Wpisy oznaczone tagiem "Rozdział" (156)  

panttera
 
Czwartek, 22 grudnia

Układaliście kiedyś puzzle? Nie takie zwykłe, lecz takie, gdzie macie ich co najmniej tysiąc i co najmniej pięć razy więcej możliwości na dopasowanie ich do siebie? Wtedy wydaje wam się często, że jakieś puzzle do siebie pasują, lecz po dłuższych oględzinach zauważacie, że „pasują” do siebie, tylko dzięki waszej silnej interwencji, połączenia ich ze sobą.
Zwyczajne puzzle, tyle nerwów, by ułożyć upragniony obraz, który potem dumnie wieszamy na ścianie, a po tygodniu znosimy go do piwnicy by przegłodzone myszy miały spóźnioną niespodziankę urodzinową, zamiast trutki.
Moje życie składa się z takich puzzli - można jednym pstryknięciem zniszczyć to, co zostało już ze sobą idealnie spasowane, można również zaprzestać jakichkolwiek chęci na układanie dalej własnego losu i zakończyć je ze stoickim spokojem (pozbawiając się życia i pozbawiając życia naszych puzzli). Można też ułożyć je i stworzyć przepiękny obraz własnego życia.
Zwyczajne puzzle.
Zwyczajne życie.
I dosyć rzadko spotykany stoicki spokój.
Czuję, że tydzień temu nie miałam ani jednego puzzla, wczoraj przed północą miałam połączonych ze sobą ponad połowę puzzli, a teraz- cóż, wciąż czuję, że wszystkie się rozpadły i czekają by je ułożyć na nowo.
Ciężko pojąć, jeszcze gorzej wpoić w rzeczywistość.
To przecież tylko puzzle. Tylko moje życie. Hej, tak, zniszczyłam moje życie jedną nocą. Co? Nie coś ty, jasne, że nie żałuję. He.. Wcale nie jestem zdeterminowana tym faktem. Nie, skądże. Skąd ten pomysł? Tak? Aha. Nie. Mhm. Nie, jasne, że nie. Jasne, że nie próbuję teraz tego naprawić. Nie widzisz jaka jestem szczęśliwa…?

Leżę na łóżku, rozciągnięta na całej jego długości i wpatruję się na swoje dłonie. Wzdycham. Co j a  mam zrobić?
Pojutrze jest Wigilia, nie wiem z kim ją spędzę, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Mogę i być sama. Ale nie chcę, by Oscar był przeze mnie smutny, czy nieszczęśliwy. Nie chcę. Nie podaruję sobie tego. Nie w święta.
A Lu? Co z Lu?
Pojawił się nagle. Czy znów zniknie jak kiedyś? Dlaczego ludzie dają nam nadzieję, a potem ją niszczą? Czy nie łatwiej powiedzieć szczerą prawdę?
„Pewnie, że tak. Lecz moja droga Orual, ty również nie mówisz szczerej prawdy Oscarowi, czyż nie?”
Jakie to ma teraz znaczenie? – Wstaję i podchodzę do mojego regału z książkami. Sięgam po przypadkową książkę i otwieram na przypadkowej stronie, następnie czytając przypadkowe zdanie, które jak sobie określiłam- ma dać mi n a d z i e j ę.
Wpatruję się w zapisaną kartkę i odczytuję na głos wyłapane przeze mnie zdanie:
- „Był teraz gruby i smutny, ale pozostał dżentelmenem do szpiku kości, chciał wszystko robić jak n a l e ż y, co nieustannie podkreślał.”- Mrużę oczy i spoglądam na okładkę. Jack Kerouack „W drodze”. Mimo wszystko, mimo jak będę wyglądać, będę nadal taka sama. Mój charakter się nie zmieni, nawet z biegiem lat. Czy to nie straszne? Czy to jest właśnie nadzieja? Jedynie tylko tyle, jestem w stanie powiedzieć na temat sensu tego zdania. Wzdycham.
Słyszę dzwonek do drzwi na dźwięk którego lekko się wzdrygam. Odkładam książkę na bok i idę do przedpokoju. Otwieram drzwi i wprowadzam do środka Oscara. W milczeniu stoimy teraz w moim pokoju. Nie rozgląda się po pomieszczeniu, lecz uważnie się we mnie wpatruje. Czuję się nieswojo. W końcu siadam na brzegu mojego dużego łóżka. Spuszczam nisko głowę i cicho mówię:
-Usiądź proszę.
Podchodzi i powoli siada obok mnie, obejmując mnie jedną ręką. Słyszę jego oddech. Spoglądam na niego. Patrzy mi w oczy. Jesteśmy tak blisko siebie, że zaczynam drżeć. Odsuwam się natychmiast.
-Powiedz mi, proszę.
Oscar kiwa głową i zaczyna mówić. Opowiada wszystko dokładnie od momentu, gdy wybiegłam z kawiarenki. Mówi, że mnie szukał, a potem przyszedł do mnie, ale drzwi były zamknięte. Gdy przyszłam nad ranem byłam wstawiona i zatrzasnęłam przed nim drzwi. Mówiąc to śmieje się ze mnie, ale w taki sposób, że robi mi się lekko na sercu i przyjemnie.
-Nie wiedziałem co zrobić, martwiłem się - mówi z zatroskaniem w głosie. Uśmiecham się szeroko.
-Nie wiem co w tym zabawnego - kręcę głową i zaczynam się śmiać. Jestem nienormalna. - Naprawdę byłam aż tak mocno pijana, że cię zostawiłam na klatce schodowej?
-Może tylko trochę…
Wzdycham.
-Chcesz herbaty? - pyta. Kiwam powoli głową, a on wychodzi do kuchni. Siedzę sama na brzegu łóżka. Oscar nie zapytał gdzie byłam i dlaczego byłam pijana. Co robiłam. Nie wiem. To dobrze, czy źle? Nagle czuję przypływ czegoś nieokreślonego. Nie jest to furia, może raczej brak zrozumienia świata. Wybucham płaczem, czego sama nie mogę pojąć. Jestem zdziwiona moim zachowaniem, ale nie potrafię przestać płakać.
-Orual… - słyszę melodyjny i zatroskany głos chłopaka. Po chwili czuję jego mocne objęcie i lekkie kołysanie na boki. Chcę się w niego wtulić, lecz brakuje mi odwagi. Siedzę nieruchomo, głośno szlochając. Potrzebuję kogoś, kto poklepie mnie po plecach i nawciska mi kitów, że wszystko będzie w porządku. Czy tą osobą jest właśnie Oscar?

17.jpg
  • awatar I'm Lovatic: Świetne :) Mam nadzieję, że kiedyś napiszesz książkę. Na pewno będzie ona czymś wyjątkowym <3
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Piękne :3 Oczywiście jak zawsze świetnie napisane i wciągające : ) Liczę,że Orual kiedyś w końcu będzie z Oscarem ;* Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, mam nadzieję,że dodasz szybko ;)
  • awatar `Marzeniami sięgnąc nieba..: Świetne! I to porównanie życia do puzzli... :)
Pokaż wszystkie (12) ›
 

doceniajchwile
 
DoceniajChwile: Nowy rozdział.
Wielokrotnie mialam już styczność z Pingerem. Powstało już kilka blogów w moim wykonaniu,lecz niestety każdy z nich przybierał depresyjną postać. Ciemne barwy,zero przesłania,no i to wieczne użalanie się nad sobą. Koniec z tym. Mam zamiar stworzyć,w końcu, bloga,który będzie mnie cieszył,bawił a nie zadawał kolejne ciosy. Jeszcze większe. Nie chce po prostu,żeby mnie dobijał,za każdym razem jak na niego wejdę i zacznę czytać pojedyńcze posty. Tak jak jego poprzedniki...
Barwa zmieniona na białą.
Postawa trochę odmieniona.
Lecz niestety humor do nadal kiepski...
Ale będę nad tym pracować.
Więc jak na razie tyle...
Od jutra zaczynamy optymistycznie :)
tumblr_l0gkl2y5p21qb6e44o1_500.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

panttera
 
Wtorek, 20 grudnia

Kładę, bezradnie ręce na stoliku. Sophie spogląda za okno. Staram się odgadnąć na co patrzy. Domyślam się, że jej wzrok spoczywa na wysokim mężczyźnie o ostrych rysach twarzy. Pod zimową warstwą ubrań z pewnością ma bogate , umięśnione ciało. Stoi po drugiej stronie ulicy z papierosem w ręce.
-Jest niezły - mówi, nie odrywając od niego wzroku. Zgadłam. Sophie zawsze miękły kolana na widok takich chłopaków. Podsycało ją ich zadziorne zachowanie i niebezpiecznie, ostry wygląd. Zawsze zastanawiało mnie czym się kierowała, gdy poznała Matta. On jest zupełnym przeciwieństwem jej obiektów westchnień - typowy mięczak.
Obie widzimy jak do „obiektu westchnień mojej siostry” podchodzi wysoka, koścista dziewczyna z długimi blond włosami. Ma krótką spódniczkę i puchate futerko. Typowy wygląd dla panienek, którymi interesują się tacy faceci. Wzdycham i kątem oka zauważam zazdrosne spojrzenie mojej siostry, która mocniej zaciska dłonie na kubku. Mimo jej niepozornego wyglądu mogłaby go zdobyć w ciągu kilku sekund. Taka jest właśnie Sophie.
-Rozmawiałaś z mamą? - pyta po dłuższej chwili ciszy. Bawię się kulką z serwetki, a potem spoglądam na moją siostrę i kręcę głową.
-Dobrze wiesz, że nie… - szepczę.
-Powinnaś - odpowiada natychmiast stanowczym głosem. Spuszczam wzrok i ponownie bawię się w milczeniu kulką. Słyszę jak głośno wypuszcza powietrze. - Porozmawiaj z nią, proszę.
-To nie ma sensu. Znów będziemy się kłócić. Będzie mi wypominać wszystko co zrobiłam nie tak, jak ona tego chciała. Będzie opowiadała brednie o ojcu. O tym, że najwyraźniej mało mu było wojny, bo wciąż prowadził ją z nami. Ale jego już nie ma i to nie ma głębszego znaczenia. Nie chcę rozmawiać z matką. Po prostu nie będę. Po co? Ona tego nie chce. Ja tego nie chcę. Nikt tego nie chce. Zrozum.
Milczymy obie. Nie patrzymy się na siebie. Być może siostra na mnie patrzy, ale ja na nią nie.
-Ona umiera, Orual - mówi cicho.
Przestaję się bawić papierową kuleczką i spoglądam na Sophie. W jej oczach widzę łzy, które chce przede mną ukryć. Biorę głęboki oddech. Przez moment nic nie słyszę i nie widzę, prócz mojej siostry naprzeciwko mnie.
-Co u niej? - pytam.
-Tak nagle cię to teraz interesuje? – szepcze. Mierzymy się długą chwilę wzrokiem, po czym ja odwracam spojrzenie, bijąc się z myślami. - Źle. Lekarze nie dają jej zbyt dużo czasu. Właściwie nawet nie wiem czy będzie mogła zobaczyć noworoczne fajerwerki. A przecież do sylwestra tak blisko. Nie wiem czy usłyszy moją relację z podróży. A przecież wyjeżdżam za trzy dni. Martwię się o nią, Orual. I pragnę, żebyś ty też się nią zainteresowała tak jak ja. W ostatnich dniach jej życia, kiedy ja wyjadę. Zrób to. Porozmawiaj z nią. Ona tego potrzebuje, Orual… - jej głos zniża się prawie do szeptu.
-Nie mogę - odpowiadam. Wpatruje się we mnie zmartwionym i rozżalonym wzrokiem. Wstaje i zakłada swój płaszcz. Robi to wolno, czekając na moją zmianę decyzji. Ale ja nie zmieniam zdania.
-Więc nawet nie możesz choćby tylko tyle zrobić dla nas, siostrzyczko… ? - Nachyla się nade mną i obejmuje moją głowę w swoje dłonie, szepcząc mi to do ucha, tak cicho, że ledwo słyszę jej słowa. Całuje mnie w czoło i odchodzi. Chwilę siedzę nieruchomo.
-Wszystko dobrze? - słyszę jakiś głos. Spoglądam na niskiego, łysiejącego starszego mężczyznę, nachylającego się w moim kierunku i patrzącym mi prosto w oczy. Czuję łzy w oczach i narastającą złość. Wybucham.
-Odwal się pan - wstaję szybko, chwytam płaszczyk i wybiegam na mroźne powietrze. Sama nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Mam ochotę objąć teraz Oscara, co bardzo mnie szokuje i przeraża, bo nigdy przedtem nie myślałam w ten sposób. Nie wiem, czy powinnam tak myśleć. Czy to jest w porządku wobec niego? Wobec mnie samej? Nienawidzę uczucia, kiedy jestem bezradna i zagubiona. To mnie nie przeraża, to mnie  p a r a l i ż u j e !

12.jpg
  • awatar Katsa: Hmm.. O obrazku się nie wypowiem, bo już znasz moje zdanie :) Rozdział jest dający do myślenia. Ładny. Wręcz powiedziałabym, że na swój sposób magiczny. Mówi o tym, z czym spotykamy się na co dzień. Dlatego daję Ci ogromny +! :D Naprawdę nieźle się to czytało. :)
  • awatar Kaś i Głoguś. ♥: Świetne, takie, prawdziwe :) czekam na następny rozdział. :*
  • awatar I'm Lovatic: Wspaniałe <3 Bardzo życiowe :*
Pokaż wszystkie (13) ›
 

panttera
 
Wtorek, 20 grudnia

Zastanawiam się jak czują się ptaki. Ptaki, ptaki nic nie muszą. Mogą beztrosko szybować po niebie, między odległymi krańcami świata. Mogą wzbić się w stronę słońca, by poczuć wiatr w piórach i cudowne promienie słońca, a potem mogą odpocząć na gałęzi, gdy się już zmęczą i wtedy mogą przyjrzeć się ludziom, zapędzonych swoim trybem życia. Mogą wszystko, a jednocześnie tak niewiele. Czy są szczęśliwe? Czy odczuwają taki stan? Czy gdyby mogły to opowiedziałyby wszystkim o swoim szczęściu? A może tylko niektórym? Czy podziękowałyby dzieciom, które dokarmiały ich w zimie, za ich troskę? Czy ptaki są czegoś warte?
Spuszczam wzrok z nieba i wchodzę do ciepłej kawiarenki na St Sky. W przyciemnionym wnętrzu siedzi kilka osób, czytając gazety lub rozmawiając z drugą osobą. Siadam w moim ulubionym miejscu - przy stoliku przy samym oknie z którego widać całą ulicę i idących nią pospiesznie ludzi - zdejmuję płaszcz, wieszam go na oparciu krzesła i uśmiecham się pogodnie do kelnerki, zmierzającej w moim kierunku.
-Dzień dobry - zatrzymuje się obok mnie z malutkim notesikiem i długopisem w dłoni. Jest młoda, ma może dziewiętnaście lat. Jest średniego wzrostu, a jej krótko obstrzyżone włosy w kolorze jasnego blond, robią na mnie zawsze duże wrażenie. Zastanawiam się czy ja byłabym w stanie posunąć się do tego stopnia, by ściąć swoje włosy aż tak bardzo i odważyć się wyjść do ludzi. - Duża latte z pianą; to co zawsze, tak?
-Mhm. Plus jedna czarna kawa; dzięki.
Oddala się ode mnie i podchodzi do pozostałych stolików. Spoglądam na duży zegar, zawieszony po mojej prawej stronie - wskazuje czternastą dwanaście po południu. Sophie powinna tu zaraz być. Opieram głowę na ręce i wzdycham. Uśmiecham się do siebie na myśl o dzisiejszym śniadaniu z Oscarem. To miło z jego strony. Naprawdę bardzo miło.
-Siostrzyczko…! - mówi słodkim głosem Sophie i siada naprzeciwko mnie.
-Cześć. Jak tam?
Porusza brwiami i robi tajemniczą minę, chcąc mnie zaintrygować. Patrzę na nią pytająco.
-Matthew i ja jedziemy do Aten! Wspaniale, prawda?
-Naprawdę? To świetnie! Kiedy?
Myślę o tym, że tak dawno nigdzie nie byłam. Nie podróżowałam, nie zwiedzałam. Zastanawiam się czy dałoby mi to jakąś satysfakcję, czy by mnie umocniło? Czy rzeczywiście podróże uczą życia…? Spoglądam na siostrę i zauważam na jej twarzy nikły grymas.
-Dwudziestego czwartego.
-W Wigilię? - unoszę do góry moje brwi ze zdziwienia. W zasadzie to nawet się cieszę. Nie przepadam za Mttem, a czas spędzony z nim w jednym pokoju doprowadza mnie do szału. Potrafi mówić tylko i wyłącznie o sobie, co mnie irytuje.
-Mhm. Matthew kupił już bilety. Przepraszam, że tak wyszło. Gdybym tylko wiedziała wcześniej, nie pozwoliłabym mu na ten termin. Dobrze wiesz jak bardzo mi zależało na świętach spędzonych razem…
-Daj spokój, Sop. Przecież sobie poradzę.
Podchodzi kelnerka i stawia moje latte i kawę dla siostry.
-Nie chcę, żebyś była w Wigilię sama - mówi. Kręcę przecząco głową.
-Nie będę.
Widzę jej pytające spojrzenie. Wzruszam ramionami i cicho wzdycham. Powiedzieć jej o Oscarze?
-Poznałaś kogoś? - pyta.
-Coś w tym stylu - mruczę ledwo dosłyszalnie.
-Serio? Oh, Orual, spotykasz się z kimś? Tak się cieszę! - odsuwa głośno krzesło i nachylając się nad stolikiem, całuje mnie w czoło. Szybko się cofam i odpycham ją od siebie. Wszyscy klienci patrzą na nas zaciekawionym i lekko zażenowanym wzrokiem.
-Z nikim się nie spotykam! - odpowiadam lekko oburzona. Czekam aż siądzie z powrotem, by przestała tworzyć wokół nas widowisko.
-Kto to jest? - siada i patrzy na mnie wyczekująco. Ponownie wzruszam ramionami.
-Nikt taki - mówię. – Znajomy - spuszczam wzrok. Słyszę jak siostra bębni palcami o stolik.
-Długo go znasz? Jak ma na imię? - spoglądam na nią z irytacją.
-Czy to ważne? Liczy się jaki jest, a nie ile go znam.
- Orual, po prostu nie chcę, żebyś wplątała się w jakiś ogólno dostępny dla ciebie związek, tylko dlatego, że tak będzie najłatwiej lub z obawy, że nadal będziesz sama. Chcę, żeby to była świadoma decyzja… - Kątem oka widzę, że kliencie znów na nas zerkają.
-To nie jest mój chłopak! - przewracam oczami i głośno wzdycham.
- Chcę, żebyś miała pewność, że to ten jedyny. To, że radzisz sobie całkiem nieźle sama, nie znaczy, że możesz znieść tak samo czyjeś towarzystwo. Zwłaszcza, że od dawna z nikim nie byłaś,
-Wiem Sophie, ale to tylko dobry znajomy. Nikt więcej, okej?
Wzdycha i chwilę mierzy mnie wzrokiem. Kiwa głową i bierze do ręki kubek z kawą.
-Okej - odpowiada i upija łyk.
Spoglądam za okno i widzę młodą dziewczynę - mającą nie więcej niż siedemnaście lat- idącą z malutkim dzieckiem za rękę. W ustach trzyma papierosa, którego usiłuje podpalić. Dziecko się wyrywa. Jest przestraszone i na pewno zmarznięte w tej cieniutkiej kurteczce i najprawdopodobniej przemoczonych bucikach. Ściska mi się serce, kiedy widzę jak dziewczyna puszcza rękę dziecka i osłania długi, cienki papieros od wiatru, by móc go podpalić. Widzę jak idący pospiesznie mężczyzna, potrąca dziecko, nie odwracając się nawet za siebie. Czuję łzy w oczach. Zagryzam usta. Mam ochotę wybiec i złapać to dziecko na ręce, przytulić, pogłaskać po małej główce i pocieszyć.
-Spędzisz z nim święta?
Odwracam wzrok i spoglądam na siostrę, wzruszając ramionami. Oscar nic nie mówił na ten temat. Nie wiem czy ma rodzinę i jak bardzo pragnie spędzić z nimi ten świąteczny czas. Myślę o tym, że najbardziej wolałabym spędzić Wigilię z Lu. - Wszystko się ułoży, Orual. Zobaczysz. Jestem tego pewna - Czuję jak kładzie mi rękę na ramieniu i lekko mnie głaszcze. Robi mi się ciepło; nie tylko fizycznie, lecz i emocjonalnie.

11.jpg


*limitoflove.pinger.pl/  Polecam bardzo, warto zajrzeń. Świeżutkie opowiadanie na was czeka! :> Muszę przyznać, że autorka ma ogromny talent :)*
  • awatar ▲▼Nic na siłę, lecz z całych sił.▼▲: suuuper opowiadanie nie moge się oderwać od czytania ';) Zapraszam do komentowania nowego wpisu : kla1997.pinger.pl/m/20941317 Oczywiście zachęcam do obserwowania *.* Kl▲UDI▼
  • awatar Dream ...: To jest boskie opowiadanie , masz talent <3 . Tyle w nim bólu , ale też ciepła ; * . Ja chce by było coś więcej miedzy nimi ; *. I żeby święta spędziła z nim ;)
  • awatar Karaliene♥: Jestem ciekawa co będzie dalej. A to jak opisałaś tą scenę z dzieckiem i prawdopodobnie jego nieodpowiedzialną matką widziałam, tą akcje przed oczyma a wszystko ciężko sobie wyobrazić pod wspływem światła bijącego od monitora. Podsumowując ty przebijasz się przed to światło i działasz na wyobraźnię ;)
Pokaż wszystkie (12) ›
 

panttera
 
Wtorek, 20 grudnia

Mój nadgarstek nie daje za wygraną. Coraz silniej odczuwam ból, a intensywne szczypanie paraliżuje całe moje ciało. Potajemnie chwytam się za rękę, tak by nie dostrzegł mojego ruchu Oscar. Zagryzam mocno wargi.
-Jak długo ci z tym zejdzie? - pytam, by nie myśleć o bólu. Muszę przyznać, że czuję pewnego rodzaju dyskomfort, że ktokolwiek jest u mnie w mieszkaniu. Kiedy ostatnim razem ktoś mnie odwiedził? Nie pamiętam i chyba nie chcę pamiętać. Powinnam już dawno temu przestać spoglądać wstecz.
-Ze śniadaniem? Bardzo jesteś głodna? Hm, zaraz kończę…
Kiwam głową i uśmiecham się z wdzięcznością. Zastanawiam się czy mi wybaczył ten mały incydent.
A jak myślisz?
Orual?
Mhm.
Boże, wreszcie jesteś! Bałam się. Tak bardzo się bałam…
Niepotrzebnie; coś się dzieje?
Chciałabym wyjść z tych za ciasnych ram i stanąć ze sobą twarzą w twarz. Dlaczego nie mogę jakoś tego ułatwić, choć trochę?
Nie marnuj okazji, dopóki masz tego chłopaka.
Sądzisz, że ktoś kogo nie znam, da radę wyciągnąć mnie z własnych tarapatów?
Jasne, że tak - tylko w to uwierz!
-Oscar? - pytam, przerywając mój osobisty monolog ze sobą.
-Hm? - spogląda na mnie.
-Zaraz wrócę, dasz radę nie spalić mieszkania?
-Skoro prosisz… Jasne.
Idę do łazienki i siadam na brzegu wanny. Nie wiem już co robić. W moim mieszkaniu jest chłopak na którym mi od kilku minut tak bardzo zależy, w sercu czuję się bezsilna, bo jestem nadal sama, a może już nie?, czuję ból z nadgarstka, niedający mi racjonalnie myśleć i ten obłęd w głowie.
Odrywam bandaż i widzę wciąż sączącą się krew z otwartej rany. Boli. Boli coraz bardziej. Wstaję i sięgam po wodę utlenioną, następnie polewając ranę. Szczypie jeszcze mocniej niż przedtem. Biorę głęboki wdech i zamykam oczy. Ponownie siadam na brzegu wanny i widzę pustkę w głowie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Czuję się osłabiona fizycznie, a przecież nigdy taka nie jestem. Zawsze psychicznie, lecz nie fizycznie. Czuję drżenie ciała. Wstaję i opieram się o umywalkę. Głęboko oddycham. Podnoszę zraniony nadgarstek na wysokość oczu i wpatruję się w cieknącą po mojej ręce krew. Strużka płynie szybko w dół do łokcia i skapuje do umywalki. Zamykam oczy. Nie chce mi się nic. Naprawdę nic.
-Orual? - słyszę pukanie do drzwi. Otwieram oczy i nie odpowiadam. Szybko wycieram zakrwawioną rękę i bandażuję ją na nowo. - Jesteś tam?
-Tak!
-Co się dzieje?
Otwieram drzwi i szeroko się uśmiecham. Oscar spogląda na mnie niepewnie. Poprawiam włosy i bluzkę.
-Co to? - wskazuje na mój nadgarstek, niedbale zawinięty bandażem. Zastygam na moment z ręką przy włosach.
-Skaleczyłam się. Jestem strasznie nieostrożna.
Chłopak stoi z poważną miną, uważnie obserwując mój każdy ruch. Odnoszę wrażenie, że mi nie wierzy. Nie ufa. I boi się, że zaraz zrobię coś cholernie idiotycznego.
-Przecież się nie tnę! - mówię wysokim głosem z rozbawieniem, chcąc rozładować napięcie, utworzone między nami. - Jak śniadanie?
-Orual…
-Jak śniadanie? - pytam ponownie, ignorując jego słowa.
-Chcę, żebyś wiedziała, że jestem tutaj i możesz na mnie liczyć. Zależy mi na tobie. Naprawdę, możesz mi zaufać.
-Co ze śniadaniem?
-Orual, proszę cię…
-Dobrze, rozumiem - kiwam głową. Patrzy mi prosto w oczy. Wciąż mi nie wierzy. Wzdycham. Czy  j a  mu wierzę? Muszę wytrwać. Nie powiem mu chyba, że czołgałam się po ciemku w nocy po mieszkaniu, przypadkiem natykając się na metalowe złączenie, nie?
-Jest już gotowe - mówi cicho i przepuszcza mnie w drzwiach. Spuszcza wzrok i czeka aż wyjdę z łazienki. Stoję, nie ruszając się z miejsca. Chcę mu coś powiedzieć. Żeby się nie martwił o mnie, że to nic takiego, że być może nie dam sobie sama rady, ale nie musi nic dla mnie robić i że dziękuję. Otwieram usta, gotowa na wypowiedzenie tych słów.
-Posłuchaj, to… - zaczynam, ale szybko urywam. Nie mogę. Nie dam rady. Spogląda na mnie, a ja zaciskam ręce w pięści, starając się by łzy nie wypłynęły z moich oczu.
-Poczekam – mówi. Zaskakuje mnie jego otwartość. Nie robi czegoś, czego bym oczekiwała. Widząc malujący się ból na mojej twarzy, nie udaje, że tego nie dostrzega. Jestem mile zaskoczona. To coraz częstszy obraz w moich myślach. Zaskoczenie. Zaskoczenie jakie szykuje dla mnie każdego dnia Oscar…
Wstrzymuję oddech najdłużej jak tylko się da.
-Poczekam, aż będziesz gotowa, by powiedzieć mi prawdę. By mi w pełni zaufać. Nie będę cię przecież zmuszał - parska zdenerwowanym, ale miłym śmiechem. - Mogę to dla ciebie zrobić, prawda? Czekać. Mogę czekać.
Kiwam powoli głową i uśmiecham się do niego wyrozumiale. Patrzymy na siebie przez dłuższą chwilę, obserwując rysy swoich twarzy. Tak bardzo pragnę go teraz przytulić, objąć i powiedzieć, że może czekać. Mrugam kilkakrotnie i widzę, jak idzie w stronę kuchni, a po chwili wychodzi z dużą tacką do krojenia chleba, na której leży ładnie przyrządzone śniadanie.
-Nie mogłem znaleźć tacy śniadaniowej w szafkach… - mówi z grymasem na twarzy. Uśmiecham się i zaczynam się śmiać. Nie tylko z niego, że zrobił śniadanie najlepiej jak mógł. Śmieję się z życia, że mam kogoś takiego obok siebie, kto zupełnie swobodnie sprawia, że śmieję się, zapominając o rzeczywistości. Tego potrzebuję. Wiem to tak bardzo doskonale. I to mnie cieszy.

10.jpg


Myślę, że to miłe zaskoczenie jeśli chodzi o Orual – zważając na poprzednie rozdziały, w których nie okazywała takiej sympatii do kogokolwiek, nawet siostry. Dlatego mimo, iż rozdziały nie bardzo mi wyszły, to jestem zadowolona z takiej akcji, która już wkrótce się rozkręci.
Pokaż wszystkie (13) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panttera
 
Niedziela, 18 grudnia

Po moim policzku spływa łza, wolno się tocząc w dół. Oblizuję wargi. Nasze głowy się stykają. Czuję na sobie jego oddech, a w buzi wciąż jego słodki smak ust. Siedzimy na zimnych kafelkach w kuchni. Obejmuje mnie jedną ręką, a drugą ociera łzę. Przełykam głośno ślinę. Moje całe ciało drży z chłodu i ze strachu. Kolejny raz się boję. Do moich uszu dociera jego cichy, słodki szept, że jest obok i zaopiekuje się mną. Nie pyta dlaczego płaczę, czy może to jego wina i co się dzieje. Płaczę w jego objęciach już po raz drugi, a mimo to nie jest mi nawet odrobinę wstyd. Czy łzy są czymś wstydliwym? Czy należy je ukrywać przed innymi? Czy istnieje zasada, mówiąca jasno, że nie należy płakać w towarzystwie innych? Czy jest taka beznadziejna zasada? Nie ma, bo przecież łzy nie są znakiem naszej słabości, a jedynie motywem ukazującym naszą wrażliwość na ten cały otaczający nas świat. Który na dobrą sprawę wcale nie uczy nas bycia silniejszymi i odporniejszymi na zło. Silnym trzeba się  u r o d z i ć. Nie można tego zwyczajnie  n a b y ć.
-Zostaw mnie samą - mówię, odsuwając się od niego i opierając się bokiem o ścianę. Przyciągam do klatki piersiowej kolana i mocno je obejmuję, płacząc. Nie jestem wciąż świadoma tego co zrobiłam. W gruncie rzeczy jestem zła na samą siebie. Nic, nic się nie wydarzyło, prócz zwykłych pocałunków. Więc czy mam prawo by teraz tak się zachowywać?
Widzi to. Widzi jak płaczę. Wbrew pozorom czuję się dzięki temu umocniona, chodź wiem, że to bez sensu. Ja jestem bez sensu.
-Nie zostawię cię tutaj samej - odpowiada głośno i przysuwa się do mnie, obejmując moje dłonie swoimi rękami. Odtrącam go, łykając słone łzy.
-Czego nie rozumiesz? Chcę b y ć sama. Z o s t a ć sama… - szepczę i widzę jak on kręci przecząco głową. Nachyla się leciusieńko w moją stronę i całuje mocno moje zmarznięte dłonie. –Proszę…
-Jeśli oswajamy coś, to jesteśmy zobowiązani o to dbać.
Dotyka moich włosów, przesuwa dłonią po moich mokrych policzkach. Robi to delikatnie, jakbym była drogocenną i jedyną na świecie wazą, którą można jednym zły dotknięciem zniszczyć.
-Oswoiłeś mnie? - pytam przez łzy i mocniej przyciskam do siebie kolana.
-Mhm.
-Nie wiem jak masz na imię.
-Naprawdę? - Kiwam głową. - Oscar.
Uśmiecha się do mnie i leciusieńko muska moją dłoń swoimi ustami. Czuję się jak mała dziewczynka. Jak wtedy w kawiarni kiedy spotkałam Lu. Chcę go odnaleźć. Żeby mieć go przy sobie. Znów słyszeć od niego te dwa słowa. Czuć jego usta na swoich. Być szczęśliwą. I nigdy już nie czuć się samotną. Nigdy.
-Jestem sama - szepczę z szeroko otwartymi oczami. Każde słowo wymawiam powoli i wyraźnie. Czuję mrowienie. Spoglądam przed siebie w niekonkretne miejsce. - Sama tutaj i sama na świecie. Sama w sercu i sama w głowie. Sama wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sama w rodzinie, sama z przyjaciółmi, sama w pokoju pełnym ludzi… Sama, kiedy się budzę, sama każdego koszmarnego dnia, sama kiedy w końcu nadchodzi ciemność. Jestem sam na sam z przerażeniem…*
Czuję jak oczy mi wysychają. Już nie płaczę. Czuje ból w sercu, który jest gorszy od wszystkiego. Oddycham spokojnie i zamykam oczy.
-Nie chcę być sama, nigdy nie chciałam, Oscarze - mówię, decydując się na powiedzenie mu prawdy. - Nienawidzę tego. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo, kto potrzyma mnie za rękę, przytuli mnie i powie mi, że wszystko będzie w porządku. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo kto by usłyszał mój krzyk, i nie mam nikogo kto pomógłby mi nauczyć się, jak przestać krzyczeć.* Brakuje mi tego tak bardzo.
-Orual…- słyszę głos chłopaka. Spoglądam na niego i w tym momencie czuję mocny uścisk jego dłoni na moich. – Jestem tutaj i nie pozwolę byś tak się czuła. Jestem tu. Nie jesteś sama. Nie będziesz - spogląda mi w oczy. - Jeśli tylko zechcesz, to zawsze będę cię trzymał za rękę, przytulał i mówił, że wszystko będzie w porządku - mówi. - Pomogę ci nauczyć się jak przestać krzyczeć.
Wyrywam mu się, ale on chwyta moje ręce i mocno je obejmuje. Robi to delikatnie, ale zarazem tak szorstko. Nie wiem dlaczego to robię. Czy to oznacza, że jestem tak bardzo nie dojrzała? Czy jedynie gestem, najprostszym z najprostszych, tak bardzo banalnym, można nabyć czyjeś zaufanie? Czy można mu pomóc, sprawić by poczuł się lepiej?
Chcę mu powiedzieć, że go nie kocham, że nic do niego nie czuję. Że niepotrzebnie się stara, jednak nie chcę go ranić. Nie mogę. Po tym wszystkim co mi powiedział. Nauczy mnie przestać krzyczeć. Tak bardzo tego potrzebuję. Potrzebuję jego. Ale go nie kocham.

*Fragmenty książki M. Hłasko „Następny do raju”

7.jpg
  • awatar Demonologia: cudowny tytuł *.*
  • awatar ☆LoversGonnaLove♥: o kurwa mać <3 Kocham To, Kocham, Kocham ! Kochana Jesteś genialna . Wszystko takie realistyczne ;* Ciepłe szczere pozdrowienia i buziaki :* ☆LoversGonnaLove♥
  • awatar Dream ...: cudny rozdział ; ** ten Oskar jest taki opiekuńczy <3oo pasowaliby do siebie jak dwie krople wody ; ))
Pokaż wszystkie (20) ›
 

justicebraker
 
Zanim się obejrzałam minęło sporo czasu.
Nasza trójka nie mogła bez siebie żyć.
~
Wstałam i przygotowałam dla siebie kawę.
Nie zdążyłam nic zrobić ponieważ ktoś zadzwonił do drzwi.Zapominając o tym,że mam na sobie jedynie krótkie spodenki i kusy biustonosz otworzyłam drzwi.Stał za nimi Su,zauważyłam,że jego oczy powędrowały na moje piersi.Gdy to zauważyłam szybko założyłam jakąś koszulkę Leo.Tak,mieszkałam z nim,ale był to jedynie przyjaciel.Przynajmniej tak mi się wydaje.Chłopak wszedł i położył swoją bluzę na kanapę i ściągnął swoje czarne trampki.Ja zrobiłam drugą kawę gdy był w toalecie,po czym rzuciłam się na kanapę nie zważając na to,że zwaliłam kilka rzeczy.Zamknęłam oczy i puściłam jakąś piosenkę,którą wykonywał vocaloid SeeU.
Po chwili zauważyłam jak chłopak wyszedł z toalety.Lecz od razu usiadł nade mną,zaczął całować moje usta,ale ja odsunęłam się.
-Nie mogę..-powiedziałam chłopakowi
-Wiedziałem,że Leo nie jest tylko twoim przyjacielem.-odpowiedział siadając obok
-Jest tylko nim,ale nie o to chodzi..
-A o co? Nie lubisz mnie,nie podobam Ci się?-zapytał.
-Bardzo mi się podobasz,ale jesteś moim przyjacielem,nie chce by cokolwiek to zniszczyło.A po za tym to też mieszkanie Leo.Wyobraź sobie gdy wróci i zastanie nas razem i to do tego w łóżku.
-Cholera,mam ochotę Cię pocałować.
-To zrób to..-powiedziałam i odwróciłam się do niego.
Zrobił to co chciałam,pocałował.
Ale wiem,że chciał więcej..
~~
I jak?
Może ktoś zauważył,że usunęłam tamten rozdział.
A więc się tłumaczę.
Nie był taki jak chciałam i postanowiłam napisać coś innego.
I jak myślicie co się stanie?
Piszcie :)
  • awatar ~~LuLu~~: Świetny blog ! Obserwuję i liczę na rewanż ;).
Pokaż wszystkie (1) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panttera
 
Niedziela, 18 grudnia

Siadam na brzegu nie zaścielonego łóżka i biorę na kolana kota. Nerwowo drapię go za uchem, wpatrując się przed siebie. Siedzę w krótkich spodenkach i białym topie. Czuję dreszcz na nagich ramionach. Ilustruję wzrokiem książki od taty, stojące na półce naprzeciwko. Jest ich tak wiele! Zastanawiam się na którą mam dziś ochotę. Może „Dopóki mamy twarze” C.S. Lewisa? Lub coś z kolekcji Alice Kuipers? Wzdycham, stawiam kota na podłodze (który automatycznie wskakuje na parapet) i podchodzę do wysokiego regału, sięgającego pod sam sufit. Staję na brzegu dolnej szafki i sięgam po książkę Emily Giffin, stojącej na najwyższej półce. Dzwoni dzwonek do drzwi. Lekko tracę równowagę i upadam na podłogę. Teraz słychać pukanie. Podciągam kolana pod brodę i rozmasowuję uderzoną nogę. Ponownie rozlega się pukanie, dzwonienie, pukanie i dzwonienie. I tak przez kilka minut na zmianę. Podciągam się i idę lekko kulejąc do drzwi. Nie cierpię mojego życia. Jest tak bardzo trudne.
-Nic ci nie jest? - widzę Chłopaka Z Metra na progu moich drzwi.
-Co? - marszczę czoło.
-Przewróciłaś się?
-Być może - odpowiadam chłodno. Nie mam najmniejszej ochoty teraz na jego odwiedziny. I tak nigdzie z nim nie pójdę. Na j a k ą k o l w i e k  kawę.
-Daj spokój, Or. Przecież widzę - wskazuje palcem na czerwoną plamę na mojej lewej nodze, która powoli zaczyna robić się bordowa. - Kiedy to było? Masz lód? Trzeba to szybko obłożyć lodem… - mówi ciepłym i przyjemnym głosem, robiąc krok w moją stronę. Ja robię krok w tył, spoglądając mu w oczy. Nic nie mówię. - Chodź, pomogę ci.
Wchodzi do mojego mieszkania, a ja bez słowa poddaję się jego terapii. Siadam na kuchennym krześle i w milczeniu obserwuję jak chłopak klęcząc obok mnie, delikatnie przykłada lód do mojej nogi. Nie boli mnie. Czuję się dobrze. On mnie nie pociąga, jednak mimo to mogę teraz mu się uważnie przyjrzeć. Oddycha spokojnie, a jego tors powoli podnosi się i opada. Niemal mam wrażenie, że słyszę jego głośne bicie serca. Hmm to chyba moje serce. Moje serce bije aż tak głośno? Uśmiecham się lekko do siebie, spoglądając na swoją klatkę piersiową. Podnosi się i opada w szybkim tempie. Dotykam prawą dłonią serca i natychmiast wyczuwam jego szybkie bicie. Chłopak podnosi do góry głowę i spogląda najpierw na moją rękę, leżącą na sercu, a potem na moją twarz. Widzę u niego cień zawahania i niepewności. Uśmiecham się do niego.
-Źle się czujesz?
-Nie - odpowiadam z lekkim uśmiechem, a widząc jego pytającą minę, kontynuuję - Przyjemnie bije. W tak szybkim tempie. Spójrz - chwytam jego dłoń i przykładam na piersi, tam gdzie czuć serce. Mój oddech jest nie równy. Uważnie obserwuję jego twarz i wpatrujące się jego oczy w moją klatkę piersiową. Zastanawiam się o czym teraz myśli. Co chce. Czego pragnie. Czy mu się podobam. Czy jestem w jego oczach atrakcyjna i seksowna? Odchylam głowę lekko do tyłu i zamykam oczy. Czuję delikatne muskanie warg chłopaka na mojej dłoni, a potem na piersiach i obojczykach, czy mi się tylko wydaje? Nie chce teraz tego wiedzieć. Chcę trwać w tym jak najdłużej. Czuję ciepło, którego tak nienawidzę. Ale dobrze mi jest tak. Zatapiam ręce w jego zmierzwionych włosach, czując jak pieści mnie wokół ramion. Zapominam o mojej nodze i o tym, że miał mi ją schłodzić lodem.  Nachylam się w jego stronę i obejmuję za szyję. Całuje mnie lekko po nagich ramionach i dekolcie. Czuję pulsującą szybko krew w moich żyłach. Jest mi gorąco. Palą mnie miejsca, gdzie mnie całuje. Jego ręce dotykają moich gołych nóg, przesuwając się po wewnętrznych stronach ud. Podnosi moją koszulkę, dotykając zachłannie mojego brzucha. Całuje go, wędruje ustami w dół, muskając moje ciało kończące się przy zamku od krótkich spodenek. Oboje balansujemy na granicy, wiedząc, że wystarczy tak niewiele. Ściąga ze mnie ubranie i całuje po nagim ciele. Brakuje mi. Brakuje mi. Brakuje mi czegoś więcej. Zsuwam się szybko z krzesła na chłodną podłogę. Nachylam się nad nim i przywieram do jego ciała, swoim. Chwytam jego twarz w objęcie i mocno całuję w usta. Czuję słodki smak, który staje się dla mnie natychmiast pożądaniem. Chcę więcej. Pragnę więcej. Muszę mieć więcej. Zdobędę więcej. Całuję go nie zważając na nic. Nie obchodzi mnie moje życie i otaczający mnie świat. Pragnę teraz tylko jego. Chłopaka Z Metra, którego na dobrą sprawę nawet nie znam. Lecz liczy się teraz coś więcej. Co zaspokaja moje myśli. Znam jego ciało. I mam je przy sobie. Tutaj. Obok. Jego ciało jest teraz połączone wyjątkową mocą z moim- pożądającym i jego rozpalonym.
Czy nadal jestem samotna?

6.jpg


Nie wypowiadam się co do dzisiejszego rozdziału, czekam na wasze opinie.
Kolejny rozdział -> imię blondyna.
Tak bardzo fajnie, jest nanananananana.  :>

tumblr_lwgp0y4Nf61r71exgo1_500_large.jpg


Życzę Wam wszystkim pięknych i najlepiej spędzonych świąt, które będziecie pamiętać jeszcze na długo, jak mam nadzieję z radosnych powodów. ;* I aby nowy rok był pełen miłości i spełnionych marzeń i żeby każdy z was dotrzymał postanowień! ;)
Duuuużo dobrych imprez życzę, piękne!
Na ten świąteczny czas mam dla was pewną sentencję:
„Bo jeżeli miłość ma być treścią naszego życia, to trzeba pokochać. Wszystko.” Ks. M. Maliński

tumblr_mx34xwxFM01qcxdeho1_500.jpg
  • awatar *Etta*: Jeju świetne. Dziękuje za życzenia i nawzajem. Mam nadzieje, że następny jak najszybciej :)
  • awatar My imaginary world♥: WoW! Całkowicie mnie zaskoczyłaś O.O Rozdział jest cudowny! ;3 Dziękuję za życzenia i życzę Ci tego samego <3
  • awatar I'm Lovatic: Oo super. Nareszcie dowiem się jak ma na imię blondyn. Dziękuję za życzenia, życzę Ci tak samo radosnych świąt oraz szczęśliwego Nowego 2014 Roku <3
Pokaż wszystkie (25) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panttera
 
Niedziela, 18 grudnia

Wchodzę przez ogromne drzwi do budynku, a następnie idę dobrze mi znanym korytarzem w lewo. Ściany są tutaj pomalowane na migdałowy kolor, a podłoga jest ułożona z brązowo pomarańczowych płytek ceramicznych. Po obu stronach na ścianach wisi dużo kolorowych zdjęć, przedstawiających małych podopiecznych Publicznego Domu Dziecka. Kiedy jestem już na drugim piętrze, zatrzymuję się przed pokojem numer trzydzieści dziewięć w którym mieszkają bliźniaki. Pukam i otwieram drzwi, a po chwili czuję mocny ucisk na sobie przez niską blond-włosą dziewczynkę.
-Cześć Kaja! - mówię radośnie, lekko ją czochrając. -Hej Jo! - spoglądam na chłopaka, stojącego obok. Jest już wysoki i dość przystojny. Ciekawe jak będzie wyglądał za kilka lat. Pewnie będzie miał już dziewczynę i będzie najszczęśliwszy na świecie. Wszystko byleby tylko nie był samotny.
-Hej! - wita się szerokim uśmiechem.
-Mam dla was świąteczny prezent - mówię ciepłym głosem i podaję każdemu z nich oddzielną torebeczkę w której znajduje się po jednej figurce słonika, czekoladzie, kilku garściach cukierków, u Josua płyta jego ulubionego zespołu hiphopowego, a u Kai złote kolczyki i pierścionek. Stoję obok i obserwuję ich reakcję. Na ich twarzach widnieją coraz to szersze uśmiechy. Josua zdążył już rozpakować jednego cukierka i wepchnąć go do buzi, a Kaja dostrzegła swoje nowe kolczyki i teraz ogląda je z wielką intrygacji w oczach. Nagle słyszę wielkie „Łał” ze strony Jo, który odnalazł w swojej torebce płytę hiphopową, którą udało mi się znaleźć i kupić dziś po południu w drodze tutaj.
-Orual, jesteś niesamowita! - słyszę głośny pisk Kai, która mnie mocno obejmuje. Josua spogląda na mnie uradowany.
-Chodź - zachęcam go by podszedł do mnie tak jak Kaja. Kręci głową. Uśmiecham się. Jest taki uroczy.
-Podoba wam się?
-Taaak ! - Kaja głośno odkrzykuje. Śmieję się i siadam na łóżku obok chłopaka.
-A jak tam twój prezent? Fajny?
-Tak. Dziękuję. Jest super - kiwa głową.

Po półtorej godzinie wychodzę na mroźne, zimowe powietrze. Wkładam ręce do kieszeni i idę przed siebie. Jestem szczęśliwa zawsze, ilekroć odwiedzę tę dwójkę. To niesamowite uczucie, móc sprawić komuś radość. Jestem szczęśliwa! To dobrze, że im się spodobało. Odetchnęłam z ulgą. Chodź Josua wydawał się być znowu przygnębiony. Czasami zastanawiam się dlaczego.
Nagle zauważam Chłopaka Z Metra, siedzącego na ławce obok. Odwracam wzrok, by udać, że go nie zauważyła, lecz ten już na mnie spojrzał i nie mogę się nijak wykręcić.
-Orual! Orual, cześć! - zamykam na chwilę oczy i biorę głębszy wdech, nie zwalniając kroku. Po chwili chłopak idzie obok mnie.
-Oh, hej. Hm, śledzisz mnie? - spoglądam na niego kątem oka.
-Nie. Mogę zapytać cię o to samo - odpowiada łagodnie. W jego głosie nie słychać sarkazmu czy opryskliwości.
-Więc co tu robisz?
-Czekam na Maję.
-Maję? - unoszę do góry swoje brwi.
-Mhm.
-Okej.
Zapada milczenie, które jest przerywane cichym skrzypieniem śniegu pod butami.
-Chyba nie jesteś zazdrosna? - pyta z lekkim uśmiechem.
-Zazdrosna? O co?
-O Maję.
-Dlaczego?
-Skąd mam wiedzieć? - uśmiecha się do mnie. Kątem oka widzę jak na mnie spogląda. – Maja to moja kuzynka, robi pracę magisterską i...
-Słuchaj. My się w ogóle znamy? - zatrzymują się i spoglądam na niego. Widzę jak unosi do góry swoje brwi, a na jego twarzy wciąż widnieje uśmiech. Naprawdę nie mam pojęcia jak z nim rozmawiać, skoro nawet nie wiem kim jest.
-Spotkaliśmy się wczoraj w metrze.
-Nie pytam o spotkanie. Tylko o to czy się znamy.
-Hmm wychodzi na to, że tak.
-Nie przedstawiałam ci się wczoraj…
-Wiem-uśmiecha się, co doprowadza mnie do szału. Czy ta rozmowa ma w ogóle jakiś sens?
-To skąd pewność, że mam na imię Orual? - mówię z wyrzutem w głosie.
-Słuchaj, przepraszam. Muszę lecieć, bo Maja już czeka - wskazuje głową w bok. Spoglądam w tamtym kierunku i widzę tylko jedną dziewczynę w żółtym płaszczyku. Mrużę oczy, ale nie rozpoznaję twarzy. - Kawa?
-Co?- pytam zdziwiona.
-Bądź gotowa, dzisiaj o osiemnastej. Do zobaczenia! - odpowiada, ruszając z przepraszającą miną w stronę Mai. Mrugam kilkakrotnie. Co? Kawa? Osiemnasta? Dzisiaj?
Zaraz. Czy ja się zgodziłam?
Spoglądam w dal za chłopakiem, który idzie szybkim krokiem obok obcej mi dziewczyny. Czuję, że wzbiera we mnie furia. Nie zapytał się mnie o zgodę. Nie ma mowy, żebym z nim gdzieś poszła. To przekracza moje wszystkie granice. Nie. Stanowcze  n i e.

5.jpg


Hej,
cóż nagła zmiana wydarzeń w moim życiu. Kolejny rozdział również zmieni akcję o 180 stopni. Jeszcze nie wiem czy to dobrze, czy nie xD
  • awatar Tranquility.: Och, świetne, te dzieci są takie pocieszne, radosne, ale ten chłopczyk raczej spokojny. Podoba mi się ta parka i to jak! Ten tajemniczy chłopak jest po prostu niesamowity, och kręci mnie i mam na niego chrapkę, ale to tylko opowiadanie : < Zmiana piękna, zawsze mi się podoba twoje opo, więc teraz oczywiście też. Och no i twoje rady przez internety, szkoda, że my tak nie mozemy się spotkać przy kawie i pogadać ; / Dobra, świetne opowiadanie <3 Czekam na następny rozdział! Cudowne <3
  • awatar ☆LoversGonnaLove♥: Mrrrr . ciekawie się robi. Co ten Jo taki smutny ? ;<<< Pewnie musi być zajebiście przystojny *.* hihih . Kolejną część wyczekuję ;3 :*
  • awatar I'm Lovatic: Każdy rozdział mnie zaskakuje. I to pozytywnie! Rozdział fantastyczny <3 Czekam na kolejny :*
Pokaż wszystkie (14) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panttera
 
Sobota, 17 grudnia

Idę zaśnieżonym chodnikiem gapiąc się na odciśnięte w szarawej brei ślady obcych, nieznanych mi ludzi. Mimo iż odciski butów są różne, każdy potrafiłby wskazać swoje. Zastanawiam się czy ja też potrafiłabym to zrobić. Odwracam się i spoglądam pod nogi. Chwilę tępo patrzę się na moje buty, a potem biegnę wzrokiem po moich śladach, tak daleko jak sięgam wzrokiem. To niesamowite, a z drugiej strony tak bardzo żenujące.
Wchodzę przez bramę do małej kamienicy w której mieszkam. Panuje tu cisza i mrok, drewniane schody skrzypią, kiedy idę po nich na sam szczyt. Zatrzymuję się na ostatnim piętrze, głośno dysząc ze zmęczenia. Otwieram drzwi i wchodzę do środka. Do moich nóg od razu biegnie gruby, szarawy kot, łasząc się i wydając straszliwe odgłosy. Głaszczę go i idę do sypialni, by jak najszybciej zakopać się pod kołdrę. Kot nie daje za wygraną i postanawia mnie zadeptać na śmierć, łażąc po moich plecach oraz głowie w to i z powrotem. Przeklęta bestia. Wstaję i trzęsąc się z zimna, drepczę do kuchni by nałożyć mu ogromną porcję karmy z puszki. Kot rzuca się na jedzenie. Wstrętny pasożyt. Czeka tylko by dostać żarcie. Jednak mimo to wydaje się być bardziej szczęśliwy ode mnie. To straszne. Jestem sama. Nie mam nikogo. Nie mogę liczyć na niczyją pomoc, ani na czyjeś wsparcie. To cholernie przykre. Czuję łzy w oczach więc odwracam się na pięcie i wychodzę z kuchni. Siadam obok łóżka i chowam głowę w dłoniach, głośno płacząc. Jestem zmęczona i zmarznięta, a świat wokół wydaje się kręcić bez sensu. Pociągam nosem i staram się równo oddychać.
Zasypiam.
Budzi mnie dzwonek do drzwi. Ignoruję to. Kot zaczyna przeraźliwie wrzeszczeć, a ja chowam głowę pod poduszkę. Trzęsę się z zimna. Jestem głodna. I wciąż samotna. Siadam po kilku minutach na łóżku, rozpaczliwie wpatrując się za okno jak pada gęsty śnieg. Jutro niedziela. Może odwiedzę bliźniaki, jeśli starczy mi sił. Biorę do ręki dwie pary różowych skarpetek, które dała mi dziś Sophie. Są ohydne. I za małe na dziesięciolatków. I tak okropnie różowe. Moja siostra nie ma absolutnie gustu. Potrafi się modnie ubrać, ale nie potrafi kupować prezentów. Wzdycham, odkładam na bok skarpetki i wstaję, wychodząc do przedpokoju. Ubieram się ciepło, zakładam długie bordowe kozaki, narzucam grubą ciemnozieloną kurtkę ze sztucznym futerkiem i mocno obwiązuję się szalikiem. Moje długie kasztanowe włosy, opadają falami na ramiona.
Wychodzę na klatkę schodową, zamykam drzwi i szybko zbiegam po drewnianych schodach. W bramie panuje wstrętny odór, więc przyspieszam kroku. Mrużę oczy, gdy dopada mnie jasność i błysk świata. Wkładam ręce do kieszeni i idę przed siebie. Długą aleją, po której obu stronach rosną potężne drzewa, pokryte śniegowymi czapami. Na poboczach stoją samochody. Ktoś swój odśnieża, głośno przy tym klnąc. Idąc chodnikiem, słyszę głośne skrzypienie śniegu pod butami. Lubię kiedy śnieg skrzypi i kiedy jest idealnie czysty. Spoglądam w dół. Ten tutaj jest szarawy i posypany piaskiem.

Czuję się małabezużytecznaizdeterminowana, gdy wychodzę po ponad godzinie z centrum handlowego. Wędrówka po ogromnej hali, skończyła się na zadecydowaniu przeze mnie o kupnie dwóch par porcelanowych figurek słoni, wielkości chomika dla bliźniaków, eleganckiej pastelowej torby dla Sophie i puszki drobiowej karmy dla mojego kota. To naprawdę okropne, kiedy pomyślę, że być może ja też nie mam gustu do kupowania prezentów.
Schodzę dużymi schodami do metra i czekam chwilę na pociąg. Czuję jak ogarnia mnie chłód. Pociąg nadjeżdża. Wsiadam i zajmuję wolne miejsce. Spoglądam za szybę. Ciemny obraz migocze mi przed oczami w szybkim tempie.
-Hej, Orual !-słyszę czyjś męski głos. Odwracam głowę i widzę, siedzącego naprzeciwko mnie blondyna z niebieskimi oczami. Nienawidzę blondynów. I niebieskich oczu. Ten tutaj ma na sobie czarną kurtkę spod której wystaje ciemny fioletowy szalik.
-Hej-odpowiadam prawie szeptem. Na jego twarzy błyszczy uśmiech, na mojej- powaga. Jestem zmęczona. Nie mam siły z nim nawet rozmawiać. Wstaje i siada obok mnie. Nasze ramiona się stykają, a na mojej twarzy pojawia się nikły grymas niezadowolenia. Zastanawiam się skąd zna moje imię. Może mnie śledzi ? Lub jest szaleńczo we mnie zakochany i zaraz się mi oświadczy ? Teraz myślę nad tym czy przyjęłabym od niego pierścionek. Raczej nie. Nie kocham go. Może jest psychopatą, który gdy tylko wysiądę, zgwałci mnie i zabije ? Uśmiecham się krzywo sama do siebie i myślę czy byłoby to przyjemne. Umrzeć tak nagle i z zaskoczenia. Nikt by mi nie pomógł. Umarłabym sama gdzieś między podziemnymi korytarzami metra. Nawet nikt by nie zauważył.
Wysiadam z pociągu i idę szerokim korytarzem, oświetlonym jasnym, trupio bladym światłem. Chłopak idzie szybkim krokiem obok mnie. Zatrzymuję się nagle i spoglądam na niego.
-Chcesz mnie zabić ?-pytam. Marszczy czoło i spogląda na mnie niepewnie. Waha się. Widzę, że głośno się śmieje. Teraz to ja marszczę czoło.
-Dlaczego miałbym to zrobić ?-mówi z szerokim uśmiechem. Poprawiam swój bordowy szalik i opatulam się nim mocniej.
-Byłoby mi lepiej-odpowiadam cicho i ruszam w kierunku schodów. Na dużym zegarze po prawej stronie wskazówka powoli się przesuwa, wskazując godzinę dwudziestą dwadzieścia trzy.
-Naprawdę ? Naprawdę nie lubisz swojego życia ?
Wzdycham cicho.
-Nie lubisz tych pięknych wschodów i zachodów słońca ? Tego jak pada śnieg i jak świeci słońce ? Jak spadają na ziemię ostatnie liście z drzew ? Jak czajnik gwiżdże gdy woda jest wrząca ? Jak szczekają psy ? Jak matowa, rozgrzana trawa muska cię po nagich łydkach ? Nie lubisz kiedy cię ktoś całuje i mówi, że chce cię pokochać ? Że będzie zawsze przy tobie… ?
Czuję nagły dreszcz. Wzdrygam się mocno i szybko zatrzymuję. Oddycham głęboko. Chcę cię pokochać, chcę cię pokochać, chcę cię pokochać. Te słowa wypowiedział kiedyś Lu. Gdzie on jest ? Dlaczego go tu teraz nie ma ? Chłopak podchodzi do mnie i spogląda w moje smutne oczy. Zaczynam płakać. Gorące łzy wypływają z moich oczu. Obejmuje mnie i w ciszy pozwala się wypłakać. Tak bardzo nie chcę żyć. Nie chcę myśleć. Chcę zapomnieć. Chcę… Co ja tak naprawdę w życiu chcę ?

tapeta_natura.jpg


Mój ulubiony obrazek.
Tak czy inaczej witam was w ten śnieżny i wietrzny dzień. Czas zapalić światło.
  • awatar My imaginary world♥: Rozdział jest fantastyczny! A to co powiedział ten blondyn jest piękne *__* Z utęsknieniem czekam na kolejny rozdział! :D
  • awatar `Marzeniami sięgnąc nieba..: nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji jak ktoś obcy mnie woła :D A tekst "chcesz mnie zabić?" genialny :D Takiego chłopaka mogłabym mieć ;) wydaje się byż przystojny, umie cieszyć się życiem jeszcze jakby był zabawny to uch <3 :D No ale wracając do opowiadania to dobrze wiesz co chce Ci powiedzieć i wiem, że się powtarzam, ale bardzo podoba mi sie Twój styl pisania :)
  • awatar *Etta*: Świetny. Nic dodać nic ująć.
Pokaż wszystkie (22) ›
 

panttera
 
Sobota, 17 grudnia

Dłonie pieką mnie od gorącego kubka, ale nie mam ochoty go odstawiać na bok. Chcę jak najdłużej obejmować go i czuć jak moje zmarznięte ręce, ogrzewają się.
Spoglądam za okno, chwilę obserwując ludzi, idących w pośpiechu między wirującymi w powietrzu płatkami śniegu. Mają na głowach kaptury, zasłaniające im prawie całkowicie oczy. Zastanawiam się do jakiego typu mogłabym ich zaliczyć. Na świecie bowiem istnieją dwa typy ludzi: beznadziejni romantycy i realiści. Realiści widzą twarz przypadkowej osoby i porównują ją ze swoją. Szukają bez sensownych detali, zachwycają się ładniejszymi oczami, kształtnym nosem czy dużymi ustami. Beznadziejni romantycy przekonują natomiast sami siebie, że Bóg powierzył im jedną osobę. Nie wiem do którego typu ja się zaliczam.
Biorę łyk gorącego latte i obejmuję wzrokiem klientów kawiarenki. Prawie wszystkich znam z widzenia - wiem co zamawiają codziennie po południu i jak długo tu przebywają. Jestem tutaj jedną z wielu osób, które codziennie lub prawie codziennie przesiadują przy swojej ulubionej kawie i ciasteczkach, rozmyślając o życiu. Bywam tu naprawdę często od długiego czasu, a mimo to nie dostałam jakiejkolwiek karty stałego klienta. Zdaję sobie sprawę, że uprzejme kelnerki znają mnie na pamięć i wiedzą co mi podać, jednak brakuje mi tego dowodu na małej prostokątnej karteczce z moim imieniem i nazwiskiem. Być może całkowicie niepotrzebnie tego chcę.
Mrugam kilkakrotnie, wracając do rzeczywistości. Za witryną kawiarenki, widzę uśmiechniętą twarz mojej siostry, która energicznie do mnie macha. Obserwuję przez chwilę jak niecierpliwie czeka na przejściu dla pieszych aż zapali się małe, głupie, zielone światełko, pozwalające jej przejść. Biorąc ostatni łyk chłodnej kawy, zauważam kątem oka jak siostra dziarskim i dumnym krokiem wchodzi na jezdnię, nie zwracając uwagi na głośno hamujące samochody obok. Wzdycham ciężko i kręcę głową. Zawsze była nieroztropna i zbyt lekkomyślna. Chwilę później drzwi kawiarenki otwierają się na oścież, wpuszczając do ciepłego wnętrza, mroźny podmuch wiatru.
-Hej siostro !-Podchodzi do mnie i mnie obejmuje. Jest wysoka, tylko dzięki obcasom; ma idealnie zgrabne nogi i długie rudoblond włosy.
-Cześć Sophie- całuję ją w policzek, uśmiechając się. Obserwuję jak zdejmuje zimowy płaszczyk w kolorze khaki, następnie wieszając go na oparciu hebanowego krzesła.- Jak świąteczne przygotowania ?
-Cudownie ! Mam już dla nas wszystkich prezenty - maluchom kupiłam takie śliczne różowe skarpetki.
-Jakim maluchom ?
-Twoim. A czyim ?-pyta oburzona, podciągając wyżej rękawy żółtego sweterka.
-Masz na myśli Josuę i Kaję ?
To dwójka bliźniaków z domu dziecka, których staram się odwiedzać co najmniej dwa razy w miesiącu. Mają po dziesięć lat i są bardzo dojrzali jak na ten wiek. Powiedziałam im ostatnio, że wpadnę do nich na święta z prezentami. Kaja objęła mnie wtedy i powiedziała, że jestem najlepsza, a Josua stał obok i uśmiechał się promiennie. Za bardzo się wstydził by podejść i mnie przytulić. W końcu jestem dla nich obca, mimo, że odwiedzam ich systematycznie od ponad dwóch lat. Czasami zastanawiam się jakby to było gdybym mogła im stworzyć prawdziwą rodzinę. Byłabym ich mamą. Dobrą i kochającą i…
-Jasne, że tak. Chyba, że chcesz mnie o czymś poinformować, bo nie wszystko wiem…?- wyrywa mnie z zamyślenia jej ćwierkający głosik. Jej wzrok kieruje się na mój brzuch, a ja wędruję za jej spojrzeniem i lekko poprawiam bluzkę w talii.
-Daj spokój…
-Czyli nie ?-pyta z udawanym zażenowaniem w głosie.- W takim razie przytyłaś. A święta jeszcze dobrze się nie zaczęły !-uśmiecha się zadziornie. Jak ja jej nienawidzę. Właśnie teraz i w tym momencie. Wypuszczam głośno powietrze z płuc i kładę ręce na stoliku.
-Coś jeszcze ?
Sophie kręci przecząco głową z rozbawieniem na twarzy. Zakrywa usta dłonią i stara się stłumić śmiech.
-Powinnaś przejść metamorfozę- zmienia temat. Chcę zapytać dlaczego kupiła te ohydne skarpetki dla bliźniaków, ale powstrzymuję się i odpowiadam na jej pytanie.
-Nie wiem…- kręcę głową, a na mojej twarzy pojawia się grymas niezdecydowania. Sophie wzdycha.
-Powinnaś zacząć wszystko od nowa. Najlepiej w sylwester. Nowy rok, nowe postanowienia. To dobry pomysł, nie sądzisz ?
-Co miałabym zmieniać ?-spoglądam na moje dłonie. Doskonale znam odpowiedź na to pytanie. Jest tyle spraw, które ciągnę bez celu. Nie mam odwagi zrezygnować.
-Dobrze wiesz, że on nie przyjdzie. Nie możesz tu ciągle na niego czekać. Wyjdź na świat, zobacz jaki jest piękny. Orual !

1379848_610457492325949_2122083068_n.jpg


Mało ciekawie. Jest to bardziej wprowadzenie, żebyście wiedzieli co nieco. Lecz obiecajcie mi coś – zostaniecie ze mną teraz i poczekacie na drugi rozdział, który będzie o niebo lepszy, gdyż pojawi się intrygujący bohater, nie odstępujący na krok od naszej bohaterki. To jak, obiecujecie?
  • awatar *Etta*: Obiecuję ;) wcale nie jest to strasznie nudne. Jest tu wątek o jej siostrze i "przybranych dzieciach". Wiadomo, że czasem musi być taki rozdział by potem zaskoczyć akcją.
  • awatar Madzia...♥: Ładne!
  • awatar Girl Power ♥: Więc z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)
Pokaż wszystkie (22) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panttera
 
-Sami jesteście ?- Julka spojrzała za ramię Krystiana, stojącego w drzwiach.
-Nie. Ale nie przejmujcie się, to mole książkowe-odsunął się na bok, przepuszczając dziewczyny w drzwiach.
-Sugerujesz że książki nie są ciekawe ?-Mela zatrzymała się, spoglądając na niego z zadziornym uśmiechem.
-Są. Ale nie takie-wskazał głową, na współlokatorów, głośno się śmiejąc. Melania pokręciła z rozbawieniem głową. Weszła do ciemnego pomieszczenia, oświetlonego tylko przez trzy lampki nocne. Przy dwóch pierwszych, siedzieli młodzi chłopcy, czytający ogromne księgi. Trzecia lampka stała na środku stolika w salonie. Mela siadła obok Igora, naprzeciwko Julii i Krystiana.
-Co to za ważna sprawa ?
Melania po krótcy, wytłumaczyła trójce przyjaciół o co chodzi.
-Ja tego nie kojarzę ani z dzieciństwa, ani znikąd indziej-Mela rozłożyła bezradnie ręce. Przyjaciele spojrzeli po sobie, kręcąc przecząco głowami- Jeśli wy też nic nie pamiętacie, to jak do cholery mamy odgadnąć co to za miejsce ?!
-Myślmy racjonalnie.. Znaleźliśmy tę kasetę, włączyliśmy i obejrzeliśmy. Spodziewaliśmy się normalnego filmu, a tu- bum. Prawdopodobność że momenty z nagrania się nigdy nie wydarzyły, jest bardzo duża. A jeśli weźmiemy pod uwagę tak zwaną przyszłość, okaże się że wszystkie klocki do siebie pasują.
-I wszystko było by okej, ale nadal nie wiemy skąd się takowa kaseta wzięła...-Julia spojrzała na Krystiana, unosząc brwi. Chłopak kiwnął w zamyśleniu.
-Poszperałem trochę w informacjach na temat tego nagrania i dowiedziałem się, że ta kaseta należy do Amandy Ek.
-Znasz ją ?-Mela spojrzała na niego zaciekawionym wzrokiem. Igor kiwnął głową.
-To moja babcia...
-Znam ją. Dała mi tą książkę-dziewczyna położyła na stole grubą książkę z jasną okładką.
-'Hyumo' ?-Julia przeczytała powoli tytuł, spoglądając pytająco na Melę i Igora.
-To japońska nazwa, której nie można dosłownie przetłumaczyć, ale można określić jako ludzkie wnętrze. W tej książce nie ma słów. Są tylko zapisane nasze czyny. To co zrobiliśmy dobrego-Igor ostrożnie, otworzył książkę. Kartki były puste, ale wpatrując się w nie dłużej, można było poczuć dziwne uczucie w sobie samym. Uczucie które tłumaczyło sens życia.- Kaseta była od Amandy. Tak samo jak ta książka. Tylko że nagranie zostało podrzucone. I rzeczywiście pochodziło z przyszłości.
-Długo nad tym myślałeś ?-Krystian spojrzał na chłopaka.
-Trochę. Ale było warto. Bo to była taka gra. Gra na śmierć i życie. Gra która miała nam pokazać jak ważna jest przyjaźń i jak bardzo ważna jest wzajemna pomoc. -Spojrzał na Melanię, która szeroko się do niego uśmiechnęła.- To była gra na dwa światy. Światy dobra i zła. I my zwyciężyliśmy !

Melania wyszła z kawiarenki, czując silny powiew wiatru we włosach. Miała pewnego rodzaju żal do Artura, że ją oszukał. Że nie powiedział prawdy na samym początku. Że to nie do niej przyjechał, przede wszystkim. Że do innej. Lepszej i ładniejszej. Nie była zazdrosna, tylko czuła gorycz w sercu, że osoba której ufała bezgranicznie przez całe życie, tak nagle pstryknęła palcami, zdmuchując z dłoni cała magię ich przyjaźni. Zawiodła się. Po raz kolejny w swoim życiu. Spojrzała w niebo. Spadały pierwsze płatki śniegu. Przez głowę przeszła jej myśl że jak widzi się pierwsze płatki śniegu to ludzie się zakochują w sobie do śmierci. Po policzku spłynęła jej łza. Ona już nigdy nie poczuje tego cudownego stanu zakochania. Nie tak mocno. Już nie do Artura.
Poczuła że z kimś się zderzyła. Szybko kucnęła, widząc że ta osoba upuściła swoje świąteczne zakupy.
-Przepraszam, ja nie wiem...-zaczęła bełkotać.
-Znowu mi pomagasz ?-spojrzała na uśmiechniętego chłopaka.
-Znowu ? Przecież się nie znamy-pokręciła z rozbawieniem głową. Czuła że skądś zna tego chłopaka. Że gdzieś już się z nim spotkała. Choć to było całkowitym nonsensem, bo widziała go pierwszy raz na oczy. Poczuła jak jej serce bije coraz szybciej.
-Jestem Gabriel-uśmiechnął się do niej. Miał coś takiego w oczach....
-Mela-odwzajemniła uśmiech. Spojrzała na jego ręce, którymi zbierał zakupy. Miał śmieszny tatuaż. Poziomej ósemki. Nieskończoności. Wiedziała. Wiedziała skąd go zna !- Masz siostrę Oliwię ?-dziewczyna zmrużyła oczy, przechylając na bok głowę. Chłopak kiwnął głową.
-Skąd wiedziałaś ?-ruszyli razem w stronę parku.

Jak to jest być innym ? Kiedy zdajesz sobie sprawę że wiesz coś,o czym inni nie mają zielonego pojęcia ? Jak to jest czuć się nieswojo,ale zarazem tak pewnie ? Mela wiedziała doskonale. Wiedziała jak to jest zobaczyć kogoś i zakochać się od pierwszego wejrzenia.
A może drugiego...?

tumblr_ls5ptrj4NA1r29t5yo1_r1_500.png


Cześć :)
Ostatni rozdział opowiadania pt. "Ciemność". Zdaję sobie sprawę, że nie jest on idealny, chociaż starałam się nadać mu, tę nutę. Rozdział 34, rozdziałem ostatnim. Muszę przyznać, że to moja największa liczba rozdziałów napisanych w całym życiu. Może pora to kiedyś zmienić ? :)
Opowiadanie z początku planowałam inaczej, ale jak już wspominałam, napisałam je spontanicznie i zupełnie inaczej, przez co pewnie was nie zadowoliłam dosadnie. xd
Dziękuję wszystkim którzy to czytali, również tym którzy sie wykruszyli w międzyczasie i też tym, którzy czytali dzielnie wszystko, lecz nie dając znaku życia jakimkolwiek komentarzem.
Opowiadanie miało swoje mocne i słabe strony. I chcę z tego miejsca podziękować wszystkim, wszystkim, wszystkim, a w szczególności moim przyjaciółkom, które pomagały mi kiedy stałam w miejscu z opowiadaniem. Dziękuję ! I do następnego ! <3



WPIS Z NOWYM OPOWIADANIEM UKAŻE SIĘ W CIĄGU NAJBLIŻSZEGO TYGODNIA. OPOWIADANIE REALISTYCZNE. ZAPRASZAM.
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Wspaniałe ;3 Szkoda , że to już koniec : ( Czekam na kolejne opowiadanie i mam nadzieję, że pojawi się szybko : )
  • awatar Desolation.: Końcówka typowo zawróciła mi w głowie. Całokształt opowiadania jest idealny. Akcje, które rozkręcają sie swoim tempem. W ponad połowie rozdziałów intrygowała mnie końcówka i czułam pewnego rodzaju niedosyt. Co lubię czuć w opowiadaniach. Wstawiałaś regularnie co mi się bardzo podoba. Lubię jak jest regularnie. Błędów też nie wyhaczyłam. Raz czy dwa mi sie zdarzyło w zaległych rozdziałach. Opowiadanie samo w sobie było magiczne. Mam nadzieję, że następne też takie będzie i mnie nie zawiedziesz. Zresztą jeszcze nigdy tego nie zrobiłaś. Czekam kochana i życzę ci powodzenia oraz dziękuje, że mi tak pomagasz ;*
  • awatar Bez Granic ♥: Mi sie podobało . ;) Ciesze sie , że zderzyła sie z Gabrielem i teraz mogą byc razem ; ** Czekam na twoje kolejne opowiadanie < 3
Pokaż wszystkie (6) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

panttera
 
Od dziwnego wydarzenia minęło może dwa tygodnie, może mniej. Wystarczająco dużo by móc poczuć się szczęśliwym, będąc ciągle z ukochaną osobą i wystarczająco mało by móc chcieć więcej.
Kraina była pełna szczęścia, radości i przede wszystkim światła. Była jeszcze piękniejsza niż przedtem, co wzbudzało w Melanii jeszcze większy zachwyt.
Dziewczyna głośno się zaśmiała spoglądając w oczy Gabriela. Był tak piękny.
-Nie zrobisz tego !-zaśmiała się ponownie, ale chłopak już jej nie słuchał, chwytając jej rękę i skacząc z nią do jeziora. Woda była przyjemnie chłodna, tak jak przyjemny był jego pocałunek na jej ustach. Lekko słony i obiecujący wszystko. Wszytko dla niej.
Kiedy leżeli razem na trawie, wpatrując się w niebo, nagle obok nich zjawiła się tajemnicza kobieta,której Mela nie tolerowała. Być może dlatego, że ona mówiła dla niej słowami niezrozumiałymi ?
Kobieta, którą spotkała przy ognisku. Która powiedziała jej o niewinności Gabriela i o tajemniczej buteleczce. O tym, że są bohaterami. Kim ona w ogóle była ?
-Jesteście szczęśliwi, hm ?-zagadnęła siadając obok nich. Spojrzeli po sobie niepewnie. Chyba oboje mieli co do tej kobiety mieszane uczucia.-Zapomnicie o sobie.
-Nigdy o niej nie zapomnę. Będę z nią zawsze !-Gabriel zaśmiał się lekko. Kobieta pokręciła głową z niezadowoleniem.
-Nie rozumiesz. Musicie wrócić do swojego świata. Nikt nie zauważy waszej nieobecności, tylko dlatego, że czas się tam zatrzymał w momencie gdy zniknęliście. Nie możecie tu być na zawsze.
-Co nam w tym przeszkadza ? Jesteśmy szczęśliwi..-Mela poczuła dziwne ukłucie bólu. Ta kobieta była chodzącym nieszczęściem !
-Wrócicie do swojego świata. Zapomnicie o wszystkim co tu się działo. O tej krainie. O sobie nawzajem. Przykro mi, że tak się to skończy.
Zapadła chwila ciszy. Melania w końcu zerwała się, głośno krzycząc.
-To zostańmy tutaj ! Dlaczego nie możemy ? Każesz mi tak o, nagle zapomnieć o wszystkim ? O nim ? Nie potrafię ! Kocham go...-szepnęła, czując słoną łzę w ustach. Gabriel podszedł do niej, mocno ją przytulając. Więc to tak się to miało wszystko potoczyć ? Zakończyć? Mieli na zawsze o sobie zapomnieć ?
-Jak wielka jest szansa, że cię znów spotkam. Że cię pokocham ? Że sobie przypomnimy siebie ? Gabriel !-Mela spojrzała na jego twarz. W oczach miał łzy. Pierwszy raz widziała go płaczącego. Żałował. Oboje tracili wszystko co zbudowali.
-Znajdę cię. Obiecuję.-Mocno ścisnął jej dłoń. Wpatrywali się w siebie długo. Tak długo, jak tylko mogli. Oboje czuli ból w sercach.
Nie wierzyli w to, że tak po prostu o sobie zapomną.
Po tym, co razem przeżyli, co zrobili.
Nie dało się.
Jak ?
Obraz zaczął się rozpływać. Mela widziała jak Gabriel znika sprzed jej oczu. Wciąż czuła jego dłoń. Zapragnęła poczuć teraz jego pocałunek. Było za późno. Łzy potoczyły się w dół po jej policzkach.
Wydała z siebie świszczący, zachrypły krzyk.
Zniknął.
Odszedł.
Na zawsze.
Gabriel....

tumblr_muq7dbkehu1skojnwo1_500.jpg



Przedostatni rozdział, witam was kochani :)
Smutno, no, ale nie byłabym sobą, gdybym tego tutaj nie wplotła. Będzie jeszcze mała intryga i spodoba wam się w 100%. Także cierpliwości <3 Wiem, że jesteście wytrwali :D

Wbijać : expirion.tumblr.com/
  • awatar Desolation.: Cudnie i płynnie napisane. Zaczęłam, a tu już koniec. Nie wierzę, rozdział choć świetne napisany nie podoba mi się. Zapomnieć?! no nie ;c Jejku szybko następny! Zaintrygowałaś tą końcówką totalnie. Powaliłas mnie nią na kolana. Dosłownie. Cudowna, niesamowita, świetna, niezwykła, magiczna, nadzwyczajna, najlepsza ! Kocham <3
  • awatar Katsa: jeejkuu. to takie wzruszające.. mam łzy w oczach. ewidentnie <3 więcej takich opowiadań!!
  • awatar Tranquility.: omgomgomg, mamo, ale czad *.* jeny czekam i wgl matko jedyna jesteś najlepsiejsza! tak mi się smutno zrobiło, że masakra ;_; czekam na next, a ty jutro masz dodać!
Pokaż wszystkie (8) ›
 

panttera
 
Jeszcze nigdy z własnej woli nie biegła tak szybko. Zależało jej na Gabrielu. Co mogła z tym zrobić ? Nic nie pozostawało jej do wyboru, w końcu chyba go na prawdę zdążyła pokochać. O ile jest to możliwe w tak krótkim czasie. A teraz liczył się czas. Jej intuicja już po raz kolejny ją nie zawiodła. Lecz jak zwykle za to, kolejny raz za późno zdawała sobie z tego sprawę.
Nie mogła być daleko od Gabriela i obcych głosów, bo wszystko stawało się coraz głośniejsze i wyraźniejsze. Przedarła się z sykiem przez gęste krzaki, rozdzierając sobie przy tym rękaw koszuli. I w ciągu kilku sekund była na skraju lasu, na rozległej polanie, ogarniętej skrawkiem cienia i mgłą. Zatrzymała się, łapiąc oddech i spoglądając na to co działo się przed jej oczami. Wstrzymała oddech i w bezruchu wpatrywała się w dziki tłum ludzi, karłów i zwierząt, wybiegających z lasu. Wszyscy mieli w rękach broń, nawet taką której nie umiała konkretniej nazwać, czy jakkolwiek określić. Wszystko migotało przed jej oczami w ciemnych barwach. Ludzie biegli z głośnym wrzaskiem i groźnymi minami, karły mimo swego wzrostu dzielnie przedzierały się przez tabun kurzu i wysokie ciała, a zwierzęta gnały za nimi, przed nimi, po bokach. Dookoła. Wszędzie !
Dziewczyna zacisnęła mocno pięści, mrużąc oczy. Starała się wypatrzeć Irmę wśród tego wściekłego tłumu. Czyżby uciekła ? Zostawiła Gabriela?
Ruszyła szybkim krokiem, przedzierając się przez zamarty w jednej chwili tłum walczących.
Dostrzegła ich.
To był ten dziwny moment w którym zawsze zastanawiasz się co robić,a potem żałujesz. Cokolwiek byś nie zrobiła w takim momencie i tak będziesz żałować. Bo to właśnie taki moment.
Zaczęła iść szybko w ich kierunku, przepychając się przez tłum niezadowolonych z jej obecności gapiów. Była tak blisko. Nagle równie tak szybko, pojawiło się przed jej oczami jak i równie szybko zniknęło- ostrze miecza w ręce Irmy. Gabriel bezwładnie upadł zraniony na ziemię. Melania nie potrafiła dłużej tłumić w sobie krzyku. Nie mogłaby. Otworzyła szeroko usta, wydobywając z siebie zrozpaczony krzyk. Ruszyła biegiem w stronę Irmy, zatrzymując się tuż przed nią, gdy ona za sobą miała pień drzewa. Irma nie miała gdzie teraz uciec. Mela mierzyła do niej z łuku.
-Nie zrobisz tego- długowłosa szepnęła do Melanii.-Nie potrafiłabyś nigdy wbić we mnie ostrza. Piękna, jeśli naprawdę chcesz być szczęśliwa, to musisz wybaczyć tym, którzy Cię zranili.
Mela poczuła jak jej ręka zaczyna drgać bez kontroli. Ze strachu ? Z bólu ? Z bezradności ?
Dlaczego życie potrafimy tak bardzo ranić. Zdążyła polubić Irmę, zaufać jej słowom, które wydobywały się z tak idealnie różowych i gładkich ust. Mówiła. Szeptała. Obiecywała i potwierdzała. Więc dlaczego teraz stawiała ją w takiej sytuacji ? Może to tylko i wyłącznie wina Meli, że jej zaufała ? Jak mogła być tak nierozsądna i tak pochopnie jej uwierzyć ?
Dlaczego sprowadziła tu tych wszystkich przeciwników by pokonać Gabriela ? Co się działo ? Nie tylko wokół niej. Wszędzie.
Irma uśmiechnęła się złośliwie, unosząc znacząco do góry jedną brew. Wygrała ? Niemożliwe.
Nagle cichy świst strzały, przeszył powietrze, wbijając się w samo serce Irmy.
Melania stanęła bez ruchu, wpatrując się w cieniutką strużkę krwi, wypływającą z bok dziewczyny. Spojrzała szybko na swoją rękę. Jej strzała była ciągle na miejscu. Irma osunęła się z zamartym tchem na ziemię. Więc kto ją zabił ?
Dziewczyna odwróciła się za siebie. Było pusto i cicho. Gdzie podziali się ludzie ? Ci wszyscy ludzie, którzy dopiero co tu byli ? Co obserwowali akcję na polanie ? Uciekli ? Dlaczego ?
Spojrzała na Gabriela. Jego oczy były bezradne i bezbronne. Jego klatka piersiowa szybko podnosiła się i opadała. Spojrzała na jego dłoń w której trzymał łuk. Nie było strzały. Dziewczyna zmrużyła oczy, podchodząc do niego i spoglądając mu w oczy. Chciała coś powiedzieć, ale dziwna siła nie pozwalała jej na wydobycie głosu z gardła. Zacisnęła z całej siły usta i wymijając chłopaka, ruszyła biegiem przed siebie. Czuła, że do jej oczu napływają łzy. Łzy smutku, żalu, tęsknoty, bólu, rozczarowania. Łzy płynące po policzkach w dół. Płakała. Płakała bo miała już tego dosyć. Tego co ją otaczało.
Zawiodła się. Nigdy nie zaufa miłości. W zasadzie czy to była miłość ? Może po prostu tylko głupie zauroczenie ? Jak zwykle i znowu. Takie samo zakończenie. Chociaż raz mogłoby być inaczej. Chociaż raz !
Biegła coraz szybciej, nie czując już czy ma siłę, czy nie. Biegła, bo chciała uciec. Przed własnym życiem.
Dlaczego on ją zabił ?!
Nie miał prawa. Nie ważne co ona mu zrobiła. Nie miał prawa.
Czyżby Irma mówiła jej prawdę ? Gabriel zabił kiedyś człowieka ?
Skoro z taką łatwością wbił ostrze w jej ciało, to...
Zacisnęła oczy z całej siły. Bolała ją głowa. Traciła siłę. Siłę do życia.
Upadła, czując chłód na twarzy, bijący od mokrej i zimnej ziemi. Łzy wciąż płynęły po jej policzkach. Nic już nie było ważne...

Otworzyła oczy, widząc przed sobą płomień ogniska. Nieopodal siedziała starsza kobieta, dokładająca drewna do ognia.
-Na prawdę uwierzyłaś, że to Gabriel ją zabił ?-zapytała lekko. Nie było w jej głosie słychać wyrzutu czy też złości. Po prostu wydawało się jakby pytała z czystej ciekawości. Mela spojrzała na nią obojętnym wzrokiem. Nie znała jej. Ale czy to było istotne ? Nie chciała już nic więcej wiedzieć.
-To nie on, ją zabił, kochanie. Jesteś zbyt łatwo wierna...
-Jego łuk był pusty.
Kobieta spojrzała na nią.
-Jesteś bohaterką. Gabriel również. Oboje pochodzicie zza światów.
Mela zmarszczyła swój nosek w zamyśleniu. Czyli Gabriel był z jej świata ?
-Irmie zależało na tym, by przysłonić nasz kraj ciemnością. Trwało to od wielu lat, to też ludzie zmienili nazwę krainy na Ciemność. To tylko umocniło Irmę. Wiedziała, że ma ogromne szanse na wygraną. Ale zapomniała o jednym wiodącym fakcie-Kobieta na chwilę zamilkła, wpatrując się w ogień-Zapomniała, że co trzynaście lat, zjawia się tutaj ktoś, kto pochodzi zza światów. I tylko ta osoba, może uratować krainę od zła i niebezpieczeństwa. Nikt nie przypuszczał, że takich osób będą dwie. Ty i Gabriel. Ale gdy Irma, tylko skojarzyła te dwa fakty, postanowiła was od siebie rozdzielić...
-Mela...-dziewczyna spojrzała w bok. Obok usiadł Gabriel, uśmiechając się przepraszająco. Dziewczyna wzięła głęboki wdech. Nie rozumiała tego. Być może była zbyt głupia, by to pojąć. Być może. Ale poczuła łzy w oczach, tylko tym razem szczęścia. Bo był obok niej, ktoś kogo kochała. Mimo wszystko. Czy zabił kogoś czy nie.
-Ale miłość, wasza miłość zwyciężyła. Pokonałaś jej czary, sprawiające że czułaś chociażby ten zapach cynamonu. I kiedy połączyliście swoje siły, nawet całkiem nieświadomie, Irma poczuła, że przegrywa. Najpierw ty znalazłaś mały pakunek w pierwszy dzień, gdy tylko tu trafiłaś. Irma już wtedy zaczęła swoje czary testować na Gabrielu. Wilczur. Coś ci to mówi Mela ?
Dziewczyna spojrzała na Gabriela. Dlatego widząc tego wilczura, czuła obecność chłopaka. To było....dziwne. I niezrozumiałe.
-Jednak ona sprawiła, żebyś zgubiła ten pakunek, który i tak znalazł Gabriel. Więc postanowiła wkroczyć sama do akcji i mu go odebrała. Byłaś szybsza Melanio. Odebrałaś go jej. Irma wciąż przegrywała, a gdy razem zrzuciliście ten pakunek w przepaść, w gruncie rzeczy było już pewne że Irma zginie. Że przegra wszystko. Ta przepaść jest przepaścią życia i śmierci. Zrzucając ten pakunek w którym była malutka buteleczka, decydująca o życiu Irmy, pokonaliście ją. Jesteście godni mojego podziękowania.
Dziewczyna spojrzała głęboko w oczy Gabrielowi.
-Przepraszam, nie powinnam była cię tak posądzać. Jest mi tak głupio !-poczuła nagle pocałunek na ustach. Taki sam, jak w tamtą noc nad przepaścią. Pełny szczerości i miłości. Uśmiechnęła się do niego, mocno przytulając.
Ostatnie kilka minut było szokująco dziwne. Nie pojęte. Nie zrozumiałe. Ale na tym polegało jej życie. Na nieustannej zagadce. I tajemnicy.

1094954_541252542619693_1334566562_n.png



Ale namieszane jest.Masakrycznie długi rozdział, nie wiem, wyszło tak jakoś samo z siebie. Bądźmy szczerzy - pozbądźmy się jak najszybciej tego rozdziału...
Starałam się wam wszystko wytłumaczyć, słowami tej kobiety i nawet nie liczę, że zrozumieliście, bo ja sama ledwo co się mogę połapać w tym wszystkim. Nie umiem lepiej tego opisać, wiem, że zawiodłam was wszystkich tymi ostatnimi rozdziałami. I w ciszy czekam na szczere opinie, które coś czuję nie będą pozytywne. Ale mówcie śmiało nie obrażam się, a zawsze to rada na przyszłość :)

Jeszcze 2 rozdziały.
  • awatar Bez Granic ♥: Brak mi słów .. zajebisty rozdział kobieto ; *** Wciągnął mnie w kilka sekund <3 Jak sie ciesze że jednak są razem , a ta Irma odeszła ; )) Teraz powinno być dobrze ; **
  • awatar Razem, na zawsze.: Cuuuuuudowny jest!<3 Czego Ty chcesz od tego rozdziału?
  • awatar ∞One Dream... One Band...One Direction∞: Wyszedł ci i mi tu głupot nie pierdol!! Zakochałam się w tym opowiadaniu i chce go jeszcze długo czytać, więc... wiesz... wtrąć jeszcze jakieś niebezpieczeństwa, a Arturowi Mela niech na zawsze powie papa bo od początku byłam za Gabrielem... tak wiem, nie ufałam mu, ale Irma, więc wiesz... Czekam na następny^^
Pokaż wszystkie (10) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów