Wpisy oznaczone tagiem "odchudzanie" (1000)  

dwiestronymedalu
 
Abominacja Istnienia:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

fit.strong.happy
 
Mój kochany blog, który zdecydowanie zbyt często porzucam i zaniedbuje, ale w godzinie kryzysu zawsze służy pomocą.

Dokładnie, nadeszła chwila kryzysu i stwierdziłam, że chce sobie pomóc i wrócić na dobrą drogę.
Kryzys mamy proszę państwa taki, iż moja waga pokazała 72kg... jedyne o czym myślę, to to, że to powrót do samego początku. Ten powrót jednak nie zaskoczył mnie aż tak bardzo, bo byłam świadoma, że do tego dopuszczam. Oczywiście, że jest mi przykro, że byłam już gdzieś i znowu wróciłam, ale spróbuje to potraktować nie jako karę, a wyzwanie.

A czemu pozwoliłam na to? Przez zimę jest mi zawsze ciężej się zmotywować, a w trakcie sesji zajadałam stres i chyba wtedy przytyłam dobre 2kg. Więc byłam świadoma, że tony niezdrowego jedzenia i brak ruchu prowadzi tylko w jednym kierunku. Brak czasu i dobrej organizacji też nie sprzyjał podejmowaniu jakiejkolwiek walki.

Także jestem tu dzisiaj, mam nadzieję, że na dłużej niż ostatnimi razy.
Zaczęłam dzisiaj, bo bez sensu czekać na poniedziałek i odkładać.

Małymi kroczkami do celu.
18193397_1316475298430078_851293584011614029_o.jpg

Trenning  ✔
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Dzisiaj napiszę odnośnie kilku tematów, które od jakiegoś czasu długo we mnie siedzą.

Chciałabym zacząć od tego, że planuję kupić sobie maszynę do pisania. Jeszcze nie wiem po co i dlaczego ale jestem zafascynowana czcionką maszyny i po prostu mnie one kręcą. Pamiętam, jak byłam mała i chodziłam z Tatą do sąsiadów na dole i Pani E miała maszynę do pisania. Zawsze siadałam i stukałam w klawisze. Ah, to były czasy... Tak więc na razie na ebay'u się rozglądam, ale myślę, że coś z tego wyjdzie i w jakimś kierunku się uda (tylko jeszcze nie wiem gdzie).

Ogółem byłam wczoraj w Asdzie i kupiłam sobie 3 organiczne herbaty - jedna zielona, druga z imbirem a trzecia na spanie. Każda kosztowała Ł2.50 za 20 torebek... I ostatnio jeszcze myślałam, że to fortuna wydać tyle kasy na herbaty i to jeszcze za tak mało torebek, ale... No właśnie ALE! Kiedy idę do COSTY z PP (podopieczna z pracy), pojedyncza herbata kosztuje Ł2.10 więc kupując sama dla siebie 20 torebek za podobną cenę, na prawdę nie przepłacam (mimo, że przy kasie serce trochę szybciej bije). Tak więc stwierdziłam, że I will treat myself to some tea.

No właśnie a propos pieniędzy. Zauważyłam, że kiedy się zdrowo odżywiam to wydaję mniej kasy niż kiedy kupuję mięso-podobne gotowce wegańskie. Wiem, Ameryki nie odkryłam. Nie pamiętam czy Wam pokazywałam, ale byłam na zakupach którejś soboty i nakupowałam rzeczy pod koniec miesiąca bo mi kasy zostało. Nie lubię wydawać kasy, ale jak już robię zakupy, to już wtedy na maksa. Właśnie wtedy zrozumiałam, że jeżeli będę się zdrowo odżywiać, wydam mniej kasy przez 30 dni i pod koniec miesiąca mogę zaszaleć, więc sytuacja win - win.

Z Karolkiem dzisiaj byłam w lesie znowu. Muszę Wam powiedzieć, że jestem na prawdę dumna z postępów. Co raz więcej kica. Ba! Kiedy się czegoś boi, to teraz staje na dwóch łapkach i "Mama, podnieś bo się boję". Ale jakbym w domu chciała go podnieść, to nie, bo największa kara, lol. Dzisiaj jak stanął na tych swoich dwóch puszystych łapkach, to jedną rękę włożyłam mu pod żebra, drugą pod dupkę i pełnia szczęścia. Jakbym w domu chciała tak zrobić to największa kara jaka może być, haha. Ba, tylko bym mu rękę włożyła koło brzucha i już by za sofą był.

Dzisiaj to tyle na razie. Staram się żyć chwilą póki mogę. Na szczęście w pracy mam trochę lżej, już nie pracuję jak wół. Wiem, że to oznacza mniej kasy ale wolę mieć więcej czasu dla siebie i przychodzić do pracy szczęśliwa niż pracować jak wół i jedynym pocieszeniem jest kasa.

Na sam koniec, żeby humor poprawić, zdjęcie Karolka z naszej wyprawy do lasu. Kocham <3

18.02.2018 _ Niedziela
 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hononey
 
Niestety z tamtym wpisem się nie uporałam, z racji pracy. Tekst dla Siostry przetlumaczony więc na razie mam wolność. Z wyjątkiem tego że Babcia D miała zawał serca i wieczorem chodzimy do niej w odwiedziny (o tym kiedy indziej).

Wracając do tematu z poprzedniego wpisu, z Tatą była kompletna jadka przez telefon. Jechałam rowerem do domu i darłam się w słuchawki. Mnie się oberwało za to że chciałam dobrze.

Jeszcze tak a propos Tata wierzy, że to że "dostałam w dupę" jako dziecko "kilka razy" zrobiło mi dobrze i teraz mam "twardą dupę" jako dorosła osoba. Chcecie znać prawdę? Wcale tak nie jest. Wcale nie czuję jakbym mogła walczyć o swoje. Jedynie zamieniam się w lwicę jeśli ktoś/coś chciał/chce skrzywdzić Bunię czy Karolka. Bunię uratowałam kiedyś przed Owczarkiem Niemieckim i Rotwailerem, ale o tym też kiedy indziej. Wracając do tematu, jestem po prostu bojaźliwym człowiekiem przez to jak zostałam wychowana. Dla innych skok ze spadochronu przyprawia im dreszy i wyrzuty adrenaliny. Dla mnie postawienie się komuś, sprawia że cała drętwieje, a serce wali mi jak oszołom.

Próbowałam się kilka razy postawić ojcu już przedtem kiedy jeszcze z nimi mieszkałam ale z marnymi skutkami. Chociaż tyle, że Mama starała się to widzieć z mojej perspektywy (sama miała problemy ze swoim tatą w dzieciństwie) więc też potrafiła ryknąć na ojca, żeby już mi dał spokój. Nawet kiedy wreszcie zaczęłam zarabiać swoją kasę i sama kupowałam własne jedzenie, dalej były wyrzuty bo przecież elektryki używam. Więc do momentu kiedy mieszkałam z rodzicami, wszystko szło pod dyrektywę taty. Wystarczyło, że był wkurzony jak grał na xbox'ie, potem go nosiło i mi się obrywało z jakiś błahostek.  

Najlepsze było jak przed świętami trzeba było sprzątać. Zawsze to samo. Powiedziałam Mamie, żeby powiedziała mi co robić i ja posprzątam tylko nie wiem co, ale jak mi powie to ma załatwione. Wiadomo, Mama wie co trzeba zrobić koło domu. Tylko potem tata się wtrącał i było: "Nie będziesz robiła tego, tylko to" no to ja "Dlaczego?" a on "Bo ja tak mówię". Najlepsze było to, że Tata mimo wyniesienia kilku rzeczy praktycznie nic nie robił, a ja byłam mielona obowiązkami między tym co Tata powiedział a Mama. Do tego jeszcze warto zauważyć, że w okresy świateczne mieliśmy zadawane wypracowania naukowe, itd więc na prawdę zależało mi na czasie. Więc w ostatnie święta przed przeprowadzką było na prawdę ciekawie. Mówię do Mamy, Mama mów co mam robić i zrobię. Mama mówi, żebym się za coś wzięła. Potem do kuchni wchodzę, Mama w kuchni i Tata do mnie czemu nic nie robię. A ja mówię, że przygotowywuję rzeczy do sprzątania. Do mnie, że nie będę tego robiła tylko mam się wziąc za coś innego. W końcu Mama do niego kulturalnie powiedziała, żeby się nie odzywał bo ma dla mnie listę rzeczy do zrobienia, robię wszystko o co mnie prosi i zapytała się czy zrobił to o co go wcześniej prosiła. Nic nie odpowiedział. Wyszedł z kuchni, poszedł do garażu a potem się skończyło jak zwykle tak samo - siedział przed xbox'em.

Nie zrozumcie mnie źle, na moim tacie można na prawdę polegać - ostatnio był chory. Miał ciężką grypę. Potrzebowałam przewieźć ciężki sejf z pracy ale nie miałam jak. Tata się obudził i przyjechał po mnie do pracy i odwiózł a potem poszedł spać u siebie w domu.

Tata mnie zawsze bronił w szkole, jeśli ktoś mi dokuczał, ale w tym problem. Ja nigdy nie mogłam uderzyć pierwsza i nie chciałam się bronić bo wiem że potem miałabym tłumaczenie u ojca. Do tego jeśli bym skłamała, że ktoś pierwszy udeżył, dostałabym jeszcze większe lanie w domu. Po prostu nigdy nie czułam się bezpiecznie sama z sobą. I na prawdę bałam się czasami własnego taty. Skąd mogę wiedzieć, kiedy się na mnie wścieknie? Jedyna osoba (oprócz Mamy) którą kochasz od urodzenia jest jednocześnie bogiem (bo tak widzimy rodziców jako dzieci) i katem. Jak można się czuć bezpiecznie przy takiej osobie? Nawet jak "dostałam w dupę" (jak to lubi mój tata mówić) jak już mnie przestało boleć, szłam z płaczem do taty i go przepraszałam bo czułam się winna? Ale czy na prawdę to ja powinnam czuć się winna? Co ja mogę wiedzieć jako dziecko?

Miałam może 8 lat? Popsułam przez przypadek stary automatyczny ołówek ojca (automatyczny - taki co się gruby grafit wkładało do środka). Chciałam zobaczyć czy uda mi się tą "paszczą" łapiącą grafit, podnieść gumkę do wycierania ale gumka była za twarda i niestety pręty się wygięły. Nie zrobiłam przecież tego celowo, jedynie byłam ciekawa. Po prostu bawiłam się przy kolorowaniu. Nawet nie wiecie jaki wpierdol dostałam od ojca. Nie mogłam usiąść bo mnie aż tak bolało. Za głupi ołówek...

Historii jest wiele na prawdę, a dzięki sytuacji która miała miejsce kilka dni temu wreszcie mogłam z siebie wyrzucić poczucie winy, że nie byłam wystarczająco dobrą córką.

Na razie to tyle. Kiedy poczuję potrzebę wyrzucienia z siebie więcej, na pewno jeszcze nie raz o tym napiszę. Na razie to tyle, a ja kładę się spać. Kocham <3
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Musisz walczyć o swoje, w dzisiejszych czasach tylko tak można do czegoś dojść, pamiętaj.!
  • awatar Bad Bunny: Twój ojciec był tyranem i nie ma co go usprawiedliwiać. To, jakie on miał dzieciństwo nie powinno mieć żadnego wpływu na Twoje wychowanie. On to się po prostu nadaje do terapeuty ze swoim zachowaniem i tyle. To jest chore, że my ludzie mamy bardzo częste dendencje do powielania złych nawyków naszych rodziców. Trzymaj się i nie daj się! A już na pewno unikaj powielania wzorca.
  • awatar .Miss Independent.: z moim ojcem tez się dogadać nie mogłam. Miałam z nim mnóstwo spin i problemów. Teraz im mniej go widzę to mniej kłótni,. Z tym że ja się stawiam i tu był zawsze problem.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

lalkazombie
 
Lalka Zombie: Obudziłam się dziś zlana potem. Śniło mi się, że weszłam na wagę i nagle ważyłam prawie setkę. Więcej niż kiedykolwiek. Coś koło 77-87kg. To pierwsze ostrzeżenie mojej świadomości. Jeśli nie skończę z tymi spacerkami, obiadkami na mieście i czekoladkami od Pietruchy, to tak własnie będzie wyglądać smutna prawda.

Po czym późnym popołudniem ojebałam 2 bajeczne i puszkę walentynkowych Mieszków xD
Pokaż wszystkie (4) ›
 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xxhereuxrose
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

pzpz
 
W tamtym tygodniu opublikowaliśmy post o diecie pudełkowej: Fenomen diety pudełkowej – 19 powodów dlaczego warto. Podałam w nim powody, dlaczego warto wykupić katering dietetyczny. Zadaliście mi wówczas wiele pytań o dostawcę, z którego usług warto skorzystać. Bardzo mnie to ucieszyło, bo to dowód na to, że nie piszę sama dla siebie i że liczycie się z moim zdaniem. Niestety nie mam dla Was jednoznacznej odpowiedzi, bo zadowolenie z decyzji zależy od wielu czynników. Jednak nie oznacza to, że zostawię Was samych sobie.
 
Więcej: mlodzinadorobku.pl/katering-dietetyczny-wyszukiw…

salad-791891_1920.jpg
 

hononey
 
Pinger działa jak chce, ale ja zdecydowałam, że i tak będę pisała - tylko nie było kiedy czasu, bo... no właśnie bo D cały czas za mną chodzi i spędza każdą możliwą chwilę. Przytula, buzi daje. Krótko mówiąc wie jak bardzo sprawę spierdolił. Ba, wracam teraz do domu i chata ogarnięta i mogę dla nas obiad robić. Zostało mi jakieś 30 minut zanim będę musiała jedzenie szykować do pracy więc postaram się jak najszybciej napisać co mogę. D i tak teraz śpi a ja już po solarium i zakupach.

No więc jak rzeczy mają się z D. Niedawno mieliśmy kolejną rozmowę. D się mnie zapytał czy nadal chcę się wyprowadzić, powiedziałam że tak. Znowu się popłakał (w sumie to mu się nie dziwię i nie uważam, żeby czyiś płacz był oznaką słabości, ale o tym kiedy indziej bo na serio nie mam czasu). Następnego dnia chodził za mną cały czas i błagał mnie o kolejną szansę, ale stanowczo mówiłam, że nie bo to i tak niczego by nie zmieniło. Praktycznie połowa dnia spędzona dosłownie w ten sposób. Oboje płakaliśmy, chociaż ja bardziej dlatego, że czułam empatycznie przez co on przechodził.

Pytał się mnie dlaczego nie chcę mu dać ostatniej szansy. Powiedziałam, że nie chcę go jeszcze bardziej torturować, narobić mu nadzieji kiedy on się będzie starał a potem mu jeszcze powiedzieć, że i tak chcę się wyprowadzić. W końcu przed samym moim wyjściem (nie pamiętam dokąd szłam) powiedział, że jeżeli będę chciała się wyprowadzić jak skończy się umowa, to mam zielone światło ale niech mu chociaż pozwolę sobie pokazać jak może być, ostatnia szansa. Powiedziałam, że się zastanowię bo pasowało mi to, że dałby mi odejść. Od tamtego czasu nie odstępuje mi na krok a kolegi nie widziałam już chyba z tydzień w domu!

Ale ten wpis nie o tym. W sumie to nawet nie wiem czy uda mi się to wszystko spisać w tak krótkim czasie - zostało mi 17 minut do zbiernia się do pracy. Ten wpis będzie o tym jak bardzo kochamy naszych rodziców będąc dziećmi i jak bardzo chcemy im dogodzić nie rozumiejąc, że to nie nasz obowiązek.

Wczoraj wracałam z pracy i zadzwoniłam do Taty, jak zawsze żeby pogadać. Między nami jest dobrze, bo ja mieszkam na swoim i mogę się sama utrzymywać i nikt już mi niczego nie żyga. W wielkim skrócie mój Tata miał na prawdę ciężkie dzieciństwo i nadal walczy z demonami. Ja ogółem w jego sprawy się nie wtrącam, chyba że wiem że jakoś mogę mu pomóc. Tata ma rodzeństwo i każdy wie, że w rodzeństwie nie zawsze jest kolorowo. Jeśli Ciocia/Wujek się mnie pyta co u Taty kiedy jestem w Polsce, grzecznie odpowiadam, że to nie są moje sprawy i sami wiedzą jak się skontaktować z Tatą. Nie było żadnego problemu, aż do wczoraj. Ciocia poprosiła mnie o przesłanie życzeń urodzinowych Tacie ponieważ nie mogła się z nim skontaktować wcześniej (mniejsza o szegóły). Napisałam, że prześlę myśląc, że Tata się ucieszy, że jednak ktoś o nim pamięta. W końcu to nie były jakieś potajemne sprawy, tylko najzwyklejsze urodzinowe życzenia.

Więc rozmawiam wczoraj z Tatą przez telefon jadąc z pracy i rozmowa przeszła w jadkę, ale to dosłowną. Jeszcze nigdy się tak z Tatą nie pokłóciłam. BA! Wreszcie mu część rzeczy powiedziałam, za które mam żal aż do dzisiejszego dnia. Ogółem poszło o to, że przekazałam Tacie życzenia urodzinowe a powinnam Cioci powiedzieć, żeby sama mu je przekazała? Chciałam zrobić dobrze, ale jak zwykle to ja jestem winna wszystkiemu. Poczułam się jak zwykle jak śmieć bo mojemu Tacie nigdy nie można było dogodzić jako małe dziecko. Zawsze coś było ze mną źle. Nie takie pismo - trzeba było przepisywać zeszyty od początku. W wakacje nie mogłam wyjść na dwór się bawić, tylko musiałam przepisywać streszcznia filmów z tele tygodnia, żeby mózg mi nie rozleniwił pod czas wakacji. Tata zawsze mi powtarzał - "Chcesz być inna? To bądź inna w nauce". Nigdy nie mogłam robić jak chciałam, wszystko było pod dyrektywę ojca. No i żeby nie było, byłam lana po dupie - lub mniej kontrowersyjnie - karcona, bo jak mówi, nigdy nie dostałam za nic, zawsze był powód (Tata potrafił dostać za to, że potrafił zapytać się swojego taty żeby mu pomógł z lekcjami). Więc jak możecie się domyśleć, poczucie własnej wartości spada. Nigdy nie czułam się, że mogę stanąć we własnej obronie w szkole bo osoba którą najbardziej kochałam (Mamę też kocham, żeby nie było) tak bardzo mnie zraniła emocjonalnie/psychicznie.

Jednak nie zdążę tego wszystkiego napisać - jutro postram się dokończyć, ale jutro bierze priorytet tłumaczenie dla Siostry także jeszcze zobaczymy. <3

12.02.2018 _ poniedziałek
  • awatar Ach2017: Po pierwsze to się cieszę, że dałaś wreszcie znak co porabiasz. Zastanawiałam się co się z Tobą dzieje, czy to Ty nie masz czasu czy to pinger tak nawala. :/ Po drugie z kolegą D. to chyba cud? Przepraszam Cię za moją uszczypliwość, ale D. jako facet powinien być stanowczy w ochranianiu domowego ogniska. Rozumiem, że jest empatyczny i może mieć gorsze dni, no ale nie codziennie! 3. Kiedy kończy Wam się ta umowa o wynajem? Po czwarte zachowanie Twojego Taty jest szokujące i teraz i gdy byłaś mała. Przepisywanie streszczeń jeśli chodzi o pracę mózgu to bezsens. Rozumiem gdyby miało to na celu wygląd pisma, to ok, ale myślenie?! :/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

pzpz
 
Przechodząc na post Ewy Dąbrowskiej, na którym jestem od początku maja (post o poście) wiedziałam, że będę często sięgać po gęste koktajle warzywne, aby dostarczyć wycieńczonemu organizmowi cenne witaminy i mikroelementy. Aby soki na poście Ewy Dąbrowskiej nie były nudne zadbałam o odpowiednią oprawę w postaci ziół i przypraw. Korzystając z wyciskarki do soków mogę śmiało eksperymentować z różnymi dodatkami, ponieważ nie straszne są dla niej takie pychoty jak imbir, mięta, melisa, bazylia, tymianek, pokrzywa. Mogę korzystać z wszystkich warzyw: i twardych i miękkich i włóknistych. Dodatkowo zamiast wodnistych soków powstają gęste koktajle, które zaspokajają nie tylko pragnienie, ale i apetyt. A że sok to esencja smaku, więc są przesmaczne. Zresztą o tym, że jestem w nich zakochana już pisałam: TUTAJ. Wróćcie do tego tekstu i zobaczcie jaki zbawienny wpływ miały i mają na nasze życie.
 
Więcej: mlodzinadorobku.pl/soki-na-poscie-ewy-dabrowskiej/

detox-1995433_1920.jpg
 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

dwiestronymedalu
 
Abominacja Istnienia:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

fingertip
 
To do mnie wraca. Cały świat próbuje mi uświadomić, że nie jestem wystrczająco dobra. Ostatnim razem schudłam 5kg. Nie był to najlepszy sposób, ale przynajmniej zadziałał (chociaż nie doszłam do uwg) i z 57 schudłam do 52kg, niestety po kilku miesiącach znowu przybrałam na wadze. Najbardziej zabolało mnie gdy mój chłopak zapytał się czy przytyłam. Próbowałam to usprawiedliwiać faktem, że on pochodzi z kompletnie innej kultury itd. ale wreszcie musiałam przyznać mu rację. Tak, znów jestem tłustą świnią. Tego samego dnia zwymiotowałam cały obiad i paczkę nachos. Moja mama także zaczęła mówić, że znów nabieram "kobiecych kształtów", co dołuje mnie jeszcze bardziej.
Chcę to zmienić, jestem zdeterminowana. Będę się głodzić dopuki nie dotrę do 42kg. Zastanawiam się tylko czy najpierw chcę zerwać z chłopakiem, czy zaczekać do momentu, gdy zacznie martwic się o to, że tym razem jestem zbyt szczupła.
Mam szczerą nadzieję, że w tym momencie mojego życiaę nie będę miała nawet czasu na jedzenie. Jestem w drugiej klasie liceum i przygotowuję się na egzamin na architekturę. Na naukę dziennie spędzam co najmniej 3 godziny, a na rysowanie czasami nawet 24 godziny tygodniowo (w zależności od tego ile rysunków mam do skończenia). Muszę tylko założyć, iż nie będę jadła gdy się uczę (żadnych przekąsek, przerw na jedzenie). Gorzej z ćwiczeniami, ponieważ nie mam kompletnie czasu, więc będą mi musiały wystarczyć przedłużone spacery ze szkoły do domu i może ewentualnie jakieś 5-minutowe ćwiczenia.
Dzisiaj zamieżam zjeść tylko zupę (niezabielaną), natomiast jutro planuję zrobić fast, który sprubuję przeciągnąć do środy (do obiadu). Przez te tzy dni będę brała tylko witaminy z biedronki w ktróe się wczoraj zaopatzyłam.
Z góry przepraszam, jeśli posty nie będą się pojawiać regularnie, ponieważ jestem teraz naprawdę zawalona nauką. :( W ferie może będzie luźniej.
  • awatar gość: Ja już mam ferie od tygodnia do 12 lutego. Przykro mi z powodu tego. Ja mam 12 lat 158 wzrostu i 52 kilo. Moje wszystkie koleżanki ważą po 46 kg. Wszyscy mnie z tego powodu odrzucają, na przerwach siedzę sama, a moja BFF 3 dni temu powiedziała, że nie pasujemy do siebie. Jestem w totalnej rossypce, mam tylko mamę, brata i babcię, bo reszta umarła. Babcia ma raka płóc I nie wiadomo czy przeżyje. Całe życie jest do bani i pewnie zaraz się zabiję- próbowałam 3 razy z tabletkami Ale zawiodło. połkłam 1 i 2 raz po 20 tabletek na nadciśnienie i nic 3 raz chciałam skoczyć z balkonu, ale skoczyłam w lesie z wieży obserwacyjnej na mech i małą choinkę i tylko się pokaleczyłam i złamała nogę - nwm jak to się stało bo było 9 metrów nad ziemią. Sory, ale się podpisałam. Gdybyś mnie widziała od razu byś zwiewała gdzie pieprz rośnie. Jestem gruba i brzydka, nikt mnie nie kocha i nie lubi. Zakochałam się w jednym chłopaku z 5 klasy, ale mam jak mu powiedzieć - przeżyliśmy na siebie w autokarze na...
  • awatar gość: ...zimowiskach. Co prawda 2 razy, ale to było przeżycie
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Dzisiaj nie wiem o czym pisać. Szczerze.

Znudziło mi się spisywanie dnia, dzień po dniu. Więc stwierdziłam, że łatwiej mi po prostu będzie napisać jakąś rozkminę. Od razu uprzedzam, że nie mam żadnych zahamowań, jeśli chodzi o sprawy prywatne więc musicie się uzbroić w cierpliwość z moim charakterem, albo po prostu już teraz sobie darować nie tracąc czasu na moje wypociny, lol.

Otóż wkurzyłam się na D. I to teraz na maksa. Nigdy nie pisałam o tym wcześniej, ale mam wysokie libido. Był okres, że będąc młodszą nie mogłam spać po nocach (co było mega wkurzające) i bynajmniej ignorowanie zachcianek nic nie przynosiło. Nigdy się z żadnym nie puszczałam, byłam "czysta" do momentu aż poznałam D i stał się moim partnerem. Wracając do tematu. Mimo pełnoletności o tematach intymnych (mimo buzujących hormonów) myślałam jak zakonnica, że to grzech i komu takie rzeczy w ogóle potrzebne. Do momentu, kiedy aż za namową koleżanki obejżałam film dokumentalny o kobietach które oddają się przyjemności i po prostu wreszcie zrozumiałam, że nie ma w tym nic złego.

Więc zanim miałam chłopaka, używałam sobie wibratora żeby wreszcie wyrzucić z siebie natłoczoną frustrację. Wreszcie zaczęłam lepiej sypiać a wszystko było robione z umiarem. Poznałam D i (w) poszedł w odstawkę, ale z racji faktu, że będąc już w związku widzieliśmy się tylko raz na tydzień, to i (w) się czasami przydał. W końcu przenieśliśmy się z D do własnego mieszkania. Pierwsze dwa miesiące były jak w niebie ale sprawy intymne powoli zaczęły gasnąć. D już nie chciał się wcześniej kłaść spać, więc sprawy łóżkowe przeszły na poranek. Po jakimś czasie nawet z samego rana były problemy (nie z jego "sprzętem", tylko z chrapiącym właścicielem owego "sprzętu") więc budziłam się sama, aż praktycznie sprawy łóżkowe stanęły w miejscu. Prosiłam go tyle razy (czasami nawet płakłam z tęsknoty), żeby poszedł wcześniej spać albo obudził się rano. Cały czas, że zmęczony, że po co i tak dalej. Więc wróciłam do (w). Znowu dałam ujście frustracji, a D mógł się zająć swoją jedyną miłością - elektryką.

No ale jak wiecie, z D zerwałam i mimo że on liczy na to, że "kryzys da się zażegnać" to ja na prawdę nie widzę w tym żadnej przyszłości. D za to zrobił się bardzo uczuciowy. Kiedy ja się budzę rano, on również. Całuje mnie po policzku, w czoło - jak nigdy. Szkoda, że nie robił tego wcześniej bo we mnie już coś umarło i nie robi na mnie to żadnego wrażenia mimo że widzę jak bardzo się stara i mi go szkoda. Mimo zerwania z D, hormony nadal we mnie buzują, frustracja okresowo wzrasta i z pomocą przychodzi (w), żeby się pozbyć tego wkurzającego libido. Pytacie czemu wkurzona jestem na D? Otóż wyłamał mi pręty przy bateriach w (w)! I zrobił to tak po kryjomu, że myśli, że jestem na tyle głupia, że po prostu pomyślę że się zepsuł. Chyba ma nadzieję, że przez to się na niego rzucę wygłodniała... Teraz dopiero zobaczy jak potrafię chodzić wkurwiona. Niedość, że frustracja to sam (w) był drogi...
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

SPROSTOWANIE: D nie popsuł mi go, były jednak tylko dwa pręty przy bateriach. Nawet się go pytałam, wiem że nie umie kłamać i jest za bardzo honorowy. Jednak mi go nie popsuł ale wpis zostawiam, jedynie dlatego że w prawdzimym pamiętniku tego nie dałoby się wykreślić.
 

pingeromania22
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów