Wpisy oznaczone tagiem "Gliwice" (427)  

szanty24
 
Na Śląsku znów zmiany. Jakub Owczarek, ojciec-założyciel grupy Sąsiedzi żegna się z zespołem. Wokalista, bodhranista, autor kilku piosenek, współautor wielu aranżacji, producent płyt, frontmen i lider, przez pewien czas także i menedżer, ogłosił zaprzestanie działalności muzycznej. Z osób, które zakładały Sąsiadów, w składzie pozostanie już tylko Dominika Płonka. www.szanty24.pl/kto-za-kube/
 

mops
 
  • awatar Mc_Dusia: o nie! to straszne :(
  • awatar Paznokciowo: biedactwo
  • awatar TrziPsy: O kurczę, nieciekawa sprawa.. Oby nie trafił na dziczki, bo ostatnio się tam od nich roi.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:




Minęła niedziela.
Odpoczywałam w wyreżyserowany sposób, tylko sen, który mnie zmożył w środku dnia był reakcją. Wszystko inne było... planem. Przewidywalnością. Chęcią odpoczynku tam, gdzie zamiast odpoczywać, przydałoby się odpuścić.
Wszystko takie wyreżyserowane. Niedzielne. Modelowe. Nie dające spokoju swoją harmonią.
Gdzie są emocje? Czyżby nareszcie nadeszła ta upragniona stabilizacja życiowa?
Nie możemy sobie poradzić nawet z fragmentem straconego czasu.
Z pozycji pułki nade mną patrzą na mnie herbatki i zbożowe ciastka.
Dzisiaj jestem zbyt wykończona na reżyserowany, "wartościowy" odpoczynek.
W momencie, gdy chcę już wszystko wyłączać, niepostrzeżenie włącza się piosenka z Opola.
Może powinnam tam jutro pojechać? Może potrzebuję po prostu perspektywy?

A.
 

yourchoiceisyourart
 


Wczoraj wieczorem byłam na spotkaniu w restauracji Hotelu Qbus w Gliwicach. Takie miejsca przekonują. Wydaje mi się, że nawet wybiera się je specjalnie. Szczególne miejsce w miejsce sceptycyzmu, postawy wycofania i lekkiej ciekawości. A niemal wszystkie spotkania oparte o jakiekolwiek zobowiązanie, potrzebują odpowiedniej oprawy. Podobnie, jak w miłości, tak i w biznesie.
Pokazano mi okładkę magazynu branżowego, na którym był mój potencjalny szef. Nikt nie zadawał pytań, czy się deklaruję. Biznes bez zobowiązań, MLM.
Zapytałam, czy jest szansa, że przekonam się do wiary w usługę, której sama nie STWORZYŁAM?
No tak. Kwestia mojej wyobrazni i chęci rządzenia światem przeważy, czy będę miała co jeść, czy nie.
Jak bardzo możemy uwierzyć w coś, co jest w porządku, ale nie jest naszym strzałem w dziesiątkę?
Wykonywanie obowiązków, a misja to dwie różne rzeczy.
Kierując się intuicją, powinnam odpuścić. Ale zawsze dobrze jest rozważyć co proponuje Ci świat, gdy w szaleńczym pędzie starasz się sama cokolwiek wyrwać światu z pyska.
Patrzę w metrykę. Za niespełna miesiąc kończę 22 lata. Miałam prawo do wyborów, marzeń, inspiracji i ORIENTACJI w katalogu możliwości rozwoju. Wspaniały etap, gdy nie żądasz od samej siebie odpowiedzialności.
Ale czy 22 nie brzmi, jak "tak, tak" - skup się na tym, co zostaje Ci dane?
Czyżbym dotarła do etapu, w którym wyobraźnię zamieniamy na sceptycyzm?
When nothing go rihgt, go left. Może liczba '22' okaże się bramą do większej wyrozumiałości, ale i skuteczności?
22.
Przynajmniej spróbuj.
Zmiana postawy, jeśli nie przyniesie czegoś dobrego, to przynajmiej przyniesie coś nowego, a to zawsze niesie ze sobą potencjał.
Gdy spływała po mnie woda z pomarańczowo-lukrecjowym żelem i jakimikolwiek nadziejami, że jeszcze mam...czas, docierało do mnie powoli, że powinnam zrobić krok do przodu. Nie spodziewałam się tylko, że będzie to krok do przodu, ale i na czyjś grunt.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:



Gdy wszystko jest w porządku, zamiast zapamiętać 3 dni zapamiętuję - jeden wieczór, a następnego dnia rano, dorabiam do tego ideologię, dającą spokój ideologię.
Jest punkt zaczepienia.
Ale może znużenie, przepaść i przypadek jest właśnie tym, w czym mam... mamy się odnaleźć.
I czekamy, i czekamy jakby niczego nie dało się przyśpieszyć.
To jest tylko czas, kiedy wszystko jest, jakie jest i nie oznacza więcej, ani mniej... jest dokładnie tym, czym jest. Może warto, żebym czymś takim oddychała, po tych wszystkich oparach nadziei zmieszanej z rozgoryczeniem.

"Tłumaczę sobie, że to nie jest strach.
Bo nieodwaga lepiej brzmi."

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:



Niedorzeczny, acz bardzo miły sen sprowokował mnie do zadania sobie pytania, czy aby na pewno moje życie wygląda tak, że ku jego kresowi będę więcej żałowała, niż miała bezcennych wspomnień?
To było w miarę intreresujące miasto, a ja spotykałam się z jakimś lekarzem.
Weszłam do jego pustego gabinetu przez okno i jadłam jakiś deser z plastikowego pudełka, z którym później nie wiedziałam, co zrobić.
Towarzyszyły mi uczucia niepewności, tęsknoty i niewyjaśnienia. Aż w końcu jedna z jego sekretarek (?) wyznała mi, że on ma jakieś głębokie kłopoty osobiste i chyba szuka... pocieszenia?
A ja w tym czasie i tak powinnam była być w innym miejscu. I nie mogłam odpędzić od siebie uczucia, że gdzieś, poza tą dawką przygody i niedorzeczności, którą właśnie przeżywam, jest mój układny świat, a tam ktoś czeka z byle pierdołą. To chyba była moja mama i jakaś... wizyta.
Chciałam bardzo szybko dostać się na miejsce, ale w jednej chwili zdałam sobie sprawę, że to nie będzie takie łatwe. Za dużo się zmieniło.

A jakie jest Twoje inne życie, o którym niezależnie od siebie śnisz po nocach?
Co do mojego okazało się, że powinno mieć w sobie odpowiednią dawkę niedorzeczności, tajemnicy, niepewności. A ja powinnam czekać, jak wierny sen, aż cokolwiek się spełni.
Tak więc w swoich niespełnionych snach jestem wiernym, czekającym psem.
Dziewczyną, która wchodzi przez okno ze staromodną firanką.
KIMŚ, KTO I TAK WE ŚNIE ZDAJE SOBIE Z PRZYKROŚCIĄ SPRAWĘ, ŻE TO TYLKO NA CHWILĘ.
Dlatego nie rozumiem, skąd tak dokładne sny o innym życiu, które mogłabym wieść.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:



And I'm going to leave the city, got to go away.
I'm going to leave the city, got to go away.
All this fussing and fighting, man I sure can't stay.

Dopadł mnie czas POMIĘDZY.
Czas po najważniejszej decyzji, ale przed jakimikolwiek konsekwencjami, albo etapem przygotowań do tego, co może się zdarzyć.
Czas, w którym najpierw dobrze jest odespać wszystko, co się zdarzyło w bliskiej przeszłości mniej lub bardziej zaplanowanego.
Czas, w którym nie zmywasz kubka, tylko zmywasz wszystko, co jest brudne i wkładasz to do kartonu.
Do kartonu, na którym Twoi przyjaciele piszą coś od siebie, co tylko Ty możesz zrozumieć. A przynajmniej potrafisz odczytać jeszcze przez kolejny rok.
Czas, w którym bywa się w sprawdzonych miejscach i ufa sprawdzonym ludziom, wspominając... z goryczką, lub dumą.
Czas, w którym Twoja babcia widzi w Tobie kogoś, kim zawsze pragnęłaś być, ale ze względu na pragmatyzm i 'całą tę życiowość', którą wyniosłaś ze skromnej ulicy skromnych ludzi, Ty nie miałaś ochoty dostrzec.
I podczas tych upływających beztrosko chwil, zazwyczaj zdarza się jeden, dwa dni (Boże, chroń nas od spontanicznych nocy!), które zmieniają Twoje podejście... na bardziej spontaniczne, z nadzieją.
I właśnie, najważniejszą rolą tego 'czasu', gdy mylą się dni tygodnia, a godziny zupełnie nie liczą, jest... odtrucie mnie. Z wyobrażeń, przewidywań i zbytniej chęci wyreżyserowania przyszłości.
Po prostu, zamówię coś zimnego w Lofty Wine Bar w Gliwicach i z radością wzniosę toast.
- Mam to, jedenastego o 11.00 odbiorę dyplom, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.
I choć nie jestem ulubienicą osoby decyzyjnej, to choletnie cieszę się, że spędziłam te 3 lata na uniwerku w Średniej Wielkości Mieście.
Dałam się poznać ludziom, którzy naprawdę potrafią docenić zarówno potencjał, jak i uczciwość.
I choć to tylko element, dodatek do ŻYCIA, to myślę, że była to fantastyczna podstawa.
Postaram się, żeby za 5 lat osoby zaglądające na mojego fb (tak, jak podniecały się tym jakiś czas temu) wiedziały, że można coś zrobić ze swoim życiem OD SIEBIE, a nie zgodnie z jakimiś dyrektywami, które niczego nie gwarantują.

A.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów