Wpisy oznaczone tagiem "opowiadanie" (1000)  

hoshichan
 
星FairyBlue: Jest tyle rzeczy o których chciałabym napisać, ale jak już przychodzi co do czego, to o wszystkim zapominam -.-
Dlatego teraz...
wrzucę fragment mini opowiadania.

Słone krople skapywały na ekran telefonu. Zniekształcały obraz wyświetlanej wiadomości, jednak nie były w stanie zmienić jej znaczenia. Słowa w dalszym ciągu były brutalne i raniły nadal tak samo:  „To nie ma sensu. Wybacz.”
Myślała, że spędzą razem resztę życia, z nim czuła się wyjątkowa. Razem snuli plany na przyszłość, on zmienił się dla mniej, a ona doceniała to każdego dnia. Nigdy nie przewidziałaby, że kiedyś może się to skończyć. W ten sposób. Miała ochotę wyrzucić telefon przez okno. Chwyciła go w drżące dłonie i w tym momencie rozległy się ostre dźwięki połączenia przychodzącego. Numer- nieznany. Odruchowo odebrała.
- Halo?
Rozległ się pytająco męski głos. Powoli przyłożyła aparat do ucha, pociągnęła nosem i ochrypłym od płaczu głosem odpowiedziała:
- To chyba pomyłka.
Znów się rozpłakała, po drugiej stronie znów dało się słyszeć:
- Halooo…
Zaczęła mówić. O sobie i o tym, co się jej przydarzyło. Głos miała jeszcze bardziej schrypnięty, coraz trudniej było jej powstrzymywać napływające do oczu łzy.  Gdy wreszcie skończyła, powiedziała tylko:
- Dziękuję. I przepraszam.
Po czym szybko się rozłączyła. Poczuła się znacznie lepiej. Westchnęła cicho i położyła się do łóżka. Niemal natychmiast zasnęła. Przespała cały dzień. Popołudniu obudził ją dźwięk odebranego sms-a. Zamrugała gwałtownie i przeciągnęła się. Zerknęła na telefon, ale nie miała ochoty go dotykać. Uruchomiła komputer i poszła do kuchni zrobić sobie kanapkę. Gdy wróciła do swojego pokoju, telefon zabrzęczał jeszcze raz. W oczach znów stanęły jej łzy. Ten dźwięk za każdym razem przypominał jej o nim… Pomyślała,  że powinna zmienić sygnał. Wzięła telefon by to zrobić. Zorientowała się, że ma dwie nieodebrane wiadomości. Od nieznanego… Zaczęła od nowszej:
„Może powinnaś zmienić dzwonek?”
Patrzyła na słowa zdumiona. Otworzyła pierwszego sms-a.
„Przepraszam, jeśli nie chcesz to nie musisz. Nie narzucam się. Ale czy nie moglibyśmy czasem porozmawiać?”
Nie spodziewała się czegoś takiego. Odłożyła talerzyk na biurko i przygryzła róg telefonu, zastanawiając się co odpisać. Nie wiedziała, czy ma ochotę zwierzać się komuś obcemu. Ale z drugiej strony… była ciekawa.
„Dlaczego?”
Długo nie musiała czekać na odpowiedź.
„Bo był to niesamowity zbieg okoliczności, to, że pomyliłem numer. Dokładnie wiem, co w tej chwili czujesz. To zrządzenie losu, że się do Ciebie dodzwoniłem i dowiedziałem, że gdzieś na świecie jest dusza równie skrzywdzona jak  ja.”
Zaraz potem dostała następną wiadomość.
„A tak na serio, to jestem seryjnym mordercą i szukam następnej ofiary. Nie chciałabyś nią zostać?”
Kimi.ni.Todoke.full.745251.jpg

Cross-Over.600.1660803.jpg
  • awatar Coel: Przerażająceee ;___;
  • awatar .Curly.: ty mi odwagi zycz a nie powodzenia bo pierwszy dzien zaczynam w maju xd
  • awatar Alys27: Czekaj, czekaj... Skąd to opowiadanie? Czy to przypadkiem nie jest Twoje autorskie opowiadanie??? Bo... I like it! :D Ciekawy pomysł.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
Schowała rewolwer pod łóżko (nie śpi z mężem, pod swoje łóżko schowała), pogotowie zabrało Aleksa. Śmierć Franciszka stwierdzono na miejscu.

Ona została zabrana najpierw na obserwację kliniczną - psychiatrzy i psychologowie, później została zamknięta.

Dziećmi opiekują się babcia i dziadek.
 

jamniczek-pl
 
Drzwi skrzypnęły. Powinien je dawno naoliwić. Powinien coś z tym zrobić do jasnej cholery.

Spał jak dziecko. Tylko przy tym skrzypnięciu jakby odganiał muchę. Bardzo delikatnie.
On był delikatny w życiu. Przez sen...

Spodenki, które mu dała na 62. urodziny. W nosorożce. Takie przechodzące w kolor #66CCFF*. Nie lubiła tych odcieni, ale nosorożcom pasowały jak ulał. Nie wiedzieć czemu. Życie jest dziwne.

Stanęła nad nim i patrzyła się na jego twarz. Lekki zarost, nieco potu na czole, włosy rozmierzwione, sięgające poza uszy. Nos prosty, duży. Usta otwarte, nie do końca pełne, ale nie "zawzięte". Brwi jak rozgwiazdy - przykuwały wzrok każdej osoby. Nie, nie że pięciokątne. Takie silne i rozrastające się.

Biała koszulka.

Zmokła na czerwono.


Szybko pobiegła do Oli i Aleksa. Ola się obudziła, Aleks przebudzał. Jeden i drugi strzał. Nie miała pewności. Trzeci.

Wyszła, zamknęła drzwi.

W przedpokoju mieli lustro. Zobaczyła obcą osobę. Nie miała jej oczu. Miała jej usta, policzki, uszy, włosy. Nawet ubranie.

- Pierdol się! - wykrzyczała do lustra.

Przyłożyła broń do skroni. Osuwała się pod ścianą.

Usłyszała: "Mamo, Aleks nie oddycha, mamo!"

Nie rozumiała. Przecież strzeliła dokładnie... a może...

Rzuciła broń, pobiegła do pokoju dzieci. Ola nie miała żadnego postrzału. Zadzwoniła po pogotowie tuląc Aleksa. Nie wiedziała, co z ich tatą. Nie mogła odejść od dzieci, nie mogła przestać myśleć, co z Franciszkiem.

Czy on żyje?
Czy to omamy?
Czy jestem chora?

Wszystko jej się plątało, ale najważniejsze było tulenie Aleksa i Oli, która kwiliła.

Pomyślała o rewolwerze.

Nie mogła go teraz zabrać. A przecież pogotowie jedzie.



*fonty.pl/kolory.htm
 

rurkimig
 
1.

- Witaj Avali, wiedziałem, że jednak przyjdziesz.
- Hm, nie miałam wyjścia skoro On wzywał. Dobrze o tym wiesz, że nie miałam wyjścia! Mimo obietnicy. Byłam głupia myśląc, ze po ostatniej walce będziemy mogli żyć w spokoju.. jak prawdziwi ludzie.
- Już dobrze Avali. – mówiąc to próbowałem ją przytulić, jednak odsunęła się dość znacząco czyli tak by dać mi do zrozumienia jak bardzo już nie mam do tego prawa – Powiedział mi, że to nie potrwa długo. – spojrzałem na nią czule, żeby mimo wszystko dodać jej otuchy – Bez Ciebie nie damy rady Avali.
Westchnęła. Dobrze o tym wiedziała. Umówiliśmy się na skraju drogi za miastem, jutro o 6.00. Tak naprawdę nie wiedziałem ile to potrwa, ani jak tym razem się dla nas skończy. Musiałem jednak pokazać reszcie zespołu, że jestem spokojny i opanowany – zwłaszcza Avali – w końcu On tego ode mnie wymagał, byłem jego prawą ręką, a Avali, chyba ją ciągle kochałem. To krótkie spotkanie uświadomiło mi to dobitnie, a od jutra miałem widzieć ją codziennie.
To będzie ciężka walka.

Avali nie mogła zasnąć. Myślała. Zaraz po powrocie do domu, zalała się łzami, wywołując tym wielkie zdziwienie Wiktora. Nie mógł on w żaden sposób dowiedzieć się od niej powodu tego płaczu i smutku. Zrezygnowany i zmęczony pożegnał się z nią, a następnie wyszedł, Avali godzinę później napisała mu sms następującej treści: „Kochanie, znowu muszę wyjechać. Obiecaj, że będziesz na mnie czekał.” Nie odpisał. Mijała czwarta godzina od wysłania mu tej wiadomości. Avali jednak wiedziała dlaczego nie uzyskuje odpowiedzi, obiecała mu, że już nigdy go nie zostawi, że nie wróci z kolejnej „biznesowej” podróży poturbowana, pokaleczona i zdołowana. Bez większego słowa wyjaśnień. Bez okłamywania go. Na co dzień pracowała w korporacji jako asystentka pomocnicza jednego z głównych prezesów. Jednym z nich był właśnie Wiktor, tam się poznali. Był starszy od niej o 8 lat, jednak nie przeszkadzało to żadnej ze stron. Avali tak samo piękna jak i mądra, dorównywała inteligencją pod każdym względem przystojnemu prezesowi. Wszyscy zazdrościli im miłości. Jednak przez rok trwania ich związku nie padło słowo „kocham”, nie potrzebowali tego. Oboje po ciężkich rozstaniach, długo się za nimi ciągnących. Rozumieli się. Jednak Wiktor w końcu uwolnił się od Karoliny, która wyjechała do oddziału ich korporacji w Rosji. Avali nie uwolniła się od Zapa, a co najgorsze wiedziała, że się nigdy nie uwolni bo nie ma do tego prawa. Teraz znowu muszą stanąć razem do walki i są na siebie skazani.

Godzina 5.48 Avali wolnym krokiem zbliżała się do miejsca gdzie była umówiona z Zapem i resztą grupy. Nie zabrała ze sobą dużo rzeczy, kilka ubrań na zmianę, parę kosmetyków, książkę i odtwarzacz mp3 z muzyką wybraną dla niej kiedyś przez Wiktora. Zasnęła około 3.00, mimo tego nie czuła zmęczenia, nie myślała już też o tym, co teraz myśli o niej Wiktor. I czy w ogóle myśli…
Zap czekał na swój zespół już od 5.30. Pierwsza pojawiła się Ivy zawsze niecierpliwa i zjawiająca się w umówionym miejscu długo przed czasem. Nerwy, wywołane oczekiwaniem na pozostałych, drobnej, ale wysportowanej brunetki jaką była Ivy często bawiły Zapa, jednak nie tym razem. Ivy widząc jego powagę i skupienie starała się panować nad swoim nieposkromionym zachowaniem. Skupienie Zapa wytężyło się jeszcze bardziej gdy na tle wschodzącego słońca ujrzał Avali. Wydała mu się jeszcze piękniejsza niż zazwyczaj, jej długie blond włosy falowały unoszone przez obecny tutaj z nimi ciepły zefirek.
- Ivy muszę porozmawiać z Avali.
- Rozumiem, oczywiście, i tak nie jesteś zbyt towarzyski, więc idź, proszę bardzo. Idź.  Ja pogadam z resztą.. jak przyjdą, wreszcie! Mogliby już się zjawić. Nie sądzisz?
- Ivy mają jeszcze 7 minut. Przyjdą. – Ruszyłem w kierunku Avali. Chciałem ją przeprosić, zachowałem się wczoraj zbyt impulsywnie. Mogła się przestraszyć.
- Nie musiałeś się fatygować Zap.
- Nie musiałem. Chciałem. Przepraszam.
- Za co? Zwariowałeś ?
- Za wczoraj. Mogłaś mnie źle zrozumieć. Po prostu wydałaś się bardzo zrozpaczona i bezbronna.
- Bezbronna? Ja? Nie byłoby mnie tutaj gdybym taka była, więc daj już spokój. Powiedz lepiej co czeka nas tym razem? Skąd ten alarm?
- Powiem gdy będziemy już w pełnym składzie. Dobrze?
- Dobrze. Ty tutaj rządzisz.

Na uboczu drogi, obok przystanku autobusowego, czekali już wszyscy. Na czele z Ivy będącą teraz w swoim żywiole. Męczącą każdego po kolei swoimi frustracjami i osobistymi przeżyciami.
- Witajcie. Dobrze was znowu widzieć. – powiedziałem to pełen dobrych intencji, lecz widząc uciekające spojrzenia wszystkich zebranych zdałem sobie sprawę, że im wcale nie jest tak dobrze. – Kiedy dotrzemy na miejsce powiem wam wszystko o naszej misji. Póki co jedziemy na lotnisko, a potem do Rosji.
- Dokładniej? – to mocno zaintonowane pytanie padło z ust naszego rezolutnego stratega, który nie lubi marnować nawet chwili, w której mógłby szczegółowo obmyślać kwestie przebiegu walki pod względem przestrzennym. Zawsze gdy zaczynamy walkę włączał mu się ten instynkt. Instynkt planowania.
- Do Czelabińska, Steward. Tam będzie trwała misja.
Stwierdziłem, że tyle na razie wystarczy wszystkim, zresztą On nie zezwolił mówić zbyt dużo do czasu gdy nie nadejdzie odpowiednia chwila, a kiedy miała nadejść wiedział właśnie tylko On. Mimo, że mówił mi dużo to nigdy nie mówił wszystkiego, czasem było to męczące, zwłaszcza gdy o istotnych rzeczach dowiadywaliśmy się w trakcie bitwy.

"Misja w Czelabińsku"
Magda
 

shinee.is.my.word
 
Mam nadzieję, że przeczytacie :) . Liczę na negatywne i pozytywne opinie, bo każde zachęcają mnie do pracy :) .

wyrazy : 372
uwagi : Baekhyun występuje w pierwszej postaci.
sparingi : Baekhyun & Sehun

To nie jest opowiadanie Yaoi.




Z dzienniczka Baekhyun’a  .

CZĘŚĆ 1.

Wchodziłem do samolotu wraz z Sehunem.  Zaplanowaliśmy wycieczkę na Karaiby. Każdemu przecież należy się chwila relaksu i odpoczynku.  Niestety, ale inni członkowie naszego boysbandu nie mogli ze mną polecieć.  Sehun nigdzie nie wyjeżdżał, więc  tak oto znaleźliśmy się w samolocie.
   Zajęliśmy miejsca w jednym z ostatnich rzędów. Nie była to extra klasa, ponieważ woleliśmy wybrać  normalny lot normalnym samolotem. Stewardessy miło się uśmiechały do każdego Koreańczyka. Nagle podeszły do nas.
- Może podać coś ? Zaraz będziemy startować, więc przydadzą się państwu gumy do żucia.
- Poproszę butelkę wody.
-Oczywiście.  – Stewerdessa podała mi butelkę, po czym poszła.
Lot wydawał się coraz bardziej dłużyć i dłużyć. Słuchałem swojej ulubionej piosenki, a Sehun grał w bezsensowną grę na PSP. Najwidoczniej się nudził.
- A może porozmawiamy ? – Powiedziałem cichutkim głosem.
- O czym ? –Przerywając grę ,odparł Sehun.
-Nie wiem …
-Więc… ?
-Tak, możesz kontynuować grę . –westchnąłem.
Szczerze mówiąc z Sehunem najtrudniej było mi rozmawiać. Nie rozumiem, czemu Luhan tak dobrze się z nim dogaduje. Najwyraźniej nie mieliśmy żadnych tematów do rozmowy. Ciekawe jak poradzę sobie w hotelu. Do kogo zagadnę ? Nie przesadzaj Baekhyun…  Nie jest tak źle ! Nie panikuj . Sehun będzie chętny do rozmów.
   Czułem, że ktoś nade mną wisi i czeka, lub próbuje uchronić przed wypadkiem. Może lot będzie nieudany ? Ach nie wiem .
   Odkręciłem korek i wypiłem łyk wody. Bardziej wolę gazowaną, no ale cóż.
Sehun nagle zasnął. Wyglądał uroczo. Sam byłem zmęczony, ale dalej co nie dawało mi spokoju. Nie mogłem usnąć. Zamykałem powoli powieki. Nic z tego Miałem złe przeczucia…  
   Popatrzyłem przez okno. Chmury robiły się coraz ciemniejsze. Wyglądało to niepokojąco. Z chwili, na chwil coraz ciemniejsze i ciemniejsze. Może powinienem zapytać Stewardessę, czy wszystko w porządku . Pilot ogłosiłby przecież, gdyby byłyby komplikacje. Zacząłem budzić Sehuna. Nie mogłem go dobudzić, więc zacząłem panikować.  Poczułem lekkie turbulencje.  Zamieniały się w coraz silniejsze. Stojące stewardessy zaczęły tracić równowagę. Wszyscy byli zaniepokojeni. Rozległ się szum rozmów. Nie wiedziałem co się dzieje. Może miałem rację. Może naprawdę umrzemy ? Sehun obudził się i zaczął mierzyć samolot niepokojącym wzrokiem. Dzieci zaczęły płakać, a dorośli krzyczeć  i pytać pasażerów obok, czy na pewno wszystko porządku. Nagle rozległ się krzyk jednej z stewardessy.



4fefcf00788350305df2d4981096ee1f.jpg
  • awatar Martina Stoessel ❤: Świetne <3
  • awatar ~~LuLu~~: @Martina Stoessel ❤: Ach , jak mi miło <3 . Dziękuję :*
  • awatar ~~LuLu~~: @Guilty ♥: Dziękuję bardzo <3 <3 . Następna część pewnie w weekend :) .
Pokaż wszystkie (6) ›
 

mylittlepony12
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

ewela123321
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

julss05
 
Terelysh: Na początek, chciałabym przybliżyć wam trochę bohaterów tego opowiadania :) *


***

Postacie główne:


Tess Rodriguez – Siedemnastoletnia dziewczyna, o długich ciemnych włosach. Ma kocie oczy, a jej ulubiony kolor to niebieski. Lubi pisać – ulubiony przedmiot: J. Angielski. Tess jest osobą dobrą, szlachetną, uczciwą, pracowitą i wytrwałą w swych postanowieniach. Bardzo szybko podejmuje decyzje. Lubi pomagać innym. Byłaby nieszczęśliwa, gdyby przepuściła okazję oddania komuś przysługi. Jest raczej skryta, trochę nieśmiała. Aby nie pokazać po sobie, że dana sytuacja wstrząsa nią lub ją wzrusza, wyhamowuje reakcję do tego stopnia, że może się wydawać nieczuła i obojętna. Jej zachowanie cechuje godność, wierność, poszanowanie przyjętych zobowiązań. Przywiązuje dużą wagę do przyjaźni, zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami. Ciężko przeżywa zdradę lub porzucenie, gdyż jest wrażliwa na porażki, zwłaszcza uczuciowe. Długo się waha z wyborem partnera życiowego. Jeśli już to zrobi, jest wówczas wierną i kochającą partnerką. Mieszka od urodzenia w miasteczku Goldhill. Jej najlepszą przyjaciółką jest Grace Desantis. Przyjaźnią się od 5 klasy podstawówki. Ma ojca – nauczyciela j. Angielskiego – Pablo. Jej przyszłą macochą jest Megan Barrett. Jej mama, Jodie, zmarła w skutek strzelaniny i napadu na pobliską restaurację. Ma młodszą siostrę, Maddlen. Jest do niej bardzo przywiązana. Dostała Nukę - małego pieska - od ojca na swoje 16-ste urodziny.

Data urodzenia: 28.06.1994 r.

Wzrost: 169 cm

Waga: 55 kg



Michael Webs – Dziewiętnastoletni Brytyjczyk, który przeprowadził się parę lat temu z Londynu do Goldhill, ponieważ rodzice zdecydowali, że pragną trochę spokoju. Zwłaszcza, że ojca praktycznie nie ma w domu. Ma ciemne, krótkie włosy i intensywnie zielone oczy. Jest bardzo subiektywny, rzadko próbuje postawić się na czyimś miejscu. Posiada bardzo dobrą pamięć, zwłaszcza w dziedzinie uczuć. Nie zapomina ani o tym, co mu zrobiono dobrego, ani o wyrządzonych krzywdach. Nie lubi jednak rozpamiętywać przeszłości. To nastolatek otwarty na wszelkie nowości życiowe uchodzący za człowieka nowoczesnego. Jest pracowity ale ma skłonności do prowadzenia wygodnego życia, zażywania rozkoszy i przyjemności, co może spowodować oddanie się lenistwu. Posiada on duże poczucie humoru, lubi muzykę i książki. Jest oficjalnie liderem szkolnego zespołu muzycznego „Twenty-Three”, jednak nieoficjalnie występują na różnych konkursach czy koncertach w klubach i poza miastem. Pragnie w przyszłości zostać popularnym wokalistą. Jego starsza siostra – Evie – wyjechała na studia aktorskie do NY.

Data urodzenia: 05.03.1993 r.

Wzrost: 182 cm

Waga: 75 kg




Grace Desantis – Najlepsza przyjaciółka Tess, ma tyle samo lat co ona. Uwielbia jogging i malowanie. Ma jasne włosy po ramiona, często je spina. Jej oczy są koloru niebieskiego. Ulubionymi przedmiotami Grace są wf i biologia. Również mieszka od małego w Goldhill. Jej ulubionym kolorem jest zielony. Grace lubi bujne życie towarzyskie kierując się w nim wolą spełnienia swych zachcianek. Jest niezwykle pewna siebie, ceni sobie swobodę we wszystkich sprawach, które jej dotyczą a jednocześnie jest uczciwa i lojalna. Posiada zdolności aktorskie, które może wykorzystywać zarówno w życiu jak i na scenie. Potrafi czasem być impulsywna, nieco kłótliwa i mało tolerancyjna. Ma ulubiony kwiat, jest nim irys. Nienawidzi grać w karty. Ma młodszego brata Kennetha, który ma dwa lata i Carlosa, który ma osiem. Jej mama, Maggie, jest dietetyczką, a tata, Walter, pracuje w banku. Jej babcia jest poważnie chora na raka płuc, a druga mieszka z dziadkiem daleko za miastem, gdzie żyją na wsi, wśród swoich zwierzaków – Grace z rodziną często jeździ tam na weekendy.

Data urodzenia: 15.01.1994 r.

Wzrost: 166 cm

Waga: 54 kg



Brad Reed – Tajemniczy osiemnastolatek, wysoki, dobrze zbudowany. Jego ojciec, Thomas, przeprowadził się z Californii do Goldhill specjalnie dla nowopoznanej (teraźniejszej żony), Candance. Jego ulubionym przedmiotem jest historia. Uwielbia koszykówkę, jednak nie należy do szkolnej drużyny. Jest jedynakiem, ma dość bogatą rodzinę, więc dostaje wszystko, czego zapragnie. Jego ojciec jest prawnikiem. Nienawidzi w ludziach kłamstwa i jest uważany za outsidera. Nie ma planów na przyszłość, raczej kieruje się powiedzeniem – co będzie, to będzie, jednak czasami zastanawia się nad pozycją nauczyciela historii lub historyka. Rzetelnie stara się to ukryć.

Data urodzenia: 19.09.1993 r.

Wzrost: 183 cm

Waga: 78 kg





Dean  Clark – Wesoły blondyn o ciemnej karnacji. Zawsze potrafi rozkręcić imprezę lub poprawić humor, gdy jest komuś przykro. Jest idealnym przyjacielem. Jest bardzo stały w uczuciach. Ma ukochanego psa, maltańczyka Tufsa, z którym uwielbia wychodzić na wieczorne spacery do parku. Umiejętnie dobiera przyjaciół i środowisko, które obdarzy go sympatią, tak mu potrzebną. Nawet gdy przeżywa wewnętrzny dramat, potrafi zachować uśmiech. Jest osobą zaradną i odpowiedzialną. Świetnie sprawdza się jako inicjator wszelkich spotkań towarzyskich. Wtedy pokazuje jak dobrym jest gospodarzem. Nie lubi słomianego zapału i braku konsekwencji. Jest szlachetny i słowny. Charakteryzuje się dużym poczuciem humoru. To typowy introwertyk, nieraz ucieka przed raniącą go rzeczywistością, chowając się w piaskach swej podświadomości. Ma żywą wyobraźnię. Często próbuje z góry usprawiedliwić swe postępowanie, gdyż jest raczej lękliwy i boi się cudzego osądu. Urodziny obchodzi 14 lutego, w walentynki, więc niedawno skończył dziewiętnaście lat. Jego ojciec odszedł od niego, mamy, siostry i bliźniaków, kiedy jego najmłodsze rodzeństwo miało pięć lat. Jest głową rodziny. Opiekuje się niepełnosprawną mamą, siostrą Emily, która przechodzi wiek dojrzewania oraz dwójką 10-latków – Shelby i Patrickiem. Chciałby wyjechać na studia prawnicze, jednak uniemożliwia mu to sprawowanie opieki nad rodziną. Uwielbia WOS i J. Angielski.

Data urodzenia: 14.02.1993 r.

Wzrost: 180 cm

Waga: 75 kg




Samantha Faucher – Bardzo popularna w szkole osiemnastolatka. Ma długie blond włosy, zgrabną figurę i ciemną karnację. Jest liderką w drużynie cheerleaderek, udziela się w samorządzie szkolnym, jednak jedynie dla rozgłosu. Nie ma ulubionego przedmiotu, a kolor, który uwielbia to fioletowy. Kiedy jeszcze mieszkała w wielkim mieście, w wieku 15 lat, popadła w anoreksję. Ciężko było jej z tego wyjść, jednak pomoc psychologa i lekarzy przyniosła sukces. Sam nie ujawnia tego nikomu. Ma dość bogatą rodzinę i duży dom. Jej starszy brat – Josh - jest lekarzem w jednym ze szpitali w LA. Ma jeszcze młodszego brata, Teddiego, który uczy się w renomowanej szkole w tym samym mieście, w którym pracuje ich brat. Matka, Madison, jest psychologiem w szkole syna, a Sam mieszka w Goldhill jedynie przez pewien okres czasu, ponieważ ojciec, David, został przeniesiony akurat tutaj, jako przedstawiciel wielkiej korporacji z bijącego życiem miasta Los Angeles. Jest zarozumiała i nie liczy się dla niej zdanie innych. Przyjaźni się z wieloma osobami, ale najbliższa jest jej Tiffany Jacobs. Podoba się wielu chłopakom, jednak ona upatrzyła sobie Michaela. Nie znosi Tess, jednak po incydencie na imprezie ich wrogie nastawienie do siebie się zmniejsza.

Data urodzenia: 20.12.1993 r.

Wzrost: 168 cm

Waga: 46 kg



A oto linki do dwóch zwiastunów tego opowiadania:
1)

2)



Proszę, niewiele was to kosztuje czasu, ale gdy już wchodzicie - zostawcie komentarz, czy wam się podoba dany rozdział, co wam w nim nie pasuje itp. Pomoże mi to w pisaniu i doceni moją pracę :)
 

mylittlepony12
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

lovelovelas
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

mylittlepony12
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

etta.pinger.pl
 


    Gdyby istniała możliwość cofnięcia się do jednego wybranego momentu w życiu, jestem pewna, że każdy by ją wykorzystał. Znaleźlibyśmy się w chwili, gdy powiedzieliśmy o kilka słów za dużo, gdy poszliśmy w złą stronę, gdy zachowaliśmy się nieodpowiednio, gdy odpuściliśmy, gdy mogliśmy zrobić więcej, gdy przestaliśmy walczyć. Myślę, że każdy z nas naprawiłby swój błąd, udoskonaliłby przeszłość, znalazł nową ścieżkę i nie cofał się do momentu, w którym zniszczył wszystko. Prawda jest taka, że ja chciałabym teraz zrobić coś naprawdę dziwnego zważając na moją przeszłość. Poprosiłabym moją matkę o wybaczenie. O puszczenie w niepamięć tych kilku bolesnych słów. Boże... Dlaczego ja nie byłam przy niej jak mnie potrzebowała? Teraz jest już za późno...

*     *     *

     Słyszę pukanie do drzwi. Nie mam ochoty odpowiedzieć. Jestem zła między innymi dlatego, że nie wypełniło się moje przesłanie. Obiecałam sobie wcześniej, że więcej nie uronię łez osamotnienia. A co z tej obietnicy skoro w ostatnim tygodniu uroniłam kilka litrów?  
Zapewne znacie to uczucie zmieszanej tęsknoty, żalu, bólu, radości i niepohamowanej złości, która jest jednocześnie napędzana szczęściem. Każdy z nas przeżył już taki moment, w którym po prostu zaparło dech w piersiach. Każdy, bez wyjątku. W takich chwilach najbardziej boli niewiedza, brak możliwości jakiegokolwiek ruchu, bo nie mamy pojęcia czy będzie on odpowiedni i bardziej normalny niż sytuacja w jakiej się znaleźliśmy...  

- Proszę.- odpowiadam po kilku minutach. Dziwne co? Dominik nigdy nie odpuszcza. Potrafi stać pod drzwiami nawet kilka godzin. Zdaje mi się , że on też to przeżywa. Sama nie wiem... Czy można aż tak nienawidzić? Czy zanikły w nim wszystkie uczucia do matki? Do ojca? Jego śmierć matki w ogóle nie ruszyła? A może to maskuje? Minęły dwa dni od tego feralnego telefonu. Mój brat za moją namową organizuje pogrzeb. Sam z siebie by tego nie zrobił. Jeśli nie on to kto? To będzie trudne.
Po chwili wchodzi ale... nie Dominik. Filip.
- Po co tu przyszedłeś?- spytałam wyraźnie zbyt ostro.
- To takie trudne do zrozumienia?- spytał jakby ironicznie.- Odwiedzam Cię.
- Po co? Co cię obchodzi jakaś podłamana idiotka?
- Może tego nie widać ale zależy mi na tobie. Przez ten krótki czas poznałem cię dość dobrze by wiedzieć, że jesteś wspaniałą osobą. Jak się dziś czujesz?
- Jak się czuję? Jakby ktoś wyrwał mi część serca. Ktoś zły i niedobry podszedł do mnie i bez skrupułów pozbawił mnie pięknych momentów. To boli. Każdego dnia coraz bardziej. Czasami wydaje mi się, że serce zwalnia swoje tempo. Jakby zrozumiało, że dalsze istnienie tutaj nie ma już sensu.
- Boisz się, prawda? - zapytał. - Boisz się powrotu do rzeczywistości, do tych samych ludzi i tych samych miejsc. Boisz się samotności w swoich czterech ścianach. Boisz się rozmyślania nad tym co było i dlaczego nie można już tego zmienić. Boisz się tego, co znasz. Boisz się siebie.
- Nie lubię swojego życia, czy to dziwne?
- Nie. Ja na przykład nie lubię rodzynek, ale jakoś daję radę. Niektóre dziewczyny nie lubią oglądać horrorów, grać w piłkę nożną albo rozmawiać o samochodach. Inni nie lubią się uczyć, czytać książek lub przesiadywać w bibliotekach. Są jeszcze ci, którzy nie potrafią znieść samych siebie, i to już jest dość duży problem.
- Co wtedy?
- Wtedy potrzebne są zmiany, spontaniczne wyjazdy, stworzenie planów, które nigdy wcześniej nie przyszłyby nam do głowy. Ludzie uciekają, daleko i niepostrzeżenie. Myślą, że gdy wyjadą, wszystkie problemy zostaną w ich domach, za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Podczas, gdy oni wiozą te problemy ze sobą, do swoich nowych, nieodkrytych przez serce miejsc. I na nic zdaje się ich ucieczka, pogoń za szczęściem, czy jak to jeszcze nazywają. Gdziekolwiek będziesz, zabierasz ze sobą wszystko, każdy kawałek duszy, najmniejszą część roztrzaskanego serca, a co najważniejsze samego siebie. Bo nie jesteś w stanie uciec przed czymś, co jest w tobie. Nie możesz wyjąć serca, włożyć do słoika, zakneblować pod łóżkiem i uciec. Po prostu nie możesz. Bo wtedy już zupełnie przestaniesz żyć.

*     *     *

Czy to prawda, że ktoś tam z góry zawsze nas obserwuje? Że nigdy nie jesteśmy sami? Że czuwa nad nami jak dobry Anioł Stróż? Że bardzo często chce nas ostrzec i krzyczy, ale jego głos jest niemy?
Wspaniale byłoby mieć kogoś, kto zawsze będzie obok; kogoś, kto nigdy cię nie opuści; nie powie, że musi już iść; nie pozwoli byś gubiła się w swoich czterech ścianach, nie poklepie po plecach i pozwoli się wypłakać, tylko kopnie w tyłek i będzie kazał wziąć się w garść; nie dopuści, abyś zapomniała oddychać, a jeśli nawet, to zrobi to za ciebie. Wspaniale byłoby mieć taką osobę, czuć jej obecność, słyszeć jej głos, odczuwać jej miłość...
___________________________________________________

Mam prośbę. Chciałabym wiedzieć czy ktokolwiek to czyta. Pozostawcie po sobie komentarz albo chociaż like. Tak orientacyjnie. Chce wiedzieć czy kontynuować to opowiadanie.
  • awatar My imaginary world♥: Współczuje jej :c Sądzę, że każdy miał tak w życiu, że chciał cofnąć czas i coś zmienić. Piękna końcówka, również chciałabym mieć przy sobie taką osobę. uwielbiam twoje opowiadanie, rozdziały spod twojej ręki( choć może raczej myszki i klawiatury) są po prostu świetne i emanują magią. Nie mogę się doczekać następnego :3
  • awatar Limited: Ja czytam, może z obsunięciami, ale czytam. Pięknie pizesz i proszę, nie przerywaj tego. Opisy, postacie wykreowane przez Twoją głowę, to coś cudownego. Kamila....nie jestosamofniona w swoich przemyśleniach! Pisz kochana !:* rozdział cudowny.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

mojezapisanemysli
 

Z dużych, głęboki oczu, których tęczówki były intensywnie ciemne - łzy wydobywały się niczym ciężkie krople deszczu z kłębiastej chmury podczas wielkiej ulewy. Złocisto-włosa nie potrafiła opanować swoich emocji. Była bowiem zbyt załamana, aby chociażby spróbować zachować pozory normalności. Jej oddech był nierównomierny, a rumiane policzki wilgotne od płaczu. Co jakiś czas krztusiła się nawet własnym łkaniem.
Ciało jej jakby przyszpilone do dużego, niewiarygodnie miękkiego łóżka - niespokojnie spoczywało na kołdrze odzianej w poszwę o barwie intensywnej zieleni. Czuła jak po raz kolejny wybucha głośnym, lecz cichym dla innych płaczem. Smutek, żal, cierpienie, rozpacz, a także samotność. To wszystko sprawiało, iż już nie raz miała ochotę wydać z siebie ostatnie tchnienie, tak aby jej poranione serce przestało nareszcie bić. Wtem przeniosłaby się do domu Dobrego Ojca, który pewnie przyjąłby ją z szeroko otwartymi ramionami. Przecież nie od dziś wiadomo, że Bóg kocha wszystkie swoje dzieci rozproszone po tym pełnym zła świecie. Przeżywa tak samo mocno, albo i mocniej ich niepowodzenia. Nasyła specjalnych wysłanników, a mianowicie aniołów stróżów, którzy za zadanie mają je strzec od wszelkiego co złe, pomagać postępować z rozsądkiem oraz najważniejsze obdarzać je ogromną wręcz miłością. Jednak doprawdy trudno jest ich dostrzec. Choć bije od nich zniewalający blask - ludzie są po prostu ślepi jakby urodzeni niewidomi. Zalewie mała garstka ludzi jest świadoma faktu, iż każda istota ludzka nawet malutka mrówka posiada własnego anioła - dlatego zupełnie odbiegają od reszty. Kąciki ich ust uniesione są szeroko ku górze, a zachowaniem swoich przypominają doprawdy łagodną owieczkę. Zresztą do grupy owych osób również zalicza się nasza pogrążona w samotności blondynka. Zawszę pełna radości, nadzwyczaj spokojna i uśmiechnięta, lecz niestety bądź i stety to wszystko pozory, gdyż w środku jest bezbronna jak pięciolatka, która dopiero zaczyna poznawać co znaczy prawdziwe życie. Również i jej uśmiech czy iskierki w oczach są udawane. Grę aktorską opanowała do perfekcji, bo nie miała zamiaru dawać po sobie poznać tego jak bardzo ranią ją najbliższe osoby... Przyjaciele... Zakłamani, pełni pogardy, ironii, a także fałszywości (, bez której umarliby tak jak bez powietrza) oraz cynizmu. Jednego dnia przeprowadzają z naszą bohaterką jakże interesujący dialog, a drugiego już zarzucają na jej temat niestworzone historię, obelgi... Cóż. Czy wy pragnienie doznać takiej przyjaźni? Nicol, bo tak właśnie miała nadane imię ciemnooka przy chrzcie już dobre, kilka niesamowicie długich lat się z tym wzmagała. Każdego wieczora przez jej aksamitne ciało przeszywały cię najgorsze uczucia, jak i również myśli. Choć tak naprawdę wydawać się mogło, że miała w głowie kompletną pustkę... Użalała się nad sobą tak jak i w tym momencie, aż nagle w trybie prawie, że natychmiastowym jej powieki opadły w dół, a gęsta krew w tętnicach zaczęła przepływać znacznie wolniej, a prawie wcale. Wszystkie mięśnie dziewczyny rozluźniły się, a ona sama popadła z błogi sen. Niespodziewanie do jej pokoju weszła niska kobieta, o nieco grubszej sylwetce oraz bujnej rudej czuprynie. Była to rodzicielka Nicol. Widząc córkę w takim stanie niemalże od razu wyraz jej twarzy nabrał powagi. Jak najprędzej podbiegła do swojego jedynego dziecka, sprawdzając przy tym jej puls. Oddychając głośno, wyjęła drżącą dłonią telefon komórkowy, po czym wybrała numer alarmowy który od razu połączył ją z pogotowiem. Przedstawiła zaistniałą sytuację dyspozytorce, której głos był łagodny pełen spokoju - zupełnie przeciwnie niż u matki blondynki. Nie minęło nawet i pięć minut, a pod domem zjawiła się karetka. Dźwięk jej syreny rozbrzmiewał tak potwornie głośno, iż przechodnie zatykali uszy, tak, aby ich bębenki nie musiały już wysłuchiwać tak nieprzyjemnej melodii. Sanitariusze zaczęli ratować nastolatkę, lecz ta była już w połowie wędrówki do niebios. Widziała dusze zmarły osób z jej rodziny, wszystkich świętych, błogosławionych, lecz nigdzie nie potrafiła dostrzec przenajświętszej trójcy. Błądziła radosnym spojrzeniem po bladoróżowych obłokach i nie potrzebowała niczego innego. Po raz pierwszy doznała co znaczy pojęcie "szczęście". Może i to dziwne, że dopiero teraz, ale zapewne prawdziwe.


__________
Może prolog jest nudny, wyprany z emocji, KRÓTKI, lecz jest  Mam nadzieję, iż przypadnie Wam do gustu
  • awatar LaJess: I jak Wam się podoba?
  • awatar violator/ka: jak dla mnie jest ok. bardzo emocjonalny i ciekawa jestem co dalej :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

mojezapisanemysli
 
Witam wszystkich bardzo cieplutko. Mam na imię Jessica, a mój wiek to równe trzynaście lat. Od ponad roku piszę opowiadania i podobno wychodzi mi to całkiem nieźle. Tak więc chce podzielić się z Wami moimi wypocinami. Prolog pierwszego opowiadania z gatunku romansu oraz dramatu pojawi się za niedługo.
 

mixolaa2269
 
Był sobie Olivier, który kochał motocykle, szarmancki, niegrzeczny lubiący adrenaline chłopiec..  I dziewczyna o imieniu Violett, która była całkiem nieśmiała, słodka, pełna energii, szczęścia i pełna głodu dalszych odkryć, tego magicznego śiata, była bardzo młoda jej piękne blond włosy błyszczały w blasku słońcu,a błękitne jak ocean oczy lśniły o każdej porze, miała zaledwie szesnaście wiosen.
 Pewnego dnia, gdy Violett wracała ze szkoły wraza ze swoją przyjaciółką Julią ujrzały z dala nadjeżdżającą Yamahe R1-jedynkę, a na niej tajemniczego chłopca w czarnym kasku z przyciemnianą szybką, dziewczynie zaczęło szybciej bić serce,gdy tylko zobaczyła,że chłopak jedzie w jej stronę, ręcę zaczęły jej drżeć, przecież nigdy nie widziała tak wielkiej maszyny, oddającej tak piękny dźwięk. Olivier zgasił maszynę, zdjął kask, a Violett odsunęła się o dwa kroki, przyjaciółka odeszła w mgnieniu oka, dziewczyna nawet nie zdążyła zauważyć, była tak zdumiona jego urokiem. Chłopiec był wysoki, o czarnych włosach i piwnych oczach, gdy uniósł swoje kąciki ust do góry w policzkach ujawiły się słodkie dołeczki, on również oszołomiony jej pięknymi oczami podszedł do niej i wyszeptał - "nie bój się, nic Ci nie zrobię" dziewczyna nabrała pewności siebie i podeszła bliżej.
-Czego chcesz?-zapytała.
-Patrzyłaś się na mnie, ty też w sumie wpadłaś mi oko, więc podjechałem. Ujrzałem śliczną panienkę, to pomyślałem,że muszę zagadać.
Dziewczyna zarumieniła się,ale ucieszona w środku odpowiedziała:
-Przepraszam Cię najmocniej,ale ja muszę wracać już do domu, odprowadziłam tylko przyjaciółkę,a mama czeka na mnie z obiadem, pozatym muszę się pouczyć na jutrzejszy egzamin.
-Odwiozę Cię.
-Co?! nie ma mowy! nie wsiądę na to! o nie!
-Hahhaa, ale czego się boisz? możesz mi zaufać, jeżdżę od ponad 3 lat.
-To w takim razie może mi się przedstawisz? I skoro jeździsz od 3 lat to ile masz lat?
-Powiem Ci wszystko jeżeli dasz się przekonać.
-O nie,tak łatwo Ci ze mną nie pójdzie.
-A może jednak? - zapytał.
-A może jednak, nie? - odpowiedziała
-Jak chcesz,ale wydaję mi się,że z brudnymi spodniami nie wrócisz do domu :)
-O kurczę! - krzyknęła ze złości - ale jak to się stało! mam całe poplamione.. Ech.. Dobrze, nie wiem jak to możliwe, zgodzę się, pewnie będę żałować,ale odwieź mnie, bo inaczej całe osiedle będzie się ze mnie śmiać.
-Wiedziałem,że się zgodzisz :D.
Kiedy Violett wsiadła, a chłopak włączył maszynę, przeszedł po jej ciele dreszcz, nigdy nie słyszała tak pięknego dźwięku. Chłopak kazał się jej mocno chwycić, wytłumaczyła mu drogę i jechali.. Nie zdążyła się obejrzeć, a tu nagle była pod blokiem. Gdy zeszli z motoru, chłopak tak jak obiecał przedstawił się:
-Obiecałem, a ja zawsze dotrzymuje obietnicy.. Mam na imię Olivier mieszkam nie daleko ciebie i mam 18 lat. Prawda mam R1, a nią trzeba mieć prawo jazdy, ale..
-Ale? - zapytała
-Ja łamę zasady.:)
-No dobrze Olivierze, dziękuje za podwóz, było bardzo miło,ale na mnie już czas. Dowidzenia.
-Ale hola,hola! gdzie się panienka wybiera? Panienka nie raczyła mi się przedstawić.
-A po cóż Ci to wiedzieć, skoro i tak pewnie się nie zobaczymy.
-Postępujesz wobec mnie, nie "fer".Ja Ci się przedstawiłem, teraz twoja kolej inaczej pożałujesz.
-Dlaczego niby? grozisz mi?
-Chcesz sie przekonać? :)
-Rób jak uważasz ja idę, żegnam.
-Sama chciałaś.
Dziewczyna poszła do bloku, a chłopak odjechał.
Po 20 minutach usłyszała na placu straszny harmider.
-Okazało się,że to Olivier wraz ze swoją ekipą przyjechał i to jest ta groźba, którą mi obiecał,ależ on jest głupi hihihi.
Dziewczyna powoli zakochiwała się w chłopcu, była pewna, nieodwzajemnionego uczucia od takiego chłopaka, który mógłby mieć niejedną, ale zaryzykowała. Wyszła przed blok.
-No dobrze, przekonałeś mnie, rozumiem o co Ci chodziło. Fajnie tak robić hałas na całe osiedle?
-Dla ciebie? pewnie.
-No dobrze nazywam się Violett'a i mam 16 lat, chodzę do technikum gastronomicznego i jutro piszę egzamin, próbuje się na niego uczyć,ale ktoś mi jednak nie pozwala - odpowiedziała z oburzeniem Violett'a.
-Och, przepraszam księżniczke, może jaśnie Pani skusi się na małą przejażdżkę? tylko proszę się ciepło, ubrać przy 200 bardzo wieje :D
-Ty sobie chyba żartujesz?! pff..  haha pff. ja mam z tobą czas spędzać?
-No dobrze, Violciu. Jeśli tak mogę na ciebie mówić.. Musimy porozmawiać,ale tak w cztery oczy
I nagle "Violcia" nabrała oddechu, serce zabiło jej mocniej, a w brzuchu poczuła motylki, nie zastanawiając się, zgodziła się.
-No dobrze,ale gdzie? kiedy?
-Zaufaj mi i wsiądź ze mną na motor. Pojedziemy w jedno takie miejsce.
Dziewczyna nie wiedząc co ją czeka, wsiadła bez namysłu, oślepiona nie patrzyła na to jakie będą wyniki tej podróży.
Chłopak jechał raz szybciej, raz wolniej, aż w końcu tak nagle skręcił na poboczną, leśną drogę. Zeskoczył z motoru, złapał dziewczyne za ręce, związał ją. Dziewczyna próbowała się uwolnić, wierzgała się na wszystkie boki,ale on tylko przeklinał i kazał się uspokoić. Siegnął po telefon i zadzwonił po swoich "ziomków" przyjechało ich 5 razem w 6 zaczęli ją rozbierać, najpierw bluzka... potem stanik,a na końcu coś najsmaczniejszego... Wszystko toczyło się tak wolno, brutalnie i boleśnie. Wreszcie po 2 godzinach, uciekli z miejsca wydarzeń zostawiając ją samą bez opieki, bez jedzenia i ubrań.. Nie miała się jak ruszyć, naiwna dziewczyna płakała, cały czas płakała, nie wiedziała co robić, aż tu nagle.. Podjechał jakiś motor, dziewczyna przerażona z myślą,że to któryś z nich, okazało się,że to brat Olivier'a..
-Jezu.. przepraszam Cię za mojego brata biedaczyno, wytrzymasz tutaj 10 minut? proszę Cię zaufaj mi, wytrzymaj, poczekaj ja tutaj będę z ciuchami dla ciebie, zaufaj mi, porozmawiamy jak wrócę..
-Jedź stąd! zostaw mnie! nie ufam CI ! twojemu bratu już zaufałam..! byłam naiwna!!
Chłopak pojechał.. Bez słowa,ale wrócił.. Po 20 minutach wrócił z ubraniami dziewczyny..
-Wiem co ten dupek Ci zrobił, przepraszam Cię bardzo.. Proszę, to twoje ubrania, zabrałem kilka siostrze,żebyś mogła coś ubrać i bezpiecznie wrócić do domu, a potem wszystko się wyjaśni..
-Dlaczego mi pomagasz? przecież jesteś jego bratem..
-Słuchaj, od dawna chciałem Ci to powiedzieć. Chodzę do tej samej szkoły co ty. Widzę Cię cały czas na przerwach, zakochałem się w tobie. W twoich pięknych oczach, blond włosach i smukłej figurze tak w ogóle to mam na imię Damian jestem bardzo ucieszony,że mogłem Cię poznać. Prawda. W nie najepszych okolicznościach,ale wkońcu Cię poznałem.
-Bardzo mi miło co mówisz,ale nie mogę Ci zaufać..NIe po tym wszystkim.
-Ja wiem,że Ci trudno,ale spróbuj.. Błagam.. Wsiądź..
-Nie mogę, przepraszam..
-Błagam.. Proszę Cię. Zaufaj mi..
-Mówisz tak samo jak twój brat.. Zaufałam mu i co?
-Ja jestem inny.. Zresztą przekonałabyś się jakbyśmy dojechali na miejsce..
-Naprawdę?..
-Tak..
-No dobrze, trudno jestem naiwna,ale co mi szkodzi... Zimno mi..
I pojechali, po 20 minutach dojechali na osiedle na którym mieszkała Violett'a, podziękowała mu i zaprosiła go do domu, opowiedziała o wszystkim mamie. Matka odrazu zadzwoniła na policje, powiedziała kto był sprawcą,a raczej.. Kim byli sprawcy. Po 2tyg. sprawa się wyjaśniła, Olivier za gwałt na nieletniej został skazany na 6 lat pozbawienia wolności + 1 rok w zawieszeniu za jazdę bez prawa jazdy.
   Violett'a spotykała się z Damianem przez te 2 tygodnie dzień w dzień, zaczęło między nimi coś iskrzyć, wkońcu po 1 miesiącu zakochali się w sobie bezgranicznie,ale ta miłość zakończyła się tragicznie.. Dnia 29 września 2012 roku zginęli obydwoje w wypadku motocyklowym..
523576_819201898094027_1514076696_n.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
Rozdział 13



  - A więc to o to chodzi. – Usłyszałam za sobą znajomy głos.
  Z trudem odwróciłam głowę w stronę stojącej pod jedną z kolumn postaci. Stała tak jak zawsze dostojna nieprzenikniona, jedynie  jej twarz ukazywała szyderczy uśmiech, który nie jednemu zmroziłby krew w żyłach. Osłupiała patrzyłam jak podchodzi do Chrisos i sprawdza jaj puls. Wstrzymałam oddech, czekając na jakakolwiek reakcję z jej strony. Z niesmakiem pokręciła głową i spojrzała prosto w oczy Agamemnona.
  - Nie musiałeś jej zabijać, przez ciebie straciłam tak interesującą zabawkę. Zdajesz sobie sprawę jak trudno znaleźć kapłankę z darem hipnozy? – Nie wierzyłam własnym uszom. – Thanatos wyglądasz, na zdziwioną, nie wiesz jak miło widzieć cię w takiej sytuacji. Bezbronną, z ledwością łapiącą oddech i widzącą jak twoja szyja jest miażdżona.
  - CC… czemu…- wydukałam orając ręce napastnika paznokciami.
  - Nawet nie staraj się mówić i tak nie dostaniesz odpowiedzi, a teraz wybacz, bo muszę zająć się ważniejszymi sprawami. – schyliła się, dotknęła ciało Chrisos i obie rozpłynęły się w powietrzu.
  W tej samej chwili udało mi się poluźnić uścisk na tyle by oswobodzić się. Upadłam na ziemie i odskoczyłam, chwilę przed tym jak w miejscu w którym byłam jeszcze przed chwilą Agamemnon zrobił olbrzymią dziurę.

Uważnie przyjrzałam się jego ruchom, był zdecydowanie za silny jak na zwykłego człowieka. W obecnym stanie nie miałam za dużych szans na pokonanie go. Chociaż… w mojej głowie uwił się genialny plan. Przybrałam pozycję obronną, twardo stając na ziemi. Nie mogłam sobie teraz pozwolić na chociaż chwilę rozkojarzenia. Nie ważne co, nie pozwolę na upadek Troi. Uważnie go śledząc wzrokiem, byłam gotowa się zaatakować w każdej chwili. Jego usta drgnęły, by w następnej chwili na jego twarzy pojawił się zadowolony uśmiech. Zrobił krok w moją stronę, w tym samym momencie zabłysło ostrze. Ze zdziwieniem spojrzałam na miecz wbity w kolumnę za Agamemnonem. Ten nagle patrzył na mnie, gdy jego głowa opadła na ziemie jak piłka, chwilę później upadło jego ciało. Powoli odwróciłam się, czułam jak coś we mnie pulsuje. Podbiegł do mnie sprawdzając, czy nic mi nie jest. Czułam jego ciepłe, szorstkie ręce na moich policzkach. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że coś do mnie mówi.
 
  - Nic ci nie jest? – powtórzył po chwili kiwnęłam potakująco głową i dałam się mu przytulić. Wszystko dosłownie wyparowało z mojej głowy, jedyne co zaprzątało moje myśli to jego dotyk na mojej twarzy, jego dłonie w moich włosach.
  - Przyszedłeś… - We mnie znów pojawiło się to dziwne uczucie, które nakazywało mi go pożądać, tak jakby był częścią mnie. Spojrzałam na martwe ciało leżące kilka metrów od nas i z niesmakiem stwierdziłam, że musimy stąd iść. Podniosłam się przy pomocy jego ramienia i przyjrzałam się mu bliżej, był umazany we krwi, ale jego spojrzenie lśniło, gdy na mnie patrzył. Złapał moją rękę i wyciągnął ociekający posoką miecz, z kolumny.
  - Chodźmy. – uśmiechnęłam się, tak jak zawsze mrużąc oczy na jego słowa. Jego obecność sprawiała, że czułam się pijana uczuciami.
Do moich uszu dostał się dźwięk napinanej cięciwy, wyrywając mnie z amoku. Otworzyłam szeroko oczy, gdy ręka Achillesa puściła moją, a on sam się zatoczył do tyłu. Moje źrenice rozszerzyły się, widząc czarną strzałę centralnie w piersi blondyna. Strzała za strzała przebijała jego tors.
  - Nie!- Panika pozbawiła mnie kontroli nad moim ciałem, z desperacją, rzuciłam się w jego stronę, z rozpaczą spojrzałam na strzelca. Był nim mój brat. Parys gotowy wypuścić kolejną strzałę ze zdziwieniem spojrzał mi w oczy. Nie rozumiał, jak mogę bronić mordercę Hektora. Otrząsnął się i puścił cieńciwe. Czas jakby zwolnił, zasłoniłam Achillesa swoim ciałem. Poczułam jak grot rozrywa moją klatkę piersiową, chcąc przelecieć na wylot. Wraz ze zetknięciem z moim wnętrzem, strzała zmieniała się w proch. Upadłam na kolana lekko oszołomiona. Dotarło do mnie, że gdybym była człowiekiem, to już byłabym martwa. Odwróciłam się, by sprawdzić, czy z Achillesem wszystko w porządku. Patrzył na mnie jak na ducha, a raczej na moją wyrwę w piersi. Zerknęłam w dół i uświadomiłam sobie, że widać moje wnętrze. Błękitna esencja niespokojnie pulsowała, a ciało szybko się regenerowało. Uniosłam z powrotem wzrok na Achillesa, to musiała być jego zasługa, wtedy do mnie dotarło, że moje ciało zachowywało się w ten sposób jedynie w pobliżu najczystszej energii. Przez myśl zaczęły mi przelatywać, jedna po drugiej pytania bez odpowiedzi. Potrząsnęłam głową by je odegnać. Teraz musiałam uratować Achillesa, przysunęłam się do niego i nie odrywał wzroku od mojej leczącej się rany.
  - Spokojnie, wszystko ci wytłumaczę, ale teraz musisz mi pozwolić sobie pomóc. – powiedziałam spokojnym głosem, ale wewnątrz mnie szalała burza emocji. Przyłożyłam swoją dłoń do jego piersi i zaczęłam szeptać modlitwę, cicha pieśń rozniosła się po mieście opętanym przez chaos. Na mojej skórze zaczęła się pojawiać siatka skomplikowanych wzorów. Tatuaże, zaczęły lśnić własnym światłem. Wiatr jakby akompaniował mi w moich zaklęciach. Otoczył nas wir powietrza.
  - Żyj – wyszeptałam. Z moimi słowami, strzały obróciły się w pył porwany przez wiatr, a rana zaczęła się zasklepiać. Odetchnęłam z ulgą, widząc, że nie jest za późno. Zamknęłam oczy, by zakończyć zaklęcie. Nagle poczułam, że moje ciał drętwieje, a ja nie mogę się ruszyć. Czułam, jak moja energia, upływa ze mnie w nieobrażanym tempie. Straciłam kontrolę nad własnym ciałem, w jednej chwili poczułam jakbym była pusta, a w kolejnej wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Z jakiegoś powodu, zaczęłam wchłaniać, życie Achillesa. Z przerażeniem, starałam się powstrzymać rytuał, ale nic to nie dawało. Zrozpaczona spojrzałam w jego oczy, pozbawione życia.
  - Nie, to nie może być prawda, nie odchodź.– powtarzałam, wtulając się w jego pozbawione pulsu ciało. Jak to mogło się stać? Po policzkach spłynęły gorzkie łzy. Naładowana energią całkowicie zatraciłam się w swojej stracie. Energia wymknęła się z pod kontroli. Z jakiegoś powodu nie byłam w stanie nad sobą zapanować. Otoczyło mnie światło. Bransolety rozgrzały się do granic możliwości, aż całkowicie  zostały wchłonięte przez moją esencję. Uwolniona od kajdan i rozsądku, wypuściłam swoją moc. Rzeczy zaczęły latać, a niebo pokryły czarne chmury. Wokół mnie pojawiły się wyładowania elektryczne. To był początek końca.        

grafit_art_s09.jpg
  • awatar Seiti: Czemu komentarza nie zostawiłam? Czy Achilles nie jest tym dzieckiem co go uratowała? Kim jest Aguś? Tyle pytań!
  • awatar Lisa Angels: Ci... to niedługo się okaże.
  • awatar Seiti: To dawaj nexta bo te pytania mnie zagdaczą!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Kategorie blogów