Wpisy oznaczone tagiem "węże" (54)  

amenti
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

banzajpl
 
Kobra należy do najbardziej niebezpiecznych węży na świecie. Jej ugryzienie może być bardzo niebezpieczne dla człowieka. Całe szczęście, że kobry żyją głównie w Afryce i Azji.  Kobry...
www.banzaj.pl/Kobra-jedno-z-najgrozniejszych-zwi…
 

banzajpl
 
Dla smakoszy wszelakich trunków mamy dobrą wiadomość. Można już spróbować wina z węży. Od jakiegoś czasu to atrakcja Koreańczyków.

Wina są bardzo popularne na całym świecie. Do...
www.banzaj.pl/Wino-z-wezy-tylko-dla-prawdziwych-…
  • awatar Funky Lady: o bleeeeeeeeeeeee
  • awatar remigiusz6: U nas powinni sprzedawać takie wina, a problemy z alkoholizmem znikną. Pozdrawiam. Remik.
  • awatar oczapkuj: wyglądają jak słoje z formaliną:/
Pokaż wszystkie (4) ›
 

eleuteria
 
(Właściwie to się nie nadaje na tego bloga. Ale... to rozmowa i to znów tych samych osób, co zawsze, więc jednak to tu napiszę. A, i ostrzegam: może być długie i/lub nieciekawe i/lub wcale nie śmieszne.)

- Co ci się śniło?
- Nic.
- Jak to: nic?
- No zwyczajnie. A Tobie?
- Całe mnóstwo rzeczy. Cztery porządne sny.
- Wzięłaś mój przydział! Ale nieważne. Opowiadaj.
- Oj, to trochę potrwa.
- Spokojnie, mamy przecież czas. Nawet nie ma pierwszej.
- No dobra. Więc tak: pierwszy sen był w formie listu, wysłanego do przyjaciela.
- Którego?
- Tego, który nie mieszka w pobliżu, ale mam jego adres. Wiesz, o kogo mi chodzi.
- No wiem. I co?
- No i napisałam tam, swoim ślicznym odręcznym pismem, czytelnie (sic!), że oto przesyłam mu swoje opowiadanie. Fantastyczne, ale chodziło mi o gatunek, bo w mojej opinii było dość denne.
- O czym?
- O narkomanie.
- Ło.
- O narkomanie, który w fazie swojego "lotu" podróżował między rzeczywistościami równoległymi.
- Niczym młody Christopher w czasie snu?
- Dokładnie.
- I co?
- I tam oczywiście, standardowo, przeżywał nie-sa-mo-wi-te przygody, ratował kobiety i dzieci, przeżył kilka romansów, takie tam.
- Hm, "takie tam", hm.
- Nie czepiaj się! I to wszystko było ładnie wydrukowane, na oko z Writera, i tego było dobre dziesięć stron.
- Napiszesz to?
- Wątpię.
- A następny sen?
- Oj, to było o wiele mniej skomplikowane.
- Czyli?
- Taka szkoła. Budynek jak stara część mojego gimnazjum, ta z rokiem 1912 nad wejściem. I tam było tylko kilka klas i to tak bardziej z podstawówki. Do tego garstka nauczycieli, którzy byli strasznie wredni.
- Normalka.
- Ci byli gorsi. Wiesz, przemoc fizyczna, wyjątkowa złośliwość i w ogóle...
- Ojej.
- Ale dzieciaki były sprytne. Zawiązały sobie szajkę. Coś jak któraś-R w pewnej książce. Było tam chyba z dziesięcioro dzieci, każde umiało coś innego, a razem to potęga.
- I?
- A ja chciałam się tam dostać. I gdy przyszłam na spotkanie inicjacyjne, ktoś spoza grupy, kto się nie dostał, mnie śledził. I stał się jakiś wypadek, coś spadło i zwróciło na siebie uwagę dorosłych. Wszystko zniszczyli, a tamtą dziesiątkę wywalili.
- A ty?
- A mnie przenieśli do jednej szkoły. Budynek kropka w kropkę jak moja podstawówka, ale wcale nie cofnęłam się w rozwoju...
- Heh.
- I to było raczej krótkie. Lekcja WFu. Skok w dal. Och, zgadnij kto był nauczycielem?
- Nie zgaduję, bo wiem. To dobrze czy źle tak w ogóle?
- Cóż, nie raz chciałam znaleźć się w tej sytuacji raz jeszcze, ale ze swoim obecnym umysłem. Wtedy musiałam być walnięta albo nie wiem, że się tak zachowywałam. Ale nieważne.
- Co było dalej?
- No jak zwykle, wszystkie dziewczyny puściłam przed sobą, żeby zaliczały ten głupi skok w dal. I zbliżał się dzwonek, one miały wystawione oceny, ja podbiegam do tej piaskownicy, a tam tak mało miejsca, że o mało nie rozbiłam sobie głowy.
- Oj, ty?
- No. I stwierdziłam, że nie będę tego zaliczać i właściwie nie podchodzę do sprawdzianu i idę sobie do domu.
- Do domu?
- To była moja ostatnia lekcja, więc wiesz...
- I co?
- No a on, znaczy, nauczyciel, się zdenerwował. I nie wiem jak - tu mam dziurę w pamięci, ale w sumie to typowe dla snów - ale poczułam się strasznie źle. I zwymiotowałam na jakieś krzaki.
- Ugh.
- Nieważne. Wiem, że potem uciekłam... i zaczął się następny sen. Uciekałam przez jakieś miasto z dwójką przyjaciół. Raz jako człowiek, a raz jako... wąż. I to właśnie było istotne: potrafiłam, jako ta postać w śnie, zmieniać się w węża. Potężnego zielonego boa dusiciela.
- A kto was gonił?
- Trzech gości, wyglądający jak amatorzy garniturów z trzema paskami, ale byli nadzwyczaj inteligentni. Chyba mieli złapać nas żywcem, choć na pewno trzymali jakąś ostrą broń...
- I?
- Uciekliśmy do kanałów. One w pewnym momencie zaczęły piąć się w górę, w górę, aż w końcu wyszliśmy na powietrze i tam, wśród otwartych studzienek kanalizacyjnych była straszna gonitwa.
- I jak się skończyło?
- Wiem, że gdzieś wpadłam i widziałam jakąś dużą szybę, a za nią terrarium. I chyba dostałam w głowę, bo zemdlałam, jako człowiek. Obudziłam się w gabinecie lekarskim, gdzieś w podziemiach. Miałam watę w ustach i całe zdrętwiałe ciało, praktycznie nie mogłam mówić. Lekarz, który wydawał mi się dziwnie znajomy, uspokajał, że to po lekach przeciwbólowych. Nie dowiedziałam się, ile spałam. Zadawałam całe mnóstwo pytań w miarę jak język wracał do normalnego stanu. "Co się działo?", "Gdzie moi przyjaciele?", "Co się teraz ze mną stanie?" i inne. Doktor bez słowa wskazał mi dwa duże czarne worki stojące pod drzwiami. Serce zabiło mi mocniej i coś mnie w środku zabolało... Potem zobaczyłam jak lekarz szykował zastrzyk. Mówił, że poda mi to jak całkiem "wytrzeźwieję", bo w obecnym stanie mogłoby mi tylko zaszkodzić. Zauważyłam, że z nim dzieje się coś niedobrego. Wyglądał, jakby nagle tracił całą energię. Z bladym uśmiechem i niewidzącym spojrzeniem odparł, że zjadł serek, a ten trochę dziwnie smakował... Już wiedziałam, że był zatruty. Spytałam, co się ze mną będzie działo, a on odparł, niby uspokajająco: "Nie martw się, zgłosiło się po ciebie dwóch panów, zaraz przyjdą". Krew dosłownie zgęstniała mi w żyłach. Nie mogłam do tego dopuścić!
- I co? I co?
- Nie przerywaj. W tej samej chwili zdałam sobie sprawę, że lekarz umiera. Przymknął oczy, a głowa opadła mu na stół. I nie reagował, choć zaczęłam go wołać. Do sali wbiegła za to pielęgniarka. Posadziła mnie z powrotem na kozetce, z której nawet nie wiem kiedy wstałam. Spojrzała na doktora i zalała się łzami. Nagle usłyszałam kroki na schodach. To byli oni. Bez wahania rzuciłam pielęgniarce: "Uciekaj!". I tylko widziałam, jak znika w tylnym wyjściu. W moim stanie nie było mowy o ruszeniu się, a co dopiero o bieganiu czy ucieczce. Nie potrafiłam też zmienić się w węża...
- Co robiłaś? Złapali cię?
- Nie. Za wszelką cenę nie chciałam trafić w ich ręce. Zrobiłam pierwszą rzecz, która przyszła mi do głowy - z martwych rąk doktora wyciągnęłam strzykawkę. "Załadowałam" ją lekiem do pełna i gdy tamci wbiegli do pomieszczenia, z niewyraźnym uśmiechem triumfu wbiłam ją sobie w prawą rękę. W pierwszej chwili - niesamowity ból. Ale potem już tylko ciemność i nawet przyjemne ciepło. Usłyszałam krzyk jednego, bardzo niecenzuralny, który sprowadzał się do: "zobacz, co ona zrobiła!". Mruknęłam coś pod nosem, rozkoszując się ostatnimi chwilami życia. Pamiętam ostatnią myśl przed śmiercią: "już nic mi nie zrobią. Nikt mnie nie skrzywdzi. Nareszcie spokój..."
- A potem?
- A potem się obudziłam i rozpłakałam. Nie wiem dlaczego właściwie...

------
Dziwne. Jak każde inne moje sny. To się leczy? Bo ja bym to zostawiła takie, jakie jest. Przyzwyczaiłam się.
  • awatar ksx4system: Twoje sny to pełny hardcore ;) serio. p.s. nawet gdyby się dało leczyć, to na Twoim miejscu bym zostawił tak jak jest :P
  • awatar Eleuteria: @ksx4system: Wiem. I dlatego rozważam spisywanie ich :D // no taak, ale ciekawe, co psychiatria na to :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

szyderakipeel
 
"Korzystając z nieobecności starych palimy z bratem fajkę pokoju :d
Tzn. sheeshe, ma się rozumieć.
Fajeczka sprawdza się znakomicie!
A dwa węże przydając się jak nic.
Dziś rozpaliłam ją sama od początku do końca i muszę nieskromnie przyznać, że naprawdę dobrze mi to wyszło :)
Mniam, mniam, mniam! "

kokosowa.pinger.pl/


Trzeba było się ze "starymi" podzielić, wiesz.... dziadek mróz, Fidel Castro .... i inni starsi :)
Szisza. czemu zaraz sheesha ? Nie używajmy zapożyczeń jeśli jest polski odpowiednik xD. Jak już chciałaś zabłysnąć , trzeba, było po Arabsku .
A co mi tam. Ja zabłysnę --> شيشة TADAM !
Dwa węże są znakomite ? widać ze super sie bawiło z  braciszkiem. On to jakiś nadprzyrodzony? ze z dwoma węzami sie bawiliście ?. I rozpalenie شيشة jest na prawde trudne. Na serio należą ci sie owacje na stojąco, idź z tym do Mam Talent.


Pozdrawiam  Mess.
 

 

Kategorie blogów