Wpisy oznaczone tagiem "kontrola" (251)  

mystrangedie
 

Piszę teraz. Wczoraj wieczorem bardzo brakowało mi kontaktu z pingerem, tak chciałam napisać, podzielić się tym wszystkim, ale kiedy wieczorem wszyscy są w domu i mam usiąść przy laptopie to bardzo się boję, że ktoś będzie patrzył mi przez ramię co robię i że będę musiała co chwile zamykać i pisać od nowa, jak bywało już kilkakrotnie.

Zjadłam wczoraj swoje 500 kcal. Oto bilans:
-"zapiekanka" (2x kromka słonecznikowego z pomidorem i plastrem topionego Hohlanda (ok 200)
-tost ze słonecznikowego (ok 100)
-trochę wafli "for fit", czy jakoś tak-nowy wynalazek mojej babci 21 kcal w kawałku <3 z komfiturą jagodową (100)
-trochę płatków ryżowo-zbożowych (50)
+pół filiżanki mleka z miodem, herbata z miodem (50)

Określam te kalorię trochę po łebkach, ale tak naprawdę zależy mi przede wszystkim żeby było >500 i jest, więc jest okej. Oczywiście chciałabym mniej, ale mój organizm musi znów przywyknąć, bo za dużo sobie pozwalałam. Dziwne jest to, że jak jem 1000 kcal jest mi źle, boli mnie brzuch. Jak zjem 500 jest to samo mdli mnie i nie mogę już patrzeć na jedzenie. Więc dlaczego w ogóle jem? Nie wiem ;(

Plusem jest to, że oddałam bratu resztę moich słodyczy magazynowanych w szafie. Poczułam taką ulgę jak się ich wyzbyłam. Teraz nic nie będzie mnie kusić. Wiem,że w szafce w kuchni są jeszcze jakieś wafelki z czekoladą, ale powiedzmy, że o nich zapomnę. Niebezpieczne bywają też te przeklęte płatki czekoladowe, ale ostatnio tak przez nie cierpiałam, że powiedzmy, że w najbliższym czasie nie ma ryzyka, że je tknę.

Ćwiczyłam wczoraj... trochę ale ćwiczyłam. No bo w tym tygodniu tak wyszło, że miałam tylko jeden wf + byłam na koniu = zdecydowanie za mało sportu. Okropnie jest ćwiczyć podczas choroby i obawiam się, że dziś nie dam już rady. Ale powiedzmy, że jakieś minimum sportu w tym tygodniu jest.

Czuje drobny sukces, że wczoraj nie zawaliłam i wiem, że dziś też nie zawale i to będzie dopiero 2 dzień,ale  2 cudowny dzień. Jak mogłam zapomnieć, że tylko kiedy się kontroluje czuje się dobrze? Teraz dietę 500 będę musiała prowadzić nie wiadomo jak długo żeby poczuć, że zeszły ze mnie brudy tej "niekontroli" Ale spokojnie, powoli i do celu.

Chcecie zobaczyć jak się roztyłam? No to patrzcie.
  • awatar Tinny: Zapraszam na nowe, restrykcyjne forum dla prawdziwych Motylków! Dużo ciekawych działów, wsparcie i dobra administracja ;) Masz szansę być jedną z pierwszych użytkowniczek, które w trakcie działania forum stają się zawsze "elitą". http://porcelanowe-motylki.pun.pl/forums.php porcelanowe-motylki.pun.pl/forums.php
  • awatar changebutterfly: jesteś piękna ! *.*
Pokaż wszystkie (2) ›
 

mystrangedie
 
Mystrangedie:
Nie szło mi ostatnio najlepiej. Chce się przyznać przed sobą i przed wami. Chciałabym w końcu poczuć, że mam nad wszystkim kontrolę, że umiem sobie poradzić i się powstrzymać. Niestety na razie nie mogę tego zrobić, bo kłamałabym. To co robię powoduje, że czuje się okropnie, że nie mogę spać z rozpaczy, wyrzuty sumienia nie opuszczają mnie ani na moment. Tak bardzo chciałabym coś zmienić, bo widzę tu tyjącą, słabą psychicznie osobę, a nie kontrolującą wszystko perfekcjonistkę, a w drugiej roli z oczywistych powodów było mi słodko i lekko.

Może na początek do 500 kcal, ale bez świństw. Jeśli zjem coś nieodpowiedniego, albo o 1 kcal za dużo dzień jest niezaliczony. Muszę być wobec siebie bezwzględna i konsekwentna, bo inaczej nigdy nie ruszę z tym do przodu. Więc do pracy. - DZIEŃ PIERWSZY. Chyba zacznę pisać bilanse,to motywuje.

Dziś moja pierwsza wizyta u psychologa i dreszcze przerażenia mnie ogarniają. Kompletnie nie mam pojęcia co powinnam powiedzieć... i dobrze, że tata mnie zawozi, bo inaczej bym pewnie uciekła. A tak w ogóle jestem chora, od bólu ucha chce mi się płakać i muszę siedzieć w domu. Wieczorem pewnie wpiszę bilans i jak było u psycho.
  • awatar wszystko albo nic: ja jutro idę do lekarza, więc czekam na twoją notkę, też sie strasznie denerwuje :<
  • awatar muerte_: Jakkolwiek to zabrzmi: zazdroszczę Ci wizyty u psychologa.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

marcelinab79
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
€migrantka:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

mystrangedie
 

Hiu hiu. Słodka rocznica. Mój 10 miesiąc bez przerwy od diet. Oh jeah. Był ten fajny tydzień przerwy. Właściwie 5 dni. Tyle wytrzymałam. Jestem taka silna, tak. Kiedyś umiałam 2 miesiące się nie przejmować. Za daleko zaszłam chyba.

Znów wróciłam do tego samego punktu. Właściwie trochę mi lepiej w klasie. Odrobinkę. Ale poza tym.. znów grzeszę jak najęta, zrobiłam sobie ała w szkolnym kiblu, bo nie panuje nad emocjami i nie wiem,czy kogokolwiek kocham,nie wiem co z moim związkiem.

A jak to było  w tym tyg w którym przystopować z jedzeniem?

pon: dobrze szło,aż mnie złapała słabość do placka + 45 min wf = właściwie to zawalone
wt: mało jedzenia,ale lody na późną kolacje ;x + bieganie + jazda konna
śr: śniadanie, a później głodówka do dnia następnego, czyli już ogarniam +wf
czw: zakończenie głodówki i detoks jabłkowy (5 małych jabłek=200) + wf
pt:miseczka makaronu z truskawkami na 1, jogurt pitny na 2 śniadanie, wróciłam do domu o 18.30 ,chociaż wyszłam z niego o 6 rano ;x A więc nie ćwiczyłam. Ale na obiad, a właściwie kolacje zjadłam połowę z małej porcji (kawałek ryby,łyżka ryżu,trochę brokuły)
sobota: dziś jem same zdrowe rzeczy i nie liczę. Oczywiście "no sweets". W niedziele też, no bo kurde.. A sterta batoników w mojej szafie rośnie...

Mam problem z jogurtami pitnymi. Bo tak je uwielbiam i niby nie są kaloryczne, ale jak jest 400 g, a ja nie potrafię nie wypić całego to jest już ponad 300.. Nie cierpię liczb. W ogóle raczej kupuje kefir, a nie jogurt, bo ma 1% tłuszczu mniej o.O

Coś fajnego? Zaczęłam w końcu czytać "Grę o tron" I te konie... Kurcze coś niesamowitego. I mówią,że mam talent, bo złapałam rytm z koniem na pierwszej jeździe. Powinnam się cieszyć życiem, a tak bardzo nie potrafię.

Wiem,że ważę 39 kilo. Skradałam się do babci na wagę...
 

mystrangedie
 

To co przeżyłam w weekend jest.. nie do opisania słowami :)

2 dni poza kontrolą, 2 dni w najgorszym stanie psychicznym w ciągu całego życia,jeśli dobrze kojarzę.

"Dławi mnie wewnątrz. Coś jest w środku. Zżera mnie. I krzyczy.
Przeraźliwie. Mam ochotę rzucić się na ścianę. Roztrzaskać łeb i pozbyć się tego. Albo chociaż wydłubać sobie mózg. Chodzę z kąta w kąt i nikt nie jest w stanie pojąc mojej schizy. To jest tak głęboko, że mam ochotę jęczeć z dotkliwego bólu, niemal fizycznego, lecz ciągle leżącego wewnątrz. Jestem zmiażdżona czarnymi myślami. Bujam się jak opętana. Próbuję się położyć, ale nie mogę leżeć spokojnie. Rzucam się na łóżku. Ryczę. A przynajmniej chciałabym. Po moim policzku na raz mogą popłynąć najwyżej 2 łzy. Nic więcej. Nie umiem dłużej płakać, choć tak bardzo mi się chce. Jeśli ktoś nie poznał tego uczucia nie życzę mu go. Próbuję płakać. Ja nie umiem. Cholera. Nie umiem wyć! Boli mnie żołądek po tym wszystkim, co mam w sobie, bo sama to tam włożyłam. Na świecie nie ma osoby bardziej otyłej ode mnie. A przynajmniej bardziej otyłej psychicznie. Bo jak nie wessam czegoś buzią to pięć razy zjem to w umyśle. Powinni mnie pokazać w telewizji. Byłabym upokorzona i może w końcu zaczęłabym się wstydzić jeść. Nie robiłabym rzeczy, której tak bardzo nienawidzę, a jednak ją czynię. DAJCIE MI PUSTY ŻOŁĄDEK. PRAGNĘ WYNISZCZENIA."

Schizy jedzeniowe były silniejsze niż zwykle. Ale zderzyły się 2 dni, w ciągu których nie sposób było uciec w jakikolwiek sposób.
1. podwieczorek u babci Wi
2. obiad u mojej babci

Nie wyobrażam sobie co by było gdybym u Jego babci nie zjadła podczas pierwszej wizyty. Nie miałabym szans na wejście do tej rodziny. A ja mam tak super, że jak już musiałam zjeść to ciasto tam i wiedziałam, że zawaliłam to nie mogłam odmówić rodzicom, którzy czekali na mnie z fondee. I dowaliłam sobie więcej i czułam się jeszcze gorzej :)

Wilczy głód. Więc na własne życzenie. Nic mnie nie usprawiedliwia.

Wczoraj nawet trochę powiedziałam rodzicom jak to funkcjonuje. Że jak zawalam to mogę zjeść bez granic, a później głodzę i karam. Widzieli jak wpycham w siebie. Najpierw rano ryczę nad musli, a po południu biorę czegoś dokładkę. Na pewno myślą, że udaje, albo biorą mnie za psychiczną. Bo jestem,kurwa. Mogę zapomnieć, że mnie zapiszą do psychologa.

Wczoraj z Wi było tak świetnie. Bieg do pociągu za ręce, na ostatnią chwilę i urzeczeni ludzie patrzący na nas.... Nie zapomnę tego do końca życia,wiem. Ale wieczorna rozmowa o religii sprawiła, że zachciało mi się przy nim płakać (tak zaczął się mój "ryczeniowy" weekend), ale nie zrobiłam tego. Tak ciężko jest z osobą o innej wierze... I ryczałam wieczorem, bo myślałam o tym jak zepsułam ten dzień wchodząc na temat religii. Chociaż chyba czasem trzeba... I ryczałam, bo zawaliłam z żarciem. I ryczałam w niedziele w kościele, bo po tym co stało się w sobotę zabrałam się za wszystko co złe. I tak żałuję... A może nie? Nie wiem kurde. Spałam ze scyzorykiem pod poduszką. Rysnęłam się nawet kilka razy. Nawet nie ma śladu. Kiedyś umiałam, a teraz nawet to... Jestem niczym. Wiem, że powtarzanie tego stało się nudne i nic nie pomoże, ale muszę. PŁAKAĆ MI SIĘ CHCE. I nie mogę. I tak mnie boli w środku. Wejźcie mnie stąd. Ten świat nie jest dla mnie.
 

mystrangedie
 

Nie wiem już czy jestem zagubiona w tej szkole czy nie... Jedno jest pewne. Jestem tam samotna. Rozmawiam po trochu z każdym, ale każda z "każdych" osób ma kogoś kogo zna dłużej i lubi bardziej. Kocham być na boku <3 </3 Ciągle czuję się sama,nawet tu, w świecie motylków.

5/21 zaliczone... ale jestem niezadowolona

5.50 nektarynka, 2 plastry ananasa z puszki (100)
7.20 2 mini bułeczki mleczne (200)
12.00 papierówka (40)
16.00 makaron z sosem z paczki, trochę paluszków junior (300)
17.50 mleko 2% z miodem , 3 delicje (300)

razem = 940 kalorii

Chyba się popłaczę... Nie zdawałam sobie sprawy , że wyjdzie mi tak dużo :/ Jednak dni bez napadu i poniżej 1000 kcal zaliczam.

Może jutro znów pójdę na basen, bo pogoda taka, że nie chce nam się po Poznaniu łazić.
  • awatar changebutterfly: Nie przejmuj się kochana :* Jeżeli czujesz się samotna napisz do mnie ! Ja postaram się wejść wieczorem i odpisac :) A kcal się nie przejmuj, to jeszcze nie jest źle ! Jutro postaram się i będzie okej :* Trzymaj się !
Pokaż wszystkie (1) ›
 

mystrangedie
 
Mam coraz gorzej z rodzicami :< Tata rano o 5 mi powiedział, że nie mogli z mamą PRZEZE MNIE spać. Wczoraj pytali o to co zjadłam... A że ja nie jestem najlepszym kłamcą dodałam do rzeczywistego bilansu tylko jedną kanapkę więcej :x I tata przeprowadził długą rozmowę z moją ciocią o zaburzeniach odżywiania. Jestem pewna, że i tak nie zdają sobie sprawy z sytuacji. Wspominali o psychologu, ale sądzę, że to nie dojdzie do skutku, a przynajmniej nie tak szybko. To dobrze. Ja nie chce... Na razie nie.

Byłam na tym basenie. Chciałam sobie skrócić drogę i szłam 20 min, ale cóż xd W wodzie poczułam się taka wolna... Uwielbiam pływać! To najlepsze co może być. Oczyściło mnie trochę. 46 basenów, 50 min. Nie spieszyłam się za bardzo. Ale cały czas ćwiczyłam. Dodając wf jest 1,5 h wysiłku. Jaram się. Żeby wrócić na 16 do domu i nie czekać na następny pociąg jeszcze biegłam do dworca z tym ogromniastym plecakiem.Ale dałam radę. Ahh ijednak byłam sama. Rodzice W jechali na pogrzeb i musiał wrócić nakarmić zwierzaki. Może nawet lepiej?  A pani tyka (tak można nazwać naszą superwysoką i superchudą panią od wfu) powiedziała, że podoba jej się jak biegać i czy pójdę w sobotę na jakieś zawody,ale jak się dowiedziała, że dojeżdżam to stwierdziła, że nie. Ale może podpytam jutro i jednak pójdę? Zapunktowałabym u niej na pewno. I chyba chce to zrobić sama dla siebie. Chyba, że pojadę do Poznania z Wi, to wtedy nie.  

4/21 zaliczone

Bilans:
5.50 nektarynka (50)
8.25 mini kanapeczka z razowego (70)
9.25  -II-                      (70)
13.10 papierówka (40)
16.00 miseczka grochówki (250)

Razem=480

Idzie dobrze. Za dobrze. W ciągu 4 dni tylko raz wyszło mi trochę ponad 500. Już się boję napadu :< Chce siły. Muszę wytrzymać. Muszę. Muszę. Murzę wytrzymać.
 

mystrangedie
 

3/21 zaliczone

Bilansik:

5.50 banan (100)
6.30 mini kanapeczka z razowego (65)
13.00 mini papierówka (45)
15:10 mini rogalik (50)
17.30  budyń z mlekiem 2%, ok 300 ml (250)

Razem = 510 o.O
Spodziewałam się, że więcej. I tak nienawidzę się za tego rogalika, ale dostałam go od Wi i nie potrafiłabym wyrzucić jedzenia od Niego ;<

Poszłam do Niego po szkole, na dosłownie 10 min, bo mało czasu zostało mi do pociągu. Ale chciałam go zobaczyć. I pochwalić się pierwszą oceną w tym roku - piątką z hispańszkiego <3

Z moją psychiką nie jest najgorzej. Może poza tym, że ciągle myślę o chudości... Ale nie izoluje się od ludzi za bardzo. Czasem siedzę gdzieś na uboczu,albo sama pod klasą, podczas gdy wszyscy gdzieś chodzą. Czuję się nawet ok, jeśli mnie nikt nie zaczepia i nie muszę rozmawiać. Z jednej strony chciałabym zdobyć nowych przyjaciół,sama z siebie zagadywać i to wszystko, ale nie czuję się na siłach. Podobnie z tym, że czasem na lekcji wstydzę się coś powiedzieć -.- Bo co? Wyśmieją mnie? W moim mniemaniu tak.

Większość czasu na przerwach spędzam na szukaniu superchudych osób i napalaniu się na rzeczy, które ludzie jedzą z taką namiętnością,podczas gdy ja umieram z głodu i mogę sobie tylko wyobrażać ich smak.

Mam jutro iść po szkole do Wi, poczekać na zamknięcie księgarni i iść z Nim na basen. Trochę się stresuję, nie wiem czemu :/

Nie mieliśmy dziś wfu -.- Zamiast tego jakiś głupi projekt o problemach globalnych. Jestem okrutna,wiem. Sama powinnam wiedzieć jaki głód jest okropny. Dla ludzi. Bo dla mnie nie. Chociaż trochę tak. W każdym razie... wolałabym w tym czasie ćwiczyć, a nie siedzieć na ziemi i marznąć. Teraz, po 8 lekcjach już tak mi się strasznie nie chce robić czegokolwiek... Może mogłabym odpuścić (jutro wf + basem = 1,5 h sportu) ale w jakiś sposób czułabym się z tym źle, że nic nie robię tylko leżę jak jakiś beczkowaty Amerykanin.
 

malahembra
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

marcelinab79
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
€migrantka:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

mystrangedie
 
Mystrangedie: Jestem sobie pyłem. Jestem sobie nikim.cz.1

Mogłam być nieszczęślisym i żałosnym workiem kości. Niestety jestem nieszczęśliwym i żałosnym workiem tłuszczu. Bez emocji. Bez litości. Bez sumienia i planów. Nic mi się nie chce. Nie mam chęci na nic. Chcę posprzątać ciuchy,jechać na spotkanie klasowe. Ale wciąż mam w głowie jedno pytanie: "po co?". Jak to po co? O co mi chodzi? Ta choroba to cierpienie. Ale teraz to chyba nie ja cierpię najbardziej. Tylko inni. Przeze mnie. Dla mnie. To wykańcza. Ja umieram. Czuję to. Nie jestem na to gotowa. Nie jetem pogodzona z Bogiem. Prawda jest taka,że nie umiem wypowiedzieć na głos do księdza: głodziłam się, sabmookaleczałam się,piłam alkohol,raniłam każdego. Brakuje mi Boga i poczucia bezpieczeństwa. Straciłam nawet swoją religię. U cioci nie zjadłam kolacji. Było to dla niej dziwne,jest nieprzyzwyzajona. Mama zaczęła komentować moje jedzenie. Ziryrowałam się. Ona teraz mówi ti przy każdym. Wykrzyczałam,że może nie wszyscy chcą o tym słuchać i po co to. Zamilkli. Później każdy się ważył. Chcieli żebym ja. "O tej godzinie? Jak to? Po całym dniu jedzenia?" Uciekłam do łazienki. Gadali o mnie. Słyszałam. "Nie mają kontroli ile waże,w jakim kierunku to zmierza i nie mogą mnie zmusić do jedzenia. Dobrze wiem czym jest bezradność i jak nienawidze tego uczucia. Dlaczego ich na to skazuje? Tata po mnie przyszedł do łazienki. Pociągnął za rękę. Podniósł i postawił na wadze. Wszyscy widzieli. Płonęłam ze wstydu. Oczywiście niec obyło się bez łez.
  • awatar muerte_: Kochanie, przecież jesteś chudziutka. Chcę Cię teraz przytulić, żeby było Ci lepiej. <3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

mystrangedie
 
Myślałam dziś o śmierci. Alohol mam. Mogłabym wziąźć babci tabletki. Ma toczeń. Tabletek od koloru do wyboru.Na reklamówki Tak dużo, że nie zauważyłaby. Mogłabym przedawkować acodin i umrzeć na cudownej słodkiej fazie, w pełnej ekstazie. Mogłabym wygrzebać te ketonale z taty szafki, albo wziąść losowo inne tabletki z apteczki. Ale jestem tchórzem. Zajebiście.

Jak obiecałam wymiary. Zrobiłam postępy, a waga balansuje przed czterdziestką. Gdyby to mi nie wyszło jutro rodzice znaleźliby mnie piękną bladą i zimną.

nadgarstek:13,5
udo: 44
łydka: 30
biodra: 73
talia: 57
  • awatar muerte_: Kochanie, nawet o tym nie myśl! Pomyśl o rodzinie, rodzice Cię kochają, Ty ich kochasz, nie rób im tego. Siostra nie poradziłaby sobie z tym, jest jeszcze taka młodziutka. Ja jakoś przeżyłam jedne z gorszych dni, nie poddałam się. Nie rób też tego ze względu na mnie, proszę.
  • awatar Joy in your mind: Czy naprawdę jest już tak źle, że śmierć jest jedynym wyjsciem? Samobójstwo to strach przed życiem, a ty musisz być silna i go nie zaprzepaszczać tak łatwo! Jeszcze jrdt całe przed Tobą! Musi być lepiej
Pokaż wszystkie (2) ›
 

mystrangedie
 
Mystrangedie:
Wydało się w domu ile ważę. Może być źle. Może być strasznie. Boję się.

Uważam za swój osobisty sukces, że nie przytyłam podczas pobytu z rodzicami. To graniczyło z cudem, ale... jednak.

Dużo ćwiczyłam. Pływałam codziennie. Skakałam na trampolinie. Skakance. Robiłam "ćwiczenia na piękne ciało" - wymagane są przerwy, ale ja ich nie stosuje, gdyż nie potrafię wytrzymać dnia bez ćwiczeń. Robiłam wszystko by spalić.

Znów- tam miałam ten okropny skręt jelit i myślałam, że się zesram ;( To okropne było,nie życzę tego nikomu. Nie wiem,miałam już 3 raz w krótkim czasie...

Rodzice mówili, że "jem jak niemowlak". Rzeczywiście moja siostra młodsza o 9 lat jadła więcej. Ale co ja mogę na to poradzić... Wiem, że napsułam rodzicom krwi, ale nie mogę zrezygnować,nie umiem.

Raz sama od siebie poprosiłam ich o gofra z dżemem. Byli zaskoczeni. Kupiłam. Przyszłam z nim na koc. Tata na żarty zaczepił mnie "Nie za duży dla Ciebie?" Łzy napłynęły mi do oczu... Dławiłam się tym gofrem, już nie mogłam go zjeść. I nie zjadłam. Miałam wtedy taty koszulkę na sobie. Zdjęłam ją. Szłam w samym stroju kąpielowym do domu. Zawstydzona i zapłakana. Było zimno wtedy...
 

marcelinab79
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

mystrangedie
 
Zasłóżyłam sobie na to. Byłam z najlepszą koleżanką z gim. "Mnie nie oszukasz"-powiedziała. Kupiła mi loda. Czekoladowego. Błagałam ją... Mam tak,że jak ktoś się martwi o mnie tak,to nie potrafie odmówić. Spływało mi po rękach tak wolno jadłam. Ale jadłam. Bilans nie był ziś duży. Znów kłamałam rodziców. Jak wróciłam do dpmu zaczęłam płakaC i się trząść. Nadal mnie mdli. Pierwszy raz od tygodnia jest ze mną tak źle.. Wydrapałam  w nodze dziurę. Niestety nie jest tak głęboka jak moja rozpacz.
  • awatar coco99: Trzymaj się, przez noc minie, a jutro nie będziesz musiała już jeść żadnych lodów.
  • awatar Mileyyy: Nie ma czegoś takiego że nie można odmówić.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

mystrangedie
 
Mystrangedie:
Dziś:
6 dzień bez napadu? myślę, że tak
6 dzień bez słodyczy?  -II-
4 dzień bez mięsa - na pewno

Od rana mam jakąś nerwice. Nie mogę się uspokoić, nie wiem co ze sobą zrobić, chodzę po domu bez celu. Mam na głowie nie wiadomo co i nie potrafię się zabrać żeby to ogarnąć :(

Wypiłam na pusty żołądek czarną kawę,a teraz piję czerwoną herbatę,chociaż jej nienawidzę,wolę czerwoną,ale mam wrażenie, że działa mocniej.

Nie chcę mi się za bardzo jeść,mój organizm buntuje się nawet przy przyjmowaniu zbyt dużej ilości płynów ;/ Miałam pomysł, żeby kontynuuować głodówkę,schować ten jogurt,że niby zjadłam,ale wolę nie kusić losu,że rodzice się domyślą,albo dowiedzą.

Plan na bilans:
śn. zaraz zjem - jogurt śliwkowy z ziarnami z łyżką musli i 2 mini herbatniki (250)
na dr.śniad. - 3 śliwki i ciastko domowej roboty bez cukru (100?)

A później wyjdę z domu i powiem rodzicom,że jadłam w mieście. Tak samo zrobiłam wczoraj i dzięki temu udało mi się z głodówką. "Jadłam" małą zapiekankę i loda-tak myślą. Tata się jeszcze zapytał:" a czemu małą?" ale jaja.
  • awatar coco99: Też często mówie że już jadłam. Chociażby biore bagietke i drożdżówki (często je kupują) i chowam...tylko później je wyrzucam. Troche marnuje jedzenie, ale no trudno. Szczerze to zazdroszcze ci, że nie masz apetytu. Ja niby też nie mam, ale to tylko rano, wieczorem zjadłabym całą lodówke ;_;
  • awatar Mystrangedie: @Black Butterfly!: @Black Butterfly!: Brak apetytu jest u mnie okresowym zjawiskiem :P Mniej więcej przez tydzień muszę walczyć ze sobą,bo mam ochotę na wszystko,ale później przychodzą takie dni,kiedy mam podwyższoną kontrolę. Nie wiem na czym to polega. Chyba miałabym wyrzuty sumienia wyrzucając jedzenie :< Wolę już jak mnie opieprzają,że nie jem,albo kłamać,że to robiłam.
  • awatar shazzam: bo nie dużą XD jak dobrze schowaalabys to by nei wiedzieli no
Pokaż wszystkie (3) ›
 

mystrangedie
 
Piszę tak nieogarnięcie, bo wczoraj i dziś porobiłam sobie już notki w wordzie i miałam gotowe, tylko ta awaria na pingerze i bałam się dodawać, stąd teraz nawał.

Wczoraj jak skakałam to głupia sąsiadka zauważyła mnie przez okno i pyta: „Chcesz schudnąć, z czego?”. Tak się wkurzyłam, że nie macie pojęcia. Nienawidzę jak ktoś mnie pyta o ćwiczenia. Ćwiczę, bo może lubię, co kogo to. Nie wiem gdzie mam skakać, robiłabym to w domu, ale nie chcę, żeby babci sufit spadł na głowę.

Wieczorem coś mi odbiło i ryczałam. Nie mogłam iść do siebie do pokoju, bo brat oglądał coś w tv- na moje nieszczęście to ja mam tv w pokoju, mimo że wcale z niego nie korzystam. Jeszcze mnie wkurwiał, bo nie mogłam zrobić łóżka, bo na nim leżał. Dostałam szału nie mając się gdzie podziać, te durny telewizor grał już cały dzień, głowa mnie bolała, byłam głodna i rozdrażniona. Chciało mi się płakać, ale nie miałam gdzie iść, żeby nikt nie widział. W końcu usiadłam w ciemnej kuchni, ale nie udało mi się opanować łez i niestety tata zauważył. Rodzice bardzo się przejęli mama chciała mnie przytulić i „Natalko zrobić Ci herbatkę?” i w ogóle pytała, co się stało, cieszę się, że się o mnie martwią, ale jak ktoś mnie pociesza jak ryczę, to zaczynam ryczeć jeszcze bardziej. A na to co jest, oczywiście nie odpowiedziałam. Mama mi powiedziała, że taka byłam kochana, tak ją pocieszałam przed wyjazdem, że tylko ja ją podtrzymywałam na duchu. Byłam w szoku. Oczywiście bardzo się o nią martwiłam i starałam się, ale nie spodziewałam się, że to coś dało! Jeszcze mówi, że dobrze, że poszłam tuż przed wyjazdem z babcią porozmawiać i że mówiła tacie, jaka jestem dojrzała w życiowych sprawach. Siedziałam w kuchni ponad godzinę, aż ten mały głupek sobie poszedł i zrobiłam łóżko, ubrałam się w polarową, za dużą górę od piżamy, którą dostałam od babci, długie legginsy i ciepłe skarpetki, bo tak mi było zimno i poszłam spać.
Dziś rano tata do mnie zadzwonił z pracy i zapytał, czy już mi lepiej. Byłam w wielkim szoku. Rzeczywiście było mi lepiej, więc odpowiedziałam zgodnie z prawdą i nie mogłam z wrażenia jaki mój tata jest kochany. W rodzicach mam wielkie wsparcie i to naprawdę dużo daje. Siostrę młodszą kocham nad życie, brat mnie strasznie denerwuje, ale cóż. Trudno, że z dziadkami jest jak jest, mam do nich żal, że niszczą zdrowie moich rodziców, ale odzywam się do nich normalnie, żeby nie pogarszać sytuacji. Najważniejsze, że z rodzicami jest tak dobrze. Tak bardzo ich kocham. Mogę wręcz powiedzieć, że są moimi przyjaciółmi. Więcej bliskich nie mam. Nie mam w realnym świecie ani jednej przyjaciółki, ani koleżanki. W gimnazjum nie było nikogo, z kim chciałabym utrzymać znajomość na dłużej. Na osobach które byłam w stanie znieść, to się bardzo przejechałam. Więc cieszyłam się, że kończę i odcięłam kontakt ze wszystkimi. Może to nawet lepiej dla mnie, chociaż samotność czasem jest okropna.

Sytuacja w domu jest na razie do wytrzymania. Wręcz jest tak, że mama schodzi rano do babci, żeby wypić z nią kawę, zanosi jej coś do jedzenia, jak coś robi i w ogóle. Chce pokazać pewnie, że wcale nie jest taką złą córką. Podchodzi do tego ostrożnie, z rozwagą i dystansem do dziadków. Podziwiam, że to robi, gdyby moja matka była taka dla mnie jak babcia dla mamy to bym wcale się do niej nie odezwała. Rodzice nadal przeżywają to wszystko, ale na szczęście teraz nie ma kłótni. Zobaczymy jak długo. Mama powiedziała mi coś strasznego jak przyjechałam. Opowiadała jak jest teraz w domu, że w miarę spokojnie, „ale wiesz co jest najgorsze? Że tata ma depresje. Może nic po nim nie widać, ale on nic nie chce robić, na nic nie ma ochoty”. Można pomyśleć, że mój tata jest twardzielem, on zawsze wszystko przyjmuje na klatę. Ale w głębi ma mięciutkie serduszko jak małe dzieciątko. I wiele rzeczy go rani. Mój biedny tatuś… Wyjazd za granicę na razie poszedł na drugi plan. Ewentualnie tata pojedzie gdzieś sam, żeby zarobić. Zastanawiamy się jednak na budową domu, oczywiście nie w tym mieście, tylko gdzieś w spokojnej okolicy. Dom z bali drewnianych, mamy wymarzony. Mama mówi, że już ma wizję, jak wszystko urządzić.  Ona ma super gust. I jakbyśmy mieszkali na uboczy, to może nawet kiedyś moja siostra mogłaby mieć tego swojego wymarzonego konia… Nie wiem ile jeszcze to wszystko potrwa, ale mam nadzieję, że jak najkrócej, bo nie jesteśmy w stanie jeszcze długo znosić tego, co tu jest.
  • awatar muerte_: Zazdroszczę Ci takiej rodziny, naprawdę.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

mystrangedie
 
Wczoraj jak jechałam w tym pociągu to miałam okropny zamęt w głowie. Bo wydawało mi się, że jestem chudsza niż przed wyjazdem, a czułam się cięższa. Nie mogłam się uspokoić myśląc o tym,że 10 dni się nie ważyłam i byłam jakby "poza kontrolą". Zrobiłam to dziś rano, bo wolałam nie ryzykować histerii jeśli zważyłabym się po południu.

Jak jechałam tam to tak jak mówiłam miałam ze sobą bułkę fitness z serkiem. Zaczęłam ją jeść... kiedy wjechaliśmy do tunelu. Miałam taką paranoję, że jem przy wszystkich,że masakra.Żułam najwolniej jak umiałam i było mi wstyd.

Jak dojechałam byłam bardzo głodna. Tak jak sobie postanowiłam miałam tam jeść normalnie. Do kolacji siadłyśmy o 21 (!) ,bo o tej byłyśmy w domu. Ciocia podała mi pełen talerz żurku. Po kilku łyżkach byłam tak syta,że ledwo łapałam powietrze,ale zjadłam zgodnie z postanowieniem i nie chcąc jej urazić. Najlepsze to,że podała mi jeszcze na deser kawałek napoleonki. Przemilczałam mój ból i jadłam dalej. Po tym posiłku czułam,że zaraz żołądek wypłynie mi okiem i miałam wrażenie,że się toczę,a nie chodzę.Wieczorem zrobiłam sobie chociaż zdjęcie namiastka obojczyków,na który zapracowałam,bo zrozumiałam,że jeśli tak ma to wyglądać to jest koniec mojej względnej chudości.

1373221034859.jpg

2013-07-02 17.50.27.jpg


Mimo, że jem nadal nie ustępują mi bóle w kościach,słabość,uczucie zimna. Jem porządnie do śniadania drugiego dnia. Kiedy zjeżdżamy windą wchodzi do niej jakiś chłopak. Mega wysoki,szczupły.Nie wiem jaką ma twarz,bo ja nie patrzę ludziom w twarz. Jak wychodzimy z klatki ciocia mi mówi, że to Seweryn i coś tam zaczyna gadać,a ja dokładnie nie słucham. Kiedy mówi: "Teraz już wygląda lepiej,ale on miał anoreksje, Ty wiesz co to za choroba?" Czuję,że ziemia drży mi pod stopami. Po paru sekundach milczenia,które wydają się wiecznością,orientuje się,że to było pytanie i że ciocia oczekuje odpowiedzi. Kiwam więc powoli głową jak kukiełka i mruczę jakieś "ehe" pod nosem,co pewnie nie wygląda naturalnie,ale nie zastanawiam się nad tym. Próbuję utrzymać swój żołądek w ryzach,bo mam wrażenie,że zaraz zacznę obficie rzygać na chodniku i w ogóle będę robiła to tak długo,aż pęknie mi przełyk i umrę.Czuję się porażona tym wszystkim,jakby ktoś mnie porządnie rąbnął w łeb i prawie zapominam jak się chodzi.

Tego samego dnia,później oglądamy sobie KUL i wtedy,kiedy ciocia idzie do łazienki ja zaczynam biegać po korytarzu jak porąbana i robić przysiady,ryzykując,że zaraz przyłapie mnie ona i ktoś inny.

Nienawidzę tego chłopaka z całego serca,choć w normalnych okolicznościach pewnie powinnam go uwielbiać,w ogóle jest CHŁOPAKIEM i ma ANE,no szok. To miała być przerwa,normalne wakacje,chociaż te 10 dni,chociaż raz. Przez niego znów się zaczyna. No i jak na złość przez cały pobyt spotykam go non stop. Na schodach,przed klatką,w windzie. Jeden raz nawet rozmawiał z ciocią w drzwiach,na całe szczęście wtedy spałam,inaczej bym chyba umarła. Wszędzie on i wszędzie ana,to mnie prześladuje. Któregoś dnia,w Nałęczowie do którego pojechałyśmy widzę pracownicę jubilera. Dziewczynę z kwadratowymi ramionami, która piszę coś wiersz pod wierszem w swoim notatniku. Od razu serce mi staje,bo wiem, że jest jedną z nas. Czuję to. Pozna swój swego,jak to się mówi, a ten zeszyt do końca utwierdza mnie w przekonaniu-pewnie piszę wiersz do any,biedna dziewczyna.Jak przechodzę to widzę ją od przodu i nie mam już wątpliwości-mostek,kości policzkowe,wiedziałam... Na domiar złego,kiedy siedzimy przy lodach - 2 kulki sorbetu,to chyba nie taki zły deser,co? Sorbet=woda + owoce. To nie ma dużo kalorii,tak sobie wmawiam ciągle jak liże,a ciocia mnie dobija mówiąc, że "sporo kalorii dziś zjadłyśmy." i wspomina jeszcze: "Seweryn liczył kalorie na komputerze" Nic na to nie mówię,bo co mam powiedzieć. Ona nie wie jak bardzo cierpię.
  • awatar muerte_: Okropne uczucie, gdy inni gadają o czymś, nie wiedząc, że tak naprawdę nas to dotyczy, a nam nie pozostaje nic innego tylko puste przytakiwanie.
  • awatar Tańcząca z wilkami.: Rzadko się spotyka chłopaków z anoreksją.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

anarebelbitch
 
Mileyyy:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

marcelinab79
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

marcelinab79
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

oliiiii
 
:ddd: Nad czymś trzeba mieć kontrolę.
f4edd816368fdc2c10d3f5cc1edd2554.jpg

Bilans:
-tost z plasterkiem sera i szynką (335kcal)
-6 kostek czekolady (210kcal)
Razem: 545kcal <3
 

malahembra
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów