Wpisy oznaczone tagiem "Lactimilk" (4)  

hairlovelo
 
Tak jak w tytule dzisiaj ciąg dalszy, jednak część z poniższych produktów stosuje również do Twarzy czy ciała. Zacznę od najliczniejszej grupy czyli od olejów (gdy podliczyłam trochę się przeraziłam, że aż tyle się uzbierało, na szczęście większość są objętości max. 15 ml/opakowanie).

OLEJE
IMAG1247-1-1.jpg
1. Alterra olejek do twarzy Bio Granat: ten olejek stosowany na twarz nie przekonał mnie, dlatego czeka na swoją kolej do zużycia na włosy. Nie mogę się doczekać kiedy się do niego zabiorę (aktualnie kieruje się datą ważności xd) bo olejki Alterra zawsze służyły moim włosom i zawsze ładnie pachną.
2. Olej awokado: nie używany.
3. Olej makadamia: ten n/u, wczesnej zużyłam mniejsza saszetkę ale nie do włosów i byłam zadowolona.
4. Olej łopianowy Green Pharmacy: dla moich cieniasków wydaje się czasem zbyt ciężki i zdarzał się, że go nie domyłam, mimo wszystko to już któreś opakowanie. Być może ostatnie na jakiś czas ponieważ zauważyłam, że ostatnio włosy po jego użyciu są lekko spuszone (przy myciu bez olejowania i samej odzywce zauważyłam wygładzenie, więc to spuszenie to jego sprawka).
5. Olej arachidowy: kiedyś bardzo go lubiłam ale po prostu mi się znudził, włosy były mięsiste i nieobciążone, nie strączkowały się. Obecnie jego data ważności dawno minęła ale konsystencja nie uległa zmianie więc czeka aż go zużyje.
6. Olej kokosowy Vatika nierafinowany: ulubieniec, również na brwi/rzęsy, same końcówki czy nawet twarz.
7. Olej marchewkowy: ma poprawiać koloryt skóry, na razie stosuje go niezbyt regularnie ale jest przyjemny.
8. Olej tamanu: zapachowy odpowiednik kozieradki, jednak w połączeniu z o. marchewkowym zapach zanika.
9. Olej rycynowy: niezastąpiony na rzęsy i brwi. Na same włosy zbyt tępy i ciężki jednak może kiedyś znowu podejmę probe nanoszenia go na skalp.
10. Vatika krem na noc: odżywczy krem do włosów, który stosuje od czasu do czasu ponieważ przy częstym stosowaniu mógłby nadbudowywać się. Po prostu lubię.
11. Receptury Babuszki Agafii o. na porost włosów: n/u.
12. Olej cedrowy: o. eteryczny: przyjemny dodatek do domowych maseczek, wcierek czy szamponów, jednak nie stosuje go regularnie.
13. Jak wyżej + wszelkiego rodzaju blizny, ukąszenia, wypryski czy otarcia na stopach latem.
13. Olej marula: nie skradł mojego serca, więc leży i czeka na swoja kolej.
14. Olej arganowy: czeka na swoją kolej ponieważ od czasu do czasu lubię jego działanie na włosach, wcześniej stosowałam również na twarz i był całkiem całkiem. Lubie jego działanie na skórze nóg po depilacji: koi i przyspiesza regeneracje (podobnie jak makadamia).
k.jpg
MGIEŁKI / WCIERKI
1. Lactimilk mgiełka proteinowa przyspieszająca wzrost włosów: przez jakiś czas stosowałam ja na skalp ale ponieważ nie zauważyłam mniejszego wypadania to darowałam sobie, natomiast lubię ja stosować pod olej. Nie mam wobec niej dużych wymagań, wystarczy że jest bogata w proteiny. jedyny minus to zapach trochę taki "chemiczny".
2. Jantar: hit czy kit? Przy trzecim opakowaniu nadal tego nie wiem, może wezmę się za niego w przyszłym miesiącu.
3. W opakowaniu po płynie pokrzywowym jest DIY wcierka z sokiem z czarnej rzepy, czosnku i cebuli. Śmierdziuch totalny, nie zauważyłam jakiegoś efektu przy stosowaniu przed myciem więc zaniechałam stosowania. Czeka na swoją kolej.

PÓŁPRODUKTY
1. Gliceryna.
2. Keratyna hydrolizowana.
Używam je pod oleje, dodaje do domowych maseczek, ale tak naprawdę ciężko mi zauważyć po nich efekt, w każdym razie na pewno nie szkodzą więc fajnie urozmaicają pielęgnacje (jeśli wykończę to chyba się nie zdecyduje na kolejne opakowanie, ponieważ wydają się trochę zbędne).
IMAG1264-2-1.jpg
1. Glinka różowa himalajska: czyli połączenie białej glinki z czerwoną.
2. Biała fito-glinka.
3. Żel z aloesu: miałam zamiar stosować go na skórę głowy ale z braku czasu ląduje tylko na twarzy, chyba jeszcze za krotko i zbyt regularnie go stosuje by zauważyć efekty.
4. Glinka czerwona.
5. Glinka ghassaul.
6. Hesh amla w proszku.
7. Hesh kalpi tone: mieszanka ziół, która bardzo lubiłam stosować na skore głowy ponieważ przedłużałam świeżość włosów i odbijała u nasady, na razie jednak zrobiłam małą przerwę w jej stosowaniu.

Oprócz tego cierpię na czasowy przykurcz. powinnam pisać pierwszy rozdział pracy licencjackiej, uczyć się na tyrański egzamin, a zamiast tego dostaje beznadziejne zmiany w pracy do 21 (są to dla mnie najgorsze zmiany ponieważ zapełniają mi cały dzień praktycznie). Eh, eh tak bym mogła się użalać.
  • awatar OlisLife: Bardzo dużo tych produktów : D
  • awatar hairlovelo: @Kosmetyki & Moda: Tylko olejo ;d
  • awatar Orzeszkowa<3: Sporo :) Ja też mam trochę kosmetyków do włosów, ale połowy w ogóle nie używam, leń totalny :P
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hairlovelo
 
Tak się zdarzyło, że wczoraj podjęłam druga próbę wykonania maseczki z udziałem indyjskich ziół na całe włosy (dotychczas tylko na skalp). Pierwsza próba zakończyła się katastrofą, kiedy to dwie łyżki Amli od Hesh zmieszałam z 3 łyżeczkami oleju łopianowego od Green Pharmacy, w efekcie czego włosy  NIE DOMYŁY SIĘ (tzn domyły się tylko przy skórze głowy, dzięki czemu przy warkoczu wszystko było okey). A wczoraj:
IMAG1124.jpg
1. Kilka godzin przed myciem wtarłam w skalp spray z proteinami Lactimilk (tak późno się za nią zabrałam, a teraz tak ją polubiłam i chociaż używam 2, 3 tygodnie to połowy już nie ma).
2. Na ok 1-2 h przed myciem resztę włosów spryskałam również proteinami Lactimilka, a następnie nałożyłam: zmieszane 2 łyżki Kalpi Tone, 2 łyżki o. łopianowego GP z kilkoma kroplami gliceryny, o. z drzewa herbacianego i cedrowego.
3. Umyłam TRZY krotnie włosy (z obawy, że znowu się nie domyją, ale na szczęście to były tylko obawy) szamponem prowansalskim Planeta Organica (jednocześnie rozdziewiczając go).
4. Na kilka minut nałożyłam maskę Biovax do włosów ciemnych.
5. Na koniec w skalp wtarłam tonik przeciw wypadaniu Receptury Babuszki Agafii, a w końcówki serum z Mariona. Efekt wczorajszego kombinowania i całodziennego warkocza jest taki:
IMAG1123.jpg
Trochę żałuje, że nie mogłam zrobić zdjęcia przed związaniem ale mówi się trudno. Włosy są w dobrej kondycji, nie zauważyłam zmiany w objętości (jest ok, mimo że szampon PO jest oparty na łagodnych sub. myjących). Może nie rozczesują się super ale wszystko jest w normie. Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona.  

Czas na krótką recenzje. Olejek łopianowy ze skrzypem polnym przeciw wypadaniu od Green Pharmacy.
IMAG1125.jpg
OPAKOWANIE
szybko się tłuści, pewnie przez brak żadnego dozownika. Otwór jest trochę duży jak na taką buteleczkę przez co raz zdarzyło mi się wylać za dużo (a gdyby nieuwaga to pewnie by się zdarzyło więcej razy, radze przelać do czegoś innego).

ZAPACH
ani ładny, ani brzydki. Mi nie wadzi, z reszta jak na olej to nie ma czego wymagać.

KONSYSTENCJA
dosyć rzadka jak na olej ale to nadal olej.

DOSTĘPNOŚĆ
drogerie wszelakie (kupowałam go w Rossmannie i w "osiedlowej" drogerii).

SKŁAD
IMAG1128.jpg
*o. z nasion słonecznika;
*ekstrakt ze skrzypu polnego;
*o. kukurydziany;
*e. z łopianu większego;
*przeciwutleniacz.

Szanowni Państwo mamy więc "olej łopianowy" BEZ oleju łopianowego. Dodatkowo samego ekstrakty z łopianu jest najmniej spośród naturalnych składników. Stwierdzam z przykrością, że to drugi raz kiedy firma Green Pharmacy wprowadza w błąd. Jakiejkolwiek jakości by mieli produkty wolałabym, żeby zaniechali takich praktyk.

DZIAŁANIE
*Na skórę głowy: radze zachować umiar. Nakładać stopniowo, przedziałek po przedziałku (nie jest to wcale czasochłonne). W ten sposób unikniemy wzmożonego wypadania.
Ty razem nie stosowałam go regularnie na skalp niemniej w zamierzchłych czasach wersja z papryką spowodowała wysyp baby-hair, a w połączeniu z innymi olejami przyspieszał wzrost.
*Na włosy: jako olej spisuje się dobrze. Myślę, że spełnia wszystkie warunki jakie spełniają inne oleje i niczym w działaniu się nie wyróżnia. Jest to produkt który zachęcam wypróbować z ciekawości i z powodu niskiej ceny. Zostało mi pól buteleczki (z dwóch opakowań) i na razie po niego nie sięgnę ale może kiedyś do niego wrócę.
Ma on jednak jeden MINUS: czasem się nie domywa. Czasem tzn. kiedy przez przypadek wylało mi się go za dużo na dłoń i mimo wszystko całość wtarłam we włosy. Ten efekt niedomycia zdarzył się kilka razy dlatego nie mogę zwalić winy na szampon (nie pamiętam aby przytrafiło mi się coś takiego nawet gdy stosowałam Vatike opartą na parafinie, czyli raczej dość ciężko zmywalną).

PODSUMOWUJĄC
fajny produkt ale wkurzył mnie kilka razy przez niedomycie.

Więcej o olejkach GP:
mieszanka hairlovelo.pinger.pl/m/23219849
wersja z papryczką hairlovelo.pinger.pl/m/22313956

Na koniec mala dygresja. Macie długie włosy? Zapuszczacie? Jeśli tak to kiedy czujecie, że wasze włosy już już długie (nie chodzi o faktyczny ich stan, tylko uczucie)?
To pytanie kiedyś padło na innym blogu, przepraszam za nieoryginalność, ale bardzo mi się spodobało.

Ja czuje, że moje włosy są za długie gdy:
-po czesaniu, albo już nawet nie pamiętam przy jakiej okoliczności zamachnęłam się włosami w łazience i zbiłam porcelanowy kubek na grzebienie który stał na półce pod lustrem, strącając go.
-podobna sytuacja. Czesze włosy zazwyczaj głową w dół i czasem kiedy robię to w pokoju odchylając się do pozycji prostej moje włosy w locie zahaczają się o kurki (kurki? te małe uchwyty przy szafkach) i wciskają się miedzy nie a powierzchnie mebla.
-śpiąc, kiedy muszę je odgarniać.
-ale najbardziej dzisiaj: gdy robiłam zdjęcie włosów musiałam podjąć się kilku prób (według mnie o wiele za dużo) ponieważ aparat telefonu nie obejmował całych włosów. Zdjęcia włosów robię ciągle w tym samym miejscu (aparat ma również swoją stała wysokość). Wkurzona, że już nie mogę ustać na palcach, co wpływało na ostrość zdjęcia, założyłam szpilki. I tak oto udało się je uchwycić w całości.

Chociaż osobiście nie uważam aby były jakieś tam bardzo długie, raczej przeciętna długość.

Zastanawiam się też, czy lepsze są częstsze posty ale krótsze, czy takie jak dzisiaj: dłużej ale rzadziej publikowane (akurat dzisiaj nie jest to zamierzone). Jeśli macie zdanie w tej kwestii, podzielcie się nim. :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Włosowe spa tym razem było baaardzo obfite. O tak, można powiedzieć, że zaszalałam. Wróciłam wczoraj do domu wcześniej. Miałam na ten dzień zaplanowaną naukę, więc nie przewidywałam, że wyjdę jeszcze z domu. Pomyślałam sobie, że dawno nie olejowałam włosów na dłuuugi czas. Ostatnimi czasy owszem często, ale nie dłużej niż na godzinę. Zatem wczorajszy arsenał:
IMAG0412.jpg
1. Włosy spryskałam mgiełka Lactimilk, która jest bogata w proteiny (i śmierdzi). Po jakimś czasie nałożyłam olej lniany, który niestety obficie wylał mi się na dłoń (ale po nałożeniu nic nie ściekało więc wszystko w normie xd).
2. Po jakichś 6-7 godzinach (czyli już wieczorem) przygotowałam sobie maskę drożdżową - ulubieniec. Czyli kostka drożdży, dwie łyżki jogurtu naturalnego z dodatkiem dwóch łyżek alg morskich (w słoiku po Pudliszkach) i kilku kropel olejku z drzewa herbacianego.
3. Po pół godzinie zmyłam wszystko bardzo dokładnie białym mydłem Agafii (dwa razy jak to mam w zwyczaju).
4. Na kilka minut nałożyłam maseczkę drożdżową Receptury Babuszki Agafii (bez silikonów).
* Prawie bym zapomniała, po spłukaniu odżywki użyłam jeszcze płukanki tatarakowej.
5. Po odsączeniu wody ręcznikiem wtarłam w skórę głowy płyn pokrzywowy, który stosuje po każdym myciu.
6. I tu mi się urywa film, bo nie wiem czy zabezpieczałam końcówki zanim poszłam spać. Wydaj mi się, że nie. Rano końcówki były trochę szorstkie więc nałożyłam orientalny olejek Mariona wersja z kokosem.
IMAG0395.jpg
Było więc bardzo drożdżowo, co lubię, tzn. moje włosy lubią od czasu do czasu. Chociaż ostatnio sięgam po olej arachidowy to tym razem sięgnęłam po lniany, który po zakończeniu kuracji od wewnątrz nie ma co ze sobą zrobić. A że ważność ma do 15.09 to trzeba go jakoś zużyć chociaż jak na moje cienkie włosy jest " za ciężki" (lepiej spisze się na włosach wysokoporowatych, zniszczonych).
Widać już, że końcówki domagają się fryzjera ale doczekają się może w przyszłym miesiącu.
Ogólnie efekt jest zadowalający ale bez szału. Oleje wole jednak trzymać krócej (ale dłużnej niż godzina) i nie takie "ciężkie" jak lniany czy oleje na parafinie. Z reguły nie łącze olejowania z domową maseczką i tak też zostanie. Widzę, że włosy są odżywione, błyszczące i miękkie ale niestety ucierpiała objętość.

A tak wyglądały włosy po kilku godzinach gdy wróciłam do domu. Nie rozczesane, zdjęcie bez lampy w świetle dziennym (zrobione pod oknem).
IMAG0413.jpg
  • awatar Mrs Dangerous: Ładne włosy :)
  • awatar Orzeszkowa<3: Bardzo ładne włosy :) Co polecasz na zniszczone końcówki? Nie są jakoś bardzo zniszczone, ale trochę się rozdwajają.
  • awatar hairlovelo: @Orzeszkowa<3: Podciecie, chociaż 2-3 cm + silikonowe serum z dobrym składem np. Isana ma dobry i tani olejek ;)
Pokaż wszystkie (13) ›
 

hairlovelo
 
hairlovelo: Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Uch jak gorąco!
Puff jak gorąco!
Uff jak gorąco!
...
Tak się mniej więcej czuje.

A do tego jestem chora. O zgrozo, latem? Tej zimy przeziębienia dały mi spokój... ale za to nadrabiają teraz. Ale nie o tym. Dzisiaj post typu "chwale się", a więc zakupy z soboty.
IMAG0223.jpg
*Brwiowy niezbędnik, stary egzemplarz trochę się zużył więc czas na nowy.
*Żel peelingujący Kult z niemieckiego marketu Aldi, pięknie pachnie ale jeszcze nie miałam okazji go ruszyć.
*Akcesoria do włosów czyli wygodne klamry do po domu i gumki, w tym jeden królik.

Postanowiłam zrobić małe zamówienie i już standardowo obczaiłam sobie wszystko w sklepie ktory biore zawsze w pierwszej kolejnosci pod uwage, kiedy spostrzegłam, że kremy Bioluxe są niedostępne. Zdenerwowałam się, bo chciałam zamówić również tonik przeciw wypadaniu Agafii ale jego również nie było. Zamówienie tym razem złożyłam na LawendowaSzafa24.pl, to było w niedzielę. Dzisiaj rano były już na miejscu. Hola, hola, niestety połowa nie jest dla mnie.  
IMAG0230.jpg
Dla mnie:
*kremy Bioluxe, które bardzo polubiłam i to tak bardzo, że żadne inne mi nie pasują w ciągu dnia (chociaż na noc też mam już swojego ulubieńca z Isany)/40 ml.
*Lactimilk aktywator wzrostu, proteiny dla włosów w sprayu: mocno proteinowa mgiełka no i ten aktywator. Nie mogłam się oprzeć. Dosyć korzystna cena sprawiła, że postanowiłam kupić "na później" (chociaż biorąc pod uwagę, że z tego typu produktów mam tylko płyn pokrzywowy, to później pewnie stanie się prędzej)/200ml.
Masło do ciała, peeling i żel pod prysznic Planeta Organica zamówiłam w prezencie dla kogoś. Pewnie zamówiłabym i dla siebie, ale powiedziałam sobie DOŚĆ KUPOWANIA, CZAS ZUŻYWANIA. Co nie znaczy, że kiedyś się nie pokuszę, a muszę przyznać, że na kosmetyki PO mam dużą chrapkę.
IMAG0232.jpg
Mysle, że cenowo jest ok. Jak myślicie to dobry prezent, czy może nie chcielibyście czegoś takiego dostać?

I jeszcze tylko na chwile wrócę do poprzedniego posta. Tamtego wieczora (już po publikacji) przypadkiem natknęłam się na coś takiego:
11825577_1189551374393307_2632016941895173820_n.png
TEGO NIE RÓBCIE, chyba, że zamiast blasku ktoś pragnie wysuszyć sobie włosy. Alkohol wysusza i większość komentatorów to wiedziała, chociaż natknęłam się też na takie komentarz: "Alkohol nie wysusza włosów. Moja mama od zawsze płukała i płuka nadal włosy piwem i ma ładne. ".
No cóż... to, że piwo jest alkoholem (jako środek odurzający) nie znaczy, że ma podobne właściwości do wódki. I o ile jej mama będzie miała ładne włosy po płukance z piwa to nie radziłabym jej robić płukanki z wódki.
  • awatar by Iwona: Dobry prezent:) który zawsze się przyda:) ja bym była zadowolona:)
  • awatar Mrs Dangerous: No te upały daja nam we znaki. Szybkiego powrotu do zdrowia życze :)
  • awatar hairlovelo: @Mrs Dangerous: dziękuje :) @by Iwona: @dodzik-blog: miałyście racje, z resztą kosmetyków nigdy dość :d
Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Kategorie blogów