Wpisy oznaczone tagiem "dziwne" (471)  

jamniczek-pl
 
... dowiedziałam się czegoś, co mnie zaskoczyło.

Ludzie tylko po to rejestrują się i czekają miesiąc czy dwa czy nie wiem, ile się czeka w innych województwach, żeby przeprowadził/a dialog i skierował/a na testy?!

Przecież to mógłby zrobić dermatolog lub po prostu specjalista medycyny rodzinnej, pediatra!

Jeżeli nie działają na mnie tak, jak bym sobie tego życzyła, jeden i drugi środek mogę do niego pójść i powiedzieć w czym rzecz - przepisze inny.

Kolejna sprawa, której nie rozumiem.
 

okiodi
 
Dziś przejdziemy do czegoś, co mi prywatnie się bardzo podoba, ze względu na nawiązania i moj ą miłość do koloru fioletowego >:d By za długiej przedmowy nie dać:
Pastel goth.
Styl ostatnimi czasy stał się bardzo modny, powstał w europie parę latek temu, ale rozpowszechnił się w Japonii, i teraz wraca, w nowej, zjapońszczonej formie:
tumblr_mstnt4n5rA1rl7s4eo1_1280.jpg



[UNSET] (1).jpg



[UNSET].jpg



[UNSET] (2).jpg


[UNSET] (4).jpg


[UNSET] (5).jpg


tumblr_m9b9qyobGY1rczs5mo1_500.jpg


tumblr_mu94sbkHUJ1rrrmzlo1_1280.jpg


tumblr_mkypfcVr7v1rws9s5o1_500.jpg


Charakterystyczne dla stylu jest przemieszanie słodkich, jasnokolorowych rzeczy z gotycką czernią. Większość wyznawczyń stylu wygląda jak goth, pożądnie umyty i pokolorowany za pomocą programu graficznego.
Nowa, japońska wersja z kolei wygląda jak typowa Panienka z tejże japonii (czasami nawet jak styl decora)z dodatkami w kolorze czarnym.
punk gyaru blog.jpg


pastel_goth_by_drawkill-d54ii9g.png


pastel_goth_soft_grunge_by_magemina-d663x5q.png



Cóż, pierwsza wersja mi się podoba, druga już mniej (zbyt przesłodzona)... Ale przecież to nie mi oceniać! Ok, Teraz troszkę o Gotach, aby nie było, że napisałam, że są podobne, ale nie scharakteryzowałam żadnego z nich. Więc... Subkultura powstała (tak, to subkultura, podczas gdy P.G. to styl) w latach 70' tamtego wieku, początkowo związana z punkiem.
Charakterystyczne u gotów są:
gorsety,
krótkie, proste grzywki,
okulary przeciwsłoneczne ,,lennonki''
Czeń!!!TYLKO CZARNY!
Blada cera, często biała (podkłady)
mocny makijaż.
podstawowe wiadomości tutaj:
pl.wikipedia.org/wiki/Subkultura_gotycka
goci:

tumblr_mh4521ECpT1rkite0o1_500.jpg


images (2).jpg


atemlosv,black,dress,goth,pinup,sexy-a83ae84e295068c2b35c9ec7cfe08758_h.jpg


goth_loli_by_bluevadim-d5dewr4.jpg


goth.jpg

słodka wróżka! :d

goth (1).jpg

MANIEK!!! Co ty tu, cholera, robisz? Jesteś ćpunem, nie gotem!
GOTH_PORTRAIT_PRACTICE_by_JadensPhoenixOfLight.jpg





Dziękuję za wysłuchanie. Zdjęcia mam z googli grafika, co z tym idzie- nie posiadam ich. Jeżeli skorzystałam z twojego- przepraszam, i notabene- JESTEŚ SŁAWNA!
  • awatar Sakuja World: Śliczne Pastel-Goth Chibi :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

jamniczek-pl
 
  • awatar Hunter hope: właściwie to ciekawą mnie takie miejsca gdzie ponoć są duchy zimna temeratura otwierajace sie drzwi,okna ,meble latające :P albo jeszcze lepiej zobaczyć :D
  • awatar jamnick: @Hunter hope: bałabym się.
  • awatar Uśmiech traktorzysty3: Czy ta sarna ucieka od dziecka???
Pokaż wszystkie (8) ›
 

jamniczek-pl
 
Pokaż wszystkie (4) ›
 

okiodi
 
Właśnie.
Tak, jak w tytule. Zaczynam krótką serię o stylach/subkulturach, które powinny się wykluczać, które... hmmm, są sprzeczne ze swoją ideą.
Ciekawi? zaobserwujcie  mojego bloga, piszcie komy.... Bo ja wiem?
Po prostu pokażcie, że ktoś tu jest.
Aha, jeżeli znacie taki styl, koniecznie napiszcie.
Chętnie wdrożę się w temat i podam sporo informacji.
webcam-toy-foto59.jpg

Tak, to ja.
  • awatar wawrinka: super blog : * + zapraszam do mnie i do obserwacji
Pokaż wszystkie (1) ›
 

signatureofdeath
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Sprawiedliwy Świecie przyjdź.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

mateo199
 
Tak jak to często ze mną bywa mam humorki jak niejedna kobieta. Dziwne.Może to przez tą wrażliwosć, ale jebać to ! Po prostu życie musi leciec w przód, a my nie możemy patrzeć w tył .
Czyżby to oznaczało rozpoczęcie nowego rozdziału?
 

jamniczek-pl
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

jamniczek-pl
 

“Przed Photoshopem: już w XIX wieku powstawały portrety ludzi bez głów”



bezglowy1.jpg

bezglowy2.png


“Le Gray był - po części - innowatorem. Ale nie tylko on należy do grona fotografów, którzy regularnie poddawali swoje fotografie manipulacjom.”



bezglowy4.jpg

bezglowy5.jpg

bezglowy6.jpg


“Podobnie jest z autorami poniższych zdjęć pochodzących z epoki wiktoriańskiej. Ustalenie indywidualnych nazwisk nie było niestety możliwe, dlatego też wszystkie musimy wrzucić do 'jednego wora'.”



bezglowy8.jpg

bezglowy_10.jpg

bezglowy_11.jpg


www.swiatobrazu.pl/bez-photoshopa-juz-w-xix-wiek…
 

jamniczek-pl
 
Może komuś się przyda.

Od razu zaznaczam, że piszę z własnego doświadczenia, czyli czerpię wodę sitkiem.
Taka ze mnie stjułardesa by była jak z muchówki pieśniarka operowa, ale, jak to w necie bywa, "nie znam się to się wypowiem".

Krok nr 1: Stwierdzą, czy jesteś ładna.

Ładność sama w sobie jest pojęciem względnym.

No bo przypuśćmy, że "ładny" jest tylko mężczyzna posiadający niskie czoło, lekko zakrzywiony nos, piwne oczy, włosy wpadające odcieniem w jesienny brąz liści, zaczesane do tyłu i kilka włosów opadających na wspomniane czoło. Nie mierzący więcej niż 173 centymetrów. Wzrostu.

I tera kolejka do takiego a reszta idzie w odstawkę.

Nie ma sensu, nie?
Właśnie.

Ale powiedzmy, że stwierdzili, żeś ładna.
Pierwszy etap masz za sobą.
stew4.jpg



Krok 2: Włożą Cię zapewne do jakiejś kabury z tym, że o wiele, o wiele (czytaj: o wiele) większej niż ta, którą się przyczepia np. do paska od spodni i będą Tobą zamiatać w te i nazad.

Jeżeli uznasz, że odpowiada Ci stan, w którym jednocześnie chcesz zwymiotować i walnąć o najbliższą rzecz, na której możesz się zatrzymać, ale tego nie robisz to już jesteś bardzo blisko.
stew_wym.jpg



Krok 3: Musisz operować językami. Operę mamy za sobą (muchówka), nie o to chodzi. Nie chodzi też o operacje na cudzych językach. Nie masz być chirurgiem. Musisz nimi władać.

Kurczę, jeszcze lepiej. Władać czyimiś językami.

Chodzi o znajomość angielskiego, niemieckiego, polskiego też by się przydała... Z tego co widzę lepiej u nas czasem z angielskim niż z polskim. Co jest paranoją, ale może jakoś wybrniemy.

Przebrnęłaś? To już pracę masz w kieszeni.

Zzznaczy nie do końca.

stew3.jpg

Nie, żebym Cię zrażała bo to praca naprawdę (zapewne) fajna, ale trzeba się niekiedy z uśmiechem na twarzy użerać z klientelą. Bo klientela sobie zażyczyła coś tam. A Tobie się pomyliło i podałaś coś nie tam.

I draka.

Wstaje człowiek i wydziera paszczę, że nie dostał swoich krewetek albo drinka albo wody albo chusteczki bo się posmarkał albo toaleta była zajęta a Ty, ze wszystkich sił, musisz trzymać nerwy na wodzy.
mad.jpg


Czyli, że tak, podsumowując:

1. Ładna (jak już wspomniałam... jednym słowem są gusta i gusta, jak zezowata langusta).
2. Nie zwymiotujesz, nie padniesz na biust, będziesz ogarniać wszystko jak lornetka na pustyni.
3. Języki obce i swój ojczysty (przydatny, serio) również są wymagane.

Tak, że jeżeli planujesz być stewardessą mam nadzieję, że (do)pomogłam.

PS Jeżeli przyjdzie do mnie nagle Wena* i powie: "Cześć, podrzucam pomysł. Jak zostać kominiarzem/sprzedawcą w sklepie zoologicznym/zarządcą nieruchomości?" to wówczas postaram się jakoś pomóc każdemu.

*oczywiście z przymrużeniem oka. Coś mnie naszło i myślę, że to była właśnie Wena. Pod jej wpływem piszemy różne rzeczy. Ja napisałam to, co napisałam.

Szanujcie Wenę.

Podeszłam do tematu humorystycznie, ale muszę jeszcze raz napisać, na serio, z lekkim zagryzaniem zębów: szanujcie Wenę.
  • awatar Uśmiech traktorzysty3: Kiedys lecac do Polski z nudow zaczelam czytac "samolotowa" gazete. Bylo tam ogloszenie, ze szukaja stewardess, wymagania: ladna, szczupla, minimum 170cm wzrostu, znajomosc jezykow. Jedna z najbardziej szufladkujacych prac.
  • awatar heshers: Powiem ci, że nawet tak mi to ostatnio przeszło przez myśl... Ale ostatecznie zrezygnowałam, bo w końcu nie znoszę się zbyt często uśmiechać, nie mówiąc już o kilkugodzinnym paradowaniem na obcasach^^
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jamniczek-pl
 
Libra nie szczeka na psy.

Przechodzimy obok domów, których "pilnują" z reguły duże. Ale to bez znaczenia, duże, małe, kiedy zaczynają kłapać jadaczką to spodziewać by się można, że Libra w końcu też zacznie odpowiadać.

A Ona podchodzi do ogrodzenia, poznaje nowego psa i ani razu nie szczeknie. Wytrzymuje i po zapoznaniu odchodzimy. Choćby nie wiem, jak ten pies był natarczywy i agresywny (nie mam pojęcia, jakie są poza płotem i wolę nie wiedzieć) nie warknie nawet...

Wczoraj wyszłyśmy jak zwykle na spacer. Niedaleko mieszkają sąsiedzi z czarnym psiskiem. Tym samym, który zaatakował kiedyś ŚP. Pumbę.

Zwalałam wszystko na (nie)wychowanie psa przez tak zwanego opiekuna. Do wczoraj. Teraz nie wiem, co myśleć. Dlaczego?

Libra zobaczyła go z daleka i zaczęła szczekać. Ciągnęła mnie w jego stronę ujadając głośno.
Z daleka, to nie było nawet podejście do niego.

Gdy wróciłyśmy z długiego spaceru (spotkała kilka psów w tym jednego agresywnego, uderzyła się o kubeł na śmieci, na szczęście nic się nie stało) powiedziałam Mamie, że na jego widok dostała świra. Na pewno nie tymi słowami, nie pamiętam. Ale rozumiecie o co chodzi.

Na co Mama odparła to, o czym i ja myślałam: "Widocznie coś w/z nim jest."

Czy może być coś w psie, że nawet Libra, oddalona od niego, zaczyna szczekać?

Czy coś mu (a może to suka, nie wiem) robią w domu? Nie widać nic. Zadbany, bez śladów na ciele.

Psychiczne rany goją się gorzej niż fizyczne. Wiemy o tym wszyscy. Czasami towarzyszą do końca życia - ale tutaj musiałabym wejść w temat psychoanalizy, terapii, może zatem nie będę zapędzać się aż tak daleko.

Coś z tym psem...

Ale czy przez właściciela/li/opiekuna, czy ma w sobie... COŚ?
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Kurczę, może coś wyczuła? Ludzie też nieraz reagują agresywnie / lękliwie na widok nieznajomych. A co dopiero taki pies, obdarzony instynktem.
  • awatar jamnick: @Obiektyw-NIEJ: dla mnie to naprawdę dziwne, podejrzane, niepokojące.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jamniczek-pl
 
... okazało się, że A. wróciła z Warszawy.

Cieszę się.

Wybrałam dla Libry odpowiedni kaganiec (sprytny, nie będzie go mogła ściągnąć*, ale jednocześnie ma pełen komfort), oprócz tego zrobiłam zakupy dla Libry plus żarło dla Opaków za niemałą sumę i zaczęłyśmy rozmawiać. Z M. również, ale głównie z A.

Opowiedziałam, jaka jest sytuacja.

Dała mi wskazówki. Bardzo cenne wskazówki. Zaczęłam się stosować do nich już od dziś.

Myślałam, że Librze po tygodniu opadnie nieco ta energia, którą można by obdarzyć z dziewięć psów. A. powiedziała, że opadnie.
Za rok.
:>

Ja perwollę.

To młody pies, dzieciak właściwie. A ja myślałam, że 1,5 roku to taki wiek, że zaczyna się z dekka poważnieć. Nie, że jak dorosły, no co Wy!, ale też nie jak kilkumiesięczny szczeniak. A ja myślałam, że to po schronisku.

No to sobie pomyślałam.

A. sama miała/ma (?) psa, którego wzięła z ulicy. Sama miała z nim problemy i wie, jak jest.

Sytuacja, słuchajcie.

W jednej ręce smycz z Librą, która, jaka jest na zdjęciach zmyli każdego - zgadza się jedynie wygląd, ale przecież aparat i ekran przekłamują nieco kolory, w drugiej torba z ciężkimi zakupami.

I mamy wysiadać z tramwaju, a ta, oczywiście, dostaje swojego świra.

W głowie: "Dobrze. Tu pies, który jak wyrwie to świetnie będzie i gitara gra a ząbki na przystanku, torba ciężka i niewygodna, no, nie widzę jakoś tej wysiadki, niemniej trzeba się zdecydować. No."

Udało się.

Niepołamana i jeszcze z górnymi zębami (wiadomo, że i tak się pozbędę jedynek, których jeszcze - nie wiem) jestem z powrotem.

*jak się uprze to i ten ściągnie, chociaż naprawdę musi się postarać.

___

Wg tego przelicznika www.szarik.pl/news-104-wiek-psa---przeliczanie-w… Libra ma ok. 23 lat.

Chyba kogoś pomerdało, skoro jesteśmy w temacie psów.

Dziwne. Naprawdę dziwny przelicznik. 23 lata?!

Na innej stronie: "Jednym z nich, chyba najbardziej znanym jest ten gdzie na jeden rok lat przeżytych przez naszego psa przypadać miałyby cztery lata życia ludzkiego."
psy-pies.com/artykul/jak-dlugo-zyje-pies,165.html

Czyli 15 x 4 = 60. W wieku 15 lat pies ma zaledwie 60 lat ludzkich?

Coś mi się tu nie zgadza.
  • awatar IMA:): ja słyszałam,ze te pierwsze dwa lub trzy lata sie jakos inaczej liczy(chyba normalnie), natomiast kazdy kolejny rok x7
  • awatar IMA:): Mój pies kocha swój kaganiec :) Aa to dlatego, że za każdym razem jak go jej wkładaliśmy, to jednocześnie w środku czekał na nią smakołyk. Cieszyła się jak widziała, że kaganiec bierzemy do ręki :)
  • awatar jamnick: @IMA:): czyli jak dokładnie liczyć wiek psa? PS Ciekawe z tym kagańcem. W środku kagańca smakołyk? Nie wyleciał? Jakoś... Nie zrozumiałam dokładnie a jak wiesz, kiedy nie rozumiem z reguły pytam.
Pokaż wszystkie (9) ›
 

awersomememories
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

jamniczek-pl
 
  • awatar antybohaterka: ufiakowe;o
  • awatar jamnick: @antybohaterka: mi się tak nie skojarzyło. Najpierw z niemowlęciem. Po zastanowieniu bardzo małego człowieka. A później już sama nie wiem.
  • awatar Ajsi: Rączka z małej laleczki :P
Pokaż wszystkie (3) ›
 

inspiracjexd
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Oliwia Puacz:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

serduszkaa97
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
~ cloudmine.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

jamniczek-pl
 
Mama znalazła dość niedaleko gabinet, w którym pracuje chirurg stomatolog i przyjmuje na NFZ.

Szkoda, że nie nagrałam tej rozmowy. Nie wiem, czy bym miała jak. Nie przekażę jej w takim kształcie, w jakim przebiegała. W dodatku nie pamiętam dokładnie.

Do rzeczy.

Niepokojące było już to, że tak, jak u innych na wizytę czeka się minimum miesiąc (mowa o NFZ), ta chciała mnie od ręki przyjąć!

Dzwonię i mówię, co i jak.

Ja: (To i to i to).
Stomatolog: Mogę panią zapisać na piątek.
J: Wie Pani, ale mi jeszcze nie zeszła do końca opuchlizna.
S: To niech pani będzie u mnie, to zobaczymy, może trzeba naciąć, muszę zobaczyć, jak to wygląda.
J: Ale mowa o NFZ...
S: Tak, tak!
J: Proszę Pani, ale ja byłam u lekarza i...
S: Ale lekarz rodzinny to nie to samo.
J: Chodzę do stomatologa.
S: Stomatolog to nie to samo co chirurg proszę pani!
(W głowie: aha, stomatolog może zrobić leczenie kanałowe, ba, wyrwać zęba nawet może, ale nie mógłby mi naciąć dziąsła, no, logiczne.)
J: No, ale...
S: A pani jest z Wrocławia?
J: Tak.
S: No to daleko ma pani do Powstańców? (Z jakimś wyrzutem; w ogóle dziwnie mówiła).
J: Nie, nie mam daleko...
S: To proszę być u mnie do 19, to zobaczymy.
J: (Z rezygnacją) Dobrze, będę.

I tyle mnie widziała.

Do "swoich" poszłam.

Od ręki przyjęta.
Pani Stomatolog obejrzała mi paszczę, przepłukała siódemkę i ósemkę specjalnym środkiem, wyjaśniła, co i jak. Powiedziała, że jeżeli będę musiała czekać na wizytę do chirurga zębowego dłużej stan zapalny może powrócić, wtedy mam podejść, przepiszą antybiotyk, nie ma wyjścia, prywatnie to są naprawdę spore koszta.

Pytam się o niego, dziś miałam brać ostatni dzień. Stanęło na tym, żebym jeszcze do piątku brała.

Pytam się, czy nie można by naciąć by dać ujście ropie. Nie może naciąć, ponieważ nie ma miejsca, w którym mogłaby to zrobić (coś w rodzaju ropnia etc.)

Wszystko jak zawsze w miłej, spokojnej atmosferze, z uspokajaniem mnie. "Proszę się nie stresować", "Czy to boli?", "Jeszcze chwilkę".

“Ile płacę?" - "Nic pani nie płaci.”



...

Poszłam do Kakadu, chłopak przekazał mi pozdrowienia od A., która wyjechała do Warszawy (to miłe!), kupiłam Opakom żarło, wróciłam do domu i zanim pojechałam do Weta poprosiłam Mamę, by dzwoniła pod numer, który mi podał lekarz u "moich" stomatologów. Bo ja się dodzwonić przez prawie godzinę nie mogłam, wolne, wolne, wolne, nikt nie odbiera.

W czasie, gdy mnie nie było Mama znalazła inny numer, okazało się, że tamten nie był dokładnie do tej placówki, mają kilka.

Jestem zarejestrowana na 11 września, do tego czasu stan zapalny rzecz jasna może powrócić. Mama wyjaśniła pani, z którą rozmawiała, jak wygląda sytuacja, ta zaś powiedziała, by dzwonić w środę i w czwartek rano, może zwolni się miejsce, czasami pacjenci odwołują wizyty.

Oby się coś zwolniło jak najszybciej.

A zęby dają nieco znać o sobie, ale to dlatego, że wzięłam piłę i cięłam żywopłot. Najwyższy czas. I z ogrodem nieco porządku zrobiłam.
Wszystko z Mamy pomocą.

__

Wiele osób mówi: "dentyści sadyści".

Ja na szczęście trafiam z reguły na bardzo dobrych.
Ciekawe, czy gdybym jednak pojechała do tej pani (Mama nazwała ją, bodaj, "pasjonatką" ;> ) nie skończyłoby się podobnie:
  • awatar Uśmiech traktorzysty3: Tez bym nie poszla, widac, ze naciagac chciala.
  • awatar jamnick: @Uśmiech traktorzysty3: Jak najbardziej. Musi być kiepska, skoro chciała już, zaraz, natychmiast mnie mieć w fotelu. Niestety na ich stronie nie widnieje nazwisko tej pani chirurg. A z chęcią bym poczytała, jakie zdanie na jej temat mają np. na znanylekarz.pl
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jamniczek-pl
 
  • awatar Lunatyk: muza zapewne ;)
  • awatar jamnick: @Louve: Chyba ta głowa, ale nie on. No kurcze, nie przystaje do żadnych kanonów piękna, ale nie można mu odmówić magnetyzmu. Jak to jest? Lunatyk: któż to wie...
  • awatar jamnick: @Louve: No przecież wiem. Ale tak sobie napisałam. Dla upewnienia się. Kto Cię tam wie... ;)
Pokaż wszystkie (9) ›
 

jamniczek-pl
 
Absyntowa (Nibypracownia), piszesz:

“Lubienie nie przekłada się na lajkowanie, odwrotnie też nie.”



Być może źle to ujęłam. To nie musi być nawet lubienie. Osoba wytwarza wokół siebie swoistą "aurę", ludzie "lajkują" posty tej osoby z rozpędu, co by w nich nie było.

Przeglądam sobie pingera...

Zaś ze mną jest tak, że jestem osobą trudną. Może mam negatywną "aurę". Może bywam za szczera. Nie przyciągam do siebie ludzi w necie, zrażam czasem zachowaniem, można nabrać do mnie dystansu i nie chcieć lajkować tego, co wstawiam, piszę.

Takie mam nieodparte wrażenie.

“Poza tym chodzi nawet nie o lubienie/lajkowanie osoby, ale tematyki, wykonania - wiadomo, że poza lubieniem/lajkowaniem osoby jest też pewne zamiłowanie do czegoś, ogólne, masowe, stadne (...)”



Widziałam złe wykonania z danej tematyki na tumblerze z całą masą polubień i rebloggów i dobre z tej samej tematyki z o wiele mniejszą.
Tego w ogóle nie jestem w stanie zrozumieć.

Są osoby na tumblerze, które by nawet mogły zdjęcie kociej kupy wstawić i z przyczyn dla mnie kompletnie niezrozumiałych od razu do lubienia i reblogów, tego samego dnia, ba, po dwóch godzinach, rzuci się minimum 100 osób.

To wszystko jest dziwne, pokręcone.
Dobra, raz a dobrze i koniec. Cytat z http://jamniczek-pl.pinger.pl

Dodaję wpisy tutaj, rzadko kiedy więcej niż 5-8 osób je lubi. Siedzę nad gifami dodawanymi na tumblr'a - rzadko kiedy

  • awatar jamnick: @Nauczycielka na wakacjach: Wiem, że za bardzo. No, ale kurczę, taka jestem. Nie będę udawać, że jestem... właśnie, jestem sobą.
  • awatar Absyntowa (Nibypraco: Kwestie popularności w necie to raczej skomplikowane sprawy. Naprawdę nie ma sensu poświęcać temu aż takiej uwagi. Na tyle na ile kojarzę tumblr(a?) - ciężko mi sobie wyobrazić, by ktoś tam kogoś odbierał na tyle osobiście, by można było mówić o tym, że jest się trudnym... Co innego może pinger, tu relacje są bardzo, jakby to ująć, konfrontacyjne? :D Ogólnie, kurna, Jamnik, net to net, nie można tak całkiem poważnie tego traktować. Dam zdjęcie swej mordy i polubią to trzy osoby, ktoś inny da zdjęcie swej facjaty i polubi dwadzieścia. I co mam się pociąć? :D Jakbym tak na to patrzyła, to wydawałabym się sobie strasznie szpetna, bo ludzie lajkują zdjęcia osób, które moim zdaniem, nie są specjalnie atrakcyjne, więc wychodzi na to, że... No, właśnie na co? A jeśli zamiast durnej słitfoty w zakres rozkminy wchodzi jakaś rzecz poważna, wygłup intelektualny, srogie przemyślenia i zauważę, że głupie teksty są lajkowane, a moje nie? Zgłupieć można albo przynajmniej się ogłuszyć :D
  • awatar Absyntowa (Nibypraco: @jamnick: Swoją drogą, serio tak myślę: możesz być sobą nie poświęcając tyle uwagi czemuś co nie jest jej warte. Masz olej w głowie na fajniejsze rzeczy niż zastanawianie się nad tym kto Cię lubi, a kto nie (bo od samego zastanawiania się fani/loversi/lajkersi Ci nie przyrosną) ;)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

jamniczek-pl
 
Rozmawiamy z Przyjaciółką o Karolinie Korwin-Piotrowskiej.

I wiecie co?

Ja cały czas: Karolina Korwin-Mikke.
To nie żart.
Nie wiem, skąd to.
Naprawdę nie wiem, post nens mi o tym przypomniał.

I w pewnym momencie rozmowy szło tak:

G: - Ale mam nadzieję, że ona nie jest z nim spokrewniona?
J: - Nieee, na całe szczęście.
G: - Ufff... on to jest...
J: - No wariat, ma poprzestawiane.

Skąd mi się to wzięło?!

___

I dlaczego nie widzę repostowanego wpisu?

I dlacze...

W ogóle coś jest znów nie tak. Kurdebele.
  • awatar nens: nie dziwię się! też mi się zawsze ze sobą kojarzyli ;) oboje nieco pokręceni, ale jednak pan Janusz w bardzo niewłaściwy (przynajmniej według mnie) sposób.
  • awatar jamnick: @nens: Pełna zgoda.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów