Wpisy oznaczone tagiem "opowiadanie" (1000)  

sayorinekomori
 
„Moja Mery Lu,
Nie pisałem do Ciebie już dłuższy czas. Ty też przestałaś, jakieś siedemnaście lat temu. Ah, jak ten czas szybko leci.
Znowu siedzę przy parapecie pisząc do Ciebie list, którego i tak nie wyślę. Lipy szumią tak samo, jak poprzednim razem. Co jakiś czas robię sobie przerwę, aby pozbierać myśli i napić się czarnej herbaty. Jednak nie smakuje tak samo, jak gdybyś Ty ją parzyła. Wychodzi albo za mocna, albo za słaba. Twoja była idealna. Cała byłaś idealna. Nie, jestem pewien, że nadal taka jesteś.
Moja Mery Lu, czemu odeszłaś? Ja ciągle na Ciebie czekam. Piszę listy, gram, śpiewam, wszystko, co robię jest dla Ciebie. Nie słyszysz tego? Nie czujesz? Gdzie się podzialiśmy? W którym momencie puściłaś moją dłoń? Nie zauważyłem tego momentu. Proszę, odezwij się do mnie. Proszę. Wybaczę Ci. Wybaczę Ci wszystko i sam będę błagał o wybaczenie, tylko wróć. Wróć do domu, do mnie, do nas.
Kilka dni temu wracając ze sklepu zaczepiła mnie jakaś cyganka. Chciała za pomocą tarota przepowiedzieć mi przyszłość. Odmówiłem, mimo że miał być za darmo, jako pierwszy raz. Odmówiłem. Nie potrzebuję kart, aby wiedzieć, że nie mogę bez Ciebie żyć. Jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś moim światem. Duszę się. Duszę się, bo ty jesteś moim powietrzem, ale Ciebie tu nie ma. Więc gdzie teraz jesteś? Czemu nie przy mnie?
Cały czas mam jakieś omamy. Ciągle mam wrażenie, że słyszę Twój głos, który szepcze mi do ucha, że mnie kochasz Czuję Twój dotyk, który rozpalał całe moje ciało. Czuję zapach Twoich perfum. Uwodzący, kuszący zapach. Bywają takie dni, gdy siedząc przy biurku i pisząc kolejny poemat o twoim pięknie nagle go czuję. Subtelny aromat, który zawsze Cię otaczał opanowuje mój umysł, dzięki czemu przybywa mi natchnienia. O moja weno! Moje Słońce, moja ukochana, moja Beatrycze, moja Oleńko, moja Mery Lu! Pamięć o Tobie daje mi sił do dalszej pracy. To dzięki Tobie moje małe marzenie się spełniło. Wszystko, co stworzyłem było pisane z myślą o Tobie, było pisane o Tobie i o mojej miłości do Ciebie. Wszystko co chciałem Ci powiedzieć, ale nie zdążyłem, zapisałem na kartach moich książek, tomików, listów, piosenek. To wszystko pisałem o aniele, który spadł z nieba i stanął na mojej drodze. O aniele, którego ciało odbierało dech w piersiach. O aniele o głębokich oczach, miękkich włosach, cudownym uśmiechu...
Czasem napada mnie myśl, że jesteś aniołem bez sumienia. Przybyłaś, wtargnęłaś w moje życie i zniknęłaś... Według mitologii na początku był chaos. Ja uważam, że to Ty byłaś przed nim i go wywołałaś. Czy pojawisz się również, gdy świat będzie u swego kresu? O aniele, czy potrafisz pojąć ogrom mojej miłości do Ciebie?
Moje wspomnienia Ci nie wystarczają. Nawiedzasz mnie nawet w snach. Opanowałaś całe moje życie, mój umysł, moje istnienie. Od dłuższego czasu, co noc śni mi się ten sam sen. Widzę Cię, jak śpisz na wielkim białym łożu. Stoję przy ścianie i patrzę na Twoje piękne oblicze. Lata dobrze Ci służą, jesteś jeszcze wspanialsza niż, jako młódka, która dopiero weszła w dorosłość. Chcę do Ciebie podejść, ale nie mogę. Jakby oddzielała mnie od Ciebie szklana ściana. I nagle drzwi się otwierają i do Twojej sypialni wchodzi mężczyzna ubrany tylko w spodnie dresowe. Nie widzę jego twarzy, ale wiem, że to nie jestem ja. Krzyczę, ale mój głos nie przenika przez ten niewidzialny mur. Walę pięściami, gdy on podchodzi do Ciebie i opierając się o łóżko nachyla się nad Tobą i budzi Cię pocałunkiem. Mrugasz oczami i podnosisz się przeciągając niczym kotka, aby później uwiesić się na jego szyi i oddać pocałunek. Krzyczę, walę i płaczę widząc, jak on pomaga Ci się ubrać. On, nie ja! I tak budzę się każdej nocy z krzykiem, zalany potem i łzami. Długo nie mogę się uspokoić. Muszę wypić czarną herbatę nim ponownie uda mi się zasnąć, ale najczęściej już nie wracam do łóżka. Siadam przy biurku, zapalam lampkę i sięgam po kieszonkowy kalendarz. Uśmiecham się nostalgicznie, gdy przypominam sobie swój terminarz z okresu, gdy jeszcze byłaś przy mnie. Każdy dzień był zapisany, niektóre zapisywałaś Ty dając mi do zrozumienia, że ten termin jest zarezerwowany tylko i wyłącznie dla Ciebie. Odpowiadało mi to, byłem szczęśliwy, gdy to robiłaś. Teraz jest prawie pusty. Zaznaczone są tylko deadline'y i sporadyczne wizyty u matki.
Widzisz, jak wygląda moje życie bez Ciebie? Nadal wierzę, że wrócisz. Pewnie uważasz, że to głupie, wręcz żałosne. Ale ludzie nie wyjeżdżają tak bez słowa i nie urywają kontaktu. Ty taka nie jesteś. Prawda? Jesteś moim powietrzem, wodą na pustyni, asteroidą i boginią łez! Jesteś moją Alfą i Omegą! Górą, co mnie chroni, ciepłym wiatrem, co ogrzewa. Jesteś wiarą i nadzieją... Jesteś....
Nie mogłaś tak łatwo o mnie zapomnieć. Nie mogłabyś być tak okrutna. Nie ty... Moje Słońce, moja ukochana, moja Beatrycze, moja Oleńko, moja Mery Lu... Tak bardzo pragnę znów Cię ujrzeć, znów dotknąć, znów zasypiać i budzić się przy Tobie... Moja jedyna...
Ten list już dobiega końca. Położę się, jest już późno. Nadal mam nadzieję, że to tylko sen i, że gdy tylko się obudzę Ty będziesz w moich objęciach czekać, aż obudzę się pocałunkiem. Może znów mi się przyśnisz? Tylko proszę, tym razem przyjdź sama.
Dobranoc, moja Mery Lu,
Na zawsze Twój, Vincent”

49d311534c7221fce95a202f9ba35216.jpg


Witajcie Robaczki!! :* Jeśli jest tu ktoś, kto jeszcze czeka to jest mi niezmiernie miło i przykro jednocześnie. Miło, bo ktoś czekał, a przykro, że JA kazałam tyle czekać.
Więc najpierw! Jest to kolejna część listów Vincenta. Wreszcie miałam odpowiedni nastrój, aby to napisać i myślę, że niedługo może się pojawić i trzecia (ostatnia) część tej króciutkiej serii. Jak widzicie doskonale, Vincent został artystą i ten list napisał w wieku 39 lat. Biedny Vincent, nie może ruszyć dalej :( Nadzieja matką głupich, a ona kocha swoje dzieci...
Dobra, "po-rozdziałowa" gadka zakończona, myślę, że tyle wam wystarczy, jak nie to piszcie, jak nie gryzę ;)
Lecimy dalej!
Co będę ściemniać, zaniedbałam swoje "pisarstwo" i to mocno. Straciłam kompletnie chęci i motywację, aby zasiąść i zacząć coś pisać. Jednak to nie znaczy, że przestałam nad tym myśleć, o nieee... Jednak pewnie wiecie, jak to jest: macie pomysł, wydaje wam się, że jest mega i super i w ogóle miód malina i polędwiczki, ale gdy już to zaczęliście pisać, zaczynacie mieć poczucie, że to gówno, przewidywalne, nieciekawe, typowe... Mam tak z "Nie zapomnij" i do tej pory nic z tego nie tknęłam :( Chciałabym ruszyć z tym dalej, nie chciałabym tego kończyć, bo to było tylko chwilowe zauroczenie pomysłem... Lorina zasługuje na dokończenie swojej historii.
Czy to jest mój wielki powrót?? Niczego nie obiecuję, ale chcę do tego wrócić, bo pisanie to coś, co naprawdę lubię robić, lubię czasem zatracić się w świecie, który tworzę, a sądzę, że w tym okresie, który teraz przechodzę będzie to wręcz zbawienne.
Mam małą prośbę. Jeśli chciało Ci się czytać te odautorskie ględy to proszę zostaw komentarz albo jakiś znak, że ktoś tu był, przeczytał, opinia też może być, nie pogardzę ;*
No dobrze, nie przedłużając już...
Do następnego i miłego dnia/dobranoc Robaczki ;*
  • awatar gość: Ło aleś ty tu karyniła szok, niedowierzanie WSTYD i beka. Kiedy ty wreszcie co zmądrzejesz?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

samotnajow
 


Nie ma ich. Zmęczyli się i wyszli. Ocieram łzy. Cały rękaw mojej bluzy jest czerwony od krwi. Nos. Czemu jestem taka kurwa, słaba. Cały czas płaczę. W dodatku czuję, że wyzywanie ich mnie niszczy. Psuje coś od środka. Jakby zabiera mi moją osobowość. Zniżam się do ich poziomu. Jednak nie jest ważne, czy coś mówię czy milczę i tak mnie katują. Tylko dlaczego to robią? Wychodzę ostrożnie z mojego pokoju. Słyszę jak Ludwiczek bawi się zabawkami. Tak, niczego nieświadome dziecko. Lepiej żeby tak zostało. Uchylam drzwi do jego pokoju. Siedzi wśród klocków. Jest taki mały i bezbronny. Co za piękny widok. Kolejna łza upada na podłogę. Nie widzi mnie jest zajęty zabawą. I dobrze. Zamykam drzwi do jego pokoju. Odwracam się, na korytarzu panuje pustka i ciemność. Nagle pojawia się na końcu korytarza jakaś postać. Po posturze poznaję, że to ojciec. Idzie w moją stronę. O Boże, O Boże. Zasłaniam rękoma głowę. Nagle świat zatrzymuje się. Czuję się jakby ktoś nagrywał film w zwolnionym tempie. Jest mi niedobrze. Bardzo się boję. Czuję, że ledwo trzymam się na nogach. Opieram się plecami o ścianę, ojciec jest już prawie na przeciwko mnie. Aż siadam na podłodze. Panicznie się boję. Patrzę na niego, nie zwraca na mnie uwagi przechodzi obok mnie i idzie do swojej sypialni jakbym nie istniała. Uf, co za ulga. Czuję że będę wymiotować. Wbiegam do łazienki. Zatrzaskuję drzwi i wymiotuję wodą i czymś żółtym... Podnoszę się znad muszli i patrzę w lustro. Moja twarz nie wygląda bardzo źle. Z nosa sączy się tylko mała stróżka krwi a wokół oczu powstały wybroczyny od wymiotowania. Prawa połowa głowy bardzo boli. Nie mam jednak siniaków na twarzy to dobrze. Myję twarz. Dotykam nosa. Ała. Słyszę chrupanie kości. Nos rusza mi się w każdą stronę. O Boże. Znowu mi niedobrze. Ustawiam nos w miarę prosto. Nie czuję nadgarstków. Będę miała siniaki. Zapewne na brzuchu, żebrach i nogach też. Boli mnie pierś. Bardzo oberwałam. Zamykam oczy. Tak bardzo bym chciała żeby, ktoś mnie stąd zabrał. Nagle słyszę, że matka gdzieś dzwoni. Uchylam drzwi do łazienki..

- Marta? Jak dobrze Cię słyszeć- mówi moja matka do słuchawki, zapewne- tak znowu ona- przerywa na chwilę- mamy takie z nią same problemy- znowu przerwa słyszę jak matka zanosi się od płaczu- tak, Jowitka uciekła a jak wróciła zwyzywała mnie od kurw a ojca nazwała hujem, mówię Ci Marta nie mam już siły do tego dziecka- cisza, przerywana chlipaniem matki- tak, tak, dziękuję Ci że jesteś, jeszcze, o Boże, jeszcze Marta nie uwierzyłabyś, kopała nas i biła, musieliśmy się bronić o Boże Marta ja tego nie przeżyję- cisza- tak dobrze, przyjedź na kawę potrzebuję cię- i nastaje długa cisza chyba skończyły rozmawiać.

Marta to przyjaciółka mojej matki. Od czasów szkoły. Powiernica sekretów. Słyszę kroki na górę. Wychodzę na korytarz i szybko kieruję się do swojego pokoju. Matka krzyczy do mnie.

-Tylko wyjdź szmato ze swojego pokoju i coś powiedz to tak Cię zajebiemy z ojcem, że już nie wstaniesz!

-Dokładnie! Kurwo jebana- słyszę głos ojca z sypialni

Odwracam się i chwytam za klamkę od pokoju. Matka szarpie mnie za ramię. -Słyszałaś?! Czy Kurwa nie? Mamy Ci powtórzyć - drze się do mnie- odpowiedz bo zawołam ojca

- A to wołaj- co ja kurwa mówię..

- Co ta kurwa chce powtórki- śmieje się ojciec- nie słyszysz o co pyta Cię mamusia?

-Słyszę

Uderzenie z pięści w głowę. Znowu tępy ból.

-To co kurwa nie odpowiadasz?

- T..tak

- Co tak ?- okłada mnie pięściami, leżę na podłodze w korytarzu pod nim.

- Nie wyjdę z pokoju, nie wyjdę, nie wyjdę - krzyczę przez łzy

-Super - i jeszcze mi poprawia- Nie mogłaś tak od razu? Nie byłoby potrzeby Cię bić- podnosi mnie za ciuchy do góry i rzuca do pokoju- no nie wyłaź, zresztą i tak nikt Ci nie uwierzy!


Kiedy drzwi z hukiem za mną się zamykają, podnoszę się z ziemi. Zdejmuję bluzę i wycieram nią sączącą się krew z nosa. I tak jest cała brudna. Szukam w torbie szczotki i czeszę stargane włosy. Patrzę na szczotkę z niedowierzaniem. Cała jest w moich włosach. Jak to? Przeczesuję włosy ręką. Pomiędzy palcami zostaje mi garść lśniących czarnych włosów. O rany. Aż zakręciło mi się w głowie. Rezygnuję z dalszego czesania. Wyciągam z szafki różową polarową pidżamę w renifery i ją zakładam. Nie zdejmuję stanika ani majtek. Pod obszerną pidżamową bluzę zakładam podkoszulkę na ramiączka, a pod spodnie spodenki na wf. Muszę być zawsze gotowa na bicie. Nigdy nie wiadomo kiedy przyjdą. Czasem potrafią przyjść w środku nocy i bić za to, że znaleźli brudną szklankę albo nieposkładane pranie, o którym zapomniałam. Muszę  być w pełnym ubraniu. Bo podczas szarpania kiedy nie mam stanika biją mnie po piersiach a czasami zdarza się im podrzeć na mnie bluzkę. Nie mogę się wtedy bronić bo zbyt bardzo jestem upokorzona i zajmuję się zasłanianiem nagich piersi. To moja pierwsza zasada. Nigdy nie rozbierać się do spania.

Znalazłam telefon.

Oooo kilka smsów. Uśmiecham się przez łzy. Czuję kłucie w sercu. Nie wiem czy jest ono przyjemne czy nie.

Sms od Sławek:

“ Cześć kochanie, co porabiasz?”



“Kochanie? Czemu się nie odzywasz? Tęsknię!”



“Chodzi o to, że nie odebrałem telefonu? Naprawdę nie mogłem miałem matematykę, muszę zdać maturę. Nie bądź egoistką!”



“Dobra jak chcesz! Nie odzywaj się jak chcesz. Wieczny foch jak zawsze.”



Ok... super, czuję pieczenie pod powiekami, tak bardzo nie mam siły się tłumaczyć... Łzy napływają mi do oczu. O Boże. Jestem taka samotna. Odpisuję. Tak bym chciała napisać co się stało u mnie w domu. Ale i tak nikt mi nie uwierzy. Rodzice mają rację , jestem nikim i nikt mi nie uwierzy. Jeszcze Sławek się na mnie obraził...

“ Kochanie... przepraszam, że nie odpisywałam nie mogłam, naprawdę.. byłam zajęta, uczyłam się”



Czuję gulę w gardle. Klikam "wyślij".

Następna wiadomość od "Steryd". Kochany Rafałek. Aż mi się ciepło na sercu robi kiedy o nim myślę. Poduszka jest mokra od łez. Przekręcam ją na drugą stronę.

“Hejo księżniczko. Co tam słychać?”



“ Nie ucz się tyle bo Cię zjedzą motyle”



“ Za mądra będziesz”



Ta. Na pewno. Och Rafi gdybyś wiedział. Odpisuję:

“ Hej, troszkę tylko się uczyłam się idę spać. Do zobaczenia jutro w szkole;)”



I jeszcze jeden sms od numeru 535382722 . Nie znam takiego numeru...

Odczytuję..

“ Witaj Dziewczyno W Deszczu:). Uprzedzając Twoje pytanie numer mam od pewnej osoby jednak nie powiem Ci od kogo. To tajemnica. Chciałem życzyć Ci miłego wieczoru, i przesyłam buziaka na dobranoc:*”



Moje serce bije jak szalone. To Aleks. Dziewczyna w deszczu? W sumie trafne określenie. Całe moje życie jest jak deszczowy dzień. Zaskoczył mnie jego styl pisania. Niesamowite. A może go idealizuję? Tylko czemu? Nakrywam się kołdrą na głowę.

Odpisuję:

“ Dobranoc :)



Co ja robię, przecież mam chłopaka. To już chyba flirt. Jestem beznadziejna. Jestem beznadziejną córką, skoro nie kochają mnie rodzice. Jestem beznadziejną dziewczyną. Całe moje życie jest beznadziejne. Otwieram książkę do biologii i zaczynam czytać:

“Pierścienice są zwierzętami bezkręgowymi, ich ciało ma wydłużony kształt i składa się z pierścieni...”


  • awatar gość: co to za straszne pierdolety? :(
  • awatar SamotnaJow: Straszne ale prawdziwe
Pokaż wszystkie (2) ›
 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

samotnajow
 
Nie chciałam wracać do szatni i znów męczyć się z tą moją szafką. Wybiegłam ze szkoły prosto na deszcz. Pogoda idealnie odwzorowująca mój humor. Cofnęłam się do ganku liceum najlepszego w mieście, wzdrygając się lekko. Wyjęłam z kieszeni telefon. I szybko wystukałam numer do mojego chłopaka.
-Sławek? Przyjedź po mnie proszę szybko błagam...- powiedziałam gdy tylko usłyszałam że odebrał nie dając mu dojść do słowa.
-Jowitko.. uhmm... -przerwał mi- Przecież wiesz, że mam teraz lekcje. Nie mogę naprawde... Przepraszam Kochanie- szepnął i rozłączył naszą rozmowę. Przez chwilę patrzyłam tępo w ciemny ekran telefonu. Po prostu cudownie. Syknęłam z bólem.
Nie chciałam do niego dzwonić ponownie. Opowiadanie o tym w jakim stanie jestem i o tym co się działo w moim domu było ponad moje siły. Tym bardziej, że przecież nie miał czasu na rozmowę. Miał lekcję. Rozumiem. Mimo to poczułam się bardzo samotnie. Zawsze sama zawsze Samotna. Bałam się, że jeśli mu powiem o wszystkim odwróci się ode mnie, albo, że mi nie uwierzy w to jak jestem traktowana w domu. Zdrowi normalni ludzie nie wierzą w to, że zło dzieje się za ich drzwiami, że zła doświadczają sąsiedzi i bliskie im osoby... Wolą od tego uciekać wolą nie wiedzieć, wolą nie słuchać, wolą nic nie widzieć. Za to co zrobiłam na teście z chemii też raczej mnie nie pochwali. Zresztą to nie jest przecież rozmowa na telefon. Jowita ogarnij się.

Sławek jest moim chłopakiem więc czemu do cholery nie mogłam opowiedzieć mu o swoich problemach ? Nie wiem. Blokada. To takie cholernie trudne ... Mówić o takich rzeczach nawet jeśli się komuś ufa najbardziej na świecie. Obejrzałam się za siebie. Nie.. do szkoły nie chcę wracać. Moje myśli skupiły się na Sławku. Czemu ja w ogóle z nim jestem? Poznaliśmy się na dyskotece. Wszystkie moje koleżanki się nim zachwycały. Jest bardzo miłym chłopakiem. Fajnie nam się spędza czas. Jesteśmy w sumie już pół roku razem... Kogoś takiego właśnie potrzebowałam, normalnego spokojnego. Odskoczni od tego syfu który mam w domu. Cały czas mówi mi, że myśli o mnie poważnie.. Tego chciałam. Najlepiej gdyby mi się oświadczył i zabrał mnie z tego piekła. Przedstawił mnie już całej swojej rodzinie. Wiem, że mogę na niego liczyć. Nie interesują go imprezy i koledzy wiem, że w jego życiu ważna jestem tylko ja.

Deszcz jakby zmalał. Zaczęłam iść przed siebie nie zważając na to, że krople zimnej wody zmywają mi makijaż i moczą starannie ułożone włosy. Wszystko dookoła było szaro-bure i idealnie komponowało się z moim nastrojem. Odgarnełam z twarzy mokre włosy z którymi usilnie walczyłam i zaczesałam je do tyłu dlonią.Westchnęłam głęboko patrząc w brzydkie tego dnia szare niebo. Nagle odbiłam się od czyjejś kurtki.
-Przepraszam- burnęłam, spuszczając głowę w dół. Nie miałam ochoty na konfrontację z nikim w takim stanie. Chciałam wyminąć osobę na którą wpadłam jak najszybciej i iść dalej bez celu, byle tylko się nie zatrzymywać. Najlepiej biec przed siebie choć dziwnie by to wyglądało.. Nie było mi to jednak dane. Osoba z którą się zderzyłam zagrodziła mi drogę.
- Przepraszam ...- usłyszałam męski głos - Jesteś Jowita?- tak to ja we własnej osobie pomyślałam, mistrzyni spieprzonego życia , człowiek porażka a ty czego chcesz ode mnie - zamiast tego podnosząc wzrok i patrząc jednym okiem na chłopaka stojącego przede mną powiedziałam pewnie:
- Ta.. k..- i aż się zajaknełam. Przede mną stał chłopak na oko w moim wieku może ciut starszy, wysoki, dobrze zbudowany, jego ciemnoblond włosy sterczały w formie loków na czubku głowy boki miał wygolone a oczy? Nigdy nie widziałam tak pięknego koloru oczu..
- Jestem Aleks, chyba zapomniałaś parasola.. chętnie zaproponuję Ci swoje towarzystwo, no i ochronę przed deszczem- uśmiechnał się najpiękniejszym uśmiechem jaki w życiu widziałam...
-Co tak stoisz? Chyba nie chcesz zmoknąć ? - Przywrócił mnie tymi słowami do świata realu.
- W sumie masz rację - otrząsnęłam się z tego dziwnego stanu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak dziwnie szybko bije mi serce na widok tego nieznajomego, że przez cały ten czas miałam otwarte usta i że z pewnością wyglądam fatalnie taka przemoczona. Zamknęłam szybko usta, nieznajomy, a właściwie Aleks, wyminął mnie zgrabnie i umieścił moją dłoń pod swoim ramieniem. Ten gest sprawił, że moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. W jego dotyku było coś niesamowitego. Ciepło rozlało się po moim całym ciele a żołądek wykręcił kilka koziołków.
- Masz piękne oczy Jowito, podobno oczy są zwierciadłem duszy- powiedział lustrując moją twarz swoim spojrzeniem- podobno najpiękniejsze oczy są własnością najszlachetniejszych osób- powiedział i obdarzył mnie uśmiechem.

Przez deszczowe niebo przedarł się promień słońca i oświetlił nam drogę. Nie wiem czemu jego głos tak mnie zahipnotyzował. Miałam wrażenie, że gdyby powiedział, chodźmy na koniec świata ja poszłabym za nim. Kim on był. Czemu tak na mnie działał? Jedyne co chciałam czuć w tym momencie to ciepło jego ramienia...
  • awatar W Życiu o Życiu: przeczytałem w całości. Czy jeśli był by brzydki a zaoferował Ci pomoc też byś z nim rozmawiała?
  • awatar SamotnaJow: Aleks jest prawdziwą postacią. Piękno to rzecz bardzo subiektywna. Jednym podobają się chudzi innym umięśnieni. Aleks oprócz walorów fizycznych był też bardzo ciekawym człowiekiem :)
  • awatar W Życiu o Życiu: @SamotnaJow: czy dobrze pamiętasz w co był wtedy ubrany?
Pokaż wszystkie (3) ›
 

samotnajow
 
Uderzyłam nogą w szafkę z całej siły. Znowu zapomniałam kluczyka. Tak szybko wychodziłam z domu, że zostawiłam go na stole u mnie w pokoju... Kopnęłam szafkę ze złością, jeszcze raz z całej siły, zamek odskoczył i wreszcie się otworzyła z okropnym i głośnym skrzypnięciem zardzewiałych zawiasów.

-Noo! - Zawołałam z triumfalnym okrzykiem
-Hej Jowita! Boooże....
Podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
-O hej Steryd co tam? - Odwróciłam się w jego stronę. Rafał miał taką ksywę odkąd pamiętam. W sumie nie ma się czemu dziwić. Jest bardzo umięśniony. Ćwiczy codziennie na siłowni. Kiedy ktoś go spyta mówi, że nie bierze sterydów, ale aż ciężko uwierzyć, że mówi prawdę. Serio. Nie wiem czy mu wierzę. Nie dość, że jest wysoki to jeszcze te szerokie barki i wytrenowane mięśnie. W szkole nikt mu nie wchodzi w drogę. Sama aż mam dreszcze kiedy patrzę na jego posturę. W dodatku jest przystojny. Bardzo przystojny. Wszystkie dziewczyny sikają w majtki na jego widok. Czemu wybrał na przyjaciółkę akurat mnie? We mnie nie ma nic ciekawego. Jego błękitne oczy, patrzą na mnie z niedowierzaniem. Skrzywiłam się myśląc o tym jak beznadziejnie musiałam wyglądać.

- Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra! -odpowiada śmiejąc się, w sumie zanosząc się od śmiechu i oczywiście teatralnie łapiąc się za brzuch- O matko- ociera udawane łzy rozbawienia.
-Miałam po prostu zły dzień ok?- rzucam i uciekam wzrokiem, z krzywym wymuszonym uśmiechem, poprawiam rękaw szarej bluzy chcąc ukryć siniak i zdejmuję buty opierając się o ścianę.

Mam nadzieję, że nikt nie przykleił do tej ściany gumy, w moim liceum to standard a ja mam takiego pecha, że zawsze albo wdepnę w jakieś gówno, albo usiądę na gumie i potem przez pół dnia paraduję z gumą na dupie po szkole, bo moje życzliwe koleż...

Mam nadzieję, że nikt nie przykleił do tej ściany gumy, w moim liceum to standard a ja mam takiego pecha, że zawsze albo wdepnę w jakieś gówno, albo usiądę na gumie i potem przez pół dnia paraduję z gumą na dupie po szkole, bo moje życzliwe koleżanki oczywiście nie zwrócą mi na to uwagi.
-Zły dzień?- prychnął- Bejbe jest 7:30, wow...- i dalej na mnie patrzy, zabawnie unosząc jedną brew i kiwając głową z politowaniem.
Co mam mu powiedzieć, że mam popieprzonych starych? Że moja matka wczoraj wróciła z nocnej zmiany, weszła do pokoju Ludwika i zobaczyła porozrzucane kredki i o 3 w nocy zerwała mnie z łóżka ciągnąc za włosy po dywanie. Następnie kazała wyciągnąć odkurzacz i poodkurzać całe piętro w domu za karę, że nie zrobiłam tego wcześniej? Co mam Ci powiedzieć, myślę zakładając moje brązowe brzydkie adidasy, że ojciec tak mnie wtedy pobił, że aż rozerwał na mnie podkoszulkę? Że nie mogę zrozumieć czemu moi rodzice tak mnie nienawidzą? Że każdy powód by mnie uderzyć jest dobry? Że chciałabym ze sobą skończyć albo zacząć się ciąć by mi ulżyło. Ale nie zrobię tego bo wiem, że moja ofiara poszłaby na marne a cięć i tak nikt by nie zauważył, a nawet jeśli to albo bili by mnie mocniej i bardziej zastraszali albo wyśmiewali i opowiedzieli wszystkim dookoła, że jestem psychicznie chora. Nie spałam normalnie od kilku dni a dzisiaj od trzeciej w nocy i ledwo widzę na oczy, bo do pierwszej uczyłam się do dzisiejszego testu z chemii...
- Nie gap się na mój tyłek -odpowiadam odkasłując, by nie brnąć w to dalej i uśmiecham się zaczepnie - jesteśmy tylko przyjaciółmi Steryd- odwieszam kurtkę na wieszak i zatrzaskuję szafkę.
- Pff. Wolę patrzeć na tyłek stuletniej szatniarki niż na twoją kościstą dupę, Jow.
- Umiesz na test z chemii? -Pytam śmiejąc się z jego oburzonej miny.
- Jak zawsze!
- Ja też.
Oboje wiemy jak jest naprawdę. Nienawidzę chemii. Ale chcę być lekarzem więc muszę się uczyć.. Steryd też nie lubi tego przedmiotu, on w przeciwieństwie do mnie ma kochająca rodzinę i lepsze warunki do nauki.. Wzdycham ciężko, moje rozmyślania przerywa mi jego głos..
- Dobra nie pierdol Bejbe bo spóźnimy się a ta stara rura Molenda nie da nam żyć i każe pisać ten sprawdzian przy biurku.
Śmiejąc się przeskakujemy po kilka schodków. Tak mi tu dobrze. Uwielbiam swoje liceum. Chciałabym tu zamieszkać i nie musieć wracać do tego domu, a właściwie więzienia..
Wpadamy do sali, wszyscy już siedzą na swoich miejscach. Pięknie kurwa. Jak zwykle.
- Jowita! Czy ty kiedyś przyjdziesz na lekcje na czas? - Stara nauczycielka podchodzi do mnie, łapie mnie za rękę i prowadzi za sobą, kątem oka dostrzegam, że Steryd korzystając z okazji zajął miejsce w ostatniej ławce, cały świat się na mnie uwziął! Krzywię się z niesmakiem. Nauczycielka zatrzymała się przy biurku.- Oto Twoje miejsce- Nie dziwi mnie to. Ta stara kobieta ma dziwny zwyczaj sadzania spóźnialskich przy biurku. Jakby to miało w czymś pomóc. A może to pomaga jej? Pewnie lubi się pastwić nad uczniami. Tak najłatwiej wylać żal i frustrację życiem. Mam wrażenie że to filozofia ktorą wyznają wszystkie nauczycielki stare panny. Zrzucam torbę i biorę krzesło. Wyciągam długopis. Klasa po cichu się śmieje, niektórzy pokazują na mnie palcami. Mam to gdzieś. To nic w porównaniu z tym co mam w domu. Pierwsze pytanie. Kurde jak to było? ...
Nagle wszystkie moje myśli i wszystko to czego się uczyłam gdzieś uleciało. Podpieram głowę ręką i tempo wpatruję się w pustą kartkę. Jestem cholernie zmęczona. Wróciłam myślami do niego. Czemu? Nawet nie wiem jak wygląda. Napisał mi na facebooku, że nie może się powstrzymać od patrzenia na mnie. Że kiedy idę i on może mnie obserwować, świat się dla niego zatrzymuje. Że chciałby za mną pójść na koniec świata i nigdy nie stracić mnie z oczu. Rumienie się na samo wspomnienie tych wiadomości. Mam nadzieję, że to nie psychol. Zawsze miałam dobrą intuicję i tym razem podpowiada mi ona, że z tego może wyjść coś ciekawego. Tak bym chciała poznać tego człowieka, ciekawe kto to.. Przyznam szczerze, że pierwszy raz ktoś mówił o mnie w ten sposób. Boże co ja myślę, przecież ja mam chłopaka.. eh. Czemu ja z nim jestem? Bo jest dla mnie dobry. Przymykam powieki... Jest jedyną osobą, która mnie w życiu nie skrzywdziła. Aż podskakuję na krześle kiedy słyszę głos nauczycielki.
- A panienka z okienka to zamierza coś w ogóle napisać ? - Krzyczy uderzając otwartą dłonią w biurko- Matury nie zdaje się dumaniem i rozmyślaniem o niebieskich migdalach- słyszę drwiący głos Molendy- jak tak dalej pójdzie to nie dopuszczę cię do matury moja panno, zresztą już jestem pewna że nie zdasz... - tego już było za wiele. Poczułam jak moje oczy robią się mokre. Nie mogę się rozpłakać. Nie mogę nie teraz! Usłyszałam drwiący śmiech który rozniósł się po sali. Uderzył w moje serce niczym milion małych szpilek. Miałam wrażenie że ten śmiech skanduje "gorsza, gorsza, gorsza". Córki lekarzy i synkowie prawników, aż zanosili się ze śmiechu. W tej klasie ja byłam najsłabszym ogniwem. Tylko ja nie miałam rodziców którzy byliby "kimś" a nawet mogłabym śmiało powiedzieć że są nikim. Wiec można było się że mnie bezkarnie naśmiewać nie zagrażając nikomu. Nie uwazałam że są nikim dlatego że nie mają budzącej respekt posady i dlatego że nie dają mi pieniędzy ani na korepetycje ani na ubrania ani nawet na jedzenie... Są potworami. Dlatego są dla mnie nikim. Sięgam po torbę i podnoszę ją z ziemi.
Odsunęłam krzesło, złapałam za kartkę. Nauczycielka wyrwała mi ją szybko. Była zupełnie pusta.
-Do widzenia- Powiedziałam patrząc jej w oczy i odwróciłam się w kierunku drzwi. W klasie zapanowała absolutna cisza. Słychać było tylko moje kroki i przyspieszony oddech. Słyszałam bicie własnego serca. Wyszłam na korytarz. Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Koniec. Cisza. Nie zdałam. Będę miała problemy... Trudno. Do matury zostało tylko 100 dni. Teraz dopiero zrozumiałam co oznacza stuprocentowa zdawalność matury na kierunku lekarskim. Słabsze jednostki się eliminuje. Czy ja jestem słabą jednostką?
  • awatar W Życiu o Życiu: hym nie jesteś słabą osobą. Teraz dopiero jest czas by to przeczytać. jedno co mnie nurtuje czemu masz niską samoocenę...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

wzyciuozyciu
 
W Życiu o Życiu: Pewnego dnia chłopak wrócił ze szkoły. Mama była wyjątkowo smutna. Dzieciak zapytał co się stało? Ona mu na to Twoja babcia nie żyje. Nie żyje? Zapytał? Bardzo nie wywarło to na nim wrażenia. Wiedział ile złego jego matka doznała od swoich rodziców.. Jedna myśl pojawiła się w jego młodej głowie.. Dla czego nie udało się jej poznać. Jak złym jest dzieckiem skoro traci ojca potem bacie, której nie znał. Pasmo nieszczęść dopiero nadchodziło... Za dwa tygodnie kolejny telefon.. Tym razem dziadek którego chłopak nie zdążył poznać.. Tym razem było mu przykro. Dziwnie się czuł, że wszyscy mieli dziadków babcie a on musiał w szkole udawać że robi laurkę na dzień babci i dziadka w dodatku gdy kilka dni przed dowiedział się o jego śmierci. Próbował wytłumaczyć to swojej pani w szkole. Jednak ona tego nie umiała zrozumieć i groziła mu złą oceną jeśli nie wykona swojej pracy. To trochę jak kopanie kogoś i kazać mu wstać gdy on już jest wycieńczony od uderzeń.
Tego samego roku dowiedział się jeszcze o śmierci swojej bliskiej cioci która często dowiedziała rodzinę. Przez to gdy wracał ze szkoły cieszył się gdy widział swoją mamę i gdy spała patrzył czy oddycha. Czy oby na pewno jej nic nie jest. Czy żyje, czy nie umarła i ona. Wiedział że wtedy został by już sam. Bardzo się tego wszystkiego obawiał Miał wtedy zaledwie 8 lat a stracił dużo bliskich dla niego osób.


#życie #smutak #cierpienie #opowiadanie #historia #fakty #like #likeforlike #like4like #wakacje  #tęsknota #radość #dzieńbabci #dzieńdziadka #śmierć
  • awatar Catrisa: Za dużo śmierci :(
  • awatar W Życiu o Życiu: @Catrisa: Czasami tak to jest ale z czasem pojawi się też coś dobrego ;)
  • awatar What's up Megg: @W Życiu o Życiu: Dobrze, że chociaż raz na kiedy ta dobra rzecz się jednak pojawia :(
Pokaż wszystkie (10) ›
 

wzyciuozyciu
 
W Życiu o Życiu: Zrobiło się ciepło przyszły wakacje chłopak już troszkę podrósł. Mama zakomunikowała, że w tym roku jadą na wakacje. Super sprawa pomyślało sobie dziecko. Bardzo się ucieszył. Dodatkową atrakcją dla niego był fakt że będzie jechał tam pociągiem. Do cioci i wujka, którzy wychowywali jego mamę. Dali jej dom i schronienie. O świcie wyruszyli pieszo kilka kilometrów na stację. (wtedy nie było telefonów, taksówki kosztowały krocie a sąsiedzi nie mieli samochodów). Byli długo przed czasem bo zaradna mama wyszła wcześniej by się nie spóźnić. Największym problemem dla dzieciaka było przejście przez wiadukt. Za każdym razem się go bał czy to przy wizycie u lekarza czy wyjściu na spacer. Lęk przed upadkiem. Jednak gdy dotarli już na miejsce rodzina bardzo serdecznie ich powitała. Pierwszego dnia przeszli się po miejscowości. Mama chłopca odwiedziła starych znajomych. Tego samego dnia przyjechały przyjechały przyszywane siostry. W domu było pełno ludzi. Uśmiech z twarzy dziecka nie znikał. Gdy przyszedł wieczór rozpętała się straszna burza. Chłopak bardzo się bał ale zmęczony po ciężkim dniu szybko usnuł. Następnego dnia pojechali wszyscy nad zalew oraz zwiedzić okolicę. wyjazd miał trwać tydzień niestety tak się nie stało. Brat chłopaka rozchorował się. Zaczął tęsknić za domem. Za swoim psem. Trzeba dodać fakt że był niepełnosprawny od dziecka. I inaczej patrzy na świat jak każdy zdrowy człowiek. Kobieta zadecydowała że wracają co domu. Bo nie może narażać go na dalsze powikłania. Gdy wrócili do domu okazało się że gorączka minęła. Przeszły wszystkie dolegliwości.

#życie #smutak #cierpienie #opowiadanie #historia #fakty #like #likeforlike #like4like #wakacje #pobyt #tęsknota #radość
 

wzyciuozyciu
 
W Życiu o Życiu: Chłopak wrócił do szkoły. Przechodząc zaczepiła go jedna z przedszkolanek. Zadała mu dla niego bardzo dziwne i oczywiste pytania. Czy tęsknisz za tata? Dzieciak ze łzami w oczach odpowiedział ze tak. czy go jeszcze pamiętasz? Nie wiele myśląc powiedział to samo jednak ściskało go jeszcze bardziej. Sam nie wiedział co zrobić. Czy uciec czy czekać na kolejne krepujące pytanie. Na jego szczęście pobiło się dwóch kolegów ze sobą i kobiety uwaga skupiła się na nich. Tego samego dnia chłopiec słyszał tylko jedno i to samo zdanie. Jego tata nie żyje. Ten moment miał duży wpływ na jego dalsze losy. Ciężko było mu się bawić bo dzieciaki przypominały mu ze ma żałobę i nie może się uśmiechać.
#życie #smutak #cierpienie #opowiadanie #historia #fakty #like #likeforlike #like4like
 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

wzyciuozyciu
 
W Życiu o Życiu: Przyszedł dzień pogrzebu. Zjechała się cała rodzina. Wszyscy się dawno nie widzieli. Chłopak z jednej strony się cieszył, że widzi wszystkich a z drugiej smucił. Targały nim różne uczucia. Patrzył na łzy a jednocześnie zastanawiał się czy ktoś będzie pamiętał o jego urodzinach. Już wtedy wiedział, że ich nie będzie lubił. Będą mu przypominać stratę. Przed ceremonią poszli się pożegnać. Jedna z sióstr zaczęła robić zdjęcia aparatem na kliszę. W zgromadzonych wywołało to mieszane uczucia. Następnie wszyscy weszli do kościoła. Chłopak siedział przed trumną i myślał czy to wszystko dzieje się naprawdę? Czy ktoś urządził tylko taką szopkę na niby? Jak to się stało że pojechał i już więcej nie miał jak z nim porozmawiać. Myślami wracał do bajek które mu opowiadał. Miał nadzieje na to, że jest to zwykły straszny sen a i tym razem sobie wszyscy żartują. Dotarło dopiero do niego co się dzieje w momencie zasypywania trumny piachem. Co z życzeniem urodzinowym? Miał wrodzić i opowiedzieć nową bajkę? Niestety nie stało się tak jak dzieciak tego oczekiwał.

#tort #życie #opowiadanie #opowieść #historia #fakty #smutek #nadzieja #likek #likeforlike #like4like
czekoladowy-kinder-tort-1170x764.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów