Wpisy oznaczone tagiem "gliwice" (427)  

yourchoiceisyourart
 
We've come too far
To give up who we are
So let's raise the bar
And our cups to the stars



Jak ja nie lubię takich dni bez planu.
Budzę się i dalej nie wiadomo.

Miałam ochotę po przebudzeniu powiedzieć komuś tę bzdurę.
Ale chyba usłyszałam, że już dość narobiłam/dość już się stało.
Ewentualnie dość już sobie wymyśliłaś, żeby później stworzyć z tego Twoją rzeczywistość.
I myślę, że pojawiła by się też odpowiedź: Dość już tego dobrego, teraz skoncentruj się na priorytetach, które są wymagane do Ciebie "od życia" na typ etapie.

No dobra, dobra.
To będę robić to, "co do mnie należy", a później podniosę poprzeczkę.

Choc wolałabym usłyszeć: I co Ty narobiłaś...
3 lata woloności, inspiracji, zaangażowania...

Gdzieś przeczytałam, że powinno się chwalić za spektakularne pomyłki, a karać za przeciętne sukcesy.

No to czekam na srebrny pył gratulacyjny.
Tych pomyłek naprawdę było wiele.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
It might not be the right time
I might not be the right one
But there's something about us I want to say

Mówią: Zrób coś ze swoim życiem (mama, która wie, że pasji do garnka nie włożysz). Mówią: Posłuchaj głosu wnętrza (cudowna,uduchowiona Kasieńka, co prowadzi concept store w sercu opolskiego jarmarku). Mówią - Licz się ze słowami (babcia).

I tego ostatniego akurat mogliby nie mówić.
Z czasem w słowa zaczyna się wierzyć.
Nawet, jeśli są przeinterpretowane. Z góry na dół. Jak tekst tej piosenki.



But there's something about us I've got to do

A.
 

kciuk-pl
 
Polscy lekarze z Centrum Onkologii w Gliwicach odnieśli wielki sukces - przeszczepili twarz 33-letniemu pacjentowi, który uległ wypadkowi w pracy. - To pierwsza na świecie próba transplantacji twarzy ze wskazaniem szybkiego działania ..

Link: www.kciuk.pl/Sukces-Polakow-Pierwsza-taka-transp…
 

yourchoiceisyourart
 

Z poprzednich świąt pamiętam śnieg, szczelnie zamykane za sobą drzwi i czas, który po 15.00 zdecydowanie zwalniał. W domu, w którym nikogo się nie spodziewaliśmy.
Leżałam na brzuchu z nogami merdającymi w powietrzu.
Wszystko się tak miło komponowało, siwe włosy cioci W i moje wzruszenia. Śmieszne i niezrozumiałe wybuchy niby śmiechu, a płaczu. Pyszne czekoladowe jajeczka i soki marchwiowe, poupychane w skrytkach, żebym od razu wszystkiego nie wypiła.
Wtedy był śnieg, a teraz jest deszcz... mgła... szarość... I naprawdę, nie zamierzałam upijać się sokami marchwiowymi.
Pierwsze dni miesiąca od jakiegoś momentu są dla mnie takie same i takie proste.
O nic się nie martw, odpocznij, zjedz kawałek placka i przestań myśleć o życiu.
Twoje życie samo się ułoży. Miesiąc temu było przynajmniej trochę bardziej przewidywalne.
Gdybym umiała grać na gitarze, pewnie komponowałabym piosenki, patrząc w sufit.
Starzy znajomi? Brak. Ogniska/Grille? Brak.
A ze mną coś się stało i się chyba nie odstanie za szybko.
Okoliczności sprawiły, że się zawiesiłam w myślach.
Rozprzestrzeniam wrednie marazm dookoła. I zastanawiam niezmiennie, co mogą robić ci wszyscy „inni”, z którymi kiedyś dzieliłam życie.
I chyba nie ma co porównywać.
Chętnie położyłabym się na podłodze, otworzyła okno w dachu i patrzyła w gwiazdy. Dopóki nie zacznie padać. A jak już zacznie... to po prostu zamknęłabym je. Tak, jak właśnie zamykam dość istotny, choć bardzo rozedrgany etap w moim życiu.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pomyślane przy:



Chyba towarzyszy mi coś w rodzaju zespołu posttraumatycznego rozstania (z miastem, z miejscem, tu: z Opolem). Właśnie w rozmowie z Londynem, z platformą community, gdzie rozpatrywałam możliwość współpracy, powiedziałam: "Czuję się, jakbym straciła kogoś bliskiego, chcę wyłączyć myślenie/analizę, mój czas się rozciągnął i moje zaangażowanie w pracę będzie teraz najwyższe z możliwych, to dobry moment."
Sprawdziłam - Na liście najbardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka nie ma wysoko uplasowanego "zmiana warunków życia".
Więc nie wiem, skąd ta gorycz, szamotanina i poczucie straty.
Na szczęście są jeszcze ze mną ludzie, którzy mówią "Walcz o siebie." i przypominają, że tu chodzi o mnie, o nic więcej.
Dziękuję ♥

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:



Co za miłe uczucie, gdy ktoś się na Ciebie uprze.
Dokładnie wtedy, gdy i tak nie wiesz, co zrobić. Ani co ze sobą zrobić.
Gdy czasu jest ogólnie bardzo dużo, a czasu na to, co powinno się zrobić, to już jak na lekarstwo.

Odebrałam dziś telefon, babcia.
- Tylko mi tam nie pij. Ani kieliszka.
- Babciu, ja nie piję ani kieliszka. - Stwierdziłam, zgodnie z prawdą.
Kto by się rozmieniał na kieliszki.
Będziemy pić z gwinta.

Z gwinta się upijam wolnością, swobodą i wszystkim tym, co wydarza się zastraszająco szybko.
Wmawiam sobie, że nie wszystko mogę, jeśli nie ubierze się tego w formę, która będzie odpowiednia.
Więc znajduję tę formę, i tak mając ją w nosie.
Takich dni, jak te, po prostu nie pamięta się z perspektywy czasu. Po prostu się czuje, że one coś zmieniły, że wtedy stawało się tym, kim się jest teraz.

Niby niebanalna ze mnie dziewczyna, bo tak ktoś kiedyś powiedział, jakieś 2.5 roku temu.
A wciąż taka durna.
- Tutaj nie chodzi o jakieś zadania, tylko o Ciebie. - Usłyszałam odbierając drugi telefon, między tym, jak dawałam kotu nową zabawkę, a tym, jak marznęłam na podwórzu.

No dobrze, nie chodzi o jakieś projekty. Nawet o rozwój zawodowy nie chodzi.
Tylko o mnie.
Ale co ze mną?

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:



Posłuchanie sobie piosenek z poprzedniego wieczoru do porannej kawy (dziś) okazało się z lekka nietrafionym pomysłem. Choć rano panował chaos i pośpiech, kanapka z ogórkiem i szczypiorkiem.
Nazbyt nostalgicznie nastroiło. Później było tylko gorzej, tyle inspirujących miejsc, niosących za sobą wartość.
Miałam poczucie straconego czasu. Straconych 3 lat, poprzednich 3 lat. I choć powinnam uderzyć się w głowę, to nie da się tego ukryć, zmazać, schować między wiersze.
Tutaj, pięknie miejsce za pięknym miejscem.
Natężenie niesamowite.
A we mnie poczucie, że coś się skończyło.
Że (tam) nie ma już czego zbierać.
Gliwice. Środek ulicy, środek chodnika... właściwie, i babcia, która rozpakowuje się ze swoimi maleńkimi bucikami z włóczki, za 8zł.
Kawiarnia, z której pachniało na odległość. Wchodzę. Widzę seniorki siedzące dumnie przy kawałkach placka, przepraszam - kołocza.
- Czy Warszawa ma takie miejsce? - Słyszę pytanie.
- A czy musimy teraz rozmawiać o Warszawie? - Rzucam od niechcenia.
Jestem w Warszawie, przyrównuję do Śląska.
Jestem na Śląsku, doszukuję się różnic z Warszawą.
Do wspólnych, "naszych" z kimś zdań wtrącam: "A pamiętasz, jak w Opolu...?"
Tak dłużej nie można.
Jestem w miejscu rozkopanym, pełnym potencjału, ale jasne jest, że jeszcze chyba nic nie jest tutaj na swoim miejscu, tak na pewno.
I dociera do mnie, że to miejsce jest, jak ja.
I pierwszy raz w życiu łapię moje autobusy, tramwaje i pociągi, niczego nie analizując.
Po prostu będąc w mieście, które jest niebywale głośne.
W miastach, gdzie ciągle mijam kobiety po 60tce w garsonkach i z torebkami kiepskiej jakości przewieszonymi przez ramię.
Po prostu tam będąc.
Biorę na ręce kota z nikiszowieckiej kawiarni Byfyj.
Wpadam zdyszana do Białej Małpy w Kato.
Długo, bardzo długo szukam Placu Sejmu Śląskiego.
- Ja już tutaj byłam! - Krzyczę w zaskoczeniu. Kilka lat temu się tutaj włóczyłam. - Rozpamiętuję.
I nie ma w tym ładu, planu...
Jestem rozedrgana i kompletnie nie wiem, co będzie jutro.
Im bardziej walczę, tym głębiej zapadam się w roztrząsanie, wątpliwości i szarpię się z poczuciem ważności, albo straty.
Wszystko przeze mną przepływa. Po raz pierwszy w życiu, od 3 lat, nie mam planu dnia.
Czekam, aż znajdzie się ktoś, najlepiej - niech mnie pozna, podejdzie na ulicy, potrząśnie i zapyta:
- Co Ty ze sobą zrobiłaś?!
Jeszcze trochę, a koło się zamknie.

To mógłbyś być Ty. Z tym swoim bezczelnym słownictwem, na które nie wyglądasz w swojej białej koszuli.

Przychodzi koniec dnia. Jesteśmy spokojni. Jesteśmy szczęśliwi.
Drażliwi, niemądrzy i nieokreśleni tak, że nie zależy nam już na niczym.
W międzyczasie, z przypadków, z szamotanin i z resztek chęci, udaje się coś, o czym się nie powie "udało się", ale co się doceni kiedyś, jak się jeszcze trochę bardziej uspokoi.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:



Donikąd nie zmierzam. Nic się nie zmienia. I jest już tak od dwóch dni. Ale nie jestem zrezygnowana. Nie jest tak, że nie mam w co rąk włożyć. Przypomniałam sobie o starej pasji, bardzo chwilowej, która idealnie mi pasuje i która nie może być chwilowa.
Jest jeszcze ciepła historia, którą rozwijam w mojej głowie. Gdyby tak jeszcze nie pozwalała mi zasnąć.
Ale tak nie jest, zasypiam wcześnie, o niczym nie myśląc.
I budzę się, jakby to miało się nigdy nie skończyć.
Czasami zdarzy mi się rozpłakać na myśl o tym, że ja jestem tutaj i nic nie robię ze swoim życiem.
A mogłabym być gdzie indziej, szepcząc: Wiem, że możesz być moją siłą sprawczą.

Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love is not enough
And the road gets tough
I don't know why
Keep making me laugh, let's go get high
The road is long, we carry on
Try to have fun in the meantime

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain
You like your girl's insane
Choose your last words
This is the last time
'Cause you and I
We were born to die

Mogłabym odmówić sobie rosołu z makaronem.
Mogłabym odmówić sobie przedstawienia swojej rodziny komuś, kto ma szansę nią być. Ale ja nigdy nie miałam prawdziwej rodziny.
Wychowały, a w miarę jak dorosłam i na wychowanie było na późno, to stworzyły mnie po postu historie i relacje z ludźmi, którzy pozwalali mi się wznieść.

Jest miło, ale nie wiem, czy właśnie tego chcę.
Nawet nie nazwałabym tego lenistwem, czy bezruchem.
To po prostu marazm.
Prywatnie - Jest ocean niczego, pomieszany z rozczarowaniem i sztywnymi ruchami, by dobrze wypaść.

Rozpaczliwie pragnę pozbyć się dystansu i rozwagi.
Przeżyć coś, po prostu. Bez oceny, czy to ma sens.
Z konsekwencji stworzyć sobie resztę życia, mając przynajmniej do czego wracać.
A tak? Niewiele za mną, nie wiadomo, co przede mną.

A.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów