Wpisy oznaczone tagiem "Filozofowanie" (34)  

chcebycjakmulan
 
Włącz se muzykę:


Coraz częściej spotykam się ze zjawiskiem robienia sobie tatuażu dla szpanu, albo z powodu mody. Ludzie w XXI wieku nie zdają sobie sprawy że jednak tatuaż jest na całe życie, a usuwanie go boli i zostaje blizna. Niektórzy nie myślą o tym że coś co teraz wygląda fajnie, za kilka lat będzie nas tylko oszpecało. Podobnie jak wiele ludzi nie ma zaprojektowanego tatuażu, tylko wybiera gotowy wzór, który ma już jakaś setka osób. Ja bym tak nie potrafiła.
Tatuaże dzielą się na dwie grupy: symboliczne i dla ozdoby. Mimo że istnienie tych pierwszych rozumiem i popieram, to nigdy nie pojmę czemu ludzie robią sobie te drugie. Zmieniać swoje ciało na stałe, dla ozdoby? Rzadko widuję tatuaże u osób starszych, często zaś spotykam je u ludzi w przedziale wiekowym 20-30 lat. Ktoś ledwo co dorósł, nie zastanowił się nawet chwili i pobiegł robić tatuaż. Laski chcą być oryginalne (ale i tak nie są) a faceci myślą że będą wyglądać z nim bardziej męsko i wyrwą fajne loszki. Ugh nie znoszę takiego języka ale chciałam przybliżyć tok myślenia niektórych ludzi.
Jeśli już o tatuażach mowa, warto opowiedzieć coś o jego początkach. Pierwotnym znaczeniem tatuażu były obrzędy rytualne. W wielu kulturach mogli pozwolić sobie na niego tylko nieliczni, głównie wojownicy. Zdarzało się również że do wykonania tatuażu potrzebowano uprawnienia, którym było zabicie wroga. Tatuaże były znane od bardzo dawna, czego dowodem jest chociażby wzmianka w Biblii o zakazie wykonywania go. Od wieków tatuaż jest uznawany za tabu, atrybut recydywistów lub ulicznych gangów. Stopniowo jednak przestajemy postrzegać tatuaż jako coś złego, chociaż wiele starszych osób ma zupełnie inne zdanie. Ale jakim cudem tatuaż przestał być tzw. "dziarą" i rozpoczął nowe życie jako ozdoba?

cool-tattoo-01.jpg


Tatuaże które sobie wymarzyłam nie są zbyt częstym widokiem, tak myślę.
1. Pierwszym tatuażem, który mam zamiar zrobić, to smok chiński opleciony wokół nadgarstka. Zastanawiałam się nad dwoma jego wersjami, ale po namyśle wybrałam tę mniej rzucającą się w oczy. Z początku miało być to smoczysko mające swój początek przy łokciu a kończące się na kciuku. Ale doszłam do wniosku że po co mam mieć tatuaż który będzie ewidentnie męski, a do tego rzucający się w oczy. Wymyśliłam więc że będzie to mały smoczek na nadgarstku. Nie znalazłam zdjęcia takiego tatuażu, więc aby wam przybliżyć w którym miejscu będzie mój opiekun dodaję zdjęcie innego tatuażu:

947dd7321ab7954282e2c1d791929ece.jpg


2. Kolejny tatuaż ma być między palcami. Będzie to napis, prawdopodobnie "dragon". Nie jestem pewna na którym palcu go umieszczę.

3a6fe53a002959a34dcece51.jpg


3. Następnym tatuażem ma być otwarta klatka dla ptaków z kilkoma piórami wewnątrz i dookoła niej. Również będzie na nadgarstku, ale lewej ręki.

tattoo-nadgarstek-.jpg


Jeśli chodzi o te na które jestem zdecydowana, to już wszystko. Mam jeszcze kilka pomysłów, ale czy będą zrealizowane to się okaże. Chciałabym wytatuować sobie coś związanego z moją miłością do książek, pawie pióro, kompas i kilka innych rzeczy. Oczywiście wszystkie tatuaże będą zaprojektowane przez mojego znajomego który właśnie z projektami tatuażu zaczyna. Dam mu rok niech dojdzie do wprawy, wtedy będzie mógł mieć ten zaszczyt zaprojektowania tatuażu dla mnie.
Pamiętam jak jeszcze rok temu miałam fazę na tatuaż anielskich skrzydeł na łopatkach. Teraz myślę że to okropny wzór, ale cóż ludzie się zmieniają.

angel-wings-tattoos-33.jpg


Następny post będzie prawdopodobnie o moich idolach, jeszcze nie jestem pewna. Na razie to tyle, więc żegnam i do napisania!
  • awatar ewe baba: ja mam tatuaż"believe in yourself" i nie uważam tego za tabu, mam go na żebrach tuż przy sercu aby w trudnych momentach mi przypominał by uwierzyć w siebie nawet jeśli jest ciężko i gdy wszyscy są przeciw :) ale masz racje niektorzy robia dla szpanu byle pokazać że idą ku modzie:)
  • awatar Lovely Mess: Bardzo fajny wpis. Ja planuję tatuaż, ale to dopiero za kilka lat. póki co nie mogę, nie wiem, jak zareaguje na taką ozdobę komisja wojskowa ;p
  • awatar Chrysalis ♕: W końcu ktoś kto się ze mną zgadza! Coraz więcej teraz młodych robi tatuaże, znam nawet osobiście pare małolat, które nawet nie skończyły 18 a już mają wydziarane ręce czy obojczyki (oczywiście nie było zgody rodziców, więc tatuował jakiś znajomy znajomego). I najgorsze jest w tym to, że oczywiście tatuaż dla ozdoby ''bo przecież taki śliczny"... Mi osobiście tatuaże same w sobie się podobają od wielu lat, ale nie zamierzam robić póki nie będę w 100% do niego pewna, czyli jeszcze pare lat minie, nie śpieszy mi się.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

violet-lila
 
Krew się we mnie gotuje jak słyszę debilizmy o rzekomych prowokatorkach.  

Gazeta.jpg

Nie mogę brać udziału w dyskusjach, nie mogę już też czytać komentarzy na temat gwałtu. Dlatego, że nazbyt we mnie wrze, nerwy nie dają rady głupocie i słów brakuje, a do cierpliwych nie należę aby tłumaczyć tym nieświadomym półczłowiekom.
Ale może Was zainteresuje komentarz w Gazecie : wyborcza.pl/(…)Zgwalcil__bo_sprowokowala_.html…

XoXo
  • awatar lovespam: Tez mnie szlag trafia... Jak mialam 16 lat, to tez zostalam napadnieta. To policjant powiedzial, ze bylam zbyt skapo ubrana, tylko, ze to byla godz 20:00 i byl upalny sierpien. To ciekawe jak mialam chodzic...
  • awatar * k.: ;/ bosz... co za degeneracja... a że faceci nie umieją trzymać wacka przy sobie to już nikt nie powie tylko że dziewczyny chodzą w miniówkach... mogą i chodzić nago, a nikt nie ma prawa ich tykać! @#$%^&*(*&^%$#$%^&
  • awatar Be Betty: Mnie napadnieto jak szlam do szkoly o 7 rano,mialam 17 lat, napadl mnie chlopak 10 m od szkoly, kolo boiska...na szczescie nie skonczylo sie na gwalcie, udalo sie uciec...ale jak powiedzialam wychowawczyni...powiedziala ze to moja wina:( heh a ja tylko szlam....
Pokaż wszystkie (5) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Mam ochotę na długą, gorącą kąpiel, ze świeczkami, muzyką i kieliszkiem wina.

Mam ochotę zapalić. Ale nie tego normalnego Lucky Strike'a z mojej papierośnicy, który już mi nie smakuje a mam na zbyciu z 16. Chcę wypalić takiego dobrego, smakowego skręta. Najlepiej z domieszką trawy. Ale nawet bez byłby cudowny.

Mam ochotę na seks. Na dziki seks z którymś z moich ulubionych z 20tu. Albo z nieznajomym. Seksownym, tajemniczym, przystojnym, inteligentnym, zabawnym, uwodzicielskim. Najlepiej, jakby się przy okazji we mnie zakochał, z wzajemnością. Albo i nie, sam seks by wystarczył.

Mam ochotę zjeść pizzę, z rukolą, pomidorami i mozarellą. Albo lasagne. Albo makaron ze świeżą bazylią. Albo coś z tych rzeczy, które planuję na niedzielny obiad i które tak strasznie narobiły mi apetytu.

Mam ochotę schudnąć. Nie wiem jak, tak po prostu. By mój organizm sfiksował i zaczął tracić kilogramy. Tak z 10. Nie pogardziłabym. Do tego gdyby tak pozbył się cellulitu, blizn, pieprzonych pryszczy z dupy wziętych przez które wyglądam jak 14-latka i dziś w sklepie ekspedientki nie mogły uwierzyć, że podaję im dowód, i wszelkich innych niedoskonałości bez których byłabym piękna i zajebista i każdy by mnie pragnął.

Mam ochotę coś zrobić, nie wiem co, ale czuję te negatywne emocje w moim ciele i mam ochotę coś zrobić. Mogłabym się upić, albo potańczyć. Zrobić sobie tatuaż. Zafarbować znowu włosy (co chyba z resztą jutro zrobię, bo te mi już tak wypłowiały od słońca, że z brązu miedzianego zrobiły się jakieś rudawe pasemka). Płakać. Krzyczeć. Śmiać się. Całować. Uderzyć kogoś. Kurwa. Albo wiem! Mogłabym iść na zakupy. W moim portfelu magicznym sposobem znalazłyby się ze 4 stówki i poszłabym na zakupy i kupiła mnóstwo zajebistych rzeczy!

Mam ochotę wrócić już do Łodzi, do mojego codziennego życia, gdzie nie działają na mnie żadne wrogie energie i destrukcyjne...sama nawet nie wiem co. Nie chcę już tej ciszy, tego 'nie wiem co ze sobą zrobić i nie mam gdzie iść ani z kim się spotkać'.

Mam ochotę poznać jakichś nowych ludzi. Nie wiem jakich, po prostu - świeża krew. Świeże myśli, zainteresowania, poglądy, zabawy. Nowe.

Cieszę się, że postanowiłam napisać tą notkę. Nie wiem do końca, jak ostatecznie się na to zdecydowałam. Chyba gdzieś pomiędzy kolejnym odcinkiem Weeds a dziwnymi myślami o mojej siostrze i Wisku. Ach, no bo wiecie, uświadomiłam sobie, że on jest tylko rok młodszy od niej. I że się znają, pracowali razem na Papie, w tej samej sekcji, w tej w której teraz jestem ja. Ciekawe, czy bardzo się kolegowali. Pamiętam w końcu jego słowa 'Kiedyś w handlu to były imprezy, nie to co teraz...' No, tak z dupy to wzięte trochę.

Heh, wszystko to co tu teraz napisałam jest z dupy wzięte.

Mam ochotę się zakochać.

Mam ochotę wygrać w totka.

Mam ochotę uświadomić sobie, co chcę robić w życiu i to robić, z powodzeniem. Albo przynajmniej próbować. Tak po prostu wiedzieć, jaki ja właściwie mam cel i do niego dążyć, zamiast iść w ciemno jakimś tunelem, co chwila potykając się. I nie widać światełka. I to labirynt, duży, a ja się zgubiłam. I nie miałam nici, jak Ariadna, bo jestem głupsza. Poza tym chcę się dostać do wyjścia, nie wrócić do wejścia. Kurwa, ale głupoty.

Kończę już ten żałosny, ach jakże beznadziejny mój wywód.

Ach, a dzisiaj miałam zaćmienie - zapomniałam jak jest komputer po francusku. Myślałam z 10min, cały czas pewna, że to coś na 'i'. Teraz mi się przypomniał. Cofam się w rozwoju. Nigdy się nie nauczę tego języka. Nawet z angielskim jest gorzej niż lepiej, czuję, jak mi się robi dziura w mózgu i mi wysysa wiedzę. Cofam się, przeraża mnie to. A jeszcze bardziej przeraża mnie, że jestem zbyt leniwa i niesystematyczna by jakkolwiek temu zaradzić.

No, adios mes amis!
  • awatar Aulne: Przyulam. <3 Może jak teraz to czytasz, to już Ci minął nastrój i wiesz, że to nieprawda. Jesteś bardzo wartościowa. Czego Ci ubyło z wiedzy, to przybyło z doświadczenia. Jeżeli Ty gdzieś jesteś, to nie może być tam więcej negaywnej niż pozytywnej energii. Jesteś piękna i zajebista. Każdy nigdy nie będzie Cię pragnął. Jedz bez wyrzutów sumienia, bo przyjemność z jedzenia ma prawo zabijać każdy wyrzut sumienia. Nie ma wejścia, nie ma wyjścia. Droga jest szczęściem, ciesz się nią, nie zmyślaj, że jest jakieś wyjście. Tylko buduj ten swój labirynt piękny. I nie farbuj już włosów. Bo będziesz miała takie zniszczone, jak Laura. Weź kąpiel, mogą być świeczki, może być wino (tylko błagam, bez coli). Wrócisz do Łodzi, zrobisz skręta. O, i od dawna mówię, że jesteś zakupoholiczką! To chyba najlepszy z nałogów, jaki mógł Ci się trafić do rozwiązywania problemów. Nie bluźnij. Wyszukuj małe smaczki. Masz wyjątkowe życie i wyjątkową osobowość. Zrób coś, co odkładasz na później. Poczekaj tydzień.
  • awatar G.: Jej, cudowna notka! Wiem, że dla Ciebie pewnie jest beznadziejna, ale dla mnie jest jedna z najlepszych :) Fajnie, że wyrzuciłaś to tak z siebie, tak normalnie. To wszystko jest takie, och, no..normalne? zrozumiałe? Szukając, i jednocześnie nie znajdując do końca, pasującego słowa wpatrywałam się w tło i doszłam do wniosku, że podoba mi się ten koleś w okularach ^^ Kocham Cię! <3 Życie niesie wiele niespodzianek, i na pewno jedną z nich będzie coś z Twojej listy pragnień :) albo coś równie fajnego! Buziaki :**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

symeon
 
Symeon: 14.

“Czas kasztanowych ludzików”



Kasztanowce dojrzały. Tu i tam można natknąć się na kolczaste łupinki rozbite o chodnikowe płyty i leżące obok, mieniące się głębokim brązem, krągłe owoce. To kasztany. Zbierałem je dziś wracając z pracy do domu. Leżą teraz na półce i mienią się niczym zaczarowane bursztyny. Zaklęta jest w nich tajemnicza moc, która uaktywnia się szczególnie nocą. Wydzielają niedostrzegalny i niewyczuwalny aromat, działający kojąco na ludzi. Dlatego też są przez nich zbierane. Jakaż to moc? Otóż pomagają nam w czynnych powrotach do czasów, które minęły i już nie powrócą. To czas wspomnień o dzieciństwie.

Co kasztany przypominają akurat mi? Dom dziadków, czas spędzony wspólnie przy tworzeniu niezliczonej rzeszy kasztanowych ludzików, chwile zabawy i decydowania o tym, jak ma wyglądać świat kasztanowego społeczeństwa. To także czas jesiennych wypraw z dziadkiem do lasu po żołędzie i wypraw z mamą do parku po tuziny kolorowych liści, z których wspólnie układaliśmy szeleszczące bukiety. Potem, siedząc przy stole, bawiliśmy się w niby bogów, którzy bawią się w tworzenie podwładnego im świata. Ale byliśmy dobrymi bogami, gdyż chcieliśmy, aby nasze twory były jak najbardziej idealne. Nie krzywdziliśmy nowych istot. W pewnym sensie przypominaliśmy bogów - twórców z powieści Olgi Tokarczuk, z tą różnicą, że tamci bogowie bawili się w stwarzanie, krzywdząc swoje twory i specjalnie je okaleczając (Anna In w grobowcach świata). Niezdarni ludkowie powstawali przy okazji licznych zakładów i gry w karty, byli poniewierani i wyśmiewani, natomiast nasze ludziki powstawały przy maksimum wytężonej pracy i uwagi. Były prawie idealne.

W świecie kasztanowego Don Kichota i jego giermka Sanczo Pansy obecne były dalekie podróże pełne fascynujących przygód. Brali także udział w bitwach o honor, z których wychodzili zawsze zwycięsko. Jakie to było proste! Kierować losami stworzonych ludzików, decydować o ich istnieniu lub nieistnieniu. W życiu realnym nawet nie można o tym pomyśleć, pomimo że ma się nieraz wpływ na innych poprzez kształtowanie ich postaw. Można nawet pokusić się o tezę, że te kasztanowe ludziki, o okrągłych brzuszkach i nieraz krzywych nóżkach, też w pewien sposób w przeszłości kształtowały moje postawy. Na pewno rozbudziły wyobraźnię, która dziś tak bardzo pomaga mi w pracy. Jestem im wdzięczny za to, że były wtedy, kiedy byłem mały i potrzebowałem ich towarzystwa.

Ale dziś już ich nie ma i nawet nie wiem, co się z nimi stało. Wierzę, że odjechali na swoich żołędziowych rumakach do krain, do których zawsze udawali się w fermencie zabawy.

Tak, to był nasz wspólny czas. Czas kasztanowych ludzików. Czas zabawy. Czas dziadka i babci. Czas dzieciństwa. Mój czas. Moim odgórnym zamierzeniem było dotrzeć do przywołania w tym wpisie powieści Olgi Tokarczuk pt.: „Prawiek i inne czasy”, gdyż jest ona moją ulubioną ksiażką tej pisarki. Sam tytuł wpisu jest aluzją do tejże powieści, gdyż jest ona podzielona na małe części noszące w podtytułach pojęcie czasu. Mamy w niej do czynienia z czasami głównych bohaterów, są wiec: czas Michała Niebieskiego, czas Pawła Boskiego, czas Misi Boskiej, czas Izydora, czas Kłoski. Pisarka odwołuje się także do filozofii przyrody nieożywionej i wyznacza czas życia przedmiotom martwym i różnym pojęciom. Symbolem tu można naznaczyć dom Stasi Papugowej, który świetnie prosperuje, tętni życiem, żyje w nim wielu domowników. Lecz gdy zabrakło opiekuńczej ręki, dom upadł i zamienił się w kupę gruzów. Skończył się jego czas. Nawet Paweł Boski, siedząc na jego ruinach, próbuje, niczym Jancio Wodnik, cofnąć czas. Paweł został sam, minął czas jego żony Misi, minął czas jego szwagra Izydora, minął czas jego dzieci. Bohater dokonuje rozrachunku całego swojego życia, wiedząc, że i jego czas dobiega końca. Lecz koniec jego czasu jest inny niż członków rodziny, gdyż jako jedyny przeżył wszystkich i na jego oczach dokonuje się kres tego, co mu służyło przez całe życie. Genowefa, Michał, Misia umierali ze świadomością, że ich życie dało wiele potomkom rodu, ofiarowali im siebie i swoją pracę. Paweł czuje, że został sam z całym ciężarem pamięci i dlatego nie odbiera swego kresu jako przydatnego dla innych. Nie ma co ofiarować, gdyż siedzi na gruzach domu siostry i zdaje sobie sprawę z tego, że taki sam los czeka także i jego dom. Upadek i zapomnienie.  

Każdy ma swój czas. Ja go mam i Ty, mój drogi Czytelniku, także go masz. Swój czas ma także ten blog. Kiedyś się zapełni i będzie musiał ulec zapomnieniu, gdyż nikt tu już nie będzie zaglądał. Swój czas miały moje kasztanowe ludziki, służyły mi, jak tylko mogły najlepiej. Swój czas ma październik. Swój czas rozpocznie listopad i okryje nas nową historią, która się kiedyś zakończy. To takie filozoficzno-egzystencjalne błędne koło, toczące się nieprzerwanym rytmem.
Ale miejmy nadzieję, że w przyszłym roku kasztany znów zakwitną, wydadzą na świat swoje owoce, z których czyjeś zgrabne i pracowite ręce stworzą nową rasę kasztanowych ludzików i będą one cieszyły swojego stwórcę.
 

symeon
 
Symeon: 13.

“Sny”



Fizjologia snu nie została do tej pory zgłębiona. Badania jego istoty pochłonęły już dziesiątki godzin obserwacji klinicznych, stosy papieru do analiz i opisów poszczególnych przypadków. Nadal nikomu nie udało się zbadać jego tajemnic i systemu funkcjonowania. Powstało na jego temat wiele teorii nie tylko medycznych i psychologicznych, ale i parapsychologicznych, religijnych, społecznych, filozoficznych, egzystencjalnych. Mimo wielu wysiłków nadal nie wiadomo, jak funkcjonuje w naszym mózgu struktura senna i co wspólnego ma z naszym realnym życiem, skoro nijak się z nim nie może łączyć.  

Sen regeneruje nasz organizm. Wiedzą to wszyscy, że bez niego nie możemy poprawnie funkcjonować. Człowiek statystycznie prawie połowę swojego życia przesypia, przenosi się w nieświadomy stan ciała i trwa w nim przez określony czas. Wyłączają się (lub spowalniają pracę) wówczas "zbędne" systemy organizmu, a energia kumuluje się w mózgu, który "produkuje" sen. W tej małej fabryce powstają obrazy oparte na doznaniach dnia. Odbija się w naszym umyśle praca, dom, rodzina, znajomi, lecz te obrazy pociągnięte są przeważnie woalem czegoś nierozpoznanego, jakąś tajemnicą i głębią. Pośród znanych nam osób nagle pojawia się ktoś obcy, ktoś, z kim nigdy nie mieliśmy styczności lub nagle przeniesieni zostajemy w nieznane miejsce.

Obecność w naszych snach osób nam znajomych da się łatwo wytłumaczyć – emocje pozytywne lub negatywne związane właśnie z tymi osobami długo pozostają w naszym umyśle, lecz skąd biorą się miejsca i osoby nam nieznane? Często się zdarza, iż we śnie znamy tę osobę znakomicie, lecz po przebudzeniu, jeśli pamiętamy szczegóły, nie wiemy, kto to był. Mamy przed oczyma zamazaną postać, twarzy nie możemy rozpoznać, do tego miejsce spotkania było dość dziwne. Jeśli ktoś jest dociekliwy, będzie starał się rozpracować znaczenie snu.

Prawdopodobnie kojarzenie tych nieznanych osób z osobami rzeczywistymi nic nie da. Są to najczęściej wytwory naszego mózgu, nigdy nie istniejące ani w przeszłości, ani w teraźniejszości. Więc skąd się biorą? Jakieś logiczne wytłumaczenie przecież musi istnieć. Nie może przecież powstać w naszym umyśle, nawet nieświadomym, coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy, tym bardziej iż jesteśmy zaangażowani w sytuację. Chyba krokiem nieuzasadnionym w pełni byłoby powoływanie się na Freuda , gdyż on badał kliniczne przypadki zaburzeń emocjonalnych i niezrealizowane (stłumione) pragnienia erotyczne człowieka. Freuda interesowało to, co pacjent wyparł z pamięci z czasów dzieciństwa lub jego nieświadome nawyki, odruchy, które w pewien sposób przypominają o wypartym fakcie i prowadzą do jego ponownego uaktywnienia się.

Tak więc Freud nie poda nam pomocnej dłoni w rozwiązaniu tej sprawy. Trzeba sięgnąć do filozofii, cykliczności istnienia i teorii reinkarnacji. Osobiście uważam, iż właśnie na tym polu będzie można stworzyć teorię, oczywiście czysto hipotetyczną.

A co, jeśli poprzez nasze sny przebija się fragmentaryczność naszego poprzedniego życia? Przebłyski poprzedniego wcielenia? Nieznane nam obrazy z czegoś tak odległego, nieznanego i tajemniczego dają znać o swoim minionym istnieniu. Jakieś prawdopodobieństwo istnieje, pomimo tego iż rodzimy się "tabula rasa", bo jak wytłumaczyć te przebłyski nieznanego? Daleko mi oczywiście do mitu reinkarnacji ludów hinduskich i azjatyckich, gdzie można było być żabą, krową, słoniem czy sosną, mam raczej na myśli zmienność ludzkich jednostek w następujących po sobie pokoleniach i pewną powtarzalność faktów.

Problem ten pojawił się już w dialogach Platona. Otóż filozof ten badał przypadek rozwoju i nagłego upadku mitycznej Atlantydy. Według jego ustaleń była to wysoko rozwinięta cywilizacja, która nagle upadła i pogrzebana została w odmętach oceanu. Teoria ta przypomina nieco biblijny potop, który zniszczył potomków Adama i Ewy. I tak, według Platona, potop, który zniszczył Atlantydę nie jest tym potopem z Biblii. To odrębne zjawiska. Wynika z tego, iż potopy takie zdarzają się cyklicznie i niszczą ludzkie cywilizacje. Czasu ich następowania niepodobna jest ustalić, ale powracają w regularnych odstępach. I tak właśnie rodzi się pokolenie, rozwija i ginie, by powrócić ponownie w nieokreślonej przyszłości. W kontekście tej filozofii uzasadniona jest teoria powrotów pokoleń i może tych samych jednostek ludzkich w podobnych lub nawet takich samych kombinacjach i konfiguracjach życiowych.

Podobnie kwestię powtarzalności świata i ludzi przedstawiają inni filozofowie przyrody. Teoria Sfajrosu jest w tym aspekcie chyba dokładniejsza i bardziej przekonująca, gdyż pierwiastki łączą się ze sobą w wyniku działania siły Miłości i rozpadają z przyczyn sił Nienawiści. Ziemia łączy się z ziemią, woda z wodą, ogień z ogniem i tworzą wszystkie elementy świata, po czym te elementy się rozpadają i powracają do stanu pierwotnego, by w jakiś czas później znów ze sobą się połączyć. I właśnie tu szukałbym odpowiedzi na to, co dzieje się w naszych snach. Teoria Sfajrosu tłumaczyłaby pojawianie się w naszych snach miejsc i osób, których nie znamy w aktualnym życiu. Ale znaliśmy je w poprzednim wcieleniu, dlatego przenikają granice światów i dają o sobie znać w taki, a nie inny sposób. Może jest to jakiś znak dla nas, dla naszego postępowania, jakaś droga, którą powinniśmy zdążać.  

Ciekawe rozwiązanie zaproponował w swym dramacie belgijski twórca – Maeterlinck. W baśniowym i kolorowym świecie "Niebieskiego ptaka" dwoje dzieci udaje się w podróż w poszukiwaniu szcześcia. Ma być nim własnie tytułowy niebieski ptak. Nikt nie wie, gdzie go odnaleźć. Z czasem dzieci trafiają do królestwa Czasu. Starzec ten pilnuje równowagi życia na ziemi. Przyjmuje dusze, które opuściły swoje ciała i wypuszcza nowe do nowonarodzonych ciał. A co ciekawe, te stare dusze w królestwie Czasu znów stają się młode i czekają w kolejce na ponowne zejście na ziemię i wcielenie się w nowego człowieka, jednak przed tym poddane są "zastrzykowi" zapomnienia, tak aby nic nie pamiętać z tego, co było.  

Chciałbym, aby była to prawda, że za milion lat znów spotkamy osoby, która znamy aktualnie, szkoda jedynie, że nie będziemy w stanie naprawić błędów, z którymi się borykamy.
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: G. jest u mnie. Jest super. Rower, filmy, jedzenie.
Ale wczoraj coś, co powiedziała, mnie poruszyło. Po filmie: "A według mnie dobrze, że nie byli razem na koniec. Bo to by oznaczało, że wtedy z tamtą to nie była prawdziwa miłość. Jakby teraz został z nią, to by oznaczało, że związek z tamtą wcale nie był taki idealny, że jej naprawdę nie kochał."
Czy naprawdę kochać można tylko raz? Od paru lat powtarzam sobie, że nie, że można się potem otworzyć na świat...
No, to takie moje małe poruszenie było.
  • awatar G.: Można kochać kilka razy. Każda z tych miłości będzie trochę inna. Ale on tamtą kochał! Długo po rozstaniu tęsknił za nią. Pisał dla niej te wszystkie romantyczne piosenki. Poznał tą i co, tamto miało zniknąć, bo pojawił się ktoś nowy z kim się rozumie? Na takiej zasadzie ciągle wszystkie związki by się rozpadały. I w sumie są takie sytuacje. Ale to jest złe. Zresztą on tej nie kochał, czuł się z nią dobrze, mieli wspólne pasje, spędzali miło czas, pociągali się, ale raczej nie pragnęli być ze sobą na całe życie. Było super <3
  • awatar A.: co to za film?
  • awatar G.: no ten co podobno widziałaś - 'Once'
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

synonimmody
 
Witaaaaaam Was!

Kurczę właśnie zdałam sobie sprawę, że nie było mnie tutaj 108 dni! :0 Nie mam na to żadnego usprawiedliwienia. Jakoś tak wszystko się potoczyło, że po prostu wyszło tak a nie inaczej i już.

Nie sądzę żeby udało mi się nadrobić zaległości w Waszych wpisach. Wiele z tego co zauważyłam się pozmieniało. Niektórzy porzucili pisanie blogów, pojawili się nowi. Taka kolej rzeczy.

Właściwie to nawet chyba nie planowałam tu wracać. Ale dziś coś mnie tchnęło. Przejrzałam swoje stare wpisy no i jestem ;) Ten blog to jakby nie patrzeć kawałek mojego życia.

Nie obiecuję, że pojawią się nowe notki, ale wszystko jest możliwe ;)

Do usłyszenia/napisania!
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Heh, to śmieszne.
Przyjaźnimy się wszyscy w 6 i jest naprawdę zajebiście. Ale czasami zastanawiam się, gdyby E. i P. nie byli parą. I jestem na 99% pewna, że coś by między nami było. Biorąc pod uwagę to, jak świetnie się dogadujemy.
Ale z E. też jest super. I wgl ze wszystkimi.
To tylko takie moje głupie 'co by było gdyby' spowodowane kolejnym napadem pragnienia spotkania kogoś naprawdę fajnego. I takiego, żeby najpierw go poznać, a dopiero potem ewentualnie pozwolić, by wynikło z tego coś więcej.
Myślę, że to dlatego się tak wczoraj zastanawiałam nad E. i P. Oni są idealną parą. On idealnym facetem. I zwyczajnie też takiego chcę. (ale nie P. to by było jak...no, jak z bratem. fujka. duża fujka.)
  • awatar A.: jak z bratem. FUJKA!
  • awatar lalalasweter: A., jest brat i brat przecież. A tak to: no nie popieram.
  • awatar A.: brat i bart ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Wiecie, że już za 18, prawie 17 dni DS będzie obchodziło 4 lata na pingerze?
Nie spodziewałam się, że wytrzymałam tak długo. Zresztą "wytrzymałam" nie jest tu dobrym słowem. Bo to była dla mnie przyjemność i otucha. Ten blog jest ze mną zawsze, gdy go potrzebuję, nigdy mnie nie zawiódł.

Ale ostatnio zastanawiam się, jak bardzo zmieniła się w ciągu 4 lat jego rola.
Założyłam go dla zabawy, by dzielić się na nim różnymi rzeczami z M. (pamiętacie ją jeszcze? Tak, była przyjaciółka, ta która odbiła mi F.). Lecz bardzo szybko zamienił się on w przyjaciela. Miejsce, gdzie mogę wylać wszelkie moje żale, rozładować emocje.
Gdy teraz o tym myślę, to nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Myślę, że byłoby źle. Bo i tak nie było najlepiej, choć bardzo mi pomagaliście.

I tu chyba leży ta kwintesencja pingera. Ludzie. Świadomość, że ktoś to czyta. I komentuje. I działa to w obie strony. Mi też udało się wesprzeć te parę osób.

A w tej chwili? Nie odczuwam już tej potrzeby "wygadania się". Znalazłam najwspanialszych na świecie przyjaciół, to z nimi rozmawiam.
Ale nadal odczuwam potrzebę trwania tutaj. Jakby nie patrzeć, są tu 4 lata mojego życia! Moje wzloty i upadki, wszystkie ważne jak i błahe wspomnienia.
Zaczęłam doceniać wartość tych zapisków. Gdyby nie one, pamięć o wielu tych "momentach" odeszłaby na zawsze.

Lecz zauważyłam też pewną negatywną cechę. Odkąd podałam ten adres A. O. i G. zaczęłam pisać inaczej. Niby mówię im wszystko, i niby i tak ktoś to czytał, ale jednak nikt kogo znałam. Nadal niektóre rzeczy pragnę zachować dla siebie. Tak po prostu. Ale wiem, że nawet jak udostępnię notkę tylko dla znajomych, albo tylko dla siebie, one i tak to ze mnie wyciągną. Nie to, że żałuję. Uwielbiam, gdy czytają. Ale czasami po prostu czuję się taka...odkryta, zdemaskowana.  Nie wiem, jak to nazwać, wiem tylko, że przez to nie piszę o wszystkim.

Na przykład o tym, że nie wiem czemu, ale tak jakby trochę chciałam przegrać ten zakład z Oktą. (Tak, śmiejcie się. sama nie wiem czemu, ale tak było. Uznałam to za całkiem śmieszne, czy...no nie wiem. Nie umiem tego wytłumaczyć.)
Zobaczycie. Zaraz posypią się pytania. Od Nich. No ale cóż, skoro i tak mają wiedzieć wszystko, to postanowiłam, że jak już będę coś pisać, to tak jak dawniej. Szczerze. Jakby nikt z moich znajomych nie wiedział o tym tajemnym miejscu.
O., A., G. - strzeżcie się. Od tej pory nie ręczę za siebie ;)
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Jezu, czasami naprawdę jestem nie do zniesienia! nie wiem, jak niektórzy to wytrzymują, doprawdy!

Dzisiaj się okazało, że A jest chora, nie będzie mnie mogła przenocować, więc nici z moich nocnych planów z P. No ale bez przesady, jak ja się tym przejęłam, po prostu masakra! A nawet więcej! Nadal się przejmuję! A przecież obiecywałam sobie, że będę podchodzić do życia na luzie. Z resztą spotykamy się w ciągu dnia, żaden problem.


A tak serio, to i tak mi trochę smutno. Bo czuję, że jak jednak się wyjdzie gdzieś tak wieczorem i wgl, to tak jakoś...fajniej jednak jest. Ale biorąc pod uwagę, jak fajnie nam się rozmawia, i inne sprawy (śmiejemy się ze swoich żartów, słuchamy podobnej muzyki, i ogólnie tak...fajnie), to mam nadzieję, że wyniknie z tego coś fajnego.

Tak, to znowu byłam głupia ja - tym razem wyolbrzymiająca i robiąca sobie nadzieje. chcecie więcej?


Nie no, ale naprawdę będę na siebie wściekła, jak to nie wyjdzie. Naprawdę nie chcę tego spieprzyć. Chcę, żeby nam się ułożyło! On jest taki cudowny!


Tak, to znowu było robienie sobie nadziei, a także przeczuwanie niepowodzenia ('jak to nie wyjdzie' zamiast 'jeśli to nie wyjdzie' np). Czy ja nie mogę po prostu cieszyć się chwilą i nie myśleć na razie o przyszłości? Czemu nie mogę mieć nastawienia 'co ma być, to będzie'?! Muszę ciągle sobie wszystko komplikować!

Naprawdę chciałabym iść na randkę nie myśląc o konsekwencjach, ale nastawić się na zabawę. Nie przejmując się, jak wypadnę, tylko po prostu być sobą. Nie robić sobie nadziei i nie przeczuwać najgorszego jednocześnie, tylko zająć się tym, co jest tu i teraz!!!!!


AAAA! No po prostu nienawidzę histerycznego ja!


A w dodatku cały ten wpis, to była jeszcze jedna strona DS - ja użalające się.


brrrr, so so stupid me -.-
  • awatar shopcorine: Zapraszam do siebie. Tanie ciuchy, cenę można negocjować:)
  • awatar grzankitime: Czekam, co wynegocjujesz, takie fajne, tanie ciuchy.
  • awatar DesecrationSmile: @grzankitime: <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: jestem wykończona! po prostu wy-koń-czo-na nauką!
a jest dopiero środa! jeszcze mnie czeka polski i fizyka jutro i, najgorsze ze wszystkiego - piątkowa biologia. o niczym innym nie marzę, jak o wykuciu się tych wszystkich tkanek po polsku i po francusku! no ja pierdolę! po cholerę mi to! no! :O

a tak poza tym, to w piątek impreza, w sobotę impreza, więc jakoś odreaguję.


doszłam do pewnego smutnego wniosku. a właściwie dwóch.
1. po raz kolejny spędzę walentynki sama. no dobra, w zeszłym roku nie spędziłam ich sama, no ale wiecie, o co chodzi... z B. to jednak przecież nie był taki prawdziwy związek, to było przelotne. A myślałam, że z D. się ułoży coś fajnego. Ale, że jednak się nie ułożyło, to cóż... Ech, no chujowo i tyle.
2. Nie będzie to wiecie kto (z poprzedniej notki). A nawet jak będzie, to nie w sposób, jakiego pragnę. Nigdy nie będzie to nic takiego. I muszę się z tym pogodzić.

Moje życie jest takie skomplikowane! Te wszystkie niezrozumiane nawet przeze mnie, nie mówiąc o moich przyjaciołach uczucia, i jeszcze do tego masa pracy w szkole i ogólnie... No bez sensu to wszystko. I mimo, że z boku może to nie wyglądać tak źle, to ja mam na ten temat troszkę inne zdanie...

Do dupy z takim życiem i tyle, no! Jak mam się cieszyć z tych wszystkich pozytywnych rzeczy, mój umysł zwraca uwagę tylko na te nieprzyjemne i trudne i poplątane i bolesne? I nie da się go za cholerę przekonać, by przestał sobie nimi zawracać głowę! MOJĄ GŁOWĘ!
 

desecrationsmile
 
Wpis tylko dla znajomych
DesecrationSmile:

Wpis tylko dla znajomych

 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: W każdej szkole istnieje grupa ludzi popularnych, wzbudzających respekt i jakby lekki strach u innych. Różnie się ich nazywa: elita, śmietanka… Wszyscy wiemy, o kogo chodzi.

Ostatnio zaczął mnie zastanawiać ich fenomen. Jak to się dzieje, że ktoś staje się elitą, a ktoś nie? Oczywiście, jest kilka cech obowiązkowych. Potencjalny kandydat musi być pewny siebie, wręcz lekko arogancki. Miły i uczynny dla osób, które lubi, wręcz bezcenny przyjaciel, ale jednak potrafi dać w kość swoim wrogom. Musi być oryginalny, posiadać swój własny, niepowtarzalny styl (tak przynajmniej jest w większych miastach, w prowincjonalnych miasteczkach mogą to być również niewolnicy mody). Poza tym trzeba być sobą, być dumnym ze swojej tożsamości i wiele innych. Ale faktem jest, że nawet jeśli spełniasz wszystkie te warunki, to nikła jest szansa na przeistoczenie się w szkolne guru.

Z moich obserwacji doszłam do wniosku, że trzeba po prostu zawrzeć odpowiednie znajomości z już istniejącą elitką. Ale to jest tylko kwestią przypadku, na kogo się akurat natkniecie na początku roku. A jak już raz zakumplujecie się z niewłaściwymi ludźmi – okazja przepada.  Więc jeśli marzyliście o popularności i uwielbieniu, pragnęliście być jednym z tych, o których się mówi, a jednak się nie udało – nie martwcie się. To nie wasza wina. Widocznie postać szarej myszki była już dawno dla was przeznaczona.

Myślałam też o tym, czemu elita wzbudza w nas taki respekt, czemu zachowujemy się w ich towarzystwie inaczej. Dlaczego jesteśmy tacy szczęśliwi, gdy zwrócą na nas uwagę, choćby głupim „cześć” albo pytaniem o godzinę? I dlaczego tak głupio nam do nich podejść i porozmawiać, nawet jeśli się już znamy?

Ja w mojej szkole zapoznałam się z częścią śmietanki. Na wymianie szkolnej chodziłam z kilkorgiem  z nich na imprezy, piłam piwo z monopolowego na trzepaku, plotkowałam… Ale gdy wymiana się skończyła, nagle uczucie niższości powróciło! „Och nie, porozmawiałabym, ale to tak głupio, może nie będzie chciał? Albo mnie wyśmieje, albo właściwie sama nie wiem co mógłby zrobić, ale nie podejdę, o nie!” – tak myśli każdy przeciętny uczeń, tak myślę ja. Denerwuje mnie to nieustające uczucie, bo przecież doskonale wiem, że wcale nie jestem gorsza od nich. Jestem równie elokwentna, oryginalna, dowcipna. Mimo wszystko, ich krąg jest szczelnie zamknięty i jest praktycznie niemożliwym dostać się do ich grona.

Dlatego nawołuję do wszystkich „normalnych” uczniów: przestańmy się tak przejmować elitarnością! Każdy z nas jej pragnie, lecz przestańmy ją uważać za tak ważną i…elitarną. Stwórzmy nasze własne, małe kręgi przyjaciół i razem z nimi cieszmy się tym najbardziej beztroskim okresem w naszym życiu!
  • awatar A: .
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Bardzo dobrze powiedziane! W pełni popieram i duży ukłon! :) najlepiej w nosie miec tę nalepkę grupową, która jest doklejona do czoła i robic swoje...
  • awatar jużmilepiej: A ja po raz trzeci zadaję pytanie: kto z wymiany?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: A zadała mi wczoraj bardzo trudne pytanie: DS., czy jakbyś teraz umarła, to miałabyś poczucie, że miałąś szczęśliwe życie? Dłuższy czas zastanowiłam się nad odpowiedzią. I nie brzmiała ona tak, jak bym się tego spodziewała. Stwierdziłam: Nie, gdybym teraz umarła, to czułabym, że w życiu spotkało mnie więcej złego niż dobrego. Dla A. i dziewczyn również było to zaskoczeniem. Bo przecież mam tyle doświadczeń, tyle przygód, jakim cudem umarłabym mniej usatysfakcjonowana niż one?
Teraz ciągle myślę o tym, jakie są przyczyny mojego niezadowolenia. I staram się to wszystko zrozumieć. Doszłam w moich rozważaniach do kilku wniosków.
Po pierwsze, przez długi czas nie miałam przyjaciół. Owszem, po przeprowadzce znalazłam 3 najwspanialsze przyjaciółki na świecie, dla których mogłabym zabić, dla których mogłabym umrzeć i wiem, że one zrobiłyby to samo. W tej chwili są to najbliższe mi osoby, jakie mam. Kocham je z całego serca i nie wiem, jak bym sobie bez nich poradziła. Ale nie jestem w stanie wymazać z głowy wspomnień z wszystkich wcześniejszych lat. A wtedy niestety nie miałam nikogo, komu mogłabym w pełni ufać. Już od przedszkola inne dzieci mnie nie lubiły. Zabierały moje ulubione zabawki i pokazywały mi język. Robiłam się starsza, przyszła szkoła – jedna, druga – ale sytuacja się nie zmieniała. Jedynie zmieniały się sposoby okazywania mi niechęci. Obgadywano mnie, wyśmiewano, upokarzano. Mimo, że z całych sił starałam się dopasować do grupy, oni nigdy mnie nie zaakceptowali. Podczas tych wszystkich lat spotkałam cztery osoby, które uznałam za przyjaciół, przed którymi się otworzyłam, zaufałam im. I cztery razy głęboko się zawiodłam. Zostałam zdradzona i zapomniana. Za każdym razem starałam się na nowo otworzyć na ludzi. Niestety, za każdym razem było mi trudniej zaufać. I, jak się okazuje, nie działo się to bez powodu. Gdy przyjechałam do nowego miasta, zerwałam prawie całkiem stare kontakty, postanowiłam zacząć na nowo. Lecz tym razem nie miałam zamiaru się dopasowywać, tym razem starałam się być sobą. I podziałało. Lecz błędy tamtego czasu, zarówno moje, jak i innych, nigdy nie przestały istnieć, mimo że zepchnęłam je na dalszy plan. Nawet teraz, gdy udało mi się zaufać, bardzo ciężko mi mówić z dziewczynami o różnych sprawach. Zwłaszcza o tych najtrudniejszych sytuacjach ciężko mi mówić, dużo rzeczy nadal im nie powiedziałam. Ale staram się iść do przodu. Lecz gdybym teraz umarła, czy czułabym, że osiągnęłam cel? Nie, bo nadal nie zdołałam się całkiem otworzyć
Po drugie, nigdy nie zaznałam prawdziwej, odwzajemnionej miłości. Owszem, były w moim życiu różne epizody, było wiele doświadczeń, lecz nadal nie doświadczyłam tej jednej, najważniejszej rzeczy. Nie poczułam, że komuś na mnie zależy. Bardzo zależy. Jedynie raz przy pocałunku poczułam prawdziwy dreszcz, poczułam, że to jest to. Wtedy byłam w 100% pewna, że to było takie dobre, takie wspaniałe. A potem, cóż…potem 2,5 roku leczyłam złamane serce. Niestety, On nie odwzajemniał moic uczuć. Jadłam słodycze, płakałam, cierpiałam na bezsenność… Potem było lepiej, oczy robiły się coraz mniej wilgotne, komedie romantyczne coraz mniej dobijające. Potem byłam nawet w stanie spojrzeć na szczęśliwą parę z uściskiem w sercu na tyle słabym, że nadal byłam w stanie oddychać. I znowu – wyjechałam, ruszyłam naprzód. Stwierdziłam, że się nie poddam, że gdzieś tam musi być ten jedyny. Bezustannie go szukam. Próbuję. Za każdym razem, gdy idę ulicą, sprawdzam, czy ktoś nie odwzajemni mojego spojrzenia w ten charakterystyczny sposób, czy ktoś się do mnie nie uśmiechnął, czy się nie odwrócił… Lecz nie mogę być pewna, czy kiedykolwiek Go znajdę. A co, jeśli już się znalazł i nie byliśmy sobie pisani, jeśli nikt nie jest mi pisany? Jedno jest pewne – gdybym teraz umarła, czułabym wielką pustkę w moim sercu: brak miłości.
Trzecią sprawą, która by mnie nękała, jest wolność. Pragnę wolności! Nie chcę być od kogokolwiek zależna! Chcę podejmować całkowicie samodzielne decyzje, na któ®e nikt nie ma wpływu. Chcę ponosić konsekwencje tych decyzji, czy to dobre, czy złe. Chcę podróżować. Odkrywać świat. Poznawać ludzi. Bawić się. Tańczyć na stole. Kąpać się w morzu w świetle księżyca. Chciałabym pojechać gdzieś z przyjaciółmi, imprezowalibyśmy, żartowali, śmiali się… W tej chwili nie mogę tego zrobić, bo rodzice, no a przynajmniej jeden z nich, mi na to nie pozwalają. Chciałabym zdecydować o swojej przyszłości. Wymyśleć, co chcę robić w życiu i zrealizować ten plan. Albo go nie zrealizować, bo po drodze wymyśle lepszy. Albo jeszcze coś innego. Nieważne, co by to było, chciałabym mieć wolność wyboru. I cieszyć się nią. Mogłabym wzecieć jak ptak, albo zaonąć jak statek. Ale wiedziałabym, że jestem spełniona i to ja, tylko ja, żyłam swoim życiem. Chciałabym znać to beztroscie uczucie przed śmiercią.
Dlatego pozostaje mi tylko jedno. Nie poddawać się. Mimo, że życie bywa okrutne i niesprawiedliwe. Mimo, że napotykam problemy, załamuję się, upadam. Za każdym razem muszę wstać i spróbować od nowa. I dążyć do tego, bym w chwili śmierci czuła, że nie żałuję, że czegoś nie zrobiłam. Kiedy będę umierać, chcę czuć, że przeżyłam to wszystko, co chcę jeszcze przeżyć. Nie wiem, czy umrę szczęśliwa, ale chcę umrzeć spełniona.
  • awatar beztwarzy: Jeśli umrzesz spełniona to i szczęśliwa. Żyć pełnią życia, w towarzystwie prawdziwych,szczerych osób... Mi też zdecydowanie podoba się ta wizja.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Rozumiem Cię doskonale... w życiu za dużo kopów się dostaje, żeby umrzec szczęśliwym, a wiedzą o tym najlepiej ludzie, którzy piszą tutaj blogi nie o kolejnych zestawach na piatek 2030, tylko o życiu... każdy z tych ludzi zbyt silnie coś przeżywa, żeby zostac z tym sam, dlatego zapewne mało która z tych osób nie odpowiedziałaby podobnie jak Ty... bardzo mądry wpis napisałaś, życiowy... i masz rację, spełnienie jest w tym wszystkim chyba najważniejsze...
  • awatar O.: Bardzo dobrze się kryjesz ze swoimi uczuciami. Począwszy od tego, że ja nie umiem nawet rozróżnić Twoich reakcji na zadowalające Cię lub nie oceny, a kończąc właśnie na tym ładunku trudnych emocji, które nosisz. Myślę, że będziesz szczęśliwa, jak się ich pozbędziesz, zamienisz na inne. Nie zapomnisz, ale będziesz o nich wspominać jako o pewnym doświadczeniu. No i właśnie droga do tego jest przez to wszystko, co ppisałaś, rozmowy, przygody itp. Cieszę się, jeśli w jakiś sposób Ci e tym pomaga, a wiem, że tak jest. Nie myśl, nie rozpamiętuj, wyciągaj najlepsze ze wszystkiego co jest i było. A, no i jeszcze z tą miłością, ciekawie, że jej tak poszukujesz, ja mam do tego inne podejście, chyba też więcej mam zwątpienia w siebie i w miłość ogólnie. To wszystko przed nami, nie umierajmy jeszcze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Walentynki.
Ja... Ja lubię to święto. Owszem, jest komercyjne. Owszem, nie mam go z kim spędzać [nie, przyjaciele się nie liczą]. Ale lubię je.
I chciałabym mieć chociaż jedne Walentynki takie, jakie sobie wymarzyłam. Coś romantycznego. Z osobą, którą lubię. I która lubi mnie. Właściwie to nie musi być coś szczególnego. Ważne, żebyśmy byli razem. By było miło. Takie Walentynki mi się marzą. A teraz, mimo, że nie mam ich z kim spędzać [choć, z drugiej strony, dzień się jeszcze nie skończył ;>], to nie będę udawała fajnej, mówiąc dookoła, że nienawidzę tego komercyjnego chłamu. Bo go lubię.

Choć jest to trochę dołujące. Kilka razy miałam szansę na udane Walentynki. Już się tak cieszyłam, no ale jednak nic z tego nie wyszło. Dziś też, niby mam z kim je spędzić, ale tak naprawdę to tak nie będzie. No chciałabym, to prawda, no ale jednak tak naprawdę to ich razem nie spędzimy. I to mnie może nie to, że smuci, ale...no przykro mi. Żal mi. Po prostu. Ale i tak mam dzisiaj całkiem dobry humor. Oprócz tego chwilowego uczucia w klatce piersiowej od czasu do czasu, to wszystko jest ok.



wiem wiem, powtarzam się, no ale ta piosenka jest cudowna. I ściśle związana z dzisiejszym dniem, bo słucham jej w kółko.
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Co by się stało, gdyby nagle okazało się, że niedługo umrę? Co bym zrobiła?

Na pewno nie rozpłakałabym się i załamała. Szkoda by mi było czasu. Myślę, że dodałoby mi to odwagi. Zrobiłabym te wszystkie rzeczy, na które teraz mi jej brakuje. Żyję, oszukując samą siebie, udając, że wszystko jest w porządku. Że przecież jestem szczera wobec wszystkich. I nic się nie stanie, jeśli pewne sprawy (koniec końców te najważniejsze) zwyczajnie zachowam dla siebie.

No i tu warto przejść do sedna - z czego to wynika? Dlaczego boimy się robić rzeczy, których pragniemy? I skłoniłoby nas do tego tylko obliczę śmierci? Czemu nie zrobimy tego TERAZ?

Ja mam wiele takich marzeń. Wyznałabym wiele rzeczy różnym osobom. Pragnę to zrobić teraz, ale to przerażające. Co sobie pomyślą? Mogą mnie wyśmiać, mogą to rozpowiedzieć... Ale co, jeśli zareagowałyby wręcz odwrotnie? No, ale tego się nie dowiem. Chyba, że zbiorę się w sobie.
Chciałam wyznać Sz. pewne...rzeczy, tuż przed moim wyjazdem. Ale tego nie zrobiłam. Bo stwierdziłam, że to bezsensowne. Ale była to po prostu wymówka spowodowana moim przerażeniem. Nie chciałam niczego zepsuć. To następny powód: boimy się zmiany. Bo może to być zmiana na lepsze, ale też na gorsze. Nie chcemy dopuścić do tej drugiej możliwości. Nie zaryzykujemy, bo  już wolimy, by wszystko pozostało bez zmian. Nijak.
Do tego dochodzi jeszcze opinia osób trzecich. Nawet, jeśli wmawiamy sobie, że zdanie innych nas nie obchodzi, to tak nie jest. A co, jeśli się o tym dowiedzą? Co sobie o nas pomyślą? Jak będą na nas patrzeć?!
Powiem wam, jak. Nawet, jeśli będą was wyśmiewać, to wewnątrz będą czuli tylko jedno - zazdrość, że udało nam się powiedzieć, co tak naprawdę czujemy i myślimy.
A osoba zainteresowana? No, są 2 możliwości. Mogą czuć i myśleć to samo, lecz im też brakowało odwagi. Albo tak nie będzie. I wtedy, no cóż, trudno. Mamy 50% szans na powodzenie. Jak pół na pół w milionerach. Tam też chodzi o zmianę swojego życia. Albo się uda, albo nie. Więc czemu nie zrobimy tego samego ze swoimi uczuciami?
Możemy się wycofać, owszem. Ale przecież będziemy tego żałować! Będziemy się, kurwa, do końca życia zastanawiać 'a co by było, gdyby...' To żałosne! Więc się nie zastanawiajmy, tylko weźmy, do cholery, sprawy we własne ręce i się przekonajmy!!!


Pytanie tylko, czy starczy Ci odwagi.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: Oj... aleś pojechała po bandzie :d Nie robimy tego teraz, bo większość tych rzeczy jest skrajnie szalona, niemoralna lub zakazana :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: związki nie mają sensu. naprawdę żadnego. nie rozumiem ludzi, którzy łudzą się, że taka 'prawdziwa' miłość istnieje. nie wierzę w nią. czasami chciałabym jedną z tych dziewczyn, które opowiadają, że kiedyś spotkają tego jedynego. że z pierwszym razem czekają na TĄ osobę. bywa, że ja też o tym marzę. ale to nierealne - coś takiego nie istnieje poza jakimiś durnymi komediami romantycznymi. ja nie chcę czekać na mojego księcia z bajki - i nie będę. to bezcelowe. wolę się dobrze bawić, niż żyć we śnie.
na razie nic ani nikt nie skłonił mnie do zmiany zdania. wręcz przeciwnie. pewien facet powiedział mi ostatnio:

“ale w sumie to zawsze wydawała mi się ta cała checa z miłością motylkami i aniołkami srającymi tęczą mocno podejrzana. raz się przejechałem na tęczowo serduszkowym gównie takiego cherubina, i mi wystarczy na razie.”


no i jeszcze powiedział:

“ja ci powiem jak to wygląda: są dwa typy facetów. faceci, których jebie, że jesteś dziewicą, bo po prostu chcą seksu, męskie instynkty itd itp. a drugi typ to tacy, którzy udają że ich to obchodzi, że chcą poczekać i w ogóle, po pewnym czasie zależnie od okoliczności mogą nawet uwierzyć że faktycznie tak myślą. a trzeci typ.. nie jestem pewien czy jest jakiś trzeci typ.”


zgadzam się z nim.

hm, ogólnie, po tym co się stało z F., nie mam zamiaru za bardzo przywiązywać się do ludzi. może bym chciała, ale nie będę ryzykować. każdy, na którego kiedykolwiek się otworzyłam, którego wspierałam, gdy tego potrzebował, dla którego zrobiłabym wszystko - zawiódł mnie. zranił. opuścił. nie powtórzę tego błędu. nie teraz - nie jestem gotowa.
jedyne 2 osoby, z którymi jestem blisko, to O. i G. ale one są inne. przynajmniej mam taka nadzieję. nie, one mnie nie zawiodą.
  • awatar Penetratorka: Księcia spotkać bym chciała,ale czekam już trochę długo i przez ten czas zdążyło mi się nawet wydawać że znalazłam.Nie mniej jednak nie zamierzam marnować czasu na czekanie na niego i korzystam z życia: )
  • awatar Ariadna: współczuję z tą szkołą.. :)
  • awatar plumplum: No jasne, że nie zawiodą, no co Ty. Masz mi w ogóle powiedzieć, kto to powiedział. I w ogóle, czemu ktoś Ci tu szkoły współczuje. I w ogóle nie chce mi się ruszyć (dlatego piszę ^^). I generalnie, to nadużyłam tu sformułowania "w ogóle".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: mam jakiegoś doła. nie wiem czemu. to dziwne. przecież ostatnimi czasy mam dobry humor. a teraz nagle przed chwilą zachciało mi się płakać.

niby się odnalazłam, zaaklimatyzowałam, znalazłam przyjaciół. ale czy są nimi naprawdę? czy mogę powiedzieć im wszystko? czy oni powiedzą mi wszystko?
czy wybaczą mi jak coś spieprzę?
kurwa, boję się że coś spieprzę. serio.
bo wszystko się jakoś ukłąda. a w moim życiu za cholerę nic się nigdy nie układa. to zbyt proste. taka harmonia i radość może jedynie zapowiadać katastrofę.

a ja kurwa nie chcę katastrofy!

fuck! jestem pojebana. nawet jak coś mi wychodzi, to wydaje mi się, że tak nie jest.

ja pierdolę.
 

desecrationsmile
 
DesecrationSmile: leżę w domu. i myślę...o wszystkim. to naprawdę był moment...przełomowy. może w trochę drastyczny sposób się to dokonało, ale dowiedziałam się kim jestem, kim chcę być. dlatego, choć była to przerażająca i poniżająca noc, to niczego bym nie zmieniła. skoro to był jedyny sposób, bym do moich wniosków doszła, to zamierzam tylko dziękować losowi. i wykorzystam tą szansę.
 

deeperintonothing
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

deeperintonothing
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

deeperintonothing
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

deeperintonothing
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

deeperintonothing
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów