Wpisy oznaczone tagiem "#tajemnica" (7)  

tomek12asd
 
Tomek2312: Ja wyciągam za łeb Tygrysa z samochodu i rozglądam się, gdzie zniknął ten Pąk. Okazało się, że schował się za drzewem, bo bał się, że go ten zbój rozpozna. Trzeci partner był przy mnie, dojechał jeszcze jeden radiowóz.

Tygrysa przeczołgałem po ziemi, zgodnie z całym moim policyjnym rytuałem. Gość był w szoku. Nie wiedział, co powiedzieć. Na drugi dzień poszedłem do Heweliusza, bo wiedziałem, że on tam zawsze przychodzi na kawę. Specjalnie, żeby mu pokazać ostentacyjnie, że się go nie boję. Jak mnie zobaczył, to się zaczął kłaniać w pas i powiedział: „Ty masz, kurwa, jaja. Ty jedyny z tych policjantów masz jaja. Że ty się odważyłeś - pełen szacun”. No i potem był już spokój w Big Johnie.

Ale później była z nim następna akcja. Dostałem informację od innego kolegi policjanta - takiego Samary - że facet z jego dzielnicy jechał kradzionym samochodem i on chce, żeby mu ten samochód zatrzymać. Zgodziłem się. Tylko mi nie powiedział, że dostał zlecenie od swoich, kurwa, złodziei z dzielnicy, żeby po złości zabrać innemu złodziejowi samochód. Samara sam bał się to zrobić, więc poprosił mnie.

No i zatrzymałem ten samochód, nie wiedząc, że złodziej w nim był prawą ręką Tygrysa.

auto_bud82781.jpg


Więcej informacji: grzbiet.pl/(…)sluzby-specjalne-podwojna-przykrywka-…
 

alexi.poh
 
Zamknąłem oczy i czekałem na strzał , który nigdy nie został wykonany. Za  to usłyszałem tylko huk po upuszczonej latarce. Otworzyłem oczy i zobaczyłem małą zdziwioną dziewczynkę z gwizdkiem w jednej z rąk. Więc to był gwizdek! Prawie umarłem ze strachu… no i dosłownie  . Miał dziwny kształt - długi i srebrny.
- Ty … - wyszeptała dziewczynka – nie jesteś pieskiem !. – powiedziała ze smutkiem i rozżaleniem.
~  Ona jest … chora psychicznie..
Podeszła do mnie i spojrzała w oczy. Kiedy chciała dotknąć mojej sierści zdenerwowałem się , warknąłem ostatkiem sił , przez co poleciała do tyłu.
- Spokojnie chcę ci tylko pomóc – w sumie nie maiłem innego wyboru jak jej uwierzyć. Podeszła do sideł i spróbowała je rozdzielić..
~ Uważaj bo ci się jeszcze uda !... – pomyślałem ,po czym natychmiast poczułem ulgę.
~ Jak to możliwe .. przecież .. z reszta nie ważne – podniosłem się i pobiegłem . Do dzisiaj nie mam pojęcia jak zdołałem dostać się do miejsca gdzie obozowało moje stado.
Ostatnie co pamiętam .. to mojego dziadka biegnącego w moją stronę i coś tam krzyczącego ..

301414_173666106051338_1303113696_n.jpg
 

alexi.poh
 
                 Wszędzie ciemno. Słychać jedynie szum drzew i  odgłos  łamanych gałęzi (…)
Biegnę dalej.  Na czarnym niebie, co chwile z pomiędzy chmur, widać jasny księżyc. Pełnia.
To właśnie dla tego zmieniłem się w ta śmierdzącą kupę sierści , która na domiar złego  zamiast przypominać wilka , jest jego jakąś marna imitacją. Cóż mam tylko  7 lat , ale to i ta wygląda okropnie. Coś jak krzyżówka chiłały i ogromnego szczura ( takiego jak z ‘żółwie ninga’) .    
                   Po północy, zaczynam słyszeć czyjeś krzyki  i płacz dziecka .
- Szybciej ! ruszajcie się ! to bydle na pewno gdzieś  tu jest !  przygotujcie się ! niedługo ruszamy.
   
Zatrzymuje się . Widzę obozowisko. Parę kamperów i namiotów. Wszędzie ludzie z sidłami i pistoletami.
~ Polują na nas ! – to była pierwsza rzecz jaka mi przyszła do głowy. Nie mogłem się ruszyć. Strach mnie sparaliżował. Nagle poczułem czyjś oddech za plecami. Zamarłem .
- Ty głupi bachorze ile razy mówiłem ci że masz się nie oddalać od stada ! No ile (…) – kórw** . Jest gorzej niż gdy by mnie złapali ci jaskiniowcy. Teraz będzie w kółko powtarzał tą samą kwestie…
- No rusz się spadamy zanim nas ktoś zobaczy ! – rzucił mój upierdliwy ojciec , następnie zniknął gdzieś w krzakach. Doobra. Skoro on poszedł na północ , to ja wybieram POŁUDNIE…
- Nawet nie próbuj ! – zobaczyłem dwa zielone ślepia i ciemności .
- No przecież idę! – i powoli ruszyłem w stronę marudzącego stogu sierści i mięcha
- ciiii~ słyszałeś to?
- niby co ? Jack uspokój się , przecież te bestię nie są takie głupie i nie podeszły by tak blisko obozu …
-Jimii ma racje Jack , wyluzuj. Mamy jeszcze trochę czasu.
- skoro tam mówicie…. (…) hmm. Ej. W takim razie wyjaśnijcie mi jeszcze tylko jedno. Co o za 2 zielone światła w tamtych krzakach ! –usłyszałem tylko parę ostatnich słów , po czym zaczęły wyć syreny i wszyscy rzucili się w naszą stronę
- mają nas ! uciekaj bachorze. Leć w stronę rzeki ! – wykrzyczał ojciec . Następnie zawył parę razy i ujrzałem resztę ‘ wojowników ‘ z naszego stada , którzy rzucili się w stronę obozu.
- BIEGNIJ ! SZŁYSZYSZ IDIOTO ! – nawet teraz musi mnie obrażać ? nie no szacun -,-. A gdzie jest to filmowe : ‘ kocham cię synu .. uważaj (…), ale zacząłem biec…. Obróciłem się tylko raz , kiedy jeszcze mogłem ujrzeć cokolwiek. Widok mnie przeraził. Krew , krzyki i wyciee… Następnie nasi rozbiegli się w rożne strony.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Jack ! nic ci nie jest ! – wykrzyczała przerażona kobieta. Na co mężczyzna kiwnął przecząco głową.
- kochanie zostańcie tu. Niedługo po was wrócę ! –powiedział i pocałował żonę delikatnie w czoło .
-doobrzę , zajmę się nią . – odpowiedziała z bladą i przerażona twarzą , którą usiłowała ukryć pod uśmiechem. Cóż z resztą nie skutecznie.  Mężczyzna musiał to zignorować. Obrócił się i skierował w stronę wyjścia.
-  To nie felll.. ! – wykrzyczała mała ( dość upierdliwa ) dziewczynka -  to nie sprawiedliwe ! Dłaczego tylko tatuś może iść pobawić sie z pieskami ! Ja też chcę. – dwójkę rodziców zatkało .
- Kochanie to nie taak ! – podszedł i przykucnął przed rozłoszczona smarkulą. Przetarł ręką czoła, a następnie chciał pogładzić ją nią po głowie córki…. Ale ta go ugryzła !
- hahhh. Nie złość się. – powiedział z troską w głosie, ale to nie działało. Więc spojrzał  błagalnie na żonę.
-hyyy.. dostaniesz kotka – oczy dziewczynki zaiskrzyły. W tedy Jack uśmiechnął się i wyszedł. Kobieta zaprowadziła córkę do pozostałych dzieci , a sama usiadła razem w kobietami.
- haha. Nie dam się tak łatwo  - powiedział mały glut po czym wyślizgnął się przez okno. Chwyciła latarkę i pobiegła w stronę lasu.
 
   Biegłem tak szybko jak tylko mogłem. Już się nie obracałem się (…) na początku pomiędzy krzakami i małymi drzewkami , ale teraz zmieniły się one w ogromne sosny.
~ Kurde.  To drzewo widziałem już z 5 razy… Biegam w kółko !
   Skup się ! nooo , skup się… skąd słychać szum wody ? . . . tam – zacząłem znowu biec.
Widzę światło. .. Nie powinno tu być żadnego światła..To ogniskoo ! Wróciłem tu z powrotem. Muszę uciekać. Zacząłem znowu biec  (…)
- AAaaa .. ! – kórw** co za bół ! moja noga ! ona utknęła w sidłach… Nie wydostane się ..
~ Ojciec mnie zabije ! – ale jest nadzieja . Może  jaskiniowcy mnie znajdą pierwsi…
~ Taaa . to równie głupie rozwiązanie. Umrę tu! – na ta myśl całkowicie mnie sparaliżowało.
   Leżałem tak z 10 minut. Nikt nie przychodził ,ale po woli się wykrwawiałem.
Słyszę szelest … to ktoś z moich, czy nie ?.... zbliża się…. Moje serce wali jak młot… widzę światło z latarki… już jest bardzo blisko… po woli wyłania się z krzaków.
- Szlaak !  To pistolet (…)


wolf.jpg
 

blackescape
 
Literatura maślana: Wyróżnienie w VII Konkursie Literackim pod patronatem LO nr X i Muzeum Narodowego we Wrocławiu

“Wrocławskie cmentarze umierają w naszej niepamięci”



* * *

Pamiętam, że stałam nad szarawym grobem, którego epitafium było już prawie niewidoczne. Dało się z niego odczytać kilka literek imienia. A...n...n...a...be...l...l...e... "Niespotykane imię" - pomyślałam. Żaden znicz nie był zapalony. Porósł gęstym mchem. Wyraźnie wyglądał na bardzo zaniedbany, zupełnie jakby nikt nie pamiętał o jego istnieniu.
Padał lekki deszcz, ot mżawka. Miałam na sobie jedynie białą sukienkę do kolan z bufkami na ramionach, zdobioną haftami i koronkami. W moich długich, falowanych włosach zawieruszyły się resztki różyczkowego wianku, dawno zwiędniętego. Nie wiedzieć również czemu, moje stopy były nagie, opatulała je jedynie wilgotna od deszczu trawa. Byłam bardzo  blada i posiniaczona. Jasne włosy i mój ubiór sprawiły, że wyglądałam jak filmowy duch, a na domiar tego, stałam nad starym grobem.
Nie chcąc nikogo przestraszyć, usunęłam się w bardziej ustronne miejsce, z dala od odwiedzanej części cmentarza. Wybrałam jedno z większych drzew. Stamtąd, przez resztę dnia obserwowałam ludzi, przyjeżdżających do swoich zmarłych bliskich. Nie pojawiło się ich zbyt wielu. Cmentarz to takie smutne miejsce. Tam, gdzie siedziałam, byłam niezauważalna dla każdej osoby, przewijającej się przez grobowisko.
Kiedy zaczęło się ściemniać, zdałam sobie sprawę ze swojej sytuacji: byłam zupełnie sama, w zupełnie obcym miejscu, nie znałam dosłownie nikogo, mój ubiór był niepełny, a ja cała w siniakach musiałam sobie teraz poradzić. Ponadto nie pamiętam jak się tu znalazłam. Byłam w kropce. Poprosić kogoś o pomoc? Znaleźć nocleg? Co robić, co do cholery robić?!
Zadecydowałam posiedzieć na cmentarzu jeszcze kilka chwil, zaczekać aż z nieba przestanie lecieć deszcz. Miałam gdzieś w sobie odrobinę nadziei, że ktoś mnie zauważy - drobniutką i zmokniętą istotkę, po czym z współczucia zaprosi do siebie. Ktokolwiek, bylebym tylko nie musiała spędzać nocy w tym miejscu, bo z godziny na godzinę, robiło się coraz straszniejsze.
Ostatecznie odważyłam się opuścić moją kryjówkę i zerknąć okiem jeszcze ostatni raz na ten stary, opuszczony grób. Niesamowicie zaintrygował mnie on, kiedy uświadomiłam sobie, że większość z tych niewielu przechodniów omijała go szerokim łukiem. Byłam pewna, że teraz już nikt nie pojawi się na cmentarzu. Podniosłam się z ziemi tak powoli, jak tylko potrafiłam, rozglądając się dookoła. Bardzo chciałam zostać niezauważalna, jak byłam dotychczas - niby nikogo już tu nie było, ale przezorny zawsze ubezpieczony! Cóż to za paradoks, że chowam się przed ludźmi, kiedy poszukuję schronienia? Chciałam więc jak najszybciej znaleźć się przy grobie. Zaczęłam truchtać, zatrzymując się na kilka sekund przy każdym drzewie, by móc rozejrzeć się dookoła. Zabrakło mi dosłownie kilka drzew, by dotrzeć do celu, kiedy zobaczyłam malutkie światełko, ruszające się gdzieś przy bramie. W ekspresowym tempie przywarłam do pierwszego lepszego drzewa, przyciskając opuszki palców do jego kory. Zacisnęłam powieki i przełknęłam ślinę, nie czułam jednak strachu. Nie czułam nawet chłodu. Prawda jest taka, że nie czułam nic - zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Było to dla mnie szalenie niezrozumiałe - chociaż jasność myśli mi pozostała. Czułam się dziwnie, po prostu. Stałam i słyszałam lekkie kroczki, zbliżające się do mnie. Nie wiedziałam, co zrobić. Koniecznie chciałam zobaczyć, wyjrzeć zza drzewa - kto o tej porze odwiedza cmentarz?! W pewnym momencie, ciekawość zwyciężyła - wychyliłam głowę zza drzewa, trzymając swoje jasne włosy. Nie widziałam. Wychyliłam się jeszcze odrobinę, brakowało już tak niewiele... Przestawiłam nogę. Pech chciał, że za daleko. Straciłam równowagę i z ogromnym hukiem upadłam kolanami na liście i gałęzie. Usłyszałam, że kroczki ustały, podniosłam się więc z impetem. Rozejrzałam się dookoła, najszybciej jak się dało, chciałam ocenić sytuację. Małe światełko było teraz nieruchome i rozświetlało niewysoką osóbkę z nieskazitelnie piękną twarzyczką. Stała ze złożonymi rączkami nad grobem, do którego właśnie zmierzałam. Zachowywała się zupełnie, jakby nie słyszała całego tego hałasu. Może nie przyszła pierwszy raz i nauczyła się ignorować dziwne dźwięki, dochodzące z głębi lasu? A może tylko mnie się wydawało, że upadłam tak głośno... Przyglądałam się jej. Przez dłuższy czas stała i prawdopodobnie odmawiała modlitwę - jej usta lekko drgały. W pewnym momencie zauważyłam, że zaciska je z całej siły, a spod powiek wypływają rzewne krople przezroczystego płynu... Najzwyczajniej w świecie zaczęła płakać. Dlaczego płakała? Zrobiło mi się jej żal. Za wszelką cenę chciałam, aby jej płacz ustał. Takie piękne istoty jak ta, nie powinny płakać. W świetle latarki, wyglądała jak Anioł. Niesamowicie zafascynowała mnie sobą - wydawała się taka niewinna, a zarazem tajemnicza. Zrobiłam krok w jej kierunku. Za chwilę drugi i trzeci. Poczułam się tak, jakbym z każdym drobnym krokiem, poznawała skrawek jej tajemnicy. Cały czas przyglądałam się jej twarzy - raz zerkałam na zapłakane oczy, za chwilę mój wzrok spadał na idealnie wykrojone usteczka. Ojej, ona była taka idealna! Za wszelką cenę, pragnęłam podejść bliżej, pragnęłam ująć jej dłoń i zapytać o powód, dla którego płacze... Byłam już niesamowicie blisko, zaledwie kilka większych kroków dzieliło mnie od grobu. Coś jednak kazało mi się zatrzymać, coś nie pozwoliło mi podejść. Dziewczyna podniosła na mnie wzrok. Jej oczy były puste. Nigdy przedtem nie widziałam takiej pustki w żadnych oczach. Nie uciekła. Wpatrywała się we mnie, jednak nie miałam pewności, czy patrzyła na mnie. Po prostu patrzyła. To było niesamowicie dziwne. Nagle ekspresyjnie schyliła się i zaczęła mieszać dłońmi w czymś, leżącym na brudnej ziemi. Plecak. Wywnioskowałam, że to musiał być plecak. Wyciągnęła z niego coś w rodzaju dłuta. Małego, srebrnego narzędzia, służącego do rzeźbienia, głównie w drewnie. Klęknęła, opierając się o płytę nagrobka. Wyjęła spod niego ciężką cegłę, by z tego samego miejsca wyciągnąć sporą, drewnianą tabliczkę. Położyła ją na płycie i nachyliła się nad nią. Z ogromnym przejęciem zaczęła ryć w drewnie coś, co nie do końca byłam w stanie określić z tej odległości. Wszystko to robiła w niesamowitym pośpiechu. Wystraszyła się mnie? Mimo to, postanowiłam zrobić jeszcze kilka kroków, aby koniecznie zobaczyć wzór, który tak szybko skrobała zwinnymi dłońmi. Zrobiłam zaledwie jeden, tyci kroczek, gdy ona uniosła głowę i znowu wryła we mnie puste oczy. Nie wiem, ile trwało zanim sprzątnęła to wszystko i zerwała się ze strachu do biegu. Zrobiła to w mgnieniu oka, nie udało mi się odezwać ani słowem, nie udało mi się podejść. Zanim zorientowałam się, co się stało, dziewczyna uciekła. Gdy obejrzałam się za nią, nie było widać już nawet światełka jej latarki. Byłam niesamowicie zawiedziona, nie miałam już nawet okazji, by pobiec za nią.
Teraz już ze spokojem postanowiłam podejść do nagrobka, przy którym stała tajemnicza. Chciałam ustawić się w miejscu, w którym klęczała dziewczyna. Podeszłam więc, jednak pod stopą poczułam coś w rodzaju kamienia, coś zimnego. Schyliłam się, podniosłam go, a gdy spojrzałam... w mojej dłoni błyszczał złoty zegarek na skórzanym pasku. Zapewne to ona go zgubiła - pomyślałam... Odwróciłam tarczę do światła księżyca -  wydawał się sprawny, wskazywał godzinę dwudziestą trzecią sześć. Zapięłam go na nadgarstku. W tym momencie naprawdę nie miałam pojęcia co robić. Było już ciemno, późno, a ja wciąż bez schronienia, stałam na cmentarzu w niepełnym stroju. Dwudziesta trzecia dziewięć. Bez poważniejszego zastanowienia, postanowiłam natychmiast opuścić to miejsce. Rozejrzałam się wkoło, aby orientacyjnie zbadać teren. Wcześniej nie mogłam tego zrobić. Ostatni raz spojrzałam na grób. Dwudziesta trzecia trzynaście. Ruszyłam przed siebie, omijając połamane gałęzie i kamienie. Nagle zapragnęłam koniecznie odnaleźć tajemniczą dziewczynę. Dwudziesta trzecia szesnaście. Zatrzymałam się wpół kroku. I co teraz? Mogła być kimkolwiek. Mogła pójść wszędzie. Nawet mogła stać tuż za mną. Rozum kazał mi się nie zatrzymywać. Dwudziesta trzecia dziewiętnaście. W głowie ułożyłam sobie potencjalne trasy, jakie mogła pokonać tajemnicza i po prostu szłam. Dwudziesta trzecia dwadzieścia siedem. Zauważyłam dom. Nie miałam pojęcia, jak się przy nim znalazłam, czułam się, jakby moje nogi mnie tu nie przyprowadziły. Nie był duży, wręcz przeciwnie. Obejrzałam go dokładniej z zewnątrz, w oknach było ciemno, wszyscy prawdopodobnie spali. Dwudziesta trzecia trzydzieści trzy. Nie miałam pojęcia, dlaczego dom mnie fascynował, ale zamiast nad tym rozmyślać, przysiadłam w pobliżu i zwyczajnie go obserwowałam. W pewnej chwili w jednym z okien zapaliło się światło. Automatycznie wstałam, aby lepiej widzieć. Stawałam na palcach, żeby dojrzeć czegoś lub kogoś w środku. Dwudziesta trzecia trzydzieści osiem. Chciałam niezauważenie podejść do okna i podglądnąć. Nic nie stało mi na przeszkodzie, mogłam po prostu podbiec i spojrzeć w to okno. Koniecznie chciałam znaleźć drzwi. Zapragnęłam nieproszona wejść do środka. Nie miałam pojęcia, co tak strasznie ciągnęło mnie do tego domu. Czułam, że powinnam wejść do środka. Teraz, gdy zapaliło się światło. Obeszłam dom dookoła. W pewnym momencie zatrzymałam się z niedowierzania w pół kroku. Znalazłam uchylone drzwi! Co więcej, ze środka wydobywały się głosy... krzyki. Podeszłam. Zrobiłam najpierw jeden niepewny krok, za chwilę dwa kolejne. Słyszałam coraz wyraźniej... Stanęłam w progu i ujrzałam kobietę i mężczyznę, wrogo do siebie nastawionych, krzyczących na siebie nawzajem.

-Jak długo jeszcze masz zamiar  udawać, że Annabelle nigdy nie istniała?! Dlaczego nie możesz przyjąć do wiadomości, że nie żyje?!
-Przestań! Nawet nie waż się tak mówić, nie mieliśmy żadnej córki poza Emanuelą. Przyjmij to w końcu do wiadomości, mój drogi. Nie mam zamiaru się z tobą kłócić.
-Cholera jasna! Mam dość życia latami w tak obrzydliwym kłamstwie! Mam dość udawania, że Emanuela była jedynaczką! Wyrzekasz się własnej córki, tylko dlatego, że była tak słaba, że w pewnym momencie od nas uciekła i nigdy nie wróciła! Mam dosyć twoich sposobów! Od samej śmierci Annabelle, Emanuela obchodzi jej urodziny! Nie zauważyłaś, że co roku wymyka się na cmentarz? Naprawdę jesteś tak ślepa? Koniec tego! Koniec udawania, że Ann nie istniała.

Poczułam się bardzo dziwnie. Wtrąciłam się komuś w rozmowę. Nie chciałam jej dłużej słuchać. Było mi z tym potwornie źle. Po cichutku wycofałam się i wróciłam na przód domu. Światło w oknie wciąż było zapalone. Zechciałam nagle za wszelką cenę zajrzeć do środka przez to okno. Byłam pewna, że wszyscy śpią, teraz nagle okazują się inne rzeczy. Podeszłam do jasnego okna. Wspięłam się po wystających ze ściany cegłach i zerknęłam do środka. Dwudziesta trzecia czterdzieści dwie. Gdy ujrzałam, co jest w środku, ze zdziwienia omsknęła mi się stopa i prawie spadłam z niestabilnych cegieł. Przy metalowym łóżku, z zamkniętymi oczami i złożonymi dłońmi klęczała ta sama jasna posturka, która jeszcze niedawno w podobny sposób modliła się nad zniszczonym grobem.
Podciągnęłam się o parapet na rękach, odrobinę wyżej, jednak nadal niewiele widziałam. Chciałam przyjrzeć jej się bardziej i bardziej... Cały czas próbowałam wspiąć się wyżej. Stałam już na czubkach palców, kiedy nagle poczułam, że cegła pod jedną ze stóp mnie zdradziła. Dwudziesta trzecia czterdzieści osiem. Spojrzałam w dół, odchylając się, co było błędem. Cegła wysunęła się ze ściany i uderzyłam plecami z całej siły na wilgotną trawę. Kiedy już wstałam, otrzepałam się z ziemi i chciałam wsunąć cegłę na swoje miejsce, w otworze ujrzałam małe, płaskie pudełeczko. Jak najostrożniej wyjęłam je stamtąd i oglądałam, trzymając w obu dłoniach. Gładziłam je palcami, było śliczne, w wytłaczane wzorki. Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt jeden. Odważyłam się je otworzyć. Pokrywka nie stawiała oporu, mogłam spokojnie ją zdjąć. W środku znalazłam maleńkie, seledynowe oczko, otoczone srebrną obrączką. Przepiękny medalik. Wyjęłam go z pudełeczka i zaczęłam obracać w palcach. Pełnia księżyca rozświetlała wszystko na tyle, że można było bez trudu dojrzeć większość obiektów. Ku mojemu zdziwieniu, na odwrocie medalika, znajdowała się nieumiejętnie wygrawerowana literka A. Coś mi to... W oknie zgasło światło. No nie! Wypuściłam z dłoni pudełeczko z medalikiem, zrywając się, by ponownie ujrzeć okno. Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt sześć. Spuściłam wzrok z powrotem na pudełeczko. Obok leżała karteczka, zgięta na pół. Zmarszczyłam brwi i przechyliłam głowę. Schylając się, delikatnie chwyciłam karteczkę za sam róg i podniosłam ją. Odwróciłam ją do światła księżyca. Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt dziewięć.

“Annabelle, choć wszyscy zapomnieli, ja wierzę, iż moja pamięć o Tobie, kiedyś przywróci Ci życie. Kocham Cię, Emanuela”



Wybiła północ.

Poczułam, jak coś odbiera mi dech w piersiach, a karteczka wypada mi z palców. Wytrzeszczyłam oczy, zacisnęłam dłonie w pięści i z podmuchem wiatru upadłam na wilgotną, lodowatą ziemię. Nie zemdlałam, nie zasłabłam. Byłam jedynie oszołomiona tym wszystkim, leżałam i jakby zahipnotyzowana patrzyłam w niebo. Kątem oka ujrzałam w oknie tę drobną postać. Podniosłam się i wstałam. Patrzyła prosto na mnie, tyle udało mi się zobaczyć. W pewnym momencie postać uniosła drobniutką dłoń i oparła o szybę.
Wyczytałam z ruchu jej warg jedno, jedyne słowo. Moje imię.

-Annabelle...

* * *
 

desiderium
 
Witam w świecie mors volunt lub jak kto woli desiderium.
 

kacha199819
 
1. Mam wszystko czego potrzebuję - powietrze i czyste kartki papieru. Lubię rano wstać, nie wiedząc co się zdarzy, kogo spotkam, gdzie mnie rzuci los. Człowiek nigdy nie wie jaka przyjdzie karta, trzeba brać życie takim, jakie jest. Sprawić, by liczył się każdy dzień.


2. Nigdy nie wiadomo jaka przyjdzie następna karta... Trzeba brać życie takim jakie jest sprawiać, by liczył się każdy dzień...


3. Życie to dar. Nie możesz go zmarnować. Nigdy nie wiesz co się jutro może zdarzyć. I uczysz się łapać życie takim, jakie jest. Każdy dzień musi być ważny.


4. Wolę być jego dziwką, niż twoją żoną!


5. Pamiętasz? Ja skacze ty skaczesz.


6. Serce kobiety to ocean pełen tajemnic.


7. Wygrany w karty bilet przyniósł mi największe szczęście - Ciebie.


8. Żegnajcie, żegnajcie! Nigdy was nie zapomnę!


9. To był ostatni zachód słońca na Titanicu.


10. Muzyka nawet przy tonięciu. Teraz widzę, że to pierwsza klasa.
 

kacha199819
 
Nie wiesz, kiedy to się stało, po której wypitej kawie, przed którym odcinkiem serialu, jaki kolor lakieru miałaś wtedy na paznokciach, czy Twoje włosy były spięte w kucyk, rozpuszczone, proste czy pofalowane. Nie przypominasz sobie co miałaś na sobie - choć chwila, opuszki Jego palców dotykały skóry na Twoich nogach, to była sukienka, chyba zielona, bo serce biło Ci mocniej na widok tego, jak pasuje do Jego oczu. Największą tajemnicą jest to, co mówiłaś. Myślisz, czy potok Twoich słów nie był zbyt głupkowaty, czy banalny. A może palnęłaś coś, o tym ile szczęścia Ci daje? Jego reakcje? Zakodowałaś urywki tamtych uśmiechów i jakiś mrukliwy ton głosu. To Twoja definicja hasła imponderabilia - szereg nieuchwytnych momentów tamtych dni, mający wpływ na obecną teraźniejszość. Bo kochasz Go i nic z tego nie rozumiesz.
 

 

Kategorie blogów