Wpisy oznaczone tagiem "samoloty" (669)  

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
  • awatar gość: a kiedy coś lekkiego, wiosennego, słonecznego i miłego? :)
  • awatar gość: no właśnie :P przydałoby się coś z odrobiną wiosny i słońca ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
  • awatar atashya: zapewne wkrótce usłyszysz, o tym filmie może być baaardzo głośno. Już dostał kilka złotych globów i parę nominacji do oscara.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

tapety
 
Kolekcja artystycznych tapet z samolotami.

Zmień swoją tapetę już teraz, kliknij na obrazek, skopiuj link, następnie w nowym oknie Twojej przeglądarki wklej link aby wyświetliło się samo zdjęcie. Teraz pozostaje powiększyć zdjęcie i zapisać element docelowy w Twojej prywatnej galerii tapet.
 

tapety
 
Samoloty cywilne to kolekcja tapet samolotów cywilnych.

Służą nam każdego dnia, latając nad naszymi głowami, warto mieć je w swojej galerii tapet.

Sprawdź również kategorie:
National Geographic
tapety.pinger.pl/t/National+Geographic
  • awatar gość: no bez przesady.. na co komu samoloty.. nie ciekawe.
  • awatar tapety: są ciekawe, dlaczego? Kwiatki i inne zwierzaczki to standard nad którym trzeba główkować aby wybrać naprawdę dobre (od niechcenia wystarczy jednokolorowy pulpit z lekką zielenią) A samoloty, jeśli jesteś w pracy dają za przeproszeniem 'kopa' i praca szybciej mija. Czasem nie warto o tym wspominać, ale dla Gościa zrobię wyjątek. Tapeta jest cenna, nie tylko pod względem wizualnym lecz przede wszystkim odpowiednio często zmieniana pozytywnie wpływa na człowieka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sadat
 
Czasem nie ma to jak wrócić na stare śmieci. Dublin poznałem jeszcze w 2004 roku, kiedy z grupą przyjaciół wyjechałem tam do pracy na wakacje. Ten czas i samo miasto dobrze utkwiły mi w pamięci, co tu się rozpisywać, było to fajne przeżycie. Strasznie ociągałem się żeby tam przyjechać ponownie, ale w końcu się „zmusiłem” i na szczęście, bo się tego obawiałem, Dublin okazał się mniej więcej taki jak w moich wspaniałych wspomnieniach dobrych chwil.
To oczywiście dziura, ale dziura z tym „czymś” 
Zaczynając od początku, samo lądowanie w Republice Irlandii pokazało pierwszą cechę klimatu wyspiarskiego: mgła, mgła i mgła. Spore wrażenie zrobiło na mnie samo podejście, samolot wszedł w chmury (byłem przynajmniej przekonany, że to coś pod nami to muszą być chmury) by po dosłownie 10 sekundach ... spokojnie osiąść na pasie startowym. Wow. Nie muszę dodawać że za oknem nie widać było nawet skrzydła 
Sam pobyt był niestety bardzo krótki i bardziej nastawiony na integrację z przyjaciółmi niż „zwiedzanie”. Nieprzypadkowo drugie słowo umieszczam w cudzysłowach, no bo co można niby tam zobaczyć ciekawego? Dublin ma swój własny charakter, to na pewno, ale jest to miasto do przelecenia w ciągu kilku godzin pobytu. Temple Bar, Trinity College, okolice Liffey, hmm, co jeszcze? Henry Street, O’Connel Street i St Stephen Green. Czyżbym o czymś zapomniał? Niekoniecznie 
To wszystko w sumie, chociaż jak ktoś się uprze to może oglądać i inne miejsca. Niektóre okolice przypominają Belfast swoimi ciągle obecnymi zasiekami i drutami kolczastymi, zaś inne to niemalże slumsy Nowego Jorku – no a przynajmniej takie miałem wrażenia. Miasto jest spore ale samo centrum nie zajmuje dużo miejsca, a jeżeli ktoś spodziewa się wodotrysków na poziomie Rzymu, Paryża czy chociażby Londynu, to się srodze zawiedzie. Zabudowa, nawet jeżeli zabytkowa, pokazuje jasno, że to stolica kraju który ma za sobą okres wielkiej biedy nie tak dawno temu. Dublin jest pewnie tak samo turystyczny jak do niedawna były Ateny, wycieczki wpadają tam „po drodze” na kilka godzin.
Są oczywiście od tego wyjątki – w niedzielne południe pojechaliśmy do Howth. To niewielka miejscowość pod Dublinem z niewielkim portem rybackim, przystanią jachtów i pięknymi klifami oraz prawdziwie wyspiarskimi wrzosowiskami. Widok na morze wspaniały, a ja nie muszę dodawać, że poczułem się znowu jak leming . Howth jest naprawdę malownicze i być może jest jakąś wizytówką „prawdziwej zielonej Irlandii” – nie wiem, bo nigdy na irlandzką wieś nie pojechałem . Pamiętam doskonale, że strasznie lubiłem to miejsce i na całe szczęście, nic sie nie zmieniło w mojej fascynacji Howth.
Oprócz tego czas spędzałem na integrowaniu się i piciu różnych trunków, z których klasyczny jabłkowy cider przypadł mi do gustu najbardziej. Szkoda, że tak krótko ale ta jedna wizyta na pewno nie będzie ostatnią i zapewniam, że Dublin będę odwiedzał częściej 
Failte!

A na zdjęciach:
- pint of black stuff jak mawiają autochtoni
- miasto nocą
- Ja i Ania w Howth
- Howth beze mnie i Ani
- Howth ze mną ale bez Ani
 

sadat
 
Nie minął nawet miesiąc od mojego wypadu do Aten a przyszła pora na kolejny wyjazd, tym razem nieco dłuższy i w zupełnie przeciwnym kierunku – niezbadane wyroki fortuny (wsparte dodatkowo promocyjnymi cenami biletów lotniczych) skierowały mnie do Sztokholmu.
Na samym początku opowieści nadmienić muszę, że jechać mi się tam strasznie ... nie chciało. Człowiek patrzy na tego „tałsena” którego wypada ze sobą wziąść celem przeżycia i nagle pojawia się tyle innych planów na jego zagospodarowanie. Słowem, szkoda było nieco wydawać pieniędzy, a dwa to to, że zachorowałem i miałem coś w stylu przeziębienia, stanu podgorączkowego i grypy w zalążku. Bilet kosztował coś koło 200 złotych, więc ew. rezygnacja nie bolałaby tak bardzo. Spokojny weekend w domu, w łóżku, przed telewizorem kusił niezwykle intensywnie. Pomyślałem jednak, że nie można być taką pipką i nieco wbrew sobie wsiadłem w samolot. Sztokholmie – nadchodzę :D

Wyprzedzając wszystko – oczywiście decyzji nie żałowałem. Miejsce okazało się świetne, kto wie czy nie lepsze od Aten i innych miast. Pogoda oczywiście nie rozpieszczała, był koniec marca i aura dostosowała się do pory roku - bez czapki dawałem radę ale bez rękawiczek już nie. Słońce jednak pięknie świeciło i do Polski wróciłem czerwony od niego i morskiego wiatru który niezmiernie kąsał mnie cały czas. Czasami padał deszcz ale śnieg, który widziałem zaraz po przylocie na ziemie szwedzką, zniknął bardzo szybko. Myślę, że gdybym był tam latem, ogólne wrażenia byłyby jeszcze lepsze.
Sztokholm to miasto piękne. Typowa Skandynawia, a więc wzorowy porządek na ulicach, spokój, schludnie, czysto. Do tego dodajmy chłód, przede wszystkim ten tworzony przez zdystansowanych tubylców i mamy mniej więcej dobry obraz całości. Oczywiście, ten region Europy, od wieków omijały jakiekolwiek wojny, więc liczba zabytków i ich stan zachowania musi szczerze imponować. To co jednak utrzymało się przez wieki było często niszczone przez pokojowo nastawiony szwedzki socjalizm - udało się na szczęście powstrzymać najbardziej szalone plany. Gamla Stan, czyli tamtejsze „stare miasto” zachwyca. Wszystko dobrze utrzymane, wąskie uliczki, piękne kamienice reprezentujące kilkaset lat historii Szwecji, tajemnicze zaułki –  to wszystko tam jest. Co ważne, to autentyzm miejsca, bo ludzie tam żyją na codzień, istnieją nie tylko sklepy z pamiątkami, restauracje, bary czy małe galerie sztuki, ale i np. zakłady szewskie oraz inne przejawy ludzkiej aktywności, także tej bardzo prozaicznej. Można skręcić w bok od głównej wybrukowanej uliczki, by po chwili trafić w miejsce zupełnie puste, pozbawione ludzkich tłumów – tych zresztą w Gamla Stan, tak naprawdę, nigdy nie uświadczysz. Miejsce jest, ma się przynajmniej takie wrażenie, nieco z boku miasta i wielkomiejski zgiełk omija je bokiem.
Sztokholm to miasto położone na wyspach. W centrum jest ich kilka i co ciekawe, każda z nich reprezentuje nieco inny styl zabudowy. Gamla Stan – stare miasto, to jedna z nich. Inna wyspa zabudowana w drugiej połowie XIX wieku to istny Paryż, czyli duże, bogate kamienice, szerokie trakty i ogólny klimat dobrze prosperującego ośrodka miejskiego. Na Djurgarden znajduje się Skansen, czyli pierwowzór wszelkich muzeów umieszczonych na „świeżym powietrzu”. W tym zresztą byłem i cóż mogę powiedzieć. Świnie łażące po błocie, kury łażące po błocie, kaczki łażące po błocie... Jakaś rewelacja to więc nie była, ale to może efekt tego, że podobnych widoczków w Polsce mi nie brak? Inna wyspa – Soder, to nieco nasza Praga, czyli cwaniakowo, zabudowana mniejszymi, wyraźnie biedniejszymi kamienicami, gdzie niegdyś mieszkała robotnicza część Sztokholmu. Z kolei malutka Kastelholmen kusiła spacerami, kiedyś to była baza marynarki wojennej, a obecnie składa się z parku i deptaka dookoła. I tak dalej i tak dalej – nawet wyspy turystycznie "nudne" miały coś w sobie.
Dla mnie chyba najważniejsze było to, że wszędzie dookoła... było morze! No bo jak wyspy to i woda musi być. W Sztokholmie wody było dużo i to tej najlepszej, czyli słonej. W miasto wdziera się morze, jest ono wszędzie, kanały i mosty to chleb powszedni. To nie jest Wenecja, gdzie kanałem nazywa się brązowy ściek szerokości metra. Tutaj to słowo oznacza szeroki pas wody po którym pływają statki żeglugi morskiej, a wszystko liczone w setki, setki metrów. Robi to wrażenie kolosalne, bo tak naprawdę wszędzie czuć jego obecność, wszędzie jest woda i nie jest ona jakimś nieproszonym gościem, nie jest wroga ludziom, jest integralną częścią całego systemu. Nic dziwnego więc, że mimo surowej pogody, godziny długie spędzałem nad jego brzegiem, zaś moje ulubione miejsce to wyspa Riddelholmen, niewielka i choć położona w samym centrum, czasem miałem wrażenie, że jest tylko i wyłącznie dla mnie.
Sztokholm to jednak nie tylko piękne kamienice, nie tylko stare miasto, nie tylko Grand Hotel i inne miejsca znane ze swych związków z Nagrodą Nobla. Szwecja to także socjalizm i jego ślady widać w architekturze, szczególnie w samym centrum. Znajdziemy tam nieco szarych, paskudnych budynków wybudowanych w latach 60-tych, które przypominają nam, że mimo wszystko jesteśmy w państwie, które „wie lepiej” od swoich obywateli a przy okazji zabiera im 80% wypracowanych dochodów w imię ekonomii równości i dobrobytu. Szczególnie to ostatnie sprawia, że przekrój etniczny wygląda jak wygląda. Większość to emigranci, zaś prawdziwi skandynanowie są w mniejszości. Spotkać na ulicy nordyka to tak jak u nas spotkać na Nowym Świecie osobę ubraną w strój ludowy rodem z Cepelii – szansa niewielka.
Nie byłbym sobą gdybym nie wybrał się na stadion. Wybór padł na AIK Solna Sztokholm, który swoje mecze rozgrywa na Rasundzie. Jak zawsze już, przynoszę pecha gospodarzom i oglądam kolejny remis! Kibicowsko jednak byłem pod sporym wrażeniem, może nie był to poziom Olimpiakosu ale szwedzka żywiołowość zaskoczyła mnie bardzo. Przed meczem szara (socjalistyczna!) dzielnica Solna i okolice samego stadionu są opanowywane przez kibiców. Rozliczne puby pękają w szwach, ścisk w piwnych ogródkach nie do opisania, wszędzie śpiewy, krzyki i tysiące pijanych tubylców. Policja bardzo spokojna, chociaż skuteczna – przeszukuje plecaki nieletnich i na ich oczach wylewa ich zawartość na bruk. A dodać trzeba, że wszelki alkohol jest tam bardzo drogi i widok wylewania puszki piwa musi boleć wyjątkowo. Kolejki do kas i wejść duże, stadion o pojemności ponad 30 tysięcy miejsc, zapełnia się w 100%. Doping bardzo dobry, kibice gości (Kalmar FF) obecni w dużej grupie, sam brałem nawet udział w pokazie ultras AIK, rzucając w górę confetti. Wszystko mogło się bardzo podobać, jedyna wada to... temperatura, mimo iż świeciło słońce, wyszedłem z Rasundy zamarznięty w połowie (to na szczęścia była moja gorsza połowa ;)).
Poniżej kilka filmików z tego meczu. Znowu siedziałem wysoko i kolejny raz miałem wrażenie, że jeden krok i wpadam w objęcia bliżej mi nieznanych piłkarzy obu drużyn:



Ta piosenka wychodziła im bardzo ładnie:


Wiadomo, że Skandynawia to tanich nie należy więc podczas mojego pobytu nie stołowałem się nigdzie, poza McDonaldem oczywiście. Nie dlatego, że mam węża w kieszeni tylko dlatego, że skoro jadę sam to nie muszę żyć na wysokiej stopie, do przeżycia wystarczą wizyty w sklepie i ciepła bułka z kawałkiem krowy. Poranne śniadania w centrum miasta wspominam miło, hamburgery i tosty trzymały dobry poziom, także cenowy - może dlatego, że wszystko liczone w koronach więc trudno się było połapać ile naprawdę kosztowało. Z kulinarnych wspomnień: musiałem skosztować tamtejszych parówek kupionych w sklepie i nie mam już żadnych wątpliwości – one muszą być robione z zużytego papieru toaletowego, ten smak jest nie do podrobienia!
Nocleg to był bajkodramat. Bajka bo klimatycznie było niezwykle, spałem bowiem na ... zacumowanej barce. Statek nieźle utrzymany, chociaż „pokój” baardzo mały, a było to czteroosobowe (sic!) dormitorium. I tu zaczyna się dramat, bo spanie w takiej ciasnocie, na górnej „koi” nie należy do szczególnie przyjemnych. Całe szczęście, że bywały noce gdy pokój był pusty lub prawie pusty i wtedy można było nieco odpocząć. Poranny prysznic w łazience też był ciężkim wydarzeniem, woda leciała ciepła ale dookoła było coś poniżej zera stopni, a przypominam, że się wybrałem tam już z własnym, prywatnym wirusem trawiącym moje body.
Wszystko to jednak sprawiało, że tym bardziej, wychodziłem wcześnie a wracałem bardzo późno i zwiedziłem miasto naprawdę "dogłębnie".

Ogólnie – wyjazd oceniam bardzo dobrze. Miasto piękne, a obecność morza i duża wolna przestrzeń sprawia, że tam naprawdę można szeroko odetchnąć i to nie tylko w przenośni. Każdy kto był kiedykolwiek na północy wie o czym mowa :)

Sztokholm – ocena 5 !

Na zdjęciach po kolei:

- Gamla Stan i rower
- Moja ulubiona miejscówka z widokiem na Ratusz
- Na tej białej łodzi mieszkałem :)
- Rdzenni szwedzi grają na rdzennie skandynawskich  instrumentach
- Widoczek kanałkowy
- Zaułek na Gamla Stan
 

 

Kategorie blogów