Wpisy oznaczone tagiem "KOMPUTER" (1000)  

nortus
 

Cmentarz Centralny, Różanka, Zamek Książąt Pomorskich, Plac Solidarności – to tylko niektóre punkty w Szczecinie, które można zwiedzić przez Internet.
Wirtualna wycieczka obejmuje też zakątki z innych części województwa. Wszystko za sprawą trójki pasjonatów.

www.go360.pl

Co to jest Projekt Go360

Powstałe w lutym 2010 roku przedsięwzięcie realizowane przez Agencję Fotograficzną Studio 21A oraz Agencję Interaktywną PADO. Działając wspólnie, tworzą panoramy sferyczne i wirtualne wycieczki w wysokiej rozdzielczości. Dzięki nim internauci mogą zobaczyć rzeczywisty, trójwymia-
rowy wygląd ciekawych obiektów i miejsc turystycz-
nych, handlowych czy usługowych za pomocą internetu, bez wychodzenia z domu.

Kilka godzin zdjęć, niespełna tydzień na obróbkę techniczną oraz montaż i już można zobaczyć najpiękniejsze szczecińskie miejsca bez wychodzenia z domu. Wszystko dzięki Arkadiuszowi Bajowskiemu, Piotrowi Prokopowi i Ewelinie Kołogreckiej, którzy w ramach projektu Go360 tworzą wirtualną wycieczkę po Szczecinie.

-Chcemy w ten sposób pokazać jak piękny i ciekawy jest Szczecin - mówi właściciel Agencji Interaktywnej PADO. - W mieście znajduje się mnóstwo punktów, które są warte zobaczenia, ale nie zostały umieszczone na szlaku turystycznym. W naszej wirtualnej wycieczce, na pewno ich nie zabraknie.

Do tej pory powstały już trójwymiarowe panoramy Zamku Książąt Pomorskich, Różanki, Cmentarza Centralnego, Placu Solidarności, Placu Św. Piotra i Pawła,kościoła na Golęcinie,bulwaru Piastows-
kiego oraz ulic Szczerbcowej i Jarowita.
W przyszłości wycieczka ma obejmować także interesujące punkty z całego województwa zachodniopomorskiego. Już można wirtualnie zwiedzić podmiejski Mierzyn i zamek Drahim w Starym Drawsku.


Wszystkie panoramy utworzone w ramach projektu Go360 można zobaczyć na stronie internetowej www.go360.pl.

gs24
  • awatar Stixi: Na DOBRANOC przesylamy Wam :* Kotki:)
  • awatar Zenia&Emilia: ale świetnie to zrobili,jestem pod wrażeniem... i te obrazy takie piękne,kolorowe,photoshopowe :P Nie no superrr.. :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Google, w ramach projektu Books skanuje książki, by następnie umieścić je w Internecie. Koncern doszedł do wniosku, że liczba książek wydanych w czasach nowożytnych wynosi 129 864 880.


Na blogu koncernu właśnie pojawił się bardzo interesujący wpis - Google stwierdził, że czasy nowożytne zaowocowały wydaniem niemal 130 milionów książek.

W jaki sposób osiągnięto taki wynik?

Na początku trzeba było zdefiniować "książkę". Pracownicy Google doszli do wniosku, że rozsądnie będzie za "książkę" uznać "tom". Na blogu czytamy, że na przykład różne edycje "Hamleta" powinny być traktowane jako odrębne książki, ponieważ zawierają różne przedmowy czy komentarze.
Kolejnym krokiem było określenie sposobu, w jaki książki powinny być policzone.

Zastanawiano się nad wykorzystaniem numeru ISBN (International Standard Book Number - Międzynarodowy Znormalizowany Numer Książki), ale funkcjonuje on od mniej więcej 40 lat. Google zebrał więc dane pochodzące zarówno z numerów ISBN, Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych (największej biblioteki świata) oraz katalogu WorldCat (największy katalog bibliotek na świecie)
Po analizach, obliczeniach, wyeliminowaniu dokumentów rządowych czy przedmiotów opatrzonych numerem ISBN (na przykład koszulek), koncern ogłosił, że liczba nowożytnych książek na świecie wynosi 129 864 880.

Przypomnijmy jednak, po co w ogóle Google zadał sobie trud liczenia książek. Jednym z projektów koncernu jest Google Books, w ramach którego książki są skanowane, a następnie umieszczane w Internecie. Koncern twierdzi, że za swoją misję obrał zindeksowanie i skatalogowanie wszystkich możliwych informacji na świecie - a więc także książek.
Projekt Google Books budzi wiele kontrowersji wśród wydawców którzy uważają między innymi, że Google nie powinien udostępniać publicznie i za darmo dzieł literackich. Doszło do kilku pozwów zbiorowych, w których stowarzyszenia wydawców, biblioteki a nawet amerykański Kongres wykazywali nieścisłości prawne, którymi obarczony jest projekt. O problemach związanych z Google Books pisaliśmy już wielokrotnie, a tu znajdziecie kilka tekstów na ten temat.

Joanna Sosnowska
dgp



no to mam dużo książek do przeczytania :D :D :D
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: ciekawe
  • awatar krzyslav: Walić wydawców i księgarzy, wiedza jest własnoscia ludzkości, a że upierają sie przy prymitywnym "nośniku" to ich problem. Telewizja nie zabiła Radia ani Kina, a Internet - Telewizji. Pomyslowi i pracowici wydawcy i ksiegarze moga spac spokojnie - zbankrutuja tylko pazerne lenie.
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: @krzyslav: zgadzam się z tobą
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Zapomnij o PIN-ie, bank pozna cię po głosie


Wkrótce banki w Polsce będą rozpoznawały klientów po głosie. Pierwszy może być - według nieoficjal-
nych informacji - ING lub Raiffeisen.

Dwa miliony klientów w kontaktach z kanadyjskim operatorem telefonii Bell Canada posługuje się hasłem głosowym. Takim samym - "w Bell mój głos jest moim hasłem" ("At Bell, my voice is my password").

- A system i tak wie, który klient dzwoni - mówi Zbigniew Marcinkowski z firmy Algotech Polska, która ma licencję na technologię izraelskiej firmy PerSay (jej używa kanadyjski operator).

Klienci w Kanadzie mogą np. sprawdzić wartość ostatniej faktury, złożyć reklamację bez konieczności rozmowy z pracownikiem.

Policja w Holandii sprawdza, czy kibice, którym przez chuligańskie wybryki zakazano chodzenia na stadiony, są w czasie meczów w domu (wcześniej musieli się meldować na posterunku).System dzwoni do nich o określonej porze i weryfikuje, kto siedzi po drugiej stronie słuchawki.

Jak dowiedziała się "Gazeta", w Polsce prawdopo-dobnie jeszcze w tym roku zamiast kodu PIN czy specjalnego hasła banki będą sprawdzać tożsamość klientów po głosie. Na razie w formie testów.

Jeszcze w tym roku chcemy taki pilotażowy projekt uruchomić z jednym z polskich banków - mówi Peter Martis, szef firmy Nuance na region Europy Środkowo-Wschodniej.

- Plan jest taki, by w przyszłym roku technologię wdrożyć już w pięciu bankach. Nie chce ujawnić, z którymi bankami rozmawia. Według naszych nieofic-jalnych informacji zainteresowane są m.in. ING oraz Raiffeisen.- To wstępne przymiarki do takiej technologii, są prowadzone rozmowy z kilkoma dostawcami - mówi rzecznik ING.

Amerykański Nuance to jedna z największych firm zajmujących się technologiami głosowymi - weryfikuje ludzi po głosie, tekst zamienia na mowę i odwrotnie. Na całym świecie ma ok. 3 tys. firm-klientów, w zeszłym roku jego przychody przekroczyły miliard dolarów. Od kilku miesięcy walczy o kontrakty na polskim rynku.

Jak to możliwe, że głos może być naszym hasłem? Dzięki zastosowaniu tzw. biometrii głosowej i wykorzystaniu tegu,że głos - a konkretniej budowa kanału gardłowego - jest u każdego człowieka unikalny. System informatyczny porównuje to, co mówi klient, z nagraną wcześniej próbką jego głosu. Ta próbka jest jak odcisk palców klienta, firma może ją pobrać, prosząc o kilkakrotne powtórzenie wybranego zdania albo podczas zwykłej rozmowy z konsultantem (z reguły przeprowadza się ich kilka, w różnych porach dnia, by zebrać jak najwięcej informacji o głosie). Z próbki system wyciąga kilkadziesiąt różnych parametrów - sprawdza m.in.drgania krtani, sposób wypowiadania tonów niskich i wysokich,dźwięki gardłowe, nosowe itp. Jeśli porównanie wypadnie na korzyść, klient - bez konieczności rozmowy z pracownikiem biura obsługi - ma dostęp do konta, może sprawdzić jego stan, zlecić przelew etc.

Jeśli system ma wątpliwości, co może się zdarzyć np. przy zapaleniu gardła, połączenie zostanie przekierowane do pracownika.

Czy głosu nie można podrobić? Martis podaje przykład z Belgii, gdzie bank Dexia technologię rozpoznawania klientów po głosie wdrożył trzy lata temu jako usługę premium, w pakiecie dla VIP-ów (ok. 2 tys. klientów). - Nie mieli żadnego włamania, choć przyznali, że były takie próby - mówi szef Nuance na nasz region.

Wcześniej polskie firmy próbował zainteresować biometrią głosową Algotech. - Trafiliśmy na okres kryzysowy, banki i inne instytucje zacisnęły pasa, odłożyły wdrażanie nowych technologii - mówi Marcinkowski z Algotechu. - Mamy kilka pilotażowych projektów w dużych firmach, gdzie pracownicy, jeśli zapomną hasła, mogą za pomocą głosu zdalnie je zresetować, zamiast dzwonić do biura obsługi - mówi.

Wbrew pozorom tego typu procedury drogo kosztują - według szacunków Instytutu Gartnera telefony do pracowników w sprawie zapomnianego hasła to nawet połowa połączeń. W USA jedna taka operacja kosztuje nawet 30 dol. (przez to, że procedura trwa długo i zajmuje większość czasu pracy call-center).PerSay twierdzi, że obcina te koszty do kilkudziesięciu centów. - Wyliczyliśmy, że w polskich realiach przy firmie zatrudniającej 5tys.
pracowników można zaoszczędzić miesięcznie dwa etaty - mówi Marcinkowski.

Biometria nie jest tania - w Nuance za wdrożenie takiej identyfikacji klientów trzeba zapłacić 300-400 tys. euro. Cena zależy od liczby klientów.

- Takie technologie istotnie odciążają biura obsługi, znacznie zmniejszając koszty działania. U nas jeszcze się nie zadomowiły, ale to kwestia przełamania oporów mentalnych. Bo ekonomicznie to się na pewno opłaca - uważa Marian Kostecki, szef firmy doradczej MasterPlan specjalizującej się w usprawnianiu call-center. - Jeden z zachodnich banków w ten sposób weryfikuje konwojentów, którzy przyjeżdżają po pieniądze - mówi.

Marcinkowski twierdzi, że konkurencja ze strony Nuance mu nie przeszkadza. - Biometria to tak nowa dziedzina w Polsce, że każdy kontrakt, czy nasz, czy rywala, pcha ten rynek do przodu - mówi. Liczy na to, że w rozkręceniu biznesu biometrycznego pomogą też takie inicjatywy jak wprowadzone w czerwcu tego roku bankomaty banku BPS z czytnikami linii papilarnych czy internetowa bankowość w Pekao SA (klienci korporacyjni logują się bez hasła, weryfikują się również czytnikiem linii papilarnych).

gw
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Bellis caerulescens: skanery siatkówek i linii papilarnych i owalu twarzy już są. ale to jest do przeskoczenia przez bandziorów (mogą obciąć CI palec czy wyłupać oko :D ) teraz myślą nad czymś jeszcze innym.
  • awatar Níðhöggr: Nie podoba mi się ten pomysł. Wystarczy solidne przeziębienie, a już brzmienie głosu jest inne. Chociaż z drugiej strony mogłabym sporo kont obrobić, bo nieźle wychodzi mi naśladowanie głosów ;>
Pokaż wszystkie (2) ›
 

zoltalodzpodwodna
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

nortus
 


Dziwne praktyki w znanym szczecińskim sklepie komputerowym SCK. Jako nowe sprzedawane są uszkodzone i naprawiane laptopy. Kosztują kilka tysięcy złotych.

Dotarliśmy do takiej poszkodowanej osoby. Nikt z pracowników nie poinformował jej, że wart kilka tysięcy notebook był uszkodzony.

-Za ciężko zapracowane pieniądze kupiliśmy nowego laptopa. Dopiero, gdy się popsuł, dowiedzieliśmy się, że sprzedano nam sprzęt uszkodzony, który był już naprawiany w Niemczech. Czujemy się oszukani - opowiada pani Katarzyna.

Nikt nie wie, ile takich transakcji zawarto. W ubiegłym tygodniu o sprawie zawiadomiono policjantów z wydziału ds. przestępczości gospodarczej.

- Niestety, takie praktyki stosowane są w sklepach często - komentuje Longina Kaczmarek, powiatowy rzecznik konsumenta w Szczecinie.

Chodzi o sklep SCK. Sprzedaje nowy i poleasingowy sprzęt komputerowy.Państwo K.w maju 2009 r.kupili nowego notebooka marki Sony za prawie 4 tys. zł. Dostali na niego dwa lata gwarancji. W tym czasie urządzenie zepsuło się dwa razy. Za pierwszym państwo K. oddali je do naprawy do SCK. Firma odmówiła.

- Poinformowano nas, że awaria to nasza wina, bo notebooka zalaliśmy wodą i że tracimy gwarancję. Przyjęliśmy to wyjaśnienie, choć żadne z nas nie pamięta, abyśmy zalali klawiaturę - wspomina pani Katarzyna.

Kilka miesięcy później laptop znów odmówił posłuszeństwa. Państwo K. próbowali go naprawić w innym sklepie. Odmówiono im, gdyż zdaniem informatyków, awaria jest poważna i wymaga pomocy producenta.

Pani Katarzyna skontaktowała się z Sony. Okazało się, że laptop, który kupili w maju 2009 jako nowy sprzęt, był już naprawiany pół roku wcześniej.

- Komputer był nam zgłoszony jako uszkodzony w grudniu 2008 r. W momencie zakupu tego komputera przez Państwa K., nie był zatem nowy - odpowiada Adam Nakoneczny z Sony Vaio Polska.


SCK idzie w zaparte i uważa, że sprzęt nadal jest nowy, choć nie zaprzecza, że był naprawiany. Właściciele spółki nie chcieli z nami rozmawiać.

- Usterka, czy wada jaka wystąpiła pierwotnie w komputerze nie spowodowała, że sprzęt przestał być nowy w momencie zakupu. W każdym sprzęcie zarówno nowym jak i używanym zdarzają się bowiem usterki (...). Sprzedawca nie miał wiedzy, że przedmiotowy komputer był wcześniej naprawiany. Zresztą nawet jeśli miało to miejsce, to taka naprawa nie zmienia faktu, że komputer nadal jest towarem nowym i w pełni wartościowym, a więc zgodnym z umową - wyjaśniają w piśmie do klientów.

Nie jest to jednak prawda, bo Sony zapowiedziało, że nie udziela na taki sprzęt gwarancji.

-Tak naprawiany sprzęt,to tzw. refurbished, który nie posiada już gwarancji firmy Sony.

Klienci są oburzeni. Ich zdaniem powinni zostać poinformowani o uszkodzeniach i naprawie przed zakupem. Sklep zapowiedział, że nie zwróci im pieniędzy, ani nie wymieni notebooka na nowy.

Według Longiny Kaczmarek, miejskiego rzecznika konsumentów w Szczecinie, takie zachowanie ma cechy nieuczciwych praktyk rynkowych.

Zgłaszają się do nas osoby z podobnymi problemami przy zakupie telefonów komórkowych, czy nowych samochodów - mówi Longina Kaczmarek.

- Sprzedawcy nie informują np. że płyta główna w telefonie komórkowym została wymieniona, albo, że malowano element samochodu, który uszkodził się podczas transportu. Jeśli jakiś nowy element zepsuł się i został wymieniony, to nie jest nowy. Sprzedawca powinien o tym poinformować, a nawet zaproponować niższą cenę - tłumaczy Longina Kaczmarek.

Zdaniem eksperta
Longina Kaczmarek, powiatowy rzecznik konsumenta w Szczecinie:

- Z nieuczciwymi praktykami rynkowymi można walczyć. Klient kupując nowy towar ma prawo wiedzieć za co płaci. Jeśli już padniemy ofiara takiego nieuczciwego sklepu, czy sprzedawcy, zachęcam, aby walczyć o swoje prawa przed sądem.

gs24
  • awatar amator.fotografii: tak samo jak można kupić coś w każdym kolorze byle by był czarny:)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 


Użytkowników Facebooka jest już niemal 500 milionów. Oznacza to, że mogliby stworzyć trzecie pod względem ludności państwo świata.

Tak by wyglądała mapa nowej potęgi.

www.visualeconomics.com/the-republic-of-facebook…
 

niebanalnyja
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

kciuk-pl
 
Głowa robota, która przekaże naszym babciom i dziadkom informacje, które wyślemy im za pomocą komputerów.

Link: www.kciuk.pl/Robot-pozwoli-seniorom-na-lepszy-ko…
 

niebanalnyja
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

nortus
 

Tysiące amatorów kryptografów w USA próbują od kilku dni rozwiązać zagadkę zapisaną na logo nowego, supertajnego dowództwa amerykańskiej armii

Cyber Command (cyberdowództwo) to najnowsza struktura w amerykańskich siłach zbrojnych. Rozpoczęła swoją działalność kilkanaście dni temu,nie osiągnęła jeszcze gotowości operacyjnych i dopiero się zawiązuje, ale już rozbudziła emocje internatów.


Będzie się zajmowało ochroną sieci informatycznej amerykańskiej armii przed atakiem z zewnątrz i sama - w razie konfliktu - będzie atakować sieci nieprzyjaciela. Na jej czele stanął gen. Keith Alexander, który jednocześnie jest dyrektorem Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, odpowiadającej w USA m.in. za tworzenie, chronienie i łamanie kodów.

Jak każda wojskowa instytucja, Cyber Command ma własne logo, które będzie się pojawiać na oficjalnych dokumentach dowództwa, a także - być może - na rękawach mundurów pracujących tu żołnierzy. Nie jest jednak pewne, jak często zobaczymy to logo, bo dowództwo mieści się na terenie bazy wojskowej Fort Meade pod Waszyngtonem, jednej z najtajniejszych i najlepiej chronionych baz amerykańskiej armii. Samo dowództwo też jest ściśle tajne i niewiele o nim wiadomo.

Wiadomo jednak, że logo Cyber Command przedstawia będącego symbolem USA bielika amerykańskiego na tle rozmaitych symboli cyfrowego świata. Na wewnętrznym, złotym obramowaniu odznaki znajduje się zaś ciąg cyfr i liter:

9ec4c12949a4f31474f299058ce2b22a

Według nieoficjalnych informacji zapis nie jest przypadkowy - jest zakodowanym hasłem opisującym misję instytucji.

Internauci w USA już dyskutują o tym, czy i jak da się złamać ten kod. Pragnący zachować anonimowość przedstawiciel Cyber Command w rozmowach z kilkoma znanymi i wpływowymi blogerami opisującymi świat wojska obiecał, choć raczej żartobliwie, że pierwsza osoba, która złamie zapis, dostanie nagrodę od gen. Alexandra. Wyścig trwa.
gw


może ktoś z Was odgadnie co kryje kod?
 

kciuk-pl
 
Mouseless jest urządzeniem, które pozwala użytkownikowi na interakcje z komputerem w dokładnie ten sam sposób jak z myszą tradycyjną, z tym wyjątkiem, że w przypadku Mouseless nie ma fizycznego urządzenia wskazującego. W ten ...

Link: www.kciuk.pl/Mouseless-niewidzialna-mysz-kompute…
 

kciuk-pl
 
Fantastycznie działający Slurp może zastąpić wiele technik przenoszenia plików. Warto popatrzeć na tę zaskakującą technologię - więcej w linku!

Link: www.kciuk.pl/Zabojca-pendriveow-Bluetooth-i-podc…
 

 

Kategorie blogów