Wpisy oznaczone tagiem "Fanfiction" (235)  

berrydream
 
Potknęłam się o własną nogę i upadłam z hukiem na podłogę pełną butelek. Rozbolał mnie nos i miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. "Czy ja krwawię?" - pomyślałam próbując się podnieść. Kierując wzrok w górę ujrzałam zniekształconą twarz mężczyzny, która w jakiś sposób mnie pociągała. Wyciągnął rękę w moją stronę, ale nie potrafiłam jej złapać. Był blisko i daleko jednocześnie.
-Kurwa. - mruknęłam do siebie odsuwając butelki. W tym momencie dotarło do mnie, jak głośno jest wewnątrz pomieszczenia, w którym się znajduję. Ocknąwszy się, z wielkim trudem podniosłam się, odpychając ręcę mężczyzny, który właśnie chciał mi pomóc.
-Spierdalaj. - rzuciłam cicho wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy. Dotarło do mnie, że jestem w swoim własnym mieszkaniu.
-Graaace! - usłyszałam z drugiego pokoju. A może właśnie z tego? - Ale zajebiście!
Spojrzałam w tamtą stronę. Carrie tańczyła na schodach w samej bieliźnie, a wokół niej kilka innych dziewczyn. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle je znam, kiedy zdałam sobie sprawę, że to Maggie i jej koleżanka. Wszystkie miały ogromne, czarne oczy.
-Grace. - ponownie usłyszałam swoje imię. Obraz rozmazał mi się, kiedy odwróciłam wzrok.
-Duff? - westchnęłam ledwo łapiąc równowagę. - Co ty tu robisz?
-Zaprosiłaś mnie! Nie pamiętasz? - uśmiechnął się, nerwowo tupiąc w miejscu. - Zatańczymy?
-Ja... Chyba nie najlepiej się czuję. - mówiąc te słowa poczułam niesamowitą falę euforii, która wyostrzyła mi wzrok. Blondyn zmarszczył brwi. Zaczęłam mu się przyglądać - miał dziwna minę, zmęczone oczy, aczkolwiek nadal całkiem nieźle się prezentował. Patrzył na mnie w specyficzny sposób - chyba mu się podobałam. Wybuchnęłam niespodziewanym śmiechem, a on momentalnie się rozchmurzył, łapiąc mnie mocno w pasie. Pachniał dziwnie, głównie papierosami. Mój głód nikotynowy gwałtownie się odezwał, ściskając mnie za wnętrzności.
-Muszę zapalić. - przytuliłam się do niego. - Chodź.
Pociągnęłam go za rękę zadając sobie sprawę, że nie mam papierosów. Na szczęście Michael ogarniał bardziej ode mnie i poczęstował mnie od razu, gdy tylko wyszliśmy. Usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Jak tam Axl? - palnęłam wybuchając śmiechem. Nie czułam w tej chwili kompletnie żadnego sentymentu.
-Cóż. - westchnął Duff. - Trochę mu odjebało po tym... No wiesz... Wszystkim. Słyszałem, co się wydarzyło. Żeby nie było - nie mam nic do tego i nie zamierzam cię umoralniać.
-Słucham? - zmarszczyłam brwi.
-No, u Maggie. Słyszałem o wszystkim, o tym, że was...przyłapał.
Zaczęłam chichotać.
-Dean mnie przytulił, to wszystko. Coś wam się wszystkim pojebało. - odpaliłam kolejnego papierosa - poprzedniego gdzieś zgubiłam.
-W sumie to było do przewidzenia, że ten psychol coś pomiesza. Maggie wie cokolwiek?
-Nie! - prawie krzyknęłam. - I żeby nie przyszło ci do głowy jej o tym mówić. Dean jej się oświadczył, są już szczęśliwi. Nie ma po co, to nic nie znaczyło. Dawno, nieprawda.
Blondyn przyglądał się mi chwilę po czym objął mnie ramieniem.
-Jak sobie życzysz, księżniczko.
Posiedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie zrobiło mi się dziwnie zimno.  Krótki spacer wokół domu był wystarczający, by odczuć zmęczenie. Wolnym krokiem wróciliśmy do domu.
Atmosfera zmieniła się nie do poznania. Większość siedziała na tyłku nic nie robiąc, natomiast Maggie stała i płakała.
-Och, daj spokój! - machnęła ręką na bruneta łkając. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam o co chodzi.
Był tam Dean i robił awanturę Maggie. Dziwne, że nie zauważyliśmy, jak wchodzi.
-Sorry, gołąbeczki, ale może byście sobie odpuścili w moim mieszkaniu? - zaczęłam, ale totalnie mnie ignorowali.
-Zachowujesz się jak jakaś...dziwka! - krzyczał brunet. -Mam tego dosyć! Najpierw nie odbierasz, później coś takiego...
Maggie osunęła się przy ścianie wpadając w histerię. Ja również zaczęłam mieć tego dość. Ludzie, całkowicie zażenowani, zaczęli opuszczać mój dom. Stanęłam za Deanem i stuknęłam go palcem w ramię.
Odwrócił się gwałtownie. Jego oczy tak bardzo błyszczały nienawiścią, że przez chwilę się go naprawdę wystraszyłam. Musiał to zauważyć, bo sekundę po tym odetchnął i spojrzał na mnie czule.
-Przepraszam. - szepnął. Nastała cisza. Dean zamknął oczy i zaczął głęboko oddychać. Wyczuwałam, że za chwilę coś się stanie. Przeszło mi przez myśl, że za chwilę przeprosi wszystkich i powie Maggie o swojej tajemnicy związanej ze mną. Niestety, nic takiego się nie stało.
-Dean, po prostu... - zaczęłam chcąc go wyprosić, lecz przerwał mi gestem.
-Nie, już wychodzę. - doskonale mnie zrozumiał. Spojrzał mi prosto w oczy zrezygnowany, po czym na Maggie z lekką niechęcią. Już miał do niej podchodzić i ją podnosić, kiedy Carrie wypaliła:
-On JĄ kocha. Od dawna.
Wszyscy spojrzeli na nią pytającym wzrokiem prócz mnie - moje oczy wyrażały mnóstwo złości i pretensji. Duff pocałował mnie w policzek i wyszedł. Nastała długa cisza. Dean wstał i się wyprostował wpatrując się w podłogę.
-C-co? - wydusiła Maggie ocierając łzy.
-Dean kocha Grace. Od bardzo dawna. Kiedyś się spotykali, ale ona go nie chciała. No, a potem trafiło na ciebie, nikt nie chciał ci wspominać o przeszłości, no bo i po co, ale teraz wydaje mi się to istotne, a prawdopodobnie nigdy byś się tego nie dowiedziała. No ale! Podobno jesteście dość szczęśliwi, co nie?
-Dean?! - jęknęła Maggie. Widać było, że jest na granicy wytrzymania absolutnie wszystkiego. - Dean, spójrz na mnie!
Ale on nie patrzył, bo zwyczajnie był tchórzem. Wiedział, że nie wyjdzie z tego cało i chyba nawet nie zamierzał próbować.
-Przepraszam. - szepnął tylko i zakrył oczy dłonią. Był zmęczony.
Myślałam, że w tym momencie Maggie zacznie płakać jeszcze bardziej, albo co gorsza, zacznie go bić i histeryzować, robiąc mi z mieszkania jakąś pieprzoną "Modę na sukces", ale ona tylko wstała i w milczeniu zaczęła się ubierać. Dean nawet nie drgnął, pozwolił jej wyjść w spokoju. Carrie z wielkim uśmiechem wzięła resztę butelki z wódką i skierowała się w samotności na górę. Zostaliśmy sami.
Westchnęłam, nie kryjąc ulgi. W końcu nie musiałam niczego udawać, ani grać przyjaciółki. Wiedziałam, że "przyjaźń" z Maggie dobiegła ostatecznego końca i nawet nie było mi przykro z tego powodu. Spojrzeliśmy na siebie biorąc głęboki wdech.
-Napijesz się? - zaproponowałam.            
-Tak.
Usiedliśmy obok siebie na kanapie, wcześniej zrzucając śmieci ze stołu. Włączyłam telewizor i upiłam sporego łyka wina, podając butelkę Deanowi.
-Nie jest ci przykro? - zaczęłam całkiem spokojnie. Mimo całej sytuacji także wyglądał na opanowanego.
-Jest. - westchnął. - Przykro mi, że nie dość, że sam nie czuję się dobrze, to jeszcze ranię innych. Chciałem to przyspieszyć, odizolować się od ciebie zapychając myśli kimś innym. Całkiem się udało... Na początku. Tak jak mówiłem, to nie to samo.
-Długo nie da się siebie okłamywać... - powiedziałam mądrym tonem i uśmiechnęłam się. - To okrutne, ale cieszę się, że nie muszę jej już znosić. Gdy podał mi butelkę po raz kolejny dostrzegłam, jak blisko mnie się znajduje, a jego zapach lekko mnie rozbudził.
-Potrafię grać w nieskończoność. To męczące, ale da się, szczególnie, jeśli nie wyobrażasz sobie bycia samemu. A ja jestem pierdolonym tchórzem.
-Jesteś uzależniony od ludzi.
-Wiem, zawsze to wiedziałem. Nie potrafię żyć bez bliskiej osoby, nawet jeśli ta bliskość jest sztuczna i wymuszona. Taki ze mnie skurwiel.
Uśmiechnęłam się. Chyba go rozumiałam - nie pamiętałam, kiedy ostatnio byłam sama.
 

neriel99
 
<iframe width="500" height="280" frameborder="0" allowfullscreen="" src="embed.wattpad.com/story/85803484" ></iframe>

^ sprawdzam z ciekawości czy działa :P

Nowy rozdział ;3
www.wattpad.com/456334263-two-faces-one-love-~ka…

Niedługo to się rozkręci, mamy masę pomysłów, a codziennie dokładamy nowe cegiełki.


luhan-leaving-exo-instagram.jpg
 

lexus002
 
Stanęła przed starymi, wykonanymi z ciemnego drewna drzwiami i zapukała lekko. Czekając na odpowiedź spojrzała na trzy duże koperty trzymane w lewej ręce, zastanawiając się jaka była ich zawartość. Tak, jak polecił jej kapral, poszła do dowódcy Erwina i przez przynajmniej półtorej godziny segregowała z nim dokumentację. Potem ten dał jej zadanie, które od razu postanowiła wykonać. Nadstawiła uszu, próbując wychwycić nawet najcichsze “Proszę”. Nie doczekując się odpowiedzi, zapukała znowu, tym razem głośniej. Usłyszała ciche skrzypienie krzesła.
 - Um, kapralu? To ja, kadet Winstone! - krzyknęła.
Chwilowa cisza.
 - Odejdź. - znowu ten zimny, pozbawiony emocji ton. Dziewczyna czasami zastanawiała się czy kapral tak bardzo nie lubił swojej pracy, czy może po prostu zwracał się w ten sposób do każdego, niezależnie od sytuacji. Odkąd tylko trafiła do zastępu Zwiadowców, rozmawiała z nim zaledwie kilka razy, ponieważ zawsze był zajęty lub przesiadywał w swoim pokoju.
 - Przepraszam, że tak niepokoję, ale dowódca Erwin kazał przekazać ci listy, kapralu. - Pomimo tak jednoznacznej odpowiedzi próbowała dalej.
 - Tak… Potem - wymamrotał Levi. Teraz jednak w jego głosie pobrzmiewała nuta zmęczenia.
 - Ale dowódca mówił, że to bardzo ważne! - nie dawała za wygraną. Zaczęła się schylać, żeby wsunąć koperty przez szparę pod drzwiami, ale zatrzymała się w ostatniej chwili.
 - Mówię, że potem…!
 - Kapralu, czy wszystko w porządku? - Zmartwiła się. Może tylko wyobraźnia płatała jej figle, ale miała dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. Istniały dwie opcje: albo kapral Levi chciał się jej po prostu pozbyć, albo źle się czuł i nie chciał nikomu o tym mówić.
 - Tak… A teraz odejdź. To rozkaz!
Rozkaz. Tego nie mogła zignorować, szczególnie, że była tylko zwykłym kadetem.
 - Tak jest! - Dziewczyna odwróciła się, żeby odejść, lecz przystanęła jeszcze na moment. - A-Ale przyjdę jeszcze dzisiaj! Muszę wykonać zadanie od dowódcy!
 Z tymi słowami wróciła do pokoju.

*+-+*

Pukanie do drzwi. I znowu. I jeszcze raz. A potem zniekształcony przez grube drewno głos:
 - Kapralu Levi, to ja, kadet Winstone! Niedługo cisza nocna, więc musiałam przyjść!
Czarnowłosy podparł głowę dłonią i popatrzył w ścianę.
“Czy ona musi być taka upierdliwa?” - pomyślał. Nie przepadał za kadetami, nie, w ogóle za ludźmi, którzy naprzykrzali się zbyt często, pomimo wyraźnego okazania wobec nich niechęci. Teraz potrzebował spokoju, a nie jakichś blondyneczek latających do jego pokoju. Ale tak czy siak, dostała zadanie od dowódcy i była zobowiązana je wykonać, więc na dłuższą metę mógł jej wybaczyć zachowanie.
 - Wejdź - odpowiedział krótko.
Drzwi lekko się uchyliły, a do środka wkroczyła młoda dziewczyna - Alexandra Winstone.
 - Dobry wieczór, kapralu - powiedziała cicho, jak gdyby bała się, że ten zaraz wstanie i zbije ją za zbyt głośne mówienie.
Niedawno ukończyła trzyletnie szkolenie na żołnierza i wstąpiła w szeregi Zwiadowców. Była raczej przeciętna jeśli chodziło o umiejętności w posługiwaniu się trójwymiarowym manewrem, chociaż widać było, że się stara. Swoje braki próbowała uzupełnić poprzez chwytanie się każdego zadania, które jej się trafiło i pomaganie wszystkim naokoło. Dlatego właśnie bywała denerwująca. Może to tylko dlatego, że jako młody, niedoświadczony kadet nie wiedziała jeszcze dokładnie do robić? Jakby nie patrzeć, jeszcze dwa miesiące temu należała do korpusu treningowego. W końcu instruktor Keith był znany jako bardzo wymagająca osoba.
Kadetka podeszła do biurka Levi’a i podała mu trzy koperty, które ze sobą przyniosła. Kapral szybko zlustrował je wzrokiem i odłożył na stertę innych papierów, które piętrzyły się na rogach biurka. Potem to przejrzy.
 - Dziękuję, Winstone. Możesz iść.
Jednak ona dalej stała w miejscu i wpatrywała się w mężczyznę. Ten podniósł lekko jedną brew zaskoczony. Wypełniła zadanie, więc co tu jeszcze robiła?
- T-tak, ale… Czy na pewno wszystko w porządku, kapralu Levi? - Na jej twarzy malowało się zmartwienie. Właśnie o to chodziło. Niepotrzebnie zamartwiała się o wszystko i wszystkich.
 - Dlaczego miałoby być nie w porządku? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Mężczyzna zauważył, że dziewczyna trochę się zarumieniła.
 - Ponieważ jak wcześniej przyszłam, wydawał się kapral troszkę… zmęczony?
 - Nie byłem zmęczony. Wszystko ze mną w porządku, możesz iść - odpowiedział z całkowitym spokojem i sięgnął po ołówek, by wrócić do swoich obowiązków, tym samym dając znak Winstone, że naprawdę nie ma po co już tutaj stać.
 - Dobranoc - dodała jeszcze zanim wyszła. Levi westchnął głośno. Poprawił się na krześle i wziął pierwszą kopertę od Erwina. Spis całego asortymentu i wypunktowane rzeczy, których brakuje. Jako kapral, Levi był zobowiązany pisać do stolicy z prośbami o wszelkie dobra, których potrzebowali. Ostatnio jednak zdarzało się to zbyt często, co nie wróżyło zbyt dobrze. O dziwo w tym roku do Zwiadowców dołączyło więcej osób niż się spodziewano, więc nie byli przygotowani na takie wydatki.
W drugiej i trzeciej kopercie zaś była wiadomość o zbliżającej się wyprawie poza mur i wszelkie papiery z tym związane. Ostatnia wyprawa miała miejsce ponad cztery miesiące temu, więc wypadało zorganizować kolejną w nadziei, że tym razem uda im się cokolwiek osiągnąć.
Przez kolejne półtorej godziny kapral próbował się skupić na pracy, ale coś cały czas rozpraszało jego uwagę. Zamiast wypełniać dokumenty patrzył się więc w ścianę. Nie ważne jak bardzo się starał, gdzieś w jego myślach pojawiała się ta wnerwiająca Winstone i jej pytanie: “Czy wszystko w porządku, kapralu?”.
 - Kurwa.
 

lexus002
 
A co mi szkodzi, już od pewnego czasu to piszę, więc czemu tego nie dodać. *wink wink* Właściwie to pomysł na opowiadanko powstał podczas pisania RP z Attack on Titan wraz z przyjaciółką. Anyway, może komuś się spodoba. :D

UWAGA: Opowiadanie to można by nazwać jeszcze bardziej fanowskim niż wszelkie fanfiction w internecie. Pojawia się tutaj wymyślona przeze mnie OC, a opisane tutaj wydarzenia często nie będą pokrywać się z tym co było i będzie w mandze. (Co jest raczej oczywiste, skoro w grę wchodzi OC.) Zatem proszę traktować to z przymrużeniem oka. Anyway, miłej lekturki.

Świata, w którym ludzkość bezustannie walczy o przeżycie i modli się, by tytani nie zaatakowali nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Rok 850, 104 oddział kadetów ukończył trzyletnie szkolenie i każdy musi zdecydować się jaką ścieżką chce dalej kroczyć. Po wielu godzinach rozmyślania, 21-letnia Alexa Winstone postanawia wstąpić w szeregi Zwiadowców wraz z przyjaciółmi. Po dokonaniu wyboru trafiają do zamku Zwiadowców, gdzie czekają już na nich dowódca Erwin, pani Hanji i… kontrowersyjny kapral Levi. A los potrafi być nieprzewidywalny, więc już od samego początku Alexa zbyt często ma styczność z kapralem. Ale to źle czy dobrze?
1.jpg

Przez pieczołowicie wyczyszczone i wypolerowane szyby starego zamku wpadały ciepłe promienie popołudniowego słońca. Dzięki temu zazwyczaj ciemne i ponure wnętrza wydawały się aż lśnić; chociaż można by powiedzieć, że po części było to zasługą całego zastępu Zwiadowców, którzy rozbiegli się po całym zamku, by wyczyścić każdy zakamarek. Po pustym korytarzu nagle poniosło się echo czyichś kroków. Ze szmatką w jednej i wiadrem wypełnioną po brzegi wodą w drugiej ręce szedł ciemnowłosy mężczyzna. Na głowie i szyi miał zawiązane świeżo wyprane, białe chustki. Kapral Levi - tak, to właśnie on odznaczał się niewiarygodną wprost manią czystości i zagonił wszystkich do pracy. Idąc w stronę głównego holu, lustrował każdy zakamarek w poszukiwaniu nawet najmniejszej drobinki kurzu. Jego wzrok zatrzymał się na dziewczynie o ciemnych blond włosach stojącej w rogu i rozglądającej się nieprzytomnie. Zatrzymał się jakieś 3 metry przed nią.
 – Oi - zwrócił się do niej zwykłym, pozbawionym emocji głosem. - Sprzątnęłaś lewe skrzydło?
 Na to pytanie dziewczyna lekko drgnęła, jak gdyby wcześniej była myślami gdzieś zupełnie indziej. Popatrzyła na mężczyznę dziwnym wzrokiem i zasalutowała.
 – Tak jest, kapralu Levi! - odpowiedziała jak z automatu.
 – Dobrze - mruknął ciemnowłosy i ruszył dalej. Jednak zatrzymał go krzyk kadetki.
 – K-Kapralu, zaczekaj!
Niechętnie odwrócił się z powrotem w jej stronę i wwiercił wzrokiem w twarz. Jeśli skończyła sprzątać, to czego jeszcze chciała?
 – Czy jest jeszcze coś, co mogłabym zrobić?
 O, czyli pracowity kadet się przytrafił. Albo na tyle głupi, że nie umie korzystać z czasu wolnego, póki ma na to okazję. Levi zmarszczył czoło.
 – Możesz iść do dowódcy Erwina pomóc mu przy segregowaniu papierów.
 – Tak jest! - kolejny salut. Dziewczyna szybko zebrała resztę swoich środków czyszczących i pobiegła w kierunku schodów.
 – Tch. Tacy kadeci czasem potrafią być upierdliwi - mruknął Levi przyspieszając kroku. Był tak zaaferowany sprawdzaniem stanu czystości, że ledwo poczuł małe ukłucie nostalgii gdzieś głęboko w sercu.
5ceffde108f11e20ea50108bb2545f9d.jpg

(Kurczę, Pinger zjada mi pauzy dialogowe :<)
 

ronnie5
 
Ronnie5: Zapraszam na opowiadanie o Justinie Bieberze!
1. Tytuł: Mr. Bieber - tłumaczenie
2. Autor: BieberIsTyping,
Tłumaczki: Lady Lorence, LenaReevens
3. Gatunek: #romans #fanfiction
4. Szesnastoletnia dziewczyna, Sofia, stara się zaprzyjaźniać i cieszyć życiem, ale jest jej bardzo ciężko, ze względu na częste przeprowadzki rodziny. Tego roku, zamiast być jak inni, nie stara się o przyjaciół. Odcina się od ludzi w swoim wieku, kiedy odkrywa, że zakochuje się w swoim nauczycielu. Panu Bieberze.
5. Link:
www.wattpad.com/(…)99806097-mr-bieber-t%C5%82umacze…
 

harukoo
 
Czas na mini reklamę! ;)
tumblr_o3zz7hKfgX1v5wk02o5_1280.png
Serdecznie i bardzo gorąco zapraszam wszystkich czytelników fanfiction o tematyce yaoi, gdzie znajdziecie dwa moje oneshoty!! www.wattpad.com/user/Harukoo2
Tak jak w tytule są to opowiadania o członkach zespołu BTS, jeden o Yoongim i Jiminie, a drugi o Jiminie i Jungkooku także jeszcze raz zapraszam!!
9.jpg
PS. Na razie są dwa one shoty, ale pracuje nad czymś dłuższym ;) Tylko niestety albo mam czas, ale nie mam weny albo jest czas, ale za to nie ma weny... Nigdy nie może się to razem zgrać! :( Coś okropnego :/
 

harukoo
 
Harukoo: Już dawno nie przypomniałam Wam o odwiedzeniu mojego wattpada! ;) Trzeba nadrobić xD
7lv4EEj.png
Zapraszam wszystkich, którzy lubią czytać fanfiction o tematyce yaoi/miłość męskoxmęska/ :) Jak na razie są tam tylko dwa opowiadania <one shoty>, ale mam w planach coś ambitniejszego! =(^-^)=

www.wattpad.com/user/Harukoo2

Co tu jeszcze... Proszę o zostawienie po sobie jakiegokolwiek znaku obecności i przeczytania <gwiazdka, komentarz> <3

Gorąco zapraszam \(^-^)/
 

harukoo
 
Ponownie przypominam się i zapraszam do czytania mojego opowiadania, które znajdziecie na wattpadzie:

www.wattpad.com/(…)89159926-don%27t-look-at-us-like…

Jest to <jak na razie> oneshot: "Co się stanie, kiedy w świecie gdzie na randkowanie idoli patrzy się nieprzychylnym wzrokiem, wyjdzie na jaw związek dwóch z nich? Na dodatek będzie to związek homoseksualny..."

Fanfic taki troszkę angst, a paring jaki tam występuje to YoonMin (Suga i Jimin z BTS). Jeszcze raz zapraszam do czytania i komentowania ;)
 

harukoo
 
Zapraszam wszystkich do lektury opowiadania pisanego przez moja dwie przyjaciółki, którego historia osadzona w uniwersum Marvela. ;)

Tak pokrótce opisując jest o młodej dziewczynie Caroline, która mieszka z przyjaciółką Alice i jej chłopakiem. Swojej ulubionej kawiarni dziewczyna poznaje przystojnego Steva, z którym nawiązuję nić sympatii. Kilka dni później chłopak jej przyjaciółki zabiera dziewczyny na imprezę organizowaną przez jego wuja, samego Tonyego Starka! Carolina wpada w oko biznesmenowi, jednak na imprezie jest także Steve!

Kogo wybierze Caroline? Jak potoczy się jej historia? Będzie dalej wiodła swoje spokojne życie? Czy może Iron Man i Kapitan Ameryka wplączą ją w jakaś niebezpieczną misję?

Przekonacie się o tym klikając link poniżej!
Zapraszam!
 
www.wattpad.com/story/87700022-
Tony-and-Steve-steve-and-tony-30724375-500-493.jpg
 

harukoo
 
Harukoo: Yoonmin - Suga i Jimin...
Czy oni nie są słodcy? =^.^=  
tumblr_nzvfj9ZUrH1u6p9ibo1_500.jpg

Jeśli ktoś shipuje ich tak mocno jak ja, to zapraszam na mojego wattpada, gdzie znajdzie krótkiego shota o nich :D
www.wattpad.com/(…)89159926-don%27t-look-at-us-like…

tumblr_inline_o0mf27BjCE1shntrm_540.jpg
 

berrydream
 
Świetnie się bawiąc ani razu nie pomyślałyśmy o złej rzeczywistości. Carrie zaczęła jeść i spokojniej sypiać. Czerpała radość ze spokoju i odcięcia od naszego domu i nieodpowiednich ludzi. Z ciężkim sercem, choć jakby oczyszczone, opuściłyśmy hotel wczesnym rankiem. Z racji, że nie przepadam wstawać tak wcześnie, źle się czułam i marudziłam na każdym kroku.
-A myślałam, że to ja jestem w ciąży. - prychnęła w końcu Carrie tracąc cierpliwość. - Może lepiej przejdź się do lekarza?
Westchnęłam doskonale wiedząc, że w tych sprawach jestem wystarczająco odpowiedzialna i nie muszę tego sprawdzać. Nie chciałabym za nic w świecie mieć matki takiej, jak ja, dlatego nie planowałam dziecka.  Postanowiłam jednak wspierać Carrie, by jej maleństwo nie miało spieprzonego życia tak, jak my. Obiecałam sobie, że będę świetną ciocią, choć nie ukrywając bardzo się bałam.
Przez całą drogę zastanawiałam się nad tym, jakie wszystko jest krótkotrwałe. Miałam wrażenie, że każda dobra chwila prędzej czy później wyparuje, a żadna osoba, z którą mamy do czynienia, nie będzie w pełni osobą godną zaufania. Każdy kogo poznałam mnie zranił, włącznie  z rodzicami, ale czy ja jestem niezawodna i czy kiedykolwiek byłam?  Jak żyć, gdy wszystko się kiedyś kończy?  Miałam wtedy wrażenie, że już zawsze będę napiętnowana bólem przemijania. Każda myśl tego typu przychodziła znienacka i bolała niesamowicie. Czy istnieją ludzie szczęśliwi przez większość życia?  I jak się cieszyć z życia z myślą, że wszystko się kończy? Ostatnie pytanie wypowiedziałam na głos. Carrie zmrużyła oczy.
-Hm...A czy przypadkiem nie na tym polega życie?
-Na tym, by przez większość czasu cierpieć? To ja podziękuję.
-Wydaje mi się, że własnie dla takich małych, szczęśliwych, drobiazgowych chwil żyjemy. - kontynuowała zupełnie nie słuchając tego, co przed chwilą powiedziałam. - Z resztą... Kto powiedział, że życie w ogóle ma jakiś sens?
Po tych słowach uśmiechnęła się szeroko.
-Cóż. - rzuciłam głupie nic nie rozumiejąc. - Może i tak.
Ostatnią rzeczą jaką pamiętam po tej rozmowie było oślepiające światło, głośny huk i ból w lewej nodze.
Gdy się ocknęłam w szpitalu, byłam szczerze zdziwiona. Obok mnie leżała jakaś starsza pani o włosach białych jak kartka. Trzymała w jednej dłoni różaniec, drugą natomiast miała całą owiniętą bandażami. Szeptała pod nosem jakieś słowa. Niespodziewanie przyłapała mnie na tym, że ją obserwuję.
-Och! - poderwała się prawie z łóżka. - Obudziłaś się w końcu. Tak się cieszę, że nic ci nie jest!
Zmarszczyłam brwi.
-Przepraszam, czy ja panią znam? - starałam się nie zabrzmieć niegrzecznie. Machnęła lekceważąco ręką.
-Zawsze się martwię o innych. - rzuciła. - Poza tym jestem dziś tak szczęśliwa, że pragnę zarażać tym innych.
"No to powodzenia" - pomyślałam. Kto by w ogóle podejrzewał Boga o istnienie przy takim pechu jak mój? Westchnęłam i zorientowałam się, że nie mogę ruszyć nogą. Spojrzałam w dół i ujrzałam gips.
-Cholera...  - skrzywiłam się i natychmiast przypomniałam sobie o Carrie. Boże. Dziecko. Przeraziła mnie myśl co by było, gdyby poroniła. Na pewno by się załamała, kto wie, może targnęłaby się na życie? Z drugiej strony czy wszyscy nie odetchnęliby z ulgą? Zaczęłam się zastawiać, czy nie jestem przypadkiem okropna myśląc w ten sposób.
-Musi pani zawołać lekarza! - staruszka drastycznie przerwała mój wewnętrzny monolog.  - Kazał dać znać, gdy się obudzisz. Ach, masz niesamowitą urodę.
Parę minut później stał nade mną lekarz. Jak się domyśliłam, miałyśmy wypadek. Niestety, doktor nie chciał mi powiedzieć żadnych dokładnych informacji na temat Carrie, ponieważ jak już ustalili, nie jesteśmy spokrewnione. Dowiedziałam się tylko, że żyje i ma się nie najgorzej, choć ciągle jest w szoku. Obie miałyśmy zostać tam kilka dni, choć niewykluczone, że moja pasażerka nieco dłużej. Pozwolono mi się  z nią zobaczyć, ale dopiero następnego dnia.
 

neriel99
 
Aktualizacja:
Konto na Wattpad ma nową nazwe: Tea-Lady

Oraz pisane opowiadanie yaoi z EXO wspólnie ze znajomą, baardzo gorąco zapraszam :)
www.wattpad.com/user/TeaKiller

Co u mnie? Duużo nauki, ale i śmiechu :D
Ciągle siedzę i piszę fragmenty fanfiction i szukam materiałów.
Obecnie mam zlecenie na rysowanie portretu oraz na plakat z Wiedźmina do szkoły ;3
Na Instagramie nie dodaję często zdjęć, ale kiedyś się za do zabiorę :P

14ed94870679bfccc26cabc794d6dd84.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

adrienna
 
Hej!
Chciałabym może się przywitać xD.
To jest mój nasty blog (tak nasty bo miałam wiele ale nigdy nie zostawałam na nim dłużej niż miesiąc, ale myślę, że ten przetrwa długo :D). Będę podawała swoje imię jako Adrienna. (nie pytajcie skąd taka nazwa xd)
Na tym blogu będą pojawiać się opowiadania (Fanfiction) o Miraculum ;P. Postanowiłam, że będziecie mieli możliwość wzięcia udziału w moich konkursach na opowiadanie :).
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną długo (*raczej czy ze mną wytrzymacie xd), tak jak ja z Wami.
Opowiadanie może będzie dziś lub jutro.
Zapraszam do czytania moich opowiadań.
To ja się żegnam (narazie bo nie dam wam tak szybko spokoju xd)

Adrienna
kerjs.jpg
  • awatar Gośkuś098: Super! Właśnie czegoś takiego szukałam ;) napewno tu zajże :)
  • awatar Adrienna Miraculum: @Gośkuś098: Dzięki :D
  • awatar Weasley2: Chętnie wezmę udział w konkursie
Pokaż wszystkie (3) ›
 

berrydream
 
Przez dłuższy czas milczenia i słuchania muzyki radiowej Carrie zainteresowała się:
-To jakie to są te miejsca?
-Cóż. Myślałam o dwóch. Są w sumie w tę samą stronę. - zaczęłam. - Jedno to plaża.
-Plaże są tu wszędzie... - marudziła.
-Doskonale o tym wiem i chyba nie robiłybyśmy tyle kilometrów, gdybym chciała zabrać cię na zwykłą plażę? - zerknęłam na nią spode łba. - To plaża, można powiedzieć, zamknięta. To taki jakby ośrodek wypoczynkowy. Kawał plaży mają swój, a dookoła nie ma nic. Małe domki i piasek.
-Może być. - mruknęła. - A to drugie?
-Też niedaleko plaży, ale całkiem innej. Jest tam jakiś klub i hotel. Restauracja. Takie tam.
-Wolę domki.
-Ja chyba też.
-Oby nie było tam dużo ludzi.
-Nie sądzę, w końcu nie ma sezonu na wyjazdy. - uspokoiłam ją.
I rzeczywiście, gdy dojechałyśmy na miejsce, ośrodek był praktycznie pusty. Jedynymi osobami wynajmującymi domek dość daleko od nas (mieszkanka były w dużej odległości od siebie, właściciele wyraźnie stawiali na prywatność) była para starszych ludzi, którzy byli niesamowicie spokojni i nie zwracali na siebie żadnej uwagi.
Gdy zjadłyśmy lekki obiad w pobliskim barze (dość schludnym i tanim, ale niestety z okrojonym menu), postanowiłyśmy pójść popływać. Carrie prawie nic nie tknęła i była całkowicie bez siły – usiadła tylko na plaży owijając się cienkim kocem popijając – o dziwo – sok jabłkowy. Ja natomiast korzystając z tego, że jest dość ciepło, pozwoliłam sobie na wejście do wody.
Była lodowata, ale orzeźwiająca, przez co od razu poczułam się lepiej. Blondynka czasem machała do mnie i nie oszczędzała sobie wyzwisk, co świadczyło o tym, że wyjazd jak na razie można było uznać za udany. Gdy wyszłam z wody rzuciłam się na nią.
-Aaaa! - krzyczała. - Zostaw mnie ty głupia cipo, jesteś cała mokra!
Takim sposobem zaczęłyśmy się ganiać po plaży, dopóki obie nie zagrzebałyśmy swoich stóp w piasku. Wylądowałyśmy na ziemi nie przestając się śmiać. Przez chwilę poczułam się jak dziecko i jestem pewna, że Carrie też.
Do końca dnia nie robiłyśmy nic konkretnego. W końcu blondynka odważyła się pospacerować przy brzegu. Lodowata woda muskała nam łydki, kiedy wpatrywałyśmy się w dal praktycznie się nie odzywając. Nie pamiętam czy kiedykolwiek byłyśmy tak wyciszone i spokojne. A więc warto było się tu wybrać. Gdy wieczorem kładłyśmy się do łóżek widziałam, jak Carrie głaszcze swój brzuch.
Następnego dnia zaczęłyśmy się nudzić, więc próbowałam namówić przyjaciółkę na kolejną zmianę otoczenia.
-Nie wiem czy chce tam jechać. - marudziła. - Tam jest na pewno dużo ludzi.
-Nie możemy całe życie ukrywać się przed ludźmi... - westchnęłam. - Dobre towarzystwo na pewno dobrze nam zrobi.
-Jeszcze nawet nie ruszyłyśmy w tamtą stronę, a ty od razu zakładasz, że będzie tam dobre towarzystwo.
-Jak chcesz, ale sądzę, że może być ciekawie. Jeśli nie, zabierzemy się stamtąd i pojedziemy gdzie zechcesz.
-Do domu.... - wymusiła smutek na twarzy. Wywróciłam oczami.
Ostatecznie się zgodziła. Zabrałyśmy swoje rzeczy, zapłaciłyśmy za domek i wyjechałyśmy przed południem. Późnym wieczorem byłyśmy już na miejscu.
Hotel był trochę droższy niż poprzednie lokum, więc postanowiłam, że zostaniemy tylko na dwie doby. Carrie się ucieszyła słysząc, że niedługo wracamy.
Wynajęłyśmy pokój dla pary – musiałyśmy więc spać razem, ale chociaż było taniej i nie musiałam się martwić, czy starczy nam na obiady. Na szczęście nie były aż tak drogie. Byłam pewna, że gdy wrócę, będę musiała wziąć się za pracę i to od razu. Na myśl o powrocie zrobiło mi się smutno – wszystkie wspomnienia wróciły. Skrzywiłam się – co właściwie mam zrobić? Wyjechałyśmy, żeby pomyśleć, a tymczasem snujemy się bez celu nawet nie rozmawiając o niczym konkretnym.
-Carrie. - zaczęłam, gdy wróciłyśmy po obiedzie do pokoju. - Co dalej?
-Jak to co? - zdziwiła się. - Mówiłaś, że dwie doby i wracamy.
-Nie o tym mówię.. - urwałam.
Spojrzała na mnie z pretensją.
-Nie mam zamiaru o tym gadać.
-Ale musisz coś postanowić... - powiedziałam błagalnym tonem – Nie możesz tak w nieskończoność...
-Zatrzymam je.
-Co? - podniosłam wzrok nie rozumiejąc.
-Dziecko. - szepnęła i dotknęła brzucha. - Jest moje. I nie porzucę go.
  • awatar gość: Kurczaczki!To jest dobre! Bezsprzecznie masz talent tylko trzeba go oszlifowaĆ warsztatowo, ale to już pikuś bo tego, co już masz w sobie nie da się nauczyć. Polecam 'Po bandzie' Jakuba Winiarskiego - tam masz wszystko, co pisarz powinien wiedzieć. Strona dla Ciebie www.aktualnekonkursy.pl - pisz i wysyłaj. Trzymam kciuki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

laguna13
 
Hi! :* Witajcie, mordki! :* Troszkę mnie nie było, sorki :c Tak wgl, to wczoraj była uroczystość rodzinna xd 50 lat po ślubie dziadków, omg '-' No i byłam tam najmłodsza (reszta to ludzie 40+ xD) Tańce się też odbyły mimo tego, że 80% ludzi miało ponad 60 lat :') Okay, dość tego xd
Ogólnie to teraz mam ferie ^^ :D I od początku lutego realizuję moje postanowienie - żyć zdrowiej i więcej się ruszać :) Nie chodzi o jakąś, hm, dietę, tylko poprostu myślę że dotychczas miałam złe nawyki żywieniowe, na szczęście już zmieniają się na lepsze ^^
UWAGA!!! JEŚLI ktoś z was ma konto na www.wattpad.com, to zapraszam na moje fanfiction! :D Nazywa się One Day i znajdziecie go tutaj -> www.wattpad.com/story/61253426-one-day-m-c-and-r-l, miłego czytania! :D

Zapraszam teraz na sesyjkę Frankie ;)
WP_20160221_10_22_10_Pro.jpg


WP_20160221_10_23_58_Pro.jpg


WP_20160221_10_25_17_Pro.jpg


WP_20160221_10_26_23_Pro.jpg


WP_20160221_10_26_41_Pro.jpg


WP_20160221_10_27_41_Pro.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

berrydream
 
Dean spojrzał na mnie po raz ostatni i wyszedł. Podeszłam do Carrie i objęłam ją nie wiedząc co powiedzieć. Z jednej strony poczułam ulgę, że nie jest to śmiertelna choroba, ale czym dłużej o tym myślałam, tym bardziej zaczęłam zauważać w tym wszystkim poważny problem.
-Co teraz? - zapytałam niepewnie po jakimś czasie.
Odsunęła się ode mnie i przetarła oczy próbując się opanować. Coś mnie ścisnęło za serce.
-Zrobię co zechcesz. - zachęciłam ją. - Jest coś, co mogę dla ciebie zrobić?
-Zabij mnie. - znów wybuchła płaczem.
Po jakimś czasie uspokoiła się. Zrobiłam jej herbatę i usiadłam obok na kanapie.
-W porządku. Usunę. - powiedziała beznamiętnie.
Zamilkłam zastanawiając się jakie to uczucie. Każdy wie, że instynkt macierzyński bywa naprawdę silny, kobiety oddają życie za swoje dzieci. Niełatwo musi być podjąć decyzję o tym, by w ogóle nie urodzić. Nagle zdałam sobie sprawę z tego jak błahe są moje problemy w tym momencie. Być może Carrie naprawdę walczy ze sobą i czuje, że nie będzie w stanie wychować dziecka. Przykro to mówić, ale ja także sądzę, że nie nadaje się na matkę.
Oparła głowę o moje ramię.
-Ale dlaczego to tak cholernie boli? - zapytała załamanym głosem.
-Nie wiem... - odpowiedziałam głupio, lecz zgodnie z prawdą. - Może...Mogłabyś je zatrzymać. Nie myślałaś o tym?
-Przestań pierdolić. Spójrz na mnie. W życiu nie chciałabym mieć takiej matki. Wolałabym zginąć. - próbowała powstrzymać łzy. - Dziecko powinno mieć rodzinę, dom... Boję się, że już jest skrzywdzone... Co jeśli byłoby chore?
Zamilkłyśmy obie. Bardzo chciałam jej pomóc, lecz nie wiedziałam jak. Wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł, który z pewnością pomógłby także mnie, więc od razu zabrałam się za realizację.


Gdy spakowałam już wszystkie rzeczy do bagażnika zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle dam radę poprowadzić samochód – w końcu nie robiłam tego tak dawno i to sama nie wiem, czy z powodu tego, iż gdziekolwiek bym się nie poruszała, byłabym pod wpływem jakichś substancji, czy po prostu w jakiś sposób mnie to odrzucało. Westchnęłam wiedząc, że tylko dzięki temu mogę coś zmienić choć na chwilę. To było pewne – potrzebowałyśmy odetchnąć, odizolować się od otoczenia, zmienić je i spędzić czas inaczej niż zwykle.
-Muszę jechać z tobą? - zapytała Carrie ponuro.
-Musisz. Samej cie nie zostawię, a poza tym nie pożałujesz, obiecuję. Wybrałam dwa idealne miejsca. Zdecydujemy w drodze.
Skinęła głową i wsiadła do auta. Gdy ruszyłyśmy poczułam swojego rodzaju ulgę, że opuszczam to miejsce. Uśmiechnęłam się nawet lekko do siebie, a blondynka spojrzała na mnie pytająco.
-Jesteś wariatką. - powiedziała i skierowała swoją głowę w stronę okna.
Czym więcej kilometrów przemierzałyśmy, tym bardziej atmosfera opadała i robiło się spokojniej. Pogoda na szczęście nie była uciążliwa - wręcz idealna do podróży. Włączyłam cicho radio, ale usłyszałam tam Axla, więc od razu je wyłączyłam i zaklęłam pod nosem. Wtedy Carrie po raz pierwszy od dłuższego czasu się uśmiechnęła.
-Co w tym takiego zabawnego? - zapytałam ją zdziwiona.
-Ty to masz pecha. - stwierdziła. - Gdzie nie pójdziesz to i tak albo zobaczysz jego parszywą mordę, albo usłyszysz jego wkurwiający głos. Na twoim miejscu to bym chyba odpuściła sobie życie.
-No dzięki za wsparcie, przyjaciółko. - rzuciłam nie kryjąc ironii. - Parszywą mordę? Myślałam, że ci się podobał. Mało co nie dochodziłaś na jego widok.
-Szkoda, że z nim nie doszłam.
Spojrzałam na nią z oburzeniem.
-Nie musisz mi przypominać, że z nim spałaś!
-E tam, a kto z nim nie spał? - zaczęła chichotać.
-Raczej: a kto z tobą nie spał?
-Hmm, niech pomyślę. - nie przestawała się śmiać. - Dean?
-Ooo, to na co czekasz?
-Nie jest w moim typie... - machnęła ręką.
-Myślałam, że każdy jest w twoim typie.
-Może kiedyś tak było.
-A teraz co? Carrie magiczna przemiana?
-Kto wie... - odpowiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
 

berrydream
 
Następnego dnia wstałam wcześnie w celu poszukania pracy. W tym mieście były dwie opcje dla takich osób jak ja: kelnerka lub striptizerka. O innych pracach można było sobie pomarzyć nawet gdy miało się wykształcenie wyższe. Na nic innego nie było tak wielkiego zapotrzebowania – ludzie chcieli jedynie określonych rozrywek.
Jako kelnerka miałam już jakieś tam doświadczenie, więc byłam pewna swego. Ubrałam się nieco lepiej i umalowałam, choć nie chciałam przesadzić z nienaturalnością. Chciałam już otworzyć, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Wzdrygnęłam się.
To był Dean. Wlepił we mnie swoje czekoladowe oczy i czekał aż się odezwę. Ale ja nie mogłam z siebie nic wydusić. Niby co miałam mu powiedzieć?
-Cześć. - zaczął widząc, że nic ze mnie nie wyciśnie. - Mogę wejść?
-Właściwie to za chwilę wychodzę. - spuściłam wzrok.
-To nie zajmie długo. - powiedział i bez pytania wszedł do środka. Westchnęłam i nie zamykając drzwi oparłam się o ścianę. Odważyłam się na niego zerknąć – zdawał się być zamyślony, jakby nie wiedział co powiedzieć.
Milczeliśmy jakiś czas, po czym zatrzasnął za mną drzwi.
-Dean...
-Nie, nie. - przerwał mi. - Czekaj. Zanim cokolwiek powiesz chcę żebyś odpowiedziała mi na jedno pytanie.
Westchnęłam. Chyba nie miałam wyjścia. Spojrzałam na niego pytająco, a on zrobił kilka kroków  w moją stronę.
-Czemu mnie wtedy przytuliłaś?
-Przepraszam.
-Nie przeszkadza mi to. - westchnął.
Odruchowo spojrzałam na niego i spotkaliśmy się wzrokiem. Jego oczy błyszczały i było w nich coś innego niż zwykle. Chciałam zostać i uciec jednocześnie. Bałam się, że dam się ponieść impulsowi i znów rzucę mu się na szyję.
-Dobrze było cię zobaczyć. - kontynuował. - Ciężko mi zapomnieć. Nigdy bym nie przypuszczał, że wciąż będziesz działać na mnie tak samo...
-Teraz masz Maggie. - zebrałam się w sobie. Nie chciałam już tego słuchać, bałam się swoich własnych reakcji. - Ona cię kocha, a ty? Robisz jej krzywdę. Nie jesteście szczęśliwi?
-Jestem, może i jestem. - zastanawiał się chwilę przed odpowiedzią. - Ale nic nie poradzę, że to nie to samo.
-Ranisz ją.
-Prędzej czy później i tak bym to zrobił. Ciągle kogoś raniłem i ciągle nie byłem pewny. Ale z tobą to co innego. Przy tobie jest inaczej. - wziął głęboki wdech. - Tak mi przykro, że zakończyliśmy naszą znajomość kłótnią. Do tej pory tego żałuję i do tej pory mam nadzieję, że gdybym wtedy się opanował, dał ci trochę spokoju.. Widziałem, że jest coś nie tak, a mimo tego nie próbowałem cię zrozumieć.
-Proszę cię. - szepnęłam.
-Nie, daj mi mówić. - zbliżył się do mnie. - Wtedy się poddałem. Wiedziałem, że idziesz do niego i odpuściłem. Poznałem Maggie, która jest naprawdę cudowną kobietą...
-Jest idealna. Niczego jej nie brakuje. Spełnienie marzeń...
-Nie moich. - przerwał mi. - Ale oszukiwałem siebie, próbowałem żyć i zapomnieć. Nieźle mi szło, a później zobaczyłem cię w progu i wszystko co zbudowałem przez te dni bez ciebie runęło. A potem mnie przytuliłaś. Do tej pory w to nie wierzę. Mam wrażenie, że mi się to przyśniło.
Zamknęłam oczy błagając w myślach, by przestał mówić. Każde jego słowo mieszało mi w głowie, jak i w sercu. Miałam dość każdego, a jednocześnie Dean wpędził mnie w pułapkę własnego umysłu, z której ciężko było mi tak po prostu wyjść i dojść do jakichś logicznych wniosków.
Widząc moje zmieszanie dotknął mojej twarzy. Na początku chciałam go odepchnąć i kazać mu się wynosić, ale nie wiedząc czemu nie zrobiłam tego.
-Brakowało mi ciebie. - zsunął powoli i delikatnie rękę z mojego policzka i musnął moją szyję. Odważyłam się na niego spojrzeć po raz kolejny – był wyraźnie zafascynowany tym co robi. Chwilę potem lekko objął mnie w pasie, jakby z obawą, że go odrzucę. Czując jego ciepłe ramiona zaczęłam powoli mięknąć i przylgnęłam do niego odruchowo.
-A teraz odpowiesz mi? - szepnął. - Czemu to zrobiłaś ponownie?
Oderwałam się od niego, więc złapał mnie bardziej zdecydowanie.
-Dobrze, nie odpowiadaj. Tylko nie odchodź.
Potem parę razy pocałował moje włosy. A gdy odetchnęłam na chwilę i przestałam się zastanawiać, pocałował mnie w policzek. Poczułam lekką woń alkoholu i papierosów, a więc sporo musiało go kosztować przyjście tutaj. Na trzeźwo by się nie odważył. To było nawet do przewidzenia zważając na to, jak bardzo dużo dziś powiedział.
A ja wciąż miałam pustkę w głowie i jedyne na co miałam ochotę, to zasnąć w tym cieple. I już nigdy nie podejmować decyzji. I nie myśleć.
Oderwał się ode mnie i spojrzał na moje usta. Z każdą sekundą był o milimetr bliżej. Zamarłam wiedząc, że mu się nie oprę.
A potem ułszałam kroki i odskoczyłam od niego. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym bólu i niechętnie mnie puścił.
-Powinieneś już iść. - powiedziałam spokojnie i spuściłam wzrok. W tym samym czasie w progu stanęła Carrie.
-Jestem w ciąży. - załkała.
 

berrydream
 
Wyniosłam Carrie z pomocą jednego z gapiów na zewnątrz. Tam od razu się ocknęła.
-Jedziemy do szpitala. - poinformowałam ją.
-Oszalałaś? Przecież nic mi nie jest... - mówiła spokojnie. - Gorąco dziś i tyle. I nie jadłam śniadania.
-Nigdy nie jadasz śniadań, niby czemu miałabyś nagle z tego powodu zemdleć? Bez dyskusji, dowiemy się czy coś ci jest i wrócimy do domu.
-Ale....ja wiem co mi jest.

Wracając zamówiłam taksówkę. Carrie nadal nie czuła się najlepiej i było to widać gołym okiem. Mimo tego starała się stwarzać pozory całkowicie zdrowej. Podświadomie zaczęłam myśleć o Josephine. Czy Carrie też jest śmiertelnie chora i umrze niespodziewanie? Może nie była zbyt dobrą przyjaciółką, ale myśl o całkowitej samotności mocno mnie przygnębiła. Całą drogę nie odzywałyśmy się do siebie – miała mi wszystko wyjaśnić po powrocie. Ale nie zrobiła tego – od razu pobiegła na górę i zamknęła się w łazience. Znając już ją trochę wiedziałam, że na siłę nic nie zdziałam. Postanowiłam więc dać jej spokój aż sama stwierdzi, że czas się wytłumaczyć.

Z dnia na dzień strach przed Axlem mijał, a zaczęła się pojawiać tęsknota. Chciałam znów zobaczyć jego uśmiech, poczuć jego usta i dotyk na sobie nawet jeśli miałby mnie przelecieć i znów zniknąć. Moje myśli czasem też kierowały się w stronę Deana. Być może to przez to, że nie rozmawiałam z nikim, a Carrie nawet nie schodziła na dół. Zastanawiałam się czy w ogóle coś je.
-Ej? - zapukałam do jej drzwi któregoś dnia. - Zrobiłam obiad. Nie wygląda najlepiej, ale chyba dawno nic nie jadłaś.
Wyjrzała niepewnie i wlepiła we mnie swoje zapłakane oczy. Wyciągnęła rękę po talerz.
-Możesz mi w końcu wyjaśnić co się do cholery dzieje? - zirytowałam się.
-Porozmawiamy jutro... - mruknęła.
-Nie ma jutro, trochę już czekam na wyjaśnienia.
-Zaufaj mi. Jutro. - powiedziała i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Poddałam się więc i postanowiłam trochę posprzątać w mieszkaniu, bo dawno nikt tu nie kiwał palcem, poza tym chciałam przestać myśleć i na koniec dnia paść zmęczona i zasnąć bez problemu. Tak więc zaczęłam od najdrobniejszych szczegółów, a trzeba przyznać, że było co robić – dom był naprawdę duży. Przez chwilę nawet przeszło mi przez myśl, by szukać kolejnej współlokatorki. Szybko wybiłam sobie to z głowy patrząc na to, jaka jest Carrie. Musiałam znaleźć sobie pracę – to było pewne. Postanowiłam się tym zająć jak najszybciej, a najlepiej już jutro. Uśmiechnęłam się do siebie.
Gdy kończylłm myć podłoge w kuchni moja współlokatorka zeszła na dół i usiadła przed telewizorem. Chwilę potem zadzwonił telefon.
-Carrie, odbierzesz? - krzyknęłam. Blondynka niechętnie zsunęła się z kanapy i sięgnęła po telefon.
-Halo... Tak. No... Już daję. - zakryła reką słuchawkę. - Do ciebie. Maggie.
Trochę wystraszona podeszłam do niej.
-Tak? - powiedziałam cicho.
-Cześć Grace. - usłyszałam zimny głos. - Możesz mi wyjaśnić co tak właściwie się stało? Dean mówi, ze nic nie pamięta, a ty od razu zwiałaś. Co to ma znaczyć?
Westchnęłam głośno szukając w głowie jakichś pomysłów.
-Nie wiem. - odparłam. - Naprawdę. Może Dean coś powiedział... Wiesz jaki jest Axl...
-Nie wkurwiaj mnie, na pewno wiesz co się stało! – wyraźnie zaczęła się irytować.
-Przykro mi Maggie, ale nie wiem. Poza tym nie mam z nim żadnego kontaktu. - podniosłam ton głosu starając się być bardziej przekonująca.
-Przepraszam Grace, po prostu strasznie się denerwuję tą całą sytuacją. Dean od tamtej pory stał się strasznie niedostępny. Kiedyś mówiliśmy sobie wszystko, ufaliśmy sobie a teraz... - urwała.
-Rozumiem. Może to chwilowy kryzys. Wiesz jak to bywa w związkach, jesteście ze sobą chyba krótko...
-No trochę już jesteśmy, a kiedyś było inaczej. Jak go poznawałam był taki cudowny...
Zrobiło mi się strasznie głupio, więc pod pretekstem czekania na bardzo ważny telefon i po obiecaniu, że na pewno jeszcze do niej wpadnę na herbatę, zakończyłam tę męczącą rozmowę. Spojrzałam na Carrie.
-Gówniana sprawa.
Westchnęłam i przyłożyłam dłoń do czoła.
-Czemu go przytuliłaś? - zapytała nagle.
-Nie wiem. - odpowiedziałam szczerze i opadłam obok niej na kanapie. - I żałuję, że w ogóle tam poszłyśmy.
-A ja nie. - uśmiechnęła się szeroko. - Fajnie było.
-Jesteś okropna.
-I to bardziej niż myślisz.
 

btsismylife
 
Hejka :)
Dzisiaj dodaję mój ulubiony rozdziałowy scenariusz, który napisałam :)
Tytuł: "Taniec to nie hobby. To styl życia."
Scenariusz nr 3
Rodzaj: angst
Bohaterowie: Ty, Jung Hoseok, Park Jimin
Długość: rozdziałowiec, 2175 słów
Miłego czytania :)

To wręcz nieprawdopodobne jak jeden, krótki list może zmienić całe życie. Twój mały, uporządkowany świat tak po prostu legł w gruzach. Przez jedno, jedyne zdanie związane z pewnym chłopakiem. Okazało się, że wszystko w co dotychczas wierzyłaś jest nic nie warte. Twoje życie przypominało bajkę do czasu kiedy pojawiło się w nim to jedno zdanie. Słowa mają niesamowity dar. Mogą uratować życie albo je odebrać. Dlatego najważniejsze jest odpowiednio ich używać. Niestety, nie wszyscy posiadają tę umiejętność.

- Ekhem. ____? - zapytała osoba, po której nigdy byś się tego nie spodziewała. A mianowicie - Jimin Park. Nawet nie zauważyłaś kiedy sala treningowa opustoszała i zostaliście sam na sam, nie licząc nauczyciela, który od początku zajęć zachowywał się jakby go tu nie było i przysypiał na ławce zarezerwowanej dla zmęczonych uczniów.
- Tak? - odwróciłaś się powoli w stronę chłopaka, bojąc się, że nagle zaczniesz się jąkać jak to miałaś w zwyczaju rozmawiając z Jiminem na osobności. Od początku twojej nauki w szkole artystycznej było między wami niezręcznie.
- Mam go obudzić? - zapytał z miną, po której stwierdziłaś, że najwidoczniej uważał, że jak o to zapyta to ty to zrobisz.
- Rób co uważasz. - stwierdziłaś i wyszłaś z sali, zostawiając niezdecydowanego chłopaka na samym środku sali. Weszłaś do szatni, szybkim ruchem ściągając bluzę z wieszaka i schylając się w poszukiwaniu butów na zmianę, ale nigdzie nie mogłaś ich znaleźć.
- Tego szukasz? - usłyszałaś głos Jimina gdy usiadłaś na ławce zrezygnowana, że zgubiłaś najdroższe buty jakie kiedykolwiek w życiu miałaś, ukrywając twarz w dłoniach. Podniosłaś wzrok na chłopaka, który pokazywał ci palcem obuwie, które w najlepsze leżało sobie w szatni innej grupy. Odetchnęłaś z ulgą i uśmiechając się do Jimina zabrałaś stamtąd buty. W spokoju je zasznurowałaś i wychodząc z szatni rzuciłaś chłopakowi przez ramię "Pa." Nawet nie poczekałaś na odpowiedź i przekroczyłaś próg szkoły kierując się do domu.
- Cześć. - rzucił Jimin z uśmiechem, przerzucając ci rękę przez ramię, a tobie od razu zrobiło się gorąco i bałaś się, że zaraz będziesz cała czerwona.
- Co ty tu robisz? - zapytałaś ze zdumieniem, uwalniając się z uścisku chłopaka.
- Może cię odprowadzę, hmm? - zaproponował Jimin, posyłając ci tak rozbrajający uśmiech, że teraz już na prawdę zarumieniłaś się.
- N-nie. T-to znaczy... Eh. No - plątałaś się w odpowiedzi, ewidentnie się jąkając i spuściłaś wzrok na czerwono-czarne buty chłopaka, starając się myśleć o czymkolwiek innym tylko nie o tym do kogo one należą.
- Spokojnie. - zaśmiał się chłopak i delikatnie łapiąc cię za podbródek nakierował twój wzrok na swoją twarz. - Czemu się rumienisz? - zapytał a tobie zrobiło się tak głupio, a w dodatku dłoń Jimina na twoim podbródku sprawiała, że twoja twarz dosłownie płonęła i nic nie mogłaś na to poradzić.
- E-em, j-ja już p-pójdę. - szepnęłaś, oswobadzając się z uścisku chłopaka i zrobiłaś krok w stronę swojego domu.
- Poczekaj jeszcze chwilę. Mogę o coś zapytać?
- Hmm? - zapytałaś, nie odwracając się w stronę Jimina.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - stałaś przez chwilę bez ruchu, zastanawiając się czy przypadkiem się nie przesłyszałaś, ale biorąc pod uwagę minę chłopaka ten nie żartował. Patrzył na ciebie z pytaniem w oczach, a ty nie mogłaś nic poradzić na to, że jedyne co dałaś radę wykonać w tej sytuacji to patrzenie na niego w osłupieniu. Nadzieja w oczach Jimina zaczęła gasnąć, a tobie zrobiło się naprawdę przykro, bo mimo, że bardzo chciałaś przyjąć "ofertę" nie mogłaś się zdobyć na wydobycie z siebie tego jednego słowa, którym było "Tak."  - Emm... To ja już pójdę. - Czy wybaczyłabyś sobie gdybyś straciła chłopaka swoich marzeń tylko i wyłącznie przez swoją nieśmiałość? Nigdy. Jednak za nic nie mogłaś przełamać swojej nieśmiałości. Jimin był już kilkanaście metrów od ciebie. Miałaś pozwolić, żeby dystans między wami stawał się coraz większy?
- Hwaiting! - szepnęłaś aby dodać sobie otuchy i pobiegłaś za chłopakiem. Chwyciłaś go za nadgarstek na co odwrócił się w twoją stronę. Jednak nadal nie byłaś w stanie mu odpowiedzieć zwłaszcza teraz kiedy patrzył na ciebie wzrokiem, do którego ponownie zawitała nadzieja, więc po prostu zrobiłaś to bez użycia słów - wspięłaś się na palce i przycisnęłaś wargi do jego ust na co odpowiedział trochę zbyt "zaawansowanie" jak na wasz pierwszy pocałunek.
- To miało znaczyć "tak"? - zapytał, uśmiechając się jakby nic lepszego niż ta chwila nie spotkało go nigdy w życiu.
- Tak. - skinęłaś głową, znowu czerwieniejąc na twarzy. Chłopak delikatnie dotknął twojej twarzy dłonią, na co zrobiło ci się jeszcze goręcej.
- Nie przejmuj się, oduczę cię tego. - obiecał, mając na myśli twoje rumienienie się w jego obecności.
- Jak? - zapytałaś, mierząc Jimina zaskoczonym spojrzeniem.
- Tak. - odpowiedział ci pocałunkiem i nagle wszystko dookoła przestało się liczyć. Był tylko Jimin i nikt poza nim nie mógł przerwać tej cudownej chwili.
Ale w końcu zawsze nadchodzi kres tego dobrego...

*kilka miesięcy później*

- Tato, mogę jutro po lekcjach wpaść do przyjaciela? - zapytałaś, kończąc jeść kolację.
- Masz na myśli tego chłopaka, z którym ciągle się włóczysz? Sądzisz, że nie wiem,  że jesteście parą? - odpowiedział twój tata pytaniem i zmierzył cię przenikliwym spojrzeniem.
- Dobrze wiem, że wiesz. - powiedziałaś i miałaś ochotę uderzyć samą siebie jak to głupio zabrzmiało.
- W takim razie może w końcu byś mi go przedstawiła? - zapytał twój ojciec, podnosząc wzrok znad prawie pustego już talerza i kierując go w twoją stronę.
- Tato, przecież go już znasz. - westchnęłaś przeciągle wiedząc, że gdy tylko zaprosisz Jimina na kolację od razu zacznie się wywiad. Jak to już kiedyś było z twoim byłym chłopakiem, który został "byłym" właśnie przez te pytania.
- Z widzenia. I wiem jedynie, że nazywa się Jimin. Tyle. Niczego więcej mi o nim nie powiedziałaś. - zaznaczył twój tata, zamaszyście gestykulując widelcem przez co zabrudził obrus sosem, który z niego skapywał. Wyglądało to tak komicznie, że roześmiałaś się, a twój ojciec spojrzał na ciebie wyraźnie oburzony tym, że się z niego naśmiewasz, a potem sam się zaśmiał, oceniając śmieszność sytuacji. - Dobra. Nie ważne. - powiedział z uśmiechem, a potem ponownie wrócił do swojego kazania. - Jutro na kolację masz przyprowadzić tego chłopaka. I bez dyskusji. - dodał widząc, że otwierasz usta w geście protestu.
- Ale tato... - jęknęłaś żałośnie.
- Powiedziałem bez dyskusji. - wzniosłaś dłonie ku sufitowi w bezradnym geście i wstałaś od stołu, aby zapytać Jimina czy ma jakieś plany na jutro.

- Dzień dobry. - przywitał się twój chłopak, podając dłoń ojcu i chyba pierwszy raz w ciągu waszego związku nie pocałował cię na powitanie.
- Dzień dobry... - powiedział twój tata, jakby oczekując, że powie coś więcej.
- Emmm? - rzucił Jimin w twoją stronę, najwidoczniej nie rozumiejąc o co chodzi twojemu ojcu.
- Przedstaw się. - powiedziałaś, jedynie poruszając ustami nad ramieniem swojego rodzica.
- Uh. Jasne. Nazywam się Park Jimin i... - zaczął chłopak, uśmiechając się do ciebie tym swoim zabójczym uśmiechem.
- Jak? - zapytał twój ojciec, wytrzeszczając oczy na chłopaka i już w tym momencie wiedziałaś, że coś jest nie w porządku.
- Park Jimin. - powtórzył uprzejmie młodzieniec i kolejny raz posłał ci uśmiech. Mina twojego taty wyrażała niepokój, ale przede wszystkim shock zaledwie przez chwilę, bo potem przywołał swoje ukochane i używane tak często od lat "poker face" po czym wszedł do kuchni, zostawiając ciebie z chłopakiem sam na sam. Jimin oczywiście chciał to wykorzystać aby cię pocałować, ale nie zgodziłaś się, a on zrozumiał, że coś jest nie w porządku. Przeszliście do kuchni gdzie stół już dawno był nakryty, a twój ojciec już siedział na swoim krześle, które zarezerwował sobie tuż po odejściu mamy.
Nikt nie wiedział co się z nią stało. Pewnego dnia gdy ojciec wrócił do domu jej już nie było. I nigdy nie wróciła. Ani choćby nie skontaktowała się z wami, więc teraz cała rodzina od strony ojca myślała, że mama nie żyje. Wy też, ale podejrzane było, że rodzina twojej matki nigdy nie wypowiedziała się na ten temat, a ojciec unikał go jak ognia. Bardzo podejrzane...
Usiadłaś tak jak zawsze naprzeciwko taty, a Jimin przysiadł obok ciebie. Trzy, dwa, jeden...
- ___, podasz nam kolację? - zapytał ojciec, a ty spojrzałaś na niego w największym zdumieniu. Teraz powinien zacząć się wywiad składający się zapewne z ponad pięćdziesięciu pytań. I nie to, że chciałabyś, żeby twój ojciec go przeprowadził, ale to było na porządku dziennym. Coś było nie tak. Tylko co? Pokiwałaś leciutko głową i podałaś na talerze "specjalność taty", czyli zamawiane z restauracji jedzenie, choć on zawsze uparcie twierdził, że sam gotuje posiłki. Trzy, dwa, jeden...
- Skarbie, podasz mi sól? - Coś było w bardzo wielkim nie porządku. Spojrzałaś na Jimina wyraźnie zaniepokojona, a on mimo, że nie wiedział o co chodzi zaraził się twoim niepokojem i zaczął się zastanawiać jak rozładować sytuację (co poznałaś po jego zamyślonej minie.) Jimin. I zamyślona mina nie były na porządku dziennym. Chłopak zawsze działał na spontanie. Twój ojciec odchrząknął dając ci do zrozumienia, że nadal czeka na sól, więc mu ją podałaś. Spojrzałaś na Jimina, lecz ten tylko lekko wzruszył ramionami i bezgłośnie powiedział "Nie mam pojęcia o co chodzi." A ty również poruszyłaś ustami w takt słów "Ja też." Coś było nie tak, a twoje obawy potwierdziło to, że nawet wygadany zawsze Jimin nie wiedział co miałby powiedzieć. Kolacja minęła w całkowitej ciszy, nie licząc szczękania widelców i odgłosów przeżuwania. Twój ojciec skończył jako pierwszy i kulturalnie poczekał aż wy skończycie po czym wstał i zabrał ze stołu talerze.
- Miło było cię poznać, chłopcze. - rzucił w stronę Jimina, podając mu dłoń gdy już wrócił z kuchni.
- Mnie też. - sztucznie uśmiechnął się twój zaniepokojony chłopak i uścisnął dłoń ojca po czym skierował się do wyjścia. Chciałaś się z nim pożegnać, ale tata zagarnął cię ręką do kuchni mówiąc "Że musisz mu pomóc wysprzątać, bo dzieci powinny słuchać rodziców". O tym, że za miesiąc kończyłaś już osiemnaście lat, a za dwa lata miałaś być już pełnoletnia nic. Rzuciłaś Jiminowi "Pa." przez ramię, a ten pokazał ci, że potem zadzwoni i opuścił twój dom.

- ____? - zawołał cię ojciec kiedy kończyłaś wkładać talerze do szafki na co weszłaś do salonu i usiadłaś obok niego na kanapie.
- Tak? - zapytałaś gdy długą chwilę nie powiedział ani słowa i w zamyśleniu spoglądał na telewizor, który jedyne co mógł mu zaoferować to czarny ekran, bo był wyłączony.
- Nie miej mi tego za złe. Proszę. - powiedział, nie odrywając wzroku od urządzenia, a tobie wyobraźnia podsunęła najgorsze domysły co mogło się wydarzyć. - Ale... - zaczął i urwał, a ty przestraszyłaś się już nie na żarty.
- Ale co, tato? - zapytałaś, kładąc mu dłoń na ramieniu w próbując dodać mu otuchy.
- Musisz zerwać z Jiminem.
- Że co!? - wybuchnęłaś, odsuwając się od ojca gdy ten w końcu na ciebie spojrzał. Czy ty się właśnie przesłyszałaś czy on naprawdę to powiedział.
- Wiem, że teraz myślisz sobie, że jestem okropny, wredny i w ogóle, że jestem najgorszym ojcem na świecie, ale musicie się rozstać. - powiedział, chowając twarz w dłoniach jakby to co właśnie ujął w słowa sprawiało jemu ból, a nie tobie.
- Dlaczego? - zapytałaś, a łzy wezbrały ci w oczach, dając ujście smutkowi, a nie złości.
- Obiecuję, że wkrótce ci to wytłumaczę. Teraz nie mogę. Ale wiedz, że gdybyś wiedziała to co wiem ja zerwałabyś z nim z własnej woli.
- Wytłumacz mi teraz. Skoro wydajesz rozkaz masz też za zadanie go uzasadnić. - rzuciłaś, ocierając łzy, które moczyły skórzaną narzutę kanapy.
- Nie mogę. Mam do ciebie tylko jedno pytanie. Ufasz mi? - zapytał z wyraźnym bólem, patrząc w twoje oczy pełne łez.
- Tak. - odpowiedziałaś pewna tego, że jakoś trzeba rozegrać tę grę.
- W takim razie zerwiesz z nim teraz. - powiedział po czym podał ci twoją komórkę, która nie wiedzieć czemu znalazła się na oparciu kanapy.
- Mhm. - mruknęłaś, podnosząc się z siedzenia. Kierując się do swojego pokoju na pietrze, aby mieć pewność, że ojciec nie będzie cię podsłuchiwał. I zadzwoniłaś do Jimina, oczywiście z nim nie zrywając.

*miesiąc później*

- ____, bardzo się cieszę, że przynajmniej ten raz mi zaufałaś i zerwałaś z Jiminem. - powiedział twój ojciec, który chyba nie ogarniał rzeczywistości zaraz po tym jak skończyła się twoja impreza urodzinowa, na której nie było twojego chłopaka, bo umówiliście się, że urodziny będziecie świętować następnego dnia.
- A ja nie. - stwierdziłaś, jak zwykle udając złą na niego i smutną gdy ojciec podejmował temat twojego "zerwania z Jiminem".
- Na swoim łóżku znajdziesz prezent od mamy. - powiedział twój ojciec z zamyśleniem, a jednocześnie wahaniem w głosie.
- Tato nie musiałeś... Chwila! Od mamy!? - krzyknęłaś, rozumiejąc po czasie o co chodzi. Tata lekko skinął głową na co pobiegłaś do swojego pokoju. Na łóżku była jedynie śnieżnobiała koperta. Bez znaczka. Właśnie. Dla niektórych było to "jedynie". Dla ciebie - "aż". Przyskoczyłaś do łóżka i chwyciłaś kopertę. Przez chwilę z wahaniem obracałaś ją w dłoniach po czym w końcu zdecydowałaś się ją otworzyć i pobiegłaś po nożyk.
Wtedy jeszcze nie wiedziałaś, że to czego się dowiesz złamie ci serce.
avatar.jpg

____________
Mam nadzieję, że się Wam spodobało.
Czekam na opinie i komentarze.
Taeyeon <3
 

btsismylife
 
Hejka :)
Dzisiaj dodaję mój drugi ulubiony scenariusz z tych, które napisałam :)
Tytuł: "Przyjaciele się przytulają"
Scenariusz nr 2
Rodzaj: pół angst, pół fluff :)
Bohaterowie: Ty, Huang Zitao, Wu Yi Fan
Długość: one shot, 3405 słów
Miłego czytania :)

- T-Tao? - powiedziałaś ze łzami wzbierającymi w twoich oczach. Przed chwilą weszłaś do sali treningowej akademii sztuk walki cała zamoczona z powodu deszczu, mając zamiar poczekać aż twój utalentowany chłopak skończy trening, a... On całował się z jakąś dziewczyną...
- Mhym... - Chyba nie poznał twojego głosu, bo pokazał ci otwartą dłoń dając do zrozumienia, żebyś poczekała i nie oderwał się od tej dziewczyny nawet na sekundę.
- Tao... - szepnęłaś, a gdy twoja łza upadła na posadzkę wybiegłaś z sali treningowej, mając przed oczami swojego ukochanego obściskującego się z jakąś niewydarzoną panienką.
- ____! - krzyknął chłopak i zerwał się do biegu zostawiając zszokowaną dziewczynę za sobą. Wybiegłaś na zewnątrz w deszczu bez parasolki, która została w korytarzu i co tchu pobiegłaś w stronę swojego domu. Ale to oczywiste, że Tao cię dogonił. Był wyższy o prawie dwadzieścia centymetrów i wysportowany jak mało kto. Nie każdy od najmłodszych lat ćwiczył sztuki walki, a w dodatku nie był do tego zmuszany przez rodziców.
- Zaczekaj! - krzyknął, łapiąc cię za nadgarstek i odwracając cię twarzą do siebie.
- Skarbie, ja... - zaczął, a ty popełniłaś najgorszy błąd - spojrzałaś mu w twarz. Krople deszczu doszczętnie zmoczyły mu włosy, a po policzkach spływały krople deszczu dając złudzenie tego, że płakał... Być może naprawdę tak było. Wpatrywał się w ciebie błagalnym wzrokiem tymi swoimi wielkimi oczami tak pięknie podkrążonymi, że wyglądały jakby należały do pandy. Wtedy twój wzrok padł na jego usta. Usta, którymi przed chwilą całował inną... Wyrwałaś nadgarstek z jego uścisku i rzuciłaś się do ucieczki, która z góry była skazana na porażkę. Tao był zbyt silny i zbyt szybki. Zamknął od tyłu twoje drobne ciało w swoich silnych ramionach i zaczął uspokajać oddech. Szarpałaś się z nim ile miałaś sił. Chciałaś być w tym momencie jak najdalej od niego. Kilometry od tej jego przystojnej twarzy, która przewijała się w każdym twoim śnie. Tymczasem on przyciskał cię do siebie tak aby być jak najbliżej. Przemoczona do ostatniej suchej nitki stałaś, drżąc nie tylko z zimna w jego silnych ramionach, które nie miały najmniejszego zamiaru cię puścić.
- Kochanie, ja... - ponownie zaczął tłumaczyć się z incydentu, o którym nawet nie chciałaś myśleć a co dopiero rozmawiać. W dodatku z nim. Wtedy miarka się przebrała. Zawsze spokojna, cicha, a jakże wrażliwa ty zrobiłaś coś czego nigdy w życiu nie zrobiłaś - uderzyłaś go łokciem w brzuch. Jęknął z bólu, ale niczego nie powiedział. Rozluźnił odrobinę uścisk, ale gdy poczuł, że spinasz mięśnie brzucha, żeby się uwolnić ponownie zamknął cię w silnym uścisku. - Proszę, pozwól mi wytłumaczyć... - powiedział tonem jakby zaraz miał się rozpłakać na co kolejne łzy pociekły po twoich policzkach, skapując na jego ramiona. Powoli odwrócił cię w swoim kierunku i zmusił, żebyś spojrzała mu w oczy. Pochylił się i nie zważając na to jak usilnie próbowałaś mu się wyrwać pocałował cię, ale nie tak jak zawsze tylko dość brutalnie. Po chwili przestałaś się szarpać z silniejszym od siebie chłopakiem i po prostu stałaś w bezruchu, czekając aż skończy. Tao rozluźnił uścisk i delikatnie cię objął, nadal całując. Wtedy korzystając z okazji odepchnęłaś go przez co upadł na chodnik i pobiegłaś do swojego domu, który na szczęście był blisko. Zdążyłaś zamknąć bramę i wbiec do domu nim chłopak cię dogonił. Pobiegłaś do swojego pokoju i nie zważając na to, że byłaś cała przemoczona rzuciłaś się na łóżko z płaczem. Po kilku minutach uspokoiłaś się, przypominając sobie co powiedziała twoja mama gdy podobna sytuacja przydarzyła się twojej siostrze.

“Nie jest wart twoich łez.”


Otwierając szafę w celu wyjęcia jakichś suchych ubrań wyjrzałaś przez okno. Tao stał przed bramą. Tao! Chłopak, który zwykle przeskakiwał furtkę i wbiegał do twojego pokoju, żeby jak najszybciej cię przytulić. Pierwszy raz w życiu uszanował twoją prywatność i ten drobny szczegół sprawił, że łzy ponownie zaczęły skapywać na posadzkę w twoim pokoju. Zabrałaś ze sobą ręcznik i poszłaś do łazienki aby wziąć prysznic. Błagałaś, żeby zmył z ciebie całe nieszczęście co oczywiście się nie udało.
Wróciłaś do pokoju jakieś pół godziny potem i mimowolnie wyjrzałaś przez okno uważając, żeby nie zdradziła cię ruszająca się firanka. Chłopak nie stał już przed bramą. Klęczał w dopiero co powstałej kałuży mocząc i tak już mokre metalowe pręty ogrodzenia swoimi łzami. Czym prędzej odwróciłaś wzrok od Tao, żeby ponownie się nie rozpłakać i usiadłaś na skraju łóżka, chowając twarz w dłoniach. Po chwili wstałaś i położyłaś się do spania, ale nie mogłaś zapomnieć widoku sprzed godziny.

Rano wstałaś przybita do cna i niewyspana, bo sen zmorzył cię dopiero około czwartej nad ranem. Postanowiłaś pójść bez uprzedzenia do swojej najlepszej przyjaciółki. Potrzebowałaś kogoś kto byłby w stanie cię pocieszyć, a kto inny poradziłby sobie z tym lepiej? Ubrałaś się ciepło i zabrałaś parasolkę, ponieważ od wczorajszego dnia deszcz ciągle padał. Wyszłaś z domu i zamknęłaś bramę, przed którą wczoraj klęczał Tao. Za furtką przyspieszyłaś aby przypadkiem nie spotkać chłopaka, ale los chciał inaczej. Poślizgnęłaś się na mokrym chodniku, a od upadku uratowały cię czyjeś silne ramiona, które zacisnęły się na twojej talii. Podniosłaś wzrok na swojego wybawcę, którym oczywiście musiał być Tao. Wyrwałaś mu się, ale zdążył złapać cię za nadgarstek i odwrócić ku sobie.
- Błagam! - powiedział, przyciągając cię bliżej i usilnie próbując nakierować twój wzrok na swoją twarz co mu się nie udało. Łzy kolejny raz zaczęły spływać po twoich policzkach. Chciał otrzeć je wierzchem dłoni, ale gwałtownie odwróciłaś głowę w bok na co opuścił ramię. - Proszę okrzycz mnie, powiedz, że jestem skończonym idiotą, że już nigdy mi nie zaufasz... Błagam powiedz cokolwiek! - powiedział błagalnie na co spojrzałaś mu w twarz. - To lepsze niż milczenie i oglądanie jak płaczesz. - dodał z oczami pełnymi łez. Nie zareagowałaś. Skoro twoje milczenie tak bardzo go bolało to dobrze. Przybliżył usta do twoich ust na co wyrwałaś mu dłoń z uścisku i wróciłaś do domu pewna, że tym razem już za tobą nie pobiegnie. I nie pobiegł. Gdy odwróciłaś się przy furtce stał w tej samej pozie, w której go zostawiłaś.
Weszłaś do domu, wiedząc co teraz musisz zrobić. Teraz w tym miejscu nie trzymało cię kompletnie nic. No może najlepsza przyjaciółka, ale ona i tak poradzi sobie bez ciebie. Miała Luhana. On jej wystarczy. Mieszkałaś sama. Siostra też wyjechała. Rodzice mieszkali w innym mieście. Nic nie mogło cię powstrzymać przed wyjazdem. Spakowałaś potrzebne rzeczy do walizki i wyjęłaś pieniądze "na czarną godzinę" ze swojej skrytki. Sprawdziłaś w internecie kiedy odjeżdża najbliższy pociąg. Szczęście uśmiechnęło się do ciebie. Odjeżdżał za jakieś pół godziny. Zamknęłaś dom na klucz, zostawiając wszystkie wspomnienia za sobą i w pośpiechu poszłaś na przystanek, bojąc się, że znowu spotkasz Tao.

- _____! Zaczekaj! - krzyknął gdy znikałaś w drzwiach pojazdu. Nie zaczekałaś. Drzwi zamknęły się za sobą, oddzielając cię od przeszłości. Gdy pojazd znikał za zakrętem musiałaś się odwrócić. Tao siedział na ławce, na przystanku, chowając twarz w dłoniach. Szybko odwróciłaś wzrok od chłopaka, kierując go na przód. Ku lepszej przyszłości.

Kilka dni po tym jak zamieszkałaś w nowym miejscu zaczęło ci się najzwyczajniej w świecie nudzić samej w domu, więc wyruszyłaś na poszukiwanie jakieś pracy. Dość szybko udało ci się znaleźć kawiarnię, na której drzwiach było wywieszone ogłoszenie o poszukiwaniu nowej kelnerki. Weszłaś do przepełnionej kafejki gdzie w pocie czoła uwijało się około trzech kelnerek i podeszłaś do lady, za którą stał jakiś chłopak odwrócony do ciebie tyłem.
- Przepraszam! - rzuciłaś na co ten posłusznie ukazał ci twarz, po której było widać, że nawet nie postara się być miłym i posłał ci pytające spojrzenie.
- No co? - zapytał gdy tylko stałaś, nie wiedząc od czego zacząć rozmowę i zmarszczył brwi.
- Na ogłoszeniu pisało, że szukacie kelnerki i pomyślałam, że może ja... - zaczęłaś.
- Super! Witam w pracy! Możesz zacząć od zaraz? Mamy dzisiaj prawdziwe urwanie głowy. - powiedział chłopak z czymś co miało chyba być entuzjazmem, ale w jego wykonaniu to była głucha wypowiedź.
- W porządku. Jestem _____. - podałaś mu dłoń.
- Wu Yi Fan, ale przyjaciele mówią na mnie Kris. - powiedział, delikatnie potrząsając twoją ręką. - Dziewczyny pomogą ci jakoś to ogarnąć. Musisz po prostu ubrać fartuszek, przyjmować zamówienia i szczerzyć zęby do kolesi. Czyli normalny dzień każdej dziewczyny. - stwierdził na co prychnęłaś pod nosem. Dopiero po chwili zorientowałaś się, że to był żart, a chłopak uważnie obserwował twoją reakcję, śmiejąc się pod nosem.
- To wcale nie było śmieszne. - parsknęłaś śmiechem na myśl o tym jak zareagowałaś na to co powiedział.
- Ranisz. - stwierdził z uśmiechem, który wyglądał na szczery i złapał się za serce.
- Komikiem to byś nie mógł być. - rzekłaś, starając się zawiązać fartuch z tyłu co niezbyt ci się udało, bo po chwili się rozwiązał.
- Przestań mnie dobijać i chodź tu to ci pomogę. - powiedział, nadal się uśmiechając i pokazał ci dłonią, żebyś do niego podeszła.
- Nie. - stwierdziłaś, nagle poważniejąc.
- Dlaczego? - zapytał zdziwiony i lekko zmarszczył brwi. Mimo wszystko podeszłaś do niego i pozwoliłaś mu zawiązać fartuszek. Sprawnie się z tym uwinął, a potem zapytał czy wszystko jest w porządku, na co ze sztucznym uśmiechem stwierdziłaś, że tak, ale chyba w to wątpił, bo posłał ci przenikliwe spojrzenie. - Nie jesteś stąd. - zauważył po chwili gdy przyniosłaś mu pierwsze zamówienie. - Dlaczego przyjechałaś?
- A czy to ważne? - zmarszczyłaś brwi i spojrzałaś na niego unosząc głowę do góry, bo chłopak był chyba nawet wyższy niż Tao. Nie. Nie będziesz myśleć o Tao. Koniec kropka.
- No w sumie to nie, ale... - urwał w połowie zdania, zastanawiając się co dalej powiedzieć. - Nie ważne. - dodał po chwili, na co odebrałaś od niego kawę dla stolika czwartego i zaniosłaś ją klientom czując na sobie przenikliwe spojrzenie chłopaka. Życzyłaś smacznego konsumentom napoju i obejrzałaś się przez ramię na Krisa, który szybko odwrócił wzrok w stronę innej kelnerki, która do niego podeszła. "Do niej się nie uśmiechnął." pomyślałaś z jakimś śladem satysfakcji.

Po kilku tygodniach przyzwyczaiłaś się do nowej pracy, która bardzo ci się spodobała i w ogóle twoja praca miałaby same plusy gdyby nie to, że Kris cię podrywał na każdym kroku. W sumie to nie było w tym nic złego, ale i tak trochę uprzykrzało ci życie, bo po incydencie z Tao wolałaś się z nikim nie wiązać.

- Tylko, żeby było jeszcze otwarte! - pomyślałaś gdy około dwudziestej w nocy zorientowałaś się, że zostawiłaś komórkę na ladzie w kawiarni. Na szczęście światło w kafejce było włączone co świadczyło o tym, że ktoś jeszcze tu był. Pewnie Kris, który zawsze zostawał trochę dłużej niż inni, żeby wszystko sprawdzić i ewentualnie posprzątać. - Cześć! Przepraszam, ale chyba zostawiłam tu telefon i... - powiedziałaś zaraz po otwarciu drzwi kawiarni i przejściu do lady, która była blisko wejścia, ale przerwałaś, bo Kris siedział przy jednym ze stolików przeglądając twoją komórkę. - Co robisz z moją...
- Kim jest ten chłopak? - zapytał pierwszy raz odkąd się poznaliście, zwracając się do ciebie z czystą złością w głosie. Zazwyczaj mówił tak do wszystkich. Tylko nie do ciebie.
- Co? - zapytałaś, nie rozumiejąc o co chodzi Krisowi i dlaczego zwrócił się do ciebie ze złością.
- Kim on jest? - warknął. - I dlaczego masz na telefonie jego zdjęcia? - podniósł się z krzesła i podszedł do ciebie pokazując ci zdjęcie Tao.
- Dlaczego od razu się wściekasz? - zapytałaś, będąc bardzo ciekawą odpowiedzi, a Kris przewinął jedno zdjęcie w przód. Na zdjęcie, na którym całowałaś Tao w usta. Spuściłaś wzrok, przypominając sobie jak chłopak całował się z inną w sali treningowej.
- Dlatego! - odpowiedział, podsuwając ci zdjęcie pod nos.
- I co z tego?! - wybuchnęłaś, już dłużej nie mogąc powstrzymać irytacji. Nie dość, że przeglądał twoje zdjęcia to jeszcze urządzał ci sceny zazdrości, że znalazł kilka, które mu nie odpowiadało.
- Dlaczego tu przyjechałaś? - zapytał, patrząc na ciebie z taką wściekłością w oczach, że aż cofnęłaś się o krok. - Gdzie on teraz jest?! - krzyknął, podnosząc głos.
- Nie twój interes! Oddawaj mi komórkę! - warknęłaś zdenerwowana dociekliwością chłopaka.
- Nie dopóki mi tego nie powiesz. - rzucił przez zęby.
- Dobra, kupię sobie nowy telefon. - prychnęłaś i odwracając się na pięcie podeszłaś do drzwi kawiarni. Kris złapał cię za nadgarstek i obrócił w swoją stronę, a następnie spróbował cię pocałować, ale odepchnęłaś go od siebie. - Co ty wyprawiasz!?
- Przepraszam. - szepnął, patrząc na ciebie oczami niesłusznie zbitego psa, a następnie podał ci komórkę. - Gdybyś kiedyś chciała o tym porozmawiać to... Z resztą nieważne... Pewnie i tak nie będziesz chciała. - stwierdził i z westchnieniem opadł na krzesło przy jednym ze stolików.
- Sądzisz, że tak dobrze mnie znasz? - zapytałaś, odsuwając sobie krzesło naprzeciwko chłopaka.
Ponad godzinę poświęciłaś na odpowiadanie, na zadawane przez Krisa pytania po czym odprowadził cię do domu, bo było już późno.

- Ej! Co ty robisz!? - krzyknęłaś gdy Wu Yi Fan pociągnął cię w stronę zaplecza i szybko zamknął za wami drzwi. - Jeśli to kolejna próba pocałowania mnie to wiedz, że...
- Cicho bądź i poczekaj tu na chwilkę. Zaraz wrócę. - powiedział, przykładając palec do ust, żebyś mówiła szeptem i czym prędzej wybiegł z zaplecza.
- Pff. Dobre sobie. - prychnęłaś, wychodząc z magazynu i stanęłaś jak wryta. Przed ladą, zaciekle dyskutując z Krisem stał... - Tao? - zapytałaś mimowolnie i zawróciłaś, przechodząc przez drzwi do zaplecza, ale chłopak zauważył cię nad ramieniem Wu Yi Fana. Kris nie chciał go przepuścić i stali tak, piorunując się wzrokiem, a ty tymczasem usiadłaś na jakiejś skrzynce, zastanawiając się czemu nie posłuchałaś szefa. Wspomnienia wróciły do ciebie w ciągu jednej chwili i przemykały ci przez głowę z prędkością światła.
- To wejście dla personelu! - warknął Kris jak zwykle wredny dla wszystkich poza tobą tak głośno, że usłyszałaś go przez drzwi, a co dopiero musieli go usłyszeć klienci, którzy na pewno nie życzyli sobie kłótni w miejscu gdzie chcieli porozmawiać lub w spokoju wypić kawę.
- Chodź. - powiedziałaś, wychodząc z zaplecza i kiwając głową w stronę swojego byłego chłopaka. Nie chciałaś, żeby przez ciebie kawiarnia straciła klientów.
- ____, ale on...- zaczął Kris i złapał cię za dłoń.
- W porządku. Możesz mnie na chwilę zastąpić? - zapytałaś chłopaka, delikatnie wyrywając mu dłoń z uścisku na co on lekko skinął głową i pomógł ci zdjąć fartuch. Tao stał przy otwartych drzwiach kawiarni, patrząc na was z zazdrością widocznie wypisaną w oczach. Ignorując chłopaka przeszłaś obok niego jakby był powietrzem i skierowałaś się w stronę najbliższego parku, a Tao poszedł za tobą.

Siedzieliście w ciszy jak najdalej od siebie na ławce od dobrych pięciu minut, bo żadne z was nie wiedziało jak zacząć rozmowę, do której i tak musiało prędzej czy później dojść.
- _____? - zapytał Tao, a ty spuściłaś wzrok na swoje dłonie i nie odpowiedziałaś. - Przepraszam, ja... - zaczął chłopak najprawdopodobniej pewny, że się do niego nie odezwiesz.
- Nieważne. Nie zmienimy tego co było... Tylko... - przerwałaś mu, ale nie wiedziałaś co masz dalej powiedzieć, więc przerwałaś i zaczęłaś obserwować liście, które poruszały się na drzewie kilka metrów przed ławką, na której siedzieliście jakby było to najbardziej interesującą rzeczą w świecie.
- Tylko co? - zapytał, starając zwrócić na siebie twoją uwagę, żebyś w końcu spojrzała mu w twarz.
- Tylko ja... - powiedziałaś, czując łzy, które zaczęły wzbierać w twoich oczach. Tao delikatnie chwycił cię za podbródek i nakierował twój wzrok na swoją twarz.
- Proszę, nie płacz. - poprosił z takim żalem w głosie, że aż ciebie to zdziwiło. - Możesz dokończyć?
- Tylko ja nie mogę tego zapomnieć. - wyszeptałaś, a pojedyncza łza spłynęła na twoim policzku. Tao otarł ją wierzchem dłoni.
- Przepraszam. Gdybym mógł cofnąć czas to nigdy by się nie zdarzyło. Nawet nie wiesz jak strasznie tego żałuję. Ja...
- Wiesz co jest najgorsze? - ponownie mu przerwałaś pewna, że nie zniesiesz jego wytłumaczenia.
- Co? - zapytał z lekkim drżeniem w głosie, bojąc się odpowiedzi.
- To, że gdybym tego nie widziała ty... Nigdy byś mi tego nie powiedział. Prawda? - spytałaś, czując kolejne łzy spływające po twoich policzkach.
- Nie, ja... To prawda. - odpowiedział szczerze, ale mimo to, że już prawie dwa miesiące nie byliście razem i tak poczułaś ukłucie w sercu.
- Już lepiej pójdę. - powiedziałaś szeptem, podnosząc się z ławki. Chłopak nie zatrzymał cię, ani nie odezwał się choćby jednym słowem. Będąc przy wyjściu z parku odwróciłaś głowę w jego stronę. Tao siedział na ławce, chowając twarz w dłoniach tak samo jak wtedy gdy wyjeżdżałaś. Łzy zaczęły niekontrolowanie wypływać z twoich oczu. Po tym wszystkim nie byłaś w stanie wrócić do pracy jednak zrobiłaś to.

- Co on ci zrobił? - zapytał Kris, doskakując do ciebie gdy tylko przekroczyłaś próg kawiarni i zaglądając w twoją zapłakaną twarz.
- Nic. On... - przerwałaś gdyż załamał ci się głos i wtuliłaś twarz w miękki podkoszulek chłopaka.
- Gdyby nic ci nie zrobił to byś nie płakała. - stwierdził, mocno cię obejmując i poprowadził cię w stronę zaplecza.
- Ale on naprawdę nic mi nie zrobił. Ja tylko... - próbowałaś mu się jakoś wytłumaczyć na zapleczu, ale jedynie wybuchnęłaś płaczem mocząc mu podkoszulek.
- Spokojnie. - powiedział uspokajającym tonem i pogładził cię po włosach. - Wszystko będzie dobrze. Chciałabyś wziąć dzisiaj wolne?
- Nie. Jest w porządku. Mogę pracować. - zapewniłaś go, ale spojrzał na ciebie z politowaniem, więc przystałaś na jego propozycję. - Jutro zostanę dłużej.
- Nie. - stanowczo zaprzeczył Kris. - Nie zostaniesz po godzinach.
- Ale... - zaczęłaś protestować, odsuwając się od chłopaka.
- Cicho. - urwał stanowczo waszą "kłótnię". - Odprowadzić cię do domu?  - zapytał, patrząc na ciebie z niepokojem.
- Ale kawiarnia...
- Spokojnie. Zadzwonię do siostry,  żeby tu przyszła. Zaczekaj chwilkę. - poprosił, wybierając na komórce numer telefonu do swojej siostry. Ich rozmowa trwała tak długo,  że w końcu znudziło ci się czekanie i samotnie poszłaś ścieżką do swojego domu. Po chwili usłyszałaś za sobą szybkie kroki i zwolniłaś odrobinę wiedząc, że to Wu Yi Fan. Chłopak przytulił cię od tyłu, obejmując swoimi silnymi ramionami.
- Kris, puszczaj mnie! - zaśmiałaś się cicho, odwracając głowę w stronę chłopaka.
Tylko, że to nie był Wu Yi Fan.
- Kim jest Kris? - zapytał zaskoczony Tao, któremu szybko się wyrwałaś. - Zaczekaj.
- Czego chcesz? - warknęłaś pierwszy raz od kilku miesięcy, nie czując złości na chłopaka. W końcu przejechał za tobą tyle kilometrów i odszukał cię co pewnie musiało trochę zająć tylko po to, żeby cię przeprosić.
- Nadal jesteś na mnie zła? - zapytał i lekko wydął wargi, robiąc niezadowoloną minę, jednocześnie przyglądając ci się z widocznym niepokojem.
- Nie do końca. - stwierdziłaś cicho. Co prawda nie wybaczyłaś mu w stu procentach,  ale w trzech czwartych tak.
- Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.  - Czyli, że znowu jesteśmy parą?
- Co!? Nie! Sądzisz,  że będę w stanie ci zaufać po tym co zrobiłeś!? - zapytałaś z niedowierzaniem, odsuwając się od chłopaka o krok.
- W porządku. - stwierdził, smutniejąc w jednej chwili.  - Ale zostaniemy przyjaciółmi?
- Jasne. - odpowiedziałaś na co chłopak przytulił cię z entuzjazmem.  - Co ty robisz?
- Przyjaciele się przytulają.
- No wiem, ale...
- Ej, zostaw ją! - krzyknął Kris, który zdyszany właśnie wybiegł zza zakrętu i zobaczył cię w ramionach chłopaka.
- Bo co!? - warknął Tao, oczywiście nie wypuszczając cię z objęć.
- Bo... - zaczął Wu Yi Fan, podbiegając do was i piorunując Tao wzrokiem.
- Kris, wszystko w porządku. - rzekłaś, zdejmując z siebie ramiona Tao na co twój szef spojrzał na ciebie z otępieniem.
- A więc to jest ten Kris. - rzucił Zitao, mierząc chłopaka krytycznym spojrzeniem.
- Odprowadzę cię do domu. -ponownie zaproponował Wu Yi Fan, chwytając cię za dłoń.
- Nie! Ja cię zaprowadzę! - wyrwał się Tao.
- Nie zgubię się. - stwierdziłaś i poszłaś sama w kierunku swojego mieszkania, zostawiając za sobą piorunujących się wzrokiem młodzieńców.

Kolejne dni mijały w miarę spokojnie.  Po tym jak wybaczyłaś Tao było ci jakoś lżej na sercu,  ale Kris otwarcie nie popierał twojej decyzji co w sumie było dość zrozumiałe skoro czuł się zazdrosny. I nic nie zapowiadało tego co wydarzy się w piątek.

Tego dnia miałaś przeszkolić dziewczynę,  która starała się o stanowisko przy ekspresie, bo tłum w kawiarni rósł tak szybko, że Kris nie nadążał z wykonywaniem zamówień.
- Gotowe. - powiedziała kandydatka, podając ci kubek gorącej kawy z pianką. - To moja specjalność. - stwierdziła, posyłając uśmiech komuś nad twoim ramieniem.
- Pyszne. - westchnęłaś po upiciu łyku napoju.
- Mogę spróbować? - zapytał Wu Yi Fan, który właśnie do was podszedł.
- Jasne. - powiedziałaś i wyciągnęłaś do niego dłoń z parującym kubkiem, podnosząc drugą aby otrzeć sobie usta.
- Wspaniale. - rozpromienił się chłopak, a następnie chwycił twoją dłoń z kubkiem i przesunął ją w bok. Po czym momentalnie przysunął się do ciebie i pocałował cię, opierając twoje plecy o ścianę.
- Naprawdę pyszne. - stwierdził już po odsunięciu się od siebie. Rozejrzałaś się po kawiarni, zauważając, że klienci (a w szczególności klientki) wpatrują się w was w tępym osłupieniu. Wtedy twój wzrok padł na zamykające się drzwi. Przypomniała ci się sytuacja sprzed miesięcy. Wybiegłaś z kafejki, rozglądając się za...
- Tao! - krzyknęłaś gdy zauważyłaś chłopaka na ławce w parku i podbiegłaś do niego, przysiadając obok. - Wszystko w porządku?  - zapytałaś, lekko dotykając jego dłoni, która bezsilnie spoczywała na jego kolanie.
- Mogłaś uprzedzić, że już sobie znalazłaś nowego chłopaka. - stwierdził z goryczą i podniósł na ciebie swoje załzawione oczy. - A ja głupi wierzyłem, że znowu będziemy razem.
- Tao...
- Już wiem jak się czułaś. Przepraszam jeszcze raz i już się zabieram. Zostań tu z tym wampirzym chłoptasiem, ożeńcie się i miejcie w cho... - przerwał, bo zamknęłaś mu usta pocałunkiem, na który ochoczo odpowiedział i wplótł palce w twoje włosy, przyciągając cię do siebie jak najbliżej. Serce biło ci dwa razy szybciej niż powinno, a mimo to nie oderwałaś się od chłopaka, przelewając w pocałunek całą swoją tęsknotę i ból ostatnich tygodni, ale przede wszystkim miłość do Tao, który siedział tuż obok, wpijając się w twoje usta.
- Kocham cię.  - szepnęłaś z ustami tuż przy jego gdy po długiej chwili oderwałaś się od chłopaka.
- Ja ciebie też. - westchnął ponownie, łącząc wasze usta w pocałunku dłuższym niż poprzednio.

15.png

____________
Mam nadzieję, że się Wam spodobało :)
Czekam na opinie i komentarze
Taeyeon <3
 

btsismylife
 
Hejka :)
Witam ponownie tym razem z pierwszym scenariuszem :) Na moim blogu możecie zauważyć, że zamiast "____", czyli kresek gdzie można wstawić swoje imię jest "Jessie". Był to scenariusz pisany na zamówienie, więc nie ma się temu co dziwić ^^
Tytuł: "Tylko przyjaciele"
Scenariusz nr 1
Rodzaj: fluff
Bohaterowie: Ty, Kim Jongdae/Chen (pobocznie: EXO)
Długość: one shot, 5 039 słów (ale nie zniechęcajcie się długością :) Czyta się bardzo szybko.)
Miłego czytania :)

- ____, zejdziesz tu na chwilę? - usłyszałaś krzyk z dolnego piętra swojego domu.
- Już idę! - odkrzyknęłaś i szybko napisałaś wiadomość do kuzyna, z którym wcześniej pisałaś, w której napisałaś, że spotkacie się za jakieś pół godziny w parku obok twojego domu.
Dzisiaj musiałaś przeprowadzić się do swojego starszego kuzyna, bo choć za kilka miesięcy miałaś mieć już osiemnaście lat twoi rodzice stwierdzili, że "sama sobie nie poradzisz". Przecież nawet nie wyjeżdżali na długo. Jedynie na dwa miesiące,  bo mieli jakiś ważny wyjazd razem z pozostałymi pracownikami firmy.
- Skarbie, tata już zawiózł twoją walizkę do domu twojego kuzyna, ale gdybyś o czymś zapomniała to będzie lepiej, jeśli weźmiesz ze sobą klucz od naszego domu. Zachowuj się dobrze. Ok? - powiedziała twoja mama ze łzami w oczach. Nie cierpiała pożegnań nawet takich na krótko.
- Dobrze.
- Masz wracać do domu przed dziewiątą w nocy. Zrozumiano? - powiedział twój tata i razem z mamą cię przytulił.
- Oj, tato! - jęknęłaś niezadowolona i odsunęłaś się od rodziców. Ojciec zawsze traktował cię jak dziecko.
- Zrozumiano?  - powtórzył groźnym tonem i pogroził ci palcem.
- Oczywiście - powiedziałaś,  a w myślach dodałaś "że nie". Rodzice pożegnali cię nie szczędząc ci uścisków i pocałunków jakbyście mieli zobaczyć się dopiero za rok. Potem pod wasz dom podjechał autobus i odjechali w podróż zawodową. Machałaś im sprzed domu aż pojazd zniknął za horyzontem. Jeszcze raz sprawdziłaś czy drzwi są zamknięte i poszłaś do parku gdzie na moście czekał już Chanyeol. Podbiegłaś do niego i przytuliłaś go z całej siły, a on ochoczo odpowiedział ci tym samym.
Mimo, że mieszkaliście zaledwie kilka przecznic od siebie, widywaliście się bardzo rzadko od kiedy Chanyeol zadebiutował z zespołem EXO. Teraz mieszkał jeszcze bliżej ciebie, ale był tak zajęty, że waszym jedynym kontaktem były SMSy i rzadkie rozmowy telefoniczne,  które często się urywały z jego strony. Jeszcze nigdy go nie odwiedziłaś, bo teraz żył pod jednym dachem z jedenastką innych, dorosłych chłopaków, z którymi przez dwa miesiące też będziesz mieszkać. Ostatnio widziałaś go pół roku temu gdy pożegnał się z tobą przed kolejną trasą koncertową.
- Tęskniłem. - powiedział Chanyeol nadal nie rozluźniając uścisku.
- Ja też. Ej, przypakowałeś? Dusisz mnie. - wyjąkałaś próbując mu się wyrwać.
- Nie wiem. Wydaje mi się,  że to ty schudłaś. Tak bardzo tęskniłaś,  że nie mogłaś nic przełknąć? - roześmiał się i odsunął się.
- Mhym. Dalej to sobie wmawiaj. - powiedziałaś groźnym tonem i uderzyłaś go w ramię. Przez chwilę piorunowaliście się wzrokiem po czym oboje parsknęliście śmiechem. Z Chanyeolem zawsze było zabawnie. Fani nadali mu idealnie pasujące pseudonimy, a mianowicie "Wirus Szczęścia" oraz "Król Reakcji".
- Dobra, idziemy już? Robi się ciemno, a zakładam, że zapoznanie cię z pozostałymi członkami EXO trochę zajmie. - powiedział i objął cię ramieniem prowadząc w odpowiednią stronę. Przy tak wysokim kuzynie musiałaś wyglądać wyjątkowo nisko.
- Chan? - zapytałaś patrząc na niego z dołu.
- Tak?
- Boję się,  że mnie nie polubią. - wyznałaś mu to co męczyło cię już od wielu dni. Chanyeol parsknął śmiechem na co odsunęłaś się od niego. - I co w tym śmiesznego?
- To, że przez ostatnie dwa tygodnie w dormie jest tylko temat twojego przyjazdu. Wszyscy o tym nawijają. Gdy tylko wejdę gdzieś,  gdzie przebywa obecnie któryś z chłopaków słyszę tylko "Opowiesz nam o _____?" lub "Kiedy przyjeżdża twoja kuzynka? Muszę wiedzieć kiedy mam się odstawić. " To mega denerwujące. - powiedział Chanyeol i przyciągnął cię do siebie tak, żeby znowu obejmować cię ramieniem.
- Ehem. No na... - zaczęłaś,  ale przerwano ci.
- Oh~ Piękna z was para. - stwierdziła z westchnieniem jakaś starsza pani na co znów parsknęliście śmiechem, a ona odwróciła się zaskoczona waszą reakcją.

- Gotowa? - zapytał Chanyeol tuż przed drzwiami domu i spojrzał na ciebie kątem oka.
- Nie. - odpowiedziałaś zgodnie z prawdą. Bałaś się, że nie dogadasz się z chłopakami.
- Trudno. - Chanyeol otworzył drzwi i dosłownie wepchnął cię do środka. - Chłopaki, przybył nasz gość specjalny. - powiedział Chan udając spikera telewizyjnego i w ciągu kilku sekund zabrzmiały głośne kroki.
- To była najgorsza imitacja głosu prezentera jaką kiedykolwiek słyszałem. - powiedział chłopak, który właśnie przekroczył próg korytarza i również udając spikera dodał. - A oto... Baekhyun!
- To było jeszcze bardziej żałośne. - stwierdził ktoś chyba nawet wyższy od Chanyeola na co wszyscy parsknęliście śmiechem łącznie z Baekhyunem. - Cześć, jestem Kris, lider EXO - M. - zwrócił się do ciebie i przesunął się, aby zrobić miejsce pozostałym chłopakom. Każdy przedstawiał się tak jak zwykli robić to w programach rozrywkowych. Oczywiście pod koniec wybuchła kłótnia o to co zawsze. A mianowicie kto jest w EXO głównym wokalem, bo przedstawili się tak D.O, Chen i Baekhyun. Co najgorsze wplątali ciebie w tę kłótnię.
- Ja jestem głównym wokalem. - zarzekał się Baek.
- A kto śpiewa najwięcej partii? Ja. - D.O próbował udowodnić swoją rację, ale Chen mu na to nie pozwolił dopowiadając, że to właśnie on śpiewa trzy czwarte partii wokalnych. Z tym natomiast nie mógł zgodzić się Baekhyun, który zwrócił się do ciebie.
- _____, jesteś naszą fanką? - Nie odpowiedziałaś, bo to było na sto procent pytanie retoryczne. - Więc, powiedz im, że to ja jestem głównym wokalem.
- Nie, bo ja. - D.O przepchnął się do przodu i spojrzał na ciebie błagalnym wzrokiem, ale nim zdążyło zrobić ci się go szkoda został odepchnięty przez Chena, który bez powodu zaczął śpiewać swoją kwestię w " Wolfie " na co Baek i D.O dołączyli do niego i zrobił się ogólny hałas. Suho powiedział coś do ucha Krisowi, który zaraz potem przekrzyczał wokalistów i uciszył ich.
- Nie macie się o co kłócić.  - powiedział i dodał po chwili. - Bo to ja jestem głównym wokalem. - Gdy lider EXO - M dołączył do kłótni zrobiło się jeszcze głośniej. Suho aż złapał się za głowę i spojrzał na ciebie przepraszającym wzrokiem.
- Tylko teraz nie myśl sobie, że jesteśmy tacy zawsze. - powiedział ci do ucha Kai i objął cię ramieniem. - To tylko i wyłącznie twoja wina. - stwierdził i uśmiechnął się zabójczo.
- Dlaczego? - zapytałaś bardzo ciekawa odpowiedzi.
- Bo jesteś piękna,  więc oni chcą się popisać. - powiedział Tao starając się przekrzyczeć wokalistów, a następnie zrzucił rękę Kaia z twojego barku i sam cię objął.
- Ehehe! Hola! - krzyknął Chanyeol swoim donośnym głosem, aż "główni wokaliści " przestali się na chwilę kłócić i obejrzeli się na was, ale widząc, że to nie było do nich znów zaczęli się sprzeczać.
- Co? - zapytał Kai.
- Moja kuzynka jest nietykalna! - krzyknął nadopiekuńczy Chan.
- Przecież nie zrobiłem nic złego. - zauważył Kai, po czym powiedział. - Nie masz o co się denerwować. - stwierdził,  a potem pocałował cię w policzek. - No teraz masz. - dodał.
- Ej, to nie fair! - krzyknął Tao i razem z Chanyeolem doprowadzonym do szału dosłownie rzucili się na Kaia. Zrobiło się jeszcze głośniej. Stałaś na środku korytarza i zastanawiałaś się co masz teraz zrobić i jak przetrwasz dwa miesiące z tymi dzikusami pod jednym dachem. Wtedy poczułaś czyjeś smukłe palce na swoim nadgarstku. Luhan ( bo to on trzymał twoją dłoń ) uroczo się uśmiechnął. Suho pokazał ci, żebyś za nimi poszła, a Lay powiedział :
- Chodź z nami.
Luhan pociągnął cię za dłoń i zaczął lawirować między kłócącymi się członkami zespołu, a ty podążałaś za nim kurczowo się go trzymając.
Lu wciągnął cię do salonu, gdzie na kanapie przed włączonym telewizorem siedział maknae zespołu.
- Sehun, dlaczego nie przywitałeś się z ____? - zapytał od progu pomieszczenia zgorszony Suho.
- Cześć! - zwrócił się do ciebie młodszy, który odwrócił się słysząc słowa lidera i pomachał ci dłonią.
- Jakie ciekawe powitanie. - westchnął zirytowany Luhan.
- To co niby mam powiedzieć? - zdenerwował się Sehun.
- Przedstaw się. - podsunął mu spokojny jak zawsze Lay.
- Cześć. Jestem Sehun. Nie no, nie rozumiem tego. Ona na pewno zna nasze pseudonimy, bo przecież jej kuzyn jest w tym zespole. Więc niby po co mam się przedstawiać? Przywitałem się. Spoko. I tyle wystarczy, a teraz odejdźcie, bo chcę w spokoju pooglądać sobie film.
- Boże, daj mi cierpliwości, żebym wytrwał przy tych dzikusach! - westchnął Suho wznosząc dłonie ku sufitowi pokoju, a maknae znów wygodnie ułożył się na kanapie. Wtedy rozległ się jakiś huk.
- Suho, pomóż! - krzyknął Xiumin, który od początku kłótni próbował uspokoić chłopaków, na co lider w pośpiechu wybiegł z salonu. Usiadłaś na kanapie obok Sehuna gotowa przeczekać tę kłótnię.
- A tak właściwie to co tu robiłeś? - zapytał Lu przysiadając na brzegu kanapy obok najmłodszego członka zespołu.
- Oglądałem film. Od dawna chciałem go obejrzeć, a jako, że jestem tu najmłodszy nie mam prawa do wybierania tego co oglądamy. - poskarżył się żałośnie Sehun nie odrywając wzroku od telewizora.
- No właśnie. Miałem ci to powiedzieć już przed chwilą. Oddawaj tego pilota! - krzyknął Luhan i przełączył na jakieś telewizyjne show, a Hunnie posłał mu mordercze spojrzenie.
- SPOKÓJ! - usłyszałaś donośny krzyk Suho. Nie przypuszczałaś, że chłopak kiedykolwiek krzyczy. Zawsze był taki spokojny i wszystkim pomagał. Ale najwidoczniej jego też można było wyprowadzić z równowagi. Rozległy się jakieś narzekania i przez próg salonu przeszedł Chen. Rozejrzał się po pomieszczeniu po czym usiadł obok ciebie na kanapie. Potem wszyscy weszli do salonu i zaczęli zajmować miejsca. Między ciebie, a Sehuna wbił się Kai i posłał ci uśmiech. Tao chciał usiąść po twojej drugiej stronie, ale między tobą, a Chenem usiadł Chanyeol i chwilkę potem Baekhyun na co młodszy wyraźnie posmutniał i przysiadł na rogu kanapy obok swoim hyungów z miną niesłusznie zbitego psiaka. Kai objął cię ramieniem i rozsiadł się chyba trochę zbyt wygodnie, bo przy okazji rozsypał Sehunowi popcorn. Maknae odskoczył w bok, żeby nie dostać w twarz łokciem głównego tancerza w twarz i zepchnął Luhana na podłogę salonu. Zaczęła się kolejna kłótnia i tym razem z pokoju wyciągnął cię twój kuzyn przepraszając cię za napiętą atmosferę w dormie. Zaprowadził cię do twojej "dwumiesięcznej komnaty" jako to elokwentnie ujął, gdzie na łóżku już czekały twoje walizki gotowe do rozpakowania. Więc gdy tylko Chan opuścił pomieszczenie, żeby pogodzić najmłodszych członków EXO (i Luhana) nie pozostało ci nic innego jak przełożenie zawartości walizek do szafek. Praca dłużyła ci się w nieskończoność, bo słyszałaś jakieś hałasy i bałaś się, że chłopcy coś sobie mogą zrobić, a nie mogłaś tak po prostu wejść do salonu, bo to by było naruszanie czyjejś prywatności. No dobra, nie oszukujmy się. Kto normalny chciałby wplątywać się w czyjąś kłótnię?
Gdy w końcu skończyłaś rozpakowywanie się rzuciłaś się na czyjeś łóżko i nie miałaś zamiaru wstawać stamtąd, ale ktoś musiał zapukać do drzwi.
- Tak? - zapytałaś dość głośno, żeby osoba po drugiej stronie drzwi cię usłyszała i szybko podniosłaś się z łóżka i udałaś, że poprawiasz kilka książek na półce, które przywiozłaś ze sobą, aby się nie nudzić.
- Mogę wejść?
- Mhm. - mruknęłaś i przestawiłaś książki alfabetycznie. Drzwi otworzyły się i w progu stanął Chen.
- Jak skończysz się rozpakowywać to przyjdź do salonu. Okey? - zapytał chłopak obrzucając cię podejrzliwym spojrzeniem na co zaprzestałaś marnej gry aktorskiej.
- Tak serio, to już skończyłam, ale jakby wszedł Chanyeol to znowu byłoby "Jak zwykle się lenisz, a ja tu ciężko pracuję.", więc wiesz... - wyznałaś znów rzucając się na pościel na co Chen roześmiał się.
- Serio? Chan - powiedział dając nacisk na to słowo. - twierdzi, że ciężko pracuje? No może nad piosenkami tak, ale jak przychodzi do sprzątania to zawsze jest "Chłopaki, musimy to posprzątać!" i już go nie ma. - Chen tak się śmiał, że aż musiał usiąść na krześle.
- Ummm? Serio? - zapytałaś z diabelskim uśmiechem na twarzy. - No to dziękuję ci za kolejny szantaż na niego.
- Urocza jesteś. - Chen z wyraźnym trudem uspokoił się trochę i zbliżył się do drzwi. -  To jak już skończyłaś to chodź.
- Mhym. - jęknęłaś i przeszłaś przez próg wcześniej wygładzając pościel. Przekroczyłaś próg salonu i stanęłaś jak wryta zaskoczona tym, że po pierwsze nikt się nie kłócił, a po drugie nikogo tam nie było.
- Chen...? - rzuciłaś w przestrzeń. Przecież przed chwilą widziałaś jak chłopak znikał w tych samych drzwiach, w których teraz stałaś.
- Czemu tam tak stoisz? Chodź do nas. - dobiegł skądś głos Baeka, a ty zorientowałaś się, że po lewej stronie są drugie drzwi. Do kuchni czy jadalni czy coś w ten deseń. Weszłaś do pomieszczenie, a tam przy nakrytym już stole siedzieli wszyscy chłopcy. Zajęłaś wolne miejsce między Chanyeolem a Baekiem na co Kai (przy którym również było wolne miejsce) westchnął oburzony i chciał przesiąść się z Xiuminem, żeby siedzieć bliżej ciebie, ale Chan posłał mu mordercze spojrzenie, więc wyraźnie unieszczęśliwiony chłopak pozostał na swoim krześle i wbił w pusty talerz przed sobą smutne spojrzenie.
- Tak wcześnie jecie kolację? - zapytałaś zaskoczona siedzącego obok ciebie kuzyna.
- Nie. - zaprzeczył Chanyeol głupio szczerząc zęby.
- Ale dzisiaj balujemy do rana, więc trzeba się najeść. - dodał Baekhyun i również zaczął suszyć zęby.
- Balujecie do rana? - zapytałaś jeszcze bardziej zaskoczona. Nie powinni przygotowywać się właśnie do jakiegoś koncertu albo coś?
- No bo mamy tygodniowe wolne. - wyjaśnił ci Kris, który wcześniej poganiał Chena, żeby szybciej nakładał kolację na talerze.
- A to "balujemy do rana" oznacza "oglądamy horrory dopóki Tao i Suho nie zaczną płakać" - wyjaśnił Xiumin i wyszczerzył zęby do "pandy", która właśnie obrzuciła go nienawistnym spojrzeniem.
- Ja nie... - zaczął tłumaczyć się Zitao, ale przerwał, bo mimo wszystko wszyscy wiedzieli, że się rozpłacze. On sam też.
- Panie mają pierwszeństwo. - stwierdził Chen gdy Baekhyun zaczął wstawać, żeby jako pierwszy dostać swoją porcję na co chłopak westchnął przeciągle i ponownie zajął miejsce przy stole mrucząc coś, że jego życie straciło sens. Chen nałożył ci na talerz coś niezidentyfikowanego, ale za to ładnie pachnącego i zaczął rozdawać chłopakom ich porcje kończąc na Baeku, który tak żałośnie wpatrywał się w twój talerz, że byłaś skłonna oddać mu swoje jedzenie. Suho spojrzał po wszystkich i powiedział "Smacznego" na co wszyscy (łącznie z tobą) wymamrotali "Dziękuję. Nawzajem." i zabrali się za jedzenie. W sumie to musiałaś przyznać, że owe coś co ci podano było w miarę dobre. Można by było nawet uznać to za pyszne. Oczywiście skończyłaś ostatnia, a wszyscy przeszli do salonu i wyciągnęli z szafki pod telewizorem dobre z dwadzieścia płyt, i zaczęli przebierać w nich wybierając te najstraszniejsze. No normalnie super. W kuchni został tylko Chen, który musiał pozmywać po tych dzikusach, Lay, który zadeklarował mu pomoc i Kai, który czekał za twoim krzesłem. Tao też chciał zostać, ale Xiumin wysłał go po napoje, a jako, że młodszy nie mógł odmówić starszemu teraz "panda" biegała w te i nazad, bo każdy z chłopaków chciał coś innego do picia. Gdy tylko odłożyłaś widelec na talerz Lay zabrał ci naczynie sprzed twarzy i posłał ci uśmiech.
- Dziękuję. Było przepyszne. - stwierdziłaś odsuwając krzesło i przy okazji raniąc Kaia w nogę. Chen odwrócił się wymamrotał coś czego nie usłyszałaś przez "rannego" osobnika próbującego stłumić krzyk i również posłał ci uśmiech. - Uuumm... Kai.... Przepraszam. - wyjąkałaś widząc chłopaka trzymającego się za łydkę.
- Nic nie szkodzi... Ale na przyszłość patrz czy ktoś za tobą nie stoi. - rzekł i posłał ci uśmiech, a wtedy zauważyłaś, że oczy zaszły mu łzami.
- Na przyszłość nie stawaj za mną. - zripostowałaś i uroczo się uśmiechnęłaś.
- Ugh. - warknął Kai i podniósł cię jak pannę młodą (?).
- Emm... Co ty robisz? - zapytałaś próbując uwolnić się i stanąć na posadzce o własnych siłach.
- Teraz będziesz cierpieć. - powiedział i zaśmiał się jak ci złoczyńcy z filmów (Chodzi o to "Muahahahaha".)
- Puszczaj mnie, głupku! - krzyknęłaś na co oczywiście nie zareagował i zaniósł cię do salonu.
- Kai! - krzyknął ostrzegawczo Suho, ale Chanyeol właśnie się odwrócił i zobaczył cię w ramionach tancerza.
- Co ty do chole*y wyprawiasz!? - wrzasnął Chan i ruszył w stronę młodszego od siebie chłopaka na co Xiumin i Sehun chwycili go za ramiona nie pozwalając mu rzucić się na Kaia.
- No co? - zapytał chłopak, który pozwolił ci stanąć na podłodze, ale nie wypuszczał cię z objęć.
- Zabierz, te brudne łapy od mojej kuzynki, bo ci przypier**** - wykrzyczał Chanyeol i zaczął szarpać się z Xiuminem, który był na szczęście od niego silniejszy. Wtedy do salonu wpadli Chen, Lay i Tao, którzy byli akurat w kuchni i stanęli jak wryci w progu.
- Bo co? - zapytał Kai prowokująco nadal cię przytulając mimo, że ze wszystkich sił starałaś się go odepchnąć, żeby Chan nie zwariował i nie zabił chłopaka.
- Ugh! - warknął twój kuzyn i zaczął na głos liczyć od dziesięciu w dół stwierdzając, że jeśli tancerz nie puści cię w ciągu tych dziesięciu sekund to go zabije i zakopie gdzieś w ogrodzie. Gdy powiedział "pięć", a Kai nadal cię nie puścił Baekhyun doskoczył do was i zaczął wydzierać się na młodszego od siebie, żeby lepiej cię puścił, bo inaczej nie ręczy za siebie i za Chanyeola. Gdy twój kuzyn był przy "trzy" Chen doskoczył do was, a Tao ruszył mu z pomocą, ale główny tancerz EXO-K i tak cię nie wypuścił.
- Jeden. - odliczał dalej "Wirus Szczęścia", którego teraz można by było nazwać "Wirusem Złości", a Kai nachylił się i pocałował cię w usta na co Chanyeol, Tao, Baek i Chen skoczyli na niego, a Lu znowu odciągnął cię do innego pomieszczenia. A ty pobiegłaś za nim z twarzą czerwoną jak burak.
- Eemmm... Wszystko w porządku? - zapytał "jelonek" nieudolnie próbując przekrzyczeć przekleństwa rzucane przez chłopaków w stronę Kaia i na odwrót.
- U mnie tak... - wyjąkałaś. - Chyba.
Luhan podniósł dłoń i wskazał twoją twarz.
- Chyba nie, bo jesteś cała czerwona.
- Boże, znowu? - wyjęczałaś i ukryłaś twarz w dłoniach.
- Nie przejmuj się. Wyglądasz uroczo. - stwierdził "jelonek" i odsłonił twoją twarz.
- Emmm? - zapytałaś i cofnęłaś się o krok natrafiając plecami na krawędź kuchennego blatu.
- Powiedziałem, że wyglądasz uroczo. - niepotrzebnie powtórzył i oparł się dłonią o mebel za tobą zmniejszając odległość między waszymi twarzami do kilku centymetrów. Cofnęłaś się jeszcze bardziej co było bez sensu, bo w końcu nie potrafiłabyś przeniknąć blatu choćbyś nie wiem jak chciała. A nie chciałaś, bo Lu i Chen byli twoim zdaniem idealni. "Jelonek" jeszcze bardziej się przybliżył, ale w momencie gdy wasze usta dzieliły już tylko milimetry do kuchni wtargnął Sehun, który na sekundę stanął jak wryty, a gdy wasze wargi się spotkały odciągnął opornego Luhana od ciebie i zaprowadził cię do jakiegoś pokoju. Pewnie swojego i kogoś jeszcze.
- Co ty najlepszego wyprawiasz? - krzyknął Sehun, żebyś usłyszała go między odgłosami nadal toczącej się w salonie kłótni.
- Ja...
- Słuchaj! Nie obchodzi mnie, że oni się do ciebie dowalają. Ale wiedz, że jeśli będziesz im na to pozwalać to dalej niż do jednej, wielkiej kłótni nie dojdziemy.
- Łatwo mówić. Trudniej zrobić. - prychnęłaś pod nosem.
- No wiem, że jesteśmy przystojni i utalentowani, ale... - zaczął Sehun, ale nie dokończył, bo dostał napadu śmiechu. Po jakiejś minucie uspokoił się, ale spojrzał na ciebie i znów zaczął się śmiać.
- Co jest? - zapytałaś speszona tym, że roześmiał się gdy na ciebie spojrzał.
- Dwóch w jednym dniu? Kurde, jesteś lepsza niż ja. - powiedział, a ty ledwie zrozumiałaś jego słowa między śmiechem. Gdy tylko zorientowałaś się co ma na myśli popchnęłaś go, a on upadł na łóżko nadal się śmiejąc i pociągnął cię za sobą próbując utrzymać równowagę, więc runęłaś na niego jak długa. Nagle drzwi do pokoju maknae otworzyły się i w progu ukazał się Chanyeol zastając was w dość jednoznacznej pozie.
- Sehun! - krzyknął Chan, ale szybko wstałaś czerwona jak burak i pociągnęłaś kuzyna za sobą, aby nie wybuchła kolejna kłótnia, a Sehun pozostał na łóżku śmiejąc się do rozpuku.
W połowie drogi do twojego tymczasowego pokoju Chanyeol wyrwał ci się i zatrzymał cię.
- Słuchaj, nie obchodzi mnie jak, ale masz coś z tym zrobić! - powiedział groźnie i spojrzał na ciebie z góry. Co było dość łatwe, bo był dobre piętnaście centymetrów wyższy.
- Bo to niby moja wina!? - oburzyłaś się.
- Tak. Bo oni przez te dwa miesiące będą wariować z dziewczyną pod jednym dachem i masz nie dawać im ku temu powodów! - skarcił cię jak małe dziecko na co zmarszczyłaś brwi. - Nie rób tak, bo będziesz miała zmarszczki. - stwierdził po czym pacnął cię palcem w nos. - Idź już spać.
- Ale jest dopiero ósma! - ponownie się oburzyłaś.
- To rób cokolwiek, ale nie wychodź z pokoju. - warknął Chanyeol i roześmiał się na widok twojej miny. - Potem do ciebie zajrzę. Teraz idę jakoś uspokoić atmosferę.
- Ale nie będziecie się już kłócić przeze mnie? - zapytałaś i pokazałaś mu smutną minkę.
- Za grosz aegyo. - stwierdził na co ponownie się oburzyłaś i dodał. - Nie. Nie będziemy się już kłócić. Ale przez ten tydzień...
- Tak?
- Nie prowokuj ich za bardzo. - roześmiał się, a ty uderzyłaś go w ramię i też parsknęłaś śmiechem. I na razie było dobrze.

- Mogę wejść? - usłyszałaś czyjś głos za drzwiami kilka minut po tym gdy na dobre wkręciłaś się w książkę. Nie chciało ci się włączać światła, więc siedziałaś przy otwartym oknie na parapecie i korzystałaś z tego, że zaraz przy oknie było biurko a na nim lampka.
- Mhym. - westchnęłaś wiedząc, że nie zdążył doczytać rozdziału.
- Cześć. Chciałem... - zaczął ktoś, ale pokazałaś mu otwartą dłoń na znak, żeby zaczekał i miałaś zamiar doczytać rozdział do końca. Po kilku minutach usłyszałaś, że "ktoś" wychodzi z twojego tymczasowego pokoju trzaskając drzwiami. Rzuciłaś książkę gdzieś za siebie i pobiegłaś za tym ktosiem, którym okazał się być Kai. Przeprosiłaś go i zaprowadziłaś do pokoju gdzie usiadłaś na parapecie oczekując aż w końcu się odezwie.
- Chciałem cię przeprosić... - zaczął chłopak.
- Nic nie szkodzi. Ale nie rób tego więcej. W porządku? - przerwałaś mu w połowie zdania.
- Pozwól mi dokończyć. Chciałem cię przeprosić. Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak wyszło. Po prostu kilka dni temu rzuciła mnie dziewczyna i nie mogę się pozbierać. Ciągle zadaję sobie pytanie "Czy jestem aż taki zły?" i chciałem dostać odpowiedź... Wiem. To najgorsze wytłumaczenie jakie kiedykolwiek usłyszałaś, ale ja...
- W porządku. I nie. Nie jesteś wcale zły, a ta dziewczyna musiała być ślepa skoro cię rzuciła, ale to nie znaczy, że możesz doprowadzać Chana do szału, bo on naprawdę się o mnie troszczy, a ja nie chcę, żeby przeze mnie wybuchały kłótnie... Ale więcej tego nie rób. Okey?
- Mhm. - mruknął smętnie, a potem się rozpromienił. - Czyli wybaczasz mi?
- Jasne. - pokiwałaś głową, a on przytulił cię i wyszedł z pokoju.
Podniosłaś z podłogi książkę i odszukałaś stronę, na której wcześniej skończyłaś czytać. Po czym zgasiłaś światło i ponownie usiadłaś na parapecie, bo był bardzo wygodny.
- Mogę wejść? - Znowu?
- Tak. - ponownie westchnęłaś i zamknęłaś książkę zaznaczając stronę palcem.
- Cześć. Mogę zabrać słuchawki? Bo ten pokój należał do mnie, a zapomniałem je zabrać i...
- Okey. Są na biurku. Przepraszam, że je przełożyłam, ale przeszkadzały mi na ziemi. - stwierdziłaś, a widząc niezadowoloną minę Luhana parsknęłaś śmiechem i podałaś mu słuchawki. Korzystając z okazji chwycił cię za dłoń i przeprosił.
- W porządku. Ale nie życzę sobie więcej takich sytuacji. - powiedziałaś groźnie na co on jeszcze raz cię przeprosił. - Dobra. Wybaczam ci. Idź już. - rzekłaś pokazując mu drzwi.
- Wiesz, że to mój pokój? - zapytał i uniósł prawą brew.
- Emm... Wiesz, sam stwierdziłeś, że ten pokój "należał" do ciebie, więc wypad. - powiedziałaś zaznaczając cudzysłów w powietrzu.
- Wiesz, wredna jesteś. Kogo ja w ogóle całowałem? - zapytał i zdążył zamknąć drzwi nim dostał poduszką.

- Mogę wejść?
- NIE! - jęknęłaś. Czy kiedykolwiek będziesz w stanie skończyć tę książkę?
Chanyeol wtargnął do pokoju i stanął jak wryty.
- Kochana kuzynko, a wiesz o tym, która jest godzina?
- Która? - zapytałaś naprawdę nie znając odpowiedzi. Pokazał ci zegarek. Wpół do czwartej. - Emmm... Aha?
- Ja ci dam "aha". Do spania. - pogroził ci palcem i uśmiechnął się głupio co popsuło efekt.
- Boże... - westchnęłaś. - Dobra. Idź już to się przebiorę i idę spać.
- Grzeczna dziewczynka. - stwierdził i pogładził cię po głowie jak psa. Odepchnęłaś jego dłoń na co on udając oburzonego wyszedł z pokoju.

Następne dni mijały bez jakichś wyjątkowo ciekawych sytuacji nie licząc kilku kolejnych kłótni chłopaków, tego, że Chen był w stosunku do ciebie zbyt uprzejmy i tego, że Tao i Suho płakali jak dziewczynki przy jakimś horrorze, a potem bali się iść spać.

- Dobra, a teraz kto pozmywa? - zapytał Chen jak co wieczór kiedy stos talerzy piętrzył się dosłownie pod sufit, a chłopaki rozsiedli się wygodnie przed telewizorem.
- Ty. - roześmiał się D.O i zaczął wyjadać popcorn z miski na kolanach Krisa.
- Zrób sobie własny popcorn. - obruszył się lider EXO-M na co oczywiście wszyscy rzucili się jeść przygotowaną przez niego przekąskę, aby się jeszcze bardziej zdenerwował. I oczywiście trzy czwarte popcornu wylądowało na podłodze i nikt nie był chętny tego sprzątać.
- Ja ci pomogę! - wyrwałaś się do kuchni, żeby nie słuchać jak Kris będzie się wydzierać po chłopakach. No i, żeby tobie też się nie oberwało.
- Dziękuję. - rozpromienił się Chen i przeszedł do kuchni gdzie zaczął zmywać naczynia, a ty wycierałaś je ścierką. I wszystko szło dobrze... Do momentu kiedy chłopak nie zagapił się i zamiast podać ci talerz upuścił go na ziemię u twoich stóp, które momentalnie spłynęły krwią.
- Aua! - krzyknęłaś, a chłopcy zbiegli do kuchni przepychając się w drzwiach.
- Jezus Maria, to krew! - krzyknął Suho i przerażony wybiegł z pomieszczenia, a pozostali członkowie doskoczyli do was.
- Sehun, leć po apteczkę! - wrzasnął Baek.
- A co mam skrzydła? - oburzył się maknae, ale pobiegł po apteczkę jak na skrzydłach.
- Jessie, przepraszam. - wyjęczał Chen i rzucił ścierkę gdzieś za siebie.

- Hej! Już ci lepiej? - zapytał Chan przekraczając próg twojego tymczasowego pokoju gdzie leżałaś na łóżku jak ci kazał. Mimo iż denerwowało cię to, że teraz wszyscy nagle się tobą przejmują.
- No! Ile razy mam ci mówić, że wszystko okey?
- Przepraszam... Po prostu się o ciebie martwię... Ej, tylko nie mów o tym swoim rodzicom, bo będę miał przekichane... - powiedział i usiadł na skraju twojego łóżka.
- Boże, sądzisz, że mówię im o wszystkim? - zapytałaś unosząc brwi do góry.
- Nie... Chwila, a o czym niby im nie mówisz? - spytał podejrzliwie.
- Dużo rzeczy...
- O chłopakach...? - zapytał domyślnie.
- Nie, no co ty!? - stwierdziłaś parskając śmiechem.
- Mi też nie mówisz wszystkiego~ - powiedział smętnym głosem i zwiesił głowę.
- I co? Sądzisz, że teraz ci się tu otworzę? - wybuchnęłaś niekontrolowanym śmiechem.
- Nie... Ej no, ale serio? Kto ci się podoba? - zapytał podnosząc na ciebie wzrok.
- Emmm? Zakładacie się o coś z chłopakami? - spytałaś podejrzliwie.
- Co? Nie. - zaprzeczył głową. - Ale... Serio. Powiedz mi.
- Nie...?
- Ugh. - udał obrażonego i opuścił twój tymczasowy pokój jak to zaczęłaś go nazywać.

- Ej, co ty tu robisz? - zapytał zaskoczony Chen gdy pojawiłaś się w drzwiach do salonu.
- Chen, co ty tu robisz? - powtórzyłaś po nim zdziwiona jego obecnością. Chłopcy już dawno zaczęli chodzić na próby do SM, więc byłaś zaskoczona jego obecnością.
- Przecież ktoś musiał tu zostać gdybyś czegoś potrzebowała. A ja zgłosiłem się na ochotnika...
- Aha? - zapytałaś i usiadłaś na kanapie obok niego. - Co miałeś oglądać..?
- No, oglądałem horror, ale no.. Ten... On jest straszny, więc...
- Jak chyba każdy horror? - spojrzałaś na niego kątem oka.
- Okey. Ale jakby coś to ostrzegałem...
- Ehem.

- Jezus Maria, wyłącz to! - krzyknęłaś chowając twarz w koszuli Chena.
- Ostrzegałem. - roześmiał się i przytulił cię z całej siły.
- Ale to... Boże... - rozpłakałaś się jak mała dziewczynka podczas gdy on wyłączał horror. - Jak ja dzisiaj zasnę?
- Może... ze mną? - zapytał całkiem poważnym głosem, a potem odwrócił się w twoją stronę i zauważył, że patrzysz na niego jak na skończonego idiotę. - No co? Nie żartuję.
- Emm? Nie?
- Ale czemu? - zapytał i usiadł obok ciebie na kanapie. Brak odpowiedzi. - No czemu? - powtórzył i zbliżył twarz do twojej. - Jestem aż taki zły? - zapytał po czym przysunął się jeszcze kilka centymetrów.
Wtedy do domu wpadła cała zgraja z Kai'em na czele.
- Że co proszę?! - krzyknął Tao.
- Ej, Chanyeol, zapomniałem kupić popcorn na dzisiejszy wieczór. Chodź, ze mną. - Suho, który stał na początku grupy pospiesznie zawrócił i wyprowadził Chana z domu zanim ten zobaczył scenę na kanapie.
- Spoko? - powiedział zdziwiony "uszatek" i powędrowali do sklepu.
- Co wy wyprawiacie? - wrzasnął Baek gdy tylko chłopcy odeszli na bezpieczną odległość.
- Nic. - wyjąkał Chen, a ty zaczerwieniona do granic możliwości poszłaś do swojego tymczasowego pokoju opierając się na ramieniu Sehuna.
- Czy wy... jesteście razem? - wyjąkał maknae zamykając drzwi i siadając przy tobie na łóżku.
- Co? Nie... - wymamrotałaś poprawiając książki na półce jak to miałaś w zwyczaju gdy ktoś próbował z tobą rozmawiać. - ale...
- Ale co? - zapytał Sehun bawiąc się twoją poduszką.
- Ale wydaje mi się, że Chen czasami chce być kimś więcej... - powiedziałaś, a wtedy drzwi do twojego tymczasowego pokoju się otworzyły i wpadł główny wokalista EXO-M.
- Mylisz się. - stwierdził, w ułamku sekundy pokonał dzielącą was odległość i połączył wasze usta.
- Co? Przecież mówiłeś, że się mylę. - stwierdziłaś gdy się od siebie oderwaliście.
- No właśnie. Mylisz się. ZAWSZE chcę być kimś więcej. - powiedział i znowu cię pocałował.
- Ja nie mogę! Jaka drama! - powiedział Sehun, który wyglądał jakby właśnie oglądał jakiś film w kinie. Brakowało mu tylko popcornu.
- No nie? - zapytał Chanyeol stojąc w otwartych drzwiach, a wyglądająca zza niego reszta zespołu zaczęła klaskać. Chan i Hunnie dołączyli się do nich.
I znów wszystko było okey. Chyba.

tumblr_n4hyz4w98g1t12pdjo1_500.gif

______________
Mam nadzieję, że się spodobało :)
Czekam na opinię i komentarze
Taeyeon :)
 

wearethesecret1
 
Kocham Cię...

Znacie te dwa cudowne słowa? Według mnie nie było niczego piękniejszego. Cóż, przynajmniej nie od czasu, w którym poznałem ją.

Zawsze, kiedy ktoś opowiadał mi bajeczki o amorkach, cudownej miłości i innych takich, miałem ochotę wyskoczyć przez okno. Lub po prostu - wyrzucić tego kogoś. Byłem tylko głupim, małym gówniarzem, więc skąd miałem wiedzieć o tym, że miłość jest czymś najpiękniejszym, co może spotkać człowieka?

Ally. Ona jest moją miłością. Była, jest i zawsze będzie, choćby waliło się i paliło. To moje oczko w głowie. Moja kochana księżniczka, o którą kocham ponad całe życie. Dla niej mógłbym wskoczyć w ogień, skoczyć z najwyższego szczytu...

Kocham ją.

Będę ją kochać do końca życia.
Wymieniliśmy się sercami.
Będziemy razem już zawsze.

***
*Rozdział 1*

Jestem szczęśliwa, bo w końcu wszystko układa się tak jak powinno. On mnie kocha. Harry naprawdę mnie kocha... Powiedział mi o tym wczoraj.
Byliśmy w naszym miejscu - przy tej ogromnej wierzbie, rosnącej niedaleko jeziora. Nasza trzecia randka. Mimo wszystko - inna. Och, tak. Zdecydowanie różniła się od wszystkich innych.
Spojrzał na mnie tymi wielkimi, zielonymi oczami. Patrzył na mnie tak inaczej, tak czule... Czułam się tak jak potrzebowałam tego od naprawdę długiego czasu.
Czas jakby zatrzymał się specjalnie dla nas, a wtedy to usłyszałam. Dwa cudowne słowa, które potrafią zmienić wszystko.
Też Cię kocham, Harry...

To takie szalone. Mieliśmy tylko po szesnaście lat, wszyscy powtarzali nam, że jesteśmy za młodzi.
"Wasz związek jest piękny...", usłyszałem pewnego ni stąd, ni z owąd, z ust mojej starszej siostry - Gemmy. Spojrzałem na nią jak na największą dziwaczkę.

“Jest piękny. Ale jesteście jeszcze młodzi i wszystko może zmienić się w ciągu dwóch minut. Jedna kłótnia, jedno niewłaściwe słowo. Hazz, kocham cię. Jesteś moim bratem i zawsze będę stała za tobą, jednak proszę - nie popełnijcie błędu. Jesteście cholernie młodzi, nie wiecie niczego o wieczności...”


Nie chciałem jej słuchać. Nikt niczego nie rozumiał, prawda była taka, że pokochałem Ally w momencie, w którym poznałem prawdziwą ją. Zawsze była dla mnie ogromnie ważną częścią mojego życia. Postanowiłem wyznać jej miłość od razu po tym, jak usłyszałem od Gemmy te słowa.
Wyznałem mojej Ally miłość i przy okazji powiedziałem o tym, jak bardzo mi na niej zależy. Jak się okazało, nie było to jednostronne uczucie... Zawsze o tym wiedziałem.
Co z tego, że mieliśmy tylko szesnaście lat? Byliśmy gorsi? Czy nie potrafiliśmy kochać tylko dlatego, że byliśmy młodsi? Bezsens...
Obudziłem się i starałem się przypomnieć sobie wszystko to, co niedawno się wydarzyło. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego obudził mnie wiatr, wiejący prosto w moją twarz. Nie powinienem być w swoim własnym łóżku, pod kołdrą?
Otworzyłem oczy i w tym samym momencie uświadomiłem sobie, że w moich ramionach zasnęła przecież Ally. Siedzieliśmy pod tą wielką wierzbą, a nad naszymi głowami na tym ogromnym niebie świeciły delikatnie małe gwiazdy. Moja dziewczyna były we mnie wtulona jak w pluszowego misia, co wydało mi się słodkie.

-Harry...? - usłyszałem nagle szept. Nie spała. - Obudziłam cię?

-Nie... - odparłem, całując ją delikatnie w czoło - Już myślałem, że to ja obudziłem ciebie.

-Nie, nie... - w dalszym ciągu szeptała. Jakby bała się, że ktoś nas usłyszy. No tak, bała się. Bolało ją to, co ludzie mówili.

Wiedziała, że za naszymi plecami mówili o tym, że to tylko szczenięcy związek. Zakładali się. "Jak długo Harry Styles wytrzyma ze swoją dziewczyną?". Denerwowało mnie to, ale przyzwyczaiłem się. Ale związek to dwie osoby...

-Ally... - przerwałem ciszę - Oni niczego o nas nie wiedzą. I nie muszą... Ważne jest to, że my wiemy, jak jest.

Nie odpowiedziała mi. Chyba ścierała łzy z policzków, jednak nie byłem tego pewien. Nie chciałem stawiać jej w kłopotliwej sytuacji, dlatego nie skomentowałem tego. Tylko przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej.

-Wiem i tym. - odpowiedziała nagle -Dziękuj ci Harry. Za to, że byłeś jesteś i... - załamał się jej głos - I za to, że mnie kochasz.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Po prostu odwróciłem ją ku sobie i lekko musnąłem jej usta.
Więc tak to jest, gdy jest się zakochanym? Czujesz się w t e n sposób. Wszystko nabiera kolorów, a tobie chce się żyć. Świat, jakby specjalnie na twoje życzenie, staje w miejscu, abyś ty mógł cieszyć się każdą chwilą. A prawda jest taka, że chwile są ulotne. Byliśmy młodzi i wierzyliśmy w wieczną miłość. Jednak zawsze znajdzie się coś.

-Harry... Proszę, pośpiewaj mi. - na ustach Ally pojawił się ten jej charakterystyczny uśmieszek. No tak, robiła wszystko, abyśmy nie wracali do domu. Nie chciała się rozstawać. Ale musiałem odstawić ją do domu, inaczej jej ojciec zabiłby mnie od razu - Oj, proszę...

Uhh...
Jej niebieskie oczy, które błyszczały nawet w ciemnościach. A może to tylko ja potrafiłem je dostrzegać w taki sposób?

-Ostatni raz. - zgodziłem się w końcu, a ona z wielkim zadowoleniem rzuciła mi się na szyję. - Hero?

-Hero.

***
Hejka! Wstawiłam prolog i rozdział pierwszy, ponieważ pierwsze wyszło dosyć krótkie. Mam nadzieję, że choć trochę Wam się spodoba :)
Niektóre rzeczy mogą być lekko niezrozumiałe, ponieważ piszę wszystko na Wattpadzie i tam zmieniam czcionkę. Jednak mam nadzieję, że dacie sobie radę ;)

Ps.Słuchał już ktoś "Made In The A.M."? Uważam, że jest to najlepszy album. Kto nie słuchał - polecam :D



Screenshot_2015-10-30-11-03-18.png
 

 

Kategorie blogów