Wpisy oznaczone tagiem "odchudzanie" (1000)  

mrsskinnymommy
 
mrsskinnymommy:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kaduu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kaduu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kraseczka
 
Przez 2 lata ponad jadłam zdrowo, ćwiczyłam regularnie a teraz moją wymówką jest brak czasu.Schudłam ponad 10 kg. Teraz wróciły mi ponad 3  
Brak czasu na ćwiczenia, brak czasu na gotowanie. To moja wymówka.
2 lata intensywnego dbania o sobie po to żeby teraz to zmarnować? Nie chcę tego. Moja waga na dziś to 52,9 kg.
Od ponad roku nie mogę się ogarnąć.
W pracy o 7 .00 jem jakąś bułkę z serem i ogórkiem kiszonym. Rano piję jeszcze kawę.
No i potem o 9 jestem znowu głodna. Jem jakieś owoce , które sobie przyniosłam zazwyczaj 2 banany i jabłko. Potem o 12 jem znowu albo drugą bułkę , albo jakiś ryż na mleku.
Bywa i tak że zjem o 7 i potem nie ma czasu nic zjeść bo tyle ludzi. Jem po pracy dopiero. Więc różnie to bywa.
No i potem po pracy idę do baru na obiad. Bo w domu jestem o 17 i zanim bym coś ugotowała i ogarnęła ten syf to by była 19. No i biorę albo pulpety z ziemniakami albo gołąbka. No i tu jest problem bo po tym obiedzie potrafię zajrzeć jeszcze do maka albo iść na kebaba. Do tego w międzyczasie jakieś słodycze.
Nie wiem co się stało z moją psychiką .
Nie radzę sobie .
Ale kiedyś potrafiłam się ogarnąć  
Zrobię to i teraz.
Przez to wszystko rozepchałam sobie żołądek tak, że mogłabym jeść i jeść.

Dam radę. W szafie wiszą ulubione ciuszki które czekają aż schudnę te 3 kg.

No dobra koniec o diecie . Teraz o pracy.
________________________________________________________________________________________________________Mam umowę do końca marca. Na zastępstwo.
Kierowniczka już zapowiedziała że w marcu robią konkurs i bardzo na mnie liczy.
Pracuję w MOPSIE.
Przyjmuję wnioski o świadczenia.
Tyle że ja mam techniczne wykształcenie i nie widzę tam dla siebie przyszłości.
Nie pasjonuje mnie to, nie widzę dla siebie rozwoju tam , no chyba rozumiecie.
Obawiam się że tu w tym MOPSIE utknę w miejscu bo nie mam odpowiedniego wykształcenia, żeby jakoś piać się w górę.
Dlatego nie ukrywam że interesuję się pracą bardziej w swoim zawodzie.
No i dobra póki nie mam nic lepszego na oku no to stanę do tego konkursu. Ale jak wygram i mnie zatrudnią a jak po jakiś np. 2 czy 3 miesiącach  trafi się coś lepszego to będzie głupio no nie?
Walne im wypowiedzeniem bo znalazłam coś lepszego, jak oni mnie wcześniej wyszkolili i zrobili konkurs.
Wiem, że inni by się tym nie przejmowali ale ja tak.
Z jednej strony jestem tu bo nie ma nic lepszego, ale w międzyczasie szukam czegoś innego.
Odeszłybyście w takim przypadku jakby była taka okazja? Bez wyrzutów sumienia??
________________________________________________________________________________________________________
Związek. Układa się nam z S. całkiem dobrze.
Jest 8 lat starszy ode mnie . Ale to w niczym w ogóle nie przeszkadza.
Nawet zaczyna wspominać coś o wspólnym mieszkaniu.
Dla mnie jeszcze trochę za szybko, ale jak będę mieć w końcu normalną umowę to i tak planuję się wynieść chociażby na stancję.
Mam już dość mieszkania z mamą.
I te dojazdy też męczą.
Tylko że mam 1700 na rękę i boję się że będzie na styk.
Tym bardziej że ja muszę mieć w rezerwie te 200-300 zł miesięcznie na lekarza bo mam problemy z żołądkiem i cerą i nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie zawitać.
Boidupa jestem trochę , a i jeszcze chciałam na prawko odłożyć. A jak się wyprowadzę to małe szanse że coś odłożę. No ale takie życie.
A wy co byście wybrały??
Pozdrawiam i do następnego.
  • awatar mąka krupczatka: Odnośnie pracy... Stawaj do konkursu! Jeśli znajdziesz coś lepszego to wcale nie będzie głupio zrezygnować! Tak samo możesz powiedzieć, że oni głupio robią organizując jakiś konkurs na Twoje stanowisko. Po co konkurs, skoro Ty już tam pracujesz? Sorry, za te słowa ale system ma nas w dupie. Źle się czujesz w tamtej pracy? Spoko, wysyłaj cv i list motywacyjny, ale ni jedno, nie dwa a 60! Nie żartuje! W końcu znajdzie się ta wymarzona praca! Mówisz, że nie masz kwalifikacji! DO ROBOTY! Na kurs, na studia podyplomowe! Rozwijać się! Samym jojczeniem nad sobą nic nie osiągniesz! Słuchaj, ja swoją karierę zawodową zaczęłam w pracy w przedszkolach myśląc sobie: ojeju jak dobrze byłoby pracować z seniorami. No ale tak jojczałam przez 2 lata, aż wzięłam się do roboty. Napisałam dobre cv i list motywacyjny pod miejsce pracy w którym chciałam pracować! Wysłałam wspomniane 60 cv i zgadnij kto teraz pracuje w geriatrii? Zgadnij kto skończył podyplomówkę w tym temacie? CHCIEĆ ZNACZY MÓC! :)
  • awatar kraseczka: @mąka krupczatka: Dziś byłam na jendej rozmowie . W szpitalu wojewódzkim na Inspektora w dziale technicznym. Praca 7.30-15. Niecały etat . Ledwo ponad 2000 brutto plus kiedyś tam jakieś dodatki za stażowe....
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
No więc nadszedł ten czas, żeby znowu z siebie trochę wyrzucić.

Po pierwsze, Babcia D jest w szpitalu. Miała zawał serca i teraz tylko czeka na termin, żeby mogli jej założyć bypass'y. Operację może mieć tylko w specjalistycznym szpitalu, więc mają ją przewieźć do Sheffield. Jeszcze nie wie kiedy, cały czas czeka na informacje ale powiedzieli, że najpóźniej ma mieć operację we Wtorek. Ja już bilety kupiłam na poniedziałek no i powiedziałam D, że jak pojedziemy do Babci, to od razu możemy pozwiedzać Sheffield. Zwłaszcza ze praktycznie nie mielismy ze sobą czasu. I teraz największa surpsise! Powiedział, że nawet jeśli Babci jeszcze nie zawiozą do Sheffield, to i tak tam jedziemy na jedzenie i pochodzić! Że chce spędzić czas i w ogóle... No byłam w szoku normalnie.

Druga sprawa, dostałam dzisiaj piękny payslip z pracy i potrącili mi prawie 500 funtów podatku... Myślałam, że zamorduję.

Po trzecie, dzisiaj Karolek będzie spał w klatce, bo D będzie spał u Babci i pilnował wujka a ja w pracy. Już czuję jak Karolek będzie się buntował... No a poza tym udało mi się zmiany zamienić więc w przyszłą niedzielę biorę Karolka na pokazy małych zwierząt organizowane przez schronisko dla świnek morskich. Nie liczę, żeby Karolek coś wygrał. Najbardziej mi zależy, żeby pobawił się z innymi królikami itp.

A propos Karolka. Brzuszek zaczął mu warczeć, a to zazwyczaj oznacza produkcję gazu i sprawia dużo bólu królikom. Musi być praktycznie na samym sianku i suchej karmie (+ oczywiście mokre warzywa, itp). Zrobiłam mu wczoraj zdjęcie i wygląda jakby mu się wcale nie podobało na co jest "skazany". Patrzcie na tą minę xD

Dzieci nigdy nie zrozumieją rodziców xD

24.02.2018 _ sobota
  • awatar ms moth: Trzymam kciuki za zdrowie babci D! No i wow, rzeczywiście chyba wziął sobie Twoje słowa do serca. Oby wypaliło zwiedzanie i było miło. ♥ Awww nawet nie wiedziałam, że są takie pokazy. Te zdjęcie jest przecudne, przepięknie Karolek wygląda, mimo, że naburmuszony. I ten ostatni tekst hahah <3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Po pierwsze chciałabym Wam oznajmić, że moja maszyna do pisania wreszcie do mnie dotarła. Potrzebuje małych napraw, ale głęboko wierzę, że wszystko uda mi się sprawnie załatwić.

Po drugie, odwiedziła mnie wczoraj koleżanka której nie widziałam blisko 2 lata. W wakacje razem pracowałyśmy jako opieka na obozach dla nastolatków. Bardzo przyjemna praca, tylko przysłowiowo nie było kiedy się podrapać więc nigdy nie miałyśmy czasu żeby po prostu usiąść, pogadać i się zrelaksować. Pracuje w moim mieście, 10 minut drogi pieszo od mojego domu, więc jeszcze lepiej. No ale od początku...

Stwierdziłam (jako chujowa pani domu), że zaproszenie koleżanki na obiad/herbatę to dobry pretekst, żeby wysprzątać całą chatę. Tak więc od samego rana uwijałam się w pocie czoła (dosłownie). Udało mi się wysprzątać wszystko oprócz kafelek w łazience, okien i framug... bo na to już nie było czasu, lol. Dla zainteresowanych powiem, że nawet moją obrzydliwą, żółtą wannę udało mi się wyszorować (żółta jest naturalnie). Koleżanka pracę kończyła o 16.30 a ledwo po 17 byłyśmy w domu.

Ugotwałam nam zupę z batatów i nie mogła się nią najeść. Ugotowałam zupę z groszku ale na nią już miejsca nie miała. Były ciastka, była herbata, po prostu było miło. O 19 przyjechała po nią mama odebrać, bo w innym mieście mieszka. Mamę też zaprosiłam do domu i siedziały kolejną godzinę. Wyszły niedługo po 20stej.

A właśnie a propos znajomych... D opiekuje się teraz niepełnosprawnym wujkiem kilka nocy w tygodniu dopóki jego babcia jest w szpitalu i nie będzie miała operacji. Więc przyszedł do domu przed 12 i już rozmawiał z kolegą. Powiedziałam mu tylko żeby tamtemu nie mówił, żeby nie przychodził. Mój na to że tylko na jedną fajkę i tamten spada. No to ja, że zawsze jest mówione że tylko jedna fajka a potem wygonić nie można. Powiedziałam, że nie będą mi się cały czas po domu kręcić, kiedy ja próbuję sprzątnąć. Zwłaszcza, że wczoraj padało, w kuchni białe posadzki i wracając z ogrodu zostawia się błotniste ślady. Tamten przyszedł, powiedziałam że mi nie przeszkadza sam fakt, że jest tylko żeby się nie kręcili bo chcę sprzątać. D nawet pomógł mi odkurzyć pokoje na piętrze, wymienił karton spod żwirka dla kotów i kilka innych rzeczy. Przed 15stą kolega poszedł do domu i sobie przez neta grali na komputerach. Ja za to miałam okazję żeby ogarnąć łazienkę. Potem jak już wiecie, pojechałam odebrać koleżankę, obiad zjedzony i wróciła z Mamą do domu...

Ja za to ogarnęłam duży pokój, naczynia do zmywarki (takie tam duperele) i wreszcie mogłam wyciągnąć nogi przed siebie z herbatą w ręku. Siedzę, odpoczywam, cieszę się pożądkiem w domu póki jest i D schodzi na dół a było już po 21szej. Pyta się czy kolega może przyjść...

O ŻESZ KU*WA JEGO MANIA!!!

Byłam bardzo miła i powiedziałam D, że nie ponieważ jest za późno i pora, żeby kolega nauczył się zasad i granic przyzwoitości. Powiedziałam mu bardzo kulturalnie, że nawet koleżanka moja wiedziała o której jest pora żeby wracać do domu (mimo, że w głębi bardzo chciałam, żeby dłużej została) i że to nie jest pora na odwiedziny. D przyznał mi po raz pierwszy rację i nawet sam stwierdził, że kolega go trochę wkurza, bo kolega wie, że D "musi" się najpierw mnie zapytać czy tamten może przyjść i wie co odpowiem, więc automatycznie stawia D w niezręcznej sytuacji i nas poróżnia. Powiedziałam D, że jeśli tamten chce przyjść i odebrać to co zostawił przez przypadek to niech przyjdzie i już go nie ma, ale na fajkę nie zostanie.

D do mnie, że na fajkę też chciał zostać. Powiedziałam mu spokojnie, że nie. Poprosił mnie, że to ostatni raz "Just this once". Zgodziłam się, bo powiedziałam mu że tylko dlatego że mnie prosi ale pora żeby tamten się nauczył. D napisał do tamtego że jak chce to niech przychodzi ale od razu, bo pocałuje klamkę. D się naczekał, w końcu powiedział że idzie sam zapalić a jak tamten przyjdzie to niech od razu idzie do ogrodu, bo już sam był wkurzony. Akurat kolega przyszedł jak z D rozmawiałam i sama otworzyłam mu drzwi... Ah, jaka to była radość. Otworzyłam drzwi i prosto z mostu mu powiedziałam, że to nie jest godzina (21:40) na odwiedziny i pora żeby się nauczył, kiedy jest odpowiedni czas na odwiedziny, tym bardziej że już u nas dzisiaj był. Wie gdzie ma swój dom, a jeśli mu się nie podoba to może przychodzić kiedy ja pracuję i mnie nie ma. D się na mnie spojrzał z wielkimi oczami a ja kulturalnie powiedziałam, że byłam bardzo miła i szczera. Mój powiedział tamtemu, żeby zabierał po co przyszedł, zwijał fajkę i szedł do ogródka. Wyszedł zaraz przed 22gą.

Skończyło się pierdolenie moje Kochane. Kolega D bardzo nas poróżnia i wpierdala się gdzie nie potrzeba. Przez to że spędza cały czas z moim, mój już potem nie ma chęci spędzać czasu ze mną, bo tamtem mu cały czas truje. Jestem bardziej stanowcza jeśli chodzi o kolegę. Zawsze może przychodzić, kiedy ja pracuję i nie będzie żadnego problemu.

To tyle na dzisiaj Kochane. Próbuję się powstrzymać przed naprawą maszyny do pisania, bo wiem że jak usiądę i ją rozbiorę to całą noc będę naprawiała a jutro przecież do pracy. Kocham <3
  • awatar ms moth: Podasz przepis na zupę z batatów? Ostatnio pierwszy raz w życiu ich spróbowałam i od razu pokochałam, mimo, że wszyscy wokół mi się dziwią. :P Fajnie, że miło spędziłaś czas na pogaduchach z koleżanką, czasami takie spotkania są bardzo potrzebne. :) I pięknie się zachowałaś jeśli chodzi o tego kolegę, stanowczo, ale kulturalnie. Zresztą samą prawdę powiedziałaś. Eh, faceci to takie dzieciaki często. :/ @trochę późno odpowiadam, ale z moim D. już nieco lepiej, odpoczęliśmy od siebie jak byłam na tym wyjeździe, a jakiś czas wcześniej przeprowadziłam z nim bardzo poważną rozmowę i powiedziałam wszystko wprost. Od tego czasu o dziwo jest nieco lepiej, więc jakieś postępy są. Widziałam, że ty też ze swoim rozmawiałaś i też coś ruszyło. I czytałam coś ostatnio u Ciebie, że po prostu teraz żyjesz chwilą, ale jak coś znowu się zepsuje to odchodzisz. Właśnie podobnie jest też u mnie. :) My to z tymi facetami to chyba bratnie dusze jesteśmy. :P
  • awatar Ach2017: Bardzo dobrze, że jesteś stanowcza. Dalej bądź. :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

mrsskinnymommy
 
mrsskinnymommy:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hononey
 
I jak zwykle nie mam o czym gadać, ale mam chęć pozbyć się tego natłoku z głowy. Zwłaszcza przed spaniem, żeby z czystym umysłem iść do łóżka.

Dzisiaj miałam sen ale napisane jest po Angielsku, bo napisałam do Tracey. Dla ciekawskich, zawsze jest tłumacz (wybaczcie, na prawdę nie mam ochoty tłumaczyć).

“I had such a realistic/conscious dream this morning and you've asked me to let you know when I get one so I thought I'd describe you this one. First of all my train/travelling/flying dreams have finally stopped and I feel so relieved. So here's the dream: it starts with with me and my dad watching a video clip on old TV (colour TV but the old heavy ones) of some sort of a song that sounded like linkin park/U2. The guys were singing/playing music in front of a big pyramid. The singer was in the middle and there was a golden projection of a goddess/cleopatra behind him (a massive one) by his sides, there were the band members who were playing the music and there was a projection of two massive golden snakes on each side of cleopatra (the circumference of a snake was taller than the guys that were playing). So one second I'm watching it, the other second I'm actually inside of a clip (I wasn't sucked in, I just changed my surroundings). The guys are still playing and I'm with my dad. There was a panic on the set (pyramid behind us and lots of green grass everywhere, town could be seen in distance) because the longer they played, a strong storm was getting closer to us. Out of nowhere the rain started pouring down and I actually felt really wet and the thunderbolts started hitting the ground right in front of me. Like literally few feet away from us. I stayed close by the pyramid, my back were touching it and I was getting wet but I figured that the angels are protecting me so I might only get wet. My dad said that people are running away to get to town and there's a red double decker bus waiting to transport people. He started running with other people expecting me to follow him but I took the shorter route and ended up being first on the bus. My dad was looking for me as the crowd was coming down but I started shouting his name from the bus and he realised what happened. He came to the bus and it was supposed to take us to a safe location (a car park building - important - was just next to this bus, but to enter, you'd have wiggle through some sort of a hole on the wall). So the bus took us around the town (it didn't stop or anything, it was just driving us to the safe spot). We ended up being dropped off at the mentioned car park. Everyone went out in their own direction. Aim was to go to the top of it and go outside on the meadow that would lead outside of the town. We started going up the car park but realised despite so many people being there before, it was getting now dead quiet. We started getting worried. We (me and my dad) were almost at the top when a woman in front of us told us we needed to be quiet. She was waiting before a dark place that was not lighted in any way and the stairs were leading to higher levels.  She told us to be quiet because there's a single alien somewhere there and it's dangerous (I felt it was something like out of the Alien movie) and if he'd hear us, we'd be attacked. I realised I didn't have continue this dream and so I woke up but when I fell back asleep, the dream went back to where it left off. A wolf jumped out from the dark (and not an alien as the woman ahead of us was trying warn us) and it started speaking to me. The woman disappeared (must've ran away) and I felt my dad was still behind me. The wolf started talking to me and it showed me images. As he was speaking, he showed me an image of a large LCD screen on a shopping centre that was bright white and then the focus moved to a small family pack of wolves that were running down steep roofs on buildings and he said "You've made our race almost extinct, not we're going after you". I didn't feel fear or anything during the dream. I woke up quite refreshed. And the funniest thing that happened today is that all of the "reference points" from the dream have happened today. I was in the kitchen, playing music from YouTube on shuffle and one after another, a song with title "Wolf" played and straight after that a song about "Thunder" and thunderbolts. Then I went to David's room and he was playing a game that had a pyramid in it. So many synchronicities today!”



Poza tym udało mi się wylicytować moją maszynę do pisania! Nie wiem co jest w niej do naprawy, ale jestem bardzo podekscytowana. Nie wiem gdzie mnie to zabierze, ale czuję, że gdzieś zaprowadzi (zdjęcie na dole).

W zeszłym tygodniu stwierdziłam, że w poniedziałki będę sobie pozwalała na jedzenie czego chcę. Obojętnie czy ma gluten czy nie (w moim przypadku jest zakazany), obojętnie ile tłuszczu... o ile jest wegańskie. Po prostu chcę zjeść coś po ludzku bez odmawiania sobię. Więc zamiast w poniedziałki stereotypowo przechodzić na jakieś diety, u mnie poniedziałek jest fat monday i po prostu aż nie mogę się doczekać poniedziałków. O! Co prawda nie za bardzo mi to wychodziło przez ostatni tydzień, bo każdego dnia coś podjadałam niewskazanego w moim przypadku, ale wiecie co? Nie stresuję się. Wiem, że z czasem się przyzwyczaję i po prostu wpadnę w rutynę. W tym tygodniu padło na... burgery!!! Od czasu kiedy łaziłam z Pandzią po Wawie, miałam wielką chęć na burgery. Na POŻĄDNE burgery a nie to angielskie pośmiewisko (myślą, że jak włożą w bułkę kawałek sałaty i jakieś warzywne gówno bez smaku, to mogą to sprzedać za 7 funa, jakiś żart). No więc kupiłam specjalne ciemne bułki z sezamem, sos mango z curry, ketchup i sos BBQ. Do tego sałata liściasta i pomidory a jako główny składnik kupiłam burgery z Lindy McCartney (jedno opakowanie Pulled Pork i jedno opakowanie oryginalnych). Oryginalne zrobiłam z sosem BBQ, a Pulled Pork z sosem curry. Dałam jednego burgera dla i oficjalnie nazwał mnie A* burger maker (najlepszą burgerowiczką). Się ucieszyłam na maksa i pycha też były. Coś czuję, że w przyszłym tygodniu też chyba pójdą na menu. A nie, w przyszłym tygodniu jedziemy z D do Sheffield odwiedzić jego Babcię w szpitalu. Ja załatwiłam bilety do Sheffield, a on ma postawić jedzenie. Zobaczymy jak to będzie.

Przed chwilą leciała piosenka: "If it's meant to be, it will be, baby just let let it be..." i zdałam sobie sprawę, że jeżeli w tym życiu mam być ze swoją drugą połówką, to tak się stanie. Z D na razie jestem pogodzona i stara się jak może i są tego na prawdę ciekawe efekty. Żyję po prostu chwilą, ale jak się sprawy spierniczą znowu to odchodzę i nie ma już przeproś. I właśnie będąc teraz z D, dając mu ostatnią szansę, bałam się że zaprzepaszczę szansę na poznanie kolesia o którym mówiła mi Tracey. Ale ostatnio zaczęłam o siebie dbać, mieć lepsze myśli i cały czas mam synchronizację ze wszystkim (przede wszystkim to co się działo w śnie, widziałam dzisiaj na żywo no i powtarzające się cyferki na zegarze = 12:34, 11:11, 22:44, itd.) więc dzięki temu wiem, że co by się nie miało dziać, Wszechświat has my back i jeśli będę podążała za intuicją, to się nie zgubię. Dziękuję Wszechświecie. <3

19.02.2018 _ poniedziałek
 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

missinggirl
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

dwiestronymedalu
 
Abominacja Istnienia:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

fit.strong.happy
 
Mój kochany blog, który zdecydowanie zbyt często porzucam i zaniedbuje, ale w godzinie kryzysu zawsze służy pomocą.

Dokładnie, nadeszła chwila kryzysu i stwierdziłam, że chce sobie pomóc i wrócić na dobrą drogę.
Kryzys mamy proszę państwa taki, iż moja waga pokazała 72kg... jedyne o czym myślę, to to, że to powrót do samego początku. Ten powrót jednak nie zaskoczył mnie aż tak bardzo, bo byłam świadoma, że do tego dopuszczam. Oczywiście, że jest mi przykro, że byłam już gdzieś i znowu wróciłam, ale spróbuje to potraktować nie jako karę, a wyzwanie.

A czemu pozwoliłam na to? Przez zimę jest mi zawsze ciężej się zmotywować, a w trakcie sesji zajadałam stres i chyba wtedy przytyłam dobre 2kg. Więc byłam świadoma, że tony niezdrowego jedzenia i brak ruchu prowadzi tylko w jednym kierunku. Brak czasu i dobrej organizacji też nie sprzyjał podejmowaniu jakiejkolwiek walki.

Także jestem tu dzisiaj, mam nadzieję, że na dłużej niż ostatnimi razy.
Zaczęłam dzisiaj, bo bez sensu czekać na poniedziałek i odkładać.

Małymi kroczkami do celu.
18193397_1316475298430078_851293584011614029_o.jpg

Trenning  ✔
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Dzisiaj napiszę odnośnie kilku tematów, które od jakiegoś czasu długo we mnie siedzą.

Chciałabym zacząć od tego, że planuję kupić sobie maszynę do pisania. Jeszcze nie wiem po co i dlaczego ale jestem zafascynowana czcionką maszyny i po prostu mnie one kręcą. Pamiętam, jak byłam mała i chodziłam z Tatą do sąsiadów na dole i Pani E miała maszynę do pisania. Zawsze siadałam i stukałam w klawisze. Ah, to były czasy... Tak więc na razie na ebay'u się rozglądam, ale myślę, że coś z tego wyjdzie i w jakimś kierunku się uda (tylko jeszcze nie wiem gdzie).

Ogółem byłam wczoraj w Asdzie i kupiłam sobie 3 organiczne herbaty - jedna zielona, druga z imbirem a trzecia na spanie. Każda kosztowała Ł2.50 za 20 torebek... I ostatnio jeszcze myślałam, że to fortuna wydać tyle kasy na herbaty i to jeszcze za tak mało torebek, ale... No właśnie ALE! Kiedy idę do COSTY z PP (podopieczna z pracy), pojedyncza herbata kosztuje Ł2.10 więc kupując sama dla siebie 20 torebek za podobną cenę, na prawdę nie przepłacam (mimo, że przy kasie serce trochę szybciej bije). Tak więc stwierdziłam, że I will treat myself to some tea.

No właśnie a propos pieniędzy. Zauważyłam, że kiedy się zdrowo odżywiam to wydaję mniej kasy niż kiedy kupuję mięso-podobne gotowce wegańskie. Wiem, Ameryki nie odkryłam. Nie pamiętam czy Wam pokazywałam, ale byłam na zakupach którejś soboty i nakupowałam rzeczy pod koniec miesiąca bo mi kasy zostało. Nie lubię wydawać kasy, ale jak już robię zakupy, to już wtedy na maksa. Właśnie wtedy zrozumiałam, że jeżeli będę się zdrowo odżywiać, wydam mniej kasy przez 30 dni i pod koniec miesiąca mogę zaszaleć, więc sytuacja win - win.

Z Karolkiem dzisiaj byłam w lesie znowu. Muszę Wam powiedzieć, że jestem na prawdę dumna z postępów. Co raz więcej kica. Ba! Kiedy się czegoś boi, to teraz staje na dwóch łapkach i "Mama, podnieś bo się boję". Ale jakbym w domu chciała go podnieść, to nie, bo największa kara, lol. Dzisiaj jak stanął na tych swoich dwóch puszystych łapkach, to jedną rękę włożyłam mu pod żebra, drugą pod dupkę i pełnia szczęścia. Jakbym w domu chciała tak zrobić to największa kara jaka może być, haha. Ba, tylko bym mu rękę włożyła koło brzucha i już by za sofą był.

Dzisiaj to tyle na razie. Staram się żyć chwilą póki mogę. Na szczęście w pracy mam trochę lżej, już nie pracuję jak wół. Wiem, że to oznacza mniej kasy ale wolę mieć więcej czasu dla siebie i przychodzić do pracy szczęśliwa niż pracować jak wół i jedynym pocieszeniem jest kasa.

Na sam koniec, żeby humor poprawić, zdjęcie Karolka z naszej wyprawy do lasu. Kocham <3

18.02.2018 _ Niedziela
 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hononey
 
Niestety z tamtym wpisem się nie uporałam, z racji pracy. Tekst dla Siostry przetlumaczony więc na razie mam wolność. Z wyjątkiem tego że Babcia D miała zawał serca i wieczorem chodzimy do niej w odwiedziny (o tym kiedy indziej).

Wracając do tematu z poprzedniego wpisu, z Tatą była kompletna jadka przez telefon. Jechałam rowerem do domu i darłam się w słuchawki. Mnie się oberwało za to że chciałam dobrze.

Jeszcze tak a propos Tata wierzy, że to że "dostałam w dupę" jako dziecko "kilka razy" zrobiło mi dobrze i teraz mam "twardą dupę" jako dorosła osoba. Chcecie znać prawdę? Wcale tak nie jest. Wcale nie czuję jakbym mogła walczyć o swoje. Jedynie zamieniam się w lwicę jeśli ktoś/coś chciał/chce skrzywdzić Bunię czy Karolka. Bunię uratowałam kiedyś przed Owczarkiem Niemieckim i Rotwailerem, ale o tym też kiedy indziej. Wracając do tematu, jestem po prostu bojaźliwym człowiekiem przez to jak zostałam wychowana. Dla innych skok ze spadochronu przyprawia im dreszy i wyrzuty adrenaliny. Dla mnie postawienie się komuś, sprawia że cała drętwieje, a serce wali mi jak oszołom.

Próbowałam się kilka razy postawić ojcu już przedtem kiedy jeszcze z nimi mieszkałam ale z marnymi skutkami. Chociaż tyle, że Mama starała się to widzieć z mojej perspektywy (sama miała problemy ze swoim tatą w dzieciństwie) więc też potrafiła ryknąć na ojca, żeby już mi dał spokój. Nawet kiedy wreszcie zaczęłam zarabiać swoją kasę i sama kupowałam własne jedzenie, dalej były wyrzuty bo przecież elektryki używam. Więc do momentu kiedy mieszkałam z rodzicami, wszystko szło pod dyrektywę taty. Wystarczyło, że był wkurzony jak grał na xbox'ie, potem go nosiło i mi się obrywało z jakiś błahostek.  

Najlepsze było jak przed świętami trzeba było sprzątać. Zawsze to samo. Powiedziałam Mamie, żeby powiedziała mi co robić i ja posprzątam tylko nie wiem co, ale jak mi powie to ma załatwione. Wiadomo, Mama wie co trzeba zrobić koło domu. Tylko potem tata się wtrącał i było: "Nie będziesz robiła tego, tylko to" no to ja "Dlaczego?" a on "Bo ja tak mówię". Najlepsze było to, że Tata mimo wyniesienia kilku rzeczy praktycznie nic nie robił, a ja byłam mielona obowiązkami między tym co Tata powiedział a Mama. Do tego jeszcze warto zauważyć, że w okresy świateczne mieliśmy zadawane wypracowania naukowe, itd więc na prawdę zależało mi na czasie. Więc w ostatnie święta przed przeprowadzką było na prawdę ciekawie. Mówię do Mamy, Mama mów co mam robić i zrobię. Mama mówi, żebym się za coś wzięła. Potem do kuchni wchodzę, Mama w kuchni i Tata do mnie czemu nic nie robię. A ja mówię, że przygotowywuję rzeczy do sprzątania. Do mnie, że nie będę tego robiła tylko mam się wziąc za coś innego. W końcu Mama do niego kulturalnie powiedziała, żeby się nie odzywał bo ma dla mnie listę rzeczy do zrobienia, robię wszystko o co mnie prosi i zapytała się czy zrobił to o co go wcześniej prosiła. Nic nie odpowiedział. Wyszedł z kuchni, poszedł do garażu a potem się skończyło jak zwykle tak samo - siedział przed xbox'em.

Nie zrozumcie mnie źle, na moim tacie można na prawdę polegać - ostatnio był chory. Miał ciężką grypę. Potrzebowałam przewieźć ciężki sejf z pracy ale nie miałam jak. Tata się obudził i przyjechał po mnie do pracy i odwiózł a potem poszedł spać u siebie w domu.

Tata mnie zawsze bronił w szkole, jeśli ktoś mi dokuczał, ale w tym problem. Ja nigdy nie mogłam uderzyć pierwsza i nie chciałam się bronić bo wiem że potem miałabym tłumaczenie u ojca. Do tego jeśli bym skłamała, że ktoś pierwszy udeżył, dostałabym jeszcze większe lanie w domu. Po prostu nigdy nie czułam się bezpiecznie sama z sobą. I na prawdę bałam się czasami własnego taty. Skąd mogę wiedzieć, kiedy się na mnie wścieknie? Jedyna osoba (oprócz Mamy) którą kochasz od urodzenia jest jednocześnie bogiem (bo tak widzimy rodziców jako dzieci) i katem. Jak można się czuć bezpiecznie przy takiej osobie? Nawet jak "dostałam w dupę" (jak to lubi mój tata mówić) jak już mnie przestało boleć, szłam z płaczem do taty i go przepraszałam bo czułam się winna? Ale czy na prawdę to ja powinnam czuć się winna? Co ja mogę wiedzieć jako dziecko?

Miałam może 8 lat? Popsułam przez przypadek stary automatyczny ołówek ojca (automatyczny - taki co się gruby grafit wkładało do środka). Chciałam zobaczyć czy uda mi się tą "paszczą" łapiącą grafit, podnieść gumkę do wycierania ale gumka była za twarda i niestety pręty się wygięły. Nie zrobiłam przecież tego celowo, jedynie byłam ciekawa. Po prostu bawiłam się przy kolorowaniu. Nawet nie wiecie jaki wpierdol dostałam od ojca. Nie mogłam usiąść bo mnie aż tak bolało. Za głupi ołówek...

Historii jest wiele na prawdę, a dzięki sytuacji która miała miejsce kilka dni temu wreszcie mogłam z siebie wyrzucić poczucie winy, że nie byłam wystarczająco dobrą córką.

Na razie to tyle. Kiedy poczuję potrzebę wyrzucienia z siebie więcej, na pewno jeszcze nie raz o tym napiszę. Na razie to tyle, a ja kładę się spać. Kocham <3
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Musisz walczyć o swoje, w dzisiejszych czasach tylko tak można do czegoś dojść, pamiętaj.!
  • awatar Bad Bunny: Twój ojciec był tyranem i nie ma co go usprawiedliwiać. To, jakie on miał dzieciństwo nie powinno mieć żadnego wpływu na Twoje wychowanie. On to się po prostu nadaje do terapeuty ze swoim zachowaniem i tyle. To jest chore, że my ludzie mamy bardzo częste dendencje do powielania złych nawyków naszych rodziców. Trzymaj się i nie daj się! A już na pewno unikaj powielania wzorca.
  • awatar .Miss Independent.: z moim ojcem tez się dogadać nie mogłam. Miałam z nim mnóstwo spin i problemów. Teraz im mniej go widzę to mniej kłótni,. Z tym że ja się stawiam i tu był zawsze problem.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

lalkazombie
 
Lalka Zombie: Obudziłam się dziś zlana potem. Śniło mi się, że weszłam na wagę i nagle ważyłam prawie setkę. Więcej niż kiedykolwiek. Coś koło 77-87kg. To pierwsze ostrzeżenie mojej świadomości. Jeśli nie skończę z tymi spacerkami, obiadkami na mieście i czekoladkami od Pietruchy, to tak własnie będzie wyglądać smutna prawda.

Po czym późnym popołudniem ojebałam 2 bajeczne i puszkę walentynkowych Mieszków xD
Pokaż wszystkie (4) ›
 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

pzpz
 
W tamtym tygodniu opublikowaliśmy post o diecie pudełkowej: Fenomen diety pudełkowej – 19 powodów dlaczego warto. Podałam w nim powody, dlaczego warto wykupić katering dietetyczny. Zadaliście mi wówczas wiele pytań o dostawcę, z którego usług warto skorzystać. Bardzo mnie to ucieszyło, bo to dowód na to, że nie piszę sama dla siebie i że liczycie się z moim zdaniem. Niestety nie mam dla Was jednoznacznej odpowiedzi, bo zadowolenie z decyzji zależy od wielu czynników. Jednak nie oznacza to, że zostawię Was samych sobie.
 
Więcej: mlodzinadorobku.pl/katering-dietetyczny-wyszukiw…

salad-791891_1920.jpg
 

 

Kategorie blogów