Wpisy oznaczone tagiem "łodzianka" (1)  

austria
 
Nie jestem jedyna, nie ja jedna wyjechalam z Polski i mieszkam poza granicami. Wyjechalam po fali wielkiej emigracji, z zupelnie innych powodow niz wielu w tamtym czasie. Sama jestem corka emigranta, takiego z czasow przed internetem, skajpem za darmo i sprzed epoki tanich linii lotniczych i ruchu bezwizowego. Moja historia jest nieco inna niz paru innych ludzi, ale nie jakas wyjatkowa.

A jednak bede pisac o sobie, mimo ze wielu emigrantow mysle znajdzie ze mna wspolny mianownik. Albo i nie, co tez jest dozwolone. Emigracja to nie jest spojna grupa.

To, co czuje i mysle, jest moje. Wy mozecie myslec i czuc, jak Wam sie wydaje. Jedno nie przeszkadza drugiemu.

Czesto mysle o sobie, kim jestem. Z jednej strony oczywiscie do glosu dochodzi to, co jest w moim sercu, z drugiej strony to, jak postrzegaja mnie inni, takie odbicie w lustrze.

Jestem lodzianka, choc nie mieszkam w Lodzi, ale nadal w niej zyje ("co ty wiesz o Lodzi, nie stoisz w tych korkach, nie czekasz na tramwaj 15 czy 20 minut, nie mieszkasz w rozrytym miescie!") i staram sie angazowac, nawet na odleglosc. Jestem Polka, choc mieszkam w Austrii. Moje serce "wygrywa Mazurka", spiewam polski hymn w pozycji na bacznosc i chodze na wybory do Ambasady lub Konsulatu RP. Nie zamierzam nigdy zmienic obywatelstwa, bo jest ono zgodne z tym, kim sie czuje. I chce miec PL w paszporcie. Na co dzien (w pracy i domu) nie mowie po polsku, jedynie pisze (w internetach). Polskie dzwieki artykuuje srednio dwa, jak dobrze pojdzie-trzy razy w tygodniu. Rzadko jem dania polskiej kuchni, glownie wtedy, kiedy sobie ugotuje. Minimum jeden urlop w roku spedzam w Polsce-bo chce. Nie chce czuc wewnetrznego przymusu i zewnetrznego nacisku, ze kazdy urlop czy wolne to musi byc Polska. Jesli bede miala dziecko, bede z nim rozmawiac po polsku, nawet jesli to dla wielu Austriakow oznaka, ze nie zintegrowalam sie wystarczajaco ;) Kiedy mowie po niemiecku, mowie po austriacku, czesto dialektalnie, wiec moze jednak troche jestem zintegrowana ;) Czuje wzruszenie, kiedy slysze austriacki hymn i spiewam at nieoficjalny.

Wiem, ze sa wsrod Was tacy, ktorzy uwazaja, nie powinnam glosowac w polskich wyborach. Na ten temat juz rozmawialam i nie chce znowu drazyc. Sa tacy, ktorzy powiedza, ze chocbym sto lat mieszkala w Austrii, nadal bede Polka, pewne rzecz sa niezmienne i ze pewnie dla rodowitego Austriaka zawsze bede Polka. Chce byc nadal Polka z polskim obywatelstwem. Sa tacy, ktorzy maja austriackie obywatelstwo, a czuja sie nadal Polakiem, Serbem czy Turkiem. Sa tacy, ktorzy maja polskie (chociazby druga generacja lub dzieci z mieszanych zwiazkow), a Polakiem sie nie czuja. I nauczylam sie to rozumiec, moze nie tak do konca na plaszczyznie swiadomej, ale czuje, o co chodzi.

Wiekszosc znanych mi Polakow uwaza, ze bycie Polakiem jest na wiecznosc. Ze gdybym nawet miala austriackie obywatelstwo i mowila tylko po niemiecku, ba, czula sie Austriaczka, to bede "tylko" Polka z at paszportem. Ta sama wiekszosc uwaza, ze skoro zyje w AT, powinnam glosowac w AT. Ta sama wiekszosc uwaza, ze polski stroj ludowy, zalozmy taki lowicki, moze zalozyc lowiczanka (ale to tez tylko bardziej jak "przebranie", a nie ubranie, wyjatkiem sa tu moze troche gorale). Ewentualnie Polka. Ale dziewczyna z zagranicy? Never. Tabu.

Jestem Polka, Polka z prawie monolitycznej jezykowo i etnicznie Polski. Jestem germanistka, ale wykarmiona na Hochdeutschu, niemieckim niemieckim, choc tu juz przed germa AT zaczela grac pierwsze skrzypce. Taka przyjechalam do Austrii.

A potem byl Oktoberfest, Wurst i piwo w namiotach. I to pytanie mojego chlopaka at i jego rodziny-czemu nie zalozysz austriackiego stroju ludowego? Nie masz? Kupimy.

Nie, nie, nie.

Dlaczego?

Bo nie jestem Austriaczka? Bo dziwnie bym sie czula, jak by Austriaczka w Polsce miala zalozyc lowicki? A w ogole dajcie spokoj, nie bede sie przebierac. A w ogole jestem z miasta i gdzie mi tam na przasne zabawy chodzic. Dobra, na piwo moge skoczyc, ale nie, nie, bez zadnych Trachtow.

Dzis na Wiener Wiesn vel wiedenski Oktoberfest chodze w Trachcie. Bo czesc mojej duszy jest austriacka. Ale i dlatego, ze wiem, ze Austriacy nie maja nic przeciwko. Wrecz przeciwnie, jest im milo, ze identyfikuje sie z tym, co ichnie i chce byc tego czescia. Tak samo jest ok, kiedy w Trachcie pojdzie Serbka, Chorwatka czy Turczynka. Albo i serbska Austriaczka. Albo turystka Japonka, jesli ma ochote.

Tu sie, mam wrazenie, rozmijaja sie polskie i austriackie wyobrazenia, komu co wolno i kto kim sie moze czuc.

Wsrod znajomych Austriakow, i wiedenczykow, i przyjezdnych z innych landow, i wreszcie mieszkancow innych landow-Austriakow panuje zgoda, ze jestem wiedenka.

Mowie po niemiecku-austriacku (choc niekoniecznie wiedensku, bo moj idiolekt ksztaltowala i Karyntia, i Styria), mieszkam i pracuje w Wiedniu od pieciu lat. Dostaje mieszkanie spoldzielcze (nie mylic z socjalnym) z zasobow Wohnberatung Wien, bo wg wladz i karty meldunkowej wystarczajaco dlugo mieszkam w Wiedniu. Wystarczy.

Nie musze udowadniac rodowodu do x pokolen wstecz. Nie slyszalam tez, zeby "wiedenskim sloikom" ktos wypominal sloikowosc. Sa wiedenczykami (Wiener), bo mieszkaja w Wiedniu, dokladnie tyle to oznacza, choc kazdy jest tam z jakiegos swojego landu i cacy. Fajnie, ze sie czuja Tyrolczykiem czy Karyntczykiem. Ok, nie sa Weana, tymi z dziada pradziada, bo tu, podobnie jak u nas, nie przeskoczysz, ale bycia Wiener nikt nie odmowi.

Ale ja sie jednak waham, nie mysle o sobie, ze jestem wiedenka. Mam z tylu glowy to, takie polskie cos, ze jestem przeciez slojem, chociaz tyle dobrego, ze place tu podatki, bo mam tu meldunek (i wlasciciele mieszkania tez o tym wiedza, nie ma hec, chyba ze mieszka sie inaczej, jak wielu rodakow, ale to inna historia) :D Jesli juz, bardziej identyfikuje sie z dzielnica. I to tez nie ta, w ktorej aktualnie mieszkam, ani nie z ta, do ktorej sie niebawem przeprowadze. I nie jestem jedyna. A tesknie za Karyntia i Klagenfurtem, wcale nie za Styria i Grazem, choc dluzej tam mieszkalam.

Dlatego rozumiem Slazakow. Tych, ktorzy czuja sie Polakami, Niemcami, po prostu Slazakami. Tych, ktorzy godoja i tych, ktorzy w domach rozmawiaja po polsku. Tych, ktorzy czuja sie najpierw Slazakiem, a potem Polakiem. Tych, ktorzy czuja odwrotnie albo w ogole nie gra to dla nich roli. Tych, ktorzy maja dwa paszporty i dwa obywatelstwa. Tych, ktorzy stoja na stanowisku, ze to lamanie prawa, a przede wszystkim gra nie fair. Tych, ktorzy maja ktores obywatelstwo, ale to dla nich czysty papier, nie tozsamosc, poczucie, przynaleznosc, tradycja, przekonanie.

Btw. Austriacy gleboko sie dziwia, ze nie mam austriackiego obywatelstwa. Oni nawet nie pytaja, dlaczego tylko kiedy. No ale na to moje ja mowi "nigdy" ;)

Nauczylam sie pojmowac, ze to bardzo zlozone kwestie, ale najwazniejsze to, mimo tak wielu czynnikow, umiec zdefiniowac sie samemu. Nawet jesli nie calkiem precyzyjnie, bo czesto sie zwyczajnie nie da :) Bp tego, kims sie jest, nie trzeba zamykac w jednym pojeciu. Chyba, ze mowimy o jednym-o byciu SOBA.

A, i jeszcze na koniec. Jestem Europejka.
  • awatar Coel: Pozdrawiam, Ślązaczka ;*
  • awatar Persephone: @Coel: Czesc mojej rodziny to Slazacy, a wujek-brat mojej babci-przeprowadzil sie na Slask, jak poznal swoja zone-Slazaczke :) A my, to zawsze bylismy ci z Centrali :) Btw., juz jak mialam osiem lat i bylam na Slasku (Czerwionka-Leszczyny), bylam swiadoma odrebnosci/innosci/autonomii Slaska. Zaczelam pisac slownik pod jakze wymownym tytulem "Slownik jezyka polskiego, ale nie naszego" :D Mial cale cztery hasla: "kaj", "pojdz ino", "kolo" i "rzyc" (to ostatnie podpowiedziala mama, tlumaczac "pupa") ;)
  • awatar Haniya: 1. Nie rozumiem za bardzo glosowania poza granicami kraju, ale tez nie mam nic przeciwko Nie chodzi mi tu o kwestie typu "nie wiesz co sie w kraju dzieje, i tu nie mieszkasz, to nie glosuj, bo ciebie to nie dotyczy" Nie Ja mam chyba inne podejscie, jakbym wyjechala to chyba ta polska by mnie po prostu za bardzo nie interesowala, nawete iszkajac tu zmuszam sie do glosowania, bo czesto mi sie nie chce 2. Ja wlasnie nie rozumiem tego spedzania kazdego urlopu w polsce przez niektorych emigrantow, zamiast gdzies wyjechac i cos zobaczyc to polska, polska, polska, no super, ja moze raz na rok bym przyleciala zeby odwiedzic znajomych, a jak wakacje to tylko palmy i morze 3. Nie wyobrazalabym sobie nie uczyc mojego dziecka jezyka polskiego, niezaleznie od tego w jakim kraju bym mieszkala i jakiej narodowosci bylby ojciec, ale rozumiem, ze ktos nie czuje potrzeby, a znam takie przypadki 4. Ale nie bylam i nie bede emigrantką, chyba tylko milosc moglaby mnie zmusic do wyjazdu z kraju, bo kocham
Pokaż wszystkie (40) ›
 

 

Kategorie blogów