Wpisy oznaczone tagiem "Niepokonani" (54)  

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: "Niezniszczalny płomień"

Spokojne nocne niebo nad Centrum choć przesłonięte chmurami osrebrzone było nieco światłem księżyca, który nieśmiało wychylał się zza ciemnych chmur. Przechodnie spoglądali niepewnie na niebo nie wiedząc, czy nie rozpęta się kolejna burza, która w tym sezonie stanowiła już nieodzowny element przechodzenia pór roku. Mieli tylko nadzieję, że uda im się dotrzeć spokojnie do klubów, domów czy innych miejsc spotkań nim kosztowne ubrania i kunsztowne fryzury zniszczą kaprysy pogody.
Jednak po chwili nocne życie na ulicy zamarło. Wszyscy, którzy przebywali na zewnątrz wpatrzeni byli w jeden punkt. Oślepiająca fontanna światła wzbijała się niemal do nieba tworząc nad miastem błękitno-czerwoną łunę. Oczarowani tym kolorowym spektaklem gapie dopiero po chwili usłyszeli odległy huk dochodzący z miejsca skąd wystrzeliły barwne płomienie. Eksplozja rozerwała ciszę rozszarpując spokój przechodniów i wprowadzając panikę.

Nick uderzył całym ciałem w szybę, która momentalnie pokryła się pajęczyną pęknięć. Był zbyt zaskoczony by racjonalnie myśleć, wiec pozwolił by instynkt nim kierował. Ten człowiek, który teraz stał po środku jego domu był zdecydowanie niebezpieczny. Krąg czerwonych płomieni, który otaczał jego ciało rozpełz się po podłodze i meblach w błyskawicznym tempie trawiąc je na popiół.
O tak destrukcyjnej sile sam mógł pomarzyć.
- Czego chcesz? - warknął i rzucił się jak strzała do ataku. Jednak, tak jak przewidział, przeciwnik rozpłynął się w morzu płomieni.
- Nick, prawda? - pojawił się w drugim końcu pomieszczenia. Sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął list gończy za ifrytem - Ludzie płacą sporą sumkę za twój łeb mieszańcu. Aż żal byłoby nie skorzystać z takiej okazji.
- Serio? Nie wydaje mi się aby ktoś taki spoufalał się z ludźmi - syknął w odpowiedzi. Przeprosił w myślach  Holly za zniszczenia i kumulując całą energię cisnął kulą ognia w pierś przeciwnika.
Niebieskie światło na chwilę przytłumiło czerwony poblask, a postać ciemnowłosego mężczyzny zniknęła na chwilę w epicentrum eksplozji.
Uderzenie było dość silne by hartowane szkło w oknie rozsypało się w drobny mak.
- No - szyderczy śmiech zabrzmiał zaraz za Nickiem. Odwrócił się gwałtownie widząc jak szkarłatny demon otrzepuje rękawy z liżących je jęzorów ognia.
- Szl… - nie zdążył nawet zamierzyć się, gdy potężne uderzenie wyrzuciło go w pustą przestrzeń, która pozostała po oknie. Próbował chwycić się parapetu, ale ten wyślizgnął mu się spod palców i ifryt runął w dół.
Błyskawicznie rozproszył się w płomienie i bezpiecznie wylądował na ulicy, ku zaskoczeniu i przerażeniu nieświadomych niebezpieczeństwa przechodniów.
Gdy tylko iskierka czerwieni mignęła mu przed oczami, zamknął oczy i wymierzył najsilniejsze uderzenie prosto w szydercze oblicze.

- Holly, zwolnij - Tabris mentalnie błagał umykającą mu walkirię. Nie mógł uwierzyć, że pomimo niebezpiecznie niestabilnych butów biła go na głowę w sprincie. Nie chciał jej znowu zgubić,  ale nie chciał zmieniać się w swą lisią formę by nie wzbudzać paniki w slumsach.
Już i tak miał wrażenie, ze w Centrum dzieje się co dobrego i nie miał zamiaru robić sobie po drodze kłopotów.
- Holly- wyzipał i chwycił dłoń dziewczyny.
- Tabris! - rozgniewane spojrzenie  jakim go obdarzyła zmusiło go by wypuścił ją.
- Błagam, poczekaj. Nie możemy się w to mieszać - próbował ją przekonać, choć słabo mu to wychodziło. Wiedział, że jeśli chodzi o Nicka to nie przemówi temu krnąbrnemu stworzeniu do rozumu.
- Daj spokój. Nie ma nikogo silniejszego niż Nick - wyszczerzyła kły, choć jej uśmiech był nieprzekonywujący - Muszę tylko się upewnić, że ten kto go zdenerwował usmaży się na skwarkę.
- Nie byłbym taki pewien, zwłaszcza jeśli jego rywal jest tym o którym myślę.
- Co? - Holly niosła brew - Gadaj do rzeczy. Nie mam czasu na zagadki i niedomówienia.
- Powiem jeśli się zatrzymasz.
Palnął to w sumie bezmyślnie, ale ku jego zaskoczeniu walkiria stanęła i odwróciła się.
- Mów, tylko szybko - nerwowo obejrzała się na światło rozbłyskające nad miastem co chwila.
- Jeżeli przybył tu Ignis, to możemy żegnać się z życiem. Żaden pomniejszy Demon Nocy, czy nawet walkiria nie równa się siłą z tym potworem. To demon zrodzony z najczystszego ognia, który przez swój chory umysł został wygnany przez wszystkie demony.
- To skoro jest gorszy niż ktokolwiek z nas to czego nikt go nie zabił?
- Bo się nie da. Ignis przetrzyma każdy atak, nawet od najsilniejszego wroga. Jeszcze nikomu nie udało się go poważnie zranić.
- A Nick? Przecież on jest silny - spytała z nadzieją Holly, choć jej rozbiegany wzrok świadczył o tym, że wolałaby się upewnić o przewadze ifryta na własne oczy.
- No tak, ale w obliczu destrukcyjnej siły Ignisa nawet on nie przetrwa.
- Więc módlmy się aby to nie był ten o którym mówisz - odparła Holly i pomknęła jak łania.
Tabris potarł dłonią czoło. Dopiero co wyszedł z jednego piekła, by trafić do kolejnego, jeszcze gorszego. Nie miał sił by walczyć z kimkolwiek. Oparł się o ścianę budynku obserwujące feerię barw. Miał już wszystkiego serdecznie dość.
  • awatar Kate - Writes: Wakacje sprzyjają pisaniu. Najpierw zaległy rozdział u Lisy, teraz idę do ciebie i patrzę... rozdział. Chcę poznać Tabrisa na żywo. Chyba się dogadamy.
  • awatar Kate - Writes: Zapraszam na fanfic z Legolasem.
  • awatar Seiti: Tabris wpadał na kolejne niższe kręgi piekła XD Cóż za fajny opisik na początku :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Tsa... moje ogarnięcie się zajęło więcej czasu niż powinno, ale niestety wena mnie ma gdzieś i przyłazi tylko na chwilkę. Kto wie kiedy następny raz mnie kopnie :)

____________________________________

Niepokonani: "Najgorsza bestia wśród potworów."

Hayden znudzonym wzrokiem omiótł pochylone w pokłonie postacie. Oddające cześć jemu, wielbiące go jako tego silniejszego. Leniwy uśmiech wypełzł na wąskie usta, ale szybko zniknął, gdy demon uświadomił sobie, że pokorna postawa niewolników to tylko efekt wieloletniego tresowania ich jak psy. Nie miał zbyt częstego kontaktu z tymi ludzkimi kreaturami, które służyły jego Panu. Z reguły zajmował się tym Marco, ale tym razem musiał go wyręczyć. Jak we wszystkim innym ostatnimi czasy…
- No więc - odezwał się znudzonym tonem, wyciągając wygodniej w fotelu - O co chodzi?
- Paniczu, pewien gość prosi o audiencję u pana Marco, niestety nie możemy go odnaleźć, z racji tego odesłano nas tu - wyrzucił na jednym tchu niewolnik jakby bał się, że Hayden mu przerwie.
- No i? Mam się tym zainteresować?
- Gość bardzo nalega - zająkał się niewolnik. - Powiedział, że za każdą minutę zwłoki zabije jednego z demonów. I przyśle ci głowę…
- Interesujące. Ile już czeka?
- Jakieś dwie godziny. Powiedział mi, żebyś lepiej pozwolił mu tu wejść, bo ma zamiar powiesić te głowy na ścianach holu.
- Niech je sobie wiesza, może uda mu się nieco odświeżyć wygląd tego miejsca.
- Bardzo wątpliwe. Tu może być tylko paskudniej - za drzwiami zabrzmiał ochrypły głos. - Mam dość czekania, bezpański kundlu. Wpuść mnie albo zacznę zastanawiać się nad wykorzystaniem twojej czaszki jako pucharu.
- Otwórzcie drzwi - Hayden machnął ręką wciskając się głęboko w fotel - I wynoście się stąd.
Niewolnicy z wysiłkiem  uchylili ciężkie odrzwia usuwając się z drogi stojącej w mroku korytarza postaci.
- Jakiś problem? - Demon Nocy uniósł brew czekając aż przybysz przekroczy próg.
Tak się jednak nie stało.
- Twoja służba to straszne ciemnoty, nawet nie wiedzą kim jestem - w ciemności błysnęły potężne kły - Jestem dość nietutejszy więc mógłbyś mnie zaprosić, jak grzeczny kundel półczłowiek. Z pewnych względów nie mogę tu wchodzić bez pozwolenia kogo z wewnątrz.
- Wolałbym najpierw wiedzieć z kim mam do czynienia.
- Pochodzę z Imperium Ziemi. Choć pewnie komuś takiemu jak ty, nic to nie mówi.
- Ano nie kojarzę. Ale nie żebym kiedykolwiek przykładał się do nauki czy coś.
- Żałosne - westchnął przybysz z rozczarowaniem - Skoro nic nie wiesz znajdziesz kogoś kompetentnego, kto wie w ogóle co się dzieje na świecie.
- Nie trzeba, sam się znalazł - w drugich drzwiach stanął Marco - wejdź , zapraszam.
- Dziękuję - przybysz przestąpił próg.
- Potwór - mruknął Hayden, gdy tylko ujrzał twarz gościa.
- Coś mówiłeś mieszańcu? Za kłamstwa powinienem obciąć ci język.
- Tu nie sięga twoja władza, Lucy. Nie radziłbym grozić podwładnym Pana.
- Hę? - obcy odwrócił się w stronę Marco - Nie rób z siebie głupca. Wleźliście sobie na moje ziemie i uważacie, że to należy do was. Gdyby nie to, że bywacie przydatni dawno byśmy się was pozbyli. A tak w ogóle to miało cię tu podobno nie być, Marco.
- Teoretycznie mnie nie ma, w praktyce jestem. Hayden zastępuje mnie w pilnowaniu porządku, bo nie mam czasu.  Ale skoro musiałeś tu przyjść nieproszony to niestety moim obowiązkiem jest ogarnąć ten burdel, który już udało ci się tutaj zrobić. Podobno powiesiłeś głowy moich ludzi na ścianach.
- Tym razem żartowałem. Tylko ich zabiłem.
- Wielkie dzięki - Marco wykrzywił się ze złości - Już zapomniałem o tym jak bardzo lubisz wkurzać Panów Miast.  Ale koniec gadania o błahostkach. Czego tu szukasz?
- Władca podjął decyzję. To koniec.
- Tak szybko?
- Trzeba podjąć środki zapobiegawcze. Nie można pozwolić aby robiła co jej się w duszy podoba.
- Przepraszam? - Hayden nie rozumiał o czym tych dwóch mówi - Mogę wiedzieć o co chodzi?
Lucy odwrócił się w jego stronę. Czerwone włosy wyglądały niczym kolce na jego głowie, a ciemne okulary zasłaniające oczy błysnęły niczym ślepia dzikiego zwierza.
- Marco, dlaczego pozwalasz półludziom tak się panoszyć? Nie nauczyłeś tego psa manier?
- To nie temat do rozmowy teraz. Zamierzacie zaatakować ją.
- Oczywiście. Jeszcze nim ten rok się skończy Królestwo Demonów Nocy będzie miało nowego władcę.
- Że co proszę? Chyba nie mówisz o Chriście? - Hayden ignorując instynkt samozachowawczy chwycił za futrzany kołnierz demona, co nie było łatwe, gdyż Lucy był o wiele wyższy od niego. Już miał wrzasnąć, aby przybysz wytłumaczył mu o co chodzi, gdy pojął swój błąd.
Nawet nie zauważył kiedy  na jego gardle zacisnęła się ręka niemal miażdżąc krtań. Zanim zdążył zareagować uścisk rozluźnił się,  a silny kopniak w brzuch posłał go na ścianę.
Upadł ciężko i sapnął przerażony, kiedy próbował złapać oddech. Czuł się jakby coś w gardle zaciskało się jak obręcz uniemożliwiając zaczerpnięcie tchu.
- Przestań się bawić - usłyszał głos Marco, który brzmiał jakby zza grubych ścian.
- Cholera, czyżby minęły czasy, kiedy bawiło cię to? To takie przykre - Lucy zarechotał dziko, ale chyba posłuchał bo nagle Hayden poczuł, że może znowu swobodnie oddychać - Twoje szczęście, kundel. Ale drugi raz nie radzę ci tego robić. Bo skończysz jako posiłek dla moich psów. Rozumiesz?
Chłopak podniósł się do siadu zaciskając ręce na brzuchu. Był zbyt skołowany i zaskoczony by ogarnąć o co może chodzić czerwonowłosemu potworowi. Pierwszy raz ktokolwiek obcy potraktował go jak śmiecia.
Skinął głową.
- Chyba nie ogarniasz, kundlu. Rozumiesz, czy nie. Odpowiadaj!
- Tak, rozumiem, panie Lucy - wysapał.
- Świetnie, więc teraz wolałbym przejść do interesów - mruknął do Marco - A ty, gnojku, zapamiętaj. Taka miernota jak ty, zwraca się do mnie Wasza Książęca Mość albo książę Lucifer - uśmiechnął się dziko Lucy i żołnierskim krokiem wymaszerował z sali - Chodźże Marco - rozkazał.
Biedny bezpański demon posłał Hayenowi bezradne spojrzenie i wzruszył ramionami.
- Potem ci wyjaśnię - powiedział bezgłośnie i niemal wybiegł, aby dogonić gościa.
Hayden wytrzeszczył oczy, ale wolał się nie odzywać. Wolał by ten demon więcej się nie pojawiał.

Pół godziny po incydencie z Haydenem Lucy chyba zapomniał już o jego istnieniu. Marco ze smutkiem spoglądał na coraz mniejszą ilość alkoholu w butelce. To był jego ulubiony gin zajumany od Demonów Nocy. A teraz z zastraszającą szybkością znikał z butelki.
- Tego się nie pija w ten sposób - westchnął spoglądając na demona ziemi.
Lucifer w odpowiedzi pociągnął większy łyk i odstawił niemal pustą flaszkę na stół.
- Dobre - westchnął i rozwalił się na fotelu opierając nogi o blat. - Myślę, że rozumiesz już naszą sytuację. Kwestią do dyskusji pozostaje wasz udział. Bo pieprzone aniołki z góry strzelają focha i nie pomogą.
- Podniebne demony mają inne rzeczy na głowie. To było oczywiste, że nie zgodzą się wam pomoc, kiedy u nich jest bałagan.
- No taaa…. Dlatego liczę na waszą pomoc. Macie sporo ludzi chętnych do rozróby i innych przyjemności związanych z wojną. Mam już poparcie siedmiu z dwunastu Miast. Ale bardzo mi zależy by i Miasto Grzechu dołączyło do Imperium. Wiem, że tutejsze demony są najbardziej plugawymi i obrzydliwymi kreaturami jakie aktualnie łażą po ziemi. Bardzo by mi się przydało twoje wsparcie, Marco. Kiedyś świetnie nam szło niszczenie wszystkiego. Powrót do tamtych czasów byłby dla mnie miłą odskocznią od nudnej codzienności.
- Czyli chodzi tylko o zabawę? Nigdy nie wykazywałeś się zbytni rozsądkiem Lucy, ale to przejaw głupoty bliskiej idiotyzmowi.
- Ty doskonale wiesz, że ani mi ani mojemu władcy nie chodzi o zabawę. Jej Wysokość Christa zaczyna niszczyć samą siebie. Jej Królestwo ogarnia powoli chaos i widmo wojny domowej. A na dodatek królowa zaczyna przyciągać do siebie najgorsze wyrzutki społeczne, te które odrzuciliśmy ze względu na ich zbyt wielkie szaleństwo i siłę. Król i jego synowie, gdzieś nie wiadomo gdzie, a szaleństwo Christy rośnie z dnia na dzień.  Trzeba to zakończyć nim będzie za późno.
- Nie mogę się nie zgodzić, ale nie wolno ci rzucać się na Królestwo Demonów Nocy z pazurami, jak dzikie zwierze. Fakt, królowa jest coraz bardziej niebezpieczna, ale nie wolno zapomnieć o tym, że jej ludzie są gotowi za nią umrzeć. Demony Nocy nie są słabe i choć nie angażują się w nasze życie ani ludzi, jestem prawie pewien, że siłą dorównują na pewno nam, a możliwe, że i Imperium. Już nie wspominając o tym co mogłoby się stać, gdyby udało się tobie zabić Christę. Cholera wie co mogłoby to spowodować. Nie wiem, czy któryś z Panów nie połasiłby się o te tereny, twojemu władcy też nie chcę ufać, już nie wspominając o ludziach i tych ich udoskonalonych łowcach. Jeśli przyszłoby do głowy komuś wyżej postawionemu zagrabić bogactwa Demonów Nocy, prawdopodobnie wywiązałaby się najkrwawsza i  najdłuższa wojna od pięciuset lat.
- Więc od razu powinniśmy pomyśleć nad nowym władcą.
- Tego nie da się wymyślić na szybko. Najlepiej byłoby w tym miejscu skończyć rozmowę na ten temat. Wojny nie zaplanuje się w jeden dzień. Tak jak nie powiem ci od razu, czy mogę pomóc. To co chcesz zrobić jest bardzo ryzykowne.
- A czy cokolwiek w moim życiu było mniej ryzykowne? Chyba aż taka ciapa z ciebie się  nie zrobiła i nie martwisz się o mnie Marco?
- Martwię się, że twoje prywatne urazy wpłyną na twój sposób postrzegania Demonów Nocy.
- Insynuujesz, że mogę żywić dawne urazy i chcieć się zemścić? Daj spokój wybaczyłem im wszystko - Lucy zaśmiał się, choć to brzmiało bardziej jak krzyk hieny.
- Takich rzeczy się nie wybacza - mruknął Marco.
Lucy tylko uśmiechnął się.
Lucifer miał w przeszłości pecha natknąć się na tak zwanych "medyków" pochodzących z Królestwa Christy. Byli oni jednostką, która bez wiedzy władz eksperymentowała na wszystkich żywych istotach jakie nawinęły się im pod ręce. Lucy miał piętnaście lat, kiedy nieopatrznie zapuścił się na nieznany teren i wpadł w łapska szalonych naukowców. Ze względu na swą dużą odporność wynikającą z bycia czysto krwistym demonem ziemi, stał się ulubionym przedmiotem chorych wymysłów demonów. Chcąc stworzyć niezniszczalnego potwora poddawali go torturom i wyniszczali organizm przeróżnymi substancjami.
- Nie wiem ile razy złamali mi nos, ale w końcu przestał się zrastać dobrze - rzucił kiedyś podczas rozmowy Lucy. Język rozwiązał mu się dopiero, gdy był pijany w sztok. I choć bełkotliwie opowiedział o eksperymentach medyków.
- Byli silni. Połamali mi na początek kości bym nie mógł uciec. Głupi byłem, a oni cholernie mnie przerażali. Zanim otrząsnąłem się z szoku i bólu straciłem jakąkolwiek drogę ucieczki. Nie pamiętam za dużo. Często traciłem przytomność i budziłem się zakrwawiony. Niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Zaczęła mi odbijać szajba. Potrafiłem non stop gadać sam do siebie. Wiedziałem, że to chore i popieprzone, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Przy takim czymś łatwo ześwirować.
Zanim Luciferowi w końcu udało się nawiać jego umysł i ciało zostało na trwałe uszkodzone. Pajęczyna blizn przecinała prawą połowę twarzy na szyi łącząc się z grubymi szramami źle pozszywanymi przez lekarzy. Pierś i prawą rękę naznaczały głębokie rany, które goiły się latami stając się wieczną pamiątką po tym co przeżył. Szok, który przeżył jego organizm sprawił, że ciało stało się bardziej podatne na zranienia, a rany wolniej się goiły.
Ale chyba umysł najgorzej zniósł cierpienie. Demony ziemi z natury nie były tak skore do walk i okrucieństwa jak bezpańscy czy poddani Christy. A jednak wraz z upływem lat po powrocie na swoje ziemie Lucy zaczął zachowywać się o wiele bardziej agresywnie niż inni. Inteligentniejszy niż szalone demony stał się dla władcy narzędziem do siania strachu wśród poddanych i innych nacji demonów. I choć nigdy nie posunął się do jawnych aktów okrucieństwa, Marco przeczuwał, że w końcu musi wybuchnąć.
Teraz miał wrażenie, że ten moment jest bliski.
- Wiesz co, Marco… - bezpański drgnął, na dźwięk głosu Lucifera. Otrząsnął się z rozmyślań i spojrzał na niego. Demon smętnie przyglądał się butelce. Wyglądał jakby też wspominał przeszłość i to co przeszedł. Marco miał zamiar powiedzieć coś by podnieść na duchu starego druha, gdy ten wypalił.
- Naprawdę nie masz tego więcej? - podniósł flaszkę lustrując resztkę płynu na dnie i wyszczerzył kły - mam ochotę dziś się upić.
- Idiota - wycedził Marco nie chcąc dać po sobie poznać, że nieomal zaczął pocieszać tego wrednego sukinsyna.
- Język - syknął Lucy - Bo ci go odgryzę.
- Ta, wiem, że jesteś do tego zdolny. Wiesz co, może jak poszukam, to znajdę coś w miarę przyzwoitego. Oczywiście nie tak doskonałego jak ten gin, ale da się przełknąć.
- No i to rozumiem - demon poprawił okulary - A tak przy okazji to dziwne psychiczne coś co było tam z tobą jeszcze żyje? Chciałem spytać co się tak narwał do ataku.
- Wątpię czy to by go zabiło. W końcu to syn królowej Christy.
- Ooo - Lucifer wyprostował się, a na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. Jednak po chwili uśmiech wypełzł na jego oblicze nadając jego rysom bardziej upiorny kształt - Rozumiem.
lucy.jpg
  • awatar Kate - Writes: Zdziwisz się jak ci powiem, ze niewolnik to moja ulubiona postać.
  • awatar Lisa Angels: Lucifer, imię godne diabła, a bardziej przypomina wampira... Nie lubię go... z drugiej strony może być dobrym sprzymierzeńcem Nicka i naszej Warkirii, albo i nie. Hayden jaki potulny, widać, że pojął, ze to nie przeciwnik jego pokroju. Podobał mi się tekst o demonach z nieba XD Aniołki, nie ma co XD
  • awatar Seiti: Pochłonęłam jednym tchem. Biedny Lucy, mam nadzieję, że trup będzie siał się często i gęsto. mrau.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Króciutkie dokończenie ostatniego rozdziału, który przed wiekami był. Próbuję ogarnąć ten bajzel w notatkach i zabieram się za pisanie :D Na razie będą tylko rozdziały z "Niepokonanych", ale obiecuję wrócić też do reszty.

sallylou.pinger.pl/m/27045413
___________________________________________________
- Czasami mam wrażenie, że Nick nie pojmuje pojęcia przyjacielskiej pomocy - mruknął Tabris pod nosem podążając śladami swojej towarzyszki, która zniknęła w ciemnych uliczkach slumsów. Gdy tylko nastał mrok, Holly wybiegła z mieszkania niczym nawiedzona zjawa. Już kilka godzin wcześniej lisi demon widział jak uporczywie wpatrywała się w zegarek mrużąc oczy z zniecierpliwienia. Była głodna i tylko czekała, aby móc się wyrwać na polowanie.
A teraz zgubił ją w obskurnych ciasnych uliczkach, które tworzyły istny labirynt korytarzy.
Nie przejmował się tym zbytnio, w końcu była dorosła i posiadała sporą dozę rozsądku. Podejrzewał, że po prostu celowo go porzuciła, nie chcąc by widział jej polowanie. Choć minęło tyle czasu od kiedy spotkał ją po raz pierwszy, to nie zmieniła się zbytnio pod tym kątem. Wciąż brzydziła się tego jak musi żyć.
Ale mimo wszystko…
- To było chamskie, Holly - wysyczał przez zaciśnięte zęby. W przeciwieństwie do walkirii nie znał tutejszych zaułków, więc błądził nie do końca wiedząc gdzie zmierza.
Ludzie, których mijał przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy. Różnica między dzielnicami nędzy, a luksusowymi osiedlami bogaczy była diametralna.
I to tu wychowywała się córka Christy… Tabris mógł nieco lepiej zrozumieć specyficzny charakter dziewczyny.
Otoczenie nie podobało się lisiemu demonowi. Cuchnęło tu rozpaczą, gniewem i przerażeniem. Było gorzej niż w najciemniejszych odmętach ziem należących do demonów.
Siedzący pod ścianą rozsypującego się budynku strzec spojrzał na niego zmętniałym wzrokiem.
- Choć jedną monetę daj szlachetny panie. Wspomóż biedną duszę - wyciągnął w jego stronę rękę pokrytą wrzodami.
Tabris odwrócił wzrok. Jak na lisiego demona przystało z daleka wyczuwał aurę śmierci. Mężczyzna umierał powoli na chorobę, która niszczyła ciało od wewnątrz przeżerając organy i kości. Wyniszczenia widoczne gołym okiem, były ostatnim stadium choroby. Zostało mu może kilka dni zanim umrze.
Z cichym westchnieniem Tabris przywołał do siebie ducha, który wniknął w ciało schorowanego człowieka. Jego oczy zniknęły pod powiekami, a rysy twarzy złagodniały. Duch uśmierzył jego ból i pozwolił spokojnie zasnąć, aby bez cierpienia człowiek mógł odejść z tego świata. Więcej demon nie mógł zrobić.
- Zabiłeś go? - usłyszał nad sobą głos Holly. Spojrzał na dziewczynę, która siedziała na krawędzi dachu, bez cienia emocji lustrując leżące ciało.
- Nie, tylko złagodziłem ból - Tabris wzruszył ramionami - Dobrze, że jesteś. Nie wiesz nawet jak łatwo zgubić się w tych zaułkach.
- Wybacz - walkiria zeskoczyła z dachu stając obok niego - Nie zabrałam cię po to byś oglądał jak poluję. Chciałam porozmawiać spokojnie - ruszyła przed siebie nawet nie patrząc czy jej przyjaciel za nią podąża.
- Hm? - Tabris uniósł brew - Co się dzieje? Masz jakieś kłopoty?
- Nie. Akurat nie ja. Chciałam po prostu wiedzieć, czy wszystko w porządku z tobą.
- Masz zamiar znowu mnie pobić, by wyrazić swoje uczucia? - wykrzywił się lekko.
- Nie, o ile będziesz ze mną szczery.
- A dlaczego miałbym kłamać?
Oczy walkirii zapłonęły dziko.
- Jeśli nie zamierzasz być ze mną szczery, zmuszę cię byś powiedział mi prawdę. Tabris, ja naprawdę chcę wiedzieć co się z tobą dzieje. Jesteś cieniem dawnego siebie. Czuję się jakbym już straciła i ciebie - przystanęła na chwilę zagradzając u drogę - Wywalono mnie z mojego niby "domu", Isabel nie żyje,  z Eldem nie mam kontaktu. Tylko ty zostałeś... Wyglądasz jak wrak.
- Dziękuję za szczerość…
- Wiesz, gdybyś był moim chłopakiem poradziłabym sobie z tobą porządnie.
- Swą miłością uleczyłabyś mój ból? - lisi demon spojrzał kpiąco na Holly.
Dziewczyna uniosła brew.
- Oczywiście, że nie. Wybiłabym ci problemy z głowy i to w sensie dosłownym - uderzyła pięścią w otwartą dłoń
- Wyrazy  współczucia dla Nicka - wymamrotał pod nosem Tabris.
- No, ma przerąbane biedactwo…Uch! - nagle grunt uciekł jej spod nóg i wyrżnęła jak długa z hukiem upadając na brudną ziemię.
- Holly! - Tabris wyciągnął rękę do dziewczyny i pomógł jej stać starannie maskując uśmiech.
- Nie wiem co tak cię bawi lisie - mruknęła walkiria otrzepując ubrania - Zagapiła się - kopnęła w wystający z ziemi kamień, który zwalił ją z nóg.
- Skurczybyk miał rację… - mruknął pod nosem Tabris.
- Słyszałam… Co ci nagadał mój uroczy ifryt?
- Że nic cię nie pokona tak szybko jak nowe buty.
Wysokie obcasy czarnych kozaczków stuknęły groźnie.
- Wy, faceci, nie znacie się na tym co świetne. A buty są… czaderskie.
- Cza… jakie?
- Oj, tak mówią te urocze małolaty z bogatych rodzin. Cokolwiek to znaczy idealnie odzwierciedla to co myślę o tych butkach.
- Nie będę wnikał  twój tok myślenia - lisi demon pokręcił zrezygnowany głową. Wolał tamtą bardziej porąbaną Holly, która nie przejmowała się aż tak ciuchami. Nawet jeśli była o wiele straszniejsza.
Nagle ciemność rozdarła łuna szkarłatnego światła nad Centrum.
- O fajerwerki? - walkiria zmrużyła oczy przypatrując się zjawisku.
Słup błękitnego ognia sprawił, że jednak zmieniła zdanie co do źródła światła.
- Cholera jasna - warknęła i rzuciła się biegiem w stronę ognistej łuny.
Tabris nawet nie zauważył tego. Z otwartymi oczami wpatrywał się w szkarłat ognia, który zdusił lśniące niebieskie światło.
- Niemożliwe… - wyszeptał - On nie ma prawa istnieć!

Cool-Fire-Wallpaper-61NQl.jpg
  • awatar Lisa Angels: Tak dawno nic nie było, że musiałam sobie przypomnieć niektóre rzeczy :D Jak mi brakowało Holly :D No i oczywiście czekam na Nicka :D Czyżby na horyzoncie ukazała się drugi Ifryt?
  • awatar Seiti: Uuuu, to się zaczęło coś dziać :D Raju jak dawno nie czytałam tego. Ach, tęskniłam.
  • awatar Kate - Writes: I mam to samo co z blogiem Seiti. Muszę czytać od początku, żeby coś rozumieć i ogarniać. Ale spoko, jak się pojawi następny rozdział to będę już ogarnięta.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Ja wiem, że bardzo krótkie i bardzo słabe. Po raz enty obiecuję poprawę.
Seiti to specjalnie dla Ciebie, bo wiem, że długo czekałaś na to opko :D

Niepokonani: "Śmierć ifrytowi"

Wściekłość demonicznej królowej odbiła się na jej podwładnych. W Królestwie Demonów Nocy zapanowała ponura atmosfera, której podziemia nie uświadczyły od dawna. Zmiany jakie zaszły w zachowaniu władczyni sprawiły, że niepokój zalągł się wśród demonów, podsycając niepewność i lęk o przyszłość. Wspaniała Christa zmieniła się w lodową królową.
Christa siedziała bez ruchu na tronie bardziej podobna do figury z marmuru niż do żywej istoty. Piękne oblicze wykrzywił grymas gniewu nadając jej delikatnym rysom hardości i okrucieństwa.
Ucieczka Holly, zdrada Tabrisa i chaos, który zapanował w Radzie Demonów sprawiły, że Christa pozwoliła mroczniejszej stronie charakteru zapanować nad sobą. Była za łagodna dla wszystkich, a teraz efekty zaczęły ją rujnować.
- Głupia dziewucha - syknęła - Żałosny syn…
Nie chciałam mieć takich słabeusz za dzieci. Miały być silne i niezależne, a nie tak mierne kierujące się uczuciami sieroty. Mamrotała przekleństwa nie zdając sobie sprawy z tego, że pewien skrzydlaty demon przycupnął niemal pod samym sklepieniem pomieszczenia wpatrując się w władczynię.
Eld drgnął lekko niemal czując jak słowa dosięgają i jego. Jego królowa zniknęła zastąpiona prawdziwym koszmarem. Otumaniona złem nawet nie zauważyła jego obecności, gdy złorzeczyła swoim dzieciom o które jeszcze nie tak dawno martwiła się.
Źle było , że władczyni zajmowała się swoją osobą, zamiast ratować swoje królestwo. Gdyby ludzie wiedzieli w jak osłabione są demony niechybnie wykorzystali by to i wybili wszystkie.
- Widzę cię - zimny głos Christy sprawił, że Eld niemal podskoczył. Poczuł strach na myśl co królowa może mu zrobić, za śledzenie jej, gdy nagle usłyszał czyjś głos.
- Jesteś spostrzegawcza, pani - na środku pomieszczenia pojawił się ogień, który przybrał postać ludzką.
- Nick? - szepnął zaskoczony demon. Nie spodziewając się go tutaj. Jednak, gdy płomień zniknął zorientował się, że to nie jest ifryt. Nieznajomy miał ciemne włosy, choć faktycznie był łudząco podobny do Nicolasa.
- Czego tu chcesz? - Christa odezwała się do demona, który spokojnie otrzepywał spodnie. Wyglądał zupełnie jak człowiek i gdyby nie to, że przed chwilą pojawił się znikąd, Eld nie uwierzyłby w to, że jest taki jak on.
- Przybywam z pomocą, o królowo - obcy zupełnie nie przejmował się stanem w jakim była władczyni. Nawet z swojego miejsca Eld widział jak jego usta wykrzywia kpiący uśmiech.
- Pomocą? W czymże ty chcesz mi pomóc? - głos królowej ociekał pogardą.
- Ludzcy łowcy szukają pewnego ifryta. Sądzę, że królowa wie o kogo chodzi.
- Owszem. Co ci do tego?
- Nagroda za jego głowę jest spora, aczkolwiek i tak moim zdaniem zbyt mała. Zresztą nikt jej nie zgarnie, bo ifryt jest dość silny by zniszczyć przeciwnika.
- Do czego dążysz? - w głosie królowej zabrzmiało zainteresowanie.
Dłoń obcego rozjaśnił pomarańczowy ogień.
- Jest takie powiedzenie: "ogień zwalczaj ogniem". Jestem w stanie zniszczyć ifryta jeśli tylko dostanę za to odpowiednią zapłatę.
Eld wytrzeszczył oczy, nie mogąc uwierzyć w to co słyszy. Nigdy nie słyszał o kimś tak silnym, by walczyć z ifrytem w pojedynkę. Ale jeszcze bardziej zaskoczyła go odpowiedź władczyni.
- Podoba mi się to co mówisz. Kontynuuj.

- Ty skończony kretynie! Ty cholerny idioto! Co ci do łba strzeliło, durniu?
Nick spokojnie patrzył jak Holly potrząsa swoją ofiarą jak marionetką, wkładając w to całą swą siłę i wściekłość. Nieszczęśnik, nad którym się znęcała, spokojnie pozwalał jej na to, nawet nie próbując się przeciwstawić.
- Tabris, no odpowiedz mi! - walkiria syknęła wściekle, ale na chwili puściła go i odsunęła o krok.  Odwróciła się do ifryta - No powiedz mu, że to debil.
- Patrząc na was, to mam szczere wątpliwości które zachowuje się jak debil - odparł Nicolas szczerze, ignorując groźne spojrzenie dziewczyny - Uspokój się Holly, nie szalej tak. Nawet nie wiesz o co chodzi.
Lisi demon uśmiechnął się ponuro.
- Daj spokój Nick.  Przecież wiem, że ona chciała w ten sposób powiedzieć jak bardzo za mną tęskniła i że się martwi.
- Wcale nie, naprawdę uważam, że jesteś debilem - odburknęła Holly - Po coś tu przyszedł? Życie ci niemiłe, czy jak?
- Może i tak - spojrzał na nią ponuro, a walkiria skuliła się wbijając wzrok w podłogę. Nawet ona nie mogła długo patrzeć w jego oczy przepełnione rozpaczą. - Jest problem i to duży. W Królestwie pojawił się pewien nietypowy demon, do złudzenia podobny do ciebie Nick.
- W jakim sensie? - ifryt zmarszczył brwi.
- No wiesz, też jest chodzącą pochodnią i zarzeka, że cię zabije.
- Jest ifrytem? - dziewczyna spojrzała na ukochanego, jakby próbowała wyczytać o czym on myśli, jednak jego oblicze pozostawało niewzruszone.
- Nie wiemy. Nikt nie rozmawiał z nim poza twoją matką, Holly.
- Dlaczego królowa zadaje się z kimś, kto może być ifrytem?  Ostatnim razem jak ją widziałem brzydziła się na mnie spojrzeć - mruknął Nick przypominając sobie miejsce w którym go przetrzymywano.
- Jej Wysokość zatraca się w swoim gniewie i przestaje nad sobą panować. Szuka zemsty, a chwilowo obiektem jej wściekłości jesteś ty. Na pewno zabicie cię sprawiłoby jej olbrzymią przyjemność.
- Co z Radą? Już zauważyłam, że mama ma lekkiego świra, ale czy oni nie powinni coś z tym zrobić.
- Na obecną chwilę panuje w Królestwie władza absolutna, więc nikt nic nie może poradzić. Jeśli wykonamy jakiś niewłaściwy ruch, możemy ściągnąć sobie na głowy nadludzi, a to doprowadzi do całkowitego upadku.
- No to wesoło tam musi być - westchnął Nick - Ale wracając do tematu. Mam rozumieć, że ten demon, który zarzeka, że mnie zabije, ma błogosławieństwo królowej?
Tabris pokiwał smętnie głową.
- Jest gotowa mu zapłacić byleby się jak najszybciej ciebie pozbył.
- A ja? - Holly uniosła głowę wpatrując się w Tabrisa - Coś mówiła o mnie? Albo reszcie?
- Wydziedziczyła cię i Haydena, ale o tym już wiesz. Marco wywaliła na zbity pysk i zakazała powrotu do Królestwa pod groźbą śmierci. To chyba też już wiesz. Miranda i chimery są pod naszą opieką,  choć na razie Christa nie zwraca na nich uwagi.
- Czyli chociaż u nich wszystko w porządku. Ale co ty zamierzasz tu robić? Pełnokrwiste demony źle znoszą przebywanie wśród ludzi.
- Dam sobie radę - odparł lisi demon - Widziałem ogłoszenia. Nieźle sobie radzicie z likwidacją nadludzi, ale myślę że przyda się wam pomoc.
- Chcesz polować? - ifryt uniósł brew - Nie bierz tego do siebie, ale nie sądzę byś się nadawał.
Tabris uśmiechnął się.
- Wiem jak silni są nadludzie i wiem, że jak na razie tylko tobie udaje się ich skutecznie zabić. Ale jestem mistrzem oszustwa i nie mam zamiaru grać z nimi fair. Pokażę im jak bolesna może być zemsta demonów.
- Dalej nie… - zaczął Nick, ale Holly przerwała mu zasłaniając usta.
- Cicho siedź Nick. Każda pomoc jest dla nas korzystna. Jeśli Tabris jest gotowy zaryzykować mamy obowiązek mu pomóc. Isabel była dla mnie miła, a ja nie mogłam jej się odwdzięczyć. Teraz mogę chociaż ją pomścić - odezwała się hardo - Nick gdybym cię nie odzyskała wtedy w więzieniu, byłabym gotowa pozabijać wszystkich nadludzi. Pomogę przyjacielowi, czy z tobą, czy sama.
Ifryt westchnął i odsunął dłoń dziewczyny.
- Nigdy nie zrozumiem demonów - westchnął zrezygnowany - No więc, co teraz robimy?
  • awatar Lisa Angels: Serio zmiana o sto osiemdziesiąt stopni u naszej królowej. Jakby nie patrzeć skoro dzieci od niej uciekły, to chyba należałoby się zastanowić nad swoim zachowaniem. Zaintrygowałaś mnie tym nowym demonem i coś czuje, że narobi naszej słodkiej parce sporo kłopotów. Podobał mi się ten tekst: " Wydziedziczyła cię i Haydena, ale o tym już wiesz. Marco wywaliła na zbity pysk i zakazała powrotu do Królestwa pod groźbą śmierci. To chyba też już wiesz." Serio, gdyby Holly usłyszała, jak wygląda "wydziedziczenie" w wykonaniu jej matki zdecydowanie nabrałoby to całkowici innego wyrazu XD
  • awatar Seiti: Czytałam z zapartym tchem, prawie popuszczając (miałam iść do toalety, ale zobaczyłam rooozdział). Jak ja tęskniłam za nimi, ach. Teraz musisz się zrehabilitować tak marną ilością i dostarczyć mi spory kawał soczystego rozdziału. Do pracy! ;)
  • awatar Kate - Writes: Oj, chyba przegapiłam moment twojego powrotu. Królowa mnie rozczula. Nie wiem dlaczego, ale okropnie lubię tą postać. Zawsze miałam pociąg do takich bohaterów, z których ni wiadomo co będzie. Mój odbiór. Piekne.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou:

- Panie Marco!
Odwrócił się w stronę cienkiego głosiku. Srebrnowłosy może sześcioletni chłopiec spoglądał na niego z dołu z szczerym uśmiechem. Jego jasne włosy pozlepiane były ciemnoczerwoną cieczą, która również skapywała z dłoni zaciśniętych w pięści.
- Czego chcesz? - warknął, a uśmiech dziecka zbladł.
- Ja chciałem, by pan pomógł nam. To głupie zwierze cały czas ucieka - nadąsany ton malca sprawił, że kąciki ust Marca drgnęły lekko.
- Radźcie sobie sami - machnął ręką odprawiając dzieciaka.
W tej chwili mrożący krew w żyłach wrzask sprawił, że drgnął nieznacznie, a pełen uśmiech wykwitł na jego zimnym obliczu.
- Słyszę, że Holly sama sobie dobrze radzi - mruknął wstając i skierował się w stronę dźwięku.
Podziemia w Mieście Grzechu były doskonałym miejscem dla bliźniąt. Blade światło bezskutecznie odganiało mrok, który zalegał w każdym kącie zawilgoconych ścian. Mało kto wiedział, że to pozostałości po ludzkich siedzibach, sprzed kilkuset lat. Miasto , które kiedyś było olbrzymią ludzką metropolią zapadło się w ziemię w ciągu jednej chwili stając się grobowcem dla milionów ludzi. Bezpańskim demonom podobało się to miejsce przesiąknięte wonią strachu i rozpaczy ofiar sprzed lat. Woń rozkładu i śmierci sprawiała, że czuły się jak w domu.
To taki był teraz dom Holly i Haydena, których los był w jego rękach. Bezdomne potworne dzieci, były marionetkami w rękach demonicznego lalkarza.
Marco musiał przyznać, że niejako czuł do tych kukiełek sympatię. A przynajmniej coś do niej zbliżonego, gdyż nigdy nie przyznałby się do posiadania ludzkich uczuć. Był z nich dumny jako właściciel.
Zardzewiałe drzwi zgrzytnęły, gdy otworzył je na oścież. Ukazała mu się scena niczym na obrazie psychopatycznego malarza. Spojrzał na zakrwawionego człowieka, który klęczał na zimnym betonie, szlochając spazmatycznie. Przyciskał do piersi dłoń, a na koszuli wokół niej rozrastała się plama krwi.  Oszołomiony z bólu nawet nie zauważył, nadejścia Marco i chłopca. Zwierzęcym wzrokiem spoglądał na drobną postać przed sobą. Długie włosy opadał na twarz dziewczynki zasłaniając jej oblicze. Biała nieco zniszczona koszula ciągnęła się po ziemi niczym suknia. W pomieszczeniu pełnym krwi i brudu była zaskakująco czysta, wręcz wydawała się być niepasującym elementem.
Dopiero, na wołania Marco uniosła głowę odsłaniając upiorne oblicze. Szkarłatno-czarne oko  płonęło otoczone pajęczyną ciemnych żył, a szkliste zielone oko było pozbawione wyrazu jak u zmarłego. Szkarłatne usta drgnęły w wściekłym grymasie ukazując ostre zęby pomiędzy którymi wciąż tkwiły różowoczerwone tkanki.
- Głupi brat - z wilczym warkotem rzuciła się na swojego bliźniak powalając go na ziemie - Mówiłam, żebyś nie szedł po niego!
Hayden stęknął ciężko, ale po chwili uderzył Holly pięścią w twarz.
- Sama jesteś głupia. Dopiero co bałaś się podejść do niego, a teraz jesteś taka odważna?
Wzrok dzieci skierował się na zesztywniałego ze strachu mężczyznę.
- Jest smaczny - szepnęła Holly uśmiechając się tak radośnie, że wyglądała jak normalne dziecko. Tylko czy normalne dziecko potrafiłoby z taką sadystyczną radością dręczyć człowieka?
- Siostra! - Hayden wyszczerzył się i oblizał wargi - Jestem głodny - odepchnął bliźniaczkę i rzucił się na mężczyznę.  Przesiąknięte wonią krwi powietrze rozdarł wrzask.
Marco nawet nie spojrzał na chłopca, ponieważ jego wzrok spoczął na czarnowłosej podopiecznej. Patrzyła na niego w milczeniu jakby czekała na jego ruch. Nawet nie odwróciła się w stronę brata, choć zapewne była tak samo głodna jak on.
Przyklęknął by nie musiała zadzierać tak wysoko głowy.
- Czego chcesz?
Mała zimna rączka dotknęła jego twarzy. Holly spojrzała na niego poważnym wzrokiem.
- Panie Marco, co to znaczy litość? Ten człowiek wypowiedział to słowo…
Demon uśmiechnął się wesoło.
- Nie musisz znać znaczenia tego słowa. Jest ono bezużyteczna. A litość jest dla słabych.
Dziewczynka rozpromieniła się.
- Cudownie! - zawołała radośnie - Jak cię zabije, nie będę słaba, panie Marco - szepnęła przytykając palec do jego wargi. Potem odwróciła się i rzuciła na swoją ofiarę wbijając głęboko zęby w szyję.
Bezpański powoli wstał i wykrzywił się w dziwacznym uśmiechu.
- Stworzyłem potwora - mruknął pod nosem z dumą.
Tylko dlaczego obok niej pojawiło się tak bolesne uczucie zawodu?
734635240e052583b2f5dedfc9403a0f.jpg
  • awatar Kate - Writes: Jak dojechałam do obrazka to przez chwilę myślałam, że straciłam mózg.
  • awatar Zakira Luna: Ach, rodzeństwo... sama mam brata bliźnika, więc ich kłotnie baardzo do mnie trafiają, nawet jeżeli zwykle dotyczą czego innego haha :P Za to obrazek mi się podoba- często tak właśnie wyglądam, kiedy probuję się porozumieć ze swoim... bliźniakiem XD
Pokaż wszystkie (2) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: " Rzeczywistość" cz.I

Nick siedział przy dużym dębowym stole przeglądając papiery. Było już grubo po północy i oczy kleiły mu się ze zmęczenia. Z obrzydzeniem spojrzał na kubek z niedopitą kawą. Miał już jej serdecznie dosyć. Ciemne cienie rysowały się pod jego błękitnymi oczami zaczerwienionymi od ciągłego gapienia się na drobne literki. Mógł być sobie ifrytem, ale sen był mu potrzebny. A zamiast korzystać z luksusów domu wkuwał na pamięć prawo panujące w Centrum niczym uczeń w szkole. Paragrafy i podpunkty mieszały mu się przed oczami, a cyfry i litery przeskakiwały z miejsc na miejsce.
Kogo obchodził zakaz palenia w miejscach publicznych, albo nielegalnego handlu? W slumsach czegoś takiego nie było i nikt od tego nie umarł… prawdopodobnie.
Jednak wiedział, że bez znajomości zasad panujących w jego nowym domu szybko wpadnie w ręce glin, które pilnowały porządku. A lepiej było ukrywać swoją obecność przed wszystkimi władzami.
- Spać! - rąbnął głową w drewno co tylko spowodowało ból głowy, a nic nie pomogło. Wybitnie nie chciało mu się już nic robić, marzył o tym by spokojnie odpocząć. Powieki ciążyły coraz bardziej. Zamknął piekące oczy napawając się chwilą ulgi. Powoli odpływał w błogi niebyt…
- No cholera - poderwał się, gdy zdał sobie sprawę, że znowu przysypia. Chwycił kubek i dopił zimną już kawę wzdrygając z obrzydzenia. Wstrętna lura! Nawet jeśli na początku mu smakowała teraz po piątym kubku zmienił zdanie.
Zerknął na zegar stojący w kącie salonu. Było za kwadrans druga, a po Holly ani śladu. Znowu… miał wielką ochotę zamknąć drzwi na klucz, ale jak znał życie albo zaczęłaby wrzeszczeć, albo zdemolowała by je. Zresztą nie zmrużyłby oka dopóki nie upewniłby się, że wróciła bezpiecznie. Zgarnął porozwalane wszędzie kartki na kupę i zaczął od nowa. Kawa w ogóle na niego nie działała, ale próbował chociaż udawać, że jest inaczej. Litery rozmazywały mu się w linijki, które zaczynały się kołysać i falować, aż w końcu obraz zlał się w jeden wielki okrąg. Oparł głowę na złożonych ramionach. Gdyby tylko się tak chwileczkę zdrzemnął nic by się nie stało. Jednak wiedział, że jak padnie to do rana nie wstanie.
Rzucił zrozpaczone spojrzenie na zegar. Wskazówka niewiadomo kiedy przesunęła się o czterdzieści minut. Było już prawie wpół do trzeciej.
- Hej wróciłam - dobiegł go wesoły głos od drzwi i szczęk zamka. Ifryt ociężale wstał od stołu i powlókł się do przedpokoju.
- Gdzie ty, do jasnej cholery byłaś? - wymamrotał mrużąc oczy. Jasne oświetlenie raziło jego biedne oczy.
Walkiria zrzuciła buty i powiesiła płaszcz na haku. Odwróciła się do niego z uśmiechem, a jej ruchy były pełne energii.
- Co ty taki rozbity? - dźgnęła go palcem w pierś i zaśmiała się rozbawiona jego miną.
- Żartujesz sobie? Czekam od dobrych czterech godzin, aż księżniczka raczy łaskawie wrócić do domu i jednocześnie uczę się za nas dwoje zasad które tu panują - warknął rozdrażniony, a Holly przewróciła oczami - Tobie przynajmniej widzę polowanie się udało - zauważył.
Od kiedy wrócili do ludzkiego miasta dziewczyna musiała wrócić do starego stylu życia, jednak nie narzekała na to zbytnio. Niewola u łowców zmieniła jej podejście do ludzi. Teraz już nie wyrzucała sobie tego. Zresztą przyszła za nim dobrowolnie wiedząc co ją będzie czekać.
- No, ale co się dziwisz, że tak późno wracam kiedy muszę przedzierać się do dzielnic biedy, by nas "władza" - zrobiła palcami znak cudzysłowu - nie złapała.
Nick westchnął. Który raz już to powtarzali…
- Nie mam siły się z tobą kłócić. Idę spać, jutro wychodzę na cały dzień, bo muszę załatwić nam potrzebne dokumenty. Branoc - mruknął i odwrócił się na pięcie, kierując w stronę sypialni. Po kąpieli miał na głowie dziwny twór, ale nie miał już w sobie dość energii by doprowadzić włosy do porządku.  Najwyżej jutro je zwiąże.
Padł na łóżko i zamknął oczy z błogim uśmiechem na twarzy.  Zasnął szybko świadom tego, że jak wstanie będzie się czuł tylko gorzej.

Holly usiadła przed lustrem w łazience i wzięła do ręki szczotkę. Powoli rozczesywała pasma tak, że w końcu spływały na jej ramiona układając się w miękkie fale. Zdjęła z siebie przesiąknięte zapachem krwi i alkoholu ubrania i cisnęła w kąt. Odkręciła kurki pod prysznicem i wskoczyła pod strugi gorącej wody. Zamknęła oczy pozwalając by woda zmyła z niej krew i kurz, które osiadły na skórze. Dopiero wtedy poczuła się senna i przymulona. Wyszła z kabiny i chwyciła ręcznik osuszając dokładnie skórę i włosy. Zarzuciła na siebie przydługą koszulę i uśmiechnęła do swojego odbicia. Wracając do zwykłego sposobu odżywiania szybko odzyskała swoją dawną sylwetkę i przestała przypominać naciągnięty skórą szkielet. Rysy twarzy zmiękły, a włosy lśniły zdrowym blaskiem.
- Bosko - westchnęła zadowolona i wróciła do salonu. Spojrzała z westchnieniem na porozrzucane po podłodze kartki i pusty kubek na stole - Bałaganiarz.
Pozbierała papiery i ułożyła w stos na blacie stołu, a naczynie opłukała pod zlewem i zostawiła na suszarce. Powoli zaczynała ogarniać to jak żyją ludzie.
Pierwsze dni były dla niej szokiem. Kompletnie nie wiedziała jak się odnaleźć w tym nowym świecie. Choć spędziła między ludźmi całe życie, to jednak dopiero teraz dostrzegała jak wiele ją ominęło. Stałe miejsce zamieszkania wymagało pracy. Zwyczajny dzień wymagał pamiętania o wielu drobiazgach, którymi wcześniej nie zaprzątała sobie głowy. Gdyby nie Nick pogubiłaby się w tym wszystkim.
Zgasiła światło w salonie i łazience i po ciemku weszła do sypialni. Jej ifryt spał jak zabity. Jego miarowy oddech był jedynym co zakłócało nocną ciszę. Zasłony na oknach były poodsłaniane i okrągły księżyc oświetlał jego twarz. W kącikach jego ust błąkał się delikatny uśmiech i walkiria nie mogła się powstrzymać od szerokiego uśmiechu. Nicolas wyglądał  jak anioł, ale duszę miał demoniczną. Cudowne połączenie.
Cieszyło ją to, że wraz z mocą odzyskał pełnię zdrowia i rany zadane przez demon zagoiły się błyskawicznie. Wystarczyło mu już tych blizn, które odcinały się jasno od opalonej skóry.
Holly złapała się na tym, że gapi się na swojego ukochanego z głupim uśmiechem na ustach. Niemal przerażona swoim sentymentalizmem pokręciła głową i szybko wskoczyła pod miękką burgundowi pościel. Sen zmorzył ją niemal tak szybko jak Nicka.
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: " Cena miłości"

Marco szedł podziemnym korytarzem za Isabel pochylając się mocno, by nie uderzyć głową o niski strop. Krwawowłosa demonia niosła pochodnie, która oświetlała im drogę.
- Naprawdę nie rozumiem, czemu nie mógłbym pójść sam. Byłoby szybciej - zaczął swą śpiewkę bezpański, na co dziewczyna przewróciła oczami.
- To mój facet i to ja znajdę antidotum. Zresztą ty penie nawet nie wiesz jak to wygląda.
- Możliwe, ale nie podoba mi się taka samowolna akcja. Twoja królowa jak się dowie powiesi mnie na haku.
- Trudno, nie pozwolę by Tabris umarł przez to, że jej wojownicy boją się nadludzi. O to tu - wspięła się po prowizorycznych drewnianych schodach i wyszła na powierzchnię. Marco podążył za nią.
- Dobra, ty robisz dużo hałasu, a ja kradnę truciznę. Proste prawda? - zgasiła pochodnię w zamarzniętej trawie i otoczyła ich ciemność. Pod osłoną nocy rozpoczęli akcję.
Marco z uwagą patrzył na swą towarzyszkę, która bezszelestnie szła obok niego. Jej lekko skośne oczy zmrużone były w wyrazie pełnego skupienia. W ręce trzymała odsłonię długie ostrze, gotowa w każdej chwili zrobić z niego użytek.
- Zależy ci na nim, aż tak bardzo? - spytał cicho, na co ona zmiażdżyła go spojrzeniem.
- Oczywiście, że tak. A teraz się zamknij i rób to co powinieneś. Musimy zdobyć truciznę dzisiaj. Drugiej szansy nie będzie.
Demon skinął jej głową. Doskonale o tym wiedział.
Na skraju miasta Rise rozdzielili się. Isabel miała okrążyć siedlisko mutantów, a on wkroczyć w sam środek i zrobić zamieszanie. Mimo wszystko nie czuł strachu. W końcu mógł się przenieść w dowolne miejsce, kiedy tylko zechciał.
Wspiął się na skały z których miał doskonały widok na całą okolicę. Szybko zauważył, że łowcy nie rozstawili straży. Nadludzka siła dodała im odwagi. Po ataku demonów powinni wykazać się odrobinę większym rozsądkiem.
- Ludzka pycha - pokręcił głowa z dezaprobatą i ześlizgnął się ze skał. Kilka kamyków usunęło mu się spod nóg i z dość głośnym stukotem stoczył w dół.
Kilku ludzi jak na komendę podniosło głowy znad ognisk.
- Kto tam? - jeden wstał i wyjął z ognia płonącą gałąź - Pokaż się.
Marco podniósł ręce do góry.
- Nie zabijajcie, to tylko ja - zsunął się powoli z niewielkiego nasypu i wszedł w krąg światła. Przybrał nieszczęśliwą minę - Zabłądziłem w drodze to Triwoltu. Powiedzcie mi proszę co to za miasto?
- Rise - odezwał się ktoś - Gdzieżeś zabłądził, przyjacielu? Do Triwoltu daleka droga.
Demon westchnął ciężko.
- Podróżowałem z Salitu, gdy na moich ludzi napadły demony. Nie wiedziałem, że one atakują podróżnych. Szybko pozabijali i pożarli moich ludzi. Ja jedyny uciekłem na koniu, ale biedne zwierze padło wczoraj z głodu i wyczerpania. Myślałem, że nie dotrę do siedziby ludzi.
- To masz szczęście, chłopie. Za odpowiednią zapłatą pomożemy ci dotrzeć do domu - starszy łowca uśmiechnął się chytrze.
Marco udał, że nie widzi jego spojrzenia.
- Naprawdę? Jestem arystokratą, moja rodzina was sowicie wynagrodzi - paplał dalej co tylko ślina na język przyniosła. Czekał na sygnał od Isabel. Powinna się pospieszyć trochę….

Tymczasem demonica zwinnie jak drapieżnik przemykała między namiotami. Uzdrowicielka stwierdziła, że wystarczy ok. 200 ml by sporządzić antidotum, więc nie musiała tachać tego wiele. Przekradła się do namiotu z zaopatrzeniem. Marco dobrze odgrywał rolę zagubionego bogacza, skupił na sobie uwagę wszystkich. Bez zwracania uwagi weszła do środka i mgła swobodnie rozejrzeć się po półkach. Zignorowała leżącą na ziemi broń i skierowała się do prowizorycznej szafy, na której stały przeróżne butelki oznaczone i po podpisywane. Zaczęła szybko przetrząsać je czytając nazwy najprzeróżniejszych trucizn, które sama znała.
- Gdzie to jest? - syknęła coraz bardziej zdenerwowana. Jeśli okazałoby się, że łowcy zabezpieczyli toksynę, są skończeni.
Nagle w jej ręce trafiła niezbyt duża fiolka wypełniona ciemnoczerwonym płynem.
- Obiekt 0 - przeczytała. Więcej nie pisało na nalepce. Odkorkowała buteleczkę i powąchała. Ostra woń raniła jej nos, musiała powstrzymać się by nie kaszleć. Odsunęła fiolkę na odległość ramienia i gdy zapach lekko się rozmył wyczuła znajomą woń. Taki sam zapach, choć może delikatniejszy otaczał Tabrisa. To musiało być to!
Poderwała się i niechcący zahaczyła ramieniem o półkę. Ta spadła, a szklane butelki potłukły się.
- O kurwa - Isabel zrobił się słabo.

Marco doskonale słyszał dźwięk tłuczonego szkła. Łowcy zapewne też sądząc po ich minach.
- Co się dzieje? - najstarszy z nich odwrócił się w stronę skąd słychać było dźwięk.
- Absolutnie nic - demon stwierdził, że trzeba skończyć przedstawienie. Odsunął iluzję pokazując ludziom swe prawdziwe oblicze. Jego oczy koloru nocnego nieba zalśniły złowrogo w świetle płomieni.
Rozwinął ciemne skórzane skrzydła i uśmiechnął się do zszokowanych mutantów.
- Panowie, to jak, chyba się dogadamy - ukazał im kły smakując unoszące się w powietrzu przerażenie.
- Demon - szepnął ktoś - Potwór.
- A i owszem - Marco rozłożył szeroko skrzydła. Nie ukazywał ich od ponad stu lat, ale teraz miał dopiero ku temu powód. - Chcecie zobaczyć, co znaczy prawdziwa demoniczna siła? - zaśmiał się ochryple - Jestem silniejszy niż którykolwiek inny demon. Chcecie się ze mną zmierzyć?
- Blefujesz - dobiegł go głos, który niestety rozpoznawał.
- Czyżby miał przyjemność poznać dowódcę Jacka? - założył ręce na piersi. Więc to ta kreatura więziła słodką Holly przez ponad rok?
Jack zaśmiał się, a jego potargane włosy odsłoniły lodowato niebieskie oczy.
- Widzę, że dobyłem już sławę w Miastach, bezpański. Po co tu przyszedłeś i mamisz moich ludzi?
- Słyszałeś o czymś takim jak zemsta. Skrzywdziłeś moją protegowaną - warknął.
- Mówisz o młodej damie imieniem Holly? Gdzie ona teraz jest? Czyżby rozpaczała po stracie swojego przyjaciela?
A więc nie wiedział, że Nick żyje…
- Demony nie rozpaczają. Ale pozbawiłeś ją ulubionego zwierzaka - "Jak Nick się dowie jak go nazywam to mnie wdepcze w ziemię…" - Każdy demon jest przywiązany do swojej własności.
- Przykro mi. Też jesteś jej własnością? - bezczelność łowcy nie znała granic - Jak zwrócę jej twoje oczy to będzie chciała się zemścić.
Marco wiedział, że nadczłowiek chce go rozproszyć i zdekoncentrować. Nie wiedział najwidoczniej, że demon ma kilkaset lat doświadczenia w walce i miał o wiele inteligentniejszych przeciwników. Miał podzielną uwagę i widział jak nadludzie powoli szykują broń.
- Tak się składa, że Holly mnie nienawidzi niemal tak bardzo jak ciebie. Akurat moją stratą przejmować się nie będzie.
- Och - wąskie usta łowcy rozciągnęły się w obleśnym uśmiechu - Więc może za tą damą się stęskni? - pstryknął palcami, a dwóch łowców przywlokło półprzytomną Isabel. Jej skórzany kostium nasiąkał krwią wypływającą z rany na boku. Wciąż tkwił w niej nóż.
Rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie.
- Co ty na to? - Jack odwrócił jego uwagę od demonicy.
Bezpański zacisnął pięści.
- Zostaw ją w spokoju - ryknął i wyciągnął długi sztylet zza cholewy buta. Dźgnął pierwszego łowcę w szyję, a drugiego powalił ciosem pięści w nos. Wiedział, że to nie starczy, ale zyskał chociaż chwilę.
Nie zauważył Jacka, który wymierzył mu cios w brzuch. Demon zwinął się bardziej z szoku niż z bólu. Nie docenił siły tych kreatur. Nie spodziewał się, że mogą dysponować,  aż tak potężną energią. Uderzenie posłało go na ziemię, a kusze wymierzone w jego głowę skutecznie ostudziły chęć rewanżu. Zacisnął ręce na brzuchu błagając by wewnętrzny krwotok ustał.
- Dobra - sapnął - Jesteś lepszy. Wyrazy uznania i tak dalej. A teraz puść małą.
Łowca spojrzał na krwawowłosą dziewczynę, która jęczała z bólu na ziemi.
- I tak umrze. Nic na tym nie zyskacie. Ja nie targuję się z demonami.
- A ja nie zostawiam nadludzi żywych - wrzasnął wściekle Marco i wbił wciąż trzymane ostrze w oko dowódcy łowców. Uniknął wystrzelonych w ich kierunku bełtów i przypadł do Isabel.
- Cholera jasna - próbował ją podnieść, ale nagły ból w ramieniu uniemożliwił mu podniesienie prawej ręki. Kątem oka dostrzegł wbity w bark bełt i wyszarpnął go szybko.
- Uciekaj - dziewczyna wcisnęła mu w ręce małą fiolkę - Spojrzała na niego zrozpaczonymi złotymi oczami - Musisz pomóc Tabrisowi. Ja ich powstrzymam być mógł odlecieć - poderwała się na równe nogi i zdzieliła kopniakiem w głowę nadbiegającego łowcę.
- Głupia. Wracasz ze mną - złapał ją za ramię, ale się wyrwała i uderzyła go w twarz.
- Wynoś się - wyrwała mu zakrwawiony sztylet. Jej chude ramiona drżały, ale uniosła go wysoko gotowa odeprzeć każdy atak.
Marco rzucił się na atakujących go łowców, gdy poczuł jak coś przebija jego udo. Zawył z bólu zanim jeszcze poczuł jak miecz dosięga jego piersi i rozcina skórę i mięśnie od obojczyka po mostek. Odskoczył gdy Isabela rzuciła się to ataku niczym szkarłatna furia.
- Wynoś się, wynoś - zawyła, a jej oczy zaszkliły się - To jest rozkaz. Obiecałeś mi posłuszeństwo. Uciekaj.
Marco w otępieniu wywołanym trucizną rozłożył skrzydła. Schował butelkę z trucizną pod płaszcz i rzucił Isie ostatnie spojrzenie.
Był wojownikiem. Żołnierzem. A rozkaz dowódcy był rzeczą świętą. Młócąc skrzydłami wzniósł się ponad nich i szybciej niż błyskawica rozpędził zostawiając w tyle łowców i demonicę.  Nie mógł dobrze manewrować skrzydłami. Uniemożliwiał mu zbyt rozległe rany. Jednak ignorując cierpienie przyspieszył by oddalić się jak najbardziej od tego miejsca. Jego umysł był pusty, odrzucił wszelkie uczucia byleby nie zawrócić.
To był jego rozkaz. Wypełnił go.
Zanurkował ku pokrytemu śniegiem lasowi.
To był rozkaz. On go wykonał. Dzięki temu wygrał. I przegrał.

Isabel kiedy dostrzegła jak Marco znika na nocnym niebie przestała odczuwać strach. Nie musiała już walczyć. Pozwoliła by łowcy wytrącili jej z rąk ostrze i unieruchomili w żelaznym uchwycie.
Jack pochylił się nad nią patrząc jednym okiem. Drugie uleczało się, jednak wciąż nie widać było tęczówki i źrenicy.
- I co? Wielki wojownik cię opuścił - poczuła muśnięcie jego szorstkiej dłoni na podbródku - Boisz się?
- Na pewno nie ciebie, marności - prychnęła nawet nie próbując się wyrwać z uścisku łowców.
- Wy demony, przypominacie mi drapieżniki. Jesteście słabsi, ale przez głupią dumę nie potraficie pokłoni się potężniejszym od siebie. Daję ci wybór - uśmiechnął się wrednie - Nie jesteś brzydka, możesz zostać moją nałożnicą. Jeśli jesteś mądra możesz zauważyć  tym wielką szansę.
Isabel ogarnęła wściekłość.
- Ty pieprzony, zadufany w sobie idioto. Żadna kobieta z Królestwa Demonów Nocy, czy Miast nie zbliży się do takich jak ty. Jesteście bardziej odrażający niż najgorsze nocne koszmary, bo wasze wnętrze gnije. Nie zdradzę swojej miłości.
- O jakie to rozkoszne - zaśmiał się sztucznie łowca. Machnął ręką na jednego z swoich ludzi, a ten podał mu ostrze. Doskonale wyszlifowane krawędzie służyły tylko do jednego celu - Szkoda, że zmarnowałaś swoją szansę.
Łowcy wypuścili ją, a ona podniosła dumnie głowę posyłając łowcom stalowe spojrzenie. Skierowała swój wzrok na Jacka. Triumfalny uśmiech zniknął z jego twarzy. Najwidoczniej spodziewał się, że będzie błagać o litość.
- Wygramy - szepnęła i zamknęła oczy przywołując w pamięci obraz Tabrisa.
Nie usłyszała świstu miecza, ani bólu. Pochłonęła ją ciemność.

Jack zacisnął wargi w zwierzęcy grymasie. Krew ściekała z jego twarzy i miecza, gdy odwrócił się do swoich towarzyszy.
- Spalcie to - wypuścił ostrze z dłoni i przepchnął się między nich by wyjść na otwartą przestrzeń. Nawet nie odwrócił się by spojrzeć na rozczłonkowane zwłoki. Demony umierały z taką godnością, która go wkurzała. Lepiej by się czuł, gdyby płaszczyły się przed nim drżąc ze strachu.
- Alex - machnął dłonią na stojącego pod ścianą chłopaka. Ten otworzył srebrne oczy. Jako świeżo przemieniony nadczłowiek powinien mieć kilka tygodni spokoju zanim wróci do służby, jednak mężczyzna go potrzebował.
- Tak, dowódco? - Alex podszedł bliżej mierząc go niepewnym spojrzeniem.
- Mam dla ciebie zadanie, młody. Demony nam coś ukradły, chciałbym żebyś ty dowiedział się co to mogło być, dobra? Dostaniesz za to premię - zachęcał go widząc jak Alex waha się.
- Nie wiem, czy podołam temu - zaczął niepewnie chłopak przeczesując włosy nerwowym gestem.
- Ja wierzę, że ci się uda. Sprzątałeś wcześniej naszą broń i zapasy, więc jak nikt inny nadajesz się to tej roboty. To dla nas bardzo ważne.
- W porządku. Co zamierzasz, Jack ? - nadczłowiek spojrzał w pytające oczy nastolatka.
- Zaczniemy w końcu plenić to zło, które rozpanoszyło się na naszych ziemiach. Demony zaczynają się robić bezczelne, trzeba im pokazać, gdzie jest ich właściwe miejsce.
- Myślisz, że da się zabić wszystkie demony? - niewinne pytanie rozbawiło go. Jack zachichotał pod nosem.
- Nie, nawet nie śmiem o czymś takim myśleć. Demonów jest mnóstwo, może nawet więcej niż ludzi. Trzeba wybić te najgorsze z nich, najinteligentniejsze i najwyżej rozwinięte. Głupimi i słabymi łatwo jest manipulować nieprawdaż? Naszym zadaniem jest właśnie zniszczenie najsilniejszych komórek demonicznego świata. Obalimy władców, wymordujemy Panów, zniszczymy ich wojowników i "arystokrację" - zaśmiał się wesoło - Zostawimy tylko to co będzie nam potrzebne. Nastanie nowa era dla ludzi i demonów. My będziemy teraz nimi rządzić tak jak królowie rządzą poddanymi. Nie, niewolnikami. Nie zostawimy im ani grama wolności.
- A Holly?
- A ona - Jack westchnął spoglądając w gwiazdy - Pozwolę jej patrzeć jak przyjaciele giną, a miasta obracają w gruzy. Dopiero potem okażę jej łaskę i zabiję.

*  *  *  *  *
Przepraszam, że tak krótkie to to jest. Wyssało ze mnie całą energię
  • awatar Lisa Angels: Jak on śmiał ją zabić?! Aż żal mi lisa.
  • awatar gość: Co!? Czemu!? Nie, ona nie mogła zginąć! Biedny Tabris...
  • awatar Seiti: Holly jako walkiria potrzebuje ciała, by sprowadzić duszę z powrotem? Cóż, żegnaj Ruda. Chce zobaczyć rozpacz Tabrisa. :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: " Cierń w sercu"

- Nie - Christa posłała swojemu szpiegowi surowe spojrzenie - Nie mogę pozwolić na samowolną akcję. Przykro mi.
Isabel jęknęła zrozpaczona.
- Ale Tabris umrze jeśli nie dostanie odtrutki.
- Isabel, mówiłam już nie zgodzę się na to. Nie mogę posyłać moich demonów na pewną śmierć. Wierzę, że Tabris sobie poradzi. Jest silny.
Szkarłatno włosa dziewczyna nie mogła tego słuchać. Wiedziała, że królowa oszukuje samą siebie i nie chce narażać kolejnych podwładnych. Jednak lisi demon powoli umierał, a ona nie chciała pozwolić by zginął.
- Wiem, że twoja córka jest walkirią - zaczęła od nowa prześwietlając myśli Jej wysokości - Ale jeśli umrze jego ciało przeżre doszczętnie jad niszcząc je i zmieniając w proch. Holly nie sprowadzi duszy jeśli nie będzie ona miała gdzie wrócić. Czytałam o tym w księgach. Sama muszę go uratować - w jej oczach stanęły niechciane łzy.
- Nie zgadzam się - oczy Christy przepełnił chłód - To moje ostatnie słowo.
- Rozumiem - szpieg skłoniła się władczyni i wyszła z jej komnaty.
- I fiask, co? - obok drzwi oparty o ścianę stal Marco. Posłał jej znudzone spojrzenie - Mówiłem, że rozmowa z wielką królową nic na nie da. Ma serce z lodu, pewnie nawet gdyby chodziło o jej dzieci, nie uratowałaby ich.
- Więc jaki jest twój plan?
- Ukradłem eliksir Christy dla ciebie. Będziesz mogła swobodnie wyjść na ziemię i wkraść się do ludzkich miast.
- A ty? Obiecałeś mi pomóc - syknęła, gdy szli razem pustym korytarzem.
- No obiecałem - westchnął bezpański demon - I pomogę. Ja po prostu nie potrzebuję niczego by swobodnie chodzić gdzie chcę.
- W porządku. To jaki jest plan?
- Wyjaśnię ci potem. Nie chcę by ktoś podsłuchał i nam przeszkodził. Spotkamy się za dwie godziny, powiedzmy na dachu wschodniej wieży. Pasuje?
- Okey - skinęła głową, a Marco skręcił w boczny korytarz - Dziękuję - dodała.
Demon odwrócił się, a jego ciemnoniebieskie oczy otaksowały ją spojrzeniem bez wyrazu.
- Masz u mnie dług. Nie dziękuj - i zniknął w mroku zanim zdążyła go zapytać jakiego rodzaju ma być to zapłata.
Zbiegła szybko po schodach i bez pukania weszła do komnaty uzdrowicielki. Kobieta sporządzała jakąś miksturę i nawet się nie odwróciła, gdy Isabel zrozpaczony wzrokiem wodziła po pomieszczeniu.
- Tab…
- Jest w przyległym pokoju - przerwała spokojnym głosem - Nie denerwuj się, gdyby coś się działo wezwałabym cię.
Dziewczyna szybkim krokiem przemierzyła pokój i otworzyła drzwi. Druga sala była niemal kompletnie pusta. Stały tam tylko łóżko, mały stolik i fotel. W białej pościeli leżał lisi demon, którego kolor twarzy niewiele się od niej różnił. Cicho niemal na palcach młoda demonica podeszła do niego i usiadła w fotelu. Bała się go dotknąć by nie naruszyć jego spokoju. Jego wargi przybrały lekko fioletową barwę, a wokół oczu pojawiły się ciemne podkowy. Policzki się zapadły, a rysy twarzy jeszcze bardziej wyostrzyły. Tabris wyglądał jak cień dawnej świetności.
- Kochanie - szepnęła, a lisie ucho drgnęło leciutko - Musisz jeszcze troszkę wytrzymać. Znajdę sposób, byś wyzdrowiał.
Spojrzała na jego twarz i wydawało jej się, że na chwilę pojawił się na niej uśmiech.

Cierpliwość Nicka była wystawiona na próbę. Przesłuchanie ciągnęło się niemiłosiernie długo a jeszcze nie zadali mu właściwie żadnego sensownego pytania. Musiał opisać im swój życiorys i rodzinę. Wypytywali go o życie ludzi w mieście, panujące tam warunki i stosunki między jego mieszkańcami. Zajęło im to chyba kilka godzin, ale ifryt miał wrażenie, że siedzi od kilku dni. Musiał pilnować się by nie zasnąć na krześle.
Skupił się dopiero, gdy zaczęli zadawać pytania odnośnie feralnej nocy, kiedy próbował zniszczyć nadludzi.
- Znamy historię opisaną przez Christę i naocznych świadków. Podpaliłeś dom niszcząc go kompletnie i zaatakowałeś ów nadludzi.
- Nie wznieciłem ognia celowo, nie jestem piromanem - odparł mając nadzieję, że nie potrafią czytać w jego myślach. W końcu zdążało mu się często podpalać podczas napadów….
- Nikt w to nie uwierzy. Ifrytom nie wolno ufać - odezwała się jakaś kobieta - Świadkowie twierdzili, że wyglądałeś na opętanego przez ogień. Jakbyś go nie kontrolował.
- Gdybym był opętany nic bym nie pamiętał, a nie mam amnezji - stwierdził po prostu. Kiedy niszczył wszystko wokół czuł euforię, tak jakby urosły mu skrzydła. Używanie mocy sprawiało mu dziką radość, zwłaszcza kiedy wymierzył ją przeciwko wrogowi.
- Więc dlaczego to tak wyglądało?
Ifryt westchnął.
- Widziałem do czego są zdolni nadludzie i co chcą osiągnąć. Uwięzili Holly i zabili mnie. Nie wszystko da się wybaczyć.
- Ale ten mniejszy na torturach powiedział, że cię zna. Że jesteś jego przyjacielem. To poważny powód by wątpić w twoją niewinność.
- Ten mały nazywa się Ruddie - syknął Nick - Byłem pewien, że zginał z ręki łowców. Był ostatnią osobą, którą posądziłbym o konszachty z nadludźmi. Zdradził mnie.
- Czyli mówił prawdę? - tym razem pytanie zadał mężczyzna. Nick odwrócił się w jego stronę.
- Owszem. Kiedy był jeszcze człowiekiem pomagał mi załatwiać lewe papiery i kraść. Taka mała przylepa z niego była, nie chciał się odczepić. Jego rodzice umarli na zarazę - jego głos zachrypł lekko - Szkoda mi go było więc pozwoliłem mu się szlajać za mną
- A ten drugi? Kojarzysz go?
- Nie, nie mam najmniejszego pojęcia kim może być. Ale myślę, że jak go weźmiecie w obroty to wszystko wyśpiewa. To jeszcze dzieciak. Dzieci są słabe.
- W porządku, wierzę ci. Jednak jedno nas wszystkich zastanawia. Twierdzisz, że zaopiekowałeś się tym Ruddiem, a nawet bez namysłu chciałeś go zabić. Wyjaśnisz nam swe powody?
- Nienawiść. Chciałem zniszczyć go bo zmienił się w nadczłowieka, bo pozwolił na to by zrobili z niego to coś. Nie chciałem, by zamienił się w bestię.
Milczenie, które nastąpiło po jego słowach ciążyło w powietrzu jak ołów.
- Przeraża was to, prawda? - odezwał się znowu uśmiechając krzywo - Zabijcie mnie w końcu i będzie po kłopocie - westchnął zrezygnowany.
- Nicolas - Miranda podniosła głos.
- Babciu, przepraszam, ale sam nie dam sobie z tym rady. Nie chcę tak żyć.
- Złamiesz serce mojej córce - nowy melodyjny głos wywołał poruszenie.
- Wasza Wysokość - głos sędziwego demona zagłuszył szmer zaskoczenia - Co tu robisz, pani?
- Przyszłam przemówić do rozsądku. Wam wszystkim. Hello, zwróć wzrok ifrytowi.
- Jak rozkażesz królowo - zaskrzeczał głos, niewątpliwie należący do wiedźmy która wcześniej rzuciła na niego zaklęcie. Zaczęła bełkotać coś pod nosem i nagle przed oczami mężczyzny zalśniło białe światło. Zamrugał zaskoczony, a gdy w końcu jasność została stłumiona zauważył, że ślepota minęła. Obraz co prawda był bardzo nieostry, ale lepsze to niż całkowita ciemność.
- Minie trochę czasu zanim zmysł wzroku zacznie prawidłowo funkcjonować - ubrana na biało królowa przeszła obok niego i usiadła w wygodnym fotelu. - A teraz zaczniemy wszystko naprawiać - splotła długie blade palce ze sobą.
Reszta towarzystwa widocznie już się otrząsnęła. Ponownie rozsiedli się na swoich miejscach i skupili uwagę na królowej.
- Cudownie. Zaczniemy od pewnego bardzo ciekawego faktu dotyczącego naszego drogiego tu obecnego ifryta - uśmiechnęła się do Nicka, ale jej spojrzenie pozostało poważne - Otóż, gdy wy moi mili zajmowaliście się wymyślaniem sposobów na zniszczenie Nicolasa, ja zajęłam się dwoma nadludźmi.
- Co Jej Wysokość z nimi zrobiła? - pomarszczony demon o szarej twarzy spojrzał zaciekawiony na władczynię.
- Zamknęłam w miejscu z którego nie dadzą rady uciec. Na nic im się zda siła, kiedy nie będą wiedzieli, gdzie jest wyjście - srebrnowłosa odparła zadowolona - Nie byli w stanie stawiać oporu. Rany zadane przez ifryta goją się bardzo wolno. Minęło już pięćdziesiąt jeden godzin od ów incydentu - skierowała spojrzenie na blondyna - Płomienie mogłyby ich zabić - dodała beznamiętnie.
- Skąd wiesz, pani? Żaden demon nie był w stanie ukatrupić tych plugawych mutantów. Jaką można mieć pewność, że to coś - szaro włosy rzucił pogardliwe spojrzenie Nickowi - jest w stanie to osiągnąć?
- Kobieca intuicja, Illiosie - mruknęła władczyni i oparła wygodniej o siedzenie - Proszę was o opuszczenie tego pomieszczenia, moi drodzy. Ogłaszam posiedzenie Rady jutro po południu. Mają się zebrać wszyscy członkowie.
- Oczywiście - demony skłoniły się królowej i po kolei opuściły pomieszczenie. Została tylko Miranda, która stanęła w kącie ze spuszczoną głową.
- Babciu usiądź - Nick posłał uśmiech staruszce, której twarz koloru pergaminu zdradzała obawę.
Starsza kobieta odwzajemniła uśmiech.
- Szarmancki jak dawniej, jednak wolę postać. Moje nogi są w całkiem dobrej formie i lepiej ich nie rozleniwiać.
Christa westchnęła.
- Za młodu też byłaś tak samo uparta, Mir - pokręciła głową - Dobrze, teraz możemy zacząć rozmowę na spokojnie. Nie będę owijać w bawełnę te całe przesłuchania to tak zwany pic na wodę - gdy Nick uniósł brew wzruszyła ramionami - Mój syn tak mówi. Ale do rzeczy. Chodzi mi o to, że nie ważne co będziemy robić i tak większość zagłosuje za śmiercią, przykro mi.
- Niby czemu? - to właśnie go zastanawiało najbardziej - Dlaczego władczyni naraża swój lud, dla kogoś kto w najlepszym wypadku wysadzi całe miasto w powietrze.
- Nick - tygrysica spojrzała na niego surowo. Jej wzrok niemal bolał.
- Chcę znać powód - dodał buntowniczo.
- Władza! - krzyk od drzwi sprawił, że wszyscy obecni podskoczyli.
W progu stała Holly wyglądająca jak siedem nieszczęść. Zmierzwione włosy okalały twarz ściągniętą w zwierzęcym grymasie.
- O co chodzi, skarbie? - Christa wstała, podobnie jak ifryt, który zwietrzył zagrożenie.
- Hayden miał rację. Ty wykorzystasz wszystko by osiągnąć najwyższą władzę - wściekła dziewczyna przekroczyła próg. Jej mętne spojrzenie nie pasowało do ogólnej agresji - Chcesz go oszczędzić, by pozabijać nadludzi, tak? A potem pozbędziesz się go jak śmiecia.
Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony. Współczucie lodowej królowej wydawało mu się dziwne, ale oskarżenia Holly jeszcze bardziej.
- Nie wiem co insynuujesz, kochanie. Czuję od ciebie alkohol skarbie. Czyżby Hayden cię poczęstował? - spytała spokojnie władczyni.
- Tak i dzięki temu mogłam przejrzeć twoje myśli. Jestem walkirią, więc nie myśl, że możesz coś przede mną ukryć - drżące dłonie zacisnęła w pięści - Nie zabijesz go! - jej oczy przybrały wyraz dzikiej nienawiści. Czarne kosmyki zaczęły unosić się jakby na niewidzialnym wietrze.
- Holly, uspokój się - Nick czuł ciemność, która emanowała od niej. Był pełen podziwu dla siły jej furii, ale to zaczynało być niebezpiecznie. Do czego może być zdolna wściekła walkiria?
Dziewczyna odwróciła się do niego. Zauważył, że jej białka pociemniały, a zielone tęczówki błyszczały tajemniczym światłem. Spojrzała na niego zrozpaczona. Nie kierowało nią szaleństwo, tylko strach. Jej lęk był niemal namacalny.
- Jak mam się uspokoić skoro próbują cię znowu zabić. Drugi raz na to nie pozwolę. Choćbym miała zwrócić się przeciwko tobie, matko - wycedziła, a jej czarna grzywa zatrzepotała jak flaga śmierci.
Christa wyglądała na zasmuconą.
- Wbijasz mi nóż w serce, córeczko. Tak się cieszyłam z tego, że odzyskałam cię. Myślałam, że będziesz rozsądniejsza - jej czarno czerwone oczy przybrały zimny wyraz - Myliłam się.
- Wasza Wysokość - Miranda podeszła bliżej - Twoja córka broni tylko ukochanego. Nie przekreślaj jej.
- Ukochanego - w ustach królowej to słowo zabrzmiało jak obelga. Nic poczuł na sobie wzrok pełen gniewu - Ktoś taki nie zasługuje na miłość.
- Czyżby - ifryt nawet nie podniósł głosu, a oczy wszystkich zgromadzonych odwróciły się na niego. Nawet się nie uśmiechnął - Nie tylko ty królowo myliłaś się. Byłem pewien, że mogę cię uznać za osobę godną zaufania. Powierzyłem twojej opiece moich ludzi. Byłem gotowy służyć na twój rozkaz z wdzięczności za pomoc. Bawiłaś się nami wszystkim. A ja się zastanawiałem po kim Holly to ma.
- Nicolas nie wykonuj żadnych pochopnych ruchów. Moi ludzie zaraz tu będą. Przykro mi Holly, ale nie mamy wyboru.
- Oczywiście, wybór - dziewczyna ignorowała protesty matki i podeszła do Nicka - Ja już go dokonałam.
- Jak śmiesz zdradzać nas wszystkich - w oczach władczyni ukazały się łzy.
Szczęk mieczy odwrócił uwagę ifryta od rodzinnej tragedii. Spojrzał na Holly.
- Zdecyduj się. Zostajesz z rodziną, czy idziesz ze mną.
Hipnotyzujące oczy spojrzały na niego z irytacją.
- A jak ci się kretynie wydaje? - złapała go za rękę  i pociągnęła do drzwi.
Wybiegli na korytarz i rzucili się pędem jak najdalej stąd.
- Wiesz co robisz? - Nick spojrzał na biegnącą obok walkirie. Ta spojrzała na niego spanikowana.
- Nie, liczyłam na twoją pomysłowość. O w mordę - to ostatnie skierowała w stronę nadbiegających znad przeciwka demonów.
- Stać. Zatrzymać się - wrzeszczał ten na przodzie pędząc ku nim niczym pikujący sokół na królika.
Nick złapał Holly za ramię i odepchnął za siebie.
- Zamknij oczy - rozkazał i z całej siły skupił się na ulotnej cząstce energii, która wciąż się w nim tliła. Pstryknął palcami.
Błękitny ogień objął cały korytarz pochłaniając demony. Poparzeni i oślepieni wojownicy Christy pozwolili im swobodnie przemknąć się obok.
- Jak ci się to udało? Złamałeś zaklęcie? - wydyszała Holly zrównując z nim tępo gdy wbiegali po schodach.
- Nie mam pojęcia!
Wpadli na Haydena, który rąbnął głową w ścianę.
- Ja pierdolę co za kretyni - wymamrotał na ziemi zanim Nicolas szarpnięciem nie postawił go na nogi.
- Słuchaj no. Znasz może jakąś dobrą kryjówkę, której twoja matka nie znajdzie? - syknął przyciskając go do ściany.
- Wiedziałem, że ten dzień kiedyś nadejdzie - wysapał srebrnowłosy nie mogąc złapać tchu - Mówiłem ci, siostra, że z matce nie można ufać.
Ifryt podniósł go do góry i trzasnął o ścianę.
- Jeśli chcesz uratować siostrę to lepiej gadaj.
- Leisenstad, ulica Mistyk, apartament Viellis, mieszkanie 15. To Centrum, tam szukać was nie będą - zipał coraz bardziej czerwony chłopak.
- Puść go bo się udusi - Holly złapała mężczyznę za ramię i pociągnęła za sobą - Mam u ciebie dług, braciszku.
- Spoko - Hayden złapał się za gardło i odkaszlnął - Przywal mi, ale to tak porządnie. Będzie, że próbowałem was powstrzymać.
- Z przyjemnością - Nick nawet się nie zawahał, gdy przygrzmocił chłopakowi w szczękę, tak, że kość została złamana. Hayden osunął się na ziemię nieprzytomny.
- Za mocno go walnąłeś - Holly spojrzała na niego z wyrzutem.
- Wyzdrowieje. Teraz to musimy uciekać - dotarli do okna.
- Co ty zamierzasz zrobić? - Holly patrzyła na niego przerażona.
Mocniej złapał jej rękę.
- Zaufaj mi - zacisnął powieki i poczuł jak tafla szkła rozbryzguje się w wyniku zderzenia. Poczuł, jak opadają w dół ku ziemi. Przywołał płomienie i otulił ich oboje błękitnym kokonem. W myślach wypowiedział adres podany przez Haydena.
Poczuł jak paznokcie dziewczyny wbijają się w jego skórę i upadli na coś twardego, aczkolwiek nie był to kamienny dziedziniec.
Nick otworzył oczy. Słoneczne światło wpadało przez panoramiczne okno oświetlając duże pomieszczenie w którym się znajdowali. Podłoga na którą upadli miała przyjemny wiśniowy odcień. Pod ścianą stało duże łoże przykryte burgundowi narzutą, a naprzeciwko niego był kominek wmurowany w ścianę. Przed nim leżał czarny gruby dywan.
- O kurde - Holly aż otworzyła usta ze zdziwienia. Nick wstał i podał jej rękę.
- No trzeba przyznać niezłe gniazdko twój braciszek stworzył - objął ją ramieniem, gdyż nogi drżały jej jak u źrebaka.
- Co myśmy narobili, Nick? - spytała szeptem wtulając się w jego objęcia.
- Dużo kłopotów - stwierdził rzeczowo ifryt, ale po chwili uśmiechnął się wesoło - Jesteśmy wolni, moja mała diablico.
- Co to znaczy? - uniosła brew, ale lekki uśmiech rozbawienia rozjaśnił smutną twarz.
- Będziemy teraz działać na własną rękę - płomienie zalśniły w błękitnych oczach.
  • awatar gość: O w mordę! Tego to się nie spodziewałam, nie lubiłam nigdy matki Holly, ale, że jest taką świnią to by mi nawet do głowy nie przyszło... Jestem ciekawa jak teraz będzie wyglądało życie naszej parki :p
  • awatar Seiti: Wiedziałam, żeby królowej nie ufać. Zawsze mnie zastanawiało- skoro niby kochała człowieka, to czemu w opowieści wyglądało to jakby go po prostu zostawiła i wyszła za demona, bo tak było jej na rękę? Szkoda, że nie ma już wilczka, będę tęsknić. :( A teraz w mojej wyobraźni są ero- sceny. Genialnie wykreowałaś ten świat.
  • awatar Kate - Writes: Co ja tutaj pacze? Czyżbym widziała nowy rozdział. Zabieram się za lekturę.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Trochę mnie poniosło z tym rozdziałem... :D Za błędy przepraszam, nie mogę już patrzeć na ten tekst.

Niepokonani: "Iskra topiąca lód"

W pałacu królowej jak co rano panował gwar. Służba doprowadzała komnaty do porządku i przygotowała wykwintne potrawy dla mieszkańców. Luksusem życia w Królestwie Demonów Nocy był fakt, że mogli cieszyć się egzotycznymi, boskimi daniami bez uszczerbku na zdrowiu. Tylko życie na zewnątrz zmuszało do wiedzenia drapieżnego stylu życia i czerpania energii ze spożywania ludzkiego mięsa.
Hayden przeciskał się między biegającymi we wszystkie strony demonami niższej rangi. Wysoko nad głową trzymał talerz z parującą potrawą i butelkę wykwintnego wina podprowadzonego ze spiżarni. Lawirował między służbą warcząc na każdego kto tylko się o niego otarł. Odetchnął z ulgą dopiero, gdy dotarł do rzeźbionych drzwi i przekręcił klucz w zamku.
Wszedł do środka i postawił jedzenie na stoliku.
- Ile masz zamiar tak leżeć? - westchnął spoglądając na łóżko.
Mroczek spojrzał na niego zirytowany i ziewnął przeciągle. Po chwili wstał i zeskoczył z pościeli, gdy leżąca na nim dziewczyna przekręciła się. Czarne lekko falowane włosy zmieniły się w wronie gniazdo, które opadało na szmaragdowe zmęczone oczy.
- A co mam zrobić? - pełen irytacji głos brzmiał jak u nadąsanej dziewczynki - Za cholerę wyjść stąd się nie da.
- Jak ma się chody to wszystko jest możliwe - chłopak uniósł klucz, którym otworzył drzwi.
Holly zmrużyła oczy patrząc na niego z uwagą.
- Co ty znowu kombinujesz? - wyciągnęła rękę po przedmiot, ale Hayden odsunął się.
- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci wyjść byś terroryzowała mieszkańców w poszukiwaniu psychopaty i mordercy. Matka by mnie na pal nabiła - przewrócił oczami.
- Więc po co tu przylazłeś?
- Odwiedzić moją nienormalną siostrę, może? - prychnął sarkastycznie jasnowłosy - Nudzę się. Marco lata za tą rudą, Christa jak zwykle pracuje, a moja reputacja tu wciąż jest marna. Naprawdę nie mam z kim pogadać.
- Jestem twoją ostatnią deską ratunku? - Holly odwróciła się na brzuch - Czuję się zaskoczona.
- Hej! - Hayden usiadł obok na łóżku - Ale masz humor dzisiaj.
- Wybacz jakoś atmosfera mnie nie nastraja do gadania o głupotach - skupiła wzrok na czymś nad jego głową - Wiesz coś na temat Nicka?
- Tylko tyle, że zwołają Radę by podjąć decyzję. Coś na kształt rozprawy sądowej, tylko bez oskarżonego, bo się go boją.
- Jak myślisz jaką decyzję podejmą?
- Nie spodziewaj się nawet niczego dobrego.  Po tym przedstawieniu jakie zrobił ten twój kochaś, to dziwię się, że w ogóle chcą się nad tym zastanawiać.
- Przedstawienie - Holly pokazała ostre zęby - Chyba to logiczne, że chciał zabić nadludzi. Sama też bym się nimi tak zajęła.
Chłopak spojrzał na nią.
- Nikt ci nie powiedział o…?
Dziewczyna skierowała swój wzrok na brata.
- Nie powiedział o czym?
- Nick jakby trochę niemal zabił pierwszego rycerza królowej, tego jak mu tam, Imrisa - strzelił palcami - Aż chciałbym to zobaczyć.
Holly usiadła na pościeli gwałtownie.
- Co? Nie mów, że walczył z ludźmi matki - zmarszczyła brwi - Więc do dlatego kazała mi się wynosić. Chciała go zabić!
- Nie, jak na razie żyje, spokojnie. Ale nie dużo mu zostało jak będzie tak szaleć - Hayden pokręcił głową - No, ale nie przyszedłem tu biadolić. Zobacz co ci przyniosłem - poderwał się i podniósł porcelanowy talerz.- Najlepsze przysmaki jakie tylko są!
- Coś dodałeś do nich - Holly nie wierzyła w jego dobroć.
- Auć, to boli - Hayden wystawił język - Nie mogę być uprzejmym starszym bratem?
- Starszym? Nie możesz być ode mnie straszy, bliźniaku.
- Ale jestem - prawie białe włosy zasłoniły jego zielone oko uwydatniając demoniczne rysy. Złapał butelkę wina i wyjął nóż.
- Poważnie? - dziewczyna westchnęła, gdy wbił go w korek i sprawnie wykręcił - Masz wprawę.
- A i owszem. Gust też dobry - napił się trochę i podał butelkę siostrze - Proszę.
Holly przytknęła butelkę do ust. Zimne wino spłynęło do jej gardła pobudzając kubki smakowe. Lekko cierpki smak rozgrzał jej krew.
- Pycha - pokiwała głową z uznaniem i oddała wino Haydenowi, który troskliwie się nim zajął. Spróbowała biało - różowego owocu z talerza. Smakował niebiańsko, aż westchnęła z zachwytu.
- Więc to tak smakuje normalne jedzenie? - spytała biorąc kolejny kęs.
- Ta, ale to jeszcze nic. Mają tu lepsze smaki niż w najbogatszych miastach ludzi. Żyć, nie umierać - zwinął jej z talerza dużą czarną jagodę.
Po chwili butelka była pusta. Chłopak zniesmaczony kopnął ją nogą.
- Wina zawsze jest za mało - mruknął nadąsany - Przyniosę coś lepszego. Nie ruszaj się stąd.
Wybiegł szybko i popędził do królewskiej kuchni. Wbiegł do niej i od razu schował się pod stołem, gdy niemal trafił na demonicznego kucharza. Nie chciał skończyć jako potrawka więc przeczekał, aż odejdzie i dopiero wtedy otworzył szafkę z zapasami.
Rozejrzał się po półkach.
- Wino, wino, gdzie jest wino? - mamrotał przetrząsając zakurzone butelki. W końcu udało mu się złapać dwulitrowe szkło o pięknej rubinowej zawartości. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany.
Gdy wrócił zauważył, że Holly opróżniła cały talerz.
- No dłużej się nie dało - skwitowała jego spóźnienie głaszcząc pomrukujący czarny kłębek.
- Oj zamknij się . Przyszedłem tu z dobrego serca, a ty już na mnie warczysz - prychnął.
- Jeśli myślisz, że z tego powodu będę milsza, to jesteś w błędzie - odparł, ale poklepała pościel obok siebie - Siadaj, braciszku.
- Chciałbym wierzyć, że zapraszasz mnie, a nie wykwintny trunek, ale jak to się mówi nadzieja matką głupich. Proszę - odkorkował butlę i nawet nie kosztując podał bliźniaczce.
Holly podsunęła nos do gwintu i oczy niemal uciekły jej w tył głowy. Zamrugała lekko zdziwiona jakby sam zapach doprowadził ją niemal do utraty przytomności.
- To na pewno wino? - w jej głosie zabrzmiała niepewność.
Hayden spojrzał na nią jak na kretynkę.
- Myślisz, ze czytać nie umiem? Dobre czerwone winno. Nie wybrzydzaj
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami i pociągnęła spory łyk. W oczach stanęły jej łzy.
- Mocne - odezwała się dziwnie zduszonym głosem, ale gdy brat chciał jej zabrać wino odtrąciła jego rękę - Ale bardzo smaczne - zabrała się za opróżnianie butelki.
Tymczasem Mroczek obudził się i zeskoczył z jej kolan by przewędrować na Hayden i tam ułożyć się do ponownego snu. Pochrapując dziwacznie zaczął miarowo zagłębiać pazury w jego udzie, a im mocniej szarpał nimi skórę, tym głośniej muczał. Sprawiało mu to wyraźną przyjemność.
- Koci sadysta - mruknął gładząc lśniące onyksowe futerko - Ej zabierz go - odwrócił się do Holly i szczęka mu opadła - Sama?
Patrzył jak jego siostra z niemal wrodzoną wprawą pochłania olbrzymie ilości wina w rekordowo krótkim czasie. Wyrwał jej butelkę, gdy była już w połowie.
- Stop, zostaw trochę mi - oponował, gdy wyciągnęła ręce z miną nieszczęśliwego szczeniaka.
- Daj - zamachała rękami, ale nie przysunęła się bliżej. Jej spojrzenie było dziwnie mętne i nieprzytomne.
Hayden patrząc na nią z ukosa spróbował trunku.
- Ugh - zakrztusił się czując niemożliwy ból w piersi. Wypuścił butelkę z dłoni pozwalając by zawartość rozlała się na łóżko. Miał wrażenie że serce zaraz wyskoczy mu z piersi i umrze na zawał. Po chwili jednak pieczenie zelżało i mógł niemal normalnie oddychać.
- Co to jest? - wyzipał i sięgnął po butelkę. Spojrzał na etykietkę.
- Czerwone wino 18%? Ja im dam osiemnaście procent - warknął chłopak przecierając oczy - Chyba osiemdziesiąt jeden jak już. Przekręcił etykietę by przeczytać co pisze z tyłu. Jednak pociągnął za mocno i kawałek papieru oderwał się odsłaniając drugi napis.
- "Everclear". Toż to wódka. Sądząc po smaku czegoś tu dodali - odwrócił się do Holly - Ale pomyłka! Ktoś chciał sobie zachować to dla siebie.
- Da - dziewczyna zaczęła się kołysać - Dobra.
- Ja pierdolę w sztok się upiłaś w ciągu kwadransa? Chyba rekord pobiłaś - poczuł lekki niepokój. Jak matka się o tym dowie to go ukatrupi - Dobrze się czujesz?
- Ocywiście… jezyk mi strentwiał - jego siostra wysunęła koniec języka i zezowała próbując na niego spojrzeć - O nie, nie ma go - zawołała spanikowana.
- Mam przerąbane - Hayden spojrzał na etykietkę wódki. Jak byk pisało 95%. Sam nigdy nie pił czegoś równie ostrego, a walkiria pochłonęła niemal litr - Ty chyba od tego nie umrzesz co nie? - zawołał potrząsając nią.
Skupiła na nim wzrok na chwilę.
- Nawet se nie upilam. Jestem zupełnie trzeźwa.
- To wstań - rozkazał zły na nią i na siebie - pokaż jak się nie upiłaś.
- A prosę - zwlekła się z pościeli i stanęła na równych nogach - Widzis - posłała mu triumfujące spojrzenie, gdy nagle wygięła się i poleciała na ścianę - Cholera warknęła całkiem wyraźnie - Ta ściana się rusza.
- Nie kochana. Wina akurat nie leży po stronie biednego pomieszczenia. Upiłaś się - powtórzył.
Holly tupnęła nogą.
- Stem przytona - zrobiła kilka chwiejnych kroków zanim siła grawitacji odepchnęła ją z powrotem na ścianę. Oparła się o nią i osunęła na podłogę.
- He he świat jest zakręcony - położyła się na wznak i zaczęła chichotać jak szalona.
- Kurwa jak z małym dzieckiem - Hayden przyklęknął przy bliźniaczce, która cieszyła się do sufitu. - Chodź chyba musisz się położyć.
- Przeciesz leże - wysepleniła oburzonym tonem i złapała go za włosy - Hayden - szepnęła, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Słucham - westchnął nie mogąc poradzić sobie z nią.
- Ja się boję, braciszku - powiedziała wolno starając się dokładnie wyartykułować słowa - Oni go zabiją, a ja wtedy umrę. Ja nie chcę umierać - zaczęła szlochać.
Chłopak podniósł ją do pozycji siedzącej i walcząc ze sobą po chwili przytulił.
- Uspokój się. Nikt nie umrze - skłamał doskonale wiedząc, że i tak nie będzie pamiętać jego słów. - Nie zrobią ifrytowi krzywdy, nie martw się. Jest bezpieczny.
- Serio? - wielkie błagalne oczy spojrzały na niego z rozbrajającą ufnością.
- Oczywiście - uśmiechnął się wesoło, czując jak wściekłość mrozi mu serce. Dlaczego przyszło im żyć w takim świecie, który nie miał dla nikogo litości? Dlaczego dobroć karana jest okrucieństwem, a sprawiedliwość to tylko puste, bezwartościowe słowo? Okrutny pozbawiony ciepła świat. Jak to szaleństwo się dalej potoczy?

Przebudzenie przypominało koszmar. Gdy tylko ifryt otworzył oczy zalała go fala oszołomienia, po którym nadeszły poszczególne odczucia. W pierwszej chwili zdał sobie sprawę, że nie widzi, że dziwne zaklęcie wciąż trwa. Gdy spróbował się poruszyć poczuł dojmujący ból ramion i pieczenie nadgarstków z których spływała lodowata ciecz. Próbował opuścić ręce, ale brzęk łańcuchów skutecznie ostudził jego zapał. Westchnął ciężko i natychmiast tego pożałował czując dojmujący ból żeber. Ramiona skute nad jego głową drżały z napięcia i drętwiały od zimna które powodowało niemal tężenie krwi w żyłach. Gdziekolwiek się znajdował było to najbardziej mroźne miejsce w jakim kiedykolwiek przebywać. Poszarpane nogawice nie chroniły go przed przemrożeniem.
Po pierwszy nie najlepszym wrażeniu doszedł do wniosku, że jego sytuacja nie przedstawia się najlepiej. Oślepiony, potwornie wycieńczony i pozbawiony swoich nowych piekielnych umiejętności, mógł równie dobrze położyć głowę pod topór kata. Cokolwiek by nie zrobił przeczuwał widmo zbliżającego się końca.
I miał wrażenie, że nawet Holly go z tego nie wyciągnie.
Oczywiście o ile by chciała to zrobić. Przypomniał sobie kolejne dni, kiedy na jej twarzy malował się smutek, który niezbyt dokładnie zasłaniał odrazę i strach. Patrzyła na niego jak na obcego, jakby nie rozpoznawała go. Czy aż tak się zmienił?
Parsknął śmiechem, który zdecydowanie był nie na miejscu. Zabrało mu się za analizowanie psychologicznego punktu widzenia swojej własnej osoby. Może to już objaw narcyzmu? Nagły atak wesołości przypłacił bólem w klatce piersiowej, który starł z jego twarzy uśmiech i uniemożliwił normalny oddech. Zacisnął zęby próbując nie jęczeć, gdy żebra otarły się o siebie. Nie przypominał sobie, żeby walcząc oberwał aż tak mocno, by się połamać.
Skrzywił się. Ktokolwiek go tak poturbował zostanie potraktowany jak nadludzie. Gdy użył swojego ognia na nich dopiero wtedy dostrzegł ich olbrzymi potencjał. Kiedy walczyli pod Rise, by uwolnić Holly mógł się przyjrzeć niesamowitym zdolnościom regeneracyjny nadludzi. Uleczali się kilkanaście razy szybciej niż demony i w przeciwieństwie do nich, odcięcie głowy nie gwarantowało śmierci. Ale gdy użył błękitne płomienie zauważył różnicę. Wżerały się głęboko w ciało iszcząc je równomiernie. Regeneracja nie przebiegała wtedy tak szybko. Nie zdążył ich zabić, ale miał wrażenie, że gdyby mu nie przeszkodzili zmieniłby ich w zwęglone kości, które rozsypywałby się przy najlżejszym dotknięciu. Żałował, że nie zdążył tego zrobić. Może wtedy wymazałby z pamięci obraz srebrnookiego Ruddiego, błagającego o litość. Nie czuł współczucia, ale ten widok wciąż wracał i nie dawał spokoju. Pokazywał jego nowe gorsze wcielenie.
Z całej siły szarpnął łańcuch i zawył z bólu i wściekłość, gdy metal zdarł z jego nadgarstków skórę. Nie chciał czekać na to, aż go zabiją jak zwykłego potwora. Nie mógł czekać spokojnie na śmierć.
Przypomniał sobie jak uwolnił się z więzienia łowców i zalał go zimny pot. O nie, nigdy więcej  nie będzie w stanie tak się okaleczyć. Musiał być jakiś inny sposób by zdjąć te pęta. Gdyby tylko jeszcze cokolwiek widział….
Podkulił nogi uwieszając się na poranionych rękach i podparł bosymi stopami ścianę. Powoli odciągnął się i oparł nogami na wysokości rąk. Miał nadzieję, że nie spadnie na twarz..
Odbił się z całej siły od ściany i szarpnął łańcuchem. Satysfakcjonujący dźwięk zerwanego metalu, stłumiło głośne uderzenie w podłogę. Powietrze uleciało z jego płuc i przekręcił się na bok rzężąc jak umierający na raka płuc.
- Do cholery jasnej - wysyczał, gdy połamane żebra wbiły się głębiej w ciało. Pierwsza próba wstania zakończyła się fiaskiem. Poślizgnął się w kałuży własnej krwi, która sączyła się z piersi. Niemal zaśmiał się, ale ciepła posoka wypełniająca usta zdusiła dźwięk. Dźwignął się na nogi podpierając ściany. Krok za krokiem przeszedł pomieszczenie szukając wyjścia. Natrafił na wyrwę w murze i dotknął zimnego metalu. To musiały być drzwi. Ku swej irytacji nie znalazł klamki, ani nawet dziury na klucz. Za to metal tchnął czymś złowróżbnym jakby posiadał swą własną energię. Ifryt oparł się o nie całym ciałem i pchnął. Bez efektu.
Stracił nie tylko wzrok, ale i siłę.
Zaskoczony i przerażony odsunął się od metalu, który pochłonął resztki jego energii. Osunął się na kolana, a okowy otaczające jego ręce zadźwięczały ponuro. Zdawało mu się, że zimna posadka robi się jeszcze chłodniejsza. Palce rąk i nóg zaczęły boleć i coraz bardziej drętwieć jakby krążenie zatrzymywało się w nim. Niemal zaczął się dusić, czując ucisk w piersi.
Nigdy nie miał klaustrofobii, ale też nigdy niewidomy i zamknięty w tak zimnym i wilgotnym miejscu.
- Okey - mruknął do samego siebie - Nie panikuj, nie panikuj, nie panikuj…..
Jednak z każdą chwilą miał wrażenie, że ściany przysuwają się do siebie coraz bardziej, a woda kapiąca z sufitu ma zapach krwi.
Potrząsnął głową i zaśmiał się z własnej głupoty.
- Bardzo sprytne, demony - uśmiechnął się - Ale te iluzje nie robią na mnie wrażenia.
To było wręcz oczywiste. W końcu znajdował się w Królestwie którego demony mamiły sny i wywoływały upiorne obrazy. Nie trudno im było za pewne wedrzeć się do głowy osłabionego ifryta i przekazać ponure myśli.
Jak na zawołanie pomieszczenie jakby się rozkurczyło i powietrze lekko ociepliło. Nick oparł się o ścianę i wykończony psychicznie zamknął oczy.
Chwila błogiego snu nie trwała długo.  Mocny kopniak jaki wylądował na jego twarzy boleśnie wrócił go do okrutnej świadomości.
- Wstawaj - czyjś ponury głos huknął nad jego uchem.
Mężczyzna skrzywił się rozeźlony.
- Dajcie mi cholerny spokój. Czy w końcu mogę się wyspać? - syknął i poczuł jak ostre gwoździe wbite w podeszwę buta jego napastnika zagłębiają się w jego plecach.
Ifryt warknął wściekle i chwiejnie podniósł na nogi. Odwrócił się w stronę, jak przypuszczał, dręczyciela i nie zastanawiając się wymierzył cios.
Jego pięść gruchnęła w szczękę demona. Nick zignorował potworny ból dłoni, którą wymierzył cios i przymierzył się do kolejnego. Słyszał jak jego przeciwnik klnie i pluje krwią. Żałował, ze nie ma w sobie tyle energii by zmiażdżyć mu twarz. Jednak następny jego zamach został odparowany, a kopnięcie w brzuch posłało go na ziemię.
- Oszczędź sobie - jego przeciwnik był spokojny i opanowany. Atak ifryta nie wyprowadził o z równowagi.
"Lepiej umrzeć niż poddać się…" Kto to mu powiedział? Ach tak Holly, kiedy po raz pierwszy pokazała mu swe prawdziwe oblicze walcząc z łowcą. Tylko, że wtedy ich wrogiem byli ludzie, a teraz jego największym przeciwnikiem był cały świat.
- Nigdy - wstał z godnością, ale nie zaatakował.
Nie zgadzał się teraz z jej słowami. Już raz umarł, teraz chciał żyć. Teraz miał powód, a była nim złośliwa kłótliwa istotka, której powierzył swoją duszę.
- Hardy jesteś, albo głupi - usłyszał tubalny głos - Czy to może wilcza duma we krwi?
Nick nie miał zamiaru odpowiadać. Nie było już w nim niczego z wilka, który cenił honor i miał zasady. Będąc istotą płomieni nie potrzebował już tego.
- Wiesz, że nad twoim gardłem wisi już topór? Opanuj się lepiej, bo członkowie Rady chcą cię przesłuchać. Może uda się jeszcze to odkręcić.
Ifryt odsunął się.
- Najpierw atakujecie mnie choć nic złego nie zrobiłem. Potem oślepiacie mnie i odbieracie moc - wyliczał - A teraz zamykacie w jakichś lochach, bo więzieniem tego nazwać nie można. Jak na mój gust ta Rada odrobinę zbyt nerwowo reaguje.
- Musisz zrozumieć jak niebezpieczną mocą dysponujesz. Dopiero się jej uczysz, a my już wdzieliśmy kiedyś ifryta. Ostrożność to nie nerwowość.
- Skończ proszę z tą pseudo psychologiczną gadką i mów do mnie jak do normalnego - przerwał mu Nick
- Kwestia twojej normalności jest dyskusyjna - mruknął demon - Zbieraj się idziesz ze mną.
- Gdzie i po co? - doświadczenie nauczyło go, że przy takich informacjach trzeba znać szczegóły.
- Mówiłem już Rada chcę znać twoje motywy i związek z tymi nadludźmi. To może ci pomóc wykaraskać się  z tej sytuacji.
- Po co mi te dobre rady? Zapewne tak jak większość liczysz na moją śmierć.
- Nie obchodzi mnie czy żyjesz, czy nie. Dopóki masz poparcie królowej obowiązkiem moich i reszty jej rycerzy, jest zadbać, by wszystko przebiegło po jej myśli. Wątpię czy ktoś kto wychowywał się w mieście ludzi wie, ale tutaj dobro całego Królestwa przekłada się nad swoją dumę.
- Ta - jakby w ogóle ifryta to obchodziło - Mogę mieć to już z głowy?
- Jasne - demon był najwidoczniej zirytowany brakiem zainteresowania ze strony Nicka. - Zaprowadzę cię.
Na szczęście daleko iść nie musieli, bo ifryt zastanawiał się jak dałby radę na ślepo pokonać jakiekolwiek schody. Został wprowadzony do pomieszczenia, w którym było znacznie cieplej i o wiele suszej niż w jego wcześniejszym miejscu pobytu. Został posadzony na zwykłym krześle, które po twardym kamieniu wydawało się cudownie miękkie.
- Nie ruszaj się. Zaraz przybędą - przykazał mu demon, który go przyprowadził - Nie kłam - dodał i wyszedł trzaskając drzwiami.
Nick osunął się na krześle nie wiedząc za bardzo czego będą od niego chcieli. Dreszcze wywołane zimnem powoli ustępowały, choć kończyny wciąż były na wpół bezwładne i słabe jak u dziecka. Nie miał ochoty rozmawiać z nikim w takim stanie, gdy był półnagi, zakrwawiony i beznadziejnie bezbronny. Gdy usłyszał ponownie dźwięk przesuwanych drzwi wyprostował się jak struna i skupił na wyostrzeniu zmysłów. Szelest szat denerwował go podobnie jak zapach czegoś na kształt kadzidła, który rozniósł się po pomieszczeniu z chwilą ich wkroczenia. Miał nadzieję, że to nie żaden narkotyk, który miał go otumanić. Choć to było nie na miejscu zaczął wspominać jak kiedyś spróbował wraz z znajomymi czegoś co nazywało się "'Luxoria". Po tym jak urwał mu się film i miał częściową amnezję zdecydował trzymać się jak najdalej od drag.
- Taka marność winna okazać szacunek wyższym od siebie - usłyszał głos sędziwej kobiet.
- O przepraszam - Nick udał zaskoczenie - Nie widziałem, że weszliście, bo jakby nie patrzeć zostałem oślepiony.
- Cóż to za bezczelna kreatura. Chyba to nie jest kwestią do dyskusji co powinniśmy z nim zrobić - dobiegł go kolejny oburzony głos.
- Powinniśmy wysłuchać co ma do powiedzenia - odezwał się ktoś inny.
- Państwo wybaczy, ale czy można by nie wyłączać mnie z tej rozmowy? Podobno to ona mnie dotyczy - ifryt niemal poniósł się mając wielką ochotę zwiać. Jednak miał przeczucie, że jak tylko będzie celował w drzwi bliżej zapozna się ze ścianą. Nie ufał już swojej intuicji.
Jak przeczuwał zarobił pięścią w nos tak mocno, że odchylił się do tyłu.
- Zamknij się i nie odzywaj niepytany.
Nick złapał się za krwawiącą część twarzy i zaśmiał.
- Nie no moja siostra mnie mocniej uderzyła w wieku pięciu lat. Oj słabo…
- To szaleniec. Przemiana doprowadziła go do obłędu. Trzeba to zniszczyć zanim się rozwinie.
- Mówicie o mnie, czy o obłędzie. Precyzować zamiary, proszę.
- Drugi raz, chcesz? No nie no, niereformowalny on jest - jęknął ktoś.
Mężczyzna zaczął się śmiać.
- Decydujcie się czy chcecie ze mną gadać. Spieszy mi się trochę.
- Nicolas jak ty się zachowujesz? - dobiegł go kolejny głos dochodzący od strony drzwi. Dziwnie znajomy, ciepły ton wywołujący przyjemne wspomnienia chwili bezpieczeństwa.
- Ktoś ty? - wstał ignorując szemranie reszty. Jeśli się go bali to ich problem - Jak ci na imię?
- Znasz moje imię, kochanie - serdeczny śmiech różnił się od reszty głosów - Pamiętasz Mirandę?
- Miranda - powtórzył Nick, a w pamięci pojawił mu się obraz siwowłosej starej tygrysicy - Babcia! - wydusił z siebie. Chciał do niej podejść, ale bał się zrobić chodź krok, by nie zrobić kobiecie krzywdy.

Miranda patrzyła na młodego mężczyznę, który stał niepewnie jak źrebię. Jej stare serce zalała fala miłości i czułości. Niemal nie poznała go, tak zmienił się od kiedy przybył wraz z Holly do jej domu.
Odwróciła się do zebranych członków rady, którzy patrzyli na nich z dziwnymi minami. Najwidoczniej Nick nie traktował tu obecnych najlepiej.
- Pozwolicie bym najpierw porozmawiała z nim na osobności? - spytała kierując swój wzrok na białooką wiedźmę, która pełniła tu najwyższą funkcję. Stara demonica zastanawiała się chwilę, ale skinęła głową.
- W porządku Mirando. Twoja pomoc jest nam niezbędna - skinęła głową na resztę i wyszli zamykając drzwi.
Miranda podeszła do Nicka, który stał w milczeniu wodząc niewidzącym spojrzeniem po ścianach. Zauważyła z bólem serca jak bardzo zmieniło się jego oblicze. Postarzał się choć widać było to tylko po wyrazie oczu i grymasie ust, który mówił, że dużo przecierpiał. Chwyciła jego zimną dłoń i niemal zmusiła by usiadł.
- Ja… nie rozumiem. Co tu robisz? - głos ifryta był nieobecny, ale spokojny. Zniknął złośliwy ton i aroganckie odzywki.
- Służę Jej Wysokości, mój chłopcze - usiadła na miękkiej kanapie obok - I jak tylko dowiedziałam się, że moja kochana parka tu jest musiałam się z wami zobaczyć. Nick, ale się urządziłeś. Słyszałam, że grożą ci śmiercią - wydusiła z siebie zrozpaczona. Myśl o tym, że jego tak krótkie życie może się tak tragicznie skończyć ściskała jej gardło.
- Sam jestem sobie winny - westchnął ciężko ifryt i przetarł zmęczone oczy - widziałaś się może z Holly, babciu?
- Nie, jeszcze nie. Najpierw muszę pomóc tobie.
- Nie ma co mi pomagać. Jestem stracony, ja i moja dusza. Lepiej się do tego nie mieszaj, narobisz sobie kłopotów.
- Co to za myślenie? - Miranda niemal miała ochotę trzepnąć go po blond czuprynie - W takim wieku już być pesymistą. Myślisz o śmierci i się jej nie boisz. A co na to Holly? Nie zastanawiałeś się jak ona może to wszystko przeżywać?
- Holly patrzyła na mnie ze strachem, gdy chciałem zabić nadludzi. Lepiej dla niej będzie kiedy usunę się stąd. Odzyskała rodzinę, ma przyjaciół. Po co jej robić problemy?
Tygrysica nie wytrzymała i zdzieliła go z całej siły po głowie. Sądząc po zaskoczonej minie, nie tego się spodziewał.
- Ależ czasami jesteś egoistyczny. Ona wyciągnęła cię z szponów śmierci i zapłaciła za to wysoką cenę. Jeśli umrzesz to będzie żyć w świadomości, że to z jej winy. Wiesz jak to jest utracić bliskich, Nick. A dla Holly jesteś droższą istotą niż ktokolwiek inny. Pomyśl o niej - zakończyła łagodniejszym tonem niż zaczęła.
Twarz ifryta zbladła, a ręce zacisnęły się na poręczach krzesła. Słowa starej kobiety musiały wywrzeć na nim wrażenie, bo przez dłuższą chwilę siedział w milczeniu marszcząc czoło. Po chwili westchnął jak człowiek, który pozbywa się ciężaru z serca.
- Jestem skończonym debilem - stwierdził szczerze, a Miranda uśmiechnęła się.
Z czułością patrzyła jak twarz ifryta rozpogadza się,  na ustach pojawia delikatny, prawdziwy uśmiech. Była szczęśliwa widząc jak zaczyna się ożywiać, a otaczający go kokon niechęci i wzgardy słabnie.
- Przyznanie się do błędu to początek jego naprawy - odparła nie kryjąc dumy.
  • awatar Lisa Angels: ach Miranda żyje, aż na serduszku się cieplutko zrobiło
  • awatar Kate - Writes: @Lisa Angels: To prawda. Nie zauważyłam żadnych błędów.
  • awatar Seiti: Pijana Holly XD Hayden jaki uroczy...O-O
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Przepraszam, że daję wam taki chłam, ale wena mnie opuściła kompletnie.

Niepokonani: "Triumf szaleństwa"

Ifryt spowity w płomienie podszedł do niej bliżej. Mieniące się spojrzenie wyrażało kocie samozadowolenie.
- Co ty wyprawiasz? - Holly cofnęła się kilka kroków, chwiejąc na złamanym obcasie. W tej chwili zaczęła szczerze żałować, że zignorowała ostrzeżenie matki. Wyraz twarzy Nicka zachęcał tylko do ucieczki.
- Pozbywam się ścierwa - blondyn nonszalancko wzruszył ramionami.
- Ścier…. - dziewczyna przesunęła wzrok na drgające spazmatycznie ciała. Pomimo siły jaką Nick włożył w ich unicestwienie, te dalej uparcie trzymały się życia. Choć zwęglone tkanki odpadały od kości, nie powstrzymywało to ich przed próbami wstania.
- Nick - usłyszała błagalny skowyt - Wysłuchaj nas.
Ifryt nawet się nie odwrócił. Lekko osmolona ręka drgnęła, gdy na nowo wybuchły płomienie tłumiąc błaganie. Nawet się nie odwrócił by spojrzeć na skatowane ofiary. Jego dzikie spojrzenie wwiercało się w dziewczynę.
- Co się z tobą dzieje Nicolas? - Holly zerknęła na gruzy. Nawet kawałka pogiętego metalu by się bronić. Próbowała odczytać intencje mężczyzny, ale jego umysł osłaniały żelazne bramy.
Promienny uśmiechu wyłonił się spod maski rozjaśniając zmęczone oblicze.
- Czy to nie, niesamowite?  - na puszkach palców zalśniły iskierki - To coś ma nieograniczoną moc. Daj rękę - wyciągnął do niej dłoń - Nie sparzę cię.
- Odsuń się od niej! - Holly podskoczyła i ledwo zdążyła się odwrócić, gdy mignęła jej przed oczami srebrnowłosa kobieta dzierżąca białą włócznie. Christa wymierzyła diamentowy grot w gardło zaskoczonego Nicka.
- Nawet kroku! - warknęła demonica, a jej szkarłatno- czarne oczy ciskały błyskawice - Oderwę ci głowę jeśli dotkniesz moją córkę.
Holly westchnęła i rozluźniła się. Dopiero po chwili zauważyła, że niczym cienie z mgły pojawiła się straż królowej.
- Wow, Spokojnie - Nick nie przejął się bardzo wymierzoną w niego bronią. Mrugnął łobuzersko do Holly.
- Ekipa ratunkowa przybyła, ale ratować nie tego co trzeba. Niech Wasza Wysokość odłoży broń.
Christa odrzuciła srebrzystą grzywę. Choć była niższa niż ifryt emanowała mocą bardziej skoncentrowaną niż on.  I zapewne lepiej nad nią panowała.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy, ale jeśli mnie zmusisz zabiję. Jak śmiesz wzniecać ogień i grozić moi ludziom?
Ifryt warknął gardłowo, a jego spojrzenie omiotło wszystkich zebranych.
- Twoi ludzie? Zgodzę się z połową. Groziłem tylko ludziom, czy raczej nadludziom, którzy nie wiadomo jakim cudem dostali się do doskonale strzeżonego Królestwa i łazili po nim jak po swoim terenie.
Holly rzuciła spojrzenie w zwęglone ciała. Choć przed chwilą była pewna, że  ów ich właściciele są na pewno już martwi, musiała zmienić zdanie. Nieznaczne ruchy kończyn nie były agonalnymi drgawkami. One żyły.
Ominęła swoją matkę i Nicka i podeszła do bliższego ciała odwracając je na plecy. Skrzywiła się, gdy zwęglone tkanki przyczepiły się jej do rąk.
- Dziecko co ty robisz? - dobiegł ją surowy głos Christy, ale zignorowała ją. Widziała doskonale jak klatka piersiowa rannego unosi się ciężko. Podniosła rękę i z całej siły trzasnęła to coś w zmasakrowaną głowę. Efekt był taki jak przewidziała. Regenerujące się powieki uniosły powoli ukazując srebrne oczy.
Usłyszała za plecami szepty demonów i ktoś szarpnął ją za ramię odciągając od nadczłowieka. Eld spojrzał na nią wściekły.
- Zgłupiałaś? Do wroga się nie podchodzi, nie znając jego zamiarów.
- Nick zadbał o to by już żadnych nie mieli - po pierwszym szoku poczuła ekscytację - Prawda, Nick?
Ifryt przerwał zażartą dyskusję z królową i spojrzał na nią krzywo.
- Nie mieszaj się, mała - mruknął i znowu zaczął wykładać jakieś argumenty Chriście.
- Jak milo być ignorowaną - walkiria przewróciła oczami i zerknęła na czarnoskrzydłego Imrisa, który przeciskał się między demonami. Jego krucze pióra pochłaniały światło  odbijały je w zupełnie innych barwach. Rycerz królowej skinął jej głową i przyklęknął obok nadludzi. Długie lotki zmiatały pył z gruzu, gdy nachylał się nad ciałami. Aura Imrisa była ciężka i tak przepełniona godnością, że dziewczyna nie śmiała przerwać demonowi zanim nie wstał i nie odwrócił się do niej.
- Czy o tacy jak oni więzili cię? - spytał cicho podchodząc bliżej. Holly poczuła się przy nim jak mysz stojąca obok kota. Chciała czmychnąć zanim zdecydowałby się, czy ją zabić.
- Tak - odparła zamiast tego i zanim ugryzła się w język wypaliła - Dlaczego mnie straszysz?
Cień uśmiechu przemknął przez poważne oblicz złotookiego demona.
- Nie straszę, walkirio. Ciemność nagina się do moich potrzeb i osłania przed innymi ukazując obrazy i myśli, których się obawiają. Przydatna umiejętność.
- Niesamowite - westchnęła dziewczyna, ale zaraz wzdrygnęła, gdy nawiedził ją obraz umierającego wilka - I przerażające - dodała pośpiesznie.
- Wasza wysokość? - rycerz zawołał nad głową Holly - Co mamy z nimi zrobić? Na razie są nieszkodliwi, ale potem będą kłopoty.
Christa spojrzała przelotnie na Imrisa.
- Zabrać ich do pieczary - machnęła na swych poddanych - Byle szybko.
- Trzeba ich unicestwić - wysyczał Nick  zapominając o szacunku dla władczyni. - Spopielić, tak ze resztki rozniesie wiatr.
- Nie - odparła królowa tonem nie znoszącym sprzeciwu - Skoro tu są posłużą jako źródło informacji. Nie dasz rady ich zniszczyć swym ogniem, nawet jako jego uosobienie. Prędzej zniszczyłbyś miasto.
- Hej - Holly niemal podskoczyła zdenerwowana - Myślisz, że oni cokolwiek powiedzą? Zbyt szybko się uzdrawiają, nawet tortury nic im nie zrobią.
W oczach jej matki zalśniły iskierki rozbawienia.
- Nie przejmuj się. Kto jak kto, ale twój brat ma dużą wprawę w znęcaniu się nad ludźmi. On się tym zajmie.
- Ha - Nick uśmiechnął się - Czyli koniec sprawy. Padam na twarz,  ale przydałaby się jakaś nowa kwatera. Troszkę mnie tu poniosło - wyszczerzył się jak za dawnych czasów, a jego rysy odmłodniały.
- Owszem - Christa okiwała poważnie głową - Odpoczniesz wkrótce - westchnęła głęboko - W więziennej celi.
Ifryt uniósł brew lekko zaskoczony.
- Że co, proszę?
Imris stanął u boku swej pani i spojrzał z nieskrywaną wzgardą na Nicka.
- Rada Demonów wydała na ciebie nakaz zatrzymania. Dopóki nie podejmiemy decyzji możesz czuć się więźniem.
- Jakiej decyzji? - Holly splotła ręce na piersi. Miała wrażenie, że zaraz wariuje od tych wszystkich niedomówień. Czy ktokolwiek mógł tu powiedzieć coś raz, a sensownie?
- Czy możemy pozwolić istocie płomienia żyć - odparł spokojnie czarnowłosy demon.
Nick zaśmiał się wesoło.
- Przynosisz mi pecha diablico - odwrócił się do Holly - Miło było, ale się skończyło. Żegnam.  - płomienie ogarnęły jego ciało, ale w tym momencie jakaś starowinka wyszła zza budynku.
- Zaklinam cię - odezwała się zaskakująco donośnym głosem - Nie uciekniesz nigdzie, złośliwy duchu.
Ifryt zrobił zaskoczoną minę, gdy błękitne płomyki zniknęły tak szybko jak się pojawiły.
- Co to za czary? - zacisnął pięści i cofnął się kilka kroków. Holly zobaczyła, że jego oczy utraciły blask i są po prostu błękitne. Staruszka jakimś sposobem stłumiła jego wewnętrzny ogień.
- Co to ma znaczyć? - Holly warknęła patrząc na matkę. Hayden mówił, że jest po ich stronie, a nie Rady. Dlaczego więc teraz wydała wyrok na Nicka?
- Jest niebezpieczny. Wróć do pałacu, córeczko - odpowiedziała łagodnym tonem.
- Wszyscy dziś oszaleli - syknęła Holly - Nie wrócę. Chcę porozmawiać z Nickiem i siłą mnie stąd nie zabierzesz - tupnęła nogą jak dziecko.
- Eldzie - Christa westchnęła i machnęła na zielonoskórego demona.
- Wybacz Holly - zanim zdążyła zrobić unik jej przyjaciel chwycił ją w pasie i wzbił się w powietrze.
- Ej - wrzasnęła próbując się oswobodzić - Zdrajca!
- Przepraszam - Eld niemal wyjęczał - Nie chcesz na to patrzeć, wierz mi.
Jego słowa zmroziły serce walkirii.

Nick kątem oka zerknął na Elda, który siłą odciągał jego ukochaną i uśmiechnął się z aprobatą. Przeniósł spojrzenie na starą upiorzycę, która uniemożliwiła mu ucieczkę. Musiał ją zabić. Nie przejął się tym bardziej niż gdyby miał zabić owada.
- Szkoda mi cię, babciu - westchnął i wyprostował obolałe ramię na które spadł wcześniej gruz - Ale jak to się mówi, cel uświęca środki - rzucił się w jej stronę.
Czarnoskrzydły demon zastąpił mu drogę dzierżąc w ręce ostrze, ale Nick po prostu go wyminął i wyciągnął ręce by sięgnąć wątłej szyi czarownicy.
Całkowicie białe oczy skierowały się na jego twarz.
- Na moje żądanie, ciemność niech się stanie - wykrzyknęła starucha i nagle wszystko spowił aksamitny mrok.
Ifryt potknął się i padł jak długi nie widząc kompletnie niczego. Zamrugał, ale nic nie mógł dostrzec.
- Coś ty mi zrobiła? - podniósł się wściekły i wymierzył cios pięścią w miejsce gdzie stała demonica. Jednak napotkał tylko pustkę - Co u licha?
- Nicolas zachowaj racjonalny umysł - usłyszał odległy głos Christy - Uspokój się.
Ifryt odwrócił się w stronę dźwięku i pstryknął palcami. Jednak płomienie nie usłuchały go. Były czymś przytłumione.
- Nic nie wskórasz. Zadbałam o to by mieć alternatywę w razie takiej sytuacji. Nie jesteś pierwszą istotą płomienia. Znamy sposoby by poskromić ogień.
Dzika furia stłumiła słowa królowej. Nick niemal wrzasnął z frustracji.
- Nie chcę być pod wasz rozkaz - przerwał jej - Nie zmusisz mnie!
Świst stali przeciął powietrze i płaz miecza trafił w szczękę ifryta.
- Ty bezczelna miernoto - głos czarnoskrzydłego zabrzmiał jak grzmot - Nie obrazisz już więcej mojej pani.
Krew napływała do ust Nicka i spływała po szyi, jednak nie otarł jej. Gdy usłyszał jak spada na niego kolejny cios skulił się w ostatniej chwili i gdy ostrze przemknęło nad jego głową wymierzył kopniaka jego właścicielowi.
Uśmiech satysfakcji wypełzł na oblicze mężczyzny, gdy usłyszał wręcz przecudowny dźwięk łamanych żeber. Miecz uderzył go w plecy i upadł za nim, gdy Imirs z zduszonym okrzykiem legł na ziemi. Nick szybko podniósł ostrze i przyszpilił demona do ziemi. Wstał opierając się ciężarem na klindze tak, że broń wbiła się niemal po rękojeść w ciało czarnoskrzydłego demona.
- Zaczyna mi się to podobać - mruknął pod nosem i strząsnął krople krwi z palców.

Christa patrzyła nie mogąc uwierzyć, że jej najwspanialszy wojownik padł tak szybko jak mucha. Nie spodziewała się, że ifryt pozbawiony wzroku poradzi sobie z Imrisem.  Nie doceniła wrodzonego sprytu mężczyzny.
- Nick - odezwała się modulując głosem tak by ukryć cień obawy - Zastanów się. Zaraz przybędą moi ludzie. Z nimi sobie już nie poradzisz.
- Czyżby? - kpiący głos zstąpił niegdyś życzliwy ton. Grymas złości wykrzywił rysy twarzy tworząc szpetną maskę.
Królowa podziękowała w duchu, że jej córka nie widzi oblicza tak drogiej jej istoty. Wiedziała, że Holly nie zniosła by tego widoku świadoma, że przyczyniła się do tego.
- Płomień wypalił piętno w jego duszy - jej wierna wiedźma podeszła bezszelestnie - Jeśli chcesz odzyskać wzrok musisz zapanować nad gniewem - staruszka dodała głośniej, kierując swe słowa do ifryta.
- Pieprz się. Wyrwę ci oczy ropucho - strużka krwi zaznaczyła ścieżkę na jego piersi, gdy zaśmiał się rozbawiony perspektywą okaleczenia demonicy.
Christa poczuła smutek widząc jak poważne niegdyś oczy lśnią fanatyczną żądzą mordu. Chciała pomóc Nickowi, choćby ze względu na swoją córkę, ale nie wiedziała jak. W starych księgach było zapisane tylko jak pokonać i zabić ifryty. O możliwości uwolnienia się od ognia mowy nie było.
Królowa odwróciła wzrok widząc jak czarny kształt skrada się po dachu niezauważony przez Nicka.
- Pomogę ci Nick - odezwała się głośno, gdy ten odwrócił głowę jakby wietrząc zagrożenie.
Spojrzał na nią zaskoczony, a wtedy niczym cień spadł na ziemię czarnoskóry demon o długich białych kłach. Ifryt nie zdążył odwrócić głowy, gdy łańcuch oplótł jego szyję tłumiąc odpowiedź. Zgiął się wpół próbując oswobodzić, a wtedy trzymający go demon szarpnął mocniej wykręcając jego głowę.
Christa skrzywiła się słysząc okropny trzask, a stara wiedźma zaczęła recytować pradawne formułki.
Jasne włosy opadły na niebieskie oczy w których malowało się zdziwienie.
- Samaru, odsuń się - królowa spojrzała na swojego niesamowitego strażnika, który puścił łańcuch i odsunął się.
Ifryt runął na ziemię jak marionetka. Samaru doprowadził do paraliżu kończyn przerywając kręgi szyjne, a zaklęcia wiedźmy osłabiły zdolności regeneracyjne do minimum.
Czarnoskóry demon podszedł do ciała Imrisa i wyszarpnął ostrze. Powieki demona zatrzepotały ukazując złote oczy płonące wściekłością.
- Pani - wyszeptał zbyt osłabiony by moc choćby usiąść.
- W porządku - Christa odetchnęła i podeszła do swego wiernego rycerza kładąc mu rękę na ramieniu - Wybacz, że musisz cierpieć.
Imris burknął coś pod nosem.
- Nie doceniłem szaleńca - podniósł się sam do pozycji siedzącej i spojrzał na obezwładnionego ifryta, którego przybyli na miejsce strażnicy skuwali w żelazne okowy. Tylko to mogło go zatrzymać - Jak tylko się ocknie zapłaci za to.
- Nawiasem mówiąc o szaleńcach - zaczął Eld podchodząc do władczyni - Co powiesz swojej córce? Bo szczere mówiąc nie była zadowolona jak ją zostawiłem.
- O kurwa - wyrwało się dostojnej demonicy.
  • awatar Seiti: No no, niezła walka. Głupie demony, wkurzyły mnie. Niech się sami zgładzą! Ciekawe kto im pomoże jak ich nadludzie zaatakują. Zaczynam nie lubić Christy.
  • awatar Kate - Writes: Jaki chłam? chodź, przeczytaj sobie moje, to dopiero można nazwać chłamem (mam tu na myśli dzisiejszy rozdział).
  • awatar Lisa Angels: Agh! Wstretne demony! Jak oni smiali to zrobić mojemu Nickowi! Niech icj spopielina wiór!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: "Przeszłość kluczem do przyszłości" cz. II

- Kopę lat co nie? - Ruddie uśmiechnął się przyjaźnie do Nicka. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, ale to nie zamaskowało nowego dziwnego wyrazu w oczach i psychicznego wyczerpania - Widzisz ja żyję? - dodał i wzruszył ramionami przezwyciężając potworny ból poparzonego ciała.
Jak na znak twarz wilka wykrzywiła się w parodii uśmiechu. Błękitny ogień objął ciało Ruddiego niemal unosząc je do góry i ciskając o ścianę. Płomienie wżerały się w ciało uniemożliwiając regenerację. Gdy tylko oślepiające światło zniknęło chłopak osunął się na kolana niezdolny dłużej stać.
- Czemu Nick? - wymamrotał czując jak kąciki ust pękają mu, a swąd palonego ciała dławi oddech. Łzy ciekły z oczu tylko potęgując cierpienie.
Jego stary przyjaciel zmrużył oczy. Śledził uważnie jego towarzysza, który również oberwał, ale mimo to stał wyprostowany.
- Kimkolwiek jesteś mam zamiar cię zabić - powiedział i dopiero po chwili dzieciak zrozumiał, że to było skierowane do niego. Choć ciało zaczynało się już po chwili regenerować to nic nie mogło stłumić goryczy jaka zalała młode serce.
- Bądź rozsądny - usłyszał głos Setha, który stał niewzruszony niczym skała - Nie przyszliśmy tu nikogo zabijać.
Lodowaty błękit oczu zalśnił dziko, odcinając się od opalonej skóry.
- Oczywiście, wy nie zabijacie - syknął - Tylko doprowadziliście do obłędu moją dziewczynę, a według królowej eksperymentowaliście na demonach.
Ruddie wychwycił tylko jedno.
- Jaka dziewczyna?
Wzrok pełen pogardy uciszył go szybko.
- Ta, która z przyjemnością by cię zabiła i pożarła. Hm - Nick pstryknął palcami -Wiem! Zostawię cię przy życiu, by mogła się zabawić.
Ruddie poczuł w gardle gulę. Co się stało jego przyjacielowi, że jest taki… bezwzględny?
- Dlaczego jesteś taki okrutny? - spytał płaczliwie nie mogąc się powstrzymać od pociągania nosem. Nie chciał wyjść na mazgaja, ale  nie mógł zapanować nad szlochem, który wstrząsał jego ciałem.
- Bo tak można przeżyć - pasma blond włosów zaczęły się unosić wokół twarzy jakby unoszone niewyczuwalnym podmuchem powierza. Nick uśmiechnął się dziko unosząc wysoko ręce.
Seth warknął gardłowo i rzucił się na niego wyciągając spod płaszcza nóż.
- Nie rób tego! - zawył, ale w tym momencie wilk wykonał nieznaczny gest nadgarstkami. Powietrze eksplodowało wokół Ruddiego, a potem zapadła ciemność.

Holly szukając Elda przez przypadek natknęła się, czy raczej potknęła o brata, który zatrzymał ją zręcznie podstawiając nogę.
- Dokąd idziesz, siostra? - spojrzał pytająco i złapał za ramię zanim upadła na tyłek.
- Co ty, kretynie robisz? - mruknęła pod nosem dziewczyna i odsunęła od swojego bliźniaka - Idę do znajomego.
- Nudzę się. Mogę iść z tobą? - srebrzyste włosy opadły na proszące oczy szczeniaka.
- Idź się szlajać z tym swoim chłoptasiem - prychnęła walkiria.
Hayden roześmiał się.
- No, a co zazdrościsz? A propos wiesz, że chcą ukatrupić tego twojego lubego. Coś nie podoba się Radzie…
- Że co? Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Bo każdy wie, że byś szajby dostała. Podsłuchałem co mówili o Nicku. Zastanawiają się jak do tego doszło.
- Mama nie powiedziała im, że zginął? - Holly zmarszczyła brwi. Dlaczego Christa nie powiedziała o tym swoim ludziom? Przecież jako pierwsza poznała prawdę.
- Najwidoczniej miała ku temu powody. Pal licho co siedzi w jej głowie - warknął pogardliwie chłopak.
- No wiesz… - zaczęła potworzyca, chcąc bronić matki, ale Hayden syknął.
- Nawet nie zaczynaj gadać, że to wszystko to nie jej wina. Bo to kłamstwo. Przez nią mamy tak popieprzone życie. Za krótko z nią przebywałaś by zobaczyć jaka jest nasza wielka władczyni. Ma serce z kamienia i wszystko co robi, to dla własnych celów.
- No proszę - Holly uniosła brew - To chyba dziedziczne.
Brat westchnął.
- No proszę cię…..
Przerwał mu Eld, który zgrabnie wylądował obok wzniecając tuman kurzu.
- O szukałam cię - ucieszyła się Holly.
Demon mrugnął łobuzersko.
- A ja ciebie, Holly. Mam parę rzeczy, które mogły by cię zainteresować.
- Serio? - zaciekawiła się dziewczyna -A co to takiego?
Zielono skóry zerknął kątem oka na Haydena, który nieznacznie się od nich odsunął, ale wciąż przysłuchiwał rozmowie.
- Czy twój brat wie, czym ty….  - zaczął, a jasnowłosy westchnął ciężko.
- Głupi nie jestem. Oko się jej zmieniło - wskazał na swoje czarno- szkarłatne - Moja siostra to walkiria, wiem od mamci.
- No to w porządku. Wraz z Annabeth znaleźliśmy parę książek, które mogłyby cię zainteresować. O walkiriach - dodał z błyskiem w oku.
Holly otworzyła oczy ze zdumienia.
- Naprawdę? - mogła się teraz dowiedzieć wszystkiego na temat tego czym się stała i jaką moc miała - Jesteś cudowny dziękuję - uścisnęła zaskoczonego Elda, ale zaraz go puściła słysząc zbulwersowane buczenie.
- No proszę ktoś jest zazdrosny - zaśmiał się demon i pochylił, by wziąć na ręce puchatą, czarną kuleczkę.
- Mroczek? Zgubiłam go zaraz, gdy wyszłam od Nicka - zawołała Holly wyciągając ręce po swego zwierzaka. Kociak wyrwał się Eldowi i wskoczył na ramię dziewczyny wbijając pazury w skórę.
- Kociak? - malec został porwany z swego wygodnego miejsca i znalazł się na rękach Haydena - Śliczniusi - zapiał z zachwytu i niemal podskoczył z radości tarmosząc kota. Mroczek był najwidoczniej zbyt oszołomiony by się wyrwać bo tylko siedział z głupią miną pozwalając chłopakowi na wszystko.
Holly i Eld wymienili zdziwione spojrzenia
- Ja nie chcę wnikać w jego psychikę - demon machnął ręką na Haydena, który wciąż znęcał się nad stworzeniem.
- On jest mój - Holly wyciągnęła ręce do brata, ale ten odsunął się robiąc nadąsaną minę.
- No zobacz jak mnie uwielbia. Daj mi się nim zająć  i idź czytać te głupie książki siostrzyczko.
Walkiria musiała się poddać.
- Jak zrobisz mu krzywdę to cię wykastruję - tupnęła szpilką dla lepszego efektu - A Marcowi znajdę nowego kochasia.
Kolczyk w brwi jej bliźniaka drgnął dziwnie. Eld zaczął się śmiać co brzmiało trochę jak skrzypienie drzwi.
- Chodźmy już - mruknęła do rozbawionego demona.
Zostawili za sobą Haydena, który dalej stał nieruchomo z dziwaczną miną ściskając kota.
- Że wy.. co mi zrobi? - wymamrotał zdziwiony.

Holly ruszyła za Eldem przypatrując się mu  uwagą. Od kiedy po raz pierwszy ujrzała go w swym śnie od razu zaczęła go traktować jak swojego przyjaciela. Od początku zaakceptowała go pomimo groteskowego wyglądu i skrzekliwego głosu.
- Nie gap się tak na mnie - głos demona zmusił ją by skierowała spojrzenie na jego oczy - Nienawidzę tego - dodał spokojnym tonem odpowiadając na jej nieme pytanie.
- Przepraszam, ale przeszkadza to ci? - przekrzywiła głowę lustrując go jak ciekawy obiekt zoologiczny.
- Tak, więc, proszę cię, przestań. Patrz na drogę zaraz się potkniesz.
Holly posłusznie odwróciła się przypatrując sklepieniu. Tu było wyjątkowo wysoko. Różnokolorowe plamki błyszczały niczym gwiazdy na niebie.
- Dlaczego nie chcesz by ci się przyglądano? - spytała nie spuszczając wzroku.
Demon westchnął ciężko jakby pytanie sprawiło mu fizyczny ból.
- Kurde Holly ogarnęłabyś się troszkę. Jakby nie zauważyć jestem uosobieniem koszmarów. Demony z koszmarów są okropne, karykaturalne i najzwyczajniej na świecie brzydkie.
- Ha? Czyli uważasz się za niezbyt atrakcyjnego? - uniosła ręce nad głowę i splotła palce stąpając tak lekko jak Mroczek.
- Kurcze sama na to wpadłaś? - Eld zaśmiał się cicho, choć niezbyt wesoło.
- Głupek.
- Hej nie obrażaj nie. Umysł mam błyskotliwy…
- Największy idiota jakiego poznałam - zerknęła na demona - A wierz mi w ciągu roku poznałam ich zdumiewająco wielu.
- Chyba nie do końca zrozumiałem co masz na myśli
Holly przewróciła oczami i zastąpiła mu drogę.
- Uważam cię za swojego przyjaciela więc powiem ci szczerze. Jesteś kretynem jeśli uważasz się za brzydkiego.
- Ludzie stworzyli coś takiego jak okulary. Trzeba ci je sprawić bo słabo widzisz - mruknął Eld próbując ją ominąć.
- Szkoda, że nie stworzyli wymiennego mózgu bo tobie przydałby się nowy - odcięła się dziewczyna - Nie jesteś brzydki, tylko oryginalny, jedyny w swoim rodzaju.
- O nie jeśli zaraz dostanę ckliwą gadkę o tym, że liczy się wnętrze to przepraszam ale ulotnię się cicho.
Potworzyca parsknęła śmiechem.
- Uważasz, że potrafię się nad kimś rozczulać? Ten kto ci to powiedział kłamał. Ja po prostu mówię to co myślę i kropka. I uważam, że jesteś całkiem słodki.
- Dzięki - demon najwyraźniej jej nie wierzył - Miło z twojej strony.
- Miło? - pacnęła go palcem w pierś - Ja nie jestem miła kochany. Spytaj Nicka jaka jestem naprawdę, on wie najlepiej.
Głośny huk rozbrzmiał odbijając się echem od ścian. Holly odsunęła się od zielonoskórego demona i odwrócił w stronę dźwięku. Dostrzegła błękitną poświatę i zamarła przerażona.
Jak echo odbiły się jej w głowie słowa matki.

“Mogą zagrażać nie tylko swoim wrogom, jak i sprzymierzeńcom”


- Cholera jasna - wrzasnęła zdenerwowana - Nick!
Eld złapał ją za ramię zanim rzuciła się w stronę błękitnej łuny.
- Czekaj sama nie możesz tam iść!
- Mogę. Ty zawołaj moją matkę, ona będzie wiedziała co wrazi kłopotów zrobić.
- Holly - jęknął demon żałośnie.
Dziewczyna zacisnęła pięść i strzeliła z całej siły w nos. Eld zachwiał się i przycisnął dłoń do twarzy próbując zatamować krwotok.
- Powiesz, że cię znokautowałam i zwiałam - syknęła walkiria - A teraz leć.
- Rozkaz - wybulgotał z ustami pełnymi krwi demon i lekko oszołomiony wzbił się w powietrze kierując do pałacu Christy.
Holly co sił w nogach popędziła w drugą stronę próbując nie przewrócić się na wysokich obcasach. Przeklinała się za to, że nie wzięła porządnych oficerek. Gorset ściskał jej boleśnie żebra, a szorty krępowały ruchy. Gdy wypadła za ostatni zakręt była cała obolała.
Ledwo zobaczyła kątem oka błękitne płomienie zatrzymała się. Ich żar był nieznośny, zmuszał do mrużenia oczu by nie oślepnąć. Dziewczyna podeszła bliżej lekko utykając bo jeden obcas nie wytrzymał i złamał się. Osłoniła twarz ręką i przez palce patrzyła na przerażający obraz zniszczenia.
Budynek, który niegdyś był domem jej wilka zmienił się w ruinę. Połowa była zawalona, a resztę trawiły płomienie nie wróżące mu zbyt długiej przyszłości. Pośrodku płonącego gruzowiska stał Nick. Wyglądał jak posąg rzeźbiony w brązie i złocie, ale oczy lśniły niczym dwa najpiękniejsze szafiry. Kształtne usta rozciągnięte miał w uśmiechu.
Holly niemal od razu sama się rozpromieniła na ten piękny widok, ale wtedy zobaczyła powód radości mężczyzny. Przed nim w agonii wiły się dwa ciała tak poparzone, że ich rysy były nie do odróżnienia. Pojękujące żywe trupy wznosiły ręce w stronę niewzruszonego Nicka w błagalnym geście. Mężczyzna uśmiechnął się zanim kolejna fala ognia pochłonęła jego ofiary.
- Nick? - Holly patrzyła jak wilk odwraca się w jej stronę z tym samym wyrazem twarzy na ustach.
- Ukochana - wyszeptał, ale choć ryk płomieni był głośny, ona to usłyszała - Zechcesz do mnie dołączyć?- wyciągnął do niej rękę na której tańczyły niepokorne ogniki, które wcześniej uważała za śliczne. Teraz widząc zniszczenia jakich dokonały w tak krótkim czasie zmieniła o nich zdanie.
Holly nie mogła wyksztusić z siebie już ani jednego słowa. Patrzyła w twarz Nicka, który odsunął się od palonych ciał i szedł z gruzu, kierując się w jej stronę.
Spojrzała w oczy, w których szalał ogień.  Serce wilka pożerał ogień.
Nie, nie wilka, poprawiła się w myślach. Patrzyła teraz na ifryta, istotę płomieni.
  • awatar Seiti: Wspaniałe! Jak ja uwielbiam niebezpiecznych mężczyzn, mrau! Mnie, spopiel mnie - chciałoby się krzyknąć, byle tylko poczuć jego sexy ciałko. ;) (nie wypiłam jeszcze odpowiedniej ilości herbaty) Holly mnie zaskoczyła gadką o wyglądzie, no to było miłe, czy chce się do tego przyznać czy nie. Nick jest do schrupania, kyaa
  • awatar Kate - Writes: Hahaha, Seiti, jakie ty masz "kosmate" myśli.
  • awatar Lisa Angels: Mrał, coraz bardziej lubię Nicka, tutajjest taki... mrał. Aż chce się zostać jego królową
Pokaż wszystkie (4) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: "Przeszłość kluczem do przyszłości" cz.I

Gdy tylko drzwi zamknęły się za Holly i tym nieznośnym potworem, Nick westchnął z ulgą. Teraz mógł nareszcie odpocząć. Od kiedy wrócili z Rise nie miał nawet chwili wytchnienia i to zaczynało się odbijać na jego samopoczuciu. Ledwo dotknął głową poduszki natychmiast zapadł w głęboki sen.
Początkowo unosił się w czarnym wirze strzępków myśli i niezrozumiałych dla niego słów. Jednak gdy próbował skupić się na którymkolwiek z nich zaczynały się pojawiać strzępy obrazów i wspomnienia. Poczuł, że pod stopami ma twardy grunt, a plecami opiera się o szorstką ścianę. Otworzył oczy słysząc głosy.
- Hej mistrzu - jeden z stojących obok mężczyzn zamachał mu dłonią przed oczami.
- Czego, do cholery? - warknął Nick rozpoznając znajomą gębę Mishy z swojej paczki. Przerośnięty rudobrody zaśmiał się wesoło jak nastolatek.
- Nie wiem co dziś ćpałeś, ale skończ z tym, zanim szef zauważy. Pytałem co mamy na dzisiaj?
Nick westchnął i potarł skroń. O co mu chodziło?
- Dostawa dla łowców.
Rozległ się szmer.
- Nick, zwariowałeś? Iść na łowców to jak wiązać sobie stryczek na szyi.
Wilk westchnął i podniósł ręce do góry.
- To nie mój pomysł, ja tylko przekazuję informacje. Z pretensjami to do Asha.
- Kurde - westchnął któryś z zgromadzonych. Nick skierował na niego wzrok.
- Mitch chcesz się wycofać? - zdjął okulary i spojrzał na dygoczącego chuderlaka.
- Nie no co ty - Mitch wyprostował się i uniósł dumnie głowę.
- Doskonale - najwyraźniej dyscyplina Asha przyniosła jakieś efekty. Z bandy tchórzliwych kieszonkowców zrobił dobrze organizowaną grupę, która bez problemu mogła napadać, gdzie tylko się im podobało. W slumsach nikt się nimi nie przejmował, dlatego mogli bezkarnie grasować na innych. Oczywiście to nie dotyczyło łowców. Wszystkie męty, od dilerów do morderców, trzymały się z dala od kłusowników. Nawet kiedy podupadli w swym fachu, a zwłaszcza kiedy przestali wychylać się z miast i zajęli się polowaniem na drapieżniki, wciąż stanowili swego rodzaju przeciwwagę dla złodziei. I mieli poparcie Centrum.
- Jak zamierzamy tego dokonać? - z tłumu wychynął olbrzymi czarnoskóry mężczyzna, jego postawa i cichy, ale zawsze pewny siebie głos zmuszały innych do posłuszeństwa.
Nick uśmiechnął się przypominając sobie jego imię. Nandiel, najbardziej charyzmatyczna postać bandy mógł być doskonałym przywódcą, a jednak wolał wykonywać swoją robotę nie wychylając się.
- To niezbyt skomplikowane. Grupa dzieli się na pół po dwunastu członków. Jedni, ci silniejsi zajmą się pozbyciem łowców, drudzy zabierają wszystko co tylko się da. Żeby było szybciej i by nie zostawiać śladów użyjemy kanałów.
- Zaraz - Misha podniósł rękę niczym uczniak. Zresztą dużo starszy to nie był - Jest nas razem dwudziestu sześciu. Rozumiem, że szefuncio dowodzi, ale co ty będziesz robił?
Inni zaczęli kiwać głowami i mamrotać pod nosami. Gdy Nick usłyszał coś o jakimś "pupilu" zjeżył się.
- Powtórz - warknął głośno, a wszyscy nagle zamilkli. Jak zawsze. - Dla waszej wiadomości ja będę pilnował, by was nie osaczyli łowcy. No chyba, że chcecie bym sobie odpoczął. I tak nie jestem wam potrzebny - wyszczerzył się drwiąco patrząc na ich ponure miny.
- Nicku, nie strasz ich - z cienia wyłonił się wysoki mężczyzna o miedzianej skórze i długich do pasa włosach związanych rzemieniem, gdzieś w połowie długości. Ciemnobrązowe oczy lustrowały zgromadzonych uciszając wszystkie dyskusje lepiej nawet niż głos Nandiela.
- O co chodzi? - znudzony ton Asha zabrzmiał donośnie w martwej ciszy. Nick westchnął i oparł się o ścianę zadowolony. Przynajmniej raz, to nie on musi wszystko wyjaśniać i tłumaczyć im jak dzieciom.
Ktoś z obecnych stęknął. Mężczyzna w średnim wieku z siwiejącymi kędzierzawymi włosami wyprostował się spoglądając z szacunkiem na szefa.
- Podejmujemy zbyt pochopne ryzyko. Ostatnim razem, gdy weszliśmy na obrzeża Centrum trzech naszych nie wróciło. Spotkanie  z łowcami nie dość, że skończy się śmiercią dla wielu z nas to zapewne zwróci też uwagę władz na resztę.
Ash usiadł w miejscu, gdzie kamienne ogrodzenie zaczynało się kruszyć.
- Łowcy będą wieźli broń i pieniądze. Wiecie, że ciężko tu porządnie zarobić, a taka okazja się może nie powtórzyć. Poza tym z nieoficjalnego źródła dowiedziałem się, że przewożą, uwaga panowie, strzelby - uśmiechnął się ukazując srebrny ząb - Coś czego ludzie nie widzieli od czasu kryzysu, kiedy te plugawe poczwary z piekła rodem tak bezczelnie zajęły nasze ziemie.
- To było ponad pięćset lat temu - zauważył Nick - Nawet jakby mieli tę broń, to czy ona w ogóle działa.
- Trafna uwaga. Otóż to nie stare zardzewiałe strzelby. Te zapewne kurzą się w piwnicach siedzib łowców. To są nowe świeżo zrobione i nietestowane. Wzorowano je na tych z przeszłości i jeszcze nie działają tak sprawnie jak powinny.
- Więc po co nam one? - mruknął Nandiel.
Ash uśmiechnął się dobrodusznie.
- Drogi przyjacielu, pomyśl tylko co by było, gdyby te sprzęt już działał. Jak łatwo wtedy by było łowcom eliminować nas z daleka bez zagrożenia dla nich. Musimy ich wyprzedzić zanim zaczną nam naprawdę zagrażać.
Zgromadzeni zaczynali kiwać głowami, przytakując swojemu przywódcy. Nick patrzył na nich lekko zirytowany. Równie dobrze Ash mógł kłamać, a oni poszliby jak baranki na rzeź.
Ludzie…
- Nick jakieś uwagi? - oczy w kolorze kawy skierowały się na niego. Szef potrafił wszystko wyczuć.
- Nie - skłamał gładko nie spuszczając wzroku.
- Świetnie, bo zmieniłem zdanie. Idziesz przodem - Ash uśmiechnął się.
Nick prychnął słysząc śmichy reszty.
- W porządku. Ale co zgarnę, to tylko dla mnie.
- Ej no! - Misha jęknął - Przecież na złość to i wszystko sam zwinie, a nam nic nie zostawi.
- Racja, ostatnio jak tak było, nie zostawiłeś nam zbyt wiele do podziału - Ash spojrzał z udawaną surowością na wilka - Dlatego wszyscy powinni działać tak jak zakładał plan, dobra?
Kolejna salwa pomruków wyrażających aprobatę.
- To teraz jazda szykować się! Mamy tylko trzy godziny, a musimy porozstawiać czujki - Ash klasnął w dłonie - Nicolas i Nandiel idziecie ze mną.
Nick spojrzał zaskoczony na ciemnoskórego mężczyznę, ale ten miał tak samo pytające spojrzenie. Również nie wiedział o co chodzi.
Jednak ruszyli za oddalającym się przywódcą.
- Ash, do cholery, co to znowu za pomysły? - warknął wilk waląc prosto z mostu. Nie miał ochoty na ceregiele z udawaniem szacunku.
-A co? Wcześniej ci się podobało - Ash nawet się nie odwrócił.
- Mówię o tym ataku. Trzy godziny? Oni w życiu się nie wyrobią. To ludzie - syknął wilk.
Ciemnobrązowe oczy dowódcy rozbłysły nagle żółtą poświatą.
- Przeszkadza ci to? - słowa przeplatał koci pomruk. Mimo, że Ash wypowiadał je spokojnym tonem wilk niemal warknął. - Przestań traktować ich jak gorszej kategorii. To niemądre i grozi śmiercią.
- Co mamy zrobić? - tubalny głos Nandiela ostudził gorącą krew wilka.
-Będziecie odpowiedzialni za podpalenie pobliskich domostw. Trzeba będzie zdezorientować łowców.
- Powiedz proszę, że nie będą zamieszkane… - Nick zmrużył oczy i nasunął okulary na nos, gdy słonce zaczęło go zbyt mocno razić.
- Nie jestem wariatem. Oczywiście, że atakujemy, gdy będą przejeżdżać przez opuszczone ulice. Wiecie, gdzie stoi stary zielony dom, malowany czarnym węglem?
Obaj pokiwali głowami.
- Zajmiecie się nim i piętnastoma innymi w okolicy. Chcę by widziano łunę ognia nawet w Centrum, rozumiecie?
- Jasne - Nick wzruszył ramionami - Będzie jakaś premia?
- Aż taki okrutny nie jestem. Pięćdziesiąt procent do podziału pomiędzy was dwóch z tego co przyniosą mi. Uczciwa cena nieprawdaż?
Nandiel mruknął zadowolony.
- Stoi - uścisnął dłoń szefa.
Wilk westchnął i spojrzał buntowniczo na swoich towarzyszy.
- Czy tylko mi się wydaje, że coś może pójść nie tak?
- Nie cykorzysz chyba wilku? Twoja siostra potrzebuje pieniędzy, a ja chcę wam pomóc.
Jego źrenice skurczyły na kształt pionowych szparek.
Nick uniósł oczy ku niebu.
- Do diabła - wyciągnął rękę do Asha - Niech ci będzie.
Jednak jego palce napotkały pustkę, a obraz się zamazał.
- Co? - mruknął zdziwiony, gdy nagle uderzyła w niego fala światła i dźwięku. Patrzył na olbrzymi pożar, który pochłaniał każdą łatwopalną materię w promieniu przynajmniej kilku kilometrów. Gorące powietrze parzyło skórę, a gryzący dym tamował oddech. Nick wypuścił z dłoni zakrwawiony nóż i rzucił się na poszukiwanie swoich towarzyszy. Łowcy zaskoczyli ich, byli przygotowani na atak lepiej niż mogliby się spodziewać. Osaczyli swych niedoszłych zabójców i rozpoczęli krwawą rzeź. Wilk zajęty popalaniem nie zdążył ich ostrzec, a Nandiel zniknął gdzieś w środku szalejącego żywiołu. Tam gdzie powinni być jego towrzysze, Nick stał teraz sam.
- Wy przeklęte bestie - usłyszał za plecami i odwrócił się w momencie, gdy łowca nacisnął spust. Belt wbił się głęboko w ramię, choć gdyby Nick nie zareagował dość szybko prawdopodobnie oberwałby w serce. Zrobił krok w tył i zacisnął rękę na promieniu. Niemal nie krzywiąc się wyciągnął grot i odrzucił na bok.
- No jeszcze raz - machnął zakrwawioną dłonią na łowcę i rzucił się bez ostrzeżenia do ataku.
Nieszczęśnikowi nie udało się w porę osadzić bełtu na kuszy. Zanim zdążył naciągnąć cięciwę jego gardło zmiażdżyły wilcze kły.
Nick odsunął się od ciała i splunął krwią. Co za ohyda. Gość musiał być uzależniony od morfiny.
Słysząc za sobą kroki odwrócił się błyskawicznie, gotowy znów zaatakować.
Ash uniósł dłoń do góry.
- Spokojnie - wyglądał na zmęczonego. Był cały uwalany w sadzy, a ubranie przypalone w wielu miejscach. Podpierał się na zniszczonej strzelbie.
- Porażka na całej linii. Wszyscy się rozproszyli.
- Mówiłem, że to się nie uda - warknął Nick zaciskając pięści.
W oczach jego szefa zabłysnął gniew.
- Więc miałem pozwolić, by polowali na nas jak na kaczki? Gdzie twoja wola walki?
- Walcząc nic nie wskórasz. Trzeba też umieć przetrwać.
- Znowu masz zamiar kryć się po zaułkach jak szczur?
Wilk warknął głucho.
-Nie, ale mam już dość tego życia z ludźmi. Ile można wytrzymać z kimś kto, by zabił cię w mgnieniu oka, gdyby się dowiedział kim jesteś?
Nagła eksplozja w budynku zagłuszyła odpowiedź Asha. Nick zasłonił ręką twarz, gdy posypały się odłamki rozgrzanego szkła.
- Strzelać - usłyszał rozkaz, ale oślepiony nie wiedział z której strony dobiega.
Koło ucha świsnął mu bełt. Przeciągły jęk zmusił o do otworzenia piekących oczu. Cętkowana śnieżna pantera leżała na ziemi. Z oka sterczał bełt, a wokół głowy już tworzyła się kałuża krwi.
Kolejny bełt wbił się z ziemię koło wilka. Nick spojrzał na ciało Asha. Nikt nie przeżyłby urazu mózgu, a grot wbił się z przerażającą wręcz silą. Odwrócił się więc i umknął przed kolejnymi pociskami w wąską uliczkę między płonącymi zabudowaniami. Przemienił się w wilczą formę, by szybciej wydostać się z trawiącego dzielnice ognia. Prześliznął się pod zawalonymi belkami przypalając sobie futro na grzbiecie, ale to go nie zatrzymało. Okruchy szkła i drzazgi wbijały się w poduszeczki łap potęgując ból. Rana po bełcie krwawiła obficie. Jednak to wszystko się nie liczyło.
Tchórz. Powinien był walczyć z nimi do końca. Zginąć u boku swojego przywódcy. Czy tak nie powinno być w prawdziwej grupie? Tylko w przeciwieństwie do nich on miał dla kogo żyć. Heike dopiero skończyła trzynaście lat. Sama nie mogła sobie poradzić. A obiecał matce, że zaopiekuje się siostrą.
Ledwo uniknął spadającego rusztowania, które zawaliło się z hukiem za nim.
Pożar pochłaniał miasto, podobnie jak wściekłość trawiła wilka.

Obudził się gwałtownie czując na szyi chłodną stal. Jednak wyuczony przez lata doświadczenia nawet nie drgnął. Próbując zapanować nad swoim ciałem.
- Śpi? - dobiegł go delikatny szept, niemal tak cichy jak oddech.
- I to mocno, nawet nie drgnął - głos drugiego było donośniejszy.
Wilk błyskawicznie odbił rękę, która trzymała przy jego gardle nóż i poderwał się na równe nogi. Napastnicy podskoczyli nerwowo. Widać nie byli wykwalifikowanymi zabójcami.
Wyższy wymierzył w niego nóż.
- Nie wzywaj pomocy. Zanim ktokolwiek zareaguje będziesz martwy.
Nick uśmiechnął się rozbawiony. Głos napastnika, chociaż ostrzegawczy był piskliwy jak u małej dziewczynki.
- Jeśli zgubiliście mamusie to idźcie straszyć jakieś bardziej ogarnięte demony, dzieciaki - próbował się nie uśmiechnąć, ale cała sytuacja robiła się komiczna.
- Uważaj z kim rozmawiasz wilku. Czy to nie przypadkiem jeden z nas cię prawie ukatrupił?
Zadowolenie nagle opuściło mężczyznę. Przypuszczał, ze to jakieś głupie demony, chciały go nastraszyć, ale słowa tajemniczego napastnika zmusiły go do zastanowienia.
- Chyba nie powiecie, że jesteście nadludźmi.
Starszy chłopak zsunął kaptur. Srebrne oczy świeciły w mroku jak dwa księżyce.
- A właśnie, że jesteśmy. I mamy dla ciebie pewną propozycję.
Wilk westchnął i z żalem spojrzał na pokój.
- Będzie  mi brakować tego cudownego wystroju - mruknął smutno, ale po chwili uśmiechnął się radośnie.
- Ciekawe, czy jak was spiekę na skwarki też wstaniecie.
Pomieszczenie stanęło w błękitnych płomieniach.
Przypomniała mu się scena ze snu. Udało mu się wtedy podpalić całe miasto tylko za pomocą dwóch noży i odrobiny podpałki. Mając płomienie w swej władzy mógł przypalić tych nadludzi do kości.
Niższy nadczłowiek zwinął się z bólu. Szeroki kapelusz zsunął się z pyzatej twarzy otoczonej kędzierzawymi jasnobrązowymi włosami.
- Przestań - wrzasnął. Błękitny płomień przeżarł jego palce aż do kości tworząc zwęgloną skorupę. Palladowe załzawione oczy spojrzały błagalnie na Nicka.
Ten widok sprawił, że płomienie zgasły.
- Ruddie?
Pulchne policzki uniosły się w bolesnym uśmiechu.
- Cześć Nick. Kopę lat, co nie?

Ta piosenka idealnie pasuje mi do Nicka :D


PS. Jutro postaram się dopisać cz. II :D
  • awatar Lisa Angels: ale, ale jak? Ruddie? Lubie retrospekcje, zawsze urozmaicają opowiadanie. czekam niecierpliwie na dlaszą cześć. Teraz nie będę mogła się doczekać poznać historii Ruddiego, i czy to napewno on?
  • awatar Kate - Writes: Podobnie jak Lisa kocham cofać się w czasie. Kiedy next?
  • awatar Seiti: A to ci dopiero. Czy tu nikt nie umiera na śmierć? :D Świetny kawałek przeszłości Nicka. Tak wszystko zgrabnie opisałaś, ach tylko pozazdrościć.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: " Czarny kłębek nerwów"

Christa siedziała przy pięknym mahoniowy biurku pochylając się nad stosami książek, których ogrom zasłaniał królową z każdej strony. Srebrzystobiałe włosy związała w wysoki kok, by nie przeszkadzały jej, a zwykłą długą suknię zastąpiła luźnymi szarawarami i krótką bluzeczką w kolorze jasnego błękitu. Oczywiście na tak nieskromny strój mogła sobie pozwolić tylko, gdy nikt z jej poddanych jej nie widział. Brak godnego okrycia mógł zaszkodzić reputacji ukochanej władczyni. Jednak w zaciszu prywatnych komnat mogła być sobą. I nikt nie ośmieliłby się zakłócić jej spokoju.
Głośny łomot w drzwi sprawił, że Christa podskoczyła zaskoczona.
Najwidoczniej ktoś ośmielił się jednak narazić na gniew władczyni.
- Proszę - kobieta odrzuciła bezużyteczną książkę na stos leżący na ziemi.
Drzwi otworzyły się szeroko i metaliczny dźwięk zmusił Christę, by uniosła wzrok.
- Hayden, nie przeszkadzaj, pra… - urwała, gdy uświadomiła sobie, że to nie jest jej syn - Holly? - królowa wstała patrząc przerażona na swe drugie dziecko, które stanęło na środku pomieszczenia.
Dziewczyna skrzywiła się napotkają zniesmaczone spojrzenie rodzicielki. Różowa, urocza koszula zniknęła zastąpiona wyszywanym czarną koronką ciemnozielony gorsetem i skórzanymi szortami z niezliczoną ilością łańcuszków, które brzęczały i kołysały się przy każdy ruchu. Czarne sięgające go kolan sznurowane buty na szpilce dopełniały koci wygląd.
Holly wyglądała jak najprawdziwszy sukub z oczami podkreślonymi czarną kredką i wargami w tym samym kolorze. Gęste czarne włosy związała w wysoki kucyk szmaragdową aksamitką.
- Och - Christa nie mogła z siebie nic wykrztusić. Jej mała biedna córeczka, przypominała teraz ludzką ulicznicę. - Co ty masz na sobie?
Holly uśmiechnęła się.
- Ubranie jak widać.
- Skąd ty wytrzasnęłaś coś takiego?
- Hayden mi pomógł. Złapał jakąś swoją znajomą i poprosił o jakieś ciuchy dla mnie. Miła z niej demonica, aczkolwiek strasznie nerwowa. Chyba miała na imię Isa, czy coś takiego.
- Isabel - Christa pokiwała głową ze zrozumieniem. Krwawo włosa demonica uwielbiała wulgarne i kuse stroje śmiertelników. - Usiądź skarbie - wskazała na jedyne krzesło nie zawalone tonami papierów i książek.
- Nie jestem skarbem. Zapomniałaś, że chciałam cię zabić? - dziewczyna prychnęła, ale usiadła.
Christa westchnęła smutno.
- Wiem, ale to moja wina. Zasłużyłam sobie na twoją nienawiść.
- Owszem, nie da się zaprzeczyć. Ale nie nienawidzę cię.. mamo.
Kobieta wytrzeszczyła oczy patrząc na krzywy wyraz twarzy swojego dziecka. Holly wyglądała na zmieszaną.
- Nie rozumiem.
- Powiedzmy, że ktoś przemówił mi w dość brutalny sposób do rozsądku.
Dopiero teraz kobieta zauważyła czerwone ślady na nadgarstkach, które dopiero zaczynały się goić. Syknęła rozeźlona przypominając sobie błękitne płomienie jasnowłosego wilka.
- Nicolas będzie miał ze mną do czynienia - warknęła.
Holly zaśmiała się błyszcząc te słowa.
- Mój biedny wilczek, ma coraz więcej wrogów. To nie była jego wina, sam nie potrafi kontrolować jeszcze tego ognia.
Christa uniosła brew. Jej córka broniła Nicka?
- To twój narzeczony? - wypaliła kobieta nie mogąc się powstrzymać.
Dziewczyna otworzyła usta, ale wydobył się z nich tylko słaby skrzek. Odkaszlnęła lekko zakłopotana.
- Nie, oczywiście, że nie.
- W porządku - Christa jej nie wierzyła. Holly wyglądała zupełnie jak swój bliźniak, kiedy kłamała. A Haydena królowa znała już na wylot - To po co właściwie przyszłaś, słonko?
- Może jeszcze nazwij mnie złotym promyczkiem, też będzie mi pasować - odparła ironicznie dziewczyna nawijając czarny jak smoła kosmyk na palec - Chciałam porozmawiać. Nie znam cię wcale.
- W porządku - Christa splotła dłonie - Więc zacznijmy od początku…

Nick spacerował powoli pustymi ulicami Królestwa. Nie miał nic do roboty, a towarzystwo innych nie było mu teraz potrzebne. Chciał odpocząć, ale dopóki nie dowie się jak poszło spotkani Holly z matką nie mógł usiedzieć w miejscu. W każdej chwili spodziewał się, że pałac Christy wyleci w powietrze za sprawą tej małej piekielnicy. Spoglądając w górę obserwował mieniące się kryształy. Musiało zaczynać świtać bo ciemnofioletowa barwa kamieni przechodziła w delikatny róż przypominający łunę przed wschodem słońca.
Nagle zaczepił o coś nogą i zachwiał się. Skacząc na jednej nodze i machając ramionami odzyskał  równowagę, choć jego biedne czarne okulary spadły i szkło pękło.
Nick rozejrzał się mając nadzieję, że nikt nie widział jego kompromitacji. Podniósł zniszczone okulary i zmemłał w ustach przekleństwo.
Odwrócił się by zobaczyć o co zahaczył i uniósł zdziwiony brew.
Jego przeszkodą okazał się być mały czarny kotek, który właśnie na środku ulicy urządził sobie toaletę.
- Hej - Nick spojrzał na zwierzątko zaciekawiony - Zejdź z drogi, maluchu, bo ktoś cię rozdepcze.
Kociak skończył lizać łapkę i spojrzał na niego znudzonym spojrzeniem. Po chwili zajął się czyszczeniem głowy.
- Nie ma to jak być olanym przez kota - mruknął mężczyzna i nagle go oświeciło - Czy to nie ty łaziłeś za mną, gdy byłem w tym przedsionku?
- Miau - odparł kot posyłając mu spojrzenie, które świadczyło o tym, że malec uważa go za kretyna.
- Wredny jesteś, dogadałbyś się z moją Holly - wilk odwrócił się i ruszył dalej. Koci wrzask zatrzymał go w miejscu - No co?
Mała czarna kuleczka truchtała za nim na króciutkich nóżkach przebierając nimi w szalonym tempie i drąc się niemiłosiernie. Złotozielone oczy patrzyły na niego z błaganiem.
- Wynocha. Nie lubię kotów - machnął na niego ręką, ale z marnym skutkiem. Stworzenie widząc wyciągnięte w jego stronę palce stanęło na dwóch łapach i pacnęło jego rękę z naganą.
- Wstrętny, czego ode mnie chcesz?
Kot w odpowiedzi wbił pazury w jego koszulę i błyskawicznie wspiął się na ramię. Gdy usadowił się wygodnie wczepiając głęboko w skórę mężczyzny zaczął mruczeć.
Nick westchnął.
- Dobra poddaję się. Chcesz to możesz iść ze mną. Ale nie moja wina jak jakiś demon będzie chciał cię zjeść.
Czarny kłębek burknął coś cicho dobitnie pokazując, że nie obchodzi go to.

Holly potarła skronie czując zmęczenie. Te wszystkie informacje dobijały ją tylko.  Historia jej matki była zagmatwana i pokręcona, Nawe gorzej niż jej samej.
- Dobra, czyli wiele lat temu pomagałaś łowcom, prawda?
- Tak, ale kiedy jeszcze robili to co do nich należało. Potem, gdy zrezygnowali i przestali wychodzić z ludzkich osiedli odeszłam od nich i zamieszkałam z twoim ojcem. Irmin był jednym z niewielu ludzi, którym nie przeszkadzała moja demoniczna natura.
- Czy on jeszcze żyje? - to akurat interesowało dziewczynę.
Królowa zmieszała się.
- Ja nie wiem. Od kiedy opuściłam z wami ludzkie miasto nie widziałam go. Potem zamieszkałam już na stałe w Królestwie Demonów Nocy.
- A jak zostałaś królową? - Holly nie mogła usiedzieć na miejscu. Musiała dowiedzieć się jak najwięcej o swojej rodzinie.
- No cóż - Christa zaczęła powoli, jakby ciężko było jej dobrać słowa - Trzy lata po powrocie do domu zginęła Jej Wysokość Cecilie żona króla aktualnego władcy Merihema. Byłam wtedy obecna w pałacu władcy i doradzałam mu. No i tak jakoś…
- Zakochałaś się? - Holly nie mogła uwierzyć, by ta lodowata jak posąg poważna kobieta mogła być tak uczuciowa.
- Tak. Ale nie chce rozwijać tego tematu, nie teraz - uniosła ostrzegawczo palec - Mam masę pracy, której wcale nie ubywa.
- Co to? - dziewczyna podniosła gruby tom, który wyglądał na bardzo stary. Otworzony był na stronie, która przedstawiała dość toporny obraz długowłosego mężczyzny stojącego w czymś co mogło być ogniskiem.
-Szukam informacji na temat twojego narze… przyjaciela Nicka. Chciałabym wiedzieć czy się stał i czy nam nie zagraża.
- Nick nie jest niebezpieczny - zaprzeczyła szybko dziewczyna, a jej matka uniosła brew patrząc na ślady na rękach - Z reguły.
- Wierzę ci, ale i tak muszę sprawdzić. Bo jeśli moje przypuszczenia się sprawdzają nasz niepokorny wilczek może być silniejszy niż się wydaje.
- Tak?
Christa wygrzebała ze stosu papierów obraz malowany na cienkim papierze kolorowymi barwnikami. Był zdecydowanie lepszy od pierwotnego szkicu w księdze. Namalowana na nim kobieta uchwycona w tańcu wiła się wśród szkarłatnych płomieni, które spływały z czubków jej palców okalając całą jej postać. Półprzymknięte powieki ukazywały migoczące rubinowe oczy, a usta rozciągnięte były w ekstatycznym uśmiechu. Bose stopy zalane były szkarłatną cieczą. Holly zmrużyła oczy nie mogąc zrozumieć co widzi. Wydawało się jej, że kobieta na obrazie tańczy na jakichś szkarłatnych skałach. Dopiero po dłuższej chwili zaczynała rozpoznawać ręce, nogi i głowy. Płomienna tancerka stąpała po zakrwawionych zwłokach, które zostały okrutnie zmasakrowane.
- Co to takiego? - demonica była pod wrażeniem kunsztu artystycznego i sposobu ukazania makabry.
- To moja droga jest ifryt, demon ognia. Można się w niego zmienić, kiedy zostanie się zamordowanym w sposób gwałtowny na przykład na skutek morderstwa, a nie chce pożegnać się z życiem. Ifryty są z reguły złośliwe i skore do okrucieństwa, ale nie sprawiają zbytnich kłopotów dopóki nie zalezie się im za skórę.
- Wiec jeśli Nick jest ów tym czymś to nic złego? - spytała Holly z nadzieją. Może i jej wilk był bardziej złośliwy i okrutny, ale nie skrzywdził jej celowo.
- Jedynym problemem jest fakt, że to zbyt swawolne istoty. Same z siebie nie podporządkują się nikomu, przez co mogą zagrażać nie tylko swoim wrogom, ale i sprzymierzeńcom.
- I Nick miałby czymś takim być? - Holly wstała gwałtownie przewracając krzesło - Muszę z nim porozmawiać.
- Czekaj, córeczko - Christa również podniosła się i podbiegła do córki. Zanim Holly zdążyła uciec zamknęła ją w czułym uścisku.
Dziewczyna zesztywniała, ale nie odepchnęła matki.
- Przepraszam, że nie mam czasu spokojnie z tobą porozmawiać. Bardzo bym chciała nadrobić te wszystkie lata - królowa odsunęła się, a w jej oczach błysnęły łzy - Nie proszę byś mi wybaczyła, bo naprawdę wiem, że sama sobie zasłużyłam na takie traktowanie, ale wiedz, że cię kocham, moja śliczna dziewczynko - jej smukłe palce musnęły policzek Holly.
- W porządku - mruknęła pod nosem demonica by ukryć zmieszanie. Nie chciała płakać, bo i tak ostatnio za często roniła łzy - Jak znajdziesz czas wiesz, gdzie mnie szukać.
Po tych słowach wybiegła zanim Chrisa cokolwiek mogła powiedzieć.
Gdy w końcu wydostała się na ulicę od razu popędziła do mieszkania swojego wilka, czy ifryta, sama nie wiedziała już kim on był. Bez pukania wbiła do środka i wbiegła po schodach.
- Hej jesteś w domu? - niemal zderzyła się z drzwiami do jego sypialni. W końcu porządnie chwyciła klamkę i otworzyła je.
- Puka się, wiesz? - Nick siedział odwrócony do niej plecami. Złota skóra na jego placach lśniła w słabym świetle kaganka. Nawet się nie odwrócił metodycznie unosząc rękę na wysokość piersi i opuszczając.
- Co ty u licha wyprawiasz? - dziewczyna podeszła bliżej podnosząc z ziemi poszarpaną koszulę - biłeś się z kimś?
- Co ty - odwrócił się nieznacznie - Raczej coś biło mnie.- Uniósł rękę do góry.
- O rany - do jego palca przyczepiony był kłami mały czarny jak noc kociak, który mrużył wielkie żółte oczy. Malec zaciskał zęby z taką siłą, że z ran sączyła się krew, ale Nickowi to chyba zbytnio nie przeszkadzało. - Poznaję go! On był z tobą, gdy przybyłam do Przedsionka - wykrzyknęła Holly i ostrożnie odczepiła małe stworzonko od ręki mężczyzny.
- Cześć piękny - uśmiechnęła się patrząc na zdziwioną minę kota - Jestem Holly, a ty?
Nick przewrócił oczami.
- Wariatka.
Dziewczyna rzuciła mu oburzone spojrzenie i usiadła.
- Wcale nie. On jest mądry i na pewno mi odpowie, prawda?
- Miau - zaskrzeczał kociak, ale gdy posadziła go na pościeli od razu wskoczył jej na ręce.
- No proszę - Nicolas uniósł brew - polubił cię. Widać wredne charaktery ciągną do siebie.
- Ha odezwał się pan uprzejmy. Co ty taki śpiący? - spytała widząc jak mruży oczy i ziewa przeciągle.
- Zmęczony jestem i tyle. Chciałem pójść spać, ale to małe czarne zło mi przeszkodziło - spojrzał z ukosa na warkoczący kłębek który spał w najlepsze na kolanach dziewczyny - Mała wstrętne paskuda - syknął na kota, który otworzył jedno jarzące się oko i posłał mu znudzone spojrzenie.
Holly zachichotała.
- Traktuje cię z góry. Prawdziwy arystokrata.
- Może jak mu przypalę ogon to będzie znał swe miejsce - Nick pstryknął palcami, na których zatańczyły płomienie.
- Och, ale z ciebie złośliwiec.- Holly otoczyła czarny kłębek ramionami - On jest mój i jeśli coś mu się stanie dam ci popalić.
- Wierzę, piekielnico, wierzę - Nick pokiwał sennie głową. - wybacz, ale jestem nie do życia. Muszę się wyspać.
- W porządku - Holly wstała trzymając pochrapujący kłębek - Zajrzę do Elda i spytam Isę, czy nie pożyczyłaby mi trochę ciuchów. Moja matka nie ma gustu - westchnęła smutno.
Nick wyszczerzył się.
- Biedna Holly. Przyjdź potem opowiesz mi jak poszła rozmowa z matką.
- Spoko - znowu nie trafiła ręką w klamkę i syknęła, gdy paznokcie zgrzytnęły o drewno.
- I jeszcze jedno - usłyszała i odwróciła się. Nick wstał i przeczesał dłonią włosy. Mięśnie zagrały pod skórą, gdy się przeciągnął. Posłał jej ogniste spojrzenie - Ekstra ciuchy, mała.
Dziewczyna pokazała mu język i wybiegła szybko, byleby nie zauważył jej spojrzenia. Cholernie seksowny ifryt. Wiedziała, że jak zostanie to ulegnie jego czarowi, a miała dużo zajęć. Schodząc w wysokich butach  po schodach niemal upuściła kota, który fuknął na nią zirytowany.
- Przepraszam, Mroczku. On po prostu tak na mnie działa - mruknęła trochę nieprzytomnie.
Kot spojrzał na nią i westchnął jakby doskonale rozumiał co powiedziała.
1042127-bigthumbnail.jpg


*  *  *  *  *
Kolejny rozdział, który mogłabym podpisać tytułem "Chaos i anarchia". Przepraszam za ten mętlik.
  • awatar gość: Ojej! Kolejny rozdział! :D Hmmm... cóż mogę napisac? Cieszy mnie, że relacje Holly z jej matką uległy poprawie. Co do Nick'a to sama nie wiem, jakoś tak wolałam go zanim został przywrócony do życia. W każdym razie nie tracę nadziei, że kiedyś jeszcze będzie sobą. No dobrze, idę spać, bo padam na twarz! ;)
  • awatar Kate - Writes: <z zadowoleniem kiwa głową> Przez ciebie o mało nie straciłam mózgu! To jest tak piękne, że szare komórki przy tym obumierają. Wcale nie ma żadnego mętliku, co ty bredzisz. Przez ciebie nie napiszę nic fajnego, jeśli dzisiaj powstanie beznadziejny rozdział, będziesz za to odpowiedzialna. <smiech>
  • awatar Seiti: Piękny rozdział. Wspaniały. Wychodzi z tego cudowna książka.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Rozdział w dwóch częściach bo znowu nie chce go dodać...

Niepokonani: " Przemienieni" cz. I

Nick rozsiadł się na jednym z dachów pałacu należącego do Christy. Sklepienie nocą wyglądało podobnie lecz kryształy służące za oświetlenie miały ciemniejszy kolor i mieniły się różnymi odcieniami fioletu i błękitu. Podziwianie tego niesamowitego podziemnego miasta należało do ulubionych zajęć wilka. Dziś też spoglądał na czarne skały upstrzone granatem pogrążając się w rozmyślaniach. Wszystko się zmieniło od kiedy wrócił.

Gdy ocknął się w korytarzu tuneli należących do łowców początkowo nie wiedział, gdzie jest i co tu robi. Każdy oddech sprawiał mu ból, a serce łomotało z taką siłą jakby chciało wyskoczyć z piersi. Dopiero po dłuższej chwili odzyskał jasność myśli i zrozumiał, że żyje. I że spotkanie z Holly nie było tylko pośmiertnym koszmarem. Powoli rozciągał zesztywniałe mięśnie, które utraciły swoją sprawność wraz z jego ostatnim oddechem. Tlen na nowo zaczął krążyć w żyłach pobudzając i regenerując zniszczone komórki. Czuł mrowienie w miejscu, gdzie ugodził go Jack i zobaczył jak na jego oczach warstwy mięśni i tkanek zrastają się jakby był demonem.
- Demon? - mruknął i przypomniał sobie o Holly. Wciąż leżała na brudnej ziemi martwa, lub nieprzytomna. Miała otwarte oczy, ale pozbawione życia niczym u porcelanowej lalki z wystawy sklepu. Jej zimne dłonie zaciśnięte były na trzonku noża wystającego z piersi.
Ten widok nie zaskoczył Nicka. Miał świadomość, że to był jedyny sposób by wejść do tego Przedsionka, czy jak to się tam nazywało.
Z westchnieniem irytacji odsunął jej dłonie i chwycił ostrze. Z całej siły pociągnął. Poczuł jak ostra krawędź ociera się o żebro i usłyszał zbolały jęk. Szarpnął mocniej nie dbając o to czy będzie cierpiała bardziej. Ciało Holly zesztywniało i wygięło się w łuk, ale gdy w końcu usunął nóż znowu wyglądała na nieprzytomną. Zielone oczy zniknęły za kurtyną kruczych rzęs.
Nick spojrzał na narzędzie, które przyczyniło się do bólu obojgu. Ostrze było proste, ale krawędzie musiały być szlifowane diamentem, bo nawet teraz zachowywało niesamowitą ostrość. Po namyśle mężczyzna zatknął nóż za cholewę buta. Może zachowa go sobie do następnego spotkania z tym przeklętym łowcą. Z przyjemnością wbił by mu go w to chore serce.
Wstał i wyprostował się czując jak kości wskakują na właściwe miejsce. Pstryknął palcami przywołując błękitne płomienie, które towarzyszyły mu wcześniej. Małe ogniki zatańczyły radośnie na opuszkach jego palców oświetlając korytarz. Mężczyzna rozejrzał się.
- Oczywiście - mruknął do siebie widząc zawalony korytarz. Przekopanie zajęłoby mu całe wieki. Zresztą sądząc po uszkodzeniach ścian wystarczyłoby mocniej kopnąć niewłaściwy kamień, aby resztę szlag wziął. Byli uwięzieni.
Zacisnął pięść tłumiąc płomienie. Nie miał bladego pojęcia jak można się stąd wydostać. Wściekły trzasnął dłonią w ścianę. Usłyszał złowróżbny trzask kiedy kamień pod jego dłonią pękł i zaczął się wykruszać, a w ślad za nim kolejne. Z sklepienia posypał się pył.
- Cholera jasna - Nick spojrzał przerażony jak powoli mniejsze kamiennie obluzowują się i spadają. Błyskawicznie złapał bezwładne ciało dziewczyny i zacisnął powieki czując jak płomienie liżą jego ubranie, a po chwili ogarniają jego całego pożogą. Nie czuł bólu, ale energia bijąca od ognia poraziła go. Błękitny ogień zdawał się mieć własne życie.
Wilk usłyszał głuchy odgłos obluzowującego się stropu nad głową. Skupił się mocniej na płomieniach, które przenikały jego ciało. Zacisnął zęby…
I nagle poczuł jak zimny wiatr targa jego włosy i rzuca śniegiem w twarz.
Udało się!
Rozejrzał się mrużąc oczy. W porównaniu z ciemnymi tunelami światło na zewnątrz sprawiało fizyczny ból. Musiał być już dzień. Ile czasu spędzili w tych tunelach?
Gdy tylko oczy przyzwyczaiły się do nowego otoczenia rozejrzał się. Znajdowali się teraz niemal przed samym wejściem do tej cholernej pułapki łowców. Obóz był opuszczony, a chimery i demony zniknęły. Ani żywej duszy poza murem Risa.
Nick uśmiechnął się usatysfakcjonowany. Czymkolwiek teraz był zaczynało mu się to podobać. Spojrzał na blade lica Holly. Przydałaby się jej pomoc Christy.
Mała wstrętna myśl wkradła mu się do głowy. A gdyby poczekać, aż sama się ocknie? Wtedy od niego zależałoby czy będzie żyła i dostanie się do Królestwa Demonów Nocy.
Od razu odrzucił ten pomysł czując do samego siebie wstręt. Nie potrafiłby jej potraktować tak okrutnie. Nie po tym ile wycierpiała.
Uwolnił płomienie pozwalając by pochłonęły ich dwójkę i skupił się na dotarciu do Christy.

Zdyszany głos wyrwał go z rozmyślań. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczył jak po stromym dachu wspina się Nathaniel balansując potężnym ciałem na delikatnych płytkach.
- No gorszego miejsca sobie znaleźć nie mogłeś chłopcze? - wysapał siadając ciężko na krawędzi. Gdy spojrzał w dół zrobił się zielony - Cholernie wysoko.
- Ale jaki widok - odparł spokojnie Nick spoglądając na roziskrzone piękne budynki oświetlone jarzącymi się kryształami wyrastającymi ze sklepienia. Magiczna i jednocześnie groteskowa kraina skrzyła się nieodmiennie takim samym blaskiem.
- Gdzie tak zniknąłeś? Myślałem, że uciekłeś
- Niby po co? - Nick otworzył dłoń i pozwolił zapłonąć małemu płomyczkowi. Był zafascynowany tym migoczącym czymś, co ułatwiło mu nowe życie - Nie mam gdzie odejść.
- Ale chciałbyś, widać to po tobie.
Wilk uśmiechnął się krzywo.
- Nie zaczynaj tak jak Trisha. Jedna niańka to i tak za dużo. Nic nikomu się nie stało - zapytał nagle zmieniając ton.
- Viljar trochę mocniej oberwał, ale szybko się wyliże. Reszta moich ma lekkie otarcia, nic groźnego. Gorzej z jednym demonem. O ile na nas trucizna zawarta w ostrzach nie działa to Tabrisa powaliła niemal natychmiast, a przecież ma przynajmniej kilkaset lat. Nadludzie zaczynają zagrażać i Miastom i Królestwu.
- Od nowa wszystko się wali - westchnął Nick - właściwie to czego ode mnie chcesz?
- Niczego. Trisha się martwi o ciebie, a ja się martwię, gdy ona się martwi. Zresztą chciałbym wiedzieć podobnie jak inni o co chodzi z tym ogniem? To cię nie parzy? - machnął na ognik skaczący po palcach Nicka.
- Ani trochę. Wiesz co z Holly?
- Nie Christa się nią zajmuje.
- O cholera - niedopałek wypał z dłoni Nicka i poszybował w dół.
- Co? - Nathaniel zrobił zdziwioną minę - To cos złego?
- Holly wiele razy mówiła, że jak tylko zobaczy swoją matkę to zabije ją.
- No ładnie - westchnął starszy mężczyzna i potarł skronie - Wiesz coś może o mężu Christy. Tym władcy tego Królestwa?
- Nie, jakoś byłem zajęty rozpaczaniem i nie obchodziło mnie kim on jest - mruknął kpiąco Nick - Nie no, na serio nie wiem kim jest. Wypadałoby poznać naszego zacnego władcę, który nam tak pomógł.
Głośny krzyk dobiegający z jednego z otwartych okien odwrócił ich uwagę od spraw władcy.
- Zabiję cię - Nick usłyszał ciche słowa wypowiedziane z całą dozą nienawiści jaką ich autor miał w sobie. Bez trudu rozpoznał głos Holly zniekształcony przez furię.
- No to bosko - mruknął do Nathaniela - Bestia się zbudziła - wstał i ruszył lekko w kierunku dobiegających wciąż z pokoju dźwięków.
- Hej no chyba nie zostawisz mnie tu tak. Myślisz, że wiem jak zejść? - dobiegł go spanikowany głos chimery.
Odwrócił się z uśmiechem.
- Jak wlazłeś tak zleziesz, to proste.
- Bezczelny krętaczu, dorwę cię i stłukę na kwaśne jabłko!
Nick wystawił język.
- Złap mnie jeśli potrafisz - i zeskoczył z dachu zanim Nathaniel zdążył zareagować. Odbił się od kamiennego muru zamku i zręcznie niczym kot wskoczył do komnaty.
Obecni tam podskoczyli, gdy uderzył ciężkimi podeszwami o podłogę.
Omiótł spojrzeniem Holly i jej matkę, Haydena zignorował.
- Wasza Wysokość, co się tu stało?
Christa wstała i wyprostowała się.
- Nic takiego. Mały wybuch emocji - zerknęła na skrzywioną córkę - Ale dobrze, że jesteś. Łatwiej będzie zapanować nad tą całą sytuacją.
"Sytuacja" jeszcze bardziej najeżyła się i wysyczała przez zęby:
- Nie trzeba nad niczym panować - Holly odwróciła się do Nicka - Powiedz tej kobiecie, żeby zostawiła mnie w spokoju.
- Wasza Wysokość nie powiedziała jej? - Nick uniósł brew.
Demonica jęknęła i schowała twarz w dłoniach.
- Mówiłam, ale ona nie chce się do mnie przyznawać.
- Dramat robicie - Hayden westchnął teatralnie i skierował do drzwi - Spadam stąd niedługo do domu, ale chciałbym z tobą porozmawiać o czymś… matko - ostatnie słowo wywołało na jego twarzy wyraz odrazy. Mężczyzna zauważył, że kąciki ust Holly uniosły się lekko. No proszę, rodzeństwo było wobec siebie solidarne.
Christa spojrzała na niego z godnością, choć oczy miała dalej zaczerwienione.
- Może tobie się uda, Nicku - wyszła za synem.
Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, mężczyzna odwrócił się z wściekłością wypisaną na twarzy.
- Co ci odwala? - syknął czekając aż kroki na korytarzu ucichną.
Holly spojrzała na niego zaskoczona.
- A co tobie odwala? Czemu się tak wściekasz?
- Wściekam się bo lubię. A ty ledwo oczy otworzyłaś już zgrywasz rolę urażonej księżniczki.
- Hej no - jęknęła dziewczyna - Wcale że nie! A zresztą skoro jestem córką "Jej Wysokości", to chyba mogę być "księżniczką"
Wilk przejechał dłonią po twarzy. Znowu to samo…
- Nie. Aktualny władca, ktokolwiek to jest, nie jest twoim ojcem. Jesteś bękartem, wyrzutkiem dla demonów. Dość długo tu przebywałem, by się dowiedzieć jaka jest, czy raczej była twoja pozycja. Miałaś doprowadzić do upadku Miasta Grzechu, ale fachowo rzecz ujmując spieprzyłaś sprawę. Trudno! Wtedy też jeszcze miałaś jakąś pozycję. Rada chciała byś wróciła do Miasta i dokończyła zadanie, ale to się również nie udało z powodu tego całego cyrku z nadludźmi. Teraz nagle bezpańscy nie są naszym największym problemem, więc automatycznie jesteś tu bezużyteczna.
Zerknął na Holly, której oczy robiły się coraz większe z każdym kolejnym zdaniem.
- Więc jestem nikim - szepnęła zmienionym tonem.
- Dajcie jej medal! - prychnął Nick czując jak wściekłość trawi go wewnątrz. Sam nie wiedział dlaczego czuje taki gniew na Holly - Rzuciłaś się na królową. Chciałaś zabić władczynie. Czy w ogóle pomyślałaś jakie mogą być tego konsekwencje?
- Daj spokój. Co się tak czepiłeś tego by bronić tę kobietę. Nie jest mój matką, rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczy.
- Jak wszyscy, zauważyłaś? Wszystkich wykorzystujesz tylko do własnych celów. W nosie masz zdanie i uczucia innych.
-Wcale nie - Holly skoczyła na równe nogi i stanęła na łóżku patrząc z góry na Nicka. Nowe tatuaże, które powstały kiedy była jeszcze więziona okalały jej oczy nadając wygląd dzikiej wojowniczki. Długa do ziemi jasnoróżowa koszula nocna nie pasowała do niej podobnie jak łzy, które wypełniły oczy demonicy. Zamrugała szybko by się ich pozbyć, ale z marnym skutkiem.
Wilk poczuł wielką ochotę by wbić jeszcze jedną szpilkę.
- Po co tu właściwie chciałaś dotrzeć. Nie marzyłaś przypadkiem, by móc tu żyć i nie musieć jeść ludzi?
- Nie obchodzą mnie już ludzie - odezwała się drżącym głosem ledwo panując nad emocjami - Miałam dość czasu by stracić resztkę litości. To tylko zwierzyna łowna. Trzeba ich wytępić.
Nick nie wytrzymał. Złapał ją za nadgarstki i pociągnął w dół.
- Czym ty się od nich różnisz? - warknął patrząc w jej wypełnione lękiem oczy. Kiedyś by się nie bała tylko zaatakowała. Teraz pozwoliła mu by ścisnął mocno te kruche kostki - Traktujesz ludzi tak jak oni traktują zwierzęta. Jesteś egoistyczna..
- Au! To boli! - wrzasnęła nagle Holly szamocząc się w jego uchwycie. Mężczyzna puścił ją i zauważył, że całą skórę na nadgarstkach ma mocno poparzoną. Spojrzał na swoje ręce na których wciąż tańczyły płomienie. Nie sadził, że mogą zrobić jej krzywdę.
Dziewczyna miała w oczach obłęd. Łzy płynęły po policzkach, a usta wykrzywione miała w dzikim grymasie.
- Nie jesteś lepszy - zawyła przyciskając dłonie do piersi. Zanim zareagował przeskoczyła przez łóżko i stanęła na parapecie okna.
- Co ty wyprawiasz? - Nick rzucił się w jej stronę, ale za późno. Runęła do tyłu zanim dobiegł. Złapał za futrynę okna i spojrzał w dół. Odetchnął z ulgą widząc jak wylądowała łagodnie, choć nieco chwiejnie na dachu jednej z wieżyczek. Zsunęła się z niej i zniknęła w mroku.
Wilk warknął i zacisnął dłonie na parapecie krusząc nieświadomie kamień.
- Szlag - warknął  i wyskoczył czując jak płomienie go znowu otaczają niematerialnym kokonem.
  • awatar Kate - Writes: Oj tak i to trzy części na raz. Karmisz moją duszę swoim opowiadaniem.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

sallylou
 
SallyLou:
Niepokonani: "Odzyskane serce"

Christa zacisnęła usta tak, że stworzyły wąską linię. Odrzuciła srebrzyste włosy na plecy i zmierzyła swoich wojowników surowym spojrzeniem.
Zawiedli ją…
- Moja córka nie żyje, prawda? - spytała, a głos pozbawiony był choćby krztyny ciepła.
Eld spojrzał na swą władczynię odważnie. Jako jedyny podniósł wzrok.
- Wasza Wysokość, nadludzie nas pokonali. Są niezwyciężeni…
- Ale czy to daje wam usprawiedliwienie? - przerwała mu ostro.
Zielono skóry demon tylko się skulił, jakby słowa kaleczyły go fizycznie.
- To moja sprawka - przed demony i chimery wystąpił ktoś, kogo demonica nie znała.
Czarne włosy nieznajomego jakby pochłaniały światło, podobnie jak ciemnogranatowe oczy.
- Ktoś ty?
- Marco, przybywam z Miasta Grzechu. Padam do nóżek - pokłonił się, ale gest był pozbawiony szacunku.
- Ty? - miała przed oczami tego Marco, tego, który tyle razy przeszkadzał jej podwładnym. Który zmasakrował niegdyś jej najlepszych wojowników. Który zabrał jej syna…
Gniew rozgorzał w władczyni.
- Jak śmiesz tak tu bezczelnie wchodzić?
- Śmiem i chcem - bezpański zmrużył oczy - to ja ich tu ściągnąłem. Inaczej by zginęli na marne.
- Na marne? Mieli ocalić moje dziecko!
- Taa sama sobie lepiej radzi z tym cholera wie czym niż  całą armią. To duża dziewczyna, odporna jest na wszystko - odparł, a w jego głosie zabrzmiała duma.
- Co chcesz osiągnąć, bezpański?
Marco skrzywił się na to określenie.
- Ponawiam to o co wcześniej prosił Hay. Jesteśmy na granicy całkowitego unicestwienia. Jeśli nie zjednoczymy się demony znikną z tego świata. I te przybyłe, i te, które były przed człowiekiem. Widziałem jak walczą nadludzie. Widziałem jak rozerwane ciała znowu się łączą w jedno. To nie jest naturalne. Coś takiego nie może mieć prawa bytu.
- A moja córka? Przez swoje rządzenie się zapomniałeś by jej pomóc. Czyż niegdyś nie chciałeś, by była twoją…. oblubienicą?
- Owszem, ale teraz nie należy do mnie, ani do kogokolwiek innego. Zmieniła się.
Christa potarła w zamyśleniu skroń.
- Wyjaśnisz mi?
- Nie. Nie znam przyczyny, ani siły która maczała w tym palce, ale na waszym miejscu zacząłbym żałować ociągania się z ratunkiem.
- Co insynuujesz? - Viljar zapomniał o swoim strachu i spojrzał na demona.
- To, że matka zamiast ratować swoje dziecko wolała się zajmować jakimiś durnymi sprawami politycznymi. Zostawiłaś, wasza wysokość, Holly na tak długo wśród tych stworów. Myślisz, że teraz poznasz swą córkę?
- To nie moja wina. Nie mogłam jej odnaleźć…
- Tak? - Marco zaśmiał się drwiąco - My, ja i Hayden, szybciej znaleźliśmy miejsce przebywania nadludzi niż najznamienitsi tropiciele należący do ciebie, pani. Być może Holly jak się dowie prawdy będzie wolała do nas wrócić.
- Ty plugawa kreaturo! - demonica zadrżała od siły, która kumulowała się w jej ciele.
Głośny huk przerwał jej obrażanie bezpańskiego kundla.
Christa spojrzała zszokowana na środek pomieszczenia. Błękitne płomienie powoli dogasały tworząc na marmurze wypalony krąg. Stojąca w środku postać lśniła szafirowym ogniem, który najwyraźniej nie wyrządzał jej krzywdy.
- No… - mruknął Marco - Zeszło ci się trochę.
Christa z otwartymi ustami patrzyła na Nicka, który klęczał trzymając w rękach bezwładne ciało. Oczy błyszczały groźnie, gdy spojrzał na demona z Miasta Grzechu.
- Dzięki za pomoc - syknął wstając.
- Sarkazm to poślednia forma humoru - odparł niewzruszony demon - Żyje?
Mężczyzna prychnął i odwrócił się do zamarłej w trwodze królowej.
- Wasza Wysokość - powolnym krokiem podszedł do niej - Twoja córka wymaga pomocy.
Srebrnowłosa kobieta spojrzała na skulony kłębek trzymany przez wilka. Długie skudlone włosy zasłaniały twarz, ale spod za dużej kurtki wystawały żałośnie chude kończyny.
- Moja Holly - jej oczy wypełniły się łzami, ale stłumiła szloch. Miała zbyt dużo pracy by teraz się rozczulać nad odzyskanym dzieckiem.
- Zabierz ją do uzdrowicielki - rozkazała, ale gdy spojrzała w poważne oczy Nicka jej wzrok złagodniał. Nie wiedziała co się stało z Nickiem, ale jego twarz naznaczona była piętnem śmierci. Musiał przeżyć piekło, by odzyskać Holly, a władczyni była mu wdzięczna, choć nie chciała tego publicznie okazywać.
- Tak, pani - Nick skłonił głową i przeszedł między demonami, a chimery podążyły za nim.
Gdy wyszli Eld wzdrygnął się.
-Cholera, skutki uboczne się ujawniają - westchnął głośno, a reszta spojrzała na niego zdziwiona - No co? Tylko ja czuję ten ogień, który w nim jest tłumiony?
- Zawsze byłeś wrażliwy na taką moc - westchnął Imris - Ale chyba fakt, że się wydostał stamtąd bez naszej pomocy i wszedł tu bez zezwolenia dużo mówi. Coś w nich dziwnego. W nich obojgu - dodał.
- Później będę nad tym się zastanawiać - mruknęła Christa i spojrzała na zebranych - Gdzie Tabris?


Isabel uderzyła dłonią o blat stołu. Miała już szczerze dość papierkowej roboty zleconej przez tego ropuchowatego służalca Pana. Xianlee traktował wszystkich z pogardą jakby byli gorsi. Oczywiście demonicę ominął ten zaszczyt. Gdy spoglądał na nią w jego oczkach czaiła się żądza. Krwawowłosa wolała unikać tego typa.
Przeglądanie dokumentów przerwało jej wtargnięcie zamotanej w czarny płaszcz postaci. Isabel patrzyła jak szaty zaplątują się wokół nóg właścicielki, która z hukiem upada na podłogę.
- Nie biegaj - mruknęła i wróciła do czytania.
Zakapturzona postać potarła obolałe siedzenie i podniosła z ziemi upuszczoną włócznię.
- O, a gdzie siekiera? - mruknęła Isabel patrząc jak Tanatos ogląda grot.
- Znudziła mi się. Tym jest fajnie rzucać i patrzeć jak się wiją przyszpileni do ziemi - odparła tamta gładząc pióra przyczepione do drzewca.
- Nie wnikam. Czego tu szukasz?
- Ciebie - Tanastos podparła się pod boki. Isabel zawsze interesowało jak wygląda córka Pana Miasta Grzechu, ale dziewczyna skrzętnie ukrywała swoją twarz. A poza tym płaszcz wzbudzał strach, a mała zabójczyni dbała o reputacje.
- Co się stało?
- Pewien demon z Królestwa Demonów Nocy umiera. Wyczuwam wibracje śmierci wokół niego. Pomyślałam, że to cię zainteresuje.
Isabel pomyślała o akcji, o której opowiedział jej Numer Sześć. Przeklęte zwłoki były częstym gościem w komnacie demonicy, dzięki czemu zawsze wiedziała co się dzieje w jej domu, bez potrzeby przenoszenia się. Pomijając odrażający smród i odpadające kawałki ciała jej informator był sympatycznym gościem. Polubiła go szczerze i w myślach nazywała Stefanem co było mniej sztywne i dziwne od tego Numeru Sześć.
- Mnóstwo demonów ginie od kiedy pojawili się nadludzie - słyszała w końcu o tym ich nowym specyfiku zabijającym na miejscu.
- Ale ten może cię zainteresować. Nazywa się Tabris..
Isabel nieświadomie wbiła paznokcie w papier niszcząc ważne akta.
- Tabris? Niemożliwe.
- A i owszem. Poharatali go podobnie porządnie, ale tak tylko przypuszczam. Sama sobie zobaczysz.
Dziewczyna zmarszczyła brwi. Coś tu śmierdzi…
- Co mnie ma obchodzić jakiś zawszony demon Christy?
Tanatos westchnęła i pokręciła głową.
- Nie myśl, ze jestem tak głupia jak reszta. Oczywiście wiem, że nie jesteś stąd i szpiegujesz na zlecenie tej waszej rady.
Isabel oniemiała. To był koniec. Przejrzeli ją i zabiją.
- I co teraz? - spytała - od kiedy to wiesz?
- Od kiedy tu jesteś - odparła zadowolona Tanatos i wymierzyła włócznię w Isabel - Ten twój kochaś umiera, jeśli chcesz do niego iść to teraz - rzuciła jej butelkę napełnioną czarnym winem - Jesteśmy w teoretycznym sojuszu więc pozwalam ci się z nim zobaczyć. Nic nie powiem tacie.
- O co ci chodzi?
Zakapturzona córka Pana westchnęła ciężko.
- Chcę być MIŁA - wycedziła - Więc do cholery pij i ratuj tego swojego ulubieńca.
- Jasne - Isabel postanowiła zaufać tej dziwacznej postaci. Odkorkowała butelkę i uniosła w toaście - Do dna! Jestem twoją dłużniczką
- To chyba oczywiste - usłyszała sarkastyczną odpowiedź zanim podłoga uciekła jej spod nóg i pająki zaczęły się wspinać na jej ciało wdzierając do ust i nosa. Głupie iluzje, które towarzyszyły piciu wina napawały ją strachem. Jeden wyjątkowo tłusty pająk siedział na policzku dotykając grubymi nogami jej oka. Obrzydlistwo!
Na szczęście o chwili wszystko zniknęło i otworzyła oczy. Znajdowała się już w Królestwie Demonów Nocy.
Wstała z jękiem, gdy kości trzasnęły jej w kręgosłupie.
- Za stara się na to robię - westchnęła.
- Nie wyglądasz tak źle - zobaczyła Marco, który wychylał się z balkonu. Na jego twarzy malował się uśmiech - Ty dziwko! To ty jesteś wtyczką, prawda?
- Trochę szacunku się należy - odparła agresywnie Isabel sprawdzając, czy wszystkie części ciała są na miejscu. Świetnie, najpierw Tanatos, teraz ten debil. A zaraz wszyscy będą wiedzieć kim jest.
- Mniejsza - Marco wzruszył ramionami - Nie martw się, ruda, nie wydam cię.
- Co, a niby dlaczego? -coś wszyscy podejrzanie byli pobłażliwi.
- Bo nie życzę żadnej kobiecie dostania się w łapy Xianlee, a to by cię niechybnie spotkało.
- Miło z twojej strony - mruknęła nieprzekonana, ale machnęła mu tylko dłonią i ruszyła znaleźć uzdrowicielkę.
- Hej ho! - wesoły głos zatrzymał ją w miejscu. Spojrzała na szafirowowłosą demonicę, która rozpaczliwie machała na nią.
- Annabeth? Ty też tu?
- Szukasz Tabrisa? - demonica zignorowała pytanie - Wiem gdzie jest. Zaprowadzę cię - złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła za sobą.
Weszły do niskiego pomieszczenia, które oświetlone było mnóstwem lamp naftowych. Na niewygodnym fotelu na wpółleżał trupioblady Tabris. Spojrzał niemrawo na przybyłe.
- Poczekam na zewnątrz - Beth szepnęła cicho do ucha Isabel i wymknęła się cicho.
Lisi demon mierzył ją nieprzytomnym wzrokiem. Ubrany był tylko w zszargane i zakrwawione spodnie. Ciało pokrywały długie rany, ale decydowanie najgorsza była na piersi. Głęboka dziura z której wypływała wąska strużka krwi.
- Witaj moja kochana - niemal sine wargi wyszeptały powitanie.
- Ty szaleńcze co ci się stało? - podeszła do niego i złapała krzesło by usiąść obok.
- Wyszedłem z wprawy - słaby uśmiech roziskrzył mętne spojrzenie.
- Gdzie uzdrowicielka? - Isabel rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nikogo nie znalazła.
- Szuka czegoś - demon nieznacznie zmarszczył brwi. Siedział w śmiertelnym bezruchu jakby rany odebrały mu wszystkie siły.
- Cholera, Tabris - złapała go za rękę i przyjrzała skaleczeniom na niej. Były dość płytkie, ale i tak się nie goiły - Dlaczego się nie regenerujesz?
- Nadludzie zatruli miecze i strzały - wyszeptał słabo - W życiu tak źle się nie czułem - głowa opadła mu na bok i przymknął oczy.
- Tabris? Słyszysz mnie? Tabris! - Isabel szarpnęła go za rękę, ale nic nie uzyskała poza tym, że krew zaczęła bardziej płynąć z ran.
- Nie szarp go tak - czyjaś dłoń złapała ją za ramię.
- Czy on…? - szepnęła demonica niezdolna wydusić z siebie pełnego zdania.
- Jest w komie, tak może choć odrobinę się regenerować.
- Dlaczego się nie goją jego rany? - odwróciła się do starej wiedźmy, która rozcierała jakieś zioła w moździerzu.
- Toksyna zawarta w jadzie, blokuje ośrodek nerwowy i wprowadza w organizmie zamieszanie. Ciało się nie odbudowuje jak powinno.
- Ale przynajmniej nie krwawi - mruknęła Isa próbując się pocieszyć tą myślą. Nie mogła stracić tego psotnego lisa, który powalał jej zapomnieć o okropnej pracy.
- Bo stracił niemal całą krew. Żyje tylko dlatego, że jest demonem. Ale nie wiem jak długo pociągnie.
Lisie uszy drgnęły lekko, gdy dziewczyna pogłaskała czoło ukochanego.
- Masz żyć. To rozkaz - wstała i podeszła do wiedźmy - Jest coś co mogę zrobić, by mu pomóc?
- Owszem. Potrzebuję czystej trucizny by sporządzić antidotum.
- Gdzie ją znajdę?
- W obozie łowców.
Demonica poczuła, że świat jej wiruje. Dopiero co wojownicy Christy wrócili poturbowani stamtąd. Królowa w życiu jej nie da pozwolenia na samowolną wyprawę. Chyba, że…
- Dziękuję za radę - schyliła głowę w pokłonie i rzuciła smutne spojrzenie na nieprzytomnego demona - Niech pani opiekuje się Tabrisem.
Nie miała wiele czasu. Od ataku minęło zaledwie półtora dnia, a lis powoli umierał. Jak wiele mu zostało wolała nie myśleć.
- Marco - zawołała na czarnowłosego demona, który wciąż stał na balkonie. Uniósł pytająco brew, gdy wspięła się zręcznie po ścianie i usiadła na balustradzie - Co powiesz na napad stulecia?
Ciemnoniebieskie, niemal czarne oczy spojrzały na nią uważnie.
- Zainteresowałaś mnie. Mów dalej.

Christa spoglądała na swoją córkę w zamyśleniu.
Holly leżała na łóżku już czysta i ubrana w długą jedwabną koszulę. Jej blade policzki były zapadnięte, a włosy choć rozczesane i umyte były matowe i wypadały garściami. Jej chude nadgarstki były dwukrotnie mniejsze niż u zdrowej kobiety.
Królowa czuła jak nieznośne poczucie winy wierci w jej brzuchu olbrzymią dziurę. Potraktowała swoje dzieci jak materiał, który miał zapewnić jej przewagę nad bezpańskimi demonami. Nie zaznały nigdy miłości matki, ani czułego dotyku pozbawionego jakiegokolwiek bólu.
- Przepraszam cię skarbie - łzy popłynęły z oczu demonicy. Tak bardzo chciała cofnąć czas
- Nade mną nie płakałaś nigdy - zirytowany głos zmusił ją by wzięła się w garść i otarła łzy.
- Haydenie, nie powinieneś wracać z tym swoim Marco do domu? - spytała ostrej niż zamierzała, by ukryć chwilę słabości.
- E Marco, gdzieś się podział, a ja chciałem zobaczyć się z siostrą - jasnowłosy chłopak podszedł bliżej łomocąc ciężkimi butami. Usiadł na łóżku podkulając nogi.
- Pobrudzisz pościel - warknęła matka, a Hayden wzruszył ramionami.
- Nic jej nie będzie?
- Nie, na szczęście musi tylko odpocząć i dobrze się odżywiać - odparła Christa i spojrzała uważnie na syna. Czy na jego twarzy nie było przypadkiem smutku? - Coś się stało?
Hayden spojrzał na nią i uniósł brew. Demonica zauważyła, że ma nowy kolczyk. Małe kółeczko w płatku nosa.
- Musisz tak się ozdabiać tym całym piercingiem. Okropnie to wygląda.
Hayden pokazał język w którym tkwiła mała srebrna kuleczka.
- Robię co chcę - odparł zadowolony z miny jaką wywołał na twarzy matki.
- Okropność - wzdrygnęła Christa.
- Mi się podoba - dobiegł ich zaspany głos spod pościeli.
- Holly - Christa uśmiechnęła się widząc córkę, która przecierała oczy pięściami- Jak się czujesz?
- Dobrze, chyba. Hayden co tu robisz? - spytała nieprzytomnie i wyciągnęła rękę do brata. Ku zaskoczeniu ich obu chłopak porwał swoją siostrę na ręce wywlekając z łóżka.
- Ty żyjesz! - zakręcił nią i posadził na łóżku. Czarno czerwone oko błyszczało - Poznałaś mnie siostrzyczko.
- Trudno nie poznać po tych oczach - odparła dziewczyna.
Christa zauważyła, że jej oczy były całkowicie zielone i nienaturalnie wręcz błyszczące. Jak oczy lalki.
- Kochanie cieszę się, że ocknęłaś się tak szybko.
Holly spojrzała na srebrnowłosą demonicę zdziwiona.
- A kim ty jesteś?
Christa poczuła, że ma w gardle gulę.
- Holly… jesteś moją córką.
Przez wychudzone oblicze dziewczyny przemknęło zdziwienie, przerażenie, ulga, ale najbardziej widoczna była wściekłość.
- Zabiję cię - mimo osłabienia odbiła się od podłogi z obnażonymi ostrymi zębami. Kobieta nie miała czasu na obronę i tylko zamknęła oczy.
- No co ty wariatko robisz? - usłyszała zduszony głos Haydena i uchyliła powieki. Jej syn szamotał się z wyjącą wściekle dziewczyną, której oczy świeciły jak zielone latarnie
Christa osunęła się na łóżko.
- Przepraszam - szepnęła i nagle z dostojnej władczyni zmieniła się w słabą kobietę.
- Już na to za późno - Holly uspokoiła się i odepchnęła brata. Widać było, że jest wciąż zmęczona, bo zachwiała się jak źrebię i usiadła na pościeli.
- Cholera, kobiety - Hayden jęknął i usiadł miedzy nimi - Proponuję zacząć od początku i ściągnąć tu tego cholernego wilka.

Isabel
isa1.jpg
  • awatar Kate - Writes: *O* Córka zginęła? Ups... "śmiem i chcem" - cytat tygodnia. "Masz żyć. To rozkaz." - to też jest dobre.
  • awatar Seiti: Jak mogłam nie skomentować<beszta się biczykiem> Urzekający rozdział. Isie się posypała tożsamość, lisek ledwo zipie, a Holly olśniewa :D Jak ja kocham to opko! maru!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: "Początek nowego świata"

Pociągnęła wilka za sobą w stronę zabudowań. Ku swojemu zadowoleniu zauważyła, że nie stawiał zbytniego. Jego zamglone spojrzenie znowu pozbawione był jakichkolwiek emocji.
Kopnięciem otworzyła skrzydłowe drzwi i zawlekła swojego towarzysza do środka.
- Wredna baba - mruknął Nick, gdy szarpnęła go za ramię trochę mocniej.
- Twoja wina. Ruszałbyś się bardziej żywo - mruknęła w odpowiedzi.
Oczy wilka zamigotały błękitnym płomieniem.
- Jakbyś nie zauważyła jestem martwy. Z reguły ktoś, kto jest martwy nie może być bardziej żywy.
- Się okaże jeszcze ….
Zaprowadziła go do pokoju. Był schludny i czysty.
- Kurde, mają tu lepiej niż u nas. Zazdroszczę - westchnęła cicho oglądając proste, aczkolwiek przytulne pomieszczenie.
Nick usiadł na łóżku i posłał jej zirytowane spojrzenie.
- Czego jeszcze ode mnie chcesz? Mało mnie dręczyłaś za życia?
"Będzie trudno" pomyślała i oparła się o drzwi. Nie ucieknie jej. Była znacznie silniejsza.
Przez chwile zastanawiała się czy nie połamać mu kości, ale zaraz zmroziła ją ta myśl. Dlaczego miałaby to robić komuś kto dopiero co tyle wycierpiał.
Potrząsnęła głową chcąc pozbyć się wstrętnych myśli.
- Nicolas Liar? - spytała zamiast tego - Czemu mi o tym nie powiedziałeś
- A pytałaś? - kolejne wrogie spojrzenie.
- W sumie racja - poczuła palący wstyd. No oczywiście zawsze zajmowała się sobą i nie obchodziło ją to dotyczyło reszty. Ale upokorzenie!
- Wiem, że mnie pamiętasz - odezwała się po chwili dziękując za to, że jej twarz nie zdradziła mu jej uczuć - Ale chciałabym widzieć ile.
Mężczyzna uniósł brew.
- Jesteś Holly, demon, bądź coś w tym stylu. Żywisz się ludźmi i jeśli o nich chodzi traktujesz ich jak śmieci. Nie obchodzi cię nic poza tobą samą, już nie wspominając o tym, że jak tylko masz okazję próbujesz manipulować wszystkimi wokoło dla własnej korzyści
Ręce dziewczyny zadrżały. Mówił szczerze, nie okłamywał jej. On naprawdę tak myślał.
Dlaczego zostały mu tylko złe wspomnienia? Dlaczego nie pamiętał reszty?
- Nick… - zaryzykowała - Pamiętasz komu wyznawałeś miłość?
- Oczywiście, demonico - jego czoło wygładziło się i uśmiechnął się - mojej dziewczynie.
"Tak" jej podświadomość wykonała taniec zwycięstwa.
- A ta dziewczyna to - pociągnęła go za język.
- Jenny - mruknął rozmarzony - Moja śliczna Jennifer.
- Że co, kurwa? - wrzasnęła Holly odrywając się od drzwi. Jak Jennifer? Kto to do cholery jest?
W oczach Nicka znów zabłysnął szafirowy płomień.
- O kurcze - na chwilę zapomniała o swojej urażonej dumie i podeszła bliżej.
Wcześniej myślała, że to tylko gra światła, ale teraz widziała wyraźnie, że oczy wilka żarzą się niebiesko.
- Weź kobieto się odsuń - Nick wyciągnął rękę chcąc ją odepchnąć, ale dłoń zamarła w powietrzu. Na smukłych palcach tańczył błękitny ogień - Co to? - potrząsnął dłonią, a ogniki zniknęły.
- Czyli chyba się udało. Możesz wrócić do życia! - złapała go za rękę mimo wyraźnych protestów.
- Nie dziękuję, postoję. Nie chcę wracać do tej chorej rzeczywistości - próbował rozdzielić ich ręce -Puść, cholera.
- Nie, dopóki nie wbiję ci do głowy tego co powinno tam być - warknęła. Czemu wydawał się być silniejszy? W końcu ona była demonem. A teraz jego dłoń miażdżyła jej kości.
- Do cholery, odwal się ode mnie - jego oczy lśniły z złości i czegoś jeszcze - Holly, to ci nic nie da - dodał cedząc słowa, gdy wbiła paznokcie w jego dłoń.
Siłowali się piorunując wzrokiem.
Oczy Holly wypełniły łzy. Nick był kimś innym, nie takiego go znała.
- Co się z tobą stało?
Wilk zjeżył się.
- Umarłem. To trochę wpływa na postrzeganie świata i istot - spojrzał na nią pogardliwie.
- Ty! - zamachnęła się chcąc przywalić mu za pyskowanie. Jednak on uchylił się, a pięść trafiła powietrze. Nie mając oporu Holly zachwiała się i grunt uciekł jej spod nóg. Uderzyła z całej siły w Nicka, który nie zdążył się osłonić.
Upadli na materac, który zamortyzował uderzenie.
- Au…
A raczej zamortyzował upadek Holly. Blondyn trzymał się za nos.
- Walnęłaś mnie łokciem - syknął.
- Twoja wina. Było się mi nie stawiać - dziewczyna uśmiechnęła się. Zanim Nickowi udało wyjść z oszołomienia przetoczyła się i usiadła na jego brzuchu.
- Złaź ze mnie - w szafirowych oczach zobaczyła zaskoczenie, ale nie wykonał żadnego ruchu by ją strącić.  Albo wywnioskował, że jak się ruszy to połamie mu kończyny, co zresztą w razie czego planowała, albo wracała mu pamięć.
- Nie - walkiria uśmiechnęła się przekornie. Nachyliła się nad jego twarzą - Nic ci nie jest. Aż tak wielkiej krzywdy ci nie zrobiłam.
- Świetnie, więc teraz bądź tak łaskawa…
- Cicho - zdusiła jego słowa pocałunkiem. Gdy próbował odsunąć głowę przygryzła jego wargę. - Nie zrobisz niczego, dopóki nie wyrazisz zgody na powrót.
Błękitny ogień zatańczył na jego włosach. Holly musnęła je ręką chcąc zobaczyć czym są, ale nie miały ani konsystencji, ani temperatury. Ogień, bez dymu nie robił żadnej krzywdy.
- Holly - zirytowany szept odwrócił jej uwagę od płomieni. Wzrok Nicka skupiony był na jej twarzy - Ładne te wzory - wyszczerzył zęby i gdy ona zastanawiała się o co mu chodzi, zrzucił ją z siebie i przycisnął do łóżka - Ładnie to tak pogrywać ze mną?
- Hej! - próbowała się wyrwać.
- Co mówiłaś na temat wyrażania na coś zgody?
- Puść mnie wariacie! Myślisz, że wolno ci mną pomiatać? - kopnęła go łamiąc nogę.
Nick zmarszczył czoło jakby tylko go delikatnie pacnęła.
- Na więcej cię nie stać - posłał jej uśmiech, który wyglądał na szczery.
- Rozwaliłam ci kość, a ciebie to bawi? - wykrzyknęła obrażona.
Czym on był? Co stworzył chcąc go ratować?
- Hm jak to mówiłaś? Ach tak… Cicho siedź - nachylił się i ich wargi się zetknęły. Przez ciało dziewczyny przebiegł dreszcz. Cholera to nie tak miało być!
Jego usta zsunęły się na szyję drażniąc wrażliwą skórę. Holly spięła się, gdy musnął czułe miejsce.  Nigdy nie powinna odsłaniać szyi przed nikim. To była najszybsza droga do śmierci. A teraz pozwalała na to tej istocie, która była tak różna od jej poważnego i opanowanego wilka.
Złapała go za szyję przyciągając do ciała. Jego ręce chwyciły jej wąską talię, gdy oplotła go nogami odchylając głowę.

Nick spojrzał na demoniczną dziewczynę, która patrzyła na niego oczami zamroczonymi z pożądania. Błękitny ogień lizał jego skórę, gdy rozpinał koszulę, by dostać się do ukrytego pod nią ciała. Jednak nie zwracał na nie uwagi. Nie miał zamiaru roztrząsać tego. Cienki materiał opadł odsłaniając alabastrową skórę. Z cieniem irytacji zauważył, że jest o wiele chudsza niż powinna. Zamknięcie źle na nią działało.
Jednak nie wyglądała tak źle. Ciało było kształtne i kuszące…
Nick uśmiechnął się drapieżnie. Krew uderzyła mu do głowy, a jego własne ciało pragnęło dotyku tych smukłych bladych ramion. Odetchnął głęboko, gdy Holly otarła się o jego męskość. Jej wielkie oczy przybrały kolor jadeitu, a wargi zaczerwieniły się od pocałunków. Jej dłonie otoczyły jego twarz przyciągając do swojej. Jej zęby znowu złapały jego wargę, kalecząc do krwi, a jej noga gładziła jego udo. Przekręciła się tak, że teraz siedziała na jego kolanach, a jej ciało wiło się nad nim drażniąc i rozbudzając palące pożądanie.
- Nick - szepnęła, a jej ręką zatańczyła na jego rozporku. Mroczny uśmiech zmienił jej oblicze, gdy przez materiał zacisnęła dłoń na jego przyrodzeniu - Wrócisz ze mną?
- Tak - zgodziłby się nawet, gdyby prosiła by odciął ramię, byleby nie przestawała.
Pocałował ją żarliwie, a ona odpowiedziała mu tym samym.
Po chwili oderwała się jednak od niego i spojrzała w oczy. Jej wzrok był surowy i zimny niczym lód.
- Zbieraj się przystojniaku - ku jego zaskoczeniu zsunęła się z jego kolan i złapała koszulę narzucając na nagie ciało.
Przez chwilę siedział w osłupieniu patrząc jak zapina guziki. Miała poważny wyraz twarzy, choć jej ręce lekko dygotały.
Zaczął się śmiać. Skubana diablica!
- Wiesz co - rzucił z wyrzutem wstając - jesteś okrutna.
- Może, ale nie głupia. Wiedziałeś kim jestem jak tylko mnie zobaczyłeś. I wiem co siedziało w twojej głowie, skarbie - uśmiechnęła się krzywo .-  Zresztą zasłużyłeś sobie za tą Jennifer - zmrużyła oczy.
- Ale nie kłamałem - Nick zaplótł ręce na piersi patrząc na dziewczynę z urazą - lubisz się bawić ludźmi i wykorzystywać ich.
- Ta, przystojniaku, ale tobą zabawię się jak wrócimy.
Mężczyzna rzucił jej spojrzenie, dobitnie świadczące o tym co myśli na ten temat.
- Dobra - uniósł ręce do góry - W porządku. Wracam do żywych.
- Cudownie - Holly poderwała się by go uścisnąć. Nick przytulił ją do siebie i uśmiechnął.
W porządku wróci do tego podłego świata. Ale teraz wszystko będzie się toczyć na jego warunkach.
- Dobra, mała. Prowadzisz - otworzył jej drzwi. Ruszyła przodem pogrążona w swoich myślach. Nick wiedział, że potrafi się wedrzeć do jego umysłu, więc skupił się by zablokować jej dostęp.
Lepiej by nie wiedziała co ją może czekać, gdy wrócą.

Tabris skulił się, gdy nadczłowiek po raz kolejny dźgnął go mieczem. Rany nie goiły się, a zmęczenie nie pozwalało mu się skutecznie bronić. Kątem oka widział jak Zmora spada ze swojego wierzchowca, który zmienia się w smugę dymu. Demonica walczyła z dwoma nadludźmi, a jej obrona słabła z każdą chwilą.
Przegrywali..
Głośny huk zdekoncentrował demona, tak, że nie zauważył wymierzonego w niego ciosu. Poczuł jak ostrze nasączone czarną substancją wbija mu się w serce. Upadł nie mogąc się ruszyć.
- Tabris - kolejny cios blokował Viljar ratując demona przed śmiercią. Chimera krwawiła z nosa, a cały bok pokrywała świeża krew.
- To koniec. Są silniejsi - lisi demon zacisnął dłoń na ranie, która nie chciała się zagoić. Zaraz wykrwawi się i umrze. Zupełnie jak zwykły człowiek…
-DOŚĆ - potężny ryk rozbrzmiał na niebie zagłuszając zgiełk walki - WYNOCHA NĘDZNE LUDKIE SZUMOWINY!
Nadludzie spojrzeli w górę zaskoczeni. Wydawali się być zmieszani i na chwilę zaprzestali walki.
Z nieba spadł czarny kształt o olbrzymich nietoperzach skrzydłach, który spadł na ziemię wybijając w niej krater. Potężna trzymetrowa istota ruszyła w ich stronę.
Tabris podniósł się na kolana. Spojrzał na skrzydlatego odzianego w czarną zbroję. Kim on mógł być?
Tajemnicza istota podniosła ręce do góry na olbrzymie poszarpane skrzydła rozłożyły się całkowicie.
- JAM JEST PAN MIASTA GRZECHU - głos wydawał się grzmieć z każdej strony - COFNIJCIE SIĘ LUDZKIE KREATURY, BO ONI SĄ POD MOJĄ OPIEKĄ.
Demony i chimery nie kryły zaskoczenia widząc jak nadludzie cofają się i w panice umykają w stronę miasta.
Gdy ostatni z nich oddalił się. Istota podeszła bliżej.
- Kretyni - rozległ się głos, teraz już niewątpliwie pochodzący spod przyłbicy. Nagle ciało przybyłego skurczyło się, a zbroja zniknęła.
Marco otrzepał rękawy eleganckim gestem.
- Dobra - omiótł wzrokiem zebranych - A teraz spieprzamy zanim skapną się, że to tylko iluzja. Holly i Nick dadzą sobie radę sami.
Tabris pomyślał, że chyba już ma omamy. Jednak wystąpił przed innych i spojrzał prosto w oczy bezpańskiego demona.
- Prowadź.

Nick ;)
nick1.jpg
  • awatar Seiti: Heh obie mamy słabość do jasnowłosych Nicków, cieszy mnie to :D Nieźle sobie z nią pogrywał. Gorąca scena, w końcu się doczekałam. Ach! Dzisiaj każdy rozpala moją ero fantazję, tak nie można!
  • awatar Lisa Angels: Mrał... Teraz nie będę mogła się doczekać aż wrócą. Mam pytanko o co kaman z tą walkirią? Że co ona zrobiła level up? Bo trochę nie łapię.
  • awatar SallyLou: @Lisa" Kwestię walkirii będę jeszcze dogłębniej wyjaśniać w następnych rozdziałach, ale to ma związek z tą zmianą w wyglądzie ( głównie oczu )i śmiercią Nicka. Ech znowu mieszam w głowach wszystkim :D
Pokaż wszystkie (6) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: " Królestwo Umarłych"

Nathaniel czuł się jak w chorym śnie. Te istoty, nadludzie, byli niezniszczalni. Włączyło ich tylko pięciu, a mieli dużą przewagę nad nimi. Byli szybcy i cholernie silni. Mężczyzna na własne oczy widział jak Zmora przebiła włócznią głowę jednego z przeciwników, a Eld dokończył dzieła odrywając ją od korpusu. Niemal krzyknął z radości, ale po chwili zobaczył, że bezgłowe ciało dalej stoi, a na dodatek wyciąga ręce  kierunku zielonoskórego demona, który patrzył w zdziwieniu jak nadczłowiek idzie w jego stronę.
- Wyrzuć to - ryknął Nathaniel, a Edl porzucił trofeum i wzbił się w górę uciekając przed wrogiem, który już wyciągał po niego ręce. Jednak zaraz opuścił dłonie i podniósł głowę nasadzając ją na szyję. Tkanki, naczynia i mięśnie zrosły się ze sobą, Nadczłowiek znów wyglądał jak nienaruszony.
Viljar wraz z Tabrisem metodycznie siekali kolejnego nadczłowieka, ale ich wspólny wysiłek był tak samo bezowocny. Rany goiły się natychmiast, a odcięte części ciała przyrastały z powrotem.
Nie było dobrze. Reszta też nie radziła sobie dużo lepiej. Jedyne co mogli robić to atakować i uskakiwać przed ciosami. Ale w końcu nawet taka taktyka mogła okazać się zawodna.
- Z motyką na słońce - mruknął pod nosem Nathaniel i odwrócił się kątem oka widząc łowcę, który wbiegał do tunelu trzymając miecz.
- Przygotować broń - ryknął do reszty i zniknął w ciemnościach. Musiał polować na Nicka. Chimera rzuciła się w pościg za nim. Ale potężne drzwi zatrzasnęły się, a nadczłowiek zablokował je od środka. Mężczyzna trzasnął pięścią w metal.
- Kurwa - warknął i odwrócił dostrzegając łowcę, który z uśmiechem sunął w jego kierunku. Wycelował w niego z kuszy.
- Gorzej być nie może - mruknął Nathaniel.

- Nie zgadzam się - głos uwiązł w gardle Holly. Tak być nie mogło, nie miała zamiaru pozwolić odejść temu wilkowi.
Cały czas ściskała jego wciąż ciepłą dłoń jakby to miało przywrócić mu życie. Wodziła oczami po jego twarzy szukając jakichkolwiek oznak, że jednak się myli. Nick wyglądał jakby spał, choć dziewczyna doskonale wiedziała, ze tak nie jest. Serce ucichło, płuca nie pracowały, a umysł jakby zniknął. Pusta skorupa pozbawiona żywotności.
Nie wiedziała ile już tu trwa. Przestał ją obchodzić  czas i inne istoty, które znajdowały się w pobliżu.  Czuła tylko jak ciepło uchodzi z ciała jej wilka, a twarz blednie w miarę jak odpływała z niej krew. Pomyślała o tym, że nigdy już nie zobaczy tego smutnego, lekko sarkastycznego uśmiechu.
Wstała zataczając się. Oczy lśniły dziko w półmroku jak ślepia kota. Zacisnęła zęby by powstrzymać kolejny wybuch płaczu. Nie mogła teraz się rozczulać jak bachor nie będzie płakała dopóki śmierć nie zwróci jej tego co należy do niej.
Chwyciła zakrwawiony nóż porzucony przez Jacka. Mroczna cząstka jej umysłu podszeptywała jej co ma zrobić.
A Holly jej posłuchała.
Podniosła do góry zakrwawione ostrze. Zalśniło szkarłatnie w słabym świetle lamp.

“Dalej" szeptała jej podświadomość "Zrób to”


Dziewczyna zacisnęła kły i z całej siły wbiła ostrze w swoją pierś. Wrzasnęła czując przeszywający ból. Instynktownie chciała wyjąć ostrze i skulić, ale  powstrzymała się. Krew ściekała na ziemię, która wchłaniała ją, jakby była to ofiara.
Jej ręce trzęsły się jak u chorej na padaczkę, ale nie wypuściła trzonu.
- Kurwa… - strużka krwi popłynęła jej po brodzie skapując na twarz Nicka. Rozdygotana potworzyca spojrzała na niego z nadzieją, jakby miał zaraz otworzyć oczy. Jednak tak się nie stało. Nóż tkwił za płytko.
- Nie - jęknęła dziewczyna próbując poprawić uchwyt. Palce ślizgały jej się od krwi, ale w końcu złapała pewniej i bez zastanowienia zagłębiła ostrze w swą pierś celując w serce. Zawyła nieludzko,  a blask szafirowych oczu przygasł. Upadła i obraz przed oczami rozmył się.

Holly nie wiedziała kiedy odzyskała przytomność. Leżała na ziemi zbyt słaba i zmęczona by drgnąć. Co się z nią stało?
- Moje gratulacje - spokojny głos nad jej głową zmusił ją by uniosła wzrok. Postać odziana w pelerynę pochylała się nad nią, a lśniące białe oczy były jedynym co widać było spod kaptura.
- Udało mi się? - Holly przyjęła wyciągniętą dłoń i wstała.
Zdecydowanie nie był to obrzydliwy tunel nadludzi.
- Tak, kobieto. Otworzyłaś przejście do mojego świata. Witaj w Krainie Umarłych - jej towarzysz wykonał zamaszysty gest prezentując swą krainę.
Ponure, ciemne miejsce zasnute było mgłą. W oddali majaczyły się zarysy budynków i małych ruchomych istotek. Zmarłych.
- Udało się - Holly uśmiechnęła się usatysfakcjonowana. Czyli ten cichy głos w głowie mówił prawdę. Odwróciła się do zakapturzonego mężczyzny - Wybacz, ale nie znam twego imienia, panie.
- Bo go nie mam, kobieto - świecące oczy spojrzały na nią przelotnie - Mam rozumieć, że przybyłaś tu po kogoś?
- Owszem - skinęła głową - Bardzo mi zależy, by odzyskać go z powrotem.
- Rozumiem. Więc chodźmy poszukajmy Nicolasa Liar.
Nikolas Liar? Holly uniosła brew. Albo facet się pomylił, albo Nick jej czegoś nie powiedział…
- Skąd wiedziałeś o kogo mi chodzi? - spytała zamiast tego. Gość dużo wiedział, nie mogła nie zauważyć.
- Wiem wszystko i znam wszystkich - odparł tajemniczo.
- Spoko…
Przewodnik rzucił jej zaciekawione spojrzenie.
- Nie zachowujesz się jak typowa istota, która tu przybywa.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Ha, więc nie wiesz wszystkiego. Właśnie zadźgałam się nożem by tu trafić, a poza tym niezniszczalny psychopata więził mnie przez rok, twierdząc, że uda mu się mnie w nim rozkochać. Już nie mówiąc o tym, że widziałam jak umarł najwspanialszy chłopak na świecie. To może wpływać trochę na zachowanie.
Spod kaptura wydobyło się ciche westchnienie.
- Wiesz, że jest łatwiejszy sposób by tu trafić? Bez robienia mielonki z serca?
- Co?
- Trzeba rozciąć dłoń i wymówić formułkę, ale zapewne nikt cię tego nie nauczył. Rozumiem że jesteś tu po raz pierwszy…
- Ta i nie powiem, że chciałabym tu wracać - Holly spojrzała na ścieżkę przed nimi. Przechodzące postaci miały ten sam ponury wygląd i obojętne miny.
- Kurcze, więc to mnie czeka, gdy umrę - ten świat nie wydawał się jej za radosnym miejscem. A co z wiecznym rajem, błogosławieństwem i szczęściem. To kłamstwa?
- Spokojnie to Przedsionek. Tu dusze czekają na przejście dalej. Potem Królestwo dzieli się na trzy Sfery: Laur, Shingam i Erthel. Zależnie od tego na co się zasłuży trafia się do jednego z nich.
Przed oczami Holly przemknęły twarze wszystkich, których skrzywdziła.
- Cholera to już po mnie - stwierdziła rzeczowo.
- Ty nie musisz się stresować. Możesz przebywać gdzie chcesz i ile chcesz. Dla walkirii droga wolna.
- Dla czego co? - potworzyca otworzyła usta - Jestem demonem…
- Nie tylko - przerwał jej towarzysz - Chyba zauważyłaś co się z tobą ostatnio stało. Poczułem to aż tu, kobieto.
- To wszystko… - ten ból, płomienie i brak grawitacji - To wszystko przemiana?
- Oczywiście. Współczuję, że w takich warunkach to się stało. Musiało cię to nieźle przestraszyć.
- Nie miałam na to czasu - mruknęła Holly. Wtedy przecież próbowała pomóc Nickowi i reszcie.
- No mniejsza, chyba widzę cel naszego spaceru. Widzisz już go? - płaszcz załopotał, gdy postać wskazała za róg budynku.
Stojąca w kącie postać opierała się plecami o ścianę. Jasnowłosy mężczyzna ubrany w szare ubrania nonszalancko opierał się o ścianę obojętnie obserwując przechodzące dusze. Przy bosych stopach siedział czarny kotek patrząc na ludzi znudzony wzrokiem.
Holly zatrzymała się. Wyraz twarzy Nick, gdy skierował wzrok w jej stronę zmienił się. Pokerową maskę zastąpił wzrok pełen… głodu?
- Idź - przewodnik popchnął ją do przodu - Musisz go przekonać by wrócił. Jeśli nie zechce nic nie wskórasz.
Dziewczyna skinęła głową i ruszyła w stronę Nicka. Jeszcze nigdy nie bała do niego podejść, ale dlaczego miał taki wzrok? Zupełnie nie pasował do jej wilka.
- Nick - stanęła w bezpiecznej odległości.
- Holly - znudzony zimny ton był jej równie obcy jak wzrok - Co ty tu robisz?
Świeżo mianowana walkiria wysiliła się na uśmiech.
- Przyszłam po ciebie mój wilku.
- Twój? Nie wydaje mi się bym do kogokolwiek należał - Nick skrzywił się, a kpiący uśmiech wypełzł na jego oblicze - Zresztą jakbyś nie zauważyła jestem martwy, więc bądź tak łaskawa dać mi święty spokój.
- Do cholery, co ty pieprzysz? - teraz Holly zaczęła odczuwać złość. Podły nastrój wilka zaczynał się jej udzielać.
- Kobieto - zakapturzona postać podeszła do niej - Musisz wiedzieć, że dusze tracą tu niemal wszystkie wspomnienia. Dlatego musisz je najpierw ożywić.
- W porządku. Możesz odejść poradzę sobie z nim - odwróciła się do najeżonego wilka.
- Wspaniale - syknął jej w odpowiedzi Nick - Darowałabyś sobie demonico…
- A co z piękną diablicą? Nie pamiętasz, że tak  mnie nazywałeś? Moje ego okropnie cierpi - wtrąciła dziewczyna i zarzuciła włosy na plecy. Dopiero po chwili zauważyła, ze kuli się jak do ataku i wyprostowała plecy.
- Kocham cię Nick, słyszysz - dodała już spokojny tonem - I będę cię dręczyć dopóki nie zgodzisz się ze mną.
Mężczyzna uniósł brew. Cholera był naprawdę seksowny nawet po śmierci. Nawet jako dusza.
Zaraz dusza…
- Głupia dziewczyno jesteś - odparł. Holly wyciągnęła rękę i dotknęła jego policzka. - Co ty do diabła robisz?
- Prawie byłam pewna, że jesteś duchem.
- Dusza to nie duch, Holly - zrzędzenie mu wychodziło tak samo dobrze jak za życia.
- Więc zamknij się - złapała go za ramię i z całej siły pociągnęła za sobą. Po chwilowym oporze ruszył za nią, ale mamrotał coś pod nosem z irytacją.
Holly uśmiechnęła się szelmowsko. Miał ciało i był ciepły. Już chyba wiedziała jak mu przypomnieć siebie. Wyszczerzyła zęby do biednej wleczonej duszy.  
Oj odzyska pamięć, zadba o to…
holly4.jpg
  • awatar Seiti: Widzę, że nasze jaźnie stworzyły już całość, bo ost. miałam w głowie scenę z odrąbanym łbem. Mikołaj... tzn. Nikuś idź grzecznie za Holly i wracaj mi do żywych!
  • awatar Lisa Angels: Serio zrobiła sobie mielonkę z serca? Zastanawiałam się co jej to da i już przez chwilę zastanawiałam się czy nie obudzi się w celi z jackiem przed oczami. Cale szczęście nie. Trafiła tylko do krainy umarłych i musi wyciągnąć nadąsanego wilczka z przedsionka hadesu. Cudo.
  • awatar Kate - Writes: O, nie zauważyłam tego. to dlatego nie mogłam się skapczyć o co chodzi w tym wyżej, ale już mi się poukładało. Mielonka z serca i ten tekst "Głupia dziewczyno jesteś".
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Umarłam pisząc ten rozdział. Chyba najdłuższy jaki kiedykolwiek stworzyłam. Za błędy przepraszam, już nic prawię nie widzę od tego wgapiania się w kompa.

Niepokonani: " Wilcza krew cz. 2"

Dochodziła już północ, gdy Nick z ekipą opuścili Królestwo i wydostali się na ziemię. Panował mrok, tylko nieliczne gwiazdy migotały słabo spomiędzy nawarstwiających się ciężkich chmur. Orzeźwiające zimowe powietrze zapewniało doskonałą widoczność i pozwalało się skoncentrować na zadaniu.
- Gdzie my właściwie jesteśmy? - odwrócił się do demon stojącego z boku. Nie miał pojęcia, który to z nich. W ludzkiej postaci, otrzymanej w wyniku wypicia napoju Christy, był to wysoki ciemnoskóry chłopak.
- Dwie i pół mili na południowy wschód od Risa - odparł młodzieniec skrzeczącym głosem.
Ach, więc to zielono skóry Eld.
- W porządku - Nick zatarł dłonie i wyprostował się, by skupić na sobie uwagę wszystkich - Omówiliśmy wszystko wcześniej teraz tylko przypominam. Rozpraszacie się po całym terenie dwójkami i ruszacie trzymając się blisko ziemi. Na śniegu jesteśmy bardzo widoczni więc musimy wykorzystać każde sprzyjające ukształtowanie terenu. Obóz znajduje się przed miastem więc nie marnujemy czasu forsując mury. A teraz do dzieła.
Jego towarzysze skinęli w milczeniu głowami i bezszelestnie podporządkowali się rozkazowi. Nick pozwolił im na szybsze tempo, a sam przemienił się i biegł kłusem na końcu. Jego łapy zostawiały ślady w miękkim śniegu, który spadł tego dnia, zakrywając lodową pustynię, a oddech zmieniał w roziskrzoną parę. Noc była piękna, jednak teraz nie było czasu na podziwianie widoków, musiał skupić się na zadaniu.
Dołączył do niego duży śnieżny lis, którego futro wtapiało się w otoczenie czyniąc go niemal niewidocznym.
- "No heja" - zawołał myślach przebierając szybko łapami. Był dwa razy mniejszy od wilka i musiał wkładać spor wysiłku, by utrzymać tempo.
Nick spojrzał na niego kuląc uszy.
- "Ty?"
- " Tabris, do usług. Lisi demon, jak da się zauważyć" - jego towarzysz wyszczerzył kły w uśmiechu.
- " Ach, tak" - teraz już wiedział o kogo chodzi. Wiecznie śmiejący się upiór o lisich uszach i ogonie. - " Czego?" - warknął.
- " Kurcze, uprzejmy gość chociażby przywitał się. Nie no, żartuję" - skurczył się pod wściekłym spojrzeniem Nicka - " Wszyscy odwalają swoją robot dwójkami, a ja chcę dostać się prosto do Holly. Jako jej opiekun powinienem sam tam wejść"
W jego słowach czuć było coś na kształt smutku i poczucia winy.
- "Czyżby?"
Lis westchnął ciężko.
- " No wtedy zostawiłem ją samą, a powinienem był czuwać, by tej małej się nic nie stało. Posłuchałem jej i poszedłem pomóc chimerom. Zostawiłem ją i jestem winny"
Nick doskonale wiedział jak się czuje demon. Sam popełnił ten kretyński błąd, przez który tyle wycierpiała.
- " Dobra" - mruknął - " Tylko nie przeszkadzaj"
Odległość między nimi, a miastem szybko malała. Po kilku minutach biegu wilk dostrzegł ciemne zarysy muru i światła, które nadludzie rozpalili na noc.
- " Kretyni'' - prychnął Tabris - " Jeszcze by szyld wywiesili: Uwaga, darmowe mięso dla demonów."
Nick prychnął rozbawiony tą uwagą.
- " Ludzie" - to słowo opisywało wszystko. Nick odetchnął głęboko, a jego ruchy stały się bardziej płynne. Biegł teraz niemal ciągnąc brzuchem po ziemi. Trzymając głowę nisko skierował się bardziej na wschód, a jego towarzysz bezszelestnie pomknął za nim.
Pół kilometra przed siedzibą nadludzi zatrzymał się i przylgnął do podłoża. Demon pobiegł jeszcze kilkadziesiąt metrów do przodu i również zamarł w bezruchu.
Czekali na sygnał.

- Mam tego cholernie dość. Wypuść mnie, wypuść!
Miarowe uderzenia w drzwi akcentowały wściekłość zawartą w słowach.
Jack westchnął ciężko. Od tego łomotu bolała go już głowa.
- Pieprzony dupku odpowiedz mi - kolejny wrzask i kolejne kopnięcie drzwi.
- Wciąż ma siłę wrzeszczeć? - jeden z nadludzi spojrzał pytająco na Jacka.
- Cholera ją tam wie… Dałem podwójną dawkę środka, a ona drze się wciąż już… - zerknął na zegarek - …. półtorej godzin.
- Weź to jakoś uspokój. Nogi jej nie bolą od tego kopania?
- Hej kretyni! Wy durne wieprze, tłuste bezużyteczne ścierwa!
- Światowa dama - zaśmiał się jeden z mężczyzn - Słyszałem chyba już każde możliwe przekleństwo.
Jack skrzywił się. Co tej suce znowu odbiło? Wcześniej wydawał się być taką spokojną.
- Dobra - westchnął - Pójdę tam i jakoś ją uciszę.
- Wyrwij jej język. W końcu i tak odrośnie - zaśmiał się któryś z nadludzkich łowców, a reszta za jego przykładem zarechotała rozbawiona.
- Mogłaby użyć tego języka do czegoś lepszego - zachichotał kolejny - Taka dzikuska musi wiedzieć jak dogodzić facetowi.
- Ja bym tam się do niej nie zbliżył. Jeszcze by pogryzła - kolejna salwa śmiechu.
- Idioci - Jack uśmiechnął się pod nosem. Chyba miał sposób by ją złamać…

- Mięso! Czemu milczysz? Chce krwi…. - Holly zawyła niczym ranne zwierze. Po raz kolejny uderzyła w drzwi nie pozwalając ranom i siniakom się zaleczyć. Jej krew tworzyła mozaikę w rożnych odcieniach szkarłatu na drzwiach i ścianach, ale nie zwracała na to uwagi.
Co tym szaleńcom odbiło?
Sama nie wiedziała kiedy zaczęła wyczuwać obecność wszystkich istot posiadających energię w promieniu dziesięciu mil. Po prostu w jednej chwili nagle oszołomił ją strumień dźwięków, obrazów i myśli. Wyczuwała gdzie się znajduje każdy nadczłowiek, co robią ludzie w mieście Risa, którego nazwę dopiero poznała. Ba, nawet wyczuwała jak kilka kilometrów od niej mały króliczek uciekał przed drapieżnym ptakiem. Widziała wszystko.
Gdy tylko się uspokoiła i zaczęła spokojniej oddychać uderzyła ją znajoma obecność. Szare oczy, zapach futra i chaotyczne, plączące się myśli. Nick. On był gdzieś w pobliżu.
Tylko co tu robił? Wątpiła w to, że przybył tu za nią.
Ale słowa Haydena…

“ Czekaj cierpliwie Nick coś kmini…”


Czy to możliwe, że jej brat wiedział o planach wilka?
Po dłuższej chwili wątpliwości się rozwiały. Zdecydowanie Nick zmierzał prosto w kierunku obozu. Towarzyszyła mu grupa, w której rozpoznała chimery, Tabrisa i Elda.
Radość oślepiła ją, by zaraz zniknąć w mroku przytłaczającej ją okrutnej rzeczywistości. Przecież ci nadludzie znaleźli środek zabijający demony. Stworzony z jej własnej krwi. Nie mogła pozwolić by umarli na darmo. Nie mogła stracić Nicka….
Męczyła się już dłuższy czas wrzeszcząc i tłukąc po pomieszczeniu. Liczyła na to, że skupi na sobie uwagę nadludzi i jakoś ostrzeże przyjaciół. Jednak choć słyszała myśli wilka nie mogła mu przekazać tych informacji. Strach i rozpacz wycisnęły z jej oczu łzy.
- Mięso… - zaszlochała - Mięso, ja chcę jeść…. Chcę rozszarpać was na kawałki… Zniszczyć
Osunęła się na podłogę i ukryła twarz w dłoniach. Już dłużej tak nie mogła.
A wtedy otworzyły się drzwi i stanął w nich Jack.
- Zamkniesz się w końcu? Oszalałaś doszczętnie, dziewczyno?
Złapał ją za ręce i podniósł do góry.
- Jack czy mięso? - wyszeptała patrząc mu w oczy. Leniwy, senny uśmiech wypełzł na jej oblicze. Udawanie kompletnie obłąkanej nie było takie trudne, zwłaszcza, że niedaleko jej było do tego stanu.
- Co ty mamroczesz, Holly? Chyba leków za dużo - rzucił nią o ścianę. Dziewczyna upadła na podłogę krzywiąc się. Pieprzony palant, niedługo pożegna się z życiem.
- Po co tu przyszedłeś? Myślisz, że będę cicho jak będziesz tu siedział?
- Czy ty naprawdę nie rozumiesz, ze jesteś w beznadziejnym położeniu? Nic ci tu nie pomoże, nikt się nad tobą nie zlituje, poza mną, rzecz jasna - dotknął jej policzka muskając kciukiem usta.
Śmierć dla niego to za mała kara, jej podświadomość podsuwała obrazy absolutnego zniszczenia, całkowitego unicestwienia.
- Nie dotykaj mnie, sukinsynu. Taka świnia jak ty nie ma prawa kłaść łap na kimś takim jak ja - odezwała się sama nie wiedząc czemu.
Mocny cios w twarz nie pozwolił jej nad tym się zastanawiać. Holly uderzyła głową w ścianę i straciła na chwilę przytomność.
Gdy ocknęła się Jack patrzył na nią z mordem w oczach.
- Jestem twoim panem. Masz mnie słuchać niewolnico.
- Dziękuję, ale miałam już jednego Pana. Więcej nie trzeba - wymamrotała ustami pełnymi krwi. Od ciosu pękła jej czaszka i skóra na głowie. Ciepła krew spływała za kołnierz jej sponiewieranej koszuli.
Nadczłowiek nachylił się nad nią.
- O co chodzi? Dopiero co zachowywałaś się normalnie, teraz świrujesz jak na początku. Przecież nic to nie da, sama dobrze wiesz.
- Nie zrozumiesz wariata - uniosła umazaną krwią dłoń do jego twarzy i przytknęła do policzka.
Musiała skupić w sobie energię. Pomyślała o Nicku, który dla niej stanowił źródło ciepła i siły, którego dotyku nie brzydziła się nigdy. Który teraz narażał się by ją ocalić.
Z wrzaskiem rzuciła się na Jacka powalając go na podłogę. Złapała go za włosy i pociągnęła mocno do góry. Jej przeciwnik zawył z bólu i zrzucił z siebie nim rozerwała jego kręgi szyjne.
Holly odtoczyła się od niego, czując lęk. Więzienie osłabiło ją i mogła liczyć tylko na atak z zaskoczenia. A ten się nie udał. Przeciwnik był silniejszy i dobrze odżywiony . Mogła tylko liczyć na to, że Jack się zlituje i ją rozszarpie na strzępy. Wolała umrzeć niż stać się tym co widziała w głowie nadczłowieka.
- Poddajesz się potworzyco? - zwycięski śmiech odbił się od betonowych ścian - Więc chodź tu do….
Upiorne końskie rżenie zagłuszył jego słowa. Opętańcy śmiech jakiejś kobiety zawtórował zwierzęciu.
- Co u licha? - Jack podniósł się i rozejrzał jakby mógł tu dojrzeć właścicieli głosów.
Huk na zewnątrz sprawił, że Holly poskoczyła zaskoczona. Ile tych demonów tam jest? Zdawało się, że umysł ją oszukuje..
- Jack - drzwi otworzyły się gwałtownie i jeden z nadludzi wszedł do środka. Kątem oka spojrzał na skuloną dziewczynę i odwrócił do przywódcy - Demony nas zaatakowały!
- Jak to? - Jack spojrzał na Holly - Wiedziałaś! Wiedziałaś, że tu idą - wysyczał - To wszystko było specjalnie.
- Ach jakiś ty mądry - odparła Holly i uśmiechnęła się - Geniusz.
Kopniak, który jej zafundował łowca rzucił ją na przeciwległą ścianę. Próbowała się podnieść, ale poślizgnęła się w kałuży krwi i rąbnęła czołem o ziemię.
Świetny nokaut, pomyślała patrząc jak obraz dwoi się i troi.
- Nie martw się Holly. To się szybko skończy  - Jack uśmiechnął się - Zanim uleczysz rany, zabijemy wszystkich.
Wilcze wycie zmroziło jej krew w żyłach.
Paskudy grymas wykrzywił twarz nadczłowieka.
- Przyniosę ci głowę wilka na tacy.
I trzasnął drzwiami.
- Nie daruję ci tego! - warknęła potworzyca i wstała chwiejnie. Czuła się żałośnie słaba, oparła dłonie o drzwi i nie mając siły by nawet w nie uderzyć.
Wściekłość gotowała się w jej żyłach, przyprawiając o ból głowy. Krew spływała z ust, gdy wzięła głębszy oddech. Połamane żebra przebiły płuco, w którym chlupotała krew.
Obrzydzenie ogarnęło ją. Nędzna kreatura. Nie była lepsze od tych nadludzi, niczym się nie różniła od najokrutniejszych potworów. Zasłużyła na ten ból i upokorzenie. Należało się to jej za te wszystkie istoty, którym odebrała życie.
Ale Nick nie zasłużył na śmierć. Ani on ani reszta jej… przyjaciół?
- Przyjaciele - wycharczała opierając rozpalone czoło o chłodną ścianę. Nigdy nie miała przyjaciół, nigdy nikt nie wyciągnął do niej przyjaznej ręki. Jedyne istoty z którymi się kontaktowała to były jej ofiary, albo ludzie, którymi się bawiła jak marionetkami.
Nie mogła pozwolić, by ktokolwiek umierał za nią.
Poczuła jak jej ciało pochłania ogień, wypalając od wewnątrz. Żar sprawiał tak niemiłosierny ból, że dziewczyna z wrzaskiem upadła na podłogę zwijając się w kłębek. Czuła, że się pali, ale nie widziała ani dymu, ani płomieni. Lewe oko płonęło swym własnym płomieniem mocniejszym, bardziej rwącym od reszty ciała. Holly miała ochotę wyszarpać je byleby pozbyć się tego koszmarnego bólu. Wyła tak długo i głośno, aż straciła głos, a jej ciało przeszło w drgawki. Wygięła się w łuk odrzucając głowę w tył. Niewidzialna siła podniosła ją do pozycji stojącej i wszystko zniknęło. Płomienie, ból i strach rozmyły się i opuściły ją.
Holly powoli uniosła głowę. Czarne włosy odkryły bladą twarz , której oczy i czoło pokrywały misterne tatuaże przypominające wytworną maskę. Różowe usta rozchyliły się ukazując zęby ostrzejsze niż dotychczas. Gęste przypominające pióra rzęsy zatrzepotały i powieki uniosły ich ciężar do góry.
Oczy zupełnie inne niż dotychczas. Oczy, których kolor przypominał barwę najdroższego szafiru. Oczy tak piękne, że wszystko wokół bladło…. Patrzyły na świat z wyrazem czystej nienawiści.

Jack ruszył ku wyjściu trzymając w ręce miecz. Zmrużył oczy, widząc masakrę, która rozgrywała się na jego oczach. Demony i ludzie podobni do zwierząt atakowali jego ludzi. Łowca uśmiechnął się pod nosem. Głupcy przecież nic to im nie da. Stworzenia, jednak jak zauważył były szybkie rzucały się błyskawicznie do ataku i umykały przed zabójczymi ciosami łowców.
Rżenie konia znowu ogłuszyło go. Odwrócił się i zobaczył galopujące zwierze niosące na swym grzbiecie kobietę. Koń był piękny. Czarny jak smoła perszeron musiał być równie silny jak nadludzie. A siedząca na jego grzbiecie istota trzymając w dłoni włócznię zadawała nadludziom ciosy z siodła. Jej długie czarno- fioletowe włosy zasłaniały nagie ciało, o skórze barwy węgla. Rozjarzone oczy śmiały się, gdy wbiła ostrze broni w głowę nieuważnego łowcy. Demon, który z nim walczył wykorzystał okazję i oderwał mu głowę. Ciemnozielone skrzydła załopotały w powietrzu, gdy odsunął się na bezpieczną odległość od tryskającej krwi.
Jack poczuł na szyi muśnięcie powietrza i zrobił unik nim dopadł go człowiek o lisiej twarzy porośniętej sierścią. Chimera. Łowca błyskawicznie wyprowadził cios jednak napotkał pustkę. Człowiek- lis wymknął mu się z rąk i popędził dalej.
- Tchórz - syknął nadczłowiek.
Szybko przejrzał taktykę napastników. Rzucali się i uciekali szukając nowej ofiary. Żaden nie walczył z konkretnym łowcą dłużej niż minutę. Kanciarskie zagrania widocznie się sprawdzały bo żaden potwór nie odniósł obrażeń. Jackowi to się nie podobało.
Jego uwagę zwrócił przemykający blisko ziemi demon o długim białym ogonie. Kierował się w stronę niepilnowanego wejścia do tuneli. Mężczyzna spiął się w sobie i z szybkością strzały rzucił na demona. Jednak nim dopadł kreaturę srebrnoszary kształt zagrodził mu drogę warcząc głucho.
- Ten wilk… - mruknął pod nosem - Ty jesteś za to wszystko odpowiedzialny? - rozcapierzył palce i próbował go zajść z tyłu.
Jednak wilk przemienił się i stanął przed nim młody mężczyzna, który uniósł kąciki ust odsłaniając zęby.
- Poznaję cię łowco. Ty jesteś za to odpowiedzialny. Zginiesz - znowu się przeobraził i rzucił do ataku. Był szybki, szybszy niż jakikolwiek inny przeciwnik. Jack poczuł jak jego kły wbijają się w jego nogę. Odskoczył i zanim wilk zdołał odskoczyć chwycił go za skórę.
Zwierzę warknęło głucho i nagle zmienił się rozkład ciężaru ciała wilka, gdy przybrał ludzką formę. Poczęstował łowcę solidnym kopniakiem w twarz.
- Ty dupku - Jack zwalił się na ziemie próbując poskładać popękane kości twarzy. Jeśli nie zdążyłby tego zrobić przed regeneracją zostałoby mu tak na zawsze. Syknął, gdy szczęka wskoczyła na miejsce i rzucił się za wilkiem.
- Nie daruję ci tego - syknął. - Przygotować broń! - ryknął.

Nick podszedł do Viljara.
- Jak ci idzie? - spytał spokojnie jakby to była zwykła zabawa
- Już zaraz… - chimera wysunęła język majstrując w skupieniu w zamku. Po chwili coś kliknęło - Proszę.
Wspólnie otworzyli ciężkie, pancerne drzwi.
- Pomóż reszcie - rozkazał Nick i wszedł do środka.
Było tu jeszcze zimniej niż na zewnątrz. Wydawało się, że nawet powietrze zamarzło. Wilk wiedziony czułym nosem i instynktem ruszył najciemniejszym korytarzem. Uśmiechnął się widząc kolejne mocne drzwi. To musiało być tutaj.
Sprawnie otworzył skoble i wszedł do środka.
W pomieszczeniu znajdowała się…
- Pustka? - mruknął zdziwiony Nick. Jego euforia opadła.
Jednak ktoś wcześniej musiał tu być i to niedawno. Kałuża krwi na podłodze ledwo zaczęła krzepnąć.
Wszedł głębiej i odwrócił się do drzwi. Cała ściana ochlapana była krwią jakby ktoś próbował się przez nią przebić gołymi rękami. Krew kapała nawet z sufitu…
Wilk zmarszczył czoło i uniósł głowę do góry.
- O w mordę - wyrwało mu się.
Przy samym suficie niemal dotykając go plecami wisiała dziewczyna. Jej zniszczona zakrwawiona koszula falowała podobnie jak włosy, które ułożyły się wokół głowy niczym aureola. Z rąk kapała krew. Lewitujące ciało było pokryte  pyłem betonowym i krwią.
Dopiero, gdy otrząsnął się z pierwszego szoku zrozumiał na kogo patrzy. Ścisnęło go w z gardle z radości i rozpaczy, które pojawiały się na przemian.
- Holly? - wydusił z siebie.
Dziewczyna błyskawicznie otworzyła oczy.
- Ty?! - krzyknęła i nagle jakby grawitacja znowu miała na nią wpływ, spadła. Mężczyźnie udało się ją złapać nim gruchnęła o ziemię.
- Mała, to naprawdę ty - szepnął cicho i uśmiechnął się.

-……naprawdę ty - dobiegł ją głos tak ciepły i tak jej bliski. Holly z wysiłkiem uniosła powieki.
- Nick? - spojrzała w jego stare oczy, które nie pasowały do kogoś w jego wieku. Był jakiś… inny. Zmienił się zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Dziewczyna powoli usiadła czując, że zawroty głowy ustały. Odzyskała jasność myślenia.
- Czy ty miałeś czelność nazwać mnie małą? - spojrzała na niego, a on wybuchnął śmiechem tak szczerym i wesołym, że sama się uśmiechnęła.
- Tego mi brakowało najbardziej - odezwał się po chwili pomagając jej wstać.
- Serio? - uniosła brew - A nie tego? - wspięła się na palce i pocałowała go. Nick, jej Nick, odwzajemnił pocałunek z takim żarem i namiętnością, że z jej oczu popłynęły łzy. Pozwoliła by obejmował ją. Jego dotyk nie wywoływał w niej obrzydzenia, wtuliła głowę w jego pierś słuchając bicia serca.
- Holly, powinniśmy się stąd zmywać - głos Nicka znowu był rzeczowy i poważny.
Dziewczyna poczuła wstyd.
Profesjonalista z niego, mruczała podświadomość, a ty się zachowujesz jak małolata
- Ta jasne - uniosła głowę - Jest kilka osób, z którymi chciałabym porozmawiać.
- O to zabijanie teraz nazywa się "rozmową" - Nick wyszczerzył kły. Zdjął skórzaną kurtkę i zarzucił na ramiona Holly - Wyglądasz strasznie.
- Tak strasznie, że musisz mnie zakrywać - prychnęła Holly, ale otuliła się ciepłą skórą - Dziękuję, jest cudowna.
Wyszli na korytarz. Holly rozglądała się.
- Wiesz, że nawet nie wiedziałam jak to miejsce wygląda. Byłam nieprzytomna, gdy mnie tu przywlekli - westchnęła.
- Nie powinnaś stamtąd wychodzić - z mroku wysunął się Jack dzierżąc w dłoni długie ostrze. Rzucił się w ich stronę.
Nick odepchnął dziewczynę zanim nadczłowiek uderzył w niego. Holly odbiła się plecami od ściany i zaatakowała widząc jak Jack odtrąca wilka i biegnie dalej.
- Pożegnaj się z swoim Nikusiem - syknął i ku jej zaskoczeniu ominął ją znikając w mroku. Holly wyszczerzyła zęby. Dorwie ego sukinsyna i zamorduje. Ale głos wilka zatrzymał ją. Odwróciła się i zachwiała, czując jak ból głowy powraca.
Nick uniósł głowę i posłał jej dziwny uśmiech. Zauważyła, że jego koszula lśni, jakby nasiąkała wilgocią.
- Bywało… lepiej - mruknął, a z kącika ust popłynęła mu krew. Ramiona zaciskał na brzuchu, ale to nie powstrzymało krwawienia, które barwiło koszulę na ciemnoburgundowo. Holly podtrzymała go by nie upadł i pomogła usiąść. W jednej chwili zapomniała o Jacku i chęci zemsty.
- Nick? - szepnęła klękając obok niego. To się nie mogło dziać naprawdę.
Spojrzał na nią zamglonym wzrokiem.
- Ja to mam pecha. Nawet nie miałem czasu się nacieszyć spotkaniem - mimo rozpaczliwych starań Holly, jego twarz bladła w miarę utraty krwi.
- Wilku - zawołała głośno, gdy nie zareagował na jej szept. Powoli skierował wzrok na jej twarz - Właśnie tak musisz zachować przytomność. Pobiegnę po pomoc - chciała się zerwać, ale mocny uścisk jego dłoni zatrzymał ją.
- Zostać - wyszeptał - Proszę Holly. Chcę cię widzieć moja piękna diablico.
Jej łzy kapały na jego twarz, ale skinęła głową i uścisnęła mocno rękę, gdy jego uchwyt zaczął słabnąć.
Jego spojrzenie miało zbyt czuły wyraz by mogła patrzeć mu w oczy. Wszystko w niej krzyczało by uciekła jak najdalej, bo instynkt podpowiadał  jej, że rana jest śmiertelna. Ale nie chciała w to wierzyć.
- Kiedy tu przebywałam marzyłam o tym by znowu cię zobaczyć. Martwiłam się, czy nie będziesz mnie szukał, czy pójdziesz w swoją stronę. Z jednej strony miałam nadzieję, że wrócisz, a czasami wolałam byś nie przychodził. Chciałam sama móc się uwolnić i znaleźć cię - Holly doskonale wiedziała, ze gada od rzeczy i na dodatek głupoty, ale umysł przestał funkcjonować prawidłowo. Mówiła to co jej ślina na język przyniosła, a Nick wydawał się słuchać z lekkim uśmiechem na ustach.
- Cieszę się, że cię nie zostawiłem. Kocham cię mała, wiesz? - uniósł odrobinę głowę i zamknął oczy. Jego pierś uniosła się w głębokim oddechu i westchnął. A potem oddech zamarł, a serce ucichło.
Holly wciąż trzymała jego rękę nie mogąc wykonać żadnego ruchu. To nie prawda. To nie mogło się tak skończyć.
- Nick? Nick, otwórz oczy - szepnęła cicho gładząc jego czoło. - Nie zostawiaj mnie ! - wrzasnęła tuląc do siebie ciało, które należało do najdrożej jej istoty.
Szlochała, czując jak jej serce jest rozszarpywane na kawałki. Jej wilk umarł…
Po chwili jednak stłumiła płacz i otarła oczy, które przybrały lodowo zielony kolor.
- Nie pozwolę na to - jej krzyk zabrzmiał jak lament tysięcy istnień.
  • awatar zamek1989: ty nie dobra przez ciebie sie poryczałam na koniec rozdziału;( to było takie smutne bu ide sie przytulić do mojego facetaa bo złapałam doła buu;( rozdział świetny taki długi i zaskakujący:)
  • awatar Seiti: Można zamieniać w demony? Bo jak nie i Nick nie przeżyje, to szykuj się bezsenne, które Ci zapowiedziałam. Nie chcesz, żebym się zemściła, prawda?
  • awatar Seiti: widzę, że mi zjadło (kochana klawiatura). Groźba brzmiała: szykuj się na bezsenne noce, które Ci zapowiedziałam. I po efekcie... Nie możesz go zabić na śmierć, nie możesz! ;(
Pokaż wszystkie (5) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Kolejny rozdział. Wena jednak nie umarła :D

Niepokonani: "Wilcza krew cz.I"

Trisha siedziała czytając książkę. Zbiory zgromadzone przez demony były naprawdę intrygując. Właśnie pochłaniała opis jednej z bitew między Demonami Nocy, a Upiorami Ziemi gdy Nathaniel wbiegł do pokoju.
- Skarbie, coś się stało? - chimera opuściła książkę na kolana i spojrzała na swego męża.
- Nick zwariował - warknął zdenerwowany Nathaniel grzebiąc w szafie - Wyobraź sobie moje droga, że uwidziało mu się, że pójdzie do kwatery Nadludzi sam. Rozumiesz? Sam!
- Co takiego się stało? Czy to z tego powodu Jej Wysokość wzywała go do siebie?
- Nie, ale zjawił się ten zdrajca, brat Holly. Ten sługus Marca orzekł, że chce zjednoczenia demonów. Po tym co zrobili z tym światem!
- A Christa co na to? - Trisha całkowicie zapomniała o lekturze, która zsunęła się z koca na podłogę. Mężczyzna podniósł ją i odłożył na półkę.
- Oczywiście nie zgodziła się, ale ten mały krętacz podsunął Nickowi pomysł na uwolnienie Holly. I nasz wilk łapał przynętę.
W tym momencie drzwi trzasnęły z hukiem i stanął w nich obiekt ich rozmowy. Nick wszedł i spojrzał wściekle na Nathaniela.
- Nawet nie zaczynaj - warknął, ale w jego głosie po raz pierwszy od roku brzmiały emocje.
- Słońce - Trisha uniosła dłoń, a jej oczy wypełniły się łzami. Nick spojrzał na nią i jego wzrok złagodniał. Przykląkł i ujął jej dłoń.
- Trisha, nie patrz tak na mnie - zaczął i zamknął oczy. Przez chwilę wyglądał młodziej, jakby znowu miał siedemnaście lat i przepraszał na swe czyny.
- Nick, do cholery, nie manipuluj moją żoną - ryknął człowiek- niedźwiedź i łapiąc się za włosy.
Wilk zignorował go.
- Niczego ci nie zabraniam. Moja zgoda i tak nie ma znaczenia, bo zrobisz to co będziesz uważał za właściwe - odparła kobieta po dłuższej chwili.
- Dziękuję - mężczyzna podniósł się i spojrzał triumfalnie na stojącą pod ścianą chimerę.
- Ty, wstrętny manipulancie - syknął Nathaniel.
- Moja wina, że jesteś pod pantoflem? - wyszczerzył się Nick i mrugnął łobuzersko do kobiety - Pójdę znaleźć Mumrila. Potrzebuję eksperta w dziedzinie epicko tchórzowskich ucieczek - i zniknął robiąc tak samo dużo hałasu, jak przy wejściu.
- Trisha! - warknął rozeźlony mężczyzna.
- Nie moja wina, że nie liczy się z twoim zdaniem. Trzeba było go dobrze wychować.
- Co? Nie traktuj go jak swojego dziecka. Choć gdyby był porządnie złoił bym mu skórę - spojrzał na zamknięte drzwi - Choć może… Myślisz że go dogonię?
- Nath, nie wygłupiaj się. Nie widzisz jak wygląda? W końcu przestał przypominać żywego trupa. On naprawdę pragnie odzyskać Holly.
- To szaleństwo, ten plan nigdy się nie powiedzie - mruknął Nathaniel.
- Gdybym to ja siedziała w klatce dręczona przez ludzi, co byś zrobił?
- Głupie pytanie, oczywiście, ze bym cię uratował - złożył na jej ustach pocałunek i pogładził z czułością po policzku.
- Więc nie przeszkadzaj Nickowi w jego planach. Nie zapominaj, że zawsze dbał o swoich ludzi.
- Zawsze mnie dziwiło czemu on tak się swobodnie wśród nich czuje - mruknął cicho Nathaniel.
- Myślę, że boi się powtórki - zastanawiała się głośno Trisha - Traktował tego ludzkiego chłopca jak swojego brata, teraz znalazł kogoś, komu poświęcił serce. Nie chce znowu czuć się winnym…
- Serio ma wyrzuty sumienia z powodu Ruddiego? Nie widać tego po nim.
- Jesteś facetem. Wy jesteście ślepi - odparła Trisha patrząc z ukosa na męża.
Chimera podniosła ręce w geście poddania.

- Hej Mumril! - chimera zakrztusiła się alkoholem i upuściła szklankę rozlewając złoty napój.
Mały, łysy człowieczek złudnie podobny do jaszczurki odwrócił się powoli.
- Ale masz minę! Boisz się mnie? - Nick wyszedł z cienia i skierował się w stronę chimery.
Mumril zmrużył oczy. Coś podejrzanie żywy był ten wilk…
- Hej Nick - z wyższej skały zsunął się chudy cień o miedzianej czuprynie. W ręce trzymał wysokie naczynie w którym pienił się zgniłozielony drink.
-Viljar nawet nie chcę wiedzieć co wy tu chlacie - zaczął, zanim lisia chimera otworzyła znowu usta.
- Szkoda, specjał demonów.
- Mam to gdzieś - warknął wilk - Ale w sumie przydasz mi się. Idę do Risa.
- Risa? Po cholerę się tam pchać? - skrzywił się Mumril.
- Interes - odparł dyplomatycznie Nick - Będę potrzebował trochę huku i zamieszania więc chciałbym byście podzielili się swoimi światłymi pomysłami.
- Ho, ho król złodziei pyta nas o radę? - zaśmiał się Viljar - Czuję się zaszczycony - pociągnął spory łyk z szklanki.
Nick wyglądał jakby miał ochotę strzelić rudego w pysk, więc Mumril zdecydował się wtrącić.
- Gdyby było to coś standardowego poleciłbym ci dmuchawkę z kurarą, ale z tego co podejrzewam nie idziesz okradać zwykłych ludzi.
- Zgadza się. Mam ochotę spotkać się z nadludźmi.
Viljar uniósł kciuk.
- Przyjdę na twój pogrzeb.
- Dziękuję za słowa wsparcia - prychnął wilk - Jesteś nieocenionym przyjacielem.
Chimera wzniosła toast.
- Do usług.
- To świństwo jest mocniejsze niż sądziłem - bąknął pod nosem Mumril - Ale na poważnie chcesz tak ryzykować? Dla potwora?
- ONA nie jest potworem - syknął Nick zirytowany tym, że jaszczur go tak szybko przejrzał.
- Serio? - Viljar spojrzał na niego wymownie, choć niezbyt mu to wyszło - Słyszałem co nieco o tych małych kundlach. Dzieciach Christy. Oboje mają w głowie nieźle poprzewracane.
- Dziękuję za jakże mi potrzebny komentarz. Twoje uwagi będą bezcenne, kiedy ktoś zechce mnie zabić.
- Przestańcie… - zaczął znowu Mumril, ale zagłuszył go wilk warcząc coś na temat głupich chimer i wtykania nosa w nieswoje sprawy….
- Zamknąć się do cholery jasnej! - głośny ryk zmusił wszystkich do spojrzenia na Nathaniela, który stał na skale, górując nad nimi.
- Żałosne - dorzucił już cichszym tonem.
Powoli balansując potężnym cielskiem zszedł niżej.
- Wstyd mi za was wszystkich. Te dziewczyńskie sprzeczki słychać chyba na całą okolicę.
- Szefie dołączysz może do nas - oczywiście Viljar nie mógł sobie darować ironii w głosie.
Nathaniel odwrócił się pytająco do reszty.
- Co on pije?
- Pojęcia nie mam - odparł Mumril wzruszając ramionami. Czuł się jak niańka, która musi pilnować tych kretynów, by sobie krzywdy nie narobili.
- Mniejsza. Chciałbym wiedzieć co to za idiotyczne zbiorowisko i knucie za moimi plecami - skierował pytanie do wilka.
Nick wyszczerzył zęby.
- Nie chciałeś pomóc, sam też dam radę.
- Wiedziałem, ze trzeba było tu przyjść ze smyczą i kagańcem - wymruczał Nathaniel, a lisia chimera zaśmiała się głośno. - Poważnie nieźle ci się pieprzy w tej głowie wilku. Więc…
- Co więc? - Nick pociągnął go za język.
- Więc idę z tobą - dokończył Nathaniel z taką miną jakby widział coś naprawdę obrzydliwego.
Wilk uśmiechnął się. " Dzięki ci Trisha", a głośno rzekł:
- Zapowiada się ciekawie. To teraz zastanówmy się nad tym hukiem i zamieszaniem.

- Holly, perełko, spójrz na mnie….

“ Zabić, zmiażdżyć kłami, rozerwać na strzępy…”


- Mała potworzyco wiem, że mnie słyszysz. Wstań.

“ Wbić rękę w brzuch, rozciąć żyły….”


- Holly! Pobudka!

“ I jeść, jeść, jeść!”


Holly otworzyła powoli oczy. Te same betonowe ściany, ta sama zimna podłoga. Skierowała swoje spojrzenie na tego, który wyrwał jej z błogiego odpoczynku.
- Witaj Jack - podniosła głowę i usiadła opierając się o ścianę.
Srebrnooki łowca uśmiechnął się do niej.
- Jak się czujesz, kochana moja?
- W porządku - odparła spokojnie przygładzając ręką potargane włosy. Mimowolnie zerknęła na ręce. Sama skóra i kości.
Jack usiadł obok niej opierając się plecami o beton.
- Nudziłaś się beze mnie?
- Strasznie… Gdzie byłeś? - spojrzała na niego spod rzęs.
- Nasi ludzie znaleźli nowy sposób na zabijanie demonów. I wszystko dzięki tobie - jego ramię otoczyło jej chude ciało i przysunęło bliżej.
Dziewczyna wzdrygnęła próbując ukryć obrzydzenie. Słowa mężczyzny były dla niej niezrozumiałe.
- Jak to " dzięki mnie"?
- Twoja krew to śmiertelna trucizna, Holly. Sprawdzaliśmy ją w terenie. Zabija na miejscu przeżerając ciało od środka. Czy to nie genialne?

“ On naprawdę myśli, że będę się tym zachwycać? Jego ego jest jeszcze większe niż Tabrisa”


- Kto to Tabris? - usłyszała pytanie i odwróciła gwałtownie głowę.
- Co?
- Wymówiłaś imię Tabris? Pytam kto to?
- Chyba jedna z moich ofiar - mruknęła cicho chowając twarz w ramionach.
Minęło już wiele czasu od kiedy słyszała głos tego wesołego demona. I Nicka. Z przerażeniem uświadomiła sobie, że wcześniej wcale nie zastanawiała się nad tym co się z nim stało. Jej myśli przysnuwała mgła i nie mgła się skupić na dłużej niż na krótką chwilę. Zapewne była to zasługa tych cholernych specyfików którymi truł ją Jack. Nie miała wcale siły, a głód stał się czymś naturalnym, z czym nie chciała walczyć. Krew, którą piła należała do nadczłowieka, więc właściwie nie mogła tego uznać za właściwy posiłek. Chudła i marniała, ale wcześniej nie zwracała na o takiej uwagi. Dopiero teraz zaczynała jasno myśleć, choć łowca nie zmniejszył dawki. Czyżby się uodporniła?
Jack siedział milcząc, a ona próbowała nie rozszarpać go za to, ze ma czelność jej dotykać. Była spokojna, panowała nad żądzą mordu, a jednak chciała widzieć jego rozszarpane ciało, zimne, stężałe w pośmiertnym bezruchu. Ciało zniszczone i rozerwane przez nią.
Uśmiechnęła się, a łowca odpowiedział tym samym.
- Widzę, że masz dobry humor. Powinienem częściej z tobą przebywać.
- O tak… - "Bym mogła wyobrażać sobie jak ten uśmiech przechodzi w strach…"
- Panie! -drzwi otworzyły się i wbiegł zziajany Alexander - Jest problem.
- Co znowu, do diabła - warknął Jack wstając - Chwili spokoju nie ma…
- Wołają cię do budynku głównego. Podobno przyszła jakaś ważna wiadomość.
- Dobra. Zostań tu, ok.? Wrócę zaraz - wybiegł nie troszcząc się o zamknięcie drzwi.
Alex przykucnął obok Holly.
- Kurcze strasznie wyglądasz? - zanim zareagowała złapał ją za włosy i uważnie przyjrzał twarzy.
- Puść mnie, mały gnoju, o paluchy odgryzę - warknęła odpychając jego ręce.
- Nie tak ostro… siostrzyczko - zaśmiał się chłopak, a jego oczy zalśniły demonicznie.
Dziewczyna otworzyła usta.
- Hayden?
- Brawo zapamiętałaś moje imię - uśmiechnął się drwiąco. - Oj nie traktują cie tu dobrze. Chudziutka jesteś, Marco nie będzie zadowolony.
- Marco… - zaczęła, ale uderzyło ją coś - Jak ci się to udało?
- Co? - spytał bardzo inteligentnie jej brat.
- No to….- machnęła dłonią na jego ciało.
- A… opętałem go, czy jak to się na to mówi - odparł zadowolony z siebie Hayden - Słaby dzieciak wpuścił mnie bez trudu.. no ale my tu gadu, gadu, a ten smakowity łowca zaraz tu przyjdzie. Niedługo cię stąd uwolnimy siostra. Wrócisz do Miasta Grzechu.
- W życiu! Tu też całkiem wygodnie - prychnęła Holly. Nie miała ochoty wpaść spod deszczu pod rynnę.
- Ładna mi wdzięczność. A tak właściwie to nie byłoby źle. Nasz Pan chce zawrzeć sojusz z Demonami Nocy.
- I co myślisz, ze się uda? - zaśmiała się kpiąco dziewczyna. Coś nie wierzyła w taki scenariusz.
- No na razie matka kazała mi wypieprzać stamtąd bo mi nogi z d… - spojrzał na siostrę i odchrząknął - Ale przynajmniej mnie ostrzegła, bo naprawdę chyba chciała to zrobić.
- Dziwisz się zdrajco?
- Nie właściwie… - Hay odgarnął włosy z twarzy - Kurde to ciało jest niewygodne. Będę znikać. Czekaj cierpliwie Nick cos kmini…
- Alex ty kretynie po cholerę mnie wołałeś? - rozległ się wrzask Jacka i wpadł do pomieszczenia - Nic się nie działo.
- Yyyy ja wiem - Alex - Hayden nonszalancko podniósł się i uśmiechnął - Po prostu chciałem ją pocałować. Słodka jest - wyszczerzył się do potworzycy.
Holly opadła szczęka, a twarz Jacka przybrała bordowy kolor.
- Ty sukinsynu - złapał chłopka za ucho i szarpnął do wyjścia - Stłukę cię na kwaśne jabłko.
- W porządku. Pa, pa Holly. Do zobaczenia- posłał siostrze całusa zanim Jack wyciągnął go na zewnątrz.
- Żegnaj Alex - zawołała za nimi zanim zatrzasnęły się drzwi.
Gdy hałas na korytarzu ucichł złapała się za brzuch i zaczęła się śmiać po raz pierwszy od kiedy tu trafiła.

Christa tupała nerwowo nogą czekając na tego aroganckiego wilka. Od kilku godzin szlajał się po całym jej Królestwie cholera wie po co. Obok niej stało sześć demonów, które miały w razie czego pomóc w walce. Tabris, Eld, Rikki, Mitchel, Imris i jedyna kobieta zwana Zmorą. Królowa specjalnie wybrała najlepsze jednostki mające przechylić szalę zwycięstwa na stronę demonów.
- Się nie spieszą - zauważył Tabris strzygąc lisimi uszami. Potarł dłonią głownie miecza wiszącego u jego pasa. Podobnie jak reszta ubrany był w czarne, maskujące ubrania upodabniające ich do ludzkich szpiegów. Każdy demon przy pasku miał flakonik z napojem, który umożliwiał im wejście na ziemię i zapewniał cielesną powłokę. Jako istoty z koszmarów nie mogli inaczej wejść do świata ludzi.
W końcu drzwi do sali otworzyły się i wszedł Nathaniel, a za nim wszystkie chimery oprócz Trishy, Daniela i Mumrila.
Na końcu kroczył Nick. Christa wciągnęła ze świstem powietrze czując aurę, która go otaczała. Wilk emanował dziką brutalną siłą i zwierzęcą wściekłością. Ubrany był w skórzane spodnie i kurtkę, a na nogach miał solidne oficerki. Włosy związał z tyłu, choć kilka luźniejszych pasm opadało mu na twarz. Przez ciemne szkła okularów błyszczały lśniące oczy. Podszedł do Christy i ukłonił się.
- Wróć z moją córką - chciała brzmieć władczo, ale tym razem blask jej potęgi przyćmił drapieżnik.
Wilcze kły błysnęły w ponurym uśmiechu.
- Nawet za cenę życia, pani.
Rozpoczęła się pierwsza próba dotarcia do siedziby nadludzi.
  • awatar Kate - Writes: Jak wilk może być arogancki? ;) Nathaniel to jedno z moich ulubionych imion, wiesz? Moja wena też nie obumarła, dzisiaj rano udało mi się nawet sklecić rozdział.
  • awatar Seiti: Padam upojona Twym piórem! Chyba nic mnie nie docuci. Jak wspaniale się to czyta. Zacieram rączki, nie mogąc się doczekać akcji. Ach, Nick... co te Nicki mają w sobie ;)
  • awatar Lisa Angels: Hahaha... Heyden wymiata... nie no powaliłaś mnie tym, jak wcześniej go nie cierpiałam, to teraz rozbawił mnie na maxa. A tak w ogóle to ile lat ma Trisha i Nathaniel? Bo jakoś tak strasznie młodo sobie ich wyobraziłam, i teraz mi coś nie pasuje XD Ale ubaw... Biedny Alex dostał łomot za niewinność. I mona Jacka bezcenna... hahahahahah cudownie!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Udało się napisać, ale błędów pewnie jest masa. przepraszam z góry za nie :)

Niepokonani: " Nadzieja i strach"

Od chwili, gdy dorwał ją Jack Holly przestała odczuwać jak człowiek. Nie wiedziała, czy to rekcja obronna organizmu, czy też działanie narkotyku, który jej podawali. Jednak niezależnie od przyczyny była świadoma tego, że to ją wzmacnia. Pozwoliło jej przeżyć cały rok z dala od jakichkolwiek przyjaznych twarzy i nie popaść w obłęd. A w otoczeniu,  w którym przebywała nie było o to trudno.
Jack, czy raczej bezlitosny nadczłowiek, jak sam się określał, nie bawił się w żadne kłamstewka. Kiedy tylko dziewczyna oprzytomniała poinformował ją dlaczego się tu znalazła. Wiadomość była dla niej dużym szokiem, ale nie wywołała przerażenia.
Łowcy, czy raczej teraz Elita Niezniszczalnych, mieli jasno określony cel - zniszczyć demony. Oczywiście nie interesowało ich, które są dobre, a które faktycznie lepiej wytępić. Demon to demon. Zasługuje na śmierć.
Holly nie wiedziała po co im jest potrzebna w końcu mieli już te świetne, regenerujące się ciała, siłę przewyższającą demony i niesamowite umiejętności walki. Jednak to im najwidoczniej nie wystarczało. Chcieli mieć też odpowiednią broń.
Pół demon miał im w tym ułatwić dobór niszczycielskich specyfików. Jako, że nie była czystej krwi, substancje miały na nią działać słabiej, bądź mocniej zależnie od rodzaju. A oni chcieli ją zachować przy życiu, aby była ich szczurem doświadczalnym.
Jack miał wielką uciechę z testowania jej wytrzymałości. Jego metody badan wykraczały poza zwykle standardowe procedury.
Tak jak wtedy, gdy przestrzelił jej brzuch bełtem zakończonym platynowym grotem nasączonym kurarą. Gdy ona się wiła w bólu, nie mogąc wyjąć haczykowatego końca, on siedział naprzeciwko spokojnie z uśmiechem przyglądając się jej poczynaniom.
- Boli? - szeptał tonem ociekającym niezdrową radością. Trucizna działała szybko, powalając ją na ziemię i miotając po podłodze jak w ataku epilepsji. Potworny ból rozdzierał jej trzewia, ale nawet nie jęknęła. Leżała dysząc ciężko, z wyzywającym spojrzeniem, wpatrując się w łowcę.
- Niemal łaskocze - stwierdziła głośno szczerząc zakrwawione zęby - Tylko na tyle was stać?
Oczywiście to mogło wywołać tylko jeden efekt. Przez kolejne dni "badania" wyglądały bardzo podobnie. Niemal się przyzwyczaiła. Każdego z tych dni witała go kpiącym uśmiechem, a żegnała drwinami. Każdą próbę poniżenia jej kwitowała pogardliwym śmiechem. Była silna, a ofiara, pożarta jeszcze w czasie polowania dodawała jej jeszcze mocy.
Pewnego razu zamiast Jacka pojawił się lekarz, a przynajmniej ktoś wygalający podobnie. Tego dnia Holly była skuta odpornymi na jej siłę łańcuchami. Kiedy wszedł podniosła głowę i uśmiechnęła się.
- Zwykły człowiek - westchnęła mimowolnie oblizując wargi.
Mężczyzna milczał. Stanął w bezpiecznej odległości wyjmując z torby rzeczy, które dziewczyna czasem widywała u lekarzy. Uniosła brew widząc strzykawkę.
- Kurde, a ja już nawet polubiłam te wasze kusze - mruknęła, choć ziarnko niepokoju zakiełkowało w jej sercu. Patrzyła jak lekarz wypełnia strzykawkę srebrzystą cieczą i stuka o dłoń, by pozbyć się pęcherzyków powietrza.
Holly prychnęła. Wiedziała doskonale, że nie mogą jej otruć poza tym jej ciało zaraz odrzuciłoby taką substancję.
Człowiek widząc jej reakcję uśmiechnął się.
- Nie ruszaj się - odezwał się po raz pierwszy od wejścia do jej więzienia. Uniósł rękę ze strzykawką i przysunął się.
- W tych łańcuchach nie trafisz w żyłę - stwierdziła sucho dziewczyna, zanim zobaczyła, że medyk unosi igłę wyżej. Pomyślała, że woli ją wbić w szyję, ale ten złapał ja za włosy i uniósł głowę. Uśmiechnął się.
Holly zerknęła za jego ramię dostrzegając Jacka opartego o drzwi. Posłał jej całusa, zanim ręka medyka zasłoniła jej go. Skupiła się na nim i poczuła, że żołądek podchodzi jej do gardła.
- Twardówka - lekarz mówił to głośno, jakby wyjaśniał co robi. - Jedno z niewielu miejsc, które trudno demonom uleczyć, kiedy znajdzie się w nich zwykła morfina zmieszana z ciekłym azotem. Efektem tego jest całkowite uzależnienie od  substancji przeciwbólowych i wysoka wrażliwość układu nerwowego na wszystkie bodźce. Nie ma demona, czy mieszańca, który po czymś takim nie stał się łatwym celem dla łowców. Ale teraz wprowadziłem coś jeszcze - mężczyzna odwrócił się na chwilę do łowcy, który wyszczerzył zęby - T e substancję testowałem na zwykłych ludzkich kobietach z tym samym efektem. Trwałe uszkodzenie organów i zakończeń nerwowych.
Demonica odchylił głowę, by choć na chwilę znaleźć się nieco dalej od ostrej igły.
- Nie rozumiem o czym mówisz - szepnęła, gdy szarpnął ją za włosy unieruchamiając.
- Z przyjemnością ci wyjaśnię - oczy szalonego lekarza zalśniły za szkłami - Otóż… - zaczął, gdy silny kopniak wytrącił mu strzykawkę i przewrócił na podłogę. Jack podniósł sprzęt.
- Wynoś się maniaku - warknął, zmuszając kopniakiem mężczyznę do wyjścia. Uderzenie było dość silne by lekarz wypadł za drzwi skomląc jak piesek.
Nadczłowiek pochylił się nad Holly.
- Wyjaśnię ci w prostszy sposób niż ten kretyn. To coś uzależni cię od nas, czy raczej ode mnie - oczy koloru płynnego metalu przypominały zawartość strzykawki. - Będziesz pożądać tylko mojej krwi i mojego ciała.
- Wal się! Nie ma takiej substancji, która zadziałałaby na mnie.
- Czyżby. Możemy sprawdzić? - igła znowu zbliżyła się do oka. Milimetry dzieliły ją od twardówki. Dziewczyna nie śmiała nawet drgnąć - Co jednak wierzysz? - usłyszała kpiący głos Jacka.
- Nie, odsuń to ode mnie - głos wiązł jej w gardle, a ciało stawało się bezwładne. Pierś unosiła się w spazmatycznym oddechu. Nie wiedziała skąd jej się to bierze, ale nagle zaczęła dygotać ogarnięta paniką. Pierwotny lęk uwolnił się spod twardej powłoki drapieżnika.
Poczuła jak ostry koniec igły dotyka jej zaciśniętych powiek. Wiedziała, że z łatwością przebije je, ale instynkt nie pozwalał jej na to patrzeć.
Czuła jak coś płynie jej po policzku i skapuje na szyję. Usłyszała śmiech i poczuła, ze łowca się odsuwa.
- Wspaniale - mruknął zadowolony i Holly poczuła jak ściera jej łzy z twarzy. Opuściła głowę wstydząc się własnej reakcji. Nie doceniła psychologicznego chwytu nadczłowieka. Odetchnęła głębiej i uniosła głowę patrząc w oczy przeciwnika. Jego niewerbalny atak, choć trwał może kilka minut wyczerpał jej siły, bardziej niż walka wręcz.
W oczach Jacka widać było triumf.
- Ta substancja naprawdę działa - powiedział powoli przyglądając się gęstej cieczy. Jednak na razie nie muszą jej na tobie sprawdzić. Choć miło byłoby widzieć cię chętną i uległą potrzebujemy cię wełni świadomej. Ale nie martw się i tak w końcu skończysz tak jak będę chciał.
- Nie zrobisz ze mnie pieprzonej dziwki…
- Nie, oczywiście - Jack wstał zgarniając rzeczy medyka. Podszedł do drzwi - Niedługo sama tego zapragniesz - rzucił lekko wychodząc.
Holly zawisła na łańcuchach, które podtrzymywały ją przed upadkiem. Świeżo zagnieżdżony strach wiercił jej w brzuchu powodując mdłości.


- Co do cholery on tu robi? - warknął Nick nie troszcząc się już  dobre maniery. Z nienawiścią patrzył na tego złudnie podobnego do Holly chłopaka, który z stoickim spokojem uśmiechał się pod nosem mrużąc oczy.
- Hayden - Christa zignorowała wilka, choć widać było, że wizyta syna nie sprawia jej radości. Przez jej bezczasowe oblicze przemknął cień bólu i tęsknoty, który szybko zniknął  pod maską stalowej wojowniczki - Czy przybyłeś tylko po to by sprawiać mi cierpienie? Czegoż żąda Pan Miasta Grzechu?
- Oj mamciu, czy musimy od razy gadać o interesach? Nie widziałem cię od wieków - Hayden uśmiechnął się przymilnie - Właściwie od kiedy porzuciłaś mnie i tą głupią Holly - szkarłatno-czarne oko błysnęło wrogo.
Nick zauważył że szczęka demo nicy zaczyna drżeć.
- Nie będę teraz o tym z tobą rozmawiać. Czego chcesz? - zapytała ponownie marszcząc groźnie brwi.
- Dobra, już dobra - Hayden uniósł ręce w parodii uległości, wyciągnął z kieszeni kopertę i spojrzał na wilka - Wynoś się, jeśli łaska?
Nick nie miał zamiaru przeszkadzać potężnej demonicy w sprawach politycznych i obrócił się na pięcie chcąc wyjść. Jednak zatrzymał go głos Christy.
- Nie. Nicku, możesz zostać - rzekła ku zaskoczeniu oby.
Brat Holly odchrząknął lekko zmieszany, ale nie wykłócał się. Wyjął list z koperty i rozłożył kartkę.
- Powinienem to dać waszemu władcy, ale i tak najpierw ty byś to przeczytała.
- Bez wstępów - warknęła Christa - Czytaj!
Hayden odchrząknął teatralnie.
- " W imieniu Pana Miast Grzechu pragnę przekazać Najwyższemu Władcy Demonów Nocy Azazelowi, jak i jego małżonce Chriscie wyrazy szacunku i najszczersze pozdrowienia."
Nick i demonica jednocześnie wytrzeszczyli oczy. On bo nie wiedział, ze Christa jest, aż tak ważną osobistością, a kobieta, że bezpańscy okazują jakikolwiek szacunek dla nich.  
- " Nastały nowe czasy i zmienił się rozkład sił. Ludzie umocnili się i zaczęli stanowić zagrożenie zarówno dla nas jak i was, pierwotnych istot, do których wcześniej należał ten świat. To ryzykowne, kiedy władza spoczywa w rękach tak słabym i miernych istot. Dlatego mój Pan, jak i pozostali jednogłośnie stwierdzili, że trzeba to zakończyć, zanim na dobre się zacznie.
Zjednoczenie naszych sił mogłoby umocnić pozycję demonów i stłumić nowego przeciwnika. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że Nadludzie doprowadzą do upadku. Ten świat na takie zło nie zasłużył.
Proszę o rozwagę i poważne zastanowienie się nad przyszłością. Dopóki ludzie będą rosnąć w siłę, będzie się szerzyć mrok. Zjednoczeni możemy pokazać światłość demonów.
Marco De Vintio"
Nick oparł się o ścianę i zamknął oczy.
- Świat oszalał - wymruczał cicho - Wasza Wysokość? - odwrócił się do demo nicy.
Christa zacisnęła pięści i spojrzała na uśmiechniętego syna z odrazą.
- Jak śmiecie nam proponować takie kłamliwe układy? - wybuchła zgrzytając zębami z wściekłości. Zniszczyliście te świat, zabraliście ziemię należącą wcześniej do ludzi, a teraz dziwicie się jakie są tego skutki?
- Oj szczegóły - zaśmiał się Hayden  - Czy twe słowa, droga mamo, mają zostać przekazane mojemu Panu?
- Tak. Wynoś się już stąd.
- Zaraz! - wilk oderwał się od ściany i podszedł bliżej - Mówiłeś na początku o Holly. Twierdziłeś, że wiesz, gdzie jest.
- O ktoś słuchał uważnie. Owszem doskonale wiem, gdzie ta moja walnięta bliźniaczka przebywa. Sam to odkryłem - w głosie półdemona brzmiała duma.
- Haydenie - Christa uniosła się, a jej energia zaiskrzyła w powietrzu - Powiedz natychmiast, gdzie twoja siostra.
- Powiem tylko ze względu na to, że  musicie ją stamtąd wyciągnąć. Pogranicza miasta Risa, mówią coś komuś?
- Wiem, gdzie to - Nick uniósł głowę i spojrzał na kobietę - Wiem, jak się dostać tam.
Oblicze demonicy rozpromienił czuły uśmiech, który zapierał dech w piersi.
- Nicku, gdybym dała ci wszystko czego potrzebujesz, umiałbyś się tam wedrzeć?
Wredny uśmiech ożywił ponure oblicze wilka.
- Starej szkoły się nie zapomina, jeśli będę miał do dyspozycji broń i ludzi, przejdę tak, ze nie zobaczą mnie.
- Strasznie jesteś pewny siebie - Hayden zmrużył oczy - To nie jest zwykły złodziejski wypad. Oni są silni i niezniszczalni. Jesteś tylko wilkiem, wieczną ofiarą łowców, myślisz, ze podołasz?
Mężczyzna warknął i spojrzał z góry na bezczelnego chłopaka. Podobieństwo do Holly kończyło się na oczach. Był zupełnie inny niż dziewczyna.
- Znam łowców i wiem, że co jak co, ale ich charakter nie uległ żadnej zmianie. Mogą sobie byś super silni, ale umysły i pragnienia mają ludzkie. W przeciwieństwie do bezpańskich żyłem wśród nich.
- Doskonale - Christa wkroczyła pomiędzy nich, zanim Hayden skoczył wilkowi do gardła. - Nick zajmiesz się tym, a ty, synu, wracaj do siebie. Nie ma dla ciebie miejsca wśród nas
- Żegnam - zawołał wesoło szaleniec i wyszedł z sali.
- Pójdę, zobaczę co mogę zrobić - Nick ukłonił się i ruszył do wyjścia.
- Wilku - głos Christy zatrzymał go na miejscu. Przystanął, ale nie odwrócił się.
- Słucham, Wasza Wysokość?
- Zrób coś z sobą. Wyglądasz strasznie - rzuciła demonica, a Nickowi przez moment wydawało mu się, że to Holly.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Rozkaz, pani
  • awatar Seiti: Czuję się rozpieszczona. mrau! Mam scenę w głowie jak Nickuś rozszarpuje sku***** Jacka. Jest krwawa, bardzo krwawa. Biedna Holly, ale twarda z niej babka, da radę i w końcu się naje. :D
  • awatar Kate - Writes: Dwa cudowne rozdziały naraz?! wielka jesteś Misao. Na błędy nie zwracam uwagi, może dlatego, że sama nie jestem ostatnio w formie. Moja wena odmawia współpracy.
  • awatar Lisa Angels: Jak ja dorwę tego padalca to mu nogi z dupy powyrywam. Sadysta jeden jak on śmie tykać i grozić mojej Holly?! Ale niesamowite, ze jest w stanie tyle przetrwać. Uwaga świecie oto Nick nadchodzi! przy opisach ze strzykawką miałam ciarki na całym ciele...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: " Cisza przed burzą"

Holly spojrzała na Nicka spod półprzymkniętych powiek. Czarno-czerwone oko mrugnęło powoli, a drobne usta ułożyły się w delikatny uśmiech. Pochyliła się nad nim a jej włosy musnęły jego twarz. Zimne palce dotknęły jego powiek, zmuszając, by zamknął oczy. Mężczyzna poczuł jak wargi dziewczyny muskają jego usta, a jej słodki oddech omiata jego twarz. Jego ręce oplotły smukłą talię przyciągając wiotkie ciało bliżej.
Holly ze śmiechem opadła na Nicka, nie przerywając pocałunku. Jej blade dłonie przesunęły się na włosy zmuszając go do odchylenia głowy.
Nick odsunął się na moment. Jego oddech podobnie jak dziewczyny był krótki i urwany. Spojrzał przelotnie na twarz tej, której tak pożądał. Jej diabelskie piękno było dzika pokusą i najskrytszym pragnieniem.
Czarnowłosa dziewczyna zmrużyła oczy, a zza zaróżowionych od pocałunków ust błyszczały ostre ząbki. Szkarłatna bluzka uwydatniała jej idealną figurę, a głębokie wcięcie w dekolcie przyciągało spojrzenie. Pochyliła się w jego stronę, świadoma tego jak na niego działa.
- Twój wzrok mnie pali - szepnęła mu do ucha, a jej dłoń wsunęła się za kołnierz jego koszuli, muskając wyrobione mięśnie. Długimi paznokciami znaczyła jego skórę czerwonymi liniami. Gdy polizała jeden ze śladów, przez ciało Nicka przebiegł dreszcz. Złapał dziewczynę za podbródek i pocałował, jednocześnie rozpinając jej koszulę. Holly zachichotała muskając nosem jego policzek. Pozwoliła by materiał opadł na ziemię odsłaniając nieskazitelną skórę. Nie bawiąc się w konwenanse rozcięła koszulę Nicka i usiadła mu na kolanach ocierając się ciałem o jego tors. Nagle jednak westchnęła smutno i przytuliła na chwilę do mężczyzny, jakby nie była krwiożerczym demonem, tylko bezbronną kobietą.
Nick objął drobne ciało, zapominając o pożądaniu.
- Jesteś smutna? - spytał pozwalając by wtuliła się w jego szyje. - Dlaczego?
- Bo zostawiłam cię samego, Nick. - odparła, a ton głosu był zapowiedzią ludzkiego płaczu.
A przecież Holly nigdy nie płakała…
- Nick! - czyjś wrzask wyrwał z jego objęć dziewczynę i rzucił go w ciemność.
Mężczyzna poderwał się gwałtownie czując jak coś zdzieliło go po głowie.
Mumril spojrzał na niego krzywo.
- No wreszcie. Dobudzić cię się nie dało - zrzędził.
- Mogłeś tak nie wrzeszczeć - warknął Nick mrużąc oczy w oślepiającym świetle.
- Nie wrzeszczałem - westchnęła chimera - To efekt przedawkowania alkoholu.
Nick opadł na posłanie.
- Niczego nie przedawkowałem - wymamrotał zarzucając na głowę koc. Pieprzony kac.
Mumril prychnął.
- Nathaniel powiedział, że jak nie wstaniesz w przeciągu pół godziny sam przyjdzie i cie wywlecze stąd.
- Jasne.
- Ale na poważnie Nick. Weź się w garść. Musisz to kończyć - w głosie jaszczura brzmiała prawdziwa troska.
- Jaaaaasne…
Trzasnęły drzwi i wilk został sam. Powoli odrzucił koc i usiadł.
- O kurwa - to nie był najlepszy pomysł. Pomieszczenie zawirowało wywołując mdłości. Mężczyzna pochylił głowę, zaciskając na głowie, jakby to miało zwalczyć potworny ból, który tłukł się bezlitośnie. Przezwyciężając słabość ciała wstał i wyprostował się, czując jak trzeszczą mu kości. A myślał, ze uda mu się zapić ból…
Podniósł wzrok na lustro wiszące na ścianie. Musiało być tu wstawione z czyjejś czystej złośliwości, gdyż Nickowi nie przepadał za lustrami.
Teraz jednak spojrzał w swe odbicie.
Czy to był na pewno on sam?
Widział twarz innej osoby. Ostre rysy, choć ukrywały się za plątaniną zbyt długich włosów,  nadały jego twarzy smętny wyraz. Pod oczami widniały ciemne podkówki, będące efektem zbyt dużego wysiłku. Od nieustannych zmartwień nabawił się kilku zmarszczek. Ciało, choć o umięśnione, o wysportowanej budowie pokryte było bliznami, których Nick nabawił się przez ostatni rok. Również te szramy sprawiały, że wyglądał na dużo starszego niż powinien wyglądać dwudziestopięciolatek.
Rok. Tyle wystarczyło by z wojownika zmienił się we wrak.
Nick odwrócił się nie mogąc spojrzeć w oczy swojego odbicia. Czy to dlatego wszyscy chodzili wokół niego jak na palcach? Czy naprawdę to cierpienie było tak widoczne.
Jeden głupi błąd, który zrobił zniszczył życie jego i wielu innych. Gdyby wtedy nie zostawił Holly samej, wszystko byłoby w porządku.
A teraz ona przepadła i pojawiło się nowe zagrożenie. Nadludzie.
Nikt za bardzo nie wiedział skąd pochodzą podobnie jak demony, jednak okazali się dużym zagrożeniem, nie tylko dla normalnych ludzi, ale przede wszystkim dla demonów. Runęła tamta równowaga sił; człowiek przeciwko demonowi. Teraz pojawił się nowy wróg, który był bardziej bezlitosny niż najstraszniejsze z potworów.
Oczywiście Nick wmieszał się w konflikt, próbując odnaleźć Holly. Jednak wszelkie poszukiwania były bezskuteczne. Demonica przepadła, jakby ziemia ją pochłonęła.
Jej strata była dla Nicka bolesnym ciosem. Dopiero, kiedy jej zabrakło uświadomił sobie, jak duża więź łączyła go z tą bestią o twarzy lalki. Jeszcze gorzej czuł się z myślą, że nie poznał jej tak naprawdę. Spotkanie i wspólna wędrówka wydawały się być tylko długim snem. Tylko, ze ten sen zmienił okowicie życie Nicka. Bez Holly nie wyszedłby z miasta ludzi, nie zasmakowałby wolności, ani nie spotkał starych znajomych. To ona pozwoliła mu otworzyć oczy, ukazała świat pełen okrucieństwa i piękna, które łączyły się ze sobą nawzajem. To ona rozbudziła w nim uczucia, które zawsze tłumił.
A teraz jej nie było….
Nick westchnął ciężko zirytowany własną słabością. Nie powinien tak roztrząsać przeszłości. Musiał skupić się n tym co nadejdzie. Ale było to trudne, gdyż demonica wciąż nawiedzała go w snach wywołując tęsknotę i pożądanie, które nie pozwalały mu normalnie funkcjonować.
Mężczyzna założył koszulę, jednak zapięcie jej zajęło mu trochę czasu. Palce drżały mu, gdy próbował wykonywać nawet najprostsze czynności. Wsunął stopy w buty i mimowolnie zerknął w lustro.
- Gorzej być nie może - mruknął do odbicia. Odpowiedziało mu ono grymasem, który przy dużej dawce dobrej woli można byłoby wziąć za uśmiech. Stwierdziwszy, że w miarę się ogarnął wyszedł z swojej izby, świadom tego, że ból głowy będzie mu towarzyszył cały dzień.
Wraz zresztą chimer zajmował piękny dwór w Królestwie Demonów Nocy, które przyjęły ich na prośbę tajemniczej Christy Miner. Dzięki wpływom ów demonicy ich życie stało się wspaniałe, choć w przypadku Nicka, była to sprawa dyskusyjna. Niestety chimery nie mogły poznać swojej wybawicielki ponieważ od ponad roku przebywała poza Królestwem z misją dyplomatyczną. Nie wiadomo było, kiedy wróci.
Nick wszedł do pokoju zajmowanego przez Nathaniel bez pukania. Nie było go tam jednak. Zamiast potężnego mężczyzny ujrzał dostojną kobietą siedzącą w fotelu. Jej nogi otulał koc, na którym położyła książkę. Z chwilą wejścia Nicka uniosła głowę znad lektury.
- Dzień dobry, skarbie - Trisha wciąż traktowała mężczyznę jak własne dziecko, a on jej na to pozwalał, wiedząc jaką radość jej to sprawia. - Marnie wyglądasz - zauważyła kobieta zatroskanym głosem.
Nick od razu poczuł wyrzuty sumienia. Nie chciał martwić tej wspaniałej, przepełnionej miłością kobiety, zwłaszcza, ze miała dość swoich zmartwień. W wyniku postrzału doznała poważnych obrażeń, które zabiłyby zwykłego człowieka. Jednak chimera przeżyła, choć straciła czucie w dolnej części ciała. Teraz była niemal cały czas przykuta do fotela. Nie mogła chodzić i wymagała pomocy, a mimo to troszczyła się bardziej o swoich towarzyszy.
Nick nawet nie próbował się uśmiechnąć. Usiadł na ziemi obok fotela, nie chcąc nadwyrężać nóg. Zamknął oczy na chwile odcinając się od świata.
Jednak spokój nie trwał długo.
- Znowu śpisz? - głos Nathaniela zmusił go do podniesienia ciężkich powiek.
- Nie. Tylko siedzę z zamkniętymi oczami - mruknął, błagając w duchu by przyjaciel nie darł się tak głośno. Jakby wilczy słuch nie był dość wrażliwy na wysokie dźwięki.
- Ja już mam tego dosyć, słyszysz? - Nathaniel złapał Nicka za ramię i pociągnął w górę  Wstawaj, masz spotkanie.
Nick wyrwał się i sam podniósł.
- Mam to gdzieś - warknął, choć przemęczony organizm nie miał sił buntować się.
Ostry policzek przywrócił mu jasność umysłu. Spojrzał na Nathaniela, który unosił dłoń, by ponownie go uderzyć.
- Nie rób z siebie ofiary syknął rozeźlony - Mam już dość patrzenia jak się staczasz. Nie mam ochoty patrzeć na to jak umierasz.
- Aż tak źle nie jest…
- Nick - ciepła dłoń chwyciła jego rękę w mocny uścisk. Trisha spojrzała na niego wzrokiem pełnym bólu - Posłuchaj Nathaniela - poprosiła.
Tylko ze względu na więź łączącą go z kobietą nie wyrwał się z uścisku.
- W porządku - mruknął szykując się na kazanie. I tak dość długo chimera zwlekała z tym. - Słucham. Z kim mam się spotkać?
- Z panią Miner - padła odpowiedź.
Nick uniósł brew.
- Zaraz… Czy chodzi ci o tą Miner? Christę Miner?
- Nie inaczej. Więc oprzytomniej w końcu. Nie wolno by ktoś tak czcigodny czekał na ciebie.
W tej chwili Nick pożałował, że tyle wypił. Jego stan nie pozwalał mu nawet na dłuższe stanie, o rozmowie z demonem nie wspominając.  
- Dobra niech będzie - wzruszył ramionami. Wolał mieć to za sobą.
Na korytarzu czekał już na niego zielono skóry demon, którego wielkie skrzydła ledwo mieściły się pod sufitem. Skłonił głową na powitanie.
- Witaj - mruknął Nick. Widział już kilkakrotnie owego demona, jednak ignorował go podobnie jak resztę. Nie dlatego, że uważał się za lepszego od nich, po prostu wolał przebywać sam.
- Proszę za mną - głos demona był uprzejmy, choć bezbarwny.
Wyszli na zewnątrz. Nick dalej się nie przyzwyczaił, że w Królestwie nie ma słońca. Świetliste kryształy, choć niewątpliwie piękne, były tylko nędzną imitacją. Dotarcie do rezydencji Christ nie zajęło dużo czasu. Znajdowała się tuż obok.
Za to, gdy spojrzał na kobietę poczuł się, jakby czas się zatrzymał. Jasne, niemal białe włosy demona spływały na plecy połyskującą falą. Oczy ciemne i mroczne spoglądały na niego z uwagą i zaciekawieniem, pod który kryła się potężna siła.
Ona, Christa miała twarz, którą Nick tak doskonale zapamiętał. Gdy się uśmiechnęła wydawała się być lustrzanym odbicie Holly.
Zmieszany mężczyzna przyklęknął, chcąc oddać jej cześć i jednocześnie ukryć swoje zamieszanie.
- Wstać - melodyjny głos zmusił go do podniesienia głowy - Nie musisz bawić się w niepotrzebne konwenanse.
- Chciałem tylko wyrazić swą wdzięczność za tak wspaniałą gościnę. Nie wiem jak uda nam się spłacić ten dług - odparł Nick. Czuł się żałośnie słaby w porównaniu z tą demonicą, która emanowała czystą mocą.
Christa machnęła lekceważąco dłonią.
- To drobiazg. To czysta przyjemność pomóc komuś, kto walczy w imieniu demonów na ziemi.
- Skąd…?
- Oczywiście, ze wiedziałam - srebrnowłosa demonic podeszła bliżej do wilka. Była od niego trochę niższa, musiała lekko podnieść głowę by spojrzeć mu w oczy.- Cały czas pilnowaliśmy ciebie i mojej córki.
- Och - fragmenty układanki rozsypanej w głowie zaczynały się układać w całość. Więc Holly cały czas miała kontakt z demonami.
Nick zaczął już błądzić w myślach, gdy zimna dłoń dotknęła jego policzka. Spojrzał w niewiarygodnie stare oczy Christy.
- Chciałabym ci podziękować za to, że opiekowałeś się Holly. Pomogłeś jej zachować racjonalny umysł i człowieczeństwo.
Mężczyzna skrzywił się.
- Nic nie zrobiłem… - nie uważał, by dziewczyna wyniosła jakiekolwiek korzyści ze znajomości z nim. Zbyt często jej wadził.
Kobieta spojrzała na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Wierzysz, że Holly wróci?
- Przecież nawet nie wiem, gdzie ona jest - odparł Nick nie bardzo wiedząc o co chodzi srebrzystowłosej.
- Kochasz ją? - następne pytanie dobiegło z wejścia do rezydencji. Widok wchodzącej postaci zjeżył mu włosy na głowie. Widział go tylko raz, ale znienawidził na zawsze.
Christa wyglądała na równie zaskoczoną co wilk.
- Co ty tu robisz? - spytała omijając mężczyznę, by podejść do nowo przybyłego. - Dlaczego strażnicy cię wpuścili?
- Przybywam z poselstwem od Pana Miasta Grzechu - padła odpowiedź.  - Nick, prawda? - zwrócił się do wilka - Ponawiam pytanie. Kochasz Holly na tyle by poświęcić dla niej życie?
- Owszem - warknął w odpowiedzi wilk.
- Cudownie. Bo my wiemy, gdzie znaleźć moją głupią siostrę - twarz Haydena rozjaśnił upiorny uśmiech.


Alex czuł jakby znajdował się w jakimś chorym śnie. Codzienny potworny strach, który uciskał jego serce i dławił oddech. A teraz było tylko gorzej.
- Ruszaj się ofermo! - groźne spojrzenie Jacka zmroziło mu krew w żyłach. Wiedział, że jeśli tylko wykona jakiś pochopny ruch może zginąć.
Bo teraz łowcy nie byli tylko ludźmi. Zyskali siłę, która pozwalała im na walkę z demonami, i to walkę zwycięską. W wyniku eksperymentów stali się czymś więcej - nadludźmi, istotami o srebrnych oczach i kamiennych sercach. Biada temu, kto chciał wejść im w drogę. Odsunęli się od ludzi, uznając się za wyższą formę ewolucji.
Alex, jednak mógł przebywać wśród nich. Jako młody łowca, musiał czekać, aż uzyska stosowny wiek by stać się nadczłowiekiem. Wszelkie eksperymenty u osób poniżej osiemnastego roku życia kończyły się śmiercią. Jednak chłopak miał zagwarantowaną przeminę, jak tylko osiągnie pełnoletniość. Tylko i wyłącznie dlatego był wtajemniczony w sprawy nadludzi.
Teraz posłusznie szedł za Jackiem, za obóz w stronę wykopanych głęboko tuneli. Wejście do środka prowadziło przez tytanowe drzwi, cały czas pilnowane przez elitarną jednostkę. Teraz strażnicy bez ociągania otworzyli właz wpuszczając obydwu do środka.
Chłopak nie wiedział co się znajduje pod ziemią. To były dane zastrzeżone dla większości. Mówiono coś o tajnym laboratorium, ale Alex nie wierzył zbytnio w te informacje. Ale mimo to podążył za starszym łowcą, choć miał przeczucie, że dobrze się to dla niego nie skończy.
Pod ziemią panował chłód, który wywoływał gęsią skórkę na rękach chłopaka. Oświetlone starymi lampami naftowymi korytarze sprawiały ponure wrażenie.
Nagle Jack zatrzymał się przed nieoznaczonymi, metalowymi drzwiami. Bez wysiłku odsunął ciężką blokadę i kopniakiem otworzył drzwi.
- Bez żadnych wymysłów - krzyknął, nie odwracając się do Alexa.
- Jasne - darł niemrawo chłopak.
Srebrne oczy odwróciły się do niego. Na twarzy łowcy pojawił się uśmiech rozbawienia..
- Nie mówiłem do ciebie. - i wszedł do środka
Młodzieniec nie wiedząc co ze sobą zrobić podążył za nim.
Pomieszczenie w którym się znalazł było oświetlone w podobny sposób co korytarz. Nie posiadało żadnych mebli, jedynie zimne betonowe ściany i podłoga.
Ktoś siedział w kącie próbując skulić się.
- Cześć mała - nadczłowiek podszedł do zwiniętego kłębka i przykląkł obok - Dalej się boczysz za to ostatnie?
Postać uniosła głowę, a Alex zachłysnął się spoglądając w jej oblicze. Była to piękna dziewczyna o egzotycznych rysach, które zasłaniały długie czarne włosy. Trójkątna twarz o bladej, niczym alabaster cerze miała idealne proporcje. Duże migdałowe oczy różniły się od siebie. Jedno było czarne jak smoła, a drugie szkliście zielone, jednak patrzyły n niego z jednakim wyrazem wielkiego głodu. Dziewczyna ubrana była tylko w za dużą koszulę, która odsłaniała chude nogi i ramiona. Jednym kolorowym akcentem był duży czarny pierścień o migotliwym szkarłatnym kamieniu. Dziewczyna co chwila dotykała go jakby musiała upewniać się czy nie zniknie.
- Kto to? - cichy, spokojny głos wydobył się z jej ust. Choć pytanie brzmiało błaho,  Alex wyczuwał pod nim inne mówiące: " On jest dla mnie?''
Nie tylko on słyszał prawdziwy sens pytania. Jack zaśmiał się i złapał dziewczynę za podbródek zmuszając by patrzyła na niego.
- Moja miła - wymruczał w tak intyny sposób, że Alex poczuł się skrępowany - To przyjaciel. Nazywa się Alexander. Alex - zwrócił się do chłopca - Poznaj Holly.
Młodzieniec zerknął na cudowną dziewczynę, która skinęła lekko głową, zanim jej ciało opadło w ramiona Jacka. Zamknęła oczy, a jej usta przybrały kolor ametystu.
- Kurde, Alex leć na końcu korytarza jest strażnik poproś go o mirilium - warknął nadczłowiek.
- Dobrze - chłopak jak w letargu podniósł się nie spuszczając wzroku z filigranowej postaci w ramionach łowcy. Wycofał się do drzwi i zamknął je za sobą, by odzyskać trzeźwość umysłu. Skierował siwe wskazane miejsce.

Holly otworzyła oczy jak tylko usłyszała trzask drzwi. Spojrzała na Jacka, który trzymał ją w silnym uścisku i uśmiechnęła się wyciągając rękę ku jego twarzy.
Jednak jej dłoń zawędrowała na szyję wbijając się błyskawicznie w gardło z taką siłą, że przerwała kręgi szyjne.
Z ust łowcy popłynęła krew, kapiąc na twarz dziewczyny. Choć jego kręgosłup był uszkodzony nie stracił czucia w kończynach.
Holly zmarszczyła brwi. Senne spojrzenie zastąpił wzrok pełen wściekłości.
Jack uśmiechnął się.
- Na twoim miejscu przestałbym próbować. Nie znajdziesz we mnie słabego punktu - odezwał się, gdy tylko szyja powróciła do normy. Odgarnął jej z twarzy włosy i nachylił się do pocałunku. Demonica poczuła jak ciepła krew spływa jej do gardła. Nie smakowała tak wspaniale jak zwykła ludzka krew, było w niej zbyt wiele innych substancji, które czyniły z łowcy niepokonanego wojownika. Ale przełknęła ją wiedząc, że doda jej sił i pozwoli organizmowi lepiej walczyć z trucizną, która krążyła w jej żyłach odbierając siły.
Pocałunki Jacka były coraz bardziej natarczywe, a jego dłoń wsunęła się za koszulę błądząc po szyi i schodząc niżej na piersi. Kątem oka Holly widziała jak przez uchylone drzwi patrzy na nich ten chłopiec, Alex, a jego wzrok śledzi jej ciało obnażone przez łowcę. Nie śmiał wejść i przeszkodzić okrutnemu nadczłowiekowi. Demonica zamknęła oczy niemal uśmiechając się z zadowolenia. Mężczyźni…
Nie musiała zabijać nadludzi, by się stąd wydostać. Wystarczy, że odpowiednio pokieruje tym niewinnym chłopakiem.
A kiedy już będzie wolna zabije każdego, kto będzie na tyle odważny by jej dotknąć. Jeśli jej pomysł wypali zniszczy to miejsce. Zginie każdy mężczyzna, czy chłopiec, który wejdzie jej w drogę. Jeśli będzie trzeba doprowadzi ludzi do zagłady.
  • awatar Seiti: Szykowałam się spać, miałam przeczytać fragment i dokończyć jutro. Taa, pochłonęłam jednym tchem! Super, więcej, więcej!
  • awatar Kate - Writes: Świetne, jak zwykle. Nie będę nic wymyślać, bo jestem chora i sama ledwo co piszę swoje.
  • awatar Lisa Angels: Aż żal mi Nicka, a początek wyśmienity, już myślałam, ze coś ominęłam, a tu okazuję się, że to sen. Ale teraz wiadomo, że Nick kocha Holly, ale będzie miał przerypane, jak ona już wyjdzie, skoro ta ma teraz wstręt przed facetami. Nie lubię tego łowcy, dzieciaka i nadludzi.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: " Bezlitosny świat"

Nick sunął przed siebie, niemal nie dotykając łapami ziemi. Wyprzedził innych o kilkaset metrów, przecierając dla nich bezpieczny szlak. Czuł się tak jak kiedyś, gdy podczas napadów szedł na przodzie, na własne ryzyko ułatwiając innym zadanie.
Czarne wilcze wargi wygięły się w zwierzęcym uśmiechu. Tamte czasy były niewątpliwie okresem bogactwa i szczęścia. Wraz ze swoimi ludźmi, żył jak chciał, nie troszcząc się o to co się dzieje poza miastem. Dbał tylko o własną kieszeń i taki tryb życia pasował mu.
Dopóki wszystko się nie posypało. Po jakimś czasie opuścił grupę, czując, że nie pasuje do tego świata, nie było dla niego prawdziwego miejsca wśród ludzi. Jego wilcza natura cierpiała zamknięta w klatce utartych przekonań i kłamstw. Odsunął się od ludzi na dystans, nie chcąc więcej uczestniczyć w ich sprawach.
Został tylko Ruddie. Mały wierny Ruddie, który uparcie podążał za Nickiem, jak szczenię za przewodnikiem. Mężczyzna nie mógł odtrącić kogoś, kto był zdany na samego siebie. Choć kosztowało go to dużo, pozwolił chłopcu towarzyszyć w jego życiu.
Nick zachwiał się i na chwilę zgubił rytm biegu. Wspomnienia uderzyły z brutalną siłą.
Spotkanie z łowcą otworzyło mu oczy na nowo przypominając o dawnym upokorzeniu. Tamtej nocy pozwolił sobie, by gniew i chęć zemsty przysłoniły mu zdrowy rozsądek. Wystawił Ruddiego na pewną śmierć troszcząc się bardziej o własne ego, niż o bezbronnego dzieciaka. Dopiero po jego śmierci uświadomił sobie jak wiele stracił z własnej winy. Nigdy nie traktował dobrze swojego towarzysza, a mimo to był dla niego jak brat. Heike i Ruddie. Dwie najbliższe mu istoty, zniknęły z jego życia pozostawiając za sobą tylko bolesne wspomnienia.
I wtedy pojawiła się Holly. Dzika, szalona istota, od której kaprysu zależało jego życie. Wywróciła jego świat do góry nogami. W ciągu jednej chwili, bezpowrotnie zmieniła go, wprowadzając swoją osobą nowy element. Zniszczyła przeszłość, kreując przyszłość, którą rządziła ona sama.
Bezduszna diablica, okrutna morderczyni, szalona psychopatka.
I najwspanialsza istota jaką spotkał….
Nick potrząsnął głową próbując ogarnąć chaos myśli. Szaleństwem było, że zależało mu tak na kimś kogo można byłby utożsamić z największym złem.
Ale czy sam był tak dobry i prawy?
O ironio! Cóż za parodia pięknej nieśmiertelnej miłości.
Głupie płytkie ludzkie książki. Pieprzone romanse, warczał w duchu nieświadomie powtarzając opinię Holly. Żadne z nich nie pasowało do opisu miłości. Ich relacje były oparte głównie na chciwości i nienawiści do świata. Obojgu zależało na czymś i chcieli to otrzymać. O boje nigdzie nie pasowali.
Nick przystanął.
- Ale to żałosne - mruknął, czując jak wpada w pułapkę uczuć - Trzeba było ją zabić…
Żałobne wycie rozdarło ciszę lasu.
Nick wyprężył się jak struna, czując jak ciało reaguje instynktownie. Wycie miało być jego sygnałem, a ten dźwięk nie pasował mu do żadnego członka grupy. Gdy po raz kolejny usłyszał zew dobiegający z innej strony myśli błyskawicznie złożyły się w całość.
Łowcy! Wyruszyli za swoją zwierzyną poza miasto.
Szary wilk wystrzelił pędem w zarośla. Nie mógł wrócić do reszty, gdyż nie wiedział gdzie znajdują się myśliwi. Przypuszczał, że rozproszyli się po całej okolicy, by otoczyć ich i uniemożliwić ucieczkę.
Nick działał tak jak kazał mu wewnętrzny głos. Jego obowiązkiem było odciągnąć wroga od reszty. Nie martwił się o Holly. Dla niej była to prawdopodobnie doskonała zabawa. Jednak chimery nie były przystosowane do walki z uzbrojonym wrogiem, nawet jeśli byli to tylko ludzie. Trisha nie była już najsprawniejsza, a większość nie wiedziała jak postępować w takiej sytuacji. Nick miał nadzieję, że Nathaniel nie straci głowy i zadba o swoich podwładnych.
Szczekanie ogarów odbiło się echem od drzew.
Gorąca krew zawała w żyłach wilka. Widmowe wspomnienie odległych czasów przesłoniło mu wzrok. Czasy, kiedy wilki żyły w lasach, bezrozumne przerażone ludzkością. Czy kiedykolwiek miało to miejsce?
Teraz jednak liczyła się teraźniejszość i współczesne zagrożenia. Świat tak okrutny, że śmierć była wybawieniem…
Nick bezszelestnie sunął niemal dotykając brzuchem ziemi. Oczy czujnie śledziły cel, wybierając ofiarę.
Ta znalazła się szybko.
Jeden z młodych łowców zostawił swoich towarzyszy w tyle, popędzając swojego wierzchowca. Ta wyprawa była dla niego niewątpliwie wielką szansą zbicia majątku.
Nick przez chwilę zastanawiał się. Łowca na pewno miał mniej niż siedemnaście lat. Być może nie ukończył nawet pełnego szkolenia, czy jak to się tam nazywa. Młoda, Nawe dziecinna twarz wrażała ekscytację.
Dopóki w jego polu widzenia nie pojawił się wilk.
Nick rzucił się na konia, który przerażony stanął dęba i zrzucił jeźdźca. Mężczyzna przemienił się, a jego twarz wykrzywił pogardliwy uśmiech. Dłoń zacisnęła się na trójkątnym ostrzu.
Cierpliwie poczekał, aż łowca podniesie się i złapie za kuszę. Pozwolił mu ją załadować i wystrzelić bełt.
Oczywiście strzał chybił. Wilk od początku widział jak chłopakowi drżą ręce, przerażenie sprawiło, że lata treningu poszły zapomnienie.
- Rzuć to - warknął, widząc jak w oddali ukazują się czarne postaci - No dalej! I tak ci się nie przyda.
- Wy…wy… bestie! - wrzasnął chłopiec - Potwory!
- Nie jesteście lepsi - syknął wilk podchodząc bliżej. Powinien go zabić jak najszybciej i odnaleźć resztę. - Wiesz co darowałbym ci może, ale chcę wiedzieć po co nas śledzicie. Jak grzecznie odpowiesz może oszczędzę cię. Ale poczekaj chwilę…. - chwycił zręcznie kuszę i przygotował do wystrzału. Wycelował w zbliżającą się gromadę i wypuścił pocisk celując w jednego z jeźdźców. Strzał był celny, ale Nick nie pozwolił sobie na chwile radości. Dopiero, kiedy reszta zawróciła opuścił broń. Kątem oka zerknął na młodego łowcę. Tak jak przypuszczał ten nie ruszył się z miejsca. Jego twarz przybrała trupią barwę, jakby był przerażony bezlitosnym atakiem.
Wilk niemal się uśmiechnął.
- Gdybyś widział Holly -mruknął pod nosem i wycelował w chłopaka - A teraz gadaj!
Jego ofiara opuściła głowę. Ramiona dygotały w spazmach szlochu, ale jednak odpowiedział cicho.
- To odwet. Za śmierć Michaela. Jego syn chce dorwać tę dziewczynę z którą podróżujesz.
Nick uniósł brew.
- Poważnie? Zemsta? Ludzie są żałośni - zaśmiał się cicho, choć nowa fala nienawiści ogarnęła jego ciało. Michael, to imię tego, który zabił Ruddiego i przed kilku laty, niemal jego samego. Ironicznie dopiero po jego śmierci dowiedział się jak się nazywa.
- Bardziej żałosny jest wilk na smyczy potwora- czyjś zimny głos, zmusił wilka by się odwrócił. Poczuł na gardle chłód metalu.
- O! - mruknął widząc długi miecz, którego właścicielem był wysoki łowca o lodowatym wzroku.- Chyba skądś cię znam - uśmiechnął się, choć doskonale wiedział, że jest otoczony. Jak idiota pozwolił im do siebie się zbliżyć.
Ostrze nacisnęło mocniej na jego gardło, przypierając do drzewa. Nick zakaszlał, ale spróbował ponownie.
- Czy to twojego szanownego ojczulka zabiła ta dziewczyna? Był za słaby by zabić taką chudzinę, nieprawdaż?
- Mój ojciec nie był słaby - zimny, wyrachowany uśmiech, który kazał wilkowi się zastanowić, czy łowca jest właściwie człowiekiem - Ona jest diabłem, a ja mam ochotę zobaczyć piekło.
- Było poprosić - z mroku wychyliła się dziewczęca postać. Faktycznie wyglądała jak wcielenie diabła, z trupio bladą skórą i czarnymi ustami umazanymi krwią. Dłoń zaciskała na materiale płaszcza mężczyzny, który był niewątpliwie martwy. Bez wysiłku pociągnęła ciało za sobą i rzuciła je u stóp syna Michaela.
- Do zwrotu - zaśmiała się dziko i mrugnęła do Nicka.
Wilk odetchnął z ulgą. W pełni nad sobą panowała, więc raczej nie zrobi nic głupiego.
- Proszę, proszę złapałaś przynętę - mężczyzna cofnął miecz i zamachnął się próbując trafić głowę Nicka. Jednak wilk był szybszy. Ominął łowcę i podbiegł do Holly, widząc jak chce mu coś przekazać.
- Leć pomóc Nathanielowi. Trisha jest poważnie ranna - mruknęła przez zaciśnięte zęby dziewczyna. - Jak skończę z nimi to znajdę was.
- Powodzenia - mruknął wilk i przemienił się. Wiedział, że Holly da sobie radę. On musiał znaleźć resztę członków grupy.

Holly westchnęła widząc jak szary wilk mknie przed siebie i znika wśród drzew. Była mu wdzięczna, że jej posłuchał. Teraz, gdy łowcy stracili swojego asa, mogła dowiedzieć się wszystkiego.
Spod przymkniętych powiek patrzyła na łowcę o bladobłękitnych oczach. Niewątpliwie on tu rządził i to od niego się dowie wszystkiego.
- Odwołaj swoich ludzi, albo spotka ich marny koniec.
- Jak ich odwołam to mnie zabijesz. Nie ma głupich….
- Nawet oni mnie nie powstrzymają - Holly wzruszyła ramionami - Nie szkoda ci ludzi?
Mężczyzna zastanawiał się chwile.
- W sumie niech stracę. Wracać do koni czekać na mnie - rozkazał.
Jego pewność siebie zaniepokoiła Holly. Albo miał coś nie tak z głową, albo coś się szykowało.
- Proszę madame, jesteśmy sami - łowca rozłożył ramiona, po chwili usiadł na ziem.
- Nie boisz się? - dziewczyna poczuła się niemal urażona.
- I tak mnie zabijesz - uśmiechną się tamten - Co mi tam zależy?
- W porządku - Holly nie miała zamiaru tego komentować. Uklękła podwijając nogi pod siebie. W razie czego i tak będzie szybsza niż on - Jak ci na imię?
- Jack. Ty jesteś Holly prawda?
- Dokładnie! – uśmiechnęła się słodko mrużąc oczy.
- Piękne imię dla tak krwiożerczego potwora – Jack mruknął pod nosem.
- Czego ode mnie chcesz? – dziewczyna postanowi l przejść do sedna sprawy.
- Najpierw myślałem o twoich zwłokach leżących w kałuży krwi – łowca zerknął na nią szukając śladów jakiejkolwiek reakcji, ale twarz potworzycy pozostawała bez zmian. – Ale teraz bardziej bym chciał takiego demona na własność.
- Jak to pięknie brzmi – Holly westchnęła, a jej ręka owinęła się wokół procy – Jednak nie wszyscy mogą mieć to co chcą.
- Czyżby? Skąd taka pewność? – łowca uśmiechnął się leniwie. Jego twarz wyrażała kocie zadowolenie.
- Jesteś tylko człowiekiem. Czy chcesz skończyć jak ojciec?
- Próbuj dalej mały potworku. Nie wyprowadzisz mnie z równowagi.
Holly stwierdziła, że ma tego dosyć. Odbiła się od ziemi i rzuciła na łowcę niemal z euforią wbijając kły w ramię. Poczuła jak jego dłoń zaciska się na jej pasie, a ciało trzęsie… ze śmiechu?
- Na to liczyłem – syknął jej do ucha i Holly poczuła jak coś wbija się w jej szyję. Gruba igła z łatwością przebiła skórę, a po jej końcu w głąb ciała spłynęła piekąca ciecz.
- Co do cholery? – Holly odepchnęła łowcę i uderzyła plecami o drzewo. Złapała się za szyję, ale nie było nawet śladu krwi. – Co to jest? – warknęła, gdy świat zawirował jej przed oczami.
Jack pomachał jej przed oczami strzykawką.
- Eksperyment – mruknął zadowolony – Myślałaś, że mnie pokonasz? Spójrz – odsłonił miejsce w które ukąsiła go demonica. Głęboka rana goiła się na jej oczach.
Holly złapała się drzewa by nie upaść. Cokolwiek podał jej ten cholerny typ, było mocne.
- Ty suknisynu – warknęła próbując go dosięgnąć, ale palce robiły się bezwładne, a w nogach traciła czucie. Upadła na kolana.
- Ha! To jest miejsce takich jak ty. Na kolanach przed nowymi panami ziemi. Teraz ludzie odzyskają panowanie nad światem, a ty nam w tym pomożesz.
Dziewczyna wbiła dłonie w ziemię i z wysiłkiem podniosła głowę. Obraz przed oczami dwoił się i troił, tak że nie mogła skupić swojej uwagi na łowcy.
- Żałośni… Wszyscy chcą władzy – wymamrotała. Nie miała już siły walczyć. Teraz próbowała tylko nie stracić przytomności. Pomyślała o Nicku, który był jej najbliższą osobą. Czy jeśli ludzie opanują świat nie będą chcieli zabić i jego?
Potworzyca była już całkowicie wyczerpana. Osunęła się na ziemię płaszcząc przed człowiekiem. To, że została pokonana było dla niej hańbą.
- Zniszczę was – wyszeptała, czując jak jakaś część jej umiera.

*  *  *  *  *
Następne rozdziały będą już trochę inne od tych. Postanowiłam zadbać bardziej o to jak będę pisać i może, jeśli się uda, będę dodawać do każdego rozdziału rysunki postaci. Może wyjdzie... :D
  • awatar ღ Colour of your dreams ღ: Świetne :D Obserwuje ,licze na to samo :D Zapraszam do mnie
  • awatar Seiti: Bardzo dobrze napisane. Czytało się przyjemnie, genialne ujęte myśli. Niesamowity zwrot akcji, sceny walk do pozazdroszczenia. Tak sobie myślę, że z punktu widzenia człowieka, to świat apokalipsy, w którym trzeba walczyć o każdy oddech. Dziwne stwory rządzące światem... mam nadzieję, że będzie z punktu widzenia łowcy. :D
  • awatar Kate - Writes: Jak ty to robisz, że tak perfekcyjnie opisujesz sceny walki? Naucz mnie, akurat pisze o zawodach karate, w których Skipper bierze udział, to mi się przyda. Mam jedno ale: ....a do mnie nie masz czasu zajrzeć!!!!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów