Wpisy oznaczone tagiem "Jak Rzyć?" (2)  

hairlovelo
 
hairlovelo: Dzisiaj historia o tym jak kupiłam kolejny szampon. Pewnego dnia byłam w galerii i zobaczyłam Rossmanna. Wstąpiłam i kupiłam. Oto koniec tej smutnej historii.
pees. Był na promocji.
Za to tusz kupiła z prawdziwej potrzeby, bo jeden jedyny już jest na wykończeniu, a tusze z Astora również były na promocja, a tą wersje bardzo lubię.
IMAG6168.jpg
Tak się zastanawiam czyby nie założyć Instagrama, bo chociaż fotograf ze mnie żaden to jednak lubię robić zdjęcia chociaż rzadko mam okazje. A tu na szybko i byle jak: dróżka.
IMAG6158-1.jpg
Ostatnio znajoma mi wypomniała, że się nie odzywam. Spróbowałam umówić się z nią drugi raz, ale ona proponuje, żeby był z nami jej chłopak. A gdyby chciała widzieć się z jej chłopakiem to bym się z nim umówiła.
Niestety moja znajoma to typ, który przy facecie (i to jak sama go określa: pipie) zachowuje się dojrzale i poważnie. Ale przede wszystkim nie lubi spotykać się z parami. To nie było dobre nawet w czasach kiedy byłam brzydką gimnazjalistką i większość koleżanek miały chłopaków oprócz mnie, i wszędzie ich zabierały.
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Jak to się mówi do trzech razy sztuka. Dzisiaj był trzeci raz.

Pierwszy raz.

Zeszły tydzień piątek, wychodzę z pracy o 22, pod blokiem jestem o ok. 22:40 dzięki wyjątkowego zbiegu okoliczności w komunikacji miejskiej.
Chce otworzyć drzwi do klatki, ale napotykam przeszkodę. Klucz wchodzi ale nie mogę go przekręcić. Myślę sobie: no to pipa. Dzwonie do mieszkania bo widzę, że światło się paliło. Nikt nie odbiera. Pisze do lokatora bo mój partner wyjechał. Lokatora nie ma, jego brata tez, jego partnerki też, nikogo też. Wybijam numery mieszkań ale nikt nie odbiera. Lokator podaje mi kod do drzwi ale on mimo miliona prób nie działa. Deszcz napierdala pod wiatr więc mimo daszku moknę. Po jakiś 40 minutach wychodzi ziomek z klatki, a ja chce paść przed nim na kolana, ale coś mnie powstrzymuje i mowie tylko, że zamek jest nie-teges. Wskakuje szybko na trzecie piętro, podświadomie zauważając dziwny wygląd klatki. Dochodzę na trzecie piętro a tam nie ma moich drzwi. Nie ma drzwi sąsiadów, w ogóle nie ma mojej klatki schodowej. Zamiast do D, weszłam do C i przez kolejne 10 minut dziwiłam się jeszcze, że to dziwne że nikt nie otworzył bo wiele razy wydzwaniałam, szkoda tylko, że pod numery innej klatki.

Drugi raz.

Wczoraj zamieniłam się zmianami tak, że zamiast na 22 w pracy miałam być na 7 rano. Oczywiście pobudka godzinę wcześniej w perspektywie to męka ale lepiej to niż wrócić o 23. Z reguły chodzę na 8. Przesunęłam budzik o godzinę i sajonara.  Rano budzę się i szybko wpadam w pęd, bo budzik na ostatnią chwile ustawiam. Wychodzę po 6 rano i gnam pędem, żeby zdążyć coś kupić bo obok mojej pracy jeden lipny sklepik na którego trzeba marnować przerwę. Ogarnia mnie radość, kiedy widzę, że Stokrotka czynna od 6, widziałam jak pracownica pali peta na tyle sklepu więc ucieszona podbijam. Ale drzwi się nie otwierają. Myślę: okey, dziwne ale może kilka minut po 6 nie ma klientów więc nadal drzwi są zablokowane. Niezrażona pędzę do Żabki, bo też od 6. Ale Żabka też zamknięta. patrze ja na telefon a tam 5:04. Całe szczęście, że mogłam pojechać do pracy wcześniej, bo już nawet straciłam chęci żeby wracać do łóżka.

Trzeci raz.

Jadę do pracy również na 7, bo dzisiaj również się zamieniłam i to z ta samą osobą. Zadowolona, chociaż wstawanie było męką (o ironio dzień wcześniej wstałam jak nowo narodzona) ale tym razem chociaż wstałam "punktualnie". Zdążyłam kupić śniadanko w Stokrotce. Zdążyłam na tramwaj. Jestem w połowie drogi gdy dzwoni partner, a wiem, że o tej godzinie to nic dobrego i już dopada mnie przeczucie, i już wiem co i jak, i już on właściwie nie musi nić mówić. Wczoraj przepakowując torby z automatu wrzuciłam swoje klucze. Dzisiaj rano dodatkowo wzięłam jego, a że wychodził po mnie to nie zakluczyłam drzwi. Żeby było śmiesznie to nie pierwszy raz, ale wcześniej chociaż byli lokatorzy, którzy zakluczyli drzwi, a tym razem wyjechali. I tak zamiast na 7 byłam na 8.

Z drugiej strony ta wczorajsza, wcześniejsza pobudka była chyba przeznaczeniem, bo przynajmniej ilość godzin przepracowanych się zgadza.

Ale to nie jest tak, że jestem rozkojarzona, po prostu jest tyle fajniejszych rzeczy o których można myśleć zamiast stąpać twardo po ziemi. To chyba mi nie grozi.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów