Wpisy oznaczone tagiem "opowiadanie" (1000)  

lovelovelas
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

dziewczynkawglanach
 
Tak, jak pisałam, wczoraj naszła mnie wena twócza. To jest jej owoc - opowiadanie na podstawie filmu "Czarownica". Oczywiście jest to wytwór mojej wyobraźni, a nie zerżnięcie z filmu :).
***


Świergot ptaków zbudził istotę śpiącą na drzewie. Istota ta wyglądałaby jak zwykła nastolatka - smukła, wesoła i przenikliwym spojrzeniem - gdyby nie to, że miała skrzydła i rogi. Diabolina, bo takie nosiła imię, była wróżką, a w zasadzie młodą czarownicą.
Z gracją ześlizgnęła się z drzewa i delikatnie poruszyła skrzydłami. Potrząsnęła głową, przygładziła kasztanowe włosy spływające na plecy i ruszyła. Witali ją wszyscy mieszkańcy krainy - driady, wróżki i duszki.
Doleciała do bramy królestwa.
- Diabolino! - ktoś krzyknął. Ona od razu rozpoznała ten taki miły dla niej głos. Wyszła - a właściwie, poszybowała - na spotkanie Stefanowi.
Chłopak był człowiekiem. Poznali się kilka lat wcześniej, gdy jako chłopiec próbował zwędzić coś w okolicy. Mimo, że mieszkał w stodole, w jego rysach była jakaś tajemnicza szlachetność - duże, brązowe oczy jaśniały wesołym blaskiem, długi nos i wydatne usta świetnie do siebie pasowały. Niesforne, nieco przydługie włosy tylko dodawały mu uroku. Diabolina wzięła go za rękę.
- Chodź! - wykrzyknęła. Chwilę później byli już w ich ulubionym miejscu - nad rzeką. Dziewczyna ruszyła do zwalonego pnia drzewa.
_ Och, biedactwo. - mruknęła. Dotknęła kory, przejechała po niej dłonią, poruszyła palcami. Pień zaczął powoli się podnosić, złamane gałęzie odrastać i wypuszczać pąki.
- Od razu lepiej. - uśmiechnęła się młoda czarownica. Stefan patrzył na to z niedowierzaniem - jak zawsze, gdy czarowała.
- Och, przestań już, widzisz takie rzeczy od pięciu lat! - roześmiała się. On odpowiedział uśmiechem. Później zaczęli gonić się po lesie. Ona leciała nad rzeką, sprawnie omijała drzewa i małe trzęsawiska. On był cały mokry, miał liście we włosach i błoto na spodniach, ale to mu nie przeszkadzało. Rozmawiali, śmiali się i bawili. Wieczorem Diabolina odprowadzała Stefana do bramy. Spotykali się raz na kilka dni. Byli szczęśliwi.
***
Pewnego dnia, gdy Stefan przyszedł, wpadli na pomysł, by wdrapać się na drzewo i stamtąd podziwiać widoki. Dziewczyna wleciała na wysokie gałęzie w mgnieniu oka i się na nich rozsiadła, obserwując z rozbawieniem niezdarnie wdrapującego się do niej chłopaka. W końcu oboje siedzieli na wysokim, grubym konarze. Okolica była piękna - lasy, pola, łąki, rzeki, jeziorka i wyspy. Wszędzie latały magiczne stworzenia.
- Chodźmy na tamtą łąkę! - zaproponowała Diabolina i nie czekając na odpowiedź, wzniosła się w powietrze.
- Jak sobie chceeeeeeeeesz! - wykrzyknął Stefan, prawie spadając z drzewa, gdy dziewczyna zamachnęła się skrzydłami. Z zaskakującą sprawnością zszedł z drzewa i pobiegł na łąkę. Gdy tam dotarł, ona już na niego czekała. W świetle leniwie zachodzącego słońca wyglądała wspaniale. Miała nieskazitelną figurę i roześmianą twarz, była odziana w delikatną, wygodną czarną sukienkę przed kolana. Ze skrzydłami ściągniętymi z tyłu wydawała się zarazem bezbronna, jak i drapieżna. Stefan już z odległości kilku metrów poczuł jej urzekający, kwiatowy zapach. Zdyszany usiadł obok niej.
- Dziś są moje szesnaste urodziny. - powiedziała cicho. Chłopak spojrzał na nią zszokowany, a po chwili klepnął się w czoło.
- Jestem głupi! Zapomniałem... Przepraszam cię...
- To nic takiego. - mruknęła
- Ale to szesnaste urodziny! Przestajesz być dziewczynką, stajesz się kobietą i...
- Nie czuje się kobietą. - przerwała mu stanowczo. Stefan z uśmiechem objął ją ramieniem.
- Nie mogę kupić ci prezentu, ale już dawno... już dawno chciałem to zrobić. - pocałował ją. Zaskoczona dziewczyna odwzajemniła pocałunek. Stwierdziła, że bardzo jej się to podoba. Zapach Stefana był jej znany - zapach potu, siana i sosny. Bardzo podobała się jej ta mieszanka.
- Chcę być z tobą na zawsze. - powiedział chłopak.
- Ja też. - szepnęła
Jednak ich losy potoczyły się zupełnie inaczej, niż mogli sobie je wyobrazić tamtego pięknego dnia...



***
Nie jestem za dobra w opisywaniu pocałunków i miłości, ale zawsze można spróbować, prawda? :>
Co myślicie? Podoba się Wam to opowiadanie?
Co do zdjęcia - Aurora jest tu śliczna! <3
msf_malef_lct_aurora.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

lage
 
Nagły huk rozdarł panującą ciszę. Odsunęłam się nieco od Willa i spojrzałam na pozornie spokojną panoramę miasta. Nie mogłam dostrzec nic niepokojącego. Wtedy usłyszałam kolejny strzał. Oparłam ręce na zimnej, metalowej poręczy i wychyliłam się nieco spoglądając w dół.
-Co się dzieje?!- Krzyknął Will.
-Nie wiem. Myślałam, że będzie spokojnie.-Odpowiedziałam i zaczęłam podążać w stronę wyjścia.
-Zaraz. Gdzie się wybierasz?!
-Jak to gdzie. Nie mogę zostawić ich tam samych.
-Ale chyba nie pomożesz im nieuzbrojona.-Odrzekł pewny siebie i w sumie miał rację.
-To, co masz zamiar zrobić. Przecież tu nie zostaniemy.
-Oczywiście, że nie. Ale żywi nie przejdziemy do zbrojowni.
-To zależy którędy pójdziemy-powiedziałam zadziornie się uśmiechając. Odpowiedziało mi pytające spojrzenie niebieskich oczu. Podeszłam do Willa biorąc go za rękę:
-Zaufaj mi.
*Will*
Przyznam szczerze, że jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie zaimponowała mi tak jak Megan. W sekundzie z wrażliwej dziewczyny zamieniła się w odważnego żołnierza. Złapała moją dłoń, a ja dałem się jej poprowadzić. Bardzo zwinnie pokonywała każdy stopień schodów. Po niedługim czasie znaleźliśmy się na dole. Skręciliśmy w prawo prosto do drzwi z napisem "Schowek".
-Chyba mi nie powiesz, że chcesz walczyć mopem.- Zapytałem, na co dziewczyna parsknęła śmiechem i odsunęła drewniany, regał z poukładanymi w rządek środkami czystości. Zobaczyłem niewielkie drewniane drzwiczki. Megan uchyliła je delikatnie i wyjęła niewielki karabinek wręczając go mi. Druga sztukę wzięła dla siebie.
-Skąd wiedziałaś o tej skrytce-zapytałem.
-Powiedzmy, że z Tessą zawsze byłyśmy przygotowane na każdą okazję.-Odpowiedziała i pobiegła w stronę wyjścia. Przebiegliśmy niedługi, słabo oświetlony korytarz i dotarliśmy do szerokich czarnych drzwi wychodzących w sam środek walki.Przylgnęliśmy do nich plecami.
-Gotowa?-Zapytałem.
-Jak zawsze.-Odpowiedziała i razem popchnęliśmy drzwi zwinnie wyskakując na betonowy asfalt.

*Megan*

Każdy mój nerw był wyczulony. Chłodny luft karabinu przyłożyłam do rozgrzanego policzka celując szybo a zarazem w skupieniu. Starałam się unikać lecące w moją stronę kule. Gdzieniegdzie pojedyncze pociski ocierały moją skórę. W tłumie próbowałam dostrzec kogoś znajomego, niestety przychodziło mi to z wielkim trudem. Naliczyłam siedmiu zabitych lub zranionych przeze mnie żołnierzy. Pod moimi nogami znajdowały się ciała rannych i martwych rebeliantów. Czarna zazwyczaj droga była zalana strumieniem krwi. Schowałam się za niewielkim ceglanym murkiem i wycelowałam w snajpera strzelającego z dachu niewysokiego budynku. Spokojnie nacisnęłam spust. Kula powędrowała trafiając w ramię. Mężczyzna chwycił się za rękę i padł na ziemię. Nagle silne uderzenie wytrąciło mi z ręki broń. Upadłam. Podnosząc wzrok zobaczyłam nad sobą żołnierza, który celował prosto we mnie. Oceniłam odległość broni. Była zdecydowanie za daleko abym zdążyła ją złapać bez poniesienia ran. Mężczyzna chyba zrozumiał, jakie mam zamiary, bo odrzekł szyderczo:
-Nawet o tym nie myśl słonko.
Oparłam plecy o ścianę. Nagle pod sobą poczułam niewielką drewnianą płytę zakończoną długimi zardzewiałymi gwoźdźmi. Postanowiłam odwrócić nieco uwagę napastnika mówiąc:
-Czemu mnie od razu nie zabijesz, tylko tak się bawisz.
-Jeśli chcesz mogę od razu się ciebie pozbyć. Ale widzisz im dłużej będę zwlekał tym dłużej nie będę musiał tam wracać.- Powiedział pokazując jednym ruchem ręki plac bitwy. Uznałam, że póki nie spogląda w moją stronę mogę atakować. Poderwałam moja prowizoryczną broń z ziemi. Ostro zakończony środek wbił się w plecy żołnierza, który wydał z siebie przeraźliwy krzyk i strzelił w moją stronę. Próbowałam odskoczyć, lecz pocisk trafił w moje ramię. Poczułam szarpnięcie w tył i przeszywający ból. Upadłam na ziemię. Ukradkiem spojrzałam na żołnierza leżącego niecałe pół metra ode mnie. Był martwy, albo przynajmniej nie przytomny. Nie  potrafiłam ocenić jaką skalę mają obrażenia jakie mu zadałam.
    Trzymając się za wciąż bolące ramię wstałam i wolnym, posuwistym  krokiem zaczęłam podążać w stronę wyjścia na główną drogę. Walka prawdopodobnie dobiegała końca. Nagle wszystko zaczęło wirować, przed moimi oczami ukazała się ciemność. Zemdlałam.

*Tessa*

-Musimy się rozdzielić. Jeśli jest ranna nie zaszła daleko.-powiedziałam do Willa i Jace`a. Wciąż trzymałam się nadziei, że Megan żyje, choć z minuty na minutę ta teoria wydawała się coraz mniej prawdopodobna.
-Dobra ty z Jacem idźcie na prawo a ja pójdę w drugą stronę.-odpowiedział Will.
-Wątpię, że będzie na głównej drodze. Przeszukałbym najpierw boczne uliczki.- dodał Jace.
-Sądząc po ich ilości zanim ją znajdziemy zacznie się ściemniać.-odpowiedziałam.
-To co robimy nie możemy tak stać i czekać na cud.-powiedział, widocznie zmartwiony Will zaczesując potargane włosy w tył. Wtedy zobaczyłam młodego chłopaka, miał może dziewiętnaście może osiemnaście lat, ciemne, blond włosy i oliwkową karnację. Jako, że byliśmy chyba jedynymi osobami które zostały na pobojowisku, wiedziałam, że chłopak ma dla nas jakieś wieści i podbiegłam do niego.
-Co się stało?- Zapytałam.
-Tam za rogiem Piętnastej alei leży nieprzytomna dziewczyna. Chyba jest ranna.-odpowiedzał a ja natychmiast pobiegłam w stronę wskazanego miejsca. Byłam wyczerpana, ale  w tym momencie nie czułam nic poza tym, zę muszę jak najszybciej dostać się do przyjaciółki. Skręciłam w wyznaczoną uliczkę. Miejsce było trochę ciemne, więc nie od razu zauważyłam kałuży krwi, w którą wdepnęłam. Poczułam narastający strach. Jestem studentką medycyny, chociaż nawet bez tego wiedziałam, że przy takiej utracie krwi człowiek nie ma szans na przeżycie. Uklękłam przy bezwładnym ciele i z ulgą stwierdziłam, że to nie Megan. Ale chłopak wyrażnie powiedział, że powinna leżeć tu ranna dziewczyna. Poderwałam się na równe nogi i rozejrzałam wokół. Nagle w najciemniejszym miejscu pod ścianą zauważyłam leżącą postać. Podbiegłam do Meg i umieściłam jej głowę na kolanach.
-Megan. Megan obudź się.-mówiłam lekko klepiąc ją w policzek. Dziewczyna lekko otworzyła oczy. W tym samym momencie pojawili się chłopcy. Will delikatnie podniósł ją na ręce, a Jace położył moją rękę na swoim ramieniu i pomógł mi wstać. Nieco przyspieszonym krokiem udaliśmy się w stronę obozu.

*Will*

Siedziałem u wyjścia pomieszczenia, gdzie zajmowano się Megan. Lekarze niejednokrotnie próbowali mnie przekonać abym poszedł odpocząć, bo u niej wszystko w porządku. Ale nie mogłem. To fakt byłem wykończony, ale po prostu tego nie czułem. Nie chciałem nic tylko zobaczyć Megan całą i zdrową. W tym momencie przyszedł Jace:
-I co u niej?
-Chyba dobrze, ale nie wiem bo nie chcą mnie wpuścić. A co z Tessą.
-Nie mogę w to uwierzyć ale zasnęła.- kiedy o tym wspomniał przypomniałem sobie co jeszcze przed chwilą wyrabiała tu Theresa. Chodziła niecierpliwie tu i z powrotem. Próbowała dostać się do środka. Wreszcie Jace siłą zaniósł ją do budynku hotelu, gdzie mieliśmy przygotowane łóżka, oczywiście zarobił przy tym kilka siniaków, bo dziewczyna dobrowolnie nie dała się przekonać.
-Fakt. Trochę trudno to sobie wyobrazić.-uśmiechnąłem się delikatnie.
-Może ty też się położysz.
-Nie. Zostanę tu jeszcze chwilę.
-Ok. Ja idę do Tessy, żeby nie próbowała się przypadkiem wymknąć. Trzymaj się. -Powiedział Jace.  Oparłem głowę na ścianie. Patrzyłem jak mój przyjaciel idzie w stronę hotelu i mimowolnie się uśmiechnąłem.


--------------------------------------------------

Przepraszam, że rozdział tak długo się nie pojawiał, ale miałam strasznie dużo roboty- no wiecie koniec roku szkolnego, a ja chciałam mieć jakieś przyzwoite wyniki. No i jeszcze ten projekt na koniec drugiej klasy. Ale przyznam się, że kiedy znalazłam wolną chwilę zamiast coś napisać oglądałam Pamiętniki Wampirów, takie moje małe uzależnienie. Mam nadzieję że teraz będę miała ciut więcej luzu i zdołam coś napisać. Jeśli chodzi o wakacje. to przez ok. tydzień ie będę miała dostępu do internetu, ale jak napisze wcześniej to ustawie automatyczne dodawanie wpisu. Chyba, ze nie będę miała internetu, bo na wakacje mamy zaplanowany remont i jeszcze nie wiem co i jak. Ok nie będę Was dłużej zanudzać. To do następnego wpisu :D
  • awatar seoxlc: Od jakiegoś czasu śledzę twojego bloga i muszę przyznać, że rozwija się bardzo ciekawie. Gratulacje!
  • awatar magzzita: niezłe opowiadanie jak zawsze :)
  • awatar gość: Częściej pisz takie genialne opki!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

czarnaroza
 
Wpis tylko dla znajomych
ProtectoroftheRealm:

Wpis tylko dla znajomych

 

wouldbe
 
Dostrzegłam bruneta średniego wzrostu – siedział sam oglądając się dookoła w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby go zabawić.  Była lekko znudzony, lecz gdy nasze oczy się spotkały poczułam, że mógłby być idealny dla mnie na dzisiejszy wieczór.
Podeszłam zdecydowanym krokiem powtarzając w myślach „a chuj w to” i usiadłam przy barze, tuż obok niego, jakby nigdy nic. Chwilę potem zorientowałam się, że właściwie poznaliśmy się już kiedyś i nawet rozmawialiśmy parę razy.
-Cześć. – zwrócił się do mnie.
Widziałam iskry w jego oczach, zainteresowanie moją osobą, a jednocześnie tą ironię, która zawsze wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Był taki dziwny i podniecający jednocześnie, niepewność zżerała mnie od środka co może się wydarzyć.
-Cześć. – odpowiedziałam przypominając sobie nasze poprzednie spotkania przez niektóre osoby. Był dość wulgarny, ale gdy coś mówił, wydawał się być tego pewien.
-Czekałem na ciebie. – powiedział i spojrzał na mnie lekko podpitym wzrokiem.
-Jak to? – zdziwiłam się.
-Powiedzieli mi, że tu będziesz.
-Och. – westchnęłam czując jak robi mi się gorąco. Cholera. Miałam nadzieję, że tego nie zauważył. Odrzuciłam włosy do tyłu i zamówiłam wódkę. Dokładnie mi się przyglądał, gdy wypiłam jeden kieliszek, po czym drugi, prawie bez skrzywienia się. Założyłam nogę na nogę, przez przypadek się o niego ocierając i czując się nieco odważniej, zwróciłam się w jego kierunku.
-Nie pijesz?
Uśmiechnął się ironicznie tak bardzo, że aż robiło mi się głupio.
Po długim wieczorze i wymianie zdań, w końcu dostałam zaproszenie do jego domu.

                   ***

Złapał mnie mocno za włosy i przycisnął do poduszki, podsuwając moją spódnicę do góry, nie dając mi możliwości poruszenia się w żadną stronę.
Kurwa.
Przejechał dokładnie rękami po moich pośladkach, po czym klepnął mnie tak mocno, że aż krzyknęłam.
-Cudownie pachniesz. – powiedział spokojnie dotykając mnie wszędzie. Słyszałam jak rozpina spodnie i jak bardzo boi się, że mogę się rozmyślić. Odwrócił mnie na plecy i zdjął ze mnie resztę.

Rozluźnił uścisk, kiedy zaczęłam rozpływać się pod naporem jego ciała.

Gdy skończył zastanawiałam się, czy na przykład mnie przytuli. Uśmiechnęłam się sama do siebie na tę myśl wiedząc, że to raczej niemożliwe. Nie był z "tych".
Wstał tylko i sięgnął po papierosa, odrywając ode mnie wzrok na sekundę. Poczułam, że czas się zbierać. Byłam cholernie zmęczona, chciało mi się spać jak nigdy. Ociężale zwlekłam się z łóżka i założyłam bieliznę. Okazało się, że niepotrzebnie, bo zrobiliśmy to jeszcze raz. Smakował papierosami i był tak samo dobry, jak poprzednio.
Budząc się rano w jego mieszkaniu poczułam wstyd, w końcu nie miałam zostawać, z pewnością on tego nie chciał. Nie było go w łóżku, ale słyszałam, że bierze prysznic, więc szybko się ubrałam i wyszłam, by się z nim nie spotkać.

 

czarnaroza
 
Wpis tylko dla znajomych
ProtectoroftheRealm:

Wpis tylko dla znajomych

 

moja_malutka_kraina
 
-Panienko? - szepnął Rayleygh uchylając drzwi do pokoju Lizbell - Mogę wejść?
-Oh. Rayleygh. To ty. Tak, tak. Proszę.
-Przygotowałem deser. - Lokaj podszedł do biurka przy którym siedziała Liz i postawił na nim tacę. Dziewczyna uśmiechnęła się i ochoczo zabrała się do jedzenia świeżego musu truskawkowego. Rayleygh odszedł. Wrócił po chwili z kolejną tacą w ręce.
-Co to? - Liz radośnie poderwała się z krzesła.
-Rachunek za szkody wyrządzone przez Mioko w hotelu Elabama.
-Naprawdę? - entuzjazm dziewczynki prysnął - Myślałam, że to jakiś list... Ureguluj dług i przyjdź tu najszybciej jak możesz.
-Wedle rozkazu.
Rayleygh wyszedł z pokoju a Liz opierając podbródek na dłoniach westchnęła przeciągle.
'Mógłby napisać' pomyślała 'Tylko kilka słów. Czy proszę o tak wiele?' Z zadumy wyrwało ją pukanie do drzwi. Szybko poprawiła włosy i usiadła prosto na krześle.
-Proszę!
-Mam dla panienki wiadomość! - do pomieszczenia wpadła Mio - Na dzisiejszej kolacji będzie specjalny gość!
-Kto taki? I dla czego dowiaduję się dopiero teraz?!
-Przepraszam panienkę, ale na śmierć zapomniałam o dostarczonym przedwczoraj liście.
-Dobrze, dobrze. Kto to będzie?
-Hrabia Natanel de Lusso.
-Naprawdę?! - Lizbell rozpromieniała - Jejku jej! Mio! Zawołaj Leddy, potrzebuję pięknej sukni!
Leddy, młoda dziewczyna zajmująca się dobieraniem strojów Lizbell składała właśnie świeżo upraną bieliznę. Zawołana przez swą panią pośpiesznie rzuciła kosz z praniem i pobiegła do pokoju Liz.
-Słucham? - wrzasnęła zdyszana, otwierając z impetem drzwi.
-Leddy. Sytuacja wyjątkowa! - Liz zeskoczyła z krzesła - Natanel przybędzie dziś na kolację! Potrzebuję sukni, która sprawi, że nie będzie mógł wydobyć z siebie słowa.
 

moja_malutka_kraina
 
Witajcie.
Wreszcie przyszła wena i mogę się zająć pisaniem opowiadania. Natchnęła mnie Pasio <3 i Natalka.
Opowiadanie jest na podstawie pewnego anime a mianowicie Kuroshitsui. Osobiście nie oglądałam, ale wcześniej już wspomniana Pasio obejrzała oba sezony i przez prawie godzinę opowiadała mi serial. Trzeba przyznać, że dziewczyna ma niewyobrażalny talent do opowiadania filmów i seriali. Chociaż Kuroshitsui nie widziałam to po wysłuchaniu Pasia umiem sobie wyobrazić charaktery postaci, zawiłość wydarzeń i emocje im towarzyszące. Jeżeli chcecie jej posłuchać, to napiszcie do niej na priv (anabel-flower.pinger.pl/) Może nagra vloga :)
W ten oto sposób wpadłam na pomysł na opowiadanie. Jednak nie chciałam zgapić całego Kurosza. I tu oto przydatna okazała się Natalka (bez bloga niestety :< ) Ona również wysłuchała Pasia i wymyśliła Niewolniczkę ciemności. Poddała pomysły na imiona postaci, ogólne tematy rozdziałów i detale.  Obu dziewczynom bardzo dziękuję <3

A teraz krótkie streszczenie mojego opowiadania (Również by Pasio)

Niewolniczka ciemności to dwunastoletnia dziewczyna o rudych włosach i głębokich, granatowych oczach imieniem Lizbell. Gdy miała trzy lata jej rodziców pochłonęła zaraza, a ona sama ledwo uszła z życiem. Zamieszkała wtedy u babci, która zmarła pół roku potem. Liz została sama, z wielką rezydencją i bez środków do życia. Wtedy znikąd pojawił sie Rayleygh. Okazał się on demonem. Zaproponował dziewczynie kontrakt. Będzie jej dozgonnie służył, ale gdy wybije północ dnia jej osiemnastych urodzin on pochłonie jej duszę i wróci do piekła. Liz bez wahania zgodziła się nie wysłuchując demona do końca. I wtedy nastała ciemność zmącona jedynie błyśnięciami czerwonych oczu. Ból jakim przepełniło jej się całe ciało wyrył w jej sercu znak. Znak, który miał oznaczać, że ta oto panienka, Lizbell Willsons jest własnością piekieł i ciemności i nie może zostać zabita przed swoimi osiemnastymi urodzinami. Co się działo dalej? Przekonacie się już wkrótce...


I jak? Podoba się? Jeśli tak, komentujcie! <3


Rozdział 1 pojawi się po moim powrocie ze szkoły :)
  • awatar Wiktorkeł.: *.* Jednak to dodałaś :D Czekam na opowiadanie ;3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

lovelovelas
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

adalija
 
kartki z kalendarza..jpg

Lubię wyzwania fotograficzne bo to działa mobilizująco. Przy okazji udziału w jednej z takich zabaw wpadłam na pomysł aby wplatać podane  hasła w pogodynkowe historyjki.
Dlatego tym razem postanowiłam się zwrócić także do innej grupy osób niż zazwyczaj, Do tych co lubią pisać opowiadania. Oczywiście można też zamieszczać rozmaite historyjki
na lalkowych blogach. Wiele z Was je przecież chętnie układa. Karolci i Anulce byłoby miło.
A teraz oddaję głos Karolci.
Z pamiętnika Karolci.jpg

To był jeszcze bardziej deszczowszy dzień niż wczoraj.
Właśnie Marcela mi powiedziała, że kiedy się mówi bardziej to nie wszy więc zapytałam Encyklopedyka jak można zastąpić słowo bardziejszy i zaczynam od nowa.
Dziś było więcej wszy niz wczoraj.
Marcela znowu się czepia, że raczej deszcz był intensywniejszy bo nie padał cały czas ale za to ubranie po przejściach można było wyżymać i  w taką pogodę to lepiej jest siedzieć w domu
i opowiadać bajki albo pisać opowiadania,
i moglibyśmy sobie urządzić podobną zabawę jak u Maveriki z blogu lalkami na blogspocie tylko, że literacką.
Więc wobec tego wymyślaliśmy słowa jakich należałoby użyć w opowiadaniu. I to nie musi być najważniejsze słowo w rozdziale tylko trzeba je jakoś podkreślić n.p. wielkimi literami albo w tytule.
Opowiadanie może być nowe albo konynuowane i o czym się chce. Rozdział powinno się zamieścić w poniedziałek bo jakby padało to można go  napisać w tym nooo  łyk .. zapomniałam ... w wolne dni
a jakby w wolne dni było słońce to powinno się napisać już w czwartek ale to nie jest obowiązkowe kiedy się pisze i nawet można się spóźnić z zamieszczeniem.
Prosimy o podanie informacji na swoim blogu o tym, że bierzecie udział w wyzwaniu literackim Karolci i Anulki aby inne osoby, które też lubią takie zabawy mogły wziąć udział. Zamieszczajcie linki do swoich opowiadań pod naszymi poniedziałkowymi wpisami aby dać się znależć ewentualnym czytelnikom.
Pozdrawiam Was od siebie i tej małpy Anulki. Karolcia.
Wyzwanie literackie.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

thesexydragon
 
Charczący warkot silnika dolatywał do moich uszu, gdy ze splecionymi rękoma wokół pasa wyglądałam przez samochodową szybę wprost na wielką willę. Firany i zasłony tłumiły światło rozpalone na całym parterze. Zastanawiałam się przez chwilę, co w tej chwili robi mój mąż, Liam. Domyślałam się, że na pewno nie siedział w tamtej chwili przy swoich papierach. Pewnie oglądał po raz setny Prawo i Porządek, wczuwając się w role głównych postaci serialu, rozwiązując z nimi kryminalne zagadki, choć i tak znał całą fabułę na pamięć.

Analizowałam, co by było, gdybym nie weszła do środka. Co jeśli, zawróciłabym do klubu, stając twarzą w twarz z brutalną rzeczywistością.

Dlaczego tak histeryzuję? – pomyślałam.

- Należy się 36 $... – głęboki baryton rozniósł się po wnętrzu auta. - Proszę Pani? Halo!

- Tak? – zapytałam, udając, że nie dotarły do mnie żadne jego słowa.

- Jesteśmy na miejscu. Należy się 36 $.

- Tak, oczywiście – mozolnie wyciągnęłam z kopertówki pieniądze. Odliczyłam dokładną sumę i wręczyłam ją do dłoni taksówkarza.

- Dziękuję, życzę miłego wieczoru.

- Wątpię, żeby taki był… - mruknęłam, wysiadając z samochodu. – Dobranoc.

Nieśpiesznie ruszyłam w stronę domu. Jak na okolicę, w której mieszkałam, było bardzo cicho i spokojnie. Co jakiś czas przejechał jakiś samochód, psując atmosferę, jaką nadawały śpiewające świerszcze i gwieździste niebo. Zatrzymałam się na chwilę przed drzwiami i wyciągnęłam lusterko z małej czarnej torebki, uświadamiając sobie, że na pewno wyglądałam jak upiór po wcześniejszych spazmach płaczu. Przejrzałam się w nim dokładnie i wytarłam resztki śladów po łzach. Uśmiechnęłam się sztucznie do lusterka, mając nadzieję, że poczuję się i będę wyglądać lepiej. Wzięłam kilka głębokich wdechów i złapałam za klamkę.

Nadszedł czas, aby wrócić do swojej rzeczywistości.

Zastałam męża w kuchni. Ściągał coś z najwyższej półki jednej z szafek kuchennych. Ubrany w szare spodnie dresowe i biały T-shirt, wyglądał przyjaźnie i spokojnie. Przez chwilę miałam wrażenie, że tego właśnie mi potrzeba. Spokoju i bezpieczeństwa. Stojąc oparta o framugę, przyglądałam mu się zmęczonymi od płaczu oczami.

- Kochanie! – rzekł, gdy mnie zauważył. - Wróciłaś! Co tak szybko? Impreza nie wypaliła?

Potarłam dłonią czoło, gdy obsypał mnie pytaniami.

- Źle się poczułam, boli mnie głowa… - tym razem nie do końca skłamałam. Po prostu nie wyznałam całej prawdy.

- Ojej, chcesz tabletkę? – na jego twarzy wymalował się grymas zmartwienia.

- Nie, przejdzie mi… Idę się położyć.

- Dobrze, skarbie. Zaraz do Ciebie dołączę…


Biorąc swoje szpilki w dłonie, ruszyłam po schodach na piętro. Już myślami leżałam w wannie pełnej gorącej wody, wdychając kwiatowy aromat relaksowałam się i zapominałam o tamtym wieczorze. O Bruno. O jego pięknych, brązowych oczach. O Jego delikatnym, jak aksamit dotyku, o Jego…

Niespodziewanie rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Zamarłam. Ścisnęłam mocno poręcz, bojąc się o swoją równowagę. Powoli obróciłam się w stronę drzwi. Z daleka nie mogłam rozpoznać osoby, stojącej za nimi. Moje serce przyśpieszyło, jakbym właśnie wróciła z godzinnego maratonu. Zerknęłam na Liama. Jeśli za drzwiami stał Bruno, nie mogłam dopuścić, aby się spotkali. Więcej się nie zastanawiając zbiegłam szybko po kilku stopniach, po czym z zamachem otworzyłam drzwi. Czułam strach. Ale gdzieś głęboko w środku, miałam cichą nadzieję, aby to jednak był Bruno. Rozczarowanie buchnęło w moją twarz. W zdziwieniu wpatrywałam się w wielkiego mężczyznę, łysego jak kolano, który właśnie zdejmował kaptur ze swojej głowy. Uśmiechnął się potulnie, choć na takiego nie wyglądał, wypowiadając jakieś słowa. Zmarszczyłam brwi, wciąż patrząc na niego w osłupieniu.

- Dobry Wieczór! – ocknęłam się, dzięki mężowi, który przywitał się uściskiem dłoni z facetem -gorylem. Przyglądałam mu się, mając wrażenie, że znam skądś tą twarz. Niestety za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd.

- Przepraszam za nietypowe zajście, uciekło mi powietrze w jednym z kół przy samochodzie, a okazało się że w bagażniku nie mam ze sobą lewarka. Czy mógłby Pan mi jakoś pomóc? Proszę.

- Oczywiście, nie ma problemu. – powiedział z entuzjazmem – Już tylko ubiorę buty… - i ruszył po nie, chętny do pomocy.

Prychnęłam na ten widok.

- Serio?

- Co?

- Przepraszam Pana na chwilę… - uśmiechnęłam się grzecznie do nieznajomego mężczyzny, po czym podeszłam do małżonka i pociągnęłam go za ramię, chowając nas w salonie. – Oszalałeś? – szepnęłam – A jeśli to jakiś seryjny morderca?!

- Eli, proszę Cię – zaśmiał się – Jakbyśmy mieli każdego posądzać o morderstwo to wątpię, że w ogóle wychodzilibyśmy z domu. Spokojnie, pomogę temu Panu, na pewno nie ma złych zamiarów.

Tym zdaniem zakończył naszą krótką konwersację, założył jeszcze bluzę na siebie i skierował się do wyjścia.

- Zajdziemy najpierw do mojego garażu… - zaczął, po czym nie słyszałam już nic, gdyż zamknął za sobą drzwi.

- A niech Cię zadźga nożem, idioto… - prychnęłam pod nosem, z powrotem kierując się na piętro. – Problem sam się rozwiąże.

Nie wiedziałam, skąd u mnie ten czarny humor. Nie miałam siły przekonywać męża, że to zły pomysł. Byłam zmęczona i bezsilna psychicznie.

Wchodząc do sypialni, rzuciłam w kąt szpilki. Ustałam przy toaletce, spoglądając w wielkie lustro. Tak jak ukazywało małe lusterko z torebki, wyglądałam niezbyt atrakcyjnie. Moje powieki były lekko opuchnięte, a po tuszu do rzęs nie było ani śladu. Złapałam za kolczyk, aby go ściągnąć, gdy usłyszałam szybkie kroki po schodach na górę. Na pewno Liam, o czymś zapomniał, a teraz będzie biegał jak szalony – pomyślałam. Nie raz nie rozumiałam Jego postępowania, jego dobroczynności i naiwności wobec ludzi. Ufał prawie wszystkim, co było totalnie nie w moim stylu.

- Zapomniałeś czegoś? – powiedziałam, gdy drzwi do sypialni się otworzyły.

- Właściwie to tak.


*Dla spotęgowania wrażeń, odtwórz:*  youtu.be/V3b1CDLsiGU

Zamarłam. To nie był głos Liama. Ten głos należał tylko do jednej osoby. Tylko jedna osoba, którą znam, ma tak miękki, pięknie dźwięczny głos. Poczułam, że moje ciało drży, a oczy robią się wilgotne. Czułam Jego obecność, kilka kroków za moimi plecami. Zapach Jego perfum powoli dostawał się do moich nozdrzy. Zaciągnęłam się głęboko, po czym z drżącą wargą i zaciśniętymi powiekami, obróciłam się na pięcie w Jego stronę. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa na ten widok, ale jednak…

Otworzyłam oczy i momentalnie łzy spłynęły po moim policzku. Miałam wrażenie, że zaraz upadnę na podłogę, wijąc się z bólu, płacząc w niebogłosy. Wszystkie emocje powróciły z potrójną siłą. Z jednej strony nie mogłam na niego patrzeć. Nienawiść i przeogromna złość aż huczały ode mnie, przypominając sobie 4 miesiące jego obojętności, zlekceważenia, braku szacunku.

Jednak z drugiej strony pragnęłam rzucić się w jego ramiona. Aby mnie objął mocno, abym w końcu poczuła się bezpiecznie. Chciałam poczuć jego ciepło, które przelałoby się na mnie w chwili zetknięcia się naszych ciał. Moje serce zalane było gorzkim żalem i tęsknotą.

Przetarłam wierzchem dłoni swoje oczy, gdyż łzy coraz to bardziej przysłaniały mi widok. Chciałam nacieszyć się Jego widokiem, jednocześnie pragnąc, aby stąd zniknął, jak najprędzej.

Jeszcze nigdy nie widziałam u niego tak smutnego spojrzenia. Jego zazwyczaj hipnotyzujące oczy, w tamtym momencie wyglądały na przepełnione bólem i żalem. Staliśmy tak dłuższą chwilę, wpatrując się w siebie, przypominając sobie nasz każdy zarys twarzy, każdy centymetr ciała, próbując zapamiętać się już na zawsze.

- Co Ty tutaj robisz? – odezwałam się ochrypniętym głosem jako pierwsza po tej długiej ciszy - Liam zaraz wróci i…

- Spokojnie – przerwał mi - Dre zajmie mu trochę czasu.

- Dre? – oniemiałam, gdy nagle wszystko stało się jasne i przejrzyste. – Wiedziałam, że znam skądś tą twarz! Pff… - prychnęłam – Brak powietrza w kole, dobre sobie…

- Coś musieliśmy wymyśleć – uśmiechnął się delikatnie, robiąc krok na przód. Wyciągnął swoją rękę w moją stronę, na co automatycznie zrobiłam krok do tyłu, przyciskając swoje pośladki do toaletki. Odebrał to słusznie jako protest. Zabrał dłoń i zatrzymał się w miejscu. - Eli…

- Przestań – szepnęłam.

- Nie, pozwól, że teraz ja będę mówił – zaskoczenie podniósł ton swojego głosu. Wziął głęboki oddech i wymówił słowo, na które czekałam. – Przepraszam.

Spojrzałam mu w oczy, czując nadchodzący kolejny spazm płaczu.

- Przepraszam za wszystkie Twoje przepłakane przeze mnie dni i noce. Przepraszam za Twoje cierpienie i żal. Przepraszam za to, że urwałem kontakt. Nawet nie wiesz, jak bardzo tego żałuję…

Chciałam coś powiedzieć w zamian, jednak miałam tak wielką gulę w gardle, że nie mogłam wypowiedzieć ani jednego słowa. Stałam tam, „przyparta do muru”, zmuszona do wysłuchania Jego.

- Po tym telefonie, jak powiedziałaś mi, ze Liam wrócił, nie mogłem przestać myśleć o Tobie i o nim. Kładąc się spać, wyobrażałem sobie, że to On leży obok Ciebie, nie ja. Że to on jadł co wieczór z Tobą kolacje, a nie ja. To On całował Twoje usta i ciało, nie ja… - jego głos zadrżał. - Wciąż przechodziły mnie te chore myśli… - nerwowo palcami przesunął po swoich idealnie ułożonych włosach. – Złamałem swoją regułę, Eli. Złamałem regułę wszystkich mężczyzn. – Spojrzałam na niego spokojnie, próbując zgadnąć, co ma na myśli. – Nigdy, ale to przenigdy nie flirtujesz z zajętą kobietą. A tym bardziej się z nią nie kochasz i… nie zakochujesz się w niej na zabój. – Spuściłam głowę w dół, próbując poukładać sobie w głowie wszystkie jego słowa. – Nasz… romans.. czy jakkolwiek to nazwać, nie powinien w ogóle mieć miejsca. Wiem, że przechodziłaś przez piekło, ale uwierz mi, ja też. Sam się w to wpakowałem, a potem nie mogłem znieść myśli, że dzielę się Tobą z kimś innym. Że spędzam cudowne chwili z kogoś kobietą. Zachowałem się, jak skończony palant i idiota. Więc postanowiłem o Tobie zapomnieć, dla dobra wszystkich…

Skryłam twarz w dłoniach, łkając coraz głośniej. Poczułam niesamowity ból, słysząc takie słowa od osoby, którą pokochałam tak silnie.

- Kazałam Philowi zabrać mój telefon i broń Boże mi go oddawać. Oddałem się kompletnie koncertom dla moich fanów, to oni pozwalali mi naprawdę o Tobie nie myśleć, Eli. Wiem, jak to brzmi, ale taka była prawda. Bo gdy tylko schodziłem ze sceny moje myśli powracały do Ciebie. Wyobrażałem sobie, co w tej chwili robisz, wyobrażałem sobie Twój uśmiech, Twój uroczy śmiech…

- Proszę, przestań – zaszlochałam.

- Po kilku tygodniach nie odzywania się, nie miałem odwagi tak nagle napisać czy zadzwonić. Stchórzyłem, Eli. Jestem idiotą. Teraz wiem o tym. Stojąc tu przed Tobą, wiem, że popełniłem największy błąd w swoim życiu. I choć wcześniej żałowałem, teraz nie żałuję, że Cię poznałem… - Jego głos zadrżał ponownie. Podniosłam wzrok na Jego twarz. Przełknął mocno ślinę, zaciskając wargi. Jego oczy szkliły się od łez.  – Pierdolę tą całą męską etykę. Chcę być z Tobą, Eli – szepnął, ledwo wypowiadając ostatnie słowa.

Przymknęłam oczy, unosząc brodę wysoko, gdy zauważyłam, że zbliża się do mnie. Zaledwie trzy kroki i stał tuż przede mną.

Przysunął swoją twarz bliżej mnie. Automatycznie spuściłam głowę. Oparci o siebie czołami i nosami, próbowaliśmy znaleźć środek tego wszystkiego. Uspokoić się nawzajem. Oddalić zło, smutek i urazę do siebie. Oznajmić sobie, że już wszystko w porządku, już jesteśmy razem. Bezpieczni.  

Splótł nasze dłonie, mocno je zaciskając. Wbijał swoje palce w moje dłonie tak mocno, jakby chciał tym powiedzieć „Hej! Jestem tu, to nie sen”. Zaciągałam się Jego zapachem, a on moim. Moglibyśmy stać tak bardzo długo, gdyby nie dźwięk otwieranych frontowych drzwi. Otworzyliśmy oczy, wyrwani z transu.

- Wróciłem! – usłyszałam donośny głos męża.

Z przerażeniem spojrzeliśmy na siebie, zastanawiając się, co teraz. Niewiele myśląc, pchnęłam Hawajczyka w kierunku łazienki.

- Nie może wiedzieć, że tu jesteś. Coś wymyślę, zostań tu – powiedziałam, zamykając go w środku łazienki.

Sekundę po tym do sypialni wszedł uśmiechnięty Liam. Mina mu zrzedła automatycznie, jak tylko mnie zobaczył.

- Coś się stało? – zapytał zmartwiony.

- Nie, skądże…

- Płakałaś.

- To nic takiego. Naprawdę…

- Nie kłamiesz mnie?  - powoli miałam dość jego słów.

- Oczywiście, że nie.

- Nie mógłbym znieść myśli, że płaczesz przeze mnie. Najgorsze, co mógłby zrobić mężczyzna… I widzisz, nie miałaś racji. Ten mężczyzna był całkiem miły. Choć okazało się, że ktoś spuścił mu powietrze z koła, także lewarek nie był potrzebny, a pompka…

- Aha… - powiedziałam beznamiętnie bez większego zainteresowania - Liam?

- Tak?

- Mógłbyś skoczyć do sklepu po lody? – wymyśliłam nagle, nie zbyt zadowolona z mojego pomysłu.

- Lody? – kącik jego ust uniósł się do góry.

- Lubię je jeść, gdy mam złe samopoczucie… - brnęłam dalej.

- Czyli jednak coś jest nie tak?

- Posprzeczałam się z Leą. – Tak. Kolejne kłamstwo.

- A jednak! Wiedziałem, że to niezłe ziółko…

- Przestań. To nic takiego.

- A sprawdzałaś w zamrażalniku czy nie ma lodów?

- Sprawdziłam. Proszę jedź i mi kup – zrobiłam najsłodszą minę, jaką tylko potrafiłam.

- Jak sobie życzysz, kochanie – ucałował moje czoło – Już masz zachcianki, a co dopiero, jak postaramy się o dziecko!

Z tymi słowami, huczącymi po całym pokoju, zostawił mnie oniemiałą na środku sypialni. Po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych, łazienkowych drzwi. Bruno bezszelestnie wyszedł, przeciągając milczenie. Po Jego wyznaniach, bałam się spojrzeć mu w twarz. Nie wiedziałam, co miałam powiedzieć. Liama mogłam kłamać na okrągło, ale nie Jego.

- Dziecko, hę? – powiedział podejrzliwie spokojnie.



_______________________________________________

Powrót po tak długim czasie... Mam nadzieję, że odcinek Wam się spodobał i mi wybaczycie!

Muaaah :*
Lexi
  • awatar Iwus: Aaaaa zrobiłaś to....błagam powiedz że dla mnie :D
  • awatar LMP: Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa odcinek!!! Taaaaaaaaaaaak się cieszę, że napisałaś. Ostatnio podczas mojej 'intensywnej nauki' odświeżyłam sobie całe to opowiadanie :D No cudownie, co tu dużo mówić. Odcinek jak zawsze świetny, nieco smutny, ale mam nadzieję, że Eli niedługo rzuci Liama :P I jeszcze mam nadzieję, że na kolejny odcinek nie karzesz nam tak długo czekać. Ja chcę wiedzieć, co dalej! :*
  • awatar Somewhere in Poznan: SZOOOOOOOoooooooooooook!!! tylko to przychodzi mi do głowy.. nie wierzę że właśnie przeczytałam kolejny odcinek! Dziękuję dziękuję dziękuję :D :D jest tak cudowny że nie wiem co powiedzieć :) Kurde, to wyzanie Bruno <3 z jednej storny tyle w nim smutku i żalu a z drugiej cieszyłam się że to mówi :) (powiedz mi gdzie są tacy faceci, hęę? potrzebny mi taki jeden od zaraz :P ) Biedna ta nasza Eli, ale da sobie radę, twarda babka z niej :D Mam nadzieję że nie karzesz nam czekać na następny znowu latami ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

lovelovelas
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hoshichan
 
星FairyBlue: Haaaaa!!!
Zrobiłam SUSHI! Pierwszy raz w życiu - sama! ^^
Nieskromnie mówiąc wyszło mega smacznie!
Żałuję, że nie mam miejsca, żeby zmieścić więcej xp
Maki z wędzonym łososiem, albo  sałatką z tuńczyka. Pycha!

~Itadakimasu!
IMG_2407.JPG




"- Gorzej. – odparła zrozpaczona dziewczyna.
Chwyciła swoją torbę i wyjęła jedną z czerwonych mikstur. Podała ją chłopakowi, który od razu odkorkował butelkę i krzywiąc się z bólu podniósł do ust. Ona tymczasem odpięła płaszcz, by nie krępował jej ruchów i przygotowała się do ciężkiej walki. W myślach przeklinała samą siebie, że nie zdecydowała się na przyjęcie do drużyny uzdrowiciela. Że pognała za nim jak głupia, przez środek lasu bez żadnego uprzedniego przygotowania. Bez głupiego maskującego zaklęcia. No i wpadli. Wpadli w pułapkę najzacieklejszego klanu goblinów.
***
Sapnęła gwałtownie. Zacisnęła mocno powieki zastanawiając się, co tak właściwie się stało. Zatopiła się w rozmyślaniach i doszła do wniosku, że to wszystko jej się śniło… Powoli docierały do niej zamglone obrazy: las, walka z bestią… chyba niedźwiedziem, zastanowiła się. Tak! Był tam też ktoś jeszcze, jakiś chłopak. Był przystojny, ale za nic nie mogła sobie przypomnieć jego twarzy. Jak zwykle. Chyba za dużo czytam… Pomyślała z przykrością.  Ziewnęła przeciągle, po czym zdecydowała się wreszcie opuścić ciepłe i przytulne zacisze swojego łóżka. W drodze do szkoły, ciągle miała przed oczyma postać tajemniczego chłopaka bez twarzy. Wściekała się, że nie potrafi przypomnieć sobie tego, jak wyglądał. Pamiętała jedynie długie, jasne włosy spięte w pół-kok i szeroki uśmiech. Zawieszone były w białej przestrzeni, niczym wyblakła, nieostra, na wpół wytarta fotografia. Gdy weszła do budynku, pierwszym miejscem do którego się skierowała była szkolna biblioteka. Zbliżając się do celu, zaczęła przetrząsać torbę w poszukiwaniu książek, które już przeczytała. Ktoś uprzejmy przytrzymał jej drzwi, zajęta własnymi sprawami wymamrotała niezrozumiałe podziękowania. Usłyszała rozbawione parsknięcie, ale kiedy oburzona odwróciła się w tył, zobaczyła tylko wewnętrzną stronę bibliotecznych drzwi. Zignorowała to i podeszła do lady. Oddała książki uśmiechniętej bibliotekarce i ruszyła dalej, między półki. Znalazła się wreszcie w swoim raju."
Furyou.Michi.~Gang.Road~.full.1700466.jpg
  • awatar Alys27: Oooo sushi... Nie jadłam nigdy. A to jedno z moich "rzeczy do zrobienia zanim umrę". Ale wygląda bardzo pysznie! Jak taki krótki fragment opowiadania może tak wciągnąć?! To jest cudne *.* I ta zmiana świata! I główną bohaterkę - mimo że jeszcze dobrze jej nie znamy i mało wiemy (ale biblioteka!) - już lubię :) I kim jest ten chłopak??
  • awatar She's a whiskey in a teacup: *q* Sushi... Nigdy nie jadłam...
  • awatar Black Rabbit.: Jak tylko zobaczyłam sushi, zrobiłam się głodna. T^T
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Zirytowałam się, zezłościłam i zniecierpliwiłam.
Odechciało mi się szukania po księgarniach, stronach internetowych, aukcjach (aż tak zdesperowana nie jestem, żeby za ksiązkę wartą 30 zł płacić 80, a taka oferta była na allegro...) itd.
Wczoraj... ściągnęłam pozostałe części "Wiedźmy" w wersji pdf. Jestem przeszczęśliwa! Właśnie jestem w połowie "Wiedźmy Opiekunki".
Może kiedyś wydawnictwo zdecyduje się na dodruki. A ja skompletuję wreszcie wymarzoną serię ^^

Miałam być dzisiaj we Wrocławiu, ale nie mam pojęcia jak to się stało, że jednak nie pojechałam. Chyba znów nie dogadałam się z Coelą <3

Jeszcze tylko 20 dni!!!
<3 <3

Już nie mogę doczekać się wakacji!
Pracy, którą lubię. Którą po dwóch dniach będę przeklinać  xD
Nie zmienia to jednak faktu, że... sprawia mi to radość! Choć czasami czułam bezsilność, nie byłam tam sama :D

Anbe.Yoshirou.full.1654669.jpg



"- Już myślałam, że zostawisz całą zabawę mnie.
Uniosła lekko głowę, by spojrzeć w oczy towarzysza.
   - I zrezygnować z nagrody? – zapytał rozbawiony chłopak.
Strząsnął krew z miecza i schował go. Dziewczyna wyminęła przyjaciela i powoli zbliżyła się do niedźwiedzia. Wyjęła strzałę ozdobioną niebieskimi lotkami, upstrzonymi białymi, ciemniejącymi w środku plamkami.  Gdy tylko to zrobiła potwór rozpadł się na tysiące tęczowych baniek. Zostało z niego kilkanaście złotych monet, dwa kremowe kły i dwie mikstury w czerwonych butelkach. Podzielili się łupem, po czym wolnym krokiem ruszyli przez las, w stronę z której przybiegli. Po kilku minutach marszu znaleźli swoje przywiązane do drzewa wierzchowce. Konie zadowolone z chwili odpoczynku skubały zieloną, soczystą trawę. Dziewczyna wyjęła ze swoich juków długi, ciemnozielony płaszcz i zapięła go pod szyją. Srebrna, ozdobiona jedynie niebieskim kamieniem brosza zalśniła w promieniach słońca. Chłopak wskoczył na siodło i nie bez złośliwości zawołał:
   - Długo się będziesz jeszcze stroić? Noc nas tu zaraz zastanie.
   - Chętnie popatrzyłabym jak uciekasz przed goblinami. – odcięła się.
Przesadnie powolnym ruchem wyjęła z torby grzebień, rozpuściła długie, brązowe włosy i zabrała się za ich rozczesywanie. Chłopak wywrócił oczami, a ona w odpowiedzi pokazała mu język.
   - Ścigamy się do Bramy Wschodniej. – rzucił i spiął konia.
   - To niesprawiedliwe! – wykrzyknęła za nim i pośpiesznie się spakowała.
Wskoczyła na siodło i pognała za szybko oddalającym się towarzyszem. Wystrzeliła przed siebie, włosy targał jej wiatr, ale ona się tym nie przejmowała. Widziała tylko plecy przyjaciela, które przybliżały się z każdą sekundą. Przecięli las skrócając drogę do miasta o połowę. Wschodni Gościniec okrążał najniebezpieczniejszą część lasu. Oni jednak się nie bali, podróżowali w ten sposób już nie raz. Dziewczyna już prawie doganiała chłopaka, gdy ten zsunął się z siodła. Jego koń przebiegł jeszcze parę kroków i zatrzymał się. Szarpnęła wodzami i zeskoczyła na ziemię, podbiegła do niego i uklękła. Dostrzegła strzałę sterczącą z jego barku. Gdyby ugodziła go choć trochę niżej… Chłopak ciężko oddychał, ale jego wykrzywiona bólem twarz rozpromieniła się, gdy skierowała na niego wzrok.  
   - To nic takiego. – wysapał.
Z powątpiewaniem spojrzała mu w oczy. Sięgnęła do bełtu gotowa go wyjąć. Kiwnął głową. Zaciskając oczy szarpnęła mocno.  Dłoń chłopaka zamknęła się na ręce, w której trzymała strzałę. Zbliżył ją do oczu. Oboje mogli przyjrzeć się lekko zielonkawemu grotowi. Dziewczyna z niepokojem zerknęła na lotki. Były czerwone oznaczone dwoma czarnymi krzyżykami.  Pobladła.
   - Trucizna. – stwierdził oczywistość. Jego czoło pokryło się kropelkami potu.
   - Gorzej. – odparła zrozpaczona dziewczyna. "
  • awatar Coel: Nie, my się dogadałyśmy. Pieniądze się z nami nie dogadały :D Btw. dziś śniło mi się, że byłam u Ciebie, a Twoja mama na mnie krzyczała, bo chciałam Cię zabrać na konwent :D
  • awatar Alys27: Co za praca wakacyjna, że Ci tak do niej spieszno, hmm? :D Łał, co to za opowiadanie z trucizną! O.o Będzie długie, prawda?? ;)
  • awatar Lisa Angels: Wiedziałam, że z jakiegoś powodu zleci z konia
Pokaż wszystkie (3) ›
 

lala369
 
Nazywam się Amanda... Amanda Foks. Przyjaciele nazywają mnie Ami. Mam 16 lat i od 2 lat mieszkam z tatą i 2 sistrami,z Kami i Sarą. Bardzo je kocham, ale nie umiem się nimi zająć jak mama. Moja... nasza mama już nie żyje od 2 lat. Zmarła podczas wypadku, mój tata od tamtej pory nie pracuje, ciągle pije, nie dajemy sobie rady. Mój chłopak zawsze mnie wspiera i pociesza, ale to nie pomaga. Czasami, mam wrażenie, że tylko ja jestem w tym domu. Moje siostry mają po 4 lata, jeszcze nie chodzą do szkoły więc 5 dni w tygodniu odprowadzam je do sąsiadki, a w weekendy praktycznie tam mieszkamy bo siedzimy od rana do wieczora. Panią Serafię traktujemy jak naszą babcię. Zawsze nam pomaga, bardzo ją kochamy.

Następnego dnia.

Wstałam jak zwykle o 5 rano. Umyłam się, ubrałam i pomalowałam. Obudziłam siostry, zrobiłam im śniadanie i zaprowadziłam do Pani Serafii. Do szkoły miałam 3 kilometry, idąc do szkoły zawsze dużo myślałam o mamie, to była wspaniała kobieta. Dochodząc do szkoły zawsze spotykałam mojego chłopaka Alexa, który na mnie czekał na przystanku przy szkole. Gdy go widziałam od razu na mojej twarzy pojawiał się uśmiech.
-Witaj kochanie- przytulał mnie i całował.
-Hej.-odpowiedziałam.
-Co taka zmarnowana jesteś?-zapytał mnie.
-Nie wiem. Dużo mam na głowie.
Alex patrzył na nie z niedowierzaniem.
-No co?-zapytałam.
-Nic, tylko widzę, że to coś poważniejszego.-powiedział ze smutkiem.
-Zaraz dzwonek, muszę już iść.-powiedziałam i zrobiłam krok do przodu.
Alex złapał mnie za rękę i pociągną do siebie, objął w talii.
-Nie puszcze cię do puki nie powiesz co jest.-powiedział.
-To wszystko mnie przerasta, ojciec ciągle pije, ja już nie mam pieniędzy ostatnie poszły na opłaty rachunku, nie wiem co będzie dalej.-przytuliłam go.
-Nie martw się dasz radę, wiem że dasz. A teraz idź do szkoły bo się spóźnisz na lekcje.-pocałował mnie.
Odchodząc krzyknęłam.
-A ty?
-Ja mam na 8:45. Nie martw się na przerwie będę na ciebie tu czekał.
-Okej. Pa kocham cię.-krzyknęłam.
-Ja cię też.


Ciąg dalszy nastąpi :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Dostałam skierowanie i umowę na wrześniowe praktyki.
Będę musiała poprowadzić 20h polskiego w szkole podstawowej.
~umrę!

Nie chcę już być nauczycielem.......



Len,  Len, Len...
On jest taki cudowny xD ^^
Zmieniam zdanie na temat wampirów. Albo przynajmniej jeśli idzie o tą konkretną książkę xp Nie mam pojęcia jak to się stało, bo przecież niedawno skończyłam to czytać, ale znów sięgnęłam po "Zawód: Wiedźma".
Znów się zakochałam, ale nie jestem pewna, czy poznałam mój nowy obiekt westchnień w rozdziale trzecim, czy w którymś z dalszych...
f22001d92493b2a5ddaceae99fbca469_original.jpg


"Biegła przez las napawając się prędkością i świeżym, pachnącym igłami powietrzem.  Złociste promienie słońca prześwitywały przez baldachim drzew, plamiąc ciemne poszycie jaskrawymi łatami. Co kilka kroków dziewczyna zanurzała stopę w kałuży słonecznego blasku. Przeskoczyła niski krzak, a potem zwalony pień porośnięty zielonym, puszystym mchem. Na plecach czuła przyjemny ciężar łuku i kołczanu  pełnego pierzastych strzał. Nagle usłyszała przeraźliwy ryk. Z pobliskiego drzewa poderwała się gromada niezadowolonych ptaków, z rozhisteryzowanym świergotem uleciały w niebo. Zatrzymała się z lekkim poślizgiem na wilgotnym poszyciu i podparła dłonią, by nie upaść. Teren był płaski niczym stół, poprzeszywany jedynie prostymi,  gładkimi pniami wiekowych sosen. W dali, między drzewami zobaczła ogromnego niedźwiedzia pędzącego w jej stronę. Gdy znalazł się w odległości  kilkudziesięciu kroków, mogła dostrzec jego przepełnione złością, bursztynowe oczy. Cały czas w pochylonej pozycji obserwowała zbliżającego się zwierza. Za nim wypatrzyła wreszcie malutką, szybko zbliżającą się postać. Westchnęła cicho z ulgą i uśmiechnęła się. Szybkim ruchem sięgnęła po miecz zawieszony u pasa. Jednym, płynnym cięciem ugodziła niedźwiedzia pod brzuchem, co jeszcze bardziej rozsierdziło bestię. Przetoczyła się by uniknąć zranienia przez ostre jak szable pazury. Podniosła się i odwróciła twarzą do przeciwnika, który tymczasem nie zatrzymując się i nie tracąc prędkości, zatoczył łuk. Dziewczyna wsunęła miecz do pochwy i sięgnęła po łuk. Sprawnie nałożyła strzałę na cięciwę, którą natychmiast naciągnęła do policzka. Puściła w momencie, w którym mijała ją osoba goniąca za niedźwiedziem. Strzała i tropiciel zlali się jedno. Ugodzony bełtem potwór zwalił się na ziemię tuż po tym, jak rozbłysnął fioletowym światłem, z którego wyłoniła się wysoka postać.  Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej i krzyknęła:
   - Już myślałam, że zostawisz całą zabawę mnie."
Kaga.(Kantai.Collection).full.1643786.jpg


Piszcie, nawet jeśli się Wam nie podoba. Jestem gotowa na wszelkie uwagi. I skłonna do poprawek ^^
  • awatar Coel: Podstawówka jeszcze jest spoko. Zawsze mogłaś trafić do gimnazjum :v Pamiętaj to, co Ci mówiłam rano :D I pomyśl sobie, że Onizuka nie nadawał się na nauczyciela, a był cudownym pedagogiem <3
  • awatar Alys27: Ha ha! Bachorki będziesz uczyć :D Tylko nie bądź zbyt surowa, co by dzieciakom trauma po jezyku polskim nie została :P Nowe opowiadanie??? Yay! Świetnie! Piszesz tak.. magicznie :) I bardzo obrazowo. To lubię!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów