu 3). Schody są też
utrapieniem dla rowerzystów, którzy - ze względu na turystyczne okolice - często podróżują pociągami.

Tunel obleśny jak żaden inny (równa mu się tylko gdyński i katowicki). Żółte blachy trapezowe, stalaktyty i stalagmity powoli rosną (ze stropu kapie woda).

Opóźnienia pociągu nie zapowiedzieli. Jak gdyby nigdy nic, po kwadransie powiedzieli, że wjeżdża. Policja chodzi i przegania meneli. Siły starcza im na wyprowadzenie ich na schody. Więc wchodząc na dworzec, musimy obok nich przejść. W holu jest bardzo jasno. Podobają mi się baldachimy zasłaniające strop-nawiązujące do wodno-morskiego charakteru Szczecina.Jest przechowalnia skrytkowa.
Walizkę można też oddać w barze/restauracji
Kamiro - za 2 zł, lecz czynne tylko do 18. Istnienie restauracji dworcowej jest dziś rzadkością.

Brak wyświetlaczy na peronach. Ludziom o sokolim wzroku przydatny może być wyświetlacz na ścianie kamienicy naprzeciw dworca.

Fajny, zaangażowany głos spikerek. Dużo automatów na kawę. Brakuje planu miasta - nie wiadomo, gdzie iść. Zwłaszcza że są możliwości na dwie strony.
Elewacja odnowiona, przydałby się lifting torowiska tramwajowego (przed dworcem). Drzwi automatyczne w głównym wejściu zamiast szyb mają
półprzezroczystą pleksi. Porysowane, wyglądają jak brudne. Kontrastuje to z odnowioną fasadą.

Lekki smrodek w tunelu, w hali nie - sam dworzec wolny od zapachu. Za mało czynnych kas.

Gastronomia OK i różnorodna. Może przydałaby się elegantsza kawiarenka. Internetu brak."


Szturmowanie z bagażami wysokich schodów na szczecińskim dworcu to jedna z największych udręk dla pasażerów (pod tym względem Szczecin dostał póki co najmniej punktów w całej Polsce). Najbardziej męczą się ci, którzy oprócz waliz pchają wózki z dziećmi, niepełnosprawni ruchowo, poruszający się na wózkach inwalidzkich. Na razie jedyna droga z pominięciem schodów prowadzi przez odległe od budynku dworca przejście przez tory. Nie dość że konieczna jest wyprawa na koniec peronów, to takie przejście jest zwyczajnie
niebezpieczne.

Co warto skopiować z innych polskich dworców?

Czasem nie trzeba wielkich pieniędzy, wystarczy trochę pomysłowości i konsekwencji w działaniu, by podróżni wywieźli z dworca pozytywne wrażenia.
Oto kilka przykładów z innych miast.

Przeszkodą nie do pokonania, sądząc z ostatnich wypowiedzi władz Szczecina i kolei, jest ulokowanie na szczecińskim dworcu informacji turystycznej. Pod tym względem nie jesteśmy wśród polskich dworców jakimś niechlubnym wyjątkiem. Ale można: w Kielcach coś takie udało się zorganizować. I na pewno jest to coś, co bardzo przyjezdni chwalą "Miły urzędnik udziela
informacji o wszystkim, nie tylko wyczerpującej o zabytkach, ale co zdążę zobaczyć w godzinę, że nie warto brać taksówki, bo blisko, odradzi jedzenie na dworcu i wyszuka knajpę, w której podają żarcie wegetariańskie, odradzi
też nocleg w Kielcach, bo drogo".

Warto też chyba sięgnąć po wzorce z Poznania, który zapunktował w rankingu ulokowaną na dworcu mapą komunikacji miejskiej, zarówno dziennej jak i nocnej. Obok zawisł klasyczny plan miasta. Podobne udogodnienia podróżny znajdzie w Krakowie, gdzie mapy uwzględniają każdą zmianę tras tramwajów i autobusów.

W innych zakątkach Polski możemy też znaleźć niezły sposób na rozwiązanie odwiecznego dworcowego problemu: co zrobić, by ławki były dla pasażerów, a nie dla bezdomnych. Radykalny sposób to usunięcie ławek z holu, albo ograniczenie ich liczby. W Poznaniu PKP dogadały się z lokalami
(restauracjami, kawiarenką internetową itp.) i ławki dla podróżnych są wewnątrz tych lokali. Efekt - to właściciele lokali dbają o ich czystość i o to, by faktycznie służyły oczekującym na pociąg.

Jak się okazuje można też zapanować nad estetyką budek i kiosków rozsianych na peronach czy w holu. I można to zrobić z pomysłem. Tak jak jest w Białymstoku, gdzie jeden z fast fodów mieści się w wąskotorowym parowozie i wagoniku.

W Szczecinie brakuje wyświetlaczy na peronach informujących o godzinach przyjazdów i odjazdów pociągów. Chociaż ich montaż nie jest tani, to na
większości polskich dworców jest to standard. Dodajmy - standard szalenie ułatwiający podróżowanie. Ba, niektóre dworce idą krok dalej, np. Poznań i Kraków montują w różnych częściach dworca i na peronach monitory wyświetlające wszystkie niezbędne podróżnym informacje.


Kolej obiecuje: szczeciński dworzec zyska

Lepszą wiadomością jest to, że szczeciński dworzec pozostaje w grupie tych, które w najbliższych latach czeka wielka rozbudowa. Plany kolejarzy są takie: nowy gmach obsługujący podróżnych zbudowany będzie nad torami, a w
miejscu starej lokomotywowni stanie wieżowiec. Z dworca będzie można przedostać się kładką na Kępę Parnicką, która w przyszłości ma stać się
jedną z wizytówek Szczecina. Plany PKP, które chce to wszystko zbudować wraz z prywatnymi inwestorami, imponują rozmachem. W podobny sposób kolej zaczęła już przygotowywać się do zmiany oblicza dworca w Katowicach. Inwestorów nie
brakuje. Do zrealizowania planów wciąż jednak daleka droga. I nie chodzi o pieniądze, ale o prawo. Nie ma planów zagospodarowania przestrzennego, nie ma też wciąż ustawy (chociaż projekt już jest), która umożliwiłaby
zabudowywanie przestrzeni nad torami. Obecne prawo praktycznie to uniemożliwia. Kto postawiłby nad torami np. wieżowiec, musiałby nieruchomość
przekazać w ręce Polskich Linii Kolejowych.


Pomarzyć można.
  • awatar greerwebia: Wow, wiedziałem że zabytkowy i wyremontowany ale że w czołówce, no no, chociaż wrażenie po wyjściu z budynku już gorsze ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Cały dzień na dostanie się do miasta wojewódzkiego
Pospieszny wolniejszy od osobowego. Fantazja kolejarzy nie zna granic. Ale tych z PKP!

Żeby dostać się do Białegostoku z oddalonej od niego o 64 km Hajnówki, należy poświęcić około siedmiu godzin jazdy pociągiem. Od początku lat 90. nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy tymi miejscowościami. Trzeba jechać przez Warszawę. Jest jeszcze połączenie z przesiadką w Czeremsze, ale na pociąg do Białegostoku czeka się tam 12 godzin. Wyjeżdżając z Hajnówki o
godz. 16.45, do Białegostoku dotrzemy o... 6.35 dnia następnego. Z podobnymi trudnościami muszą się liczyć podróżni chcący się dostać do Białegostoku z Lublina.

- Sytuacja ta wynika ze złego stanu torów. Chodzi przede wszystkim o stare drewniane podkłady. Chcąc zachować podstawowe standardy bezpieczeństwa
pociąg z Hajnówki jechałby maksymalnie z prędkością 20 km/h. Do Białegostoku dotarlibyśmy po trzech godzinach. W związku z tym wielokrotnie
występowaliśmy do właściciela torów o ich naprawę. Nie było dotąd pozytywnego rozstrzygnięcia.

Urzędnicy tłumaczą, że nie mogą tego zrobić, bo nie mają nawet części kwoty potrzebnej do modernizacji.

Zamiast komentarza

Przy okazji udzielania nam informacji dyrektor Zajkowska okazała się być rewolucyjnym językoznawcą. Na pytanie, dlaczego pociąg pospieszny z Białegostoku do Augustowa jedzie o kilka minut dłużej niż osobowy, odpowiedziała ona, że ,,pospieszny" wbrew pozorom nie oznacza, że pociąg przyjedzie szybciej, lecz to, że nie zatrzymuje się on na każdej stacji, że większy jest komfort jazdy oraz że jest droższy od osobowego. Z tym ostatnim trudno się nie zgodzić - bilet na pociąg osobowy kosztuje na tej trasie 17
zł, a na pospieszny 28 zł.

RADZĘ TO ZAPAMIĘTAĆ. PRZYDA SIĘ JEŻDŻĄC PKP.


A żeby poprawić humor to na zdjęciach widac pociągi jakie dokupiły norweskie koleje NSB.
  • awatar greerwebia: Mieszkam w Białymstoku, wszyscy wiemy że aby się gdzieś niedaleko przemieścić trzeba korzystać z PKS, ale i to bywa często katorgą :/
  • awatar taki: Nie obraź się Nortusie, ale Ty należysz do Tych co wiecznie płaczą, nie zależnie kto rządzi....Krytyka jest potrzebna!...owszem!...trzeba wytykać błędy!.. ale dawać też trzeba propozycje rozwiązania problemu,... Alternatywę!... Tym pesymistycznym pisaniem , zdołujesz nas wszystkich... Problemu nie rozwiążesz... spowodujesz u nas moralnego kaca......Nas tu zostawisz , a sam wyjedziesz na piękne fiordy. Miej człowieku litość!!! Serwuj nam krytykę, ale spróbuj tez dać propozycje rozwiązań biorąc pod uwagę polskie realia. Życzę sukcesu w tej dziedzinie!
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Nie obrażam się absolutnie. ALe co z tego że napiszę że,moim zdaniem oczywiście,należałoby zmienić coś tak i tak.I co z tego, nie jestem premierem, prezydentem ani większością sejmową.Ma wejsć prezepis o ospowiedzialności urzędników za błedy ale wiadomo że nie wejdzie,bo urzednicy nie odpuszcza. A jak sam widzisz pewnie Polacy mają wszystko w d... i nikt nie protestuje tylko klnie pod nosem. Ja ostatnio zrobiłem się bezczelny bo jak piszę emaila ze skargą np. do MZK to wysyłam do kierownika odpowiedzialnego i do wiadomości dyrektora mzk i prezydenta miasta jako zwierzchnika. wtedy jest szansa że MZK coś zrobi, bo tak to wyrzucą do kosza i tyle.Ale Polacy są bierni i ludzie to wykorzystują by oszukiwać.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
O rany, to juz południe wybija. Ale ten czas zleciał dzisiaj niemiłosiernie. Czas spadać na jakiś czas.

A za oknem jest tak .... tak .... dupnie!
  • awatar zakochaniwsobie: Meg za moim oknem jest też dupnie i dlatego dziś nie spadam nigdzie ! pozdrawiam !
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

70-letni James Jones z Ohio kupił samochód, za który w połowie zapłacił drobnymi - poinformowała na swych stronach internetowych BBC.

Salon samochodowy w Cincinatti, który za 16 tysięcy dolarów sprzedał mu Chevroleta Silverado, otrzymał połowę należności w monetach. Klient przyniósł je w 16 puszkach po kawie. Ich przeliczenie zajęło obsłudze salonu 90 minut. Na pozostałą część kwoty wypisał czek.

Pan Jones zaznaczył, że nie ufa ani bankom, ani papierowym pieniądzom. - Banknoty spłoną, a trudno jest uszkodzić monety - powiedział.



No i trudno mu nie rzyznać racji. Zniszczyć monety nie jest łatwo. Ale dobrze że nie kupował samochodu u nas bo musiałby mieć dużo więcej puszek niż tylko 16. Na Allegro stoi za 70.000 nowiutki.
  • awatar eminemka: ehheeh no na tym Alegroo to szokujace ceny ale facet dobry jest :D tamci sie naliczyli :D hehee
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Nowe kulisy misji Lecha Kaczyńskiego w Gruzji:

okazuje się, że prezydent przywołał do porządku nie tylko Rosjan i Radosława Sikorskiego, ale i pilota swojego samolotu, który zdecydował o lądowaniu w Azerbejdżanie. Lech Kaczyński ocenił podczas lotu, że kapitan "powinien być mniej lękliwy" i zapowiedział, że "po powrocie do kraju wprowadzimy porządek w tej sprawie". Pilota broni MON.

Lech Kaczyński udawał się do Gruzji z prezydentami Litwy i Estonii oraz premierem Łotwy. Samolot poleciał przez Ukrainę do Azerbejdżanu, skąd delegacja udała się do stolicy Gruzji w kolumnie samochodów. Po międzylądowaniu w Symferopolu na Ukrainie, gdzie na pokład wsiadł prezydent Ukrainy, Lech Kaczyński chciał, by samolot nie leciał do Gandżi w Azerbejdżanie, lecz od razu do Tbilisi. Po wylądowaniu w Azerbejdżanie prezydent zapowiadał, że "po powrocie do kraju wprowadzimy porządek w tej sprawie", a podczas lotu powiedział o dowódcy załogi, że "oficer powinien być mniej lękliwy".

- Pilot postępujący zgodnie z procedurami powinien być raczej wzorem, aniżeli obiektem jakichkolwiek zarzutów - powiedział dziś Bogdan Klich. Minister otrzymał od pilota meldunek na piśmie opisujący całe zdarzenie. - Wynika z niego, że było co najmniej siedem powodów, dla których kapitan nie zdecydował się na przelot do Tbilisi - podał szef MON.

Chodziło o brak poczucia bezpieczeństwa kapitana, załogi, pasażerów i wreszcie całego samolotu. Kapitan oświadczył, że nie był w stanie zagwaran-tować bezpieczeństwa ani sobie, ani prezydentom, ani premierowi Łotwy, ani też osobom towarzy-szącym i dlatego nie zdecydował się na przelot.

Jak wyjaśnił rzecznik Sił Powietrznych ppłk Wiesław Grzegorzewski, Tu-154 z pułku specjalnego lecąc do Azerbejdżanu wykonywał lot według planu przedstawionego przez Kancelarię Prezydenta. -

Nie było zgód dyplomatycznych na lot do Tbilisi, pilot nie miał wiedzy, kto kontroluje przestrzeń powietrzną Gruzji, kto zabezpiecza naziemne środki kontroli ruchu, w jakim stanie jest lotnisko. Po analizie sytuacji pilot podjął decyzję, by lecieć zgodnie z planem - powiedział Grzegorzewski.

Klich podkreślił też, że zgodnie z procedurami
"to pilot ocenia, jak wygląda sytuacja na trasie przelotu, w miejscu wylotu i lądowania, to on wreszcie na podstawie tej oceny podejmuje decyzje". Zdaniem Lecha Kaczyńskiego, chyba nie: prezydent powiedział dziś w"Sygnałach Dnia".


Kaczka znowu otwiera tam gdzie nie powinna. Zawsze i wszędzie boiem na pokładzie samolotu jest PILOT a nie jakiś polityczek, nie ważne jakie zajmujący stanowisko. Podobnie kapitan na statku. I NIKT nie może mu czegoś nakazać jeżeli on ocenia inaczej sytuację. ALe to przecież podważa odwagę kaczuszki. Może chciał żeby ich zestrzelili? Byłby wiecznym bohaterem świata.

A teraz humor oficjalny:

"Lech i Jarek Kaczynski odwiedzili jedna z warszawskich podstawowek.
Podczas dyskusji z uczniami Lech zapytal:

Co to jest tragedia? Czy ktos moglby podac przyklad?

Dziewczynka z pierwszej lawki podniosla reke:
- Gdyby moj przyjaciel, ktory mieszka na wsi, bawil sie na polu i zostal rozjechany przez traktor - to bylaby tragedia.

-Nie. - odpowiada Jarek Kaczynski - to bylby wypadek

Zglasza sie kolejne dziecko:
- Gdyby autobus, ktory odwozi 50 dzieci do szkoly, mial wypadek, w ktorym zgineliby wszyscy pasaźerowie - to bylaby tragedia.

- Tez nie - odpowiada znowu Jarek Kaczynski -  to bylaby wielka strata.

Czy ktos ma inne pomysly?

W klasie cisza. Nikt nie chce sie zglosic....

Nagle odzywa sie Jasiu:

- Gdyby samolot, w ktorym lecieli Pan Prezydent i Pan Premier zostal trafiony przez pocisk i rozpadl sie na kawalki - to bylaby tragedia.
- Brawo! - wola Lech Kaczynski-  Mozesz nam powiedziec dlaczego uwazasz, ze to byla by tragedia?

Na to Jasiu:

- Dlatego, ze to na pewno nie bylaby wielka strata samolotu i raczej nie  bylby to wypadek."
  • awatar anita2: to jest po niżej jakiejkolwiek krytyki :/, żenada :/
  • awatar gość: tarararara
  • awatar gość: Za takie obrazki moim zdaniem grozi prokuratura
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Koroblaski zamiast piły

Plastikowe odblaskowe pasy na przydrożnych drzewach mają być receptą na poprawę bezpieczeństwa na naszych drogach. We wtorek zawieszono pierwszych 50.

Policja zdecydowała się na taką inwestycję, bo w wypadkach wskutek uderzenia w przydrożne drzewo ginie coraz więcej zachodniopomorskich kierowców.

Od 1999 r. w całym województwie zginęło w ten sposób 646 osób, a ponad 4 tys. zostały ranne; w tym roku zanotowano 65 ofiar śmiertelnych i 287
rannych; w całym roku 2007 zginęły 24 osoby.

I pod pretekstem walki z wypadkami na drogach, przy których rosną drzewa samorządowcy zachodnio-pomorscy (a pewnie nie oni jedyni w kraju) wpadli na genialny pomysł jak zarobić. Postanowili wyciąć kilkaset tysięcy (tak, tak) drzew rosnących wzdłuż dróg. Juz liczyli kasę jaką dostaną a nie były to małe kwoty. Ale dzięki postawie dziennikarzy lokalnych, którzy nagłośnili temat we wszystkich mediach i postawie
szczecińskich  i postawie mieszkańców, wysyłający setki protestów i głosów w mediach zaiteresowała się tym Unia i zapowiedziała, że obetnie tym samorządom kasę jeśli wytną drzewa, tam gdzie nie jest to koniecznie niezbędne ale nie na podstawie widzimisię urzędasów. No i w ten sposób ocalono:
1. drzewa
2. urocze drogi będące bogactwem pomorza, piękne bukowe, sosnowe itp aleje.
Teraz drzewa będą oznaczana odblaskami i wzorem Niemców będą budowane bariery ochronne.

Panaceum na wzrastającą liczbę wypadków drogowych mają być "koroblaski", czyli biało-czerwona odblaskowa folia, która powoduje, że drzewa są widoczne z większej odległości. Wczoraj policjanci wraz z pracownikami zachodniopo-morskiego zarządu dróg oznakowali 50 najbardziej niebezpiecznych drzew na drodze wojewódzkiej 115 między Tanowem a Dobieszczynem.

- Było tu już kilka wypadków śmiertelnych - mówi Zajdel. - Po otwarciu drogi do Niemiec ruch znacznie wzrósł. Teraz drzewa będą widoczne z daleka i będą świecić jak znaki drogowe.

Policja oznaczyła tylko te drzewa, które znajdują się na zakrętach, wzniesieniach i przy samej jezdni. Już niebawem w ten sam sposób mają być
oklejane drzewa na innych drogach województwa. Choć policjanci mają świadomość, że "koroblaski" problemu do końca nie rozwiążą, uważają, że to
sposób tańszy i mniej kontrowersyjny niż wycinanie drzew.

- Samorządy nie chcą wycinać drzew, bo protestują ekolodzy. Policja nie chce ratować drzew, ale chce poprawić bezpieczeństwo na drogach.

Zdaniem policjantów, najlepszym rozwiązaniem byłoby otaczanie drzew barierkami ochronnymi, takimi, jakie można oglądać na niemieckich drogach.
Jest to jednak rozwiązanie kosztowne.

Część samorządowców to zwolennicy teorii, że najbezpieczniej jest przydrożne
drzewa wyciąć. W czerwcu do wycinki przeznaczono aleję 600 drzew przy drodze nr 106 między Kamieniem Pomorskim a Golczewem, a w lipcu - aleję 800 ponadstuletnich drzew rosnących wzdłuż trasy Wolin-Unin. W obronę urokliwych
przydrożnych alei włączyła się "Gazeta" oraz jej czytelnicy i ekolodzy.
Dzięki apelom i zainteresowaniu problemem wojewódzkiego konserwatora przyrody, drzewa w ostatniej chwili udało się uratować. Samorządy
przestraszyły się też, że wycinając drzewa, stracą unijne pieniądze na modernizację dróg. Mimo to nadal zagrożonych wycinką jest 150 tys. drzew rosnących wzdłuż 2 tys. głównych dróg województwa.

Wiem, że jazda wąskimi drogami przy których rosną drzewa blisko jezdni jest oczywiście bardziej nibezpieczna. Ale to nie są autostrady żeby grzać na nich 150 km/h. To są normalne drogi dla normalnych ludzi. Jadąc szybkością 90 km/h spokojnie dojedziesz do celu.



 

nortus
 

Dzisiejsza prasa norweska opisuje ciekawy przypadek hiszpańskich turystów w Norwegii.

Uczestniczyli w wycieczce statkiem po wybrzezu norweskim na pokładzie cruisera MSC Armonia. Będąc w Stavanger mieli poważne dolegliwości zdrowotne i zostali przyjęci do szpitala uniwersyteckiego.

Po wypisaniu ze szpitala postanowili wrócić na pokład statku, który w tym czasie cumował w porcie Olden.
Zamówili taksówkę i pojechali do portu. Jednak na skutek niedokładnego ustalenia celu podróży - wiadomo jak cudzoziemcy wymawiają w każdym języku nazwy miejscowe - pojechali taksówką do Halden. A to jest miasto na wschodzie Norwegii, pod szwedzką granicą. Przejechali 56 mil norweskich, czyli 560 km i okazało się, że nie o to miasto chodziło. Ten przejazd kosztował ich 15.000 koron ale trzeba było dojechać do portu więc znowu taksówką pojechali już do właściwego miasta Olden, na zachodnim wybrzeżu. Tym razem przejechali 61 mil, czyli 610 km za 15.300 koron. I tak zakończyła się ich przygoda zdrowotno - turystyczna.

Ale trzeba im przyznać, że mieli piękne widoki po drodze i przejechali się dwoma najbardziej pięknymi drogami w poprzek Norwegii. A wszystko przez nieporozumienie językowe. Inna sprawa, że jest to dla mnie jednak dziwna sytuacja i również zachowanie kierowcy, że nie upewnił się dokładnie gdzie klient chce jechać.
 

nortus
 
Od marca 2008r pomiędzy portami Hirtshals (Dania)
a Kristiansand (Norwegia) takie cudeńko zapewnia transport samochodowo-pasażerski.Wcześniej podróż trwała około 5 godz, teraz około 3 godzin.


Dane promiku:
nazwa:Superspeed 1 i Superspeed 2
właściciel: Color Line
operator: Color Line
Port of Rejestracji: Kristiansand,  Norway
Trasa: Kristiansand-Hirtshals
Zamówiony: 15 December 2005[1]
wybudowany: Aker Finnyards, Rauma, Finland
koszt: 126 milionów koron (ok.60 mln zł)
wodowany: 28 February 2007
oddany do użytku: 27 February 2008
pierwszy rejs: 13 March 2008[1]

General characteristics

Class and type: Superspeed class fast ropax ferry
długość: 212.80 m (698 ft 2 in)
szerokość: 25.80 m (84 ft 8 in)
wysokość: 42.70 m
zanurzenie: 6.70 m (22 ft 0 in)
pokłady: 11
silniki: 4 × Wärtsilä 9L46 diesels, combined 38,400 kW
prędkość: 27 węzłów (50.00 km/h) service speed
         31 węzłów (57.41 km/h) maximum speed
zabiera: 1929 passengers, 54 kabiny pasażerskie,
764 samochodów osobowych, 2036 metrów pokładowych,
załoga: 71

Drugi jest prawie identyczny. Wększość pasażerów spędza czas siedząc w wygodnych fotelach na pokładach. Na promie oczywiście mieszczą się restauracja, bar, bufet, sklepy i pokład słoneczny
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
  • awatar gość: we wtorek będę miał okazję lądować na lotnisku nr 2 Madera, powiem jakie wrażenia
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @gość: fajnie, czekamy na relację. i spokojnego lotu :)
  • awatar gość: @Nortus & Xylia: dziękuję, jak przeżyję napisze heh
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Zauważyliście, że każdy samolot leci w konkretne miejsce? Amerykańska linia lotnicza postanowiła to zmienić, i wprowadziła loty, które lecą dokładnie nigdzie. Czy ktoś skusi się na taki bilet?

Amerykańska linia lotnicza JetBlue wprowadziła nową, intrygującą ofertę. Klient dostaje bilet, przechodzi przez całą męczącą odprawę na lotnisku i potem... nigdzie nie leci.


To prawie tak jak w LOT-ie. Od dawna mówię:
lataj LOTem będziesz potem.

A wzięło się to z czasów kiedy latały samoloty na trasie Warszawa - Słupsk - Koszalin i nigdy nie było wiadomo gdzie ciebie wyrzucą z samolotu. Najczęściej pasażerowie ze Słupska lądowali w Koszalinie a potem musieli sobie dojechać do Słupska.
A teraz nie lepiej, LOT i Centralwings ostatnio wyprawiają takie numery, że aż strach się bać nimi lecieć.

A wracając do wiaodmości z USA - oni testowali w ten sposób nowy terminal na JFK w NY. Jaką korzyść mają klienci, którzy zgodzą się na nietypową przygodę na lotnisku? Przewoźnik oferuje im darmowe miejsca do parkowania, obiady i drobne upominki. Oprócz tego, wszyscy będą mieli pewność, że nowy terminal działa bez zarzutu.
 

nortus
 
Ten pociąg nawet do pięt nie dorasta Polskim Koleją Państwowym. PKP górą jest i basta.
Co to za sztuka jechać 574,8 km/h - każdy głupi to potrafi. A spróbuj jechać 300 km dwie doby. To jest sztuka. Aż dziwne, że Polak brał udział w tym rekordzie, chyba należy odebrać mu obywatelstwo. Trzeba napisać do pałacyku a i Orzechowski powinien to poprzeć. Polak był motorniczym pociągu.

funzu.com/(…)worlds-fastest-train-574.8-kmph-wow.ht…
 

nortus
 
Witam, no i z małego powodu szlag trafił dzisiejsze plany. A powód jest prosty jak śruba - zaspałem. I nawet nie słyszałem porannej strzałki. A przecież mnie telefon by z grobu wyciągnał jakby zadzownił na cmentarzu - dobrze że tam nie budek telefonicznych. Bo jakby ktoś zadzwonił to bym wstał i odebrał telefon. Ciekawe co by się działa po drugiej stronie kabla telefonicznego. No ale wstałem przeszło godzine później i teraz mi się nie chce. Ale cóż, trzeba nadgodzin plan zajęć na dzisiaj. Ale nie ma to jak kochane PKO. Potrafią nawet nieboszczyka wkurzyć. No bo jak nie jak tam takie nowe zwyczaje:

Jaką wiedzę powinien posiadać podróżny, gdy kupuje bilet w kasie Dworca PKP? Musi znać miejsce docelowe i godzinę odjazdu pociągu. Jeśli wybiera się w podróż z przesiadką - od razu biletu nie kupi. Kasjerki odsyłają pasażerów do punktu informacyjnego po numer pociągu.  
- Wybierałam się z Krakowa do Poznania z przesiadką w Warszawie. Kasjerka Przewozów Regionalnych PKP zapytała o numer ekspresu z Warszawy do Poznania. Znałam tylko godzinę jego odjazdu, więc odesłała mnie do Informacji PKP. W rezultacie kupiłam bilet u konduktora - opowiada nasza Czytelniczka Alicja Grabowska.

W kasach Przewozów Regionalnych PKP powinny być specjalne książki z rozkładami jazdy, by kasjerki mogły sprawdzić numer pociągu, do którego przesiada się podróżny. Mają je na przykład sprzedawcy w kasach PKP InterCity i zdarza się, że kasjerki Przewozów Regionalnych odsyłają po kupno biletu również tam.


A co mnie obchodzi numer pociągu? Wiem dokąd jadę i o której mam połączenie. Od reszty są zakichane urzędasy w kasie.
Boże, jaki ten kraj jest porąbany?!!!!!!
A podobno jesteśmy w Europie? To nawet Mozambik nas przegania w rozwoju.
 

nortus
 
Bardzo małe i słabe stateczki przewożące większe ładunki po morzach.
 

 

Kategorie blogów