Wpisy oznaczone tagiem "#noc" (16)  

atwora
 
Sklep Atwora: Kolczyki wykonane z kul kamienia tysiąca słońc, powszechnie zwanego Nocą Kairu. Kolczyki z dodatkiem metaloplastycznych, drobnych ozdób w kolorze srebra.
KC-88.jpg


www.atwora.pl/(…)326-noc-kairu-kolczyki.html…
 

fokisiaaa
 
Fokisiaaa:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

monia231997
 
Hejka wszystkim !
Wiem że mało osób mnie czyta ale mimo to lubię się podzielić z Wami tym co myślę, może kiedyś ktoś przypadkiem tu zaglądnie i go zaciekawi to co piszę .
w sumie mój blog tutaj nie ma określonej tematyki, jest takie po prostu o mnie, o życiu.
Ostatnio dużo myślę o szkole, ponieważ boję się, że w nowym roku szkolnym sobie nie poradzę z materiałem a w końcu do matury TYLKO 2 lata. To takie straszne.
Zastanawiam się nad tym czy brać jakieś korki w tym roku,np: z matmy . Boje się że nie będę potrafiła sobie zorganizować czasu. Może macie jakieś ciekawe i sprawdzone sposoby ja organizacje czasu , bardzo by mi się przydało.
Dobra chyba dzisiaj już mi się nie chce pisać . Jestem zmęczona . Dobranoc
 

blackescape
 
Literatura maślana: Wyróżnienie w VII Konkursie Literackim pod patronatem LO nr X i Muzeum Narodowego we Wrocławiu

“Wrocławskie cmentarze umierają w naszej niepamięci”



* * *

Pamiętam, że stałam nad szarawym grobem, którego epitafium było już prawie niewidoczne. Dało się z niego odczytać kilka literek imienia. A...n...n...a...be...l...l...e... "Niespotykane imię" - pomyślałam. Żaden znicz nie był zapalony. Porósł gęstym mchem. Wyraźnie wyglądał na bardzo zaniedbany, zupełnie jakby nikt nie pamiętał o jego istnieniu.
Padał lekki deszcz, ot mżawka. Miałam na sobie jedynie białą sukienkę do kolan z bufkami na ramionach, zdobioną haftami i koronkami. W moich długich, falowanych włosach zawieruszyły się resztki różyczkowego wianku, dawno zwiędniętego. Nie wiedzieć również czemu, moje stopy były nagie, opatulała je jedynie wilgotna od deszczu trawa. Byłam bardzo  blada i posiniaczona. Jasne włosy i mój ubiór sprawiły, że wyglądałam jak filmowy duch, a na domiar tego, stałam nad starym grobem.
Nie chcąc nikogo przestraszyć, usunęłam się w bardziej ustronne miejsce, z dala od odwiedzanej części cmentarza. Wybrałam jedno z większych drzew. Stamtąd, przez resztę dnia obserwowałam ludzi, przyjeżdżających do swoich zmarłych bliskich. Nie pojawiło się ich zbyt wielu. Cmentarz to takie smutne miejsce. Tam, gdzie siedziałam, byłam niezauważalna dla każdej osoby, przewijającej się przez grobowisko.
Kiedy zaczęło się ściemniać, zdałam sobie sprawę ze swojej sytuacji: byłam zupełnie sama, w zupełnie obcym miejscu, nie znałam dosłownie nikogo, mój ubiór był niepełny, a ja cała w siniakach musiałam sobie teraz poradzić. Ponadto nie pamiętam jak się tu znalazłam. Byłam w kropce. Poprosić kogoś o pomoc? Znaleźć nocleg? Co robić, co do cholery robić?!
Zadecydowałam posiedzieć na cmentarzu jeszcze kilka chwil, zaczekać aż z nieba przestanie lecieć deszcz. Miałam gdzieś w sobie odrobinę nadziei, że ktoś mnie zauważy - drobniutką i zmokniętą istotkę, po czym z współczucia zaprosi do siebie. Ktokolwiek, bylebym tylko nie musiała spędzać nocy w tym miejscu, bo z godziny na godzinę, robiło się coraz straszniejsze.
Ostatecznie odważyłam się opuścić moją kryjówkę i zerknąć okiem jeszcze ostatni raz na ten stary, opuszczony grób. Niesamowicie zaintrygował mnie on, kiedy uświadomiłam sobie, że większość z tych niewielu przechodniów omijała go szerokim łukiem. Byłam pewna, że teraz już nikt nie pojawi się na cmentarzu. Podniosłam się z ziemi tak powoli, jak tylko potrafiłam, rozglądając się dookoła. Bardzo chciałam zostać niezauważalna, jak byłam dotychczas - niby nikogo już tu nie było, ale przezorny zawsze ubezpieczony! Cóż to za paradoks, że chowam się przed ludźmi, kiedy poszukuję schronienia? Chciałam więc jak najszybciej znaleźć się przy grobie. Zaczęłam truchtać, zatrzymując się na kilka sekund przy każdym drzewie, by móc rozejrzeć się dookoła. Zabrakło mi dosłownie kilka drzew, by dotrzeć do celu, kiedy zobaczyłam malutkie światełko, ruszające się gdzieś przy bramie. W ekspresowym tempie przywarłam do pierwszego lepszego drzewa, przyciskając opuszki palców do jego kory. Zacisnęłam powieki i przełknęłam ślinę, nie czułam jednak strachu. Nie czułam nawet chłodu. Prawda jest taka, że nie czułam nic - zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Było to dla mnie szalenie niezrozumiałe - chociaż jasność myśli mi pozostała. Czułam się dziwnie, po prostu. Stałam i słyszałam lekkie kroczki, zbliżające się do mnie. Nie wiedziałam, co zrobić. Koniecznie chciałam zobaczyć, wyjrzeć zza drzewa - kto o tej porze odwiedza cmentarz?! W pewnym momencie, ciekawość zwyciężyła - wychyliłam głowę zza drzewa, trzymając swoje jasne włosy. Nie widziałam. Wychyliłam się jeszcze odrobinę, brakowało już tak niewiele... Przestawiłam nogę. Pech chciał, że za daleko. Straciłam równowagę i z ogromnym hukiem upadłam kolanami na liście i gałęzie. Usłyszałam, że kroczki ustały, podniosłam się więc z impetem. Rozejrzałam się dookoła, najszybciej jak się dało, chciałam ocenić sytuację. Małe światełko było teraz nieruchome i rozświetlało niewysoką osóbkę z nieskazitelnie piękną twarzyczką. Stała ze złożonymi rączkami nad grobem, do którego właśnie zmierzałam. Zachowywała się zupełnie, jakby nie słyszała całego tego hałasu. Może nie przyszła pierwszy raz i nauczyła się ignorować dziwne dźwięki, dochodzące z głębi lasu? A może tylko mnie się wydawało, że upadłam tak głośno... Przyglądałam się jej. Przez dłuższy czas stała i prawdopodobnie odmawiała modlitwę - jej usta lekko drgały. W pewnym momencie zauważyłam, że zaciska je z całej siły, a spod powiek wypływają rzewne krople przezroczystego płynu... Najzwyczajniej w świecie zaczęła płakać. Dlaczego płakała? Zrobiło mi się jej żal. Za wszelką cenę chciałam, aby jej płacz ustał. Takie piękne istoty jak ta, nie powinny płakać. W świetle latarki, wyglądała jak Anioł. Niesamowicie zafascynowała mnie sobą - wydawała się taka niewinna, a zarazem tajemnicza. Zrobiłam krok w jej kierunku. Za chwilę drugi i trzeci. Poczułam się tak, jakbym z każdym drobnym krokiem, poznawała skrawek jej tajemnicy. Cały czas przyglądałam się jej twarzy - raz zerkałam na zapłakane oczy, za chwilę mój wzrok spadał na idealnie wykrojone usteczka. Ojej, ona była taka idealna! Za wszelką cenę, pragnęłam podejść bliżej, pragnęłam ująć jej dłoń i zapytać o powód, dla którego płacze... Byłam już niesamowicie blisko, zaledwie kilka większych kroków dzieliło mnie od grobu. Coś jednak kazało mi się zatrzymać, coś nie pozwoliło mi podejść. Dziewczyna podniosła na mnie wzrok. Jej oczy były puste. Nigdy przedtem nie widziałam takiej pustki w żadnych oczach. Nie uciekła. Wpatrywała się we mnie, jednak nie miałam pewności, czy patrzyła na mnie. Po prostu patrzyła. To było niesamowicie dziwne. Nagle ekspresyjnie schyliła się i zaczęła mieszać dłońmi w czymś, leżącym na brudnej ziemi. Plecak. Wywnioskowałam, że to musiał być plecak. Wyciągnęła z niego coś w rodzaju dłuta. Małego, srebrnego narzędzia, służącego do rzeźbienia, głównie w drewnie. Klęknęła, opierając się o płytę nagrobka. Wyjęła spod niego ciężką cegłę, by z tego samego miejsca wyciągnąć sporą, drewnianą tabliczkę. Położyła ją na płycie i nachyliła się nad nią. Z ogromnym przejęciem zaczęła ryć w drewnie coś, co nie do końca byłam w stanie określić z tej odległości. Wszystko to robiła w niesamowitym pośpiechu. Wystraszyła się mnie? Mimo to, postanowiłam zrobić jeszcze kilka kroków, aby koniecznie zobaczyć wzór, który tak szybko skrobała zwinnymi dłońmi. Zrobiłam zaledwie jeden, tyci kroczek, gdy ona uniosła głowę i znowu wryła we mnie puste oczy. Nie wiem, ile trwało zanim sprzątnęła to wszystko i zerwała się ze strachu do biegu. Zrobiła to w mgnieniu oka, nie udało mi się odezwać ani słowem, nie udało mi się podejść. Zanim zorientowałam się, co się stało, dziewczyna uciekła. Gdy obejrzałam się za nią, nie było widać już nawet światełka jej latarki. Byłam niesamowicie zawiedziona, nie miałam już nawet okazji, by pobiec za nią.
Teraz już ze spokojem postanowiłam podejść do nagrobka, przy którym stała tajemnicza. Chciałam ustawić się w miejscu, w którym klęczała dziewczyna. Podeszłam więc, jednak pod stopą poczułam coś w rodzaju kamienia, coś zimnego. Schyliłam się, podniosłam go, a gdy spojrzałam... w mojej dłoni błyszczał złoty zegarek na skórzanym pasku. Zapewne to ona go zgubiła - pomyślałam... Odwróciłam tarczę do światła księżyca -  wydawał się sprawny, wskazywał godzinę dwudziestą trzecią sześć. Zapięłam go na nadgarstku. W tym momencie naprawdę nie miałam pojęcia co robić. Było już ciemno, późno, a ja wciąż bez schronienia, stałam na cmentarzu w niepełnym stroju. Dwudziesta trzecia dziewięć. Bez poważniejszego zastanowienia, postanowiłam natychmiast opuścić to miejsce. Rozejrzałam się wkoło, aby orientacyjnie zbadać teren. Wcześniej nie mogłam tego zrobić. Ostatni raz spojrzałam na grób. Dwudziesta trzecia trzynaście. Ruszyłam przed siebie, omijając połamane gałęzie i kamienie. Nagle zapragnęłam koniecznie odnaleźć tajemniczą dziewczynę. Dwudziesta trzecia szesnaście. Zatrzymałam się wpół kroku. I co teraz? Mogła być kimkolwiek. Mogła pójść wszędzie. Nawet mogła stać tuż za mną. Rozum kazał mi się nie zatrzymywać. Dwudziesta trzecia dziewiętnaście. W głowie ułożyłam sobie potencjalne trasy, jakie mogła pokonać tajemnicza i po prostu szłam. Dwudziesta trzecia dwadzieścia siedem. Zauważyłam dom. Nie miałam pojęcia, jak się przy nim znalazłam, czułam się, jakby moje nogi mnie tu nie przyprowadziły. Nie był duży, wręcz przeciwnie. Obejrzałam go dokładniej z zewnątrz, w oknach było ciemno, wszyscy prawdopodobnie spali. Dwudziesta trzecia trzydzieści trzy. Nie miałam pojęcia, dlaczego dom mnie fascynował, ale zamiast nad tym rozmyślać, przysiadłam w pobliżu i zwyczajnie go obserwowałam. W pewnej chwili w jednym z okien zapaliło się światło. Automatycznie wstałam, aby lepiej widzieć. Stawałam na palcach, żeby dojrzeć czegoś lub kogoś w środku. Dwudziesta trzecia trzydzieści osiem. Chciałam niezauważenie podejść do okna i podglądnąć. Nic nie stało mi na przeszkodzie, mogłam po prostu podbiec i spojrzeć w to okno. Koniecznie chciałam znaleźć drzwi. Zapragnęłam nieproszona wejść do środka. Nie miałam pojęcia, co tak strasznie ciągnęło mnie do tego domu. Czułam, że powinnam wejść do środka. Teraz, gdy zapaliło się światło. Obeszłam dom dookoła. W pewnym momencie zatrzymałam się z niedowierzania w pół kroku. Znalazłam uchylone drzwi! Co więcej, ze środka wydobywały się głosy... krzyki. Podeszłam. Zrobiłam najpierw jeden niepewny krok, za chwilę dwa kolejne. Słyszałam coraz wyraźniej... Stanęłam w progu i ujrzałam kobietę i mężczyznę, wrogo do siebie nastawionych, krzyczących na siebie nawzajem.

-Jak długo jeszcze masz zamiar  udawać, że Annabelle nigdy nie istniała?! Dlaczego nie możesz przyjąć do wiadomości, że nie żyje?!
-Przestań! Nawet nie waż się tak mówić, nie mieliśmy żadnej córki poza Emanuelą. Przyjmij to w końcu do wiadomości, mój drogi. Nie mam zamiaru się z tobą kłócić.
-Cholera jasna! Mam dość życia latami w tak obrzydliwym kłamstwie! Mam dość udawania, że Emanuela była jedynaczką! Wyrzekasz się własnej córki, tylko dlatego, że była tak słaba, że w pewnym momencie od nas uciekła i nigdy nie wróciła! Mam dosyć twoich sposobów! Od samej śmierci Annabelle, Emanuela obchodzi jej urodziny! Nie zauważyłaś, że co roku wymyka się na cmentarz? Naprawdę jesteś tak ślepa? Koniec tego! Koniec udawania, że Ann nie istniała.

Poczułam się bardzo dziwnie. Wtrąciłam się komuś w rozmowę. Nie chciałam jej dłużej słuchać. Było mi z tym potwornie źle. Po cichutku wycofałam się i wróciłam na przód domu. Światło w oknie wciąż było zapalone. Zechciałam nagle za wszelką cenę zajrzeć do środka przez to okno. Byłam pewna, że wszyscy śpią, teraz nagle okazują się inne rzeczy. Podeszłam do jasnego okna. Wspięłam się po wystających ze ściany cegłach i zerknęłam do środka. Dwudziesta trzecia czterdzieści dwie. Gdy ujrzałam, co jest w środku, ze zdziwienia omsknęła mi się stopa i prawie spadłam z niestabilnych cegieł. Przy metalowym łóżku, z zamkniętymi oczami i złożonymi dłońmi klęczała ta sama jasna posturka, która jeszcze niedawno w podobny sposób modliła się nad zniszczonym grobem.
Podciągnęłam się o parapet na rękach, odrobinę wyżej, jednak nadal niewiele widziałam. Chciałam przyjrzeć jej się bardziej i bardziej... Cały czas próbowałam wspiąć się wyżej. Stałam już na czubkach palców, kiedy nagle poczułam, że cegła pod jedną ze stóp mnie zdradziła. Dwudziesta trzecia czterdzieści osiem. Spojrzałam w dół, odchylając się, co było błędem. Cegła wysunęła się ze ściany i uderzyłam plecami z całej siły na wilgotną trawę. Kiedy już wstałam, otrzepałam się z ziemi i chciałam wsunąć cegłę na swoje miejsce, w otworze ujrzałam małe, płaskie pudełeczko. Jak najostrożniej wyjęłam je stamtąd i oglądałam, trzymając w obu dłoniach. Gładziłam je palcami, było śliczne, w wytłaczane wzorki. Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt jeden. Odważyłam się je otworzyć. Pokrywka nie stawiała oporu, mogłam spokojnie ją zdjąć. W środku znalazłam maleńkie, seledynowe oczko, otoczone srebrną obrączką. Przepiękny medalik. Wyjęłam go z pudełeczka i zaczęłam obracać w palcach. Pełnia księżyca rozświetlała wszystko na tyle, że można było bez trudu dojrzeć większość obiektów. Ku mojemu zdziwieniu, na odwrocie medalika, znajdowała się nieumiejętnie wygrawerowana literka A. Coś mi to... W oknie zgasło światło. No nie! Wypuściłam z dłoni pudełeczko z medalikiem, zrywając się, by ponownie ujrzeć okno. Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt sześć. Spuściłam wzrok z powrotem na pudełeczko. Obok leżała karteczka, zgięta na pół. Zmarszczyłam brwi i przechyliłam głowę. Schylając się, delikatnie chwyciłam karteczkę za sam róg i podniosłam ją. Odwróciłam ją do światła księżyca. Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt dziewięć.

“Annabelle, choć wszyscy zapomnieli, ja wierzę, iż moja pamięć o Tobie, kiedyś przywróci Ci życie. Kocham Cię, Emanuela”



Wybiła północ.

Poczułam, jak coś odbiera mi dech w piersiach, a karteczka wypada mi z palców. Wytrzeszczyłam oczy, zacisnęłam dłonie w pięści i z podmuchem wiatru upadłam na wilgotną, lodowatą ziemię. Nie zemdlałam, nie zasłabłam. Byłam jedynie oszołomiona tym wszystkim, leżałam i jakby zahipnotyzowana patrzyłam w niebo. Kątem oka ujrzałam w oknie tę drobną postać. Podniosłam się i wstałam. Patrzyła prosto na mnie, tyle udało mi się zobaczyć. W pewnym momencie postać uniosła drobniutką dłoń i oparła o szybę.
Wyczytałam z ruchu jej warg jedno, jedyne słowo. Moje imię.

-Annabelle...

* * *
 

sweethamsters
 
Milka Kot: Dobranoc chomiczaki :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

sweatbiscuit
 
no hej:)

dawno nie pisałam ale cały czas albo wyjazd albo nauka.

jeśli chodzi o dietę to przytyłam. na pewno. nie przestrzegałam żadnych zasad i brzuch zaczął dosyć mocno wystawać. załamka totalna ale to ja i tylko ja w tym zawiniłam ( i może troche matka bo non stop wcistka mi jedzenie )

mam problem bo się zakochałam ale są trzy bariery:

1) gdy ostatnio się z nim widziałam ważyłam 5 kg mniej :'(

2) brak kasy na koncie. w tym tygodniu wydałam już na niego 50 zł, a rodzice nie dadzą mi kasy na doładowanie :(

3) zobaczymy się dopiero 29 listopada, bo mieszka za daleko żeby się wcześniej spotkać :'(

może jutro spróbuje doładować przez internet. mam nadzieje że rodzice się nie skapną bo będą się czepiać

jeśli chodzi o szkołę to idzie mi nawet dobrze. oceny nie takie złe, ale sypiam tylko po 4 h w nocy. najczęściej muszę uczyć się na angielski bo mam rozszerzony, chociaż jestem w klasie mat-fiz :/ ale cóż taka szkoła :/

w sobotę pierwszy raz byłam w klubie. zbytnio mi się nie podobało bo nie lubię tańczyć ale trudno. przynajmniej rodzice cieszą się że zaczęłam wychodzić z domu :)

postaram się dodawać wpisy co tydzień, bo w ciągu tygodnia chyba nie dam rady

dobranoc :*
 

kacha199819
 
1. Reprezentuję masę inspirowaną watem.


2. Gdzie te kilogramy? - wiesz mam taką fobię. Jak kręce lolka to zużywam całą torbę.


3. Widzisz - są tacy którzy nigdy nie przestaną szydzić.


4. W tym pojebanym świecie nawet zbrodnia to towar.


5. Ważne jest losu szczęście, życzę Ci z całej siły, żebyś nawijał pod pętlę, a nie miał ją na szyi.


6. Centymetry od ziemi - uniesiony jak anioł, mimo to powtarzam sobie, że świadomi przetrwają.


7. Dajesz, dajesz, bo przecież, dla tych chwil noc gra, dziś moc mam jak marzyciel na dropsach.


8. Poczuj prawdę, która osiada na powiekach. To jest o miłości, której nie zmierzysz w monetach.


9. Witaj w oceanie zmysłów, gdzie katastrofa goni katastrofę.


10. Wyglądasz jakby cie robili z przerwami jak Kit Kat.


11. Szkoda, że potrafisz tylko się zmieniać w chuja.


12. Dwa cztery godziny, skoku adrenaliny.


13. Mówisz, że nic już się nie zmieni, mamo. Ojciec pije jak pił, albo i więcej, kiedyś awantury w zamkniętej łazience, teraz na Twoich oczach rozrywa jej serce, i to wszystko przez butelkę.


14. Nie da się świata zatrzymać, czasu cofnąć, pozostaje płacz nad niesprawiedliwością. Co z ludzką godnością?! Pytam.


15. Póki co, wciąż się uczę, ogarniam człowieczeństwo, choć czasami najpiękniejsza prawda to szaleństwo.


16. Hip-hop jest dla mnie tym, czym dla ślepego poręcz.


17. Wszystko co mi mówisz biorę kochana do serca.


18. Witaj w teatrze lalek, elita w pierwszych rzędach choć wiedzę to my mamy, ale w cudzych rękach.


19. Komu mam wierzyć, co nazwać zaufaniem? Czym jest honor, szacunek, duma, prawda ponad prawem.
 

kacha199819
 
1. Prawda ukryta w rzeczywistości szarej jak tytan.


2. Oświecisz latarki światłem tunelu część tylko, a wszystko i tak się może okazać pomyłką.


3. Pierwiastek zła znów szuka swego ujścia gdzieś.


4. Często od życia kop bywa bezcenny.


5. By nie stracić godności, spojrzeć w lustrzane odbicie. Bez lęku, idąc przez życie ku normalności i szczęściu.


6. Choć życie pełne wirów chciało by nas pchnąć pod powierzchnię, ja jadę na procentów sto, olewam resztę.


7. Podejdziesz zbyt blisko, rzucę Ci prawdy garścią w twarz.


8. Ile jeszcze będziesz śnił o tym czego mieć nie możesz?


9. To będzie noc długich noży, chcesz jeszcze pożyć synu, spotkałeś skurwysynów z powieści grozy, to aktorzy z najbardziej krwawego teatru, co popełnią przestępstwo w hip-hopowym półświatku.


10. Ile jeszcze z diabłem paktów i przekreślonych przyjaźni?


11. Fałszywi przyjaciele są i byli i zawsze będą żyli lecz nigdy w zgodzie ze mną.


12. Ulica ma ścieżki, po których sam diabeł kroczy.
 

kacha199819
 
A teraz będę udawać, że wszystko jest w porządku mimo tego że każdej nocy płaczę przez Ciebie skurwielu.
 

kacha199819
 
Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości.
 

kacha199819
 
A co by było gdyby tej nocy by mnie pocałował? Czy ciągnęlibyśmy to dalej, czy przestalibyśmy czekając na chłopaków w ciszy? Jakby to wszystko się dalej potoczyło, czy coś by się zmieniło? Czyli rozmyślenia z serii: pytania do przeszłości
 

katy.wysocka
 
katy.wysocka: Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce. Umieramy z miłości.


beznazwy.png
 

marysia1
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Be perfect.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

karola17p
 
Caroline17: chce byc obecna w Twoim zyciu
chce byc powodem dla ktorego sie budzisz
pragne byc Ta jedyna dla ktorej odlozylbys spotkanie z kumplami tylko dlatego ze sie przeziebilam
chce to wszystko robic  z Toba
tak p prostu za toba tesknie
co noc, co swit, co oddech
 

livi6
 
Scarlett Rey:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów