Wpisy oznaczone tagiem "turystyka" (1000)  

nortus
 
Bush znosi wizy dla 7 krajów - bez Polski

Prezydent George W. Bush ogłosił dziś zniesienie wymogu posiadania wiz przy wjeździe do USA dla obywateli siedmiu krajów: Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, Republiki Czeskiej, Słowacji i Korei Południowej. Będą oni mogli podróżować do USA bez wiz od przyszłego miesiąca.
====

No a głupie polaczki mogą sobie prosic i czekać do usranej śmierci. Choćby za tą tarcze mógłby zrobić gest ale nie on ma nas głęboko w d..., tym bardziej że Polacy w USA chcą głosować na konkurenta jego kolegi partyjnego.
Taka jest wdzięczność Ameryki - jak zwykle.
Ostatecznie 50 lat socjalizmu też im zawdzięczamy, bo Churchill chciał ustalić granicę zachochu na ini Curzona, czyli poza strefą ZSRR. Ale Ameryka potrzebował mięsa armatniego i nas oddali w łapy Stalina.
A my ciągle włazimy im w d....

Na szczęście wizy dotyczą tylko Polaków mieszka-jących w Polsce. Ci co mieszkają poza Polską mogą jeździć na takich zasadach jak obywatele kraju w którym mieszkają. Czyli jest szansa,że zakupy Mikołajkowe będę robił w New Yorku. Uffff
 

nortus
 
W ciągu najbliższych trzech miesięcy ponad 46 milionów miejsc dla pasażerów samolotów pójdzie pod młotek. Tak przemysł lotniczy radzi sobie z ekonomicznym kryzysem -"Daily Telegraph".
Według ostatnich doniesień OAG (Official Airline Guide),zapotrzebowanie na usługi linii lotniczych na całym świecie sukcesywnie spada. W związku z tym operatorzy są zmuszeni do likwidowania połączeń. Z szacunków wynika, że w tym roku - w okresie od października do grudnia - odbędzie się o pół miliona mniej lotów niż w tym samym okresie rok temu.

Przynajmniej 45 europejskich portów lotniczych przed końcem roku straci wszystkie planowe połą-czenia. Na całym świecie zamkniętych zostanie ponad 200 lotnisk. Linie operujące w Unii Europejskiej zaoferują klientom o 83 tysiące mniej lotów. Jednak najbardziej kryzys dotknie operatorów ze Stanów Zjednoczonych. W Ameryce będzie o 265 tysięcy mniej lotów niż w tym samym kwartale ubiegłego roku. To spadek o 59 procent. W Azji linie lotnicze "obetną" 15 milionów miejsc w samolotach.

W dobie kryzysu linii lotniczych ręce zacierają bukmacherzy, którzy przyjmują zakłady, która linia lotnicza zbankrutuje jako kolejna. Od początku roku upadło już 25 operatorów. Koszty tną nawet najwięksi. Ryanair zapowiedział w tym tygodniu, że zamierza unieruchomić na zimę przynajmniej 20 samolotów ze swojej floty, a British Airways zmniejsza ilość lotów o trzy procent. Podobne kroki podjęły już linie EasyJet i Virgin.



No to niedługo przesiądziemy się znowu na furmanki a faktycznie III wojna światowa odbędzie się na maczugi bo zabraknie paliwa i dla wojska.
 

nortus
 
Za oryginalną koncepcją nie zawsze kryje się wyobraźnia. Oddany niedawno do użytku most autor-stwa Santiago Calatravy przysporzył Wenecji więcej problemów, niż korzyści.

Kłopotliwa budowla, to Most Konstytucji, który otwarto niespełna miesiąc temu. Most zajął honorowe miejsce nad Kanałem Grande, ale pomimo wyszukanej formy i nowoczesnego designu już na etapie projektu budził wiele kontrowersji. Przede wszystkim zarzucano mu brak stabilności i dostępu dla osób niepełnosprawnych oraz rosnące koszty realizacji projektu. Niektóre z tych wad udało się usunąć, ale praktyka pokazała, iż most Calatravy jest o wiele bardziej kłopotliwą budowlą niż myślano.

Most kłopotliwy okazał się w szczególności dla 10 turystów,którzy zwichnęli kostki i doznali innych urazów. Problem polega na tym, iż konstrukcja mostu dezorientuje poruszających się po nim prze-chodniów. Nieregularnie ułożone schodki tworzą złudzenie optyczne, a niektóre z nich służą jako wysunięte punkty widokowe. Most składa się z części szklanych i stalowych, co zdaniem odwiedza-jących Wenecję dodatkowo wprowadza chaos. W efekcie przechodnie nie trafiają w schodek i niestety czasami nie kończy się jedynie na ześlizgnięciu.

Na razie pojawił się pomysł, by na stopniach umieścić ostrzegawcze naklejki, jednak doświad-czenie pokazuje, iż turyści zwykli są patrzeć raczej na piękne widoki niż pod nogi.

W wyniku skarg władze miasta musiały zamknąć Most Konstytucji i czekają na poprawki, jakie wniesie architekt.




Szkoda zamknięcia takiego mostku. Mosty dla pieszych stały się w ostatnich latach modne w Europie, choćby ten londyński. A my nie możemy się doczekać buowy kilku niezbędnych mostów, nie myśląc już nawet o takich fanaberiach.
 

nortus
 

Na fantastyczny pomysł, moim zdaniem, wpadli Norwedzy. Nad Lysefjordem chcą zbudować wystający ze skał wiszący taras - wzorowany na tym wybudowanym w Wielkim Kanionie (Grand Canyon) w USA.

Spacerując sobie po takim "wybiegu" będzie można podziwiać ogrom przepaści i Lysefjord. Będzie się szło w powietrzu bo pod człowiekiem będzie tylko jakieś 550 może 600 metrów powietrza i na końcu piękna woda fiordu.

Panorama fiordu ze skalnej półki Preikestolen (612 m nad powierzchnią wody i pionowa skała w dół) robi fantastyczne wrażenie a co dopiero z tego wystającego wprost nad wodę tarasu.
Żeby tylko zrobili rónież szklaną podłogę.

Restauracja będzie troszkę wyżej bo na wysokości 640 m npm.

Wspaniały pomysł. Mam nadzieję, że go zrealiazują.
Na jednym zdjęciu zaznaczyłem jak ja bym chciał żeby taras był usytuowany. I ze zdjęcia wynika że on gdzieś tak jest planowany. Hmmmmmm
 

nortus
 
Amerykanie wyrzucają psy, żeby oszczędzić na karmie, Brytyjczycy przestali chodzić do pubów, a Polacy na Islandii wykupili makaron. Ale strach przed światowym kryzysem gospodarczym nie opanował każdego. Dla beztroskich krezusów w najwyższym hotelu Nowego Jorku czeka apartament, w którym za jedną noc płaci się 34 tysiące dolarów.

"To najwyższy hotel w mieście" - przyznają zgodnie pracownicy branży hotelarskiej Nowego Jorku. "Myślę, że widok jest wprost fenomenalny". Do tego królewska powierzchnia - czterysta metrów kwadratowych pokrytych najwyższej jakości marmurem. Wodospady na ścianach, kryształowe żyrandole...

Jednak największy luksus to osobisty kamerdyner spełniający każdą zachciankę gości przez 24 godziny na dobę. Wydaje się, że pierwsza wizyta w apartamencie nie obędzie się bez jego pomocy. Pokój jest nafaszerowany elektroniką w każdym możliwym miejscu. "Klozet otwiera się automaty-cznie. Tu jest przycisk od suszarki, obok od spłuczki. Tamte guziki są od tylnego i przedniego czyszczenia..." - tłumaczy cierpliwie kamerdyner.

Jak mówi, ten apartament nie przypomina pokoju hotelowego. "Tak wygląda mieszkanie miliardera na Manhattanie" . "Przestrzeń ich tu nie przytłacza, luksus też nie. To jest ich świat" .

Taki właśnie jest "Ty Warner Suite", czyli pokój na 52 piętrze nowojorskiego hotelu Four Seasons. Zwykle nie jest on zajmowany częściej niż raz na miesiąc. I nic dziwnego - cena za noc to równowar-tość około 85 tysięcy złotych.

link do obejrzenia filmu z pokoju:

wcbstv.com/(…)popoff.aspx…&



Ciekawe czy kamerdyner (zależy jeszcze w jakim wieku i płci) spełnia napewno wszystkie zachcianki
gościa? Chociaż za taką cenę to faktycznie WSZYSTKO powinno być wliczone w cenę. Wszystko.
 

nortus
 

Ukradł rower... z balustradą

28-letni mężczyzna ukradł rower z klatki schodowej
jednego z warszawskich bloków. Nie mógł poradzić sobie z zabezpieczeniami, więc zabrał go razem z fragmentem balustrady.

Złodziej nie chcąc zwracać na siebie uwagi, schował rower (warty około 300 złotych) z wyrwaną barierką w pobliskim śmietniku. Aby nikt nie dostrzegł jego zdobyczy, przykrył łup gazetami. Nie zdążył jednak z odpowiednimi narzędziami wrócić po rower. Zatrzymał go patrol policji. Za przestępstwo, którego się dopuścił grozi mu kara nawet do 5 lat więzienia


28-letni mężczyzna ukradł rower z klatki schodowej jednego z warszawskich bloków. Nie mógł poradzić sobie z zabezpieczeniami, więc zabrał go razem z fragmentem balustrady.

Złodziej nie chcąc zwracać na siebie uwagi, schował rower (warty około 300 złotych) z wyrwaną barierką w pobliskim śmietniku. Aby nikt nie dostrzegł jego zdobyczy, przykrył łup gazetami. Nie zdążył jednak z odpowiednimi narzędziami wrócić po rower. Zatrzymał go patrol policji. Za przestępstwo, którego się dopuścił grozi mu kara nawet do 5 lat więzienia.


Nowy superjacht rosyjskiego bogacza "Eclipse" Romana Abramowicza

Wszystkie zabiegi świadczą o tym, że mieszkający w Londynie miliarder poważnie traktuje zagrożenie ze strony coraz bardziej zuchwałych piratów. W ubiegłym roku zaatakowali oni 269 statków.Na doda-
tek do napadów dochodzi już nie tylko u wybrzeży
Somalii, gdzie piraci opanowali właśnie ukraiński transportowiec z 33 czołgami na pokładzie, ale nawet na Morzu Śródziemnym. A to właśnie tu przez większą część roku pływają jachty Abramowicza.

Mierząca 167 metrów nowa łódź będzie gotowa do rejsu w przyszłe wakacje. Niektórzy już teraz doszukują się analogii ze zbudowanym w tej samej stoczni "Bismarckiem". Ten niemiecki pancernik, który hitlerowska marynarka wojenna uważała za niezatapialny,poszedł na dno w bitwie na Atlantyku
z Royal Navy w 1941 roku. Wszystko wskazuje, że autorem tych złośliwości jest emir Dubaju. Nie może się on pogodzić z myślą,że jego jacht, który był największą tego typu jednostką, będzie musiał się zadowolić drugim miejscem. Pływający aparta-mentowiec Romana Abramowicza jest o całe 4,5 m dłuższy od dotychczasowego "króla mórz i oceanów"



Każdy podróżuje jak lubi" jedni rowerem inni jachtem.
 

nortus
 
Goście czterogwiazdkowego hotelu,którym ukradziono
auto warte 120 tys. euro z hotelowego parkingu, sami są sobie winni, bo nie zgłosili w recepcji, że mają cenne auto. A parking wcale nie jest strzeżony, tylko dozorowany i każdy parkuje na nim na własną odpowiedzialność, jak na ulicy

Parking przed czterogwiazdkowym hotelem HP Park Plaza we Wrocławiu jest ogrodzony i wyposażony w kamery. Kręci się po nim ochroniarz. Ale nie jest to miejsce bezpieczne, o czym przekonali się Niemcy,którym niedawno ukradziono porsche cayenne.

Wcześniej wielokrotnie nocowali w Plazie właśnie ze względu na wygodny parking przed hotelem - zdarzyło im się porysować auto w ciasnym ślimaku parkingu podziemnego. Swoje porsche widzieli po raz ostatni o godz. 23.20 w piątek 19 września. Dopiero rano, gdy auto zniknęło, pojęli, że parking przed hotelem nie jest strzeżony i nie gwarantuje bezpieczeństwa. Samochód jakby wyparował, nie było śladów wyłamania zapór.

Parking nie jest nasz

Na pomoc wezwali swoją znajomą jako tłumaczkę, bo nikt z dyżurujących wtedy w recepcji nie znał niemieckiego. - Grupka Niemców słysząc moją rozmowę po niemiecku z właścicielami auta, poprosiła mnie o pomoc w załatwieniu ich sprawy z recepcją. Śmieszne, ale prawdziwe - a przecież goście z Niemiec stanowią znakomitą większość turystów przybywających do Wrocławia - opowiada Alicja Rydzewska.

Zastępca dyrektora hotelu Władysław Gut zapewnia, że okradzionym klientom hotel zaproponował pomoc w wynajęciu auta na powrót do domu. Stanowczo zaprzecza temu pani Alicja: - Na moje pytanie, jak mają wrócić do Niemiec, recepcjonista odpowiedział, że powie mi cokolwiek dopiero w poniedziałek, gdy będzie dyrekcja. Tyle że Niemcy musieli wrócić już w niedzielę, bo w poniedziałek mieli poumawiane spotkania. Pożyczyłam im własne auto, bo inaczej musieliby jechać do domu pociągiem.

Goście wyjechali, a pani Alicja spotkała się z dyrektorem hotelu. - Wyraził się jasno: z parkin-giem przed hotelem Plaza nie ma nic wspólnego. Hotel jest wprawdzie właścicielem gruntu pod parkingiem, ale oddał go w dzierżawę firmie Impel i z tą chwilą przestał być stroną we wszelkich sytuacjach związanych z parkingiem. Tylko głupi gość przyjeżdżając do hotelu, myśli, że to parking hotelu Plaza - ciekawe, dlaczego... - komentuje pani Alicja. Dodajmy, że w regulaminie parking jest nazwany "parkingiem hotelu HP Park Plaza".

Katarzyna Marszałek, dyrektor Biura Komunikacji Grupy Impel, potwierdza, że jej firma nie ochrania parkingu przy hotelu. - Parking jest niestrzeżony i informacja o tym znajduje się na parkomacie. Każdy gość hotelu lub osoba zewnętrzna, parking bowiem jest ogólnodostępny, wjeżdżając na jego teren i pobierając bilet [parkowanie kosztuje 40 zł za dobę - red.], ma świadomość, że płaci jedynie za możliwość zaparkowania auta.

Tu jest Polska

Sprawdziliśmy, informację o tym, że parking nie jest strzeżony, można wyczytać na kasie parkin-gowej. Przy wjeździe nie ma takiego komunikatu. Nie mówiąc o tym, że regulamin jest wyłącznie po polsku.

- Na moje pytanie, jak obcokrajowiec miałby poznać status parkingu, dyrektor hotelu odpowie-dział, że w Polsce językiem urzędowym jest język polski, więc nie rozumie, dlaczego hotel miałby zapewniać informacje w językach obcych.

Jednak zdaniem Władysława Guta z hotelu Park Plaza, problem tkwi gdzie indziej. Goście powinni byli uprzedzić w recepcji, że mają drogie auto. - Często gościmy klientów, którzy przybywają do nas samochodami wysokiej klasy. Zawsze z własnej inicjatywy uprzedzają o tym fakcie recepcję i wtedy podejmujemy dodatkowe działania związane na ogół ze ich specjalnym ustawieniem, w zasięgu kamer, w garażu podziemnym i wzmożoną ochroną.

- Zupełnie nie rozumiem, dlaczego goście są zobowiązani do informowania recepcji o takim czy innym standardzie auta-nazwa "Plaza" zobowiązuje, tak mi się właściwie wydawało. Nie wiem też, dlaczego hotel ma różnicować poziom starań o bezpieczeństwo pojazdów należących do jego gości w zależności od standardu auta. - A w ogóle to o jakich kamerach mówimy?  To raczej atrapy niż kamery.

- Dyrektor hotelu nie za bardzo wiedział, czego tak właściwie od niego oczekuję. Na koniec, gdy już byłam przy drzwiach, powiedziałam, że ze strony hotelu powinno paść przynajmniej słowo
"przepraszam", na co mi odpowiedział, że rzeczywiście, być może z opóźnieniem, ale przeprasza za całe zdarzenie. Takie to były przeprosiny.

Parking strzeżony czy dozorowany?

Jeśli parkujemy auto, to nie powinniśmy się sugerować jego wyposażeniem. Liczy się wyłącznie regulamin, bo tylko z niego dowiemy się, jaki rodzaj umowy zawieramy, wykupując bilet parkin-gowy. Jeśli jest to umowa najmu, to płacimy tylko za możliwość zajęcia miejsca parkingowego.A jeśli umowa przechowywania, to przechowujący zobowią-zuje się do zachowania rzeczy w stanie niepogor-szonym, czyli będzie odpowiadać za ew. szkody.

Gwiazdki nie zawsze oznaczają klasę hotelu

Kradzież mogła się zawsze zdarzyć, chodzi raczej o to, jak hotel na nią zareagował. Okradzeni goście mają żal, że nie poinformowano ich o tym, że parking nie jest strzeżony, że po kradzieży nikt z hotelu ich nie przeprosił, że nikt się nimi nie zaopiekował, oferując auto na drogę do domu (to starsi ludzie). Trudno odmówić słuszności ich pretensjom.

Jeśli hotel nie dba o swoich klientów, sam sobie szkodzi. Wiadomo przecież, że akurat w branży turystycznej dobre imię jest podstawą sukcesu. Następnym razem goście z Niemiec wynajmą za ponad tysiąc złotych apartament w innym hotelu.



W sumie nie skracałem artykułu bo nie wiadomo co tu powiedzieć. Miałem do czynienia z hotelarstwem ale o cyzmś takim słyszę pierwszy raz. Kradzieże ś normalne wszędzie na świecie, ale reakcja pracowników - dla mnie osobiście wskazuje, że ktoś tam ma coś wspólnego z kradzieżą.
  • awatar orionblues: coś strasznego,,,, co za ludzki prymitywizm,, co za nędza,,, to jest Polska właśnie,,, POZDRO,,,
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Niemcy się postarali. Właśnie rozpoczyna swoje życie największy, najnowszy i chyba najładniejszy niemiecki cruiser.

Wybudowany w stoczni Meyer Werft w Papenburg, w północnych Niemczech statek kosztował 750.000.000 dolarów USA - na zdjęciach widać gdy płynął ze stoczni do portu morskiego.

Liniowiec może zabrać 2850 pasażerów, którzy będą obsługiwani przez załogę liczącą 1500 członków.
Statek ma wyporność 122000 ton, ma 315m długości, 37m szerokości, zanurzenie 8m, 13 pokładów - w tym 11 dla pasażerów.

"Celebrity Solstice" może płynąć z maksymalną prędkością 24 kn (44 km/h).

Statek będzie pływał pod banderą Bahamów.
Do 2012 roku,co roku, mają powstać jeszcze 4 siostrzane statki z serii "Celebrity"

Nazwa tłumaczona na język polski oznacza "Przesilenie Gwiazd"
  • awatar eminemka: jaki zajebisty
  • awatar gość: no
  • awatar gość: budowalem go
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Na południu Norwegii, w województwie (regionie) Rogaland jest takie ciekawe miejsce w kommunie Sokndal gdzie stoją sobie samotnie schowane pod skała dwa XVI-wieczne domki.

Odnowione zostały na początku XX wieku.
 

nortus
 
Znajomi wrócili niedawno z wycieczki po Ukrainie. Ale nie z biura podróży tylko mieszkali tam 2 tygodnie w pensjonatach i smai łązili po mieście i rejonach. Żywili się na mieście i zwiedzali. Byli w Odessie i okolicy. Wcześniej byli we Lwowie i Kijowie. I mimo, że są wielkimi rusofobami to sami mówią, że są zmuszeni zmienić zdanie.
Mimo, że Unia nie daje Ukrainie pieniędzy jak nam a Ukraina zmienia się niesamowicie.
Nie są to ludzie co łażą tylko tam gdzie wszyscy turyści. Oni robią naloty dywanowe na zwiedzane miasto, chodzą chyba po wszystkich ulicach i przedmieściach. I wrócili bardzo pozytywnie zaszokowani.
Owszem są biedne dzielnice, wiadomo Ukraina to biedny kraj. Ale centrum miast sa odstawione jak perełki. Wszystko odremontowane (i nie tylko elewacje), nowe oświetlenie, budynki ilumuminowane na kolorowo i zmieniaja kolory co chwilę. Oświetlone kolorowo fontanny z grająca muzyka w rytm wody. Ławeczki pełne ludzi. Kawiarnie, puby, restauracje żyjące cała dobę, wszęzie muzyka na żywo i spiewy a nie z maszyn  grających. Chodniki wyłażone nie polbrukiem ale kostka granotową i .... marmurami (aleje). Oświetlone drzewa nie tylko na Boże Narodzenie ale cały rok.
Ludzie modnie i fajnie ubrani, czyści, pachnący perfumami a nie potem i brudem.

W sumie nakręcili 8 godzin filmu kamerą. Setki zdjęć z dnia i nocy.
Kilka fotek załączę na blogu. Niektóre są marnej jakości bo są zrobione z klatek filmowych. Za kilka tygodni część filmu zamieszczą na YouTube a teraz pokaże kilka filmów, jakie już tam są.

Odessa zawsze była perłą. Po czasach komunizmu perła odżywa i nabiera znowu piękna.









 

nortus
 

Wczoraj.Centrum Informacji Turystycznej przy al. Niepodległości,godziny przedpołudniowe. Mój pierwszy raz w tej placówce.Przy jednym stano-wisku dwóch młodych mężczyzn zajętych rozmową i ekranem kompa,na którym przebierali w modelach aut.Jakby w ogóle mnie nie dostrzegali mimo wyrażnych niewerbalnych sygnałów z mojej strony. Przy drugim stanowisku pani w średnim wieku zajęta rozmową telefoniczną o całkowicie prywat-nym charakterze. Obie strony obsługi - panowie i pani nie przerywając swych czynności wyrażnie oczekują od siebie,kto pierwszy podejmie petenta, czyli mnie. Trwa to dobrych kilka minut.O ile mogłem zrozumieć tę panią (rozmowy z kimś z rodziny nie kończy się w sekundę,choć jak się chce to i to można zrobić),to młodziaków surfu- jących po sieci i olewających mnie dokumentnie już nie.
Po dłuuuugiej chwili pani wypełniła swój obo- wiązek i załatwiła moją sprawę.
Zostałem jeszcze chwilę w placówce.Weszła młoda Niemka z małym synkiem.Spytała wspomnianą panią o plany miasta.Tak się składa,że dość dobrze znam język naszych zachodnich sąsiadów i przykro mi się
zrobiło,kiedy słuchałem nieudolnych prób mówienia po niemiecku rzeczonej pani z obsługi.Pomijając słabiutki akcent,było to coś na kształt mantry złożonej z kilku równoważników,w których skład
wchodziły wymieniane najważniejsze budowle Szczecina.Mantra ta podpierana była obszerną gestykulacją i nadrabianą uśmiechem.Wyszedłem porażony...
Kurcze,pomyślałem sobie,w takim miejscu ktoś nie władający poprawnie niemieckim.Coś tu nie tak...
Aha,jeszcze jedno,gdy tak stałem w oczekiwaniu na
obsługę,podejrzałem niechcący papiery leżące na biurku dwóch dżentelmenów nieskorych do obsłu-żenia mnie.Było tam coś na kształt listy wpisów od odwiedzających punkt gości.Zobaczyłem wyrażnie
napisane na dole kartki : "...staff doesn't speak English well".
Co tu jeszcze dodawać?!

Poczta. Pan w okienku pyta o jakiś znaczek- pani mówi- nie ma i wyraźnie daje do zrozumienia, że paszła won. Pan niezrażony- w ogóle nie ma, na całej poczcie? Pani mówi- nie wiem. Pan - to może pani sprawdzi. Pani ze wzrokiem bazyliszka opuszcza stanowisko, idzie pogmerać w jakiś papierach i obrażona znajduje ten znaczek.

Urząd Pracy- pytam o dotację, tę 40 tys. Pani mówi- to chyba w tym drugim urzędzie. Dopytuję o szczegóły, na to pani- ale ja nic nie wiem, wczoraj mówili w telewizji, to usłyszałam. A panie siedzą dwie w dużej sali i trajlują o dupie maryni, nikogo przy nich nie ma, siedzą i się nudzą. Aaaa, i bezcenna porada- niech sobie pani
sprawdzi w internecie:D no właśnie sprawdziłam i przyszłam się dowiedzieć o szczegóły. Aaaaa, no to ja nic nie wiem.

Szpital, zdaje się na Unii- koleżanka ma chorą córkę, problemy hormonalne, przedwczesne dojrze-wanie. Leczenie jest bardzo drogie, musi być prowadzone w pewnym cyklu comiesięcznych zastrzyków.W razie przerwy w podawaniu zastrzyku całą procedurę ( powtarzam-drogą) trzeba powta-rzać od początku. W trakcie leczenia idzie z
córką na kolejny zastrzyk. Przyjmuje ją lekarka, kieruje do pielęgniarki na mierzenia, ważenia itepe, następnie jest wysyłana na zastrzyk jeszcze gdzie indziej. Tam się okazuje, że leku nie ma, bo przetarg jest dopiero za jakiś czas, więc nie wiadomo, czy- zanim lek się pojawi, nie trzeba będzie powtarzać całej zabawy od początku. Zmarnowany czas pracy jednej lekarki, pielęg-niarki, koszt leku i zdrowie dziewczynki. Generalnie, co kogo to obchodzi, to państwowa forsa, można w błoto wywalić.

Wniosek -coś, co nie jest prywatne NIGDY nie zadziała. Nikt tego nie upilnuje, nikomu nie zależy, dostać swoje, położyć laskę, ile przy
tym się traci nie mój interes, ja mam tylko interes, żeby się nie narobić. A klienta traktuje się jak intruza, która przeszkadza i to mocno. Więc kompletnie się nie dziwię łajzom w informacji
turystycznej, bo niby czemu mają być inni.

Gość: EWELINA 15.09.08, 14:27 Odpowiedz
TA HISTORYJKA JEST WYSSANA Z PALCA. WSPOMNIANI MłODZI PANOWIE TO PRAKTYKANCI,KTóRZY DZIEń PRZED OPISYWANYM RZEKOMYM ZDARZENIEM BYLI JUZ ODDELEGOWANI DO INNEGO PUNKTU. PO CO KTOś PISZE TAKIE GłUPOTY? NO WłAśNIE! TO CHYBA JAKIś
NIEDOWARTOśCIOWANY FRUSTRAT.

Odpowiedz
To, że tak nieśmiało się zapytam: dlaczego i po co siedzieli tam ci panowie. Może internetu w domu nie mają? Może?



To jest wymiana informacji i opinii na szczecińskim forum GW. Zauważyliście jak pani broniła chłopaków? A w ogóle nie widzi o co chodzi w tym wątku. Ale takie są realia, Szczecina. Jest jeszcze jeden nowy punkt IT na Wałąch Chrobrego, gdzie zagląda KAŻDY turysta, zwłaszcza cudzoziemiec. A najwięcej jest oczywiście Niemców. No i w tym punkcie chłopaczek kompletnie nie mówi w żadnym obcym języku. A ten punkt IT otwerał osobiście prezydent miasta. Ciekawe czyim krewnym jest ten chłopak w IT? Jak można w IT zatrudniać ludzi nie znających przynajmniej niemieckiego, bo tych jest najwięcej?
Osobiście widziałem w tym opisywanym punkcie IT zwanym okrąglakiem jak pracują panienki (leciwe) w kontaktach z cudzoziemcami. Żenada to łagodne określenie. Duńczycy smiali się wprost z ich umiejętności wyjaśnienia (po polsku zresztą) o której godzinie wypływają statki po Odrze. A na tą informację czekali minimum 20 minut (tyle czasu to ja czekałem a oni już byli przede mną). Tyle czasu panienka szukała w necie rozkładu rejsów. Ale dziwne że punkt IT nie ma rozkładów rejsów. Paranoja.
Tak się traktuje turystów w Szczecinie.
 

 

Kategorie blogów