Wpisy oznaczone tagiem "Bagatela" (96)  

gusia
 
Czasami budzę się i nie wiem gdzie jestem. Czasami będąc w półśnie wydaje mi się że noje łóżko jest obrucone o 180 stopni.

Dziś wydawało mi się że śpię w swoim łóżku w swoim pokoju na Bagateli i bardzo nie chciałam się obudzić
 

gusia
 
Pojechałam wczoraj do salonu optycznego ws wymiany szkieł. Na Puławską, tuż koło mojego bylego domu. Przejeżdżając tramwajem w kierunku.Rakowieckiej rzuciłam okniem na okna mojego byłego domu i łza mi się w oku zakręciła. 27 lat mieszkałam na placu uni, znam tam każdy zakamarek. Tyle wspomnień, tyle miejsc bliskich mojemu sercu. Moje serce.
  • awatar dorothy: ah wspomnienia czujemy się w stosunku do nich bezradne bo nie panujemy nad nimi
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gusia
 
Byłam dziś po pracy w swoich rejonach w bibliotece,  wysiadałam z tramwaju tak jak zwykle wysiadałam jadąc z centrum do domu.  O dziwo nie bolało. Ale może po prostu byłam zbyt skupiona na celach. Picie-biblioteka-frytki
 

gusia
 
W niedzielę minie 5 lat jak tu mieszkam.  Nadal jesteśmy w fazie urządzania się.  Mieszkanie wygląda coraz lepiej, coraz bardziej przyjaźnie i mniej przypomina to co było za życia dziadków.  Teraz to nasze mieszkanie i my decydujemy.  My budujemy tutaj swój dom.

A mnie wciąż boli. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić i zaakceptować. Wkurza mnie brak automatyzmu. Złoszcze się że nie mogę odróżnić i zapamiętać w której szufladzie są kosmetyki mamy z patyczkami do uszu a w ktorej rzeczy śniadaniowe i do pieczenia.  ZAWSZE mylę szuflady. I w chwili gdy mam gorszy dzień ból siega w głąb serca

Nie wiem czy będę tu potrafiła żyć. Muszę i chcę być przy babci tak długo jak dobry Bóg pozwoli jej stąpać po ziemi. Nie chcąc stracić ani chwili muszę tu zbudować swoje życie.

Mimo że boli. Mimo że jest ciężko
 

gusia
 
Zawsze kiedy suszę włosy przypominają mi się czasy liceum gdy po zajęciach wpadałam do domu przebrać się, przepakować, zjeść i umyć (z wysuszeniem włosów właśnie) przed wyjazdem na działkę - wszystko w niecałą godzinę

Ja nie dam rady w 5 minut umyć się i wytrzeć? Ja? Nie jestem typową kobietą i nigdy nie byłam. Nadal bym to potrafiła
  • awatar Judyta Zagubiona: ja staram się szybko ogarniać toaletę poranną, jednak gdyby mi przyszło myć i suszyć głowę to co najmniej 1,5 godziny, bo mam kręcone suche włosy i muszę je odżywić, po samym umyciu i wysuszeniu to bym miała na głowie siano :D pozatym unikam suszarki. A Ciebie podziwiam za ekspresowe tempo
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gusia
 
Ciasto wyszło pierwsza klasa. Na święta mam jedak bez wiórków kokosowych robić

Tymczasem dziś sentymentalny spacer z chrzestną do łazienek i na gofry a powrót pod naszym starym domem. Dziś było ok ale jak w czwartek wieczorem po pracy byłam w bibliotece tam to czułam sie mega dziwnie
 

gusia
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

gusia
 
ostatnio jakoś tak jest że noc w noc mam jakieś dziwne sny gdzie miesza się real i fikcja a dom we śnie to zawsze bagatela
 

gusia
 
Był wczoraj pan Krzyś - kolega mamy ze szkoły i nasz dozorca z bagateli. Korek go kochał na równi z nami, widuje go jednak teraz raz do roku i zapomniał go. Smutne bo pamiętam radość psa jak przychodził do nas a teraz mama mówi że podchodził z dystansem początkowo. 4 lata, 3 miesiące i 2 dni od przeprowadzki
 

gusia
 
Zawsze jak śni mi się bagatela ktoś mnie budzi :P

Słyszałam głosy babci i mamy więc musiało być po 8 tylko czemu budzik dzwoni 7.30 skoro go wyłączyłam? Telefon dzwonił :P
 

gusia
 
Psycholog mi powtarzała że dom to nie ściany ale ludzie. Dom to dom a rodzina to rodzina. Ja to rozróżniam. Bo straciłam miejsce które kochałam, ściany które własnoręcznie malowałam, kąty w których chowałam się przed moimi demonami, pokoje będące świadkiem moich radości i smutków, korytarze których odległość na pamięć znały moje nogi, okna przez które miony razy widziałam wchody i zachody słońca. Dom to miejsce w którym się człowiek urodził, wychował, które kocha. Tym dla mnie jest dom. Teraz mam mieszkanie w którym chowa się moja rodzina. Mieszkanie pełne demonów przeszłości, w którym kroki stawiał mój ojciec i jego rodzina. To ich nie moje miejsce. I nigdy nie będzie. Z czasem przyzwyczaje się, przestanę nienawidzić widok z okien, polubię swoją szafę w pokoju. Ludzie się aklimatyzują, dojrzewają. Ja się bardzo zmieniłam.Mnie ta wyprowadzka najwięcej kosztowała i mimo iż przyjaciółka pierw mówiła że za bardzo, za długo przeżywam teraz widzi postępy. Bo ból słabnie. Ale nigdy nie przeminie.
  • awatar Tooona: Bo to prawda, że dom to ludzie, nie ściany. Sama się blokujesz przed aklimatyzacją w danym miejscu. Nie chcesz się tu czuć szczęśliwą, dlatego nie będziesz.
  • awatar Szkotka: Jeszcze uda Ci się znaleźć swój dom :)
  • awatar Gusia: @Tooona: Aklimatyzuje sie wbrew sobie ale odrozniam dom od rodziny. Przezylam traume gdy pojawilam sie w tym mieszkaniu - dziadkow - po ponad 15latach i przez 7 kolejnych go nienawidzilam. A potem dziadek zmarl i odziedziczylam je. Zapadla decyzja o przeprowadzce. Nie mialam wyjscia. Bagatela miala wlasciciela. Zaakceptowalam -czy raczej ucze sie - ale boli mnie bo ustawa uwlaszczeniowa zabrala mi dom
Pokaż wszystkie (7) ›
 

gusia
 
Bark strasznie mi dokucza, przeciwbóle nie pomagają. Zrobiłam sobie kuku dźwigajac klatki do piwnicy, zapowiada się trudna noc - kolejna

Póki co jestem rozwalona emocjonalnie, a do płaczu doprowadził mnie kalendarz. Za 8 dni miną 4 lata od przeprowadzki.

Już rano mnie walnęło. Bo jechałam z sąsiadem - facetem którego znam z widzenia bo jeździmy razem windą. Na dole sąsiadka z psem wsiadała, przemiła pani tak jak jej córka i wnuczka. I byłam zła bo wcale nie chce dobrze znać sąsiadów bo to oznacza że tu już jakiś czas mieszkam. A ja tu nie chcę mieszkać i nie chce oznak że tu mieszkam. Zetknięcie z prawdą zabolało.

To taki czas, chwilowy kryzys. Ból jest doskonałą pożywką dla depresji. Podsyca ją ten brak ciszy i spokoju w tym domu.

Wraz z przeprowadzką straciłam grunt pod nogami, jedyne miejsce (rzecz) które było moją ostoją w czasach ciężkich kryzysów.

Prawie 28 lat. Całe życie płodowe i pozapłodowe. Dom. Mój dom. Wtedy jeszcze Mościccy nikomu się nie śnili.

Górczewska jest tylko przestojem. Bemowo jest bardziej moim domem ale póki żyją moi bliscy tkwie tutaj. Bemowo będzie miejscem mojej starości i samotności. Kiedyś wyjdę z tego domu, zamknę drzwi i więcej nie wrócę - jak chciałam zrobić po śmierci dziadka. Z tym że pozostawie dużo więcej bolesnych wspomnień.

Pan Wojtek 18 stycznia zmarł. Jakoś w lato jego konkubina się wyprowadziła, potem my, Iwona też miała nakaz eksmisji i odeszła tuż po nas. Jedna śmierć. I tam i tu. Ciąg zdarzeń ściśle powiązanych ze sobą. Tak musiało być. Tylko to nie zmienia faktu że boli.

Mam mieszkanie i rodzinę. Nie mam DOMU
 

gusia
 
Przeglądając posty na fb kliknęłam niechcący w swoje zdjęcie w tle - zdjęcie mojego bloku. Zrobiło się smutno gdy popatrzyłam w okna swojego pokoju, mojej ciotki, moich sąsiadów. Potem przeszłam do profilowego - przed wejściem do domu. Tu już łza się zakręciła. Przejrzałam swoje profilowe, połowa jest z domu. Pękłam przy ostatnim zdjęciu w niemal pustym moim pokoju.

Co jakiś czas wpadam w takie stany. Niestety. Miejsce które kochałam, które było moim domem od urodzenia wróciło do właściciela. Państwo zabrało, państwo oddało, szkoda tylko że gdy oddawało kamienica miała już lokatorów
 

gusia
 
Wciąż mam sny ze starym domem w roli głównej. Tęsknię za tym co się skończyło
 

gusia
 
Śniła mi się przeprowadzka, tym razem w wersji okrojonej bo z mojego pokoju rzeczy wyjeżdżały i to nie byłam ja tylko dwie małe dziewczynki ktore płakały przytulone do swoich maskotek. Gdy się obudziłam długo pozostałam w tym śnie z tym emocjami smutku i przygnębienia. Przeraziłam się w pewnym momencie gdy wróciłam wspomnieniami do swojego pokoju i nie moglam sobie przypomnieć rozstawienia mebli
- Panie Boże nie pozwól mi nigdy zapomnieć - poprosiłam zasmucona
Mija 3,5 roku i w porównaniu z tym co było na początku poradziłam sobie z tą sytuacja całkiem nieźle. Może powinien przyjść taki moment gdy emocje wyblakną ale nie chcę tego tak aż do końca. Państwo oddało kamienicę właścicielom a gdy dziadek umarł musiałyśmy się przeprowadzić "na swoje", zreszta na Bagatelę nie było nas stać od dawna. Co nie zmienia w żaden sposób że czuje iż odebrano mi dom bo mimo iż tam urodziła się mama, ciocia i ja i że wszystkie się tam wychowałyśmy nie mamy żadnych praw do lokalu. Mam poczucie krzywdy. I nie chce nigdy zapomnieć o miejscu które kochałam. Ten ból jest mi potrzebny. By trwać dalej. Daje mi powód i siłę do działania, do walki o siebie. To była moja jedyna ostoja, jedyna rzecz dająca mi poczucie bezpieczeństwa. Dziś mam swoją małą dziuplę w nowym domu w której skrywam się przed światem, ale mieszkanie nie jest moim domem. Bo jak ma nim być miejsce w którym mieszkali dziadkowie i w którym bywała reszta tamtej rodziny której nigdy nie obchodziłam? nie, Nie, NIE. Mieszkam tu ale moim domem, prawdziwym domem była Bagatela. Zostałyśmy przez państwo sprzedane. I nic na to nie można poradzić. Ostatnio Aga w rozmowie stwierdziła że nie wierzyła początkowo iż hołdując w sobie ból i przywiązanie mogę poradzić sobie ze śmiercią dziadka  przeprowadzką, tymczasem jestem zupełnie inna niż wtedy, zresztą od momentu kiedy mnie poznała do teraz jestem całkiem inna. Wojtek mówi to samo. Sama to widzę i jestem z siebie dumna. Ale dziś pozwalam sobie być smutna i tęsknić za swoim pokojem na Bagateli
  • awatar Amfitryta: Mówią że dom twój tam gdzie serce twoje... staram się nie przywiązywać do miejsc za to bardzo przywiązuje się do ludzi. Uszy do góry!
  • awatar Gusia: @Amfitryta: jest coś w tym, bo przez wszystkie moje kryzysy jedno było niezmienne i dawało mi poczucie bezpieczeństwa, tymczasem choć miałam świadomość od dawna że umrę w tym domu to przellrowadzka rozdarła mi serce. Jestem sentymentalistalistką do bólu. Poradzę sobie. Oczywiście. Nie z takimi rzeczami już musiałam. Najgorsze jest to poczucie niesprawiedliwości
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gusia
 
Biblioteka (gdzie znają mnie więc nie zapłaciłam kary za przetrzymanie książek), optyk (który nigdy grosza nie bierze za poprawienie okularów) i do Agaty. Będąc na trasie poczułam że jestem w domu. A od Agaty jakbym wciąż mieszkała na pl unii do kościoła trasą którą pokonywałam setki tysięcy razy w swoim życiu. Miły spacer. Kiedyś wydawało nam się z Kate że to taaaakkk daleko :P W kościele ukochany proboszcz i ks Adam. Normalnie czary
 

gusia
 
Znów śniła mi się przeprowadzka z Bagateli. Czy to się nigdy nie skończy! ?!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gusia
 
3 lata, 2 tygodnie, 1 miesiąc mieszkam na górczewskiej. Wciąż zdarza mi się budzić i nie wiedzieć gdzie jestem. Kate była zdziwiona tym faktem. Mieszkam tu, choć to nie jest mój DOM. Mimo to wciąż mam nadzieje że kiedyś mi to minie, że kiedyś się przyzwyczaje
 

gusia
 
Wracałam z psem ze spaceru. Bawiliśmy się nawet wsiadając do windy. Nacisnęłam guzik automatycznie zwracając uwagi co robię i wróciłam do karmienia go. Ku mojej konsternacji zatrzymałam się na 4 piętrze jakbym mieszkała na bagateli zamiast na 7 :P Eh ten automatyzm....
 

gusia
 
To było takie dziwne. Po pracy umówiłam się z Agata. Pociąg a potem tramwaj z centrum trasą którą pokomnywałam miliardy razy gdy mieszkałam na bagateli. Wysiadam na pl unii i to nie do opisania uczucie zupełnie jakbym właśnie po pracy wróciłela do domu a nie była w trasie. Optyk jak zwykle przesympatyczny, pani w grycanie znajomw. Wróciłam do siebie. Ake nie było to juz to samo ucsucie jakiego doznałam tam. Po prostu przyjechałam do celu a nie znalazłam się na swoim miejscu
 

gusia
 
Było jak w kiepskich, kiepski serial i kiepskie warunki życia. Ale film się skończył. Ciocia Bogna zamieszkała u rodziców, psn Wojtek umarł a pani wiesia sama nie dała rady utrzymać mieszkania, Iwone wykwaterowano, my się przeniósłyśmy na własne. Pieprzone państwo. Kamienica w rękach właścicieli a my rozsiani. To było moje życie. Mój świat. Wciąż czasem jestem zła, mam prawo szaleć z rozpaczy. Mój świat rozleciał się w gruzy
  • awatar govermance: Może chociaż spróbuj się z tym w końcu pogodzić.
  • awatar Gusia: @govermance: już jest dużo lepiej niż na początku ale nadal mam fazy buntu, zwłaszcza przy silnym stresie gdy dom nie jest tym domem oazą spokoju i bezpieczeństwa, teraz sobie przypomniałam że pomóc mi się uspokoić pomogły materac i poście z domu oraz widok w pokoju swoich rzeczy
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gusia
 
uwielbiam wracać do swojej przychodni na Dragonów, fajne otoczenie i znam wszystkich. Przed gabinetem czekały dwie babki. Dogadałam się że mnie wpuszczą, wyjaśniłam że chodzi mi tylko o uzupełnienie skierowania, że byłam już na wizycie. W między czasie spotkałam swoją fizjoterapeutkę i swoją rehabilitantkę - podeszłam do obu się przywitać, trochę specjalnie wobec tych czekających bab ale i z sympatii do pracownic placówki. W między czasie przyszły jeszcze dwie babki z jakimi pierdołami i tez chciały poza kolejnością. Tamte zaczęły się wściekać, w sumie się nie dziwie. Trzeba było coś zrobić aby jednak przed pacjentami wejść. Jak tylko drzwi się otwarły i wychodziła pacjentka ja w drzwiach do lekarza że jest błąd w skierowaniu na zabiegi, wykorzystując fakt że lekarz mnie dobrze zna. Od razu poprosił do gabinetu, wobec czego tamte nie miały nic do gadania. Wyjaśnił mi bardzo dokładnie i szczegółowo o co mu chodziło, zapytał gdzie załatwiłam sobie zabiegi, mimo że nie byłam planowym pacjentem potraktował mnie tak, z ciepłem i serdecznością, szczerą troską i zaiteresowaniem. Różnie ludzie o nim mówią, jest rzeczywiście dość konkretny i małomówny, ale ze mną nawet żartuje, a jak pytam to mi wszystko dokładnie objaśnia, wydaje mi się że mnie lubi, ja go lubię na pewno i bardzo cenię jjako fachowca.

Wykorzystałam fakt że byłam niedaleko starego domu. Pierwszy kierunek to mój ogrodniczy, po drodze wpadłam na właścicielkę swojej dawnej kamienicy i rozmawiałyśmy. W ogrodniczym prócz tego że właścicielka sklepu osobiście i jak zwykle fachowo się mną zajęła to jeszcze wypytała co u mnie, mamy i babci. W banku babka stwierdziła że dawno mnie nie było. Na poczcie wydziałam swoją ukochaną panią Jolę. Pani Hani nie było, ale jej pracownica z uśmiechem (rzadkość u niej) przywitała mnie i obiecała pozdrowić właścicielkę. Przechodziłam obok salonu fryzjerskiego przez szybę Justyna mnie zawołała do środka i rozmawiałyśmy chwilę. Potem tradycyjne frytki belgijskie na przeciwko swojej dawnej szkoły w miejscu do którego urywałam się z zajęć.

Rodzice Agnieszki przywitali mnie serdecznie. Nie dało się wejść, zostawić skierowania i wyjść. Herbatę musiałam wypić. Na koniec jej ojciec powiedział że gdybyśmy czegoś potrzebowały to żeby dzwonić. Rodzice przyjaciółki rodzicują mi. To miłe bardzo.

Przez cały czas pobytu na pl unii banan na twarzy i to uczucie że jestem we właściwym miejscu, pewność w poruszaniu się, znanie każdej drogi, przejścia, czasu trwania świateł, odległości. Szkoda tylko że już nie mam tam domu.

Gdy wróciłam, zjadłam i odpoczełam myśli zaczeły krążyć wokół tęskoty za domem. Spotkałam właściciela kamienicy, właściciela mojego domu. A przecież jak się urodziłam była to państwowa kamienica. Babcia dostała mieszkanie z kwaterunku, wychowała w nim dzieci i wnuki a potem państwo ją okradło. Mieliśmy dom, swój dom w którym mogłyśmy mieszkać do śmierci - babcia, mama, ja, moje dzieci. Państwo nas okradło. Wykpiło się tanim kosztem. Po prostu oddali naszą kamienicę dawnym właścicielą w dupie mając co się stanie z lokatorami. Nie zdążyłyśmy wykupić, nie było możliwości bo było jedno pomieszczenie oddzielnie. Zostałyśmy z niczym. Ich kamienica, ich dom, więc mogli z nami zrobić co chcieli. To oczywiste, ale sześćdziesiąt lat temu takie nie było. Wyprowadziłyśmy się na własne, małe i ciasne, bo nie przysługiwało nam nic. Państwo umyło ręcę. Oddało spadkobiercą. Reszta ich nie obchodzi. Czuje żal, bo dom w którym się urodziłam i wychowałam już nie istnieje. Musiałyśmy się wynieść na własne, zamiast wynajmować mieszkanie o takim niskim standardzie z którego można nas było w każdej chwili przenieść. Czuje żal bo dom, którego cząstkę przyznano kiedyś babci, stał się czyjąś własnością a nam nie zostało nic. Trzy lata. A ja wciąż cierpię. Najgorsze są noce gdy budze się i nie wiem gdzie jestem, najtrudniejsze są późne powroty i ludzie których nie znam a ponieważ nie znam mogą stanowić niebezpieczeństwo. Najbardziej przykra jest świadomość że państwo które ma chronić swoich obywateli nie robi tego i zostaliśmy z niczym. Ja mam poczucie krzywdy. Mimo że mimo wszystko dzień był udany
 

gusia
 
Lekarz, potem bank i biblioteka - wszędzie załatwić mi się udaje szybko i spotykam znane twarze na pomoc których liczyłam. Na koniec zachaczam o kościół. Pomyliłam sie, msza się nie zaczyna lecz skończyła. Ide się pomodlić. Trwa spowiedź wciąż a w konfesjonale jeden z moich ulubionych księży. Skorzystałam. Na tym się jednak kończy. Bo autobus nie chce już drugi przyjechać
 

gusia
 
Mój chrzestny wrócił do kraju i z nami zamieszkał. Szczyt nie realizmu bo zamieszkał na Bagateli.

Mama dziś powiedziała że szkoda że nie mogliśmy wykupić mieszkania. Czyżby nutka tęsknoty czy tylko aspekt finansowy?
 

 

Kategorie blogów