Wpisy oznaczone tagiem "Dawson" (4)  

webspot
 
Andre Dawson has been elected to the Hall of Fame, while Bert Blyleven and Roberto Alomar fell just short of earning baseball's highest honor.

Link: sports.espn.go.com/mlb/hof10/news/story?id=4801847

#english
 

webspot
 
In one of the tightest elections ever, Andre Dawson was the only player elected by the Baseball Writers Association of America to the Baseball Hall of Fame.

Link: sportsillustrated.cnn.com/(…)index.html…

#english
 

webspot
 
Dawson was the only player picked this year, which was an upset in light of Barry Larkin, Roberto Alomar and others on the ballot.

Link: www.sportingnews.com/(…)baseball-hall-fame-2010-cla…

#english
 

noxipotter
 
Ostatnio przydarzyło mi się coś rodem z komedii romantycznej. Drugi dzień świąt, teoretycznie „na mieście” w mojej wiosce wszystko powinno być bardziej niż martwe, biorąc pod uwagę, że w przedświąteczną sobotę bary zamykali o 20, a właściciele krzywo patrzyli na opieszałych. Mimo to dałam się namówić Adriannie na wieczorne wyjście, bo w końcu znowu się nie zobaczymy przez 200 lat, więc głupio marnować okazję. Wchodzimy do centrum a tu Europa. Wszystko czynne, migające, tętniące życiem, zapraszające w swoje progi, szok! Przysiadłyśmy w „Noxi”, aby później rzucać dwuznaczne żarty z cyklu: „Ile razy byłeś w <Noxi>?” Jednakże atmosfera była niesprzyjająca, więc stwierdziłyśmy, że pora zrobić tour de bar i udać się do kolejnego miejsca, padło na „Dekadencję”. Jak zawsze miałyśmy w planach zasiąść w naszej trumnie i gadać, gadać, gadać… Ale zbliżamy się do lokalu, a stamtąd atakuje nas muzyka. „O matko! Dyskoteka? W poniedziałek? To niemożliwe…” A jednak! Co prawda ubrane byłyśmy wybitnie nieimprezowo, ale co tam, raz się żyje i nie zawsze trzeba być wylansowanym.
(I tutaj przejście do historii właściwej)
Po jakichś 30 sekundach od posadzenia się na kanapie zauważyłam faceta, TEGO FACETA, moją największą niespełnioną miłość, do której wzdychałam przez kilka lat, a który wydawał się niewzruszony moimi westchnieniami (jakież to było mylące! Zwłaszcza, że po paru kolejnych latach dowiedziałam się, że ja też mu się podobałam, ale jak takie dwie ciamajdy nie potrafiliśmy sobie zorganizować nic wspólnie). W jednej chwili Noxi-niechluj rozwalona na kanapie z włosami a la meduza i miną wyrażającą pełne znudzenie zamieniła się w Noxi-królówkę z wyprostowanymi plecami, kolanami przylegającymi do siebie, poprawionymi włosami i zalotnym uśmiechem roztaczającym swój urok po całej sali. Oczywiście z racji tego, że niektórzy z nas wychowani są zgodnie ze starą szkołą, że dziewczyna nie zagaduje do faceta to cierpliwie czekałam na odpowiednią chwilę by zwrócić na siebie uwagę.
W końcu wybrałyśmy się z Adrianną do baru uzupełnić niedobór alkoholu, a tam stoi nikt inny tylko Dawson. Z racji tego, że ja kochałam się w nim tylko kilka lat, a Adrianna rozmawiała z nim aż parę razy na korytarzu w szkole, więc od razu zaczęła się z jej strony gadka z cyklu: „Dawson! Bla, bla, bla i inne frazesy”, do której ja nie bardzo wiedziałam co wtrącić ani tym bardziej jak. Tak została zwrócona na mnie uwaga.
I pojawił się stosowny moment do powierzenia Adriannie misji, której celem było spowodowanie rozmowy między mną i Dawsonem. I tak po paru chwilach oraz kilku wizytach na parkiecie, w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności (tańczymy w trójkę, po czym Adrianna znika), wirujemy w dwójkę tak jak jeszcze nigdy (nasz ostatni taniec, gdzieś w okolicach szóstej klasy zakończył się megaporażką, biorąc pod uwagę, że on chyba urodził się z kocimi ruchami a ja byłam wielbicielką ogromnych traperów…). Każdy jego gest jest naturalny i ja naturalnie na niego odpowiadam, żaden ruch nie jest dla mnie zaskoczeniem, każdy kok wykonujemy jakbyśmy zaplanowali go tydzień wcześniej i codziennie trenowali.
Dawson jest pod wrażeniem, pyta nawet czy uczyłam się tańczyć w jakiejś szkole (oczywiście, że nie po prostu jestem cudowna :P), mówi, że zawsze dziewczyny zazwyczaj nie wiedzą, w którą stronę pójść, jak się obrócić, jak złapać rękę bla, bla, bla ogólnie rzecz biorąc rozpływał się nad tym jak cudownie mu się ze mną tańczyło. Zazwyczaj wzięłabym to za tanią bajerę, ale niestety miałam próbkę tego jak tańczy z innymi dziewczynami… I muszę mu przyznać rację. Tym razem to nie jest przejaw megalomanii, naprawdę.
Poszliśmy razem do stolika, zaczęliśmy gadać o jakichś frazesach, o szkole, o tym co kiedyś, o tym co teraz. Czas mijał, znowu tańczyliśmy, gadaliśmy i zabawa się toczyła. Na koniec poprosił o mój numer telefonu, oczywiście że go dostał. A wczoraj napisał czy nie miałabym ochoty wybrać się gdzieś na piwo, niestety nauka mi na to nie pozwoliła… Ale napisał, że rozumie, bo w sumie sam jest po 12 godzinach zajęć i jest trochę wypruty (rany myśli o mnie zaraz po tym jak skończy zajęcia!), więc odezwie się jak się trochę zregeneruje.
Wszystko brzmi cudownie, prawda? A wiecie co jest najgorsze? Że ja pierdolę nie pykło! Chcę latających serduszek i wybuchających fajerwerków, a Dawson był w sumie gwarantem tych emocji, czy to możliwe że moje uczucie do niego tak na poważnie się wypaliło? A mówią, że pierwsza miłość nie rdzewieje, chyba serio się wypaliłam…
--------------------------------------------------
(w najbliższym czasie nastąpi część dalsza tej historii związana z Etahnem)
__________________________________________________
A na 106 dzień roku proponuję:
  • awatar tornado: ..rdzewieje,rdzewieje...ta pierwsza...a ta ostatnia zawsze jest wspaniała...
  • awatar Noxi Potter: Ale to bez sensu! Dlaczego nie może być jak w Ani z Zielonego Wzgórza, gdzie kocha się raz i na całe życie? Bez sensu ;) W sumie to może Dawsona powinnam nazwać Gilbertem? Dlaczego wczoraj na to nie wpadłam...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów