Wpisy oznaczone tagiem "odchudzanie" (1000)  

hononey
 
Pinger działa jak chce, ale ja zdecydowałam, że i tak będę pisała - tylko nie było kiedy czasu, bo... no właśnie bo D cały czas za mną chodzi i spędza każdą możliwą chwilę. Przytula, buzi daje. Krótko mówiąc wie jak bardzo sprawę spierdolił. Ba, wracam teraz do domu i chata ogarnięta i mogę dla nas obiad robić. Zostało mi jakieś 30 minut zanim będę musiała jedzenie szykować do pracy więc postaram się jak najszybciej napisać co mogę. D i tak teraz śpi a ja już po solarium i zakupach.

No więc jak rzeczy mają się z D. Niedawno mieliśmy kolejną rozmowę. D się mnie zapytał czy nadal chcę się wyprowadzić, powiedziałam że tak. Znowu się popłakał (w sumie to mu się nie dziwię i nie uważam, żeby czyiś płacz był oznaką słabości, ale o tym kiedy indziej bo na serio nie mam czasu). Następnego dnia chodził za mną cały czas i błagał mnie o kolejną szansę, ale stanowczo mówiłam, że nie bo to i tak niczego by nie zmieniło. Praktycznie połowa dnia spędzona dosłownie w ten sposób. Oboje płakaliśmy, chociaż ja bardziej dlatego, że czułam empatycznie przez co on przechodził.

Pytał się mnie dlaczego nie chcę mu dać ostatniej szansy. Powiedziałam, że nie chcę go jeszcze bardziej torturować, narobić mu nadzieji kiedy on się będzie starał a potem mu jeszcze powiedzieć, że i tak chcę się wyprowadzić. W końcu przed samym moim wyjściem (nie pamiętam dokąd szłam) powiedział, że jeżeli będę chciała się wyprowadzić jak skończy się umowa, to mam zielone światło ale niech mu chociaż pozwolę sobie pokazać jak może być, ostatnia szansa. Powiedziałam, że się zastanowię bo pasowało mi to, że dałby mi odejść. Od tamtego czasu nie odstępuje mi na krok a kolegi nie widziałam już chyba z tydzień w domu!

Ale ten wpis nie o tym. W sumie to nawet nie wiem czy uda mi się to wszystko spisać w tak krótkim czasie - zostało mi 17 minut do zbiernia się do pracy. Ten wpis będzie o tym jak bardzo kochamy naszych rodziców będąc dziećmi i jak bardzo chcemy im dogodzić nie rozumiejąc, że to nie nasz obowiązek.

Wczoraj wracałam z pracy i zadzwoniłam do Taty, jak zawsze żeby pogadać. Między nami jest dobrze, bo ja mieszkam na swoim i mogę się sama utrzymywać i nikt już mi niczego nie żyga. W wielkim skrócie mój Tata miał na prawdę ciężkie dzieciństwo i nadal walczy z demonami. Ja ogółem w jego sprawy się nie wtrącam, chyba że wiem że jakoś mogę mu pomóc. Tata ma rodzeństwo i każdy wie, że w rodzeństwie nie zawsze jest kolorowo. Jeśli Ciocia/Wujek się mnie pyta co u Taty kiedy jestem w Polsce, grzecznie odpowiadam, że to nie są moje sprawy i sami wiedzą jak się skontaktować z Tatą. Nie było żadnego problemu, aż do wczoraj. Ciocia poprosiła mnie o przesłanie życzeń urodzinowych Tacie ponieważ nie mogła się z nim skontaktować wcześniej (mniejsza o szegóły). Napisałam, że prześlę myśląc, że Tata się ucieszy, że jednak ktoś o nim pamięta. W końcu to nie były jakieś potajemne sprawy, tylko najzwyklejsze urodzinowe życzenia.

Więc rozmawiam wczoraj z Tatą przez telefon jadąc z pracy i rozmowa przeszła w jadkę, ale to dosłowną. Jeszcze nigdy się tak z Tatą nie pokłóciłam. BA! Wreszcie mu część rzeczy powiedziałam, za które mam żal aż do dzisiejszego dnia. Ogółem poszło o to, że przekazałam Tacie życzenia urodzinowe a powinnam Cioci powiedzieć, żeby sama mu je przekazała? Chciałam zrobić dobrze, ale jak zwykle to ja jestem winna wszystkiemu. Poczułam się jak zwykle jak śmieć bo mojemu Tacie nigdy nie można było dogodzić jako małe dziecko. Zawsze coś było ze mną źle. Nie takie pismo - trzeba było przepisywać zeszyty od początku. W wakacje nie mogłam wyjść na dwór się bawić, tylko musiałam przepisywać streszcznia filmów z tele tygodnia, żeby mózg mi nie rozleniwił pod czas wakacji. Tata zawsze mi powtarzał - "Chcesz być inna? To bądź inna w nauce". Nigdy nie mogłam robić jak chciałam, wszystko było pod dyrektywę ojca. No i żeby nie było, byłam lana po dupie - lub mniej kontrowersyjnie - karcona, bo jak mówi, nigdy nie dostałam za nic, zawsze był powód (Tata potrafił dostać za to, że potrafił zapytać się swojego taty żeby mu pomógł z lekcjami). Więc jak możecie się domyśleć, poczucie własnej wartości spada. Nigdy nie czułam się, że mogę stanąć we własnej obronie w szkole bo osoba którą najbardziej kochałam (Mamę też kocham, żeby nie było) tak bardzo mnie zraniła emocjonalnie/psychicznie.

Jednak nie zdążę tego wszystkiego napisać - jutro postram się dokończyć, ale jutro bierze priorytet tłumaczenie dla Siostry także jeszcze zobaczymy. <3

12.02.2018 _ poniedziałek
  • awatar Ach2017: Po pierwsze to się cieszę, że dałaś wreszcie znak co porabiasz. Zastanawiałam się co się z Tobą dzieje, czy to Ty nie masz czasu czy to pinger tak nawala. :/ Po drugie z kolegą D. to chyba cud? Przepraszam Cię za moją uszczypliwość, ale D. jako facet powinien być stanowczy w ochranianiu domowego ogniska. Rozumiem, że jest empatyczny i może mieć gorsze dni, no ale nie codziennie! 3. Kiedy kończy Wam się ta umowa o wynajem? Po czwarte zachowanie Twojego Taty jest szokujące i teraz i gdy byłaś mała. Przepisywanie streszczeń jeśli chodzi o pracę mózgu to bezsens. Rozumiem gdyby miało to na celu wygląd pisma, to ok, ale myślenie?! :/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

pzpz
 
Przechodząc na post Ewy Dąbrowskiej, na którym jestem od początku maja (post o poście) wiedziałam, że będę często sięgać po gęste koktajle warzywne, aby dostarczyć wycieńczonemu organizmowi cenne witaminy i mikroelementy. Aby soki na poście Ewy Dąbrowskiej nie były nudne zadbałam o odpowiednią oprawę w postaci ziół i przypraw. Korzystając z wyciskarki do soków mogę śmiało eksperymentować z różnymi dodatkami, ponieważ nie straszne są dla niej takie pychoty jak imbir, mięta, melisa, bazylia, tymianek, pokrzywa. Mogę korzystać z wszystkich warzyw: i twardych i miękkich i włóknistych. Dodatkowo zamiast wodnistych soków powstają gęste koktajle, które zaspokajają nie tylko pragnienie, ale i apetyt. A że sok to esencja smaku, więc są przesmaczne. Zresztą o tym, że jestem w nich zakochana już pisałam: TUTAJ. Wróćcie do tego tekstu i zobaczcie jaki zbawienny wpływ miały i mają na nasze życie.
 
Więcej: mlodzinadorobku.pl/soki-na-poscie-ewy-dabrowskiej/

detox-1995433_1920.jpg
 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

dwiestronymedalu
 
Abominacja Istnienia:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

fingertip
 
To do mnie wraca. Cały świat próbuje mi uświadomić, że nie jestem wystrczająco dobra. Ostatnim razem schudłam 5kg. Nie był to najlepszy sposób, ale przynajmniej zadziałał (chociaż nie doszłam do uwg) i z 57 schudłam do 52kg, niestety po kilku miesiącach znowu przybrałam na wadze. Najbardziej zabolało mnie gdy mój chłopak zapytał się czy przytyłam. Próbowałam to usprawiedliwiać faktem, że on pochodzi z kompletnie innej kultury itd. ale wreszcie musiałam przyznać mu rację. Tak, znów jestem tłustą świnią. Tego samego dnia zwymiotowałam cały obiad i paczkę nachos. Moja mama także zaczęła mówić, że znów nabieram "kobiecych kształtów", co dołuje mnie jeszcze bardziej.
Chcę to zmienić, jestem zdeterminowana. Będę się głodzić dopuki nie dotrę do 42kg. Zastanawiam się tylko czy najpierw chcę zerwać z chłopakiem, czy zaczekać do momentu, gdy zacznie martwic się o to, że tym razem jestem zbyt szczupła.
Mam szczerą nadzieję, że w tym momencie mojego życiaę nie będę miała nawet czasu na jedzenie. Jestem w drugiej klasie liceum i przygotowuję się na egzamin na architekturę. Na naukę dziennie spędzam co najmniej 3 godziny, a na rysowanie czasami nawet 24 godziny tygodniowo (w zależności od tego ile rysunków mam do skończenia). Muszę tylko założyć, iż nie będę jadła gdy się uczę (żadnych przekąsek, przerw na jedzenie). Gorzej z ćwiczeniami, ponieważ nie mam kompletnie czasu, więc będą mi musiały wystarczyć przedłużone spacery ze szkoły do domu i może ewentualnie jakieś 5-minutowe ćwiczenia.
Dzisiaj zamieżam zjeść tylko zupę (niezabielaną), natomiast jutro planuję zrobić fast, który sprubuję przeciągnąć do środy (do obiadu). Przez te tzy dni będę brała tylko witaminy z biedronki w ktróe się wczoraj zaopatzyłam.
Z góry przepraszam, jeśli posty nie będą się pojawiać regularnie, ponieważ jestem teraz naprawdę zawalona nauką. :( W ferie może będzie luźniej.
  • awatar gość: Ja już mam ferie od tygodnia do 12 lutego. Przykro mi z powodu tego. Ja mam 12 lat 158 wzrostu i 52 kilo. Moje wszystkie koleżanki ważą po 46 kg. Wszyscy mnie z tego powodu odrzucają, na przerwach siedzę sama, a moja BFF 3 dni temu powiedziała, że nie pasujemy do siebie. Jestem w totalnej rossypce, mam tylko mamę, brata i babcię, bo reszta umarła. Babcia ma raka płóc I nie wiadomo czy przeżyje. Całe życie jest do bani i pewnie zaraz się zabiję- próbowałam 3 razy z tabletkami Ale zawiodło. połkłam 1 i 2 raz po 20 tabletek na nadciśnienie i nic 3 raz chciałam skoczyć z balkonu, ale skoczyłam w lesie z wieży obserwacyjnej na mech i małą choinkę i tylko się pokaleczyłam i złamała nogę - nwm jak to się stało bo było 9 metrów nad ziemią. Sory, ale się podpisałam. Gdybyś mnie widziała od razu byś zwiewała gdzie pieprz rośnie. Jestem gruba i brzydka, nikt mnie nie kocha i nie lubi. Zakochałam się w jednym chłopaku z 5 klasy, ale mam jak mu powiedzieć - przeżyliśmy na siebie w autokarze na...
  • awatar gość: ...zimowiskach. Co prawda 2 razy, ale to było przeżycie
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Dzisiaj nie wiem o czym pisać. Szczerze.

Znudziło mi się spisywanie dnia, dzień po dniu. Więc stwierdziłam, że łatwiej mi po prostu będzie napisać jakąś rozkminę. Od razu uprzedzam, że nie mam żadnych zahamowań, jeśli chodzi o sprawy prywatne więc musicie się uzbroić w cierpliwość z moim charakterem, albo po prostu już teraz sobie darować nie tracąc czasu na moje wypociny, lol.

Otóż wkurzyłam się na D. I to teraz na maksa. Nigdy nie pisałam o tym wcześniej, ale mam wysokie libido. Był okres, że będąc młodszą nie mogłam spać po nocach (co było mega wkurzające) i bynajmniej ignorowanie zachcianek nic nie przynosiło. Nigdy się z żadnym nie puszczałam, byłam "czysta" do momentu aż poznałam D i stał się moim partnerem. Wracając do tematu. Mimo pełnoletności o tematach intymnych (mimo buzujących hormonów) myślałam jak zakonnica, że to grzech i komu takie rzeczy w ogóle potrzebne. Do momentu, kiedy aż za namową koleżanki obejżałam film dokumentalny o kobietach które oddają się przyjemności i po prostu wreszcie zrozumiałam, że nie ma w tym nic złego.

Więc zanim miałam chłopaka, używałam sobie wibratora żeby wreszcie wyrzucić z siebie natłoczoną frustrację. Wreszcie zaczęłam lepiej sypiać a wszystko było robione z umiarem. Poznałam D i (w) poszedł w odstawkę, ale z racji faktu, że będąc już w związku widzieliśmy się tylko raz na tydzień, to i (w) się czasami przydał. W końcu przenieśliśmy się z D do własnego mieszkania. Pierwsze dwa miesiące były jak w niebie ale sprawy intymne powoli zaczęły gasnąć. D już nie chciał się wcześniej kłaść spać, więc sprawy łóżkowe przeszły na poranek. Po jakimś czasie nawet z samego rana były problemy (nie z jego "sprzętem", tylko z chrapiącym właścicielem owego "sprzętu") więc budziłam się sama, aż praktycznie sprawy łóżkowe stanęły w miejscu. Prosiłam go tyle razy (czasami nawet płakłam z tęsknoty), żeby poszedł wcześniej spać albo obudził się rano. Cały czas, że zmęczony, że po co i tak dalej. Więc wróciłam do (w). Znowu dałam ujście frustracji, a D mógł się zająć swoją jedyną miłością - elektryką.

No ale jak wiecie, z D zerwałam i mimo że on liczy na to, że "kryzys da się zażegnać" to ja na prawdę nie widzę w tym żadnej przyszłości. D za to zrobił się bardzo uczuciowy. Kiedy ja się budzę rano, on również. Całuje mnie po policzku, w czoło - jak nigdy. Szkoda, że nie robił tego wcześniej bo we mnie już coś umarło i nie robi na mnie to żadnego wrażenia mimo że widzę jak bardzo się stara i mi go szkoda. Mimo zerwania z D, hormony nadal we mnie buzują, frustracja okresowo wzrasta i z pomocą przychodzi (w), żeby się pozbyć tego wkurzającego libido. Pytacie czemu wkurzona jestem na D? Otóż wyłamał mi pręty przy bateriach w (w)! I zrobił to tak po kryjomu, że myśli, że jestem na tyle głupia, że po prostu pomyślę że się zepsuł. Chyba ma nadzieję, że przez to się na niego rzucę wygłodniała... Teraz dopiero zobaczy jak potrafię chodzić wkurwiona. Niedość, że frustracja to sam (w) był drogi...
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

SPROSTOWANIE: D nie popsuł mi go, były jednak tylko dwa pręty przy bateriach. Nawet się go pytałam, wiem że nie umie kłamać i jest za bardzo honorowy. Jednak mi go nie popsuł ale wpis zostawiam, jedynie dlatego że w prawdzimym pamiętniku tego nie dałoby się wykreślić.
 

pingeromania22
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

bipolarvitae
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

bipolarvitae
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

szachimatona
 
-2,3kg tyle schudłam w 11 dni. Nie jest to może powalający na kolana wynik ale jest to dla mnie przełom. Od prawie roku nie notowałam tak regularnego spadku. Trzeba też zauważyć że przez te 11 dni miałam kilka wpadek, "tłuste czwartki", wizyty znajomych i późne kolacje i w ogóle nie ćwiczyłam. Niestety całe dnie siedzę przy komputerze. Myślę, że gdyby nie te wpadki- mója waga byłaby już dużo niższa.
Wychodzi na to że dziennie chudnę 0,2 kg :) fajnie :) Nie jest źle. Może jak wprowadzę ćwiczenia będzie lepiej :)
Podsumowanie

- Trzymam się jedzenia do 15 ( jem prawie wszystko, nie liczę kcal bo nie mam na to za bardzo czasu i chęci)
- Pracuję nad tym by wprowadzić chociaż 30 min spaceru lub innego wysiłku dziennie.
- Piję czerwoną herbatę :)
 

hononey
 
Pinger warjuje i zauważyłam, że nie tylko mi się te wpisy nie pokazują. Mniejsza o to.

Piszę teraz bo muszę z siebie wypuścić złość. Z resztą zaraz same będziecie wkurzone. No więc na koniec każdego miesiąca dostaję wypłatę (powiedzmy teraz jest styczeń). Z tej wypłaty biorę swoją część kasy na wynajem mieszkania (z D płacimy na pół) i sobie grzecznie moja połówka leży w szafce dopóki nie przyjdzie termin spłaty - czyli w tym przypadku koniec lutego (zawsze przecież mogłaby leżeć ta połówka w banku, ale chce mieć świadomość, że kasa jest już odłożona). Okay, mam nadzieję że nadal mnie rozumiecie.

Za to D ma płacone co tydzień i to jeszcze do ręki, więc dopóki pinda w biurze (której się tam nie chce pracować) nie zrobi mu wypłaty (wypełni formularzy, itp) to pieniędzy nie dostaje. Miał mieć wypłacone dzisiaj... Poszedł i pocałował klamkę - no żesz kur... Tak więc moja połówka pieniędzy która miała iść na wynajem za luty, musiała zostać zużyta na ten miesiąc mimo, że już za ten miesiąc zapłaciłam. Ale to jeszcze nie najgorsze...

D pali zioło - nie wiem czy wcześniej pisałam, ale mniejsza o to. Za jedną porcję płaci 10 funtów - to dużo biorąc pod uwagę, że koleś który mu ją dostarcza przychodzi prawie codziennie, żeby mu ją dostarczyć i do tego jeszcze dochodzi koszt tytoniu. Na tydzień zarabia jakieś 150 funtów. Za kasę którą zarobi, zazwyczaj od razu kupuje sprzęt, żeby móc zbudować wzmacniacz nad którym pracuje. Jedzenia praktycznie żadnego nie je, z wyjątkiem jakichś pizz, słodyczy i red bull'a. Przestałam już mu dawno gotować o czym pisałam wcześniej. Więc co robi D? Bierze kasę z mojej połówki na wynajem i kupuje za nią zioło. Nie apelowałam do niego, żeby przestał bo przecież jeśli hajs się zgadza pod koniec miesiąca to co mnie to obchodzi? Aż do dzisiaj...

Dzisiaj jest środa i ostatni dzień miesiąca. D dzwoni do mnie z pracy, że biuro zamknięte, nikogo nie ma, cisza w budynku. Mówię mu, że w takim razie może wziąć moją połówkę za następny miesiąc i zapłacić razem z połówką z obecnego. I D do mnie z niepewnością w głosie, że jeszcze będzie potrzebował 160 funtów! bo liczył, że będzie miał dziś wypłatę... No ręce mi się załamują normalnie. Ale uczę się na błędach i tak jak wcześniej się zastanawiałam, tak teraz na prawdę chcę się wyprowadzić. Nie mogę polegać na tak niezorganizowanym człowieku! Kasę ma mi jutro oddać, ale dłużej już tego nie zniosę. Czuję się dosłownie jak skarbonka.

Jeszczy bym zrozumiała, gdybym kasę dostawała za ziewanie, za zmienianie jakiś wyimaginowanych cyferek na giełdzie, itp. Ale ja kurwa w tej pracy zapierdalam! I w domu tak samo jest. Na prawdę zasługuję na kogoś odpowiedzialniejszego...
  • awatar szachimatONA: daj spokój jak facet pali zioło to dupa nie facet i nawet "d" się zgadza. Porządni faceci nie palą zioła ani papierosów bo zamiast puszczać kasę z dymem wolą kobiecie kupić róże albo dziecko zabrać na łyżwy. Olej go. Jeszcze nie myśli przyszłościowo. nie trać czasu na niego. Wiem co mówię ;) Mężatka :)
  • awatar Ach2017: Zdecydowanie zasługujesz na kogoś lepszego! Zioło? Fuuj. Kompletna nie odpowiedzialność. :/
  • awatar Ach2017: Odpowiadając na Twój komentarz o karmieniu kotów - moje koty jesli chodzi o karmy suche jedzą jednobarwne brązowe "kamyczki", kolorowych (czyli farbowanych) nie kupuję. Cenowo wygląda to tak, za karmę kolorową (kitcat) w necie za kg chcą ok. 9zł, za te karmy, które moje koty jedzą chcą gdzieś ok 35 zł za kg. Preferuję karmy suche z dużą ilością mięcha z ptactwa lub zwierzątek wodnych oraz warzywami, owocami i przyprawami. Bez zbóż. :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Pinger zjadł mi wpis więc dodaję jeszcze raz... Jak tamten się pojawi to ten usunę. Całe szczęście, że przed dodaniem zawsze robię KOPIUJ <3

Po pierwsze to chciałabym podziękować za otuchę od osób które skomentowały. Nie robię tego w ramach podbudowania ego, tylko na prawdę miło mi, że są osoby którym chce się skrobnąć kilka miłych słów od siebie, żeby podbudować drugą osobę. Dziękuję <3

A u mnie co się dzieje? Jak napisałam wczoraj, zmęczenie i przepracowanie wreszcie ze mnie wyszło. Czuję się, że wreszcie odzyskałam czas dla siebie. Każde poranki wyglądają mniej więcej tak samo. Robienie soków / sprzątanie / gotowanie. Dzisiaj stwierdziłam, że poleżę dłużej i obowiązki zostawię na potem. Po prostu chciałam się wyleniwić w łóżku. Tracey do mnie napisała (ta od kontaktu ze zwięrzętami) i popisaliśmy trochę o Karolku. Najciekawsze - jednak mi się nie wydawało, że Karolek pozuje do zdjęć. On na prawdę to robi! LOL.

Więc zajęłam się domem, nigdzie nie wychodziłam. Soki zrobione, wypite. Zupa ugotowana (por, ziemniaki, marchew + przyprawy) więc nie muszę się bawić w gotowanie jutro. W ogóle to znalazłam zaje aplikacje na telefon. Nazywa się FreePrints (działa tylko w UK). Na miesiąc dostajesz limit na 45 zdjęć darmowych z telefonu, zaznaczasz które chcesz i płacisz tylko za przesyłkę. Kupiłam album i zdjęcia Karolka już w nim są. Jeśli mieszkacie w UK i chcecie użyć apki to przy rejestracji wpiszcie JGORSKA8 to dostaniecie 5 zdjęć więcej na miesiąc przez pół roku. Na prawdę opłaca się bo wysyłka kosztuje jedynie 4 funy a wydrukowanie kilku zdjęć w Bootsie to już koszt ok 6 funtów.

Co poza tym? Nie ma dużo do opowiadania. Teraz choróbsko złapało D mimo że się zażekał, że nie dostanie. Na razie między nami jest okay, stara się jak może ale jak już pisałam z mojej strony czuję się jakby był obcą osobą.

Skoro do pisania dużo nie ma dzisiaj, to chciałabym napisać, że mój stosunek do jedzenia się wreszcie zmienił. Pomyśleć, że kiedyś myślałam że głodowanie jest okay, wyobrażałam sobie że wmuszam jedzenie bo już nie mogę a dzisiaj cieszę się każdym kęsem! Dzięki przeczytaniu książek Anthonego, wreszcie dowiedziałam się powodu AZS i innych chorób. Wreszcie rozumiem skąd się biorą uzależnienia od słonego / słodkiego / tłustego / itp i wiem co jeść, żeby mnie nie brało. Wreszcie zaczynam odżywać!

Najlepsze (w sumie to zabrzmi trochę jak najgorsze) jest to, że wiedziałam dokładnie co jeść po śmierci Buni (mojego psa z którym się wychowałam), tak żeby nie dopadł mnie ani stres pourazowy ani depresja. Dzięki temu teraz nie jest ze mną tak źle. Co prawda Tracey dużo pomogła, więc było łatwiej.

Przeczytałam Wasze wpisy, teraz idę komentować. Kocham <3
 

hononey
 
14.01.2018 _ niedziela .... Ostatni wpis skończyłam na tym, że powiedziałam D, że chcę się wyprowadzić. Stałam w kuchni, on stał w drzwiach w progu. Oboje staliśmy w ciszy. Nie wiedział co powiedzieć. Pomiędzy słowami leciały mi łzy. Powiedziałam, że jestem szczera i podjęłam decyzję. Oczy zaczęły mu się czerwienić. Poszedł do dużego pokoju, usiadł na sofie i zaczął płakać. Zaczęłam się szykować do rodziców, bo Dziadki jeszcze w Anglii i miałam brać Karolka ze sobą. Zapytał się czy muszę iść, powiedział że nie chce żebym odchodziła, żebym została. Powiedziałam, że już wcześniej im powiedziałam że będę. Ogółem był płacz z mojej strony i jego strony, prosił żebym została ale szczerze mi się nie chciało. Chciałam jechać do domu rodziców. Powiedział, że czuje się jakbym już nigdy nie miała wrócić. Powiedziałam, że wrócę. Powiedziałam, że to głupie ale jeśli chce to mogę się do niego przytulić jeśli to coś da. Kiedy wychodziłam niepewnie się do mnie przytulił, bojąc się że go odtrącę i zaczął płakać a ja razem z nim. Pojechałam do rodziców z Karolkiem. Karolek grzecznie siedział między Babcią a Mamą na sofie, dopóki nie zaczęłam płakać przez D (bo powiedział, że pakuje swoje rzeczy bo i tak nie ma już to po co mieszkać). Posiedziałam jeszcze trochę u rodziców ale potem zaczęłam się zbierać. Czułam się taka pusta w środku. Po przyjściu do domu, pakował swoje rzeczy a mi dosłownie leciało z oczu. Poszłam spać do łóżka, ale i tak buczałam. Wziełam Karolka do siebie żeby miał dostęp do kuwety i płakałam w łóżku. D przyszedł i wreszcie mieliśmy normalną rozmowę. Powiedział, że on tego po prostu nie rozumie. Dla niego wszystko było z nienacka i jednego dnia wszystko okay a drugiego chcę się wyprowadzać. Ogółem zaczął opowiadać jak bardzo mnie kocha i jak próbuje rozśmieszyć i że to wszystko co robi jest dla nas. Byłam tak wymęczona płaczem, że nie mogłam spać. Zasnęłam koło 2 w nocy a obudziłam koło 7. D spał na sofie. Powiedział, że nie ma już łóżka...

Ogółem te kilka dni było okropnych. Byłam tak wymęczona płaczem, że po prostu nie miałam siły więcej płakać. Raz próbował na mnie winę zwalić, było też że do gardeł sobie raz skoczyliśmy.

Stanęło na tym, że on chce spróbować jeszcze raz. Przez kilka dni był na prawdę uczuciowy, tulił mnie całą w łóżku na krok nie odstępował, tylko... No właśnie, tylko że we mnie już coś umarło. Ja już tego nie czuję. Tyle razy go prosiłam, tyle czekałam i płakałam, że po prostu to już we mnie umarło. Do tego dochodzą obowiązki. Jak mogłabym zostawić z nim dziecko? Jak mielibyśmy się utrzymywać z mojej pensji? (on ledwo co zarabia - co prawda ma chłop łeb bo buduje własny sprzęt do sprzedaży ale czuje się jak skarbonka dla niego).

No więc tak wygląda sytuacja. D mnie przytula, próbuje całować w usta ale automatycznie głowa mi się odkręca i nastawiam policzek. Raz nawet widziałam jak w łóżku płakał bo nie chciałam zostać dłużej (czuł się odtrącony i od tamtej pory już się nie przytula). Szkoda mi, na prawdę mi go szkoda ale ja chcę czegoś innego od życia. Potrzebuję zamieszkać sama i wreszie zadecydować o wszystkim w moim życiu. Być swoją własną skarbonką.

Co poza tym? Zabookowałam bilety do Polski na sierpień (19 - 30 Sierpnia). Kilka dni spędzę z Pandzią w Wawie, potem do Radomia do Dziadków, ślub siostry ciotecznej, air show. Potem jeszcze kilka dni w Radomiu i z powrotem do Anglii. Nie chcę zostawać dłużej, wolę na maksa spędzić czas i wrócić do Karolka niż się nudzić.

Do tego dopadła mnie grypa - tak gdzieś środa/czwartek. W czwartek do pracy, w piątek na prawdę ciężko było, 38 stopni. Zwolniłam się, chorobowe na weekend wstawione. W sobotę calutki dzień przeleżałam w łóżku - nie miałam siły na nic. Dopiero pod wieczór wreszcie odżyłam. Co brałam? Nic, tylko starałam się zdrowo odżywiać (smoothie, zupy + suplementy) Wieczorem sprzątnęłam co mogłam. W niedzielę pojechałam z rodzicami nad morze do Cleethorpes (moje ulubione miejsce) i wzięłam Karolka. Niestety Karolek nie pobiegał, bo teraz plaża jest otwarta dla psów... Poczekamy do maja. W Cleethorpes otworzyli wreszcie knajpę wegańską bio/organiczną zaraz przy plaży! No już lepiej się nie da. A przepraszam, do knajpy zwierzęta mogą wchodzić jak u siebie! Już nie jestem skazana na same frytki! No żyć, nie umierać.

Na razie tyle. Z Siostrą znowu gramy partyjki w makao na Kurniku. Teraz jeszcze wciągnęła w to swojego narzeczonego, haha.

Trzymajcie się Kochane. <3

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Nie wiem czemu ale pinger zjadł mi wpisy wczoraj. Żaden się nie pokazuje na mojej stronie mimo dodania. Tutaj macie link:

60# _ posłuchaj intuicji...
hononey.pinger.pl/m/27892452

61# _ nie daj sobą pomiatać, tylko dlatego, że jesteś do tego przyzwyczajona...
hononey.pinger.pl/m/27892911
  • awatar Ach2017: Przykro mi Skarbie, że tak ciężko znosisz rozstanie. :* Życzę Ci zdrowia!
  • awatar Nolciak: No sytuacja, nie do pozazdroszczenia. Siły, życzę!
  • awatar Poicele: Przykra sprawa, ale BĄDŹ SILNA. Nie poddaj się, nie wahaj. Dasz radę!
Pokaż wszystkie (9) ›
 

bipolarvitae
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

lalkazombie
 
Lalka Zombie: No to bilans mamy z dupy.

waga: + 0,6kg
op: +2cm

Coś poszło nie tak i wiem nawet co. Po pierwsze w piątek się przegłodziłam, a na wieczór wjebałam pół największej pizzy, a po drugie najlepiej i najszybciej odchudzają koktajle, których nie robiłam, bo byłam zbyt zmęczona.
Solidnie cały tydzień będę robić koktajle. Do sezonu muszę wyglądać porządnie. Jak ja pójdę na rolki taka opasła? ;/
 

xhipotermiax
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

szachimatona
 
No Hej :) Tak więc wczoraj trochę poszalałam z obiadem to znaczy zjadłam dwa wafle ryżowe z masłem orzechowym i 2 gryzy ( duże!) domowego Hamburgera od męża, zjadłam też pomidora, sałatę, dwa krążki świeżego ananasa, pół pomarańcza, 3 plasterki banana, ser mozarella i wypiłam szklankę soku pomarańczowego. Mimo to i tak jest spadek :) Pewnie to dlatego że oprócz tego hamurgera wszystko było nieprzetworzone, niemniej jednak spadek trochę mnie zdziwił byłam przygotowana na to że nie będzie tego spadku:)
Cieszę się bardzo.
Jeszcze nie jadłam śniadania.
Może zjem później zobaczę ;)
Nie mam ochoty dziś za bardzo jeść.
A.. i ważne info. Wczoraj był czwartek, a czwartek w moim przypadku miał być "tłusty" miałam sobie pozwalać w tym dniu na słodycze.. a wczoraj? Nic! Szkoda mi było zaprzepaścić efektów. Ogólnie dużo lepiej się czuję poza tym że chyba przyczłapało się do mnie zapalenie pęcherza, pierwszy raz w życiu. Muszę iść do lekarza :( Chyba dziś pójdę po pracy.
Miłego dnia wam życzę :)


odchudzanie the best.jpg
  • awatar Ourbeautifuldream: Uważaj na siebie i jedź więcej
  • awatar szachimatONA: Zdrowo chudne. Wszyscy dietetycy na swiecie trabia ze 1 kg na tydz jest ok. U mnie niestety tak wychodzi wiec nie ma co jesc wiecej po co?
  • awatar JegoOkruszek: Powodzenia. Trzymam kciuki :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

szachimatona
 
Spadam spadam spadam na wadze ;) jestem przeszczęśliwa;)Spadki nie są duże ale zawsze:) wczoraj kupiłam czerwoną herbatę wreszcie! Owoce ryby drób i warzywa i na nich mam zamiar oprzeć swoją dietę dziś i może w następnych dniach, zobaczymy jak waga będzie spadać:) Jestem dumna z siebie bo chudnę bez żadnych tabletek czy przyspieszaczy( choć nie powiem cały czas myślę o braniu;)).
Dziś:
makrela mały kawałek 50 kcal
2 brzoskwinie 140 kcal
2 kanapki z szynka sałata i pomidorem - koniec pieczywa na dzis 300 kcal
Na obiad planuję kurczaka z grilla i warzywa może sushi ;) mała porcje  zobaczę kolacji nie mam zamiaru jeść no i mam zamiar pić dużo czerwonej herbatki
 

 

Kategorie blogów