Wpisy oznaczone tagiem "Depresja" (1000)  

ebook-obyczajowe
 
Autor: Justyna Bednarek   Jagna Kaczanowska  

Spędź wiosnę w Ogrodzie Zuzanny!

Wiosenna atmosfera powinna tętnić od miłości, tymczasem tętni, ale od... kłótni, nieporozumień i napięć. W wypieszczonym małżeńskim gniazdku, willi Jolancin, po raz pierwszy miał rozbrzmieć tupot małych stópek. Zamiast niego panuje cisza, która aż dzwoni w uszach.
Zuzanna po poronieniu pogrąża się w głębokiej depresji, a rozpacz kładzie się cieniem na jej małżeństwie. Wiola jest szczęśliwa u boku Krzysztofa, choć z biegiem czasu dostrzega, jak bardzo się od siebie różnią. Po przejściach z Sochackim Kazia zmienia się w bizneswoman, która twardo trzyma w garści księgowość i rachunki. Zyskuje na tym księgarnia, ale nie jej małżeństwo.
Tymczasem na horyzoncie pojawia się pierwsza miłość jej męża, niejaka Katarzyna. Najstarsza z pań Czaplicz zawsze powtarza, że miłość ma moc. Ale czy zwycięży i tym razem?


Szczegóły publikacji:
obyczajowe.masz24.pl/ogrod_zuzanny__warto_walczy…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z kategorii "obyczajowe", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-obyczajowe.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

gusia
 
cieszę się że psychiatra wyznaje zasadę że stan fizyczny wpływa na stan psychiczny i kontroluje mnie czy jestem pod kontrolą specjalistów, a przy okazji kontroli enzymów wątrobowych kontroluje moją anemię i nie muszę do poz biegać dodatkowo. Wciąż pozostaje w euforii po piątkowym wyniku 11,3 hemoglobiny. Rok temu było 8.1

Jest mega.
 

gusia
 
Ciekawe czy znów pomyliłam godziny wizyty u psychiatry. Chyba tak bo mam wg mnie na 8.30 a właśnie weszła pacjentka z 8.30 więc chyba bhlam na 8 :/
 

gusia
 
Jutro idę do psychiatry. I zastanawiam się w sumie z czym idę. Dobrze że jej ufam. inaczej bym się już dziś stresowała.
 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gusia
 
Trudno cieszyć się wyjazdem gdy dzieje się coś złego w rodzinie. Trudno cieszyć się wyjazdem gdy w perspektywie usg tego samego dnia co wyjazd. Zimą w sumie nie lubię wyjeżdżać. Na tydzień zabrałabym walizkę ubrań. Na jedną noc zważywszy że jadę pociągiem i wracam samochodem a w między czasie będę poruszać się po mieście i jadę od lekarza bezpośrednio od lekarza co włożyć i co ze sobą zabrać to już kompletnie nie wiem.

Dziś mam taki dzień że najchętniej wyszłabym w samej lekkiej sukience na dwór. Nienawidzę tej tony ciuchów i tego że przez rehabilitacje muszę chodzić w legginasach i bluzce. Od środy mam w pracy tunikę na przebranie bo wkurza mnie materiał. Z drugiej strony w każdej chwili może zrobić mi się zimno.

Nie chce mi się myśleć co będzie jutro. Czy w pociągu będzie zimno czy gorąco. Dojadę o czasie czy będę stać w polu. A co jak badania źle wyjdą i zespuje swoją obecnością weekend?

Najchętniej nie ruszałabym się nigdzie ze swojej kołderki aż pogoda się ustabilizuje (i nastrój)
  • awatar dorothy: Czasami każdy ma tak my częściej bo lubimy ciepełko
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Piątkowa impreza okazała się porażką, nie mogłam się tam odnaleźć, a dziewczyna, którą znałam z warsztatów zupełnie mnie olała... Gadała ze swoją koleżanką, nie zwracając na mnie uwagi, a jak była sama to nagle się do mnie przysuwała i rozmawiałyśmy, a jak zjawił się jej chłopak, znowu się odcinała... nie do końca rozumiem takie zachowanie. Mama co chwilę wychodziła na papierosa i tam gadała z ludźmi na potęgę, w tym z moimi instruktorami, a ja siedziałam sama. Chciałam wyjść, ale mama nie chciała, bym wychodziła w takim momencie, bo się uprzedzę i nie będę chciała już więcej wychodzić. Co prawda, później faktycznie było lepiej, instruktorzy zaprosili nas do swojej część stołu, ale mimo wszystko nie czułam się dobrze. Mama w pewnym momencie gdzieś zniknęła, więc zaczęłam zachowywać się swobodnie, okazało się, że po prostu się przesiadła tak, abym nie zauważyła. To było nawet miłe. Zauważyłam, że ludzie wolą z nią rozmawiać, jak zawsze. Do domu wróciłam o 2, ale mama miała rację - uprzedziłam się. Nie mam ochoty tam już chodzić i się z nimi spotykać. Może mi przejdzie, może nie.
Dzisiaj w nocy zdarzyła się niepokojąca rzecz... wyszłam do kuchni, aby się napić, w pewnym momencie zrobiło mi się słabo i upadłam. Po chwili obudziłam się na ziemi, nie wiedziałam co się stało. Jak weszłam do pokoju, znowu poczułam, że upadnę, więc powoli położyłam się na ziemi, i poczekałam aż przejdzie. Nie wiem czemu tak się stało. Czułam się względnie dobrze. Mam nadzieję, że było to jednorazowe. Nie mam zamiaru o tym mówić mamie, nie chcę jej denerwować. Trochę się martwię, bo idę dziś na zajęcia i nie chcę zasłabnąć w trakcie ćwiczeń. Może sobie odpuszczę? Chociaż Piotr ostatnio strasznie się wścieka, jak ktoś nie przychodzi... lepiej się nie narażać. Oby nic się nie stało.
ed43ddd48d29a4bfacda27261a61f3d5.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Znowu czuję dziwny niepokój, nie jest on spowodowany niczym konkretnym. Nie jestem w stanie się uśmiechnąć, nie mam na nic ochoty. Jedynie trzyma się mnie dobry apetyt - znowu jem normalnie. Chociaż mama mówi, że znowu schudłam... Mam wrażenie, że jak czuję się "grubsza" lub wiem, że przytyłam, to podświadomie chcę wrócić do poprzedniego stanu, przez co nie chce mi się jeść. Czasami przez cały dzień jestem w stanie nie zjeść nic i nie odczuwać głodu. Jednak ostatnio jem bardzo dużo, cały czas jestem głodna i dogadzam sobie kulinarnie. Może dlatego właśnie, bo mama powiedziała, że schudłam? Tak nie powinno być, mam nadzieję, że jest to jedynie nadinterpretacja mojego zachowania. Może przesadzam. Oby... ale skoro jem, to chyba wszystko jest w porządku.
Na moje ciało patrzę przychylniejszym okiem, moim zdaniem jest ok. Mam tylko problem z moją twarzą, jestem przeziębiona i wyglądam strasznie. Nie patrzę w lustro, by się nie dobijać. Wystarczy, że ludzie mnie taką widzą.
Denerwuję się przed dzisiejszą imprezą, nie wiem jak to będzie wyglądać. Stresuję się, że z nikim nie będę rozmawiać, będę cicho w kącie sączyć wodę z cytryną. Pod tym względem nie martwię się o moją mamę, ona zawsze znajdzie sobie towarzystwo i jest w centrum zainteresowania na każdej imprezie. Rozsiewa wokół siebie taką aurę, dzięki której ludzie po prostu chcą z nią przebywać. Niesamowicie jej tego zazdroszczę. Ona nie musi udawać, męczyć się, jest to dla niej naturalne, jak oddychanie. Jestem jej zupełnym przeciwieństwem.
4ccd3460e231a8f233d2a0d25827615a.jpg
  • awatar audacieux: Społecznie teraz też czuję się tak wycofana i strasznie zazdroszczę ludziom, którzy mają "to coś" w sobie, przez co aż chce się z nimi przebywać. A najlepsze jest to, że często Ci ludzie wcale nie muszę być od nas ładniejsi, chudsi, jakkolwiek niby 'lepsi', ale co kompleksy i swego rodzaju problemy... to jednak nie da się tego ot tak przezwyciężyć.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Jestem zmęczona, nie wiem co czuć, nie wiem co myśleć. Spektakl był faktycznie mocny i trudny w odbiorze, daje dużo przemyśleń. Nie chciało mi się schodzić do Piwnicy Kany, w ogólnie nie miałam na to ochoty. Znowu mam problem z komunikacją z ludźmi... jakoś trudno mi się rozmawia. Czuję się jakby nieobecna, jakby nic mnie nie dotyczyło.
Za to zaproszono mnie na urodziny pana Darka (aktora) i Kasi (menadżerki), pozytywnie mnie to zaskoczyło. Nigdy bym się nie spodziewała, że zaproszą mnie na zamkniętą, prywatną imprezę. Muszę im kupić jakiś uniwersalny prezent - zapewne alkohol. Dla pana Darka whisky, dla Kasi wino. Powinno być w porządku. Mimo, że się bardzo cieszę z zaproszenia, to jednocześnie się obawiam jutrzejszego wieczoru. Będzie tam dużo ludzi, których nie znam i nie wiem czy się z mamą odnajdziemy w tym towarzystwie. Najwyżej wyjdziemy wcześniej, ja nie mam siły zmuszać się do czegokolwiek - znowu mój nastrój mocno spada. Bez powodu. Jak zwykle.
e174266b6e553f3a06df8d6a891d42f7.jpg
  • awatar In_tenebris: Podobno największe problemy z komunikacją z innymi ludźmi naja osoby wrażliwe, czują się niezrozumiali przez otoczenie co często jest powodem ich zamknięcia się w sobie i drobiazgowego analizowania swego życia a to do szczęścia raczej nie prowadzi.
  • awatar LonelyDeer: @In_tenebris: To prawda, chociaż ostatnimi czasy kontakty z ludźmi lepiej mi wychodziły. Otworzyłam się na ludzi, widać u mnie duży postęp. Niestety czasami cofam się znów do punktu wyjścia i tracę cały postęp, jaki udało mnie się osiągnąć. Mimo to nie zamierzam się poddawać i będę starać się dalej walczyć ze sobą.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xhipotermiax
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj idziemy z mamą do Kany na spektakl, na który trzeba się przygotować psychicznie. Instruktorka powiedziała, że sztuka jest dla niej wykańczająca fizycznie i emocjonalnie, widzowie czasem nawet nie klaszczą na zakończenie, bo są w zbyt dużym szoku i nawet nie wiedzą czy wypada to robić po takim widowisku.
Później może się uda zejść do Piwnicy Kany i pogadać? Byłoby fajnie, bo znowu ostatnio się odizolowałam od ludzi, trzeba się jakoś przełamywać. Chociaż nie zamierzam się dzisiaj malować - nie czuję się zbyt ładna, więc w makijażu będę się czuć jeszcze gorzej. Za to ładnie się ubiorę i wyprostuję włosy.
54578817be03a7d4d4d201e4bfcd1f3a.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Czuję się już lepiej, miałam trochę czasu na przemyślenia. Scenariusz będę pisała dalej, dostałam wczoraj małą dawkę motywacji.
Na zajęciach mieliśmy przedstawić przygotowane przez nas etiudy na podstawie wcześniejszego zadania. Nie chcę się zbytnio chwalić, ale do mojej etiudy instruktorzy nie mieli żadnych uwag i powiedzieli, że jak dotąd jest to mój najlepszy występ. No muszę przyznać, że się sporo nagłówkowałam nad etiudą, musiałam zorganizować kilka rekwizytów. Większość ludzi nie wzięła tego aż tak na poważnie i wymyślali swoje scenki na ostatnią chwilę. Głównym zadaniem było wykorzystanie dwóch przedmiotów, jedno mieliśmy narzucone, a drugie mogliśmy sobie wybrać. No nie wszyscy sobie zorganizowali rzeczy, a nie było to aż tak trudne, nikt nie musiał przynosić skrzypiec czy armaty. Były to zwykłe przedmioty. Instruktorzy byli bardzo zawiedzeni. Więc na tle innych wypadłam jeszcze lepiej. Byłam z siebie zadowolona.
Jutro lub w sobotę idę z mamą na spektakl, który wystawiają moi instruktorzy. Pewnie później znowu zejdziemy do Piwnicy Kany i będziemy rozmawiać godzinami. Bez tłumów i hałasu, jak ostatnio. Uwielbiam z nimi spędzać czas, w ogóle lubię ludzi, którzy tam przychodzą. W większości są to artyści, z którymi można prowadzić interesujące rozmowy. Oby się udało jeszcze dostać bilety.
5ce61fe567cf77b6d5e69ece6e67b3b8.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Nie wiem czy lubię mojego psychoterapeutę... cały czas mam mieszane uczucia, co do tej psychoterapii. Niby jest w porządku, ale jakoś nie mogę się w nią w pełni zaangażować. Nie pamiętam czy miałam takie odczucia z moją poprzednią psychoterapeutką. Na pewno nowością jest fakt, że mój obecny psychoterapeuta przeklina i używa "młodzieżowych" słów. Nie na rękę mi jest, że muszę jechać tam na 8 rano... stanowczo za wcześnie. I co będzie jak wrócę na studia? Mogę się założyć, że przez większość dni będę miała rano zajęcia. Zobaczymy.
W końcu omówiliśmy mój scenariusz na zajęciach z grupą... nie jestem zadowolona. Po pierwsze instruktor stwierdził, że jest to bardziej filmowe niż teatralne. Powiedział, że nie wie czy to wystawimy, w zasadzie zależy to od grupy. Nie wiem czy im się podobało, nie było ani pozytywnej, ani negatywnej reakcji, po prostu obojętność. Mnie, jako twórcę, ta obojętność chyba zabolała najbardziej. Usłyszałam tylko "fajnie, że się odważyłaś". Tyle. Wolałabym głosy krytyki, wtedy przynajmniej dzieło jest "jakieś". Ale czego się mogłam spodziewać, jestem tak samo bezbarwna, jak mój scenariusz. Instruktor kazał czytać poszczególne role... to było najgorsze. Oni nie potrafią czytać. Już nawet nie chodzi o sposób czytania, jaki miałam w głowie podczas pisania (pod tym względem oczywiście tragedia i muł, ale jestem wyrozumiała), chodzi o zwykłe przeczytanie tekstu... porażka.  W sumie żałuję, że to pokazałam, niepotrzebnie się obnażyłam. Niestety okazało się też, że wysłałam Piotrowi wersję bez edycji... w chuj literówek. Może za dużo wymagam, ale mógł mi o tym powiedzieć, a jak nie miał zamiaru tego robić, to chociaż mógł je poprawić. Wszyscy strasznie się skupiali na tych literówkach, specjalnie je podkreślali czytając, kolejny raz pokazałam, że jestem zwyczajnie tępa. Nienawidzę siebie za to. Ponoć pozostałym instruktorkom się podobał... Piotr zaproponował odczyt scenariusza przed jakąś małą publicznością. Cóż... zawsze coś. Chyba. Oczekują, że napiszę resztę historii, ale chyba straciłam do tego serce. Po prostu tego nie widzę. Jestem też sfrustrowana, że nie chcą do końca tego wystawić na scenę, tylko wolą stworzyć spektakl z naszych improwizacji. Czyli coś bez ładu i składu. Takie coś chyba mnie nie interesuje.
2e040f1028a8f3fc62bc4dd67f4b2764.jpg
  • awatar Lalka Zombie: Każdy twórca, artysta widzi świat inaczej, bardzo indywidualnie i rzadko zostaje zrozumiany, więc głowa do góry.
  • awatar Amfitryta: LonelyDeer wydaje mi się że jesteś dla siebie zbyt surowa. Skoro poprosili cię o dalsze pisanie to chyba jednak jest potencjał w twoim tekście. Nie wymagaj od siebie ze za pierwszym razem jak coś napiszesz od razu będzie arcydziełem. Tworzenie sztuki to też ciężka praca i wymaga praktyki! Więc pisz ile się da i nie poddawaj się ❤️
  • awatar LonelyDeer: @Amfitryta: Po kilku dniach stwierdzam, że faktycznie trochę przesadziłam z moją reakcją. Wszystko, co robię musi być najlepsze i nie pozwalam sobie na błędy. Pisałam ten tekst w emocjach, potrzebuję zwykle kilku dni na przemyślenia. Dziękuję za tak miłe słowa wsparcia <3
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Ostatnio zbyt dużo się dzieje, nie jestem przyzwyczajona do tak częstych kontaktów z ludźmi. Jestem zmęczona. Wczoraj znowu wylądowałam w Piwnicy Kany i gadałam z koleżankami i nawet z obcymi ludźmi. Okazało się, że w toalecie zaczepił mnie jakiś znany szczeciński piosenkarz, a ja go nie znałam. Fajnie nam się gadało, pytał o moje tatuaże, powiedział, że jestem fajna. Przytulił mnie i się rozeszliśmy. Później powiedziałam o tym mojemu chłopakowi, a on na jaja zapytał: "Taki łysy?" , "No tak". "Czekaj, taki ciemniejszy?", "No tak". "Ty gadałaś z Ukedże!". Do tej pory nie wiem kto to jest, ale jest miły, więc go lubię.
Zaczepiało mnie wielu artystów, chcieli pogadać ze "świeżą krwią", dziwili się, bo nigdy wcześniej mnie tam nie widzieli. W sumie uczęszczam tam od niedawna, ale przyjęli mnie jak swoją. Rozmawiałam m.in. z grafikiem, któremu też podobały się moje tatuaże. Opowiedział mi o swojej podróży do Budapesztu. Takimi ludźmi chcę się otaczać.
Tylko moja psychika ma już dość, jestem wykończona. Cieszę się, że w końcu znalazłam swoje miejsce, ale co za dużo to niezdrowo. Muszę to odchorować.
517dd09b5c8cc97cfcd34643b6a4b70e.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Mój chłopak poszedł na piwo z kolegami (jakoś udało mi się go przekonać), więc jestem sama na kilka godzin. W spokoju obejrzę sobie serial albo może... uda mi się napisać ten scenariusz? Chyba podświadomie się już poddałam, boję się go komukolwiek pokazać. Wstydzę się. Jeszcze się zastanowię. Na razie chcę odpocząć.
Od dwóch dni cierpię na bóle głowy i żołądka, mam straszne wyrzuty sumienia, że zjadłam parówkę... na razie odstawiam mięso. Jest mi niedobrze na samą myśl, ogólnie jest mi niedobrze jak muszę coś zjeść. Nawet po zjedzeniu mojej ulubionej zupki źle się czuję, mam lekkie mdłości i jest mi słabo. Nie wygląda to dobrze.
Mam mały problem. Moi instruktorzy z grupy teatralnej wystawiają spektakl, którego nie grali od lat. Z okazji 40-lecia teatru wznowili sztukę i będą ją grać w weekend. Oczywiście już dawno kupiłam bilety na setny występ w niedzielę. Instruktorka napisała, że będą potrzebowali kogoś do wpuszczania ludzi, więc powiedziałam, że chętnie, tylko nie w niedzielę... odpisała: "No dobrze, czyli ty będziesz w niedzielę". Zamurowało mnie. Wyraźnie napisałam, że w niedzielę nie mogę, za to piątek i sobota mi pasują. Napisałam jeszcze raz, że w niedzielę nie mogę , chętnie pomogę w piątek i sobotę. Odpisała: "No tak, czyli przyjdziesz w niedzielę". Nie miałam pojęcia co odpisać... no WTF? Tak mnie to zaskoczyło, że nawet nie wiedziałam jak zareagować. Stwierdziłam, że spoko. Pomogę w niedzielę, ale żeby nie było pretensji, że sama też będę musiała wejść na salę, bo już kupiłam bilety! Jestem na nią zła, to niemożliwe, by nie doczytała moich wiadomości, bo na nie odpisała! Nie wiem, czy ona chciała mi zrobić na złość? Czy faktycznie jest tak nieogarnięta, że nawet nie może przeczytać ze zrozumieniem prostej wiadomości. Jeszcze kazała nam przyjść na spotkania z aktorami... nie chce mi się. Bez bicia się przyznaję, że mi się nie chcę. Czy nie wystarczy, że zapłaciłam za bilety na spektakl? Dajcie mi święty spokój! I tak nie chce mi się wychodzić z domu. Mam gorszy okres.
5e4b31a23df1c89e1880742025641970.jpg
  • awatar Amfitryta: Co za pinda lukrowana. Chyba bym nie poszła.... Nie rozumiem czemu do baby nie dociera.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów