Wpisy oznaczone tagiem "Michaś" (13)  

happyblackness
 
améli:
- Jak się trzymasz? - pyta mnie. Na jego twarzy nie ma już tego cudownego uśmiechu. Widać smutek. Choć stara się delikatni uśmiechnąć, wiem, że nie może, nie jest w stanie. Patrzę na niego i czuję jak łzy napływają mi do oczu. Mówię sobie "Bądź silna".
- Bez zmian. Jurto jedziemy na badania. - odpowiadam, tłumiąc w sobie smutek.
- Będzie dobrze - pociesza mnie, posyłając namiastkę uśmiechu. Czuję jego dłoń na swoim ramieniu. Jeszcze tydzień temu strąciłabym ją, ale nie dziś. Dziś potrzebowałam tej dłoni.
- A Ty jak? - pytam, chociaż wiem, że wcale u niego nie jest lepiej. Wiem, że u niego jest gorzej niż u mnie. U mnie jest jeszcze nadzieja, a jemu tę nadzieję już odebrano.
- Trzymam się mocno. W końcu zostałem jedynym mężczyzną w domu. - wzdycha.
- Za drugim razem powinnam to lepiej znosić, powinnam była się przyzwyczaić, uodpornić. Ale nie jest wcale lepiej - mruczę pod nosem.
Głaszcze mnie po ramieniu:
- Asiu... Wcale za drugim razem nie jest lepiej. Jest tak samo ciężko. Gdybyś czegoś potrzebowała, gdybym mógł coś zrobić, powiedz, dobrze?
- Dobrze. Dziękuję.
- Będę trzymać kciuki.
- Dziękuję. Albo wiesz co... Nie dziękuję.
- Nie dziękuj, żeby nie zapeszyć.

Jeszcze tydzień temu mówiłam, że mnie niesamowicie irytuje i nie mogę się z nim w żaden sposób dogadać. Dziś najchętniej bym się do niego przytuliła i przesiedziała z nim całą noc. Minęły trzy dni, odkąd powiedział mi, co sie stało. Podziwiam go za jego siłę i wytrwałość, przede wszystkim jednak za jego dobroć i wyrozumiałość.
 

happyblackness
 
améli:
Nagle z alejki wyłonił się Michaś.
- Michał - stanęłam naprzeciwko niego.
- Wszyscy tylko Michał i Michał - naskoczył na mnie. - Nie pytaj się o nic i tak Ci nie powiem. Idź sobie! - powiedział do mnie podniesionym tonem.
Popatrzyłam mu prosto w oczy. Wzruszyłam ramionami
- Dobra - odpowiedziałam zdezorientowana. Odwróciłam się napięcie i poszłam w swoją stronę.
Odeszłam do niego może z 10 m i wpadłam na Prezesa, który przyglądał się całej sytuacji.
- Nie przejmuj sie nim. Michał okresu dostaje - skomentował.
- W dupie mam jego okres - krzyknęłam, zostawiając go za sobą.

Męczę się z cenami, słucham Jamesa Blunta. W pewnej chwili podnoszę głowę i napotykam wzrok Michasia. Podchodzi do mnie. Wyciąga słuchawki ze swoich uszu, potem z moich. Robi te swoje maślane oczęta, nachyla się nade mną i szepcze do ucha:
- Przepraszam.
Patrzę na niego obojętnie.
- No przepraszam - mówi tym razem głośniej.
- Proszę - odpowiadam.
Uśmiecha się do mnie i idzie dalej.
Swoją drogą świetne ma perfumy.
 

happyblackness
 
améli: Moja dziesiąta godzina w pracy, zmęczona jak nigdy. Stoję przy biurku i uporczywie targam ceny, które wypadałoby roznieść. W biurze harmider, jak w każdy czwartek. Elizabeth walczy z drukarkami, które posypały się w nocy. Dekoratornia drukuje wielkie formaty, Kasia buszuje w raportach, działowcy wpadają wejściem smoka i ustawiają się w kolejce do dekoratorów. Jednym słowem chaos. Nie ogarniam, nie próbuję nawet. Stoję i robię swoje. Po raz kolejny otwierają się drzwi. Nawet nie zwracam uwagi, kto tym razem się przybłąkał. Ktoś się zakręcił się, poczułam lekki ruch powietrza.
- Nie wiem, co to wczoraj była za rocznica, jakie święto, ale chyba Ci składali życzenia? - słyszę głos po swojej prawej stronie.
Myślę... Do mnie? Nie do mnie? Odwracam głowę, zerkam na autora słów.
Próbuje coś powiedzieć, ale przerywa mi Elizabeth:
- Asia, miałaś urodziny wczoraj?
- Które to już? - dorzuca Kasia.
Uśmiecham się pod nosem, nie przerywając targania perforowanego papieru:
- Tak, tak urodziny miałam.
Nie jestem w stanie określić dzwięków/słów jakie wydał z siebie w tym momencie Michaś. Poczułam tylko, że obejmuje i przytula się do mnie i zaczyna składać życzenia.
- Dziękuję - mówię zrezygnowana, zastanawiając się co on robi.
Puścił mnie. Zakręcił się po coś... I ponownie mnie obejmuje składając raz jeszcze życzenia, tylko tym razem poczułam jego usta na swoim policzku i ciut niżej.  Lekko zdezorientowana podziękowałam raz jeszcze, przytulił mnie mocniej.
Elizabeth patrzyła na nas z rozbawianiem, a ja się zastanawiałam, co Michasia napadło.
 

happyblackness
 
améli:
Spotkaliśmy się w drzwiach. Stanęliśmy twarzą w twarz. Widziałam każdy nawet najdrobniejszy szczegół na jego buzi. Popatrzył na mnie uprzejmi i szeroko się uśmiechnął. Próbowałam się przesunąć w lewo, on również, w prawo, on za mną. Stanęłam zrezygnowana. Złapał mnie za ramiona i próbował przesunąć. Poparzyłam na niego srogo. Poczułam, że jedną rękę zabrał, a drugą chwycił mnie za nadgarstek.
- Chodź ze mną - powiedział.
Popatrzyłam na niego zaskoczona.
- No chodź - ciągnął mnie. Teraz ja chwyciłam go za rękę i próbowałam zatrzymać.
- Ale gdzie? - zapytałam zdumiona.
- No chodź - upierał się przy swoim.
- Ale ja nie mam czasu - próbowalam stawia opór, jednak był silniejsz.
- No przestań - oburzyłam się.
- No dobra, żartowałem - uśmiechnął się, puścił mój nadgarstek i poszedł.
  • awatar Optimiste ♥: ,,Nie mogąc go mieć - uśmiechnij się. Bo uśmiech to pół pocałunku." piękne :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

happyblackness
 
améli:
- No szybciej - denerwuje się Michaś na drukarkę.- Zróbcie jej coś, żeby oddała mi moje ceny - rzuca do mnie i do Pawła.
- Oj Michaś, nawet nie wiesz jak Ty fajnie wyglądasz, jak się denerwujesz - uśmiecham się do niego szeroko.
W tym momencie drukarka zaczęła trzaskać i stękać. Znak, że coś drukuje.
- To nie Twoje? - pyta.
- Nie, nie moje - odpowiadam.
Podchodzi do drukarki i patrzy na wydruki:
- No w końcu. Zdążę przed 22. Jestem taki szczęśliwy, że zaraz chyba zacznę całować tę drukarkę.
Oboje z Pawłem podnieśliśmy wzrok z nad naszych papierów i uśmiechamy się do siebie, po czym mówię do Michasia z udawanym niesmakiem:
- Michaś, ale tak z drukarkę?
- A czemu nie?
- Nie, Michaś! To już nie dobrze z Tobą, skoro Ty z drukarką chcesz się całować.
- A co? Wolałabyś, żebym z Tobą? - staje koło mnie i cieszy się jak zawsze.
- Nie - rzucam bez chwili namysłu. - Z drukarką.... Niedobrze z Tobą.
- Ale dlaczego nie chcesz ze mną? - ciągnie Michaś dalej, patrząc na mnie tym swoim maślanym wzrokiem.
- Bo nie - odpowiadam.
- Teraz to uraziłaś moje uczucia! - udaje obrażonego.
- Ale nie wpadniesz w czarną rozpacz z tego powodu?  
- Wpadnę - robi surową minę.
- Ale nie zaczniesz pić? - pytam, pamiętając jego popijawę Wielkanocną.
- To już nie było miłe - oburza się.
- Oj Michaś, daj spokój, przecież żartowałam :)
 

happyblackness
 
améli:
- Asia, ale ja tutaj też dorabiałem ceny... - śmieje się do mnie Michaś.
Patrzę na niego wrogo.
- ... więc nie zdziw się jak przyjdziesz i niektóre już będą - kończy.
- Michaś nie rób mi tego, mi się zaraz wszystko pomiesza - próbuję brać go na litość.
On w tym czasie drapnął swój skaner i drażni się ze mną.
- Patrz, wysyłam - mówi.
Klika.
- Michaś, usuń to, proszę. Nie rób mi tego - mówię błagalnym tonem.
- A nie...  - przypomina sobie. - Już wysłałem.
- Ale Ty jesteś - udaję oburzoną.
- No co? - próbuje dyskutować.
- Idę sobie od Ciebie - odwracam się od niego. - Potwór jesteś.
- Co? - podchodzi do mnie .
Patrzę mu prosto w oczy:
- Potwór jesteś, wiesz?
Uśmiechnął się do mnie szeroko i tym nie rozbroił.
Po prostu nie umiem się na niego gniewać :)
 

happyblackness
 
améli: Podeszłam cichutko i stanęłam obok. Odwrócił się i popatrzył na mnie srogo.
- Michał... - odzywam się błagalnie.
- No co chcesz znowu? - kwituje z pretensją.
- Dlaczego jesteś niemiły? - udaję obrażoną.
- Bo tak! - odpowiada stanowczo.
Robię minę smutnego dzieciaka.
- Ale Michał...
- No dobra, słucham Cię - odpowiada z westchnieniem.
- Mamy to? - pokazuję mu cenówkę. - Dawid mówi, że...
- Nie mamy - przerywa mi.
- A to? - podsuwam kolejną kartkę.
- Nie ma.
- Dziękuję - uśmiecham się.
- Proszę.
- Widzisz nie bolało.
Odchodząc obróciłam głowę przez ramię, śmiał się ze mnie. A może z siebie :)
 

happyblackness
 
améli:
- No przestałabyś już pić - słyszę przechodzącego obok Michasia.
- Przecież ja nie piję. Czekam na Ciebie - odpowiadam oburzona.
- To dobrze. Po pracy na przystanku - proponuje.
- Trzymam Cię za słowo.

- Michał... - marudzę zmęczona, skanując produkty Arturoo - chodźmy do domu. Dzisiaj Wigilia jest.
- Pytaj Artura czy możemy... - rzuca oparty o ladę Michaś .
- Artur, możemy?
- A róbcie, co chcecie - odpowiada mało poważnie kierownik.
- Michał to idziemy? - ponawiam więc pytanie.
- Idziemy! Chodź.
 

happyblackness
 
améli: Podniosłam słuchawkę i wystukałam pierwszy numer na AGD jaki mi przyszedł do głowy... Dwa sygnały potem:
- Słucham - słyszę pretensję w głosie mojego rozmówcy.
- Michała! - ucieszyłam sie jak dziecko.
- No Michał, Michał - biadoli mój rozmówca.
- Michał, ja Cię bardzo proszę, podaj mi kod na...
- Nie podam Ci.
- ... mop. Ale Michaś, proszę Cię...
- Nie podam Ci teraz, bo jestem na magazynie i palety szukam -  odpowiada stanowczo.
- Ach Michaś... Niech Ci będzie.

Zanim dostałam potrzebny mi kod musiałam wykonać 5 telefonów, bo nikt czasu nie miał.
  • awatar przypadkowa: Ale dałaś radę :P A co oni wszyscy tacy zagonieni ?
  • awatar améli: @przypadkowa: święta się zbliżają i w poniedziałek jest mikołaj :)
  • awatar niiika: a mnie dzisiaj Kolorowa opieprzyła, za to, że prosiłam o znalezienie kodu i pow, żebyśmy jej dali spokój :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

happyblackness
 
améli: - Asiaaa! - słyszę swoje imię za plecami.
Odwracam się i widzę tę uśmiechniętą twarz:
- Słucham Cię.
- Bly bly bly bly... - słyszę i widzę jak tworzy przedziwne miny.
Patrzę na niego nad wyraz zdziwiona i nie wiem, co powiedzieć. Uśmiecha się radośnie jak małe dziecko.
- Michaś, a Ty na pewno normalny jesteś? - pytam, ale nie czekam na odpowiedź, tylko odchodzę w swoim kierunku, bo odpowiedź mogłaby mnie jeszcze bardziej tylko przerazić :D
 

happyblackness
 
améli: - Kończysz już czy otwierasz? - słyszę Michasia.
Właśnie wróciłam i ogarniałam burdel panujący w moim boksie.
- Jeszcze otwieram, bo muszę 20 min odpracować, bo się dzisiaj spóźniłam. A Ty?
- Ja właśnie skończyłem. Dokładnie za 9 min kończę - odpowiada ze śmiechem Michaś.
Nie wiadomo skąd:
- Można do Pani?
- Tak proszę.
Zaczynam skanować i nagle
- Michaś nie idź jeszcze! - krzyczę.
- A co się stało.
- Mam pytanie. A Ty jesteś kompetentny i mi pomożesz. - rzucam znad ekranu.
- Oooo ale kolega teraz urósł - śmieje się klient.
Obsłużony jeden klient i kilku następnych. Michaś czeka. Zadałam pytanie. Odpowiedział.
- No to ja głupoty napisałam.
- Tzn?
- Bo ja miałam przed chwilą ten test na program rozwojowy.
- Aaaaa.
- Dobra idź już do domu. Nie zatrzymuje Cię więcej. Dziękuję za pomoc.
Michaś posyła wielki uśmiech i odchodzi w dal.
Myślałam, że poszedł w końcu do domu. Ale przecież on normalnie wyjść nie może. Mijałam go na magazynie. Rozmawiał, że swoją kierowniczką i usłyszałam tylko, jak mówi, że w razie czego może zostać do północy. Ale kierowniczka się nie zgodziła i wysłała go do domu. Przechodząc koło nich tylko zaśmiałam się pod nosem.
Przebrałam się. Zaliczyłam wizytę w toalecie i po kolejnych 15min wyszłam z recepcji. Otwieram drzwi a tam:
- A co Ty tutaj jeszcze robisz? - pytam zaskoczona widokiem Michasia, który właśnie stał i palił. Zero rękawiczek, zero czapki i szalika i kurtka taka jakaś licha.
- Czekam na moje taxi.
- A gdzie Ty mieszkasz?
- Tam - wskazuje mi pobliskie osiedle.
- Michaś, proszę Cię.... Nie osłabiaj mnie.
- No co. Nogi mnie bolą. A Ty gdzie teraz?
- Do domu...
- A gdzie mieszkasz?
- ... tzn na Muzealną na przystanek.  W L. mieszam.
- To będziesz miała czym dojechać?
- Mam nadzieję, że autobus przyjedzie.
Porozmawialiśmy sobie jeszcze trochę o programie rozwojowym.
- Dobra Michaś ja idę. Trzymaj się.
- To może Cię podrzucę do miasta? - pyta nagle.
- Nie, nie trzeba.
- Jesteś pewna? - ciągnie nieprzekonany , a na twarzy maluje mu się lekka obawa.
- Tak. Ale dziękuję za troskę.
Nagle słyszę przez parking głos znajomej która jeździ w stronę miasta.
- O widzisz... z Sylwią się zabiorę - rzucam w kierunku Michała. - Syyyylwia, mogę się z Tobą do miasta zabrać? - wołam.
- No pewnie - słyszę.
- Pa Michaś. Odwracam się do niego plecami i ruszam w stronę Sylwii - I rzuć wreszcie to palenie - rzucam przez ramie do Michała.
Usłyszałam tylko jego śmiech.

A do domu zabrała mnie bratowa Sylwii :)
 

happyblackness
 
améli: Bo ja mam dylemat. W sumie to nie dylemat, tylko takie zastanowienie.
Bo mi się wydaję, że Michaś może być gejem. Nie żebym miała coś przeciwko gejom... Tylko że szkoda trochę Michasia dla faceta. Poza tym potencjalny partner Michasia to też niezłe ciacho.
Chociaż z drugiej strony Niki mówi, że widziała Michasia jak z jakąś dziewczyną za rękę się prowadzał. Ale jeżeli to była jakaś laska od nas, to się nie liczy.
W sumie to sama nie wiem, co mam myśleć.
  • awatar who: Kiedyś też myślałam, że mój kolega jest gejem a okazało się, że zakochał się we mnie. Może to i nie porównywalne do Twojego dylematu ale nie zawsze to co widzimy jest prawdą.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

happyblackness
 
améli: Pędzę prędziutko aleją, ludzi jakoś tak malutko. W Poku nikogo nie ma, kolejka się robi. Michaś towaruje końcówkę. Patrzę na niego jak zwykle z uśmiechem na twarzy. W którymś momencie spotkam jego wzrok. Uśmiecha się i jak zwykle kręci głową z dezaprobatą.
- Jak tam Michaś? Dużo jeszcze tego masz?
Chłopak się prostuję i z nieszczęśliwą miną odpowiada:
- O matko... (uwielbiam ton, jakim wypowiada te słowa) Jak mnie plecy bolą.
- Michaś - patrzę na niego z trwogą. - Idź do domu.
- No jak teraz? Co TY nie poważna jesteś?
- No co 13 jest.
Michaś patrzy na mnie z tą swoją niezadowoloną miną. Jej się tak naprawdę nie da opisać. Ją trzeba zobaczyć.
Po raz kolejny tego dnia toczymy walkę na spojrzenia.
- Do której jesteś? - pytam. - Nie, nie, nie... - zreflektowałam. - Na którą przyszedłeś?
- Na 7 rano.
- No to Michasiu o 15 zawijaj do domu. Tylko o 15. Nie rób żadnych nadgodzin. Tylko do domu.
Patrzy na mnie z niedowierzaniem, ja odchodzę i rzucam przez ramię:
- Uwierz mi, firma się bez Ciebie nie zawali.

Lubię tego chłopaka. Takie duże dziecko z niego.  W sensie... sympatyczny :)
  • awatar niiika: on w ogóle ma specyficzny sposób mówienia :D ja nie mogę praktycznie za każdym razem, jak się odezwie :D i jeszcze te jego miny :D a w tym koszu z kartonami, to już w ogóle ;D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów