Wpisy oznaczone tagiem "Motywacje" (1000)  

deergirl
 
LonelyDeer: Ostatnio zbyt dużo się dzieje, nie jestem przyzwyczajona do tak częstych kontaktów z ludźmi. Jestem zmęczona. Wczoraj znowu wylądowałam w Piwnicy Kany i gadałam z koleżankami i nawet z obcymi ludźmi. Okazało się, że w toalecie zaczepił mnie jakiś znany szczeciński piosenkarz, a ja go nie znałam. Fajnie nam się gadało, pytał o moje tatuaże, powiedział, że jestem fajna. Przytulił mnie i się rozeszliśmy. Później powiedziałam o tym mojemu chłopakowi, a on na jaja zapytał: "Taki łysy?" , "No tak". "Czekaj, taki ciemniejszy?", "No tak". "Ty gadałaś z Ukedże!". Do tej pory nie wiem kto to jest, ale jest miły, więc go lubię.
Zaczepiało mnie wielu artystów, chcieli pogadać ze "świeżą krwią", dziwili się, bo nigdy wcześniej mnie tam nie widzieli. W sumie uczęszczam tam od niedawna, ale przyjęli mnie jak swoją. Rozmawiałam m.in. z grafikiem, któremu też podobały się moje tatuaże. Opowiedział mi o swojej podróży do Budapesztu. Takimi ludźmi chcę się otaczać.
Tylko moja psychika ma już dość, jestem wykończona. Cieszę się, że w końcu znalazłam swoje miejsce, ale co za dużo to niezdrowo. Muszę to odchorować.
517dd09b5c8cc97cfcd34643b6a4b70e.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Napisałam już pierwszy akt mojego scenariusza. Jestem zadowolona, chyba jest w porządku. Mojej mamie się podoba, wyłapała kilka literówek. Zaraz wyślę to do instruktorów, mam nadzieję, że im się spodoba. Nadal czuję lekką obawę, ale tym razem nie stchórzę. Wszyscy na mnie liczą i pokładają nadzieje w tym scenariuszu. No cóż... to wysyłam.
d78a48f8d1978476098bed22d3c39aac.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Ostatnie dni były dla mnie bardzo intensywne. Nie miałam nawet czasu wejść na laptopa, napisać czegoś na blogu czy pograć w coś. Od piątku moje życie kręciło się wokół teatru, w którym uczęszczam na warsztaty. Kana w tym roku obchodzi 40-lecie, z tej okazji wznowili po kilku latach spektakl - przyjechali aktorzy, z którymi moi instruktorzy już dawno nie grali. Mieli zagrać 98, 99 i 100 raz "Lailonię" na podstawie bajek Kołakowskiego.
W piątek chciałam pójść na spotkanie z trupą, opowiadali oni jak to wszystko powstawało, co musieli zrobić, aby w ogóle to wydarzenie się odbyło itd. Później poszliśmy do baru "Piwnica Kany" i tam spędziłam miło czas z koleżankami z warsztatów, dołączyła do nas jedna z instruktorek i gadaliśmy kilka godzin. Ja oczywiście nie mogłam pić alkoholu, więc sączyłam wodę z cytryną, miętą i lodem, ale i tak dobrze się czułam. Do domu wróciłam po 2 w nocy.
W sobotę zgłosiłam się do wpuszczania ludzi na spektakl w ramach wolontariatu. Istny chaos, przyszło pełno ludzi, ale jakoś sobie poradziłyśmy. I udało mi się wejść na przedstawienie. "Lailonia" bardzo mi się podobała, nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak śmiałam. Fajnie też było zobaczyć naszych instruktorów na scenie. Po spektaklu wróciłam do domu.
W niedzielę grali setny spektakl, na który miałam wykupione bilety. Mama zaprosiła swoich znajomych + ich dzieci. Wcześniej postanowili, że się "mną zajmą", bo mama oczywiście opowiada o mojej depresji na prawo i lewo. Niestety nie zaiskrzyło między nami, po prostu wiem, że nie będziemy znajomymi, nie polubiłam ich. Wiem, że nie powinno się z góry skreślać ludzi, ale ja po prostu wiem z kim się dogadam, a z kim nie. Przykro mi.
Po spektaklu zaprosili nas na "afterparty", znowu w Piwnicy Kany. Byłam tylko ja i moja mama, bo jej znajomi woleli już iść do domu. I dobrze, bo zaprosili nas do stolika, czułam się jak bohema, otaczali mnie artyści - aktorzy, reżyserzy, choreograf, krytycy. Czułam się bardzo dobrze. Moja mama rozmawiała ze "starszą" Kaną, a ja z koleżankami bleblałyśmy z instruktorką Karoliną. Było fajnie. Moje koleżanki musiały dosyć wcześnie wracać do domu, więc później jakoś się złożyło, że dołączyłam do towarzystwa mamy. Rozmawiałam z krytykiem i scenarzystą, panem Jankiem. Nie wiedziałam, że jestem taka mądra i ogarnięta w starych filmach - bardzo miło nam się rozmawiało. Nawet chwilę potańczyłam, bo oczywiście instruktor Piotr i dyrektor Darek mnie wyciągnęli - nikt nie umiał tańczyć w tym towarzystwie, więc nie czułam się osamotniona. Zamknęliśmy bar o 2 w nocy... Było niesamowicie! Wreszcie poczułam się częścią grupy, częścią czegoś wielkiego. Wszyscy czekają na mój scenariusz, liczą na mnie. A ja ich nie zawiodę. Ufam im w stu procentach i już nie boję się im pokazać mojej pracy - wiedzą ile czasu na to poświęciłam. Najwięcej motywacji uzyskałam od pana Jana, jest profesjonalnym scenarzystą i spodobał mu się mój pomysł - większego komplementu nie mogłam usłyszeć. Jestem zmotywowana do działania. Czuję, że mi się uda.  
3d1b851e2954476a291ae9a4b8507124.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Mój chłopak poszedł na piwo z kolegami (jakoś udało mi się go przekonać), więc jestem sama na kilka godzin. W spokoju obejrzę sobie serial albo może... uda mi się napisać ten scenariusz? Chyba podświadomie się już poddałam, boję się go komukolwiek pokazać. Wstydzę się. Jeszcze się zastanowię. Na razie chcę odpocząć.
Od dwóch dni cierpię na bóle głowy i żołądka, mam straszne wyrzuty sumienia, że zjadłam parówkę... na razie odstawiam mięso. Jest mi niedobrze na samą myśl, ogólnie jest mi niedobrze jak muszę coś zjeść. Nawet po zjedzeniu mojej ulubionej zupki źle się czuję, mam lekkie mdłości i jest mi słabo. Nie wygląda to dobrze.
Mam mały problem. Moi instruktorzy z grupy teatralnej wystawiają spektakl, którego nie grali od lat. Z okazji 40-lecia teatru wznowili sztukę i będą ją grać w weekend. Oczywiście już dawno kupiłam bilety na setny występ w niedzielę. Instruktorka napisała, że będą potrzebowali kogoś do wpuszczania ludzi, więc powiedziałam, że chętnie, tylko nie w niedzielę... odpisała: "No dobrze, czyli ty będziesz w niedzielę". Zamurowało mnie. Wyraźnie napisałam, że w niedzielę nie mogę, za to piątek i sobota mi pasują. Napisałam jeszcze raz, że w niedzielę nie mogę , chętnie pomogę w piątek i sobotę. Odpisała: "No tak, czyli przyjdziesz w niedzielę". Nie miałam pojęcia co odpisać... no WTF? Tak mnie to zaskoczyło, że nawet nie wiedziałam jak zareagować. Stwierdziłam, że spoko. Pomogę w niedzielę, ale żeby nie było pretensji, że sama też będę musiała wejść na salę, bo już kupiłam bilety! Jestem na nią zła, to niemożliwe, by nie doczytała moich wiadomości, bo na nie odpisała! Nie wiem, czy ona chciała mi zrobić na złość? Czy faktycznie jest tak nieogarnięta, że nawet nie może przeczytać ze zrozumieniem prostej wiadomości. Jeszcze kazała nam przyjść na spotkania z aktorami... nie chce mi się. Bez bicia się przyznaję, że mi się nie chcę. Czy nie wystarczy, że zapłaciłam za bilety na spektakl? Dajcie mi święty spokój! I tak nie chce mi się wychodzić z domu. Mam gorszy okres.
5e4b31a23df1c89e1880742025641970.jpg
  • awatar Amfitryta: Co za pinda lukrowana. Chyba bym nie poszła.... Nie rozumiem czemu do baby nie dociera.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj miałam pierwsze spotkanie z moim psychoterapeutą... i już zaliczyłam wtopę. Nie miałam pieniędzy, aby mu zapłacić, bo mama zapomniała mi je dać. Zestresowała mnie ta sytuacja, zwłaszcza, że był ze mną mój tata i był wyraźnie wściekły, jak poprosiłam go o 140 zł... mama zapomniała mu o tym powiedzieć. Pojechaliśmy do pracy mamy, a potem wróciliśmy, by zapłacić. Niby wszystko było w porządku, ale jak to musiało wyglądać w oczach psychoterapeuty! Strasznie mi wstyd.
Zaskoczył mnie, bo zwykle konsultacja trwa max. 15 minut i jest za darmo, a on mnie zatrzymał na godzinę... Mógł chociaż uprzedzić, że tak będzie. Ogólnie wydaje się miły i współodczuwający. Moja poprzednia psychoterapeutka nie okazywała zwykle żadnych emocji podczas rozmowy, a on okazywał zainteresowanie i reagował na moje słowa. Jest pierwszą osobą z zewnątrz, która zdziwiła się jak potraktowano mnie w poprzedniej pracy, to było dla mnie dość zaskakujące. Wzbudził moje zaufanie... chyba. Nie jestem jeszcze pewna. Trochę to dziwne, że nie dał mi tak naprawdę wyboru i pośrednio nie dał mi szansy na odmowę - albo bardzo potrzebuje pieniędzy albo bardzo chce mi pomóc. Cóż, to pierwsze mi nie przeszkadza. Każdy chce wyżywić rodzinę, a jak przy tym możesz komuś pomóc to chyba spoko. Niestety koszty psychoterapii prywatnej poszły w górę jakieś dwa lata temu, a 140 zł piechotą nie chodzi... gdybym chociaż miała możliwość opłacania tego z własnej kieszeni. Za bardzo obciążam mamę. Ale nic nie poradzę, że potrzebuję pomocy, pilnie. Powiedziałam szczerze o mojej anoreksji, a w zasadzie o jej zalążkach, które zauważyłam. W sumie nawet nie wiem, w czym on dokładnie się specjalizuje. Moja poprzednia psychoterapeutka specjalizowała się w dziedzinie seksuologii i zaburzeń osobowości. A on? Chyba powinnam go zapytać. W ogóle mam wrażenie, że swoich pacjentów traktuje jak wyzwanie. Także mnie sprawdzał pod względem psychologicznym, ale na to się przygotowałam. Nie uciekałam przed jego wzrokiem, ręce miałam cały czas na widoku, rozłożone, starałam się nie patrzeć na drzwi. Najgorsze było to świdrowanie mnie wzorkiem, trudno mi było to utrzymać, ale ja znam już trochę takie psychologiczne zagrywki. Rozumiem, że musiał mnie sprawdzić. Może to nawet niedobrze, że znam te sztuczki? Bo moje reakcje były bardziej wyćwiczone niż szczere, bardzo skupiałam się na swojej postawie, wiedziałam jakie gesty świadczą o niepewności siebie, więc ich unikałam. Nawet kusiło mnie, by przećwiczyć sztuczkę psychologiczną, której się ostatnio nauczyłam, ale uznałam, że to nie w porządku. Nie będę się bawić nastrojem ludzi bez powodu.
Mam zadzwonić w piątek i się umówić na kolejną wizytę, na razie nie ma dla mnie stałego terminu, więc będę "z doskoku", a pod koniec stycznia on kończy jedną psychoterapię, więc ja wejdę na miejsce tego pacjenta. Mam nadzieję, że mi też pomoże...
56bd0b8bb6ab60e48b14b3e981981312.jpg
 

deergirl
 
  • awatar Brunette })i({: Wszystko ok?
  • awatar LonelyDeer: @Brunette })i({: Ostatnio nie, znowu przeżywam kryzys i mam wrażenie, że nic mi nie wychodzi.
  • awatar KuroSoyo: Nie poddawaj się. Nie jesteś tchórzem. Życie jest trudne ale walczyć trzeba 24h/7
Pokaż wszystkie (3) ›
 

deergirl
 
LonelyDeer: Mam kolejną obsesję - seriale. Szczególnie te od Netflixa, oglądam je namiętnie, cały czas. Teraz na tapecie jest najnowszy "Ty", zakochałam się. Zaczęłam wczoraj wieczorem, a jestem już na 8 odcinku...
Od kiedy mam dużo wolnego czasu, tylko tym się zajmuję. Nawet nie potrafię skończyć scenariusza, a zostało mi kilka dni, chyba zacznę zarywać nocki, jak tylko skończę ten serial. Też zbyt emocjonalnie do niego podchodzę, za bardzo się angażuję, a to przecież tylko głupi serial. Przesadzam, jak ze wszystkim, nie potrafię znaleźć umiaru. Proszę, niech ktoś mnie naprawi...
7d59def3ddecc6e2d2e1042e190b178a.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Chyba jestem zakupoholiczką. Ostatnio mocno wkręciłam się w figurki kolekcjonerskie Funko POP!, śledzę licytacje, przeglądam strony. Obiecałam sobie, że będę kupować tylko jednego POP'a w miesiącu... no nieźle mi idzie. Dostałam istnego pierdolca, a nawet nie mam pieniędzy, bo przecież nie dam rady pracować w moim stanie. Znalazłam licytację z moją ulubioną postacią ze "Stranger Things" w wersji exclusive i oczywiście od razu pobiegłam do mamy i poprosiłam, by pożyczyła mi kasę... jestem chora. Przyszedł do mnie kolejny POP, mama jedzie go odebrać, bo jest to moje poprzednie miejsce pracy, a wiecie, że nienawidzę tego miejsca i ludzi, którzy tam pracują... niestety mają duży wybór POP'ów, więc często będę tam zamawiać. Mama wyświadczy mi przysługę i odbierze za mnie paczkę. Mogłabym nie przeżyć emocjonalnie wizyty tam, zwłaszcza, jeśli będzie tam kierowniczka... jak ja suki nienawidzę.
Rozpoczynam psychoterapię pod koniec stycznia, tym razem terapeuta będzie mężczyzną. Zadzwoniłam do niego wczoraj. Mama chciała mnie z nim umówić, ale powiedział, że sama mam do niego zadzwonić, a ja bardzo nie lubię rozmawiać przez telefon. Wydawał się miły, miał spokojny głos, cierpliwość (było go słabo słychać przez telefon, więc cały czas prosiłam o powtórzenie). Umówiliśmy się na rozmowę wstępną we wtorek. Zobaczymy jak to będzie, muszę być dobrej myśli, bo pilnie potrzebuję pomocy... Sama to dostrzegam.
c31955e4177f5359f1781fffb0207699.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Znalazłam ogłoszenie o pracę - mały salonik prasowy. Dzisiaj był mój pierwszy dzień... porażka. Niestety nie podołałam, poległam, nie wytrzymałam. Sama praca nie wyglądała źle, a pracownica była sympatyczna, ale powiedzmy, że mam trochę inne standardy pracy. U mnie ma być porządek i czystość. Kasę ogarnęłam bez problemu (miałam z kilkoma do czynienia w mojej karierze), miałam też obsługiwać Lotto.
Poza tym, źle się czułam. Ze stresu rozbolała mnie głowa i brzuch, chciało mi się płakać. Już dawno nie miałam takich problemów, myślałam, że się z tego wyleczyłam - niestety nie. Na gwałt potrzebuję psychoterapii, bo, jak widać, leki nie działają, jak powinny. Muszę znowu poukładać sobie w głowie. Mama już szuka dla mnie odpowiedniego specjalisty - tym razem będzie to mężczyzna. Zobaczymy czy się przed nim otworzę. Raczej nie będzie z tym problemu, bo lubię się wyżalać i gadać, jaka jestem biedna. Jak na razie, zostanę w domku, w mojej strefie komfortu. Ważne, że chociaż spróbowałam i nie żałuję tego. Tylko szkoda, że nie zapłacą mi za te kilka godzin.
large (1).jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Jest ze mną bardzo źle... zauważyłam, że od jakiegoś czasu nie mam ochoty na żadne jedzenie. Po prostu nie jem. Od momentu, gdy zobaczyłam, że przytyłam dwa kilogramy (teraz ważę 46 kg), to zaczęłam postrzegać niektóre części mojego ciała jako grube. Patrzę na moje uda, mój brzuch, nawet moją twarz i widzę, że przytyłam. Chyba wzięłam słowa pani doktor za bardzo do siebie, bo to ona powiedziała mi dwa miesiące temu, że mam anoreksję, co dla mnie było kompletną bzdurą i dla moich bliskich też. Ale znowu postrzegam swoje ciało źle, nie mogę na nie patrzeć. Podświadomie znowu chcę ważyć 44 kilogramy, wiem, że to nie jest zdrowe. Moja psychika jest pojebana, nie nadążam za samą sobą. Od dobrych dwóch tygodni moje posiłki wyglądają tak, że jem tylko raz w ciągu dnia. Zwykle jest to obiad, ale czasem po prostu kanapka albo płatki. Po prostu nie jestem głodna, nawet jak burczy mi w brzuchu, to nie czuję potrzeby zjedzenia czegoś, jakby moje ciało chciało jeść, a mózg nie był głodny. Może faktycznie coś ze mną się dzieje? Może inni mieli rację - jestem anorektyczką? Sama już nie wiem, do tej pory w to nie wierzę, po prostu... biorę pod uwagę taką ewentualność. Co wtedy ze mną zrobią? Będą we mnie wmuszać jedzenie? Zamkną w psychiatryku? Czy pozwolą mi zagłodzić się na śmierć?
26e41b9810ef3340fa872e37b18c716a.jpg
 

deergirl
 
LonelyDeer: Nie spałam całą noc... tak jest już od ponad tygodnia. Najgorzej, że mój chłopak już wrócił i nie mogę sobie siedzieć na laptopie, poczytać ani nawet przeglądać Facebook'a w telefonie, bo on się niewiarygodnie łatwo wybudza. Nawet jak się w nocy odwrócę na drugą stronę, to on się budzi, a jak idę do toalety, to jest na mnie zły, bo "hałasuję" jak chodzę. Koszmar. Chcę własny pokój, wtedy nikt nikomu nie będzie przeszkadzał. On uważa, że wszystko jest w porządku...
Przy nim nawet chyba nie jestem w stanie napisać scenariusza. Było mi dobrze, jak byłam sama, mogłam się skupić, była cisza i spokój. A z nim w pokoju, 30 centymetrów ode mnie będzie ciężko... Jak ja nienawidzę swojego życia, mam dość. Cały czas mam wrażenie, że moje płuca są wypełnione kamieniami, trudno mi się oddycha, jakby powietrze miało zaraz się skończyć. I ten ból - nie do zniesienia. Znowu zebrało mi się na wspominki w nocy, jak ja siebie za to nienawidzę. Ciągle żyję przeszłością i rozmyślam nad wyborami, które niestety podjęłam w swoim życiu... poprzednim życiu. Gdybym miała ten rozum, co teraz, wszystko potoczyło by się inaczej. Oddałabym wszystko, aby móc cofnąć czas, powiedzieć słowa, które nie chciały wydostać się z moich ust. To by zmieniło całe moje życie. No cóż... nikt mi nie zabroni pofantazjować. Tylko to mi zostało.
57ed8b61e5da44816294a4b424cb13fb.jpg
 

 

Kategorie blogów