Wpisy oznaczone tagiem "GTWwpodrozy" (1)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Cztery dni w stolicy Austrii. Na taką wyprawę, wiadomo potrzebny jest hotel. A z wyprawy, wiadomo przywozi się pamiątki, których tym razem mam wyjątkowo dużo.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Hotel Debo Pension

Standardowo do rezerwacji hotelu użyliśmy booking.com. Póki, co portal jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
Poszukiwaliśmy noclegu blisko centrum, w dogodnej odległości od dworca autobusowego i w dobrej cenie. Oczywiście w grę wchodziły tylko pokoje
z łazienką oraz śniadanie wliczone w ofertę.
Zdecydowaliśmy się na Debo Pansion. Za trzy noclegi zapłaciliśmy 1013 zł. To dużo biorąc pod uwagę to, co zaoferował nam hotel.
Lokalizacja owszem w dobrej dzielnicy- Neubau wprost usianej klimatycznymi knajpkami i
w niedalekiej odległości od centrum. Dojście do pomnika Marii Teresy i Hofburg zajmowało nam nie więcej niż 10 min. W okolicy hotelu znajdował się sklep spożywczy Billa z przystępnymi cenami, ale oczywiście otwarty tylko do 18 (niestety, jak wszystkie sklepy w Wiedniu).
Debo Pansion znajduje się na Zieglergasse 18, blisko stacji metra, dlatego dojazd z dworca autobusowego (około 2,50 euro za bilet ważny godzinę) był szybki i łatwy. Jechaliśmy liniami 1 i 3 z przesiadka na Stephansplatz.

22215232_1409693765744601_508975545_n.jpg

Obsługa hotelu była hmmm… specyficzna. Z jednej strony miła, z drugiej wyniosła i szorstka. Jeśli chodzi o pokój to zdał egzamin całkiem dobrze. Odpowiednia ilość miejsca oraz półek, w miarę wygodne łóżko, codzienne sprzątanie, czysta łazienka z kosmetykami, ręcznikami i suszarką. Istotną sprawą dla mnie była odpowiednia ilość gniazdek elektrycznych, dzięki której mogliśmy ładować na raz dwa telefony, powerbank, korzystać z telewizora i prostownicy. Na plus było też wygodne rozmieszczenie włączników świateł- przy łóżku i przy drzwiach. Uroczym akcentem okazały się herbatniczki na poduszkach.

22215070_1409693579077953_1764180915_n.jpg

Jedyne, co mnie zastanawia to brak wykładziny hotelowej, która w Polsce w trzygwiazdkowych hotelach chyba jest standardem. No, ale parkiet
w Debo Pension mi nie przeszkadzał.
Rozczarowało mnie natomiast śniadanie. W Berlinie za mniejszą kasę śniadanie było o niebo, ale to naprawdę o niebo lepsze. Tutaj standardowe śniadanie kontynentalne: wędliny, sery, pieczywo, warzywa, dżemy, miód, Nutella, jajka, kilka rodzajów płatków, mleko, jogurt, kawa, herbata, sok. Bonusem były owoce i rogaliki o ile przyszło się odpowiednio wcześnie, bo gdy coś się skończyło obsługa wcale nie dokładała (?!). Za taką cenę oczekiwałam nie tylko piękniej rustykalnej jadalni- a taka była, ale również mega wypasionego śniadania.

22236247_1409693572411287_1488203543_n.jpg


22215298_1409693589077952_1182063544_n.jpg

Pamiątki

Myślimy Wiedeń i co przychodzi nam do głowy? Piwo i kawa. Zaopatrzyliśmy się w sporo, szczególnie tego pierwszego. Do tego jeszcze wyśmienite Austriackie wino. Dobrą pamiątką są również słodycze. Zwłaszcza kulki Mozarta nadziewane marcepanem i wafelki firmy Manner, której logiem jest wizytówka Wiednia, czyli katedra św. Szczepana. Ogólnie polecam całą masę słodkości, których nie można dostać w Polsce- tych od Milki oraz od rodzimych austriackich producentów.

22237222_1409693302411314_1117916141_n.jpg

Z mocniejszych alkoholi ciekawą opcją na pamiątkę jest Stroh- 80% trunek z buraków cukrowych, który jest produkowany w Austrii. Kupiliśmy też Shnapps’a, którego nigdy dotąd nie spotkaliśmy
w Polsce.

22237289_1409691205744857_492512911_n.jpg

Nie mogłam pominąć standardowych pamiątek jak pocztówki czy naszywka z wiedeńskiego Hard Rock Cafe. Razem z ukochanym kupujemy magnesy na lodówkę w miejscach, które odwiedzamy wspólnie.
Z Wiednia przywieźliśmy ten z “Pocałunkiem” Gustava Klimta, który znajduje się w zbiorach Belwederu i wiedeńczycy zrobili z niego znak rozpoznawczy miasta.
Humorystyczną pamiątką jest breloczek z napisem “We don't have kangaroos in Austria”. Bodźcem do powstania gadżetów z tym hasłem byli zapewne ludzie mylący Austrie z Australią i oczekujący spotkania kangurów w środkowoeuropejskim kraju.
Całkowicie niezwykłą pamiątka jest dla mnie szklana kulka. Ludzie często przywożą je
z podróży, ale to jest moja pierwsza. Zwykle stawiałam na inne suweniry. Dlaczego teraz zmieniłam zdanie? Ponieważ to właśnie w Wiedniu bracia Erwin i Ludwik Perzy otworzyli pierwszy sklep ze szklanymi śniegowymi kulami, który działa do dziś. Kulki wypełnione wodą i białymi drobinkami miały wzmocnić światło lampy chirurgicznej, ale wspomniane drobinki przypominały Erwinowi śnieg, więc wpadł na pomysł umieszczenia w środku popularnych budynków
i sprzedaży wynalazku, jako dekoracji. Można, zatem stwierdzić, że szklana, śniegowa kula narodziła się w Wiedniu. Dlatego jest idealną pamiątką z tego miasta. Oczywiście obok góry słodyczy i piwa.

22237296_1409690259078285_155854690_n.jpg

Podsumowując, jeśli nie zależy Wam na wystrzelonym w kosmos śniadaniu to podczas pobytu w Wiedniu zanotujcie, w Debo Pension i koniecznie kupcie wymienione wyżej pamiątki. No i nie spodziewajcie się kangurów ;) Chyba, że w Muzeum Historii Naturalnej.
Ogólna ocena Debo Pension: 7/10

22236300_1409691369078174_396793658_n.jpg
 

 

Kategorie blogów