Wpisy oznaczone tagiem "Gliwice" (426)  

szanty24
 
Zespół Indygo, po 9 latach śpiewania, przestaje działać, taką oficjalną informację otrzymaliśmy wczoraj od jednej z członkiń grupy. O tyle  niespodziewaną. że grupa ostatnio była na fali wznoszącej. Dziewczyny wydały ciekawą płytę, po raz drugi wystąpiły na legendarnym festiwalu w Paimpol, pojawiły się na kilku festiwalach w Polsce. Szkoda, bo takich grup w świecie nie ma zbyt wiele. www.szanty24.pl/indygo-nie-zaspiewa/
 

yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:





Zawsze miałam jedną przypadłość, o której przypomniało mi się dziś, przypadkiem, w kawiarni.
Chociaż, gdybyśmy mieli być dokładni, to dwie.
Pierwsza to bezwiedne przyciąganie uwagi. I tym razem nie było inaczej. Wyobraźcie sobie, że dziś o 7.35 odebrałam maila o treści "Napisałaś na HR/CREATIVE, że zmieniłaś mieszkanie, tymczasem w necie wciąż wiszą Twoje ogłoszenia, że czegoś szukasz." No faktycznie. Ale kogo to może obchodzić? Właściciela domu, który czeka na opłatę i mnie, jeśli zechcę gdzieś skryć...?
Na te ogłoszenia dostałam raptem kilka odpowiedzi, a domki/mieszkania nie spełniały moich standardów. A nie. A jednak nie. Wszechświat kręci się wokół Ciebie, wątły i spłukany człowieku, którego stać na odrobinę zamieszania i niezależności, och...kręci.
Już chcąc usunąć stare ogłoszenia, zaczęłam zastanawiać się, ile jest takich zawieszonych spraw w moim życiu. "Może Ci pomogę..." "Może wezmę to zlecenie..." "Może jeszcze kiedyś porozmawiamy, ale na razie spadaj..."
To jest pies pogrzebany. Ja nie kończę i nie zaczynam zadań, ja po prostu bryluję we wszystkim, co robię, nie przywiązując do tego wagi. Pragnąc tego, co dopiero ma szansę nastąpić. Żyjąc planami.
Nie stawiam sprawy jasno. A na dodatek nie wiem, czego chcę.
Jest sobotnie wczesne popołudnie, chcę się zdrzemnąć przed wyjściem do opery. Nie mogę. Za nic konkretnego się nie zabrałam, a głowę mam TAAAKĄ. Sięgnę w pośpiechu po złoty szalik i wyjdę, założę się też, że nikt nie zapyta mnie o opinię na temat tej opery. Bo kim że ja jestem... dziewczyną, która zapomina, że czegoś kiedyś poszukiwała/potrzebowała i idzie dalej? Kogo obchodzi jej opinia na temat opery?
No właśnie. Idzie dalej, ale nie do przodu. Tylko robi krok na bok.
Do przestrzeni Zaplątanych, Niezdecydowanych, Mamiących i Nie Stawiających Sprawy Jasno.
Trzymam się, jak ziemi śnieg, niebanalnych znajomości, sentymentalnych historii i powtarzania własnych błędów, które znam i lubię.
Ale chyba pora obudzić się z tej matni. Kiedy, jak nie teraz?
Skończyły mi się już plany.
Skończyły mi się już pomysły.
Wykręcili się z mojego życia ludzie, którym można było śmiało powiedzieć, czym się żyje.
Pozostaje mi ciekawość, co przyniesie życie.
Po raz pierwszy w mojej historii spektakularnych pomyłek i cichych sukcesów, pozostaje mi nie tyle liczyć czas, co pozwolić mu nadejść.
Jestem zmęczona i podekscytowana.
Mniej więcej za rok wokół mnie będzie miała miejsce szamotanina "Co zrobić dalej ze swoim życiem?" Ale pierwszy raz niepokój, chęć 'dosięgania pułapu' i powszechna mobilizacja nie dotknie mnie.
To idealny stan. Zeszły ze mnie wszystkie powinności i gotowość na start w wyścigu.
Ten stan może być darem. Nagle zapomniałam o wszystkich pozornie ważnych dla mnie kwestiach i płynę... Ale spokojnie, domek mi nie odpłynie. Papiery i hajs zawsze muszą się zgadzać ; )

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Jak długo można szukać swojego spokojnego miejsca? Nie wystarczy mieć go na chwilę. Nie można szukać spokoju ani w ludziach, ani w wyjątkowych knajpkach (Nawet, jeśli częstują tam czekoladowo-rozmarowanym ciastem.)... nawet w rozkoszowaniu się czytaniem niszowych magazynów o niszowym życiu, np. USTA...
Nie należy szukać spokoju w przepracowywaniu się, ani w zabieraniu pracy do domu. (Szczególnie, że się tego domu nie ma...aktualnie/tutaj...)
W wyjazdach, w momentach, w miodowych piwach - W tym próbowałam go szukać. W zabieraniu się za nowe projekty, w odwiedzinach i ucieczkach.
- Jeśli już znajdziesz spokój w sobie... znajdziesz i miejsce. - Mówiłam do siebie.
Ale jeszcze musiało mnie być na to stać.
Nie finansowo. Forsa zawsze da się jakoś zorganizować. Jest najbardziej prozaiczną rzeczą. I zawsze trzymała się MNIE, choć jestem ostatnią osobą, którą można podejrzewać o to, że stać ją na kupno ekscentrycznych panterkowo-turkusowych okularów. Na przykład.
Największym kosztem podjęcia decyzji jest chęć konfrontacji, konsekwencji, aż wreszcie doświadczania spokoju. Zmierzasz ku dobremu za każdym razem, gdy nie chcesz się szarpać w życiem.

I kiedy już myślałam, że nie ruszę z miejsca, które przecież jest najlepszym wyborem ostatnich kilku lat (bo jest...) To miejsce samo zmusiło mnie do tego, by się ruszyć. Nie uciec.
ZROBIĆ KROK NAPRZÓD.

A.
 

 

Kategorie blogów