Wpisy oznaczone tagiem "GTWwpodróży" (45)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Marsylia była pierwszym francuskim miastem, które odwiedziłam. Miasto zrobiło na mnie dobre wrażenie głównie ze względu na przepiękny port i śliczne kamieniczki oraz atmosferę nadmorskiego kurortu, gdzie życie toczy się powoli.

105385934_721110605319021_8621171319471879842_n.jpg

Jednymi z najciekawszych i zdecydowanie wartych zobaczenia zabytków Marsylii są dwie ogromne świątynie. Pierwsza to górującą nad miastem Notre Dame de la Garde. Wejście na wzgórze na, którym się znajduje, jest męczące, ale dla panoramy roztaczającej się z góry warto, nawet w deszczu.

105569234_733955297380629_1508260554809532506_n.jpg


105604132_271463620633538_3759005878239744905_n.jpg


106064831_266252494479816_6385109331910981195_n.jpg


Również wnętrze bazyliki jest przepiękne, bogato zdobione i pełne marynistycznych motywów jak statki czy koła ratunkowe.

105275251_342498540066587_3612330647448535887_n.jpg


105328003_881658178994825_7179698516856517656_n.jpg


105526858_286621212392083_2339986856850564157_n.jpg


105859533_264738441526885_3359543863401132288_n.jpg


105943599_272405637437442_4505648166428430464_n.jpg


106164025_874781416374982_6284584546639393763_n.jpg


106355685_976757139413249_6360279092104467415_n.jpg

Drugą świątynią jest katedra la Major. Nie udało się nam do niej wejść, ale z zewnątrz prezentowała się wspaniale, zwłaszcza w fioletowych promieniach zachodzącego słońca. To był najpiękniejszy zachód, jaki w życiu widziałam.

105028535_492989978139533_3661300194881794254_n.jpg


105682817_270167604042620_7888264222001527062_n.jpg


105740277_2698289366944169_61238723924979941_n.jpg


105971784_292460351904314_8023685230134708457_n.jpg


105989705_558776194787182_8020695443543986873_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Klopsiki to tylko w Ikei? Nie. Otóż klopsiki do kulinarne dobro narodowe Szwecji. Podobnie jak ryby i słodkie bułeczki.

101552413_259383358719480_3854125393107746816_n.jpg

Naszą kulinarną przygodę w Sztokholmie zaczęliśmy od polecanej w przewodnikach i mega popularnej knajpie Chokladkoppen na Rynku. Miejscówka jest pełna ludzi, ale udało się na dorwać miejsce na tarasie, a obsługa uwija się jak mrówki, aby obsłużyć ogrom gości. Chokladkoppen nie jest tanie, ale pyszne. Zjedliśmy ogromne śniadanie składające się z kawy, finezyjnych kanapek i najlepszej na świecie cynamonki. Lokal jest LGBT friendly, czym niezwykle zyskał w moich oczach. Od czasu wizyty
w Izraelu, gdzie wybieraliśmy tylko restauracje z tęczową flagą, zwracam na to uwagę.

84212362_260743368328985_7578454095686533120_n.jpg


101540494_295354891487014_496796882853429248_n.jpg

Nasze drugie śniadanie nie było już tak finezyjne. Dobre, aczkolwiek zjedzone na szybko w jednej z kawowych sieciówek ponownie smakowało słodkimi bułkami.

101971235_582779076006698_2243903718175014912_n.jpg

Absolutnym hitem okazała się dość późna obiado-kolacja. Kocham w Sztokholmie to, że knajpy z jedzeniem są otwarte nawet w środku nocy. Na przystawkę zamówiliśmy wyśmienite ryby na różne sposoby. W zestawie był też kawior, a ja jestem wielką fanką. Największą robotę zrobiło jednak danie główne, czyli klopsiki. Sycące, idealnie przyprawione, soczyste. No po prostu niebo w gębie. Te
z Ikei już nigdy nie będą mi smakować.

102732789_902589030258338_7949628120049385472_n.jpg

Żeby nie było, że wszystko w Sztokholmie takie pyszne. Zupełnie nie potrafią w burgery. Były malutkie, cieniutka, nadmuchana bułka się rozpadała i oczywiście kosztowały fortunę.

101651915_611492709722227_8228831952413655040_n.jpg

Podsumowując, stałam się fanką Szwedzkich specjałów, ale na burgery to jednak najlepiej wybrać się do Danii.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Na urodziny oprócz biletów do Saloników i do Mediolanu dostałam również loty do Sztokholmu. Odkryłam kolejne miasto, w którym mogłabym zamieszkać.

98605330_675871156317949_5570234775144235008_n.jpg

Poznawanie miasta zaczęliśmy od spaceru. Podziwialiśmy prześliczne kamienice i pomniki, w tym pomniki świętego Jerzego.

98175875_269347980931690_1412594488588632064_n.jpg


98194422_267974501245348_6125901224240742400_n.jpg


98205725_421272628755906_7700783534599831552_n.jpg


98262517_1638041053017176_4918294576818552832_n.jpg


98203761_932543090507900_6527112488935227392_n.jpg

Powędrowaliśmy przez uroczy ryneczek otoczony kolorowymi kamieniczkami oraz pod zamek, który akurat nie zrobił na nas wrażenia przez swój geometryczny kształt.

98270933_528658157805094_9148451640955633664_n.jpg


97978565_659682301558806_286798318091108352_n.jpg

Sztokholm to miasto portowe, więc zachwycałam się wszechobecnymi łódkami przy kejach. To jeden z powodów, dla których mogłaby zostać tam na zawsze.

97788091_846822485728447_7356743451460763648_n.jpg


98291297_314004872921693_9048179904239108096_n.jpg


98318683_553220292052016_3291125459152011264_n.jpg

Wieczór trafiliśmy do urokliwego parku na festiwal kuchni koreańskiej.

98475585_262206328314351_636131643479818240_n.jpg


99060929_647719362450479_5865113764965122048_n.jpg

Zakochałam się w Sztokholmie i w jego różnorodności oraz otwartości. Na ulicach było widać mnóstwo przedstawicieli różnych kultur, a w wielu miejscach powiewały tęczowe flagi.
Sztokholm oferuje też wiele dobrych rozwiązań jak na przykład wszechobecne elektryczne hulajnogi, którymi poruszaliśmy się między wyspami, na których położone jest miasto. Hulajnóg jest masa i jeździ się nimi po ścieżkach rowerowych. To miasto nie zamyka swoich sklepów
w niedzielę ani restauracji o wczesnych godzinach. Ludzie są mili i przyjaźnie nastawieni.
Aktualnie Szwecja ma jedną z najlepszych strategii walki z koronawirusem, dzięki czemu ich gospoda nie leci na łeb na szyję, jak nasza.

98319673_266189881238127_8006183983115141120_n.jpg

Mam nadzieję, że uda mi się zwiedzić jeszcze inne zakątki Szwecji i wrócić do Sztokholmu.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jak już wspomniałam, nasza zeszłoroczna lwowska majówka okazała się deszczowa, więc naszą trasę zwiedzania przenieśliśmy do różnego rodzaju knajp.
W pierwszej części opisałam dość oczywiste, popularne i sprawdzone wybory. Teraz przyszła pora na nowości.

96080676_544732636464822_7996003179751800832_n.jpg

Absolutnym hitem okazała się sieciówka Cukor
z sympatycznym pingwinkiem w logo. To idealne miejsce na śniadanie. Wszystko, co tam jedliśmy, było wyborne i wyglądało niesamowicie fotogenicznie.

95707653_548525059420762_3871413426748129280_n.jpg


95846321_2606970292887172_3921345282012348416_n.jpg


96088295_871150320055166_1985253490460459008_n.jpg


96254003_163352001772848_1403474409003417600_n.jpg


96408323_253480329040560_3405269665356709888_n.jpg


96347409_266565877831386_8847061115641790464_n.jpg


96408323_253480329040560_3405269665356709888_n.jpg

Ciekawą propozycją była też knajpa U Kata, której głównym elementami wystroju są narzędzia tortur,
a specjalizuje się oczywiście w mięsie, aczkolwiek "stek" z kapusty też dał radę.

96535172_236267157640344_5300847983888171008_n.jpg


96147970_273179767389222_3984475601841946624_n.jpg

Widzicie tę klatkę? Jeśli dacie w łapę kelnerowi
i wskażecie osobę, to kat z siekierą porwie tę osobę, wsadzi do klatki, a później spuści całość do dołu poniżej i będzie się darł, pytając, czy kupujesz bilety na autobus miejski. Cała męka może trwać z jakieś 15 minut. Bezcenne!

96120359_320029408981330_3792115905123581952_n.jpg

Polecam również różnokolorowe burgery w Meat & Grill. Są świetne!

96388808_259818615392367_7788620932972544000_n.jpg

Zawiedliśmy się natomiast na bardzo przeciętnym deserze i kiepskiej obsłudze w Kufrze.

96045359_663168807806021_4581704814534066176_n.jpg


96526932_2847908188641782_5245801256366112768_n.jpg

Nie samym jedzeniem człowiek żyje. Wreszcie odkryłam magię rewelacyjnej Pijanej Wiśni oraz cudowny sklep z nalewkami, gdzie zakochałam się w gruszkówce.

95959257_777690552636987_5839002588598501376_n.jpg


96763555_280596722970187_7407635807441256448_n.jpg


95849843_264885427968854_5320690917479284736_n.jpg


96323994_540333706853118_3663368814407450624_n.jpg

Myślę, że Lwów jest jednym z najpyszniejszych miast w jakich byłam. I wszystko tam jest bajecznie tanie!

96012414_938714909899871_8423601426432786432_n.jpg


96410076_1683846631763436_7846132331772379136_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Na Ukrainie byłam już trzy i jestem zachwycona. Dwa razy odwiedziłam Lwów. Raz było pięknie
i słonecznie, ale za drugim razem pogoda okazała się paskudna.

95062539_2585377121735965_740308506195787776_n.jpg

To był kolejny majowy weekend spędzony we Lwowie. Pierwszego dnia było pięknie i słonecznie. Udało się nam przespacerować pod Operę i wyjść na wieżę widokową w Ratuszu.

94973689_2493738704270514_5828728099113533440_n.jpg


94978924_252369115816036_5007446364032860160_n.jpg


95416865_234183367677927_1849336699167965184_n.jpg

Odwiedziliśmy też kilka ulubionych lokali. Oczywiście nie mogło zabraknąć najlepszej Puzatej Chaty oraz przepysznej restauracji Ukrayins’ke Podvi’ya, którą odkryliśmy w zeszłym roki, a gdzie dają najlepszy bogacz świata.

95093519_647270949337402_5981327226283491328_n.jpg


94969984_925479361206797_1383017045980872704_n.jpg


95410402_265881841212485_2636562298528858112_n.jpg

Wybraliśmy się też do kilku popularnych miejsc, których nie zdążyliśmy skosztować rok temu. Cukiernia w starej secesyjnej aptece zaskoczyła mnogością finezyjnie wyglądających pyszności. Niebo w gębie dla wszystkich, którzy lubią słodycze.

95216005_223844742230885_1612303269487443968_n.jpg


95260939_819434738580996_4251398902936240128_n.jpg


95426635_752675215496103_1287508286261690368_n.jpg


95491633_2725468874356976_2173265761152270336_n.jpg

Jednak to restauracja Baczewski okazała się prawdziwą petardą. Niskie ceny, ogromny wybór nalewek i przepyszne, eleganckie dania podane
w najbardziej wyszukany sposób, jaki tylko się dało. Polecam zwłaszcza delikatną kaczkę z owocami.

94883632_539497576939940_5848667978706452480_n.jpg


95495162_848214605656624_8400430494482694144_n.jpg

Niewypałem okazał się natomiast wysoko oceniany
w Internecie Atlas. Ponoć pierwsza restauracja we Lwowie posiadająca toaletę ;) Nic co u nich jedliśmy, nie wywarło na nas piorunującego wrażenia, było raczej przeciętne.

94888414_647717849413117_7022737232263905280_n.jpg


95124869_2324581987849967_8480088282258997248_n.jpg

To dopiero pierwsza część naszej zeszłorocznej gastro podróży po Lwowie. W następne dwa dni lało, więc zwiedziliśmy głównie knajpy.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kopenhaga kulinarną stolica Europy. Yyy serio?

56353979_269679890643854_705411969930231808_n.jpg

Nie mówię, że to, co jadłam w Kopenhadze, było niedobre. Wręcz przeciwnie zjadłam tam najlepszego burgera w życiu w knajpie stylizowanej na tramwaj. To było obłędnie dobre. Nawet wersja wege okazała się zachwycająca.

57812426_394992478004158_6311369663112544256_n.jpg

Nie zapominajmy jednak, że sztandarową "potrawą" w Danii są kanapki. Oszem ogromne, praktycznie z całego chleba,
z mnóstwem składników i ekstremalnie dobre, co nieco rekompensuje ich cenę- co najmniej 80 zł.

IMG_20190412_125617_488.jpg

Jednak ani burgery, ani kanapki (w sumie burger to tez kanapka) nie czynią z Kopenhagi kulinarnej stolicy Europy.

Co piliśmy? Oczywiście alkohol. Jak alkohol w Danii to ma się rozumieć piwo. W Kopenhadze byliśmy zaraz przed Wielkanocą, więc kupowaliśmy świąteczną edycję uroczych piwek z kurczaczkiem.

56190015_556440358183411_1241514812928688128_n.jpg

Skusiliśmy się też na Aperol nad kanałem. Drink ten był wtedy bardzo popularny w duńskich restauracjach.

IMG_20190417_181252_303.jpg

Oprócz alko była też poranna kawa. Czasem w hipsterskiej kawiarni na drodze naszych spacerów

56315712_2418981458333498_5698593175615045632_n.jpg


56310223_308969033103035_7881327716157358080_n.jpg


56412474_308374249855608_7696764476002926592_n.jpg


56429292_2150709561710081_4571306157544570880_n.jpg

lub w Dunkin Donuts. Cieszę się, że znalazłam tę sieciówkę w Kopenhadze, ponieważ uwielbiam donuty. Zwłaszcza jedzone w parku jednego z muzeów w sąsiedztwie pomnika sympatycznego diabełka.

56553659_1049071205283158_3908706455980605440_n.jpg


56917972_425117804966780_7395122862605991936_n.jpg


57451139_532657693928974_2130243043683467264_n.jpg


57534155_441936826614353_7311098733767163904_n.jpg

Podsumowując, będą w Kopenhadze trzeba koniecznie spróbować ich kanapek, a od siebie mogę polecić knajpę Tramwaj w centrum miasta.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kontynuuje wspomnienia zeszłorocznego wiosennego wyjazdu do Kopenhagi.

IMG_20190411_151607_117.jpg

Okazała się, że stolica Danii obfituje w przepiękne parki usytuowane na wyspie w centrum miasta, w których spędziliśmy mnóstwo czasu.

56407479_1989187804710135_4679027656769929216_n.jpg


IMG_20190410_105559_315.jpg

Spacerując, trafiliśmy na kilka przepięknych pałacyków oraz młyn.

57798896_957839154409615_3379035296443138048_n - Kopia.jpg


56416914_1308018742670755_2035151999598592000_n - Kopia.jpg


57852323_310247926312875_3358349320901361664_n.jpg

Wybraliśmy się też pod pomnik Hansa Christiana Andersena, którego bajki uwielbiam, pomimo że są smutne. Anderesen
w swoich dziełach wyrażał cierpienie spowodowane zawodami miłosnymi. Był gejem, a w XIX wieku niełatwo żyło się homoseksualistom. Ciekawą atrakcją pomnika jest kod QR, po którego zeskanowaniu "zadzwoni" do nas Hans i opowie bajkę. Bawiliśmy się świetnie przy tym.

57313560_800596453656074_7566516612044423168_n.jpg

Dalej nogi poniosły nas pod malowniczy marmurowy kościółek.

57852454_1200923553418063_892644502194356224_n.jpg


IMG_20190411_110034_578.jpg

Następnie zwiedziliśmy fort Kastellet w kształcie pięcioramiennej gwiazdy.

56319186_2175644652766368_2881686871069425664_n.jpg


56325216_283731335888970_6735598327561191424_n.jpg


57467998_869646816711653_4748369341123133440_n.jpg


58384033_441314406619771_2236832136126529536_n.jpg

Wiosenne spacery tak się nam spodobały, że po opuszczeniu wyspy udaliśmy się jeszcze pod zamek królowej Danii. Nie jest zbyt majestatyczny, ale wyróżnia się wybiegiem dla koni usytuowanym z przodu.

57343530_604223853322825_5598623276315181056_n.jpg

Postanowiliśmy zahaczyć jeszcze o ogród botaniczny, gdzie wejście jest za darmo oraz zobaczyć bramę do popularnego duńskiego parku rozrywki- Tivoli.

IMG_20190418_152210_545.jpg


IMG_20190418_152210_544.jpg


57550563_2288749371148269_3003187656172503040_n.jpg

Na koniec dnia zostawiliśmy najlepszą atrakcję Kopenhagi- Christianie. Jest to osobna dzielnica, która ma własne prawo i nie podlega jurysdykcji duńskich władz. Powstała w latach 70- tych w wyniku zasiedlania byłych koszar wojskowych przez hipisów. W Christianii nie wolno zrobić zdjęć, więc mam tylko jedną fotkę wejścia do tego magicznego miejsca. Czego jeszcze nie wolno? Biegać, nosić broni, jeździć samochodem. Można natomiast całkowicie legalnie kupić i palić zioło. Mają tam nawet własną walutę. W środku dzielnicy jest kolorowo i panuje bardzo miła atmosfera. Spędziliśmy tam długie godziny, bawiliśmy się świetnie i zwiedzanie Christianii polecam każdemu.

57674176_592177384621726_9018716351279136768_n.jpg

Być w Kopenhadze i nie być w Christianii to jakby nie być nigdzie ;)
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Moja dusza podróżnika zaczyna mieć już powoli dość siedzenia w domu podczas kwarantanny i chce wyrwać się
w świat. Póki co nie może, więc postanowiłam podróżować do moich wspomnień i przy okazji pomóc Wam planować pokoronawirusowe wyprawy.

56595476_392654871465342_230073104464871424_n.jpg

Rok temu na wiosnę pierwszy raz zobaczyłam Kopenhagę. Dania jest niebotycznie drogim krajem dlatego, głównie spacerowaliśmy i podziwialiśmy piękno miasta z zewnątrz.

56786242_311940782831176_7020651381396602880_n.jpg


56459557_1929010390560374_2590884178874597376_n.jpg


57491852_280725936166516_8788279433019523072_n.jpg


57574588_315209059149333_6641042479351070720_n.jpg


58374734_340273386628694_4299963128944263168_n.jpg


58382569_415351032530741_1800406082384822272_n.jpg

Naszą uwagę zwróciła kopenhaska opera nad pięknym jeziorem, gdzie zrobiliśmy przystanek na piwko.

IMG_20190406_134404_554.jpg

Następnie zobaczyliśmy majestatyczny ratusz.


57267756_379658655955702_6447724669918248960_n.jpg


57511619_2442593765765452_6285719456995868672_n.jpg

Kopenhaga to oczywiście kanały i pocztówkowe kolorowe kamieniczki, które na żywo są jeszcze piękniejsze.

57303343_2115344525424407_8699169075059752960_n.jpg


IMG_20190406_231005_606.jpg

Spacerując dalej, wyszliśmy z centrum i dotarliśmy do najbardziej rozpoznawalnego miejsca w stolicy Danii- Małej Syrenki. Zatrzymaliśmy się nad rzeką na kolejne piwo. Złoty trunek to dobro narodowe Danii, ponieważ
z tego kraju pochodzi Carlsberg. To Carl Jacobsen, założyciel tego browaru ufundował posag Małej Syrenki. Zobaczył balet na podstawie baśni Andersena i chciał, aby do posagu pozowała aktorka ze spektaklu- Ellen Price, ale ta się nie zgodziła, gdy powiedziała się, że ma pozować nago. Posąg ma twarz Ellen, a ciało żony Jacobasena.

57378684_448748469194225_6190749075722207232_n.jpg


57504596_385314795527579_7367991317973958656_n.jpg


57530929_314710372808851_5693288856644747264_n.jpg


IMG_20190411_171630_905.jpg


56355304_1158746337618954_6243909874514657280_n.jpg

Na koniec wybraliśmy się do Kościoła Świętej Trójcy. Świątynia ma nie tylko piękne organy i ładny ołtarz, ale również wieżę, na której jest taras widokowy. Wprawdzie płatny, ale warto się tam wdrapać i podziwiać panoramę miasta.

56786105_641063452973908_7014050583598333952_n.jpg


IMG_20190412_131814_854.jpg


IMG_20190418_181715_857.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Dlaczego jednym z symboli Edynburga jest terier,
a jakże, szkocki? Jak wypadło kolejne miasto na naszej pizzowej mapie?

51082898_631318187307185_8197458040950095872_n.jpg

Piesek Bobby

Policyjny pies o imieniu Bobby przez 14 lat pełnił straż przy grobie swego ukochanego właściciela. Na szczęście zarządca cmentarza oraz dawni koledzy jego zmarłego pana dbali o wiernego czworonoga, który, nawet jeśli ktoś go przygarnął, wracał na cmentarz.
O dobro Bobby'ego troszczyli się też goście
i właściciel pobliskiej restauracji. Zwierzak codziennie o 13:00 przybiegał do knajpki na lunch.
W pewnym momencie przerwa obiadowa Bobby'ego stała się atrakcją miasta. Tuż przed pierwszą pod cmentarną bramą zbierał się tłum ludzi, czekających na psiaka.

Mimo sympatii mieszkańców Bobby znalazł się
w niebezpieczeństwie. Z powodu dużej ilości bezpańskich psów i roznoszonych przez nich chorób, władze miasta wydały nakaz wykupienia przez właścicieli drogiej licencji. Psy bez niej miały być złapane i uśpione. Po kilku dniach policjanci zapukali restauracji, do której Bobby przychodził na obiady. Właściciel nie miał pieniędzy, ale postanowił psiaka ratować. Sprawa otarła się o sąd
i nabrała gigantycznego rozgłosu. Ostatecznie uznano, że cmentarz, na którym mieszka Bobby, stanowi grunt miejski, więc licencję opłacił burmistrz. Terier dostał obrożę z napisem "Bobby
z Greyfriars". Tak, tego cmentarza, na którym niby tak straszy.

Bobby odszedł w 1872. Właściciel jego ulubionej restauracji pochował go pod klombem przed wejściem do cmentarnego kościoła. Prawo zabraniało grzebania zwierząt na święconej ziemi, więc nie mógł on spocząć obok swojego pana. Dopiero w 1981 roku, odsłonięto prawdziwą tablicę nagrobną. Oprócz imienia, daty śmierci i wieku psa widnieje na niej napis "Jego lojalność i oddanie powinny być lekcją dla nas wszystkich".
Naturalnych rozmiarów pomnik Bobby'ego stoi na rogu ulicy George IV Bridge.
W Edynburgu kupimy mnóstwo pamiątek z podobizną sympatycznego teriera.
Pizza w Edynburgu

Jaka? Od prawdziwego Włocha, popijana włoskim piwem. Spacerując po mieście, trafiliśmy na plac, na którym znajdowały się niemal tylko pizzerie. Nasz wybór okazał się całkiem niezły. Moje ulubione danie
w Edynburgu smakowało dobrze, choć czułam delikatne różnice, jeśli chodzi o ciasto- było mniej słone. Ogólnie szkocka pizza dostaje okejkę i polecam.


51061441_1275421532611853_3382966797836746752_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Będąc w Edynburgu zdecydowaliśmy się na dwie płatne atrakcje: Zamek oraz The Scotch Whisky Experience. Czy warto wydać na nie majątek?

51387362_2372122459467088_8339490607974055936_n.jpg

Zamek Królewski

50775311_280698915929552_8370294263744823296_n.jpg

Bezpłatnie zamek można podziwiać z zewnątrz. Wejście do komat kosztuje ponad 100 zł. Uwielbiam zwiedzać zamki, ale ten był pomyłką. Zapłaciłam fortunę żeby zobaczyć puste sale i mało ciekawe wewnętrzne dziedzińce. W komnatach w prawdzie były wystawy związane z historią Szkocji, ale nie porywały.
Uważam, że zamek robi lepsze wrażenie od zewnątrz niż w środku i nie warto przepłacać za bilet.
Ogólna ocena 5/10.

51016066_234865610633116_2225233731562504192_n.jpg


51109510_287357268564902_7367412184583766016_n.jpg


51581859_2250536375160458_6385859170712682496_n.jpg

The Scotch Whisky Experience

50920078_297033964285758_4982611372773736448_n.jpg

Jestem tak samo wielka fanką zamków jak i whisky. To zdecydowanie mój ulubiony alkohol dlatego wiedziałam, że koniecznie muszę iść do The Scotch Whisky Experience. Ponownie był to wydatek ponad 100 zł, ale tym razem były to dobrze zainwestowane pieniądze. Podczas zwiedzania dowiadujemy się wiele o historii i sposobie wytwarzania whisky oraz
o tradycyjnych szkockich rodzajach szlachetnego trunku. Po multimedialnej wystawie poruszamy się zajebistym wagonikiem w kształcie beczki, a audio przewodnik wliczony w cenę biletu jest dostępny w języku polskim. Po części muzealnej przychodzi czas na degustacje. Sami wybieramy, którą z whisky próbujemy. O każdej nich słyszymy na wcześniejszych prezentacjach. Kosztujemy dwa rodzaje: wybrany przez nas single malt (wytwarzana w jednej destylarni
z jednego słodu) oraz  blended malt (whisky mieszana). Do degustacji dostajemy czekoladkę, a po imprezie szklankę do whisky na pamiątkę (przewiozłam ją samolotem bez problemu). Po zwiedzaniu można skorzystać z oferty tematycznego sklepu, ale ceny zwalają z nóg.


51018224_2334629676767057_2145481467390590976_n.jpg

The Scotch Whisky Experience to miejsce dla każdego fana whisky. Nie będziecie się tam nudzić nawet jeśli jesteście już zaznajomieni z produkcją
i rodzajami trunku. Ci, którzy przygodę z whisky rozpoczynają, będą zachwyceni.
Ogólna ocena: 10/10.

51214385_389121455170951_8894132368068050944_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Czyli mówiąc po ludzku hotel i cmentarz.

50917013_349473919225760_6549830812936699904_n.jpg

Old Waverley Hotel
Nasze spanko doczesne rezerwowałam jak zawsze przez booking.com i jestem z niego bardzo zadowolona. Przede wszystkim znajduje się w ścisłym centrum Edynburga i wszędzie można dotrzeć na piechotę. Hotel ma mega wygodne łóżko i przepyszne tradycyjne szkockie śniadanie (takie english breakfast tylko
z kaszanką), miły personel i spoko wystrój. Jedynym minusem był brak przejściówek do gniazdek. Obsługa też nie miała.
Uważam, że hotel spełnił moje oczekiwania i cena była współmierna do jakości. Polecam.
Ogólna ocena 10/10.

51499497_762412380810864_8441188608840302592_n.jpg

Cmentarz Greyfriars Kirkyard

Jestem wielką fanką afrtergrobingu i uwielbiam zwiedzać cmentarze. Edynburg rozpieszczał mnie pod tym względem, bo tam trafimy na całe mnóstwo przepięknych nekropoli.

50956325_339244956678272_6448776803761782784_n.jpg

Greyfriars Kirkyard nie dość, że jest powalająca piękny to jeszcze związanych jest z nim wiele legend. Najbardziej prawdziwa wydaje się ta, że J.K. Rowling szukała tam inspiracji w temacie imion dla postaci z Harry'ego Pottera. Ponoć leży tam Tom Riddle.

50955249_1192606387555935_5441978015074484224_n.jpg

Nieco odbiegając od realizmu to mówią, że cmentarz, jest nawiedzony. Straszy tam niejaki Mackenzie, który niegdyś lubił torturować swoich aktualnych cmentarnych sąsiadów, zanim wydał wyrok, w którego winku zasypiali snem wiecznym. W 1691 Mackenzie dołączył do stałych rezydentów Greyfriars Kirkyard. Nie planował aktywnie udzielać się w nowej społeczności, aż do czasu, gdy w 1999 jakiś bezdomny postanowił urządzić sobie noclegownie na trumnie prawnika. Trumna cóż może i porządna, ale po 308 latach miała prawo załamać się pod ciężarem nieproszonego gościa. Bezdomny zaliczył bliskie spotkanie z resztami szczątków Mackenziego i uciekł, krzycząc z przerażenia. Ponoć ten incydent uwolnił ducha złośliwego mecenasa. Duch straszy i sprawia, że odwiedzający cmentarz źle się czują, doznają fizycznych obrażeń i omdlewają. Jak duch ludziom tak ludzie duchowi i w 2004 dwóch nastolatków ukradło czaszkę Mackenziego i grało nią w piłkę na terenie cmentarza.

51495287_439064573299504_2893605912121966592_n.jpg

Na Greyfriars oczywiście byłam, nic mnie nie wystraszyło i zachwycałam się przepięknymi nagrobkami. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie zwłaszcza te wbudowane w ściany sąsiadujących
z nekropolią domów.

51402269_328369194446546_1172647636562345984_n.jpg

Podsumowując jeśli tak jak ja lubicie cmentarną turystykę to Edynburg będzie dla Was rajem,
a Greyfriars Kirkyard dopiszcie do listy "must see". Wstęp jest darmowy.
Ogólna ocena; 10/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Rok temu w styczniu poleciałam do Edynburga. Obawiałam się, że wyspiarska pogoda da mi się poznać od najgorszej strony: będzie wietrznie, zimno
i deszczowo. Nic podobnego. Edynburg zwiedzałam
w słońcu.

50815771_2343960589152581_7109643455957041152_n.jpg

Muszę przyznać, że to była miłość od pierwszego wejrzenia, a właściwie od pierwszego nocnego spaceru po Edynburgu. Wtedy odkryłam piękno jego gotyckich kamiennych budowli i ciekawych pomników.

50790806_244980323092030_6815952471270096896_n.jpg


50818568_2012343272189501_3443175186990366720_n.jpg


51038285_2562175147132257_3256287471880634368_n.jpg


51078295_315723915815028_8914078982169690112_n.jpg

Za dnia miasto okazało się jeszcze piękniejsze, zwłaszcza kolorowe witryny sklepów i lokali gastronomicznych. Chowanie telefonu nie miało sensu, ponieważ robiłam zdjęcia ciągle. Szczególnie urzekły mnie kamienice w centrum oraz długa Royal Mile łącząca dwie królewskie siedziby: Zamek i Pałac Holyrood.

50827950_305129523693237_4830209689545342976_n.jpg


50922833_286523748712148_2030336082834358272_n.jpg


51142208_377820333020400_5297902336402784256_n.jpg


51161301_299826324216449_7921774247817510912_n.jpg


51178897_241199550137766_8646596910125154304_n.jpg


51188399_281506452521972_8995798603356176384_n.jpg


51195342_358074728364371_3959230389666447360_n.jpg


51216169_549506832219809_1498663799249436672_n.jpg


51237836_528876564301932_4075337327205941248_n.jpg


51273694_2520710931489208_1157602868635631616_n.jpg


51552811_1261555100687761_7791759793856708608_n.jpg


51612555_795248700814273_5084669777230692352_n.jpg


51650040_392152661373404_2339507285002289152_n.jpg


51662377_799160623767134_543609483759190016_n.jpg

Edynburg jest pełen kraciastych pamiątek, nawiązań do Nessie i Harry'ego Pottera.

51552621_1610166429130185_4215004398041956352_n.jpg


51297196_296950804340362_2846420108622954496_n.jpg

Dlaczego do młodego czarodzieja? Ponieważ to
w kawiarni The Elephant House J.K. Rowling pisała swoją pierwszą książkę. Jako wielka Potteromaniaczka musiałam tam pójść na angielską herbatkę o 17.
I ogromnie się zawiodłam. W środku jest oczywiście tłoczno, a wystrój nijak nie nawiązuje do sagi. Na ścianie widnieje jedynie małe zdjęcie pisarki informujące, że to tutaj tworzyła magię. Popijając nawet dobrą herbatę, bolałam nad niewykorzystanym potencjałem tego miejsca.

51061452_543171706181702_1452958617006243840_n.jpg

Prócz tradycyjnej herbaty poszliśmy też do tradycyjnego pubu na piwo i fish and chips oraz haggis. Flagowej brytyjskiej ryby z frytkami nikomu nie trzeba przedstawiać. Inaczej może być z haggis. Jest to specjał szkockiej kuchni, przyrządzany
z owczych podrobów, wymieszanych z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i przyprawami, zaszytych
i duszonych w owczym żołądku. Haggis jest zwykle podawany z ziemniakami. To było przepyszne! Dobrze doprawione i mega sycące. Wiem, że dla niektórych to danie jest nie do przełknięcia, ale mi podroby niestraszne.

50882546_208042356732242_5038860888707170304_n.jpg


51059189_1362774640543534_1505219852078415872_n.jpg

Po tym, jak zakochałam się w Edynburgu, jestem bardzo ciekawa jak wygląda Londyn. Czy też jest tak majestatyczny i efektowny pod względem architektury? Przekonam się już nie długo, bo lecę w piątek :)

50681692_320257075285014_2175129557915402240_n.jpg
  • awatar Kosmetyczneplum7: Ryba z groszkiem i frytkami to tu taki standard . Mieszkam kawałek stąd
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Być w Mediolanie i nie zahaczyć o Bergamo to niemal grzech.

67279688_327444211474705_7965210622176526336_n.jpg

Tym bardziej że Bergamo wypada o niebo lepiej. Wybierając się pierwszy raz w życiu do Włoch, spodziewałam się urokliwych kamieniczek, wąskich uliczek, pięknych pomników na każdym kroku, uśmiechniętych ludzi włoskiego wyluzowanego
i powolnego podejścia do życia oraz afirmacji jedzenia. Tak, to wszystko znalazłam, ale w Bergamo, chociaż spędziłyśmy tam tylko kilka godzin, spacerując kamiennymi uliczkami starego Górnego Miasta pełnego zabytków.

65319769_1642270109264071_5732950895348416512_n.jpg


65363755_2544999208857117_2901131424968998912_n.jpg


62337745_2321696378117809_700341988670570496_n.jpg

To tam poczułam włoskiego ducha południa, a nie
w tętniącym życiem i wiecznie śpieszącym się imprezowym Mediolanie. Miasta te leżą tak blisko siebie, ale są zdecydowanie różne.

64995756_2791038780937965_7607246972323364864_n.jpg


65489615_2892403567651810_2149744488719843328_n.jpg


65657553_486789715419203_3269689874378129408_n.jpg


65741588_439735733245354_2385298766023360512_n.jpg


65748275_584529678737823_6901753814626336768_n.jpg


66041174_1377279372410083_4016579524601839616_n.jpg


66090506_424143358178408_3442988824064425984_n.jpg


65822692_2458713207690910_516955011209494528_n.jpg


65834143_418004835459217_7284879938405007360_n.jpg


65883405_403943510220115_3844058307593502720_n.jpg


66140745_630050477507954_4609016962540896256_n.jpg


66164999_540269703461950_6974147386775961600_n.jpg

Wracając jeszcze na chwilę do Mediolanu, gdzie nocowałyśmy chciałabym odradzić Hotel Mayorca.

66489360_369709747020873_5031498868085227520_n.jpg


66266855_385937895603257_5293759548388016128_n.jpg

Cena stanowczo za wysoka jak na co oferują. Wystrój raczej przeciętny, śniadanie słabe, daleko do centrum, i po prostu fatalna obsługa. Recepcjonista nie mówił po angielsku, nie chciał udzielać nam odpowiedzi na pytania, a żeby otworzył nam drzwi, gdy wróciłyśmy w nocy, musiałyśmy czekać wieki.

Ogólnie: nie polecam, 2/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Przejeżdżając przez Czarny Dunajec z koleżankami, wpadłyśmy do Dzikiego Byka na burgera. Jak było? Raczej nie po byku.

82540240_643607056377026_5992054804753416192_n.jpg

Przydrożna, drewniana góralska karczma zaadaptowana na burgerownie zachęca głodnych podróżnych. O ile nie odstraszy Was słaba obsługa, to zamówicie w okienku swojego względnie taniego burgera i za drogie piwo. Na zamówienie przyjdzie Wam czekać wieki w sali, która nie dość, że jest mniej klimatyczna niż McDonald's to jeszcze zimna. Gdy już się przeziębicie, dostaniecie średnich rozmiarów burgera, którego smak jest mocno poniżej przeciętnej. Może mają kilka pozycji w menu, które wyglądają interesująco, ale co z tego skoro smakowo to żadna rewelacja.

Podsumowując, nie polecam. Znam smaczniejsze burgery i dużo klimatyczniejsze miejscówki.

Ogólna ocena: 3/10
 

gdzietuwyjsckrakow
 

66169190_338676967064726_5866451565673447424_n.jpg

Nasz pobyt w Mediolanie trwał 2 dni. W trakcie zdążyłyśmy doświadczyć wielu wspaniałych, ciekawych i zabawnych rzeczy.

65511849_619856878512712_1689786704300343296_n.jpg

Parada równości

Tak! Przypadkowo trafiłyśmy na Paradę. Nie wyobrażacie sobie mojego szczęścia. Gdy tylko zobaczyłam osoby z tęczowymi gadżetami, od razu zapytałam o trasę wydarzenia. Wybrałyśmy się na końcówkę i na imprezę. To była moja najlepsza Parada Równości w życiu! Byłam na wielu w Polsce i to jest kolosalna różnica. U nas wydarzenie ochrania chorda policji, we Włoszech nie było takiej potrzeby.
W Polsce są obraźliwe kontrmanifestacje, tam nic takiego nie miało miejsca. Parada w Mediolanie była jedną wielką pozytywną imprezą. Ludzie tańczyli, śpiewali, było mnóstwo artystycznych występów
i finezyjnie przebranych osób, a na każdym kroku rozdawano tęczowe gadżety za free. To było jedno
z najbardziej pozytywnych doświadczeń w moim życiu. Musiałyśmy wyglądać z Roksą jak para uroczych lesbijek.

65682097_2352439198367498_3851158124756992000_n.jpg


65797320_463063714252224_979750437571788800_n.jpg


65870615_325942408327441_913460241583046656_n.jpg


66127697_2221724321383420_2963634610853904384_n.jpg


66206883_2321044024814189_1002637570967863296_n.jpg


66230142_683614722051772_868572357256544256_n.jpg

Upał + alkohol

Z okazji Parady całe miasto było przystrojone tęcza. Sklepy, ulice, knajpy.
Wystrój jednego z barów szczególnie nam się spodobał: tęcza, flamingi, hawajskie akcenty. Poszłyśmy na drinka albo dwa. I na banie tequili albo cztery. Alko siadło szybko, bo było gorąco,
a my niewiele zjadłyśmy. Do dziś mamy wstręt do tequili.

65491205_2298533730200614_4024305346133622784_n.jpg


66502410_327717791456041_8343609464431050752_n.jpg

Aperitif

Nobla temu, kto to wymyślił. Płacisz za napój,
w naszym przypadku 5€ za Aperol i jesz, ile chcesz przekąsek z bufetu. Genialne! Taka opcja czeka na nas po godzinie 17. We Włoszech od 14 do 17 jest sjesta. Przed sjesta możemy zjeść normalny obiad,
a po już tylko aperitif.

64663497_672010766605715_4715987860396703744_n.jpg


65685813_767823566966301_2095716149483274240_n.jpg

Jedzenie

Do Włoch jeździł się po to, żeby jeść. I pić wino i kawę. Zatem jadłyśmy najpyszniejsza na świecie sałatkę caprese i idealne spaghetti z widokiem na Katedrze Duomo. Piłyśmy z rana pyszne włoskie cappuccino i espresso, przegryzając uroczymi mini ciasteczkami.

65707120_625246757956481_9032401908085555200_n.jpg


65929822_432584270930769_39516920348672000_n.jpg


65923417_465472530933802_1508929836238766080_n.jpg

Na koniec jeszcze wysłuchałyśmy koncertu plenerowego pod Pałacem Sforzów.
Doświadczanie Mediolanu było super!

65824941_336858600539084_3495421372497133568_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, nasze zwiedzanie Kijowa odbywało się głównie wieczorami
i nocami, dlatego też szukaliśmy lokali otwartych do późna. Czy było trudno takie znaleźć? Ani trochę. Kijów nie sypia, Kojów imprezuje :)

51579210_2512003832197650_8659214446004011008_n.jpg

Jak Ukraina to oczywiście Puzata Chata! To sieciówka z pysznymi i tanimi ukraińskimi specjałami. Oddziały tej samoobsługowej knajpki znajdziemy niemal na każdym kroku, ale jeśli przyjdziemy tam tusz przed zamknięciem, nie zastaniemy już wielu dań do wyboru. My poszliśmy do Puzatej na późne śniadanie... około godziny 17 ;) Smakołyków było mnóstwo. Szczególnie polecam barszcz ukraiński.

48361743_2016329201788554_3643950236470083584_n.jpg

Podczas zwiedzania często zrobiliśmy piw stopy, a do piwka jedliśmy tradycyjne ukraińskie przekąski jak suszone świńskie uszka czy mini czebureki. Jest to coś w rodzaju pieroga z mięsem smażonego na głębokim tłuszczu.

51308366_1219245461556643_3363266324015874048_n.jpg

Jednego wieczoru trafiliśmy do restauracji serwującej kuchnię kaukaską, a tam podano nam innego rodzaju czebureki, które wyglądały jakby zrezygnowano z ich smażenia. Smakowały wyśmienicie!

51402309_301135083762872_8414291715451518976_n.jpg

Innego razu odkryliśmy cudowną turecką restaurację
z tak pysznymi daniami, że nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Udało mi się uwiecznić tylko herbatę :)

51783740_607217679704336_1633060769119600640_n.jpg

Żeby nie było tak kolorowo, to zdarzały się też wpadki. W knajpie z dobrym piwem mieli paskudną grzybową, która wyglądała jak brązowa woda z podejrzanymi obiektami.

48046813_1175589239265768_4746152609717420032_n.jpg


51188992_1870357216424731_7250229426456100864_n.jpg

Totalną porażką była restauracja, gdzie ja jadłam najmniejsza i najgorszą carbonare ever, a większość ekipy ohydne burgery. Na samo podanie piwa czekaliśmy godzinę, na jedzenie jeszcze dłużej
i jeszcze zapomniano podać nam sztućców.

51407839_2314380175506552_5110291975865630720_n.jpg

Pomimo kilku fuck up'ów zdecydowanie nadal jestem fanką kuchni ukraińskiej i zapewniam, że w Kijowie można dobrze i smacznie zjeść.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Nasza wycieczka do Kijowa upłynęła pod hasłem "Kijów by night".

48191340_264384434250501_7391108137631088640_n.jpg

Dlaczego? Jak wiadomo, w grudniu dni są krótkie
i szybko robi się ciemno, a my skuszeni opcją nocnego imprezowania przy taniej ukraińskiej wódeczce wstawaliśmy na tyle późno, że nie załapaliśmy się na słońce. Czy to powstrzymało nas przez zwiedzaniem mroźnego Kijowa? Oczywiście, że nie!

Odbywaliśmy nocne spacery po stolicy Ukrainy i muszę przyznać, że złote dachy jednej z najbardziej rozpoznawalnych budowli w Kijowie- Soboru Mądrości Bożej na tle czarnego nieba wyglądają przepięknie.

48155225_1940013806035112_5601708308374224896_n.jpg

Obok Soboru znajduje się pomnik pewnego pana, który dla Ukrainy jest bohaterem narodowym drążącym do uzyskania niepodległości, natomiast w historii Polski zapisał się jako zdrajca narodu poprzez przywództwo w powstaniu kozackim przeciwko Rzeczpospolitej. Mowa o Bohdanie Chmielnickim.

51656828_640505116382474_6806745388532367360_n.jpg

Obok Soboru znajduje się pomnik pewnego pana, który dla Ukrainy jest bohaterem narodowym drążącym do uzyskania niepodległości, natomiast w historii Polski zapisał się jako zdrajca narodu poprzez przywództwo w powstaniu kozackim przeciwko Rzeczpospolitej. Mowa o Bohdanie Chmielnickim.

51454860_1580765585400099_6095021667807920128_n.jpg

Obok Złotej Bramy spotykamy Kota Potiomkina. Czemu sympatycznemu futrzakowi postawiono pomnik? Legenda głosi, że miauczeniem obudził swoich właścicieli
i tym samym uratował z pożaru. Inna historia opowiada o kocie będącym ulubieńcem gości pobliskiej restauracji, który zginął z jej pożarze, a klienci lokalu ufundowali jego pomnik.

48077709_209140890019085_6308193259919245312_n.jpg

Skoro już przy monumentach jesteśmy, to bardzo chcieliśmy zobaczyć pomnik Matki Ojczyzny na wzgórzu, z którego roztacza się ponoć piękna panorama Kijowa, zwłaszcza nocą. Mówiąc o ojczyźnie ma się tu na myśli dawne ZSRR, ponieważ to wtedy postawiono statuę. Do czasu uzyskania przez Ukrainę niepodległości była ona najwyższym budynkiem Kijowa. Aby radziecki symbol nie górował nad miastem, ścięto jej miecz. Niestety zobaczyliśmy Matkę Ojczyznę jedynie do kolan, bo taka była mgła, a panoramę mogliśmy sobie najwyżej wyobrazić  :)

51342239_231133164356272_3694071877749178368_n.jpg

Po skróceniu o miecz Matka Ojczyzna oddała tytuł najwyższej Ławrze Peczerskiej, czyli XI wiecznemu klasztorowi o złotych kopułach. Cóż Ukraincy lubią złoto...

Nasza wieczorna wizyta w Ławrze to było przeżycie mistyczne. Bogato zdobiony kompleks sakralny wyłaniał się z ciemności, a w środku zachwyciły nas bogate i misternie wykonane ikony. Dodatkowo trafiliśmy akurat na nabożeństwo i śpiewy duchownego dodawały magii całej sytuacji.

51133935_743975499397037_2285595867660419072_n.jpg

Moje serce skradły murale kijowskie, zwłaszcza ten przedstawiający odrodzoną Ukrainę. Do tego stopnia mi się spodobał, że noszę go na tapecie telefonu już prawie rok.

48191340_264384434250501_7391108137631088640_n.jpg

Podsumowując, polecam Wam Kijów z całego serca. Zwłaszcza Kijów nocą ;) Ukraińską wódkę też polecam. Zarówno bilety do kijowa, jak i alkohol da się kupić bardzo tanio.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jadę do Kijowa. Powiedziałam znajomym i rodzinie rok temu w grudniu, tydzień po wprowadzeniu stanu wojennego na Ukrainie. Usłyszałam: “Oszalałaś?!”, “Jesteś nieodpowiedzialna!”, “Przecież to niebezpieczne!”, “Nie jedź!”. No, ale pojechałam
i wróciłam. Cała i zdrowa.

51342239_231133164356272_3694071877749178368_n.jpg

Bezpieczeństwo

Nie było tak, że nie miałam obaw. Oczywiście, że decyzja prezydenta Poroszenki mnie nieco wystraszyła. Jednak zaczęłam wgłębiać się w temat
i doczytałam, że w obwodzie Kijowskim nie wprowadzono stanu wojennego. Nie ma też godziny policyjnej ani prohibicji. Zatem nie było powodów, aby zrezygnować z wyjazdu.

Spodziewałam się, co prawda drobnych utrudnień jak wzmożone kontrole na lotnisku lub oznak mobilizacji wojskowej takich jak więcej policji, lub żołnierze patrolujący ulice. Nic takiego nie miało miejsca.

Kijów okazał się niezwykle bezpiecznym miastem, które bawiło się do późnych godzin nocnych, karmiło nas pysznymi czeburekami i poiło ukraińską wódką od przemiłej pani z całodobowego sklepu pod naszym mieszkaniem.

Podczas spaceru po Majdanie spotkaliśmy ukraińskiego żołnierza w cywilu, który słysząc, że mówimy po polsku, zaczął z nami rozmawiać. Powiedział, że decyzja o stanie wojennym jest całkowicie zbędna
i typowo polityczna, ponieważ w trakcie takiego stanu wyjątkowego nie można przeprowadzić wyborów prezydenckich, które Poroszenko zapewne przegrałby
z kretesem. Oznajmił też, że armia ukraińska jest
w lepszej kondycji niż 4 lata temu.

Podsumowując, nie bójcie się jeździć na Ukrainę. Kijów i Lwów są bezpiecznymi i pięknymi miastami, które posiadają wiele do zaoferowania.


51297171_2184774341542583_8722620236446040064_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Nie ma podróży bez gastroturystyki. Na Węgrzech poszerzyliśmy ją o naszą pierwsza enoturystykę.

65838966_482248452527076_7055918057943728128_n.jpg

Zacznijmy od gastro. Jak Węgry to oczywiście gulasz. Ten w Siofoku w restauracji przy plaży obok kempingu był wyśmienity. Soczysty i lekko pikantny. Podany przez miłego kelnera, który nie mówił po angielsku, ale chętnie z nami żartował i uśmiechał się od ucha do ucha. Po gulaszu przyszedł czas na toast tradycyjną węgierską wódką- palinką.

65374417_1079661462422145_6728732242517950464_n.jpg

Jadąc z południa na północ Balatonu mieliśmy
w planie głównie enoturystykę, czyli turystykę związaną z winem. Trafiliśmy do małej rodzinnej winnicy Muller Pince, gdzie od pokoleń produkowane jest przepyszne wino. Mieliśmy okazję poznać jego historię oraz sami korkować butelki. Myśleliśmy, że zakupy w winnicy będą kosztowały nas majątek, ale okazało się, że zupełnie nie. Za jedną butelkę płaciliśmy tylko 1000 forintów, zatem kupiliśmy sześć.

65049669_679383385808760_33178699671011328_n.jpg


65370619_414534752736941_1860710416812867584_n.jpg

Skoro jesteśmy nad jeziorem, to w naszym menu nie mogło zabraknąć ryby. Swoją zamówiłam w restauracji obok naszego kempingu dla naturystów i nie pożałowałam- była miękka i dobrze przyprawiona,
a panierka podkreślała jej smak. Co prawda kosztowała nieco powyżej średniej, ale było warto. Niestety w tej miejscówce obsługa ani wystrój nas nie zachwycały. Mankament ten rekompensował naprawdę wyśmienity smak wszystkich dań: ryb, nadziewanych kotletów, deski mięs przyrządzonych na różne sposoby.

65280439_373239690063408_5792555648323420160_n.jpg

Podsumowując, oczywiście polecam Wam kuchnię węgierską, ale przede wszystkich zachęcam do wizyty w winnicy Muller Pince, jeśli tylko będziecie mieli taką okazję.

65640196_396473514295356_156805184347963392_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
To była szalona i pełna wrażeń wycieczka.

65189161_403030676976303_8054057591266869248_n.jpg

Drugiego dnia ruszyliśmy dalej- na południowy brzeg Balatonu do Siofoku. No i się zakochałam. Balaton stał się moim ulubionym jeziorem a plaża w Siofoku okazała się najlepszą, na jakiej byłam. Dlaczego? Ponieważ jezioro to od południa jest strasznie płytkie. Nawet daleko od brzegu woda sięga po kolana. Jakby tego było mało, dno jest piaszczyste. Lepiej być nie mogło. Tym bardziej że ponownie żar lał się z nieba, a plaża nie była przeludniona.

64596093_1714223568877235_5712624292605198336_n.jpg

Przy brzegu znajduje się kilka niezłych knajpek
i sklepów oraz nasz Aranypart Camping. Nie miałabym żadnych zastrzeżeń do tego miejsca, ponieważ ceny były spoko (około 30 000 forintów za dwie noce za wszystkich), było czysto i ogólnie ładnie. Niestety okazało się, że mają straszny burdel w papierach. Najpierw zapłaciliśmy za jedną noc, a potem za drugą, gdy postanowiliśmy zostać tam jeszcze jeden dzień. Przy płatności za druga recepcjonistka nie policzyła pełnej kwoty i nagle okazało się, że musimy dopłacić. Gdy powiedziałam, że w ramach przeprosin za sytuację powinni dać nam zniżkę obsługa przestała być miła. Gdy przyniosłam brakujące 10 000 forintow okazało się, że trzeba dopłacić jeszcze 0.40 forinta czego powiedziałam, że nie zrobię, ponieważ powiedziano mi, że brakuje 10 tysięcy nie więcej i byłaby to już trzecia dopłata. Minusem było też zamykane na noc wejście na plażę, przez co wracając, musieliśmy obchodzić cały kemping dokoła i czekać aż portier nam otworzy.
Gdyby nie sprawa z dopłatą to obsługa miałaby dobrą ocenę. Pierwszego dnia przyszli nawet poinformować, że będą mieli zlot fanów Skody Oktawii i będzie głośno oraz dużo ludzi.

65171265_457538388143186_5397974378614882304_n.jpg

Trzeciego dnia postanowiliśmy przejechać na północy brzeg Balatonu obfitujący w winnice, ale o nich w następnym poście. Tu opowiem Wam o najdziwniejszym kempingu, na jakim byłam, czyli Lavendula Naturista Kemping. Był to kemping dla naturystów. Warunkiem obozowania było chodzenie nago. Okazało się to bardzo ciekawym doświadczeniem i byliśmy zachwyceni. Poza tym cena (14000 forintów) oraz infrastruktura kempingu również nas nie zawiodły. Czyste toalety
i prysznice, restauracja, mnóstwo ławek i stołów, każdy ma dedykowane miejsce, gdzie powinien się rozbić. Plaża niestety mniejsza, dno kamieniste
i głęboko, ale kemping rekomendował nam te minusy.

65075950_691470401300378_7187211561755213824_n.jpg

Podsumowując, polecam Wam południowy brzeg Balatonu tylko, może poszukajcie tam kempingu dla naturystów, bo taki obóz daje niesamowitą wolność.

65227164_512043049337596_6037850361698451456_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Śląskie miasta mają pewną magiczną cechę. Najlepsze restauracje nie znajdują się w centrum, lecz w dzielnicach gdzie nigdy bym nie trafiła, gdyby nie mieszkańcy.

67729513_1214442932097561_3922689615365931008_n.jpg

Tak samo jest z restauracją Cztery Kąty i Smak Piąty. Znajduje się na ulicy Jankego, znacznie oddalonej od centrum.

68400640_443970009665949_7363414248636022784_n.jpg

Warto jednak przejechać ten kawałek. Dania mają obłędne (ceny też). Ja byłam akurat w niedzielę, gdy obowiązuje specjalne menu. Zjadłam delikatnego królika w sosie z fasolką szparagową. Mój przyjaciel postawił na śląski klasyk, czyli roladę z kluskami. Powiem szczerze, że nawet smak tej ciężkiej tradycyjnej potrawy był w Czterech Kątach bardziej wysublimowany.

Wystrój jest połączeniem najmodniejszych trendów: cegła, zieleń, drewno, industrialne elementy
i tworzy klimatyczną całość.
Do tego obsługa absolutnie bez zarzutów.

Podsumowując może drogo i daleko, ale raz na jakiś czas można rozpieścić swoje podniebienie. Polecam!
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jemy w Salonikach.

59848448_1140268879493422_2871758220941066240_n.jpg

Są takie kraje na świecie, do których jeździ się, aby jeść i zdecydowanie Grecja do nich należy.

60734369_2482951968600625_59908454407471104_n.jpg

Podczas naszego pobytu w Salonikach dzień zaczynałyśmy od śniadania z serem feta i oliwkami na trasie. Udzieliło się nam greckie podejście do życia i ten posiłek celebrowałyśmy, jedząc przez 2 godziny.

59792645_397254047531368_3538648268416221184_n.jpg

Na obiad wybierałyśmy regionalne specjały: ryby, przepyszne krewetki i obłędną kałamarnicę nadziewana serami.

59915176_410001209591558_5407876374176202752_n.jpg

Nie mogło obejść się bez tradycyjnych dań greckiej kuchni, czyli suvlaki i tsatsików, które nigdzie indziej nie smakują tak dobrze.

60217689_1161964650680267_67350619119157248_n.jpg

Gdy przychodził czas na wieczorne wino, jako dodatek pojawiał się delikatny grillowany ser
i przepyszne... makarony. Odkryłam, że Grecy też potrafią w makaron.

60232421_2210474122534082_6247509216022495232_n.jpg

Już tęsknię za grecką kuchnią i już planuje powrót.
  • awatar Tessla: Zgadzam się grecka kuchnia jest pyszna i zdecydowanie za mało doceniana..
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Hotel Gołębiewski to miejsce, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Natomiast cukiernie U Janeczki przedstawiono mi, jako najlepszą w okolicy. Jakie są moje wrażenia?

51585745_814167358927457_3672107372047761408_n.jpg

Hotel Gołębiewski

Pierwszy raz miałam okazję korzystać z atrakcji Gołębiewskiego i jestem zachwycona. Szczególnie przypadł mi do gustu Park Wodny Tropikana. Wstęp na 1,5 godziny kosztuje niewiele ponad 30 zł, a za każdą następną godzinę płacimy 5 zł. Czyli ogólnie tanio, a oferta parku jest przeogromna. Oprócz standardowych basenów, zjeżdżalni i mnóstwa jacuzzi z ciepła wodą są również ogólnodostępne sauny, kriokomory, lecznicze banie, pomieszczenia solankowe. Jeśli wybierzemy się do Tropikany
w pogodny dzień możemy skorzystać z atrakcji znajdujących się na tarasie. Do dyspozycji klientów parku wodnego jest również bar, ale ceny są kosmiczne. Dużym plusem jest natomiast darmowa woda i fakt, że nie musimy martwić się o ręcznik, bo wypożyczamy je w cenie wejściówki.

52011277_2169213400074372_5172680142526349312_n.jpg

Po długim szaleństwie w basenach Tropikany postanowiłyśmy się zrelaksować w hotelowym barze
i wznieść toast za babski wyjazd szampanem. Koszt całej butelki to 60 zł, a więc przystępna cena jak na Gołębiewski. W elegancko urządzonym barze możemy skosztować równie imponująco wyglądających deserów, które wcale nie zrujnują nam portfela.

51712566_243280103228188_6939809398122348544_n.jpg

Wprawione w doskonały nastrój poszłyśmy potańczyć do klubu, który również znajduje się na terenie Hotelu Gołębiewski.
Gdy pląsy i miodówka już się nam znudziły, przeszłyśmy do sali obok by na koniec dnia pograć chwilę w cymbergaja i inne tego typu zabawy.
Naturalnie obsługa wszystkich atrakcji hotelowych była niezwykle uprzejma i profesjonalna.

51492278_507928226402161_7728843814370017280_n.jpg


Myślę, że jeszcze kiedyś zawitam do Hotelu Gołębiewski, może tym razem w Mikołajkach.

Ogólna ocena: 10/10.

Cukiernia U Janeczki

51571770_320959895192121_1223473944535760896_n.jpg

Czy faktycznie najlepsza w okolicy? Jeśli tak, to oznacza, że reszta jest raczej słaba. Janeczka ma względnie miłą obsługę, średniej wysokości ceny, troszkę kiczowaty wystrój i niezbyt dobre lody. Natomiast pochwalić trzeba janeczkowe ciasta, które są przepyszne. Kawa też daje radę. Czy odwiedzę znowu? Nie wiem, ale jeśli będę miała wybór, to sprawdzę, czy czasem ktoś z konkurencji nie zasłużył bardziej na miano “najlepszej cukierni w Wiśle”.
Ogólna ocena: 6/10.

51513580_2330823793822127_5519591187964493824_n.jpg

Jak widać odkrywania Wisły ciąg dalszy. Miasteczko, chociaż małe i spokojne to potrafi sprawić, aby turyści się w nim nie nudzili. Czy potrafi też dobrze nakarmić? O tym będzie następny wpis poświęcony Wiśle.
 

 

Kategorie blogów