Wpisy oznaczone tagiem "ligaswiata" (320)  

dydymus
 

Większość oligarchów politycznej sceny alternatywnej, uprawia swój ogródek wedle masońskiej zasady dziel i łącz, dzięki czemu są oni nietykalni, ponieważ w imieniu partii syjonistcznych rozdrabniają i rozwalają polski światek patriotyczny.

Nacjonaliści , chrześcijańska prawica , przedstawiciele idei państwa konstytucyjnego , anarchiści , skrajni lewacy , skinheadzi , wyznawcy New Age... to obraz dzisiejszej pożal się Boże opozycji, która kontrolowana przez regionalnych administratorów , sekretarzy i tajnych współpracowników dogorywa w poczuciu dobrze spełnionej fuszerki: demonstracji , protestów i internetowej ekspansji spod łóżka i szafy ...

(Strach wzniecić rewolucję, podnieść pięści , wyrwać chwasty ... Ta rewolucja trwałaby raptem kilka, kilkanaście godzin !Kto was powstrzymuje ? Obawy, strach! przed systemem podsycane przez waszych pseudo przywódców!!!)

I co? I nic ! zmienia się coś poza lepszym uposażeniem waszych prezesów ?! Poza nowymi rozbitymi formacjami, które rozdrabniają się na kilku osobowe twory niezdolne do ataku militarnego , siłowego czy nawet wyborczego ?!

Tak, tak! masońska robota dobiega końca... Korwin, Bubel... i stada innych dignitarzy podzieliły motłoch kontrolując jego wypowiedzi ,sugestie i nastroje ...

Stado zamiast rwać do przodu patrzy na swoich pożal się Boże przywódców trzymających cugle prawdy i inicjatywy ... Inteligencję się dyskredytuje i ośmiesza , wrabia i pogrąża !

Jak chcecie iść ?! skoro zabetonowano wam nogi, a usta wypełniono religijno- politycznym gównem , sztucznym podziałem na lewo, prawo ... dano wam internet i sensacyjne ploteczki, newsy zajmujące wam czas i myśli ... jak chcecie tworzyć rewolucyjne idee ?! idąc za marchewką konstytucji, projektów i tanich układów ?! Gdzie siła, gdzie moc ... ?!!!!

W papierarch, internecie, religiach, tworach partyjnych... nie znajdziecie wolności, tylko kolejne piramidy i piramidki , jawne i tajne kręgi żerującej władzy nad wami samymi ...

Pytam się jak osioł i baran w systemowej zagrodzie chce iść bojąc się nawet z niej wyjść ?! Jeśli nie umiesz kopać wrogów , wykopiesz sobie grób !

Nie będę wam mówił tego co chcecie usłyszeć, będę was łajał bo to jedyny argument jaki do was przemawiał i przemawia ...

Lubicie ten swoisty sado masochistyczny klimat do, którego przyzwyczaiły was systemy polityczno - religijne podporządkowane syjonistycznemu ładowi społecznemu!

Możecie być wolni ale - wolicie obore i wiadro pomyj, możecie nie płacić 80% podatków, ale szukacie kolejnych wodzów z lepszym systemem podatkowym, który w założeniu utrzymać ma nie was - lecz nowa elitę , możecie zapomnieć o GMO, ale nadal wspieracie korporacje i ich produkty...?! Logika więźnia , niewolnika ?! Czy zupełny brak logiki i poszanowania siebie !

Możecie ale nie umiecie ! boici się jak myszy czekające na zmrok...i tak po waszych plecach, po waszej naiwności wdrapie się na szczyt kolejny uzurpator, kłamca i cwaniak sugerowany przez PiS, PO, SLD... i auto reklamę w ,której obieca wam się wszystko co chcecie  ... Tylko obieca ! ... bowiem nic się nie zmieni poza formami represji i listami wrogów systemu ! Jeśli prawo neguje obywatela, obywatel aby żyć musi negować prawo i zabijać dopóki nie będzie już religi i władzy - będzie to moment wzniesienia fundamentu pod bez hierarchiczny monolit wyzwolonego społeczeństwa  !

Boicie się nawet to czytać ! jak on śmie nas obrażać?! nas! najlepszych na świecie więźniów systemu... wykonujących codzienny rytuał bezproduktywnej walki, której rezultat nie przybliża świata ani o krok do anty syjonistycznej wolności ,prawdy i jasnej przyszłości ...

Dopóki nie będzie gotowi do wojny o własne życie, dzieci i dom... nic do was nie przemówi, idźcie do nowych bogów twórzcie nowe plany i konstytucję ... bądźcie teoretykami prawdy i teoretykami wolności ... (tak jak robią to syjoniści za pomocą socalizmu, religi, demokracji, konstytucji i liberalizmu ...)

Co to za taktyka walki ,której batalia posługuje się środkami systemu, to nie jest walka - lecz współudział ... w budowie systemowej legendy !

Kiedy będziecie już tylko karmą dla zwierząt w nowych miastach swoich nowych panów, wspomnicie moje słowa i oby znalazł się wtedy ktoś kto poprowadzi was ku wojnie i ku prawdziwej wolności poza internetem, poza patriami, religiami i organizacjami !!!

Wojciech Dydymus Dydymski
 

dydymus
 

Jeśli chcemy odmienić, a nie tylko zreformować świat ,musimy odrzucić wszelakie implikacje religijne i naukowe, jako elementy utopijnej nienawiści i pasożytniczej formy istnienia, pozbawionej głównego elementu ludzkiej egzystencji jaką jest sens życia .

Bóg nie jest formą ludzkiej hierarchi religijnej , a pasożytniczny sposób tworzenia naukowej anty technologii wymusza drogę samozniszczenia gatunku ludzkiego .

Jako element wielowymiarowego życia osadzonego na wizualnej nakładce Boskiej kreacji odbywamy wieczną podróż po holograficznym świecie własnej pamięci ...

Plan Boga zakłada złamanie kodu kreacji poprzez odrzucenie ludzkiej chęci pasożytniczej władzy człowieka nad człowiekiem i człowieka nad wszechświatem.

Człowiek tworząc tą utopijną kreacje kreuje z siebie samego Boga, tworząc obłędne koło własnego upadku poprzez bezcelowy proces poznania świata za sprawą zestawienia nauki i religi , ta wojna tez z antytezami ,jest elementem teorii masońskiej dziel i łącz, na barkach, której stworzona została teoria wielkiego konstruktora ciemnej strony ludzkiej natury ...

Ten matematyczno naukowy twór Boskiej kreacji zwany Czarnym Bogiem Anty kreacji jest potrzebą odkrycia kresu luszkiej władzy poprzez samounicestwienie na podłożu najprostszych ludzkich słabości ...

Tylko całkowite odrzucenie religi , nauki, hierarchi i  władzy umożliwi człowiekowi wyodrębnienie gatunku ludzkiego z koncepcji holograficznego świata wielowymiarowego, którego założenia są powtarzalnym schematem istnienia, którego cechy wykluczają ewolucję duchową jako dalszą formę rozwoju człowieczeństwa na podłożu moralnym ,duchowym i ascendentnym...

Byt ascendentny pozwoli nam dostrzec złóżona strukturę wszechświata pozbawioną nakładki wizualnej ...

Oto prawda, która zabije religijne dogmaty, prawda, która położy kres wyzyskowi człeka nad człekiem za pomocą władzy , siły i nauki ...

Wojciech Dydymus Dydymski

P.s przyjdzie taki czas upadku ,który pokaże nam, że ewolucje ludzkiego istnienia są rozpoczynane przez nas samych, i ich schemat zawsze pozostaje taki sam ... Poprzez religie i technikę ku upadkowi ... poprzez czas i przestrzeń ku początkom samych siebie ... Holograficzne więzienie duszy ...
Wikistrony:
 

dydymus
 

Jeśli technologia i żywność ,która wdrażamy ma być naprawdę ekologiczna nie ,może ona powodować powstawania zalegających odpadów, powodować śmierci oraz musi być bezpiecznie asymilowana przez przyrodę ...

Co za tym idzie, ani nasza technologia, ani nasza żywność modyfikowana genetycznie nie należy do gatunku ekologicznych lecz to technologi posożytniczych gdzie produkcja ,użytkowanie i składowanie służy degradacji środowiska naturalnego stając się zagrożeniem dla życia ludzkiego, zwierzęcego i roślinnego .

Człowiek jako element pasożytniczy stojący w opozycji względem przyrody, planety i Boga jest zbędnym elementem konstrukcji wszechświata za czym przemawia sposób jego istnienia ,pozyskiwania dóbr naturalnych , tworzenia anty technologi i dysfunkcyjny sposób współistnienia z innymi przedstawicielami swego gatunku.

Wniosek: człowiek jako pasożyt jest zagrożeniem dla samego siebie i otaczającego go świata aby wyeliminować to zagrożenie należy go zabić, albo rozproszyć tworząc z człowieka byt indywidualny i jednostkowy uniemożliwiając jego stadną egzystencję .

Wojciech Dydymus Dydymski
Wikistrony:
 

ligaswiata
 

Bardzo ważna informacje podał pan Aleksander Barkaszow w roku 1994 lider partii o nazwie Rosyjska Jedność Narodowa . W wypowiedzi dla życia Warszawy z 4 października 1994r. stwierdził-. Wiem jaka tragedia jest dla was sprawa katyńska, ale oświadczam :

polskich oficerów nie rozstrzelali Rosjanie. Sprawdzaliśmy przynależność etniczną enkawudzistów -wykonawców wyroku . Wszyscy byli żydami i wypełniali rozkazy sobie podobnych, stojących wyżej w ówczesnej hierarchii.Rosjanie sa z natury przyjaźnie nastawieni do Polski.

Szokujące wyznania - Izraelska prasa donosi o żydach, którzy wymordowali Polaków (tłumaczenie z ameryk.;Trust at Last; nr 336)

Do wymordowania Polaków w Katyniu , Stalin wybrał żydów.W rezultacie paktu nazistowsko sowieckiego z 1939 roku Sowieci zajęli wschodnia , a Niemcy zachodnia połowę Polski .Tajna policja Stalina, NKWD (dzisiaj zwana KGB) systematycznie przeczesywała miasta znajdujące sie pod jej kontrola .Miała rozkazy, aby dokonywać obławy na wszystkich tych, którzy mogli być antykomunistycznymi działaczami w przeszłości.

Aresztowali jakies 15.000 Polaków. Około 10.000 stanowili oficerowie armii polskiej, pozostałe 5.000 to cywile : lekarze , prawnicy, dziennikarze ,przemysłowcy ,biznesmeni, profesorowie wyższych uczelni, księża , a nawet nauczyciele szkół średnich  Przetransportowano ich do trzech obozów koncentracyjnych w Rosji . Znamy jedynie los więźniów z obozu w Kozielsku ,ponieważ ich ciała odkryte zostały w Katyniu przez Niemców w 1943r. Sowieci ostatnio przyznali się do swojej odpowiedzialności za te ohydna zbrodnie ,po próbie przypisania jej Niemcom , w ciągu minionych 46 lat.

Stalin był przekonany ,że ci wykształceni przywódcy polscy moga pierwszego dnia przeszkodzic jego planom skomunizowania okupowanego terytorium. Stanowili utalentowana elitę narodu, co automatycznie czyniło ich niebezpiecznymi dla stalinowskich planów zniewolenia kolejnego podbitego narodu.

KTO ZAMORDOWAŁ POLAKOW ?

Rzez 15.000 niewinnych ludzi jest makabrycznym zadaniem nawet dla najbardziej zatwardziałego oprawcy .Stalin zwrócił się do głowy tajnej policji sowieckiej ,żyda Ławrentija Berii. Obaj przedyskutowali masowe morderstwo i zdecydowali ,¿e powinno to być wyłacznie zadaniem żydów, którzy zajmowali czołowe stanowiska w tajnym aparacie. Ich odwieczna nienawiść do katolickich Polaków była powszechnie znana.

Polakom w Kozielsku powiedziano, że będą odesłani do domu jako wolni ludzie . Pozwolono im radośnie to uczcic w noc poprzedzajaca ich wyjazd pociagiem. Salwy i okrzyki do zobaczenia w Warszawie wypełniły powietrze. Wkrótce jednak przestali się usmiechac, kiedy odkryli, że pociągi zmierzały na wschód , a nie na zachód, i że byli pod ścisłą strażą.

W momencie, gdy pociag zatrzymał sie na ostatnim przystanku na stacji Gniazdowo,blisko lasku katyńskiego, przera¿enie ogarneło polskich wiezniów .Ich samych pozamykano w budach w ciężarówkach i zawieziono do chat drwali. Skazani na zagładę ludzie byli brani po trzech do tych chat.

Odbierano im reszte własnosci jak zegarki, obraczki itd. Następnie zabrano ich do olbrzymich dołów i to co zobaczyli musiało być horrorem przekraczającym wszystkie horrory. Na dnie, leżeli ich towarzysze, którzy opuscili pociag przed nimi. Ciała leżały jedne na drugich, przy czym każda następna warstwa ciał ułożona była w przeciwna stronę , jak sardynki.

Mała grupa żydów stała w głebokich kałużach krwi , cierpliwie czekajac na następna partie ofiar wpadających do dołu.Miały byc umieszczone na wierzchu innych ciał , tak, by zrobić miejsce dla wciśnięcia wiekszej ilosci warstw, których było 12. Niektórzy Polacy opierali się , gdy żydzi próbowali wiązać ręce z tyłu. Innym zarzucano płaszcze na głowy i wiązano z przodu . Niektórym wypełniano usta trocinami ,które NKWD uznało za skuteczny sposób kneblowania ofiar. Ich bowiem okrzyki mogły spowodować dodatkowy opór innych grup trójkowych czekajacych w ciężarówkach na ostatni spacer do chaty.

Niektórych znaleziono z ranami po bagnetach z tyłu i na piersiach , do innych oddano kilka strzałów , zamiast regularnego pojedynczego w tył głowy. To pokazuje , że walczyli przed śmiercią do konca. .W sumie 4253 ofiary pochowano w Katyniu i Polacy domagają sie ujawnienia miejsca spoczynku pozostałych 10.000 ofiar. Ostatni rozdział tej odrażającej zbrodni jest jeszcze do opowiedzenia.

ŻYDZI,KTÓRZY MORDOWALI POLAKOW W KATYNIU

Izraelski dziennik Maariv ukazał światu nazwiska sowieckich oficerów NKWD zamieszanych w zbrodnie katyńską. Polski żyd Abraham Wydro , który obecnie mieszka w Tel Avivie (Maariv 21 lipiec 1971r.) zgodził sie na wywiad, ponieważ chciał ujawnic sekret Katynia zanim umrze. Opisał spotkania z trzema oficerami żydowskimi z NKWD wojskowym obozie wypoczynkowym w Rosji. Powiedzieli mu ,iż osobiście uczestniczyli w mordzie na Polakach w Katyniu.

Byli to major Joszua Sorokin, płk Aleksander Susłow , płk Samyun Tichonow.Susłow wymógł na Wydro obietnice ,że nie ujawni tej historii, aż 30 lat po jego śmierci, ale sam Wydro zadecydował, że może nie żyć tak długo.

Major Sorokin zwierzył sie Wydro ,że świat nie uwierzy , w to czego byłem świadkiem . Wydro powiedział gazecie : żydowski major w służbie sowieckiej NKWD i dwóch innych oficerów bezpieczeństwa przyznało mi sie, że okrutnie zamordowali tysiace polskich oficerów w lasach katyńskich. Susłow powiedział do Wydro chce powiedzieć ci o moim życiu ,tylko tobie, ponieważ jesteś żydem i chyba mo¿emy sobie mówić wszystko! Nie chce robić miedzy nami żadnych podziałów … zabiłem Polaków moimi własnymi rekami!

Wystrzelałem ich osobiście . Cześć tej historii jest odtworzona na tej samej stronie obok fotografii Wydro . Interesujące jest, że w Katyniu zabito także kilku żydów. Sowiecka policja była rozważna i działała selektywnie wobec 15.000 aresztowanych. Dzisiaj wiadomo, że co najmniej 10% żydów popierało Bund, który przekształcił się w Komunistyczna Partie Polski. 20% tych, którzy nie popierali Bundu było traktowanych jak reszta Polaków. Polityka Stalina zmierzała do zadanie śmierci wszystkim tym , którzy mogli w jakikolwiek sposób przeszkodzić komunizmowi.

Stalin wyznaczył żydów do prowadzenia obozów koncentracyjnych Gułag.

(Trwa ładowanie załączników…)

 

ligaswiata
 

JULIAN TUWIM

1944, sierpień, Londyn

MY, ŻYDZI POLSCY…

Matce w Polsce lub najukochańszemu Jej cieniowi.

…I od razu słyszę pytanie: “Skąd to MY?” Pytanie w pewnym stopniu uzasadnione. Zadają mi je Żydzi, którym zawsze tłumaczyłem, że jestem Polakiem, a teraz zadadzą mi je Polacy, dla których w znakomitej większości jestem i będę Żydem. Oto odpowiedź dla jednych i drugich.

Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na “rodowitych” i “nierodowitych”, pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody, na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemenów i nie-gentlemenów itd. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, Jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany sposób.

Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm. Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów.

II

Gdyby jednak przyszło do uzasadnienia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów przeważnie racjonalnych, częściowo irracjonalnych, ale bez “mistycznej” przyprawy. Być Polakiem - to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo jest z oddychaniem. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który jest dumny z tego, że oddycha.

Polak - bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem, bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy, bo z wygnania chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej rajskie rozkosze zapewniono.

Polak - bo dla czułego przesądu, którego żadną racją ani logiką nie potrafię wytłumaczyć, pragnę, aby mnie po śmierci wchłonęła i wessała ziemia polska, nie żadna inna.

Polak - bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano; bo mnie tam polską mową od niemowlęctwa karmiono; bo mnie matka nauczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami; bo to, co w życiu stało się najważniejsze - twórczość poetycka - jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku, choćbym nim jak najbieglej mówił.

Polak - bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej miłości i po polsku bełkotałem o Jej szczęściu i burzach.

Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż palma i cyprus, a Mickiewicz i Chopin drożsi, niż Szekspir i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją nie potrafię uzasadnić.

Polak - bo przejąłem od Polaków pewną ilość ich wad narodowych. Polak - bo moja nienawiść dla faszystów polskich Jest większa, niż faszystów innych narodowości. I uważam to za bardzo poważną cechę mojej polskości.

Ale przede wszystkim - Polak dlatego, że mi się tak podoba.

III

Na to słyszę głosy: “Dobrze. Ale Jeżeli Polak, to w takim razie dlaczego “My, ŻYDZI”? Służę odpowiedzią: Z POWODU KRWI. - “Więc rasizm?!” -Nie. Wcale nie rasizm. Wprost przeciwnie.

Dwojaka jest krew: ta w żyłach i ta z żył. Pierwsza jest sokiem cielesnym, więc badanie Jej należy do fizjologów. Kto tej krwi przypisuje jakieś inne, poza organicznymi, specjalne właściwości i tajemnicze moce, ten, jak to widzimy, w konsekwencji obraca miasta w zgliszcza, wyrzyna miliony ludzi i wreszcie, jak to zobaczymy, sprowadza rzeź na własny swój szczep.

Druga krew - to ta właśnie, którą ów herszt międzynarodowego faszyzmu wytacza z ludzkości, aby zadokumentować tryumf własnej juchy nad moją juchą - krew niewinnie pomordowanych milionów ludzi, krew nie ukryta w arteriach, lecz krew ujawniona. Takiej powodzi męczeńskiej krwi nie było jeszcze Jak świat światem, a krew Żydów (nie “krew żydowska”) najszerszymi, i najgłębszymi płynie strumieniami. Zczerniałe jej potoki zlewają się już w burzliwą, pienistą rzekę - I W TYM OTO NOWYM JORDANIE PRZYJMUJĘ CHRZEST NAD CHRZĘSTY:

KRWAWE, GORĄCE, MĘCZENNICZE BRATERSTWO Z ŻYDAMI.

Przyjmijcie mnie. Bracia, do tej zaszczytnej wspólnoty Niewinnie Przelanej Krwi. Do tej gminy, do tego kościoła chcę od dziś należeć.

Ta RANGA - ranga Żyda Doloris Causa - niechaj będzie udzielona polskiemu poecie przez naród, który go wydał. Nie za żadne zasługi, bo Ich przed wami nie mam. Będę to uważał za awans i najwyższą nagrodę za tych parę wierszy polskich, które może mnie przeżyją i pamięć o których związana będzie z moim imieniem - imieniem Żyda polskiego.

IV

Na opaskach, Jakie nosiliście w ghetcie, wymalowana była gwiazda Dawida. Wierzę w taką przyszłą Polskę, w której ta gwiazda, ta z opasek, stanie się jednym z najwyższych odznaczeń, udzielanych najwaleczniejszym żołnierzom i oficerom polskim. Będą ją oni z dumą nosili na piersi obok dawnego Virtuti Militari. Będzie i Krzyż Ghetta - nazwa głęboko symboliczna. Będzie Order Żółtej Łaty - zaszczytniejszy niż niejedno dotychczasowe świecidło. I będzie w Warszawie, i w każdym innym mieście polskim, pozostawiony, utrwalony i konserwowany jakiś fragment ghetta w niezmienionej postaci, tak jak go zastaniemy, w całej zgrozie zgliszcz i zniszczenia. Otoczymy ten zabytek hańby naszych wrogów, a chwały naszych umęczonych bohaterów łańcuchami, odlanymi ze zdobytych hitlerowskich armat, i świeże, żywe kwiaty będziemy co dzień wplatać między żelazne ogniwa, aby po wieczne czasy świeża i żywa pozostała pamięć przyszłych pokoleń o zmasakrowanym narodzie, i na znak, że zawsze żywy i świeży jest nasz ból po nim.

Kościołowi narodowych pamiątek przybędzie jeszcze jedna. Będziemy tam prowadzić dzieci i opowiadać o najpotworniejszym w dziejach świata męczeństwie ludzi. W centrum tego pomnika, którego tragizm uwydatnią otaczające go nowoczesne, da Bóg, Szklane Domy odbudowanego miasta, płonąć będzie nigdy nie gasnący ogień. Przechodnie będą zdejmować przed nim kapelusz.

A kto chrześcijanin - przeżegna się znakiem krzyża… Więc z dumą, z żałobną dumą będziemy nosić tę rangę, wszystkie inne zaćmiewającą - rangę Żyda Polskiego - my, cudem i przypadkiem pozostali przy życiu. Z dumą? Powiedzmy raczej: ze skruchą i żrącym wstydem. Bo przypadła nam ona za waszą mękę, za waszą chwałę. Odkupiciele!

…Więc może nie “My, Żydzi Polscy”, ale “My, Widma, my. Cienie pomordowanych braci naszych, Żydów Polskich”…

V

My Żydzi Polscy… My, wiecznie żywi - to znaczy ci, którzy zginęli w ghettach i obozach, i my widma - to znaczy ci, którzy zza mórz i oceanów wrócimy do kraju i będziemy straszyć wśród ruin swymi w całości zachowanymi cielskami i upiornością niby to zachowanych dusz.

My, prawda grobów, i my złuda istnienia, my, miliony trupów i kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy niby nietrupów; my, nieskończenie wielka bratnia mogiła; my, kirkut, jakiego dzieje nie widziały i nie zobaczą.

My, poduszeni w komorach gazowych i przetopieni na mydło, którym nie zmyje się ani śladów naszej krwi, ani piętna grzechów świata wobec nas.

My, których mózgi tryskały na ściany naszych nędzarskich mieszkanek i na mury, pod którymi nas masowo rozstrzeliwano - tylko za to, że jesteśmy Żydami.

My, Golgota, na której mógłby stanąć nieprzebyty las krzyżów. My, którzyśmy dwa tysiące lat temu dali ludzkości jednego niewinnie przez Imperium Romanum zamordowanego Syna Człowieczego - i wystarczyło tej jednej śmierci, aby się stal Bogiem. Jaka religia urośnie z milionów śmierci, tortur, poniżeń i rozkrzyżowanych w ostatniej rozpaczy ramion?

My, Szlojmy, Srule, Mośki, parchy, bejlisy, gudłaje-my, których imiona i przezwiska prześcigną w dostojności brzemienia wszelkich Achillesów, Chrobrych i Ryszardów o Lwich Sercach.

My, znowu w katakumbach - w “bunkrach” pod brukiem Warszawy, człapiący w smrodzie ścieków, ku zdziwieniu naszych kompanów - szczurów.

My, z karabinami na barykadach, śród ruin naszych bombardowanych z powietrza domostw; my, żołnierze wolności i honoru…

“Jojne, idź na wojnę!” Poszedł, szanowni panowie, i zginął za Polskę..

My, którym “twierdzą był każdy próg” każdego walącego się na nas domu.

My, Żydzi polscy, dziczejący w lasach, karmiący przerażone nasze dzieci korzonkami i trawą, my pełzający, czołgający się, nastroszeni, z jakąś cudem zdobytą lub za grube pieniądze wybłaganą, staroświecką dwururką…

My, Hiobowie, my. Nioby, my na pokucie po setkach tysięcy naszych żydowskich Urszulek…

My, głębokie doły potrzaskanych, pomiażdżonych kości i poskręcanych, pręgami pokrytych zwłok.

My-krzyk bólu! Krzyk tak przeciągły, że go najdalsze wieki usłyszą. My, Wycie, my Chór, zawodzący mogilne El mole rachmim, którego stulecie będzie stuleciu przekazywać.

My, najwspanialsza w dziejach kupa krwawego nawozu, którym użyźniliśmy Polskę, aby tym, co nas przeżyją, lepiej smakował chleb wolności.

My, makabryczny rezerwat, my, ostatni Mohikanie, niedobitki rzezi, które jakiś nowy Barnum może obwozić po świecie, obwieszczając na pstrych plakatach: “Niesłychane widowisko! The biggest sensation in the world! Żydzi polscy-żywi i prawdziwi!” My, Gabinet Okropności, Schreckenskammer, Chambre des Tortures! “Osoby nerwowe upraszane są o opuszczenie sali!”

My nad rzekami zamorskich krain siedzący i płaczący. Jak ongi nad rzekami Babilonu. Po całym okręgu świata płacze Rachel dzieci swoje, aleć ich niemasz! Nad rzeką Hudson, nad Tamizą, nad Eufratem, Nilem, Gangesem i Jordanem błąkamy siew rozproszeniu naszym, wołając: “Wisło! Wisło! Wisło! Matko rodzona! Szara Wisło, nie od brzasku różowa, ale od krwi!”

My, którzy nawet grobów dzieci naszych i matek nie odnajdziemy- tak się warstwami poukładają, tak się na całą ojczyznę wszerz rozpostrą w jedno pogrzebanie! I nie będzie upatrzonego miejsca, żebyś mógł na nim kwiaty położyć, ale, jak siewca ziarno, będziesz je szerokim rozmachem rąk rozrzucał. Może przypadkiem trafisz.

My Żydzi polscy… My, legenda krwią i łzami ociekająca. Kto wie, czy Jej nie trzeba będzie pisać biblijnymi wersetami: “Oby rylcem żelaznym i ołowiem na wieczną pamiątkę wydrążona była” (Hiob XIX, 24). My, apokaliptyczne stadium dziejów. My, Jeremiaszowe Treny:

…”Leży na ziemi po ulicach dziecię i starzec, panny moje i młodzieńcy moi polegli od miecza; pobiłeś ich w dzień zapalczywości twojej, pomordowałeś ich a nie sfolgowałeś…”

…”Wrzucili do dołu żywot mój, a przywalili mnie kamieniem. Wezbrały wody nad głową moją i rzekłem: Jużci po mnie!… Wzywam imienia Twego, o Panie, z dołu bardzo głębokiego… Widzisz, o Panie bezprawie, które mi się dzieje, osądźże sprawę moją… Oddajże im nagrodę Panie, według sprawy rąk ich! Dajże im zatwardziałe serce i przekleństwo swe na nich! Goń ich w zapalczywości, a zgładź ich, aby nie byli pod niebem Twoim, o Panie!” (Treny Jeremiaszowe, III).

Nad Europą stoi olbrzymi i wciąż rosnący widmowy Kościotrup. W jego pustych oczodołach świeci ogień niebezpiecznego gniewu, a palce zacisnęły się w kościstą pięść. I On, nasz Wódz i Dyktator, będzie nam dyktował prawa nasze i żądania.
 

ligaswiata
 
Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem żydowskiego pochodzenia
Rozmowa z Bolesławem Szenicerem, prezesem Stowarzyszenia Starozakonni.

„Bolesław Szenicer”. Imię polskich królów i żydowskie nazwisko. To przypadek, czy rodzice chcieli w ten sposób coś wyrazić?
- Zazwyczaj w rodzinach żydowskich pierwszy syn otrzymywał imiona po dziadkach. Stąd mój brat, który wyjechał w 1969 roku do Izraela miał na imię Abram Icek. Ja jako drugi syn otrzymałem imię Bolesław. Przez całe młode lata szczyciłem się tym imieniem sądząc tak jak i wszyscy ludzie skupieni wokół mnie, czy to w szkole czy na ulicy, że to imię jest mi nadane po królach polskich. Niestety, było ono po prezydencie Bolesławie Bierucie, który pełnił tę funkcję od 5 lutego 1947 roku do 20 listopada 1952 roku, to jest do dnia, w którym się urodziłem. Był to wybór mojego ojca Pinkusa, który po wojnie w charakterze murarza brygadzisty odbudowywał Warszawę m.in. budował na gruzach getta warszawskiego dzielnicę Muranów. Podczas wizytacji budowy przez Bieruta w dniu 22 lipca 1950 roku doszło przypadkowo do rozmowy mojego ojca z Bierutem, w wyniku której ojciec otrzymał przydział na mieszkanie.

Czym dla Pana, prezesa stowarzyszenia „Starozakonni” jest żydowskość?
- Rodzi się człowiek i nie ma wpływu na ten Boski plan, w ramach którego się pojawił na ziemi. Mnie dane było urodzić się tu, w kraju nad Wisłą i jestem bardzo dumny z tego faktu, iż jestem Polakiem żydowskiego pochodzenia. Moja żydowskość to przede wszystkim związek z religią mojżeszową, którą namaszczeni byli moi przodkowie.

Jest Pan obrońcą polskiej historii i polskiej godności. Należy Pan do Żydów, jak niedawno zmarła nieodżałowana dr Dora Kacnelson, demonstrujących swą żydowskość a jednocześnie broniących dobrego imienia Polaków. Czym dla Pana jest Polska i polskość?
- Muszę przyznać, iż jestem wzruszony tym stwierdzeniem i postawieniem mnie w jednym rzędzie obok dr. Dory Kacnelson. Bardzo dziękuję. Byłem wychowany w domu, w którym, Bóg, Honor i Ojczyzna, to nie był jakiś tam slogan wypisany na papierze. Najważniejszym elementem wychowania było mówienie Prawdy. Odróżnianie Zła od Dobra towarzyszyło mi od dziecinnych lat. To był obowiązek każdego człowieka. Dla mojego ojca polska ziemia to była świętość, w której się urodził i w której chciał być pochowanym. To kraj, dla którego pracował i o który walczył podczas okupacji hitlerowskich Niemiec. A dla obrony Polski i godności Polaków, których kochał jak swoich braci, mój ojciec zawsze mawiał, iż „mógłby się zjednoczyć, nawet z diabłem”.

Jak Pan widzi miejsce i rolę obywateli polskich pochodzenia żydowskiego w naszym kraju?
- Każdy, bez względu na wyznanie, jako obywatel Polski musi dbać o prawdę historyczną jak i prawdę teraźniejszą. Będąc związany z tradycją religijną swoich przodków nie mogę zapominać, iż jako obywatel Polski mający takie same prawa jak wszyscy inni obywatele, muszę strzec wszelakich wartości, które pozwalają budować nasz kraj dla dobra ogólnego. Nie da się uciec od ziemi, na której się urodziło i wychowało. Mój ojciec zawsze mawiał: pamiętaj o swoim „mameluszn”, o matczynej ziemi…

Jaki ma Pan stosunek do praktyki wielokrotnych zmian nazwisk?
- No cóż, ten proceder jest związany z brakiem godności i szacunku dla swoich przodków, niestety zgodny z prawem. Uważam, że to powinno być zabronione. Oczywiście, zmiana nazwiska w czasie okupacji niemieckiej dla ratowania własnego życia było normalnym odruchem ludzkim. Natomiast zmiana nazwiska, podobnie jak zmiana religii, jest oszukiwaniem samego siebie. Co by taki osobnik nie zrobił, to i tak szydło wyjdzie z worka. Zawsze znajdują się ludzie, którzy ten czyn będą pamiętali i go opublikują. Weźmy dla przykładu takiego Michnika. Większa część Polaków pamięta nazwisko Szechter. I po co to? Podobnie sprawa ma się z konwersją. Dla przykładu Antoni Słonimski zawsze był określany Żydem, pomimo konwersji jakiej dokonał jego dziadek.

Jaki ma Pan stosunek do historycznej tendencji tworzenia autonomii żydowskiej w Polsce, tzw. „judeopolonii”?
- Polska była od wielu wieków najbardziej przyjaznym krajem dla Żydów. To tu, nad Wisłą, naród żydowski żyjący w rozproszeniu na całym świecie, otrzymał największe pole do normalnego życia i rozwoju. Raz było lepiej, raz gorzej, w zależności od zmieniającej się sytuacji gospodarczej lub politycznej. Od XVIII wieku widoczny był zwiększony napływ Żydów, którzy zdominowali wszystkie gałęzie życia w Polsce do tego stopnia, iż nie Żydzi czuli się jakby byli obcymi we własnym domu. To doprowadzało niejednokrotnie do konfliktów. Stan taki miał miejsce w całej Europie i w Rosji. Wobec dominacji żydowskiej, dążącej do absolutnego rządzenia, nasilała się wrogość do zamieszkałych tam Żydów. Wobec braku możliwości powrotu do Jerozolimy głoszonego przez syjonistycznych przywódców żydowskich, politycy rządzący w każdym z tych państw szukali możliwości znalezienia jakiegoś miejsca na ziemi dla stworzenia państwowości dla Żydów (np. Birobidżan lub Madagaskar). Jednakże dla samych Żydów najlepszą ziemią była Polska zwana Polin. Religijni przywódcy żydowscy podjęli próby udowodnienia, iż to ta ziemia nad Wisłą jest nadana im z mocy Pana Boga. Po tak głoszonych naukach nastąpił znaczny wzrost osiedlenia się religijnych Żydów, a w szczególności biedoty żydowskiej. Judeopolonia stawała się faktem.

Czy nadreprezentacja Żydów w aparacie komunistycznej władzy nie była inną drogą do tego samego celu?
- Trzeba odróżnić żydowskich działaczy politycznych znajdujących się w aparacie komunistycznym na wierchuszce, od przywódców religijnych. Dla ideologów komunistycznych najważniejszą doktryną była walka o zdobycie i utrzymanie hegemonii nad światem. Dla nich nie miało znaczenia czy to będzie kraj nad Wisłą czy nad Potomakiem. Zaś dla ideologów religijnych Polska była krajem wymarzonym do stworzenia Edenu, tu na tej ziemi. Ziemi, która wielokrotnie była ograbiana przez wojny i długo nie miała swej państwowości. Była bardzo łatwym kąskiem do zdobycia i stworzenia tu raju dla Żydów (paradis judeorum).

Jaką Pan widzi drogę: walka o hegemonię, czy symbioza z pełnym poszanowaniem tożsamości?
- Oczywiście, jestem absolutnie za poszanowaniem tożsamości każdego narodu i każdego wyznania. Lecz kiedy taka symbioza nastąpi, tylko Bóg raczy wiedzieć, jakie ma plany wobec dalszego istnienia ludzkości. Niestety, walka o hegemonię i o rządzenie nad światem nie zmieniła się nic od zarania człowieka. Zła jest więcej od dobra!!!

Jak Pan widzi toczącą się dziś, także w naszym kraju, wojnę cywilizacji?
- Ja osobiście nie widzę by w naszym kraju toczyła się wojna cywilizacyjna. Zawsze, od zarania ludzkości, trwały wojny i konflikty zbrojne dążące do opanowania ziem zamieszkałych przez nację gospodarzy. Dziś nasz kraj znalazł się pod okupacją Unii Europejskiej i ma tyle do gadania co przysłowiowy „Żyd za okupacji niemieckiej”. Dziś wojna cywilizacyjna przeniosła się z Europy do innych państw naszego globu. Polska ma być krajem dostarczającym, oprócz mięsa żywnościowego, mięso armatnie, jak też gastarbeiterów gotowych do wysługiwania się obcym. Ostatnio najbardziej głośnym przedstawieniem sprawy „wojny cywilizacji” jest opracowanie naukowe prof. Macieja Giertycha, za co oczywiście natychmiast został przez Żydów okrzyknięty mianem „antysemity”. Autor opierając się na wielu innych tego typu opracowaniach (przede wszystkim Feliksie Konecznym), przedstawia kulturę żydowską i judaizm jako narzędzia bardzo ekspansywnego narodu, który zawsze zmierzał do dominacji nad innymi nacjami. Trudno się nie zgodzić z takim stwierdzeniem, zarówno w przekroju historycznym, jak i obecnie, obserwując poczynania Żydów na całym świecie. Cywilizacja Żydów od zawsze budowana była w oparciu o odrębność od otoczenia, w którym zamieszkiwali.

Czym Pan tłumaczy nadreprezentację Żydów w stalinowskim aparacie ucisku?
- Dla Żydów każda droga dojścia do władzy i rządzenia jest dobra. Dlatego też Lenin i Stalin, znając apetyty żydowskie na władzę, dopuścili do zajęcia przez nich wysokich stanowisk w biurze politycznym, co pozwoliło im sprawować władzę dla budowy imperium sowieckiego. Oczywiście, kij ma dwa końce, więc jak to się skończyło dla Żydów, to już dziś wiemy. Niestety, odma zła i krzywd jakich dopuścili się żydowscy działacze w stalinowskim aparacie ucisku, spływa po dzień dzisiejszy na cały naród żydowski. Jest to krzywdzący osąd dla tych Żydów, którzy jako ideowi komuniści wierzyli w możliwość zbudowania państwa, w którym wszyscy ludzie byliby równi i żyli w zgodzie, jak i dla tych, którzy byli w opozycji do stalinowskich barbarzyńców.

Czy fakt tej nadreprezentacji ma w dalszym ciągu wpływ na obecną walkę cywilizacyjną w Polsce?
- Dziś walka cywilizacyjna w Polsce jest znikoma. Starzy żydowscy aparatczycy powymierali, a ich miejsce zajęły ich dzieci i wnuki. Poprzebierali się za różnej maści demokratów i po 1989 roku opanowali czołowe miejsca we wszystkich gałęziach życia w naszym kraju. Pod hasłami wolnej Polski, na barkach klasy robotniczej, czasami szantażem, wysforowali się na reprezentantów narodu. Niestety, stało się to przy kompletnym braku zjednoczonych sił patriotycznych i przy poparciu szabas gojów, którzy przy okazji dostali kawałek macy, pozostałej z żydowskiego stołu.

Legenda KOR-u jest oparta o martyrologię roku 1968. Na micie o „wypędzeniu”. Co by się stało w polskiej polityce, gdyby ten mit upadł?
- Mam nadzieję, że znajdą się normalni historycy, którzy opiszą wydarzenia marca 1968 roku w sposób rzetelny. Ale może to nastąpić dopiero po oczyszczeniu naszego domu z „korników”. Tamten incydent przede wszystkim trzeba rozpatrywać pod względem geopolityki tamtych lat. W szczególności przez pryzmat polityki państwa Izrael prowadzonej po 1966 roku wobec Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na dzień dzisiejszy obecnym politykom rządzącym naszym krajem wygodne jest przedstawianie tego tematu jako martyrologii narodu żydowskiego i akt antysemityzmu zastosowanego przez rząd Władysława Gomułki.

Rozmawiał: Bohdan Poręba
Mysl Polska, Nr 20 (17.05.2009) Bolesław Szenicer








Bolesław Szenicer (ur. 20 listopada 1952 w Warszawie) – działacz społeczności żydowskiej w Polsce, wieloletni dyrektor cmentarza żydowskiego w Warszawie, fundator i prezes Fundacji Gęsia, zajmującej się restauracją zabytków żydowskich w Polsce, przewodniczący założonej przez siebie w 2003 Gminy Wyznaniowej Starozakonnych w RP.

Życiorys[edytuj]

Jest synem Pinkusa Szenicera (1912–1983) i Tamary z domu Nowickiej (1922–1977). Był wieloletnim dyrektorem cmentarza żydowskiego w Warszawie, współorganizował zbiórkę pieniędzy na odlanie w brązie pomnika Janusza Korczaka na cmentarzu. Wspierał zahamowanie procesu zniszczenia zabytkowego domu modlitwy przy ulicy Targowej 50/52 na warszawskiej Pradze, w którym znajdują się nieliczne malowidła ścienne przedstawiające cykl zodiakalny oraz grób Racheli w Betlejem.

1 października 2002 został usunięty z funkcji dyrektora cmentarza żydowskiego przy ulicy Okopowej w Warszawie, w wyniku konfiktu z zarządem Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. Wraz z grupą działaczy założył alternatywną Gmina Wyznaniowa Starozakonnych w RP. Publikuje w formie internetowej i kserowanej Głos Starozakonnych, w którym m.in. atakował wielu działaczy środowiska żydowskiego w Polsce, oraz w odniesieniu do 1968 wyrażał opinię usprawiedliwiające moczaryzm. Walczy o zmianę zapisu w ustawie z 20 lutego 1997, która uregulowała zwrot religijnych majątków żydowskich w ręce ZGWŻ.

Członek Polskiej Partii Socjalistycznej, kandydat w wyborach do Sejmu RP w 2005 i 2007 z listy Polskiej Partii Pracy. Jest współredaktorem, obok Leszka Bubla, antyżydowskiego pisma Co z tą Polską. Wraz z Bublem wystąpił w teledysku do – ocenianej jako antysemickiej – piosenki Longinus Zerwimycka[1]. Po wyjściu na jaw jego współpracy z Leszkiem Bublem, obie partie lewicowe zerwały z nim kontakty. W 2011 został wiceprezesem Polskiej Partii Narodowej
 

ligaswiata
 
Bolszewia na uchodźctwie
i jej wspólnicy w Polsce

Ci z nie spalonych WSI

Opadają emocje po ujawnieniu sekretów Wojskowych Służb Informacyjnych. Teraz już nikt nie będzie miał wątpliwości, że w III RP pod nosem polskich polityków najwyższego szczebla, za ich wiedzą i cichą aprobatą, powstała przestępcza i mafijna organizacja opłacana z kieszeni obywateli i działająca przeciwko interesom Polski.
Raport o działalności WSI to ważny etap w walce o suwerenność naszego kraju. W tej potyczce kolejni wrogowie Polski wykurzeni zostali z wypieszczonych i bezpiecznych okopów władzy i wpływów. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pomimo najnowszych trendów w polskim wymiarze sprawiedliwości, oskarżeni agenci WSI nie będą czekali na wyroki całymi latami i że wyroki te,” z braku przekonywujących dowodów rzeczowych i braku świadków”, nie będą wyrokami uniewinniającymi.

Dla mnie, jako politycznego banity peerelowskich komunistów i służb specjalnych, szczególne znaczenie we wspomnianym dokumencie mają informacje o działalności WSI w środowiskach Polaków mieszkających poza krajem.

Handlarze zwłokami

Z Raportu wynika m.in, że tajny oddział Y II Sztabu Generalnego WP przejmował przez swych agentów majątki po tych Polakach, którzy zmarli na Obczyźnie samotnie, nie pozostawiając potomstwa. Niejaki Tadeusz Mrówczyński zidentifikowany w Raporcie jako osoba niejawnie współpracująca z WSI w taki właśnie sposób załatwił sobie spadek po obywatelu Kanady pochodzącym z Polski. Według ministra Antoniego Macierewicza agenci WSI zagrabili w ten sposób setki milionów dolarów.( www.prezydent.pl ).

Nie tylko aspekt kryminalny zastanawia w tej skomplikowanej akcji, wymagającej przecież współpracy wielu wysoko-wykwalifikowanych agentów, w tym fałszerzy dokumentów, notariuszy i prawników, ale również rola jaką w akcjach cmentarnych hien odgrywały polskie placówki dyplomatyczne. Można sobie wyobrazić sytuację, kiedy to przetransportowaną z Kanady do Polski trumnę ze zwłokami, na warszawskim lotnisku odbierają agenci podając się za daleką rodzinę zmarłego, przedstawiają fałszywe dokumenty upoważniające ich do odbioru trumny, a potem i majątku nieboszczyka.

Wszystkich zainteresowanych rozmiarem wpływów agentów WSI i innych osób niejawnie z WSI współpracujących, które przez lata dominowały środowiska polonijne, zachęcam do zapoznania się z tym dokumentem. Wynika bowiem z niego niezbicie, iż politykę wobec Polonii wyznaczały właśnie takie osoby, jak np. Marek Jędrys, dyplomata, który, „realizował zadania związane z wpływaniem na ambasadora w kierunku pożądanym przez WSI. Pomagał plasować wskazane osoby na placówkach dyplomatyczych”.( Raport s.339). Ze względu na ogromne znaczenie treści tego Raportu, dla wszystkich Polaków mieszkających poza krajem, zamierzam tej sprawie poświecić swój kolejny artykuł.

Inny Raport, inni Polacy

W podsycanej przez media atmosferze napięcia związanego z oczekiwaniem na opublikowanie raportu o WSI, zupełnie niepostrzeżenie przemknęła w polskich i polonijnych środkach masowego przekazu informacja o innym rządowym raporcie, dotyczącym ponad 17- stu milionów Polaków mieszkających poza granicami kraju.

Otóż, 14 lutego 2007 Sejmowej Komisji łączności z Polakami za granicą przedstawiony został raport opracowany w ramach prac Międzyresortowego Zespołu ds. Polonii i Polaków za Granicą. Raport ten jest, jak to określił doradca premiera ds. Polonii i Polaków, Michał Dworczyk, „ próbą diagnozy” aktualnej sytuacji Polonii i Polaków mieszkających poza krajem.

W raporcie zwrócono między innymi uwagę na „nieefektywny system finansowania Polaków za granicą, utrudniony dostęp do nauki języka polskiego i polskich mediów”.

Z danych zawartych w raporcie wynika, że w 2006 roku na rzecz Polonii przeznaczono łącznie około 136 mln zł; z Senatu przeznaczono 52 mln, 7mln zł wyasygnowano z funduszy różnych ministerstw i Kancelarii Prezydenta. www.pis.org.pl/article.php?id=6324. Wydatki związane z udzielaniem pomocy Polonii w roku 2007 jeszcze bardziej wzrosną gdyż na zadania polonijne Kancelaria Senatu zaplanowała wzrost środków finansowych w wysokości 75 000 zł, co w porównaniu z 2006 r. stanowi wzrost o 46,2%.

Na posiedzeniu Komisji do Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, 19 grudnia 2006 roku, zastępca szefa Kancelarii Senatu Romuald Łanczkowski poinformował, że Kancelaria Senatu zaproponowała zwiększenie „wydatków na zadania programowe i inwestycyjne środowisk polonijnych i polskich na świecie, i ma na celu zapewnienie pomocy finansowej jak największej liczbie środowisk i zaspokojenie ciągle rosnących potrzeb polskiej diaspory.”

Priorytety finansowania zadań w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą oraz kierunki działania są określane przez Senat RP w oparciu o Uchwałę Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 30 kwietnia 2002 r. (M.P. z dnia 15 maja 2002 r).


Pomoc czy zalegalizowana kradzież?

Cieszy fakt, że wreszcie po dziewiętnastu latach, w pomagdalenkowej Polsce, ktoś odważył się zwrócić uwagę na sprzeniewierzane przez Senat i Wspólnotę Polską setki milionów złotych pochodzących z kieszeni polskich podatników.

Wymienione powyżej kwoty, wydatkowane na pomoc borykającej się z „nedzą”(?!) Polonii wskazują, iż przez te wszystkie lata na wspieranie aktywności wielu niezlustrowanych pseudoreprezentantów tzw. Polonii zorganizowanej, często wywodzących się w prostej linii z agentów i donosicieli infiltrujących środowiska polonijne od 1944 roku i wspieranych przez napływających z PRL-u złodziei, kombinatorów, handlarzy, cinkciarzy i kryminalistów, wydano ponad dwa miliardy polskich złotych.

Miliardy złotych wyciągane są z budżetu państwa podnoszącego się z komunistycznej, politycznej i gospodarczej ruiny. Najwyższy czas, aby ten proceder zakończyć, najwyższy czas odsunąć „ryje od koryta”. Zbyt kosztowne jest dla naszej Ojczyzny, wspieranie bolszewii na Uchodźctwie, której lewą nogę od 1992 roku wzmacniają jej „Wspólnicy” w Polsce.

Pełnym szacunkiem darzę tych Polaków, którzy mieszkając poza krajem bezinteresownie poświecają swój czas na krzewienie polskiej kultury, języka, tradycji i czynią to pracą własnych rąk. Chylę głowę przed tymi wyrobnikami pracy społecznej. Natomiast niechęć i niesmak czuję, gdy wyciąga się do Polski ręce po pieniądze, wiesza najwyższe odznaczenia państwowe na piersiach rozmaitych prezesów, podczas gdy prawdziwi społecznicy odchodzą w zapomnieniu.





Lech Wałęsa TW "Bolek"- Lejba Kohne, wieloletni czlonek KC PZPR Stanisław Ciosek, prof. Stelmachowski i gen. SB Czesław Kiszczak



Kto za tym stoi

Głównymi sponsorami zbolszewicowanej Polonii były „niedoinformowane” kolejne rządy RP i przymykający na ten proceder oczy, Senat. To te gremia nakłaniał do często bezsensownych i niczym nieuzasadnionych wydatków 83- letni profesor Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska, manipulowany umiejętnie przez swoich asystentów i doradców. Zainteresowanym polecam zapisy stenograficzne z posiedzeń Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą z lat 1997-2007, szczególnie zapisy nr 42(8.12.2005), 63(22.12.2005), 75 (6.01.2006) www.senat.gov.pl/k6/kom/index.htm

Warto przypomnieć, że prof. Stelmachowski był jednym z inicjatorów Okrągłego Stołu, za co magdalenkowi biesiadnicy wynagrodzili go wyniesieniem na stołek marszałkowski Senatu RP. W latach 1989-1991, gdy jego akcje nieco spadły, w rządzie Olszewskiego objął on stanowisko ministra kultury, a od 1992 jest prezesem "Stowarzyszenia Wspólnota Polska" w Warszawie. Od tego czasu trwa marnotrawienie polskich pieniędzy i wydawanie ich często niezgodnie z interesem polskiego państwa i Polonii.





od lewej: prof. Stelmachowski, abp. Tadeusz Gocłowski, gen. SB Czesław Kiszczak, Lech "Bolek" Wałęsa, Reykowski, Tadeusz Mazowiecki






„Wspólnota Polska” dzieckiem niezlustrowanej dyplomacji i Okrągłego Stołu

Utworzona na fali pomagdalenkowych politycznych deformacji „Wspólnota Polska” uzasadniała konieczność swojego istnienia fobią Polonii wobec polskich placówek dyplomatycznych. To, że środowiska polonijne miały podstawy nie ufać reprezentantom Moskwy w polskich ambasadach, choćby z racji prowadzonej przez te placówki przez pół wieku infiltracji, inwigilacji, dezinformacji i dezintergacji Polonii, zupełnie nie docierało do kolejnych pomagdalenkowych ministrów i szefów MSZ. (htt://www.videofact.com/(…)cenckiewicz_sb_poloniahtlm…).

Niemal wszystkie placowki dyplomatyczne: ambasady, konsulaty i izby handlowe przed 1989 rokiem były obsadzone przez „fachowców”, którzy swoje kwalifikacje zdobywali w Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR i kontrolowanej, przez KGB i GRU, moskiewskiej akademii dyplomatycznej MGIOMO.

Byli oni rekrutowani do pracy w dyplomacji przez tajne służby i wywodzili się z pezetpeerowskich aparatczyków, lektorów KW i KC PZPR, działaczy Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, ZMS-ów, politruków stanu wojennego, potomków rozmaitych maści i odcieni sekretarzy komunistycznych partii i stronnictw sojuszniczych, z dziatwy oficerów stalinowskiej informacji wojskowej, LWP, SB i MO oraz służby więziennej ( K.Górecki MSZ Cimoszewicza, czyli raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy, „Gazeta Polska, 2005, M. Krajewska, „ Co odzyskaliśmy w MSZ, czyli Jurassic Park – i Dudek”, Niezależna Gazeta Polska, wrzesień 2006).




Antypolonijna polityka rządów III RP

Od roku 1989 niewiele się zmieniło, a ”obecna elita resortu to drugie pokolenie, dzieci działaczy o stalinowskim rodowodzie sięgającym KPP, synowie wysokich urzędników i bonzów gmachu na Szucha, zmuszonych w 1968 r. do opuszczenia stanowisk w wyniku wewnątrzpartyjnych rozgrywek. W 1989 r. pod rządami Mazowieckiego i z błogosławieństwem Wałęsy przejęli ster dyplomacjii .” ( www.medianet.pl/~naszapol/0535/0535gori.php ).


Wśród gwiazd polskiej dyplomacji nadal znajdują się byli instruktorzy Komitetu Centralnego PZPR i etatowi funkcjonariusze aparatu tej partii: Ireneusz Makles - konsul generalny w Karaczi; Stanislaw Borek - wicedyrektor Departamentu Europy; Andrzej Kasprzyk - ambasador, wydelegowany na obserwatora do misji OBWE w Górnym Karabachu; Jan Ludwik Wdowik - minister pełnomocny w Paryżu; Janusz Mrowiec - ambasador w Algierze; Jan Michałowski - ambasador w Hadze; Janusz Niesyto (ambasador w Bernie); Grażyna Bernatowicz-Bierut (drugiego członu nazwiska nie używa) - ambasador RP w Madrycie, do 1989 r. pracownica PISM, w 1989 r. dyrektor Departamentu Integracji Europejskiej. www.radiopomost.com/index.php…




W Australii znalazło się miejsce na przechowanie dla Jerzego Więcława (graduate master's degree of the Moscow Institute of International Relations (1973) and Foreign Service Postgraduate School at the Higher School of Social Sciences, Warsaw (1980) i jego malżonki Bogumiły. (www.poland.org.au/index.php… )







.. mówiliśmy wam, że wrócimy!

Z opublikowanego 16.02.2007 Raportu WSI wynika , że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych aż 108 pracowników było agentami tych służb, 32 było umieszczonych w Ministerswie Handlu Zagranicznego , w Centralach Handlu Zagranicznego 383 a w firmach polonijnych 25 ( Raport WSI, s.11-17 )

Do tej pory, po 19 latach, na placówkach dyplomatycznych III Rzeczypospolitej wśród 172 ambasadorów, konsulów i radców 75% z nich reprezentują przemalowani na biało absolwenci szkół moskiewskich ( www.msz.gov.pl ). W Edynburgu konsulem Generalnym jest p. Aleksander Dietkow, w Erewaniu Tomasz Knothe, w Grodnie Andrzej Krętkowski, w Ho Chi Minh Przemysław Jenke, we Lwowie znalazł się Wiesław Osuchowski, w Wilnie panuje ambasador Janusz Skolimowski (osobisty sekretarz E. Gierka). W imprezach towarzyszą mu konsulowie Mariusz Gasztoł i Stanisław Cyngarowski (IPN BU 021811748- z listy Wildsteina).




Kulisy przyznawania funduszy dla Polonii

Chora politycznie, zarażona komunizmem Polska dyplomacja opierająca się w wiekszości na sierotach po Stalinie, posłusznych aktywistach ZMP i ZMS, często miernotach moralnych i intelektualnych, oraz zaniechanie całkowitej wymiany personelu dyplomatycznego, doprowadziło do utrwalenia i rozrostu organizacyjnej, biurokratycznej atrapy w postaci „Wspólnoty Polskiej”. Przejmując rolę jedynej organizacji realizującej potrzeby środowisk polonijnych, z każdym rokiem zwiększała ona swoją supremację w przyznawaniu „pomocy” rozmaitym organizacjom polonijnym, zarówno na ich działalność jak i na inwestycje.

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, z wnioskiem o przyznanie funduszy na działalność organizacyjną mogą wystąpić jedynie te polonijne organizacje, które są zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym lub posiadają inny dokument rejestrujący organizację na terenie Polski. Zadania pańtwowe mogą być zlecne tylko krajowym jednostkom nie zaliczanym do sektora finasów publicznych, mającym siedzibę w Polsce, które spełniają wymogi formalne określone w ustawach o finansach publicznych, o rachunkowości, prawie zamówień publicznych oraz o pożytku publicznym i wolontariacie (Zarządzenie nr 18 Szefa Kancelarii Senatu z dnia 20 grudnia 2002). A zatem Stowarzyszenie Wspólnota Polska posiada nieomal całkowity monopol na występowanie w imieniu organizacji polonijnych o fundusze na wspieranie ich działalności poza granicami kraju.

Aby dzielić i szastać pieniędzmi „Wspólnota” musi być lubiana przez Senat RP i marszałka Senatu. Aby być lubianym, trzeba o tę sympatię zabiegać. Dlatego wspólnicy ze „Wspólnoty” ofiarowują posłom i senatorom oraz ich rodzinom, nie pomijając oczywiście członków Komisji Senackiej, atrakcyjne wycieczki nad Jezioro Świteź, Niemen, do domu Polskiego w Wilnie, pod Ostrą Bramę. Zrelaksowani, odurzeni gościną i niejednokrotnie wzruszeni politycy (ze wszystkich politycznych frakcji) tracą swoją czujność. Tempo w jakim prowadzone są dyskusje nad przyznawaniem funduszy dla Polonii jest niewiarygodne.




O większy kawałek tortu

Pierwszm etapem jest zaopiniowanie złożonych w Kancelarii Senatu wniosków, które przesłały organizacje polonijne i inne, teoretycznie działające na rzecz Polonii w kraju. Wnioski te opiniuje Zespół ds. Finansów Polonijnych, w którym kolejni marszałkowie Senatu mieli i nadal mają swoje wierne wtyki. To siła ich lobbingu decyduje o tym, że opinii Zespołu nikt nie kwestionuje, że są one akceptowane szybko i bez szemrania. Następnie wnioski, te które miały być przyjęte, trafiają do senackiej Komisji ds. Emigracji i Polaków za Granicą. Komisja zaś znów bez jakiejkolwek dyskusji ze wszystkim się zgadza i na ogół je przyklepuje.

Na prawie wszystkie posiedzenia Komisji przychodzi (jest przyprowadzany) prezes Stelmachowski. To właśnie jego obecność ma nie dopuścić do jakiejkolwiek dyskusji i nadać wnioskom i ich wnioskodawcom wiarygodność. Przed prezesem nieomal wszyscy gną się w wiernopoddańczych ukłonach. Postępujące skorumpowanie Senackiej Komisji wspierane przez kolejnych marszałków Senatu, brak kontroli nad podejmowanymi decyzjami finansowymi..... widmo peerelu krąży w Senacie III RP.




Wspólnicy „Wspólnoty” w Senacie i ich protegowani na Wschodzie

Senat, któryma ambicje prowadzenia własnej polityki zagranicznej, szczególnie na Wschodzie – niekoniecznie zgodnej z tym, co akurat robią prezydent, rząd i Ministerstwo Spraw Zagranicznych, uparcie wzmacnia polonijną wschodnią nogę. Zachęca go do tego "Wspólnota Polska", od lat uwikłana w rozgrywki polityczne na Litwie, Białorusi i Ukrainie. W ciągu ostatnich lat "Wspólnota" wyhodowała sobie całe zastępy zawodowych "Polaków ze Wschodu", rywalizujące o "dojścia" do karmiącej ich piersi krajowych prominentów, o zaproszenia na prestiżowe imprezy w kraju, a przede wszystkim o dary od wszelkich możliwych instytucji. Dary, z których Ci wszyscy „działacze”, ich rodziny i ich krewni mogą nieźle żyć, nawet jeśli lokalna społeczność nic z tego nie ma.

Z profilu wydatków widać wyraźnie, że to właśnie za wschodnią granicę odpływa 90% wszystkich funduszy inwestycyjnych przeznaczonych na pomoc dla Polonii na całym świecie. Mało tego, pieniądze te są głównie przeznaczane na zakup, remonty, ogrodzenia, dachy deficytowych polskich domów, szkół i przedszkoli we wsiach i małych miasteczkach byłych sowieckich republik, w których liczba polskich dzieci ciągle maleje. Znacznie rozsądniej i znacznie taniej byłoby płacić za wynajem pomieszczeń, niż stale remontować nadające się najczęściej do wyburzenia rudery, jak na przykład w Ejszyszkach, gdzie polskie dzieci nie mają butów, aby przyjść do szkoły, a jeśli już przyjdą, to są po prostu głodne (inf. Piotr Chlebowicz-Wydzial Wschodni Solidarności Walczącej).




O co tu chodzi

Z zestawienia przyznanych dotacji sporządzonego na podstawie uchwał Prezydium Senatu z dnia 13.03.2002, zlecających wykonanie zadań państwowych w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w roku 2002 wynika, że na inwestycje w Rosji, na Litwie, Ukrainie, Białorusi i Łotwie wydano łącznie 17 mln złotych, w tym między innymi na remont Domu Polskiego w Usolu Syberyjskim i zakup lokalu w Emiliczynie. W czasie posiedzenia Komisji Senackiej nikogo nie dopuszczono do dyskusji i nie umożliwiono zadawania jakichkolwiek pytań. W ten oto sposób niezwykle szybko rozdysponowano ponad 40 000 000 złotych.

Wspólnota Polska skromnie chciała dostać mniej pieniędzy, bo zwróciła się o przyznanie jej „tylko” 2 mln 763 tys. 525 zł z przeznaczeniem ich na wspieranie organizacji polonijnych za granicą, jednak szczodrze przyznano jej (za sprawą ówczesnego marszałka Senatu Longina Pastusiaka) - 3 mln 445 tys. 998 zł. Na niedopracowany i dlatego niewiele warty program edukacyjny Wspólnota zawnioskowała o przyznanie jej 5 708 700 zł, a otrzymała 7 504 806 zł.

Na wspieranie kultury i tzw. dziedzictwa narodowego zażyczono sobie 3 281 114 zł. To wspieranie kultury będzie polegało na zakupie strojów ludowych dla zespołów tanecznych. Za pieniądze z Polski Polonia będzie się mogła wystroić w stroje krakowskie, kurpiowskie i i łowickie, przyozdobić w korale, wianki, fartuszki, kierpce podhalańskie i kontusze.




Małpa w saunie

Na tym samym posiedzeniu Komisji Senackiej senatorowie zostali poinformowani, że "WspólnotaPolska” rękami zakontraktowanych przez siebie wysokowykwalifikowanych specjalistów, bez przeszkód rozpoczęła budowę Domów Polskich w Kurytybie (Brazylia) i Usolu Syberyjskim, o którego istnieniu senatorowie nigdy nie słyszeli. Jak jednak wyjaśnili usłużni asystenci prof. Stelmachowskiego, dotarli tam księża katoliccy i domek na koszt polskiego państwa by im się tam przydał.

Potem jak po równi pochyłej, decyzja za decyzją; ( ...” nikt z szanownych członków Komisji nie chce spędzić świąt w Senacie?” – żartowano zalotnie). Kolejne pieniądze wrzucono na udoskonalanie Domu Polskiego w Wilnie. Ten deficytowy moloch niczym mauzoleum dla pana Stelmachowskiego pożera miliony polskich pieniędzy ......... i chyba dlatego zgodzono się na zainstalowanie w nim sauny. Nic dziwnego, że kilkudziesięciu innym polonijnym organizacjom do podziału zostało niewiele ponad 2 mln złotych i prawie nic na książki, biblioteki, media.




Jarmarki i internet

Z dokładniejszej analizy wydatków Wspólnoty Polskiej tylko w tym jednym 2002 roku wynika, że w konfrontacji z krakowiakami i przytupami, nowe i atrakcyjne dla nowej generacji Polaków urodzonych poza krajem incjatywy, takie jak na przykład internetowa szkoła języka polskiego, długo jeszcze nie będą miały szans na realizację. Tym bardziej, że wielkomocarstwowe dążenia prof. Stelmachowskiego do inwestowania w deficytowe domy polskie, za kilka lat zaczną obciążać budżet państwa. No cóż, w wieku profesora łatwiej przychodzi wspieranie np. Stowarzyszenia Parafiada im. św. Józefa Kalasancjusza, które pragnie pomóc odnaleźć się człowiekowi we wspólnocie parafialnej, czy misji pijarów w Afryce (40 tys.) lub zakonu bonifratrów.

I tak mijają lata, te same organziacje, ta sama szopka. Aktywnie dobijają się do inwestowania na Litwie powstające jak grzyby po deszczu polonijne organizacje, będące dziećmi ambasdora Skolimowskiego (wierny przyjaciel Edwarda Gierka), i konsulów Mariusza Gasztoła i Stanisława Cygnarowskiego. Nie bez powodu przyznano na rozbudowę szkoły w Landwarowie w rejonie trockim na Litwie (w roku 2003) - 3 257 134 zł., na remont przedszkola w Starych Trokach - 47 032, remont domu polskiego w Suczowie – 235,000.

Powołanie Klubów Olimpijczyka w środowiskach polonijnych kosztowało skarb państwa polskiego 91 370 zł. Hojną rączką w imieniu polskiego podatnika dano na wykończenie poddasza w Santanie (w Brazylii) - 50.000 zł, za partycypację w kosztach zakupu lokalu na Dom Polski w Florianopolis w Brazylii - 40.000, a na zakup okien do Izby Polskiej w Taagerup w Dani 70.000 zł. Poza tym 38 255 zł przyznano na remont szkoły w Libii.




Inne finansowe ciekawostki

W 2004 zażyczono sobie na budowę szkoł w Starych Trokach 1 609 080 zł, podczas gdy na promocję spraw polskich na całym świecie przeznaczono sumę 1 004 713 złotych. I dalej, na wspieranie aktywności obywatelskich w polonijnych środowiskach lokalnych w krajach ich zamieszkania 350 000, na wykończenie Domu Polskiego w Gobernador Roca Missiones w Argentynie 80 000, na zakup lokalu w Sankt Petersburg 1 700 000 i na wspieranie organizacji polonijnych w Australii, na wniosek organizacji w Australii 25 287 zł. Nawiasem mówiąc jak dotąd żadna polonijna organizacja w Australii nie przyznała się do otrzymania w prezencie od Wspólnoty Polskiej ponad dziesięciu tysięcy dolarów. Polonijna społeczność nie została poinformowana ani o dotacji, ani o jej wykorzystaniu.

Jak się okazuje „Wspólnota” może również sfinasować pobyt w Polsce osobom starszym i weteranom wojny (20.000 zł), a także organizuje co roku Polonijną Gwiazdkę na sportowo w Częstochowie za jedyne 24.500 zł. Ostatnio koszty wzrosły do 30.000 zł. Ciekawe jaki zespół przygrywa tam do tańca?

I tak dalej i tak dalej: w 2005 (auto dla Andżeliki Borys 60 000 zł,) 2006 - budowa Ośrodka Młodzieżowego w Agrentynie - Burzaco i na zakończenie budowy Domu Polskiego w Kirowogardzie na Ukrainie, wyposażenie szkół polskich w Trypolisie, w Bengazi i w Bernie w Libii.




Wspólnie okradana Polska i Polonia?

Te same organizacje, ta sama strategia i ta sama gra. Pojawiają się nowe, bezsensowne propagandowe incjatywy np. program wspierania aktywności zawodowej i gospodarczej w środowiskach polonijnych, akademickie spotkanie polonijne w Portugalii, program rozwoju organizacji mlodzieżowych, harcerstwa i polonijnego sportu, plener malarski w Karpaczu i wspieranie Towarzystwa Miłośników Mazurka Dąbrowskiego.

W kuluarach Senatu rozpowszechne są złowieszcze wieści o braku zainteresowania działalnością „starych”, wiecznie skłóconych organizacji polonijnych. Nie pamiętają szanowni senatorowie i posłowie, że skłócenie to jest efektem skutecznych działań dezintegrujacych, jakim poddawano Polonię przez 60 lat. Nic dziwnego, że nieufne wobec dzieci PRL-u środowiska i organizacje nie były ani przyjazne, ani specjalnie atrakcyjne (polska wieś tańczy i śpiewa) dla nowej emigracji z lat 80.

W świetle powyżej przedstawionych faktów wydaje się, że w obecnej sytuacji najkorzystniejszym dla Polonii rozwiązaniem byłoby odcięcie Senatu od polonijnej kasy i likwidacja Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.

Nikomu jednak nie zależy na wprowadzeniu odważnych zmian. I chociaż rozsądnie myślący wiedzą , że „Wspólnota Polska”, jest organizacją archaiczną, z okresu pomagdalenkowych deformacji, jest tworem sztucznym, czymś w rodzaju tłumacza pomiędzy ludźmi mówiącymi tym samym językiem, nikt jakoś nie ma odwagi rozliczyć ją z jej szczodrobliwości co do grosza, ujawnić jej niekomptencjęi niegospodarność. A przede wszystkim potępić za korupcyjne praktyki rodem z PRL-u.

Pewne jest, iż potrzebna jest nam, Polakom, szczera i rzeczowa dyskusja nad przyszłością naszej narodowej koegzystencji, gdziekolwiek byśmy nie mieszkali. Być może lepiej byłoby przekazać sprawy polonijne polskim placówkom dyplomatycznym i Ministerstwu Spraw Zagranicznych, kiedy to na mocy nowej ustawy lustracyjnej cały korpus dyplomatyczny zostanie poddany lustracji? Tak przecież było w czasach II Rzeczypospolitej. Obyśmy tej historycznej szansy na stanie się jednym Narodem nie przegapili i, aby rządzący dzisiaj w naszej Ojczyźnie politycy dowiedli, iż to właśnie dobro całego Narodu jest najwyższym prawem - Vox populi suprema est (Cicero)



Elżbieta Szczepańska

19.02.2007

Australia


Elżbieta Szczepańska, senior psychologist, victims of crime and violence counsellor, survivors of torture and trauma therapist, human rights activist (AI), journalist, the president of the Australian-Polish Historical Society, the organizer of the “Solidarity 25 Anniversary” in the Victorian Parliament House, the representative of the Association of Detainees .Pl( Stowarzyszenie Internowani.pl ) in Australia, spokesperson for the AGVA – the Australian Group for Vetting Agents (Australijska Grupa Lustracyjna). Who is Who of Australian Women, 2006, Who is Who in Polonia, 2000. Recently published articles “ Kulisy Klamstwa”. Ujawnic prawde”.Australia Wyspa Agentow”,O prawo do Prawdy i wybaczania”,Krajobraz po wojnie 1981-2006,” Dodatkowe nakrycie”,Igrzyska Lustracyjne Polska-2007”,(www.kworum.com.pl, www.replika.com.au, www.pulspolonii.com, www.opcja.pop.pl , www.polishhistoricalsociety.org.au
 

ligaswiata
 
z lutego 1989 roku


"... Nasze służby dyplomatyczne na całym świecie mogą i MUSZĄ inicjować powstawanie rożnych NOWYCH stowarzyszeń, organizacji oraz klubów w środowiskach polonijnych na całym świecie, aby ZDEINTEGROWAĆ te organizacje które istnieją.


Tylko nowo utworzone z NASZĄ pomocą i przy NASZEJ współpracy organizacje, stowarzyszenia czy kluby bedą NAS popierać.


Te stare organizacje polonijne pod tymi zarzadami jakie są teraz, nigdy z NAMI nie będą współpracować.

NASI ludzie za granica mają od dzisiaj zadanie glębiej niż poprzedno INFLIRTROWAĆ istniejące gremia kierownicze tych starych organizacji polonijnych na wszystkich szczeblach, a zwłaszcza na szczeblach centralnych.

Nasze służby dyplomatyczne razem z NASZYMI ludzmi muszą zapewnić OPERACYJNE możliwości oddzialywania na te stare organizacje, kreowania ich dzialalności i kierowania ich polityka, tak aby NAS wspierały.

Te stare organizacje muszą być przez NAS operacyjnie OPANOWANE, a jak się to nie uda to je ZBANKRUTUJEMY ...”



gen. Czesław Kiszczak

(Trwa ładowanie załączników…)

 

ligaswiata
 

Pierwsza część tytułowej tezy, jakkolwiek oczywista dla każdego Polaka z krwi, kości i duszy (czytaj: nie tylko po mieczu i kądzieli ale także po wierze, języku, historii oraz dumie narodowej wypływającej z wszystkich wymienionych "parametrów") jest coraz częściej używana i nadużywana przez politycznych hochsztaplerów usiłujących zbijać kapitał na deklarowanym - bo przecież nie faktycznym - związku ze społeczeństwem, które chcą okraść, ogłupić i przyporządkować własnej nacji.

Niech nikt nie myśli, że sięgnę tutaj po przykład "najwybitniejszych z Polaków" w rodzaju Władysława Bartoszewskiego czy Bronisława Geremka. To byłoby zbyt proste, znacznie poniżej intelektualnych możliwości przeciętnego Polaka (bez cudzysłowu). Chociaż... Nie od rzeczy przy tej okazji wydaje się zaakcentowanie wyjątkowej bezczelności obydwu ww. obywateli PRL/RP narodowości żydowskiej. Żaden z nich nie potrafi do dzisiaj wypowiedzieć poprawnie po polsku choćby jednego zdania, preferując charakterystyczny dialekt żydłacząco-memłający.

A przecież jedzą polski chleb od lat z górą siedemdziesięciu. Ba, określenie "jedzą" wydaje się wyjątkowo nie na miejscu, zważywszy uzyskiwane przez obydwu koczowników plemiennych przywileje, apanaże, honoraria, splendory, tytuły, ordery i funkcje. Oni po prostu zażerają się polskim chlebem, za nic mając odrobinę szacunku dla narodu, któremu to wszystko zawdzięczają.

Mimo wszystko, stawiam sobie dekonspiracyjną lub - jak kto woli - lustracyjną poprzeczkę znacznie wyżej. Odpuszczam Bartoszewskiego i Geremka na rzecz obywateli PRL/RP z absolutnie najwyższej półki - prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza, że obydwaj co rusz podkreślają, że "warto być Polakiem".

Sęk w tym, iż tutaj same deklaracje nie wystarczą. Polskość bowiem to określenie narodowości, a tej nie uzyskuje się z samego faktu posiadania obywatelstwa RP, czy - wcześniej - PRL. Przypisane konstytucją prawa obywatelskie dla marszałka Rokossowskiego lub piłkarza Olisadebe wcale nie są równoznaczne z obowiązkiem uznawania ich za Polaków. Takie same zasady kwalifikowania dotyczą Kaczyńskich i faktu tego nie są w stanie zmienić nawet rekomendacje "Gazety Polskiej" czy Radia Maryja.

Moi anonimowi informatorzy podający się za "narodowców" co rusz przysyłają na adres "MOTO" ulotki z których wynika, że tak naprawdę Kaczyńscy to Żydzi o nazwisku Kalkstein, koszerni zarówno ze strony matki (w judaizmie rzecz najważniejsza), jak i ojca, byłego lektora PZPR na Politechnice Warszawskiej.

Przyjmuję te informacje w dobrej wierze, choć dla żydowskości Kaczyńskich znajduję potwierdzenie przede wszystkim w ich wyborach politycznych, bardzo łatwych do rozszyfrowania i udokumentowanych m.in. takimi faktami jak działalność w KOR, kolaboracja z komunistycznymi oprawcami (Jaruzelski, Kiszczak) przy "okrągłym stole", wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem czy wyjątkowa łatwość w podejmowaniu decyzji o wysyłaniu polskiego "mięsa armatniego" do Iraku i Afganistanu.

Pod względem genealogicznym najważniejsi obywatele RP też nie za bardzo mają się czym chwalić. W specjalnym dodatku do żydokomunistycznej "Polityki" przedstawia się ich jako potomków rodów rosyjskojęzycznych z Odessy i Galicji, nie wykluczając wariantu białoruskiego. Ot, na moje wyczucie internacjonalizm typowy dla koczowników plemiennych określanych mianem tzw. Żydów chazarskich, masowo najeżdżających wschodnie rubieże niegdysiejszej "Rzeczypospolitej Obojga Narodów".

Jest jeszcze ślad najbardziej wiarygodny, bo pochodzący ze specjalnego informatora prasowego wydanego przy okazji ubiegłorocznej, majowej wizyty Papieża Benedykta XVI w Polsce. Tego rodzaj wydawnictwa podlegają kontroli zarówno ze strony kościelnej, jak i rządowej. Jadwiga Kaczyńska, matka prezydenta i premiera, przedstawiona jest tam jako reprezentantka "spolonizowanej rodziny litewskiej". Kłóci się to wprawdzie z jej wizerunkiem fizycznym (takie "Litwinki" spotkać można było najczęściej wśród żydowskich "elit" dawnego ZSRR), rodowym nazwiskiem jej matki (Fyuth) oraz faktem pracy naukowej w Instytucie Badań Literackich PAN, okraszonej wydaniem monografii żydomasona Jana Józefa Lipskiego ale niech tam...

Przyjmijmy zatem wariant z Litwą, jako ziemią rodową Jadwigi Kaczyńskiej i jej przodków. Sęk w tym, że akurat tam, po zawarciu unii polsko-litewskiej, najłatwiej było można uzyskać status "polskiego szlachcica". Bez względu na to, czy było się Litwinem czy też Żmudzinem, Żydem, Tatarem lub Rusinem. Praktycznie wystarczyło przyjąć chrzest, aby dołączyć do szlachty i to szlachty nie byle jakiej, bo herbowej. Cóż z tego, że zazwyczaj był to herb typu "rów przez dupę". Z czasem prozaiczne początki "stanu szlacheckiego" szły w zapomnienie na rzecz legend np. o bojarskiej przeszłości.

Zresztą, nawet gdyby ta bojarska przeszłość znajdowała odbicie w faktach, to i tak utożsamianie rodowodu litewskiego z polskością uznać trzeba za ewidentne nadużycie. Nie tylko dlatego, że Litwa to kraj mieniący się suwerennym, a na dodatek równoprawnym Polsce w strukturach unijnego kołchozu. Bezprecedensowa - nawet w zestawieniu z Katyniem - skala i okrucieństwo mordów dokonanych ponad 60 lat temu przez Litwinów na polskiej inteligencji (vide: Ponary pod Wilnem) jednoznacznie przekreśla jakiekolwiek manipulacje w tym względzie.

Obydwaj Kaczyńscy powinni być zatem bardziej ostrożni w szermowaniu swoją polskością i głoszeniu, że ich wersja RP jest najlepsza i jedynie słuszna. Polak z krwi, kości i duszy potrafi bowiem - jak nikt inny na świecie - oddzielić ziarno od plew. Ba, nie da się nawet złapać na "polskość" demonstrowaną w wymiarze pozapolitycznym. Gdy widzę osobników o jednoznacznie łajzowatych posturach, nigdy nie kojarzonych z jakimkolwiek sentymentem do sportu (czego nie sposób odmówić np. Kwaśniewskiemu czy Tuskowi), a teraz próbujących robić za super kibiców, to ogarnia mnie pusty śmiech. Zwłaszcza, że "kibicowanie" Kaczyńskich vel Kalksteinów dotyczy akurat tych dyscyplin, w których Polacy coś znaczą (skoki narciarskie, siatkówka, piłka ręczna) lub znaczyć mogą (piłka nożna).

Z drugiej strony, ta żydowska para dobrze wie, na czym można zrobić geszeft. I nie waha się zaryzykować nawet wariantu z postawieniem Kaczyńskiego - premiera na czele komitetu organizacyjnego finału futbolowych mistrzostw Europy. Finał dopiero w roku 2012, natomiast wybory parlamentarne już za dwa lata. Kalkulacja wydaje się prosta; miliony polskich kibiców raczej nie będą chciały ryzykować organizacyjnego bajzlu po ewentualnej zmianie władzy. Koszerny duet pozostanie zatem nienaruszony.

Tak będzie zawsze, jeśli nie zrozumiemy podstawowej prawdy: Skoro podkreśla się żydowskość osób kojarzonych pozytywnie, że wymienię np. Alberta Einsteina (fizyk) czy Artura Rubinsteina (pianista) to dlaczego nie zastosować tego samego klucza wobec osób publicznych, piastujących najwyższe funkcje lub uchodzących za niekwestionowane autorytety. Zwłaszcza w kraju, który a priori kojarzony jest z antysemityzmem i prześladowaniem osób innej narodowości niż polska, innego wyznania niż rzymskokatolickie i innych preferencji seksualnych niż naturalne, damsko-męskie.

Lech i Jarosław Kaczyńscy lokowani są aktualnie na pozycjach pierwszego i trzeciego obywatela RP. Dodajmy gwoli ścisłości, że formalnie drugie miejsce przypisane jest nowemu marszałkowi Sejmu RP Ludwikowi Dornowi, akurat Żydowi przechrzczonemu od niedawna na katolika, a i marszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz też nie psuje tezy o żydowskim rodowodzie namiestników "Rzeczpospolitej" - jak często określają oni sami Polskę.

Od bliźniaków i ich wasali zależy czy pod skrótem RP będziemy rozumieli Rzeczpospolitą Polską czy Republikę Przybłędów. Póki co, potomkowie "spolonizowanej szlachty litewskiej" zdecydowanie mocniej realizują wizję drugiej wersji RP. To ich bandyckie prawo. Ale my, Polacy z krwi, kości i duszy nie musimy tego prawa przyjmować za swoje.

Rzeczywiście, warto być Polakiem. Tyle, że to wymaga przynajmniej odrobiny intelektualnego wysiłku i starannego przypatrywania się rodowodom, poglądom i czynom osób bardzo chętnie zaciągających się pod biało-czerwone sztandary, a następnie wznoszących je w miejscach, gdzie rozgrywane są interesy zupełnie innych nacji.



Henryk Jezierski

Gdańsk, 2 maja 2007





P.S.

Wymowną puentą do powyższego felietonu jest fragment dzisiejszej (o godz. 7.15) wypowiedzi prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Programie I Polskiego Radia:

"... to poczucie narodowe jest dzisiaj bardzo istotne. Poczucie nie nacjonalistyczne, w żadnym wypadku nie plemienne, natomiast to nie względy etniczne decydują o tym, czy ktoś jest, czy nie jest Polakiem..."

Jak zatem widać, pierwszy obywatel czwartej RP bezustannie i usilnie pracuje nad nowa definicją Polaka. Tylko czekać gdy wraz z innymi koczownikami plemiennymi ogłosi się Polakiem najczystszym, 24-karatowym.



H. Jez.
 

ligaswiata
 
Fragment książki

Krzysztofa Kakolewskiego "Generalowie gina w czasie pokoju".

(...) Tak było – i jest – nawet z książką Detektyw tak medialnego przecież detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.

Jeszcze gorszy los spotkał książkę Piotra Włodarskiego: Pan Andrzej. Kłamca, mitoman czy konformista. O istnieniu tej książki nie wie nikt poza osobami, które Autor wyróżnił, wysyłając im egzemplarz.

Już sama forma książki jest rewelacyjna. Składa się ona z samych oświadczeń, wypowiedzi o sobie reżysera Wajdy, z
zachwytów pochwalnych recenzji i jego dokumentów osobowych pisanych przez bohatera książki, a odnalezionych przez Włodarskiego. Z chwalb i pochwał powstała książka niszcząca.

Przemilczenie tej zaskakująco ciekawej książki nie jest niczym nieodwołalnym. Pomijanie jej dziś, przez „badaczy
twórczości”, recenzentów – zarówno filmowych, poświęcających swe życie Wajdzie, jak i informujących o książkach – nie będzie trwało zawsze, gdyż książka ta jest nie tylko bezcennym źródłem dla badania warunków, w jakich powstawała „socjalistyczna kultura” Polski, losów jej twórców, jak i ze względu na walory formalne. Najlepiej byłoby ją całą przedrukować w odcinkach.

Wobec wielu faktów wydobytych na jaw przez Włodarskiego drobiazgiem jest to, że bezpartyjny i odżegnujący się nawet od podejrzenia go o samą myśl wstąpienia do PPR-PZPR, okazuje się jednak byłym członkiem PZPR, co o tyle dziwniejsze, że pozwolono mu cichaczem z tej partii zniknąć i nie tylko nie prześladowano go za to, ale otrzymał nieograniczone wsparcie.

Kulminacją Pana Andrzeja... jest strona 143, na której Włodarski dochodzi do rodowodu Andrzeja W w. wersji podanej
przez reżysera.

W czym tkwi problem?

Jak zwykle w faktach – pisze Włodarski.

Ojciec Pana Andrzeja nie zginął w Katyniu, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.

Ojciec Pana Andrzeja zginął podczas wojny – to fakt. Osoba, do której Pan Andrzej się przyznaje, a która zginęła w Katyniu, nawet nie należała do rodziny Pana Andrzeja, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.

Po co więc głosić nieprawdę? Żeby czuć się lepszym? Bardziej doświadczonym przez los?

Po co szargał dla swej pychy kolejną świętość Polaków?

Faktem zamykającym wszystkie niedomówienia co do osoby zamordowanej w Katyniu była publikacja życiorysów ofiar w Wojskowym Przeglądzie Historycznym (lista ta była drukowana w latach 1989-1994). Według historyków, wspomniany już w 1943 r. zamordowany „kapitan Karol Wajda” to rzeczywiście „Karol Konrad Erazm Wajda, kapitan, syn Stanisława i Marii z Königów”.

Nie miał on nigdy nic wspólnego z Jakubem Wajda, synem Kazimierza (czyli ojcem Pana Andrzeja).

Sprawa tak niezwykle ważna dla większości ludzi na świecie, jak to, od kogo się wywodzą, ich rodowód, przodkowie,
nieraz odlegli, o których pamięć pielęgnowana jest nie tylko przez szlachtę, ale przez mieszczaństwo, a także chłopów – przez reżysera została podeptana, czym poniżył nie tylko siebie, ale i pamięć swojego rzeczywistego rodzica, w tyle lat po jego zgonie, wybierając sobie innego ojca dla autoreklamy.

Jest to jeszcze jedna forma obrzydliwego fałszu i oszustwa, ...ojciec zginął w Katyniu - Polacy uwierzą, przez to będzie wiarygodny...

ale nie jest Andrzej Wajda wiarygodny, ... jest obrzydliwym i bezczelnym kłamcą i oszustem, kłamie jak wszyscy jego khazarscy pobratymcy plemienni, kłamie tak jak zwykle we wszystkich swoich filmach, i w nowym filmie "Katyń" też.    

z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi przemilczeniami i fałszami.
 

ligaswiata
 
LIST OTWARTY DO NIEMIECKIEGO ŻYDA DONALDA TUSKA I AGENTA ROSJI BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO

W związku z podejmowanymi przez Pana i pana rząd, oraz posłów Platformy Obywatelskiej działań na niekorzyść Rzeczpospolitej oraz jej obywateli, miedzy innymi brak udzielania przez Sejm i rząd RP zgody na ratyfikacje Traktatu Reformującego z udziałem społeczeństwa Polski wyrażonego w drodze referendum, nadto szkalowaniem Polaków (twierdzenie, jakoby ci nie wiedzieli co zawierają zapisy Traktatu.), próba zwrotu mienia lub wypłaty rekompensaty osobom, które w czasie II wojny światowej kolaborowały z okupantem hitlerowskim (zaznaczam, iż podnosi Pan, ze projektowana ustawa miała by dotyczyć wszystkie te osoby, które do 1939 roku, posiadały obywatelstwo polskie, a więc i osoby narodowości żydowskiej lub niemieckiej, które chcąc uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie porzuciły na terenie RP swoją własność i nigdy do 1972 roku nie podnosiły w tym zakresie roszczeń), następnie uchwalonej w jeden dzień w oczywistej sprzeczności z Konstytucja RP, w sposób wyczerpujący znamiona niedopełnienia przy stanowieniu prawa obowiązków służbowych, ustawy Karta Polaka, co po zestawieniu wszystkich tych argumentów wskazuje na wyczerpanie znamion czynu zabronionego – zbrodni zdrady stanu, spenalizowanej w art. 127 kodeksu karnego, przejawiającego się próbą scedowania znacznej części suwerenności RP – w sposób arbitralny, przez wąski krąg osób narodowości żydowskiej – którym pan, Donald Tusk,Bronisław Komorowski, oraz Marek Borowski, przewodzicie w sposób zorganizowany, działając wspólnie i porozumieniu z osobami z poza granic RP, na rzecz obcego, obecne projektowanego państwa – jakim miała by być zreformowana UE, zwracam się do Pana w formie listu otwartego z następującymi pytaniami: Jakiej narodowości było każde z Pana czworga dziadków?
Proszę podać pochodzenie etniczne, a nie jedynie to formalne wynikające z przynależności państwowej. Z dostępnych mi dokumentów wynika, iż wszystkie te osoby były narodowości żydowskiej, w tym Anna Liebke, matka Ewy Tusk z domu Dawidowska. Jakiego wyznania były w.w osoby? Jakiego wyznania jest Pan? Tu może Pan odpowiedzieć ale nie musi, zaznaczam jednak, iż awizował się Pan w czasie ubiegania o urząd prezydenta, iż zawarł Pan ślub kościelny, nadto uważam, iż społeczeństwo RP ma prawo wiedzieć, jakiego wyznania jest premier Rzeczpospolitej. Nie jest wystarczy twierdzenie, iż jest się chrześcijaninem bowiem jak Panu wiadomo, kościół Ewangelicko- Augsburski, w szczególności ten reformowany na ziemiach polskich to skupiska konwertowanych Żydów. Vide zbiór archiwalny w WBC – Bracia Czescy Czy Pana dziadkowie, zarówno ci ze strony matki Ewy Tusk z domu Dawidowska oraz Jozefa Tuska, podpisały tzw. Volkslistę i tym przyjęły od III Rzeszy niemiecką przynależność państwową ? Jeżeli tak, to z jaka datą? Ile osób, zarówno ze strony ojca i matki korzysta dziś z prawa do obywatelstwa nadanego na mocy konstytucji RFN, która takie osoby jak Pan traktuje jako Volksdeustchy. Zaznaczam, iż to pytanie jest jedynie formalności bowiem zarówno Tuskowie jak i Dawidowscy Volkslistę przyjęli Czy ktokolwiek z w.w osób zmieniał na wniosek brzmienie nazwiska, w szczególności rodzina Dawidowskich i Lalowskich? Czy może Pan wyrazić dla ogółu społeczeństwa RP zgodę na przeglądnie w zakresie w.w prawa zasobów Bundesarchiv w Berlinie oraz WASt (Wermacht Auskunftstele)?
Czy taką zgodę może Pan wyrazić w zakresie przeglądania zasób metrykalnych oraz USC, datowanych po 1908 roku? Jaki status miał w obozie koncentracyjnym Stuthoffu a następnie w Neuengame Jozef Tusk?
Z jaką datą i za jakimi powodami został przeniesiony z pierwszego do drugiego obozu Pana dziadek? Czy dysponuje pan jakąkolwiek korespondencją z tych obozów potwierdzającą, iż Jozef Tusk był jednie i tylko więźniem. W jakim trybie i w jakiej dacie każde z czworga dziadków przechodziło rehabilitacje w związku z odstąpieniem od narodowości Polskiej? Czy była to rehabilitacja, powiązana z podpisaniem deklaracji wierności, bo nie wszyscy mogli być polskiej przynależności państwowej lub narodowości polskiej, czy też było to nadania obywatelstwa Polskiego w drodze ustawy?
Czy szczególnie w przypadku Jozefa Tuska albo Franciszka Dawidowskiego ówczesne władze wszczynały jakakolwiek procedura karna, np. z przynależność do Wehrmachtu lub inna działalność na rzecz okupanta hitlerowskiego. Czy inne osoby z bliskiej rodziny, wujków, ciotek, podpisywały Volkslistę, zmieniały nazwiska na niemieckie? Na przykład Leon Lalowski! Takie samo pytanie dotyczy dziadków Pana małżonków. Ilu osób narodowości żydowskiej lub pochodzenia żydowskiego znajduje się w kierowanym przez Pana rządzie oraz klubie parlamentarnym ? Czy przy układaniu list wyborczych do Sejmu, Senatu, tworzeniu rządu, kierował się Pan kryterium etnicznym, to jest preferował Pan osoby pochodzenia żydowskiego, w tym w szczególności zaś tych, które mają prawo do obywatelstwa RFN lub Izraela? Takie samo pytanie dotyczy członków PO lub osób rekomendowanych do samorządu? Szczególnie rzuca się na pierwszy plan przypadek Gdańska, Warszawy, Łodzi oraz Wrocławia. Czy jest Pana znana wiedza, która mówi, ile osób z kierownictwa PO oraz innych liderów ma przodków, mających prawo do obywatelstwa RFN wynikającego z Volkslisty, lub dziadkowie albo rodzice czynnie współpracowali z okupantem hitlerowskim ?
W jakim czasie zostanie wprowadzony do porządku obrad Sejmu punkt związany ze zmianą ustawy Ordynacja Wyborcza do Sejmu, a mianowicie projekt zawierający opcją zmiany ordynacji wyborczej na mieszaną, tj. wprowadzenia prawa wyboru co najmniej polowy posłów w trybie większościowym? Czy jest Pan osobiście za tym, aby osoby publiczne, szczególnie parlamentarzyści oraz członkowie rządu mieli obowiązek ujawniania swojej narodowości, wyznania, posiadanego obywatelstwa i prawa do obywatelstwa krajów trzecich, również daty uzyskania polskiej przynależności państwowej przez przodków lub nich samych ? Kim się pan bardziej czuje – Niemcem, Żydem (osobą pochodzenia żydowskiego) czy też Polakiem? Czy kiedykolwiek publicznie wypowiadał się pan w sposób noszący znamiona antypolonizmu? Syndrom Kurta Waldheima… Dziadek Tuska, dziadek Klicha, Palkot, Sikorskiego i ojciec Wałęsy. Czy naszych polityków można szantażować? Nikt nie odpowiada za przodków! Można się jednak ich wstydzić. Obawiać się jak Kurt Waldheim? Syndrom Kurta Waldheima… kim byli dziadkowie?
WYKAZ KONFIDENTÓW GESTAPO W ŁÓDZI VOLKSDEUTSCHE -GDAŃSK TUSKi w Getto Łódz Gunter WALTZ, zbrodniarz hitlerowski. Jest śledztwo w sprawie Listy Dankowskiego. Dnia 12.12.2008 roku IPN wszczał śledztwo syg. S 61/06/ZK, o to, że funkcjonariusze SB, działając wbrew dyspozycjom par. 27 pkt. 3 Instrukcji o pracy opracyjnej SB resortu spraw wewnetrznych, kierowali wykonywaniem i podejmowali czynności wykonawcze, zlecone pismem Podsekretarza Stanu MSW z dnia 26.06 1989 r. Nr SVD- 001427/89, polegające na usunięciu z ewidencji operacyjnej informacji o osobach wybranych wówczas do Sejmu X kadencji i Senatu RP, zarejestrowanych jako TW i osobami nierejestrowanymi jako TW, ale z którymi utrzymywano kontakty operacyjne oraz prowadzenia poza ewidencją resortu kontaktów operacyjnych z opisanymi wyżej osobami, co stanowilo poświadczenie nieprawdy w ewidencji operacyjnej MSW co do okoliczności mających znaczenie prawne, na szkode intersu publicznego i prywatnego. W roku 1901 na wielkim wiecu Żydów poznańskich, znany działacz polityczny, Jaffe, powiedział do zebranych: „Zwracam uwagę na stanowisko, jakie my, Żydzi zajmujemy na pruskim wschodzie. Przed prawie tysiącem lat przodkowie nasi przed grozą prześladowań przywędrowali z Zachodu do Polski. Nigdy nie wyparli się sprawy niemieckiej, po niemiecku mówili, mówili niemczyzną swej francuskiej i szwabskiej ojczyzny, kiedy ojcowie niejednego, co nas odsądza od niemczyzny, głęboko jeszcze tkwili w słowiańszczyźnie. A kiedy ten tu kraj przyłączono do Prus, wtedy to ojcowie nasi przejęli na swoje barki wielką część kulturalnego dzieła. Jeżeli miasta poznańskie stały się głównie warowniami niemszczyzny, to właśnie ojcowie nasi spełnili w tym kierunku dobrą, a może najlepszą część pracy.
Tysiącami polonizowali się chrześcijańscy Niemcy, lecz żaden Żyd tego nie zrobił i nie zerwał związku swego z niemiecką ideą. Nie tylko więc stoimy na naszym prawie, ale stoimy też na szmacie ziemi, którą pomogliśmy zniemczyć, a na to dziś głównie kładziemy nacisk.” Dziadek Tuska, dziadek, Litwaka-żyda Sikorskiego,żyda-Litwaka Palikota,Myszkiewicza-Nussbaum-Niesiołowskiego, ojciec Wałęsy-Leiba Kohne,ojciec żyda Tadeusza Mazowieckiego ur.w PŁocku – Bronisława Mazowieckiego -wykładowcy szkółki rabinackiej i członka KPP i matki T.Mazowieckiego żydówki – Jadwiga Szempliński . Czy naszych polityków można szantażować? Nikt nie odpowiada za przodków! Można się jednak ich wstydzić. Wstydzić o to bardzo! Palikot to wie i selektywnie wykorzystuje. Fakty, mity, wątpliwości. Czy służby specjalne państw trzecich, np. Ameryka ,Niemcy,Rosja,Wielka Brytania lub Izrael wykorzystują przeciw polskim politykom poniemieckie dokumenty tzw BDC (Berlin Captured Dokuments) lub bezposrednio w zasobach CIA TUSK Dziadek Tuska nie został siłą wcielony do Wehrmachtu. Poszedł dobrowolnie bo był podobnie jak Franciszek Dawidowski, drugi dziadek byli „filcowanym Niemcami” zwykłymi folksdojczami Rdzennych Polaków, bez tzw. udziału krwi niemieckiej, nie przyjmowano na VL, co najwyżej byli kategoria – „LeistungsPole” i nie wcielano nigdy do wojska niemieckiego. Życiorysy przodków Tuska są o tyle przykre, że byli oni etnicznymi Żydami, zresztą drugi dziadek też był z narodu wybranego.
Tuskowie to nie żadni Kaszubi, to ród Żydów z okolic Bełchatowa, środkowej Polski Na przełomie XIX i XX wieku w tych okolicach żyło około 1000 osób o tym nazwisku. W getto Łódź około 50 osób narodowości żydowskiej o tym nazwisku zostało zamordowanych. Dziś wg portalu moikrewni.pl nie ma ani jednej osoby w tym regionie, zaś około 700 można wyszukać na północy Polski. W archiwum IPN znajduje się wiele akt paszportowych, które wskazują, ze Tuskowie masowo wyjeżdżali z Polski na pobyt stały do Niemiec. Jechali jaki folksdojcze. To nie są zarzuty! Może VL i Wehrmacht jest żadnym zarzutem, jednak otwartą kwestią pozostaje życiorys Josefa z lat 1939- 1944. Był rzekomo więźniem obozu koncentracyjnego w Stutthofie, następnie w Neuengame pod Hamburgiem. Komendantem tych obozów był folksdojcz Max Pauly. Ktoś powie Niemiec! W Polsce żyje obecnie 46 osób o takim nazwisku Bynajmniej nie na Pomorzu. W Tarnowskich Górach! . W 1942 ten Polak został przeniesiony do Hamburga. O dziwo, w tym samym czasie został też przeniesiony do tego obozu dziadek Tuska. Jako kto? Dlaczego wypuszczono i a zarazem przyjęto do Wehrmachtu?
Tu nasuwa kawał o dziadku w obozie… mój dziadek też był w obozie… ale na wieżyczce. Profesor Aleksander Lasik napisał niedawno w książce „Sztafety ochronne w systemie niemeckich obozów koncentracyjnych” że w załogach obozów służyło co najmniej 220 folksdojczy z Gdańska. Jak było z dziadkiem Tuska? Na prawdzie nie polega też twierdzenie, że dziadek z marszu zjawił się na progu domu. Albo kłamie premier, albo jego rodzina. Żeby moc przyjechać do Polski, trzeba było w takim przypadku złożyć deklaracje wierności bądź to w Konsulacie PRL lub jakieś Misji Wojskowej. Otwarta pozostaje kwestia powojennego życiorysu Tuska – dziadka. Jeżeli był w Wehrmachcie, to musiała zostać wdrożona jakaś procedura karna. Tego nie póki co nie wiemy, a Tusk – premier, z wykształcenia historyk, zamiłowany badacz historii Gdańska udaje, ze nic nie wie w tym temacie. A może mu wszystko darowano bo był Żydem. Nie można zapomnieć, iż przed sądami nie stanęło nigdy około 1800 osób z załogi obozów Stutthof i jego podobozów. Dlaczego? Byli zwykłymi Niemcami, czy tez zniemczonymi Żydami? Przeszłość Józefa przy poświeceniu mu odrobiny czasu wyjdzie jak szydło z worka. Myślę tez, ze nie premiera nie dotyczy syndrom Kurta Waldheima.. Jednak jak widzę, co jak platforma uchwaliła 9 marca br, ustawę o zwrocie obywatelstwa hitlerowcom, to nie byłby taki pewny. FRANEK DAVIDOWSKI Z jednej strony folksdojcz, z drugiej przymusowy robotnik w Gierłoży. Uległ wypadkowi, a leczony był w szpitalu Wehrmachtu, gdzie do zdrowia przywracał go głaskaniem sam Adolf Hitler. Jak mówimy o dziadku Kaczyńskim z KPP, to zapytajmy! Kiedy i w jakim trybie Matka Tuska i babcia po kądzieli otrzymali jako Niemcy w Polsce obywatelstwo!
Osobna kwestia jest to, ze Steinbach twierdzi, ze wypędziliśmy z Polski Niemców. Informacje, że Davidowski był folksdojczem podała Marta Tusk w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” w kwietniu 2008 roku. BOLEK WAŁĘSA – LEIBA KOHNE-ojciec Lecha Wałęsy link do www I w tym przypadku jest masa wątpliwości. Ważniejszych wątpliwości…i nie z kategorii ojcostwa czy kapowania do SB. Ex prezydent twierdzi na forach w necie, że ojca w czerwcu 1945 roku zabili mu Niemcy. Z rożnych dokumentów wynika, ze miał jednak zejść z ziemskiego padołu w łóżku. Umarł w wieku lat 39. Umarł czy go zabito? Prezydent na to nie chce odpowiedzieć. Ojciec Bolek urodził się w 1907 roku w miejscowości Michałkowo koło Dobrzynia nad Wisłą. Kim był etnicznie? Kim była Matka Feliksa Kamińska, i babcia po kądzieli urodzona w 1916 roku, druga żona Leopolda Kamińskiego, nieznana z pochodzenia i dokumentów – Franciszka Glonek. Nieznanego pochodzenia bo wiemy tle, ze urodziła urodziła córkę Felixe w Ludwikowie. Zapewne w tym na wschód od Płocka. Genealodzy milczą w tej sprawie i podają – brak danych. Zatem nie wiemy nic na temat przodków Wałęsy od strony babci po kądzieli. Wschodnie okolice Płocka były siedzibą zboru ewangelickiego, dużą osada zniemczonych Żydów. (Maszewo) Czym było Michałkowo na początku XX wieku wieś w której na świat przyszedł Bolek? Było osadą kolonistów niemieckich. I nie chodzi tu bynajmniej o Niemców nawiezionych przez Himmlera oraz „polaka” Bach-Żelewskiego w ramach wzmacniania niemieckości i germanizacji Polski przez Einwandererzentrale Lietzmannstadt. Zarówno Dobrzyń nad Wisła i jego okolice, podobnie jak Wyszogród były ziemią obiecaną „niemieckich kolonizatorów… również zniemczonych Żydów. Ostatnio w archiwach „odnaleziono” metry archiwaliów dotyczących ziemi lipnowsko – dobrzyńskiej, które prawdopodobnie pokażą kim byli przodkowie Wałęsy.
Tych archiwaliów nie można było odszukać jeszcze dwa lata tamu. Do tego trzeba dodać, iż archiwalia dotyczące okresu międzywojnia wytworzone przez starostwa powiatowe dla tej części Kujaw prawie się nie zachowały. Służba w SS i obozach… była tego powodem? Konwersje Żydów? Są bogate obszerne zespoły prorosyjskie, ale tych polskich po 1919 brak. ZAGINEŁY!? Podobnie jest na Podlasiu! Zbór, w którym Piłsudski wziął ślub ewangelicki liczył 1500 takich Niemco-Zydów. Z lektury książki prof. Lasika wynika, że największy procent SSmanów do obozów koncentracyjny dostarczyli… kujawscy folksdojcze. Wałęsa chwali się drzewem genealogicznym po mieczu, specyfikuje przodków aż do 1800 roku, ale jakoś się nie kwapi do pokazania przodków Feliksy Kamińskiej. Ktoś jednak zrobił mu drzewko. Już jego pobieżna analiza i konfrontacja z bazą JEWISHGEN.org pokazuje, że Kamińscy po matkach byli Żydami. A kim była babcia Wałęsy… Franciszka Glonek?
W okolicy Włocławka żyje obecnie ponad 100 osób z takim nazwiskiem. Z bazy moikrewni.pl widać, iż największa ilość Glonków mieszka we… Włocławku. Inne miasta to takie typowo niemieckie: Tomaszów Mazowiecki, Piotrków Trybunalski, Sosnowiec. Można kpić z określenia tych miast jako niemieckie, ale uwaga! W Piotrkowie mieszkało 2 tys VD, w polskim Sosnowcu – 7 tyś, a jeszcze więcej w Będzinie i jego okolicach, prawdziwym zagłębiu zniemczonych Żydów. Co zatem w czasie II wojny robił Bolek Wałęsa, co robiła jego rodzina, jakie było prawdziwe nazwisko Wałęsów w XIX wieku? Dlaczego go zabito? Skąd filosemityzm Wałęsy i pokłady zaufania Rady Mędrców Europejskiego Syjonu? Zaufanie Sarkozego? Są rożne domniemania. Ja ich powtarzać póki co nie będę. To trzeba materialnie sprawdzić, wykluczyć albo potwierdzić. Czy byli na tej „niemieckiej ziemi” też niemieckim kręgiem kulturowym? To z tego powodu miłość Donka, niemieckiego Żyda? Jedno jest bardzo pewne. Wszyscy przodkowie Wałęsy po matce Kamińskiej byli halahicznymi Żydami. To Stąd milczenie Wałęsy na temat matki i jej przodków. Podobnie jest zaufaniem żydowskiej części SB z Gdańska w latach 1970 i 1980. Nie można zapomnieć, iż w archiwum IPN w Gdańsku są archiwalia wskazujące na to, że Wydarzenia Gdańskie, to w zasadzie zamach stanu na rząd Gomułki, to skuteczna próba zdekapitowania „Prawicowego Odchylenia” , to w końcu odwet za próbę rozliczeń, zbrodniarzy hitlerowskich, stalinowskich i zwykłych aferzystów żydowskiego pochodzenia. Zrodniarzy nigdy nie ściganych, rozliczeń zapowiedzainych na Zjazd w listopadzie 1968 r. W tym okresie Archiwim Państwowe dla m. Warszawy zniszczyło wszystkie sygnatury dotyczące warszawskich folksdeuczy – w zespole archiwalnym Starostwo Powiatowe Warszawskie z siedzibą w Aninie (1945 -50) Kto mógł go zrobić? Jaki jest udział Wałęsy w wywołaniu tych wydarzeń? (Tym się zajmijmy!!!!!) Jak to się stało, że ten na ówczas młody czowiek znalazł sie w samym centrum gdańskich wydarzeń? Tak blisko Gierka?
Proces za 1970 rok to nie wszystko! Ważne są intencj, kto i po co to wywołał? Wałęsa to nie zwykły kapuś, to pierwsza linia nacjonalistow w żydowskiej diasporze w Polsce. Wg mnie od dość dawna! PAUL SARKOZY Babcia była z domu Thomas, Toht. Była protestantką. To ewidentnie wskazuje na to, że mogła i powinna być, i raczej była ona węgierskim folksdojczem. Prawdopodobnie ona sama lub jej cała rodzina została przesiedlona do Polski w ramach jej germanizacji. Baza ODESSA3.org pokazuje, pokaźną liczbę węgierskich Niemców o tym nazwisku przerzuconych z Polski w czasie II wojny swiatowej. Zapewne z tego powodu ojciec obecnego prezydenta Francji, węgierski emigrant, nie mógł bezpośrednio – nawet jako Żyd zamieszkać zaraz po wojnie we Francji. Musiał za to wstąpić do Legii Cudzoziemskiej. Nie jest to dziwne i nie budzi wątpliwości?
Żyd pozbawiony ojczyzny, tzw. DPs, nie może zostać wpuszczony do Francji?! Baza nazwisk moikrewni.pl pokazuje w Polsce: 750 nazwisk Thomas, zamieszkałych okolice Złotowa, oraz 90 osób o nazwisku Toth – zamieszkałych glównie w Świdnicy. W Polsce mieszka też 135 osób o nazwisku Nagy. Kim są te osoby. Są rodziną Sarkozych? Byli folksdojczami? Wg Steinbach wypędzeniu… a tu proszę! Tylu „Niemców”. Czy z powodu takich Niemców marzy się francuskiemu prezentowi wspólna Europa? W granicach II RP mieszkało milion Niemców. Ze spisu mozna wyczytać, ilu Żydów podawało się z Niemców Inne osoby. Centralny Rejestr Osób Poszukiwanych za zbrodnie hitlerowskie pokazuje, ze Niemcami w Bydgoszczy byli też… Sikorscy, jeden z nich był zbrodniarzem wojennym, inna baza pokazuje, że niejaki Gunter Waltz z Warszawy dostał w RFN wyrok 13 lat za zbrodnie na Podlasiu, za mordowanie Polaków, jeszcze inna wskazuje na prawie 15 tyś procesów sądowych w Warszawie prowadzonych przeciwko osobom działającym na rzecz okupanta hitlerowskiego, ostatnio na wielu poszukiwaniach odnalazła się 10 mb. decyzji o pozbawieniu obywatelstwa łodzian. Dotyczy i to jedynie dla Łodzi – Śródmieścia., VD w Łodzi byli Polańscy, Gąsiorowscy, Bartoszewscy, Bautzitp. W Warszawie na współpracę z Hitlerem poszli Bartoszewscy -rodzona siostra pseudo profesora (zwolniony przez Niemców z obozu w Oświęcimiu!) bez legalnej matury wyszła za mąż w czasie okupacji za oficera Wermachtu!!!.
 

ligaswiata
 

W najbliższych dniach jeśli wasze zainteresowanie okaże się spore ruszy Niezależny Portal Informacyjny ...

Jednakże będzie to portal zamknięty i płatny - coś za coś , będzie na nim pełna zawartość naszych płyt plus tysiące innych pozycji ,rozmawiam też z innymi portalami i autorami ...

Dzięki pomocy kilku osób udało nam się ustawić w miarę bezpieczny serwer mogący pociągnąć średni poziom obciążenia - stąd zamknięta idea portalu...

Ceny : 0,50 gr/dziennie , 15 złotych /miesiąc , 150 złotych/rok
Generalnie większość osób przegląda od 30 do 50 publikacji... linków dziennie co przekłada się na koszt dzienny 0,01gr  za jedną przejrzaną informację, książkę ...

Sądze ,że jest to rozsądna propozycja, a jednocześnie źródło finansowania: kwerend, poszukiwań, wykupu dostępu do płatnych serwisów , archiwów, zakupów materiałów biurowych, kser, szablonów stron www, opłat za domeny, prąd, internet, sprzęt  etc

Przymierzamy się do wykupu papierów z regionalnych ośrodków IPN, papierów administracji rządowej ... Co stanowi źródło wiedzy historycznej ,które coraz częściej podają łupem złodzieji lub łupem niszczących je wandali...

Jednak aby pomysł serwisu był realny , opłacalny (nie korzystamy z reklam) , bowiem wiąże się to z kosztami : serwer, prąd, oprogramowanie, nadzór, aktualizacje... Musimy zebrać ok. 70 -100 chętnych osób miesięcznie ...

Wiele portali społecznych boryka się z problemami finansowymi z powodu anarchii ,która dotknęła społeczeństwo internetowe - anarchia ta przybrała dziwny nieprzewidywalny charakter większość osób opłaca internetowe wydania GW, Wprost, RP ... płacąc za kłamstwa i spisując na upadek portale niezależne (chyba ,że to celowe działanie) ...

Rozmawiałem z wieloma osobami , które od wielu miesięcy prosiły czytelników choć o symboliczny grosz za każde wejście do portalu , jak zwykle okazało się to strzałem w próżnie  ... Natomiast linki autorstwa tych osób latały po całym internecie, a wystarczył by grosz za każde udostępnienie ... aby autor miał co jeść , a serwis dalej istniał ... Takie postępowanie doprowadza do powrotu autorów na łono systemu z braku środków do życia ... Jest to logiczne ... ale i bolesne ...

Zawiść? , zazdrość? , bunt czy dezinformacja i ukryte współdziałanie na rzecz systemu ?! Przecież każdy z was mógłby prowadzić tego typu blogi i strony ... ale większość stać tylko na mądre komentarze z linkami do innych blogów ...

Jak można walczyć z syjonem popierając syjon i zabijając swoich ...?! nielogiczne !

Brać jest łatwo , dawać i tworzyć coś wartościowego znacznie trudniej ... Blogów na rynku są tysiące ale niewiele z nich przyciąga choć 100-500 stałych czytelników ...

Przede wszystkim to ciężka i niewdzięczna praca... i wiedzą to wszyscy prowadzący swoje blogi czy strony www ... administracja, nadzór, ataki, wykradzione hasła, hasbara, oskarżenia , wyzwiska, maile od użytecznych idiotów  ...

Jeśli jesteście zainteresowani taką formą portalu po prostu zostawcie komentarz lub wyślijcie mail z dopiskiem INFOPORT na: ligaswiata@gmail.com , abym mógł przeprowadzić kalkulacje opłacalności tego pomysłu, wiele innych pomysłów umiera z jednego powodu braku lojalności i jedności społeczności opozycyjnej ... Poprzez hasło: dziel i łącz, społeczność jest ciągle dzielona, rozrywana i rozbrajana...

A wielu opozycjonistów, autorów tekstów, pisarzy... z powodu swojego zaangażowania w walkę systemu nie ma pracy i zleceń ... Są tu także dziennikarze niezależni , śledczy , blogerzy ...

Warto przemyśleć ... Te kilka spraw ...
Popytajcie autorów blogów ,którzy rezygnują ze swojej pracy z powodu braku wsparcia ze stron czytelników ...

Zatem czekam na waszą decyzję do końca sierpnia ...

Oczywiście wszystkie inne blogi nie zmienią swojej formuły ... i będą jak zwykle dostępne na wszystkich możliwych platformach socjalnych ...

Pozdrawiam
WDD
 

ligaswiata
 
W Monako ukazała się właśnie ostatnia książka zmarłego we wrześniu 2005 roku Władimira Wołkowa,
francuskiego pisarza pochodzenia rosyjskiego i specjalisty od „medialnej manipulacji świadomością”, poświęcona
jego uwagom na temat dezinformacji. Wołkow znany jest w Polsce ze swej powieści „Montaż”, wydanej u nas po
raz pierwszy oficjalnie dopiero w ubiegłym roku. „Montaż” opowiadał o metodach dezinformacji stosowanych
przez KGB celem wpływania na opinię publiczną Zachodu, w tym o posługiwaniu się dysydentami świadomie
współpracującymi z sowiecką bezpieką. Książka była uważana przez michnikowszczyznę za niebezpieczną do
tego stopnia, iż Adam Zagajewski ukrywał, że byłjej tłumaczem, a egzemplarze „Montażu” wydanego w
Londynie przez Polonię Book Fund znikały z bibliotek publicznych i prywatnych, by „niebezpieczne treści” nie
dotarły do Polaków.
W tym roku wydano w języku polskim inną znaną powieść Wołkowa, „Werbunek”, poświęconą próbie
przewerbowania oficera KGB.
W opublikowanej teraz „Dezinformacji widzianej ze Wschodu” Wołkow omawia książkę sowieckorosyjskiego
politologa Siergieja Kara-Murzy „Manipulowanie świadomością”, wydaną w Moskwie w 2003 r.
Wołkow pomija tezę autora, jakoby twórcy pieriestrojki wykorzystali dezinformację do zlikwidowania
komunizmu, i koncentruje się na charakterze i oddziaływaniu manipulacji za pośrednictwem mediów.
Wołkow był i pozostał „zoologicznym antykomunistą”, ale likwidacja imperium sowieckiego i powrót Rosji
w postkomunistycznej formie spowodowały, że jego zachwyt dla tradycyjnego nacjonalizmu rosyjskiego
radykalnie wpłynął na widzenie świata przez pisarza, który uważa się za zachodniego Rosjanina.

Dlatego Wołkow wykorzystał swoją książkę do krytykowania Stanów Zjednoczonych i popierania wszystkich tez
propagandy putinowskiej, np. w sprawie Czeczenii, Serbii, wojny w Iraku, niepodległości Ukrainy i wielu innych.
Raz autor posunął się nawet do porównania skazania Ericha Honeckera według prawa „innego państwa”, czyli
RFN, do ewentualnego porwania Clintona z Waszyngtonu i osądzenia go w Arabii Saudyjskiej. Dał tym samym
doskonały przykład manipulacji, bowiem NRD nie było żadnym „innym państwem”, tylko sowiecką kolonią, zaś
Honnecker funkcjonariuszem władz okupacyjnych, a jedynym państwem niemieckim była Republika Federalna,
podczas gdy Arabia Saudyjska jest niepodległą ojczyzną swoich mieszkańców.
Tak więc ocena tego, co jest, a co nie jest dezinformacją, zależy od poglądów dwu wymienionych
teoretyków.

Te ideologiczne zarzuty pod adresem uwag Wołkowa nie przekreślają jednak wartości
„Dezinformacji widzianej ze Wschodu”, gdy omawia metody dezinformacji, warunki jej skuteczności i obrony
przed nimi.

Dezinformacja była bronią sowiecką przejętą od myśliciela chińskiego Sun Tzu, autora „Sztuki wojny” (V w.
p. Chr.), a obecnie jest, zdaniem Wołkowa, masowo stosowana przez media społeczeństw postindustrialnych
uzależnionych od telewizji, w których manipulowanie świadomością stało się technologią panowania. Normalnie
wydarzenie tworzy informacje, natomiast z dezinformacją mamy do czynienia wtedy, gdy zależność jest
odwrotna; informacja tworzy wydarzenie w świadomości manipulowanego „ludu”.
Dezinformacji nie należy mylić z kłamstwem czy propagandą.

Kara- -Murza, który woli posługiwać się terminem „manipulowanie świadomością”, definiuje ją jako narzędzie narzucania swojej woli ludziom poprzez programowanie ich zachowania w drodze oddziaływania duchowego. Dezinformacja zawsze jest w służbie„porządku światowego”, a posługujący się nią chce tego, co uważa za nasze dobro, np. III RP, rządy Kwaśniewskiego, Mazowieckiego i Geremka jako stan najwyższego szczęścia dla Polaków.
Sens manipulowania świadomością polega nie na przymusie, lecz na przeniknięciu do duszy, do
podświadomości, i sprawieniu, że manipulowany będzie chciał tego co my chcemy, by pragnął. By dominować
nad ludźmi, najpierw trzeba zapanować nad ich świadomością. W ten sposób rodzi się, zdaniem Wołkowa, miękki
totalitaryzm. Manipulowanie świadomością pozbawia więc jednostkę wolności skuteczniej niż przymus
bezpośredni, i to bezboleśnie, co jest jednak postępem. Każdy przecież wolałby być manipulowany przez Lisa za
pomocą programu „Co z tą Polską” niż torturowanym przez Lunę Brystygierową.

Warunki skuteczności
Człowieka bezbronnym wobec manipulacji czyni bałagan w myśleniu. Jeśli zmusi się go, by wątpił w
stabilne prawdy życiowe, jeśli wyłączy się „zdrowy rozsądek”, w czym pomagają nam media, zwłaszcza
telewizja, jednostka staje się bezbronna i w rezultacie jej ambicją jest tylko myślenie tak, jak myślą inne osoby,
które z kolej myślą tylko to, co nakazują im media.
Warunkiem skuteczności manipulowania świadomością jest wykorzenienie, odrzucenie przeszłości, tradycji.
Człowiek pozbawiony swojego naturalnego środowiska, bez swojej grupy, rodziny, ojczyzny i historycznych
więzi, który odrzucił tradycyjne bariery kulturowe, wyeliminował wszystkie zakazy i tabu właściwe
społeczeństwu tradycyjnemu i w to miejsce stworzył etykę jedyną i uniwersalną, staje się bezsilny wobec
dezinformacji.
Człowiek jest więźniem języka, którym się posługuje, ale słowa nie mają już swego właściwego sensu, lecz
taki, jaki się im nadaje w danym momencie, np. okazuje się, że system stalinowski to taki, w którym
„represjonowany” Kaczmarek urządza konferencję prasową przed siedzibą premiera. Stąd Wołkow rozróżnia
język tradycyjny i język stworzony przez społeczeństwo przemysłowe, przejęty przez ideologię i
rozpowszechniany przez prasę, radio, a zwłaszcza telewizję.



Słowa klucze, jak demokracja, tolerancja, pluralizm, służą w nim za wytrychy, by przeniknąć do opiniotwórczej części społeczeństwa. Pojawienie się języka telewizyjnego spowodowało głęboki kryzys wartości, ponieważ mowa jest ściśle związana z ich systemem.
We Francji po 1968 r. kulturę humanistyczną zastąpiono kulturą-mozaiką, czyli kulturą wybiórczą,
fragmentaryczną, pozbawioną ducha syntezy, oderwaną od wartości i tradycji, niszcząc w ten sposób tradycyjny
system uniwersytecki. Nowe uniwersytety tworzą„proletariat myśli”, łatwo poddający się manipulowaniu przez
oligarchię reprodukującą się przez dziedziczenie i kooptację. By przekonać się o prawdziwości tej tezy wystarczy
sprawdzić, gdzie pracują dzieci czołowych ludzi „Wybiórczej” i „Polityki”. Nowa szkoła nie czyni człowieka
zdolnym do refleksji i służby Ojczyźnie, ale wychowuje poprawnego obywatela i konsumenta. Dlatego
manipulanci, jeśli chcą byś skuteczni, muszą opanować szkołę i media.

Techniki Zdaniem Kara-Murzy i Wołkowa obecne metody dezinformacji polegają na adaptacji technik reklamowych
do polityki. Ich podstawą jest zjawisko asocjacji; konsument kupuje samochód, ponieważ podświadomie żywi
nadzieję, że dostanie dodatkowo piękną dziewczynę, która go reklamuje. W ten sam sposób dezinformator
„sprzedaje” idee, stara się przy tym oddziaływać na niskie instynkty „konsumenta”.
Kandydata lub program rzuca się na rynek jak pachnące mydełko, przesłanie polityczne podaje się na
przemian z neutralnym przesłaniem reklamowym, w ten sposób pierwsze nadaje powagi drugiemu.
Wołkow wymienia siedem podstawowych technik manipulowania świadomością.

Słowo
Przeciwnikowi trzeba nakleić etykietkę, określić go np. jako stalinistę, faszystę, inkwizytora polującego na
czarownice. Musi on wtedy starać się pozbyć tej etykietki, tłumaczyć, że nie jest stalinistą czy inkwizytorem, a
jeśli polityk nie ma dostępu do mediów, już jest załatwiony.

Liczba
Klasycznym przykładem jest podawanie liczebności demonstracji; podczas gdy policja ocenia jej
uczestników na 500, media na 5 tysięcy i wystarczająco często powtarzają, by ta „informacja” pozostała w głowie
słuchacza.

Powtarzanie
Sposobem najskuteczniejszym jest stałe powtarzanie jakiejś tezy. Łącząc często twierdzenia z ideami
nieprawdziwymi tworzymy złudzenie logicznego łańcucha, np. Polska przeżywa chaos i pogrąża się w kryzysie
nieznanym demokracjom zachodnim. Podstawą jest tu wiara, a nie analiza, gdyż jak pisał komunistyczny teoretyk
Gramsci, masy mogą przyjąć filozofię tylko w formie wiary.

Hałas
Artykuły, audycje, programy pozbawione jakichkolwiek treści są ważnym instrumentem. Ich rola polega
jednak nie na oddziaływaniu, ale na zajmowaniu miejsca. Im więcej ble, ble, tym mniej miejsca dla rzeczowych
informacji.

Cliché
Chodzi o wykorzystanie schematu znanego społeczeństwu. W państwach postkomunistycznych ludzie są
przyzwyczajeni, że władza podsłuchuje i szpieguje, ponieważ takie było ich doświadczenie. Wystarczy więc
wykorzystać to przekonanie do opisu nowej sytuacji, którą chcemy skompromitować. Wrzask obecnej opozycji o
masowych podsłuchach ma na celu wykorzystanie tego doświadczenia i spowodowanie asocjacji w umyśle
społeczeństwa obecnego rządu z dawnym, komunistycznym.

Obraz
Najprostszą metodą jest zestawianie negatywnych zdjęć z tekstem na temat osoby lub instytucji, którą
chcemy skompromitować. Bardziej wyrafinowana technika to np. pokazywanie trików filmowych. Klasycznym
przykładem jest tu reportaż przedstawiający wiele trupów, rzekomych demonstrantów zastrzelonych w
Timiszoarze przez ludzi Ceausescu, a w rzeczywistości ciał osób zmarłych z przyczyn naturalnych w szpitalach i
zebranych z prosektoriów.

Triki
Wołkow przytacza klasyczny już przykład. Dziennikarz pyta przybyłego do USA papieża o jego stosunek do
domów publicznych. To u was one są? – dziwi się papież. Następnego dnia gazety donoszą, że papież chciał się
przede wszystkim dowiedzieć, czy w Ameryce są domy publiczne.
Media przestały być instrumentami informacji, lecz stały się narzędziami ideologii – podsumowuje Wołkow.
Przekazują nie wiadomości, lecz idee, które wnikają do naszej świadomości wbrew naszej woli.

Obrona
Jak bronić się przed manipulacją osaczającą nas z mediów? Zdaniem Wołkowa dobrze jest od czasu do czasu
wyłączyć telewizor na dwa tygodnie, a wówczas zdrowy rozsądek powróci. Trzeba szanować tradycję i
przeszłość, nawiązywać do niej i czerpać z literatury klasycznej swego narodu zamiast pogrążać się w
nowomowie wtłaczanych nam bestsellerów. W głowie należy zawsze mieć interes własny, swoich potomków i
interes narodu oraz pytać, jaki jest interes tego, który do nas mówi, lub interes jego patrona. A najważniejsze to
myśleć, odrzucić język, terminologię, koncepcje manipulatora i unikać wszystkich kategorii ideologicznych. Nie
wolno nam przyjmować narzuconej płaszczyzny konfrontacji.
Trzeba zachować przede wszystkim ostrożność przed powtarzaniem clichés. Gdy dziennikarz zamiast całego
problemu przedstawia nam jedynie jego fragment, gdy zaczyna grać na uczuciach, powinna zapalać się nam w
głowie czerwona lampka. Szczególnie niebezpieczny jest brak dialogu, ale też sztuczny okrągły stół z
wyreżyserowaną spontanicznością. Klasycznym przykładem takiej operacji jest cotygodniowa „Puszka
Paradowskiej” w Superstacji, gdzie reprezentanci prawicy mają zadanie ułatwiać propagandę kolegom z lewicy w
otoczce sztucznego pluralizmu.

Vladimir Volkoff jest jednym z głównych publicystów piszących o dezinformacji. Badaniu tej metody
propagandy poświęcił Volkoff wiele lat życia, czego owocem były m.in. wydane w Polsce książki „Montaż” i
„Dezinformacja: oręż wojny”. W 1999 roku opublikował dzieło pt. „Traktat o dezinformacji. Od Konia
Trojańskiego do internetu” będące podsumowaniem jego dotychczasowych obserwacji w tej dziedzinie.
Pragnąłbym przedstawić polskiemu czytelnikowi podstawowe pojęcia używane w dezinformacji oraz główne
metody prowadzenia operacji dezinformacyjnych. W następnych odcinkach zajmę się innymi tematami podjętymi
przez Volkoffa w tej książce.

Klient
Każda operacja dezinformacyjna ma swojego klienta, to znaczy osobę lub grupę, która na tej operacji
zyskuje, podczas gdy jej przeciwnicy tracą. Najczęściej jest to firma komercyjna, państwo, partia lub frakcja
polityczna, czy nawet pojedynczy polityk albo biznesmen. W historii ludzkości największym klientem operacji
dezinformacyjnych był bez wątpienia Związek Sowiecki.
Klient często płaci za operacje dezinformacyjne pieniędzmi zdobytymi na tych, których zamierza oszukać –
dotyczy to nie tylko polityków, którzy dochodzą do władzy w wyniku dezinformacji, lecz również np. firm
komercyjnych, które zwiększają sprzedaż w wyniku utrwalenia wśród konsumentów nieprawdziwych sądów
dotyczących ich produktów.

Agent

Kiedy jakieś przedsiębiorstwo pragnie zareklamować swoje produkty, udaje się do profesjonalnej agencji

reklamowej. Nie inaczej jest z dezinformacją. Największą agencją dezinformacyjną w historii był Wydział A
KGB, który podlegał pod dyrekcję wywiadu zagranicznego.
Agencja dezinformacyjna używa agentów, których nazywa się agentami wpływu.

Badanie rynku
Podobnie jak w kampaniach reklamowych, przed operacją dezinformacyjną należy przeprowadzić gruntowne
badanie rynku. Profesjonalni agenci wpływu muszą świetnie znać realia, w których działają oraz „towar”, który
zamierzają sprzedać. Inaczej przekonuje się zachodnich intelektualistów, a inaczej np. zdeklasowanych
chłoporobotników z byłych PGR-ów.
Po przeprowadzeniu badania rynku należy dokonać doboru odpowiednich wsporników, które ułatwią
operację.

Wsporniki
Wsporniki to główne punkty, na których opiera się kampania dezinformacyjna. Najczęściej są to doniosłe
wydarzenia, niekoniecznie prawdziwe, lecz wywołujące jednoznaczne skojarzenia. W czasie wojny domowej w
Hiszpanii rolę wspornika komunistycznej dezinformacji odegrało zbombardowanie Guerniki.
Obecnie wspornikami coraz częściej są szokujące zdjęcia lub filmy. W ostatnich tygodniach mieliśmy do
czynienia z serią zdjęć ukazujących sceny okrutnego traktowania irackich więźniów przez amerykańskich
żołnierzy. Fotografie te zostały użyte do antyamerykańskiej kampanii, która od jakiegoś czasu trwa na całym
świecie. Tymczasem każdy, kto przeczytał np. „Kamienie na szaniec”, szybko się zorientuje, że sceny irackiego
więzienia miały mało wspólnego z prawdziwymi torturami, natomiast bardzo podobne obrazki z Parady Miłości
w Berlinie od dawna przedstawiane są u nas jako przykłady europejskiej wolności i tolerancji.

Przekaźniki
Agenci wpływu starają się w operacji dezinformacyjnej używać jak największej ilości przekaźników z
różnych rodzajów mediów: telewizji, prasy, radia. Im więcej pozornie lub naprawdę niezależnych przekaźników
podchwyci temat przewodni operacji dezinformacyjnej, tym lepiej dla klienta.
Czasami pierwszym przekaźnikiem danej informacji jest mało popularna gazeta lub lokalna rozgłośnia
radiowa. Następnie temat zostaje podchwycony przez główne media, a w wypadku niepowodzenia operacji cała
wina spada na „mało doświadczonych dziennikarzy” z lokalnej prasy, którzy „wprowadzili w błąd” poważnych
pracowników szanowanego tytułu.

Temat przewodni
Każda operacja dezinformacyjna musi mieć temat przewodni, im prostszy, tym lepiej.
Przykładowo przez cały okres III RP mieliśmy do czynienia z operacją dezinformacyjną, której tematem
przewodnim były związki braci Kaczyńskich z aferą FOZZ-u. W jej wyniku przeciętny obywatel naszego kraju
natychmiast kojarzy niesławny fundusz z środowiskiem byłego PC.
Prowadzenie tematu
Temat przewodni najlepiej prowadzić nieustannie powtarzając najprostsze slogany i implikując najprostsze
skojarzenia.

Pudła rezonansowe
Pudła rezonansowe to zazwyczaj media nie związane z agentami wpływu, a jedynie bezmyślnie powtarzające
tezy przez owych agentów wyprodukowane. Pudła (najczęściej bezwiednie) mają za zadanie wytworzyć wrażenie,
że „o tym się mówi” i sprawić, by temat był jak najszerzej dyskutowany. Później jedne pudła kopiują
dezinformację od drugich i tak powstaje cała orkiestra dyrygowana przez agentów wpływu.
Warto tu zauważyć, że często pudłami rezonansowymi mogą być po prostu zwykli obywatele, którzy jeden
za drugim powtarzają spreparowane wcześniej dezinformacje.

Grupa docelowa
Operacje dezinformacyjne zazwyczaj mają jasno sprecyzowaną grupę docelową (np. intelektualiści,
robotnicy). W wielu przypadkach grupą docelową jest całe społeczeństwo. Im mniej członkowie grupy docelowej
zorientowani są w sytuacji ogólnej, tym lepiej dla agentów wpływu. Większość ludzi czerpie wiedzę o świecie
głównie z telewizji, dlatego też to medium najczęściej staje się przekaźnikiem dezinformacji.

Psychoza
Udana operacja dezinformacyjna powoduje:
- niemalże jednomyślność wśród członków grupy docelowej.
- irracjonalny stan głuchoty na argumenty przeciwników klienta.
Jako przykład można podać prowadzoną od bardzo dawna kampanię „pacyfistyczną”, której celem jest
ukazanie Stanów Zjednoczonych jako największego zagrożenia dla pokoju na świecie.

METODY DEZINFORMACJI
Volkoff podaje kilka głównych metod dezinformacji używając prostego przykładu: pan Dupont pobił panią
Dupont. Zadaniem agenta wpływu jest obrona wizerunku pana Dupont. Może on posłużyć się następującymi
metodami:

Negacja faktów
Jeżeli opinia publiczna nie jest w stanie sprawdzić, co się naprawdę stało, najłatwiej powiedzieć oczywistą
nieprawdę: „Pan Dupont nie pobił pani Dupont”. Jeżeli jednak publiczność zna mniej więcej sytuację w domu
państwa Dupont i kłamstwo wprost nie jest możliwe (zbrodnie reżimu Gierka łatwiej ukryć, niż zbrodnie np. Pol
Pota), dezinformator może uciec się do innego sposobu:

Odwrócenie faktów
Agent wpływu może stwierdzić wprost: „To pani Dupont pobiła pana Dupont”. Powszechne uwielbienie dla
ofiar, które charakteryzuje naszą epokę sprawi, że sympatia opinii publicznej odwróci się, a pan Dupont, jako
„prześladowana ofiara” zostanie kompletnie oczyszczony z winy. Pani Dupont będzie się natomiast jawić jako
„bezwzględny kat”.
Obecnie metoda ta, podobnie jak negacja faktów, nie jest zbyt często stosowana, gdyż dziś o wiele trudniej
ukryć niektóre fakty przed opinią publiczną, niż robiono to w systemach totalitarnych. Dlatego też o wiele
częściej spotyka się kolejny sposób dezinformacji:

Mieszanina prawdy i kłamstwa
Metoda ta stosowana jest w przypadku, gdy opinia publiczna jest już poinformowana o tym, co zaszło, lecz
nie zna dokładnie wszystkich szczegółów. W danym przypadku agent wpływu może stwierdzić, iż rzeczywiście
pan Dupont pobił panią Dupont, lecz tak naprawdę to ona zaczęła. Sytuację ułatwia fakt, że w obecnych czasach
na agresora zazwyczaj spadają gromy moralnego oburzenia, natomiast napadnięty, jaki by nie był, najczęściej
oczyszczany jest z wszelkiej winy.

Modyfikacja motywu
Sposób ten polega na zasugerowaniu takiego motywu działania, który nie byłby hańbiący dla pana Dupont.
Jeżeli bowiem podamy suchy fakt, że pobił on swoją żonę, wyszedłby na człowieka złego i niemoralnego. Jeżeli
jednak powiemy, iż scena ta miała podtekst erotyczny i pan Dupont zgodził się pobić panią Dupont, zdeklarowaną
masochistkę, dopiero po długich błaganiach, wtedy uzyskamy nie tylko moralne „rozgrzeszenie” czynu pana
Dupont, lecz również ukażemy go jako dobrego męża, który spełnia nawet najdziwniejsze zachcianki swojej
żony.

Modyfikacja okoliczności
Jeżeli nie jest znany stosunek sił pomiędzy panem Dupont a panią Dupont, możemy łatwo doprowadzić do
rozmycia sytuacji. Wystarczy wówczas powiedzieć, że pan Dupont to chuderlak, zaś jego żona jest mistrzynią
boksu i na nieśmiałe próby uderzenia jej przez męża wybuchła jedynie śmiechem.
Dezinformacja tego typu często stosowana jest w czasie konfliktów zbrojnych, kiedy, w zależności od
potrzeb, pomniejsza się lub powiększa zdolności bojowe jednej ze stron. Wystarczy bowiem wskazać na jeden z
wielu czynników decydujących o potencjale armii, np. „społeczeństwo państwa X jest świetnie przygotowane do
wojny: służbę wojskową ma za sobą każdy obywatel, w razie potrzeby władze mogą rozdać ludziom broń i
przekształcić cywilów w oddziały paramilitarne lub w partyzantkę. Społeczeństwo państwa Y natomiast jest
zupełnie do wojny nieprzywykłe, armia jest nieliczna i zawodowa, przeciętny obywatel nie ma żadnego pojęcia o
konflikcie zbrojnym, a prawdziwą walkę zna wyłącznie z filmów klasy B”. Wówczas opinia publiczna nabiera
przekonania o wyższości państwa X, nawet gdyby w rzeczywistości państwo Y dysponowało najnowszym
sprzętem wojskowym, podczas gdy uzbrojenie państwa X opierało się głównie na kałasznikowach domowej
roboty.

Rozmycie
Metoda ta polega na „zalaniu” głównej informacji przez masę nieistotnych dla danej sytuacji faktów. Agent
wpływu może więc napisać tak: „Pan Dupont od wielu lat pracuje na osiedlowym parkingu. Uwielbia grać w
brydża z kolegami oraz należy do lokalnego kółka modelarskiego. Uczestniczył w biciu rekordu Guinessa, kiedy
to w naszym mieście upieczono największy tort świata. Wyjątkowo dobrze wiedzie mu się w życiu rodzinnym,
choć ostatnio uderzył swą żonę w czasie sprzeczki, ma dwoje dorastających dzieci, z których jest bardzo dumny –
jego synowie zdali matury na piątki z plusem. ‘Spokój i opanowanie to moja dewiza na życie’ podkreśla w
rozmowie z nami pan Dupont”.

Kamuflaż
Jest to wariant rozmycia polegający na wyjątkowo drobiazgowym opisywaniu zaistniałej sytuacji po to, aby
zakryć główną informację. Agent wpływu może opisać zdarzenie w domu państwa Dupont ze wszystkimi
szczegółami, takimi jak pogoda za oknem czy kolor tapety w pokoju, natomiast sam akt bicia żony przez męża
omówić jedynie mało konkretnym stwierdzeniem typu: „Niewykluczone, że w końcu małżonkowie zaczęli się
poszturchiwać” lub „Być może w pewnym momencie dyskusja stała się dość fizyczna, lecz pani Dupont
niezmiennie nie chciała zgodzić się ze zdaniem męża popartym racjonalnymi argumentami
”.
Interpretacja
Kiedy faktów nie da się zaprzeczyć, odwrócić, rozmyć lub zakamuflować, można je omówić używając
odpowiednich słów, które natychmiast wywołują negatywne lub pozytywne skojarzenia u opinii publicznej.
W danym przypadku agent wpływu, występując w tej sytuacji najczęściej w roli niezależnego eksperta, może
stwierdzić, iż „impulsywna, lekko niezrównoważona i często głucha na argumenty” pani Dupont została pobita
przez „znanego ze swego opanowania i zwykłej, ludzkiej wrażliwości” pana Dupont. Mąż staje się w tym
momencie niemalże zmuszony, wbrew swej woli, do uspokojenia łatwo tracącej rozum żony.
Określenia stosowane wobec konkretnych osób mogą niejako do nich „przylgnąć”. Często mamy do
czynienia z sytuacją, gdy raz przyjęte określenie jest później powtarzane, zazwyczaj bezmyślnie, przez innych.
Łatwo zauważyć, jakie nazwiska w polskiej polityce kojarzą się z „liberalizmem”, „moralnością”,
„oszołomstwem” lub „wrażliwością społeczną”.

Generalizacja
Celem tej metody jest ukazanie, że pewien fakt jednostkowy, w tym przypadku pobicie żony przez męża, nie
jest zjawiskiem unikalnym, że występuje często i nie jest w żadnym wypadku odstępstwem od normy. Agent
wpływu może wskazywać na fakt, że w wielu kulturach bicie żon jest dozwolone, że w przeszłości zdarzało się to
nagminnie, a nawet, że niektóre kobiety uważają, że takie działanie jest całkowicie usprawiedliwione w myśl
przysłowia „Jak bije, to kocha”.

W Polsce ten rodzaj dezinformacji często pojawia się, gdy ktoś zwraca uwagę na demoralizację młodzieży.
Wskazuje się wówczas, że i tak u nas jest lepiej niż w Ameryce, gdzie uczniowie strzelają do siebie z pistoletów,
że od zawsze mówiło się „ach, ta dzisiejsza młodzież” i że nawet jeden ze staroegipskich dokumentów zawiera
podobne stwierdzenia.

Ilustracja
W tym przypadku fakt jednostkowy używany jest jedynie jako ilustracja pewnego szerszego zjawiska
społecznego. Agent wpływu może napisać długi elaborat dotyczący pozycji mężczyzny w rodzinie ukazując
powolny wzrost znaczenia kobiety i sprowadzanie męża do roli sługi robiącej karierę zawodową żony. W
końcówce agent napomknie o buncie mężczyzn przeciwko takiej sytuacji wtrącając: „Usuwani w cień mężczyźni
często uciekają się do brutalnych metod, by bronić swej pozycji. Wcale nie najdrastyczniejszym przypadkiem
było niedawne zdarzenie w domu państwa Dupont, kiedy to pan Dupont uderzył w afekcie swą żonę. Pani Dupont
i tak miała dużo szczęścia, gdyż, w przeciwieństwie do większości ofiar tego typu agresji, nie odniosła większych
obrażeń na ciele”. Istotne jest porównanie z innymi podobnymi sytuacjami, które zawsze wypada na korzyść
naszego konkretnego przypadku.
Ten sposób często używany jest dla usprawiedliwienia chuligaństwa i wandalizmu. Wiele razy widzieliśmy w
mediach komentarze typu: „Niedzielne zamieszki były jedynie wybuchem społecznego niezadowolenia z rządów
premiera X. Desperacja ludzi sięgnęła zenitu, lecz to, co stało się u nas to i tak nic w porównaniu z wydarzeniami
w kraju Z, gdzie oprócz rabowania sklepów i demolowania samochodów dochodziło do wyjątkowo krwawych
walk z policją, w czasie których ginęło znacznie więcej osób niż w ostatnią niedzielę”.
Nierówna reprezentacja
W tym przypadku agent wpływu poświęci czynowi pana Dupont skromną notkę w mało eksponowanym
miejscu gazety, zaś kilka stron wcześniej umieści duży artykuł sławiący pana Dupont jako wzorowego obywatela
i przykład wszelkich cnót.
Ta metoda często używana jest w przypadku walki politycznej. Przeciwnikom ucina się wypowiedzi,
streszcza się szerszy punkt widzenia w jednym zdaniu, przerywa w pół słowa. Przykładem stosowania metody
nierównej interpretacji było zachowanie dziennikarza Piotra Gębarowskiego w czasie kampanii prezydenckiej w
2000 roku, kiedy brutalnie i po chamsku atakował Mariana Krzaklewskiego, podczas gdy innym kandydatom
zadawał pytania w stylu: „Jak pan to robi, że jest pan mądry i uczciwy zarazem?”.
Metoda nierównej interpretacji jest również często używana w różnych gazetach w rubryce „Listy od
czytelników”, kiedy publikuje się jedną mało przekonującą wypowiedź przeciwko jakiejś tezie i dziesięć dobrze
napisanych popierających ową tezę. Nie ma przy tym znaczenia, czy są to rzeczywiste wypowiedzi czytelników,
czy też są pisane przez samych redaktorów, co jak wiadomo się zdarza.
Równa reprezentacja
Metoda ta stosowana jest w ostatniej fazie kampanii dezinformacyjnej, kiedy zdecydowana większość
publiczności jest już przekonana do tez lansowanych przez agentów wpływu. Wówczas należy przede wszystkim
utrwalić powszechnie już obowiązującą opinię i zamknąć temat. Dezinformator publikuje wtedy równą ilość
argumentacji za i przeciw tezie. Argumenty służące klientowi są jednak przedstawione w sposób o wiele bardziej
przekonujący, poparte zdaniem „ekspertów” budzących zaufanie. Argumenty przeciwników podane są
nieciekawie i często wygłaszają je osoby mało wiarygodne.
* * *
Przedstawione wyżej metody nie wyczerpują oczywiście całego arsenału środków dostępnych, szczególnie w
obecnych czasach, dla profesjonalnej dezinformacji.
Korzystałem z rumuńskiego przekładu książki Volkoffa – „Tratat de dezinformare. De la Calul Troian la
Internet”, ed. Antet, Bucureşti 1999
 

ligaswiata
 
Chemtrail to opryski dokonywane przez samoloty, przelatujące najczęściej na pułapie 5-10
tysięcy metrów, bardzo charakterystyczne i dobrze widoczne....
Mianem oprysków typu ‘chemtrail’ określamy oprysk, dokonywany przez samoloty,
przelatujące najczęściej na pośrednim pułapie (5 000 – 10 000 m), bardzo charakterystyczny i
dobrze widoczny z ziemi. Coś, co początkowo wygląda jak nienaturalnie duża i gęsta smuga
kondensacyjna, nie rozwiewa się jednak, w przeciwieństwie do tej ostatniej (trwałość smug
kondensacyjnych, o ile w ogóle się pojawiają, do czego to niezbędna jest dostatecznie niska
temperatura oraz odpowiednia wilgotność, nie przekracza, w ekstremalnych przypadkach, 2
minut). W przeciwieństwie do chmur wiatr jej niemal nie przemieszcza (przemieszcza bardzo
wolno), a jedynie ‘rozciąga’, co można przyrównać do zjawiska rozciągania waty szklanej:
oprysk, zupełnie inaczej, niż wszystkie znane ludzkości typy chmur, ma strukturę włóknistą,
którą zachowuje nawet pomimo intensywnego rozrzedzenia. Również samoloty, dokonujące
owych oprysków, latają zupełnie inaczej, niż maszyny pasażerskie: przeloty dokonywane są
najczęściej nad obszarami gęsto zamieszkałymi, wielokrotnie powtarzane przez te same
maszyny, które po dokonaniu przelotu zawracają i kontynuują. Samoloty stawiają swego
rodzaju zaporę z oprysków w formie kratek, krzyży, siatek, czy rzadziej – półkoli. W ten
sposób błękitne niebo nabiera mglistego, mleczno-szarego odcienia [1,2].
Co ciekawe, można łatwo to zaobserwować, używając bardzo silnie przyciemniających
okularów (poziom IV w IV-stopniowej skali) w słoneczny dzień. Oczom naszym ukaże się
wówczas w miejscu, gdzie niebo wydaje się ‘w sumie całkiem normalne’ wzór bladych,
przypominających rozciągniętą watę szklaną chmuro-podobnych włókien, rozciągających się
w równoległych liniach na obszarze wielu kilometrów kwadratowych nieba. Słońce, świecące
przez taką ‘polimerową mgłę’ tworzy charakterystyczny efekt ‘halo’, niespotykany na
czystym niebie, a także inne zjawiska [11].
2. HISTORIA.
2.1. WCZESNE EKSPERYMENTY
Zakładające m.in. użycie samolotów (i innych urządzeń, rozstawionych na ziemi/morzu –
okrętów, rozpylaczy etc., w celu dokonywania oprysków niczego nie spodziewającej się
ludności, które (przynajmniej częściowo) wyszły na światło dzienne, to te, dokonywane w
Wielkiej Brytanii w latach 1940 – 1979. Brytyjskie Ministerstwo Obrony przyznało, co
następuje:
Pod przykrywką oceny zagrożenia sowiecką bronią biologiczną, używając jako
obligatoryjnego wyjaśnienia przed opinią publiczną badań nad pogodą i klimatem, rozpylano
między innymi następujące czynniki:
a) związki kadmu w latach 1955 – 1963, na obszarze większej części Anglii (pomimo
ówczesnych oficjalnych twierdzeń o jego nieszkodliwości, już w czasie II WŚ uznawany był
za broń chemiczną; jest jednym z czynników, wywołujących raka płuc);
b) E. coli i B. globigii, w celu symulowania B. antracis (wąglika) w latach 1961 – 1968, na
obszarze południowego wybrzeża, zamieszkanym przez ponad milion ludzi;
c) S. marcescens, fenol i symulant wąglika w latach 1971 – 1975, w południowym hrabstwie
Dorset;
d) przyczepianie patogenów do sieci pajęczej i badanie ich rozprzestrzeniania się na terenach
zamieszkanych w latach 1964 – 1973;
e) B. antracis (wąglika!) w latach 40. i 50. XX w., na Szkockim i Karaibskim wybrzeżu
(wyspa Gruinard u wybrzeża Szkocji została tak poważnie skażona, że nie mogła być
zamieszkana aż do lat 80.!);
W efekcie doszło do milionów przypadków problemów zdrowotnych, defektów
genetycznych, chorób płuc i układu nerwowego o skali epidemii na przestrzeni lat. Pomimo
to, ustami rzecznika prasowego, Ministerstwo Obrony stwierdza kategorycznie: „Niezależne
raporty poważanych naukowców pokazują wyraźnie, że nie było żadnego zagrożenia zdrowia
publicznego w wyniku owych testów, które przeprowadzano, by chronić społeczeństwo. (…)”
W odpowiedzi na pytanie, czy obecnie podobne testy są przeprowadzane, Pani rzecznik
stwierdza, co następuje: „(…) Nie należy do naszej polityki dyskutowanie aktualnie
przeprowadzanych badań” [3].
2.2. TRAKTAT ENMOD
Powstawał w latach 1976–1978. Z założenia miał powstrzymać rozwój broni
konwencjonalnych i niekonwencjonalnych. Był odpowiedzią na takie projekty, jak,
zakończone pełnym sukcesem, sianie chmur w Wielkiej Brytanii czy Wietnamie (do dziś
używa się np. jodku srebra w celu oczyszczania nieba z chmur – vide: Igrzyska Olimpijskie w
Pekinie), masowe użycie śmiertelnie toksycznych defoliantów (vide: Agent Orange korporacji
Monsanto) i in. Choć nie wymieniono w nim żadnego konkretnego systemu czy technologii,
zobowiązywać miał on do nie używania “(…) technologii czy broni, które mogą mieć
poważny i długotrwały wpływ na środowisko (…)”. Celem głównym traktatu było, jak je
określono, zakazanie broni pogodowych. W związku z owym traktatem pojawiły się poważne
wątpliwości: nade wszystko brak sprecyzowanych technologii stwarzał furtkę ku ich
wykorzystaniu [4].
2.3. TRAKTAT TREATY ON OPEN SKIES
Powstał we wczesnych latach 90. XX w., ostatecznie wszedł jednak w życie dopiero
01.01.2002 r. Został ratyfikowany przez 34 państwa; obszarem zasięgu obejmuje niemal całą
północną półkulę – Amerykę Północną, oraz północną część kontynentu Euroazjatyckiego.
Jego celem było umożliwienie maszynom państw, które ratyfikowały traktat, na
nieograniczone, nielimitowane korzystanie z przestrzeni powietrznej pozostałych krajów
ratyfikujących. W praktyce oznacza to, iż samoloty USAF mogą, bez żadnej kontroli i
nadzoru, wkraczać w polską przestrzeń powietrzną. Lot taki nie musi być kontrolowany,
monitorowany, zaś jego cel – weryfikowany. Oficjalnym jego celem jest umożliwienie
wzajemnej kontroli przestrzeni powietrznych oraz działań naziemnych [5].
W związku z dokonywaniem oprysków chemicznych, pojawia się podejrzenie, iż traktat ów
był czynnikiem, który umożliwił ich skuteczne wykonywanie (pojawienie się samego
zjawiska i jego eskalacja pokrywają się jednoznacznie z wejściem w życie rzeczonego
traktatu). Jako porównania można tutaj użyć polityki, stosowanej przez oddziały prewencyjne
i ochrony w warunkach sytuacji ryzykownych – by zminimalizować czynnik psychologiczny
relacji międzyludzkich, wynikający ze znajomości ludzi, z którymi ma się styczność, posyła
się oddziały, by nawzajem pacyfikowały swoje regiony. Kolejnym ważnym argumentem,
przemawiającym za taką rolą traktatu jest fakt, iż w dobie superprecyzyjnej obserwacji i
komunikacji satelitarnej, dalece wykraczającej poza możliwości jakiegokolwiek systemu
konwencjonalnego, zlokalizowanego w atmosferze (samoloty) tego typu porozumienie jest, z
technicznego punktu widzenia, pozbawione sensu.
2.4. PROJEKT USTAWY HR 2977 IR
Zaproponowany przez Sen. Kucinicha Izbie Reprezentantów Kongresu USA w październiku
2001 roku. W wyniku ataków z 11 września, jak i zapowiadanej Wojny z Terroryzmem, a
także szeregu odtajnionych jawnych pogwałceń prawa międzynarodowego, w tym ENMOD,
w latach poprzednich jak i bieżących, pojawiła się konieczność precyzyjnego zakazania
wykorzystania poszczególnych technologii. Projekt ustawy zobowiązuje instytucję
Prezydenta USA do podjęcia radykalnych kroków w celu powstrzymania i anulowania
bieżących programów, tak w USA jak i poza jego granicami, a także zapobieżenia
ponownemu ich wykorzystaniu w przyszłości. Wśród postulowanych do zakazania
technologii (których istnienie oficjalnie potwierdził Kongres USA (!!!), zaś nieoficjalnie –
wielu senatorów), są:
a) “(…) Urządzenia, zdolne niszczyć obiekty w przestrzeni kosmicznej, nad ziemią i na Ziemi
przy pomocy: wystrzeliwania w cel pocisków, detonacji w pobliżu owych obiektów ładunków
wybuchowych, kierowania weń wiązek energii: molekularnej, atomowej, subatomowej,
promieniowania elektromagnetycznego, plazmy, promieniowania ELF i ULF oraz innego nie
wymienionego lub jeszcze nie rozwiniętego systemu (!!!);
b) (…) Bronie, mające na celu niszczenie, zabijanie, okaleczanie osób, życia biologicznego,
zdrowia psychicznego i fizycznego, psychicznego i ekonomicznego dobrobytu osoby
poprzez: ulokowane na ziemi, morzu lub w przestrzeni kosmicznej systemy, wykorzystujące
szeroko pojęte promieniowanie (w tym elektromagnetyczne), psychotroniczne, dźwiękowe,
laserowe lub inne energie, skierowane przeciwko osobom bądź populacjom w celach wojny
informacyjnej, kontroli nastroju/samopoczucia, kontroli umysłów rzeczonych osób i populacji
(!); systemy rozpylania czynników biologicznych i chemicznych w pobliżu osób – rzeczone
terminy odnoszą się do takich egzotycznych systemów broni, jak: bronie psychotroniczne,
elektroniczne i informacyjne, opryski typu ‘chemtrail’ (!!!), umieszczane na dużych
wysokościach technologie ELF i ULF, plazmatyczne, dźwiękowe, ultradźwiękowe i
elektroniczne systemy uzbrojenia, systemy broni laserowej, strategiczne, wizualne, taktyczne
i pozaziemskie (!!!) oraz chemiczne, biologiczne, środowiskowe, klimatyczne i tektoniczne
bronie (…)” [6].
Projekt ów cudownym zbiegiem okoliczności, po przerwie halloweenowo– świątecznonoworocznej,
w styczniu 2002 roku, przeobraził się w Projekt Ustawy HR 3616 IR, który w
zasadzie różni się od poprzednika tylko tym, że nie ma w nim ani śladu po liście technologii,
które mają być wycofane z użytku i zakazane… innymi słowy, podobnie jak ENMOD,
zakazuje… tylko, że zasadniczo nie wiadomo, czego. Dzięki zachowaniu zaś klauzuli, że
“(…) nie można uznać za zakazane tym traktatem przeznaczanie funduszy na : (1) eksplorację
kosmosu (2) badania kosmosu i rozwój (…)” (rozwój czego?) “(…) (3) testowanie,
wytwarzanie I produkcja, nie związana ze zlokalizowanymi w kosmosie systemami i
broniami (…)” (czyli jeżeli bronie są zlokalizowane na Ziemi…? Swoją zaś drogą, o jakie
bronie właściwie chodzi? “(…) (4) cywilną, komercyjną, obronną działalnością” (no cóż,
obecnie też ‘bronimy się przed terroryzmem’, III Rzesza broniła się przed ‘polską agresją’,
zaś powstanie Monsanto technologii kosmicznych to żaden problem…). Sam senator nabrał
wody w usta, o niczym nie pamięta – ani o wersji oryginalnej, ani o nowej, która
nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności od 8 lat krąży w mrocznych zakamarkach procesu
legislacyjnego – ponadto także wszystkie pytania obywateli, zainteresowanych losem ustaw
odsyła do… asystenta, który zaniósł wydruk dokumentu do urzędu i automatycznej sekretarki
[7].
Warto pamiętać, iż nadmienione cztery punkty stanowią jedynie kilka spośród wielu
wydarzeń, które wpisują się w historię, kryjącą się za pokrytym dziwną, szarą mgiełką oraz
złowróżbnymi liniami niebie, które obserwujemy od kilku już lat nad naszymi
głowami. Ciekawym polecam znacznie obszerniejsze kalendaria i kompendia, zawarte
w przypisach [9,10,13].
3. BADANIA WSPÓŁCZESNE
Dokonano współcześnie niewielu badań i pomiarów, ale istnieje dostateczna ich ilość, by
można było dokonać analizy składu oprysków oraz postawić tyle wstępną, co jednoznaczną
diagnozę nt. ich faktycznego składu chemicznego oraz, rzecz jasna: celu owych oprysków.
Doniesienia: Według doniesień z całego świata, zaobserwowano we wszystkich opryskach
istnienie tajemniczych włókien (oraz zdającej się mieć z nimi powiązania tzw. chorobie
morgellonów [12]). Po odesłaniu zebranych w USA próbek do agencji rządowej
(odpowiednik polskiej Agencji Ochrony Środowiska i Sanepidu), próbki owe… zaginęły, zaś
w odpowiedzi na ponaglenia, instytucja… odmówiła badania, jak również zwrotu próbek
[13].
Pośród niezależnej obserwacji samych włókien oraz zawartości opadów po opryskach
znalazły się między innymi następujące: 1) olbrzymie ilości obumarłych czerwonych
krwinek; 2) wielkie stężenia nietypowych metali, w tym aluminium, baru, żelaza i in.; 3)
gwałtowny wzrost pleśni i mikroorganizmów, nawet na śniegu. Pośród efektów stale
wymienia się: 1) powikłania i gigantyczny wzrost ilości zachorowań na przypadłości układu
oddechowego, 2) ogólny spadek odporności połączony z bardzo złym samopoczuciem –
dominuje ciągłe znużenie, bóle głowy, nudności, senność, zaniki pamięci [2-6].
Jednym z najważniejszych, współcześnie dokonanych pomiarów jest publicznie udostępniony
pomiar stężeń poszczególnych jonów metali w zawartości filtra HEPA, dokonany w USA na
prywatne zlecenie z próbek, zebranych w maju 2008 roku. Na jej podstawie możemy pokusić
się o analizę składu takich oprysków (a przynajmniej tego, którego zawartość poddano
analizie) [8].
4. ANALIZA SKŁADU OPRYSKÓW
Jeżeli weźmiemy pod uwagę powyższe wyniki [8] jako uśrednioną analizę składu oprysków
(ponieważ niestety innych aktualnie nie posiadamy), a także doniesienia i dane, pochodzące z
szeregu różnych badań, wykonanych na pozostałościach oprysków (m.in. olbrzymie ilości
zaobserwowanych posklejanych, martwych czerwonych krwinek pomiędzy włóknami typu
‘morgellon’, wykorzystywanych p.podobnie jako czynnik do transportowania patogenów), to
wówczas możemy pokusić się o prostą analizę ich składu.
4.1. ETAP 1
Spójrzmy, co można jednoznacznie wyciągnąć z powyższego wykresu: (pierwiastki, których
stężenie jest wyraźnie podwyższone i wykraczające poza normę):
- Glin (Al), 5120% normy (!!); Ch
- Bar (Ba), 44 480% normy (!!!); Ch
- Bor (B), 1310% normy (!!); Ch
- Wapń (Ca), 16 600% normy (!!!); CK, Ch
- Chrom (Cr), trudne do ustalenia procentowo – 28.2 mg/kg wobec ilości śladowych w próbie
kontrolnej (!!!); Ch
- Miedź (Cu), 7880% normy (!!); CK
- Żelazo (Fe), 33 600% normy (!!!); CK
- Potas (K), 3172% normy (!!); CK
- Magnez (Mg), 4320% normy (!!); CK
- Mangan (Mn), 11 240% normy (!!!); CK
- Sód (Na), 2548% normy (!!); CK
- Nikiel (Ni), 672% normy (!); Ch
- Ołów (Pb), 202% normy (!); Ch
- Krzem (Si), 408% normy (!); WM?
- Stront (Sr), 4900% normy (!!); Ch
- Wanad (V), 1248% normy (!!); Ch
- Cynk (Zn), 1186% normy (!!); CK
4.2. ETAP 2
Możemy teraz, mając dostępne dane liczbowe, skonfrontować je z istniejącymi doniesieniami.
Możemy wysunąć na ich podstawie następujące podejrzenia:
1. Czerwone krwinki. Czynniki, oznaczone w powyższej kolumnie jako CK
wskazują jednoznacznie na obecność pozostałości rozkładu czerwonych komórek i,
prawdopodobnie innych komórek/organizmów jednokomórkowych (doniesienia o
obserwowaniu m.in. w Polsce pleśni na śniegu i pomiędzy włóknami, a także badań oprysków
z USA, które również sugerowały wysoką zawartość zarodników pleśni). Czerwone komórki
stanowiłyby dla patogenów idealną pożywkę, tj zawierającą źródło cukrów i azotu (białka i
cukry, zawarte w c.k., których jednak istnienia to badanie nie może potwierdzić – niezbadane
stężenia węgla i azotu), a także, co równie ważne – kationów metali. I tak dowodami
koronnymi są: a) stosunek stężenia potasu i sodu (1.24:1) – podstawowym elektrolitem
wewnątrzkomórkowym jest potas, sód zaś – zewnątrzkomórkowym, co sugeruje, że możemy
tu mieć do czynienia TYLKO z wylaną zawartością WNĘTRZA komórek; b) stężenie żelaza
(z rozpadu hemoglobiny); c) stosunek stężenia żelaza i miedzi – białka szlaku przepływu
elektronów oraz układów rozkładu wolnych rodników, niezwykle istotne dla działania c.k.,
zawierają kationy miedzi, obok kationów żelaza (stężeniowo jednak znacznie ustępując
ilościom żelaza, zawartym w hemoglobinie, wypełniającej całą niemal c.k.); d) stężenia
magnezu, manganu, cynku, a także część zaobserwowanej ilości wapnia – podstawowych
kationów metali, obecnych w centrach aktywnych większości enzymów, jak i w cytoplazmie,
niezbędnych dla funkcjonowania każdej żywej komórki.
2. Dodatkowe czynniki chemiczne (Ch), istniejące w określonych celach w owym
chemicznym koktajlu. Wg kolejności:
a) glin – niezwykle toksyczny, przy trwałej ekspozycji powoduje zaburzenia pamięci oraz
procesów myślowych, wynikiem długotrwałej akumulacji jest choroba Alzheimera (podstawa
działania: symetryczne molekuły zdeprotonowanego pseudokwasu glinowego jako
symetryczne, będą dążyć do substancji niepolarnych, jak środowisko osłonek neuronów,
gdzie ich ładunek ujemny będzie hamował przepływ kationów (K+, Na+) i tym samym
zaburzał przewodnictwo nerwowe);
b) bar – silnie reaguje z wodą; powoduje zaburzenia równowagi wapniowej, wypierając wapń
z jego związków i wiążąc się trwalej od niego – prowadzi to do ogólnego osłabienia
organizmu, szczególnie układu odpornościowego i układu ruchu – mięśni i kości (mechanizm
działania: różnica elektroujemności); podobną rolę, lecz dużo mniej efektywnie, może pełnić
stront, który jednak z kolei ma wyższy udział izotopu promieniotwórczego;
c) nikiel – silny alergen, podrażnia układ odpornościowy do gwałtownej reakcji – ostatecznie
prowadzi to do jego osłabienia i ciągłych stanów nadaktywności (mechanizm działania:
różnica elektroujemności i podobieństwo/jego brak do innych kationów metali);
d) ołów – powoduje ołowicę – szczególny przypadek zatrucia metalami ciężkimi; odkłada się
głównie w kościach, m.in. wypierając wapń; podobnie, jak rtęć, wykazuje tendencję do
tworzenia wysoce toksycznych związków, jego akumulacja prowadzi do wzrostu ilości
poronień, urodzeń z ciężkimi efektami genetycznymi i obniżonym ilorazem inteligencji (vide:
Huta Ołowiu w Miasteczku Śląskim); może pochodzić z już obecnych w atmosferze
zanieczyszczeń, pociąganych za sobą przez opad ‘chemtraili’, co sugeruje jego stosunkowo
niskie, względem pozostałych metali, stężenie; (mechanizm działania: różnica
elektroujemności, tworzenie symetrycznych/niesymetrycznych molekuł, podobieństwo do
innych kationów metali/jego brak);
e) wanad – ciekawy przypadek: w formie tlenków (głównie tlenku (V) wanadu) jest
katalizatorem, utleniającym tlenki siarki, przede wszystkim (IV) -> (VI); może to prowadzić
to jeszcze silniejszego zakwaszenia obecnego nad miastami smogu oraz tworzenia się
większych ilości toksycznego i żrącego m.in. śluzówki i nabłonki, głównie płuc, kwasu
siarkowego (VI);
f) wapń – olbrzymie stężenia sugerują, że jest także składnikiem (jednym z podstawowych)
owego toksycznego koktajlu – w postaci nieorganicznej jest zasadniczo nieprzyswajalny dla
organizmu, w środowisku i organizmach żywych będzie jednak odkładał się w olbrzymich
ilościach, prowadząc do m.in.: przejściowego lub trwałego wyjaławiania gleb, zwapniania
tętnic, mózgu i serca (miażdżyca, objawy toksoplazmozy i in.), a także, wraz z m.in.
obecnym w nadmiernych ilościach w środowisku fluorem (teflon, pokrywający garnki i
patelnie, zeskrobywany regularnie do pożywienia, fluorowana woda, pasty do zębów etc.),
przyczyniał się do przetrwałego i nieodwracalnego otępienia jednostek i populacji oraz
obniżenia ich inteligencji i świadomości poprzez udział w procesie zwapnienia szyszynki;
g) chrom – potencjalnie może chelatować składniki odżywcze (tj. wiązać je tak, by były
nieprzyswajalne dla organizmu i przechodziły niewchłonięte przez jelita – dlatego m.in. jest
jednym z podstawowych składników leków odchudzających);
3. Włókna typu ‘morgellon’ (WM) – jednym z ich składników może być krzem. Historia
naszej współczesnej nauki sugeruje, że same włókna najprawdopodobniej posiadają szkielet
oparty na węglu lub krzemie (lub obydwu), podstawionych różnymi, p.podobnie
tlenowymi/azotowymi grupami funkcyjnymi; podobne rozwiązania wskazuje szereg prostych
eksperymentów, wykonanych na włóknach i dla porównania [12].
CIĄG DALSZY NASTĄPI
Autor: Prometeusz
Materiał nadesłano do “Wolnych Mediów”
PRZYPISY
1. Za: newworldorder.com.pl. Krótki zbiór analiz poszczególnych zdjęć i urywków filmów;
szczególnie polecam przyjrzeć się, moim zdaniem najlepszemu, nagraniu od ok. 7:25, które
pokazuje nie tylko, jak rzekome smugi kondensacyjne nagle pojawiają się i znikają, ale co
ważniejsze, ukazuje formację typowo wojskową – trzech maszyn, lecących w kluczu, bardzo
blisko siebie, przy czym maszyna prowadząca w ogóle nie pozostawia żadnej ‘smugi
kondensacyjnej’, zaś pozostałe dwie – pozostawiają ją tylko na pewnych odcinkach.
www.newworldorder.com.pl/film.php?id=484
2. Za: newworldorder.com.pl. Klasyczny już pośród zainteresowanych tematem film „Nie
rozmawiaj o pogodzie”. Amatorska dokumentacja prywatnego śledztwa w sprawie dziwnych
chmur, które pewnego dnia autor zaobserwował na niebie nad swoim domem i okolicą.
www.newworldorder.com.pl/film.php?id=50
3. Za: The Guardian, 21.04.2002.
www.guardian.co.uk/(…)uk.medicalscience…
4. www.worldinbalance.net/(…)1976-envmodification.php…
5. www.dod.gov/acq/acic/treaties/os/index.htm
6. Treść ustawy w oryginalnym brzmieniu. Treść ustawy zastępczej można odnaleźć,
wpisując w hasłach wyszukiwania HR 3616 IR.
www.fas.org/sgp/congress/2001/hr2977.html
7. Opis efektów prób dociekań obywateli w sprawie losu oryginalnej ustawy, jak i jej
‘następczyni’.
www.nwbotanicals.org/mediawatch/kucinich.htm
8. Skan oryginalnego wydruku wyników analizy zawartości metali w powietrzu po opryskach,
zawartych w filtrze HEPA, z próbek zebranych w maju 2008 roku.
www.nogw.com/(…)052008_chemtrail_lab_result_lg.jpg…
9. Bardzo szczegółowe kalendarium oficjalnych wydarzeń, mających bezpośredni związek z
opryskami – cz. I.
willthomasonline.net/(…)Chemtrails_Timeline_1.html…
10. Bardzo szczegółowe kalendarium oficjalnych wydarzeń, mających bezpośredni związek z
opryskami – cz. II.
willthomasonline.net/(…)Chemtrails_Timeline_2.html…
11. Zdjęcia, ukazujące szereg niezwykłych fenomenów, obserwowanych w związku z
opryskami, uwiecznionych na zdjęciach i porównanych z naturalnie występującymi w skutek
atypowych warunków atmosferycznych zjawiskami.
www.chemtrailcentral.com/phenom.shtml
12. Źródło dokumentacji fotograficznej zjawisk, związanych z chorobą morgellonów – szereg
prywatnych kolekcji fotografii makroskopowych i mikroskopowych ran i zmian skórnych, a
także prostych testów i badań porównawczych włókien, m.in. w zestawieniu z watą szklaną.
www.rense.com/Datapages/morgphotos.htm
13. Strona-kompendium, zawierająca liczne kopie dokumentów, zdjęć i wypowiedzi,
związanych pośrednio i bezpośrednio z dyskutowanym fenomenem oprysków chemicznych.
www.carnicom.com/
14. Dodatkowe klucze wyszukiwania: HAARP, udoskonalone technologie Tesli, zjawisko
rezonansu, Wilhelm Reich, MKUltra, Monarch, redukcja populacji (odradzam źródła równie
‘wiarygodne’, co Wikipedia).
 

ligaswiata
 
Monolit jedności patriotycznej .

Kilka słów do pseudo patriotycznych wrgów Polski ...

Chce mi się wymiotować za każdym razem kiedy widzę jak debile wycierają sobie Polską swoje zaplute ryje...

Fałszywe flagi , godła , symbole, zakłamane slogany i obietnice... jak u władzy tak i w narodzie : hierarchia, symbole, tajne kręgi , religia ... ponad człowieka.

Nie mogę powoli znieść jak idiota plami Boga, Honor, Ojczyznę słowami wyciętymi z talmudu i kabały... syjonista, nacjonalista, skinhead, narodowiec, liberał, demokrata... - jedna zasrana kloaka deprawacji i chaosu ... pseudo patrioci z kijami i policją zamiast mózgów i argumentów ...

Interes Polski ?! Nie ma tu żadnego interesu Polski, jest interes piramidy patriotycznej, religijnej chazarsko katolickiej sekty... nikt tutaj nie ma swojego nazwiska tylko nicki i nazwy organizacji ... Prowokacje, ustawki, kłamstwa i wszechpolskie brednie ...

Jezus to Jezus tamto, Polsko to Polska tamto ... a wolność obsługiwana i sponsorowana przez niktynę, seks i alkohol ... słabaś Polska szlachto , zdemoralizowana , rozbita i podzielona - tak było jest i ... Oby nie !

Wszyscy nauczeni prawem syjonu robią pod sznurek to samo co partie polityczne : tworzą swoje piramidy władzy: organizacje, stowarzyszenia , fundacje... aby wdrapać się na stołki przywódców , prezesów , bohaterów ... powiewających Polską flaga jak kawałkiem szmaty, która daje im władze i status patrioty...
Patriota to człowiek i nazwisko ... organizacja to skupisko kłamstwa i zdrady !

A mrówki zamiast walczyć o Polskę podpinają się pod rożne organizacje rozdzielane wedle nakazu dziel i łącz ...
I Staszek i Agatka ... Wędrują od organizacji a do b, jak towar w markecie ... Bo liczy się władza nad głupim ludkiem, nie Polska , nie Honor, nie człowiek lecz hierarchia ... i jak najwyższy stołek z patriotycznym wszech widzącym okiem ...

I dzielą i łączą ... Tysiące parti, komitetów ... pełnych czerwonych mord mężów stanu w garniturkach tworzących plany lepszej (dla nich) Polski w kilkunasto osobowych grupach wzajemnej adoracji (zdrada to też element pseudo honorowej rozgrywki o władze - prawo talmudu) ...

Jakoś nikt nie kwapi się do propagacji idei ogólnopolskiej ... bo przecież to tylko blef ... mający zając idiotów na kilka chwil , a potem posłać ich dalej do kolejnych mędrców patriotycznego syjonu... Palikot - Tusk - Kaczyński - Mikke - i inne typy narodowej jedności twierdzący ,że mają prawo tworzenia hierarchicznej piramidy ...

I mamy tysiące prezesów , dowódców tylko kurwa Polski nie ma ... skoro patryjotami są także skinheadzi, Żydzi, bogacze bawiący się w polityczne aspiracje dla wsparcia swojego ego... debile, pasożyty i dziwki ... Śmieszne wy ich wybieracie... bo przecież obietnica, goła dupa, uśmiech i kiełbacha ważniejsza jest od zasad, mądrości, lojalności i moralności !!!

Przedstaw solidny plan - nie reform lecz gruntownych zmian i konkretów: zaraz zjawi się oszołom z linkami planów organizacji narodowej o zasięgu klasowym , aby odciągnąc uwagę od wartościowych danych ...

I tak dzieli się elektorat ... który widzi sens tylko w majestatach parti, sądu i podatków !

Tak dzielony i dzielony ... elektorat nie ma już ani wolnej woli, ani własnej ideologii tylko bełkot parti ... i przekaz na kolejne składki i podatki ... Budujesz przecież lepsze jutro nie dla siebie ale dla nich ... Hurra bedą drogi (dla czołgów), będą igrzyska dla idiotów , którzy nie zauważą palących się domów ...

Kiedy patrzę na zaplutego patriotę z alkoholem, kiełbachą i papierosem w ręku ,przypomina mi się żydowsko polski szlachcic ... Liberum Veto , Liberum Veto ... tak wyglądają wasze petycje ,które i wtedy, i dziś doprowadzą Polskę do rozbiorów ...

(Nie może być sejmików, z najeżdżcą...)

Przez kogo?, przez pseudo patriotów i ich piramidy , dziel i łącz, to ich motto, więc zostaliście podzieleni, oznakowani, bezradni... zdolni tylko do lokalnych protestów i krzyków ... Rozbito was jak stada baranów na halach ...
W nagrodę macie medialny show, igrzyska i internet ...

Masz nazwisko , chcesz mówić prawdę?! , twórz monolit jedności ponad partiami i organizacjami celem jest obalenie Judeo Poloni . W dupie mam władze ... i hierarchię ... chce Polski!, bez organizacji jedyną organizacją po 2015 roku będzie rodzina ...

Czy wy jeszcz myślicie ?! ... czas pochować organizacje i prezesów, czas stać się Kowalskim, Nowakiem, Iksińskim ... Czas stać się Polakiem, nie skinheadem, patriotą, członkiem , założycielem ... Ale Polakiem ... Bóg ,Honor, Ojczyzna ...to nie flaga, piosenka i obrazek Pana Boga wyprodukowany na masową skale... Bóg jest w sercu, ojczyzna w duszy, a honor każe walczyć za siebie i rodzinę, ponieważ, ja to ojczyzna, nie partia, organizacja i prezes tylko ja sam i nie potrzebuje do tego przewodnika ,który żywi się moim kosztem i siłą ...

Po to jest Liga Świata, jest nas kilku ,ale każdy działa w swoim państwie gromadzi ludzi - nie organziacje i walczy o swój kraj , nasza przyjaźń jest uczuciem międzyludzkim, ale nie wkracza w obszar państwa, prawa, ekonomi i administracji ... Bowiem takie kroki oznaczałyby bezkompromisową wojnę ...

Mam nazwisko , honor , mogę nie mieć pracy , jedzenia i wody ... Mogę stracić wszystko, ale nie stracę siebie i swojej idei ...

Bóg nie zna religi, ponieważ człowiek jest równy człowiekowi, a was podzielono wedle koloru skóry, religi i polityki ...
Dziel i łącz !!!

Nazywam się Wojciech Dydymus Dydymski, jestem człowiekiem, nie interesuje mnie hierarchia, władza i schematy, jestem całkowicie nieobliczalny w walce , honorowy , cenie prawdę i niszczę kłamców nawet jeśli są mi bliscy... Od kłamstwa do wojny jest tylko jeden mały krok ... Zrób go, a zmienię twoje życie w koszmar, a ziemie i dom spalę ... Będę lojalny do momentu- braku Twojej lojalności ...

Nie integruję się z organizacjami, partiami i religiami... integruję się z ludźmi... ale zdradz mnie, oszukaj ,bądź nie lojalny, dwulicowy, spiskuj... a wyrwe ci serce ... i nakarmie nim swoją idee ...

Nie ma litości dla hierarchi , organziacji i ludzi bez honoru ...

Czas wyrwać serce syjonizmowi ... i nakarmić nim idee Polskości ...
Czas aby kłamcy i członkowie tajnych stowarzyszeń pokazali swoje ... Martwe twarze !

Wojciech Dydymus Dydymski
Liga Świata


A dla tych syjonistów i krypto syjonistów ,którzy chcą mnie zdyskredytować przypisując mi syjonistyczne czy masońskiej korzenie mam tylko kilka słów :

- jestem Polakiem , moja rodzina przybyła do Polski w okolicach 8-9 wieku z terenów Arameni
- moja grupa krwi to B-
- Moj dochód roczny nie przekracza kilkuset złotych rocznie, wole ubóstwo niż jakakolwiek karierę hierarchiczną
- wierze w Boga nie religie ponieważ Bóg nie dzieli ,dzieli chierarchia na szczytach religi - to syjonizm religijny
- nie należę i nie należałem do żadnych ugrupowań politycznych i religijnych, sekt ...
- neguje wszelakie religie i ustroje polityczno - ekonomiczne
- nie jestem ateistą i anarchistą
- wierzę w monolit społeczny
- przez wiele lat pracowałem w organziacjach charytatywnych, ośrodkach pomocy ... i hospicjach
- nie pije, nie palę i nie ćpam
- nie boje się jak pseudo intelektualiści pracy fizycznej
- nie boje się represji , pobić i prób dyskredytacji i zastraszania
- pieniądze z płyt przeznaczam na kwerendy, strony www, materiały biurowe czy abonament internetu...
-ludzie związani z liga, to ludzie o jasnej przeszłości ,nieposzlakowanej opini ,wolontariusze posiadający twarze i nazwiska
- utrzymujemy się tylko z dotacji i rożnych form przysług pomagających egzystować człowiekowi na drapieżnym rynku kapitalizmu ...
- poświęciłem swoje życie dla idei Polski suwerrenej ...
- prowadziłem i prowadzę wiele akcji społeczno - harytatywnych bez rozgłosu w przeciwieństwie do tych ,którzy chcą zbawić świat swoim PR-em
- nie lubię się prosić i przypominać
- swoje założenia opieram na mądrości filozofów, mistyków... złotej ery ludzkości, oraz na własnych teoriach, snach, myślach i tekstach ...
- jestem ortodoksem w kwestiach moralnych i etycznych
- publikuje dla wielu portali i pisze dla kilku gazet ...
- nigdy nikogo o nic nie proszę, jeśli ktoś chce pomóc zrobi to sam
- filozof , mistyk, symbolista
- z NWO walczę od początku lat 90- tych, w internecie od 2001 roku ...
- moje drzewo rodowe sięga 2540 lat wstecz ... i nie potrzebuje wsparcia masoneri, tajnych bractw ... aby budować tak jak każdy rozsądny i wolny człowiek swoją własną legendę !

Więc zanim mnie zaatakujesz zastanów się nad swoim postępowaniem , pochodzeniem i sposobem myślenia ...
Ale jeśli szukasz wojny ,napewno ją znajdziesz ... Dla mnie słowo Honor jest ważniejsze od życia ...
 

ligaswiata
 
Otwarty protest przeciwko umieszczeniu w projekcie nowelizacji ustawy  Prawo farmaceutyczne zmanipulowanej definicji substancji czynnej
DEFINICJA DEFINICJI
Definicja to wyjaśnienie znaczenia jakiegoś wyrażenia językowego przy użyciu innego wyrażenia, które w tym samym języku oznacza to samo.
DEFINICJE FAŁSZYWE
1. DEFINICJA TAUTOLOGICZNA ZAWARTA W PROJEKCIE NOWELIZACJI
Substancja czynna to substancja(e) wykorzystywana do produkcji leków, które będą zawierać substancję czynną.
Tekst oryginalny: "substancją czynną — jest substancja lub mieszanina substancji, która ma zostać wykorzystana do wytworzenia produktu leczniczego i która, użyta w jego produkcji, staje się składnikiem czynnym tego produktu ").
Definicja tautologiczna to taka definicja, w której zwrot definiujący powtarza zwrot definiowany. Powtórzenie to nie przyczynia się do lepszego zrozumienia zwrotu definiowanego. W opisywanym przypadku występuje jednocześnie pod dwoma postaciami: 1/ Idem per idem (to samo przez to samo) i 2/ circulus in definiendo (błędne koło).
2. DODATKOWE, ŚWIADOME ZMANIPULOWANIE DEFINICJI
Opisywana definicja jest zbyt szeroka. Autorzy świadomie uczynili zwrot definiujący zakresowo nadrzędnym, by mógł on dotyczyć również produktów leczniczych nie zawierających substancji czynnej. W efekcie chcieli udowodnić, że wszystkie produkty lecznicze zawierają substancję czynną, co jest oczywistym kłamstwem naukowym. Manipulacja polega na tym, że nie uczynili zastrzeżenia, że definicja nie dotyczy „leków" stosowanych w tzw. „medycynie alternatywnej".
CEL WPROWADZENIA FAŁSZYWEJ DEFINICJI PRZEZ AUTORÓW NOWELIZACJI
Sposób sformułowania pseudo-definicji sprawia, że może ona być dowolnie interpretowana, w tym sensie, że substancją czynną może być wszystko lub nic oraz, że produkty lecznicze mogą zawierać substancję czynną, lub nie.

Co więcej, „definicja" nie określa, jakie cechy biologiczne winna mieć substancja czynna, a to jest jej istotą. Z logicznego, zatem punktu widzenia „definicja" ta niczego nie definiuje.
Przypuszczam, że autorzy tej groteskowej niby-definicji świadomie pozbawili ją kryteriów, na podstawie których można by ocenić, czym jest w istocie substancja czynna.

Przyjęcie tej nowelizacji przez Sejm sprawi, że lekiem będzie można nazwać wszystko, niezależnie od tego, czy technologia produkcji tego „czegoś" jest zgodna z uniwersalnymi prawami naukowymi, czy nie.
Autorzy projektu powinni najpierw sprawdzić w słowniku znaczenie terminu „definicja", a dopiero potem zabierać się do semantycznych manipulacji.
Ironią losu jest fakt, że bełkot ten powstaje w Ministerstwie Zdrowia, które powinno zajmować się organizacją polskiego lecznictwa, a nie — jak się domyślam - kombinowaniem, jak wyprowadzić w pole ludzi, którzy sprzeciwiają się powstaniu prawa, które pozwoliłoby na legalizację oszukańczych metod leczenia zawartych w dyrektywach płynących z Brukseli.
Wyjaśnię to szczegółowo, ale na razie poznajmy projekt:
"DEFINICJA" (cytuję):
"38a) substancją czynną — jest substancja lub mieszanina substancji, która ma zostać wykorzystana do wytworzenia produktu leczniczego i która, użyta w jego produkcji, staje się składnikiem czynnym tego produktu przeznaczonym do wywołania działania farmakologicznego, immunologicznego lub metabolicznego w celu przywrócenia , poprawy lub zmiany funkcji fizjologicznych lub do postawienia diagnozy medycznej. (...)
42a) wytwarzaniem substancji czynnych wykorzystywanych jako materiały wyjściowe przeznaczone do wytwarzania produktów leczniczych — jest każde działanie prowadzące do powstania substancji czynnych w tym zakup i przyjmowanie w miejscu wytwarzania przez wytwórcę substancji czynnych materiałów używanych do produkcji, produkcja, dopuszczanie do kolejnych etapów wytwarzania w tym pakowanie, przepakowywanie, ponowne etykietowanie, magazynowanie oraz dystrybucja własnych substancji czynnych, a także czynności kontrolne związane z tym działaniem".
KOMENTARZ SZCZEGÓŁOWY
Ad 38a. Wyobraźmy sobie, na podstawie powyższej definicji, produkcję jakiegoś produktu zawierającego substancję czynną. Bierzemy dwie substancje i tworzymy mieszaninę. Niech będzie to nawet cyjanek potasu (KCN — składnik czynny) i woda. Technologia produkcji jest dowolna, w tym przypadku będzie to rozcieńczanie. Rozpuśćmy więc te substancje w taki sposób, by 1 część KCN przypadała na 100 części wody (1 : 100, czyli 1 :10^2). Powtórzmy tę operację 12 razy i przekonamy się, że w otrzymanym roztworze (1 : 1000 000 000 000 000 000 000 000, czyli 1 : 10^24) nie ma już ani jednej cząsteczki KCN. Roztwór (woda) stracił swoją aktywność, co - dla znających praktyczne znaczenie liczby 6,022137 x 10^23 (stała Avogadra) nie stanowi zaskoczenia. W każdym razie wody nie można nazwać produktem zawierającym czynnik aktywny.
Istnieją jednak „metody terapeutyczne", w których stosowane są „leki" rozcieńczone w wodzie np. w stosunku 1 do 10^400. Pomijając już nawet fakt, że liczba cząsteczek we Wszechświecie wynosi około 10^80 (dowód absurdu metody), jasne jest, że preparat taki nie zawiera śladu substancji czynnej. Trzeba, więc nadać mu dodatkową cechę metafizyczną. Może to być na przykład „pamięć wody". Wtedy, nawet po usunięciu z roztworu wszystkich cząsteczek substancji czynnej leczniczo, woda „pamiętałaby" własności lecznicze rozcieńczanej substancji, które można by przenosić np. na granulki cukrowe. Granulki te, następnie pakowano by, przepakowywano, ponownie etykietowano, magazynowano i dystrybuowano.
Wszystko byłoby super-zgodne z nową „definicją". Jedynym problemem mógłby być fakt, że podczas rozcieńczenia przekroczono by liczbę Avogadra oraz obalono II zasadę termodynamiki. Oczywiście to nieistotne, gdyż fakt obalenia przez naukowców-postępowców nienaruszalnych praw fizyki, byłby zgodny z „definicją".
Ad 42a. Na pierwszy rzut oka powyższy tekst wydaje się być typowym żargonem ustawowym. Przeczytajmy jednak powoli, słowo po słowie. Czy ta część „definicji" może się odnosić do substancji czynnych zawartych we wszystkich grupach lekarstw? W jakiej, bowiem grupie leków kupujemy substancje czynne wykorzystywane, jako materiały wyjściowe do produkcji własnych substancji czynnych, które wymagają kolejnych etapów wytwarzania? Antybiotyki?, leki przeciwbólowe?, cytostatyki?, leki hormonalne?, leki kardiologiczne? Z takimi pytaniami możemy przejechać się po całej farmakopei polskiej i nie znajdziemy leków, których sposób wytwarzania odpowiada tej chorej „definicji".
DLATEGO PYTAM
Czy nie prościej byłoby, gdyby — zamiast określenia "substancje czynne wykorzystywane jako materiały wyjściowe" — wstawiono do tekstu projektu terminy "pranalewka" lub "rozcierka"? A zamiast "dystrybucja własnych substancji czynnych" — dystrybucja własnych "produktów homeopatycznych"?
GRATULACJE
Jestem pełen podziwu dla autorów projektu. Dwa zdania i homeopatyczne oszustwo może stać się zgodne z ustawą. Nikt, a zwłaszcza autor tego tekstu, nie może się do niczego przyczepić. Wszystko jest zgodne z prawem. Tylko, jakim prawem? Wynikającym z dwóch zdań, nazwanych definicją?
Infantylne to, głupie i żałosne. Korupcję oczywiście wykluczam. Jeden raz, gdy nie wykluczyłem, kosztowało mnie to kilka tysięcy złotych. Ale, gdybym wygrał w totka .............
SMUTEK
Trochę mi smutno, że moje własne państwo i moje własne Ministerstwo Zdrowia próbuje mnie oszukać. Ja, oczywiście, oszukać się nie dam, ale nie o mnie tu chodzi.
Dla autorów projektu istotne jest, by homeopatia, zgodnie z ustawą, weszła triumfalnie na salony medycyny.
Ale nawet, gdy wejdzie, ja tak długo będę tłumaczył opinii publicznej, że to oszustwo i kto jest oszustem, że ludzie w końcu zrozumieją, kto ma rację.
Będę tłumaczył nawet wtedy, jeśli po odczytaniu nowelizacji rozlegnie się: "stuk, puk, laską w podłogę, Sejm, Sejm, wyraża zgodę.
GŁOSOWANIE WYBRAŃCÓW NARODU Z MATURĄ
Anegdotycznym zbiegiem okoliczności jest fakt, że „stuk-puk laskę" dzierży pierwsza dama medycyny alternatywnej, która — promując homeopatię — rozporządziła, żeby poważnie chorym ludziom podawać wysoko-rozcieńczone „leki" homeopatyczne (na receptę!)
Godna podziwu jest Jej wiara, że "NIC" może działać na "COŚ", a jeśli tego "NICZEGO" jest coraz mniej, to zmniejszające się "NIC" działa na to "COŚ" coraz skuteczniej, w sposób wprost proporcjonalny do ubytku "NICZEGO". To samo twierdzą fani ruchu New Age, którym Aquarius wskazał drogę do zbawienia holistycznego.
PODRĘCZNIKOWA DEFINICJA SUBSTANCJI CZYNNEJ
KOMU TO PRZESZKADZAŁO?
Gdy byłem studentem IV roku Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej, moi wykładowcy twierdzili, że lek jest produktem zawierającym taką dawkę materialnej substancji czynnej, która wykazuje działanie terapeutyczne (dosis therapeutica — DT). Chyba wszyscy zgodzą się ze mną, że informacja ta jest jasna, logiczna i dla każdego zrozumiała.
A substancja czynna? Czy wymaga nowej definicji? Niżej przedstawiam wiadomości podręcznikowe, których nikt, nigdy i nigdzie na świecie nie zakwestionował.
DEFINICJA SUBSTANCJI CZYNNEJ SPRZED REWOLUCJI KULTURALNEJ W POLSCE
Substancja czynna (leczniczo) to taka substancja materialna, która ma zdolność reagowania z jakąś grupą receptorów organizmu ludzkiego. Efektem tej reakcji jest zainicjowanie w tym miejscu i czasie reakcji chemicznej, która powoduje, w kontekście walki z chorobą, korzystne dla organizmu zmiany metabolizmu. O tym, więc, czy możemy substancję nazwać aktywną (lub nie) decyduje jej struktura warunkująca odpowiednie własności fizykochemiczne oraz, co jest oczywiste, jej ilość.
Jak opisać tę aktywność? To łatwe. Weźmy na przykład jakiś preparat przeciwbólowy. Podajemy choremu wyjącemu z bólu (po złamaniu nogi w dwóch miejscach) 1/10 dawki leczniczej (DT); chory nadal wyje z bólu. Podajemy ½ DT i chory przestaje wyć, ale nadal się krzywi. Wreszcie pacjent otrzymuje jedną całą DT i zasypia z błogim uśmiechem na twarzy.
Gdybyśmy podali mu DT razy 100, chory zasnąłby również. Na zawsze. Co z tego wynika? Otóż, pewna gradacja:
1/ zbyt mała dawka substancji czynnej nie wywołuje żadnego efektu. Podobnie, jak „lek" homeopatyczny, który — z definicji (zwykłej) — nie zawiera substancji czynnej.
2/ dawka minimalna wywołuje efekt zauważalny, ale jeszcze nie terapeutyczny.
3/ dawka terapeutyczna to taka ilość substancji czynnej, która „przewalcza" zdolność organizmu do neutralizacji obcych substancji i wywołuje oczekiwaną reakcję.
4/ możemy też podać pacjentowi, tak jak to robił Jack Kevorkian („doktor śmierć") dawkę stukrotnie większą, czyli letalną. Nazywa się to eutanazja.
EKSPERYMENT KLINICZNY I WAŻNY WNIOSEK
Każda substancja czynna, która podana we właściwej ilości powoduje korzystne dla chorego zmiany metabolizmu, podana w ilości 1000 razy większej zawsze wywoła zmiany niepożądane. Krótko mówiąc — śmierć.
Na tej przesłance oparta była międzynarodowa Kampania 10:23, podczas której kilkadziesiąt tysięcy ludzi (w tym profesorowie medycyny i farmacji) w blisko 70 miastach z około 30 krajów na wszystkich kontynentach, połknęło z uśmiechem na ustach „leki" homeopatyczne w dawkach 1000-krotnie większych, niż DT określona przez producenta. Dlaczego ci ludzie nie umarli, lub choćby nie mieli biegunki? Powód jest prosty. „Leki" homeopatyczne nie zawierają substancji czynnej leczniczo.
CO NA TO HOMEOPACI?
Oficjalne stanowisko Polskiego Towarzystwa Homeopatii Klinicznej brzmiało tak: „przedawkowanie leków homeopatycznych pokazuje jedynie, że leki homeopatyczne nie mają działań niepożądanych, ale w żadnym wypadku nie może to być dowodem ich nieskuteczności". W świetle informacji, które podałem wyżej, a które potwierdza cały świat naukowy jest to oczywiste kłamstwo (lub głupota). Do tego jednak jestem przyzwyczajony.
MOJA REAKCJA PUBLICYSTYCZNA
Problem polega na tym, że ludzie naiwni oraz — powiedzmy — wolno myślący mogą uwierzyć w oświadczenie PTHK. Dlatego w artykule pt. „Homeopatia — moje prywatne zwycięstwo" (Racjonalista.pl) wyłożyłem im kawę na ławę (cytuję): „Twierdzenia homeopatów, że ich "leki" można bezpiecznie przedawkować są zgodne z prawdą! Dlaczego? Bo „leki" te nie zawierają substancji aktywnych terapeutycznie. A skoro nie zawierają, to nie leczą. Bo czym?
A czym jest „lek", który nie zawiera substancji czynnej? Wg Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego jest lekiem fałszywym. Proste, logiczne, zrozumiałe.
DLATEGO STANOWCZO PROTESTUJĘ PRZECIWKO WPROWADZENIU PARODII DEFINICJI SUBSTANCJI CZYNNEJ W USTAWIE PRAWO FARMACEUTYCZNE I SZCZERZE NAMAWIAM WSZYSTKICH KONSULTANTÓW SPOŁECZNYCH DO PÓJŚCIA MOIM ŚLADEM
Moim uwagom nadaję charakter protestu otwartego, by uzmysłowić wszystkim, że u podłoża działań Ministerstwa Zdrowia leżą motywy polityczne, związane z implementacją europejskich bzdur na temat „medycyny alternatywnej" do polskiego prawa, a nie dobro pacjenta.

Mój protest kieruję przede wszystkim do tych posłów i senatorów, którym bardziej zależy na zdrowiu i życiu polskich pacjentów, niż na zgodności polskich ustaw z oszukańczymi dyrektywami europejskimi.
W razie przyjęcia tej antynaukowej nowelizacji przez Sejm, apeluję do Pana Prezydenta by nie podpisywał ustawy, która w proponowanym kształcie ośmieszy na zawsze polską medycynę i naukę.
Już przed rokiem otrzymałem list od Zastępcy Dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Wojciecha Giermaziaka (MZ-PLO-460-9945-273/KB/11. Cytuję jego fragment (całość w tym miejscu- tiny.pl/h48x7):

“Faktem jest, iż Wspólnota Europejska przedmiotowym produktom nadała określony status prawny i aktualnie nie ma możliwości ich prawnego kwestionowania. Ewentualne zmiany w tym zakresie mogą być wprowadzone, jedynie na podstawie zmian przepisów dyrektywy regulujących zagadnienie produktów leczniczych homeopatycznych”



A ZATEM, DLA POLSKICH WŁADZ PUBLICZNYCH, IMPLEMENTACJA EUROPEJSKICH KŁAMSTW NAUKOWYCH DO POLSKIEJ USTAWY PRAWO FARMACEUTYCZNE, JEST WAŻNIEJSZA OD ZDROWIA I ŻYCIA OBYWATELI POLSKICH.
Dlatego, wielokrotnie, w różnych mediach i portalach internetowych zadawałem Ministrowi Zdrowia pytanie: czy mam leczyć dzieci zgodnie z moją wiedzą medyczną, czy zgodnie z prawem?
Jak przypuszczam, próba wprowadzenia nowej definicji substancji czynnej ma na celu wprowadzenie ustawowego kompromisu między prawem, a wiedzą medyczną. A dokładniej: kompromisu między prawem, a kłamstwem naukowym.
Jeśli chodzi o mnie, oświadczam, że próba spaliła na panewce. Była zbyt prymitywna.
Panu Premierowi i całej Radzie Ministrów przypominam znane oświadczenie genialnego fizyka Richarda P. Feynmana:
"Żaden rząd nie ma prawa decydować, co do prawdziwości naukowych zasad (...)".
Żaden, ale zwłaszcza obecny, który zdecydowanie lepiej zna się na hazardzie i „kierowaniu" spółkami Skarbu Państwa, niż na matematyce, która jest tak ważna dla zrozumienia absurdów homeopatycznych. A w czasie ostatnich 5 lat wielokrotnie słyszałem w telewizorze wypowiedzi znanych polityków, którzy bezwstydnie chwalili się swoją ignorancją matematyczną. W artykule „Terapie holistyczne" (Racjonalista.pl) skomentowałem to tak (cytuję): „matematyczny głupek jest głupkiem zwykłym". Nawet jeśli jest to czołowy głupek resortowy. W prawdziwym — nie homeopatycznym — życiu (i resorcie) potwierdza się to zawsze.
Prof. zw. dr hab. med. Andrzej Gregosiewicz, Lublin, 13.08.2012
Andrzej Gregosiewicz
Profesor zwyczajny, kierownik Katedry i Kliniki Ortopedii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Od 2001 roku prowadzi walkę z oszustwami leczniczymi typu homeopatii, bioenergoterapii, radiestezji i innymi rodzajami tzw. "medycyny alternatywnej". Opublikował na ten temat ponad 100 artykułów w mediach papierowych i elektronicznych. Jest „ojcem chrzestnym” akcji medialnej przeciwko homeopatii. W 2008 roku, głównie na skutek Jego konsekwentnej działalności publicystycznej oraz wygrania procesu sądowego z Izbą Gospodarczą Farmacja Polska oraz producentami "leków" homeopatycznych, rozpoczęła się szeroka debata publiczna na temat wartości leczniczych tego sposobu terapii. Jest członkiem-założycielem Klubu Sceptyków Polskich.

Andrzej Gregosiewicz
 

ligaswiata
 
Zobaczcie poniższy film. Widać na nim przemowę Pawła Grzesiowskiego, polskojęzycznego guru sceny wakcynologicznej, i głównego przedstawiciela frontu proszczepionkowego. Stwierdza on wprost, że osoby sprzeciwiające się szczepieniom popełniają “najzwyklejsze przestępstwo”. To pójście o krok dalej w tzw “mowie nienawiści” uprawianej przez kartel farmaceutyczny.
Moja odpowiedź jest taka:

-obowiązkiem lekarza jest informować o wszystkich działaniach niepożądanych i powoływać się na rzetelne badania naukowe. To, na co powołują się zwolennicy szczepień jest zwyczajną kpiną. Rodzic w gabinecie szczepień nigdy nie zobaczy ulotki dołączonej do opakowania szczepionki. A działania niepożądane są wyszczególnione nawet tam. Dociekliwi albo wahający się rodzice są zalewani socjotechnicznym bełkotem i stekiem bzdur, bo lekarze pediatrzy są indokrynowani zarówno na studiach medycznych, jak i na tzw “szkoleniach zawodowych”. Powyższe działania nie mają nic wspólnego ze sztuką medyczną, ba, są jej zaprzeczeniem. Dr Mengele jest zapewne dumny ze swoich wychowanków i z tego, że kartel farmaceutyczny powiązany z bankierami kontroluje wszystkie kraje na świecie.

-obowiązkiem rodzica jest zapewnienie bezpieczeństwa dziecku. Jeśli żaden lekarz w Polsce nie podpisze oświadczenia, że szczepionki są bezpieczne (a nie podpisze, żaden) to rodzic ma podstawy by twierdzić, że coś tu nie halo. Gdyby rzeczywiście szczepionki miały wszelkie niezbędne atesty i szeroki margines bezpieczeństwa, gdyby rtęć i inne toksyny w nich zawarte nie powodowały uszkodzeń neurologicznych – większość lekarzy takie zaświadczenie by podpisała.

-mowa nienawiści i dyskryminacja ze względu na: wyznawaną religię, poglądy, orientację seksualną, narodowość, płeć, niepełnosprawność itd – jest zakazana i podlega karze więzienia. Czym jest powyższe przemówienie dr Grzesiowskiego jak nie mową nienawiści ze względu na poglądy? Poza tym, niektóre religie, np Amiszów, zabraniają szczepień. Jak tylko wprowadzą obowiązek szczepień dla dorosłych – przechodzę do tej wspólnoty  Tak więc wypowiedź Grzesiowskiego jest też dyskryminacją religijną Amiszów. Wniosek jest jeden: trzeba zatrzymać tych żądnych pieniędzy i władzy zwyrodnialców, inaczej znów zapłoną stosy, inaczej znów zapłoną krematoria w obozach koncentracyjnych..
Mowa nienawiści i dyskryminacja np ze względu na poglądy są zabronione przez: Traktat Lizboński, kartę praw podstawowych, prawo europejskie, prawo polskie, i szereg innych traktatów międzynarodowych. Nie można pozwolić, by były one stosowane tylko wybiórczo, wobec grup posiadających specjalne przywileje, nadane przez neoliberalne reżimy. Muszą one chronić wszystkich obywateli.

-wyżej wymienione ustalenia międzynarodowe jasno i wyraźnie mówią, że nikt nie ma prawa poddać nas dowolnej procedurze medycznej bez naszej zgody. Jest to jedno z fundamentalnych praw człowieka, coś tak jasnego i oczywistego dla każdego człowieka na Ziemi, że niezmiernie trudno jest elitom wysuwać argumenty przeciw. Z tego powodu muszą wprowadzać coś takiego, jak coraz dalej idący przymus szczepień i wkrótce także przymus zażywania leków (psychotropów np), “dla naszego dobra”.
Procedurą medyczną są także szczepienia. Brakuje na leki, w niektórych szpitalach brakuje nawet na gips do opatrywania złamanych kończyn, ale miliardy dolarów na szczepionki zawsze się znajdzie.

Oto film z dr Pawłem Grzesiowskim:


A na koniec ciekawostka – zwróćcie uwagę na tembr głosu i intonację propagatorki szczepień z poniższego filmiku. Słowa wypowiada w intonujący i robotyczny sposób, jakby była świeżo po lobotomii mózgu. W sumie – to specyficzne, trwające lata pranie mózgu dokonywane przez uniwersytety, a potem – przez korporacje, można porównać do swego rodzaju mentalnej lobotomii..




Na deser – powtórzenie moich dwóch tekstów – o tym, czego naprawdę uczą na “akademiach medycznych”, i czy uzasadniony jest ostateczny argument eugeników: “lekarz jest po ciężkich studiach a Ty nie, baranie”. Otóż – nie jest:
-90% lub więcej interakcji między lekami, i jeszcze większy odsetek długofalowych skutków ubocznych, jest zupełnie nieznana i ukrywana już na samym etapie badań klinicznych nad danym lekiem. Ja biorąc lek przeciwdepresyjny nie mam żadnej gwarancji, czy np za 40 lat nie dostanę raka mózgu albo jakiejś nieznanej jeszcze, strasznej choroby. Tak samo jest z prawie że wszystkimi lekami;
-lekarz gastrolog ma marne pojęcie o lekach neurologicznych lub nie ma go wcale. Lekarz dentysta zaś w ogóle nie ma wiedzy na temat leków przeciwdepresyjnych – i można to wymieniać w nieskończoność. Ja sam, jak tylko jestem u dentysty, muszę tłumaczyć, że leki, które biorę mogą reagować ze znieczuleniem dentystycznym, np wywoływać komorowe zaburzenia rytmu serca. Lekarz dentysta może ogólną regułkę zna, ale gdy ja mówię konkretną nazwę chemiczną leku – on nie ma o tym pojęcia. Tak więc tłumaczyć muszę ja.

Cyt-”Niestety dzisiaj mamy patologiczną sytuację. Lekarzy bardzo długo i dogłębnie uczy się na studiach, jak diagnozować choroby. Natomiast prawie w ogóle nie potrafią oni leczyć, bo nie posiadają po studiach praktycznie żadnej wiedzy z dziedziny farmacji.
Jest to paradoksalne, że leczyć nie potrafi ktoś, kto zwie się lekarzem, ale taka jest nasza smutna rzeczywistość.
Panowie w białych kitlach nie wiedzą, jak stosować leki i w jakich dawkach je przepisywać. Uzupełniają później te braki w wykształceniu całkiem chałupniczo, podczas praktyki lekarskiej, eksperymentując na swoich pacjentach.
To dlatego lekarze w opisie choroby posługują się łaciną, aby pacjent nie wiedział, na co jest chory i żeby nie musieć pacjentowi tłumaczyć, co się psuje w jego organizmie. Jest to sprytny wytrych ukrywający lekarską niewiedzę, czyli niekompetencję. Przeciętny lekarz nie ma pojęcia, jak działa chemia organizmu, ponieważ ostatnie zajęcia z chemii miał jeszcze w liceum.

Do skutecznego leczenia ludzi nie wystarczy poznać schematy postępowania. Niestety takie właśnie schematy rzemiosła lekarskiego (nazywanie ich zawodu sztuką jest nieporozumieniem) wtłaczają do swoich głów na specjalizacjach. Zgodnie z metodyką – taka choroba, taka kolejność postępowania i stosowania kolejnych specyfików. Nie ma w takim nauczaniu żadnej głębszej refleksji, zrozumienia stanu chorobowego, jego przyczyn i możliwych dróg rozwiązania.
Nadmierne wypisywanie leków przez lekarzy jest wynikiem ich niedouczenia z zakresu farmacji oraz skorumpowania przez nagrody, jakie dostają oni od koncernów farmaceutycznych. Każdy lekarz musi nieustannie podnosić swoje kwalifikacje. Za to wszystko płacą firmy farmaceutyczne, których nadrzędnym i jedynym celem jest sprzedawanie leków. Będą więc one za pośrednictwem lekarzy wciskali ludziom nie tylko te dawki substancji, które leczą, lecz przede wszystkim te dawki, które szkodzą. Co więcej, ciągłe nakłanianie do stosowania przeróżnych leków i spełnienia oczekiwań firm farmaceutycznych powoduje coraz częstsze pojawianie się u klientów służby zdrowia lekowych interakcji.
Lekarze nie wiedzą prawie niczego o interakcjach, jest to bowiem wiedza chemiczna – farmakologiczna, której nikt nie wymagał od nich ani na studiach, ani w dalszej nauce na specjalizacjach.

Farmakologię, czyli naukę o lekach i o chemicznym leczeniu, przekazuje się przyszłemu lekarzowi zaledwie w ciągu dziesięciu miesięcy, z pięcioletniego okresu studiów. Co więcej, wiedzę tę wykłada się lekarzom w sposób okrojony i nieskuteczny. Polega on na suchym zapamiętywaniu formułek, ponieważ rozumowa i systemowa nauka o działaniu na człowieka leków wymagałaby wpierw zapoznania lekarza z wiedzą chemiczną.
Lekarzom na studiach w ogóle nie wykłada się chemii, przez co nie potrafią oni zrozumieć większości pojęć związanych z interakcjami chemicznymi substancji aktywnych, czyli zrozumieć podstawowych pojęć związanych z leczeniem człowieka lekami i działaniami tychże na ludzki organizm.
Zmusza się studentów do bezrozumowego zapamiętania najczęstszych interakcji fizjologicznych, nie ucząc ich niczego o interakcjach chemicznych. Ta wiedza szybko opuszcza ich głowy, bo czego się nie rozumie, a zapomni – nie można potem w umyśle odtworzyć. Potem świeżo upieczonych lekarzy wysyła się na „rynek ochrony zdrowia”, czyli propagacji i podtrzymywania stanu chorobowego. Jest on bowiem pełen specjalistów od marketingu firm farmaceutycznych i to z dostarczonych przez nich tendencyjnych materiałów, młodzi lekarze dowiadują się, jak powinni leczyć ludzi.”
oczyszerokozamkniete.wordpress.com/(…)koncerny-farm…

Teraz o tym, jak łatwo można zrobić pranie mózgu osobie z tytułami naukowymi – człowiek po takim czymś jest mentalną roślinką pozbawioną rozumowania logicznego i otwartego myślenia. Nie są to umysły ścisłe – są to umysły “ściśnięte”:

cyt. “Osoby z wyższym wykształceniem są bardziej skłonne wierzyć kłamstwom podawanym w oficjalnych mediach. Bo to wynika z kilku mniej czy bardziej racjonalnych powodów:

- tzw „uczeni” zaliczają się do struktur „elitarnych”, więc broniąc tych formalnych struktur bronią własnej pozycji, a de facto swojej osobowości;

- aby awansować musieli przejść przez tresurę poprawności politycznej, a to m.in. eliminuje zdolność do sprzeciwu;

- ta tresura po czasie upośledza również zdolność odróżniania prawdy od fałszu;

- dwa powyższe zjawiska są wzmocnione konformizmem, który w kręgach naukowych jest bardzo silnie rozwinięty;

- środowisko jest sfrustrowane wobec pauperyzacji i utraty autorytetu, oraz wobec dominującego poczucia niskiej przydatności dla społeczeństwa;

- pozycja osoby wykształconej – zwłaszcza gdy udało się jej wspiąć na szczebelki kariery – podnosi ambicje i wymusza potrzebę obrony swojej opinii, nawet wbrew obiektywnym okolicznościom;

- nawet na średnim szczeblu, czyli wśród tzw inteligencji i kadry technicznej, występuje blokada przed przyjęciem informacji spoza obiegu oficjalnego, bo zdobyta wiedza i doświadczenie życiowe nakłaniają do takiej właśnie postawy
- ja tam wiem swoje bo …

Powyższe zjawiska nakładają się na siebie, i zazwyczaj wzmacniają opór przed przyjęciem niewygodnej prawdy, bo przecież niemal każdy dąży do komfortu i tworzy swoje wyobrażenie o świecie jak mu/jej najbardziej pasuje, a nie jak jest na prawdę.

I rzeczywiście osoby proste, bez wiedzy uniwersyteckiej, mają więcej zachowanych zdolności do racjonalnego oceniania zjawisk – głównie w oparciu o własne obserwacje jak działa Natura, bez przesadnej fascynacji mediami, techniką czy farmakologią.

Wniosek:
prawdopodobnie upowszechnienie akcji eksterminacyjnej w oparciu o przymus szczepionkowy przyspieszy procesy selekcji „naturalnej”.

Jarek Kefir
 

ligaswiata
 
Nie wiem czy zwróciliście uwagę ale mamy wysyp tzw: sprytnych nowalijek ,czyli klakierów pozyskiwanych z for internetowych oraz portali dla bezrobotnych manipulatorów sprzedających się każdemu kto da 0,20 gr za like i 0,50 gr za durny komentarz i profil na FB, Google +...

O co tu chodzi?!... o zasadą dziel i łącz ...

Większość osób jadących na PO i Tuska , po cichu ma popierać PiS  poprzez popularyzację patriotyzmu masońskiego spod znaku tragedii smoleńskiej.
Kult masonerii B'n'B propagowany przez fałszywego katolika Jarosława.K, sprzyja dzieleniu i łączeniu poprzez konflikty i manipulacje...

Z kolei ucichli Ci ,którzy do tej pory mieli popierać PO  (Wilki Wschód...) i jechać na PiS, ich rola skończyła się na 4 lata ... są to ci sami ludzie, zmieniły się tylko nicki, próby formułowania wypowiedzi i slogany... oraz sposób wstawiania linków i lików ...

Psy za kilka groszy staną po każdej stronie płotu i naplują każdemu w twarz...jednak wystarczy ich obserwować i co pewien czas jednego lub dwóch ustrzelić...
Aby wywołać popłoch, który powoli zaczyna zbierać swoje żniwo, niektórzy nie wytrzymują psychicznie i popełniają błędy ,skazujące ich na bezrobocie...

Pytanie co naród zrobi z takimi kolaborantami po roku 2015, czy wreszcie zabraknie drzew na padlinę ...?!
Czy znów posadzi ich na stołki tak, jak już to miało miejsce w 1945 roku i 1989 roku...

Werbunek tych ludzi doprowadził mnie jak po sznurku do kłębka ... poprzez portale i fora do młodzieżówek partyjnych, instytucji administracji publicznych ,aż po siedziby partii i lóż masońskich w Poznaniu, Warszawie i Gdańsku...

Kto mieczem ...

WDD

P.s Psom z PiS i PO chcą wznosić pomniki, analfabetom poświęca się filmy i sztuki teatralne, kłamcom tworzy się salony, a narodowi tworzy się piekło...  JUDEOPOLONIA Bis
 

ligaswiata
 
To byłaby zdrada, zdrada największa.

To byłaby "nikczemność bez granic, wynaturzenie, wyparcie się najszlachetniejszych uczuć". Przypomnijmy w tym miejscu odpowiednie zapisy choćby Konstytucji Kwietniowej Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23.04.1935 r.:

Art. l.1. Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli.
2. Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swych synów ma być przekazywane w spadku dziejowym z pokolenia w pokolenie.
3. Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę państwa.
4. Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i swoim imieniem.

Biorę do ręki pierwszy z brzegu podręcznik historii Polski. Jest to akurat "Historia Polski 1492-1864" Józefa Gierowskiego.

Czytamy tam: "Pierwszy rozbiór nie przesądzał jeszcze ostatecznej likwidacji państwa polskiego, które stało się państwem buforowym między trzema rozbiorcami. Zaciążył jednak bardzo nad możliwościami rozwoju gospodarczego Polski".

Zaborcom otwarto, jak pisze Gierowski, "możliwości szerokiej penetracji gospodarczej", a "sejm opanowany został przez elementy najbardziej skorumpowane". Zaborcy ograniczyli władzę ustawodawczą i wykonawczą. "Okrojonej Polsce pozwolono na ograniczone reformy wewnętrzne".

Powtórka z historii W 1994 r. zaczął się pierwszy rozbiór Polski. W 1997 r. zalegalizowała go i przypieczętowała Konstytucja zdrady, Konstytucja, w której pojawiły się takie między innymi artykuły, jak: "Rzeczypospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach (Art. 9, punkt 2); [Zaistniała pomyłka.

Prawdopodobnie autor chciał się tu powolać na Rozdział III, Art. 90, punkt 1 Konstytucji RP 1997. Konstytucja Reczypospolitej Polskiej Redakcja Naszej Witryny] "Ratyfikacja przez Rzeczypospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy: - integralności państwa lub zmiany jego granic; - znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym" (Art. 84, punkt 1, podpunkty 1/ i 5/). [Zaistniała pomyłka. Prawdopodobnie autor chciał się tu powolać na Rozdział III, Art. 89, Konstytucji RP 1997.

worldleague.miniblog.pl/(…)zdrada-ojczyzny-i-unia-e…
 

ligaswiata
 
Trzeba przedstawicieli Ministra Finansów i NBP wyprowadzić z błędu. Mogą być pewni, że w niedalekiej przyszłoci znajdą się siły i środki w Polsce by wymierzyć im sprawiedliwoć za zdradzieckie plany likwidacji polskiej władzy monetarnej.

Podżeganie do likwidacji polskich organów władzy ( w tym władzy monetarnej) jest przestępstwem i powinno być cigane z mocy prawa.

worldleague.miniblog.pl/(…)europejski-bank-centraln…

Oto wnioski uwaga z 2003 roku co do EU.

Po pierwsze - Unia Gospodarcza i Walutowa ( potocznie unia walutowa) nie spełnia kryterium optymalnego obszaru walutowego.

Po drugie - zasady, na jakich opiera się unia walutowa są sztuczne i oderwane od racjonalnych przesłanek ekonomicznych.

Po trzecie - unia walutowa jest instrumentem nacisku na państwa kandydujące mającym na celu wymóc określone zachowania i ustępstwa na rzecz ośrodków ponadnarodowych.

Po czwarte - unia walutowa jest przede wszystkim projektem politycznym, a nie gospodarczym.

Po piąte - unia walutowa w długim okresie prowadzi do likwidacji państw narodowych i utrwalenia prymatu decyzyjnego organów ponadnarodowych.

Po szóste - unia walutowa - ma małe szanse powodzenia bez unii politycznej.

Po siódme - unia walutowa w Europie nie przyczynia się do zrównoważonego wzrostu, ale raczej do większego zróżnicowania gospodarczego państw członkowskich.

Po ósme - unia walutowa w długim okresie wstrzymuje wzrost gospodarczy i zawęża powiązania gospodarcze do krajów znajdujących się w jej wnętrzu.

Po dziewiąte - unia walutowa polskiej gospodarce nie jest potrzebna.

Po dziesiąte - sztuczne wprowadzanie i rozszerzanie unii walutowej na inne państwa wiąże się z szokami asymetrycznymi, które wywołują negatywne skutki gospodarcze dla krajów kandydujących.

worldleague.miniblog.pl/(…)unia-walutowa-jako-instr…
 

 

Kategorie blogów