Wpisy oznaczone tagiem "tajemnica" (380)  

clawdeenobsession
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

ebook-czytaj-nas
 
Autor: Marina Fiorato  

Malownicza, romantyczna i pełna przygód opowieść o piętnastowiecznych Włoszech osnuta wokół Primavery, jednego z najsłynniejszych obrazów Botticellego.

Luciana Vetra, piękna florencka prostytutka i modelka, pozuje do obrazu mistrza Botticellego. Jej lekkie prowadzenie się budzi niepokój młodego nowicjusza zakonu franciszkanów, który za wszelką cenę chce sprowadzić dziewczynę z powrotem na drogę cnoty. Bez skutku, Luciana ani myśli porzucać intratnego zajęcia... Do czasu. Pewnego dnia, z niezrozumiałych dla dziewczyny powodów, w trakcie luźnej rozmowy, mistrz Botticelli dostaje nagle szału i wyrzuca modelkę bez słowa wyjaśnienia i, co ważniejsze, bez zapłaty. Urażona i wściekła Luciana zabiera z otwartego schowka karton, czyli model obrazu w pomniejszonej wersji. Na jego miejscu zostawia ofiarowaną jej wcześniej przez mnicha broszurę nawołującą do życia w cnocie...

Ten niewinny z pozoru żart ma śmiertelne skutki - wokół Luciany i brata Guido zaczynają ginąć ludzie. Prostytutka i franciszkanin muszą trzymać się razem, inaczej staną się łatwym łupem dla prześladowców... Zmuszeni do ucieczki, krok po kroku zbliżają się do odkrycia tajemnicy Primavery, obrazu na którym zaszyfrowano zrozumiałe jedynie dla garstki wtajemniczonych wiadomości...

Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/(…)tajemnica_botticellego_p40895.xml…

Więcej ebooków i innych publikacji znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki.html
oraz tutaj:
czytajnas.nextore.pl

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------

Tajemnica Botticellego - ebook.jpg
 

ebook-dokument
 
Autor: Joachim Badeni   Judyta Syrek  

Co jest najważniejsze na pierwszej randce? Czy kobieca intuicja może służyć do wykrywania herezji? Czym jest macierzyństwo? Czy makijaż jest zgodny z moralnością chrześcijańską? Jak można połączyć małżeństwo z życiem kontemplacyjnym?

Niezwykła rozmowa z ojcem Joachimem Badenim, dominikaninem – Judyta Syrek zadaje pytania o istotę kobiecości, rolę kobiet w życiu państwa i Kościoła. Jej rozmówca – wieloletni duszpasterz akademicki, filozof, hrabia – odpowiada mądrze i dowcipnie, odwołuje się do rozmów z małżeństwami, wspomina własne przeżycia, filmy i książki. Mówi o charyzmacie kobiecości i o tajemnicy kobiety, do której odczuwania powołany jest mężczyzna.

Z każdą dobrą myślą, z każdym mądrym słowem warto dotrzeć do człowieka. W tej książce jest wiele mądrości, nad którymi warto się zastanowić. Każdy człowiek myślący czerpie z takich mądrości coś dla siebie. Jestem bardzo zaskoczona historią przytoczoną przez ojca Joachima. Być w oczach duchownego wzorem, jest rzeczą bardzo zaszczytną, ale też niezwykle zobowiązującą.

Aneta Kręglicka

Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/(…)kobieta_boska_tajemnica_p83798.xml…

Więcej ebooków z działu "dokument, literatura faktu, reportaże", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-dokument-literatura-faktu-repor…
oraz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)dokument_literatura_faktu_r…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Kobieta boska tajemnica - ebook.jpg
 

panttera
 
Jeszcze nigdy z własnej woli nie biegła tak szybko. Zależało jej na Gabrielu. Co mogła z tym zrobić ? Nic nie pozostawało jej do wyboru, w końcu chyba go na prawdę zdążyła pokochać. O ile jest to możliwe w tak krótkim czasie. A teraz liczył się czas. Jej intuicja już po raz kolejny ją nie zawiodła. Lecz jak zwykle za to, kolejny raz za późno zdawała sobie z tego sprawę.
Nie mogła być daleko od Gabriela i obcych głosów, bo wszystko stawało się coraz głośniejsze i wyraźniejsze. Przedarła się z sykiem przez gęste krzaki, rozdzierając sobie przy tym rękaw koszuli. I w ciągu kilku sekund była na skraju lasu, na rozległej polanie, ogarniętej skrawkiem cienia i mgłą. Zatrzymała się, łapiąc oddech i spoglądając na to co działo się przed jej oczami. Wstrzymała oddech i w bezruchu wpatrywała się w dziki tłum ludzi, karłów i zwierząt, wybiegających z lasu. Wszyscy mieli w rękach broń, nawet taką której nie umiała konkretniej nazwać, czy jakkolwiek określić. Wszystko migotało przed jej oczami w ciemnych barwach. Ludzie biegli z głośnym wrzaskiem i groźnymi minami, karły mimo swego wzrostu dzielnie przedzierały się przez tabun kurzu i wysokie ciała, a zwierzęta gnały za nimi, przed nimi, po bokach. Dookoła. Wszędzie !
Dziewczyna zacisnęła mocno pięści, mrużąc oczy. Starała się wypatrzeć Irmę wśród tego wściekłego tłumu. Czyżby uciekła ? Zostawiła Gabriela?
Ruszyła szybkim krokiem, przedzierając się przez zamarty w jednej chwili tłum walczących.
Dostrzegła ich.
To był ten dziwny moment w którym zawsze zastanawiasz się co robić,a potem żałujesz. Cokolwiek byś nie zrobiła w takim momencie i tak będziesz żałować. Bo to właśnie taki moment.
Zaczęła iść szybko w ich kierunku, przepychając się przez tłum niezadowolonych z jej obecności gapiów. Była tak blisko. Nagle równie tak szybko, pojawiło się przed jej oczami jak i równie szybko zniknęło- ostrze miecza w ręce Irmy. Gabriel bezwładnie upadł zraniony na ziemię. Melania nie potrafiła dłużej tłumić w sobie krzyku. Nie mogłaby. Otworzyła szeroko usta, wydobywając z siebie zrozpaczony krzyk. Ruszyła biegiem w stronę Irmy, zatrzymując się tuż przed nią, gdy ona za sobą miała pień drzewa. Irma nie miała gdzie teraz uciec. Mela mierzyła do niej z łuku.
-Nie zrobisz tego- długowłosa szepnęła do Melanii.-Nie potrafiłabyś nigdy wbić we mnie ostrza. Piękna, jeśli naprawdę chcesz być szczęśliwa, to musisz wybaczyć tym, którzy Cię zranili.
Mela poczuła jak jej ręka zaczyna drgać bez kontroli. Ze strachu ? Z bólu ? Z bezradności ?
Dlaczego życie potrafimy tak bardzo ranić. Zdążyła polubić Irmę, zaufać jej słowom, które wydobywały się z tak idealnie różowych i gładkich ust. Mówiła. Szeptała. Obiecywała i potwierdzała. Więc dlaczego teraz stawiała ją w takiej sytuacji ? Może to tylko i wyłącznie wina Meli, że jej zaufała ? Jak mogła być tak nierozsądna i tak pochopnie jej uwierzyć ?
Dlaczego sprowadziła tu tych wszystkich przeciwników by pokonać Gabriela ? Co się działo ? Nie tylko wokół niej. Wszędzie.
Irma uśmiechnęła się złośliwie, unosząc znacząco do góry jedną brew. Wygrała ? Niemożliwe.
Nagle cichy świst strzały, przeszył powietrze, wbijając się w samo serce Irmy.
Melania stanęła bez ruchu, wpatrując się w cieniutką strużkę krwi, wypływającą z bok dziewczyny. Spojrzała szybko na swoją rękę. Jej strzała była ciągle na miejscu. Irma osunęła się z zamartym tchem na ziemię. Więc kto ją zabił ?
Dziewczyna odwróciła się za siebie. Było pusto i cicho. Gdzie podziali się ludzie ? Ci wszyscy ludzie, którzy dopiero co tu byli ? Co obserwowali akcję na polanie ? Uciekli ? Dlaczego ?
Spojrzała na Gabriela. Jego oczy były bezradne i bezbronne. Jego klatka piersiowa szybko podnosiła się i opadała. Spojrzała na jego dłoń w której trzymał łuk. Nie było strzały. Dziewczyna zmrużyła oczy, podchodząc do niego i spoglądając mu w oczy. Chciała coś powiedzieć, ale dziwna siła nie pozwalała jej na wydobycie głosu z gardła. Zacisnęła z całej siły usta i wymijając chłopaka, ruszyła biegiem przed siebie. Czuła, że do jej oczu napływają łzy. Łzy smutku, żalu, tęsknoty, bólu, rozczarowania. Łzy płynące po policzkach w dół. Płakała. Płakała bo miała już tego dosyć. Tego co ją otaczało.
Zawiodła się. Nigdy nie zaufa miłości. W zasadzie czy to była miłość ? Może po prostu tylko głupie zauroczenie ? Jak zwykle i znowu. Takie samo zakończenie. Chociaż raz mogłoby być inaczej. Chociaż raz !
Biegła coraz szybciej, nie czując już czy ma siłę, czy nie. Biegła, bo chciała uciec. Przed własnym życiem.
Dlaczego on ją zabił ?!
Nie miał prawa. Nie ważne co ona mu zrobiła. Nie miał prawa.
Czyżby Irma mówiła jej prawdę ? Gabriel zabił kiedyś człowieka ?
Skoro z taką łatwością wbił ostrze w jej ciało, to...
Zacisnęła oczy z całej siły. Bolała ją głowa. Traciła siłę. Siłę do życia.
Upadła, czując chłód na twarzy, bijący od mokrej i zimnej ziemi. Łzy wciąż płynęły po jej policzkach. Nic już nie było ważne...

Otworzyła oczy, widząc przed sobą płomień ogniska. Nieopodal siedziała starsza kobieta, dokładająca drewna do ognia.
-Na prawdę uwierzyłaś, że to Gabriel ją zabił ?-zapytała lekko. Nie było w jej głosie słychać wyrzutu czy też złości. Po prostu wydawało się jakby pytała z czystej ciekawości. Mela spojrzała na nią obojętnym wzrokiem. Nie znała jej. Ale czy to było istotne ? Nie chciała już nic więcej wiedzieć.
-To nie on, ją zabił, kochanie. Jesteś zbyt łatwo wierna...
-Jego łuk był pusty.
Kobieta spojrzała na nią.
-Jesteś bohaterką. Gabriel również. Oboje pochodzicie zza światów.
Mela zmarszczyła swój nosek w zamyśleniu. Czyli Gabriel był z jej świata ?
-Irmie zależało na tym, by przysłonić nasz kraj ciemnością. Trwało to od wielu lat, to też ludzie zmienili nazwę krainy na Ciemność. To tylko umocniło Irmę. Wiedziała, że ma ogromne szanse na wygraną. Ale zapomniała o jednym wiodącym fakcie-Kobieta na chwilę zamilkła, wpatrując się w ogień-Zapomniała, że co trzynaście lat, zjawia się tutaj ktoś, kto pochodzi zza światów. I tylko ta osoba, może uratować krainę od zła i niebezpieczeństwa. Nikt nie przypuszczał, że takich osób będą dwie. Ty i Gabriel. Ale gdy Irma, tylko skojarzyła te dwa fakty, postanowiła was od siebie rozdzielić...
-Mela...-dziewczyna spojrzała w bok. Obok usiadł Gabriel, uśmiechając się przepraszająco. Dziewczyna wzięła głęboki wdech. Nie rozumiała tego. Być może była zbyt głupia, by to pojąć. Być może. Ale poczuła łzy w oczach, tylko tym razem szczęścia. Bo był obok niej, ktoś kogo kochała. Mimo wszystko. Czy zabił kogoś czy nie.
-Ale miłość, wasza miłość zwyciężyła. Pokonałaś jej czary, sprawiające że czułaś chociażby ten zapach cynamonu. I kiedy połączyliście swoje siły, nawet całkiem nieświadomie, Irma poczuła, że przegrywa. Najpierw ty znalazłaś mały pakunek w pierwszy dzień, gdy tylko tu trafiłaś. Irma już wtedy zaczęła swoje czary testować na Gabrielu. Wilczur. Coś ci to mówi Mela ?
Dziewczyna spojrzała na Gabriela. Dlatego widząc tego wilczura, czuła obecność chłopaka. To było....dziwne. I niezrozumiałe.
-Jednak ona sprawiła, żebyś zgubiła ten pakunek, który i tak znalazł Gabriel. Więc postanowiła wkroczyć sama do akcji i mu go odebrała. Byłaś szybsza Melanio. Odebrałaś go jej. Irma wciąż przegrywała, a gdy razem zrzuciliście ten pakunek w przepaść, w gruncie rzeczy było już pewne że Irma zginie. Że przegra wszystko. Ta przepaść jest przepaścią życia i śmierci. Zrzucając ten pakunek w którym była malutka buteleczka, decydująca o życiu Irmy, pokonaliście ją. Jesteście godni mojego podziękowania.
Dziewczyna spojrzała głęboko w oczy Gabrielowi.
-Przepraszam, nie powinnam była cię tak posądzać. Jest mi tak głupio !-poczuła nagle pocałunek na ustach. Taki sam, jak w tamtą noc nad przepaścią. Pełny szczerości i miłości. Uśmiechnęła się do niego, mocno przytulając.
Ostatnie kilka minut było szokująco dziwne. Nie pojęte. Nie zrozumiałe. Ale na tym polegało jej życie. Na nieustannej zagadce. I tajemnicy.

1094954_541252542619693_1334566562_n.png



Ale namieszane jest.Masakrycznie długi rozdział, nie wiem, wyszło tak jakoś samo z siebie. Bądźmy szczerzy - pozbądźmy się jak najszybciej tego rozdziału...
Starałam się wam wszystko wytłumaczyć, słowami tej kobiety i nawet nie liczę, że zrozumieliście, bo ja sama ledwo co się mogę połapać w tym wszystkim. Nie umiem lepiej tego opisać, wiem, że zawiodłam was wszystkich tymi ostatnimi rozdziałami. I w ciszy czekam na szczere opinie, które coś czuję nie będą pozytywne. Ale mówcie śmiało nie obrażam się, a zawsze to rada na przyszłość :)

Jeszcze 2 rozdziały.
  • awatar Bez Granic ♥: Brak mi słów .. zajebisty rozdział kobieto ; *** Wciągnął mnie w kilka sekund <3 Jak sie ciesze że jednak są razem , a ta Irma odeszła ; )) Teraz powinno być dobrze ; **
  • awatar Razem, na zawsze.: Cuuuuuudowny jest!<3 Czego Ty chcesz od tego rozdziału?
  • awatar ∞One Dream... One Band...One Direction∞: Wyszedł ci i mi tu głupot nie pierdol!! Zakochałam się w tym opowiadaniu i chce go jeszcze długo czytać, więc... wiesz... wtrąć jeszcze jakieś niebezpieczeństwa, a Arturowi Mela niech na zawsze powie papa bo od początku byłam za Gabrielem... tak wiem, nie ufałam mu, ale Irma, więc wiesz... Czekam na następny^^
Pokaż wszystkie (10) ›
 

nigdynieidealna
 
antonietta:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

ebook-obyczajowe
 
Autor: Jurij Andruchowycz  

„Prawie całą jesień 2005 roku, z krótkimi przerwami, spędziłem w Berlinie. Właśnie w tym czasie, gdzieś pod koniec września, po raz pierwszy zwrócił się do mnie nieznany mi wcześniej krytyk literacki i dziennikarz Egon Alt” – tak zaczyna się nowa, napisana „zamiast powieści” książka Jurija Andruchowycza. Tajemnica to wywiad rzeka (i „porzućcie wszelką nadzieję, ci, którzy wchodzicie”). Prowadzi go tajemniczy Egon Alt — dziennikarz i przewodnik, który wiedzie poetę przez kręgi przeszłości. Rozmowy trwają siedem dni. Mają zostać opublikowane po śmierci Andruchowycza, lecz pojawia się pewna niespodziewana okoliczność…

Czy niemiecki rozmówca w ogóle istniał? A jeśli tak, to może wcale nie umarł? Dlaczego nie można znaleźć jego grobu? Kim był lub jest? Szpiegiem? Demonem? Choć to wszystko sekret, usłyszymy przejmujący dialog o stawaniu się i byciu poetą, ojcem, patriarchą Bu-Ba-Bu i wielu ważnych sprawach. Te historie układają się w przewrotny bildungsroman. W siedem dni można stworzyć świat, można też wypić sporo alkoholu, zanurzyć się w dymie i mgle, w Berlinie i przeszłości, pogadać... O tej całej Tajemnicy.

Przekład Michał Petryk


Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/ebooki/tajemnica_p88624.xml?pid=154355

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z kategorii "obyczajowe", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-obyczajowe.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Tajemnica - ebook.jpg
 

ebook-czytaj-nas
 
Autor: Berry Steve  

Nagrodzony Pulitzerem dziennikarz śledczy Tom Sagan pisał niegdyś bezkompromisowe reportaże z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Gdy jego kontrowersyjny raport z targanego wojną regionu został zdemaskowany jako oszustwo, zawodowa reputacja Toma legła w gruzach. Dziś żyje jak na wygnaniu, dręczony przez złe decyzje z dawnych lat i szokującą prawdę, której nie jest w stanie udowodnić – że przyczyną jego upadku był sabotaż dokonany przez nieznanych wrogów. Zanim jednak Sagan zdąży zakończyć swoje cierpienia jednym pociągnięciem za spust, do jego drzwi zapuka tajemniczy człowiek, którego nietypowej prośby dziennikarz nie będzie mógł zignorować.

Zachariasz Simon ma wygląd uczonego, duszę łotra i wiarę fanatyka. Ma także w rękach córkę Toma Sagana. Simon za wszelka cenę pragnie posiąść klucz do rozwiązania liczącej sobie pięćset lat tajemnicy oraz skarb mogący wywołać polityczną eksplozję i zatrząść całym współczesnym światem. A wskazówek może mu dostarczyć jedynie Tom Sagan…

Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/(…)tajemnica_kolumba_p38609.xml…

Więcej ebooków i innych publikacji znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki.html
oraz tutaj:
czytajnas.nextore.pl

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

tomaszm21
 
Autor: Carole Mortimer  

Lady Elizabeth Copeland uciekła z domu przed niechcianym narzeczeństwem i ukrywa się w Londynie, pracując jako dama do towarzystwa. Z trudem jednak odgrywa swoją rolę, a kiedy ma zaopiekować się rannym siostrzeńcem chlebodawczyni, zostaje poddana jeszcze cięższej próbie. Nathaniel Thorne bowiem jest znanym w Londynie uwodzicielem…

Pobierz i przeczytaj darmowy fragment:
czytajnas.nextore.pl/(…)skandal_i_tajemnica__p37905…

Więcej ebooków z działu "romans", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-romans.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Skandal i tajemnica - ebook.jpg
 

ebook-dla-dzieci
 
Autor: Agnieszka Stelmaszyk  

Zaczęło się zupełnie niewinnie od artykułu w gazecie: w Egipcie odkryto nowy grobowiec. Dalej wypadki potoczyły się już lawinowo. Każdy, kto choć trochę interesuje się archeologią, rusza do Kairu. I oto zatłoczone uliczki miasta i bezkresne piaski pustyni, stają się świadkami szaleńczego wyścigu.

Kto pozna legendę Nefertiti? Kto wyniósł sarkofag z grobowca? Kim jest tajemnicza Cressida Finch? No i najważniejsze – kto pierwszy dotrze do klejnotu? Pytań coraz więcej, a czas upływa szybciej niż piasek w klepsydrze…

Tajemnica klejnotu Nefertiti to nie tylko zapierające dech w piersiach przygody piątki przyjaciół. To odkrywanie tajemnic, legend i zapomnianych historii, zaglądanie do zakurzonych ksiąg, tajemniczych komnat i nikomu nieznanych grobowców…

Kroniki Archeo to wartka akcja, przygody na miarę Indiany Jones, bohaterowie, z którymi nie będziesz chciał się rozstawać i mnóstwo humoru! Oto książka, którą czyta się jednym tchem!

Ilustracje: Jacek Pasternak.

Pobierz i przeczytaj darmowy fragment:
czytajnas.nextore.pl/(…)kroniki_archeo__tajemnica_k…

Więcej ebooków z działu "dla dzieci i młodzieży", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-dla-dzieci-i-mlodziezy.html
oraz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)dla_dzieci_i_mlodziezy_c103…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Kroniki Archeo. Tajemnica Klejnotu Nefertiti - ebook.jpg
 

la-perra
 
La Perra: Widziałem cię rano
Poruszałaś się szybko
Wygląda na to, że nie potrafię
Uporać się z przeszłością
Bardzo tęsknię za tobą
I wciąż się kochamy
W moim tajemnym świecie.

 

nickel-back
 
Chyba naprawili w końcu liczniki,wiec POWRACAM! )
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Parę tygodni później nastrój Dave'owi się nie poprawiał. Ciągle chodził w żałobie i nawet nie wychodził z domu. Od roku nie mieszkał z rodzicami. Nie wiedzieli nawet o całej tragedii. Nie byłby w stanie o tym komuś opowiedzieć. Było na to stanowczo za wcześnie. Zbyt bardzo bolało.
Raz dzwonili do niego z komisariatu. Przyjechali do niego, żeby mógł złożyć zeznania w sprawie Meg. Niewiele mógł im powiedzieć, ale może coś im pomoże. Opowiedział więc wszystko (czyli prawie nic).
Powiedzieli mu, że będą działać, ale słyszał jak za drzwiami jeden mówi do drugiego, że czarno to widzi, bo praktycznie nic nie wiedzą.
Dzwonili do niego jeszcze parę razy, aby o coś spytać lub się upewnić, al od paru dni telefonu słychać nie było. Pewnie dali sobie spokój ze sprawą i już. Pieprzona policja! nic nie potrafią dobrze zrobić! Siedzą tylko na dupie i narzekają na to jak im trudno! Debile!

Pewnego dnia do Dave'a przyszedł Steve. Był to jego kolega ze studiów. Poszedł on w kierunku malarskim i był całkiem szanowanym malarzem w mieście. Urządził już parę świetnych wystaw w publicznym muzeum i zaczynała się nim powoli interesować telewizja. Nic dziwnego. Miał talent jakich mało! Dave mu nawet zazdrościł kiedyś, ale to była już tylko przeszłość. Teraz byli najlepszymi kumplami. Na dobre i na złe.
-Stary, słyszałem co się stało...- powiedział na samym wstępie Steve.
-Słuchaj, nie chcę o tym gadać...- odparł ponuro Dave.
-Wiem, wiem. Jesteś w żałobie. Chciałem ci tylko złożyć kondolencje. Ja wiem, że ona cię bardzo kochała. Kiedyś mi się zwierzała, że nie potrafiłaby bez ciebie żyć.
-Steve, mówiłem, że...- zaczął, ale chłopak mu przerwał:
-Rozumiem, okej... Przyszedłem także dlatego, żeby zobaczyć jak się czujesz. Ostatnio była Twoja wystawa... Czekali na ciebie ludzie z telewizji lokalnej, ale się nie pojawiłeś...
-A co? Uważasz, że miałam pójść w takim stanie?! Człowieku, uspokój się. Wszystko straciło sens. Nie mam po co żyć. Tą wystawę mam głęboko w dupie!
-Dave... Pisali o tobie w gazecie...- rzucił mu na stolik magazyn. Na pierwszej stronie widniał tytuł 'David Johnson- Utalentowany Malarz XXI wieku?'- Patrz... Napisali tutaj, że masz wyjątkowy talent!
-Nie obchodzi mnie to, Steve.
Faktycznie, miał to gdzieś. Mogli nawet napisać, że maluje jak Leonardo Da Vinci. Nie obchodził go to, co te szmatławce wypisują.
-Człowieku?! Kiedy ty ostatnio miałeś pędzel lub ołówek w ręku?
-Dawno- warknął.
-A widzisz! Ty sobie nie zdajesz sprawy ze swojego talentu. Możesz być kimś, a chcesz to zaprzepaścić. Pogódź się z tym! Ona umarła i nie wróci!
Te słowa spiorunowały Dave'a. Jednym susem przyskoczył do Steve'a i zacisnął mu ręce na gardle.
-Odszczekaj to!
Patrzył na niego z zrządzą zabijania w oczach i dopiero po chwili zrozumiał co robi. Odskoczył od Steve'a i złożył ręce na plecach.
-Przepraszam- powiedział cicho- Odbija mi. Nie chciałem.
-Nie mam do ciebie żalu. Też bym taki był na twoim miejscu. Mi też brakuje Meg. Widziałem ją tylko raz i już ją polubiłem. Była taką pogodną i zawsze uśmiechniętą dziewczyną.
-Tak.
-Słuchaj, ja lecę. A ty się nad sobą zastanów. Megan na pewno by chciała, żebyś był szczęśliwy i kształtował swój talent. Ona umarła, ale pozostanie z tobą na wieki i będzie nad tobą czuwać.
I wyszedł lekko trzaskając drzwiami.
Dave zrobił sobie coś do jedzenia rozmyślając nad słowami przyjaciela. Miał po części rację. Nie mógł do końca życia tak się zachowywać. Musiał coś zmienić. Oczywiście zawsze będzie kochał Meg i będzie mu jej brakowało, ale nie może tak żyć. Przypomniał sobie jej słowa zanim straciła przytomność:
'Kocham cię, Dave. Bądź szczęśliwy'.
Spojrzał na gazetę leżącą na stole. Przeczytał artykuł i już wiedział co musi zrobić... Słowa Megan i Steve'a dały mu do myślenia...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~}

*Podoba się?*
Piszcie komentarze, żebym wiedziała, czy pisać dalej

Chłopak w pióropuszu *__* <3

~Bad
 

hollie-wolf
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

nickel-back
 
Dave już po chwili znalazł się przy lekarzu i zaczął się wypytywać o zdrowie Meg. Melanie też się jakby ożywił. Najwidoczniej chciała wiedzieć czy wszystko jest w porządku.
-I co? Jak poszła operacja?- spytał nachalnie chłopak wstając gwałtownie z krzesełka.
Melanie wstała powoli i także zbliżyła się w stronę lekarza. Jednak on nic nie odpowiadał. Stał z zaciętą miną zastanawiając się jak przekazać im to, co miał im do powiedzenia.
-Czemu pan nic nie mówi?! Co z nią jest? Kiedy będę mógł z nią porozmawiać?!- ponowił swe pytania podniesionym głosem.
-Ona... Obawiam się, że nie może jej pan zobaczyć.
-Ale jak to? Nie jest przytomna? Źle się czuje?- spytał lekko zbity z tropu.
Czemu oni nie mogą go do niej przepuścić? Przecież on chce z nią porozmawiać i spytać się, jak się czuje. I chce w końcu się dowiedzieć jak przebiegła operacja i czy nie było żadnych kłopotów.
-Nie... Ona...- usiłował mu wytłumaczyć lekarz, ale wtrąciła się Melanie:
-Dave pan doktor usiłuje ci przekazać, że...- głos jej się łamał okropnie. Przecież co by nie powiedziała, chłopak by się załamał. Nie mogła mu chyba rzec prosto z mostu co jest grane. Musiała go jakoś delikatnie naprowadzić na poprawną odpowiedź...
-Sens w tym, David, że ty jej już nie zobaczysz, bo ona... nie żyje...
Super, Melanie- pomyślała- To się nazywa delikatnie twoim zdaniem?! Boże, ty niedojdo!
David milczał. Rozszerzył gwałtownie oczy i nie mógł złapać oddechu. Poczuł, że coś się w nim wali. Tak jakby ogromny głaz go zmiażdżył. Jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Upadł na kolana. Z jego oczu popłynęły gorzkie łzy. Jak to ona... nie żyje?! Jej serce musi bić! Nie może mnie ot tak zostawić! Nie po tym, co razem przeszliśmy! Mieliśmy być na zawsze razem. Mieliśmy wziąć ślub... Dlaczego ona?
-Ale... Ale jak to? O czym wy mówicie?
-Dave... Przykro mi- powiedziała Melanie współczująco, a na jej policzek spłynęła pojedyncza łza. Podeszła do niego i położyła mu delikatnie dłoń na plecach- Podejrzewam jak się musisz czuć...
-Nieprawda! Nie wiesz, jak to jest! A najgorsze jest to, że to moja wina! To przeze mnie Meg odeszła i nigdy już nie zobaczę jej uśmiechu...
Strzepnął jej rękę, poderwał się i nie patrząc na nikogo pobiegł w kierunku drzwi oznaczonych 'Ostry Dyżur'. Lekarz próbowała go powstrzymywać, ale on się wyszarpnął i po chwili wkroczył do sali, w której na stole operacyjnym leżała blada dziewczyna. Była cała umazana krwią. W pierwszej chwili myślał, że się pomylił i że to nie Megan, ale gdy się uważniej przypatrzył zauważył pierścionek na palcu. Żal ścisnął go za serce, a wyrzuty sumienia powróciły.
Podszedł bliżej. Każdy krok kosztował go tak wiele. Bał się podejść. Ciągle miał nadzieję, że ona żyję, a im był bliżej, tym ta nadzieja coraz bardziej go opuszczała.
W końcu przystanął tuż przy samym stoliku i popatrzył z góry na dziewczynę, którą tak bardzo kochał. Łzy znowu mu popłynęły po policzkach. Przyklęknął przy niej i wziął jej rękę w swe wielkie dłonie. Nawet się nie wzdrygnął, gdy poczuł jaki bije od niej chłód. Była nienaturalnie blada.
Jak wampir- przemknęło mu przez myśl.
Zaczął całować ją delikatnie po ręce i wciąż powtarzał:
-Przepraszam cię, Megan. To moja wina. Przepraszam.
I płakał. Głośno łkał nie mogąc opanować swoich emocji. Do oczu cisnęły się co chwila nowe łzy, a żal i cholerny smutek nijak nie chciały przeminąć...
* * *
Dave został w szpitalu parę godzin. Nie mógł się pogodzić z tym co się stało. Cały czas miał nadzieję, że Megan wstanie i powie mu coś w stylu 'Chłopaku, ogarnij się! Przecież jestem tutaj z tobą!'. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Dziewczyna z Krainy Zmarłych nie powstała, a w sercu Davida pozostawiła po sobie rozpacz i cierpienie.
Przez kolejny tydzień Dave nie ruszał się z łóżka. Myślał i myślał coraz bardziej pogrążając się w smutku i żałobie. Zadręczał się ciągle tym, ze to jego wina. Czuł to po prostu. Gdyby nie był skończonym idiotą, który zaprasza dziewczynę na dach, aby jej wyznać uczucie- żyłaby teraz... Byliby razem tacy szczęśliwi. Czuł także, że jeśli kiedykolwiek dopadłby tego gnoja, który jej to zrobił, zabiłby go na miejscu. Nie ważne, że wsadziliby go za to do więzienia. Chciał się zemścić. Mógłby nawet dożywocie przesiedzieć w ciupie. Teraz wszystko dla niego straciło sens. Nie miał dla kogo żyć. Jedyne światełko w jego życiu odeszło. Stracił swoją podpórkę i teraz wylądował w najgłębszej otchłani jaka mogła istnieć, otaczając go ściśle swymi mackami. Ale David nie chciał się nawet z tego chaosu wydostać. Odpowiadało mu to. Gdyby zaczął myśleć racjonalnie, najprawdopodobniej strzeliłby sobie kulkę w łeb.
* * *
W środę- trzy dni po śmierci Megan- odbył się pogrzeb. Z początku Dave myślał, że się nie przełamie i nie będzie w stanie tam pójść, ale wiedział, że nie byłoby to stosowne. Tak więc ubrał się na czarno i poszedł na uroczystość kościelną. Ksiądz opowiadał jakieś rzeczy o śmierci, ale chłopak nie mógł się nad tym skupić. Wpatrywał się tylko tępo w trumnę. Do oczu cisnęły mu się łzy, ale postanowił nie płakać. Musiał się powstrzymać.
Po mowie księdza podszedł do pięknie zdobionej, drewnianej trumny i przyjrzał się z bliska Meg. Była ubrana w zieloną sukienkę, która mu się tak bardzo podobała. Zawsze mówił, że wygląda w niej jak mała wróżka; jego Wróżka Szczęścia. Sam pomógł jej wybrać tą sukienkę na bal szkolny.  I wtedy łzy same popłynęły. Nie mógł ich już dłużej powstrzymywać. Dał całkowity upust swym emocjom. Ścisnął raz rękę Meg i pocałował ją delikatnie w czoło. Ostatni pocałunek. Było to dla niego wprost do nieuwierzenia... Jeszcze miesiąc temu był święcie przekonany, że będą razem na zawsze; do końca swych dni. A teraz... Wszystko się zawaliło w jednej chwili. Przed całą ceremonią chcieli mu oddać pierścionek zaręczynowy Megan, ale stwierdził, że chce, aby cząstka niego pozostała na zawsze z jego dziewczyną.
To tak, jakby umierała także pewna część mnie- pomyślał.
Obrzęd składający się z najbliższej rodziny i przyjaciół Meg ruszył w stronę cmentarza. W tle leciała jakaś muzyka żałobna... Dave szedł w pierwszym rzędzie patrząc zamglonym wzrokiem w stronę trumny. Szli powoli, a wkoło panowała ponura atmosfera. Rodzice dziewczyny łkali cicho na uboczu. Nie mogli pogodzić się ze stratą córki tak samo jak David. Jej ojciec powiedział chłopakowi, że to nie jego wina, i że nie mają do niego pretensji, ale on i tak miał wyrzuty sumienia. Mogli mu mówić, że on się do tego nie przyczynił, ale Dave czuł się tak, jakby to on do niej strzelał.
Gdy chłopak patrzył, jak trumna wraz z Megan opuszczana jest do rowu przeraził się. Chciał wskoczyć razem z nią, lecz nie mógł poruszyć nawet najdrobniejszą częścią swojego ciała.
Po piętnastu minutach wygłaszania mów tłum zaczął się rozchodzić. Nim Dave się spostrzegł nikogo nie było na cmentarzu. Zmierzch już dawno zapadł. Należałoby pójść do domu.
Spojrzał jeszcze raz na grób. Na tablicy było zdjęcie Megan. Sam je zrobił... Doskonale pamiętał ten dzień. Jej ostatnie urodziny... Pstryknął jej kiedy się śmiała z jakiegoś kawału... Wyszła tak słodko. Zalała go kolejna fala bólu. Przeczytał inskrypcje nagrobną:
'Śpieszmy się kochać ludzi- ta szybko odchodzą'. Poczuł się wstrętnie. na nic lepszego ich nie było stać. Jakież to pospolite! A przecież Megan z pewnością zasługuje na coś więcej.
Ostatnie spojrzenie na grób i już go nie było...
_____________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Tak, tak... Przepraszam, że ją zabiłam. Przepraszam! Muszę iść do spowiedzi :D


Podoba się?
~Bad
 

ebook-romans
 
Autor: Carole Mortimer  

Lady Elizabeth Copeland uciekła z domu przed niechcianym narzeczeństwem i ukrywa się w Londynie, pracując jako dama do towarzystwa. Z trudem jednak odgrywa swoją rolę, a kiedy ma zaopiekować się rannym siostrzeńcem chlebodawczyni, zostaje poddana jeszcze cięższej próbie. Nathaniel Thorne bowiem jest znanym w Londynie uwodzicielem…


"Darmowy fragment" do pobrania, znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)skandal_i_tajemnica__p37905…

Więcej ebooków z działu "romans", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-romans.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

ebook-dla-dzieci
 
Autor: Giovanni del Ponte  

Douglas spędza letnie wakacje do domu swego wuja Kena w Misty Bay - mglistym miasteczku na północnym wybrzeżu Kalifornii. Tu poznaje Petera i Crystal (którą babcia nauczyła kontrolować telepatyczne zdolności). Przygoda nabiera odcieni intrygi, gdy w tajemniczych okolicznościach umierają babcia Crystal oraz inni przyjaciele z dzieciństwa wujka Kena. Odkrycie pamiętnika prowadzonego przez wuja gdy był w ich wieku, prowadzi do odkrycia, że ponad 30 lat temu Angus Scrimm, ceniony burmistrz Misty Bay, w celu zwiększenia swej magicznej mocy zdecydował się poświęcić niektóre uprowadzone przez siebie dzieci. Interwencja wuja Kena i jego przyjaciół, zebranych w bandę Niewidzialnych, uratowała życie dzieci: dzięki zaklęciu, które wymyśliła banda, mag został uwięziony w jaskini na klifie. Teraz można byłoby jendak pomyśleć, że Angus Scrimm powrócił.


"Darmowy fragment" do pobrania, znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)niewidzialni__tom_1__tajemn…

Więcej ebooków z działu "dla dzieci i młodzieży", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-dla-dzieci-i-mlodziezy.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%
Wybierz pakiet dla siebie:
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

ebook-fantastyka
 
Autor: Giovanni del Ponte  

Douglas spędza letnie wakacje do domu swego wuja Kena w Misty Bay - mglistym miasteczku na północnym wybrzeżu Kalifornii. Tu poznaje Petera i Crystal (którą babcia nauczyła kontrolować telepatyczne zdolności). Przygoda nabiera odcieni intrygi, gdy w tajemniczych okolicznościach umierają babcia Crystal oraz inni przyjaciele z dzieciństwa wujka Kena. Odkrycie pamiętnika prowadzonego przez wuja gdy był w ich wieku, prowadzi do odkrycia, że ponad 30 lat temu Angus Scrimm, ceniony burmistrz Misty Bay, w celu zwiększenia swej magicznej mocy zdecydował się poświęcić niektóre uprowadzone przez siebie dzieci. Interwencja wuja Kena i jego przyjaciół, zebranych w bandę Niewidzialnych, uratowała życie dzieci: dzięki zaklęciu, które wymyśliła banda, mag został uwięziony w jaskini na klifie. Teraz można byłoby jendak pomyśleć, że Angus Scrimm powrócił.


"Darmowy fragment" do pobrania, znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)niewidzialni__tom_1__tajemn…

Więcej ebooków z działu "fantastyka", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-fantastyka.html
oraz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/ebooki/fantastyka_c1221.xml

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

ebook-dla-dzieci
 
Autor: Agata Półtorak  

Jagodzia to niezwykle sympatyczna dziewczynka, która bardzo interesuje się czarami i magią. Tym razem zabiera nas do tajemniczego świata ludowych wierzeń, w którym spotyka nowych przyjaciół. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jakie stworzenia mieszkają u Baby za piecem i pod podłogą, czym różni się strzyga od płanetnika i kto przynosi ludziom szczęście, koniecznie przeczytaj tę zabawną opowieść o Jagodzi.


"Darmowy fragment" do pobrania, znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)mala_wiedzma_jagodzia_i_wie…

Więcej ebooków z działu "dla dzieci i młodzieży", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-dla-dzieci-i-mlodziezy.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

nickel-back
 
Wszystko wydarzyło się w jednym momencie.
Po strzałach rozległa się wszechogarniająca cisza. Zupełnie nic nie było słychać. Jakby nagle wyłączyć grające głośno radio. Dźwięki przejeżdżających na dole samochodów nagle się urwały. Cisza.
Najpierw Dave pomyślał, że to z jakiejś strzelnicy w pobliżu niosą się echem te odgłosy, ale przecież w tym mieście nie było strzelnic! Więc co to mogło być?
I wtedy Meg rozszerzyła gwałtownie oczy i wysunęła się z ramion Dave'a spadając w dół- na ziemię. Chłopak nie wiedział , co się dzieje. Megan leżała na boku próbując z trudem złapać oddech.
-Co ci się stało?!- krzyknął zrozpaczony klękając przy niej.
-Boli...- odsapnęła, a z jej ust poleciał wąski strumień krwi.
I wtedy to zobaczył. Na jej plecach widniała wielka czerwona plama ... Świeża ciecz rozchodziła się po materiale w zastraszającym tempie. Nie! Ona została postrzelona.
-Megan, trzymaj się! Dzwonię po pomoc!
Poczuł, że siły go opuszczają... W głowie mu huczało, ale przecież nie mógł się poddać! Musiał myśleć racjonalnie i walczyć. O Meg... Wyciągnął z kieszeni komórkę i drżącymi rękoma wybrał numer pogotowia.
-Meg, będzie dobrze! Musi być! Słyszysz mnie?- zbliżył się do niej i po chwili usłyszał niewyraźny szept:
-Dave, kocham cię...
I w tej chwili połączył się z pogotowiem
-Pilnie potrzebna karetka! Ulica Sleep Walker. Chodzi o szkołę tańca! Jesteśmy na dachu... Moja dziewczyna została postrzelona! Tak... Mocno krwawi! Puls wyczuwalny, ale słabnie. Przyjedźcie jak najszybciej!- rzucił komórkę za siebie. Nic go ona nie obchodziła. Mogłaby nawet się roztrzaskać. Miał to gdzieś.
-Meg! Słyszysz mnie? Pogotowie jedzie! Rozumiesz?! Wszystko będzie dobrze.
Dziewczyna nadal miała trudności z oddychaniem. Coś chciała powiedzieć, bo otworzyła usta, lecz nie mogła wymówić ani słowa. Po brodzie natomiast pociekła jej krew. Po paru nieudanych próbach wykrztusiła:
-Wybacz mi... Dave.
Chłopak poczuł się bezsilny. Zacisnął rękę Meg w swoich dłoniach. Była cała zimna. Z jego oczu pociekły łzy.
-Ale za co ty mnie przepraszasz? Za co?! Będziesz żyć! Musisz żyć! Będziemy szczęśliwi- zobaczysz!
-Dave, nie łudź się... Ja umrę. Czuję... Czuję, jak życie ze mnie... ulatuje- teraz i ona się rozpłakała.
-Nieprawda! Walcz! Walcz dla mnie! Ja nie mogę cię stracić. Kocham cię... Nie umiem żyć bez ciebie!
Usłyszał karetkę pogotowia. Była coraz bliżej.
-Słyszysz?- kontynuował- Już jadą. Niedługo się tobą zajmą- powiedział przez łzy.
Lecz ona nie odpowiedziała. Zamknęła oczy i straciła przytomność.
-Meg...? Meg! Słyszysz mnie?
Przyłożył ucho do jej piersi i zaczął nasłuchiwać. Jej serce biło, lecz coraz słabiej i nierównomiernie. Położył rękę na rękę i zaczął ugniatać jej klatkę piersiową usiłując przywrócić jej serce do życia.
-Nie umieraj, nie umieraj- powtarzał w kółko pod nosem.
Po chwili zrobił jej usta-usta. Odetchnęła, ale oczu nie otworzyła. Natomiast znowu zalała się krwią. Włosy, twarz i ubranie miała całe czerwone.
I właśnie w tej chwili usłyszał za sobą jak ktoś otwiera drzwi na dach. Podbiegli do niego dwaj sanitariusze. Dave patrzył jak jeden z nich bierze Megan na ręce, a drugi instruuje go, aby uważał, bo może być ciężko ranna. Po chwili już ich nie było. Dave nie wiedział co ma robić. Nie mógł sobie wyobrazić tego, że jego dziewczyna właśnie umiera i jest w ciężkim stanie. Chłopak siedział jeszcze chwilę nic nie mogąc zrobić, ale w końcu się podniósł i ruszył w ślad za sanitariuszami. Musiał być przy niej.
Gdy wybiegł na ulicę akurat wkładali Meg na nosze, a po chwili zniknęła we wnętrzu karetki. Podbiegł do pojazdu z zamiarem wejścia do środka, lecz powstrzymał go jakiś mężczyzna ubrany w mundur z żółtym napisem 'Pogotowie':
-A ty dokąd, chłopcze?!
-Jestem jej chłopakiem!- i nic nie mówiąc wszedł do karetki i stanął przy noszach, na których leżała Megan.
Patrzył jak jej zakładają kroplówkę i podłączają do jakiejś aparatury.
Odzyskała przytomność. Lecz zdążyła tylko powiedzieć: 'Kocham cię, Dave. Bądź szczęśliwy '. Później znowu odpłynęła w nicość.
-Ona z tego wyjdzie, prawda?!- krzyknął.
-Uspokój się i pozwól nam pracować!- powiedział ten sam mężczyzna, który wcześniej nie chciał go wpuścić do pojazdu- Jej stan jest krytyczny.
Dave usiadł koło swojej dziewczyny i złapał ją za rękę. Lekarze skończyli się koło niej krzątać i przeszli na przód karetki.
-Jak to? Już nic nie zrobicie?!- wykrzyknął wzburzony.
-Nie możemy nic więcej... Musimy dotrzeć jak najszybciej do szpitala i dopiero tam zajmiemy się nią na poważnie.
A więc co mu pozostawało? Miał tak siedzieć bezczynnie kiedy Meg umiera? Miał się przyglądać jak od niego odchodzi?! A najgorsze były wyrzuty sumienia. Wiedział, że to jego wina. Co go, do cholery podkusiło, żeby zabrać Megan na ten głupi dach?! Nie mógł sobie odpuścić i dać jej pierścionek w restauracji?! Co on sobie myślał? Że musi być na tyle romantyczny, żeby zabierać ją tam, gdzie się poznali?
Jezu... Jaki ja jestem głupi!- myślał- Ale ona z tego wyjdzie! Ona musi żyć!
Cóż... Właściwie to pozostało mu tylko pozytywne myślenie. Gdyby nie to już zupełnie by zwariował i się załamał. Czuł się taki bezsilny... Był skazany na przyglądanie się Meg w takim stanie i nic nie mógł zrobić; zupełnie nic. I jeszcze do tego karetka wlekła się jak żółw!
-Przepraszam, nie da się szybciej?!
-Uspokój się, dzieciaku! Chcesz żebyśmy spowodowali wypadek? Jedziemy setką, a tutaj jest ograniczenie do sześćdziesiątki, więc wrzuć na luz, jak wy to mówicie…
-Gdyby pana dziewczyna umierała, to by pan wiedział jak to jest!
Nic nie odpowiedział. Nastała cisza, aż w końcu kompan kierowcy spytał się:
-Co się właściwie stało?
-Byliśmy na dachu i nagle usłyszałem strzały... To wszystko... Nawet się nie rozejrzałem kto strzelał. Nic mnie to wtedy nie obchodziło.
Teraz jednak marzył tylko o tym, aby dopaść tego gnoja i go zabić... Żeby zobaczył jak to jest. I żeby mu się odpłacić za Meg.
Po trzech minutach karetka się zatrzymała. Tylne drzwi się otworzyły, a Dave zobaczył, że się ściemniło.
Dwóch lekarzy wyprowadziło nosze wraz z Meg a chłopak wyskoczył w pojazdu zaraz za nimi. Wkroczyli na korytarz szpitala. Jeden z mężczyzn prowadzących nosze przystanął i spytał o coś młodą pielęgniarkę. Odpowiedź go raczej nie usatysfakcjonowała.
-Co się stało?- spytał podenerwowany Dave, łapiąc sanitariusza za łokieć, bo ten już chciał odejść.
-Nic... Doktora Thompsona nie ma w szpitalu... A zazwyczaj to on dowodzi zespołem podczas tak ważnych operacjach...
-Jak to go nie ma w szpitalu?! Jest lekarzem! Jego obowiązkiem jest tu siedzieć! To jego miejsce.
-Nie podnoś głosu. Ktoś inny będzie ją operował. Nie martw się na zapas. W tej placówce jest paru dobrych lekarzy. To że Thompsona nie ma, nie znaczy, że nikt nie zajmie się pacjentką.
-Mam nadzieję...- mruknął Dave i pobiegł w ślad za Meg.
Lekarze akurat zniknęli za zakrętem. Poszedł za nimi. Tutaj korytarz był węższy. Na drzwiach naprzeciwko widniał wielki napis ‘Ostry Dyżur. Wstęp Wzbroniony!’ Jego jednak nie obchodziły jakieś tam zakazy. On musiał być przy Megan. Musiał wiedzieć, że nic jej nie będzie, i że wszystko jest pod kontrolą. Już podchodził do drzwi, gdy ktoś uwięził jego ramię w żelaznym uścisku. Chciał się wyrwać, ale ten ktoś był silniejszy.
-Chłopcze… Nigdzie nie pójdziesz! Zajmiemy się nią. Nie martw się- I już zniknął za drzwiami.
-Cholera jasna!- krzyknął David i kopnął z całej siły krzesełko, które stało koło niego. Stał chwilę po czym jednak na nim usiadł. Co mu pozostawało? Nie mógł przecież od tak tam wtargnąć. A więc będzie czekał tutaj. Może nawet tak siedzieć cały dzień. Dopóki jej nie zobaczy i nie dowie się, czy wszystko w porządku nie ma zamiaru opuścić tej placówki. Nawet jeśliby mieli go siłą tarmosić.
Siedział tak pochylony rozmyślając, a jego blond czupryna zasłaniała całkowicie zielone oczy. W tej sytuacji Dave wyglądał zupełnie inaczej. Zawsze pogodny wyraz twarzy ustąpił miejsce złowrogiemu spojrzeniu.
Chłopak siedzący w pochylonej pozycji nie miał szans zobaczyć dziewczyny, która akurat stanęła na początku korytarza. Miała ona około dwudziestu lat. Była dość wysoka, a szpilki dodawały jej dodatkowe dziesięć centymetrów. Brązowe, lśniące włosy miała uczesane w długi kucyk upięty na czubku głowy. Spod grzywki spoglądały bystre, stalowoszare oczy. Dziewczyna obrana była w białą bluzkę, czarny żakiet i długie rurki. Ogólnie można by było rzec, że była dosyć urodziwą osobą.
-Nie będę przeszkadzała, jeśli tutaj usiądę?- spytała uśmiechając się lekko. Miała tak bardzo dźwięczny i melodyjny głosik, że David aż podskoczył. Spojrzał na nią kątem oka.
-Nie- powiedział krótko.
Usiadła więc dwa krzesełka od niego i co chwila przyglądała mu się, jakby myślała czy ma coś powiedzieć, czy też może lepiej zachować to dla siebie.
-Wyglądasz na zmartwionego…- zaczęła niepewnie- Wiesz… Ja nie chcę się wtrącać…
-To się nie wtrącaj- powiedział opryskliwie. A co tam! Przecież, teraz nic go nie obchodziło. Miał gdzieś, czy ta dziewczyna się na niego obrazi, czy też nie.
Ona w rzeczy samej się speszyła i spuściła wzrok przyglądając się swoim dłoniom.
-Nie bądź niemiły. Próbuję się tylko dowiedzieć co się stało. Kto wie? Może ci będę mogła pomóc. Nie lubię siedzieć bezczynnie, kiedy ktoś cierpi. To takie nieludzkie. Trzeba sobie pomagać w nieszczęściu…- zamilkła na chwilę, jakby się obawiała, że plecie za dużo. Spojrzała niepewnie na Davida i zakończyła- Ale jeśli nie chcesz mówić, to zrozumiem.
Chłopak natomiast pomyślał, że ona ma rację. W końcu co mu szkodzi się wyżalić? Może mu się zrobi lżej na sercu. Choć odrobinkę.
-Moja dziewczyna tam leży- wskazały wymownie na drzwi prowadzące do sali operacyjnej- Została postrzelona i nie wiem czy z tego wyjdzie. Oczywiście mam nadzieję, że tak, ale przecież nie można być w stu procentach pewnym przy czymś takim…- poczuł, ze do oczu cisną mu się łzy… Nie próbował ich nawet powstrzymywać. Spływały wąskim strumieniem po policzkach wnikając w koszulę.
Zamilkł. Nastała cisza. Dziewczyna widocznie się zawstydziła. Myślała, co też ma odpowiedzieć; jak pocieszyć. W końcu nie było to coś łatwego. W takich sytuacjach trudno było znaleźć odpowiednie słowa, które by kogoś pocieszyły i sprawiły, że poczułby się lepiej.
Podeszła więc do niego i usiadła tuż przy nim i położyła mu rękę na plecach. Był to z jej strony odważny ruch. W końcu nie wiadomo było jak chłopak na taką sytuację by zareagował. Mógł na nią nawrzeszczeć. Ale nie. Dave nic nie zrobił. Siedział ciągle i zachowywał się, jakby zupełnie nic się nie zmieniło. Dziewczyna natomiast powiedziała:
-Wiesz… Nie będę cię pocieszała i mówiła, że wszystko będzie dobrze. Nie mogę ci tego obiecać, bo nie wiem jak będzie, Teraz wszystko zależy od lekarzy. Miejmy nadzieję, że wszystko się uda.
David po raz pierwszy przyjrzał się jej uważnie. Uderzyło go to, co przed chwilą powiedziała. Po raz pierwszy ktoś mu nie mówił żeby się wziął w garść tylko prosto z mostu mówił, że nic nie wiadomo. Zdziwił się szczerością dziewczyny.
Widząc, że chłopak przygląda jej się z osłupieniem posłała mu niepewny uśmiech. Nie odwzajemnił go, ale wyciągnął do niej rękę mówiąc:
-Jestem David.
-Miło mi cię poznać Dave. Jestem Melanie. W skrócie Melly. W tej samej chwili gdy uścisnęła jego rękę, drzwi na salę operacyjną otworzyły się szeroko a na korytarz wyszedł lekarz…
___________________________________
TA DA DA DAM :D Jak myślicie? Meg przeżyje? :)

Jakie boskie oczy *.*

~Bad
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

nickel-back
 
David wstał rano bardzo wcześnie. Wiedział, że będzie to bardzo ekscytujący dzień. Miał się spotkać po południu ze swoją dziewczyną Megan. Od dawna chciał postąpić w tym związku na przód lecz nigdy nie było ku temu sposobności. Postanowił jednak, że dzisiaj nie wróci do domu dopóki nie postawi na swoim.
Dave miał dwadzieścia trzy lata. Był on przystojnym mężczyzną z wielkimi planami na przyszłość. Nie chciał siedzieć bezczynnie w domu tylko zostać muzykiem w jakiejś kapeli. Od najmłodszych lat grał na gitarze klasycznej, a później na elektrycznej. Marzył także o rozpoczęciu nauki gry na perkusji, lecz nie miał wystarczającej ilości pieniędzy, aby rozwijać swoje hobby.
Chodził do szkoły muzycznej i tam za niewielką opłatą uczył się gry na instrumencie. Od najmłodszych lat uważano, że ten chłopak wiele osiągnie. To było nieuniknione. Rzadko kiedy zdarzało się tak wielce utalentowane dziecko. Takim trzeba było się urodzić. Języki chłonął jeden za drugim. Umiał już angielski, francuski, hiszpański i był w trakcie nauki włoskiego.
Od najmłodszych lat dziewczyny podkochiwały się w Davie... Nie wiadomo, czy oddziaływała tak na nie jego uroda, czy romantyzm, wrażliwość i poczucie, że przy nim nic nikomu się stać nie może... On sam nie chcąc skrzywdzić żadnej dziewczyny nie mówił im wprost, że mu się nie podobają albo, że są nie w jego stylu. Zawsze zgrabnie rozwiązywał sprawę tak, aby nikt nie poczuł się odrzucony... Cóż powiedzieć... Świetny chłopak...
Z Megan poznali się w liceum... Chodzi do jednej klasy... Szybko coś do siebie poczuli. Było im dobrze w swoim towarzystwie: śmiali się, ale mogli ze sobą porozmawiać na ważne tematy. Mieli podobne zainteresowania. Lubili czytać książki, oglądać filmy przygodowe. Ona grała na pianinie i śpiewała. Często rozmawiali o aktualnych hitach na listach przebojów. Mieli tyle do powiedzenia na temat każdej piosenki. A to, który moment według nich źle zagrany czy też, gdzie oni inaczej by zagrali albo zaśpiewali. Rozumieli się bez słów, a w trudnych sytuacjach wspierali wzajemnie.
Po niespełna paru miesiącach znajomości zostali parą. Owszem, wiele osób im docinało, że Dave chce się wypromować... W końcu Meg była jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole. Ale przecież każda para musi coś takiego przejść. Ich nie obchodziło zdanie innych. Dla nich najważniejsza była miłość i to, że mogli być przy sobie na dobre i na złe.
***
David zaprosił na tą sobotę Megan restauracji. Właściwie to nic oryginalnego. Na początku chciał się z nią spotkać w studiu nagraniowym jego kolegi, ale miało być ono wynajęte przez tydzień, a jemu zależało na czasie. Nie mógł tego odkładać w nieskończoność. Musiał działać jak najprędzej.
Dave przygotowywał się do wyjście dobrą godzinę. Przeważnie wybranie ciuchów zajmowało mu mało czasu, ale musiał się przyłożyć porządnie. Nie mógł się zdecydować czy założyć marynarkę, czy koszulę z krawatem... A może lepiej bez krawata? Z drugiej strony nie mógł się ubrać w jakoś szczególnie elegancko, bo Meg od razu by stwierdziła, że coś się święci...
No trudno... Przecież muszę ładnie wyglądać, myślał, sytuacja tego wymaga. A niech sobie nawet coś podejrzewa!
Ubrał się więc w białą koszule i czarne spodnie od garnituru. Zrezygnował jednak z krawata. Spryskał się perfumami, które tak bardzo podobały się jego dziewczynie, ubrał buty i wyszedł.
Umówili się w restauracji. Miał pół godziny na dotarcie. Spokojnie, zdąży. Właściwie to nie musiał nawet jechać autobusem. W taką ładną pogodę jak ta spokojnie może się na pieszo. Nie zaszkodzi mu.
Tak wiec ruszył przed siebie i jeszcze raz powtórzył sobie w myślach co ma kiedy zrobić i co powiedzieć. Musiało wypaść perfekcyjnie. Gdyby coś poszło nie tak nie wybaczyłby chyba sobie.
Zamówił dla nich salę. Kosztowało go to sporo pieniędzy, które odkładał od miesiąca. Plan był taki... Na początek zamówiłby sobie razem z Meg coś do jedzenia, a później tańczyliby do upadłego do muzyki niekoniecznie klasycznej, śpiewaliby i byłoby tak uroczo! Po wszystkim chciał ją zabrać w miejsce, w którym często się spotykali, a później już pozostawało jedno... Poklepał się po kieszeni i upewnił się, czy na pewno nie zapomniał pudełeczka. Było. Uff... Oby poszło dobrze!
***
Do restauracji Salem dotarł na pięć minut przed czasem. Meg jeszcze nie było.
Dobrze. Będzie miał czas na przygotowanie wszystkiego.
Wszedł do środka i zapytał jakiegoś przechodzącego kelnera czy sala została już przygotowana.
-Ależ oczywiście, proszę pana! Wszystko jest w jak najlepszym porządku! Niech pan się nie martwi- po czym posłał mu uśmiech.
Łatwo mu mówić! Jak ma się nie denerwować przed czymś takim? Tak się nie da. Dave stresował się niewyobrażalnie.
Wszedł po krętych schodach na górę i upewnił się czy naprawdę jest wszystko przygotowane. Podszedł do stołu i nerwowo zaczął poprawiać serwetkę na stole. Boże! Toż to przecież istna paranoja.
-Wszystko będzie dobrze, człowieku! Opanuj się- mruknął pod nosem.
-Coś nie tak?- zapytał głos za nim i nagle poczuł czyjąś delikatną rękę na ramieniu.
Podskoczył jakby się przed chwilą oparzył i powoli odwrócił. Ten głos poznałby wszędzie. Meg. Stała tuż za nim i przypatrywała się mu ze zmartwieniem. Ach... Megan zawsze rozpoznawała kiedy coś się działo. Niczego nie było można przed nią ukryć.
Dave nie mógł nic powiedzieć. Jej wspaniałe błękitnoszare oczy prześwietlały go na wylot.
-Nie... Nic się nie stało. Naprawdę.
Spróbował się uśmiechnąć, ale wyszedł mu jakiś grymas. Dziewczyna jednak mu nie uwierzyła. Czuła, ze ją okłamuje, ale nie chciała drążyć tematu. Jeśli Dave coś ukrywał, to musiał mieć konkretny powód. Przeczuwała także, że wkrótce się przekona o co chodzi. Pozostawało jej cierpliwie czekać. pocałowała go w policzek na przywitanie i spytała:
-A więc... Może usiądziemy?
-Tak, tak. Jasne.
Dave podszedł do krzesełka i odsunął je tak, aby dziewczyna mogła usiąść po czym zajął miejsce na przeciwko niej.
-Zaraz powinni podać jedzenie- powiedział.
Wpatrywał się w nią jakby była aniołem. Co w cale nie jest aż takie dalekie od prawdy. Jej śliczny uśmiech górował nad wszystkimi innymi. Gdy się uśmiechała widać było jej charakterystyczne dołeczki w policzkach i malutki dołeczek na brodzie. Jej wielkie oczy hipnotyzowały każdego, a brązowe pukle spływała kaskadą na ramiona. Uszy ozdabiała zawsze jakimiś kolczykami, a na szyi zawsze nosiła łańcuszek z przywieszką 'I Love NY'. Chciała kiedyś tam pojechać. O Ameryce wspominała zawsze z czcią, jakby była to jakaś świętość. Oczywiście David nie burzył jej marzeń. Cieszył się, że je ma. I trzymał za nią kciuki.
'Ona zostanie kimś wielkim'- mówił o swojej dziewczynie.
Jego rozmyślania przerwał kelner, który przyniósł zupę. Był to kapuśniak. Meg zawsze lubiła kwaśne rzeczy, więc bardzo jej smakowało. Następnie na stole pojawił się kurczak z kapustą i ziemniakami. W Salemie zawsze gotowali pyszne potrawy. Rzadko można było spotkać coś tak wyśmienitego.
-Ślicznie wyglądasz...- powiedział przełykając kęs i uśmiechając się. Trema już prawie go opuściła, ale wiedział, że powróci ona, gdy tylko wyjdą z restauracji.
-Och... Mówisz mi to z każdym razem! Jestem przecież zwykłą dziewczyną- zaśmiała się.
-A widzisz... I tu się nie zgadzamy.
Po posiłku tańczyli. Bardzo długo. Meg śpiewała piosenki, a on się jej przysłuchiwał.
-Masz taki wspaniały głos...
-Nie przesadzaj- prychnęła.
Nie skomentował tego. Wiedział, że ma rację.
Pili szampana rozmawiając- o wszystkim. O tym na jaki film pójdą w następnym tygodniu, ale także o tym co ostatnio przeczytali lub o czym ciekawym słyszeli.
-Meg...- zmienił temat Dave.
-Hm?
-Wiesz, myślałem, że może poszlibyśmy do naszej 'kryjówki'. Co o tym sądzisz?
Modlił się w duchu, aby się zgodziła. Od tego wszystko zależało. Jednak ona długo nie odpowiadała. W przeciwieństwie do Dave'a, jej nie dało się ot tak prześwietlić. Trudno było odgadnąć co czuła i o czym myślała.
-Wiesz... Jest dość ciepło i...
-Dobrze chodźmy.
Meg poczuła, że Dave'owi na tym bardzo zależy, więc się zgodziła.
Ich 'kryjówka' znajdowała się w rzeczywistości na dachu szkoły tanecznej. Spędzali tam sporo czasu. W końcu to właśnie tam się tak naprawdę poznali. Owszem znali swoje imiona i nazwiska już wcześniej, ale dopiero na tym dachu mogli szczerze porozmawiać.
Meg przychodziła tam często kiedy miała jakieś zmartwienie. Tamtego dnia kiedy spotkała Dave'a zerwała z chłopakiem. Okazało się, że ją zdradzał z jej przyjaciółką. Dowiedziała się o tym przypadkiem. Szła akurat do galerii handlowej kiedy ich zobaczyła. Całowali się. Na początku nie mogła w to uwierzyć. W końcu była daleko i mogło jej się przewidzieć. Chłopak był co prawda podobny do Jima, ale nie była przekonana w stu procentach. Dopiero później, gdy podeszła bliżej przekonała się, że to prawda. Nie wiedziała co powiedzieć. Nakrzyczała na niego i uderzyła w policzek. Po czym płacząc dotarła na dach. Długo nie mogła się opanować i zastanawiała się, dlaczego on jej to zrobił, aż w końcu usłyszała za plecami jego głos- Dave'a.
-Megan? Co ty tutaj robisz?- spytał podchodząc.
Wytarła pośpiesznie oczy i zwróciła się ku niemu:
-Nic. Myślę...
-Płakałaś?- spytał patrząc na jej czerwone oczy.
-Tak...
-Co się stało?
Opowiedziała mu wszystko. O tym jak się czuje, co myśli i pożaliła się, że nie wie co dalej robić. A on ją przytulił. Poradził jej, żeby skończyła ze swoim chłopakiem, bo jeśli jest niewierny to jest strasznym dupkiem. Pocieszał ją długo.
-A ty co tutaj robisz?- spytała w końcu.
-Hm... Lubię tu przychodzić. Jest tu ciekawa atmosfera. Można uciec od świata. I ładny stąd jest widok. Czasami przychodzę  malować.
-Malujesz?
-Tak... Kiedyś ci pokażę...
***
Na dach dotarli w dziesięć minut. Weszli pośpiesznie wchodząc do szkoły i dalej kierując się schodami na górę. Jakież to było zabawne. Nikt jeszcze ich nigdy nie przyuważył... A z pewnością gdyby ktoś się o tym dowiedział. Nie spodobałoby się to mu.
-Po co mnie tu przyprowadziłeś, Dave?- spytała w końcu- Od samego początku widzę, że coś cię gnębi i że się strasznie czymś przejmujesz. Masz tremę. Co się stało? Mi możesz powiedzieć...- zapewniła go stając przed nim i gładząc ręką jego policzek.
-Wiesz, ja cię kocham...
-Ja też cię kocham, głuptasie i...
Uciszył ją gestem dłoni.
-Nie przerywaj mi, proszę... Bardzo cię kocham. Jesteśmy parą od dawna. Skończyliśmy studia i chcemy dalej sprawdzić się w zawodzie, ale ja... Ja nie chcę żebyśmy się rozstali. Chcę z tobą ciągle być. Kocham cię Meg jak nikogo innego. Jesteś dla mnie najważniejsza i to się nie zmieni- wyciągnął powoli z kieszeni pudełko i klękając ciągnął- Meg... Wyjdziesz za mnie?- powiedział otwierając niebieskie pudełeczko i odsłaniając zawartość- pięknie zdobiony pierścionek.
Meg wpatrywała się najpierw w niego, a potem jej oczy powędrowały w dół. Spojrzała na pierścionek.
-Dave, ja...
Nie mogła powiedzieć tego co chciała. Gardło się jej zaciskało. Była zdumiona. Nie spodziewała się czegoś takiego po nim. Długo nic nie mówiła, więc chłopak zapewnił ją:
-Nie musisz odpowiadać teraz.
-Ale ja...
-Możesz spokojnie się namyśleć- powiedział wstając.
-Ale...
-Nie naciskam na ciebie Meg- nie dawał jej dojść do słowa.
-Ale ja chcę powiedzieć, że się zgadzam, kretynie!
-Naprawdę?
-Tak!
I już wylądowała w jego ramionach a po jej twarzy ciekły łzy zadowolenia.
-Kocham cię, Meg.
-Kocham cię, Dave.
Całowali się namiętnie i co chwile czule coś do siebie szeptali. Byli szczęśliwi jak jeszcze nigdy w życiu.
-Jestem najszczęśliwszym chłopakiem na świecie!- krzyknął na całe gardło.
-Uspokój się Dave!- zaśmiała się Megan.
I wtedy rozległy się strzały psując wszystko raz na zawsze...
__________________________________________
Poproszę o komentarze z Waszymi opiniami ^-^ Pamiętajcie, że każdy komentarz dodaje poweru do pisania ^-^

Kiedyś tą piosenkę już tu wstawiałam, ale że tak bardzo ją kocham to nie mogę się oprzeć, żeby nie wstawić ją po raz drugi <3

P.S Podobało się? Wchodźcie, komentujcie, lajkujcie moją stronkę na Facebooku ^^ --> www.facebook.com/(…)452915888095115…
~Bad
 

nickel-back
 
*Rok Później*

Wahadełko zegarka poruszało się rytmicznie na lewo i na prawo. Z każdym ruchem upływała sekunda. Sekundy zamieniały się w minuty, a minuty w godziny. I tak przez całe dnie i noce. Mechanizm zegarka dział z niezawodną precyzją. Wskazówka sekundowa krążyła szybko dookoła tarczy- bez przeszkód. Zupełnie tak jak nowe życie Emily...

W ciągu tego roku życie tej dziewczyny powróciło na dawne tory. Wszystko się poukładało. Dziewczyna zrozumiała, że kłamstwem niczego się nie zdziała.
Jake jej wybaczył... Ich związku nie można chyba jeszcze nazwać przyjaźnią, ale chłopak nie unika jej tak jak kiedyś. Ból po jej oszustwie i zdradzie zarył się gdzie w głębi jego serca, ale postanowił dać jej szansę. W końcu bardzo się starała, aby mu wszystko wynagrodzić... Z początku chłopak nie chciał jej nawet na oczy widzieć, lecz w końcu- po rozmowie z Willem- przyszedł do niej...
Natomiast jeśli chodzi o Jilla... Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego zwłoki znaleziono w rzece... Policja stwierdziła, że popełnił samobójstwo. Nie znaleziono żadnych śladów, które by temu przeczyły. Emily nie potrafiła się jednak cieszyć z jego śmierci. Odetchnęła- to pewne. Nie musiała się go już obawiać. Jednak- mimo wszystko- Jill był człowiekiem. A czy można się cieszyć ze śmierci innej istoty?

To zadziwiające jak życie potrafi się zmienić, kiedy się jest szczerym i próbuje się naprawić to, co złego się wyrządziło bliźnim. Emily postanowiła zmienić swoje życie i dzięki temu powróciła na prostą. Ma przyjaciół, nie musi się bać, że ktoś na nią czyha za rogiem, ale przede wszystkim ma kogoś kto ją kocha ponad wszystko- Willa...


                                  ***TOM 1- KONIEC ***



_____________________________________________

P.S Tak wiem... Nienawidzicie mnie w tej chwili. Wiele osób ma mi pewnie za złe to, że tak szybko skończyłam. Przepraszam Was za to. Jednak postanowiłam pisać kolejną powieść wzorując się na filmie Mamma Mia!. Teraz pewnie masa osób wzdycha i mówi, że ten film to totalny kicz... Nie martwcie się :)) Pozmieniam wiele faktów i elementów ;) Więc mam nadzieję, że Wam się spodoba. *Piszcie co sądzicie na ten temat!*

P.S2- napisałam 'Tom 1- Koniec', ponieważ jeślibyście chcieli kiedyś mogę się zabrać za kontynuację tej powieści :)

Oh... I na koniec proszę o uwagi... Co Wam się podobało w tym opowiadaniu, co niekoniecznie, a co byście zmienili. Chętnie posłucham!!


BUZIAKI! :*
~Bad
  • awatar †Your Happiness†:
  • awatar gość kasia: No to tak udusze cie chyba ze zakonczylas to ;) ale generalnie swietne to opowiadanie i musisz napisac kolejną część blagam ;* ;) a i mam yakie pytanko ile lat ma will i emilly ?!;p
  • awatar Bad- Оροωιαdαnια <3: @gość kasia: Emily- 16, a Will 26 Hyhy ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

nickel-back
 
Byłam w taki szoku, że przez dobrą minutę nie mogłam zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Ktoś podbiegł i zdecydowanym ruchem wdarł się pomiędzy mnie a Willa powodując to, że potknęłam się i upadłam na plecy. Po chwili rozległy się odgłosy szamotaniny. Byłam tak przerażona, że zebranie się z ziemi trochę mi zajęło. Gdy tylko zdołałam wstać podbiegłam do Willa i chłopaka z kapturem na głowie, który właśnie na nim leżał i okładał go pięściami po twarzy.
-Co wy wyprawiacie?!- krzyknęłam.
Spróbowałam ich jakoś rozdzielić, ale napastnik był na tyle silny, że w żaden sposób nie dało się go powstrzymać.
-W tej chwili przestańcie!
Poczułam, że zaraz zacznę płakać z bezsilności. Tak naprawdę nic nie mogłam zrobić. Czułam się z tym okropnie.
W końcu jednak Will zdołał poskromić chłopaka. Złapał go za ręce i odepchnął od siebie. Kiedy zakapturzony napastnik upadł na śnieg a następnie próbował się podnieść z głowy spadł mu kaptur i zobaczyłam kogoś, kogo znałam. Jak on tu się znalazł?! W jednej chwili strach powrócił. To był Jake. Nie musiałam się nawet zastanawiać nad tym, czemu  napadł na Willa. To było całkiem zrozumiałe. Każdy by chyba tak postąpił, gdyby zobaczył, że ktoś całuje jego dziewczynę.
-Jake! Ja ci to wszystko wytłumaczę....- powiedziałam z żalem w głosie, że musiał się o tym dowiedzieć w taki, a nie inny sposób.
-Co ty mi chcesz wyjaśniać? To że kiedy ja sobie wyjeżdżam ty w spokoju romansujesz sobie z... nim? Możesz sobie darować naprawdę... Tylko wiesz, co najbardziej boli? To, że ci zaufałem, a ty okazałaś się jakąś totalną szma...
-Tylko bez takich tam!- przerwał mu w pół słowa Will i już chciał do niego doskoczyć.
-Nie wtrącaj się, proszę- powiedziałam do niego i podeszłam do Jake'a.
-Nic mnie tak naprawdę nie usprawiedliwia. Chciałam ci to powiedzieć już na początku, ale nie chciałam cię ranić. Wtedy, kiedy do ciebie zadzwoniłam i chciałam umówić się na spotkanie, powiedziałeś, że wyjeżdżasz....
-I ty wspaniałomyślnie stwierdziłaś, że nic nie stoi ci na przeszkodzie, żeby się z nim obściskiwać. No tak! Nie było mnie w kraju, to nie miał cię kto nakryć na zdradzie! Wiesz co, Emily? Jesteś beznadziejna... Myślę, że nie mamy o czym gadać...
Zrobił krok w tył. Próbowałam go powstrzymać łapiąc za kurtkę, ale wymknął mi się spod ręki i zaczął odchodzić w szybkim tempie nawet się nie obejrzawszy.
Zaczęłam płakać. Nie dlatego, że Jake mnie olał i nie pozwolił sobie wytłumaczyć, dlaczego to przed nim ukrywałam, tylko dlatego, że wiedziałam jak go zranił widok Willa całującego mnie. Chciałam się wtedy zapaść pod ziemię.
Will przytulił mnie do siebie mocno. Do mojego nosa dotarł intensywny zapach krwi. Dopiero wtedy spojrzałam na twarz Willa. To, co zobaczyłam mnie przeraziło. Na prawej skroni, tuż pod linią włosów widniała wielka rana, z której ciurkiem ciekła krew. Spływała szybko po policzku i po szyi, aby następnie wsiąknąć w koszulkę. (Tak a propos... Czy mu naprawdę nie jest zimno, że wychodzi w środku zimny na dwór tylko w koszulce?!)
-Jezu! Co on ci zrobił?
-Uderzył kamieniem- wskazał na dużej wielkości głaz, który także był czerwony od krwi, i który leżał sobie spokojnie na ziemi.
-Trzeba ci opatrzyć tą ranę. Chodź! Musimy dotrzeć jak najszybciej do szpitala, żebyś się nie wykrwawił- powiedziałam stanowczym głosem. Lecz Will tylko się roześmiał.
-Mowy nie ma!- uśmiechnął się- To tylko lekkie zadrapanie!  Wystarczy woda utleniona i plaster!- powiedział tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji.
-Człowieku! ty masz ranę na pół głowy i mówisz, że nic ci nie jest?! W tej chwili masz ze mną jechać do szpitala!!- podałam  mu swój szalik- Masz! Spróbuj zatamować krew, a ja idę szukać transportu...
-Em, wyluzuj... Nigdzie nie jadę!- powiedział, ale mimo wszystko przyjął szalik i przyłożył go sobie do głowy.
Byłam na niego coraz bardziej wkurzona.
-Tak? Twardziela chcesz zgrywać? Jeśli w tej chwili ze mną nie pojedziesz do szpitala, a później spokojnie nie będziesz leżał jak ci będą zakładać szwy, to z nami koniec! Nigdy już mnie nie zobaczysz!- powiedziałam poważnym tonem...
Spojrzał na mnie przelotnie, żeby stwierdzić, czy nie żartuję, a ja stałam z założonymi na piersi rękoma...
-Boże! Niech ci już będzie, pójdę. Ale żebyś wiedziała! Robię to tylko dla ciebie- mówiąc to przewrócił oczyma.
Zaśmiałam się i poszliśmy na poszukiwanie transportu...
Po dziesięciu minutach znaleźliśmy postój taksówek... Dwoje kierowców nie zgodziło się nas podwieźć, bo, jak to ujęli, nie chcą mieć zachlapanej krwią tapicerki... Dopiero trzeci (za podwójną stawkę) zgodził się nas podwieźć. I w ten oto sposób dotarliśmy po kwadransie do szpitala. Nawet nie musieliśmy długo czekać. Napotkaliśmy bardzo miłą pielęgniarkę, która widząc zakrwawionego Willa, który trzyma szalik, nadający się już tylko do wyrzucenia, znalazła doktora, który obecnie niczym się nie zajmował, i który nas przyjął. Siedziałam koło Willa trzymając go za rękę, kiedy lekarz czyścił mu ranę, a następnie zakładał siedem szwów.
Siedząc tam przy nim myślałam o tym, co robi Jake. Mógł się przecież na tyle załamać, żeby zrobić jakąś głupotę. Modliłam się wtedy, żeby skończyło się tylko na jego złym samopoczuciu. Jedno było pewne. jake nie będzie chciał ze mną gadać już nigdy więcej i ja musiałam to w zupełności uszanować...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Co za akcja xD

Boże! Jaki cudowny głos! <3 *-*

~Bad
  • awatar †Your Happiness†: Nie było mnie przez kilak dni,ale nadrobiłam zaległości i jest świetnie. CZekam na więcej.♥
  • awatar Just forget it: Szkoda mi trochę Jake'a. No ale "poszkodowanego" też xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

nickel-back
 
*Słyszałam, ze wiele osób ma problem z licznikami. Wiecie coś na ten temat? Co zrobić, żeby liczby odwiedzin się naliczały?*
________________________________

Następnego dnia, tak jak przewidziałam, nie nadawałam się zupełnie do niczego. Siedziałam ze smutną miną na łóżku i bez wpatrywałam się tępo w ścianę. Will siedział cały czas przy mnie, chociaż mówiłam mu niejednokrotnie, żeby lepiej sobie poszedł. Jednak przyrzekł, że będzie siedział cicho i nie odezwie się ani jednym słowem, bo wie jak się okropnie czuje.  Muszę przyznać, że trzymał się całkiem nieźle. Wytrzymał całe pięć godzin wpatrując się we mnie bez słowa. Jednak później się złamał i postanowił za wszelką cenę sprawić, żebym przestała się zadręczać. Tak więc zaczął mnie przekonywać abym poszła z nim na spacer albo do kina. Z początku marudziłam i mówiłam, że mi się nie chce, ale pomyślałam sobie, że Willowi też nie jest łatwo, kiedy mnie widzi w takim nastroju, więc przystałam na jego propozycję i po parunastu minutach wyszliśmy z domu. Ponieważ i tak w kinie nie mogłabym się skupić na wyświetlanym filmie postanowiliśmy pójść do parku na spacer.
Zaczynał się luty. Zima już powoli odchodziła ustępując miejsca wiośnie. Temperatury były coraz wyższe, a śniegu na ulicach było coraz mniej.
Długo milczeliśmy. Chciałam rozpocząć jakoś rozmowę, ale nie mogłam znaleźć tematu, który zainteresowałby Willa.
-Jak tam ci się układa? Wróciłeś do pracy?- spytałam w końcu z braku lepszego tematu do rozmów.
-Mówiłem ci już, że mnie zwolnili, nie pamiętasz?
-Jasne, że pamiętam... Ale tak właściwie to co się stało?- spytałam zaintrygowana tonem głosu Willa. Mówił zupełnie tak, jakby chciał uniknąć tematu. Tak, jakby nie chciał mi o czymś powiedzieć.
-Uch... Długa historia... Nie będę cię zanudzał...
Przystanęłam i złapałam go za ramię, żeby i on zaczekał. Stanął przede mną, a ja spojrzałam mu w twarz...
-Chcę wiedzieć. Ukrywasz coś?
-Nie. Oczywiście, że nie! Nie byłbym w stanie cie okłamać. Wiesz przecież jak cię kocham!
-Will... Nie rób ze mnie głupka. Wiele w życiu przeżyłam, żeby wiedzieć, że nie mówisz mi prawdy- spuściłam głowę- Nie zniosłabym kłamstwa od osoby, na której mi zależy... Proszę, powiedz mi...
Zapanowała cisza. Znowu nie wiedziałam jak mam zareagować. Chciałabym, żeby to on zrobił pierwszy krok. Nie musiałam długo czekać. Will podniósł rękę i jednym ruchem palca podniósł moją głowę na tyle, aby mógł mi spojrzeć prosto w oczy.
-Dobra masz rację... Nie powiedziałem ci do końca prawdy... Bałem się... Nie chcę, żebyż to przeżywała, bo to w pewnym sensie dotyczy ciebie...
Nie rozumiałam o co mu chodzi. Jaki związek może mieć jego praca ze mną?
Widząc jaka jestem zdezorientowana, Will powiedział dobitnie:
-Chodzi o Jilla.
W jednej chwili przypomniał mi się jego telefon. To jak mi grozi, jak mówi, że mnie znajdzie i zabije moich przyjaciół.
-Kiedy przekonałem się o swoich uczuciach do ciebie postanowiłem go odnaleźć. Chciałem sprawić, żebyś poczuła się bezpiecznie. Pomyślałem sobie, że gdyby wpadł w moje ręce a później trafił do więzienia nie miałabyś już więcej kłopotów. Zacząłem zaniedbywać swoje obowiązki w pracy. Szukałem choćby najmniejszego namiaru na Jilla. Przeszukiwałem najróżniejsze papiery, sprawdzałem, gdzie ostatnio przebywał, pytałem jego znajomych, gdzie obecnie mieszka. W końcu mnie wywalili za, jak to ujął komendant, moją 'obsesję'... Ot, cała prawda.
Próbowałam się nie rozklejać. Z jednej strony nie mogłam uwierzyć w takie poświęcenie Willa, a z drugiej starałam się nie myśleć o moim psychopatycznym byłym...
-A więc widzisz... Chciałem cię nie dołować i tyle... Kocham cię...
I właśnie te dwa ostatnie słowa sprawiły, że zupełnie się rozkleiłam. Wtuliłam się w jego pierś i powiedziałam dławiąc się płaczem:
-Will... Ja tak strasznie się go boję... Czuję, że po mnie przyjdzie... Rozumiesz?!
Przytulił się do mnie opierając swoją głowę na mojej i powiedział cicho, ale stanowczo:
-Nie pozwolę, żeby ci się coś stało. Będę cię chronił. Ten drań nawet cię nie dotknie. Przy mnie ci nic nie grozi, Emily... Ufasz mi?
Odchyliłam się lekko i przytaknęłam. Will położył swoje ręce na moich biodrach i pocałował mnie namiętnie. Zarzuciłam swoje ręce na jego ramiona i odwzajemniłam pocałunek. Czułam, że przy nim nic mi się nie stanie. Był typem mężczyzny, przy którym kobieta czuła się bezpieczna.
Chciałam, żeby ten pocałunek trwał wiecznie, lecz coś, a raczej KTOŚ nam przeszkodził...
_________________________
Jak myślicie- kto? *-*

Ojojoj <3

P.S PODOBA WAM SIĘ NOWY WYGLĄD? :D
~Bad
  • awatar Imre: Ja na temat liczników pisałam do administracji, wiele innych użytkowników także.. Ciekawie, piszesz! Powodzenia! Oby tak dalej!
  • awatar Just forget it: Bardzo fajnie teraz jest :>. Świetny rozdział :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

nickel-back
 
Nawet nie pamiętam jak tamtego wieczoru znalazłam się we własnym domu. Kiedy Will mnie całował marzyłam, aby ten moment nigdy się nie kończył. Chciałam, żeby to całe wyznanie Willa nie okazało się jedynie pięknym snem. I przede wszystkim marzyłam o tym, żeby Will już na zawsze pozostał tym miłym chłopakiem, którego tak bardzo kochałam. Wiedziałam, że wiele wymagam od losu, ale dałabym wszystko, żeby moje życie poukładało się przy boku tego chłopaka. Moje miejsce było właśnie przy nim. Wiem, tak mówi każda nastolatka, ale moje uczucia były wyjątkowo silne. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie czułam. Dla Willa byłam w stanie zrobić wszystko. Był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Bez niego świat wydawał się pusty. Nie potrzebowałam niczego ani nikogo innego do życia, kiedy on był przy mnie. To on był teraz moim powietrzem, dzięki któremu mogłam żyć i normalnie funkcjonować.
Jednak, aby być w pełni szczęśliwa i żyć bez poczucia winy musiałam ponaprawiać to, co zniszczyłam. Przede wszystkim musiałam powiedzieć Jake'owi całą prawdę... Gdyby to jeszcze było takie proste...

                  *  *  *

Dzień po tym, jak Will uratował mi życie, zadzwoniłam do Jake'a.
-Cześć. Co tam kotku?- spytał radośnie.
I jak ja komuś tak szczęśliwemu miałam złamać serce? Przecież on naprawdę mnie kochał. Jak miałam mu wyznać, że powiedziałam mu 'Kocham Cię' tylko dlatego, żeby nie stracić przyjaciela. Wtedy, na lotnisku, myślałam, że to jedyne wyjście- że tak należy postąpić. Ale teraz z perspektywy czasu byłam zdolna zobaczyć, że to właśnie przez to kłamstwo mój przyjacielski związek z Jake'em ma legnąć w gruzach. Ale Jake nie zasługiwał na to, aby go okłamywać. Musiał poznać prawdę nawet jeśli to miało go bardzo zranić i zmusić do wyjazdu...
-Musimy się spotkać- powiedziałam pewnym siebie głosem.
-Słońce... Przecież wiesz, że z tobą zawsze... Ale widzisz... Chodzi o to, że to nie jest najlepszy moment...
-Jake, to naprawdę ważne. Nie mam dobrych wieści...
W tej chwili w słuchawce rozległ się jakieś szurania. Gdzie on, do cholery, był?!
-Emily?! Halo? Nic nie słyszę... Słuchaj! Jestem na lotnisku! Muszę wyjechać na dwa dni. Jadę do rodziny! Odezwę się, jak tylko będę miał czas! Pa!- i się rozłączył.
Czemu jak chciałam dobrze wszystko musiało się źle układać? No cóż... Dobre wieści są takie, że miałam dwa dni na dokładne przemyślenie tego, co mam mu powiedzieć. Zważając jednak na zadanie, jakie miałam do zrobienia, te czterdzieści osiem godzin wydawało się strasznie małym przedziałem czasowym. Will powiedział, że mi nie pomoże w powiedzeniu prawdy Jake'owi. Stwierdził, że nie chce się mieszać do tej sprawy. Powiedział, że to ja sama muszę się z tym uporać. Oczywiście obiecał mi wsparcie ze swojej strony. Mu także zależało na moim szczęściu. Wiedział o tym, że nie zaznam spokoju mając kogoś na sumieniu.
W tej samej chwili, kiedy myślałam o moich problemach (a raczej użalałam się nad sobą), do pokoju wszedł Will.
-Hej, cóż tam słychać?- uśmiechnął się, gdy mnie ujrzał.
Ciągle nie mogłam się przyzwyczaić do tego, że potrafił ułożyć usta w taki słodki uśmieszek. Najzwyczajniej musiałam się przyzwyczaić do tej drugiej, łagodniejszej natury Willa.
-Doła mam- powiedziałam cicho.
W jednej chwili Will znalazł się przy mnie. Usiadł wygodnie na kanapie i mnie objął.
-Źle to przyjął?- spytał ze współczuciem podejrzewając, że mój smutek odnosi się do rozmowy z Jake'em.
-W OGÓLE tego nie przyjął...
Zapanowała cisza. Nie widziałam jego twarzy, ale mogłam przysiąc, że się pogubił. Wyobraziłam sobie jak marszczy te swoje brwi. W innej sytuacji pewnie bym się roześmiała, ale to nie był odpowiedni moment.
-Jak to?- spytał w końcu.
-Nie powiedziałam mu...
-Czekaj, czekaj. Rozmawialiśmy chyba wczoraj, nie?- spytał tonem, w którym (mogłam przysiąc!) kryło się potępienie względem mojej osoby.
Faktycznie rozmawialiśmy. Po tym jak Will mnie uratował i wyznał swoje uczucia zabrał mnie do swojego domu, zaparzył herbaty i rozmawialiśmy parę godzin. O najprzeróżniejszych rzeczach. Chcieliśmy się bardziej poznać... Rozmowa zeszła także na tory Jake'a.
-Powiedział, że nie może rozmawiać. Był na lotnisku i wsiadał właśnie do samolotu...
-Za ile wróci.
-Dwa dni...
-I co? Będziesz przez dwa dni chodzić z taką miną? Nie mogę patrzeć jak cierpisz...
Wtulił twarz w moje włosy.
-A co innego mam zrobić?
-Wiem, że nie mogę od ciebie oczekiwać, że przez te dwa dni będziesz się uśmiechać i żartować sobie z przyjaciółmi w najlepsze, ale przynajmniej spróbuj o tym nie myśleć. Nie chce żebyś się zadręczała.
Łatwo mu było mówić. Ale z drugiej strony troszczył się o mnie. Chciał żebym nie chodziła jak zombie przez te dwa dni nie nadając się do niczego innego jak narzekanie nad swym marnym losem.
-Zrozum nic innego nie jestem w stanie zrobić. Przez telefon mu tego nie powiem. On zasługuje na to, aby się tego dowiedzieć podczas rozmowy twarzą w twarz. Nie mogę mu wysłać SMS-a o treści: 'Nie kocham cię i nigdy nie kochałam'. To mu złamie serce! Wiem, że i tak się załamie, więc chcę to zrobić w sposób jak najdelikatniejszy. A poza tym... Kogo obchodzi to, że przez te dwa dni będę miała zły humor?! Jak on się o tym dowie nie będzie mógł dojść do siebie przez dużo dłuższy okres!
-Wiem... masz rację. Przepraszam... Tylko musisz sobie zdać sprawę z tego, że to nie może czekać w nieskończoność... I pamiętaj... Nigdy cię z tym ei zostawię samej. Kocham cię.
Po czym pocałował mnie delikatnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, jeśli ten rozdział się Wam nie podoba. Jak już mówiłam mam złe samopoczucie... Liczę, że to szybko minie...

Chętnie bym teraz wstawiła jakąś mroczną muzę, w której utopiłabym smutki, ale nie chcę żebyście musieli cierpieć z mego powodu, więc macie coś, co po prostu kocham słuchać, kiedy jestem wesoła:
Maroon 5 <3

~Bad
 

 

Kategorie blogów