Wpisy oznaczone tagiem "Moje" (1000)  

deergirl
 
Nie spałam całą noc... przespałam może godzinę i się przebudziłam, bo miałam koszmar. Niby nie było tam nic strasznego, ale po przebudzeniu potwornie się czegoś bałam. No właśnie... czegoś. Już wieczorem odczuwałam dziwny niepokój - serce mi waliło jak młotem, oddychałam szybko, byłam cała napięta. A nie było ku temu powodu. Wczoraj skończyły mi się leki na sen, a mama zapomniała załatwić receptę - to tylko dowodzi, że nadal nie umiem zasnąć bez leków, gorzej... bez nich dostaję jakichś dziwnych lęków. Jestem jak chodzące zombie, wory pod oczami sięgają policzków, jestem blada jak śmierć i wszystko mnie boli. Nie zapowiada się dobry dzień w pracy. Dzisiaj pierwszy raz od dawna mam zmianę z kierowniczką, jak wiecie z poprzedniego posta, nasze relacje są ostatnio napięte. Mi się już nie chce nawet udawać, że wszystko jest ok, nie zależy mi już na tej pracy. W każdej chwili mogę odejść (vivat umowa zlecenie!) i to zrobię, jeśli posunie się za daleko. Nie uśmiecha mi się dziś iść do pracy z wiadomych względów, ale może jak wypiję energetyka to będzie lepiej. Nie chcę tego robić, bo to nie zdrowo, ale nie mam wyjścia - kawa mi nie pomoże. W środku pracy idę na zajęcia z analizy i interpretacji dzieła, są to ćwiczenia, a ja nie mam siły nawet wstać. Jeśli ktoś dziś mi powie coś "motywującego" typu: uśmiechnij się! albo myśli pozytywnie! puszczę wiązankę, o jakiej nawet raperom się nie śniło. Odmeldowuje się...
9ce5799eee4d4117d6592f05789c8366.jpg
 

deergirl
 
Koty bengalskie to takie małe "dzikie" kulki szczęścia <3.
2ea11846bfbad8db2cc2ae4935b796c6.jpg

2f49ae84e40ec2723164dc6646eee9d9.jpg

4fc176551d43193359b10932ea6ea1ed.jpg

92ead5fa7f10e10ed2bfbed0fd03aa3d.jpg

b9b4039908baf8618a0d9033d2d75d67.jpg

d5b6c57952b9c5ba234acdf92ac89a26.jpg
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
Moi czytelnicy wiedzą, że bywam porywcza, wyolbrzymiam pewne rzeczy i zdarza mi się zbyt dramatyzować. Zwykle po jakimś czasie, po przemyśleniu całej sytuacji, się uspokajam, rozumiem swój błąd i akceptuję rzeczywistość. Tylko nawet moja wewnętrzna wyrozumiałość ma swoje granice, a moje zaraz będę przekroczone przez... kierowniczkę.
Tak, kierowniczka za bardzo przeciąga strunę, a mnie kończy się cierpliwość. Nie tak dawno pisałam, że wypełniałam błędnie raport, byłam przez to na siebie bardzo zła i nie chciałam dalej tam pracować, bo uważałam, że sprawiam więcej kłopotu niż pożytku. Jednak już prawidłowo wypełniam raport i swojej pracy nie mam już nic do zarzucenia. Zajmuję się swoją robotą, wypełniam moje obowiązki i staram się jak mogę, by wszystko było dobrze. Mimo wszystko jestem też człowiekiem i już daję sobie mały margines błędu jaki mogę popełnić, bo nie jestem pieprzonym robotem, by robić wszystko idealnie pod linijkę. Błędy zdarzają się wszystkim. A jeśli ktoś nie potrafi tego zrozumieć to już nie mój problem.
Może to trochę wyglądać na psioczenie o swojej szefowej, że jest taka, taka i taka, czepia się, wkurwia mnie ble ble ble. Może i jest w tym dużo prawdy, ale chcę się wyżalić mojemu komputerowi i obnażyć bolesną prawdę o kierowniczce. S. to do Ciebie, chociaż wiem, że tego nie przeczytasz, ale przynajmniej wąska grupka osób dowie się jaka jesteś naprawdę.
Już od jakiegoś czasu kierowniczka czepia się dosłownie pierdół, które można łatwo poprawić, a rolą kierownika jest wyłapywać błędy, wskazać je pracownikom. Można na początku się powściekać, ale jest to pokaz emocji i dowód, że się nad nimi nie panuje - nie jest to dobra cecha dla kierownika. Panna S. nie tłumaczy nam jak mamy coś poprawić, jeśli zrobimy coś źle, ona ma pretensje, twierdzi, że nic nie robimy i wylewa wiadro pomyj. Taki powinien być kierownik?
Przywołam sytuację z wczoraj: kierowniczka ogólnie w weekendy ma wolne, więc byłam tylko ja z koleżanką i robiłyśmy to, co zwykle: sprzątałyśmy sklep, obsługiwałyśmy klientów, wypełniałyśmy podstawowe obowiązki jak dokładanie komiksów na półkę, robienie przypinek itd. Wszystko zrobiłyśmy, co miałyśmy zrobić, klientów nie było, czyli miałyśmy wolne, więc sobie czytałyśmy, trwało to może 40 minut, bo nagle dostałyśmy wiadomość od szefa wszystkich szefów, że mamy policzyć wszystkie mangi małego wydawnictwa. Spoko, zadzwoniłyśmy do kierowniczki, by nam podała szczegóły jak mamy to zrobić (bo ona nigdy nas nie dopuszczała do systemu). Odebrała telefon i stwierdziła, że sama to zrobi. Skoro tak to obie wróciłyśmy do opieprzania się, bo nie mamy nic do roboty. Została godzina do zamknięcia sklepu, a tym razem to ona do nas dzwoni. Daje nam zadanie, że mamy policzyć WSZYSTKIE komiksy dwóch dużych wydawnictw + tego małego, co miałyśmy zrobić na początku i się rozłączyła. Tego było od chuja, dużo tytułów i miałyśmy je wszystkie policzyć, wszystkie jakie mamy w sklepie czyli również magazyn. Wkurwione na maksa, że teraz musimy to robić (bo kurwa nie mogła nam powiedzieć wcześniej, że mamy to zrobić, najlepiej dać takie zadanie godzinę przed zamknięciem) no to zabrałyśmy się za liczenie. Problem był, gdy zobaczyłyśmy system, z którym żadna z nas nie miała wcześniej do czynienia, poza tym okazało się, że są w nim błędy np.: mamy 14 tomów jakiegoś komiksu, a w systemie jest ich tylko 10 etc. Dzwoniłyśmy do niej co mamy z tym fantem zrobić, ale nie odpierała, więc stwierdziłyśmy, że zrobimy według systemu. No kurwa, co miałyśmy zrobić, nie jesteśmy jebanymi informatykami, by poprawić te błędy. Jakoś się z tym uporałyśmy w tą godzinę, ale faktycznie się spieszyłyśmy, bo trzeba było to zrobić na już i koniec! Wysłałyśmy jej wszystko i zebrałyśmy się do zamknięcia dnia, policzenia pieniędzy i takich tam pierdół. Zadowolone z siebie zamknęłyśmy sklepi i do domu. Nie minęło 30 minut jak dostałyśmy wiadomość: "Jak zwykle zrobiłyście po chuju, były trzy błędy! Nigdy nie można na was liczyć." Wyłapała trzy jebane błędy... TRZY! Nie dziesięć, nie pięćdziesiąt - trzy kurwa błędy. I od razu oczywiście, że sobie olałyśmy, zrobiłyśmy byle jak. Nieważne, że dała nam na policzenie połowy jebanego sklepu GODZINĘ i kazała obsłużyć program, którego nigdy nam nie pozwalała tknąć nawet palcem. ZROBIŁYŚMY TO PO CHUJU! Zjechała nas jak bure suki i jesteśmy złe i niedobre, a ona musiała "wszystko" za nas poprawić (czyli te trzy błędy, które nie były naszą winą, tylko systemu, ale dobra). No szlag nas jasny trafił. 1. To nie jest sprawiedliwe, 2. Mogła sama to zrobić jak zawsze, skoro my wszystko robiłyśmy źle, 3. To nie było zwykłe "opieprzenie" nas tylko upokorzenie na forum... Więc mogłam się trochę wściec, ale dzisiaj szala goryczy się przelała:
Wszystkie z nas (poza kierowniczką) studiują, więc grafik trzeba dopasować do naszych potrzeb (uczelnie etc.). S. poprosiła nas o spisanie swojego planu, nawet przygotowała własny Excel (który notabene był chujowo zrobiony, bo nie pozwalał mi wpisać godzin, w jakie mogę przyjść do sklepu). Napisałam jej mój plan zajęć, i dla mnie logiczne było, że skoro ma mój plan zajęć, to nie muszę jej co tydzień pisać, kiedy mogę, a kiedy nie... ma wszystko napisane, a nawet gdyby się coś zmieniło to bym przecież napisała. Dlatego w tym tygodniu nie napisałam jej mojej dyspozycyjności, bo przecież cały czas ją miała. Z resztą, miała dużo czasu, by się upomnieć o to, że mam napisać jej plan (no kurwa nie wiedziałam, że za każdym jebanym razem muszę jej pisać to samo). Wysłała grafik, a ja patrzę, że mam tylko dwa dni (znowu weekend), a przecież czwartki i piątki mam wolne, więc grzecznie zapytałam: dlaczego mam tylko dwa dni. Napisała, że taką dałam dyspozycyjność. Ja zdębiałam. Przecież miała mój plan. Pytam o co chodzi, a ona mi odpisała, że "nie napisałam jej dyspozycyjności i tak jest, gdy nie dba się o swoje interesy". No chuj mnie strzelił, napisałam jej mój cały plan, i co tydzień mam jej pisać to samo? A z tym tekstem "trzeba dbać o swoje interesy" to już przegięła, poczułam się jak pies, a nie jak jej koleżanka (którą ponoć jestem). Skoro jej "nie wysłałam" dyspozycyjności to dlaczego mi wpisała ten weekend? Przecież nie napisałam nic, czyli w jej rozumowaniu nie powinnam pracować w weekend. Kurwa jak jej wygodnie tak robi, nie liczy się wgl z innymi. A wiecie czemu dała mi ten weekend? BO NIE MIAŁA KIM GO OBSTAWIĆ! Gdybyśmy mieli pięciu pracowników, mogłaby mnie nie wpisać w grafik, ale są nas tylko 3 i byłoby to niemożliwe beze mnie. Nie pozwolę się tak traktować. Jak do tej pory tolerowałam jej fochy, bo mi aż tak nie szkodziły (np.: upokarzanie mnie na forum pracowniczym), ale skoro teraz wkroczyły pieniądze (jeden dzień mojej pracy to 90 zł) to już miarka się przebrała, to nie była zwykła złośliwość, ona chciała mnie pozbawić pieniędzy. Jak ja mam to interpretować? To jest koleżanka? Gówno  nie koleżanka, gówno nie kierownik! Ale czego ja się spodziewam po zwykłym magistrze muzyki? Że będzie potrafiła zarządzać kadrą? Bez żadnego doświadczenia z ludźmi? No śmiech na sali, ona nie ma pojęcia jak powinny wyglądać relacje z pracownikami i jak JEJ praca ma wyglądać. Wszystko opiera na pretensji i krytyce, a od siebie nie daje nic, nie pomoże, nie wytłumaczy. Opierdalać to byle debil potrafi, a bycie kierownikiem to coś więcej i skoro tego nie rozumie to czas byśmy się pożegnały. Szkoda, lubię moją pracę, ale nie wytrzymam więcej upokorzeń, fałszu i pretensji. Bo nikt nie zauważy, że tylko ja składam koszulki, układam breloczki i magazyny, nawet kable myję, by nie mogła się do czegoś przyczepić. A jak popełnię jakiś błąd, to od razu cała moja praca jest "po chuju" i nie można na mnie liczyć. Moja depresja pogłębiła się ostatnio właśnie przez to napięcie w pracy. Podziękuję.
cf226b44613ec1b162b1745e20822936.jpg
 

 

Kategorie blogów