Wpisy oznaczone tagiem "^-^" (321)  

insomniaa
 
Jak tam Wasze Walentynki / Lupercalia / Dzień Psychicznie Chorych (czy co tam obchodzicie, whatever)?

Dla mnie Walentynki to po prostu pretekst do dawania sobie prezentów ^^ Niby mogłabym bez okazji, ale wtedy Misiek na mnie krzyczy, a tak przynajmniej mam do tego powód. Chociaż zazwyczaj bardziej lubię dawać prezenty niż dostawać, to tym razem jarałam się pierwszą i drugą opcją tak samo.
A kochać to się można przecież codziennie, a nie tylko od święta. Iść do restauracji też można bez okazji. Borze iglasty, jak ja współczuję ludziom pracującym w restauracjach właśnie w walentynkowy weekend! Sami jesteśmy z gastro, więc z szacunku dla kolegów po fachu kolację zjedliśmy w domu ;D

Tak naprawdę więcej czasu dla siebie mieliśmy dopiero w wolną niedzielę. Zamiast się stroić i gdzieś iść woleliśmy zostać w domu, przed tv, w dresach i przy dobrym żarełku.
Wieczorem odpaliliśmy grilla do raclette, później przyjechał Bąbel, który po spacerze też załapał się na kolację.

I wszystko byłoby idealnie, gdyby przez ostatnie zaszłości nie wisiała nad nami czarna chmura... Jak zwykle musiało się popierdolić. W tym jebanym kurwidołku już chyba nigdy nie będzie dobrze... ;/

PS: zaczęła się retrogradacja Merkurego. Patrząc na kalendarz stwierdzam, że do niektórych wydarzeń pasuje jak ulał!

_________________________________________________________
Jeżeli podzielimy 2020 przez 5 to wyjdzie 404, co oznacza, że cały ten rok jest błędem.
Najbardziej przerażające jest to, że to dopiero połowa lutego... ;O

"Live, Laugh, Love" are officially cancelled. Their reign of terror ends now. 2020 is all about "Riot, Rage, Return to the Woods".
 

insomniaa
 
"Szampan wylewa się, toast mogę wznieść
A ten gość mówi coś, o co mu chodzi?
Ktoś tu dissuje mnie, niech gada co chce
A ten gość mówi coś, spoko, nie szkodzi
Zamykam oczy, byłeś uroczy
Będę udawać, że już nie boli
Szampan wylewa się, toast mogę wznieść
A ten gość mówi coś, o co mu chodzi?"
(Sanah - "Szampan")

[pierwszy raz usłyszałam tę piosenkę w relacji u L. i od tamtej pory nie mogę się jej pozbyć z głowy ;D]


Na początku nowego 2020 roku osiągnęłam pełną harmonię: czuję się jak gówno, zachowuję się jak gówno, wyglądam jak gówno. Lepsze to niż być gównem w pięknym papierku - przynajmniej od razu widać, z kim ma się do czynienia.

Ogarnął mnie jakiś taki zamuł, taka melanchujnia. Najchętniej tylko bym żarła i spała, gdyby nie to, że trzeba jeszcze pracować.

W pracy K. do N. mruga uchem (pdk!), poza pracą Smok mruga do mnie kontrolką check engine i tak to się jakoś kręci. Wykończy mnie ten pug, nie wiem tylko czy bardziej psychicznie czy finansowo.

No ale przecież można też latać becią bez sprzęgła (pozdro J.!), łutututu, patol patrol ADAC, "Fast&Tuśka" i Vin Benzyna xD

Psychiatryczną anarchię ubarwiają nam patoklienci:
-A czy tu można mówić po polsku?
...
-Jakie to mięso?
-Cielęco-wołowe.
-A tu nie ma wołowiny?
-Jest, bo to cielęco-wołowe.
-A, czyli to nie kurczak?
...
-Cole macie po 60 zł?

Sami też sobie ubarwiamy, żeby nie oszaleć.
Tu pozwolę sobie przytoczyć pewien stary dowcip, który skleją kumaci ;D
-Po co teściowej dwa zęby?
-Jeden do otwierania piwa, a drugi, żeby ją bolał.
PDK xD

Oprócz tego N. i jego "porno-biznes":
N. -Nakręciłbym pornosa i by się nazywał "I'm fucking with my father while my mother is..."
ja: -...in the basement xD
Oraz:
-Na górze róże, na dole kalki...
-... N. ma biegunkę i sra do umywalki xD

A na grupie ćwąglowej: "mleko debilon", "Pieróg podgłośnia makaron", p0rn alert i włosy pod pachwą xD


<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

W poniedziałek mój kochany Miś miał urodziny. Świętowaliśmy już w niedzielę poprzez dobre żarełko i słodkie lenistwo ^^
Kocham Cię moje najsłodsze kiwi! ;* <3

______________________________________________________
Cisza mówi tak wiele.
Ty naprawdę w niej nie słyszysz nic?
 

insomniaa
 
Witajcie w Nowym Roku!

Stary rok zakończył się oczywiście obowiązkowym corocznym sprzątaniem psychiatryka. Wszyscy wyglądali jak na zgonie, ja siedziałam pod barem co Kromka skwitowała tekstem: "Co w rodzinie to nie zginie" (pdk).
Oczywiście była też beka:
-Jesteś jak frytkownica.
-Gorący?
-Nie, głęboki i tłusty xD
Oraz:
-Jak się podniecam to mi wyskakuje pizda pod okiem.
-Ooo to psiapsi ostatnio przyjechał do mnie podniecony! xD
A N. gadający po podlasku doprowadza mnie do kurwicy:
N. -On się dla mnie podoba xD

Po pracy szybki ogar, biforek i impreza sylwestrowa w gronie "rodziny" i przyjaciół <3
Daleko na zadupiu, bez zasięgu sieci komórkowej, w swojskim gościńcu, w miłej atmosferze (Pan Tadziu w szlacheckim stroju <3), przy dobrym jedzonku i z najlepszymi ludźmi <3
To była zajebista impreza!
Wytańczyłam się tak, że w Nowy Rok miałam zakwasy na wszystkich mięśniach. Ale co poradzić - lubię tańczyć z moim Miśkiem, M. też do tańca prosił, Syna trza było obtańcować, pokręcić dupką z dziewczynami, a Braciak to najchętniej wgl by nie schodził z parkietu (a tańczyć z nim lubię, bo tancerz z niego znakomity).
Akcja na parkiecie:
N. kręci K. i krzyczy: "-Przyspieszam poród!" xD
Potem przy stole:
N. -Jak będzie następna piosenka, to wszyscy idziemy na parkiet.
piosenka: -Myyy Cygaaanieee...
N. -Z Cyganami nie tańczę!
Później N. pił z pałami: -Bo ja mam znajomości! W policji! xD

W drodze powrotnej akcja pod C4:
Podjeżdża K., otwiera szybę, a ja: -Co tam? Stary ci się skończył? xD

Dziękuję całej ekipie za tę zajebistą sylwestrową noc! Fajnie było zakończyć stary rok i rozpocząć nowy w Waszym towarzystwie!

Miły akcent na początek tego roku: życzenia noworoczne "i tobie też szczęśliwego słońce moje najulubieńsze <3" ;D
Przesyłam loffki mojemu BFF na linii Wylęgarnia -> ZG ;*

Jeśli jak mówi przysłowie "jaki Nowy Rok taki cały rok", to mam przejebane. Mimo, że nie piłam, bo byłam kierowcą, obudziłam się o 15 na kacu - tzn. to nie był stricte kac, ale czułam się, jakby czołg po mnie przejechał. Wszystko mnie bolało i nie mogłam się zwlec z łóżka. Na szczęście Miś potrafi przywrócić mnie do żywych (you know what I mean ;D).
Na wieczór przyjechali N. i K. na bajere. Upiekliśmy bułeczki ze wścieklizną, N. wypił butelkę szampana i fazował się stopami, pograliśmy też w kalambury, których najlepszą akcją była "kapusta z napletem" xD



----------------------------------------------------------------------------------------------------
Postanowień noworocznych raczej nie mam. Już kiedyś pisałam o tym, że nie potrzebuję konkretnej daty, by coś zmienić. Niektórzy myślą, że wraz ze zmianą cyferki w roku nagle zmieni się ich całe życie. Pstryk! Magicznie wszystko stanie się lepsze, cudowne, łatwe i na wyciągnięcie ręki. To tak nie działa.

Korzystając jednak z tego, że na przełomie starego i nowego roku ludzi ogarnia jakaś taka melancholia, zaduma i chęć zmiany na lepsze, chciałam przekreślić wszystko co złe i zacząć pisać pewną historię od nowa.
No ale jeśli wyciągasz do kogoś rękę, a ten ktoś na nią pluje, to uroczyście noworocznie chuj mu w dupę.
Nie ma sensu na siłę zmieniać złych ludzi. To jak dolewać kompot do gówna - gówna nie naprawisz a i kompot zepsujesz.

New year - a new chapter, new verse or just the same old story? Ultimately we write it. The choice is ours.


PS: podsumowanie "Best of 2K19" już za chwilę!!!
 

insomniaa
 
Niedzielne popołudnie spędziłam z Miśkiem na grzybobraniu w promieniach zachodzącego słońca. Szybka akcja, dwa wiadra. No bo przecież byłabym chora jakbym do lasu nie poszła ;P


Oczywiście byłam też na wyborach. Nie spodziewałam się, że wyjawiając swoje poglądy na FB wywołam taką gównoburzę i usłyszę, że jestem popierdolona bo nie głosowałam na PiS.
Nie głosowałam i nigdy nie zagłosuję, bo mam poglądy liberalne i daleko mi do prawicy, czy nawet centro-prawicy. Poza tym mamy (jeszcze) wolność słowa, wolność światopoglądu, a patrząc na wyniki wyborów także wolność niedorozwoju.
W dyskusji na FB J. miał w jednym zdaniu rację, ale nie zacytuję, bo nie chcę już wkładać kija w mrowisko.
Zresztą... wy sami dobrze wiecie KTO i W CO ;)

“Co za sytuacja! Kto postawiłby znanego przestępcę na czele ważnej dziedziny działalności państwa? Oprócz, powiedzmy, przeciętnego wyborcy”


(Terry Pratchett, "Piekło pocztowe")


Dzisiaj miałam miły poranek jak na poniedziałek.
W głównej mierze zawdzięczam to Misiowi <3 ;*

Oprócz tego byłam z Kromeczką u psycho-terapeuty, niestety tylko jako osoba towarzysząca, no ale mam nadzieję, że niedługo ustalę termin dla siebie.

Później przypadkowe spotkanie i miłe pogaduchy (które mam nadzieję dokończymy przy piwie). Przez tyle lat jedno się nie zmieniło - nadal fajnie mi się z tobą gada.
Jestem szczęśliwa, że życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Gdyby nie ty, nie byłabym teraz w tym miejscu. Tak miało być.
Dobre chwile dają miłe wspomnienia. Złe chwile dają cenne lekcje na przyszłość. Za jedno i drugie DZIĘKUJĘ.


Służbowo jakoś się wszystko kręci. Aktualnie składamy "dream team", chociaż według mnie zawsze będzie tu brakować jednej osoby i to już się nigdy nie zmieni... Nooo ale mamy "siłę patoli", coconut song, wielbłąd, torba i do przodu! ;D

PS: mam kolejny pomysł na tatuaże przyjaźni: sierp i młot z Bąbelkiem! <3 xD

----------------------------------------------------------------------------------------------
W niedzielę miała być psychoterapia, ale koniec końców chyba okazało się, że jednak nie jestem potrzebna. No cóż...
Człowiek potrzebuje, żeby zawsze jakieś drzwi były dla niego otwarte. I ramiona. Żeby się na amen nie zamknął w sobie. Albo żeby nie eksplodował.
Ja tu jestem. Zawsze będę. Chociaż czasem mam ochotę cię zajebać, mimo wszystko zależy mi na tobie... braciszku...
 

insomniaa
 
Ostatnio czuję się tak jakbym tonęła w bagnie. Gdy do tej pory dla kogoś modelem organizacji pracy był chaos, to ciężko się później przestawić. Zaczynamy wszystko od zera. Trudno mi uwierzyć w to, że będzie dobrze. Nie pomagają nawet te gadki motywacyjne jak dzisiejsza.
Jest takie tureckie przysłowie: "Niedźwiedzie zjadają najsłodsze gruszki". Trzeba spiąć dupę i stać się niedźwiedziem, może się to opłaci.
Sama bym tu zwariowała. Dopóki jesteś tu ze mną to miejsce coś znaczy.

I tak to się żyje, od niedzieli do niedzieli.
W zeszłą niedzielę nawet nie mieliśmy czasu na odpoczynek.
O 7.12 nad ranem telefon od psychopatycznego grzybiarza ;D I teksty "-Zajebię go... Zamorduję... Pewnie siedzi już w gumiakach, nóż ostrzy i wygląda jak morderca" xD
O 8 służba nie drużba i beka z "Torbiela" xD
Później pojechaliśmy na DC i poszliśmy na grzybing w stałym patologicznym składzie. Olewam te wyścigi na FB kto więcej nazbiera - my idziemy w jakość, a nie ilość. Nazbieraliśmy trochę pięknych okazów, ale najważniejszy był chillout i głupawka xD Oczywiście były piosenki z N., M. który wlazł jak zwykle w te same krzaki, no i dialog o dziecku:
-Jak będzie córka, to będzie miała na imię Patologia xD
-A syn?
-Paralizator xD

Po południu pojechaliśmy zamknąć wrota piekieł a potem zrobiliśmy z Miśkiem moje autorskie grzybotto. Jak tylko będę miała więcej czasu to wrzucę przepis.

Wieczorem podjechaliśmy na mafijne ploteczki przy piwie ^^ Fajnie było tak się wyspowiadać, obgadać kogo trzeba i chociaż trochę zresetować głowę.

Niestety dzisiaj od rana znowu jazda... Jutro też nie pośpię, bo muszę jechać na szkolenie.
Padam na ryj. Wyśpię się w trumnie.

Byle do czwartku. Ale przez pierogowe opowieści do czwartku to ja chyba będę chodzić po ścianach xD


PS: nie ma to jak mieć wpisane w zawód "bicie piany" i robić z tego nie wiadomo jaki heroizm. Świnię niby też można ogolić, ale po co? Kwiku dużo, a wełny mało.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Smutno mi. Źle mi. Jestem zmęczona tym wszystkim, co się dzieje wokół mnie.
Pocieszyłabym się winem, ale...


"Now I will tell you what I've done for you
Fifty-thousand tears I've cried
Screaming, deceiving and bleeding for you
And you still won't hear me"
(Evanescence - "Going under")

W głowie mam takie I DON'T KNOW, że ja pierdole...
Jedno zdanie może człowieka cholernie rozczarować i chociaż to co napisane zawsze można usunąć, to słów nie można już cofnąć.
Możemy rozmawiać. Możemy milczeć. Walczyć lub uciekać. Zawsze jest wybór, o ile umie się za niego zapłacić.
Cokolwiek bym nie wybrała i tak zawsze płacę zbyt wiele...

Chciałabym, żeby po prostu było między nami NORMALNIE... :(
Za dużo wymagam...
Marudzę...
A chuj z tym... ;/

_________________________________________________________
Mało Cię ostatnio. Zbyt mało w powietrzu, którym oddycham.
 

insomniaa
 
Odliczanie czas zacząć... Atmosfera napięta jak plandeka na żuku... Zwariuję przez to wszystko. A to jeszcze 3 tygodnie.

Najwyższy powiedział kiedyś, że to przedsiębiorstwo jest ciałem, a my jesteśmy jego kośćmi. Taa, chyba kurwa z zaawansowaną osteoporozą.

Dejcie mi prozak, bo dostanę pierdolcaaa!

Nic mnie nie uspokaja, nawet spacery do lasu.

W niedzielę byłam na grzybach z moimi grzybniętymi: Miśkiem, M. i N. Zrobiliśmy 10 km, znaleźliśmy niewiele (kilka czerwoniaków i olbrzymie kozie brody), ale za to próbowaliśmy czarciego jaja. To był sztos! ;D


PS: jutro mija 5 lat od pewnego przełomowego momentu w moim życiu ^^
Często wracam myślami do tamtego dnia. Chciałabym przeżyć to jeszcze raz.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Akcja ostatniej nocy:
Dla zobrazowania sytuacji: w łazience na półce mam nawilżany papier toaletowy w jasnozielonym opakowaniu i chusteczki do demakijażu w jasnoniebieskim opakowaniu.
Obudziłam się w środku nocy. Zaspana poszłam do łazienki na siku i...
TAK, zrobiłam sobie intymny demakijaż <facepalm>

_________________________________________________________
Witchy things:
Ten uczuć, kiedy kolega cię wkurwił, więc "niechcący" zsyłasz na niego ligaturę, on żali się tobie ze swojego problemu, a ty musisz udawać wielce zdziwioną.

Underestimating me was your first mistake.
Second was crossing a witch.
Third was believing I harm none.

Niecierpliwie czekam na piątek...

How much is the fish? <pdk>
 

insomniaa
 
W czwartek wieczorem przyjechał mój Bąbelek! <3
Wyszliśmy więc we trójkę z Miśkiem i Bąblem na nocnego tripa. Skoczyliśmy na stację po piwo a potem siedzieliśmy na ławce w Niemcowni. Były rozkminki, głupawki, kontemplacja Smoka, obgadywanie pojebańców. Najlepszy był Bąbel pod klatką:
-Maurycy?!.. a nie, bo ja chciałem jak w tej piosence, ale źle zacząłem xD
W międzyczasie DJ Szmitek u mechanika i w kostnicy:
-Jebnie jak rozrząd w passacie!... Ogień w krematorium!... Kutas w denatceee!... Wieczne rozjebanie racz nam dać panie! xD
A potem powrót ze spaceru:
-A na końcu korytarza... (pdk!) xD
(PS: fioletowy wcale nie jest pedalski, tylko szekszi ^^)


W piątek dialog farmaceutyczny na wkurwie o poranku:
-Chcesz witaminy?
-Chcę prozac.
-Pawulon.
-Pawulon to dla niego. Dla mnie prozac.

W sobotę Miś pojechał na Alter Piknik, a ja czekałam na Niego w domu oglądając "Megatransporty" (wkręciłam się ostatnio bardzo mocno).

Jak przekonać aspołeczną czarownicę do wyjścia między ludzi:
-Pojedziemy w niedzielę na Lato Agatowe?
-A po co? Nie mam ochoty... Tam się przecież nic nie dzieje... Do mnie mieliśmy jechać.
-K. jedzie kupić sobie jakieś kamienie.
-JEDZIEMY!!

No bo przecież jest retrogradacja Merkurego, wszystko się pierdoli na potęgę, trzeba więc profilaktycznie poobkładać się kryształami.

W niedzielę wyruszyliśmy więc na Lato Agatowe z Miśkiem, K. I. i J.
Oglądaliśmy piękne minerały, zjedliśmy przepyszny podpłomyk, degustowaliśmy wina i nalewki - przy tych ostatnich spędziliśmy najwięcej czasu, bo wymieniałam doświadczenia i czerpałam inspiracje. Do domu wróciłam z worem kamyków, krówkami Arco (cynamonowa, śliwkowa, czekolada z chilli, czekolada z miętą - najlepsze krówki jakie kiedykolwiek jadłam!), ukraińską chałwą (pyszota!), butelką wina granatowego oraz nalewkami: miodową, piernikową i z dzikiej róży.

Po południu zjechaliśmy na Wylęgarnię i podjechaliśmy do Braciaka na "warsztat" pogadać i wyleczyć Smoka. Trzeba ciułać hajsy na części.

Wieczorem wróciliśmy do miasta i w końcu mogłam się kulturalnie najebać. Jedyna lampka, przy której czuję się oświecona, to lampka wina.
No bo jak tu nie pić??
Zresztą są tacy, co od rana "włajaż włajaż" (pdk).

Ostatnio ciągle chce mi się spać, a dziś nie mogłam pospać przez pieprzoną biurokrację. Nienawidzę załatwiać spraw urzędowych, tym bardziej, że wymaga to wyjścia spod ciepłej kołderki w mroczny poniedziałkowy poranek.

Potrzebuję słoneczka i ciepełka, żeby wyrównać opaleniznę i wyciągnąć mój goth-kocyk plażowy z Alli.
A tu lipcopad i pogoda jak długość penisa - w zapowiedzi 20, odczuwalne 10.

W następny weekend może odreagujemy: najpierw na Sky & Sand, a potem na HoliFest. Ktoś się wybiera??

...ja aktualnie wybieram się do łóżka, co i Państwu radzę.
Dobranoc, chuj na noc! ;D
 

insomniaa
 
W sobotę wybraliśmy się z Miśkiem i Kromcią na balety. Inicjatorem był Miś, bo miał grać DJ Tonka, czyli muzyka misiowej młodości. Koniec końców i tak się na niego nie doczekaliśmy, bo szybko zwinęliśmy się z tego zagłębia patoli.
Przez większość czasu siedzieliśmy, sączyliśmy drinki i obserwowaliśmy innych imprezowiczy. Obserwacje te sprawiły, że tracę wiarę w ludzkość i utwierdziły w przekonaniu, że niektórzy ludzie chyba nie mają lustra w domu, a wstydu to już na pewno za grosz.
Szybki przegląd parkietu:
-spodenki odsłaniające pół pośladków - to już ja noszę dłuższe majtki o.O W tym miejscu przypominam, że wypadałoby, żeby spodenki były dłuższe niż wargi sromowe, nie odwrotnie ;P
-glonojad w samym koronkowym staniku i z cycami do pępka
-laska w szlafroku
-nietoperz xD
-u facetów też nie za dobrze: mokasyny do dresu, mokasyny do krótkich spodenek z ortalionu, mokasyny w ogóle
-pan, który chodził boso po parkingu
-te głupie cipska, które siadały mi na stole bilardowym, gdy grałam z Miśkiem
-dzikie baunsy ludzi-grzechotników.
Kuuurła, co za pato! Komuś się pomylił Vizir z płatkami śniadaniowymi. Ryż to tam musiał taczkami wjeżdżać!

Dobre imprezy w Plazie to były w zeszłym roku.
Ale było minęło, to se ne vrati...

Ewakuowaliśmy się i pojechaliśmy zawieść Kromeczkę tam, gdzie nie psy szczekają dupami, tylko dupy psami xD Mroczna ta wioska, boję się tam jeździć, bo po ulicy chodzą nawiedzone sarny o.O

W pracy upał daje się we znaki i ryje berety. Razem z Kromeczką przygarnęłyśmy muchę, nazwałyśmy ją Marcin, a ja ją oswajałam i uczyłam siadać na ramieniu xD

Pod C4 grasuje Nosferatu xD (pozdro dla kumatych i dla Morka, który to wymyślił)

Oprócz tego łaszki:
-Tam tak pisze!
-Jest napisane.
-Pisze!
-A jak idziesz chodnikiem i widzisz gówno to mówisz sra czy jest nasrane?
&
-Gryź koryto świniopasie!
&
-Weź mu zajeb!
-Jak mu powybijam zęby, to będzie gumę żuł palcami.
&
-Dawaj jedź tam!
-Niee, bo mnie kurwa w pająku wyniosą xD

Wcale nie jestem nerwowa i nie napierdalam non stop na wkurwie. Złudzenie kurwa optyczne -.-



PS: Oficjalnie dziękuję młodszemu Bratu, za to, że jest cudotwórcą! "Rzeczy niemożliwe od ręki, cuda do trzech dni" ;D

PS2: Po ostatniej dyskusji ze starszym Bratem dowiedziałam się, że nominalna prędkość maksymalna Smoka to 158km/h i ma 60KM. "Gdy pod maską dużo koni, to mózg nogi nie dogoni" xD Łooo, czwarta prędkość kosmiczna xD Przyspieszenie od zera do setki w 18 sekund. Jestem szatanem szos! Pizda ogieeeeń!!! ;D

PS3: 2x18+8 to jest podobno 36, tak samo jak Szczecin leży nad morzem. Dobra, mamy remis głupoty xD


PS4: właśnie dzisiaj mój owczarkołak ma umowne "urodziny", bo dokładnie rok temu trafił na Wylęgarnię. Z tej okazji Borysek dostał kurzą łapkę i duuużo głasków <3
 

insomniaa
 
"Chodźmy stąd bo nie ma tu
nic wartego wspomnień,
czasu nie ma, późno już,
płyną światła aut.
Nie bój się i weź do płuc
jak najgłębszy oddech,
wszystko jest odwrotnie znów
nie mów nic i patrz.
I głowami w dół lecimy do chmur
i za plecami setki bzdur
Żyjemy na czas, więc noga na gaz,
drogą spadających gwiazd
Alay!"
(Video - "Alay")


W sobotę mieliśmy iść na We love 90's. Od dawna nakręcałam się na tę imprezę. Co z tego wyszło?
1300 osób zainteresowanych wydarzeniem na FB, kolejka przed bramą długa jak tasiemiec w psiej dupie, 30 ziko wjazd, 12 ziko piwo, na lewo napić się też nie można, bo obok na Lotosie kolejka do wodopoju tak samo długa. Razem z Miśkiem stwierdziliśmy, że wyjebane w takie melo, ale skoro już wyszliśmy z domu, to poszliśmy na spacer wokół "plaży" i przynajmniej posłuchaliśmy sobie muzyki.

Za to odkuliśmy się w niedzielę na Dniach Miasta. Skład mieliśmy mistrzowski: K., A., M., A., M., po drodze spotkaliśmy też inne znajome ryjuszki <3
Razem z Kromeczką szalałyśmy pod sceną na koncercie Video ^^ Uwielbiam ten zespół za świetne piosenki, głębokie i prawdziwe teksty, a najbardziej za Wojtka Łuszczykiewicza <3
Po koncercie piwko ("-Ja tylko jedno, bo prowadzę!" xD), pajda ze smalcem (za miliony monet), turniej w cymbergaja, herbata z kulkami, Szpakira w szlafroku (podobno, nie wiem, nie widziałam) i króffki ^^
Na koniec trip na mroczne wioski, gdzie nie psy szczekają dupami, tylko dupy psami xD

A już w następną sobotę Miś wyciąga mnie na balety, bo będzie DJ Tonka.
 

insomniaa
 
Chciałam ostatnio plażing i smażing? No chciałam. A teraz sobie za to pluję w brodę...

W Boże Ciało pojechaliśmy "rodzinnie" na lokalne Pamukkale opalać nasze boskie ciała. Plan wycieczki jak zawsze ten sam: wylegiwanie na słońcu, browarki, maseczki z glinki i dżakuzja pod rurą xD
Chciałabym ogłosić wszem i wobec, że przyspieszacz opalania z Ziaji działa, bo zjarałam się momentalnie. Jestem teraz słodkim RÓŻOWIUTKIM PROSIACZKIEM i wszystko mnie tak boli, że aż kwiczę.
Jak ja się teraz ludziom pokażę??

Weekend zapowiada się przecież imprezowo: w sobotę "We love 90's" na plaży, a w niedzielę Video ^^
Na "We love 90's" można wejść za darmo pod warunkiem, że założy się coś neonowego. Nah, już wolę zapłacić, bo najbliższy memu sercu outfit lat 90-ych to Cher w teledysku "Love and understanding".

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Niby jest tak pięknie, słonecznie, kolorowo...
...ale nad moją głową ciągle wiszą chmury burzowe.

Co mnie nie zabije, to mnie wkurwi albo wpędzi w depresję.

Utraciłam jedyną stabilizację jaką kiedykolwiek miałam. Jestem pod kreską, a wszystko przez to, że za wszelką cenę chciałam wszystkim pomóc.
KONIEC.
Najwyższy czas pomóc samej sobie, bo na nikogo innego nie mogę liczyć.

_________________________________________________________
Na jedno się nie godzę. Na swój powrót tam. Przywilej obecności - rezygnuję z niego. Na tyle cię przeżyłam i tylko na tyle, żeby myśleć z daleka.

We both lost something. You lost me and lost time.

I'm gonna leave you drowning until you reach for my hand.
Not yet. I want to hear you beg.
 

insomniaa
 
Niedzielna poranna aura zjebała nam trochę plażing i smażing (i po co ja kremy z filtrem kupowałam??!). Czy to nie jest złośliwość natury, kiedy zaczyna padać, gdy rozkładasz koc, a przestaje padać, gdy już wyjeżdżasz autem z miejscówki?
No ale co jagód się nażarłam to moje xD (taa, wpuśćcie Tuśkę do lasu, to się druid załączy xD).
Chillout dokończyliśmy na balkonie.

Po południu spacer i pogaduchy nad Nysą, rozkminy, pies-czubek, a na koniec bardzo nieporządane spotkanie (pozdro dla kumatych!).


Od trzech dni się wyspać nie mogę. W sobotę musiałam umyć i odkurzyć zatrolonego Smoka.
W niedzielę wstałam wcześnie, żeby się naszykować na plażing, wybrałam bikini, a potem dopiero sprawdziłam pogodę za oknem, by koniec końców stwierdzić, że najlepszym bikini na taki ziąb będą jeansy i sweter ofiarny.
A w poniedziałek na 10 byłam umówiona z kimś, kto rujnuje Insomnii życie i jeszcze bierze za to pieniądze (ale o tym w innym wpisie).

Teraz też się nie wybieram do spania, bo po pierwsze: służba nie drużba i pisać trzeba. Po drugie: jest pełnia. A po trzecie: noce są jasne i po zachodzie słońca widać na północnym niebie obłoki srebrzyste. Zrobiłam zdjęcie, ale jakość taka, jakby było robione maszynką do mięsa.
obloki1.jpg

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Pisałam ostatnio o moich dziwnych (nomen omen) konotacjach pato-rodzinnych. Wczoraj wszystko wróciło do normy, bo z "siostry" zostałam zdegradowana z powrotem na "przyjaciółkę".

Tylko jedno zdanie daje mi do myślenia i będzie tematem przewodnim tej rozkminy (bo jeśli chodzi o natchnienie do wpisu, to niektórzy ludzie są bezdenną studnią inspiracji).

“-Ty jesteś moją przyjaciółką i tobie nigdy bym nie powiedział czegoś, co by mogło cię urazić”



Ok. Szanuję. Doceniam. I też do Ciebie mam takie podejście. Tylko nie wiem, czy jest ono dobre, bo prawdziwa przyjaźń chyba nie na tym polega, by sobie wiecznie słodzić i po głowie głaskać. Miód i cukier i klepanie po ramionach, taa...

Zawsze myślałam, że przyjaźń to przede wszystkim szczerość. Że jeśli twój przyjaciel jest zjebany, to mu to mówisz, bez obawy, że się obrazi. Że jak wygląda jak gówno, to mu mówisz, że wygląda jak gówno. Bez kurtuazji, bez owijania w bawełnę, bez cackania i obchodzenia się jak z jajkiem. Mówisz to co myślisz, zamiast zastanawiać się po dziesięć razy nad każdym słowem. Bo po to właśnie jest przyjaciel - żeby rozmawiać z nim dosłownie o wszystkim, raz mu się wyżalić, innym razem go pocieszyć, wspierać go gdy tego potrzebuje, cieszyć się z jego sukcesów, ale też i do dupy nakopać jeśli sytuacja tego wymaga.

Mam swoje zdanie i nie zawsze jest ono najlepsze, ale nie wpierdalam się, żebyś się nie obraził, żebyś nie mówił, że wjeżdżam Ci na głowę, bo jednak naszą relację cenię sobie bardziej niż swoją rację.

Która przyjaźń jest prawdziwsza i szczersza? Ta, w której trzeba ważyć słowa i mówić tylko dobre rzeczy? Czy taka, w której przyjaciel drze na ciebie pałę i mówi do ciebie per "ty chuju"? (w tym miejscu pozdrawiam mojego Białego Brata na linii Poland-Dojczland, bo chyba nikt mi w życiu nie naubliżał więcej niż on xD)

To zostawiam już do Waszej oceny.
Dobranoc ;)
 

insomniaa
 
ELO MORDY!! ;D

Po prawie tygodniu banicji wróciłam do wylęgarniano-smoczanego Centrum Dowodzenia i w końcu mogę coś napisać (bo jakoś na obczyźnie nie mam czasu ani weny).

Co robiłam przez ten czas? Nic szczególnego. Sprzątałam, gotowałam, upiekłam ciasto, często wisiałam na telefonie, zrobiłam sobie krzywdę tarką gdy robiłam placki ziemniaczane, ale przede wszystkim spędzałam dużo czasu z moim Misiaczkiem <3

Smok naprawiony, nie trzeba już wyciągać sprzęgła z podłogi stopą, więc można jeździć. Z radości tak go dziś przegoniłam, że ustanowiłam nowy rekord na trasie Zgc-DC 11 min. ;D
Nieee, ja wcale nie zapierdalam xD
(A podobno w powiecie "Uwaga pirat" kręcą)

Emigracja minęła mi za szybko i już tęsknię za Puchatkiem. Ale weekend będzie nasz ^^ ;*
W sobotę świętujemy Dzień Dziecka w QK, a w niedzielę jedziemy na zbiory (szczegóły już niebawem).

Dzisiaj bardzo aktywnie odpoczywałam od miasta: wycinałam busz na Wylęgarni. Krzaki podcięte, żywopłot wyrównany. Bolą mnie ręce i mam odciski na łapkach, ale lubię taką pracę.
Późnym popołudniem wybrałam się do lasu na rekonesans, bo fejsbuki głoszo, że są już grzyby.

Grzybów niestety brak, znalazłam za to takie cuś:
Granat do niemieckiego działa polowego kal. 7,7 cm  lub szrapnel carski 76,2mm z armaty polowej wz.1902 (tzw.putiłówka). Druga opcja bardziej prawdopodobna, bo kiedyś w tych lasach udało mi się znaleźć kulkę ze szrapnela.
61241086_2232627780156543_5698666198649012224_n.jpg

Sezon zapowiada się bombowo ;P
 

insomniaa
 
"Hooligan roots of the streets
Fire wicked man a fire babylonian
Hooligan roots of the streets
Fire burn a fire governmental
Hooligan roots of the streets
Fire burn a babylonian wicked
Hooligan roots of the streets
Fire governmental
Ja mam reggae wydrapane w sercu jak tagi w tramwajach
Każda nowa pulsacja moje tętno podwaja
A ja idę Grochowską jest koniec maja"
(Vavamuffin - "Hooligan Rootz")


W sobotę po ciężkiej pracy pojechałam do QK na Marleyki, żeby się trochę odstresować. Niestety na takich imprezach nie mogę nawet potańczyć z moim Miśkiem, bo jako fotograf ZGK ciągle tylko gdzieś lata z aparatem, a jak już przyjdzie do mnie, to dźga mnie obiektywem w plecy.

Niedzielny poranek mieliśmy pracowity, bo trzeba było przygotować wylęgarniane "chillout zone". Hamak wisi, huśtawka poskręcana - można rozpoczynać sezon "Projekt X" ^^

Pierwszy tegoroczny Projekt X zaliczony w składzie: A., M., K., I., J., N., K., M., M. - dziękuję całej ekipie za miło spędzone popołudnie! ;* Pozostałe mordeczki z różnych powodów nie dotarły, ale wiem, że jeszcze to nadrobimy!
Hitem i widowiskiem imprezy był synkowóz i dynamiczny zagłówek xD

Po imprezie poszliśmy z Misiem na romantyczny spacer o zachodzie słońca. Był to też spacer edukacyjny - Miś nauczył mnie robić "sówkę", wracałam do domu dmuchając w ręce i robiąc "uhuuu" xD

Wczoraj dzwonił Bąbelek. Lubię pogaduchy z nim, nawet mimo tego, że najczęściej dzwoni najebany w szpadel xD
No ale "kto nie pije w Bachanalia temu gniją genitalia" xD
Tęsknię za tą moją Mordą kochaną, trzeba jak najszybciej zorganizować jakiś urbex albo bushcraft.

Tak oprócz tego to u mnie bida z nędzą. Paradoksalnie bida jest, bo nie ma "nędzy". Może nielogicznie to brzmi, ale Misiek wie o co kaman.
Ta czarna dziura finansowa mnie wykończy. Chociaż jest jakaś nadzieja:  w nocy śniło mi się, że zbierałam maliny, w południe patrzę w Agrobiznes, a tam cena malin 60 zł/kg - czy to przepowiednia zbliżającego się bogactwa? ;D

Jutro znowu przeprowadzam się do miasta, bo trzeba odstawić Smoka na warsztat. Nie lubię miasta, ale przynajmniej Miś się cieszy, że będzie mnie miał u siebie.


PS: lubię rozmowy z inteligentnymi ludźmi, z takimi od których mogę się czegoś nauczyć. Dlatego lubię rozmawiać z tobą, bo nie robisz ze mnie głupka i potrafisz przetłumaczyć wszystko na mały tusiowy rozumek. Tak oto można płynnie przejść z tematu pompy powietrza w peugeocie do wpływu substancji psychoaktywnych na odbieranie rzeczywistości ;D
 

insomniaa
 
Wolną niedzielę spędziliśmy z Misiołkiem leniwie na Wylęgarni. Po obiedzie poszliśmy na krótki spacer do lasu, później zrobiliśmy inwentaryzację szafy, wieczorem obejrzeliśmy film "Twarda sztuka" i wróciliśmy do miasta.

Ten tydzień mija nam pod znakiem remontu kuchni i kurwicy ;/
Castorama moim drugim domem, a Smok samochodem dostawczym towarowym, bo jednak można w niego zmieścić regipsa i trzymetrową listwę.
Panele położone, została jeszcze tapeta. Wszystko to pasuje do siebie jak kutas w beton, ale przecież my nie jesteśmy od inwencji twórczej, tylko od brudnej roboty.

Tymczasem na Wylęgarni zepsuła się klamka w drzwiach do kuchni. Tak oto mieszkam w domu bez klamek xD

Jakby moich problemów było mało, to jeszcze cudzymi się trzeba przejmować. Telefon się urywa, misja za misją: jak nie poszukiwania, to wertowanie internetów albo "Słoneczny patrol" po ciemku.

“Farmazony, czarne wrony srają pod siebie, bo lubią”




Dejcie mi wiodro melisy, bo ochujam z tym wszystkim! AAAAAAAAA!!!!

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest nadzieja.
Nadzieja matką głupich (nomen omen).
Ale każda matka kocha swoje dzieci.

Mam tylko nadzieję, że to nie był blef dla świętego spokoju...

_________________________________________________________
Są takie znajomości, które dają chwilową iluzję szczęścia. Są jak karta kredytowa. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wielkie koszty ponosisz i jak ogromny rachunek będziesz musiał zapłacić. Myślisz, że to co otrzymujesz jest bezcenne. Dopiero później uświadamiasz sobie, że cała ta iluzja nie była warta tak naprawdę ani jednego momentu.

Czasem krok, którego boisz się najbardziej jest tym, który cię wyzwoli.

You got two choices: do it now or regret it later.
 

insomniaa
 
We wtorek odebrałam Smoka ^^ Checka nie ma, łożysko wymienione, a jak buczało tak dalej buczy. A chuj tam! Ważne, że jeździ. Do 145 km/h się buja, na więcej mi drogi nie starczyło xD

Majóffkę rozpoczęłam więc trasą aż do innego województwa. To było miłe spotkanie. Fajnie tak było sobie posiedzieć, powspominać, pogadać o wszystkim. Na pewno będziemy się częściej wybierać w tym kierunku ^^

Czwartek niestety pracujący, ale na szczęście jakoś szybko minęło.
Między innymi na głupawkach z Markiem:
-Dzwonili do ciebie w sprawie pumy?
-Jakiej pumy?
-Co ma jaja z gumy xD
albo:
-Dzwonili do ciebie w sprawie liści?
-Jakich liści?
-Tych co się dupę czyści xD
no i: "talon na kurwę i balon", "bon na kurwę i dzwon" i "karnet na kurwę i klarnet" (do zrealizowania pod wiadomo czyim adresem, ale nie mogę o tym głośno pisać, pozdro dla kumatych, madafakaaaa bum!).

Dzisiaj przyjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię. Wcześniej rozmowa:
-A co na obiad?
-Mymry z mymrami, kocie gówna z jagodami.
-To chyba dla ciebie. A dla mnie?
-Rzadkie z gęstym xD
Po południu wpadł Braciak z flaszką. Ja niestety całą majówkę wegetuję na abstynenta, bo jestem kierowcą. Jedyne co mi było dane to kieliszek powąchać ;P

Jutro znowu trzeba popracować. Na niedzielę z powodu kiepskiej pogody planów na razie brak.
Jeżdżę, obijam się, nie piję, wiszę na telefonie bardzo dużo i niechętnie. I tak to mija ta majóweczka głównie stacjonarnie (a np. moje zielonogórskie onkologiczne ryjo pojechało do polskiego Rio xD). Czekamy na lepszą pogodę, żeby ogarnąć nowy sezon Projektu X.


PS: to uczucie, kiedy robisz dla kogoś wszystko o co cię prosi, a on ma pretensje, że nie robisz nic. No kurwa! ;/
Tak to już jest: jak ciebie potrzebują to spod ziemi wykopią, a po wszystkim znowu zakopią.
 

insomniaa
 
"Is it a dream?
Will i wake up tomorrow
As the shadows dance in my head
Your life is lost
Oh all my lifes in sarrow
I see angels dressed in red"
(Rezurex - "Tonight")


W niedzielę pojechaliśmy z Miśkiem, K. i I. do Pragi na koncert.

Po przyjeździe do miasta wstąpiliśmy do fajnej restauracji na obiad i piwko (na deser był sernik kokosowy - ooorgazmiczny!). Później spacer głównie w poszukiwaniu czekolad Orion, chwila chilloutu w hotelu, a wieczorem OGIEŃ!

Koncert mi się podobał, mimo że takie tłumy ludzi mnie przerażają, a głośno było tak, że do tej pory piszczy mi w uszach.
Dla mnie gwiazdami wieczoru nie byli Nekromantix, tylko ich support - Rezurex, a dokładnie basista Dusty Grave <3 Zostanę ich psychofanką. Kupiłam już nawet koszulkę ;D


Romantyczny spacer ulicami Pragi z moim Miśkiem - nie ma nic cudowniejszego ;* Przecież to "nasze" miasto, bo rok temu właśnie tu mi się oświadczył. Wrócimy tu jeszcze nie raz.
Kocham kocham kocham! <3


PS: w hotelu miałam dziwny, bardzo realistyczny sen. Bałam się, że to wróży coś złego. Po wieściach, które dzisiaj dostałam mogę chyba stwierdzić, że to był sen proroczy...
 

insomniaa
 
To był mega aktywny weekend ;D

W sobotę wieczorem integracja w kameralnym gronie przy whisky, dobrym żarełku i muzyce skrajnie różnych gatunków. Były tańce, głupawki, a ja zostałam ochrzczona jako "Mariolka" ;D

Łaszek wieczoru:
-Ty masz taki głos! Bardzo lubię jak śpiewasz.
-Tańczę lepiej niż śpiewam.
-Pierdolisz?
-A pierdoli jeszcze lepiej! ;D


W niedzielę od rana demolowaliśmy kuchnię. Zapowiada się mały remont. Polska w budowie, kuźwa mać ;/

Po południu Miś zabrał mnie do restauracji, by trochę przedwcześnie świętować naszą czwartą rocznicę <3
Dostałam od Misia w prezencie wielką chustę w kwiaty. Mogę się nią okutać jak szeptucha i nie chwaląc się wyglądam czarownicująco ;D

Wieczorem A. i M. wpadli do nas na drinka i pogaduchy ^^

Potem szlug-time pod klatką z Braciakiem i głupawka:
-Daj mi telefon, ja go tu ściągnę!
-On jest jak napletek ze stulejką, on się nie ściąga xDD

Jeszcze później kolejne spotkanie pod klatką (i taki mały wzrusz ;D)

Dzisiaj w końcu mogliśmy się wyspać!

Ten tydzień też zapowiada się aktywnie. Ale w weekend odpoczniemy w Pradze! ^^ Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej panikuję, że nie mam się w co ubrać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Od 4 lat jestem z najcudowniejszym mężczyzną na świecie <3
Dokucza mi, nabija się ze mnie, robi ze mnie głupka, ale ja odpłacam Mu tym samym i tak się jakoś kręci ta nasza piękna patologia ;D
Udane związki nie są efektem znalezienia idealnej osoby, lecz kochania niedoskonałego człowieka, którego wybrało się na towarzysza życia. Jestem pewna, że to właśnie z Nim chcę spędzić resztę życia. Ostatnio sam z siebie zaczął temat ślubu i wesela. Najwyższy czas, żeby o tym pomyśleć.
Piosenkę na pierwszy taniec mamy już wybraną ;*

PS: lubię na Ciebie patrzeć. Nie tylko dlatego, że jesteś nieziemsko przystojny, ale przede wszystkim dlatego, że wtedy mam przed sobą wszystko czego pragnęłam od życia <3

_________________________________________________________
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.
Historia zatoczyła koło - kiedyś próbowałam dać komuś choć kawałek szczęścia, a całkiem niedawno ten ktoś przyniósł szczęście mi.

Some people are like a four-leaf clover: hard to find and lucky to have
 

insomniaa
 
Jest już środa, a ja dopiero znalazłam czas, żeby zdać relację z weekendu. Panie majster, taki zapierdol, że nie ma czasu taczki załadować!

W sobotę mieliśmy w psychiatryku armagiedon i apokalipsę. Dawno nie widziałam takich tłumów. Magda Gessler przyjechała robić kuchenne rekolekcje. Tylko czemu kuźwa naszym kosztem? Gdzie są zamachowcy samobójcy kiedy ich potrzeba?  

Po pracy miałam 20 min na ogarnięcie, bo jechaliśmy z Miśkiem na urodziny do mojej Kromeczki <3
Zabraliśmy ze sobą "pana zwierza" o którym wcześniej wspominałam, czyli pluszowego jednorurzca ;D
Imprezka była fajna, kameralna, w rodzinnej atmosferze. Potańczyliśmy do disco polo ^^ A drugą gwiazdą wieczoru zaraz po Kromeczce był króliczek *.* <3

Po imprezie "ciemne interesy załatwia się po ciemku" (pozdro dla kumatych!).

Niedzielę spędziliśmy z Misiem tak jak zwykle, czyli gotując, żrąc, wylegując się w łóżku i oglądając "Black Mirror". Lubię tak leniuchować, ale już sobie obiecaliśmy, że kolejne niedziele będziemy spędzać aktywniej (taaa...).

W poniedziałek przekonałam się, że moje archiwum IPN-u czasem się przydaje ;D

We wtorek: dziwne rozkminy, smutne retrospekcje i psycholog od siedmiu boleści.

Wieczorem była ze mnie taka trochę "panienka z okienka" ;D
-O, widzę cię!
-Ja cię też!
:D


Dzisiaj natomiast obudził mnie wyczekiwany sms. Pielgrzymki po urzędach zakończone. Zamykamy ten etap, co znaczy, że chyba trzeba przestać chlać.

“Seans skończony! Rżnij pan marsza, maestro!”




Wygląda na to, że wszystko jest na dobrej drodze ;D
...a to znaczy, że zaraz coś się spierdoli.
 

insomniaa
 
"And it feels right this time
On this crash course with the big time
Pay no mind to the distant thunder
Beauty fills his head with wonder, boy...
Says it feels right this time
Turn it 'round, and found the right line
Good day to be alive Sir
Good day to be alive, he says...
Then it comes to be that
the soothing light at the end of your tunnel
was just a freight train coming your way"
(Metallica - "No leaf clover")


Znowu mam bałagan dookoła siebie, w życiu i w głowie, i nie mam siły, żeby go posprzątać... Jestem już zmęczona tym wszystkim, czuję się i wyglądam jak wrak.

Nie wiem skąd wziąć siłę, by stawić czoła wyzwaniom. Nie mam za grosz pewności siebie. Na każdą jedną osobę, która podnosi mnie na duchu, znajdzie się kilka osób, które mnie dobijają. Jedni mówią, że mam się nie poddawać, inni sugerują, żeby odpuścić. Ludzie to najgorsza trucizna. Dlaczego bardziej trafiają do mnie te negatywne słowa? Niską samooceną buduję coś w rodzaju tarczy. Jeżeli ktoś powie mi coś przykrego wtedy nie cierpię aż tak, ponieważ już to wiem.
Jak się pozbierać?
Może pora odwiedzić psycho-terapeutę.

Próbuję leczyć duszę przywołując "zieloną wróżkę". Po pierwszym kieliszku widzisz rzeczy takimi, jakimi chciałbyś je zobaczyć. Po drugim widzisz rzeczy jakimi nie są. Na końcu widzisz rzeczy takimi jakimi naprawdę są i to jest najstraszniejsza rzecz na świecie. Może właśnie dlatego nigdy nie wypiłam więcej niż jednego kieliszka Absyntu w jeden wieczór.


Dobrze, że jest ktoś, kto wmawia mi, że dam sobie radę, podnosi mnie na duchu, nie pozwala mi się poddać i przytuli, gdy mam łzy w oczach.



PS: Właśnie minęły moje imieniny (których przecież nie obchodzę, ale mimo to dwie osoby o nich pamiętały ^^).
Życzę sobie z tej okazji trochę więcej szczęścia, pewności siebie, a gdy wszystko pójdzie tak jak powinno, to jeszcze spokoju, bo już zapomniałam, co to znaczy.


PS2: Śffinka! ;D <pdk>
 

insomniaa
 
W ten weekend ominęły mnie cztery imprezy: koncert Tabu, koncert Gurala, Czarny Karnawał i Kabareton. Co prawda niedzielę spędziłam miło z moim Miśkiem - najpierw gotując, potem spacerując, a później oglądając AHS, ale ciągle wisiało nade mną widmo wtorkowego egzaminu.
Zakuwałam pół nocy, a czuję się po tym jeszcze głupsza ;/

Do matury podeszłam z biegu, zupełnie bez stresu. Do egzaminu zawodowego tak samo. A teraz stresuję się jak cholera. Boję się, że zawiodę wszystkich, a najbardziej siebie.


Już nie wiem co mam robić: uczyć się, spać z książką pod poduszką czy odprawić czarną mszę?


Jak już zdam, to chyba z moją dynamiką jazdy zatrudnię się jako kierowca karawanu - pasażer cichy, spokojny, a i uśmiechać się do nikogo nie trzeba. Jedynym miejscem gdzie ludzie nie mają problemów jest cmentarz.


Jutro wrócę z tarczą, albo na tarczy.

"Będzie co będzie, stanie się co ma się stać
I tak kurwa mać przedstawienie musi trwać!"

_________________________________________________________

Nie rozumiem skąd w ludziach tyle bezinteresownego skurwysyństwa. Z zazdrości? Z zawiści? A może z chęci podbudowania swojego ego poprzez pastwienie się nad kimś.
Bo jeśli sam nie potrafisz wziąć życia w swoje ręce i spełniać swoich marzeń, to najlepiej robić pod górkę tym, którzy mają na to odwagę. Nic nie umiesz? Wmawiaj innym, że też nic nie potrafią. Jesteś głupi? Wmawiaj im, że są głupsi. Jesteś nieudacznikiem? Trzymaj kciuki, żeby innym też się nic nie udało. Najłatwiej wbijać komuś szpile, deprecjonować to co dla niego najdroższe. Po co? Tylko po to, żeby w swoim chujowym życiu poczuć się chociaż odrobinę lepiej.

Zastanów się nad sobą i uświadom sobie, że całe zło które cię w życiu spotyka, to tylko echo krzywd jakie wyrządziłeś innym ludziom. Więc kiedy następnym razem stanie ci się coś złego, to pomyśl o mnie. To właśnie jest karma.
Nie rób drugiemu co tobie niemiłe.
Chuju.


"To moje stilo, wjeżdżam jak kany kilo
W paradę debilom wjeżdżam jak w skałę kilof
Stawiam na jakość, nie ilość
A ty jakoś tak budzisz litość
Zżera cię zazdrość, i po chuj ci to? Cipo!"
(DGE - "5 Element")
 

insomniaa
 
Jutro (a właściwie to już dzisiaj, bo jest po północy) Walentynki.
Na fejsie ludzie popadają od skrajności w skrajność. Ci, którzy są singlami i ci, którzy akurat pokłócili się ze swoją drugą połówką, głośno i dobitnie pierdolą Walentynki. Inni na siłę pokazują światu jak to wyjątkowo obchodzą ten dzień i jak to się mocno kochają. Wyścig, kto komu kupi lepszy prezent, większego misia, ładniejsze kwiaty. Spam zaręczyn czas start. Miód i cukier, serduszka, czekoladki, patetyczne wyznania, rymowanki jak z podstawówki, aż do porzygu. Wszystko na pokaz.

A przecież kochać się trzeba codziennie, a nie tylko od święta (w sensie fizycznym jak i metafizycznym)!

Jak będą wyglądać moje Walentynki?
Uświęcę je dopiero po pracy. Miś zrobi kolację, ja zrobię deser. Po kolacji komedia romantyczna i przytulanie? Niee, wolę horror i seks ;D Pewnie dokończymy ostatni sezon AHS. Tak wygląda większość naszych wspólnych wieczorów, więc mogę powiedzieć, że Walentynki mam częściej niż raz w roku. Zresztą z takim cudownym mężczyzną u boku każdy dzień to święto.
Z tą różnicą, że w Walentynki przynajmniej mam pretekst, żeby zrobić prezent mojemu Miśkowi. Niby mogę Mu też robić prezenty bez okazji, ale wtedy mi marudzi, że niepotrzebnie wydaję pieniądze ;P


Najfajniej i tak jest po Walentynkach, bo w markecie jest przecena na czekoladki!!! ^^


----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nocne Polaków rozmowy i konkluzje z nich wynikające:

1. Jak kraść to miliony, jak ruchać to księżniczki.
A kto drobne kradnie, rucha co popadnie xD

2. Za każdym razem, gdy jakiś facet rani kobietę, Bóg powiększa jego zakola o centymetr. Dlatego nie warto ufać łysemu, łysiejącemu oraz temu, co ma włosy rzadkie i zęby jak włosy xD

Pozdrawiam mojego Best-Bro-Ever i upraszam go o nie rycie mi głowy ;D

_________________________________________________________
Some people create their own storms and then get mad when it rains. People who create their own drama deserve their own karma.
 

insomniaa
 
[miał być mocny tekst w tytule, ale jak znam ludzi, to zaraz ktoś by sobie coś głupiego pomyślał i po swojemu poskładał fakty. zatem milczenie jest złotem]


Kolejna wolna niedziela minęła nam na siedzeniu w domu.
Nie narzekam ;D ^^
Pół dnia spędziliśmy w kuchni. Drugie pół na oglądaniu "AHS: Apocalypse" i graniu w makao (wygrałam co chciałam ^^).
Po tych leniwych niedzielach tak ciężko jest wrócić do pracy...

...a wrócić na Wylęgarnię jest jeszcze ciężej. Czuję się jak kula u nogi ;<

Do egzaminu został tydzień... Stres mnie zżera. Trza się uczyć, a mi się jakoś nie bardzo chce (właśnie dlatego siedzę tutaj a nie nad testami xD).
A jeśli zdam to będę latać! ^^
Chyba będę miała ciężką nogę ;D
Dialog z ostatniej lekcji:
-Marta, powiedz mi jakie tu jest ograniczenie?
-Do 40.
-A ile my jedziemy?
-80 ;D
Deeemon prędkości xD
Nie powiem kto mi daje taki dobry przykład ;P

Jedynym pocieszeniem przed egzaminem jest to, że jadę tam z kimś, kto we mnie wierzy i pewnie przez całą drogę będzie mi wmawiał, że zdam. A kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą. Może jakimś cudem zarazi mnie tą swoją pewnością siebie.

_________________________________________________________
You made flowers grow in my lungs and although they are beautiful, I can't breathe.

Niektórzy twierdzą, że otaczam się toksycznymi ludźmi. Cóż, nawet jeśli, to lubię ten mój mały Czarnobyl. A jak komuś nie pasuje, to niech założy maskę gazową.  


PS: I promise...
 

insomniaa
 
"My tea's gone cold, I wondering why
I got out of bed at all
The morning rain clouds up my window,
and I can't see at all
And even if I could it'd all be grey,
but your picture on my wall
It reminds me that it's not so bad,
it's not so bad"
(Dido - "Thank you")


Weekend minął mi leniwie z Miśkiem.
Ostatnio nasze niedziele wyglądają tak samo: śpimy do południa, łazimy po domu w dresach, pichcimy coś, a później jemy i oglądamy seriale. I mnie się to podobie ;D

Przez to wspólne gotowanie nazbierało mi się dużo przepisów do foodpornu, tylko nie chce mi się wrzucać.


Dzisiaj przed pracą znowu zrobiłyśmy z Kromcią pato-inwazję ;D
A w marcu to już będzie totalny brain damage ;D

Łaszek dnia: "-Chrum!" :D


Tak ogólnie to jakoś leci. Czas zapierdala. Ja nie wyrabiam się z niczym. Ale lusss. Odpocznę w trumnie.
Albo w piekle, bo kupiłam czopkę, napisałam na niej "Hail Satan" i Mutra twierdzi, że jestem jakaś opętana xD
No chyba słusznie.


PS: Chyba rzucę wpizdu cały ten cyrk z prawem jazdy. Gdybym wiedziała, że tak będzie, to nawet bym nie zaczynała. Co z tego, że zdałam egzamin wewnętrzny, skoro teraz trzeba kombinować z dojazdem do B-ca.
Więcej z tego fochów niż to wszystko warte.
Człowiek człowiekowi chujem w dupie ;/

“Niech pani nigdy nikogo i o nic nie prosi! Nigdy i o nic, tych zwłaszcza, którzy są od pani potężniejsi. Sami zaproponują, sami wszystko dadzą.”


(Michaił Bułhakow, "Mistrz i Małgorzata")

_________________________________________________________
Fejsbuk donosi, że dziś Dzień Przyjaźni.
Największym szczęściem człowieka są ludzie, na których może zawsze liczyć, numer telefonu pod który można zadzwonić nawet w środku nocy, drzwi które zawsze ktoś otworzy.

W tym miejscu całuję wirtualnie te najważniejsze dla mnie osoby :*
Z niektórymi znamy się całe życie, z innymi kilka lat, ale wszyscy są dla mnie wyjątkowi <3
M., A., R., M., K., K., E., A., M. - dziękuję, że jesteście!
 

insomniaa
 
[w tytule zastrzyk pozytywnej energii na niebieski poniedziałek]

Weekend minął całkiem przyjemnie. W niedzielę przyjechał do mnie Miś. Po południu wpadł Brat na głupawki i wspominki przy tej mojej przegranej halbie.
Łach dnia:
-Z czego robi się gibos?
-Z pakusty ;D

Podobno dzisiaj był ten cały "Blue Monday", czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. No nie dla mnie, ja blue monday mam najczęściej w listopadzie i to everyday.

Chyba mogę powiedzieć, że to był pozytywny poniedziałek. Spacer po mroźnej Wylęgarni Smoków z Miśkiem, gotowanie obiadu, a później jazdy, na których nieźle mi szło.

Wyjeździłam już ponad połowę godzin, wszystko wychodzi mi bezbłędnie, a z dynamiką jazdy nadal dupa ;<
Przydałoby się pouczyć zaocznie, ale nie ma z kim. No cóż, pozostaje mi zakuwać teorię (nie przerobiłam nawet połowy materiału O_O)

_________________________________________________________
O tym, co jest nie tak, należy sobie mówić na bieżąco i wprost. Nie czekać, aż przeleje się czara goryczy, bo później można nie nadążyć z wycieraniem.

Czy naprawdę tak ciężko jest zamienić kilka słów twarzą w twarz? Czy by porozmawiać po ludzku potrzeba nadludzkiej siły?

Nie potrzebujemy tabletek czy psychiatrów, ale ludzi z którymi można porozmawiać.

Ale... szkoda gadać...

Pisać też szkoda.
Idę spać.
 

 

Kategorie blogów