Wpisy oznaczone tagiem "Kulinarnie" (870)  

insomniaa
 
W sobotę wieczorem długo biłam się z myślami czy złapać za telefon i się komuś wyżalić, czy lepiej nie zawracać nikomu dupy. Doszłam jednak do wniosku, że wolę się nie narzucać i wybrałam spowiedź wirtualną. Po zdaniu relacji na blogu zasnęłam na klawiaturze.
W niedzielę latałam od rana, żeby ogarnąć podwórko, imprezę i siebie. Jakimś cudem się udało.

Niedzielne popołudnie minęło pod znakiem trzeciego już Projektu X, który tym razem był imprezą (przed)urodzinową. Lubię kiedy na spokojnej Wylęgarni Smoków tyle się dzieje.
Dziękuję wszystkim moim najukochańszym mordeczkom za przybycie i świetną zabawę.
M., K., I., J., M., K., W., A., M., K., K., R. - jesteście najwspanialsi! <3
Brakowało mi tu jeszcze kogoś, ale mam nadzieję, że nadrobimy ;*

Śmieszkowaliśmy, gadaliśmy, piliśmy nalewki mojej produkcji (Bąbelek do tej pory mnie za nie wychwala!). Był crash-test składanej przeze mnie huśtawki - jak wytrzymała ponad 200kg to wszystko wytrzyma! Dwóch panów inżynierów wieszało kokon na drzewie. Grill zdał egzamin. To zdecydowanie moja najlepsza inwestycja.
Była degustacja ciast. Upiekłam brownie z pijanymi wiśniami i sernik z limonką i awokado na spodzie pistacjowym - w życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów ^^
sernik.jpg

Łaszek:
Vater: -K. jedz coś.
K. -Ja miłością żyję.
Vater: -<głaszcze się po dużym brzuchu> No ja też.
ja: -<patrzę smutno na mój chudy brzuszek i mówię do Misia> No to ty mnie chyba nie kochasz ;C

Dziękuję za prezenty. Wszystkie jak najbardziej trafione. Wychodzi na to, że będę spasionym (od słodyczy) erotycznym koto-jeleniem w kudłatych kapciach, szyjącym na maszynie i mówiącym po rosyjsku xD

Dzień zakończyłam tradycyjnie podziwiając deszcz Perseidów. Mogłam go oglądać mając u boku największy prezent jaki dostałam od życia, czyli mojego Misia.
Gapiliśmy się w niebo, nagle zobaczyłam gwiazdkę. Pomyślałam życzenie. A Miś jakby czytał mi w myślach powiedział "-To już masz" <3
Ile gwiazdek złapałam? Nawet nie liczyłam. Mi wystarczyła jedna na jedno urodzinowe życzenie. Reszta była modlitwą o szczęście dla tych wspaniałych ludzi, których mam na zawsze w serduchu.

Dzisiaj fejsbuk rozgrzewał się do czerwoności od życzeń.
Tzn. najpierwszy był Daś już w niedzielę rano ;*
Dziękuję za wszystkie życzenia i za to, że na FB nie wypłynęły żadne moje przypałowe zdjęcia (poza "świnią z jabłkiem w pysku", ale to już chyba cały internet widział xD).
Ale te wszystkie wirtualne całusy to ja bym wolała dostać realnie ;P

_________________________________________________________
Zeszłej nocy miałam tak bardzo realistyczny sen...
Podobno jeśli budzisz się bez powodu w środku nocy, to znaczy, że właśnie pojawiasz się w czyimś śnie.
Ale to już temat na osobny wpis...
 

insomniaa
 
Lubię las. Bo co innego można lubić, kiedy do lasu ma się bliżej niż do cywilizacji. Lubię spacerować godzinami, włóczyć się bez celu po dziczy. Stała trasa liczy prawie 10km, taki dystans wystarczy, żeby poukładać myśli i (nomen omen) nabrać dystansu do wszystkiego.

Zazwyczaj do lasu chodzę sama, w niedzielę rano miałam wyjątkowo towarzystwo i to najlepsze z możliwych ;*
Moje Szczęście było przynętą na gzy i komary ;D
Grzyby jeszcze się nie pokazały, za to obrodziły inne dary lasu:
borowki.jpg

jagody.jpg

jezyny.jpg

maliny.jpg

No ale nie można przecież ciągle chować się w dziczy. Czasem trzeba wyjść do ludzi.
Zrobiliśmy drugą edycję wylęgarniano-smoczanego Projektu X ;D  Tutaj po prostu nie da się zrobić kameralnej imprezy ;D Ale to dobrze, bo im więcej ludzi tym lepiej! Brakowało mi tylko jednej mordki, no ale kiedyś nadrobimy (mam nadzieję).

Najprostszy przepis na uszczęśliwienie gości: lemoniada z syropem z kwiatu bzu i serniko-brownie z owocami leśnymi ^^ W życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów!
Chociaż dla mnie namber łan to ogórki po meksykańsku od Kromeczki ;D

Zrobiłam w końcu "chillout zone" - powiesiłam hamak, ale to raczej dla mojego Miśka, bo ja nie mam czasu się wylegiwać, bo muszę latać i przynosić Miśkowi kawkę i piwo ;D
A tak całkiem serio - hamak okupuję wieczorami, gdy wyprowadzam Bośka na spacer. Tylko wtedy muszę się pilnować, żeby w nim nie zasnąć.

Niedzielny grill przeciągnął się do wieczora. To już chyba tradycja tego miejsca, że po zmroku wypływają różne dziwne wyznania ;D


A wracając do serniko-brownie... Receptura perfekto, ale muszę popracować nad prezentacją:
ciacho.jpg
 

insomniaa
 
Co to bierny odpoczynek?
Nie mam pojęcia. Nie znam. Nie umiem.

W środę byłam od rana na wysokich obrotach (mimo strasznego niewyspania, ale bywają takie noce kiedy warto odłożyć sen na później).

Nazbierałam wiśni, nastawiłam wiśniówkę.
Potem poszłam na spacer do lasu (przyzwyczajam się xD) i nazbierałam trochę jagód, poziomek i malin, chociaż celem nie były zbiory tylko rekreacja.

Potrzebuję takiego resetu. Tylko ja i ta przejmująca cisza, która niejednego by dobiła. Mnie to uspokaja, pozwala poukładać myśli. Łażę po lesie i gadam do siebie. Pomaga? Wmawiam sobie, że tak.


Po południu pojechałam do Pyszczka. Ugotowaliśmy obiad, a po obiedzie poszliśmy do A. i M. ze spóźnionymi prezentami urodzinowymi. Były ploteczki na balkonie, drinki i koteł, który chciał pożreć Miśka przez szybę ;D
Później wieczorny spacer do domu a po drodze ciężkie życiowe rozkminy.


A dzisiaj z owoców leśnych powstało to:
deser.jpg


----------------------------------------------------------------------------------------------------
J. podrzucił mi książkę, więc siedzę i czytam. Czytam już nie pierwszy raz, ale mam nadzieję, że tym razem zrozumiem dużo więcej. Ta wiedza może mi się teraz przydać.

Wczoraj uświadomiłam sobie kilka rzeczy.
Wiem, że Ty tego nie rozumiesz, ale cieszę się, że mimo to szanujesz.

_________________________________________________________
Pewien niezwykle inteligentny mężczyzna powiedział mi ostatnio, że powinnam kiedyś wydać książkę.
Od tamtej pory rozkminiam ten temat.
Z jednej strony spoko. Teraz byle kto może sobie wydać książkę i stać się kimś. Jestem byle kim, więc pierwsze kryterium już spełniam.
Tylko o czym miałabym pisać? Tak jak tu: trochę o życiu, trochę o dupie? Na blogu jest łatwiej, bo każdy wpis jest osobno, a w książce wszystko powinno się jakoś trzymać kupy.
Aaa jebać! Kto by to wgl kupił? Bo moim najwierniejszym Czytaczom wręczyłabym egzemplarze w prezencie.
Obawiam się, że książka by się nie sprzedała, za to poszła by fama, że sprzedała się Insomniaa.
Jebać komercję! Jeszcze nie jestem tak biedna, żeby książki wydawać ;D
 

insomniaa
 
Po tych ostatnich rozkminach i wpisie prywatnym (który mnie jakoś tak gryzie i nie wiem co z nim zrobić) pora na wpis kulinarno-druidyczny dla rozluźnienia atmosfery. Trzeba wrzucić moje dzisiejsze wymysły.

Znowu kupiłam truskawki, ale to i tak za małooo.
Całe 3 kg wylądowało w słoju - będzie nalewka ^^
Obok mały słoiczek z eksperymentalną jaśminówką.
34645984_2132783210071190_6058818301843210240_n.jpg

Kolejny eksperyment - kiszone truskawki z przepisu od Maxa.
Kisiłam ogórki, więc przy okazji chciałam przetestować ten pomysł.
Trochę mnie to przeraża, ale zobaczymy co z tego wyjdzie.
34530420_2132757240073787_8089665051994095616_n.jpg


Pracowity dzień zapijałam drinkiem: syrop z kwiatów bzu, syrop truskawkowy, wódka, woda gazowana, mrożone truskawki, kwiaty bzu. Mniami ^^
34687480_2132686116747566_3152345947602681856_n.jpg


Nazbierałam w ogródku caaałą miskę poziomek.
Co z nimi zrobię?
Chyba na weekend upiekę jakieś ciasto w ramach rewanżu ;*
Może "pięciominutówkę"... A może brownie... Jakieś sugestie?
34499454_2132756916740486_6203762568931049472_n.jpg
 

olena
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
halo kurwo.jpg

Nie lubię zimy ;/
Mrozy paraliżują moją wenę twórczą, bo przy takich temperaturach marzną mi paluszki i nie chce mi się pisać.
Ale podobno od poniedziałku ma być cieplej. No oby, bo ja jestem raczej stworzeniem ciepłolubnym (dlatego jak nikt nie widzi, to śpię w kombinezonie tygryska, mimo że w moim wieku to już nie wypada xD).

Najlepszym lekarstwem na zimę są randki z moim Misiaczkiem ;*
Popijamy sobie wtedy taką kawkę z cynamonem, bitą śmietaną i Bayleysem ^^
kaffka.jpg

A że do kawki przydałoby się coś słodkiego, to Miś wczoraj odkrył w sobie talent cukierniczy i upiekł babeczki czekoladowe. Jestem z Niego dumna, bo wyszły przepyszne ^^
babeczki.jpg
 

insomniaa
 

Blog przez tydzień zarastał kurzem (czym pewnie zasmuciłam moich stałych Czytaczy, za co serdecznie przepraszam ;* ).
To wszystko wina listy przedświątecznych zadań, a owa lista jest długa jak tasiemiec w psiej dupie ;/ Dedlajny mie goniooo!
W dodatku czas zabierają mi też treningi oraz wieczorne odmóżdżające rozkminy xD
(W dzień ćwiczę szóstkę Weidera, a nocą siódemkę Alzheimera xD).


Żeby życie miało smaczek, raz praca, raz praca.
Zeszły weekend w pracy był hardcorowy ;D
Najlepsze słowo weekendu: "spierdalaj" xD
Najlepszy pojazd weekendu: "goła dupa na twarz i mokry chuj na spocone plecy" xDDD
Ci ludzie mnie uwsteczniają intelektualnie, srsly.


Na Ądżejki pojechałam do Qlturkombinatu. Za mało się wytańczyłam, bo Misiek ciągle biegał z aparatem. Zresztą "Jozin z Bazin" w wersji dub jakoś mnie do tańca nie porywa. Impreza muzycznie raczej na minus, za to towarzysko jak najbardziej na plus. Jednak jedyny słuszny soundsystem to Joint Venture i tylko u Makena nogi same rwą mi się do tańca.


Mikołajki miałam słodkie, bo spędzone z moim Misiołajem, który rozpieszcza mnie słodyczami i skarpetkami w jelonie ^^
Jak On mnie dobrze zna! Mój Najkochańszy! <3
Ja chyba też trafiłam z paczuszką w Jego gust.


Reszta dnia była bardzo pracowita.
Udało mi się odhaczyć kilka zadań z listy.
M.in. upiekłam pierniczki (klasyczne, pomarańczowe i czekoladowe).
I z tym słodkim akcentem Was zostawiam ;)
pierniczki.jpg
  • awatar kataszek: Świetne pierniki, te czekoladowe to tylko kakao
  • awatar gość: Sloł lajf jest odrzucające. Nie wiem czemu, ale tak to odbieram. Nawet nie jako lenistwo, ale jako totalne odrzucenie. Masz żyć tak, jakbyś miał na to tylko jeden dzień. Jeśli żyjesz inaczej, dajesz przekaz śmierci.
  • awatar Insomniaa: @gość: dla mnie slołlajf to raczej takie cieszenie się życiem bez żadnej presji. Wszyscy gdzieś zapierdalają, gonią za karierą, pieniędzmi. Ja chcę być poza tym wyścigiem szczurów. Tym jest mój slołlajf - ostoją, gdzie czas wolniej płynie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

insomniaa
 
Tydzień detoksu za mną. Teoretycznie powinnam zakończyć w sobotę, ale zastanawiam się czy nie zrobić jeszcze jednego cyklu.

Ciężko mi bez słodyczy. Na dłuższą metę ich nie ograniczę, ale jeśli zacznę więcej ćwiczyć, to bilans wyjdzie mi na zero.
Póki co ćwiczę silną wolę i jedyne co mi pozostało to oglądanie foodpornu na blogu i zagryzanie suszonymi daktylami.


No to teraz pospamuję żarełkiem, bo nazbierało się trochę zaległości!


Creme brullee
creme.jpg


Racuchy bananowe z kremem twix i pijanymi truskawkami:
22641613_1865346886814825_64106147_o.jpg

(przepis na racuchy banalny: 1 banan, 1 jajko, pół łyżeczki proszku do pieczenia, szczypta cynamonu, szczypta soli, mąki tyle by uzyskać konsystencję gęstej śmietany)


Mój ostatni wynalazek: daktylowiec
daktylowiec.jpg

Przepis na ciasto:
500 g daktyli
łyżeczka cynamonu
napar herbaciany (4x Earl Grey, 300 ml wody)
szczypta gałki muszkatołowej
170 g masła
300 g cukru Dark Muscowado
3 jajki
350 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Ciasto można polać sosem (masło + cukier + rum + śmietana)



Na koniec mała odskocznia od słodkości, czyli jak podrasować zupkę chińską:
wystarczy do zupy Pho z Vifona dodać jajko, kurczaka, pieczarki, paprykę, liście nasturcji, imbir i czosnek.
ramen.jpg
 

kamykikamy
 
KamykiKamy:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
W środę jak zwykle zaniosło mnie do lasu.
10 km zaliczone, wiadro grzybów uzbierane.

Nazbierałam trochę podgrzybków, kilka kozaków, piękne prawdziwki, zmutowane wielkie kurki, a najwięcej miałam rydzów ^^
22281148_1851371184879062_1753342102_o.jpg

Kleszcze mnie pogryzły i chyba już mam tę... no... bajerozę ;/
Ale na następnym wolnym też pójdę w las jeśli pogoda dopisze.

Większość grzybów ususzyłam, a z prawdziwków i rydzów zrobiłam moje autorskie "grzybotto", a raczej rydzotto ;D
22251411_1852019234814257_1296892064_o.jpg

Skład:
-grzyby (prawdziwki i rydze)
-topinambur
-cebula
-czosnek
-marchew
-pierś z kurczaka
-ryż arborio
-bulion drobiowy/warzywny ewentualnie wywar z grzybów
-macierzanka
-sól, pieprz
-masło

Jakby ktoś nie miał topinamburu, to zapraszam na Wylęgarnię Smoków - mam całą plantację.
 

insomniaa
 
...a jak banan to najlepiej pod postacią bananowca.

Tu w wersji sezonowej - jesiennej, z gruszką, malinami i jeżynami.
(Kwiatki do dekoracji - floksy - też są jadalne)

22050518_1842018222481025_1035509372_o.jpg


Przepis (na formę "keksówkę"):
4 banany
2/3 szkl oleju
1/2 szkl cukru (polecam trzcinowy)
1 jajko
1 i 1/2 szkl mąki
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli

Przygotowanie:
Banany rozgnieść lub zblendować, dodać cukier, roztrzepane jajko i olej. Wymieszać. Dodać przesiane suche składniki.
Piec w 160-180*C do suchego patyczka (ok. 60 min).
(Ciężko mi określić temperaturę dokładnie, bo mam archaiczny piekarnik)


Bananowiec był moim pierwszym samodzielnym wypiekiem (no, prawie samodzielnym, bo Nyga pomagał mi rozgniatać banany). To chyba moje popisowe ciasto, bo nikt ze znajomych jeszcze nie narzekał.

Coś bym upiekła, ale nie mam pomysłu...
Hmm... Może kruche babeczki ze śliwkami?
 

kamykikamy
 
KamykiKamy:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
Na Wylęgarni Smoków uprawiane są dwa zawody - rolnictwo i partyzantka.
Partyzantka była w poprzednim wpisie, bo chowałam się po lesie.
Teraz czas na wpis o rolnictwie, a raczej płodach rolnych z mojego ogródka oraz o tym, co można z nich wyczarować.

We wtorek Miś do mnie przyjechał. We mnie obudziła się okazjonalna kucharka i wyczarowałam trzydaniowy obiad, za co Misiek mnie jednocześnie kochał i nienawidził. Kochał, bo mu smakowało. A nienawidził, bo się obżarł jak świnka (ja zresztą też).

Pierwszym daniem była zupa dyniowa:
21745201_1831020673580780_145459497_o.jpg

Aromatyczna, rozgrzewająca, a co najważniejsze banalnie prosta w przygotowaniu. Wystarczy podsmażyć w garnku pokrojone w kostkę warzywa (dynię, ziemniaki, marchew, pietruszkę, cebulę, czosnek, papryczkę chilli), po chwili dolać wody, wrzucić kostkę rosołową. Gdy dynia zacznie się rozpadać trzeba dodać mleko kokosowe, doprawić solą, pieprzem, imbirem, cynamonem, kurkumą i goździkami, a następnie zblendować. Podajemy ze słodką śmietanką i pestkami dyni.

Drugie danie: zielone spaghetti:
21733679_1831020650247449_755660632_o.jpg

Przepis na pesto: jarmuż, listki nasturcji, czosnek, oliwa, oscypek, macierzanka, mix ziaren (słonecznik, dynia, orzeszki pini).
Do tego kurczak marynowany w pieprzu, soli i macierzance; a także pomidorki koktajlowe i mozarella.

A na deser sernik na zimno z jeżynami na spodzie brownie:
21733472_1831020593580788_1001603857_o.jpg

Przepis na brownie: pół kostki masła, półtora tabliczki gorzkiej czekolady, 3 jajka, szklanka cukru, 40g mąki, 25g kakao, łyżeczka proszku do pieczenia.
Ubijamy jajki z cukierem, czekoladę rozpuszczamy w roztopionym maśle, łączymy obie masy, dodajemy składniki suche. Pieczemy na wyczucie - po pierwszych 20 min trzeba sprawdzać konsystencje.
Masa serowa: 500g serka homo waniliowego, 250g mascarpone, 3 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w odrobinie wody.
 

insomniaa
 
Lubię ten czas, gdy z dóbr ogródka można czerpać garściami.
Wtedy wychodzę na spacer po ogrodzie, a potem z uzbieranych skarbów mogę wyczarować coś dobrego.

Początek lata to dla mnie sezon sałatkowy.
W skład tej sałatki wchodzą:
-sałata
-jarmuż
-roszponka
-szpinak
-liście nasturcji
-kwiaty nasturcji
-kwiaty ogórecznika
-kwiaty stokrotek
-pomidor
-ogórek
-poziomki
-słonecznik
-mozarella
-sos balsamico
salatka.jpg

Od dawna miałam ochotę na ramen aka miso aka chiński rosół.
Jest w nim duuuużo dobrego, m.in.:
-cebula
-marchew
-czosnek
-por
-papryka
-pieczarki
-kapusta pekińska
-grzyby mun (uszaki)
-imbir
-skórka z limonki
-trawa cytrynowa
-pasta miso
-sos sojowy
-olej sezamowy
-makaron ryżowy
-kurczak teriyaki
-szczypiorek
miso.jpg


Dopełnieniem letnich smaków jest lemoniada bzowa (syrop z kwiatów bzu + woda + cytryna) i poziomki ze śmietaną <3
mniam.jpg
  • awatar Alex Spring: Poziomki <3 Nie jadłam poziomek od kiedy moja babcia zmarła i przestałam jeździć do niej na wakacje.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

insomniaa
 
Kilka dni temu R. dał mi cynk, że ma świetny towar, prima sort, "Armani wśród truskawek" ;D Dałam się skusić i kupiłam 3 kg, które przerobiłam na dżemor truskawczanowy. Zrobiłam kilka wersji smakowych: z cytryną, imbirem, wanilią, miętą, goździkami i syropem z kwiatów bzu. Ten ostatni okazał się petardą!

IMG_20170626_001334_400.jpg
  • awatar Wiedźma1: mniam, chciałabym spróbować bo takich wariantów dżemu z truskawek to nie jadłam
Pokaż wszystkie (1) ›
 

insomniaa
 
"Взгляд твой – тайна свечей,
И локон ждет на твоем плече прикосновения.
Иду за тобой, и увлечен я твоей игрой.
Ты – наваждение.
Свет твой манит меня,
И разжигает сильней огня твоя фантазия.
Теряю контроль, но не хочу я другую роль,
Ведь я хочу тебя!"
(Влад Соколовский - "Я хочу тебя")


[wiem, w kwestii piosenek przewodnich jestem ostatnio monotematyczna i spamuję cyrylicą w każdym tytule. cóż, takie zboczenie ;D]


Na niebie wisi Truskawkowy Księżyc - tak nazywana jest czerwcowa pełnia księżyca.

A ja, w kolczykach z truskawkami, pachnąca truskawkowymi perfumami, wpatruję się w ogromny słój z truskawkową nalewką nastawioną wczoraj.

Poniższe zdjęcie robi furorę na instagramach i fejsbukach. Wszystkich zainteresowanych degustacją informuję, że na to trzeba poczekać min. pół roku. Uprzedzając pytania wszelakie: przepisów nie podaję, bo robię na oko, więc początkujących nalewkarzy odsyłam do książek (np. "Nalewki staropolskie" Piotra Adamczyka, czy "Nalewki" Elżbiety Adamskiej).
toskafki.jpg


_________________________________________________________
Odkąd pamiętam mam trudności ze znalezieniem sobie odpowiedniego kompana do rozmowy "o czymś". Bo o niczym to można pieprzyć z każdym, tylko że ja niespecjalnie lubię takie "small talks". Lubię ludzi o szerokim spektrum zainteresowań, takich "ludzi renesansu", z którymi można porozmawiać o czymś ciekawym, powymieniać spostrzeżenia i czegoś się nauczyć.

Mam w swoim otoczeniu dosłownie kilka osób, z którymi mogę rozmawiać godzinami. Ostatnio to grono się powiększyło. To fajne uczucie, gdy poznajesz kogoś przypadkiem i nagle okazuje się, że macie tak wiele wspólnych tematów do rozmów.
Oby takich nomen omen owocnych rozmów było jak najwięcej ;)
  • awatar Yoasiczka: zgadza się są tacy ludzie z którymi idzie gadać i gadać o wszystkim :-)
  • awatar RYSUNKI PRZYRODNICZE: Może to dlatego, że nie proponujesz konkretnego tematu, a trzeba zmienić środowisko.. Ja też nie lubię gadania o niczym, coraz bardziej mnie to męczy.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

olena
 
Happy- Go- Lucky:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
Taki pamiętnikowy wierszyk mi się przypomniał dzisiaj podczas zbierania kwiatków. Jest sezon na wszystko na raz, więc moje dzisiejsze wolne poświęciłam na robienie kwiatowych przetworów.

Na pierwszy ogień poszła róża. Pojechałam na zbiory, bo miałam już od dawna upatrzone krzaki.
W tym miejscu chciałam serdecznie pozdrowić marudnego Dzika i podziękować mu za podwózkę ;>

W domu musiałam przebrać te wszystkie płatki i poobrywać białe ogonki.
rose.jpg

Część zagotowałam w cukrowym syropie, trochę wzięłam na nalewkę, a resztę ukręciłam z cukrem w makutrze.
makutra.jpg

Ukręconą konfiturę zamroziłam. Później wypłukałam makutrę wodą gazowaną i tak powstała pyszna lemoniada różana ^^
lemoniada.jpg

_________________________________________________________
"Idzie Murzyn przez łąkę, podziwia kwiatki. Nagle spotyka kwiatową wróżkę i mówi do niej:
-Wróżko, wróżko! Spraw żebym był kwiatkiem!
Wróżka machnęła różdżką i obcięła Murzynowi penisa. Murzyn płacze:
-Wróżko, no i co ty narobiłaś?
-No co? Teraz jesteś czarny bez"
:D
<mnie śmieszy>

Smak kwiatów czarnego bzu jest nie do opisania. Ciężko go porównać do czegokolwiek. Na rynku jest kilka produktów o smaku bzowym, więc jeśli chcecie poznać ten smak to zachęcam do spróbowania nowej Fanty Shokata (tej w niebieskiej butelce) albo piwa Sommersby Eldelflower. Albo, jeśli jesteście ambitni, możecie zrobić syrop z kwiatów bzu.

Zbieramy rozwinięte baldachy kwiatowe, u mnie było prawie 40. Ze szklanki wody i szklanki cukru gotujemy syrop, po zagotowaniu odstawiamy. Nożyczkami odcinamy kwiatki od zielonych gałązek i dorzucamy do syropu wraz z pokrojoną w plastry cytryną. Teraz trzeba to przemacerować kilka godzin, potem odcedzić, doprowadzić do wrzenia, wlać do wyparzonych słoiczków, zakręcić szczelnie, odwrócić, okutać ścierką i zostawić do ostygnięcia.
syrop.jpg

UWAGA!
Wszystkie części czarnego bzu zawierają substancje toksyczne: sambucynę i sambunigrynę. Nie wolno spożywać bzu na surowo, a kwiaty i dojrzałe owoce przed zjedzeniem trzeba bezwzględnie poddać obróbce cieplnej (bez przykrycia).
W Polsce występują dwa gatunki bzu - czarny i koralowy (bardziej trujący). Na szczęście łatwo je rozróżnić - czarny kwitnie na przełomie maja i czerwca, kwiaty ma w postaci baldachów i ma czarne owoce; koralowy kwitnie wcześniej, kwiatostany przypominają kulki, a owoce są czerwone.
_________________________________________________________
"Nie czekaj wróżby od akacji,
Akacja nigdy nie ma racji.
Choćbyś połamał cały krzak
Przecież nie spełni się i tak."

Znowu podstawówkowy wierszyk pamiętnikowy mi się przypałętał.

Przy okazji zbierania róż nazbierałam też trochę kwiatów akacji (dokładnie robinii akacjowej). Nastawiłam to na syrop, dodałam trochę wanilii, ale jak dla mnie szału nie ma i śmierdzi jak syrop z mniszka. A przecież na blogach kulinarnych tak wszyscy się zachwycają tą akacją.

Kolejny eksperyment kończy się chujowo i tyle roboty psu na budę...

Ale z rzeczy pocieszających: zlałam zaległe nalewki.
Mandarynka - przekozak!
Pędy sosny - przekozakwchuj!
  • awatar Wiedźma1: Chętnie bym spróbowała takiej lemoniady :)
  • awatar Insomniaa: @Wiedźma1: Rozejrzyj się po okolicy - może gdzieś kwitną róże. Wystarczy garść płatków rozetrzeć z cukrem, dodać wody gazowanej, cytryny i lodu, i pyszny napój na upały gotowy! ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

insomniaa
 
W ostatnim wpisie ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ (beliveyourself.pinger.pl/) napisała taką mądrą rzecz:
"Śniadanie jedz jak król, obiad jak książę a kolacje jak żebrak"

Ostatnio stosowałam się co do tej reguły przy śniadaniu, zresztą całkiem nieświadomie.

Pierwszym ciekawym daniem była sałatka z ogródka:
-sałata dębowa
-szpinak
-gwiazdnica
-szczawik zajęczy
-liście ogórecznika
-kwiaty stokrotki
-płatki miesięcznicy
-pomidor
-ogórek
-rzodkiewka
-macierzanka
-feta z suszonymi pomidorami
-olej z suszonych pomidorów
salatka.jpg


Za to drugie danie było może nie stricte królewskie, ale iście cesarskie, ponieważ był to ulubiony deser Cesarza Franciszka Józefa I. Cesarz jadł go w Cieszynie w czasie wielkich manewrów wojskowych w 1906 r.

Kwiaty czarnego bzu smażone w cieście naleśnikowym podane z brzoskwiniami marynowanymi w mięcie i soku z cytryny, polane syropem z pędów sosny.

Ciasto naleśnikowe z przepisu poniższego:
-1/2 szkl mąki
-1 jajko
-1/4 szkl wody gazowanej
-1/4 szkl mleka
-łyżeczka cukru
-szczypta soli
-odrobina skórki cytrynowej
bzybzy.jpg


Ach, to są smaki wiosny!

A więcej wiosennych i kwiatowych smaków już wkrótce... ;)
 

olena
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

olena
 
Happy- Go- Lucky:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

insomniaa
 
We wtorek z samego rana wybrałam się na zbiory do ogródka.
Nazbierałam trochę szpinaku i piękne kwiatki stokrotek, i dodałam to razem z pomidorami do śniadaniowego omletu.
omlet.jpg


Zerwałam też trochę rabarbaru z którego zrobiłam deser dla Misiaczka.
Crumble, czyli rabarbar zapiekany pod kruszonką. Świetnie smakuje z lodami truskawkowymi, chociaż lepsze by było z truskawkowym sorbetem.
crumble.jpg


Z wyzwań kulinarnych przede mną konfitura z płatków różanych, syrop z kwiatów czarnego bzu, syrop z kwiatów akacji i drugie podejście do herbaty z lilaka (o pierwsze nawet nie pytajcie).
Będzie kwiatowo i będzie pysznie! ^^
 

insomniaa
 
"Powstanie tutaj miejsce,
od innych trochę lepsze.
Dla ludzi dobrej woli,
otworzyć się pozwoli.
Dla prostych ludzi z wioski
zostawią swoje troski.
Spotkamy się na mieście
tylko wszyscy ze sobą przynieście,
dobre słowo cenniejsze od chleba,
harmonie ducha dzisiaj tego nam potrzeba.
Spraw by twój umysł był jak żyzna gleba
nie próbuj tego rozumieć tylko czuj"
(Damian Syjonfam - "Powstanie")


Pierwszy dzień majówki spędziłam z Miśkiem na (jak On to nazwał) "agroturystyce". Zaciągnęłam Go na Wylęgarnię Smoków, by chłopak z miasta zasmakował nieco wiejskiego życia. Trochę się martwiłam, że nie przywyknie do wiejskiego survivalu, ale poradził sobie świetnie.

W niedzielę po pracy przyjechaliśmy do DC i potuptaliśmy bezdrożami do Wylęgarni Smoków. Misiek musi oduczyć się korzystania z latarki - ja chodzę bez, całkiem po ciemacku i jakoś żyję. Po drodze podziwialiśmy gwiazdy. W mieście nie ma takich atrakcji.

W poniedziałek wstaliśmy dosyć wcześnie i tuż po śniadaniu zabraliśmy się do roboty.

Najpierw utrzepaliśmy masło. Misiek jest dobrym trzepaczem ;D Maślankę wypiłam sama, bo pogardził. Cóż, skoro woli taką ze sklepu to Jego strata ;P
myslo.jpg

Drugą misją było pieczenie chleba. Jeden zrobiliśmy tradycyjnie na liściach chrzanu.
chlepp.jpg

Punkt najważniejszy: wędzenie!
Wędziliśmy kilka szyneczek, pierś z kurczaka paprykowo-czosnkową, drugą orientalną z imbirem i sosem sojowym oraz serek.
Nie obyło się bez problemów technicznych - wiatr wiał z przeciwnego kierunku i cały dym z komory cofał się do paleniska. Wpadłam jednak na pomysł postawienia wiatrołapu, który kierował dym w odpowiednią stronę i już nie trzeba było wachlować paleniska.
szneczka.jpg

Gdy szynki się wędziły poszliśmy z Miśkiem na obchód podwórka i zbiory kwiatów mniszka na syrop. Ze 150 kwiatów wyszło półtora małego słoiczka, ze smakiem i zapachem nie ma szału, więc chyba nie polecam.

Późnym popołudniem poszliśmy na spacer do lasu. Przy okazji nazbieraliśmy pędy sosny na syrop. Wyszedł całkiem spory zapas. Ten syrop polecam wszystkim, nie tylko na bolące gardło i kaszel, ale także jako fajny dodatek do wody z cytryną - mniami!
Podczas spaceru wpadło mi w oko kilka ziółek - szczawik zajęczy, szczypiorek czosnkowy i macierzanka. Zerwałam trochę macierzanki do suszenia. Następnym razem pójdę z łopatką i wykopię sobie kilka sadzonek.
las.jpg

Pracowity dzień skończyliśmy przy butelczynie wiśniówki z goździkiem. Tegoroczny sezon nalewkowy będzie baaardzo obfity!
wisniak.jpg

...tymczasem koteł się nafochał. Już nawet nie pamiętam za co - u niego fochy to norma.
foszek.jpg
 

insomniaa
 
Na dobranoc poszczuję Was jeszcze czymś dobrym ;)

Już jakiś czas temu naszła mnie ochota na brownie. Tym razem podałam je z domowymi lodami chałwowymi. Ich zrobienie jest dziecinnie proste: wystarczy ubić śmietanę i wymieszać z chałwą, a potem zamrozić.
brownie.jpg

A do takiego deseru wypada strzelić po dziabągu :D
Zrobiłam w środę porządki w moich nalewkach. Wygospodarowałam na nie dwie półki w starej szafie na przetwory. Na każdej butelce musiałam opisać rocznik produkcji, bo właśnie zaczynam trzeci sezon i już powoli zaczyna mi się to wszystko pieprzyć.
Nastawiłam trzy nalewki eksperymentalne: z pędów sosny, rabarbarową i mandarynkową. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
nalewczaki.jpg


No to teraz życzę Wam słodkich snów! :*
 

 

Kategorie blogów