Wpisy oznaczone tagiem "Kasia czyta" (26)  

kasiek91
 
kasiek91: Dawno nie wstawiałam żadnych zdjęć :) Marudziłam tylko i marudziłam :) No a przecież tak nie może być, jak za parę lat zaglądnę tu i zobaczę jaka to ja nieszczęśliwa byłam to się załamię :D Trzeba przypomnieć o czymś przyjemniejszym ;)

Dobrze chociaż że mam instagrama przypominającego o "normalnym" życiu :D

Bo przecież ostatnie tygodnie to po pierwsze TRAKTOREK!!!! Tata się zlitował gdy zarżnęłam prawie całkowicie ręczną kosiarkę i kupił coś co działa :P
Oczywiście "ulepszyliśmy" ją flagą piracką i śmigam na niej jak pirat drogowy :D

Że też tak niewiele do szczęścia potrzeba. Nagle każdy chce kosić :D
kosiarka.jpg


A że ja jeść lubię (no cóż dodatkowe kilogramy z powietrza się nie brały:D ) to i jedzenie musi być. Tym razem zdecydowanie lepsze dla zdrowia :P

1.jpg


1. Najlepsze lody jakie kiedykolwiek jadłam :P Ot lat niezmiennie kupuję i się zachwycam :) Grejfrutowy smakuje obłędnie, jednocześnie kwaśno i słodko, no niebo w gębie ;)
2. Jajecznica ze szpinakiem.
Cały czas uczę się jeść szpinak i po raz kolejny wychodzi mi danie które z chęcią powtarzam :)
3. Zupa-krem z kalafiora.
Kompletna improwizacja i po raz kolejny na wielki plus :)
4. no i niezdrowy dodatek. Musiałam sprawdzić o co tyle hałasu. Pyyyszne :)

Zakupowo-miszmaszowo jest znacznie skromniej.
2.jpg


1. na początku maja urodziła się córeczka ulubionego kuzyna i gdy tylko zobaczyłam te butki wiedziałam że muszę jej kupić :)
2. Wszystko prócz odżywki z eveline kupiłam za grosze jako "wycofanie produktu z półek". Zdecydowanie podobają mi się takie zakupy ;)
3. Prezent z Norwegii. Szkoda że w Polsce takich nie ma :(
4. Nie wypiłam ani jednego łyka coca-coli, w domu nie mieliśmy ani jednej butelki, ale dobrzy ludzie wokół oddawali nam zakrętki zamiast wyrzucić i dzięki temu młody ma piłkę ;)

3.jpg


1. Książkę o Hannawaldzie musiałam mieć. Nie dość że lubiłam go jako skoczka, to dodatkowo fakt że w pewnym sensie rozumiem co on przechodził sprawił że książkę pochłonęłam w jeden dzień w szpitalu.
2. Truskawka w doniczce to zdecydowanie był dobry pomysł :)
3. W szpitalu mnie zaobrączkowali i przez 3 dni czułam się jak noworodek :D
4. Za to zaraz po powrocie pojechałam do cioci i nie mogło obejść się bez spaceru z moim kochanym.
Szkoda tylko że biedak jest coraz bardziej chory i już niewiele czasu mu zostało :( ;(

No i od razu lepiej się zrobiło bo wstawiłam milion niepotrzebnych i radosnych zdjęć :D

A ja oglądam mecz Kolumbia-WKS i wydzieram się jak głupia przy bramkach :D
Przystojni Ci Kolumbijczycy :P
  • awatar sarfinger: a ja zbierałam korki i juz piłki nie dostałam :( słodkie butki, zawsze mnie rozczulają takie małe sportowe butki, no biedna psinka,powiem Ci ze to taka 'uroda' rasowych piesków, one mają wyczyszczone geny,jak w rodzinach królewskich, gdzie wżeniali się ciągle w te same rodziny i teraz to wychodzi, coraz więcej rasowych piesków choruje, traktorek zarąbisty poćwiczysz skręcanie w lewo ;)
  • awatar kasiek91: @sarfinger: Ja jeszcze uzbierałam na piłkę z pepsi i mamy, ale ta to już taki szajs że głowa boli :/ No właśnie, rasowy to często niestety krótszy żywot ostatnio :( Ja chciałam sobie kupić doga niemieckiego, ale nie dość że przez swoją wielkość mają serca obciążone i krócej żyją, to jakby mi się jeszcze trafił z jakąś chorobą to bym się zapłakała jakby po 2-3 latach mi zdechł :(
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kasiek91
 
kasiek91: Oficjalnie mam dość wszystkiego i przełączam się na tryb olewczy. A przy okazji chce celebrować najmniejsze radości. Dość smutków, ich życie - ich sprawa. O mnie nikt nigdy się nie martwił bo uważał że wszystko mam podawane na srebrnej tacy.

~*~

A w ostatnich tygodniach prócz pomagania wszystkim wokół pożegnałam się z choinką i uroczymi kolorowymi światełkami.
Smuteczek był :(

DSCF3561.JPG


Utwierdzałam w mocy też swój zakupoholizm, no jakżeby inaczej :D

DSCF3683.JPG

Torebki nie byłam pewna, jednak że tata kupował to wzięłam. Jednak wystarczyło jedno wyjście i stała się moją ulubioną - pojemna, sztywna, wygodna - ideał :D

Kosmetycznie oczywiście też musiało być :D

DSCF3804.JPG


Jednak najlepszym zakupem na wszystkie smutki są książki. Tym razem kupiłam tylko jedną, ale od razu ją pochłonęłam ;)

DSCF3814.JPG


~*~

A i w ogrodniczkę się bawiłam, kiełków zakupiłam :D

DSCF3811.JPG



~*~

Jedzeniowo za  to było zdrowo. Odczarowałam brukselkę i zrobiłam pyszną zapiekankę :)

DSCF3629.JPG


Zamiast frytek zrobiłam młodemu pieczone ziemniaki, które pochłonął w kilka minut wołając o więcej


DSCF3851.JPG


Przy okazji zakochałam się w domowych, owocowych koktajlach. Tu słoneczny ananas, kiwi i melon :)
Sama radość ;)


DSCF3838.JPG


Jedynym nie do końca zdrowym nawykiem jest kawa smakowa, no ale kto by się tam tym przejmował, jak to takie dobre :P


DSCF3682.JPG


No i tak mi minęły te pierwsze tygodnie roku w przyjemniejszej atmosferze. Szkoda tylko że tych przyjemnych drobnostek było tak mało w porównaniu do tych złych...

Buziaki,
Kasia :*
  • awatar Anett .♥: jaka piękna torebka! :)
  • awatar Anabella111: pieczone ziemniaczki pycha :)
  • awatar Ιzucha: kocham, kocham, kocham te peelingi! Widziałam je w biedronce i na pewno kupię. :D
Pokaż wszystkie (9) ›
 

kasiek91
 
kasiek91: Kto mi zabrał ten tydzień? Dziś byłam święcie przekonana że jest środa :D Ba, ja kłóciłam się z mamą że robi ze mnie głupka wmawiając że jest czwartek. Dobrze, że jutro już piątek bo złapię trochę oddechu, chyba...

Remont trwa, jednak dziś tata poszedł do pracy i miałam dzień dla siebie. Dobrze się złożyło, bo mnie rozłożyło :D Znaczy się zatoki mnie powaliły na kolana i ledwo żyję. A wszystko przez to że wczoraj kosiłam przed domem pomiędzy jednym myciem salonu a drugim. No masakra :/

Tak przy okazji ściany przygotowane pod kolor ale on nadal nie kupiony :D Rano tata jedzie kupić i potem malujemy ;) Wybór będzie pomiędzy żółtym a zielonym.
Czyli tropikalne słońce lub cytrynowy sad z żółtego kontra pąki akacji lub bambusowy gaj z palety zielonego


farba.jpg



Jednak zostawiam już remont, trzeba w końcu zadbać też o siebie ;) I tak od kilku godzin jestem w raju pachnącym białą gardenią.

DSCF1779.JPG



Producent obiecuje

“Poczuj wspalniałe, wciągające piękno, królewskch gardenii w pełnym rozkwicie. Postaw na swoim stole świecę Yankee Candle Biała gardenia o tak doskonałym jak one zapachu. Aromat idealny dla fanów bogatych kwiatowych kompozycji oraz naturalnych olejków. Dzięki niemu poczujesz harmonię z naturą i pobudzisz wszystkie zmysły.”



I ja podpisuję się pod tym rękami i nogami. Tylko mała uwaga, dajcie MALUTKI KAWAŁEK wosku bo zapach jest niesamowicie intensywny i większy efekt może powodować ból głowy, przynajmniej u osób takich jak ja - nadwrażliwych na mocne i intensywne zapachy.

A gdy już tak popadam w zachwyt zapachowy to nie może zabraknąć innych atrybutów jesiennych wieczorów, więc jest coś gorącego do picia - tu rumowe cappucino, czyli od dwóch miesięcy najsłodsza i najbardziej "alkoholowa" rzecz i dalsza przygoda z Jane Austen.


DSCF1788.JPG



Byłoby idealnie gdyby nie te zatoki i to przeraźliwe zimno. Bo ja się pytam gdzie ta złota, piękna, polska jesień??????
  • awatar ...Panna Joanna .....: Nie ma polskiej złotej jesieni niestety -,- za oknem zimno szaro i ponuro. Ah jak uwielbiam cappuccino mmmmm <3 do tego dobra książka,piękny zapach i żyć nie umierać :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kasiek91
 
Plan na dzisiejszy wieczór jest iście obiecujący :)


tumblr_ms7ebi9h6Z1s4n1p5o1_500.jpg



Prawdziwie jesienny i taki jak kocham, czyli świeczki, pyszna herbata i książka :)

DSCF1592.JPG


Wczoraj skończyłam *dumę i uprzedzenie*, dziś zaczynam *rozważną i romantyczną*. mam nadzieję, że spodoba mi się w równym stopniu, bo ta pierwsza mnie zachwyciła :)

Zapach unoszący się z kominka natomiast przenosi mnie do raju, gdzie panuje spokój i harmonia.

“Cudownie kojący zapach rumianku i miodu z nutą liści herbaty. Odrobina skórki cytrynowej dodaje świeżości. Ciepły jak aromatyczna herbata w pochmurny dzień. Zapach świecy wykonanej z naturalnych ekstraktów i olejków eterycznych pozwoli ci się zrelaksować i odprężyć.”



Opis ze strony idealnie oddaje istotę tego zapachu i już dziś wiem, że staje się moim zdecydowanym faworytem zapachowym :)



DSCF1571-tile.jpg


Także pełna spokoju i radości znikam w czeluściach własnego pokoju :)

Spokojnego wieczoru kochani :*
 

kasiek91
 
Czyżby pinger działał i dodał mi wpis normalnie? :D

A tu wpis nie byle jaki, bo z moim nałogiem - książkami. O przyjaciółce mamy pisałam już nie raz. To złota kobieta, która po raz kolejny obdarowała mnie nowymi książkami do wakacyjnego czytania :)

I tak nareszcie sięgnę po klasykę, czyli Jane Austen na którą miałam ochotę od dawna, ale jakoś nigdy nie miałam okazji jej nabyć. Teraz już nie mam żadnej wymówki
DSCF0450.JPG


wszystkie w pięknych, twardych oprawkach stanęły na półce czekając aż po nie sięgnę :)

DSCF0457.JPG


Prócz klasyki dostałam też inne książki, wśród nich Dana Brown'a na którego również miałam wielką ochotę :D

DSCF0467.JPG


Pani M. chyba czytała w moich myślach bo książkami idealnie trafiła. Dobrze, że ona też lubi czytać, a przy okazji mnie też lubi, to obdarowuje :P

Ostatnie trzy książki nabyłam już sama. Harlan Coben to mój ulubiony autor więc gdy tylko zobaczyłam te książki po 10zł w cerrfourze, wiedziałam że będą moję. Ostatnia zaś była dodatkiem do glamour
DSCF0469.JPG


jak widać na najbliższy czas mam co czytać, zwłaszcza że na ipadzie mam też sporo książek z gatunku "muszę przeczytać" :D

Obecnie czytam zaczętą u cioci "Carycę" i krótko powiem że mi się podoba :)

DSCF0431.JPG


także znikam
Kasia :*
  • awatar InnaNiżWszystkie.: kocham Evanovich i serie o stephanie plum! <3
  • awatar Folari: Najbardziej podoba mi się *Duma i Uprzedzenie* z książek Jane. Browna też miałam okazję czytać, ale to nie do końca mój styl :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg


352x500.jpg


*OPIS WYDAWCY*

"Co by było gdybyś miał tylko jeden dzień do przeżycia? Co byś zrobił? Kogo byś pocałował? I jak daleko byś się posunął, aby ocalić swoje życie?

Samantha Kingston ma wszytko - najbardziej uroczego chłopaka, trzy wspaniałe przyjaciółki i pierwszeństwo we wszystkim w szkole Thomasa Jeffersona, od najlepszego stolika w stołówce po najbardziej pożądane miejsce na parkingu. Piątek dwunatego lutego powinien być kolejnym dniem z jej sielankowego życia.

Jednakże zamienia się on w jej ostatni dzień życia. Wtedy dostaje drugą szansę. Siedem szans. Przeżywając ostatni dzień w ciągu jednego tygodnia, rozwikła tajemnicę swojej śmierci. Odkryje prawdziwą wartość wszystkiego, co może stracić..."


*MOJA OPINIA*

Każdy z nas zna „Dzień świstaka”, nawet jeśli ktoś nie oglądał filmu wie o co chodzi. Bohater wciąż powtarza jeden dzień, w książce „7 razy dziś” mamy taką właśnie sytuację, tyle że ofiarą deja vu jest młoda nastolatka - Sam Kingston. Bohaterka raz za razem przeżywa jeden dzień – dzień swojej śmierci w wypadku samochodowym.

Trzeba wiedzieć że Sam to popularna dziewczyna, która wraz z trzema przyjaciółkami tworzą tzw. elitę. Ma przystojnego chłopaka, świetny wygląd, słowem prowadzi idealne życie. Jednak za tym wszystkim stoi wiele krzywd innych osób, bo dziewczyny są egoistkami, często krzywdzącymi innych uczniów, gorszych od siebie. I tak jest w ostatnim dniu Sam – dniu kupidyna. Dzień jak każdy inny, a zarazem wyjątkowy dla dziewczyny, bo gdy na imprezie u Kenta wszystko wymyka się spod kontroli, a dziewczyny kompletnie pijane wsiadają do samochodu wszystko zdaje się mieć koniec. Jednak koniec nie nadchodzi, bo Sam ponownie się budzi i spoglądając na telefon widzi 12 luty – czyli tragiczny dzień się nie skończył, on się nawet nie zaczął.

Sam dostaje od losu szansę na spojrzenie z innej strony na siebie i osoby ją otaczające. Ma szansę na naprawienie błędów, pomoc innym. Nie wszystko przychodzi przecież łatwo, a na zrozumienie wielu rzeczy potrzeba czasu, dlatego dziewczyna po raz kolejny budzi się w tym samym dniu. I tak w kółko, aż do momentu gdy uświadamia sobie co jest w życiu ważne. Poznaje tych, których dotąd krzywdziła, spędza czas z rodziną którą dotąd ignorowała, staje się zupełnie kimś innym. Jednak czy ten jeden dzień może naprawić krzywdy wyrządzane przez lata?

„7 razy dziś” to książka zmuszająca do myślenia. Napisana językiem prostym i przystępnym dla każdego zawiera przesłanie warte chociaż chwili skupienia. Nie daje o sobie zapomnieć od razu po przeczytaniu i tkwi w głowie, każąc się zastanowić nad naszym postępowaniem i wyborami, które odbijają się na wszystkich wokół.

8/10

Kasia :*
 

kasiek91
 
tumblr_mp9i8iVB6A1rxuawyo1_500.gif


Zdrowie pomalutku wraca, zastrzyk dziś już nie potrzebny, a i prawie dam rady się schylać. Tyle że "prawie" jest tu słowem kluczowym :D

Wiadomo też że choremu należą się prezenty, to przy okazji zakupów poprosiłam o kilka kosmetycznych drobiazgów. Mama przeszła samą siebie bo zwykle nie znosi kupować mi kosmetyków :)

DSCF0360.JPG


A że w niedzielę był odpust na który pojechał młody z rodzicami, to przy okazji wylosował "świętą grę"

DSCF0364.JPG


i słodki lizaczek dla siostry też przywiózł

DSCF0363.JPG


Fajnego mam brata, nie? :D

Jednak w tym całym bólu znalazłam plus, miałam czas na książki. I tak w dwa dni przeczytałam trzy książki i jestem dumna z samej siebie :D

Szkoda tylko że jutro muszę kosić. Na samą myśl boli mnie kręgosłup :/ Ale jak trzeba to trzeba...

Buziam,
Kasia :*
  • awatar Lady in Twilight: wracaj do zdrowia,ja też jutro muszę kosić :D ta trawa coś podejrzanie równo rośnie, i u mnie i u Ciebie,ale zgniły mi czereśnie,mam takiego focha na tą pogode, bo wystarczył by tydzien by dojrzały, teraz same pognite, tylko szpaki się cieszą :/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg


352x500.jpg


*OPIS WYDAWCY*

„Sto pociągnięć szczotką przed snem” napisała i opublikowała, mając 17 lat.
Melissa Panarello, autorka najgłośniejszego włoskiego debiutu ostatnich lat, została ochrzczona „sycylijską Lolitą”. Książka ukazała się pod niby-pseudonimem Melissa P., ale autorka dość szybko odsłoniła swą twarz i stała się postacią publiczną. Jej pamiętnik to historia nieokiełznanego seksu, cynicznego oddawania się wszystkim napotkanym mężczyznom - kolegom, korepetytorowi, znajomym z Internetu i przypadkowym nieznajomym. To historia narcyzmu, który urasta do gigantycznych rozmiarów, historia poznawania miłości cielesnej we wszystkich możliwych odmianach i konfiguracjach, zatracenia się w seksie bez prawdziwej miłości i bez przyjemności, w oczekiwaniu na głębokie uczucia, na mężczyznę, który potrafiłby dostrzec w kobiecie coś więcej niż samo ciało.

*MOJA OPINIA*

„Sto pociągnięć szczotką przed snem” trafiło do mnie kilka lat temu, gdy w czasie wakacji wstąpiłam do wielkiego namiotu z tanimi książkami. Dziś gdy chwyciłam za książkę, zastanawiam się co mnie skusiło do tak głupiego wyboru.

Krótko mówiąc książka jest zła. Sam pomysł – pamiętnik jest w porządku, cała reszta – nie. Historia napisana językiem prostym, czasem zbyt prostym, który może zmęczyć. Bohaterka ze „zwykłej nastolatki” stała się nimfomanką, pozbawioną jakichkolwiek zasad moralnych. Zagłębiając się w historię szukamy przyczyn tego zachowania, bo przecież wszystko ma swój początek, tu go jednak brak. Ot po prostu stała się uzależniona od seksu. Książka to tak naprawdę jedynie opis kolejnych aktów seksualnych z coraz to innymi osobami, które w końcowym rozrachunku nie tworzą nawet jednolitej i sensownej treści.

Ja rozumiem że seks w dzisiejszych czasach się sprzedaje i robi coraz bardziej odważny i wulgarny. To wcale nie musi być złe, pod warunkiem że zostanie „odpowiednio podane”. Tu tego zabrakło.
Dlatego książki nie polecam, no chyba że ktoś wybitnie się nudzi.

2/10

Kasia :*
  • awatar Lady in Twilight: czasem jak czytam takie książki ,to myslę ,ze napisał je jakiś pedofil by uwierzytelnić swoje podejrzane skłonności, wiesz, pierwsze wytłumaczenie pedofila gdy się go złapie na gorącym uczynku..one sama tego chciała,albo ona mnie prowokowała :/
  • awatar InnaNiżWszystkie.: @Lady in Twilight: zgadzam się w pełni...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kasiek91
 
A skoro dziś się tak rozszalałam z wpisami to na całego :D

ksrecenzja.jpg


352x500.jpg


*OPIS WYDAWCY*

“Trzymający w napięciu thriller medyczny mistrzyni tematu, głównej konkurentki Robina Cooka i Michaela Palmera. Doskonała lektura zwłaszcza dla tych, którzy mają wątpliwości co do funkcjonowania służby zdrowia... Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej?”



*MOJA OPINIA*

Kto dziś wierzy i ufa służbie zdrowia? Kto w pełni popiera jej działania? Ja zostałam wychowana w poszanowaniu tej instytucji, moi rodzice od zawsze są z nią związani. Jednak ja też wiem swoje i w niejednej kolejce się wystałam.

I właśnie tu rodzi się pytanie na jak wiele jesteśmy wstanie pozwolić by dostać coś wcześniej. Czy pieniądze i stanowisko są lekiem na wszystko?

Bo Abby DiMatteo ma wszystko, jest młodą stażystką w szpitalu, ma ukochanego, z którym dzień w dzień stawa przy stole operacyjnym, świetne perspektywy. I nagle wszystko się zmienia, jedna decyzja o przeszczepie zmienia wszystko. Nagle z tryumfatorki staje się zwierzyną. Gdy wraz z przełożoną postanowiła że serce powinien dostać inny, bardziej potrzebujący pacjent, jej świat staje na głowie. Z dnia na dzień musi poradzić sobie z pozwami, przełożonymi, a nawet morderstwem. Wszystko zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Jedno serce ujawnia przez młoda kobietą wiele tajemnic, sekretów mrocznych i przerażających. Bo czy to możliwe, żeby istniał handel narządami i to tak blisko niej? Czy możliwe żeby najbliżsi pracownicy przez tyle czasu zatajali prawdę? A może jednak to wybujała fantazja lekarki na skraju załamania?

Tess Gerritsen nie daje nam złapać oddechu. Od początku rzuca na głęboką wodę, pokazuje okrutny świat medycyny i uświadamia że nie wszystko jest takie proste i dobre  jak myśleliśmy. Wprowadza nas w stan napięcia i nie odpuszcza do ostatniej strony, a i wtedy gdy dobrniemy do mety zastanawiamy się jak to możliwe. A może to wszystko nie jest fikcją i taka okrutna rzeczywistość nas otacza? To pytania zostaje w naszej głowie i każe zatrzymać się nas słowami "służba zdrowia", bo czy aby na pewno "służba"?

Osobiście książka mi się spodobała i jestem pewna, że sięgnę po niejedną książkę tej autorki. Wam również to polecam :)

8/10

Kasia :*
 

kasiek91
 
Gdy mama z młodym wracają do siebie Kasia cierpi na samotność. Z gwarnego i pełnego domu zostaje tylko wspomnienie, a jedyna rozmowa jaką mogę prowadzić to ta z potworem o tym jaka to ona chora. Tym razem padło na nowotwór jelit. To już jest bluźnierstwo. Nic jej nie jest, ale próbuje za wszelką cenę wzbudzić swoje zainteresowanie. Człowiek ma już dość i mimo że ja jej jednym uchem słucham, a drugim mi to wszystko wylatuje, to czasem wariuję. Dziś pomyślałam o kolonoskopii bądź gastroskopii jako genialny lek na jej dolegliwości. Serio, chyba tylko to by jej pomogło...

~*~

Jednak wracając do wątku mamy i młodego doszłam to wniosku że jedynym sposobem na niezwariowanie z powodu ciszy jest atakowanie się hałasem. Serio to pomaga ;)

I tak od dzisiejszego ranka zdążyłam przeczytać dwie książki *Tess Gerritsen*. Ostatnio namiętnie czytam jej twory i jestem w pełni usatysfakcjonowana.

 
tessg.jpeg


Wieczorem zapewne zacznę kolejną, tym razem *Dawcę*. Żeby tylko ipad mi się naładował ;)

images.jpeg


Czekając żeby moje cudo techniki się naładowało zabrałam się za film na który miałam ochotę od bardzo dawna. *Mroczny rycerz powstaje* był na liście potencjalnie ulubionych filmów, to jednak po seansie wiem że czegoś mi tam zabrakło. Nie był zły, jednak do ulubionych go nie zaliczę. Może to wina że Tom Hardy sam w sobie jest mega seksowny, a jego głos mi się strasznie podoba, a tu mamy faceta w masce, który piszczy czy wydaje bliżej nieokreślone dźwięki.

images.jpeg


A może to coś innego, może to samej fabule czegoś zabrakło. Ogólnie film z gatunku dobrych, ale nie wybitnych w swej kategorii. Szkoda.

O i stworzyłam kontrolowany chaos. tak też może być ;)

Całuję mocno,
Kasia :*
  • awatar Lady in Twilight: też mocno buziam ;) a Batman też mi nie podszedł, kompletny brak poczucia humoru
  • awatar kasiek91: @Lady in Twilight: Właśnie tego humoru chyba najbardziej brakowało
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kasiek91
 
I ja po raz drugi dziś :)

Tym razem bez mojego ogrodu :D
Tym razem po to by nie tracić dobrego nastroju mimo pogody :)

I tak między jednym deszczem a drugim wybyłam z młodym na środek podwórka i twardo grałam badmintona. Nie straszny nam deszcz, nie straszny nam wiatr, my się nie poddaliśmy póki nie zaczęła się kolejna ulewa dnia dzisiejszego ;)

b (1).jpg


Tata też się uparł i grilla choćby pod zadaszeniem, ale zrobił. Da się? Da się :D

b (2).jpg


I wszystko przy melodii która ostatnio wpadła mi ucho i za nic nie chce wyjść



A teraz już znikam i oddaje się lekturze, którą dostałam od mojej drugiej mamy, czyli cioci która czasem martwi się o mnie i mój stan psychiczny bardziej niż moja mama. To zresztą chyba moja ukochana osoba w rodzinie poza rodzicami i bratem, no i babcią (ale tą normalną).

2013-05-02 17.56.26.jpg



P.S. Czy chwaliłam się Wam że *ścięłam moje włosy* i z takich do połowy pleców mam boba? :D
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg





*OPIS WYDAWCY*

"David Hunter, który wie o śmierci wszystko a w niespełna rok po kolejnym śledztwie, którego omal nie przypłacił życiem wraca tam, gdzie uczył się zawodu. Tam, gdzie wszędzie wokoło leżały ludzkie ciała w różnym stadium rozkładu, a wielkie czarne litery na bramie informowały, że to Ośrodek Badań Antropologicznych, lepiej znany pod inną, mniej urzędową nazwą - Trupia Farma.
Tam doktor Hunter ma nadzieję odzyskać wiarę w siebie i znowu skłonić zmarłych do zwierzeń.Tam na prośbę swego mentora rozpoczyna dochodzenie w sprawie makabrycznego morderstwa. Dochodzenie, w którym będzie musiał wysłuchać najbardziej przerażających szeptów zmarłych. W miejscu jeszcze straszliwszym i bardziej nieludzkim niż Trupia Farma."

*MOJA OPINIA*

Właśnie zakończyłam moją przygodę z Davidem Hunterem. Co prawda "Szepty Zmarłych" to trzecia część, jednak dla mnie stała się czwartą i ostatnią. Żałuję, że wszystko się skończyło, jednak rada jestem że poznałam kolejną przygodę antropologa.

Tym razem historia zawędrowała aż za ocean, do miejsca które większość ludzi woli nie znać, do Trupiej Farmy. Dr. David Hunter próbuje na nowo odzyskać swoje dawne życie. Przypomnieć sobie co jest ważne i tak naprawdę odzyskać pewność siebie, którą zabrano mu rok wcześniej, gdy prawie stracił życie.

"Szepty Zmarłych" wydają się znacznie bardziej zagłębiać w umysł Davida. Autor poświęca mu więcej czasu niż wcześniej opisując jego zachowania, jego obawy, jego złości. Jednak nie dajmy się zmylić, chwilowy brak pewności siebie czy kilka zdań więcej o odczuciach bohatera nie sprawią, że książka straci swój urok. O nie, David zachęcany przez swojego przyjaciela i mentora Toma Liebermanna zagłębia się coraz bardziej w morderstwa i ich ofiary.

Same morderstwa nie są zwyczajne i typowe. Każdy kolejny dowód przeczy temu poprzedniemu, a gdy już wydaje się że wszystko jest jasne, pojawia się następna zagadka. W pewnym momencie jednak wydaje się że wszystko już wiadome. Morderca jest znany i teraz trzeba go złapać. Zaczyna się morderczy wyścig z życiem i czasem. Jednak, czy wszystko jest takie proste? Czy ta największa zagadka ma tak prosty finał?

Ja się nie zawiodłam. Po raz kolejny z zapartym tchem obserwowałam i kibicowałam Davidowi Hunterowi. Polubiłam postacie, rozwiązywałam zagadki i gdy ostatnie słowo zabrzmiało w mojej głowie poczułam pustkę. Oto zakończyłam przygodę z niesamowitym człowiek, który pokazał mi świat z innej perspektywy. Od dziś wiem znacznie więcej o śmierci niż jeszcze kilka miesięcy temu. Po lekturze Beckett'a ciało po śmierci to nie tylko trumna i pochówek, to znacznie więcej. To skomplikowane procesy, roje owadów i zaskakujący bieg natury.

8/10

Buziaki,
Kasia :*
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg


352x500.jpg


*OPIS WYDAWCY*

"Laurel McBane od dzieciństwa lubiła piec i gotować. Dzięki wielu wyrzeczeniom skończyła renomowaną szkołę gastronomiczną w Nowym Jorku i było oczywiste, że to właśnie Laurel zajmie się kulinarną stroną „Przysiąg”. Jej pyszne torty i wytworne desery budzą ogólny zachwyt i nadają niepowtarzalny charakter każdemu przyjęciu weselnemu.
Niestety, sama Laurel nie wierzy, że kiedykolwiek uda jej się powiedzieć to najważniejsze w życiu „tak”. Od dzieciństwa jest zakochana w starszym bracie przyjaciółki, Delaneyu Brownie. Tylko czy Del, który zawsze traktował ją jak młodszą siostrę, zdecyduje się przekroczyć granice między przyjaźnią a miłością? A poza tym, czy renomowany prawnik, absolwent prestiżowej uczelni, w dodatku pochodzący ze znanej i wpływowej rodziny, może się zainteresować zwyczajną dziewczyną bez pieniędzy? Laurel będzie musiała zapomnieć o rozterkach, żeby przemienić chwile namiętności w wieczną miłość…"

*MOJA OPINIA*

Nieważne jak wielkim jestem fanem kryminałów, jak bardzo uwielbiam zagadki i morderstwa w książkach, przyszedł taki czas, że odgradzając się od świata ciepłym kocem i pyszną herbatą zasiadłam do książki Nory Roberts. Wybór padł na "Smak chwili".

Już sama okładka zachęciła do zaglądnięcia wgłąb "zwyczajno-niezwyczajnej" historii. Ja fanka "minimalizmu okładkowego", czyli im mniej tym lepiej, zachwyciłam się koronką, perłami, atłasem. Wszystko z gustem i klasą, mieszcząc się w granicach normy. Wiem, że to raczej nie zależy od autora, jednak zdecydowanie przyjemniej chwyta się za pozycję gdzie okładka nie jest kiczowatym "wrzućmy wszystko co mamy na pierwszą stronę", a subtelnym przekazem treści.

Po pierwszych zachwytach okładkowych, zaglądnęłam do świata "Przysiąg", czyli firmy czterech przyjaciółek, zajmujących się organizacją przyjęć weselnych. Laurel, główna bohaterka tej części jawi nam się jako twardo stąpająca po ziemi pani cukiernik. Ciężko pracuje, jednak każde jej wypiek jest swoistym dziełem sztuki. To ciepła i chcąca pomóc wszystkim wokół osoba, której brakuje tylko ukochanego mężczyzny u boku. Tym wymarzonym wydaje się Del - brat jednej z przyjaciółek, chłopak którego zna od zawsze i kocha zapewne równie długo. Jednak gdy ktoś zna nas tak długo, to czy potrafi przestać traktować nas jak młodszą siostrę, kolejną istotę do niańczenia?

"Smak chwili" może wydawać się kolejnym banalnym romansidłem. Może i w pewnym sensie to prawda. Jednak co jest pewne to ciekawie i sensownie nakreślone postacie, wątki które "trzymają się kupy" i przyjemność jaką odczuwałam w trakcie czytania tej książki.

*CZY POLECAM?*

Jeśli jesteś fanką romansów to zdecydowanie tak. Ja mimo że ten gatunek nie należy do moich ulubionych to z przyjemnością przeczytałam tą pozycję. Pełna jest miłości, nie tylko tej między kobietą a mężczyzną, optymizmu i pogody ducha. Coś idealnego na zły humor i osłodę burych dni.

7/10

Buziaki,
Kasia :*
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg


nie-mow-nikomu-b-iext8614305.jpg


*OPIS WYDAWCY*

“Od śmierci Elizabeth z rąk seryjnego zabójcy minęło osiem lat, ale młody lekarz David Beck nie potrafi o niej zapomnieć. Niespodziewanie pocztą elektroniczną otrzymuje niezbity dowód, że jego żona nadal żyje. Jak to możliwe, skoro jej ciało zostało zidentyfikowane ponad wszelką wątpliwość? Beck ignoruje ostrzeżenie 'nie mów nikomu' i próbuje dotrzeć do sedna mrocznej tajemnicy, której ślady wiodą w przeszłość. Padają następne ofiary, zagadka goni zagadkę...”



*MOJA OPINIA*

Obecnie Harlan Coben znajduje się na szczycie moich ulubionych autorów. W moim małym, prywatnych zbiorze "Nie mów nikomu" jest siódmym egzemplarzem. We wszystkich wcześniejszych egzemplarzach z tyłu okładki pisało że "Nie mów nikomu" uczynił mega gwiazdą Harlana Cobena. Musiałam sprawdzić w czym tkwi sukces właśnie tej pozycji. No właśnie w czym tkwi sukces?

Czym charakteryzuje się thriller każdy wie. Misternie uknuta intryga, wiecznie zmieniające się tropy, które na końcu i tak są "ślepą uliczką" bez wyjścia. To wszystko u Cobena dopracowane jest w najdrobniejszych szczegółach. Jednak wyróżnikiem dla mnie jest...miłość. Bo wszystko w życiu musi mieć jakiś cel i sens.

David Beck to młody lekarz, który osiem lat wcześniej stracił żonę i gdy nagle dostaje tajemniczą wiadomość z której wynika że jego żona żyje stara się zrobić wszystko żeby to wytłumaczyć. Coben pokazuje nam jak silna potrafi być miłość lecz jednocześnie tworzy intrygi, a zagadka goni zagadkę. Nie ma tu miejsca na spokojny oddech i chwilę nudy. Gdy już wejdziemy do świata Davida Beck'a nie wyjdziemy z niego aż  do ostatniej strony, a i wtedy będziemy zastanawiać się jak to się stało. Bo nie ma rzeczy pewnych, prócz jednej - miłość - dla niej robimy wiele rzeczy, nawet tych najgorszych.

*CZY POLECAM?*

"Nie mów nikomu" to ciekawa i wciągająca pozycja, dla każdego fana thrillera. Ja szczerze zachęcam każdego do zapoznania się chociaż z jedną pozycją Cobena, bo naprawdę warto.

8/10

Buziaki,
Kasia :*
  • awatar Kkkkkkkkkk: Czytałam i również polecam, wg mnie jest świetna :) a zakończenie mega zaskakujące :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg


2013-01-19 14.40.20.jpg


*OPIS WYDAWCY*

“Manham. Małe spokojne miasteczko. Krajobraz pozbawiony zarówno życia, jak i konkretnych kształtów. Płaskie wrzosowiska i upstrzone kępami drzew mokradła. To tu doktor David Hunter szuka schronienia przed okrutną przeszłością. Sądzi, że przeżył już wszystko to, co najgorszego może przeżyć człowiek, sądzi, że wie o śmierci wszystko. Ale śmierć, ów proces alchemii na wspak, w którym złoto życia ulega rozbiciu na cuchnące składniki wyjściowe, wdziera się do Manham. I to w niewyobrażalnie wynaturzonych formach. Jeszcze nie wiemy, dlaczego Hunter - wybitny antropolog sądowy - zaszył się tu jako zwykły lekarz. Dlaczego odmawia pomocy policji, skoro potrafi określić czas i sposób dokonania każdej zbrodni. Wiemy tylko, że się boimy. Razem z mieszkańcami Manham czujemy odór wszechobecnej śmierci. Giną młode kobiety, dzieci znajdują makabrycznie okaleczone zwłoki, ktoś podrzuca pod drzwi martwe zwierzęta, ktoś zastawia sidła na ludzi.”



*MOJA OPINIA*

Pana Becketta uwielbiam, a fakt że nie musimy czytać od pierwszej części do ostatniej, sprawia że bez przeszkód i w każdej chwili możemy chwycić którąkolwiek z czterech części i zagłębić się w świat śmierci. Śmierci innej niż wszystkie, bo w swych opisach tak rzeczywistej i tak okrutnej w swym rozkładzie, że już żadne wspomnienie słowa "śmierć" nie będzie takie samo.

"Chemia śmierci" to pierwsza z książek Simona Becketta, jednak do mnie trafiła jako pozycja nr 3. Na dobrą sprawę zaczęłam od drugiej, potem była czwarta i po dłuższej przerwie trafiłam na tą której najbardziej wyczekiwałam - na pierwszą.

Tutaj spotykamy się z dr Davidem Hunter'em po raz pierwszy. Poznajemy go jako spokojnego lekarza, który z niewiadomych przyczyn porzuca wszystko co wielkomiejskie na rzecz małej mieściny pośrodku niczego. Jednak taki obrót sprawy wydaje się sprawiać przyjemność i dawać spokój młodemu lekarzowi. Jednak ten spokój nie trwa zbyt długo. Ledwie złapał oddech i znalazł przyjemną codzienną rutynę, gdy w jego życie "wchodzi z impetem" śmierć. I to nie taka zwykła. Zbiera żniwa i rani wszystkich wokół, nie oszczędzając nikogo. Straszy swym okrucieństwem małych i nastawia przeciw sobie dorosłych. Tutaj pośrodku tego chaosu okazuje się że David hunter wcale nie jest takim zwykłym lekarzem. On potrafi znacznie więcej i skrywa tajemnice które niejednego mogłyby dobić. Jednak nie poddaje się walczy i pomaga i znajduje bliskie osoby które są gotowe mu pomóc zarówno w życiu prywatnym, jak i odkrywaniu tajemnic śmierci.

Wszystko to jest otoczone faktami wprost ze stołów patologów i antropologów. Dowiadujemy się interesujących wiadomości o tempie rozkładu, zaglądamy do wnętrza umysłu kryminologa i tylko do samego końca nie potrafimy odgadnąć podstawowej zagadki - kto jest śmiercią? Kto zadaje taki ból tak małej mieścinie, kto zmienia ją na zawsze?

*CZY POLECAM*

Jak już pisałam Beckett'a uwielbiam i dlatego każdemu i zawsze z  czystym sercem polecam jego książki. Chemia Śmierci nie jest wyjątkiem, dlatego jeśli tylko lubicie dobre książki gdzie śmierć i zagadka wiodą prym, sięgnijcie po nią, a ja gwarantuje że się nie zawiedziecie/

9/10

Buziaki,
Kasia :*
  • awatar carm: Świetna książka! Przede nną jeszcze trzy kolejne części;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg




6170_99904096170-0.jpg


*OPIS WYDAWCY*

"Charley Davidson, prywatna detektyw i kostucha, widzi nieżywych ludzi. Jej zadaniem jako kostuchy jest przekonać ich, by „szli w stronę światła”.
Niekiedy jednak ci nieżywi ludzie nie umarli śmiercią naturalną, bo na przykład zostali zamordowani. Niekiedy chcą, by Charley doprowadziła ich zabójców przed oblicze sprawiedliwości.
Wszystko dodatkowo komplikuje fakt, że Charley prowadzi bardzo bujne życie erotyczne, tyle że we śnie. I z udziałem tajemniczego nieznajomego, którego zagadkową tożsamość młoda detektyw próbuje wyjaśnić z takim samym zaangażowaniem, jak sprawę morderstwa trzech prawników…
„Pierwszy grób po prawej” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników paranormal romance i urban fantasy na najwyższym poziomie!"


*MOJA OPINIA*

Kto to jest kostucha? Mroczna, zakapturzona postać mężczyzny, bądź kobiety? A może kościotrup, w czarnej szacie, z przerażającą kosą?

A gdybym napisała, że to seksowna, młoda kobieta, która jest detektywem. Uwierzyłabyś?

Nie? Szkoda, bo właśnie taka jest Charley Davidson - jedyna na świecie kostucha. To młoda, atrakcyjna pani detektyw, która często prócz pomocy "zwykłym śmiertelnikom", pomaga umarłym w odszukiwaniu ich morderców. I tak też jest tym razem. Charley stara się pomóc trójce prawników zamordowanych w tym samym dniu. Sprawę komplikuje fakt, że w nocy, we śnie przeżywa liczne przygody miłosne z pewnym mężczyzną, którego tożsamość stara się odkryć za wszelką cenę.

Jednak co jeśli prawda okażę się trudniejsza niż się wydaje? Co jeśli z pozoru zwykłe morderstwo, zatacza coraz większe kręgi, wciągając coraz więcej osób?

Sama Charley Davidson to pełna ciepła osoba, która stara się pomóc wszystkim wokół, przez co nieraz wplątuje się w kłopoty i naraża się na niebezpieczeństwo. Jednak nic z tych rzeczy nie pozbawia jej poczucia humoru i jeszcze większych pokładów ironii do otaczającego ją świata. Jednak to wszystko sprawia, że Charley wydaje się całkiem realna i ludzka i w niczym nie przypomina tej strasznej kostuchy, jaka tkwi w naszej wyobraźni.


*CZY POLECAM?*

Zdecydowane *Tak*. Powieść Deryndy Jones to zabawna i przyjemna pozycja na tej  szary i smutny czas jaki jest za oknem. Pełna humoru i ciekawie nakreślonych postaci sprawia że nawet nie poczujemy jak upływa nam czas przy tej lekturze.

9/10

Buziaki,
Kasia :*
 

kasiek91
 
Ale miałam dziś dzień mopa. Mama rankiem wpadła do pokoju młodego i zaczęła mu sprzątać. Wszystko ok, tylko że nagle w każdym pomieszczeniu na górze był syf. Pokój młodego posprzątany, mama zadowolona i twierdzi że reszta należy do mnie. Także choinka wreszcie rozebrana, meble wypucowane, weekend zapowiada się spokojny.

~*~

Jednak prócz pucowania ostatnio przelotem byłam na malutkich zakupach. Tym razem tylko włosowo, bo odżywka, szczotka która stała się moim hitem - skończyło się bolesne szczotkowanie i wyrywanie włosów. Teraz czesanie jest samą przyjemnością i to za jedyne 8zł. A przy okazji tabletki, o których czytałam wiele dobrego, bo niestety moje włosy ostatnio nie współpracują i wyglądają tragicznie.

3.jpg


Przechadzając się zauważyłam też masełko do ust z nivea i wiedziałam że musi być moje. I też ten mały zakup okazał się moim małych hitem. Maziam nim usta, które stały się nawilżone i obłędnie pachną, nawet młody to stwierdził. I to też za 8zł ;)

A że nie samymi kosmetykami człowiek żyje. W gruncie rzeczy sprzątaniem też nie, to potrzeba jeszcze strawy dla ducha. I tu na pierwszy plan wychodzi moje książkomaniactwo i nowe nabytki. Ukochany Coben, mam już 7 jego książek w domu i wiem że to nie koniec i Beckett, którego również uwielbiam i szczerze żałuję że napisał tylko 4 książki :(

2.jpg


~*~

Dzisiejszy wieczór jednak sponsoruje *sernik bez sera*, genialny wypiek, gorąca czekolada i *niekończąca się opowieść* - czyli lektura młodego.

4.jpg

Nie zwracajcie uwagi, że wszystko inne, młody się stara ale nie wszystko jeszcze zna :D

niekonczaca.jpg


Zasiadamy teraz przed telewizorem i wsio do innego świata ;)

Buziaki,
Kasia :*
  • awatar Lady in Twilight: :D fajne zakupy :) choinka rozebrana :o ja moja trzymam do lutego,moze nawet do połowy,nie popuszczę,kocham ją ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kasiek91
 
kasiek91: Wczorajszy dzień był niesamowicie mroźny, dzisiejszy o dziwo nie był taki zły. W dodatku muszę stwierdzić, że w tym roku mpk sprawdza się i jeszcze w żadnych tramwaju czy autobusie nie zmarzłam, ba w jedyn z nich dziś było mi wręcz gorąco. Byle tak dalej.

Jeśli chodzi o wczorajsze zakupy, to nie było tego dużo, ale za to jestem w pełni z nich zadowolona. Niby nic, a poprawia humor na długi czas.
Ja zdecydowana zwolenniczka czarnych kozaków, w tym sezonie zdecydowanie zakochałam się w brązowych. W dodatku jako osoba o fatalnej koordynacji ruchowej zawsze skłaniam się ku płaskich butach na zimę, postawiłam na stosunkowo niewielki obcas. CCC zdecydowanie mi w tym roku przypasował :)


1.jpg



Do tego od razu kupiłam torebkę do kompletu, bo niestety moja ulubiona czarna w weekend wydała ostatnie tchnienie :(
2.jpg


Razem prezentują się idealnie i nawet mamie się podoba. Zresztą o dziwo sama za to zapłaciła :)


A dziś w ramach prezentu mikołajkowego od samej siebie wstąpiłam po nowe woski. Tym razem typowo zimowy wybór :)

yankeecandle.jpg


A w Lidlu skusiłam się na książkę. Jako że jeszcze nie miałam styczności z Jo Nesbo, ogólnie z żadnym skandynawskim kryminałem, postanowiłam zacząć od początku i zakupiłam pierwszy tom z cyklu o Harrym Hole. Dlatego dzisiejszy wieczór spędzam z książką i mieszanką suszonych owoców. Mmmmm, pycha :)


3.jpg



A wszystko te przyjemności niszczy fakt @, która jest wyjątkowo bolesna w tym miesiącu i jak normalnie ból jest w skali 9/10 dziś jest 11/10. Umieram, a tabletkami szprycuje się co godzinę praktycznie a i tak z bólu prawie mdleję i wymiotuję :/

No ale chociaż Wam życzę miłego wieczoru :)
Kasia :*
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kasiek91
 

ksrecenzja.jpg


villette2.jpg



*OPIS WYDAWCY*

Lucy Snowe już od dłuższego czasu jest związana z pensją Madame Beck. Zanurzona w rutynowych, codziennych zajęciach, nie spodziewa się od losu niczego szczególnego. Tymczasem wokół niej zaczynają rozgrywać się niezwykłe, tajemnicze zdarzenia. Co więcej w sercu Lucy zaczyna wrzeć, gdy na horyzoncie pojawiają się mężczyźni. Czy któryś z nich okaże się dla niej tym jedynym? Czy dziewczyna w końcu odnajdzie szczęście?

*MOJA OPINIA*

Ostatnie dni spędziłam na podróży do świata Lucy Snowe. Pierwszy tom nie powalił mnie na kolana, ot czułam ciągły niedosyt, czegoś mi brakowało, a akcja wydawała mi się zbyt mozolna i nudna. Dlatego do drugiej części podeszłam z rezerwą. Obawiałam się że nie wytrwam i nie dowiem się jak potoczyły się losy tej surowej i wydawać by się mogło zimnej kobiety.

Jednak autorka postanowiła ze mnie zakpić i już od pierwszych stron z przyjemnością przeniosłam się do XIX wiecznej Francji. Mogłam bliżej poznać dr Johna, jego uroczą matkę czy powrócić na pensję gdzie Monsieur Paul nadał nie szczędził złośliwości Lucy. nagle też dostałam odpowiedź na pytania które nie dawały mi spokoju po pierwszej części. Słowem zaczęło się idealnie ale... No właśnie pozostało jakieś "ale". Książka wciągnęła jednak znów mniej więcej w połowie poczułam się znużona. Autorka zwolniła, zaczęła wszystko tam dokładnie, a w dodatku nudno opisywać że chciałam odłożyć książkę i poddać się w połowie. Dodatkowo nadużywanie zwrotów "mały człowieczek" w stosunku do Monsieur Paula było wręcz irytujące. Ja nie wiem on jakimś karłem był? Bo inne wrażenie wywarłam, dodatkowo przez 3/4 książki byłam przekonana że to podstarzały pan, któremu prędzej do emerytury niż do pełni życia, więc gdy autorka wreszcie odkryła kartę przybliżonego wieku byłam szczerze zaskoczona.
Kiedy już miałam się ostatecznie poddać i przegrać rundę niehonorowo, okazało się że historia znów wciąga i przypiera ciekawe oblicze. Zjawiska nadprzyrodzone mają ciekawe wyjaśnienie, mężczyźni otaczający Lucy nie są końcowo tacy jak sobie wyobrażaliśmy, a samo zakończenie jest przyjemne dla duszy i oka czytelnika.

*CZY POLECAM?*

Jeśli ktoś przebrnął przez pierwszą część do zdecydowanie tak. Uważam że ta część jest lepsza od poprzedniej. Osobiście wywaliłabym kilka rozdziałów z jednej i drugiej części, a wtedy powstałaby świetna jednotomowa historia. Co się tyczy samej drugiej części zasługuje ona na uwagę, lecz tylko po zaznajomieniu się z poprzedniczką, bo inaczej nic nie będzie zrozumiałe.

7/10

Buziaki,
Kasia :*
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg



wieczór.jpg.jpg



*OPIS WYDAWCY*

Lucy Snowe, osierocona, bez pieniędzy i dachu nad głową, opuszcza rodzinną Anglię i rusza do Francji. Z nadzieją na znalezienie dla siebie nowego miejsca oraz źródła utrzymania trafia do niewielkiego miasteczka Villette. Szczęśliwie los się do niej uśmiecha - znajduje bowiem zatrudnienie na pensji dla dziewcząt, którą prowadzi niejaka Madame Beck. W ten sposób w życiu młodej kobiety otwiera się nowy rozdział, pełen przeżyć i wzruszeń.

*MOJA OPINIA*

„Villette” to pierwsza książka z cyklu „ z kobietami XIX w i nie tylko”. Jak już kiedyś wspominałam dostałam je i obiecałam sobie solennie, że przeczytam każdą. Dodatkową motywacją jest zakład z bratem że nie dam rady. No czy może być coś lepszego do znalezienia dodatkowej energii, niż urażona duma? Z tego co piszę wykreować może się obraz osoby, która szczerze nienawidzi książek i czyta z przymusu. Nic bardziej mylnego, ja kocham książki ale sięgam raczej bo współczesnych autorów i zazwyczaj jest to jakiś kryminał czy thriller. Dlatego teraz tak trudno mi przestawić się na książkę gdzie brakuje zaskakujących zwrotów akcji, a wszyscy do wszystkich odnoszą się z szacunkiem i niesamowitą kurtuazją.

Charlotte Bronte znana jest szerzej z "Dziwne losy Jane Eyre", które są zachwalane i powszechnie lubiane. Ja nie miałam przyjemności spotkać się z pozycjami tej pani, to i na „Villette” patrzyłam świeżym, ale i niepewnym okiem. Tak naprawdę nie wiedząc czego się spodziewać zagłębiłam się w świat panny Lucy Snowe, z jednej strony spokojny i melancholijny, z drugiej zaś pełen przygód jak na tamte czasy. Po pierwszych rozdziałach które czytałam  z przyjemnością, nastąpiła swojego rodzaju przerwa, dłużący się czas kiedy to się zastanawiałam po co były te pierwsze rozdziały, które nie mają nic wspólnego z dalszą historią? Po co wprowadzać postać i pisać o niej przez tyle stron, a jednocześnie nie wnosić nic do samej powieści? Na niektóre moje pytania dostałam odpowiedź później, inne nadal kotłują mi się w głowie. Sama panna Lucy to osoba spokojna, samotna i nie poszukująca towarzyszy za wszelką cenę. Zdecydowanie bardziej ceni spokój od ciągłego plotkowania z innymi. To mi się w postaci podobało, była niezmienna w swojej postawie, jednak to nie ona skradła moje serce. Jej postać czasem wydawała mi się zbyt spokojna i melancholijna, dlatego moją sympatią obdarzyłam dr Johna i za każdym razem kiedy była o nim mowa z ciekawością zagłębiałam się w strony książki. Niestety długie opisy samotnie spędzanego czasu czasem mogły nużyć najbardziej zatwardziałego czytelnika. Ja sama muszę przyznać że odłożyłam książkę na kilka dni i wróciłam do niej tylko dlatego że nie lubię zostawiać rzeczy „otwartych, niezakończonych”. Na szczęście sam koniec był znacznie ciekawszy i przyjemny w odbiorze, dzięki czemu mogę chwycić za drugi tom powieści z nadzieją i ciekawością dalszych losów panny Lucy i dr Johna, który mam szczerą nadzieję pojawi się i tutaj.

*CZY POLECAM*

Myślę że tak. Nie jest to jednak książka łatwa i z gatunku „czytam w kilka chwil”, no przynajmniej dla mnie taka nie była. Jednak historia może zaciekawić i umilić te jesienne wieczory pełne mrozu i mgły za oknami.

6/10

Buziaki,
Kasia :*
  • awatar Mike: OyGYK0 http://www.c1dOvW6eef5JOp8ApWjKQy5RO5mLafkc.com
  • awatar horny: VezZGJ http://www.c1dOvW6eef5JOp8ApWjKQy5RO5mLafkc.com
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kasiek91
 
kasiek91:
d2822d6b791bc5e8333555a7263f3fbb.jpg



Jestem z siebie dumna bo dopiero czwartek a ja kończę pierwszą z książek od "cioci M." Dumna bo w końcu założyłam się z młodym że minimum jedną tygodniowo będę czytać i o dziwo znajduję w sobie tą mobilizację i mimo że do czytania takich książek trzeba się "przestawić" po pełnych akcji kryminałach to sobie radzę :) Za to brat mój od miesiąca męczy "most do terabithii" który niby tak go ciekawi, a utknął na 3 rozdziale. Leń pieroński z niego i nawet etykieta wody mineralnej ma dla niego za dużo tekstu...

Oj jutro pomęczę go o książki żeby zaczął czytać, kurde nawet jakieś erotyki, cokolwiek :D (Dobra, z tymi erotykami przesadziłam :D )
  • awatar maarudaa: wow, podziwiam. Ja nie mogę się coś zabrać do dokończenia mojego Rolanda. wrrr.
  • awatar kasiek91: @maarudaa: Odpowiednia motywacja i można wszystko :D Nie ma nic gorszego niż młodszy brat twierdzący że Ci się nie uda :D
  • awatar maarudaa: Aaa :D Dobry brat! ;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

kasiek91
 
ksrecenzja.jpg


requiem.jpg.jpg


*OPIS WYDAWCY*

"Śmierć i zemsta w takt Requiem Verdiego…
Carol, Deborah, Octavia, Leslie i Kate – przyjaciółki na zabój, „cudowna paczka”. Dwadzieścia lat temu na szkolnej wycieczce w ich szeregach niespodziewanie pojawiła się śmierć – Carol zginęła na klifach Durdle Door. Czy morderczynią była jedna z jej przyjaciółek? A może był to jedynie nieszczęśliwy wypadek? Wydaje się, że po latach sprawa odeszła w niepamięć. Jest jednak ktoś, dla kogo przedawnienie nie istnieje.
Zaginięcie Deborah i śmierć Kate inicjują śledztwo, które prowadzi nadkomisarz Andrew Fenwick. Ścigając się z czasem, policjant próbuje schwytać mordercę, który rozpoczął polowanie na pozostałe kobiety…"

*SPIS CZĘŚCI*

Requiem
Część I. Dies Irae
część II. Liber Scriptus
Część III. Kyrie
Część IV. Ingemisco
Część V. Libera Me
Część VI. Requiem


*MOJA OPINIA*

Książka na mojej półce leżała dość długo. Spakowałam ją do Włoch z myślą że na pewno przeczytam. Niestety nie miałam czasu, a po powrocie odłożyłam na bliżej nieokreślone "kiedyś". To "kiedyś" nastąpiło w ostatni długi weekend.
I tak na kilka wieczorów przeniosłam się do Anglii gdzie grasuje seryjnym morderca. Jednak nie martwcie się, nie zabija on byle kogo, on (bo że to mężczyzna dowiadujemy się niestety bardzo szybko) poszukuje konkretnych osób, w dziwny sposób związanych z wydarzeniami sprzed 20 lat. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Andrew Fenwick - nadkomisarz, który właśnie wrócił do pracy po długim urlopie związanym z problemami rodzinnymi.
W tym momencie uruchamia nam się trybik "ale to już było, to takie typowe". Nie martwcie się, mimo tej sztampowości, jego historia jest ciekawa i stanowi jedynie drobne tło głównego wątku.

W trakcie czytania poznajemy też mordercę. Początkowo nie wiemy kto to, poznajemy jego kolejne ruchy i przygotowania. Początkowo podziwiamy jego spryt jednocześnie uważając go za potwora, jednak w trakcie czytania zaczynamy go rozumieć, czy pod koniec nawet współczuć.

Jednak nie wszystko jest tak ciekawe i przyjemne w czytaniu. Mimo że autorka opisuje wszystko dokładnie i starannie, prowadzi interesujące wątki, gdzie tłem jest muzyka, to w pewnym momencie mamy wrażenie że wszystko ciągnie się zbyt długo. Czekamy na ten magiczny punkt kulminacyjny gdzie adrenalina uderza do głowy, a dostajemy pewien przestój, zwolnienie akcji w czasie którego mamy chęć ominąć kilka stron.

Jednak to wszystko nagradza nam zakończenie, które może zaskoczyć. Ja osobiście spodziewałam się czegoś innego, ale tym co dostałam jestem zdecydowanie zadowolona i usatysfakcjonowana.


*CZY POLECAM*

*Tak*, mimo drobnych potknięć książka mnie zaciekawiła i z przyjemnością spędziłam te godziny zagłębiając się w świat angielskiej policji i mordercy.


6/10

Buziaki,
Kasia :*
 

kasiek91
 
Przyjaciółka mojej mamy to wspaniała kobieta. Taka samozwańcza ciocia, która mnie bardzo lubi ;) Poprzednie koleżanki z pracy mamy uwielbiały młodego, obecne mnie ;)  
Często dostaję jakieś drobiazgi od nich, zwłaszcza od pani M. Jednak ostatnio "ciocia" przeszła samą siebie. Jako że uwielbiam książki, dostałam od niej kilka książek które umilą mi te jesienne dni.

książki.jpg.jpg


Mimo, że ja jestem bardziej fanką kryminałów i akcji dziejącej się w naszych czasach, z przyjemnością zanurzę się w historie z XIX czy XVIII w kiedy to kobiety nie były tak wyzwolone jak dziś :)

Sumiennie obiecuję zrecenzować każdą z nich :)
Obecnie mam plan czytać jedną tygodniowo. Nawet założyłam się o to z młodym :) Zobaczymy jak mi pójdzie.

Póki co kończę *"Requiem dla mordercy"* więc spodziewajcie się kilku słów o książce w najbliższych dniach.

A książkę umila mi herbatka z pomarańczą i pyszne mandarynki.

mandarynki.jpg.jpg


Buziaki po raz kolejny
Kasia :*
 

kasiek91
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Kategorie blogów