Wpisy oznaczone tagiem "Księciunio" (3)  

littlemy
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

happyblackness
 
améli:
Najbardziej boli świadomość, że gdy wejdziesz do Jego pokoju, zastaniesz puste łóżko, że gdy wybierzesz Jego numer, już nikt nie odbierze. Choć myśl o tym, że już nie cierpi jest swego rodzaju pocieszeniem i pozwala w miarę normalnie funkcjonować, o tyle wszystko inne nie tak powinno wyglądać.
 

happyblackness
 
améli:
Wydaje mi się, że każdy ma takie słowa, których nie lubi i które wzbudzają w nim negatywne emocje. I ja taki mam. Choć od niedawna jest to całkiem nowy zakres słownictwa.
Pierwszym z nich jest 'wznowa'. Mianowicie druga wznowa.

2 listopada 2005 r. Księciunio po raz pierwszy zawitał do Kliniki Hematologii i Onkologii we Wrocławiu. Jako 13-letni chłopiec z guzem zlokalizowanym w kości krzyżowej. Jednak wtedy się udało.  Chemioterapia, operacja, radioterapia, chemioterapia. Udało się pokonać chorobę i od kilku lat mógł nazywać się zdrowym człowiekiem.

Minęło 6 lat od pierwszego przyjęcia na onkologię. Dokładnie 6 lat.

Gdy 2 listopada 2011 r. usłyszeliśmy diagnozę, wszystko wróciło. Wznowa rozsiana Ewing's Sarcoma, krótko mówiąc nowotwór kości. Przerażająca była liczba ognisk przerzutowych. Było ich łączne 8. Liczne na kręgach, mostku, żebrach, udzie...
Lekarze nie dawali większej nadziei na sukces, ale Księciunio się nie poddał.  Powrócił "na stare śmieci" by stoczyć kolejną walkę o swoje życie. Podano Mu pierwszy cykl chemioterapii, który zniósł zaskakująco dobrze. Z kolejnym było już gorzej. Po drugim cyklu, podczas aplazji pojawiła się infekcja. Tydzień przed Bożym Narodzeniem spędził w szpitalu, by na Święta być w domu.
Między Świętami a Nowym Rokiem przeprowadzane zostały kontrolne badania, tzw. "odpowiedź na leczenie". I oto wszyscy nie mogliśmy wyjść z podziwu. Większość ognisk przerzutowych zniknęła. Zostało na nodze i guz pierwotny. Jenak kolejne cykle i z tym się uporały. Dodatkowo na przełomie lutego i marca podana została megachemia, a po niej był autoprzeszczep.

30 marca 2012 r. wróciliśmy do domu. Spokojni, szczęśliwi z radością spoglądaliśmy w przyszłość. Jego matura. Wakacje. Może studia. Praca.

Tuż przed maturą pojawiły się ponownie bóle pleców. Narastały. Po ostatniej maturze z fizyki jeszcze w tę samą noc wylądował na Klinice. Udało się ból opanować. Kontrolne badania wyszły prawidłowo. Żadnych zmian. Krótko po tym okazało się, że ma półpaśca. Zagadka rozwiązań. Już wiedzieliśmy skąd ten ból. O wszystko oskarżony został półpasiec.

Nie mogło być nic bardziej mylnego.

Pod koniec czerwca kontrolny MRI. Czekaliśmy na opis. Połowa lipca - kolejne nasilenie bólu.
17 lipca - wyjazd do Kliniki.  Jest coś na kręgosłupie. potrzebne kolejne MRI, tym razem całego kręgosłupa.
18 lipca - MRI wskazało jednego guza na kręgosłupie.
19 lipca - konsultacja neurochirurgiczna w Szpitalu Wojskowym. Częściowa resekcja guza, tego samego dnia.
23 lipca - powrót do Kliniki.Poleciały płytki, hemoglobina. Trzeba było toczyć.
27 lipca - badanie PET, które na celu miało pokazanie zakresu drugiej wznowy.
To był piątek. W piątek wróciliśmy do domu. Wyniki mieliśmy dostać w poniedziałek, góra we wtorek. W weekend mieliśmy zatem jeszcze namiastkę normalności i względnego spokoju, choć każdy obawiał się wyników.
Sprawa wyglądała następująco. Jeżeli był tylko ten jeden guz, którego operowali, to radioterapia poradzi sobie z tym, czego neurochirurg nie zdołał wyciąć. Jeżeli byłoby tego więcej, lekarze odstąpią od leczenia.
30 lipca - "Obraz PET-CT przemawia za obecnością aktywnej choroby rozrostowej na poziomie Th11-L1 (najpewniej wznowa) oraz budzi podejrzenie aktywnych proliferacyjnie zmian w pozostałych opisanych lokalizacjach". Łącznie 7.

Kolejnego dnia pojechaliśmy na rozmowę z lekarzem. Przedstawił Mu wszystkie opcje, jakie mogą zaoferować. Leczenie chemioterapią przyniosłoby w obecnej chwili więcej szkody niż pożytku, gdyż powikłania po chemii mogłyby Go wykończyć. Pozostała więc radioterapia przeciwbólowo.

I tutaj pojawia się kolejne słowo - "paliatywna". Radioterapia paliatywna ma na celu łagodzenia bólu i zwolnienie tempa rozwoju choroby.  

Z dnia na dzień było coraz gorzej. Tracił władzę w nogach. Problemy z chodzeniem nasiliły się do tego stopnia, że w ostatni dzień naświetlań nie wstawał z wózka bez większej potrzeby (tj. konieczności wejścia po schodach do domu). To było 10 sierpnia.
W międzyczasie pojawiło się kolejne słowo. "Hospicjum"
Jest pod opieką Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci. O ile hospicjum samo w sobie jest czymś brdzo dobrym. Wszyscy ludzie, w nim pracujący, są niezawodni i niezastąpieni, o tyle każda myśl o nich boli. Dlaczego boli? Dlatego, że nie możemy już nic więcej dla Niego zrobić. Nie mogę mu dać zdrowia, a co najważniejsze - nie możemy zapewnić mu długiego i pięknego życia.

Po zakończeniu naświetlań zaczęło się poprawiać.  Do tego stopnia, że jeszcze w zeszłym tygodnia bywały momenty, że chodził bez kuli, a leki przeciwbólowe stopniowo zostały zmniejszone.

Aczkolwiek życie bywa okrutne. Bóle pleców, pomimo przyjmowanych cały czas leków, nasiliły się. Nogi po raz kolejny zaczęły odmawiać posłuszeństwa.
Dzisiaj nie jest w stanie sam ustać. Dzisiaj podłączono mu pompę, która podaje dożylnie morfinę.

Co będzie jutro?
Nie wiem.
Czy będzie wspólne jutro?
Nie wiem.

Księciunio ma 20 lat.
Powinien mieć całe życie przed sobą, a ja nie wiem, czy spędzimy razem następne Święta.

Pan Jerzy powiedział kilka lat temu "Co Bóg dał, Pan Bóg zabierze". Wtedy myśleliśmy, że chodzi o guza. Dzisiaj wiemy, że chodziło o Grześka.
 

 

Kategorie blogów