Wpisy oznaczone tagiem "Malia Tate" (1)  

nickola13
 
Zakończenia zazwyczaj wprawiają nas w smutny nastrój.
Świadomość tego, że coś co było dla nas ważne zakończyło się jest dość przygnębiające.

Teen Wolf był jednym z najlepszych seriali jakie do tej pory widziałam. Zdecydowanie ląduje w moim TOP 3. Zamierzałam napisać o tym jakiś bardziej sensowny, porządny wpis, a teraz nie wiem nawet od czego zacząć.

Zawsze będzie miał specjalne miejsce w moim sercu chociaż zaczęłam być fanem dość niedawno, to totalnie mnie porwał, zachwycił i zwyczajnie żałuję, że zaczęłam to tak późno.
W serialu podobało mi się to, że wszystko miało tam sens, fabuła była naprawdę dobrze dopracowana i porównując ją do innych seriali była bardzo dobra. Wątki z poszczególnych sezonów często się ze sobą łączyły, nie pojawiały się znikąd i
donikąd nie dążyły tylko składały się w spójną całość, co nadawało temu większej realności, jeśli można tak powiedzieć o serialu fantasy.
Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się aż tak dobrego serialu i to było dla mnie cudownie miłe zaskoczenie.
Był inny niż seriale, które do tej pory widziałam. Nie było wampirów, czarownic i skupiono się dobrze na wilkołakach i na tym, jak to jest w ich świecie, co jest bardzo ciekawe i czego
zdecydowanie brakowało w innych produkcjach w których się pojawiały i które widziałam. Ogromnie podobał mi się wątek japoński w 3 sezonie.


Ten wpis zdecydowanie nie obejdzie się bez wspomnienia o Dylanie dzięki któremu zaczęłam oglądać Teen Wolf.
Bardzo przyjemnie się go ogląda, więc stwierdziłam, że serial to najlepsze wyjście jeśli chcę zobaczyć coś więcej.
Nie pomyliłam się.
Dylan jest tak cholernie dobrym aktorem, że mi się to w głowie nie mieści.
Stiles stał się moją ulubioną postacią w chwili gdy pojawił się na ekranie. Z czasem dowiadujemy się o nim coraz więcej i więcej i to tylko utwierdziło mnie w tym jeszcze bardziej.
Był niesamowicie oddanym przyjacielem i dobrym synem, chociaż bywały przezabawne momenty w których jego ojca zalewała krew, bo potrafił być też wrzodem na tyłku i często go nie słuchał.
Ta postać, choć przez sezony bardzo dobrze rozbudowana, dzięki czemu możemy zobaczyć jak dojrzewa i z roztrzepanego chłopca z ADHD staje się mężczyzną (choć nadal nie potrafi przestać
gadać) jest przeogromnie zabawna. Jest to kolejna sprawa, którą uwielbiam w tym serialu. Jest to po części komedia i w jednej chwili zalewam się łzami z przejęcia, a za chwilę Stiles zrobi coś głupiego i płaczę ze śmiechu.
O'brien ma zdecydowanie talent do komedii i ja dosłownie katowałam się i oglądałam w kółko mistrzowskie sceny Stilesa. Nawet teraz gdy sobie jakąś przypomnę chce mi się śmiać. To było po prostu tak dobre.
Void Stiles był po prostu epicki. Nie wiem jak wy, ale ja bardzo lubię wątki, w których te dobre postacie stają się złe.
Uważam, że takie jest życie. Nikt w 100% nie może być dobry, ani w 100% zły i w przypadku Stilesa ten wątek był po prostu świetny. Po opętaniu przez Nogitsune nie był już tym samym Stilesem co wcześniej, ale według mnie to dodało realności tej
postaci. Każdy z nas ma swoją jasną i ciemną stronę. Można być trochę bardziej po jednej, bądź po drugiej. Niektórym udaje się balansować pomiędzy. Może po wątku z Nogitsune Stiles zszedł
trochę na ciemniejszą ścieżkę, ale oczywiście przyjaciele sprowadzili go na tą dobrą. Opętanie przez złego ducha sprawiło, że był jeszcze bardziej wiarygodną i prawdziwą postacią. I piękne też było to, że przez cały ten czas był
człowiekiem. Żadnej supermocy, niesamowitej siły i lepszego słuchu, a mimo to poradził sobie z tymi przeciwnościami i przeżył. Ta postać strasznie dużo dla mnie znaczy. Przywiązałam się do niego.
On płakał - ja płakałam. On się bał - ja się bałam. On był smutny - ja byłam smutna. On się śmiał - ja się śmiałam. On przewracał automat z przekąskami - ja sikałam w gatki ze śmiechu.
I szczerze, chociaż mam sporą grupkę ulubionych aktorów, Dylan O'brien przebił ich wszystkich i dla mnie, jest najlepszym aktorem jakiego widziałam na dużym czy małym ekranie.
A skoro jesteśmy już przy Stilesie od dłuższej chwili muszę wspomnieć o Stydii.
Stiles i Lydia to był najlepszy wątek miłosny bez wątku miłosnego. Poważnie.
Od samego początku wiemy, że się w niej podkochuje od dłuższego czasu, ale bez wzajemności. Przez 6 sezonów ich relacja jest budowana powoli od przyjaźni do czegoś więcej. I to było piękne. Troszczyli o siebie, martwili się i ratowali się
nawzajem jako przyjaciele, żeby w końcu to przerodziło się w coś, o czym Stiles marzył od 3 klasy. Uwielbiałam ich razem i myślę, że ich sceny i ich zaangażowanie i ta troska o siebie
powiedziało więcej o tym co ich łączy niż przereklamowane i przesłodkie pocałunki, przytulania i czułe słówka. Tutaj twórcy pokazali, że prawdziwa miłość i więź między dwojgiem
ludzi nie musi wyglądać tak samo. Ludzie, którzy to oglądali i którzy lubią tą dwójkę razem, chyba wiedzą co mam na myśli.
Warto było czekać.


Mogłabym tu napisać jeszcze co najmniej milion słów na temat postaci i całokształtu, ale you know what I mean.
Niesamowity serial, niesamowita obsada.
Potrzebujemy więcej takich produkcji. Tak pięknych, pouczających... Jestem wdzięczna, że Teen Wolf powstał i że mogłam być jego małą częścią, jako fan.
Dla jednych to tylko serial.
Dla mnie to coś więcej.

tumblr_static_filename_640_v2.png
  • awatar I'm Lovatic: Nie mialam okazji ogladac tego serialu, musze to nadrobić :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów