Wpisy oznaczone tagiem "2" (1000)  

orionblues
 
Zyrah Rose are on fire but why is Simon feeling cold?,


powrócę jeszcze na chwilę do osławionej wolnej soboty, i śmię,
twierdzić że to był wyśmienity epokowy pomysł ludzkości generalnie,
i że część genialnych pomysłów powstało właśnie w ten dzień!!!,
a skąd to wiem?, a dlaczego tego miałbym nie wiedzieć!, to się,

samo pcha na paletę czaszkowych genialnych pomysłów!, kape i spoko,
popatrzmy realnie na Nasze żywoty pokoleniowo, ileż straconych,
dusz!, ileż geniuszy przepadło w czasie, ileż dobrego daliby Nam,
gdyby coś się właściwie ułożyło w gwiazdach, a tak mamy to co,

Top 10 Unforgettable Golden Buzzers on America's Got Talent,


co czujemy nosem!, albo widzimy!, lub oto się potykamy ciągle,
nie wymyślono jeszcze nie potykających się butów!, ale idąc boso,
też mamy szansę przypaździeżyć czachą w kant historii!, wypadki,
lubię takie przypadki, to My z nich korzystamy detalicznie i hurtem,

powiem otwarcie lepiej być po niż przed!, spytacie: o co chodzi?,
o co biega?, dokładnie o wszystko!, o odwagę, o śmiałość, o pierwszy,
krok w jakieś sprawie, bo po fakcie mogą Nam nagwizdać w pokrowiec!,
obserwujcie zamieszczone dokumenty przeróżne i wyciągajcie fakty,

Wibrator na receptę. Dawne sposoby leczenia.


jak sami zauważymy źródła Naszego sukcesu należy szukać bardzo,
wcześnie, tuż po opanowaniu mowy- komunikacji!, oczywiście między,
ludzkiej, a talenty mamy w sobie, tylko trzeba posiadać umiejętność,
przekonywania innych do Naszych wybranych talentów, takie pertrubacje,

możemy zaobserwować na dołączonych obrazkach w tym dokumencie,
wnioski wyciągamy w ciszy już po obejrzeniu, i nie dzielimy się,
z byle kim!, to ważne!, bo głupek tylko Was wyśmieje!, a przecież,
nie o to chodzi w całości tej dedukcji, mamy być śmiali!, to!,

Demon seksu - Rasputin.


podstawa Naszego główkowania!, oczywiście nie wszystko bierzemy jak,
leci!, życie jest troszeczkę bardziej skomplikowane niż Nam się,
wydaje, na szczęście przedstawiane historie mają swój zasłużony,
pozytywny epilog, ale sami musimy wszystko od początku przegłówkować,

sami wiecie że nic nie ma za darmo, zawsze trzeba być ostrożnym,
tak twierdzą wszystkie firmy ubezpieczeniowe!, i mają rację, ale,
czy ze wszystkim?, na pewno nie bo są firmy stworzone dla zysku,
i nie wszystkie przepisy są dla Nas owocne, i tak to jest z tym,

Łomot po polsku #2 - Husaria pod Kircholmem.
 

ubezpieczeniami na co dzień, jednak wolimy ryzyko i sami wolimy,
wydawać kasę!, czasami mamy szczęście ale w sumie lepiej się,
ubezpieczyć!, co innego jest jeżeli chodzi o Nasze potomstwo!,
tu kasa nie gra istotnej roli, ale po przemyśleniu kasa też się,

przyda, jak obserwujemy sami w dokumentach daje to całą moc raości,
nie tylko dla Nas ale czasem dla całego świata, tego Wam życzę!,
i jednocześnie dla siebie, dzieci często realizują Nasze marzenia,
często nie mając o tym pojęcia, ale to Nasza sprawa i spoko!,

Top 7 *UNEXPECTED EVER ACTS* BRITAIN'S GOT TALENT AUDITIONS!,


nie ukrywam, że zawsze ponosimy ryzyko w tej materii potomstwa,
ale nadzieja i wiara daje często spełnienie Naszej powinności!,
ze skutkiem oszałamiającym w swym finalnym dobrem!, i nie szukajmy,
pomocnej dłoni w gwiazdach, bo tam nie byliśmy!, najważniejsze,

jest to, aby mieć wiarę w swoje potomstwo a reszta przypłynie,
Nam do samych stóp!, często też nie możemy być zaborczy w swym,
żądaniu w osiągnięciu celu, bo los wywinie Nam zginający się,
dziób pingwina!, jednym słowem wała, ale to Nas nie tyczy!,

bo trzeba mieć tylko wiarę rodzica,
we wszystko co tyczy Nas bezpośrednio,
ale los będzie z Nami za Pan brat,
wraz z kształtowaniem latami Naszego,

CELU!,

pozdro,,,,

TAJ MAHAL - STATESBORO BLUES.
 

orionblues
 
nna Historia Świata: Ukryte znaczenie Starego Testamentu,


bilansując byłe czasy, epoki, Nasze zwycięstwa i porażki ale nie,
w sensie militarnym poszczególnych nacji, ale ogólnie ludzkości,
wnioski nie są wesołe a nawet pocieszające, zawsze to są zgliszcza,
dosłownie wszystkiego, końcowy bilans strata jednostek ludzkich!,

trudno dziś bilansować te wartości, ale generalnie chodzi o element,
intelektualny!, który zawsze łączył się energią witalną ciała,
to określenie dosyć ogólne, nie precyzujące konkretów bo trudno,
po czasie być czegokolwiek pewnym, wystarczą dane statyczne aby,

Inna Historia Świata: Kim byli Egipcjanie?,


postarać się wysuwać konkretne wnioski strat pewnych zbiorowości,
kulturowych, nikt dziś nie będzie opłakiwał zamordowanych bytów, przypuszczanych geniuszy a to tylko dywagacje, nikt Nam tego nie,
zabroni czynić dla dobra innych nauk, życie jest pełne różnych,

nie spotykanych historii, a ile uciekło bezpowrotnie, to czyste,
straty o nieokreślonych wartościach dla wszystkich!, ludzie określają,
to bezsensownie - mięsem armatnim!, nikt nie ma do tego prawa!,
ale wszelkie nauki płynące z takich faktów giną przykryte cieniem,

Inna Historia Świata: Zaginiona cywilizacja Atlantydy [2],


czasów powojennych, były radości zwycięstwa i gorycz porażki,
nikt nie czynił innych bilansów bo nie było takowej potrzeby,
straty były po obu stronach materiału ludzkiego i dóbr materialnych,
w tym określeniu traciliśmy dosłownie wszystko!, aż boję się wymieniać,

tak pobieżnie, wszystkie wojny to ocean łez i gorejąca rana strat!,
słowa ludzkie to za mało na określenie głębokości tej pożogi,
współcześni ludzie zdziwieni są okresem bez machania szabelką,
czas pokoju pokazał co możemy osiągnąć bez grabienia i mordów,

Inna Historia Świata: Atlantyda (1)- dowody geologiczne,


to chyba przekonało światową nację bytu o wyższości pokojowego,
istnienia Nas wszystkich ale nie do końca, bo istnieją strategie,
obronne które pochłaniają doczesne środki finansowe na te zaszłości,
militarystyczne!, a jak przyjrzymy się dokładnie kartom hitsorii,  

to działa nigdy nie ostygły, mamy mrok zniszczenia w sobie!, można,
delikatnie nazwać to jako cecha atawistyczna, zgiełk bitewny mroków,
często jest słyszalny w mowach polityków, ale to już skrajności,
myślowe w zaniku, ale nie ma co się oszukiwać, to może odżyć,

Inna Historia Świata: Atlantyda (3)- dowody archeologiczne,


w każdej sekundzie doczesnego Naszego żywota!, takie skrajności,
nie można wykluczyć z Naszego berecika wojennego!, takich pojebów,niestety mamy jeszcze na globie mnóstwo!, mam osobisty szacun dla ludzi,
którzy zmuszeni byli do noszenia broni w wiadomym celu, odebranie,

komuś życia nie jest domeną ludzkości!, i nigdy nie powinna zaprzątać,
Nam czachy!, musimy pozbyć się generalnie tej sposobności podłej!,
obecne czasy nie nastrajają optymistyczne z wielu powodów, jesteśmy,
w szponach beznamiętnego pieniądza bez duszy!, jego posiadanie,

Tajemnica Niezwykłej Piramidy w Cuicuilco,


czyni Cię dopiero człowiekiem!,
wokół okalających Cię reklam,
nakłaniających do wydawania,
domniemanych wartości bytu!,

czy to ma jakiś sens przyszłościowy?,
zastanówcie się na tym!,

pozdro,,,,

Tajemnica Niezwykłej Budowli Moray z Peru,
 

orionblues
 
Polacy zajebisty naród , Polskie wynalazki,


politycy snują pierdoły klasyczne na temat pocztowych wyborów,
powinni pomyśleć o wyborach esemesowych!, szybko i sprawnie można,
namotać w dobie koronalnej, kto to będzie sprawdzał, komu się,
będzie chciało babrać w tym, dla przegranych powinni powołać nową,

partię celowniczą autentycznie - Odrzuceni z urny!, pierwsza bez,
poparcia Małgorzata Kidawa-Błońska zostałaby prezesem tej konklawy,
towarzyskiej ambicji pierszenstwa, cieszy mnie że krajanie nie,
tracą poczucia humoru, udają zadowolenie z harmonii wyborczej,

Jesteśmy hardkorami - polskie dziedzictwo.


wiadomo kto pisze partyturę Wszyscy łapią melodię z przytupem,
i cyganeria się bawi pod mostami krajowymi, plebany już gotują,
przyprawioną wodę święconą na pokropek lisów wyborczych, oszustwo,
w tym wypadku jest wykluczone - zapewniają na Jasnej Górze klasztoru

wybierzemy prezydenta jak ta lala!, Wszystkim przypasi równo!,
nie sprawdzą się wszystkie sondaże, praktycznie już jest po wyborach
kto wie ten jest światły i przewidujący, niczym się nie przejmuje,
bo w sumie nie ma czym, wybory to jak piekarnia, każdy bochenek,

Nie ma bata na Polaka.


wypieczony jak ta lala, kandydaci wypieczeni partyjnie godni,
chrupcy, bez zakalca nie dudnią andrzejkowizną, każdy się będzie,
cieszył z kęsa pierwszej pajdy, cała sprawa rypnie się o dodatki,
na masełko, ale po pierwszej deklaracji telewizyjnej będziemy,

wiedzieli jaka kuchnia Nam nastanie, czy podrobowa?, czy jarska?,
a może wegetariańska?, krajan po niestrawnym śniadanku nabiera,
podejrzeń i traci humor!, 500+ na masełko byłoby do przyjęcia,
tylko ceny w sklepach poszły na napęd 5g, a pensje mają,

Polacy - zajebisty naród!,


napęd pieszy!, kto tu kogo goni?,
znowu będziemy żyli do wyborów,
aby dać upust niezadowoleniu,
z portfela wyborczego!,,,

pozdro,,,,,,

Polacy - zajebisty naród #2. II Wojna Światowa.
 

vill
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

orionblues
 
Narodowa komisja zdrowia podała najnowszy bilans ofiar śmiertelnych koronawirusa, który wzrósł do 170. W ciągu doby zmarło kolejne 38 osób. Wszystkie ofiary pochodziły z Chin. Odnotowano również pierwszy przypadek zakażenia w Tybecie.

Komisja precyzuje: 37 osób zmarło w prowincji Hubei. Z kolei jeden zgon odnotowano w prowincji Syczuan.

Dla porównania poprzedni raport komisji z 28 stycznia informował o 132 ofiarach śmiertelnych i ok. 6 tys. przypadków zakażenia.

Jak wynika z danych komisji, w ciągu ostatnich 24 godzin odnotowano również 1737 nowych przypadków zakażenia. Obecnie liczba osób zakażonych wynosi 7711.

Z kolei ministerstwo zdrowia Japonii podało, że spośród 206 obywateli, którzy zostali ewakuowani z Wuhan, u trzech osób zdiagnozowano zakażenie. Na badanie czeka jeszcze 210 pasażerów drugiego samolotu, który także wrócił już do Tokio z Chin.

Przypomnijmy: epidemia nowego rodzaju koronawirusa, który wywołuje zapalenie płuc, wybuchła w grudniu w Wuhan w środkowych Chinach. Przypadki zachorowań wystąpiły w kilkunastu państwach. Koronawirus dotarł również do Europy - chodzi o Niemcy, Francję i Finlandię.
        -------------------------------------

pozdro,,,,,,,

wiadomosci.wp.pl/koronawirus-z-chin-nowe-informa…

Whiskey Blues - Best of Slow Blues/Rock #2,
 

orionblues
 
Whiskey Blues - Best of Slow Blues-Rock 1,


słuchanie bluesa nastraja do kinematografii ale nie popularnej,
najbardziej bliskie będzie tu określenie ;;kino autorskie'',
lub kino niezależne, popularne ekranizacje mają się tak jak,
jak czesanie łysego pod włos, a do tego trzeba uważać na śminkę,

nie wiem czy jestem precyzyjny,
w swoich określeniach pełnych,
urokliwego zgrzytu intelektu,

pozdro,,,,,,

Whiskey Blues - Best of Slow Blues-Rock 2,
 

pufal
 
Przemysław Pufal: Dziewiąty utwór z "wręcz przeciwnie #2"
To nie jest muzyka do tańca. Nie jest. Oj, nie jest.
 

pufal
 
Przemysław Pufal: Kolejna część. W sensie do posłuchania. Dacie radę!
przemyslaw pufal wręcz przeciwnie #2 VIII
 

sylwia27
 
Sylwia i Cleo 2018: Właśnie tak się cieszę na myśl o kolejnych koncertach i spotkaniach z Wami
 

anonimcia
 
Podsumowanie jak ucieka życie zupy na tę chwilę.

Jak to już wszystko napisałam to czuję się jak taka stereotypowa nastolatka, która sobie wymyśla problemy, ale może właśnie tym jestem i to ten problem trzeba rozwiązać. W każdym razie opisanie tego co się w pewnej części dzieje w mojej głowie, chociaż za dobrze mi nie wyszło, to zarysowało mi co jest nie tak i pomogło uspokoić moją nerwicę i przynajmniej spędziłam jakoś produktywniej niż youtube bezsenną noc. Tak więc mam nadzieję, że wykorzystam to w przyszłości, aby się polepszyć.

Przez nowe leki, a bardziej ich skutki uboczne wróciło mi poczucie niepokoju, bezsenność i najlepiej, lęk przed śmiercią i przed śmiercią moich bliskich c:. Tak więc jest śmiesznie, przypuszczałam że tak samo jak w zeszłym roku w wakacje, kiedy ta śmierć stała się przedmiotem moich lęków, tak i że one w te wakacje wrócą, ale po tym jak przeszedł lipiec to myślałam, że nic takiego mi już nie grozi. Tyle dobrego, że nie miałam ataku paniki, w przeciwieństwie do zeszłego roku, bo od tego właśnie całe to bailando się wtedy zaczęło. Uświadomiłam sobie, że tak konkretnie boję się tego momentu umierania, tego że tego nie uniknę, będę miała świadomość, że umieram, że za chwilę zniknę i na prawdę nie potrafię się z tym pogodzić, zaakceptować. Nigdy w życiu nie powiedziałabym tego na głos, ale wolałabym  znowu chcieć umrzeć niż się tak strasznie bać. Nie wiem co mi może z tym pomóc, bo ignorować tego nie potrafię, bo to takie nachalne odczucie, nawet nie myśl, ja mam wtedy wrażenie, że już jestem w tej sytuacji, ostatnie kilka minut mojego życia i tego nie da się po prostu wyłączyć. Rozmawiać o tym też nie potrafię z nikim, bo od razu w płacz, albo jeszcze bardziej potem zaczynam myśleć o tej śmierci i po prostu jeżeli się tego nie poczuło to rozwiązania typu pogodzenie się z tym, nie myślenie o tym, wiara w życie po śmierci, czy inne pomysły na radzenie sobie z tym, które wydają się łatwe, logiczne, ale kiedy tym się żyje to to wszystko nie działa, bo jedyne o czym można myśleć to, że nie ważne co zrobię, to muszę umrzeć i nic tego nie zmieni. Rozmawianie o tym z ludźmi nie jest czymś co potrafię, bo wszyscy normalni ludzie boją się śmierci, ale to ja nie potrafię sobie z tym poradzić i czuję się przez to tak strasznie głupia. Czasami kusi, aby wywołać w takich momentach ból, że odwróci to uwagę, ale po pierwsze, nawet nie potrafię się ogarnąć na tyle, żeby to zrobić, a po drugie po zerwaniu z #1 to nie ma już takiego efektu jak kiedyś, po części nie ma we mnie już takiej wewnętrznej agresji  i takiej dziwnej chęci ukarania innych, po przez ranienie samej siebie. Po zerwaniu z #2 byłam już w ogóle pewna, że jestem już silna psychicznie i że po wakacjach maturalną zacznę bez problemów i tylko druga klasa była taka zjebana życiowo, a teraz dwa tygodnie później zastanawiam się czy po 18 nie zacząć się leczyć. Boję się, że nawet gdybym zaczęła się leczyć to nie poczuję się tak dobrze jak wtedy po *. Nie wiem, czy żałuję, że #2 mi to dał, bo z jednej strony się nie uzależnię, bo bez niego nie będę miała do tego łatwego dostępu, ale z drugiej strony jeszcze nigdy tak dobrze się w żuciu nie czułam co pokazało mi jak chujowo się czuję na co dzień. To nie była euforia jak po **, czy głupawka jak po alkoholu, ja po prostu dobrze się czułam, byłam skupiona, miałam siły i po prostu nie było tak jak zawsze. Przez to też zrozumiałam jak bezsensowne są inne używki, po których i tak zawsze dochodzę do takiego momentu, że chcę tylko znowu już być trzeźwa i chcę być znowu w pełni obecna. Po zerwaniu z #2 musiałam oddać mu boxa, po czym dopaliłam resztę zwykłych i mam nadzieję w sumie, że to może nareszcie był ten ostatni, bo powolne zabijanie się nie idzie w parze z moimi lękami, ale znając siebie uzależnienie jest silniejsze. Kupię sobie tabakę i już będę tym gimbusem, ale może przynajmniej nie będzie mnie tak ciągnęło do fajek, bo naprawdę za każdym razem jak je widzę gdziekolwiek, w serialu, na zdjęciach, albo nawet, gdy przypomnę sobie konkretne osoby to chce mi się palić. Ale kiedy mam właśnie dłuższe okresy palenia to zaczynam mieć paranoję, że to już ten moment kiedy przesadziłam, papierosy mnie zabiją, już jestem na coś chora i tylko do piachu, co tak na prawdę kończy się wizytą u lekarza, który w sumie nie wie co od niego chcę, bo dziecięcemu nie powiem, że myślę, że umieram bo palę, proszę mnie ostukać i mamie nie mówić. Przy okazji tych wszystkich problemów z głową, znowu czuję się gruba, ale przynajmniej jedna rzecz się nie zmieniła, nadal nie jestem w stanie określić jak wyglądam, nie potrafię stwierdzić obiektywnie, ani nawet subiektywnie jak moje ciało wygląda i nadal boję się stanąć na wagę, nadal nie potrafię się zdrowo odżywiać i nadal nie wróciła mi kompulsywna potrzeba dużej redukcji, więc na pewno mój wygląd na lepsze też się nie zmieni. Nie mam chęci, siły i motywacji, żeby cokolwiek z tym zrobić, tak samo jak z moim nieposprzątanym od kwietnia pokojem, który jest ohydny, dlatego, że nie potrafię się zmusić, żeby coś z tym zrobić, bo tak naprawdę nie ma we mnie ani grama chęci by coś z tym zrobić, ale nawet mimo tego i tak mi z tym źle będzie. I to takie błędne koło źle mi, mam blokadę psychiczną, nic z tym nie robię, źle mi, mam blokadę... Tęsknię za znajomymi, czuję się trochę samotna i bez nich nic mnie nie wyrwie z siedzenia z samą sobą i nic nie robienia. Wiem, że nadal cały czas mogę porozmawiać z G., ale mam wrażenie, że ją ranię bo nie potrafię sobie poradzić z jej energią, tym co czasami powie i jej podejściem, przez co ją odtrącam, albo mówię głupie rzeczy, które ona bierze do siebie. Wiem, że K. mówił, że chce być dla mnie dobrym kolegą, na którym mogę polegać, ale mimo tego po tym jak zerwałam z #2 i pisałam do niego o tym, mam wrażenie, że się mną rozczarował, bo odjebałam, a on zawsze wierzył, że może mi zaufać i nie będę przyczyną zjebanych akcji i teraz boję się do niego pisać. Z trójką nie potrafię wznowić kontaktu do momentu dopóki a) nie zaczną mówić mi w twarz jaki mają ze mną problem, lub b) nie będą takie krytyczne, stosując standardy, które są dopasowane tak, jak im pasuje, nie patrząc na sytuację z innej strony, tylko od razu zaczynając od "ja tego nie rozumiem" i jednocześnie na tym kończyć. Po tym jak C. i G. odnowiły kontakt z A. przy czym mnie ona kompletnie zignorowała, pokazując jak bardzo ma na mnie wywalone i że ona mnie nie chce też nie potrafię się do nich odezwać, bo wiem, że dla nich A. Jest ważniejsza ode mnie i że może z czasem zaczną się z nią zgadzać. Co przy okazji ssie, bo wiem że A. ich nie lubi, ale nie ma wystarczająco jaj, żeby być ze sobą szczera, tylko dalej będzie w to brnęła, byleby tylko nie musiała wchodzić w jakiś otwarty konflikt. To że A. na mnie nie zależy ssie również dlatego, że zostałam zaproszona na naprawdę fajną osiemnastkę, ale z bliższych znajomych miałabym tam tylko A., a moja nerwica nie pozwoli mi iść bez niej. A Z. ma wyjebane na mnie i pewnie nadal myśli, że traktuję ją tak jak reszta jej terytorialistów. Tęsknię za #1, mimo tego, że nie pamiętam już nawet dokładnie naszego związku, ale zapominam również na szczęście okres po zerwaniu. Po prostu mi go brakuje i tęsknię za kochaniem go. Związek z #2 był moim błędem, nie kochałam go kiedy o ten związek poprosiłam, ani kiedy go zakończyłam, ta relacja była taka idealna ponieważ nic nie czułam, ani złości, irytacji, zmartwienia, ani szczęścia. To było moje pierwsze zauroczenie i szkoda, że tak późno zrozumiałam, że to tylko zauroczenie, bo on podszedł to tego poważnie, przez co się przestraszyłam i spierdoliłam. Chociaż wizja bycia częścią jego rodziny była naprawdę pocieszna, to nie byłabym w stanie dać mu takiej miłości, jak on mi. Wszystkie jego problemy sprawiły, że zobaczyłam, że nadal jestem tylko bachorem i nie jestem w stanie być w poważnym związku. Nie chciałabym też przejść z bycia czyjąś córką do bycia czyjąś żoną, chciałabym pobyć trochę sobą, poznać się i co chcę, na co mnie stać, a z nim, z tych jego planów wynikało, że nie miałabym na to szansy. Pod koniec sierpnia idę na kurs prawa jazdy, co jest takie troszkę bardzo stresujące, bo ja po prostu wiem, że nie ma szans, żebym zdała za pierwszym razem :'D. Ale postaram się nie przejmować tym i nie bać się uczyć, chociaż mój mózg już dosłownie nic nie przyswaja. Jak tylko troszeczkę polepszy mi się moja dystymia i odzyskam motywację, obiecuję że będę ogarniać szkołę, jako że to to ostatni rok w takim formacie i może ogólnie ostatni rok w jakimkolwiek formacie edukacji jak nie zdam matury. Ogarnę sobie korki z matmy, podszlifuję się z polskiego, co by to te wszystkie pieniądze wydanie na pomoce naukowe, zakreślacze, cienkopisy i inne duperele w szale zakupów, których tak na prawdę jedynym celem było dowartościowanie się, na coś się przydały. W tym roku wszystkie zakupy zrobiłam on-line, bo sklepy to dla mnie już za dużo, kiedy do nich wchodzę mam wrażenie, że czas dziwnie biegnie, jest za jasno, zaczynam się stresować, zapominam wszystko i po prostu muszę wyjść. Ale przynajmniej z dzwonieniem przez telefon nie jest tak źle. Ja potrzebuję tylko znowu poczuć się albo lepiej, albo żeby wróciły mi jakieś produktywne kompulsywne myśli i znowu zacznę działać. Teraz czuję taką pustkę, że czasem nawet nie widzę siebie w sobie i nie widzę sensu w robieniu czegokolwiek. Ale przynajmniej napisałam wszystko to co czuję, jest to w jednym miejscu i może jutro będzie lepiej i może ruszę do przodu
 

annwantstodance
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
annwantstodance:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

annwantstodance
 
annwantstodance:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

caligo
 
fabularium:


Tragedią życia nie jest śmierć, ale to czemu pozwalamy umrzeć w sobie, kiedy żyjemy.



Ich_an_der_Spree_L.jpg
  • awatar Wędrowiec: Witaj w nowym roku. wielka szkoda, że zaczynasz rok od tak posępnych myśli. Uśmiechnij się jutro będzie lepiej. Pozdrawiam serdecznie.
  • awatar fabularium: Ależ nowy rok zaczął się już ładnych parę dni temu! Inna sprawa, że wg mnie powyższy cytat (bo nie ja to zdanie sformułowałam) nie jest wcale posępny. Jeśli się nie pozwoli umrzeć za życia jakiejś istotnej cząstce siebie, to obejdzie się bez tragedii. ;-) Ja póki żyję, nie pozwolę. :-) Pozdrawiam.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

palmade
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

littlemy
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

piotrdivine
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

littlemy
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

piotrdivine
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

njn
 
„Fassade” („Fasada”, „Maska”, „Pozory”) to kolejny w karierze Lacrimosy concept album. Tym, co odróżnia go od poprzednich płyt duetu, jest zwiększenie – w warstwie tekstowej – nacisku na problematykę uniwersalną i ogólnoludzką. O ile wcześniejsze krążki zespołu skupiały się na przeżyciach jednostki i relacjach interpersonalnych (głównie pomiędzy dwojgiem zakochanych ludzi), o tyle teraz w centrum uwagi zostaje postawione współczesne społeczeństwo. A trzeba przyznać, że jest to wizja daleka od pozytywnej. Można śmiało skonstatować, że w tytułowym tryptyku („Fassade – 1. Satz”, „Fassade – 2. Satz” i „Fassade – 3. Satz”) nowoczesna cywilizacja euroatlantycka zostaje skrytykowana jako pusta i bezduszna. Jest to raczej krytyka konserwatywna lub konserwatywno-liberalna, piętnująca zanik tradycyjnych wartości oraz demaskująca zniewolenie jednostki przez biurokratyczny system, środki masowego przekazu i uniformizujące procesy społeczne: globalizację, urbanizację, makdonaldyzację etc. Okładka albumu „Fassade” przedstawia pokaz mody obserwowany przez robotników z filmu „Metropolis” (1927) Fritza Langa[1]. To już drugie nawiązanie Lacrimosy do tej słynnej antyutopii. Na okładce CD „Inferno” (1995) widzieliśmy przecież miasto podobne do tego z „Metropolis”. Ono również zostało przywołane w kontekście piekła, otchłani.

„Fassade – 1. Satz” (track #1) nie jest utworem łatwym do opisania. Panuje w nim nastrój… nawet więcej niż podniosły. Ta multiinstrumentalna kompozycja brzmi ultrapatetycznie, a zarazem złowieszczo i rozpaczliwie, jakbyśmy właśnie odkryli, że wydarzyło się coś bardzo poważnego. Nagranie dosłownie zwala człowieka z nóg swoim tragizmem. Mógłbyś przy nim paść na kolana, ukryć twarz w dłoniach i wybuchnąć histerycznym płaczem. Katastroficznej, wręcz apokaliptycznej muzyce towarzyszy rozdzierający krzyk Tilo Wolffa: „Nie patrzcie na mnie!/ Nie jestem zwierzęciem!/ Tylko ludzkim dzieckiem – dla was obcą istotą – może/ Z oczami i uszami/ Sercem i uczuciami/ I wciąż jeszcze czystym i wolnym umysłem”[2]. Jakie to szczęście, że gdy „Fassade – 1. Satz” dobiega końca, napięcie zostaje rozładowane przez kawałek znacznie lżejszy i radośniejszy! „Der Morgen Danach” (track #2) jest konwencjonalną piosenką utrzymaną w klimatach rodem z „Elodii”. Założyciel Lacrimosy znów godzi rockową plebejskość z dworskością klasycznych instrumentów. Tym razem pieszczotą dla naszych uszu są łagodne dźwięki fletu. Tekst utworu mówi o miłości: podmiotem lirycznym jest mężczyzna, który wychwala pod niebiosa swoją wybrankę. „Der Morgen…” należy do sztandarowych nagrań duetu. Kawałek zajął trzecie miejsce w rankingu „Top 100” (marzec 2018)[3].

„Senses” (track #3) to jedyny i poniekąd obowiązkowy – z punktu widzenia lacrimosowej tradycji – utwór wykonywany przez Anne Nurmi. Piosenka jest najsłabszą kompozycją zarejestrowaną na płycie „Fassade”. Jak nietrudno wywnioskować z tytułu, „Senses” stawia na zmysłowość w wymiarze muzycznym oraz treściowym. Nagranie opowiada o kobiecie tęskniącej za swoim mężem, który niedawno umarł, ale jego obecność nadal jest w domu wyczuwalna. Bohaterka przechowuje wiele pamiątek po ukochanym mężczyźnie, lecz odczuwa dotkliwy brak jego pocałunków[4]. Spokojna melodia sprawia, że głos fińskiej wokalistki nareszcie brzmi dobrze. Aż za dobrze. I tu leży pies pogrzebany. Ten śpiew jest po prostu zbyt piękny, żeby był prawdziwy. Głęboki, eteryczny, nieziemski, rozchodzący się w przestrzeni… Czyżby magia autotune’a? Całkiem możliwe[5]. „Warum So Tief?” (track #4) to ociekający chandrą utwór, w którym ważną rolę odgrywa ciężka perkusja będąca tłem dla klasycznego instrumentarium. Rytm, tempo i aranżacja tego kawałka mogą się kojarzyć z piosenką „Meine Welt” z 1999 r. Dla niezorientowanych: „Meine Welt” to jedno z dwóch nagrań bonusowych dołączonych do japońskiego wydania „Elodii”[6]. „Warum…” przypomina też „Mein Zweites Herz” ze względu na smętne pobrzękiwanie trąbki. Oj, rzadko słyszy się trąbkę poza jazzem i filharmonią!

„Fassade – 2. Satz” (track #5) jest drugą częścią tryptyku, od którego wziął swoją nazwę analizowany krążek Wolffa i Nurmi. Kompozycja ma charakter chóralno-orkiestralny, brakuje w niej elementów rockowo-metalowych. Nie jest ona radosna, ale daleko jej do dramatyzmu przepełniającego pierwszą część trylogii. Dużym zaskoczeniem są tutaj operowe popisy tajemniczych sopranistek. Tilo Wolff również podejmuje próby śpiewania wysoko i dźwięcznie (wyje wówczas jak ksiądz zawodzący w kościele podczas nabożeństwa!). Artysta będzie kontynuował te eksperymenty także na następnych płytach sygnowanych logiem Lacrimosy[7]. Jeśli chodzi o tekst „Fassade – 2. Satz”, to pada w nim desperacka deklaracja: „Chcę się wydostać z zimnego świata ludzi/ I chcę wejść w ciepłe ręce miłości”[8]. „Liebesspiel” (track #6) jest owym upragnionym „wejściem w ciepłe ręce miłości”. Dokładnie mówiąc: wejściem smoka. Ten ostry, dynamiczny kawałek porusza temat zbliżenia damsko-męskiego, lecz czyni to w sposób zdecydowanie atawistyczny, frywolny tudzież sugestywny („Pomiędzy Twoimi udami/ Dotykając Twych wilgotnych ust/ Umieram dla Ciebie…/ Jesteś moja!”[9]). Utwór brzmi jak połączenie „Siehst Du Mich Im Licht?” z „Alleine Zu Zweit”. Hałaśliwe grzmoty przesterowanej gitary łagodzi jednak wesoły obój, drewniany instrument dęty pokrewny fujarce.

„Stumme Worte” (track #7) można uznać za kontynuację „Liebesspiel”. Oto dociera do naszych uszu klasyczna kompozycja, w której kluczową rolę odgrywa melancholijne pianino. Dzieło prezentuje punkt widzenia mężczyzny, który z pewnym rozrzewnieniem wspomina swój przelotny romans należący już do przeszłości. Postawa podmiotu lirycznego jest ambiwalentna. Z jednej strony, bohater cieszy się, że w jego życiu miał miejsce taki barwny epizod. Z drugiej – boleje nad faktem, że ten słodki rozdział żywota został zamknięty na amen. „Tylko raz jej zapragnąłem;/ Tylko raz – teraz i już na zawsze./ Ale nie chcę, by skończyło się moje cierpienie,/ Bo jest wszystkim, co mi zostawiła”[10] – śpiewa Tilo Wolff. Piosenka „Stumme Worte” przywodzi mi na myśl fikcyjny szlagier z powieści „Rok 1984” (1949) George’a Orwella. Przebój ten zaczyna się bowiem słowami: „To był tylko chwilowy urok/ I minął jak kwietniowy dzień,/ Lecz cóż za marzenia rozbudził!/ Z serca mego najlżejszy zdjął cień!”[11]. „Fassade – 3. Satz” (track #8), ostatnia część wielkiego tryptyku Lacrimosy, wyraźnie nawiązuje do części pierwszej, ale jest od niej bardziej gitarowa. Katastrofizm ustępuje tutaj z drogi buntowniczości. Czyżby podmiot liryczny zamienił rozpacz na aktywną walkę ze złem? Takie zakończenie byłoby istnym „happy endem” (choć może nieco naiwnym)!


PRZYPISY

[1] Albo przez masy partyjne z filmowej adaptacji „Roku 1984” George’a Orwella. Chodzi mi o ekranizację w reżyserii Michaela Radforda (1984) z Johnem Hurtem, Richardem Burtonem i Suzanną Hamilton w rolach głównych.

[2] Tłumaczenie: Julia, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[3] Dodam jeszcze, że singiel „Der Morgen Danach” (wydany w sierpniu 2001 r.) stanowił oficjalną zapowiedź albumu „Fassade” (wypuszczonego na rynek w październiku ‘01).

[4] Trochę inaczej – aczkolwiek nie z własnej winy – przeżywa swoje wdowieństwo niewiasta będąca podmiotem lirycznym w polskim kawałku „Drzewo” (Maleo Reggae Rockers & Lilu, składanka „Morowe Panny”, Muzeum Powstania Warszawskiego 2012). Wdowa śpiewająca ustami Aleksandry „Lilu” Agaciak wspomina swojego małżonka, który zbudował dom, posadził drzewo i spłodził syna. Wszystko układało się perfekcyjnie, ale wybuch II wojny światowej przyniósł totalną zagładę, odwrócił życie bohaterki do góry nogami. „Dom jest pusty, drzewo uschło, mój mąż i syn nie żyją” – zdradza kobieta w puencie opisywanej piosenki.

[5] Jeżeli jednak się mylę, to pokornie przepraszam za ten dyskredytujący (dla każdego profesjonalnego artysty) zarzut!

[6] Drugim bonusem jest tam „Und Du Fallst”, odrobinę elektroniczny przedsmak CD „Echos” (2003). „Und…” wydaje mi się podobne do takich utworów, jak „Malina” czy „Ein Hauch Von Menschlichkeit”.

[7] Interesująca nas technika wokalna pojawi się m.in. w anglojęzycznych nagraniach „The Party Is Over” („Lichtgestalt” – 2005) i „Call Me With The Voice Of Love” („Sehnsucht” – 2009).

[8] Tłumaczenie: Julia, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[9] Tłumaczenie: Lestath, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[10] Tłumaczenie: Lestath, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[11] Cyt. za: Rok-1984.klp.pl/ser-345.html (część II, strona 82).
 

littlemy
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

littlemy
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

littlemy
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Kategorie blogów