Wpisy oznaczone tagiem "Hiems Tenebris" (29)  

livli5
 


Rozdział 27
- To mają być nasze wierzchowce? – zapytała sceptycznie Rakszasa, przyglądając się pająkom wielkości konia, z przywiązanymi do odwłoków koszami. -  W życiu nie wsiądę na to paskudztwo!
- Ciszej! Bo jeszcze cię usłyszą! – warknął Meph, podchodząc do pajęczaka i przymocowując do jego odwłoka swoje rzeczy.  
- Jak ci nie pasuje, to możesz iść na piechotę.
Spojrzała wilkiem na Eylassa. Co jak co, ale miała nadzieję, że stanie po jej stronie. Podniosła dłoń do ust i nerwowo przygryzła paznokieć. Wtedy dostrzegła Ashę, która przy pomocy Mroka taszczyła Erabre. Rakszasa uniosła znacząco brew, po czym uśmiechnęła się.
- Pomogę ci!
Podbiegła do nimfy i pomogła ściągnąć młodego Dragona, z grzbietu pantery.
- Dziękuję – Asha uśmiechnęła się z wdzięcznością i położyła go na koszu największego pająka.
- Ym… Asho… Czy… czy musimy jechać na tym? – wskazała palcem zwierzę.
Nimfa oderwał się od swojego zajęcia i spojrzała na dziewczynę.
- To najlepszy środek transportu w tym rejonie.
- Chyba najbrzydszy… nie mieli czegoś innego?
- Mieli, ale one były najtańsze.
Rakszasa nadęła policzki oburzona. Miała jechać tym czymś, tylko dlatego, że było najtańsze?!
- Mogę dołożyć z moich oszczędności, ale nie chcę na tym jechać! – jęknęła błagalnie.
Asha westchnęła.
- Posłuchaj mnie dziecko… musisz uwierzyć mi na słowo, że wybraliśmy najlepszą możliwą opcję.
- Nic nie muszę.  - odwróciła się na pięcie i poszła do handlarza wierzchowców. Wszyscy odprowadzili ją spojrzeniem.

Po paru minutach wróciła z kwaśną miną. Jeszcze nigdy nie widziała tylu szkarad w jednym miejscu. A najgorsze z nich było ośmiornico podobne bydle, wielkości słonia, które kosztowało fortunę. Dziewczyna zastanowiła się, kto by chciał to paskudztwo.
- I jak? – zapytała Asha zadowolona z siebie.
Rakszasa burknęła coś w odpowiedzi i cudem przemogła się do jednego z pająków, który w porównaniu z ośmiornicą, dżdżownicą i ślimakiem, był całkiem znośny. Spojrzała zniesmaczona na Mephisto, który mruczał coś do tej szkarady. A tym bardziej, gdy z między urywkami słów usłyszała „Puszek”. Czekała ją najgorsza wycieczka w życiu…

Rakszasa ze zdumieniem stwierdziła, że podroż na pająku o dziwo jest bardzo wygodna. Zwierze poruszało się zwinnie i nie straszne były dla niego najgorsze wyboje. Gdyby nie owłosione nogi i przerażające oczy, zdecydowanie zaliczyła by go do najlepszego wierzchowca, na jakim miała okazję jechać. Mijały godziny. Asha, by zabić czas opowiadała jej o swoich przygodach. Niezwykłym widoku zachodzącego słońca, wyjątkowych mieszkańcach królestw, o stworach wielkich jak góry, o wróżkach, które bez problemu można by zamknąć w dłoniach, a Rakszasa słuchała tych historii nie mogąc pojąć jak jej mały świat był do tej chwili ograniczony. Asha właśnie skończyła opowiadać o gaju Aterie.
- Chciałabym zobaczyć te drzewa.
- Cze mu nie. Mogę ci pokazać, ale to dopiero po kolacji.
Nimfa uśmiechnęła się widząc zdumioną twarz dziewczyny.

Mijały kolejne godziny, a ekscytacja zżerała Rakszasę od środka. Niemal połknęła na raz cały posiłek i spojrzała wyczekująco na nimfę. Asha zachichotała i odłożyła swoja porcję.
- No dobrze, od czego by tu zacząć… ach no tak…  
Podniosła mały kamyk i obróciła go trzy razy. Pomiędzy jej palcami tańczyły małe duchowe rybki, by  przy trzecim obrocie wpłynąć w skałę. Na ich oczach kamień zaczął przeobrażać się w miniaturę drzewa. Na jego widok Rakszasa wstrzymała oddech. Było piękne. Pień stworzony był z zrośniętych z sobą kwiatów, przypominających konwalie. Z gałązek wyrastały błękitno fioletowe liście. Raisa dotknęła jednego z nich, a one poderwały się do lotu, dopiero wtedy dostrzegła, że to były motyle. Iluzja zniknęła.
- To było… niesamowite! – krzyknęła nie mogąc znaleźć innego słowa na widziane przed chwilę cuda. Spojrzała na Ashę i zamarła. Nimfa patrzyła tępo na leżący na dłoni kamień, był w niektórych miejscach całkowicie stopiony, a skóra, której dotykał niebezpiecznie się tliła. Przechyliła dłoń, a kamień zsunął się rozsypując się na popiół.        
__________________
Taki sobie ale więcej nic nie wymyślę...
  • awatar Kate - Writes: Też bym raczej na takiego pająka nie wsiadła. Chociaż swoją drogą ciekawe jak się na tym jeździ. Nadrabiam zaległości ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 
Rozdział 26

Asha właśnie przewróciła się na drugi bok, miętosząc delikatnie sierść Mroka, który służył jej za swego rodzaju poduszkę, gdy obudził ją wrzask. Przetarła zaspane oczy i spojrzała w ciemność pokoju. Poczuła jak ktoś dłonią knebluje jej usta.
- Ci… -  Już miała się wyrwać, gdy dostrzegła stojącego przed sobą Mephisto. Trzymał palec na ustach, nakazując jej milczenie. Kiwnęła głową, a diabeł zabrał rękę, uważnie nasłuchując krzyków z zewnątrz. Mrok poruszył się niespokojnie strzegąc nerwowo uszami. Asha wstała i po cichu obudziła Eylassa i Rakszasę. Kazała im szeptem, spakować najważniejsze rzeczy, w razie, gdyby musieli szybko się ulotnić, a sama dołączyła do diabła, który już sprawdzał przez uchylone drzwi co się dzieje na zewnątrz. Z głośno bijącym sercem spojrzała przez ramię chłopaka i zamarła. Parę metrów od drzwi stał wielki, przypominający cień stwór, próbujący rozszarpać na strzępy jakiegoś nieszczęśnika. Asha wstrzymała oddech i gdy bestia cofnęła się, by znów zaatakować, poznała w ofierze Erabre. Wrzasnęła, z opóźnieniem zasłaniając sobie usta. Cień obrócił swój koci pysk zakończony ptasim dziobem w ich stronę. Nastroszył olbrzymi jaszczurzy ogon i pokryte ostrymi, czerwonymi piórami skrzydła umieszczone na kocich łapach, poczym rzucił się w ich stronę. Diabeł z całą siłą zatrzasnął drzwi.
- Biegiem! – złapał ją za rękę i pociągnął w głąb izby.
- A Erabre?!
- Teraz mamy gorszy problem! – warknął, akurat w momencie, gdy bestia roztrzaskała drzwi. Potrząsnęła łbem, który pod wpływem tego ruchu stracił ostrość, tak jakby był z dymu. Dobiegli do tylnych drzwi, gdzie czekali na nich Eylass i Rakszasa. Wybiegli na zewnątrz, ale stwór był szybki i niemal natychmiast ich dogonił. Już miał się na nich rzucić, gdy drogę zagrodził mu Mrok. Nastroszył sierść, syknął ostrzegawczo, a następnie zaatakował. Łapa przeszła przez niego jak przez ducha, cień warknął i zamieniła się w dym, który chwilę później całkowicie zniknął.    
- Co to było? – zapytała drżącym głosem Rakszasa. Wszyscy spojrzeli po sobie.
- To był nagracug… chyba… - stwierdził Mephisto, marszcząc brwi. – jeszcze nigdy nie widziałem takiego… Szczęście, że był z nami Mrok.
Wszyscy przytaknęli.
- Czas się stąd ulotnić. – mruknął Dragon i razem z panterą poszli zabrać resztę rzeczy. Asha patrzyła przez chwilę w miejsce gdzie zniknęła bestia. Zaczęła iść przed siebie, a następnie biec nie zważając na wołania Mephisto. Dobiegała do miejsca, gdzie widziała Erabre. Chłopak leżał nieprzytomny, ale na szczęście oddychał. Przyjrzała mu się sprawdzając, czy nie został ranny, ale zauważyła na jego ciele nawet zadrapania. Zmarszczyła brwi nie rozumiejąc jak mógł ujść cało podczas spotkania z tą bestią. Potrząsnęła głową i stwierdziła, że może to był czysty fart, który uratował mu skórę.
- I co wykorkował wreszcie?
- To nie jest zabawne Meph. – oburzyła się Asha. – Na szczęście nic mu nie jest.
- A to dzieciak w czepku urodzony. Może to była jedynie zjawa?
- Zjawa? Widzisz te drzwi? Jak na ducha, miało sporo pary w łapach. – Asha złapała Erabre pod rękę – pomóż mi go podnieść.
- Po co?
- Nie zostawię go przecież tutaj samego.
- Twój kochaś, ty go noś.
- Pamiętaj, że to ciało twojej żony.
Meph spojrzał groźnie na nimfę.
- Nie zapominaj się… - wysyczał przez zaciśnięte zęby – gdyby nie to, że zabicie ciebie, oznaczałoby zabicie jej, to już dawno byłabyś martwa.
Po czym zostawił ją samą, z nieprzytomnym chłopakiem.
  • awatar Girl Power ♥: Świetne!
  • awatar Kate - Writes: Ej! No chwilę dosłownie mnie tu nie ma a ty sypiesz rozdziałami jak z rękawa. Dobrze, że zaczęły mi się ferie, będę mogła nadrobić i hurtem skomentować wszystko.
  • awatar Zakira Luna: Świetnie dobrana muzyka! Idealna na moje tempo czytania :D Ale o mało nie zeszłam na zawał, czytając o Erabre- wiesz że mam do niego słabość... Mrok służący jako poduszka i obrońca... znam kocura który by się do tego nadawał :D Za to z Mephista wychodzi rasowy dupek. Kropka :P
Pokaż wszystkie (5) ›
 

livli5
 
Rozdział 25

Nieważne ile razy pytała nikt nie chciał jej wytłumaczyć relacji rodzeństwa Dragonów i Ashy. Wszyscy zbywali ją jakby była uciążliwym pasożytem, co jeszcze nigdy jej się nie przydarzyło. Rakszasa od zawsze potrafiła okręcić sobie ludzi wokół palca, a teraz miała wrażenie, że jest niewidzialna. Pierwszy raz zatęskniła za swoją mistrzynią, w dawnym domu nieważne co zrobiła, wszystko uchodziło jej na sucho. Ze złością zacisnęła pięści, przysięgła sobie, że ukarze ich za ten brak szacunku. W końcu była uczennicą wiedźmy, zrobiłaby to już teraz, ale podstawowym problemem był fakt, że poza diabłem i kotem, wszyscy się gdzieś ulotnili, a zdecydowanie nie chciała się zgubić w nieznanym sobie miejscu. Zacisnęła ze złością pięści i usiadła naprzeciwko całkowicie ignorującego ją diabła.
- Czemu wszyscy robią z tego taką tajemnicę? – mruknęła naburmuszona.    
Mephisto westchnął zrezygnowany, tam mała trajkotała więcej niż wszystkie kobiety razem wzięte, jakie poznał w życiu.
- Wczuj się w sytuację i zostaw pytania dla siebie.
- Ale ja chcę wiedzieć o co się pokłócili! – w oczach stanęły je łzy, na co Meph spojrzał z politowaniem.
- A ja chcę byś się zamknęła.
Rakszasa napowietrzyła się i jedynie zmierzyła chłopaka urażonym spojrzeniem. Od teraz zamierzała nie odezwać się do niego ani słowem. A przynajmniej boczyła się o to przez następne piętnaście minut, aż stwierdziła, że od bezczynnego siedzenia, woli męczyć diabła, aż nie wyciśnie z niego czegoś ciekawego.
- Nie uwierzycie…
Gdy Asha z Eylassem wrócili, aż zdębieli czując żądze mordu jaką rozsiewał wokół siebie Mephisto i niewzruszoną dziewczynę w ciąż zadającą jakieś pytania. Ich mała wojna właśnie zaczęła osiągać limit. Jedno i drugie miało ochotę rozszarpać na strzępy swojego rozmówce. Z wrażenia, aż zapomnieli co chcieli im powiedzieć. Rakszasa oderwała się od pojedynku na słowa i z radością przywitała Eylassa. Zaskoczony tym entuzjastycznym przyjęciem, spojrzał w niemal świecące się od podziwu oczy dziewczynki. Teraz wiedział czemu wiedźma się jej pozbyła. Ta wielbiąca mina w każdym calu była przerażająca. Miał wręcz wrażenie, że do jego ramienia doczepił się mały prześladowca, który był gotowy wyznać mu wszechmocną miłość i zabić, w razie gdyby nie sprostał jej oczekiwaniom. Wzdrygnął się na sama myśl, co spotęgował fakt, że nie wiedział czym sobie na to zasłużył.
Asha zachichotała widząc jego minę.
- No to już nie mamy problemu, kto się będzie nią zajmował.
- Nie… ja… - próbował odkleić od siebie dziewczynkę, ale ta trzymała go w żelaznym uścisku. Westchnął zrezygnowany. Nachylił się do niej.
- Rakszaso, możesz mnie puścić?
- A muszę? – zapytała robiąc maślane oczy.    
- Tak.  
- Puszczę jak powiesz mi... – urwała widząc spojrzenie morderczy wzrok mężczyzny. Odkleiła się skruszona i uciekła od niego jak najdalej.
Mephisto uśmiechnął się triumfalnie i zwrócił się do stojącej w drzwiach dwójki.
- W co nie uwierzymy?      
- A no tak… udało nam się wynająć wierzchowce, dzięki temu czas drogi znacznie się skróci. – Asha uśmiechnęła się – I doszły nas słuchy o aktywnym wulkanie.
Rakszasa zdziwiona utkwiła wzrok w nimfie.
- Tam prawdopodobnie znajdziemy następną wiedźmę.
- W aktywnym wulkanie? – zapytała sceptycznie.
- A czemu by nie? To idealne miejsce do zamieszkania. Cicho, spokojnie, ciepło i lampy nie potrzebne… czego chcieć więcej?
- Chyba za ciepło…
- Marudzisz. Czego cię ta Kyrie uczyła, że masz tak mało wyobraźni. Czego jak, czego, ale bez tego ani rusz. Możesz być najpotężniejszą istotą na świecie, ale gdy zabraknie ci tej jednej umiejętności, to jesteś na samym dnie.
- Ta… - wywróciła oczami. – Jeszcze mi powiedz, że od tak sobie do tego wulkanu wejdziemy.
- Oczywiście, że tak, założę się, że Inferno ma tam bardzo przyjazne mieszkanko i o ile nie żywi do mnie nadal urazy, to nas przyjmie z radością.
-… Czekaj… jakiej urazy?
- A tam… Dawne czasy… nigdy nie była pamiętliwa. Wyruszamy jutro. Wyśpijcie się.
To nie przekonało Rakszasy nawet w najmniejszym stopniu.
________________
Ten rozdział był dla mnie męczarnią...
  • awatar Zakira Luna: Za to czytanie go było cudownością :D (Słowotwórstwo to chyba mój nowy znak rozpoznawczy XD) Maślane oczka zawsze działają- sprawdzone, ale po tym jak on ją potarktował, widać że musi jeszcze poćwiczyć:P jedna wada: za krótko!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 
Rozdział 24

Gdy Rakszasa odzyskała przytomność, było już zdecydowanie za późno, by mogła wrócić do domu. Po pierwsze nie znała drogi powrotnej, a po drugie była osaczona trójką starszych od siebie osób, a atmosfera pomiędzy nimi była tak gęsta, że nie śmiała powiedzieć ani słowa o powrocie. Była niemal pewna, że jeden zły ruch może zapoczątkować lawinę. Ciągle nie mogła uwierzyć, w to, że została tak perfidnie wyrzucona, ale zdecydowanie wolała zwiedzać świat niż zostać ukatrupiona tuż po rozpoczęciu wędrówki.
- Zbliżamy się do miasta. – mruknął Eylass wskazując ręką na skraj lasu.
Rakszasa zmrużyła oczy i dostrzegła stare zniszczone chaty uginające się pod ciężarem śniegu. Już miała rzucić jakąś adekwatną do stanu budynków uwagę, gdy dostrzegła stojące w oddali budowle. Wielkie gmachy wielkości góry wznosiły swoje kamienne kopuły ku rozgwieżdżonemu niebu. Rakszasie przypominały olbrzymie grzyby. Gdy podeszli bliżej mogła stwierdzić, że to co początkowo wzięła za świecące kryształy usłane na spodzie kapelusza, w rzeczywistości było figurami. Nigdy wcześniej nie widziała czegoś tak niezwykłego. Przeszli przez czterometrową bramę i wkroczyli do wnętrza miasta. Na środku stał plac, gdzie handlarze próbowali przekonać przechodniów, że ich towar jest im niezbędnie potrzebny. Wokół ścian stały budynki, a ciągnące się wokół nich schody prowadziły prawdopodobnie na poziom pod kopułą. W porównaniu do temperatury na zewnątrz, było znacznie cieplej, dzięki czemu mieszkańcy mogli sobie pozwolić na wyjście z domu bez zimowego odzienia. Rakszasa rozejrzała się i zdała sobie sprawę, że została sama. Z paniką przeszukała wzrokiem tłum i już miała łzy w oczach, gdy jakaś stara, przerażająca kobieta zaczęła się nią interesować, gdy poczuła dotyk na ramieniu. Obejrzała się błyskawicznie i z ulgą dostrzegła Eylassa.
- Pilnuj się mała, bo skończysz na czarnym rynku. – mruknął, na co ją przeszedł dreszcz. Od teraz nie spuszczała wzroku z pleców Dragona. Przeszli przez cały plac, kilkakrotnie zaczepiani przez natrętnych handlarzy i weszli do jednego z domków.
Pomieszczenie było przestronne, w powietrzu unosił się delikatny zapach pomarańczy i jabłek. Gdy przeszli do kolejnej izby, atmosfera zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Zrobiło się duszno i nieprzyjemnie. Pomimo obecności pięciu osób i wielkiego czarnego kota, panowała ciążąca cisza, a napięcie było niemal namacalne. Rakszasa przełknęła głośno ślinę i wtedy oczy wszystkich zwróciły się ku niej na co miała ochotę zapaść się pod ziemię.
- To jest Rakszasa, od dzisiaj będzie z nami podróżować.
- Miałaś pójść znaleźć wiedźmę, a wracasz z bachorem?
Rakszasa wzdrygnęła się i spojrzała z łzami w oczach na autora słów. Skrzywiła się widząc niewiele starszego od siebie chłopca o białych włosach, wwiercającego w nią stalowy wzrok.
- Bachora?! Wypraszam sobie! Szczególnie z twoich ust! – skrzyżowała ręce i tupnęła ze złością.
- Cóż za brak szacunku do starszych, skąd ja wytrzasnęliście, z rynsztoka?
Dziewczyna zapowietrzyła się, przy okazji robiąc się całkowicie biała na twarzy. Jeszcze chwilę, a dym poszedł by jej uszami.
- To podopieczna Kyrie – mruknęła Asha podchodząc do wielkiej pantery, która z radością poddała się pieszczocie swojej właścicielki. – Witaj Lordzie stęskniłeś się? – podrapała go po olbrzymim pysku i nie przerywając zwróciła się do chłopaka.  - Taki był warunek. Jej wstawiennictwo, za opiekę nad Rakszasą. – Teraz spojrzała na dziewczynę i uśmiechnęła się.
- Poznaj Lorda Mroka, to mój zaufany przyjaciel, nie radzę głaskać bez jego pozwolenia, bo możesz stracić rękę. A ten tutaj – wskazała brodą na białowłosego – to Mephisto, może nie wygląda, ale no może poza mną to najstarsza osoba w tym pomieszczeniu. Nie jest towarzyski, ale jak na diabła i tak bardzo miła z niego osoba.
Rakszasa utkwiła wzrok z niedowierzaniem w stalowookiego i zastanawiała się, czy nimfa z niej nie żartuje, ale widząc jego minę nie śmiała pisnąć ani słówka. Meph skrzywił się na swój opis, ale zanim zdążył się odgryźć Asha zaczęła mówić dalej.
- Eylassa, już znasz, a Erabre… - tu urwała i zagryzła wargę patrząc na czerwonowłosego z bólem.
- Nie mam z nimi nic wspólnego. Jestem wdzięczny za pomoc, ale nie zamierzam dołączać do kółka wzajemnej adoracji.
- Erabre…
- Nie lituj się nade mną. Jasno określiłaś swoje zdanie i nie zamierzam go podważać. Dla mnie umarłaś w momencie, gdy opuściłaś swoje ciało. Nigdy nie myślałem, że będziesz tak… perfidna, by opętać swojego wroga… nie… co ja mówię... od tak się do nich przyłączyłaś, po moim odejściu. Skoro ty nie martwisz się o siebie, to nudny ja, też nie zamierza. W końcu i tak okazałaś się być jak wszyscy. – wycofał się do drzwi, ale drogę zagrodził mu Eylass.
- Bracie nie zachowuj się jak niedojrzały smarkacz. Rozumiem, że jesteś obrażony i czujesz się zdezorientowany, ale nie zamierzam cię od tak puścić. Myślałem, że wtedy umarłeś… Nie masz pojęcia jak mi ulżyło, że to była jedynie iluzja. – uśmiechnął się i położył mu dłoń na ramieniu i zacisnął z całej siły nie zmieniając wyrazu twarzy. – Stroisz fochy, za to, że cie kobieta odrzuciła… zapamiętaj nie pierwsza i nie ostatnia, ale za straszenie w ten sposób brata i znikanie bez słowa – Erabre zwijał się pod stalowym uchwytem Dragona, a teraz upadł z wykrzywionym w męce grymasem na kolana. Nie ważne jak próbował się wykręcić, nie udawało mu się uciec przed gniewem mężczyzny. Eylass uśmiechnął się beztrosko – nie uważasz, że powinieneś mnie należycie przeprosić?
Chłopak jęknął i nie czując już ramienia wymruczał przeprosiny. Wiedział jedno, że gdy Eylass czegoś chce nie należy się spierać, a w szczególności, gdy miał cię w garści. Wtedy nie było już ucieczki.
- Przeprosiny przyjęte.
Uścisk na ramieniu zelżał, a on upadł, chwytając się z bolące miejsce i patrząc z nienawiścią na brata.
- Erabre… - wyszeptała dławiącym się głosem Asha i próbując mu pomóc, ale jedyne co otrzymała to pogardliwe spojrzenie.
-  Daruj sobie…  - warknął i przepchnął się przez brata. Usłyszeli trzask drzwi. A w pomieszczeniu ucichło.
Rakszasa nie zrozumiała dużo z ich rozmowy,  ale nauczyła się jednej rzeczy. Nigdy nie sprzeciwiać się Eylassowi. Gdy tylko zdała sobie z tego sprawę, zapragnęła być taka jak on.
  • awatar Seiti: Okey nadrabiam, myślałam, ze dam radę więcej, ale wybacz, literki mi się rozmywają. Jestem zbyt wykończona ślęczeniem przed kompem. Jestem całym sercem za Erabe.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 
Rozdział 23    

Chwilę stali czekając aż przyjdzie uczennica wiedźmy, ale cisza się przeciągała, a dziewczyny nie było ani śladu. Kyrie nie wydawała się tym przejmować, ale nawet ona w pewnej chwili straciła cierpliwość. Powieka zaczęła jej nerwowo drgać, a po wyrazie twarzy, łatwo było stwierdzić, że jeszcze chwila, a osobiście przywlecze ją za włosy. Na szczęście Rakszasa nie zwlekała dłużej i wbiegła w ramiona swojej starszej kopi.
-Widziałaś?! – zapytała z lekką paniką w glosie. – Ten rudy bufon zniknął!
Wiedźma spojrzała na dziewczynę z matczynym spokojem, jaki wykazują rodzicielki, gdy ich pociechy plotą od rzeczy.
- Skarbie, kto zniknął?
- No, ten złodziej! – machnęła nerwowo rękami w powietrzu.
- Ach on… jeśli go szukasz to tam leży – wskazała dłonią kominek. Na co Rakszasa poszarzała na twarzy i z piskiem schowała się za plecami Kyrie. Wystawiając zza jej sylwetki jedynie oczy.
Asha i Eylass  zmierzyli małą takim wzrokiem, że nie śmiała już wystawić czubka nosa. Widząc tą scenkę spojrzeli na siebie i westchnęli jednocześnie. Ale czego nie robi się dla osiągnięcia celu? Niańczenie dziewczynki nie może być trudne w porównaniu do nakłonienia dwunastu wiedźm do sprzeciwienia się ich prawom kardynalnym. Kyrie zniecierpliwiona i wyraźnie zirytowana jej zachowaniem wyciągnęła ją przed siebie.
- Rakszaso poznaj… e… - zastanowiła się chwilę, wahając czy przedstawić nimfę jako swoją siostrę, ale najwidoczniej ten pomysł nie przypadł jej do gustu, bo z niesmakiem pokręciła głową – …Ashę, będzie twoją nauczycielką podczas podróży.
Rakszasa wytrzeszczyła oczy i z niedowierzaniem zmierzyła całkowicie obcych sobie ludzi. Jeszcze nigdy nie widziała jakiejkolwiek nimfy. Przypominała jej świecącego się ducha i pierwsze co jej przyszło do głowy, to pytanie, czy jest tworem magicznym mistrzyni. Uśmiechnęła się w duchu, bo jeśli tak rzeczywiście jest, to nie była dla niej żadnym wyzwaniem. Przeniosła wzrok na stojącego u jej boku mężczyznę, który zdecydowanie zbyt bardzo przypominał tego rudego bufona, co go wystrychnęła na dudka. I oczywiście nie umknął jej uwadze fakt, że on sam leżał za ich plecami zamiast wisieć na dworze. Kara za groźby i to dwukrotne, w żadnym wypadku nie mogła zostać tak zbagatelizowana. Już miała przypomnieć swojej mistrzyni o wznowieniu kary, gdy dotarł do niej sens słów Kyrie.
- Jakiej podroży? – zapytała lekko drżącym głosem. Niemal widziała jak w jej głowie wszczyna się czerwony alarm, wrzeszczący z całej siły: NO TO SIĘ DOIGRAŁAŚ!
- Uznałam, że czas byś wreszcie opuściła gniazdo i poznała świat. To będzie dobra lekcja życia, będziesz miała okazję poznać moje siostry i zdobyć wiedzę, i doświadczenie, którego nie jestem ci w stanie zapewnić w tym miejscu. Pamiętaj by słuchać się Ashy, nikogo innego, a i bym zapomniała, co tydzień spodziewam się pisemnej relacji. A teraz możesz iść się pakować. Będę za tobą tęsknić.
Rakszasę zamurowało.
- Chyba kpisz… - warknęła szczerząc białe zęby na tle czarnego podniebienia. – Chcesz mnie wyrzucić?!  
- Oj tam zaraz wyrzucić… - przewróciła oczami -  Nie myślałaś chyba, że cała naukę odbędziesz w jednym miejscu. Przed tobą świat stoi otworem, to jedynie kolejny etap w twoim życiu, nawet najwybitniejsze książki ci tego nie zastąpią. Niby miałam z tym jeszcze poczekać, ale skoro natrafiła się taka okazja, a Asha zgodziła się wziąć cię pod swoje skrzydła to trzeba brać byka za rogi i sprostać wyzwaniu.
- Ale… - nagle poczuła uderzenie w tył głowy i świat zawirował niebezpiecznie, by po chwili straciła przytomność. Eylass złapał ją nim uderzyła o podłogę i przerzucił ją sobie przez ramię.
- Wybacz, ale nie mamy czasu na ckliwe pożegnania, możesz spakować jej rzeczy?
Oszołomiona wiedźma skinęła głową i przywołała dwójkę swoich ludzi, którzy jedynie przytaknęli i gdzieś poszli razem z nią. W tym czasie Asha wreszcie mogła podejść do nieprzytomnego Erabre.
Wyglądał okropnie, był siny i z pewnością miał gorączkę. Nimfa przyłożyła dłoń do jego czoła i zaczęła mamrotać leczniczą inkarnację. Trzy rybie duchy zaczęły pływać w powietrzu raz za razem nurkując w ciele chłopaka i na powrót wynurzając się. Erabre zaczął odzyskiwać kolory. Napięte mięśnie rozluźniły się, a doły pod oczami całkowicie zniknęły. Gdy skończyła, wydawał się całkiem zdrowy, natomiast blask jej oczu zdecydowanie przygasł, a na skórze pojawiły się drobne kropelki potu, podobne do porannej rosy. Eylass podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu.
- Musimy wracać do reszty…
Skinęła głową i wstała.
- Myślisz, że będzie chciał jeszcze ze mną rozmawiać?
- Tego nikt nie wie…
  • awatar Girl Power ♥: Fajnie się czyta muszę tylko nadrobić zaległe rozdziały:)
  • awatar Seiti: Upiłam się tymi rozdziałami. Wspaniale, niesamowity tok historii. :D
  • awatar MAYA WRITES: Wooow. Mega ciekawe. Zapraszam na mojego bloga. Ps jestem tu nowa
Pokaż wszystkie (4) ›
 

livli5
 
Rozdział 22

Włożyła zamyślonym ruchem fajkę do ust i wypuściła dym w kształcie motyla, który wdzięcznie przeleciał nad stolikiem i rozpłynął się w powietrzu.
- Więc jaką masz do mnie sprawę? – tym razem wiedźma oczekiwała odpowiedzi od Ashy, a gdy Eylass chciał się wtrącić, zgromiła go jedynie spojrzeniem. Pomimo zadanego pytania, Kyrie nie wydawała się być zaciekawiona, a wręcz sprawiała wrażenie jakby już dawno znała powód ich wizyty.
- To chyba nie dziwne, że pojawiłam się u ciebie po tym jak zapieczętowałyście mnie w tym jeziorze. Jak sama stwierdziłaś ciało nimfy całkowicie do mnie nie pasuję i wolałabym odzyskać własne.
Eylass spodziewał się wybuchu śmiechu i zbagatelizowania całej sprawy, jednak wiedźma wpatrywała się intensywnie w Ashę, jakby czytała jej w najgłębszych zakamarkach umysłu.
- Zdajesz sobie sprawę, że by cię uwolnić potrzebujesz zwołać szabat? Trzynaście wiedźm… no bez ciebie dwanaście… musiałby wyrazić zgodę na odwołanie twojego wyroku. Zawsze cię lubiłam, ale zdrada, to zdrada… Złamałaś kardynalną zasadę i za to musiałyśmy cię skazać na uwięzienie. Czy warto było? Odbyłaś zaledwie ułamek tego czasu jaki miałaś tam spędzić.
- Nigdy o tym nie słyszałem, co takiego zrobiła?
- Eylass… - Asha kazała mu się uciszyć, ale Kyrie wydawała się nie widzieć protestu siostry.
- Naprawdę nie wiecie? To przez was straciła wolność.
- Że jak? Niby w jaki sposób?
- Nie jest to ważne – mruknęła nimfa oblewając się rumieńcem.
- Ależ jest! – Kyrie zaklaskała w dłonie – W końcu jej największym grzechem było dołączenie do waszej grupy, szukaliście jej po całym świecie, a ona pod imieniem Lorea…
- Kyrie! To sprawa tylko między nami!
- Już, spokojnie nie gorączkuj się tak, bo ci włosy się spalą.- popatrzyła na prawdziwe ognisko na głowie nimfy. – Jesteś pewna, że chcesz wrócić? To ciało wydaje się mieć wiele ciekawych funkcji.
- Tak, jestem pewna – wymamrotała ściskając z wściekłością zęby.
- To świetnie, niby powinnam cię od tego odwieść, ale co mi tam. Jednak mam warunek, w końcu niczego nie ma za darmo.
- Tak myślałam… czego chcesz?
- A to drobnostka… - machnęła ręką - Widzicie chcę byście zabrali w podróż moją uczennicę. Jest młoda, ale szybko się uczy.
- Gdzie jest haczyk?
- Haczyk? Ach… no tak haczyk? To dobra dziewczyna, tylko ma jedną poważną wadę… - pokiwała głową sama sobie przytakując – jest antymagiem… Nie działa na nią żadna magia, za to ona może z łatwością rozpraszać wszelkiego rodzaju zaklęcia. Zdolna dziewuszka, ale szkodnik straszny, gdy się na coś uprze. Czasem kota można dostać, dlatego wolałabym, byście pokazali jej świat i by nauczyła się tego, że magia to nie jedyne zagrożenie. – zastanowiła się ignorując krzywe miny swoich rozmówców. – A no tak mogłabym ją odebrać na sabacie… Więc co ty na to?
- Niech będzie, umowa stoi – Asha wyszczerzyła zęby i podała jej dłoń. Zrobiłaby teraz wszystko, tylko po to by zdobyć przychylność siostry, a niańczenie jakiegoś dzieciaka nie wydawała się najgorszą możliwą opcją.
Kyrie złapała przezroczystą rękę, a na skórze pojawiła się czarna wstęga, która niczym wąż obwinęła się na ich nadgarstkach, tworząc tarczę, która pulsowała chwilę, aż parę centymetrów od ich splecionych dłoni pojawił się zegar bez wskazówek i cyfr, jedynie stojące w miejscu miedziane zębatki wydawały się czekać aż ktoś je wprawi w ruch. Pomiędzy miejscami, gdzie powinny znajdować się cyfry widniały misternie wykonane rysunki zodiaków.  
Kyrie wzmocniła uścisk, a na tarczy pojawiła się rzymska jedynka świecąca się złotą poświatą. Gdy zegar migotał chwilę i zniknął.
- Oto moje potwierdzenie. A teraz – pstryknęła palcami. Piękny salon zniknął, a ona sama wróciła do postaci kelnerki. – Poznajcie Rakszasę.
  • awatar Zakira Luna: Przeczytałam obydwa rozdzialy za jednym zamachem- poniewaz są króciutkie, maciupeńkie, uznałam że potraktuje je jak jeden :) Troszke literówek i troche powtórzeń (zwlaszcza w poprzenim: go,go,go...) ale ogolnie mi sie podoba. Nie moge sie juz doczekac az zwolasz szabat! Moj klimaty :3
  • awatar Seiti: Mrau... genialny świat. Masz łeb nie od parady. Cudo i ten klimat. Ach.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
Rozdział 21

Wydawało mu się, że w jego stronę biegnie Asha. Zamrugał z niedowierzaniem, a obraz się na chwilę rozmył, a na miejscu jego ukochanej była nimfa.
- Erabre, na wszystkie świętości, co oni ci zrobili. – poczuł dotyk dłoni na swojej skórze. Przezroczyste palce zacisnęły się na kajdankach, a metal pod ich dotykiem stopił się niczym wosk. Chłopak opadł z trzaskiem na zimę, kończyny odmawiały mu posłuszeństwa. Usłyszał kroki dobiegające z karczmy. Poczuł dotyk koca na skórze i jak ktoś dźwignął go z ziemi. Spojrzał wpółprzytomny na mężczyznę. Chyba nigdy się tak nie cieszył na widok brata jak w tej chwili. Eylass wniósł go do karczmy i położył go przy kominku. Sam zdjął grube futro i dodatkowo nim go okrył. Gdy tylko zdał sobie sprawę, że chłopak stracił przytomność, groźnym wzrokiem zmierzył stojących w karczmie gapiów.
- Kto śmiał mu to zrobić! – warknął niczym wściekła bestia. Jednak ludzie nawet nie drgnęli na jego widok, jedynie mierzyli go chłodnym spojrzeniem czarnych oczu.      
- Ten człowiek to złodziej, odbywał właśnie karę. – odparł monotonnym głosem właściciel.
- Karę? – powtórzył Eylass przez zaciśnięte zęby. – Prawie zamarzł!
- Proszę się uspokoić i oddać go, a nie podzielicie jego losu.
Dragon zaśmiał się bez cienia wesołości.
- Naprawdę myślicie, że od tak oddam wam brata, byście go z powrotem powiesili na tym mrozie? Wasze niedoczekanie.
Zanim wyciągnął miecz, poczuł na ramieniu rękę Nimfy. Pokręciła głową.
- Uspokój się, oni nie są prawdziwi.
Nishi spojrzał na nią, a następnie na ludzi w karczmie. W pierwszej chwili nie mógł uwierzyć, że otaczający ich tłum jest jedynie iluzją. Nimfa zrobiła krok do przodu.
- Gdzie jest wasza pani? – zapytała. W pomieszczeniu rozniósł się śmiech.
- Któż to nas odwiedził! Czyż to nie wiedźma z jeziora?  - tłum się rozstąpił.
Na barze siedziała wysoka dziewczyna w stroju kelnerki, jej włosy podskakiwały na wszystkie strony, a z jej ust wydobywał się radosny śmiech. – Tylko coś się ci zdziczało. – Nagle posmutniała.  – Biedna Asha musiałaś naprawdę nisko upaść by opętać to wstrętne ciało. Co nie podobał ci się wybrany przez nas domek? – Zaśmiała się, a po jej smutku nie pozostał nawet ślad. Odchyliła się do tyłu przeczesując podobne do kociej sierści włosy.
Nimfa wydęła wargi, ale nic nie powiedziała. Mierzyła wzrokiem tysiąca iskier jedną z swoich sióstr. Wiedźma zeskoczyła z baru i podbiegła przyjrzeć się jej z bliska.
- No, no… świecisz się jak robaczek świętojański. I ta skóra jak bańka mydlana. – mruknęła obchodząc ją wokół.
- Witaj Kyrie, ty też się zmieniłaś.  – uniosła wymownie brew – Urosły ci rogi, a skóra… - zamlaskała z dezaprobatą. – Chyba powinnaś zacząć używać jakiegoś specyfiku, bo na starość strasznie się poszarzałaś moja droga.
  Wiedźma zatrzymała się w pół ruchu. Eylass przez sekundę miał wrażenie, że dziewczyna się skrzywiła, ale ta wybuchała wesołym śmiechem.
- Dobra stara Asha, zawsze umiałaś mnie rozbawić. – pstryknęła palcami, a sala opustoszała. Eylass patrzył jak włosy wiedźmy rosną z zawrotną prędkością, a oczy przybierają kolor głębokiego szkarłatu. Jej skóra stała się śnieżno biała, a strój pokojówki zamienił się w suknie z gorsetem, z koronkowymi wykończeniami. Na szyi widniał piękny przyległy do ciała naszyjnik, a w ręce pojawiła się elegancka fajka. Wszystko zwieńczał czerwony klejnot utkwiony po środku jej czoła i przechylony na bok kapelusz z kwiecistymi dodatkami. Pomieszczenie także się zmieniło. Teraz stali w pięknym gotyckim pokoju z dwukrotnie większym kominkiem z białego kryształu. Na środku stał stolik ze szkła i dwie luksusowe kanapy, na których piętrzyły się poduszki. Kyrie usiadła wygodnie na jednej z nich i wskazała miejsce naprzeciw siebie. Nimfa i Eylass chwilę się wahali, ale w końcu zatopili się w wygodnych siedzeniach.    
- Więc co was tutaj sprowadza? – zapytała wypuszczając dym z ust.
- Szukaliśmy Erabre. – Stwierdził zimno Dragon, pomijając fakt, że zauważyli go dopiero wyglądając przez okno karczmy. Nishi z trudem powstrzymywał się w duchu, by nie rzucić się z mieczem na wiedźmę, ale w głowie huczały mu słowa Ashy, że ma pod żadnym pozorem nie prowokować jej do walki, w innym wypadku ona umywa ręce i mogą sami strać się o otwarcie wrót.  
- Dobrze myślałam, że ta tandetna magia jaką poczułam od tamtego kochasia jest twoja. – spojrzała na nimfę -  Zawsze nie miałaś gustu do zaklęć. A ta pieczęć na nim jest okropna. – pokręciła z niesmakiem głową. - Ciupkę przy niej pomajstrowałam, gdy spał. – stwierdziła dumna z siebie, na co włosy nimfy rozjarzyły się.
- Jak śmiałaś!  - Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Kyrie westchnęła.
- Złodziej to złodziej, a u nas tak się takich karze… chociaż nie powiem – oblizała z pożądliwym wyrazem twarzy – Jest bardzo… ciekawy… miałam nadzieję na zobaczenie go w pełnej krasie i dołączenie do mojej rodzinki. Ale ktoś nam przerwał. – spojrzała z wyrzutem na swoich gości.  
- I całe szczęście – mruknęła Asha. Zerkając na nieprzytomnego chłopaka, w jej oczach na chwilę wymalował się ból, który momentalnie zniknął. Zdała sobie sprawę, że pieczęć młodego Dragona całkowicie zniknęła. – Nie mów, że… Kyrie! Jak śmiałaś usunąć całkowicie pieczęć!
- Oj, nie panikuj. Przecież nic mu nie jest… no może trochę zmarzł…
- Chyba zamarzł…
- Jedno i to samo. – machnęła lekceważąco ręką. – Póki żyje, to nie ma znaczenia, ale muszę przyznać, że twarda z niego sztuka. Pomimo braku pieczęci, to coś nie chciało z niego wyleźć! Wyobrażacie sobie, a to uparciuch. - Spojrzała przenikliwym wzrokiem na Eylassa, ale skrzywiła się tylko i całą swoją uwagę poświęciła siedzącej przed nią nimfie. Nagle spoważniała.    

commission__averia_by_omocha_san-d5wds2n.png
  • awatar Seiti: U lalala, aleś mnie zaciekawiła. Pędzę czytać dalej.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 
Rozdział 20

Resztę nocy spędził na przewracaniu się z boku na bok. Uczucie, że coś nadal go obserwuje nie opuszczało go ani na chwilę. Zmęczonym spojrzeniem przeczesał po raz tysięczny pokój, marząc o chodźmy chwili spokojnego snu. Lecz, gdy tylko zamykał powieki wydawało mu się, że coś znajduje się w pokoju, a oczami wyobraźni niemal widział cienistą bestię, która wpatruje się w niego z dzikim głodem. Niemal podskoczył, gdy usłyszał pukanie. Ociężale wstał z łóżka i założył spodnie mrucząc, że za chwile otworzy. Zapiął pasek i uchylił drzwi, obdarzając gościa umęczonym wzrokiem. Na korytarzu stał mężczyzna, który dał mu poprzedniego dnia klucz do pokoju, oraz dwóch innych mieszkańców Północy.
- Przepraszamy za najście, ale doniesiono nam, że widziano pana na kradzieży. Jeśli pan pozwoli chcieliśmy przeszukać pana rzeczy.
Erabre tępo na nich popatrzył.
- Że co proszę? – zapytał nie mogąc uwierzyć w wścibskość tych ludzi i to, że ta mała smarkula go wrobiła. – To mnie wczoraj okradli, jeśli miałbym wdawać się w szczegóły. Radziłbym przeszukać pokój tej dziewczynki co mieszka na dole w pokoju bez numeru.
Mężczyźni popatrzyli na po sobie.
- Zresztą sam pan widział, że mnie okradli. – stwierdził oskarżycielskim głosem.
- Owszem, ale widziałem, też jak wrócił pan z dwoma sakiewkami w ręku.
Erabre naprawdę nie miał ochoty na tę beznadziejną rozmowę, po nieprzespanej nocy marzył jedynie o kąpieli i wróceniu do łóżka. Na domiar złego zaczynał powoli marznąć. Stanie w samych spodniach nie było najlepszym pomysłem w tych warunkach pogodowych na zewnątrz.
- Jeśli nie pozwoli mi pan przeprowadzić rewizji, będziemy zmuszeni wkroczyć siłą.
- A jeśli pan nie uszanuje mojej prywatności i nic pan nie znajdzie wtedy będę domagał się  sowitego wynagrodzenia od całej waszej trójki. – posłał im groźne spojrzenie.
- Niech będzie – stwierdził właściciel karczmy z westchnięciem rezygnacji. – Ale nich się pan nie spodziewa taryfy ulgowej, gdy jednak znajdziemy sakiewkę.  
- Niczego nie ukradłem, więc nie mam czego się spodziewać.
Otworzył drzwi i puścił całą trójkę do pokoju. Zastanawiając się jaka kwota zadowoli go, za tę wizytę. Mężczyźni podeszli wpierw do leżących na stole rzeczy. I pierwsze co wpadło im w oczy to białe sztylety. Popatrzyli na siebie przełykając głośno śliny. Śmieli dotykać rzeczy osobnika, który wilkiem patrzył na nich, oparty o futrynę drzwi.
- A to co? – jeden z mężczyzn podniósł sakiewkę.
- No chyba nie myśleliście, że podróżuje bez oszczędności. – zakpił.
- A gdzie druga? -  Właściciel otworzył sakiewkę i sprawdził jej zawartość. - I co my tu mamy? – wyciągnął z jej wnętrza damski rubinowy pierścionek, którego Erabre nigdy wcześniej nie widział na oczy. – Taki pierścionek był w skradzionej sakiewce. Jest pan aresztowany za kradzież cudzej własności.
- Że jak? Ja go nigdy na oczy nie widziałem! Próbujecie mnie wrobić?!  - warknął wchodząc do pomieszczenia.
- Ani kroku!
- O nie, nie pozwolę na oczernianie mnie za rzecz, której nie zrobiłem. Jak tylko dorwę tę smarkulę to ją rozszarpię na…
Nagle poczuł ostry ból głowy i padł po uderzeniu go patelnią w tył głowy.
~*~
Ocuciło go niewyobrażalne zimno i kubeł wody wylany na głowę. Nadgarstki skute miał wysoko nad głową, tak, że ledwo dotykał palcami do ziemi. Ciecz, którą na niego wylali niemal natychmiast zamarzła na jego nagiej skórze. Wściekły starał się wyrwać, ale nie poskutkowało, jedyne co zdziałał, to poważne otarcie nadgarstków. Spojrzał z żądzą mordu na osóbkę trzymającą z niewinną miną wiadro.
- Tak u nas karzemy za złodziejstwo. – mruknęła niczym aniołek Rakszasa.
- Ty smarkulo! Jak tylko się uwolnię, to przerobię cię na karmę dla Mroka!
- Kim jest Mrok? Nie ważne. I tak się nie uwolnisz, a nawet jeśli to nie będziesz miał siły by chodźmy ruszyć palcem. Nasza rasa jest dość odporna na zimno, ale po tym ile warstw ubrań miałeś na sobie, łatwo wywnioskować, że twoja jednak nie. Zamarzniesz na kość zanim twoja kara się skończy.
- Niech cię tylko dorwę!
Szarpnął się, ale jedynie sprawił sobie ból. Rakszasa pokazała mu język i uciekła do chaty, zostawiając chłopaka samego, mokrego i już poważnie zmarzniętego, a czekała go jeszcze cała doba w tym pozbawionym ciepła i słońca miejscu, daleko od ojczyzny.
Najpierw przestał czuć rąk, które drętwiały mu nie tylko od zimna, ale i od ciężaru własnego ciała. Wszystkie próby uwolnienia się pogarszały jedynie jego sytuację. Nie mógł zrozumieć, jak taka mała flądra tak go urządziła. Do tego wściekał się na właściciela karczmy, który jakby nie patrzeć wrobił go w bycie złodziejem. Po dwóch godzinach, gdy już niemal nie czuł ani kawałka swojego ciała, do objawów dołączyło to przeklęte uczucie obserwowania, które dręczyło go już od dłuższego czasu. Całą siłą woli starał się nie zemdleć, ale jak na złość powieki z każdą chwilą coraz bardziej mu ciążyły. Zdawało mu się, że słyszy kroki, z trudem podniósł wzrok na idącą ku niemu postać. Wstrzymał oddech, a serce zabiło mu szybciej.
  • awatar Zakira Luna: chodźmy- literówka. Na początku lubiłam tę dziewczynę, ale teraz ostatecznie jej nienawidzę - po co w ogóle to robi? To tak mu dziękuje za darowanie życia? Wredota!!!
  • awatar Seiti: Co za gówniara. Powinien napuścić na nią Mroka!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
Rozdział 19

Rakszasa przerażona cofnęła się w głąb pokoju. Nerwowo strzelała oczami szukając czegoś czym mogłaby znokautować nieproszonego gościa. Erabre nie miał zamiaru pobłażać dzieciakowi, który jego zdaniem nie ukończył nawet czternastu lat. Złapał jej nadgarstek w momencie, gdy dziewczyna chwyciła leżącą na biurku książkę i z całej siły zamachnęła się, jednocześnie z dziką furią stając mu na nodze. Chłopak syknął cofając się krok do tyłu, po czym wyrwał jej bezceremonialnie książkę z ręki i rzucił w przeciwległy kąt pokoju. Rakszasa z paniką próbowała pochwycić coś jeszcze ze stołu, ale Dragon był szybszy i jednym sprawnym ruchem unieruchomił ręce małej złośnicy .
- Au! – zawyła i jak na zawołanie w jej oczach stanęły łzy. – To boli!
- I ma boleć, rodzice cię nie nauczyli by nie kraść cudzej własności?  - Wskazał głową sakiewkę leżącą na łóżku. – Nie wiem jak u was, ale w moim kraju coś takiego karane jest obcięciem ręki. – złowieszczo wyszeptał jej do ucha, a po plecach dziewczyny przeszedł dreszcz.
- To nie moja wina, zmusili mnie bym to zrobiła! – wychlipała zalewając się łzami.
- Nie nabierzesz mnie drugi raz.
- Ale to prawda! – zawyła – Jestem sierotą, a oni zmuszają mnie do kradzieży.
Erabre spojrzał sceptycznie na czerwoną twarz dziewczynki, jednak pomimo, że jej słowa były bardzo przekonywujące nie mógł uwierzyć by ktoś, kto jest na łasce innych miał taki pokój. Zdecydowanie nie trzymało się to kupy.
- Ach tak, biedaczysko, a moja sakiewka dziwnym trafem nie wylądowała w ich ręce. Tak się składa, że mam gdzieś, jakie miałaś powody. – Wyciągnął zza pasa sztylet z białej kości, na co oczy Rakszasy rozszerzyły się niemal dwukrotnie.
- Nie, błagam nie. – zaskomlała żałośnie.
Erabre uśmiechnął się przebiegle i skierował ostrze ku jej szyi. Zamilkła sztywniejąc, nie mogąc odwrócić od niego wzroku. Chłopak przeciął sznurek na jej szyi i pociągnął za niego, jakby od niechcenia wyciągając niewielką sakiewkę ze skóry, schowaną pod jej bluzką.
- Widzę, że dzisiaj miałaś udany połów. Uznam to za rekompensatę.
Oszołomiona Rakszasa stała jeszcze chwilę patrząc, jak Nishi podchodzi do łóżka i zabiera drugą sakiewkę, a następnie wychodzi jakby nigdy nic. Na odchodnym odwrócił się tylko z pełnym politowania wyrazem twarzy.
- A tak w ogóle to jesteś kiepską aktorką. –  wyszedł zadowolony z siebie, ważąc zawartość obu sakiewek. Podszedł do barmana, który podejrzanie mu się przyjrzał.
- Kryzys zażegnany, zguba znaleziona. – położył przed mężczyzną drogocenny kryształ.
- Na piętrze, pokój numer siedem. Proszę, oto pański klucz.
Erabre wziął kluczyk i ruszył schodami na górę. Dopiero, gdy znalazł się w niedużym pokoju odczuł jak bardzo dały mu się w znaki godziny wędrówki w śniegu. Jedyne o czym teraz marzył to zatopić się w ciepłej pościeli i przespać kolejne parę dni. Rozciągnął się, z ciągając z siebie futra i przynajmniej trzy warstwy odzieży. Następnie wsunął się pod kołdrę przywołując w myślach jezioro dusz. Z tym obrazem pod powiekami zapadł w sen.

Obudził go jakiś dźwięk, uchylił powieki i czujnie rozejrzał się po pokoju, jednak nie zobaczył niczego co mogłoby mu zagrozić. Podniósł się i stanął twarzą w twarz z cienistą bestią wpatrująca się w niego gwieździstymi jak nocne niebo, oczami. Ostrożnie wymacał sztylet z nocnego biurka, nie odrywając wzroku od kreatury. Zamachnął się.

- Aa! – pisk niemal rozsadził mu uszy, a na miejscu bestii stała przerażona Rakszasa. Sztylet utkwił trzy centymetry obok jej twarzy. Erabre spojrzał na nią zaspanym wzrokiem. Rozejrzał się niespokojnie i ostatecznie doszedł do wniosku, że znów miał zwidy. Spojrzał na zdenerwowaną dziewczynę i przez chwilę żałował, że spudłował.
- No proszę kogo my tu mamy, nie nauczyłaś się po naszej ostatniej rozmowie?
Rakszasa pobladła, tak, że teraz jej skóra była biała jak śnieg. Spojrzała na sztylet wbity w szafę koło jej głowy i głośno przełknęła ślinę.
- Proszę oddaj moją sakiewkę. – spojrzała na niego błagalnie.
Spojrzał na nią jak na chorą na umyślę.    
- Włamujesz się w środku nocy, do pokoju obcego mężczyzny, by ukraść sakiewkę, którą wcześniej ukradłaś? Czy ty masz w ogóle instynkt samozachowawczy? Chyba naprawdę chcesz stracić rękę. – wstał, a materiał zsunął się z jego nagiego ciała. Rakszasa spłonęła rumieńcem bezwstydnie wpatrując się w wspaniale wyrzeźbione męskie ciało. Erabre westchnął z politowaniem i okrył się prześcieradłem. Jeszcze zrobią z niego pedofila.  - No więc co masz na swoją obronę?  
- Jeśli mi nie oddasz mojej sakiewki powiadomię wszystkich, że jesteś złodziejem.
Dragon nie mógł powstrzymać śmiechu, takiego tekstu dawno już nie słyszał.
- Złodziejka, oskarży mnie o bycie złodziejem. – Jednak dziewczynie nie było do śmiechu. Patrzyła na niego z poważnym wyrazem twarzy i czekając aż chłopak się uspokoi.
- Jak myślisz komu uwierzą? Mnie, rdzennej mieszkance Północy, czy jakiemuś podróżnikowi ze Zachodu?
Erabre przestał się śmiać i musiał jej przyznać, że całkiem nieźle to sobie wymyśliła. Szczególnie, że miał talent do odpychania od siebie ludzi.
- Czemu więc od razu tego nie zgłosiłaś?
- Ja… - zamilkła szukając odpowiednich słów. Utkwiła wzrok podłogę. – Ja nie chciałam robić im problemu.
Erabre przeszył ją badawczym spojrzeniem. Wydawała się tak godna pożałowania, że aż niemal zobaczył w niej dziecko, które obarczone jest ciężarem zadbania o siebie samego. Dobrze znał to uczucie. Jednak on musiał stać się całkiem samodzielny jako młody chłopak, a ona już teraz musiała odpowiadać za wszystko co robi. Z westchnieniem podszedł do swoich rzeczy i wyciągnął małą sakiewkę. Jeszcze do niej nie zaglądał, ale teraz nie miało to znaczenia. Podał ją Rakszasie, tłumacząc sobie w duchu, że to nie tak, że się nad nią lituje, tylko dlatego, że nie chce kłopotów.
- Masz, ale jak cię jeszcze raz przyłapię na kradzieży, to nie spudłuje.
Dziewczyna pokiwała energicznie głową i wybiegła na korytarz. Erabre nie mógł dostrzec przebiegłego uśmiechu, jaki zagościł na jej twarzy, gdy tylko zniknęła mu z oczu.
  • awatar Zakira Luna: Zakrztusiłam się mandarynką, która zalewa mi teraz laptopa, chyba nigdy min się to jeszcze nie przydarzyło- tekst o pedofilu mnie rozwalił :D
  • awatar Zakira Luna: @Zakira Luna: Zakrztusiłam się mandarynką, która zalewa mi teraz laptopa, chyba nigdy min się to jeszcze nie przydarzyło- tekst o pedofilu mnie rozwalił :D Najlepsza komedia ever!!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
Rozdział 18

Kryształy śniegu odbijały światło księżyca, niczym rozsypane fragmenty szkła. Roślinność pokryta lodem trwała bez ruchu, jedynie wiatr zdmuchiwał z ich powierzchni drobne płatki i niósł je w kierunku gospody. Podmuch powietrza szarpał kapturem mężczyzny pozostawiając na jego złocistej skórze zimne pocałunki. Podróżny roztarł ręce koloru ciemnego miodu, po czym otworzył drzwi wpuszczając do pomieszczenia płatki śniegu. Lodowaty wiatr wpadł do karczmy bawiąc się ubiorem biesiadujących. Przybysz wszedł, a drzwi z trzaskiem wróciły na swoje miejsce, niemal natychmiast uderzył go hałas kłótni, śmiechów i pieśni granych przez zabawiającego gości grajka. Zajął wolny stolik i odetchnął zapachem smakowitego jedzenia i alkoholu. Ciepło przyjemnie szczypało mu policzki, co było miłą odmianą po mroźnych pocałunkach wiatru.
Zdjął kaptur i rozczesał czerwone włosy palcami.
- Co pan zamawia? – podniósł wzrok na kelnerkę. Pomimo miesiąca jaki spędził w kraju północy, nadal uroda mieszkańców tych terenów była dla niego egzotyczna. Szara skóra dziewczyny poprzeplatana była białymi żyłkami, a z pomiędzy włosów, które niezwykle przypominały mu kocią sierść wystawały dwa zakręcone do tyłu rogi. Kelnerka spojrzała na niego wyczekująco czarnymi jak węgle oczami, otoczonymi drobnymi pieprzykami.
- Danie dnia – stwierdził uśmiechając się do niej na co skrzywiła się nieznacznie, a widząc, że chłopak nie zamierza nic więcej zamówić ruszyła do kolejnego stolika. Jeszcze chwilę odprowadzał jej sylwetkę wzrokiem, gdy zorientował się, że on sam przyciąga nie małą uwagę. Westchnął. W końcu to on jest tu egzotycznym gatunkiem. Od domu dzieliły go tysiące kilometrów i skłamałby jeśli powiedziałby, że nie tęskni za lasami wygrywającymi liśćmi na wietrze dobrze znane mu melodie. Jego dusza z bólem wspominała także wiedźmę, która była miłością jego życia, a która bez cienia skruchy wyrzuciła go ze swojego serca. Potrząsnął głową uwalniając umysł od myśli. Kelnerka wróciła z parującym talerzem. Wydawała się zniesmaczona, że musi usługiwać obcemu. Erabre westchnął. Przyzwyczaił się już, że nie jest mile widzianym osobnikiem nie ważne, czy był w domu, czy na obcych ziemiach, na zawsze inni będą czuć do niego niechęć. Spojrzał na talerz i zabrał się do jedzenia.  
- Przepraszam… - podniósł wzrok i dostrzegł dziewczynę bardzo podobną do kelnerki. Różniła się od niej jedynie wzrostem i zakłopotanym wyrazem twarzy. – Em… czy mogę się dosiąść? – zapytała, a jej szara skóra na policzkach zrobiła się bardziej biała.
Rozejrzał się po karczmie, jakby sprawdzał, czy ktoś nie robi sobie z niego żartów, po czym skinął głową. Dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła i zajęła miejsce na przeciw niego.
- Jestem Rakszasa – zaczęła nerwowo, a gdy w odpowiedzi dostała jedynie wyczekujące spojrzenie, niemal zapadła się w sobie. – Skąd pochodzisz?
- A po co ci ta informacja?
- To nie tak… Ja… - jej twarz zrobiła się całkowicie biała, a w oczach już niemal stanęły jej łzy.
- Pochodzę z Zachodu – mruknął zrezygnowany, a ona nagle rozpromieniła się.
- Tak myślałam… Och przepraszam… widzisz rzadko u nas bywają podróżni zza granicy, a ja… chciałam…
Erabre spojrzał na nią i aż zrobiło mu się jej żal. Nie potrafiła powiedzieć ani jednego zdania nie trzęsąc się jak owieczka prowadzona na rzeź.
- Ja chciałam… byś opowiedział mi o Zachodzie… Czy to prawda, że tam nie ma księżyca?
Chłopak z politowaniem utkwił w niej wzrok, zastanawiając się, czy wygląda jak informacja turystyczna. W końcu w żadnym wypadku nie miał zamiaru opowiadać tej dziewczynie o swojej ojczyźnie.
- Jak pojedziesz to zobaczysz.
- Ale jak tam nigdy nie pojadę. – nadęła policzki jak obrażone dziecko.
- To już twoja strata, ale niebo Zachodu jest wartę obejrzenia, chociaż raz w życiu.
- No to mnie tam zabierz.
Erabre uniósł brew.
- Nie za młoda jesteś, na podróże z obcym mężczyzną?
Zarumieniła się po same uszy i nerwowo wykręciła palce.
- Nie miałabym nic przeciwko – mruknęła uciekając wzrokiem.
- Wybacz młoda, ale nie zabieram dzieciaków na wycieczki. – wstał od stołu i spojrzał na jej zszokowaną twarz. Nagle zachlipała i uciekła ocierając łzy. Patrzył chwilę na drzwi zaplecza za którymi zniknęła i westchnął, gratulując sobie z przekąsem podejścia do ludzi. Podszedł do baru i wynajął pokój na piętrze.
- Oto pański klucz. – Erabre sięgnął po sakiewkę i napotkał na pustkę.
- Cholera! Okradli mnie! – spojrzał w nieczułe oczy barmana i doznał olśnienia. – A to dziwka! Niech pan poczeka, za pięć minut będę z powrotem.
Ruszył z gniewem pomiędzy stolikami wypatrując dziewuchy, która go zrobiła na piękne oczy. Uchylił drzwi zaplecza i bezceremonialnie wszedł do środka. Uderzyło go gorące powietrze przepełnione zapachem jedzenia i odgłosy krzątających się kucharzy. Kucharka spojrzała na niego z uśmiechem.
- Szuka pan czegoś? – Erabre widząc jej życzliwą twarz uśmiechnął się.
- Szukam dziewczynki, która tu przed chwilą weszła, chciałem ją przeprosić.
Kobieta zastanowił się przez chwilę.
- Pewnie chodzi o Rakszasę – westchnęła – Nie wiem o co poszło, ale pewnie jest w pokoju na parterze. Łatwo pan znajdzie to jedyne drzwi bez numerka.
- Dziękuję bardzo… a i wyśmienicie pani gotuje – uśmiechnął się do niej, na co kucharka oblała się rumieńcem.
Erabre bez problemu znalazł wskazany pokój. Zapukał delikatnie w drzwi, na co po drugiej stronie usłyszał znajomy głos i odgłos kroków. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Rakszasa. Chciała zamknąć z powrotem drzwi, jednak dłoń chłopaka skutecznie jej to uniemożliwiła. Dragon wszedł do pokoju, a wyraz jego twarzy wyrażał jasno, jak postępuje ze złodziejami.
_______________
Nie bijecie...
  • awatar Zakira Luna: W końcu! Żeby na nowo ogarnąć o co tu chodzi, musiałam "przekartkować" poprzednie rozdziały, a więc... bijemy!:D tyle razy, ile dni Cię nie było! Masz szczęście, że rozdział mi się podoba, ale po kolei: "ręce koloru ciemnego miodu"- padłam, jestem pewna że nie ten sam kolor mamy na myśli :P " Jego dusza z bólem wspominała także wiedźmę, która była miłością jego życia, a która bez cienia skruchy wyrzuciła go ze swojego serca"- I dobre mu tak!!! Rakszasa? hahahahah :D ROzwaliło mnie imię. Potem rozwaliło mnie jej zachowanie- taka bezpośrednia i zahukana jednocześnie... ale jaki podryw. " Opowiedz mi o swojej ojczyźnie! Nie, wiesz co? Najlepiej mnie tam zabierz! Nie mam nic przeciwko podróży z obcym facetem którego dopiero co poznałam! Nie chcesz? To może się rozpłaczę i wezmę cię na litość? " A może jest taka zdesperowana? MOja głowa już ma swoją teorię, ale nic nie powiem :P Ale spryciula! Pozazdrościć! O jojoj, chyba nie zrobi jej krzywdy? Szkoda by było :P cdn.
  • awatar Zakira Luna: cd. Nie potrafię wywnioskować, w jakim wieku jest Rakszasa... oświeć mnie :) Błędów jako takich nie znalazłam, pod koniec brakuje kilku przecinków, noi jeszcze to:"która go zrobiła na piękne oczy w konia" Nie za dużo? :P No, co miałam powiedzieć, to powiedziałam, podoba mi się i jutro oczekuję kolejnengo rozdziału
Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
Rozdział 17

Bicie serca. Szloch w oddali. Ból przeszywający pierś. Czemu? Dlaczego? Te pytania nękały zranioną duszę, która przed chwilą ujrzała przedsionek piekła.
- Ty! Co ty jej zrobiłaś?! – Chłopak wrzasnął, łapiąc leżące na ziemi białe sztylety. Jego oczy były mokre od wciąż napływających do nich łez. Wszystko się rozmazywało. Nie wiedział co robić. Pustka, a zarazem tysiące pytań napływały z każdą sekundą. Asha. Imię ukochanej wplotło się w jego duszę. Czemu nie oddycha, a jej serce milczy? Przecież wygląda jakby zmorzył ją sen. Czemu śpi? Czemu… Uwolnione łzy spłynęły po jego policzkach. Serce wydawało się być rozrywane na kawałki. Jego życie było jedną wielką pomyłką, a jedyne światełko  właśnie zgasło. Dotarło do niego, że nigdy nie powinien opuszczać wiedźmy na krok. Lecz… teraz już było na to za późno. Stracił ją. Żal do siebie szukał ujścia, nie ważne jakiego. Cel nie był trudny do zlokalizowania. Wzrok sam pomknął w stronę nimfy. Już raz ją zabił, czemu nie miałby zrobić tego po raz kolejny? Lepiej by dla niej było gdyby pozostała martwa.
- Nie mogę… Ja… nie wiem jak… - nimfa z szeroko rozwartymi oczami dukała do siebie. Trzęsła się jak osika i nerwowo ściskała głowę, przy akompaniamencie odgłosu szuranego o kamień ostrza.      
~Witaj. Wybacz, że nasze spotkanie po latach tak wygląda. Nie chciałam tego, ale nie miałam wyjścia. Proszę wysłuchaj mnie uważnie.~ głos w jej głowie rozniósł się echem, które powstrzymało miotające nią dreszcze. Źrenice Sari rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Przepraszam, nie chciałam… To nie moja wina… Ja… - nerwowo zaczęła pewna, że słyszy wiszącego nad sobą ducha Lorei.
~Proszę, uspokój się. To był mój wybór. Musisz mi pomóc.
- Co ja zrobiłam. Ja… Ja cię zabiłam…
~ Sari…
- Zabiłam cię…
~Sari! Opanuj się wreszcie! I mnie wysłuchaj! Żyję, nie słyszysz mnie?~ Dziewczyna zamilkła ~ Tak już lepiej, a teraz użycz mi swojego ciała, bo Erabre nas pozabija. ~ Nimfa wbrew woli odwróciła się by dostrzec zbliżającego się w jej kierunku Dragona. ~Może tak łaskawie ruszysz tyłek i unikniesz tego cholernego sztyletu? ~ Dziewczyna odskoczyła przed wymierzonym w jej stronę ciosem. ~Odpocznij, a ja posprzątam zrobiony przez nas bałagan. ~Pod wpływem melodyjnego głosu w swojej głowie, nimfę zmorzył sen. Broniła się jeszcze chwilę, ale zmęczony umysł szybko odpłynął w spoczynek. Jej świadomość odeszła na dalszy plan, a w puste miejsce wszedł pasożyt. Niechciany gość zadomowił się w samym centrum kontroli. Nieprzyzwyczajone do intruza ciało, ledwo tolerowało napływ mocy.  Kończyny zesztywniały, a poruszanie nimi wydawało się sztuką godną nie jednego lalkarza. Asha całą siłą woli poruszyła nie swoim ciałem. Nigdy wcześniej tego nie robiła, czego teraz bardzo żałowała. Praktyka by się przydała. Wewnętrznie westchnęła i skupiła się na kontroli.
- Jeśli zaraz jej nie oddasz to cię rozpruję i sam ja wezmę! - wrzasnął Erabre, szykując się do kolejnego ciosu.
Gdyby Asha mogła się skrzywić, pewnie teraz wyglądałaby jak zniesmaczony kot. Z jednej strony to było słodkie, że się tak o nią martwił, rozumiała też, że powinna wcześniej mu powiedzieć o swoim planie ucieczki z tego miejsca. W końcu siedzieli w tym oboje. Jednak, on nigdy by się nie zgodził. Stwierdziłby, że to zbyt ryzykowne. Znała jego zachłanność i zaborczość związaną z jej osobą. Jednak to tylko efekt pieczęci. W rzeczywistości wcale nie darzył jej uczuciem. Nie chciała dłużej go wykorzystywać. To było nie w porządku w stosunku do tak dobrego chłopaka. Jednak z drugiej strony, wyzywała go od głupców. Zanim czegokolwiek się dowiedział, sam wyciągnął wnioski i miał zamiar się zemścić. Zemsta to największe głupstwo na jakie stać istoty myślące. Pociąga za sobą tysiące ofiar. Pochłania, niszczy, psuje od środka. Tworzy czarne plamy na duszy, by na końcu pozostawić pustkę. Lecz nie taką jaką byśmy chcieli. O nie. Ta pustka była pustą skorupą dawnego siebie, która rozsypywała się wraz z najmniejszym podmuchem wiatru. Tak kończyło się życie, wypełnione chęcią zemsty. Bezowocne, pozbawione sensu. Ta lekcja powinna wyryć się w jego sercu i do końca życia przypominać by nie szedł tą drogą, bo ona prowadzi do najgłębszych czeluści piekła. A Asha nie pozwoli by zaszedł tak daleko. W końcu był jej wiernym, czerwonowłosym wojownikiem.
-Idiota!
To jedno słowo zatrzymało chłopaka w miejscu. Najzwyczajniej w świecie, zbaraniał. Wszystkie myśli rozpierzchły się jak nasiona dmuchawca na wietrze, pozostawiając niespodziewaną obelgę. Na jego oczach nimfa wyprostowała się niezgrabnie,  jej ciało wyglądało niczym kukła pociągana za sznurki. Dziewczyna wyprostowywała i zginała palce jakby to była jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie. Z ust koloru baniek mydlanych wydobywały się lekko zniekształcone przekleństwa, wmurowując jeszcze bardziej chłopaka w posadzkę. Całkowita zmiana jej zachowania, kompletnie go zdezorientowała. Co tu się do diaska dzieje? Miał wrażenie, że za moment dołączy do paczki wariatów. To było zdecydowanie za dużo jak na jego spokojny charakter.
- Ile razy mam ci powtarzać, byś najpierw myślał, a potem robił? – ręce nimfy powędrowały na biodra, a twarz przybrała karcący wyraz. Czuła się wyczerpana, ciało było o wiele trudniejsze w kontroli niż w pierwszej chwili zakładała, jednak teraz musiała wypić naważone przez siebie piwo bez kręcenia nosem. Przywołała do siebie dwa rybie duchy.
Erabre z w rażenia wypuścił broń z ręki i potrząsnął z niedowierzaniem głową. Ostrze uderzyło z głuchym dźwiękiem na ziemię. Asha cała siłą woli poruszyła nogami i podeszła do nieprzytomnego diabła opierającego się o róg ściany. Dotknęła jego twarzy i przeciągnęła po pęknięciach zasklepiając je. Rysy Mephisto złagodniały, a on pogrążył się w spokojnym śnie. Zakręciło się jej w głowie, jednak szybko złapała równowagę. A przynajmniej tak jej się wydawało bo po chwili runęła na ziemię. Zanim uderzyła o kamienną posadzkę, pochwyciły ją silne ramiona. Osunęła się w nie z całą ufnością i spokojem.
- Dziękuję.  – Widząc, że chłopak chce coś powiedzieć, położyła mu palec na ustach - Cii nic nie mów. Nic mi nie jest, po prostu jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Widzisz? Możesz być ze mnie dumny – stwierdziła ze zmęczonym uśmiechem.  – Wreszcie, będziemy mogli stąd wyjść. Razem.  – westchnęła zadowolona.
- To naprawdę ty? – Erabre zapytał nie dowierzając, po jego policzkach popłynęły łzy ulgi.
- Oczywiście, że to ja. Myślisz, że dałabym się od tak pożreć? – prychnęła pod nosem. – Nawet jakby chciała, to nie dałaby rady. – Otuliła twarz chłopaka dłońmi i delikatnie starła z jego policzków łzy. – Już spokojnie. Przepraszam, że cię tak przestraszyłam. Już dobrze, nic mi nie jest.
- Już dobrze?! Ty idiotko wiesz co zrobiłaś?! Już mi wracaj do swojego ciała! Znajdziemy inny sposób, ale to… to jest śmieszne i niebezpieczne! Mam być dumny?! Niby z czego?! Że rzuciłaś się na pożarcie nimfie?! Jasne, już skaczę z radości. Błagam skończ tę szopkę. Przestań robić niepotrzebne rzeczy. A co jeśli ona cię na serio pożre? Zanim się obejrzysz zostaniesz strawiona! – potrząsnął nią porządnie. – Nie strasz mnie tak więcej, myślałem, że nie żyjesz. Jeśli tak bardzo chcesz opuścić to miejsce, to znajdę sposób, ale nie taki. Pomyślałaś co się stanie z twoim ciałem?
Na twarz nimfy wypłynął grymas… spodziewała się takiej reakcji, ale jednak miała cichą nadzieję, że chodź w małym stopniu ją poprze.
- Nic mi nie będzie, histeryzujesz. – Podniosła się powoli, starając się złapać równowagę. Po chwili chwiania się stanęła najbardziej prosto jak mogła i spojrzała władczo na chłopaka. – Jeśli ci się coś nie podoba to droga wolna. Ja już podjęłam decyzję. Mam zamiar wreszcie się stąd wyrwać. Nie mam czasu trwać tu przez kolejne trzy lata.
- Nigdzie nie pójdziesz – Oczy Erabre spochmurniały, a dłoń na nadgarstku nimfy pod wpływem gniewu, mocniej się zacisnęła.
- Nawet nie waż mi się rozkazywać. – warknęła próbując wyszarpnąć rękę z uścisku, jednak była na to zbyt słaba. Spróbowała drugi raz, ale jego palce tylko wzmocniły uchwyt, przyprawiając ją o ból. Świetnie. Nie jest w stanie kontrolować tego ciała, ale ból czuje tak jakby nigdy nic. Z ciężkim sercem musiała sięgnąć, po najcięższą broń. Słowa. Inaczej przegra na samym starcie. - Zrozum, znudziłeś mi się. Mam już dość tej dziury, monotonnych dni. Nie chcę spędzić tu wieczności, czekając na cud. Nie mam na to czasu. – Słowa działały jak obusieczne ostrze. Cięło serca tej dwójki. Asha nie chciała tego mówić, jednak nic innego do niego by nie dotarło, znała go zbyt dobrze, by  trwonić czas na zbędne pogaduszki. Szczególnie, gdy jego wzrok robił się tak zachłanny i niebezpieczny. Szok i ból w oczach chłopaka, szarpały jej sumienie na małe kawałeczki. W duszy przepraszała za każde swoje słowo, tłumaczyła, że to nie tak, jednak twarz, tak dla niego obca, była kamienna pozbawiona wyrazu. Dla niego umarła. Tak. W chwili, gdy jej dusza opuściła ciało, umarła. Zniknęła na zawsze. Już nigdy nie wróci.  
- A więc, się mną znudziłaś… oczywiście… w takim razie już nic cię tu nie trzyma.
Stali tak chwilę wpatrując się w swoje oczy. Więź, która ich dotąd łączyła, napięła się do granic możliwości, najbliższe minuty miały zdecydować czy pęknie. Erabre puścił jej dłoń, następnie odwrócił się i wszedł do tunelu, zatrzymał się jeszcze na chwilę, w nadziei, że Asha odwróci się, spróbuje go zatrzymać. Był gotów nawet w tej chwili zawrócić się na pięcie i wpaść w jej ramiona. Wystarczyło tylko jedno słowo. Jednak, gdy spojrzał na nią ujrzał jedynie dumnie wyprostowane plecy nimfy. Ona umarła – powróżył sobie w myślach, starając się utwierdzić w swoim przekonaniu. Więź pękła, a on bez słowa zniknął w labiryncie korytarzy.    

11178461_714011958708410_243258748_n.jpg
  • awatar Klaudia † † †: Dziękuję, że wpadałaś do mnie :) Twoje opowiadanie jest bardzo piękne i smutne, zdjęcie też dobrałaś prześliczne ;)
  • awatar Zakira Luna: W końcu! Doczekałam się :D Widzę że wziełaś ze mnie przykład- przemiana głównej bohaterki :P W pierwszym wersie znalazłam kilka powtórzeń np. ,,łez" czy ,,napływały" Sporo się dzieje, muszę ptzyznać że pomysł miałaś genialny ;)Całkiem już przestałam lubić Sari, dla mnie jest samolubną, wredną, wyrachowaną...wiedźmą :P Cały rozdział przypomina ,,Intruza" Stephanie Mayer, ciekawe jak dalej potoczy się twoja historia, mam nadzieję że na kolejny rozdział nie będę musiała czekać tyle co na poprzedni- bo się zdenerwuję!!! ;) W twoich rozdziałach odnajduje pewną prawidłowość- Na początku czasem zdarzają się drobne potknięcia, za to końcówka zwykle jest absolutnie powalająca- tak było i w tym przypadku :) Autentycznie miałam ciarki czytając ostatni akapit-rzadko mi się to zdarza :P Napisany niemal mistrzowsko, idealny dobór słów, napięcie... Ach...proszę więcej takich perełek!
  • awatar Lisa Angels: Hm... może tak jest bo najpierw muszę się rozkręcić inna sprawa, że zepsułam ten rozdział, bo pisałam go z temeraturą i ledwo żywa, ale musiałam to wywalić z myśli bo mi chaos w głowie się tworzył... nadal gadam jak potłuczona...
Pokaż wszystkie (13) ›
 

livli5
 


Rozdział 16

- Sari jak to jest, że ty i Mephisto jesteście małżeństwem? Śpicie ze sobą?
Nimfa o mały włos nie zadławiła się na te słowa.
- N… Nie, w życiu… - zaprzeczyła prędko, a jej przezroczysta skóra na policzkach zrobiła się bardziej błękitna.
- To nie jest zwykłe małżeństwo, to bardziej jak… hm… widzisz to drzewo? – Meph wskazał na olbrzymi pień obrośnięty grzybami, który było widać za oknem.  – To podobne stosunki. Ona jest takim drzewem, a ja grzybnią, która dzięki niej może żyć.
- Czyli jesteś pasożytem. – Lorea stwierdziła buchając śmiechem.
- Sari widzę, że też się ze mnie śmiejesz, jakbyś nie wiedziała, ciebie to też dotyczy.
 - Ale – zakryła dłonią twarz, by nie wybuchnąć - Nie no, pasożytem?! Meph karaluchem! – W tym momencie obie nie wytrzymały i zaczęły się rechotać wniebogłosy!
- To nie jest zabawne – zganił dziewczyny, które na jego uwagę zaczęły się śmiać jeszcze głośniej. – Do diabła z babami. – westchnął, zirytowany porównaniem go do robaka. Dlatego nie cierpiał porównań do zwierząt, zawsze te dwie musiały wymyślić coś nieodpowiedzialnego. Spojrzał w kierunku Aquasy mając nadzieję, na męską pomoc, ale ten już od dobrej minuty śmiał się razem z dziewczynami. Żenada.  – I ty przeciw mnie? – Nie dostał odpowiedzi, bo do pokoju wszedł Eylass.
- Co was tak bawi?
- Nic – warknął diabeł posyłając reszcie wrogie spojrzenie.
- Mephisto jest karaluchem! – Lorea wydusiła zwijając się ze śmiechu.
Diabeł spojrzał na Dragona wzrokiem żądnym mordu, gdy kąciki ust czerwonowłosego uniosły się ku górze.
- Do diabła z wami! – wrzasnął i wyszedł z pokoju, podsycając salwę wesołości.
- Mephisto, poczekaj.  
- Niech sobie idzie, a ty Sari, jesteś niczym jego matka, a nie żona. Obchodzisz się z nim jak z dzieckiem.
Nimfa spojrzała na dziewczynę i zaniechała planu zatrzymania diabła w pomieszczeniu.
- A co ja mam poradzić? – westchnęła. -  Najbardziej boję się, że zniknie tak szybko jak się pojawił. Co z tego, że wiem, że jest pasożytem… - uśmiech na jej twarzy zbladł.
- Tak, tak wiemy. Kontrakt zobowiązuję. Ale nadal nie rozumiem, czemu szukacie Ashy i tych wrót. Podróżujemy razem już od dwóch lat, wszyscy mamy ten sam cel, jednak nikt nigdy nie mówi nic o powodach. Rozumiem, ze Aquasa szuka sposobu na zdjęcia klątwy druidów złożonej na jego usta, ale wy? – Lorea wzniosła oczy ku niebu i pokręciła z dezaprobatą głową.
- Według podań Asha jest kluczem do tego miejsca. Posiadając ją można znaleźć miejsce gdzie się znajdują.
- To już wiem – Lorea popatrzyła na nimfę, jakby właśnie wyrosła jej druga głowa. W końcu „szuka” jej już dwa lata. Nie jest idiotką.
- Hiems Tenebris jest miejscem, które według podań starożytnych skrywa władcę czasu. To przez jego uwięzienie, słońce nie wędruje po nieboskłonie. A jedynym, czym możemy mierzyć czas są pory roku. Podobnież w tej krainie rosną kwiaty potrafiące uleczyć każdą ranę, a nawet wskrzesić zmarłego. Potrzebujemy ich…
- Ja tam o nich nie słyszałam, myślę, że martwi powinni zostać martwi. – stwierdziła, przejeżdżając palcami po swoich białych włosach. Wiedziała, że życie Sari jest skracane przez diabła, ale to nie zmieniało faktu, że sięgali po najcięższy kaliber. Nie mogli szukać pomocy u uzdrowicieli?
- Więc co tu robisz? – zapytała nimfa, lekko rozdrażniona odpowiedzią na jej życiowy cel.
- Ja? Ja potrzebuję jedynie Ashy. – westchnęła, ale w jej oczach nie było widać determinacji. Wydawała się raczej zirytowana. – A ty, czego może potrzebować Nishi?
- Ja poszukuję sposobu na uleczenie paraliżu mojej siostry – stwierdził Eylass nakładając sobie do talerza zupę. – Próbowaliśmy wszystkiego, jednak nic nie działa, śpi jak zaklęta. Do tego mój brat, prawdopodobnie może skończyć tak samo jak ona.
- Jak to? – zapytała zaciekawiona. Słyszała o jego siostrze, ale nigdy nie wspominał o bracie.
- Erabre wykazuje duży potencjał, jeśli przywoła chowańca silniejszego od siebie, jego ciało tego nie wytrzyma i to go pochłonie. Nie mogę na to pozwolić. Nie stracę także brata. Mam jeszcze rok do jego ceremonii dojrzałości, do tego czasu muszę coś wymyślić.
- Musisz go bardzo kochać. – stwierdziła z uśmiechem Lorea, podnosząc się z miejsca. – Idę po naszego karalucha, bo jeszcze się na stałe obrazi.
Dziewczyna wyszła z pokoju i ruszyła w poszukiwaniu białowłosego. Letni podmuch powietrza, zwiastował przyjście dreszczów, a to wróżyło długi nieprzyjemny pobyt w tym miejscu, aż przestanie padać. Przyśpieszyła, uważnie się rozglądając za diabłem. Znalezienie go okazało się trudniejsze niż myślała, czyżby rzeczywiście sobie gdzieś poszedł?
- Lorea! – dziewczyna przystanęła, słysząc swoje imię. W jej stronę biegł Eylass. Jego długie czerwone włosy puszyły się od wilgotnego powietrza.
- Spokojnie nie ucieknę. Potrzebujesz czegoś?
- Musimy porozmawiać. – stwierdził z poważnym spojrzeniem.
- A cóż to za ważna sprawa? – zapytała rozbawiona. Teraz chłopak przypominał królika.
- Chcę cię prosić o przysługę. – zawahał się chwilę, zastanawiając się, czy dobrze robi, jednak stłumił wątpliwości i złapał nadgarstki dziewczyny i przybił je swoją dłonią do drzewa.
 - Elylass, co ty… - nie dokończyła, bo chłopak zakrył jej usta drugą ręką i rozejrzał się czujnie.
 - Nie mam czasu, a ostatni trop okazał się być pułapką… - chwilę zajęło jej zrozumienie jego słów. Znowu. Zirytowało ją to.  – Wiem, że masz zdolności pieczętujące, słabe, ale jednak. Chciałbym, byś zapieczętowała jego umiejętności, do czasu, gdy nie znajdę jakiegoś lekarstwa.
Białowłosa wlepiła w niego zdziwione spojrzenie. Ma zapieczętować jego brata i co jeszcze. Może wyczyścić mu buty, albo robić za niańkę? Nigdy w życiu, to nie jej problem.
- Ta, jasne… długo nad tym myślałeś? Pół minuty? Wiesz, że mam w głębokim poważaniu twojego brata.
- Lorea!
- No co, prawda. Nawet go nie znam. A potem, jak coś pójdzie nie tak to będzie moja wina. Nie, dzięki ja postoję.
Na twarzy Dragona pojawiła się gruba zmarszczka, a jego brew nerwowo drgała. Widocznie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Wziął głęboki wdech, by się uspokoić.
- Jak chcesz pieniędzy, to zapłacę.
- A po co mi one? – zapytała z kpiną. – Jeśli czegoś chcę to, to sobie wezmę.
- To czego chcesz? Co mam zrobić, byś mi pomogła?
- Obietnicę. Nie ważne co, by się działo masz zawsze stać po mojej stronie, jeśli ja złamiesz, pozbędę się twojego braciszka.
Czerwonowłosy, widział, że dziewczyna nie robi nic za darmo, jednak jej prośba lekko przerastała jego możliwości. Ale to było tego wartę.
- Zgoda. Jutro wyruszamy do mojej rodzinnej wioski.

~~*~~

- Wybacz mu. Erabre jest dość impulsywny. Zaprzysiągł sobie chronić to miejsce, więc nie możesz go winić. To moja wina. – Zagryzła nerwowo wargę, a po jej śnieżnym policzku popłynęły łzy. – Przepraszam, nie chciałam by to się tak skończyło… ale nie mogę… nie mogę wam dać tego, czego chcecie. To was zniszczy… was… i mnie. Z tym nie wolno igrać.
Asha zdjęła dłoń z włosów nimfy. Wstała i podeszła do szklanej ściany. Jej wzrok błądził po jeziorze.  
- Widzisz? To moje więzienie. Piękne, nieprawdaż? Wydawałoby się, że nie potrzebuję niczego więcej. Jednak, gdy tylko opuszczę to pomieszczenie staję się potworem. Nie jestem w stanie zapanować nad sobą… to przez moją głupotę. Te trzy lata spędzone z wami stoczyły mnie na dno. Odebrano mi wolność, za spoufalanie się z wami. Moje siostry nie mogły znieść naszej znajomości. Zamknęły mnie tu, rzuciły na mnie klątwę… - odwróciła się i spojrzała na ciało nimfy. Policzki były mokre od łez, a ona cała drżała od szlochu. Przygryzione usta ułożyły się w uśmiechu. Podeszła powoli do truchła i z mocno bijący sercem nachyliła się nad nim.  
- Wybacz Erabre, ale już zbyt długo tu tkwię… - szepnęła.  
Asha złożyła delikatny pocałunek na wargach przezroczystej istoty. Ciało Sari drgnęło jak po uderzeniu pioruna. Czarne oczodoły zalśniły światłem. Jej ręce zacisnęły się na śnieżnobiałej szyi i odwróciły wiedźmę na plecy, przyszpilając do zimnej posadzki. Nie odrywając od swojej ofiary ust, nimfa usiadła okrakiem na niebieskookiej. Asha nie broniła się, jedynie patrzyła się radosnym spojrzeniem na swoją oprawczynię. Po chwili jej wzrok zmętniał, a oczy stały się puste. Twarz zastygła w bezruchu, a serce przestało bić.  
Sari oderwała się i oblizała usta. Cudowna. Jej dusza jest cudowna. Błogi uśmiech wypłynął na jej usta. Przejechała palcami po włosach i spojrzała na swoją ofiarę. Białe włosy otaczały twarz kobiety jak pasy jedwabiu. Trupio blada skóra, wydawała się być dla niej stworzona. Nachyliła się i przyjrzała się delikatnym rysom kobiety. Serce ścisnęło się jej na ten widok. W myśli wdarły się wątpliwości. Przerażona swoim odkryciem cofnęła się parę kroków. Była pewna, że umysł płata jej figle. Przecież to nie możliwe…
- Lorea? Nie… to nie dzieje się naprawdę… jak…
Nadal czuła w ustach cudowny smak duszy dziewczyny. To nie był sen. To była rzeczywistość. Zrobiła parę kroków do tyłu i wpadła na coś. Podskoczyła w miejscu i szybko się odwróciła. Widząc na wpół przytomnego Mephisto na moment zapomniała o wszystkim. Jego twarz była pokryta rysami, jakby była ze szkła.
- Meph – zrobiła krok do przodu, by go dotknąć, ale powstrzymało ją spojrzenie Erabre. Młody Dragon patrzył na nimfę nie wierząc własnym oczom.
- Jak? – zapytał niedowierzając. Przecież była martwa. Sam ja zabił… Rozejrzał się po pomieszczeniu szukając swojej towarzyszki. – Gdzie Asha?
Nimfa drgnęła, jej tęczówki się rozszerzyły, a ciało zaczęło się wbrew jej woli trząść.
- Ja… To nie moja wina… Ja, nie wiem jak to się stało – zaczęła nerwowo powtarzać. – Przecież ja… - złapała się za głowę, a kolana odmówiły jej posłuszeństwa.  
- O czym ty mówisz – spojrzał na nią, zastanawiając się, czy powrót do zdrowia nie odebrał jej zmysłów, dopóki jego wzrok nie padł na leżące na ziemi ciało. Serce mu stanęło, a krew odpłynęła z twarzy. Puścił diabła i podbiegł do nieżywej wiedźmy.
- Asho… Asho! – W panice potrząsnął nią mocno. Nie mogąc wyczuć bicia serca, ani oddechu spojrzał z desperacją na nimfę i diabła.  – Proszę pomóżcie! Błagam powiem wam wszystko, tylko uratujcie ją.
Sari na te słowa drgnęła.
- Nie mogę… - załkała.    
_____________________________________
Ten rozdział zostawiam bez komentarza. Postać, która była inspiracją dla wyglądu Ashy
aphrodite2_copy_by_omocha_san-d6wyofs.png.jpg
  • awatar SallyLou: Piękne :) Niezłe porównanie dałaś: Mephisto jak grzyb? :D Mój biedny, jeszcze z niego kpią. Zaczęłam współczuć Erabre ( a miałam być twarda ). Świetnie piszesz, czuję zazdrość.
  • awatar Zakira Luna: Cóż...ja tego rozdziału nie pozostawienie bez komentarza :P Świetny, niezwykle zabawny: ,,czyli jesteś pasożytem?``- To mnie rozwaliło XD Podoba mi się, że na zimnym, wyrachowanym obliczu pojawiła się rysa- podobne odczucia miałam poznając Sari w pierwszych rozdziałach:) Choćbym nie wiem jak szukała, nie jestem w stanie dostrzec błędów- rzadko mi się to zdarza...a nie! Jednak znalazłam jeden: moim zdaniem zupę się nalewa, a nie nakłada ;) Czekam z niecierpliwością na następny- może jeszcze w tym tygodniu? :)
  • awatar Kate - Writes: Przeczytam jutro, bo to trochę długie. Ale mam zaciesz. Więcej twórczości Lisy! (piszczę z zachwytu)
Pokaż wszystkie (15) ›
 

livli5
 


Rozdział 15

Wodny smok z ogromną siłą zderzył się z szklaną powierzchnią. Mogłoby się wydawać, że jego wielkie cielsko rozniesie podwodną komnatę w drobny mak, jednak pomieszczenie nie zostało nawet naruszone. W miejscu zderzenia bestii z taflą szkła wyłoniła się kobieta. Wdzięcznie wyrwała się z objęć przezroczystej ściany, delikatnie opadając na kamienną posadzkę. Pozbawione pigmentu włosy spływały kaskadami, otulając niemal śnieżną cerę istoty. Wyprostowała się i nie zwracając uwagi na Dragona podeszła do przezroczystego truchła. Intensywne szmaragdowe spojrzenie zmierzyło nimfę. Niebieskie usta wydęły się w grymasie niezadowolenia. Swoją smukłą dłonią, ozdobioną w długie paznokcie koloru jeziora, przesunęła po błękitnej krwi Sari.
- Durny Erabre – fuknęła pod nosem, kładąc palec na ustach nimfy. Głos rozniósł się głuchym echem po pomieszczeniu. Chłopak założył ręce i nieznacznie się skrzywił.
- Jak zwykle, znów wszystko spadnie na mnie – westchnął i przewrócił zirytowany oczami. – Ona wypytywała o wrota, wiesz, co to znaczy. Nikt nie może się dowiedzieć. Nie pozwolę, by ktokolwiek poznał twój sekret. – Zrobił krok w jej stronę – Asho…
Zadrżała.
 - Nie uważasz, że już zbyt długo tu tkwię? Od samego początku wiedziałeś, że to się tak skończy. Jestem jedną z trzynastu wiedźm, a naszym przeznaczeniem jest ochrona Hiems Tenebris, jednak nie oznacza to, że będę tu żyć przez wieczność. Kiedyś przyjdzie dzień, gdy wrota zostaną otwarte i to nie od nas zależy, co się stanie z światem, gdy to już nastąpi. Zimowy zmierzch otuli tę krainę, a jego władca przebudzi się ze snu. – Zamilkła przejeżdżając palcem po nadal ciepłych ustach Sari.  – Wiesz, że ta dziewczyna jest małżonką duszy diabła? Niesamowite nieprawdaż? Zwykła nimfa i Mephistopheles. Kto by pomyślał. Wiesz, czemu nieśmiertelne dusze zawierają kontrakt?
- By uzyskać ciało? – zapytał nie rozumiejąc, po co cały ten wykład.
- Nie. By nauczyć się czuć. – Odwróciła się i spojrzała w bursztynowe oczy. – Jak myślisz, jakim wyborem dla diabła była nimfa? Istota słuchająca się jedynie siebie i swoich własnych instynktów?  - zaśmiała się do siebie. Następnie zwróciła się z powrotem w stronę nimfy. – Podróżowałam z nimi, jakiś czas przed tym jak cię poznałam. Szukali Ashy, po całym świecie, przemierzali krainy Zmierzchu, Dnia, Nocy i Świtu. Jednak nikt nigdy nie podejrzewał, że podróżuję razem z nimi… Prawda Sari? Niczym głupcy goniliście za czymś, co jest nie możliwe. I kto by pomyślał, że przez wasz cel, będziesz tu teraz na wpół martwa. Nie mogłaś, chodź raz niczego nie zepsuć? –Zapytała wpatrując się w puste oczodoły. Złapała za sztylety i wyciągnęła je jednym szybkim ruchem, uwalniając ciało, które pod wpływem grawitacji opadło bezładnie na ziemię. Asha spojrzała na spore wgłębienie w szkle, niezadowolona pokręciła głową. – Tak być nie może. – Machnęła ręką, a wokół niej pojawiły się trzy, pływające w powietrzu duchy przypominające ryby. Delikatnie dotknęła ręką przezroczystej tafli, a ta zasklepiła się, rysy znikały jedna po drugiej, by całkowicie zniknąć.  – I proszę, widzisz? Już po sprawie.
Uklękła obok ciała i odwróciła je tak, by leżało na plecach. – Widzisz? Jak nowe, nie musisz się już wstydzić. Nie obrażę się… - zamilkła głaszcząc przezroczysty policzek - Mówiłam, że to niebezpieczne. Idiotka… A teraz już wstań… proszę…  
Erabre stał z kamiennym wzrokiem wpatrując się w wiedźmę. To, co widział mogło być objawem szaleństwa, jednak on tego tak nie postrzegał. Patrząc na z trudem opanowującą się Ashę, łamało mu się serce, jednak nie żałował. Musiał ją chronić, a nimfa zagrażała wszystkiemu, czego ona strzegła.
- Asho… chodźmy stąd. – zaproponował miękko, kładąc swoją dłoń na jej ramieniu.
- Nie! – warknęła strącając jego rękę.
- Ale ona nie żyje. – wtrącił ostrożnie – Już się nie obudzi.
Gdyby spojrzenie mogło ciąć, to Erabre byłby już stosem małych kawałeczków.
- Głupcze! Twój wzrok jest tak samo upośledzony, co twój mózg. Ona zapadła w sen. Dopóki jej skóra jest przezroczysta, nie umarła. Jej dusza nie opuściła ciała. Meph, by na to nie pozwolił. Szczególnie on.
Nishi miał wątpliwości, co do jej słów, w końcu sam zatopił w niej dwa sztylety. Czyżby mogła przeżyć taki cios? A jeśli tak? Czy powinien ją teraz dobić? Spojrzał beznamiętnie na ciało nimfy, które obejmowała delikatnie Asha. Nie, jeśli to zrobi, ona go znienawidzi. Było ją wcześniej zrzucić z tego okna.
- Jeśli chodzi ci o tego białowłosego, to on też nie jest w najlepszym stanie… - mruknął pod nosem przypominając sobie, wyczyny kocura. W odpowiedzi dostał wściekłe spojrzenie.
- Czy was nie można zostawić na chwilę samych?! – wrzasnęła, tak głośnio, że siedzący w rogu kot odruchowo się położył i zakrył uszy. – Coś ty mu zrobił?!
- Ej to nie moja wina, to Mrok zrobił sobie z niego wycieraczkę. -  burknął urażony chłopak. On tu stara się posprzątać bajzel, a ona się jeszcze wścieka. Kobiety. Jakoś nigdy jej nie interesowało, co się dzieje z „przybyszami ” z powierzchni. Ci, którzy grzecznie przebywali w kapsułach z czasem tracili pamięć i wtedy zostawali przez niego wystawiani na obrzeża kraju. Jednak cała reszta, która ośmieliła się wyjść zostawała posiłkiem Lorda. Asha westchnęła łapiąc się za głowę. Żałowała, że wcześniej nie rozpoznała osób schodzących wodnym korytarzem.
- Lord! – zawołała kota i wyciągnęła ku niemu rękę. Pantera z skruszonym spojrzeniem podeszła do swojej pani. – Idźcie do komnaty z kapsułami i wyciągnijcie wszystkich przybyłych. Przyprowadźcie ich tutaj. – rozkazała, nieznoszącym sprzeciwu tonem. Kocur i Nishi spojrzeli po sobie i wyszli z pomieszczenia.
Erabre miał paskudny humor, w głowie mu brzmiały słowa brata i wiedźmy, nawzajem walcząc o jego uwagę. Dojrzałość, czy ona. Słowa miały moc. Mąciły myśli i budziły wątpliwości. Bolała go świadomość, że nie jest dla Ashy jedyny. Od trzech lat nie miał nikogo innego. Kochał ją. Wiedźma z Jeziora skradła jego serce, a on głupi wierzył, że to będzie trwało przez wieki. Łudził się nadzieją, że ta piękna istota nigdy go nie opuści. Marzył by nigdy nie wyszła poza brzeg jeziora, by odcięta od świata była tylko jego. Nie chciał zmian. Lękał się, że po opuszczeniu swojej samotni pozna jego słabość, beznadziejność… a przede wszystkim samotność i hańbę. Bał się zniesmaczonego spojrzenia, rozczarowania na jej gładkiej twarzy. Nie zniósłby tego.
Dotarłszy do komnaty, przed oczami chłopaka staną obraz diabła, ledwo stojącego na nogach. Pozbawiony jednego skrzydła, wydawał się być groźniejszy niż zwykły pomiot piekła. Z zamglonym wzrokiem wpatrywał się w pustkę, na jego twarzy malowało się cierpienie. Chłopakowi wydawało się, że białowłosy widzi coś, czego on nie dostrzega. Po policzkach diabła spłynęły dwie ścieżki łez. Srebrne oczy zamknęły się, a nogi odmówiły posłuszeństwa. Opadł na kolana.

Mephisto czuł zimny metal w swoich trzewiach, rozrywana tkanka, zamroczyła go równie mocno co wyrwane skrzydło. Spojrzał na swój tors, jednak nie ujrzał dwóch rękojeści, których spodziewał się zobaczyć. Nagły natłok cudzych uczuć przyprawił go mdłości. Przed oczami stanął mu obraz Sari oddającej ducha. Ścisnęło mu się serce. Przeszywający ból zalał jego duszę. Cząstka nimfy, która była w nim ukryta, zaczęła się rozpadać. Musiał działać. Jednak jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Pogruchotane kości, niemal uniemożliwiały ruch. Przezroczyste łzy spadły na posadzkę. Bezradny diabeł wewnątrz swojej duszy przeklinał los. Mógł jedynie czuć, jak jego część ulatuje w niebyt. Na skórze białowłosego pojawiły się drobne pęknięcia, jakby był stworzony ze szkła. Pajęcza sieć rozprzestrzeniała się powoli od szyi.

Erabre widząc rozpacz diabła skrzywił się. Jeśli nie przyprowadzi go na czas do Ashy ta zabije i jego... Podszedł do Mephisto i pomógł mu wstać. Zdziwiony chłopak spojrzał na Dragona jakby ujrzał ducha, jednak nie pytał. Na wpół przytomny pozwolił się prowadzić w nieznanym sobie kierunku.
__________________________
Nic więcej nie wymyśle.
Dzisiaj byłam w teatrze na "Weselu"... nigdy więcej w mojej skali oceniania było to 4,5/10, bardziej podobał mi się "Król Lear". Ale cóż to nie ja wybieram podstawę programową w liceum. Jutro do szkoły i na dzień dobry 2 kartkówki z anglika. Bosz jak ja nie cierpię języków obcych!
  • awatar Another day: 'Wesele" to nuuda ale za to Twoje opowiadanie jest świetne :D I fajna nutka, można się przy niej zrelaksować;) Powodzenia na tych kartkówkach :)
  • awatar Kate - Writes: Przezroczyste truchło, niebieska krew OMG. Niemożliwe pisze się razem, ale to tylko literówka. Obraz uczuć mojego ulubionego Memphisto bezbłędny. Jak ty to robisz, no jak? Zastrzeżeń nie mam. I, to prawda co mówi (wróć, pisze) Another Day, "Wesele" to nuda. A ja mam jutro sprawdzian z niemca.
  • awatar SallyLou: No czekałam na powrót Mephisto i się w końcu doczekałam :) Opisy zaparły mi dech, niemal poczułam się jakbym była w tej grocie :) "Wesele"... Tego bez tłumacza nie zrozumie się chyba :D
Pokaż wszystkie (6) ›
 

livli5
 


Rozdział 14 cz.2

Groźba rozniosła się po całym pomieszczeniu. Dziewczyna stała oparta o szklaną ścianę, a płomienie świec stojące u jej nóg zafalowały pod wpływem niespokojnego ruchu. Klatka piersiowa unosiła się i opadała nierównomiernie. Z rany tuż nad piersiami sączył się życiodajny płyn. Bezwładna ręka wisiała przysparzając swojej właścicielce bólu. Zdrowa dłoń dotykała tafli szkła, a jej świecące oczy miotały determinacją. Nie żartowała, była gotowa pogrzebać ich wszystkich. Widząc morderczy wzrok chłopaka była pewna, że nie zawaha się jej zabić. Łapała się ostatniej deski ratunku. Erabre zrobił krok ku niej.
- Stój! – warknęła ostrzegawczo.
Zatrzymał się, nie odrywając od niej wzroku. Bursztynowe oczy przeszywały ją na wskroś. Już dawno nie czuła takiej presji. Całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz, sprawiając, że zaczęła się trząść. Chłopak zrobił kolejny krok.  
- Nie waż się nawet drgnąć! – wrzasnęła, a na szkle pojawiły się drobne pęknięcia. Odgłos zatrzymał czerwonowłosego w miejscu. – A teraz gadaj! Gdzie są wrota do Hiems Tenebris!
Chłopak stał chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, by uśmiechnąć się, jednym z tych uśmiechów, które topią lodowe serca. W sali rozniósł się śmiech.
- Nie wiem. – westchnął i rozłożył bezbronnie ręce… no prawie, bo trzymał w nich sztylety. – Zabierz rękę, a ty i wesoła gromadka mojego braciszka wrócicie na powierzchnię.
- Nie żartuj sobie ze mnie! Myślisz, że ci uwierzę?! Mów! Gdzie to jest?!
Erabre westchnął.
- Twój wybór – wzruszył ramionami. W powietrzu zalśniły ostrza. Rzucone z doskonałą precyzją zatopiły się w przezroczystej tkance, przechodząc na wylot i wbijając się w szkło. Pęknięcia, rozeszły się po całej szybie. Nie miała nawet możliwości tego uniknąć. Zdumiony wzrok dziewczyny wpatrywał się w bursztynowe oczy pozbawione wyrazu. Przyszpilona do ściany, wypluła zbierającą się w przełyku krew. Ból był niczym uderzenie pioruna, szybkie i destrukcyjne. Odbierające resztki świadomości. Tęczówki chłopaka wydały się jej być dwoma słońcami tej krainy. Ciepłymi, skąpanymi w przepięknej czerwonej poświacie.
Zdrowa ręka opadła wzdłuż ciała. Nogi się pod nią ugięły, sprawiając, że całkowicie zawisła na ostrzach. Świecące błękitem oczy straciły swoje wewnętrzne światło, pozostawiając puste, czarne oczodoły.

Erabre stał wpatrując się w zwłoki zawieszona na szklanej ścianie. Odwrócił wzrok i z kamiennym wyrazem twarzy wycofał się do drzwi. Mijając kota starał się na niego nie patrzeć, jednak ten zagrodził mu drogę.
- Chodźmy stąd.
Kot ani drgnął. Jedynie patrzył przed siebie jakby wyczekiwał czegoś. Czerwonowłosy westchnął i powiódł spojrzeniem za oczami kota. Na tle jeziora wisiały bezwładnie zwłoki dziewczyny. Jej włosy ukrywały pozbawioną życia twarz. Odwrócił wzrok i chciał już pognać kota z przejścia, gdy salę spowiło jaskrawe światło. W odruchu zasłonił oczy, gdy uchylił powieki jego oczom ukazała się ona. Pysk olbrzymiej, smoko podobnej bestii zaglądał do wnętrza komnaty, niebieskie oczy mroziły krew w żyłach. Świecące łuski błyszczały od wyładowań elektrycznych. Istota chwilę trwała w bez ruchu, by w następnej chwili wpłynąć centralnie w popękaną ścianę.              
______________________________________
Chyba pierwszy raz od dawna udało mi się dobrać tak dobrą i pasującą w każdym calu do rozdziału muzykę. Szkoda, że tekst wyszedł jaki wyszedł,m ale już go nie mam siły poprawiać. Jak zobaczycie jakieś błędy, czy nie logiczne zdania, to dajcie znać :D
  • awatar Zakira Luna: O mój borze sosnowy!--->Twoje powiedzonko, idealnie pasuje do sytuacji :DJuż myślałam że z dziewczyną koniec, pogodziłam się jako taka a tu : buch! Bestia! Smoki! Erabre pokazuje pazurki! Uwielbiam takie rewolucje :D Nielogiczne zdania? Hm...,, Wiedząc morderczy wzrok chłopaka była pewna, że'' wiedząc? Chyba nie to miałaś na myśli :)
  • awatar 星FairyBlue: Mam parę skończonych opowiadań^^ Musisz ich szukać pod tagiem "Nie, to nie wydarzyło się w moim życiu" i czytać od najstarszego. Potem, inne jest pod tagiem "ever after"^^ Wszystko Ci się poukłada po kolei^^ A cała reszta faktycznie, nieskończona, łącznie z "ever after" ^^
  • awatar Kate - Writes: Kurczę... Po prostu mnie zatkało. "Wypluła zbierającą się w przełyku krew.", "Bezwładna ręka wisiała przysparzając właścicielce bólu." Ty to zawsze umiesz dobrać słowa. Twoje opowiadanie ma tylko jeden mankament; za krót-kie! Czekam na dalsze coraz bardziej się niecierpliwiąc. Znajdą się te wrota, czy nie? Wpadnij do mnie, bo tęsknię za twoimi komentarzami.
Pokaż wszystkie (12) ›
 

livli5
 


Rozdział 14

Sen niczym delikatny podmuch wiatru uleciał z umysłu, pozostawiając miejsce dla przeszywającego bólu. Każda komórka jego ciała błagała o ukojenie. Nie miał siły się ruszyć, najchętniej oddałby się z powrotem w ramiona pustki, tylko po to, by przestać czuć i zaznać ukojenia. Jednak nicość nie nadchodziła, a w myśli wkradał się stwór o złotych ślepiach. Czarny kot przeszywał go swoim spojrzeniem, tworzącym dreszcze na całym jego ciele. Czuł, jak bestia łamie mu żebra swoim ciężarem, a następnie wyrywa skrzydło. Wspomnienie było tak żywe jakby zwierze nadal go torturowało. Jęknął próbując odegnać wizję. Był w pomieszczeniu sam. Sari. Ta myśl wyrwała go z amoku. Poderwał się raptownie, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz o wiele gorszy niż ból towarzyszący mu gdy leżał. Zawył męczeńsko i zgiął się w pół. Jego plecy paliły żywym ogniem. Ledwo mógł się ruszyć. Mroczki zamajaczyły przed oczami, powoli odbierając mu świadomość. Nie minęła chwila, gdy opadł bezwładnie na posadzkę i odpłyną w błogą pustkę, całkiem nie świadomy wpatrzonych w niego błękitnych oczu.

- Erabre, bądź dobrym chłopcem i powiedz gdzie są te wrota. – Nimfa błagała niemal na kolanach, co chwile nerwowo zerkając na kota, który przyklejony miał do pyska złośliwy uśmiech. W duszy przełykała łzy utraconej dumy. Ona, istota, która nie kłania się nikomu, teraz dosłownie płaszczy się przed nic nieznaczącym dzieciakiem. Co za wstyd. Jak tylko wyciągnie z niego co potrzebuje, to posieka chłopaka na kawałki, a następnie zje, zmazując plamy na honorze. Już nie mogła się doczekać, by posłać go do piekła.  
- Mrok chyba za mocno cie trzasnął i poprzestawiało ci się w tym ptasim móżdżku. Jeśli życie ci miłe, to zapomnij o tym miejscu. Zajmij się czymś bardziej produktywnym. Może zostań komikiem, albo coś w tym stylu, bo jak na razie całkiem nieźle ci idzie. – stwierdził ze znużoną miną, hamując mordercze myśli. Już od dobrych parunastu minut dziewczyna płaszczyła się przed nim. Z każdą chwilą coraz bardziej go to irytowało. Od czasu, gdy wypowiedziała swoje życzenie, jakby całkowicie zapomniała o otaczającym ich świecie, a jej mózg zaprogramował się na uprzykrzanie mu życia. Miał jej serdecznie dość. Spojrzał na swojego kociego towarzysza i posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie, zakomunikował, że może się jej pozbyć. Zwierze spojrzało na niego jak na idiotę, podsumowując to prychnięciem. Erabre zmarszczył brwi, nieustanne trajkotanie dziewczyny drażniło jego bębenki, a kot jasno się określił, że to nie jego problem. Niech sam się nią zajmie. Potarł palcami kąciki oczu. Spojrzał spod łba na nimfę, która przed sekundą umilkła wyczekując jakiejś reakcji. Czerwonowłosy westchnął męczeńsko i przywołał dziewczynę do siebie jednym ruchem ręki.
Sari niepewnie zbliżyła się. Owszem chciała uzyskać odpowiedź, jednak nie uśmiechało jej się oddawanie ducha przed samą metą. Erabre podniósł swoją rękę, delikatnie dotykając czoła dziewczyny. Nimfa wzdrygnęła się, pod wpływem wewnętrznego instynktu, szybko odskoczyła w bok. Końcówki jej włosów zajęły się złotoczerwonym pyłem zwęglając je doszczętnie. Gdyby uchyliła się sekundę później, zamiast zniszczonych włosów, byłaby martwa. Nimfa szybko cofnęła się unikając kolejnego ataku. Spojrzała w oczy chłopakowi i dostrzegła ten sam wzrok, który widziała na plaży. Mroczny, pozbawiony sumienia, pełny szaleństwa i nieprzewidywalności. Erabre wyciągnął sztylety z dwóch pochw przywiązanych do pasa. W dłoniach zakręcił ostrzami, jakby trzymał w rękach zabawki. Delikatne światło dochodzące z świec ustawionych wokół szklanej ściany, sprawiały, że białe klingi mieniły się złotem. Sari nie miała czasu na rozmyślania. Spodziewała się tego. Przyjęła pozycję obronną. Świecące oczy zwęziły się w szparki uważnie śledząc napastnika. W jednej chwili skoczyła ku niemu. Jej przezroczysto niebieskie włosy zafalowały w powietrzu, by zniknąć wraz ze swoją właścicielką. Erabre znał takie sztuczki. Szybkim ruchem rozpostarł ręce i zakręcił się wokół własnej osi. Ostrza zatoczyły morderczy krąg, rozbryzgując kropelki błękitnej cieczy. Dziewczyna odchyliła się w ostatnim momencie, jednak nie zdołała całkowicie uniknąć ataku. Na jej piersi widniała szrama, z której sączyła się świecąca krew koloru nieba. Syknęła i momentalnie zbliżyła się do chłopaka przejeżdżając mu ostrymi pazurami po szyi. Zanim dotarły do tętnicy, jej dłoń została pochwycona, a ona sama poszybowała przez ramię chłopaka niczym wór zboża. Upadła boleśnie na kamienną posadzkę, a napastnik wykręcał jej rękę pod takim kątem, że nie mogła ani drgnąć, by jej sobie nie złamać. Warknęła wściekle niczym dzikie zwierze złapane w pułapkę. Błękitne ścieżki posoki torowały sobie drogę po jej przezroczystej skórze. Zabłąkana kropla skapnęła na podłogę. Niezauważona przez istoty w pomieszczeniu. Krew zdobiąca kamienne płyty posadzki, lśniły niczym diamenty. Złote ślepia pantery obserwowały jak migoczą w świetle świec, a następnie znikają wchłonięte przez kamień. Kot wycofał się całkowicie pod ścianę i bacznie obserwował rozciągające się przed nim jezioro.
Erabre przycisną dziewczynę do ziemi, nadal trzymając w rękach sztylety. Dotknął wierzchem dłoni głowę dziewczyny.
- Wybacz – wyszeptał niemal bezgłośnie.
Tego było za wiele. Dziewczyna wyrwała się gwałtownie. Głośny chrzęst rozniósł się po pomieszczeniu. Nie czuła bólu, adrenalina zapewniła jej możliwość odepchnięcia chłopaka i próby ucieczki. Z niewładną dłonią kołyszącą się z każdym jej krokiem pobiegła pod szklaną ścianę. Dotknęła zdrową ręką przezroczystą taflę.
- Zrób krok, a utopie nas wszystkich. - wrzasnęła wściekła.      
_____________________________
Dziękuję za tyle miłych słów, jesteście tacy kochani :D
  • awatar Zakira Luna: kot jasno się określił, że to jego problem.-chyba coś zgubiłaś :P Szybko się czyta, wspaniałe opisy, nosi mój ukochany Erabre :) Co tak króciutko?
  • awatar Seiti: Jestem zazdrosna o opisy walk, czemu Wam to tak łatwo przychodzi, co? A ja cierpię katusze i tak.... grr! Wiesz jak podbić me serce wspaniałymi opisami. Miodzio:D
  • awatar Lisa Angels: Najpierw miało być, że to jego problem(Erabre), ale rzeczywiście tego nie brakuje
Pokaż wszystkie (7) ›
 

livli5
 


Rozdział 13
Silne ramiona podniosły nieprzytomną dziewczynę i wyniosły z pomieszczenia, by następnie położyć ją na kamiennym blacie pod wielką przezroczystą kopułą. Szklane ściany pokoju dzielnie stawiały opór napierającej na nią wodzie, ukazując przepiękny pejzaż dna jeziora. Postać delikatnie odgarnęła włosy nimfy, opadające jej na twarz. Zastanawiał się, jak tak piękna istota może być tak bezwzględna. Znał odpowiedz, i to zbyt dobrze. Piękno miało kusić. Niczym trujący kwiat, łapało swoje ofiary i doszczętnie je pochłaniało. Brutalna prawda mimo wszystko była dla niego nie do przyswojenia. Wierzył, że na świecie jest jeszcze odrobina delikatności. Pod wpływem pieszczoty, kobieta gwałtownie otworzyła oczy, na co chłopak raptownie odskoczył, nie chcąc się narazić na jej gniew. Dziewczyna poderwała się błyskawicznie z kamiennego stołu i jednym płynnym ruchem obezwładniła stojącego nad nią chłopaka. Z wściekłością w oczach i nadal wirującym światem, poparzyła na niego i zamarła. Widząc te czerwone włosy i przepraszające spojrzenie bursztynowych oczu, coś w niej pękło. Puściła chłopaka i z niedowierzaniem zlustrowała go wzrokiem od stóp po czubek głowy, by upewnić się, że nie ma halucynacji.
- Jak do diabła – wyszeptała, jednak wszystko nagle ułożyło jej się w jedną całość. Skoro ona żyje po spotkaniu z wodą jeziora, to czemu on miałby być martwy? Pod wpływem impulsu, rzuciła się mu w ramiona i mocno przytuliła, na co on cały zesztywniał.
- Nie strasz nas tak więcej - zganiła czerwonowłosego i odchylając się na długość ramion, rozejrzała się. Nieznane miejsce przypomniało jej ostatnie zdarzenia. Spochmurniała  
- Musimy się stąd wynosić i znaleźć Mephisto – wymawiając imię diabła głos jej zadrżał – Ta bestia, go… - urwała raptownie, powstrzymując łzy. Jednak po chwili wzięła głęboki oddech i zaczęła dalej. - Gdzie jesteśmy? Wiesz, gdzie on jest?
Chłopak milczał z pochmurną miną, słuchał jak nimfa histerycznie trajkocze i zastanawiał się, co ma zrobić. W końcu wcale jej nie znał, a do tego jej głos mocno go irytował. Uratowało go zwierze, które powolnym krokiem weszło do pomieszczenia. Dziewczyna umilkła i cała zesztywniała. Kocur mając gdzieś sparaliżowaną panienkę, podszedł do chłopaka i demonstracyjnie się o niego otarł, samoistnie się w ten sposób głaszcząc. Następnie klapnął sobie koło jego nóg i zaczął zadowolony mruczeć. Sari patrzyła z niedowierzaniem, przemieszanym ze strachem, ten jednak powoli został zastąpiony furią kobiecej wściekłości.
- Co to ma znaczyć?! – wrzasnęła wskazując na kota. Zmęczona dzisiejszymi zdarzeniami nawet nie śmiała dopuścić do siebie myśli, że stojący przed nią chłopak nie jest jej sprzymierzeńcem. Erabre odsunął się nieznacznie i pogłaskał zwierzę po głowie, z zamyślonym wyrazem twarzy, który z każdą chwilą pochmurniał. Nimfa stała oczekując odpowiedzi od tego niewinnego, pozostawionego samemu sobie chłopca. Tak go przynajmniej widziała kiedyś. Teraz nie trudno było dostrzec jego dojrzałe, męskie rysy i ponure spojrzenie bursztynowych oczu, które należały do osoby mocno doświadczonej przez los. Należące do wojownika. Tak, to był wzrok niemal identyczny jak jego brata. Sari nie doczekawszy się odpowiedzi, sama zaczęła spekulować. Brała pod uwagę każdą możliwość. Od najbardziej oczywistych po najmniej prawdopodobne. Spojrzała wilkiem na czerwonowłosego.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to ty jesteś Ashą – rzuciła ironicznie, zanim definitywnie odrzuciła tę opcję.
Chłopak słysząc to parsknął śmiechem, który poniósł się echem po całym pomieszczeniu. Nawet kot wyglądał na uchachanego.
- Ciekawa koncepcja, a co byś mi zrobiła, gdybym to była prawda? – zapytał uśmiechając się tak, że jej zbladła mina i zmiękły nogi. Szczerze nie miała pojęcia. Szukała jej tyle lat, a nie wiedziała jak ukazać swoje myśli światu. Wzięła głęboki wdech i uspokoiła serce.
- Rozkazałaby ci zdradzić położenie wrót do Hiems Tenebris. – Uśmiech chłopaka zniknął, a spojrzenie przeszyło Sari na wskroś.
- To tego szukacie?! – wrzasnął wściekły. Od jego głosu zatrzęsły się ściany. Kot taktycznie się odsunął i zjeżył czarną sierść w odpowiedzi na nagły wybuch czerwonowłosego. Nishi nic sobie z tego nie robiąc, ciskał gromy wzrokiem w niewzruszoną nimfę. Widząc reakcje na swoje słowa skrzywiła się nieznacznie. I tak wyciągnie z niego tą informację. Nawet, jeśli miałaby wszystko poświęcić.
_____________________________
Wiem, wiem szaleje z dodawaniem rozdziałów, a mimo to wszystkie krótkie, taaa. Przez cały dzień szalał mi internet, ale teraz jest, więc wrzucam na szybko. Wiki twój rewanż :D
  • awatar SallyLou: Rozdział cud- miód, ale zostawiłaś mnie głodną i z mnóstwem pytań. Co się stało z Mephisto? (będę miała nerwicę :0)
  • awatar Zakira Luna: Tak! Mój ukochany Erabre żyje- potraktuję to jako cud wielkanocny :) Króciutko!!!
  • awatar Kate - Writes: Nie nadążam czytać waszych (twoich, Seiti i Misao) dzieł. Co z tym Memphisto? To mój ulubiony bohater.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

livli5
 


Rozdział 12 Cz. 2

Mephisto nadal starał się przeciwstawić działaniu czarnej substancji, w której był przed chwilą zanurzony. Jedyne, co trzymało go na nogach to dotyk drobnego ciała nimfy, wtulonej w jego tors. Obecność jej duszy dodawała mu siły by odeprzeć niebezpieczeństwo. W końcu, jeśli ona zniknie, to on też. Spojrzał czujnym spojrzeniem na olbrzymią panterę i… zbaraniał. Mógł się spodziewać wszystkiego, ale widok zniesmaczonego kota, w jakiś sposób zbił go z tropu. Potrząsnął głową, mając nadzieje, że to tylko halucynacje spowodowane mazią, która go więziła. Jednak nic się nie zmieniło, no może oprócz spojrzenia zwierzęcia. Teraz wydawało się, że patrzy się na nich jak na niespełna rozumu dzieci.  W swoim życiu widział wiele różnych dziwactw, jednak nikt i nic, jeszcze nie patrzyło na niego takim wzrokiem, gdy był w swojej prawdziwej postaci nieśmiertelnego. Pantera leniwie podniosła się z swojego miejsca i wolnym krokiem zaczęła krążyć wokół pokoju. Zwierze sprawiało wrażenie całkowicie niezainteresowanego nimi, a jednak dało się w jego złotych ślepiach dostrzec błysk oczekiwania. Kocur podszedł do przeciwległej ściany i runął na podłogę kładąc się centralnie przy tunelu, będącym jedynym wyjściem z pomieszczenia.
- Cudownie, to kocisko odcięło nam drogę ucieczki – westchnął podirytowany prosto w ucho nimfy. Sari odzyskując rozsądek, oderwała się od diabła i spojrzała na obserwujące ich zwierze. Byli w pułapce, i nie było mowy o ucieczce bez pozbycia się strażnika. Rozejrzała się w poszukiwaniu czegoś przydatnego. Pokój jak na złość był pusty. Jej wzrok spoczął na jednej z kapsuł. Prawdopodobne, że pantera, rzuci się na nich, gdy tylko spróbują rozbić kolejną, a co gorsza nie mają pewności, że to im coś pomoże.
- Meph, zajmij się nim ja poszukam Babel – wyszeptała, sama nie wierząc, że te słowa wyszły z jej ust. Kiedy diabeł miał coś powiedzieć, ona szybko ruszyła w stronę najdalej oddalonej od kota kapsuły. Dotknęła szkła licząc na to, że rozpadnie się podobnie jak wcześniejsze. Jednak nic się nie stało. Z niepokojem spojrzała na kota. Leżał jakby nic się nie stało, z rozbawieniem w oczach. Nawet nie drgnął, gdy z całej siły uderzyła w tafle szkła.
- Czemu? Mephisto! – krzyknęła do chłopaka stojącego między zwierzęciem, a nią. Odwrócił się instynktownie i wtedy bestia szybko poderwała się z ziemi i skoczyła centralnie na plecy diabła, przewracając go i łamiąc mu kości. Kot nachylił się nad nim pokazując olbrzymie kły. Jeden kęs wystarczyłby, by odgryźć diabłu głowę. Białowłosy zawył z bólu, pełnym cierpienia wzrokiem spojrzał na sparaliżowaną przez strach nimfę. To znów się działo, po raz kolejny miała patrzeć, jak on znika. Miał zostawić ja samą z tym wszystkim i pozwolić popaść rozpacz i obłęd? Już teraz czuł, że jej dusza jest wyczerpana, że nie poradzi sobie i na zawsze straci to wszystko, nad czym tyle pracowali. Znów stanie się bezwzględną maszyną do zabijania. Tym razem nieodwracalnie. Nie mógł na to pozwolić. Szczególnie teraz, gdy jest tak blisko rozwiązania zagadki. Spiął wszystkie mięśnie i trzasnął kota skrzydłami. Ten niewzruszony złapał jedno z nich zębami i jednym płynnym ruchem wyrwał. Pomieszczenie wypełnił przeraźliwy krzyk.

Sari z przerażeniem patrzyła jak część ciała jej kontrahenta zostaje rzucona na drugą część pokoju. Głuchy dźwięk towarzyszący uderzeniu, rozbrzmiał w jej głowie jak odgłos tysiąca dzwonów. To musiał być sen, obślizgły koszmar, z którego obudzi się zlana potem, a to przebudzenie przyniesie ulgę, że to nie dzieje się naprawdę. Widok krwi spływającej kotu z pyska i otępiałego od bólu Mephisto zatrzymało jej serce, by w następnej chwili ruszyło z niewyobrażalnym tempem. Zachwiała się robiąc nieznaczny krok do tyłu. Czuła ból fragmentu swojej duszy. Po policzkach spływały jej łzy, nie wiedziała co robić. Przy kolejnym kroku potknęła się i upadła na podłogę. Z przerażonym wzrokiem cofała się po ziemi, co chwilę upadając na zimną posadzkę. Chciała się obudzić, teraz, natychmiast! Jednak podświadomość uparcie powtarzała, że to nie sen, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, straci nie tylko Mephisto, ale życie. Cała się trzęsąc błagała w myślach, by ktoś ją uratował. Ślepia kota wydawały się świecić, w sztucznym świetle pomieszczenia. Nimfa zamarła, wpatrując się w jego oczy zrozumiała coś, co od piętnastu lat tłumiła w sobie. Obraz dawnej siebie nałożył się na rzeczywistość. Leniwe kroki czarnej pantery, wydawały się być jej własnymi, a ona? W tej chwili była ofiarą, taką samą jak setki tych, których pozbawiła duszy. Jej ciało przestało się trząść. Spuściła wzrok, a jej spojrzenie spochmurniało. Strach odszedł na krańce umysłu pozostawiając jedynie szaleństwo. Tak, to było to samo uczucie, jakie zawsze nawiedzało ją w chwilach samotności. Zżerające od środka, sprawnie trawiące zdrowy rozsądek, a co za tym uwalniające prawdziwe oblicze tych pięknych przezroczystych stworzeń, jakimi są nimfy. Gdy podniosła wzrok już nie była kapryśną, zrozpaczoną Sari. Nie… Istota, która się podniosła była bestią. Szaleńczy uśmiech wypłynął na jej usta, a świecące oczy obrały na celownik swoją ofiarę. Nimfa zniknęła, by chwilę później pojawić się na grzbiecie pantery. Zwierze czując intruza na sobie przeturlało się, z całej siły gniotąc wszystko, co znalazło jej się na drodze. Nimfa, w tym czasie, zdążyła już się ulotnić. Stanęła centralnie przed łbem kocura i nachyliła się by spojrzeć mu wyzywająco w oczy. Z jej ust wydobył się szaleńczy chichot. Kot zaatakował, jednak po raz kolejny napotkał powietrze. Prychnął niezadowolony i nadzwyczaj szybkim ruchem odwrócił się nokautując dziewczynę. Ta pod wpływem uderzenia odleciała kawałek i z całej siły uderzyła o zbiornik. Oczy zaszły jej mgłą, a w uszach zaszumiało. Na wpółprzytomna dostrzegła rozmazaną postać stojącą u boku pantery. Wydawało się, że kłuci się z kotem, jednak szum w uszach skutecznie zagłuszał słowa. Zwierze prychnęło lekceważąco, a postać podeszła do nieprzytomnego Mephisto.
- Nie… nie… waż… się… go… - wysapała. Wzięła głębszy wdech – dotykać… – wysyczała cicho. Następnie z głuchym dźwiękiem upadła na ziemie. Uderzenie pantery okazało się zbyt silne dla jej drobnego ciała, z każdą chwilą traciła przytomność.
- Spokojnie, już dobrze - To były ostatnie słowa, które przedarły się przez jej zmęczony umysł.                        
   
_________________________
Oto i część druga, przyznam się, że przyjemnie mi się ją pisało :D
Chciałam jeszcze tylko dodać, że muzyka do tego rozdziału wyjątkowo podbiła moje serce, partią skrzypiec, która jest ach i och. No nic do zobaczyska w kolejnym poście
Pokaż wszystkie (17) ›
 

livli5
 


Rozdział 12 część 1

Ciepłe łzy spływały po policzkach pozostawiając po sobie mokre ścieżki. Żal zaciskał pętle na rozdartym sercu, pozbawiając resztek tchu. Obrazy przeszłości męczyły umysł krok po kroku odbierając zdrowy rozsądek i sprawiając ogromny ból. Mijały godziny, a jej mózg tworzył coraz gorsze koszmary nie dając zaznać spokoju. Widziała wszystko, o czym pragnęła zapomnieć.
To piekło – przemknęło jej przez myśl. Wykończona uśmiechnęła się delikatnie. Jeśli naprawdę umarła, to on też tu musi być.
- Mephistophelesie – wyszeptała ochrypłym głosem.  – Mephisto…
Otaczająca ją pustka pożerała każde wypowiedziane przez nią słowo, pozostając niewzruszona na imię jednego z wysokich diabłów.  
- Mephistophelesie – wrzasnęła w przestrzeń z wściekłością otwierając szeroko swoje świecące oczy. Otaczająca ją pustka pękła, jakby była zrobiona ze szkła, tysiące malutkich pęknięć wpuściło drobne paski światła. Uśmiech nimfy poszerzył się. Wyciągnęła swoją przezroczystą rękę i pstryknęła pozostałości otaczającej ją skorupy. Szklane odłamki posypały się wraz z wylewającą się wodą na podłogę odsłaniając ukryte pomieszczenie. Sari ostrożnie wyszła z czegoś na kształt kapsuły i rozejrzała się. Sporych rozmiarów pokój oświetlony był ciepłym światłem umieszczonym centralnie pod kamiennym sufitem. Poczekała chwile, aż jej wzrok przyzwyczai się do jasności. Na ścianach widniały zawiłe symbole. W pomieszczeniu nie było niczego. Jedynie kapsuły podobne do jej własnej ustawione w okręgu, stały dumnie kryjąc swoją zawartość w ciemnej jak smoła cieczy. Serce dziewczyny zabiło szybciej.  Pomimo psychicznego wyczerpania, była pewna, że cała jej kompania znajduje się w tym pokoju. Z żołądkiem podchodzącym do gardła podeszła do pierwszej kapsuły. Już miała ją robić, gdy dotarło do niej, że owych zbiorników jest piętnaście i nie muszą koniecznie zawierać jej przyjaciół. Poprawka, czternaście, bo jeden już zniszczyła. Zagryzła z nerwów dolną wargę i zajrzała do środka najbliżej niej. Przez ciemną ciecz w środku, nie była w stanie niczego zobaczyć, jednak czuła w niej jego obecność.
- Trudno, raz kozie śmierć – westchnęła i wyciągnęła rękę w stronę tafli. Zamarła w pół ruchu sparaliżowana warczeniem za swoimi plecami. Powoli odwróciła się, by stanąć twarzą w twarz, a dokładniej pyskiem czarnej pantery, której łeb był dwukrotnie większy od jej głowy. Złote ślepia kota wpatrywały się w nią z wrogością. Zadrżała jak osika. Stanowczo miała dość atrakcji dzisiejszego dnia, a tym bardziej dużych zwierząt, ostrzących na nią zęby. Kocur leniwie pomachał długim ogonem i usiadł bacznie obserwując intruza. Nie miała gdzie uciekać, nawet nie łudziła się, że przeżyje starcie z panterą. Jeden ruch i prawdopodobnie będzie martwa, już tak całkowicie na serio. Ta myśl niemiłosiernie ją wkurzyła. Włosy zapłonęły jej z wściekłości, a powietrze wokół niej podgrzało się o kilkanaście stopni. Ma zginąć bez ujrzenia ostatni raz Mephisto i wygarnięcia Babel wszystkich życiowych uraz? Ich niedoczekanie!  Kot zjeżył się i ukazał sporych rozmiarów kły, ostrzegawczo warcząc.
- Zapomnij – wysłała w stronę kocura, następnie zrobiła krok do tyłu i dotknęła tafli szkła. - Mephisto długo zamierzasz tak spać?! - krzyknęła nerwowo. Pantera zareagowała natychmiast rzuciła się do gardła dziewczyny. Sari zamknęła oczy ze strachu czekając na śmiercionośny cios, mający zakończyć jej żywot. Jej umysł podsuwał jej wyobrażenie rozrywanych mięśni i kości. Skuliła się w sobie i jeszcze bardziej przylgnęła do kapsuły. Dźwięk tłukącego się szkła wydawał się jej być łamaniem kości. Uchyliła lekko oko i dostrzegła, że obok jej głowy wystaje ręka hamująca mordercze zamiary zwierzęcia. Wszystko działo się, jakby w zwolnionym tempie. Szkło zbiornika, o które się opierała rozleciało się na drobne kawałki, przypominające spadające gwiazdy na tle czarnej cieczy. Kościste skrzydła diabła zasłoniły dziewczynie widok, a ciepłe ramiona powstrzymały ją przed upadkiem.
Pantera odskoczyła do tyłu unikając nadzwyczaj szybkiego ataku diabła.
- Stęskniłaś się? – wyszeptał z szelmowskim uśmiechem przybliżając dziewczynę do swojego mokrego torsu. Sari zatkało, zdecydowanie to nie był czas na słodkie słówka, jednak w tej chwili nie miała zamiaru mu tego wypominać, cieszyła się, że żyją. Wtuliła się w niego bardziej i załkała cicho. Mephisto widząc to lekko się uśmiechnął i szybko skupił uwagę na czyhającym na nich zagrożeniu.
Olbrzymi kot siedział, wpatrując się w nich z wyrazem niesmaku i pogardy, mówiącym „Serio?”.
___________________
Druga część pojawi się dzisiaj albo jutro jak dam radę by wynagrodzić brak rozdziału w tamtym tygodniu. (o ile dam radę)
  • awatar Zakira Luna: Widzę że u naszej na pozór twardej, wyrachowanej bohaterki pojawia się coś na kształtt wyższych uczuć :3 Co do kota, to wydaje mi się, że miałaś bardzo dobrego modela ;) P.S. W pierwszym akapicie stanowczo nadużywasz zaimka ,,jej'' a jako wynagrodzenie braku rozdziału w tamtym tygodniu życzę sobie część drugą jsk najszybciej:P
  • awatar Lisa Angels: Widzisz tak to jest gdy na szybko robisz korekte
  • awatar Kate - Writes: (diaboliczny chichot) Mam co czytać! Lisa jest taka kochana! Jak ty to robisz, że czytający zawsze potrafi się wczuć w twoje dzieło? Ja też chce tak umieć. Memphisto jest jak zawsze boski, a w twojej Sari widzę cząstkę samej siebie. Ponawiam pytanie: jak ty to robisz? PS Zapraszam do siebie. Weź coś pokomentuj, bo mnie dołuje to, że mnie nikt nie czyta.
Pokaż wszystkie (10) ›
 

livli5
 


Rozdział 11

Zapadła ciemność, zabierając z sobą cały ból. Sari była pewna, że umarła i z jakiegoś powodu nie mogła się zdecydować, co ją pierwsze wykończyło. Żrące jezioro, czy zębata bestia. Obie opcje jej się zbytnio nie podobały.  Zastanawiała się, co ją teraz czeka, w końcu nie codziennie się umiera. W oczekiwaniu na to „coś”, wspominała ostatnie chwile swojego życia. Przypomniała sobie przerażający widok rozpadającego się ciała Mephisto. Ścisnęło ją na tą myśl serce. Zawsze myślała, że gdy dojdzie do tego, wreszcie się uwolni od niego, więc czemu brakło jej tchu? Kontrakt wiążący ich dusze był nierozerwalny i wieczny. Nie ważne, co musiał zostać dopełniony. Uśmiechnęła się do siebie. Przypomniała sobie ten feralny dzień.
Było to piętnaście lat temu. Sari uciekała przed wściekłymi właścicielami wioski, która wywróciła się parę minut temu do góry nogami. Młoda nimfa znikała i pojawiała się, doprowadzając swój pościg do białej gorączki. Śmiejąc się radośnie niepostrzeżenie zamieniła się rolami z swoimi oprawcami. Sprowadziła ich w głąb opuszczonego lasu, gubiąc każdego po kolei w gęstym borze. Z zachwytem patrzyła na strach w ich oczach, na niepewne spojrzenia. Pełne trwogi nawoływania w nadziei, odnalezienia drogi. Bawiła ją ta zabawa. Przerażone dusze niewinnych, były najwspanialszym posiłkiem. Starannie wybierała ofiarę, której strach był największy i pożerała jego ciało i duszę. Z krwiożerczym instynktem sadysty znęcała się nad ofiarami, ostatecznie składając na ich wargach śmiercionośny pocałunek. Zwodziła je obiecując to, o czym marzą. Mąciła ich umysły i doprowadzała do szaleństwa dla zabawy. Jednak tego dnia było inaczej. Gdyż w lesie pojawiła się osoba nieodczuwająca lęku. Nimfa przyglądała się kobiecie, beznamiętnie spoglądającej na trupy, na których Sari zwykła mieć posłanie. W tej chwili mierzyły się wzrokiem. Sari z zachwytem wpatrywała się w amarant jej oczu, aż skrycie zapragnęła dołączyć ciało kobiety do swojej nietypowej kolekcji. Zapragnęła skosztować tej pozbawionej uczuć duszy, zasmakować jej wspomnień i delektować się ciepłą posoką. Zadrżała z ekscytacji i zmysłowo oblizała usta. Niewzruszona postawa amarantowo-okiej tylko pobudziła jej niepohamowany apetyt. Rozłożyła się na swoim posłaniu, kładąc rękę na czaszce martwego truchła.
- Skoro tu jesteś, musisz mieć jakieś życzenie – zaczęła lekko przechylając głowę. Jako nimfa potrafiła zaglądać ludziom do umysłu, jednak nie jej. Ona wydawała się nie być żywą istotą. To był pierwszy raz, gdy nimfa poczuła wobec niej strach. Wydawało się, że kobieta nie odpowie, jednak, gdy nimfa już miała zniknąć, ta otworzyła powoli usta.
- Jest ktoś, kto chce cię poznać – głos szarowłosej rozniósł się echem po lesie, przyprawiając Sari o dreszcze. Nimfa spojrzała podejrzanie na kobietę.
- To, czemu nie przyszedł. Bał się? – zapytała z psychopatycznym uśmiechem.
- Nie. – Kobieta wyciągnęła z torby flakonik i otworzyła naczynie wypuszczając z naczynia dryfującą duszę.  Światełko lekko wysączyło się przez cienką szyjkę i przybrało postać ducha. – To jest zabłąkana dusza nieśmiertelnego, jedyne, co może ją unicestwić to pożarcie. Więc nie krępuj się.
Sari siedziała oniemiała wpatrując się to na ducha, to na kobietę. Właśnie dostała propozycję zjedzenia nieśmiertelnego. Nimfa zniknęła z swojego posłania i chwile potem pojawiła się za szarowłosą. Przejechała swoim przezroczystym palcem po jej skórze na karku. I zamierzyła się by gryźć się w jej kark, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Jednak, zanim jej to się udało, kobieta wyparowała pozostawiając po sobie jedynie znaki na ziemi i flakonik z duchem. Sari parsknęła niezadowolona z faktu, ze uciekł jej tak smakowity kąsek. Cynicznym wzrokiem zmierzyła nieszczęsną duszyczkę. Westchnęła. Nie lubiła marnować jedzenia. Więc podeszła do ducha i złożyła na jego ustach pocałunek. Dusza niczym dym wsiąkał w jej ciało. Po posiłku odepchnęła głęboko, nieśmiertelni byli tacy smaczni. Z błogim uśmiechem wróciła na swoje trupie posłanie i zaczęła delektować się smakiem pozostawionym w ustach. Złapała resztki duszy i zajrzała do jej wspomnień. I wtedy stało się coś dziwnego. Całym jej ciałem wstrząsnęły torsje. Z łzami w oczach złapała się za gardło, które wydawało się rozsadzać ją od wewnątrz. Miała wrażenie, że za chwile zwymiotuje. Z jej ust zaczął wylatywać świecący się dym. Sari łkając, błagała w myślach by to się skończyło. Po godzinie męki na wpół przytomna patrzyła na istotę, która wyszła z jej wnętrza. Przed nią stał średniego wzrostu chłopak o długich białych włosach. Wpatrywał się w nią stalowymi oczami pozbawionymi uczuć. Z jego czoła wyrastały dwa podkręcone rogi, z ramion wystawały kościste pozostałości skrzydeł. Stał przed nią nagi, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy. Podszedł do niej powoli jak do płochliwego zwierzęcia i delikatnie wziął ją na ręce, bojąc się, że zbyt mocny dotyk uszkodzi tą delikatną istotę. Ostatnie, co zobaczyła przed całkowitym zemdleniem to czuły uśmiech białowłosego.
To było ich pierwsze spotkanie. Nie mogła uwierzyć, że tyle się pozmieniało od tamtego czasu. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. W końcu, jako małżeństwo dusz ich kontrakt nie mógł od tak wyparować. Trzęsąc się żałowała, że przez ten czas nigdy nie wyznała mu uczuć. Mógł być przerażający, ale był fragmentem jej duszy i to dzięki niemu poznała tyle nowych rzeczy, poskromiła swój instynkt i zwiedziła przeróżne zakątki świata. To dzięki niemu zmieniła się… Przed oczami stanął jej uśmiech Mephisto. Na myśl, że za życia powinna częściej wywoływać na jego twarzy ten wyraz twarzy, całkowicie się rozpłakała.  

__________________________    
Ta powinnam uczyć się bajologii i chemii, a tu siedzę i pisze rozdziały. Ech więc jak widać wżucam kolejny rozdział :D
  • awatar SallyLou: Ta moje przemyślenia z wczoraj: Olać naukę, byleby ten rozdział był :) Świetne jak zawsze, a motyw pożarcia duszy boski. Masz boskie pomysły :D
  • awatar Kate - Writes: O, widzę coś nowego. Pożarcie duszy było extra. Ja tez olałam naukę i pisałam rozdział, tylko, że w moim przypadku zignorowałam fizykę, której powinnam się nauczyć i czasowniki nieregularne z niemca.
  • awatar ღ Colour of your dreams ღ: Ekstra :D zapraszam do mnie :D
Pokaż wszystkie (7) ›
 

livli5
 
Rozdział 10


Mephisto zwięźle opisał wstępny plan. W końcu nie mogli sobie pozwolić na bezmyślne spotkanie z istotą, która prawdopodobnie mogła pozbawić ich życia w ciągu paru sekund. Starannie opracowywali możliwe scenariusze. Dobierali najlepsze wyjścia. Czas płynął, księżyc powoli zaczął zasłaniać słońce, przypominając o końcu dnia. Z chwilą całkowitego zaćmienia rozmowy ucichły. Na piasku pojawiły się kręgi. Wzór rozprzestrzeniał się po całej plaży zwiastując pojawienie się oczekiwanej przez nich osoby.
Szła od strony lasu, bosymi stopami pozostawiając ledwo widoczne wgłębienia. Peleryna szeleściła cicho na wietrze, odkrywając, co chwila odziane w szary materiał ciało kobiety. Szeroki kaptur skutecznie zasłaniał jej twarz. Jedynie białe pasma włosów uciekły z pod jego kontroli, powiewając teraz delikatnie wraz z podmuchami powietrza. Istota zatrzymała się parę kroków od Mephisto.
- I jak? Znalazłaś coś?
Podniosła nieznacznie głowę, zerkając spod kaptura na diabła. Jej różowawe usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu.
- Oczywiście, że tak. – Jej głos poniósł się echem i spowodował dreszcze u wszystkich obecnych poza samym diabłem. Nimfa niepewnie zerkała na Babel. Zdawała sobie sprawę z jej niesamowitych zdolności, ale to jedynie pogarszało jej lęk. – Jeśli nie macie nic przeciwko zaczęłabym już teraz. W przeciwieństwie do was mam obowiązki. – stwierdziła zimnym głosem i podeszła do jeziora. – Macie iść za mną, jeśli ktoś się odłączy, to nie gwarantuję powrotu…
- Co mamy dzisiaj zły humorek? – zapytał jakby nigdy nic diabeł, podchodząc do wyroczni.
- To nie ty musiałeś godzinami trwać w przyszłości. – stwierdziła obojętnie i zrobiła krok do przodu. Z chwilą dotknięcia przez nią wody, zerwał się silny wiatr, niespokojnie miotając materiałem jej płaszcza. Jeden mocniejszy podmuch zrzucił kaptur ukazując lica wyroczni. Elfia twarz kobiety była poryta złotymi wgłębieniami, skutecznie szpecąc jej piękne rysy. Uwolnione włosy wydawały się być teraz wężami kąsającymi w akompaniamencie dzwoniących kolczyków. Babel niezrażona zrobiła drugi krok. Na powierzchni wody pojawiły się zataczające kręgi znaki, podświetlając jezioro. Kobieta wzięła głęboki wdech i pewnie ruszyła przed siebie. Krocząc po wodzie, wydawała się być zjawą dawnej władczyni. Niestety orszak idący za nią nie był już tak spektakularny. Zgarbiona, strzelająca przestraszonym wzrokiem na boki nimfa, kurczowo trzymająca się chłopaka stanowczo niewyglądającego na odpowiednie oparcie, czerwonowłosy Nishi przypominający załamanego boga zemsty i strzelisty Aquasa miotany przez podmuchy wiatru jak samotna gałązka. Wiatr szalał wzburzając wodę jeziora i tworząc na jej powierzchni fale. Babel wbiła wzrok amarantowych oczu w wodę pod sobą. Ciecz zaczęła wirować tworząc podwodny tunel. Schody wiły się w głąb, niebezpiecznie drgając, jakby za chwilę miały zniknąć. Wyrocznia pewnym krokiem ruszyła w dół. Prowizoryczny korytarz wzbudzał w podróżnikach mieszane uczucia. Nie wyglądał na stabilny i na wszelki wypadek nie mieli zamiaru sprawdzać jego wytrzymałości, a szczególności dotykać przezroczystych ścian. Ostrożnie stawiali nogi na stopniach zagłębiając się coraz dalej. Jezioro okazało się o wiele głębsze niż przypuszczali. Schody wydawały się nie mieć końca, a na skórze Babel pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia. W pewnej chwili kobieta zatrzymała się rozejrzała się uważnym spojrzeniem.
- Czemu stoimy? – zapytał Eylass niecierpliwym głosem. Wyrocznia odwróciła się i spojrzała na czerwonowłosego wściekłym spojrzeniem. Głębia jej oczu zmroziła mu krew w żyłach. W tej chwili tunel zadrżał niespokojnie tracąc swoją i tak mało stabilną formę. Babel zachwiała się i w ostatniej chwili złapała równowagę, siarczyście przy tym przeklinając. Czuła, jak po jej ciele przebiegają tysiące małych impulsów elektrycznych. Byli już blisko dna. Musi jeszcze trochę wytrzymać. Wzięła głęboki wdech i skupiła się na odnowie korytarza, gdy znów coś uderzyło w jej prowizoryczny tunel. Po ścianach przeszły wyładowania prądu, ostatecznie skupiając swoją siłę na twórczyni anomalii w jeziorze. Babel zachwiała się i upadł na kolana. Mephisto widząc, co się dzieje złapał jej ramie.
- Szlag – warknął zabierając rękę, pod wpływem mocnego kopnięcia.
- Do diabła! – zawtórowała przestraszonym głosem Sari kurczowo łapiąc się ramienia Mephisto. – Wiedziałam, że to się źle skończy. – cała zadrżała spoglądając przed siebie.
Meph spojrzał ironicznie na nimfę chcąc wtrącić jakąś kąśliwą uwagę na temat jej odwagi, jednak przerażone spojrzenie dziewczyny powstrzymało go i podążył za jej wzrokiem. W ich kierunku płynęło wielkie, zębate coś, niebezpiecznie świecące się w ciemności. To nie zwiastowało niczego dobrego. Bestia krążyła wokół tunelu czekając na okazję, by pozbyć się intruzów. Nie było czasu na myślenie. Mephisto podniósł szybko wyrocznie i rzucił się biegiem w dół. Za nim szybko podążyła reszta. Korytarz, zapadał się za nimi z zawrotną prędkością. Gnali po zdeformowanych schodach, byle tylko dotrzeć do dna. Bestia wyczuwając przyspieszone bicie ich serc, rzuciła się do ataku. Jedna chwila i tunel przed nimi został przerwany przez elektryczną rybę. Zostali uwięzieni. Korytarz rozpadł się z obu stron drastycznie skracając dostępną dla nich powierzchnie. Po policzkach nimfy spływały łzy. Czuła na plecach oddech śmierci. Życie po raz drugi w ciągu parunastu godzin przeleciało jej przed oczami. Złapała diabła za szyję i przyciągnęła składając na jego wargach pocałunek. W tej chwili ściany tunelu pękły zalewając ich wodą. Ciecz uderzyła na nich z ogromną siłą, miotając nimi jak szmacianymi lalkami. Nagły prąd rozłączył ich od siebie. Sari pod wpływem ciśnienia wypuściła resztki powietrza. Dusiła się. W oddali dostrzegła nieprzytomne, unoszące się bezwładnie ciała kompanów. Na jej oczach jezioro pożerało każdego z nich. Ich kończyny stopniowo znikały, aż wreszcie nie pozostał po nich nawet ślad. Z jej ust wydobył się niemy krzyk. Rozpaczliwie łapiąc się za gardło, dostrzegła płynącą frontalnie na nią bestie.      

wodny-potwor,-wodny-smok-174624.jpg


________________
Ok wstawiam i idę spać. Położyłam się dzisiaj około trzeciej, czwartej nad ranem, po urodzinach brata. Impreska przednia, ale teraz nie mam na nic siły...
Pokaż wszystkie (9) ›
 

livli5
 



Rozdział 9
Niedowierzanie, strach, potem ból. Obraz, który jak jad trawił duszę i uczucia. Tysiące myśli, jednak żadna nie zbyt silna by cofnąć czas. Serce staje, zamiera, następnie zrywa się i wraz z łzami smutek swój wylewa. Widok błękitnej toni, i świadomość, że on umarł. Pożarło go jezioro, połknęło strawiło i zniszczyło. Brata mu zabrało… jak i siostrę… Wspomnienia zlewały się, napływały… znikały. Widział czasy, kiedy jeszcze nie wpłynęły na niego wojny i wyprawy. Anabel biegnąca z uśmiechem na twarzy. Erabre śmiały i dumny, pełny radości, wiary. Tamte czasy minęły, już od lat, uśmiech jego siostry zgasł. A teraz… i brata mu czas zabrał. Zimny piasek pod jego stopami boleśnie uświadamiał mu, że to nie sen. Tyle lat bronił go przed przeznaczeniem, by dziś oddał ducha za legendę. Za tajemnicę, której bronił.
Asha… To ona go zabiła… Nie na rękę jej był odmieniec, który zdradziłby jej kryjówkę, więc go utopiła. Pogrzebała tajemnicę w odmętach śmiercionośnego jeziora. Ten śmiech, mrożący krew w żyłach, należał z pewnością do niej, rozkaz też był jej…, więc... i ona musi zginąć. Nieważne jak i gdzie, znajdzie ją i zniszczy, by poczuła smak bólu. Z chęcią otworzy jej drzwi do piekieł i powierzy najokrutniejszym demonom, jeśli będzie trzeba. On nie żyje… więc i ona umrze.
Łzy już dawno przestały płynąć, zastąpione myślą o zemście. Trawiła jego duszę, lecz gdyby nie myśl o niej, pewnie rozpadłby się pod ciężarem  rozpaczy. Zdawał sobie sprawę, że to jego wina, jednak umysł nakazywał obwiniać Ashe, i nie tylko ją. Z każdą kolejną chwilą, gromadziły się w nim negatywne myśli zrzucające winę na cały otaczający go świat. Na Sari, która nic nie zrobiła, na Aquasę, który go powstrzymał. Miarka się przebrała, gdy dostrzegł radosny uśmiech Mephisto. Chęć mordu zawrzała w nim na tyle mocno by mógł spopielić go wzrokiem. Jednak ten niezbyt przejął się jego zamiarami. Stał niewzruszony ciesząc się do siebie. Czuł się geniuszem. Ekscytacja, tym, że prawdopodobnie odkrył tajemnice zapomnianą tysiące lat temu, biła właśnie z jego oczu. Jedno skiniecie głowy nimfy, potwierdziło jego przypuszczenia.    
- Uważam, że Asha jest gdzieś w tej okolicy. Po głębszej kalkulacji, mogę nawet stwierdzić, że może znajdować się nawet na dnie jeziora. – Mephisto z dumą popatrzył na rozciągającą się przed nim taflę wody. Wydawał się być zwycięzcą, jakiejś wielkiej wojny, która nie miała nigdy miejsca.
Sari wlepiła wzrok w swojego kontrahenta. Pomimo swojego wieku i mądrości, sprawiał teraz wrażenie nieczułego idioty, wyruszającego na wielką wyprawę. Jego srebrne oczy miały ten swoisty błysk szaleństwa, a białe włosy lekko powiewały na wietrze, dodając jego młodzieńczej twarzy uroku.
- Pogrzało cię?! – wrzasnęła na chłopaka. – Nie widziałeś co się stało z Erabre?! Jak niby coś miałoby przeżyć w tym czymś?! – Wskazała palcem na jezioro. W jej głowie mieszały się różne sprzeczne uczucia, nie wiedziała, co ma robić i jak się zachować, a sytuacja wcale nie podpowiadała jej mądrych rozwiązań. Mephisto spojrzał na nią jakby to ona była niespełna rozumu.
- Jak to jak? Są miliony sposobów.
Nimfa westchnęła zrezygnowana, nie miała weny na kłócenie się z diabłem. Było to zbyt uciążliwe.
- No dobrze – zaczęła sceptycznie – załóżmy, że tam ją znajdziemy, ale skąd ci przyszło do głowy, że ona tam jest?
- Teraz nie jest to ważne.
- Właśnie, że jest, za żadne skarby nie wejdę do tej wody. Życie jeszcze mi miłe.
- Droga Sari, nie masz wyboru. Kontrakt zobowiązuje, tak gdzie ty, tam i ja. Tam gdzie ja, tam i ty. Nie musisz się obawiać, zawiadomiłem Babel o naszej wyprawie.
Nimfa zadrżała. Babel była wyrocznią i już dłuższego czasu nie musiała się z nią widzieć. Za co była wdzięczna losowi. To przez nią zawarła ten koszmarny kontrakt z diabłem.
- I co powiedziała? – Zapytała, bojąc się odpowiedzi.
- Ach, no tak. Stwierdziła, że to szaleństwo…
Zapadła głucha cisza. Umysł nimfy trawił słowa, jak jej żołądek celulozę, czyli w ogóle. Wzięła kilka głębokich wdechów, by nie złapać Mephisto za włosy i nie posłać go tam, gdzie bardzo chciał zabrać ich dwójkę.
 - Już chyba całkowicie padło ci na mózg, jeśli Babel mówi, że to niewykonalne to oznacza, że to niemożliwe. – ostatnie słowo pokreśliła ze złością.
- …ale w to wchodzi. Stwierdziła, że moje przypuszczenia, są bardzo prawdopodobne i szkoda, byłoby tego nie sprawdzić. Mamy na nią poczekać, aż znajdzie odpowiedni sposób na wejście pod powierzchnię bez strat w ochotnikach.
- Ja pójdę pierwszy. – zadeklarował Eylass przypominając reszcie o jego obecności.
- To szaleństwo! To nie twoja wina, nie musisz rzucać się na pożarcie wilkom! Meph powiedź mu coś!
- Witamy na pokładzie.
Nimfa załamała ręce. Do diabła z facetami…

_________________
Krótki, bo nie wiem, czy w weekend dam radę coś dodać. Jeśli uporam się z biologią matematyką i angielskim, to powinnam jeszcze coś wstawić.
Pokaż wszystkie (9) ›
 

livli5
 



Rozdział 8

W powietrzu rozniósł się śmiech mrożący krew w żyłach. Upiorny chichot płoszył siedzące w koronach drzew ptaki pobudzając je do lotu. Nimfa wzdrygnęła się pod pływem upiornego dźwięku. Odwróciła się w stronę odgłosu. Erabre stał wolny, a u jego stóp leżał śpiący w najlepsze smok. Śmiech wyraźnie dochodził od niego, jednak on sam nie poruszał ustami. Amulet na jego szyi uniósł się w powietrzu. Chichot ustał.
- Chodź do mnie – słodka jak miód komenda rozniosła się echem. Chłopak płynnym ruchem skierował się w stronę stojącego w osłupieniu brata.
- Sari przestań, to nie jest śmieszne. – nerwowo stwierdził Eylass i zerknął na nimfę.
- To nie ja! – zaprzeczyła drżącym głosem. Dragon popatrzył na brata z przestrachem, jak ten zbliża się do niego. Eylass podniósł gardę, by odeprzeć ewentualny atak, jednak młodszy z braci ominą go, jakby go nie dostrzegał.
- To nagroda za szukanie mnie. – Czerwonowłosy szybko się odwróciłby dostrzec swojego młodszego brata przekraczającego linię brzegu.
- Erabre, stój! – Czerwonowłosy rzucił się w stronę brata, zrozumiawszy jego słowa.  
Chłopak zrobił nie całe dwa kroki, gdy grunt zniknął mu z pod nóg i całkowicie zapadł się pod powierzchnię śmiercionośnego jeziora. Czas zwolnił, czerwonowłosy widział jak woda bezwzględnie pochłania swoją ofiarę. Dragon nie myśląc nad konsekwencjami już miał podążyć za bratem, gdy pochwyciły, go czyjeś ręce. To był Aquas.
- Puść mnie! Musze go ratować! – wrzeszczał zrozpaczony, próbując się wyrwać. – Jeszcze nie jest za późno! Puszczaj! – Po paru minutach przestał się ruszać, jego oczy zaszły łzami. Tracąc oparcie zielonowłosego opadł bezwładnie na kolana i tępo wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą jezioro pożarło jego brata. Jakby z nadzieją, że ten wynurzy się cały i zdrowy… Jednak to miało nigdy nie nastąpić. W ciszy, ronił łzy, czuł na sobie współczujące spojrzenia. Z każda sekundą, docierało do niego, co się przed chwilą stało. Nie było szans, by Erabre mógł przeżyć kontakt z żrącą wodą. Przerażająca myśl, że przed chwilą jego braciszek został rozpuszczony wstrząsała nim doszczętnie. Z jego gardła wyrwał się przepełniony rozpaczą ryk. Uniósł twarz ku niebu i zawył żałośnie.

- Eylass… - zaczęła nimfa, robiąc krok w jego stronę. Dźwięk własnego imienia wyrwał mężczyznę z amoku. Właśnie zdał sobie sprawę, że siedzi na zimnym piasku, już od paru dobrych godzin i wpatruję się tępo w jezioro. Zrozumiał wagę popełnianych przez całe życie błędów.
- To dla tego, że go nie posłuchałem… - wyszeptał – ostrzegał mnie… więc czemu, to jego zabrała?! To miałem być ja! Co ja zrobiłem?! – Czuł dreszcze na całym ciele. Sari nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie. Ten zawsze dumny, opryskliwy mężczyzna nie pokazywał najmniejszej kruchy na polu bitwy. Bezwzględnie zabijał, gdy musiał to zrobić i nie drgnęła mu przy tym nawet powieka. Nie ważne kto to był…
- Eylass… nie mogłeś tego przewidzieć… - zaczęła niezdanie, starając się pocieszyć mężczyznę, choć w małym stopniu zabrać mu z barków ból po stracie bliskiej osoby. Pomimo gróźb, jakie kierowała w stronę Erabre, nigdy nie myślała, że one się spełnią. Co gorsza, bez jej inicjatywy i rezultatów, jakie miały przynieść. Nie dość, że Dragon stracił brata, to cała ich drużyna straciła jedynego informatora, którego śmierć tylko potwierdziła wagę jego osoby. Prawdopodobnie ich jedyna szansa na odnalezienie Ashy zniknęła w głębinach jeziora…
Eylass nie odpowiedział, jedynie podniósł się z klęczek. Jego spojrzenie przybrało zdeterminowany wyraz.
- Znajdę ją, nawet z cenę życia i zmuszę by go oddała.
- I co chcesz niby zrobić? Eylass nie ważne co mówią legendy, ona nie może wskrzeszać zmarłych.
-  W takim razie poślę ją do niego, by sprowadziła go z powrotem.
- To chore jak niby chcesz to zrobić? – zapytała z niepokojem w głosie. Czerwonowłosy zastanowił się chwilę, jego zmęczony mózg pracował na pełnych obrotach. Wtem dobiegł ich głos Mephisto, stał z szerokim uśmiechem na ustach. Jego wyraz twarzy stanowczo nie pasował do sytuacji.
- Mówiłaś, że coś ci nie pasowało w wspomnieniach Erabre, wspomniałaś, że całymi dniami siedział nad jeziorem i nic nie robił. To było tutaj?
Nimfa zbita z tropu rozejrzała się po okolicy. Skinęła niepewnie na potwierdzenie. Uśmiech białowłosego, poszerzył się, jego oczy błyszczały od ekscytacji. Ta jego radość, doprowadziła zdruzgotanego Nishi do białej gorączki. Jak on śmiał, zawsze uważał, że jest nieczuły, ale nie sądził, ze aż w takim stopniu.

_______________
Wybaczcie za jakość, nie ważne jak próbuje to podrasować nie wychodzi. Do tego wyszedł strasznie krótki
Pokaż wszystkie (10) ›
 

livli5
 


Rozdział 7
W pomieszczeniu zapadła cisza, czerwonowłose rodzeństwo mierzyło się ostrym spojrzeniem.
- Przekonajmy się, jeśli mnie nie zaakceptuje poddam się.
- Zdajesz sobie sprawę, że może cie zabić?
- Mam to gdzieś – odpowiedział całkiem poważnie. Erabre zagryzł dolną wargę mocno się zastanawiając nad odpowiedzią. Po chwili jego usta rozszerzyły się w szerokim uśmiechu.
 - Doskonale. W takim razie zabieraj z sobą tą wesołą gromadkę i wynoś się z mojego domu. Za godzinę masz się wstawić sam nad brzegiem jeziora dusz. Jeśli zobaczę, że jesteś z kimś jeszcze, nie zaprowadzę cię do niej. Radzę ci wziąć jakąś broń. – powiedział zadowolonym głosem, jednak jego oczy skrywały niebezpieczny błysk w oku. Eylass zdezorientowany nagłą zmianą zdania brata wstał i jedynie skiną mu na potwierdzenie głową. Następnie zniknął za kuchennymi drzwiami. Po chwili cała trójka opuściła mieszkanie Erabre.
Chłopak opadł na poduszki swojego posłania.
- Co ja robię? Jak Asha się dowie to mnie ukatrupi. Ba, nie tylko mnie. – westchnął przeciągle. Przeniósł wzrok na leżący obok łóżka miecz. Powoli podniósł się i wziął klingę do ręki. Balansował ją przez chwilę przyglądając się srebrnemu ostrzu, następnie odłożył ją z powrotem koło łóżka. Wypuścił powoli powietrze z ust i wstał z posłania. Ruszył w kierunku szafy stojącej blisko drzwi. Odsunął ją i napotkał pod nią niedużą wnękę. Ostrożnie wyciągnął z niej zawiniątko. Zdmuchnął z niego kusz i odwinął dwa sztylety o białych klingach. Odłożył materiał na bok i podobnie jak z mieczem zaczął balansować ostrza w dłoniach. Idealnie wyważone sztylety, zrobione z kości stalowych tygrysów wydawały się być stworzone specjalnie dla niego. Erabre chwilę obracał je w dłoniach, by po chwili schować zza pas. Przesuną szafę z powrotem na swoje miejsce i łapiąc jeszcze stojący koło łóżka miecz, wyszedł z mieszkania i ruszył w kierunku miejsca wyznaczonego spotkania.


- Jak to mamy ci pozwolić iść samemu? – zapytała oburzona tym pomysłem Sari.
- To był jego warunek.
- A co mnie tam jego warunki! Z tego, co zrozumiałam, to mam siedzieć na tyłku i czekać, aż zgarniesz nagrodę? Wypraszam sobie! – Sari z wściekłym wyrazem szła przed siebie szukając wzrokiem znajomych twarzy.
- Jak tylko dowiem się o jej lokalizacji, powiadomię was i do mnie dołączycie.
- Ta, jasne, i tak pójdę z tobą, czy chcesz, czy nie.
- Mephisto się wkurzy…
- A co mnie tam ten stary pryk. Myśli, że nasz kontrakt upoważnia go do wydawania mi poleceń. Phi. Kiedyś się przeliczy.
- Ekhem, co mówiłaś? – Nimfa zamarła w pół ruchu i wolno się odwróciła. Mephisto stał z założonymi rękami i wpatrywał się w nią surowym wzrokiem.
- A nic… - zaczęła nerwowo. Wbrew jej wcześniejszym słowom, przy nim była potulna jak baranek.
Eylass skrócił całą sytuację, Mephisto stał rozważając różne możliwości.
 - Sari pójdzie z tobą. – stwierdził z uśmiechem na ustach.

Jezioro odbijało pomarańczowe promienie słońca, oświetlając twarz Nishi wpatrzonego w nieprzeniknioną tafle wody. Ubrany w skórzany strój do ćwiczeń i wilcze furo przywodził na myśl wojownika pradawnego plemienia. Szary kaptur skrywał pozbawioną uczuć twarz, a oczy błyszczały w pomarańczowym świetle. Słysząc kroki nawet nie myślał się odwrócić, doskonale znał osobę stojącą koło niego.  
- Idziemy? – zapytał przystając na złotym piasku.
Słysząc słowa brata źrenice chłopaka rozszerzyły się całkowicie pochłaniając złoty kolor jego oczu. Erabre szybkim, płynnym ruchem wyciągnął zza pasa sztylety i z zaskoczenia skierował je w stronę Eylassa. Nishi odruchowo zrobił unik, jego oczy rozszerzyły się z dziwienia. Przed nim stał jego młodszy brat z mordem w oczach. Dragon pośpiesznie wyciągnął swój miecz parując kolejny atak. Nie rozumiał, co się dzieje. Ciosy następowały jeden po drugim, dźwięk ścieranych z sobą ostrzy roznosił się echem po okolicy. Eylass z każdym atakiem miał coraz większy problem parować ciosy, a Erabre wydawał się, z każdą sekundą robić coraz szybszy i zwinniejszy. Dragon nigdy jeszcze nie widział brata w takiej formie. Miał wrażenie, że walczy z dziką bestią. Nie mógł sobie pozwolić na zwykłe uniki, rozpętała się walka. Wojna pomiędzy rodzeństwem. W scenerii zachodzącego słońca ostrza wojowników wydawały się błyszczeć, a świat jakby z zapartym tchem oglądał bieg zdarzeń. Erabre z wyskoku natarł na przeciwnika przycinając mu pasmo włosów i pozbawiając go równowagi. Eylass runął na zimny piasek i w ostatniej chwili przeturlał się na bok. W miejscu, gdzie przed chwilą upadł, wbite były sztylety. Erabre zmierzył brata morderczym spojrzeniem czarnych oczu. Eylassem wstrząsną dreszcz strachu. Oczy bestii przeszywały jego dusze zwiastując nagłą śmierć. Nishi poderwał się z ziemi i zaatakował. Erabre jakby nigdy nic sparował go. Wyprostowany zbliżał się do swojej ofiary. Eylass nie miał wyboru, wyciągnął prawą dłoń w stronę brata i szepną. Młody Dragon ruszył do ataku, podskoczył do góry i napotkał opór ogromnej siły. Pokryte łuskami ciało obwinęło się wokół niego uniemożliwiając mu ruch. Sztylety wypadły mu z rąk. Na próżno próbował uwolnić się z uścisku smoczego cielska. Eylass dysząc ciężko popatrzył na szarpiącego się w amoku brata. Z całą pewnością nie wydawał się być sobą.
- Chyba nie tak się umawialiście. – stwierdziła nimfa materializując się koło starszego z rodzeństwa.
- Nie mam pojęcia, co w niego wstąpiło. Jeszcze nigdy nie musiałem używać przeciw niemu chowańca. – powiedział ciężko próbując ustabilizować oddech. – Zachowuje się jakby coś go opętało…
- Może zazdrość? Nie? To może nienawiść? – podsunęła nimfa o dziwo w bardzo dobrym humorze. Eylass z zażenowaniem zakrył twarz dłonią.
- Sari możesz być, chociaż przez chwilę poważna? To nie czas na twoje zabawy.
- Zawsze jest czas na moje zabawy. – odparła z radosnym uśmiechem nimfa. Następnie podbiegła do szarpiącego się ze smokiem chłopaka, nachyliła się nad nim nieznacznie. – Oj Erabre, ależ z ciebie niegrzeczny chłopiec. Zdajesz sobie sprawę, że za nieposłuszeństwo jest kara? – zapytała szeptem przybliżając się do jego twarzy. – Wiem, że jezioro za naszymi plecami nie bez powodu nazywane jest jeziorem dusz. Woda w nim ma właściwości żrące i momentalnie rozkłada wszystko, czego dotknie. Jezioro dusz, a dokładniej Jezioro rozkładu. Chyba nie masz ochoty na kąpiel. – Nimfa teatralnie wskazała na ta tafle wody za swoimi plecami. – To jak Erabre skorzystasz z ostatniej, pokojowej szansy, czy wolisz byśmy zaczęli używać innych metod.
- Sari…
- Zamknij się! Nie pozwolę by twoje uczucia do tego bachora zniszczyły siedem lat poszukiwań. – warknęła nimfa. – Wyobraź sobie, że jesteśmy o krok od rozwiązania zagadki. A kluczem jest on. – wskazała na związanego chłopaka. – Nie musi być w jednym kawałku by żyć, wystarczy, że nie uszkodzę najważniejszych narządów.
Sari złapała młodego Dragona i zawiesiła mu na szyi nie wielki kamyk. Chłopak czuł jak ciało odmawia mu posłuszeństwa.
 - Oto masz niepowtarzalną możliwość przetestować najnowszy wyrób swoich pobratymców. Kamienie kontroli, dzięki nim można kontrolować osobę posiadającą kamień za pomocą specjalnego zaklęcia. Cudowny prawda? Wstań. – powiedziała twardo, dając znak Eylassowi by wypuścił chłopaka, ten chwilę się wahał i zaprzeczył ruchem głowy.
- Sari uspokój się… - chciał coś dodać, ale widząc ostre spojrzenie nimfy zamilkł.
- Nie jesteś Mephisto nie muszę cie słuchać. – syknęła.
Eylass poczuł jak krew w nim się gotuje podniósł leżący na piasku miecz i skierował go w stronę nimfy.
- Może i nim nie jestem, ale to nie oznacza, że mażesz mnie ignorować.


______________________________________
Buuuuuuuuuuuu z jakiegoś nieznanego mi powodu nie chce mi czytać zdjęć, ba nawet ich wstawić! Agh!!! A mam dla was kolorową wersje rysunku ;(
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Twoje opowiadanie normalnie dech zapiera *-* Śliczne opisy, świetnie wykreowane postacie i dialogi. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :D
  • awatar Paulai: *.*
  • awatar Seiti: Czemu nie skomentowałam? Ach, bo się nie zalogowałam. Niezła walka. Nimfa świetna. Nie wiem, co powiedzieć, bo "Echo" już powiedziało wszystko. :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

livli5
 
Rozdział 6

Ostatnim, co wyryło się na jego powiekach, był obraz nieziemskich oczu, pochłaniających jego egzystencję jak czarna dziura. Czuł słodki smak ust dziewczyny, który odbierał mu dech. Pamiętał przyśpieszony rytm serca i ogarniające go zimno. W jednej chwili poczuł, jak uchodzi z niego życie. Miał wrażenie, że opuścił swoje ciało i… umarł, nie było niczego, co mógłby zrobić. Umysł zawiesił się na pustce, a wszystko w wokół zniknęło, zastąpione przenikliwym chłodem. Ciemność, zimno, a jednak, w powietrzu dało się słyszeć szepty, na tyle ciche, by mogły pozostać niezauważone. Erabre trwał w tej zawieszonej rzeczywistości i z każdą kolejną chwilą miał coraz większą pewność, że rozpada się na małe kawałeczki. „Umarłem”, tej jednej myśli udało się przebić przez pustkę w jego umyślę. „Nie musisz się lękać śmierci” – Usłyszał cichy szept, następnie przed nim pojawiła się istota, powoli podniosła dłoń do ust i położyła na nich palec. Następnie się delikatnie uśmiechnęła i wraz ze wszystkim w wokół rozpłynęła się w powietrzu.  
Chłopak poczuł ciepło rozchodzące się po całym jego ciele.
- Witamy z powrotem. – Otworzył powoli oczy i dostrzegł pochylającą się nad nim wielką trójcę. Na ustach wszystkich malował się uśmiech, tylko, że każdy był, na swój sposób, inny. Erabre jeszcze przez chwilę rozważał, czy nie śpi dalej, jednak stojące nad nim dowody, wystarczająco mu starczyłyby całkowicie się obudził.
- Oj chłopcze, musisz być bardzo samotny. Gdybym wiedział, że zemdlejesz od tak, po jednym całusie, to bym przystopowała troszkę – stwierdziła niewinnie Sari, na co chłopak zrobił się czerwony po same uszy. – A teraz sobie odpocznij, a ja z Aquasą pójdziemy coś zrobić do jedzenia. – Po tych słowach złapała zielonowłosego za rękę i wyprowadziła go szybko z pomieszczenia pozostawiając braci samych.
- Jak się czujesz? – Pytanie zaskoczyło młodego Dragona, był pewny, że brat będzie się z niego nabijał, ten jednak miał lekko zatroskany wyraz, dawno takiego u niego nie widział.
- Hm… chyba dobrze, jednak nie mam pojęcia, co się stało. – wyznał zawstydzony. Po słowach nimfy stanowczo zaprzysiągł sobie, że nigdy nie powie, co mu się śniło przed chwilą. Był pewny, że gdyby Eylass to usłyszał, to by go wyśmiał, a zresztą jak miał niby wyznać, że po jednym pocałunku, myślał, że umarł?  
- To dobrze. – odparł z ledwo słyszalną ulgą w głosie. – Erabre wiem, że możesz się złościć, za tych nieproszonych gości.
- Jakbym to ja ci coś takiego zrobił, to byś mnie przybił do drzewa i kazał pozostać tak na tydzień. – stwierdził rozeźlonym tonem, na co Eylass się głośno zaśmiał.
- Pewnie by tak było, ale miałem jeszcze jeden powód by ich zaprosić.
- Ta już mówiłeś, bałeś się o swoją podłogę.
- To też. Sari potrafi być… wybuchowa, że tak powiem, ale nie to mnie skłoniło do tej decyzji.
- Asha – wymamrotał Erabre z widoczną goryczą w głosie.
- Co? – zapytał zdziwiony Dragon, nie przypuszczał, że jego mały braciszek tak szybko powróci do tego tematu.
- Nie udawaj głupa! Chcecie wiedzieć, gdzie ona jest! I tylko po to udajesz kochanego brata- wysyczał z jadem. – Nie, dzięki, nie potrzebuję twojej litości. Zawsze byłeś we wszystkim lepszy, nigdy nie zrozumiesz takiego przegrańca jak ja, więc łaskawie, znów bądź sobą i miej mnie gdzieś! Jednak nie pozwolę byś grał dalej w te swoje sztuczki dalej i mnie w nie wciągał.
- Erabre, to nie tak, ja…
- Nie tłumacz się, wystarczy już. Pewnie zaraz wyskoczysz z zapewnieniami, że szukasz jej w dobrej wierze, ba może i dla mnie! O i może w takim razie powinienem paść ci do stóp i być na każde twoje zawołanie? – Dragon słuchał niedowierzając oskarżeń brata, nie spodziewał się, że przez te trzy lata, chłopak znienawidzi go tak bardzo. Nawet nie wiedział kiedy, chłopak stracił całą wiarę w niego. Kiedyś był zawsze z niego dumny, naśladował go na każdym kroku. Teraz siedziała przed nim całkiem inna osoba. Jad płynący z jego ust ranił serce Eylassa, który skrycie nadal kochał swojego małego braciszka. Wiedział, że przez to co robi, ich relacje całkowicie się zmienią. Jednak w głębi duszy miał nadzieję, że mimo wszystko Erabre, pozostanie dawnym sobą. Teraz na własne oczy widział, co samotność i odizolowanie z nim zrobiły.
- Przepraszam – powiedział skruszony, na co młody Dragon osłupiał całkowicie. Brat nigdy go dotąd nie przepraszał. -  Myślałem, że dzięki Ashy, uda mi się ci pomóc, jednak masz racje. Jestem egoistą, nie potrafię robić czegoś dla innych bo i tak nie wychodzi, jedyne pogarszam sytuację. Chyba nie zdajesz sobie sprawy czym jest to co tak zawzięcie skrywasz. Według wszelkich legend, dzięki niej można uzyskać nieograniczoną wiedzę. Dzięki niej byłbyś w stanie uzyskać dorosłość, a nasza siostra mogłaby znów stanąć na własnych nogach.
- … Mylisz się, ona taka nie jest. To kłamstwa.- zaprzeczał uparcie. – Ona nie może nam pomóc, gdyby to było możliwe, już dawno by mi o tym powiedziała.  
- Może nie miała powodu by ci pomóc, jeśli wskażesz nam drogę do niej, to zapewniam cię, że nam nie odmówi pomocy. – W odpowiedzi dostał jedynie krzywe spojrzenie poprzedzone parsknięciem.
- Jasne idźcie, wróćcie, gdy wam się uda. Jednak ostrzegam, że ci co idą już nie wracają, nigdy. – Powaga w jego oczach wstrząsnęła Eylassem, widząc to spojrzenie miał wrażenie, że właśnie dotknął rąbka tajemnicy skrywanej przez wieki. Nie potrafił sobie wyobrazić, że mógłby polec w miejscu, z którego jego głupi braciszek wrócił w jednym kawałku. W końcu to on zawsze był tym silniejszym.
- Więc? Gdzie ona jest? – zapytał podekscytowany. Nie dbał o to co usłyszy, jego ciekawość sięgnęła zenitu.  
Na ustach Erabre pojawił się chytry uśmiech.
- Biedny Eylass, nie ważne jak długo będziesz jej szukał, nie znajdziesz jej. Ponieważ póki sama nie zechce ci się ukazać, to nigdy jej nie znajdziesz.

Eylass:
e387d7c2e7a0c251b7fb7aa760c44b6b.jpg
  • awatar Seiti: Łooo jaki Elyassek <ślinotok> Intrygujące. Nie da mi to spokoju teraz. Chce wiedzieć kim ona jest.
  • awatar Kate - Writes: O jak fajnie. Eylass taka śliczna :D To kim jest ta o której chcę wiedzieć kim jest?
  • awatar Lisa Angels: Ekhem... Eylass jest facetem... a erabre jest młodszą jego wersją z krótszymi włosami
Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Kategorie blogów