Wpisy oznaczone tagiem "Jaś i Małgosia" (4)  

miedzywierszami
 
" Przełknęłam ślinę patrząc na budynek. Rozum płata mi figle. To przecież nie możliwe, to by się nie trzymało, a jednak... Było w tym coś magicznego, coś co dodawało mi siły i tworzyło uśmiech na mojej zmęczonej twarzy. Ten zapach. Jak go dawno nie czułam. Pamiętam ostatnie święta z moją mamą. Cały dzień przesiadywała w kuchni by wieczorem przy skromnej, ale uroczystej kolacji wigilijnej zobaczyć naszą euforię na rozbawionych twarzach. Smak dzieciństwa. Za bardzo za nią tęsknie, zaczyna mi od...

CHRUP... Zaraz, o czym to ja?... CHRUP...

Rozejrzałam się dookoła. Wtedy go zobaczyłam. Jaś, mój najukochańszy brat, braciszek, moje wsparcie, moja duma.. OSZALAŁ?!
- Co Ty robisz?! - krzyknęłam przestraszona.
- Delicje... - odpowiedział, przyklejony do ściany brat.
- Obżerasz tynk?...- zwątpiłam.
- Chodź spróbuj, to piernik! - zawołał i zaczął pałaszować dalej. Czyli jednak to nie były moje zwidy. Skoro on też to widzi... a w dodatku to je i nie połamał sobie zębów...
- Pierwsza zjem całą rynnę! - krzyknęłam rozbawiona i podbiegłam do chatki. Jadłam tak dużo w tak niewiarygodnym tempie, że po kilku minutach padłam na ziemie.

- Przyjemnie jest mieć pełny żołądek,hm? - podskoczyłam na dźwięk skrzekliwego głosu. Przede mną stała starowinka. Siwe włosy spięła w chustę, na wystające ramiona zarzuciła szary sweter, a czarna spódnica sięgała do kostek. Opierała się na wyżłobionej lasce.
- Ale wiesz jak się śpi w domu, w którym są dziury, młoda panno? - zaskrzeczała.
- Przepraszam.. ja nie wiedziałam... - to nie było przyjemne. Nawet nie pomyślałam żeby ktokolwiek mógł w tym domu mieszkać.
- Zaraz się zrobi ciemno. Wejdźcie,ugrzejcie się. W nocy kręcą tu się bardzo nieprzyjemne stworzenia...

Codzienna rutyna. Pobudka o świcie, rozpalam w kominku, robię śniadanie, budzę wiedźmę, zerkam na brata... Biedny. Cały dzień siedzi na krześle w kącie. Ręce i nogi na przykute luźno za sobą do ściany. W ręce trzyma małą, bladą kosteczkę. Ostatnio stał się masywniejszy, nabrał kształtów. Boję się o niego...
- Ty wstrętna smarkulo!! - krzyknęła na mnie ta stara jędza. Moje ręce są skute łańcuchem, on sam ma jakieś trzydzieści centymetrów. - Znowu przypaliłaś!
Ostatnie co pamiętam to dźwięk rozbijanej porcelany.

- Jak już tłumaczyłam, nic dalej nie było, obudziłam się i tyle. - cedzę przez zęby. Chyba dziesiąty raz pyta mnie o to samo.
- Dlaczego jesteś agresywna? - spojrzał na mnie spod swoich olbrzymich szkieł.
- Enty raz pyta pan mnie o to samo.
- Słucham? - odparł wyraźnie zaskoczony.
- W tym problem, że nie! Któryś raz z rzędu zadaje mi pan pytanie o koniec mojego snu, a ja za każdym razem odpowiadam to samo! - krzyknęłam. Czułam jak moje policzki robią się czerwone. Zaraz coś sobie zrobię.
- I właśnie tak skończył się Twój sen?

Zabiję..." ~~ Alice♥♥♥
z16794182Q.jpg
  • awatar Chrisos_recenzje opowiadań: Było w tym coś magicznego, coś co dodawało mi siły i tworzyło uśmiech na *ojej* zmęczonej twarzy. To jedyny błąd jaki znalazłam. Cieszę się, że wróciłaś :D Nie mogłam się już doczekać na nowy rozdział :D
  • awatar Alice - Między wierszami: @Chrisos_recenzje opowiadań: Dzięki <3 już poprawiam :D
  • awatar Lisa Angels: Ależ ja się naczekałam, cudowne, czekam co w tej twojej główce się teraz zrodzi :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

powiesci
 
miedzywierszami.pinger.pl/
alicja.jpg


"Alice" - dość nie typowa interpretacja znanych wszystkim bajek, która zdecydowanie nie jest już dla małych dzieci. Historię opowiada nam Alice, zwykła nastolatka, z nietypowym problemem. Otóż w nocy nie może spać, bo gdy tylko uśnie nawiedzają ją sny tak realistyczne, że wolałaby już nigdy nie zmrużyć oka. Jednak co się stanie, kiedy sen zacznie się mieszać z jawą?

Powiem szczerze, że owa historia szczerze mnie zaskoczyła, zauroczyła mnie swoim klimatem, jak i przecudnym kunsztem pisarskim. Zdecydowanie polecam osobom lubiącym dreszczyk emocji.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

miedzywierszami
 
" Biegliśmy przez las, słysząc tylko trzask łamanych za nami gałęzi i szum naszych oddechów. To było coraz bliżej. Czułam ja zaciska szpony na moich rękach i szyi. Nie miałam już siły, ale Jasiek nie zwracał na mnie uwagi i ciągnął dalej w głąb lasu. Drzewa wyglądały jakby próbowały zatrzymać nas swoimi gałęziami, jak rękoma.
- Wchodź, no szybko! - krzyknął do mnie brat i podsadził na bardzo wysoki konar. Ledwo wdrapałam się sama. Trzymałam mocno gałęzi obok i płakałam ze strachu. Jaś wziął rozbieg i pobiegł kilka kroków po pniu, w ostatniej chwili łapiąc się konaru, na którym siedziałam. Sprawnie się na niego wspiął i usiadł na nim okrakiem. Plecami opierał się o pień. Wyciągnął do mnie ręce. Bardzo szybko się przysunęłam. Nie potrafiłam się uspokoić. Przytulił mnie do siebie.

Usłyszeliśmy szmer z dołu. Otworzyłam oczy i zamrugałam otępiała snem. Leżałam na grubym konarze oparta o starszego brata i przykryta jego grubą, ciepłą bluzą. On sam siedział na krótkim rękawku. Spojrzałam w stronę ziemi. Księżycowe światło wcale nie pomagało, prawie go nie było. COŚ chodziło pod naszym drzewem i się rozglądało na wszystkie strony. Zrobiło mi się słabo. Jasiek się mocno spiął gdy zobaczył to co ja. Postać miała na sobie długą, czarną pelerynę z dużym kapturem. Materiał ciągnął się po ziemi, wydając cichy szelest. To coś miało posturę bardzo zniekształconego człowieka. Chodziło zgarbione, ale nie wydawało dźwięku. Dłonie miało powykręcane z bardzo długimi pazurami.

Potwór chodził koło drzewa, oddalając się od niego i zbliżając z powrotem, ale nas nie widziało. Kaptur zasłonił twarz bestii, mimo to co jakiś czas jej oczy błyszczały niczym drogie kamienie. Czegoś szukało, ale... chyba nie nas? Chyba TO nas nie goniło kiedy rozpaczliwie szukaliśmy schronienia przed... właściwie co nas goniło? Łzy napłynęły mi do oczu. Mama ostrzegała przed tą częścią lasu. Teraz już wiem dlaczego. Mocno ścisnęłam rękę brata. Zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć od 10 w dół. 10... 9... 8...7... 6... 5... 4... 3... 2...

- Wstawaj - szyszka odbiła się od konara na którym leżałam. Szybko otworzyłam oczy. To już poranek? Dzień? Przed chwilą jeszcze księżyc świecił nam nad głowami, przecież nie spałam... Usiadłam i spojrzałam na chłopaka celującego we mnie szyszką.
- Zostawiłeś mnie tu to teraz mnie ściągnij. - stwierdziłam i wyciągnęłam do niego ręce.
- Niby jak mam to zrobić? - spytał rozbawiony mną Jasiek. Miałam położyć się na brzuchu na gałęzi i delikatnie zawisnąć na niej na rękach a potem ją puścić. Genialnie. Po minucie stałam już na mchu.
- Jestem głodna... - powiedziałam cicho. Burczało mi w brzuchu. CICHO TAM! Też jestem głodna... 

Szukanie jagód i jeżyn nie jest moją mocną stroną, nie znalazłam nic. Przynajmniej bratu udało się złapać jakąś wiewiórkę. Rozpaliliśmy ognisko.
- Nie wiem czy to dobry pomysł żeby je rozpalać... - mówię cicho co chwilę się oglądając.
- To chcesz zjeść ją na surowo? - spojrzał na mnie rozdrażniony. Nie dziwię mu się, też chcę do domu.
- Jeszcze ta bestia wypatrzy ogień.. - spojrzałam na niego blada.
- Jak jesteś taka mądra to sama sobie szukaj jedzenia. - wycedził przez zęby i wstał.
- Przepraszam... - powiedziałam łamiącym się głosem i zaczęłam płakać. Miałam już dosyć tego lasu, tego jedzenia, nocy i wszystkiego co mnie otacza. Chciałam do domu, ale do tego prawdziwego. Tamtego nie można nim nazwać. Tam mnie nie chcą.

Po kilku minutach Jasiek podszedł do mnie i prze przytulił. Najwidoczniej miał wyrzuty sumienia, że podniósł na mnie głos. Zjedliśmy po połowie pieczeni i ruszyliśmy w poszukiwanie domu. Kolejnym posiłkiem były smażone na gorącym kamieniu jajka i kilka jeżyn. Chyba zjadłam dziś więcej niż przez kilka dni w domu, ale tam czułam się trochę bezpieczniej. 

Kolejna noc. Znowu konar, znowu ja z bratem, znowu sen, znowu ciemność, znowu TO! Ciągle węszy, słyszę tego oddech pojawiło się zaraz jak zaszło słońce. Ledwo weszliśmy na drzewo. Depcze nam po piętach. Przyjrzałam mu się, w tym czasie Jasiek spał. Nie chciałam go budzić. Nie spałam całą noc patrząc na tę kreaturę aż do świtu, gdy uciekło na zachód.

Pobudka, śniadanie, szukanie, jedzenie, szukanie, jedzenie, konar, noc. Potwór podchodził coraz bliżej drzewa, ale nadal nas nie zauważał. Może jednak tak? Może chciał zwrócić na siebie uwagę. Mamy iść w jego stronę?

Pobudka, śniadanie... znowu. Ruszamy na zachód. Coraz mniej drzew. Kroczymy przed siebie. Cały czas do przodu. Wytrwale.

Dotarlismy na polane. Ciemne juz drzewa przysłaniały pomarańczową nutke nieba. Słońce leniwie chowało sie za choryzontem. Wiatr delikatnie muskał nasze policzki i wlosy. Ptaki śpiewały kołysanke piękną jak letnie noce.

Chwila... cos mi nie pasuje... czy to możliwe, że w srodku tak niebezpiecznego lasu stoi chatka? Podeszliśmy bliżej. Kilka metrów od niej zdałam sobie sprawę, że to, że tu stoi to nic w porównaniu z tym z czego jest zbudowana... Czy to?.." ~~Alice♥♥♥
  • awatar Lisa Angels: Już się boje z czego zrobiona była ta chatka...
  • awatar Lisa Angels: Kiedy następny rozdział?
  • awatar gość: @Lisa Angels: Wstawię dwa kolejne w sobotę, miałam mało czasu żeby je napisać ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

lady.iseriatha
 
iseriatha:

Straszna bajka kulinarna na trzy szczęki i jeden żołądek.

 

 

Kategorie blogów